Skip to main content

Full text of "Uniwersytet Wileński (1579-1831). T. 3"

See other formats


Fontes et commentationes historiam scholarum superiorum in Polonia illustrantes. 





I 


JÓZEF BIELIŃSKI 


UNIWERSYTET WILEŃSKI 


(1579 — 1831) 


+ t<- Gp mo > — 


Pisać historyę Uniwersytetu, ocenić jak 
należy cały wpływ, jaki miał w różnych cza- 
sach i wiekach na oświecenie narodu, trzeba 
na to poświęcić część życia człowieka. C'est 


la vie dun homme. 
J. G. Rudomina. 


TOM IIL 


KRAKÓW 
DRUK W. L. ANCZYCA |I SPÓŁKI 
1899 —1900 


FONTŁO ET GONNŁNTATIONEO 


historiam scholarum superiorum im Polonia 
illustrantes. 
IV. 


—: - > 


MATERYMŁY | OPRACOWANIA. 


dotyczące historyi wyższych zakładów naukowych 
w Polsce. 
IV. 








DZIEDZINIEC DOMU ALUMNÓW. 





CZĘŚĆ DZIEWIĄTA... 


ŁŁo=00140—— 


NAUCZAJĄCY. — ZNAKOMITSI UCZNIOWIE. 


—-  eb+— 


ROZDZIAŁ LXVI. 


Kanclierze Akademii. — Kuratorowie. 


Biskupi wileńscy byli kanclerzami Akademii, mianowanymi przez 
papieża Grzegorza XIII. Odpowiadali to oni w pewnej części później- 
szym kuratorom, gdyż podobnie jak ostatni mieli nadzór nad Szkołą 
Główną wileńską. Nadzór ten kanclerzy był raczej honorowym aniżeli 
rzeczywistym. Był to raczej czczy tytuł tylko, bo chociaż niektórzy biskupi 
nosili się z myślą czynnego udziału, na projektach tylko kończyły się 
te zamiary. Inaczej też być nie mogło. Gdyby który z biskupów-kancle- 
rzy chciał mieć nadzór rzeczywisty, nie dopuszczonoby go do tego; bo 
taki stosunek biskupa do szkoły byłby wkroczeniem w atrybucye gene- 
rała zakonu, który był dla szkoły wileńskiej wszystkiem i nie pozwoliłby 
nikomu stawać wpoprzek swoim rozporządzeniom. Ostatni z kanclerzy, 
biskup Massalski, więcej miał prerogatyw od swoich poprzedników, albo- 
wiem za jego kanclerstwa upadł zakon Jezuitów, szkoła była sekulary- 
zowaną, a Massalski był prezesem Komisyi edukacyjnej, pod której bez- 
pośrednie zawiadywanie przeszła szkoła wileńska. Mimo tego wszyst- 
kiego rektor, o ile mógł, bronił się od wpływu biskupa; a gdy z łona 
członków Komisyi edukacyjnej wyłonił się protektor Szkoły Głównej 
litewskiej, człowiek świecki, Joachim Chreptowicz — wówczas Poczobut 
nawet tytułu kanclerza uznawać nie chciał, mając w Chreptowiczu kura- 
tora szkoły. 

Ów pierwszy kurator wileński Chreptowicz był pośrednikiem i orę- 
downikiem między szkołą a Komisyą edukacyjną. Za czasów Uniwersy- 

UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III. 1 


tetu, stosunek kuratora do szkoły jest jasno przedstawiony w ukazie 
cesarskim z dnia 24 stycznia 1803 roku. Jak za czasów Szkoły Głównej 
wileńskiej, kurator tej szkoły był równocześnie członkiem Komisyi edu- 
kacyjnej, tak za czasów Uniwersytetu, kurator wileńskiego okręgu nau- 
kowego był równocześnie członkiem komisyi przy ministeryum oświaty, 
noszącej nazwisko »Główny rząd szkół«. Otóż taki członek komisyi 
i równocześnie kurator okręgu naukowego, na zasadzie punktu 20 cy- 
towanego wyżej ukazu: »odpowiada za porządek wszystkich szkół po- 
wierzonego mu okręgu naukowego; odbiera raporty od swego uniwer- 
sytetu, przed urządzenieni zaś tego uniwersytetu i wogóle szkół w okręgu, 
od tych szkół jakie istnieją już, w takim porządku, jaki będzie nazna- 
czony; przedstawia ministrowi sprawy bieżące, a w ważniejszych, prze- 
chodzących jego władzę, oczekuje od niego rezolucyi. Kurator winien 
starać się, aby urządzić w swym okręgu uniwersytet i drugie szkoły, 
jeżeli takowych jeszcze niema, o doprowadzenie ich do stanu kwitną- 
cego, słowem powinien się starać o rozszerzenie i postępy oświaty na- 
rodowej w powierzonem mu miejscu. Profesorów i dyrektorów gimnazyów 
bezpośrednio on przedstawia do zatwierdzenia ministrowi; jednakże pro- 
jekty nowego rozporządzenia czy to naukowego czy gospodarskiego 
przedstawia swoim współtowarzyszom dla rozpatrzenia; podobnież przed- 
stawia sprawozdanie z wydatków corocznych, poniesionych na utrzyma- 
nie szkół, znajdujących się w jego okręgu. Kurator ma swoją kancelaryę. 
Punkt 21. Kurator jest obowiązany zwiedzać szkoły swego okręgu przy- 
najmniej raz na dwa lata; w razie ważnej przeszkody, minister uprasza 
o najwyższe pozwolenie, aby komenderować do tego okręgu drugiego 
członka Głównego rządu szkół«. 

"Pozostaje nam wyliczenie w porządku chronologicznym kanclerzy 
1 kuratorów. O pierwszych niewiele mamy do powiedzenia wobec mono- 
grafii X. Wincentego Przyałgowskiego, który w »Żywotach biskupów 
wileńskich« (Petersburg 1861) wszystko to opowiedział dokładnie, co 
iras mogłoby obchodzić. Do tej monografii więc odsyłam ciekawych. 
Poprzestaję obecnie na podaniu w nawiasie, obok nazwiska, tych lat, 
w których dany biskup był kanclerzem Akademii. 

Waleryan Protasewicz Suszkowski (1579—1580). Był 
jednym z najuczeńszych ludzi swojego wieku. Do unii Korony z Litwą 
dużo się przyczynił. Założył Uniwersytet w Wilnie i uposażył go. Uro- 
dził się w 1504 r. w Krajsku, w gub. mińskiej. 

Jerzy Radziwiłł (1581—1590). Znany w historyi jako rządca 
Inflant, poseł do różnych monarchów, fundator wielu kościołów, dobro- 
czyńca Uniwersytetu wileńskiego. Został później biskupem krakowskim 
i kardynałem. 


— 3 — 


Benedykt Woyna (1600—1615). Dobrze się zasłużył ojczyźnie, 
będąc jeszcze sekretarzem Stefana Batorego. Mąż uczony. O jego pra- 
cach literackich mówiliśmy wyżej (2957). 

Eustachy Wołłowicz (1616—1630). Człowiek znakomity. 
Poseł różnymi czasy do różnych dworów. Pisarz kościelny niepospolity. 

Abraham Woyna (1631—1649). Sławny jest zbiór synodów 
dyecezyi wileńskiej, ogłoszony drukiem z rozporządzenia Abrahama 
Woyny. Zbiór ten podany jest wyżej pod numerem 2953. 

Jerzy Tyszkiewicz (1650— 1656). Poseł do papieża Urbana VII 
w 1638 roku. Przewodniczył na zjeździe toruńskim. Mąż uczony. 

Jan Dowgiałło-Zawisza (1656—1661). Preuschhoff mianuje 
go Jonaszem. Wychowywał się w Akademii wileńskiej i stopień doktora 
filozofii otrzymał w r. 1628. Następnie podróżował i w nauce prawa tak 
wysokie poczynił postępy, że promowany został na doktora obojga praw. 
W hierarchii duchownej zajmował wydatne miejsce. Będąc kanonikiem 
wileńskim, brał udział w poselstwie, następnie był archidyakonem wileń- 
skim i proboszczem oszmiańskim, później referendarzem i pisarzem litew- 
skim, nakoniec biskupem wileńskim. Konsekrowany w Częstochowie. 

Jerzy Białłozor (1661—1667). Był również wychowańcem Aka- 
demii wileńskiej. 

Aleksander Sapieha (1667—1672). Słynny z nauki i dobro- 
czynności. Pierwszy z rodu Sapiehów biskup, najpierw żmudzki, później 
wileński. O jego zasługach naukowych mówiliśmy wyżej (2951). 

Mikołaj Stefan Pac (1672—1684). Dobrze się zasłużył ojczy- 
źnie jako wojewoda trocki i kasztelan witebski. Zostawszy księdzem, 
wreszcie biskupem wileńskim, słynny był z dzieł dobroczynnych. Znany 
z prac naukowych (2936). 

Aleksander Kotowicz (1685—1686) Do nauk przykładał 
się w Akademii wileńskiej. Doktorat filozofii uzyskał dnia 26 czerwca 
1644 r. Zasłynął jako znakomity biskup, najpierw smoleński, później wi- 
leński. Znanym jest i w literaturze (2930. 2950). 

Konstanty Kazimierz Brzostowski (1686—1722). Za- 
słynął w historyi ze sporów swych z hetmanem Sapiehą, którego wy- 
klął. Człowiek światły i wielkiej energii. Znanym jest w literaturze ze 
swych prac naukowych (2749. 2913. 2954). 

Maciej Ancuta (1722—1723). Słynny teolog i mówca. Uczeń 
Akademii wileńskiej. | 

Karol Piotr Pancerzyński (1724 — 1739). Do nauk przy- 
kładał się w Akademii wileńskiej. »Philosophiae lauream Canonici vil- 
nensis praerogativa exornate, mówi Preuschhoff. Znanym jest w historyi 
jako poseł do Piotra W. Umarł w Szczebrzeszycach w 1739 roku. 


1* 


"Michał Jan Zienkowicz (1730—1761), Znany z wielkiej 
pracowitości. W polityce brał czynny udział jako stronnik Leszczyń- 
skiego. Zwołał ostatni synod dyecezyi wileńskiej w 1744 roku, którego 
rezultat ogłosił drukiem (2958). 

Ignacy Jakób książę Massalski (1761—1775). Znany z prac 
naukowych (2601). Był uczonym, dumnym i utracyuszem. Targowiczanin. 
Zginął w r. 1794. Kanclerstwo jego skończyło się w r. 1775, gdy utwo- 
rzoną została Komisya edukacyjna. 

Joachim Chreptowicz, podkanclerzy litewski, przydomku 
Littawor. Urodził się 4 stycznia 1729 roku z Marcyana i Reginy Woj- 
nianki. Odbył pierwsze nauki w szkołach jezuickich w Wilnie, Nieświeżu 
i Brunsbergu. Następnie rozpoczął zawód służby krajowej. Był deputa- 
tem na trybunał litewski, pięć razy posłem na sejm, marszałkiem trybu- 
nału w. ks. litewskiego, w czasie konfederacyi jeneralnej litewskiej; 
marszałkiem z nowogrodzkiego województwa, podczas obioru Stanisława 
Augusta, prezesem tegoż województwa przy Warszawie; posłem od woj- 
ska do stanów Rzeczypospolitej w szopie elektoralnej we wsi Wola pod 
Warszawą. Stanisław August za tyle zasług położonych dla kraju, oddał 
mu wakującą sekretaryę w. ks. lit. Mając lat 40 postanowił zwiedzić 
obce kraje. Był we Francyi, Anglii, Holandyi, Szwajcaryi, w Niemczech 
i Czechach, — zabierając wszędzie stosunki przyjazne z ludźmi uczo- 
nymi. Za powrotem do kraju zyskał ufność i przychylność Stanisława 
Augusta, który mu na sejmie 1773 roku poruczył mniejszą pieczęć litew- 
ską. Nie zawiódł zaufania monarchy jako pieczętarz na sejmach, jako 
prezes sądów asesorskich, jako naczelnik wydziału zagranicznego przy 
radzie nieustającej — na wszystkich tych stanowiskach okazał się gor- 
liwym, zdolnym, trafnym i pracowitym. Była to chwila nadzwyczaj wa- 
żna, gdy tak pracował Chreptowicz, bo wówczas to właśnie nastąpiło 
zniesienie zakonu Jezuitów. Pozostałe po nich ogromne fundusze, byłyby 
poszły na marne, gdyby nie Chreptowicz, który wniósł na sejmie pro- 
jekt, aby dobra jezuickie przeznaczyć na oświatę narodową. Projekt sejm 
zatwierdził, a kwestya wychowania i edukacyi, którą dotychczas nie zaj- 
mowało się państwo — zadecydowaną została, i odtąd w myśl intere- 
sów państwa edukacya miała być prowadzoną. Powstało ministeryum 
oświaty, instytucya nieznana w najwięcej ucywilizowanych państwach. 
Pierwszym ministrem oświaty został biskup wileński, Massalski, a człon- 
kiem tego ministeryum Chreptowicz, któremu poruczono Akademię wi- 
leńską, wraz ze szkołami wydziałowemi i podwydziałowemi w całej Litwie. 
Działalność Chreptowicza, jako kuratora wileńskiego, bardzo dodatnio 
zaczęła się rozwijać, gdy Poczobut został wybrany rektorem Szkoły Głó- 
wnej litewskiej. Ci dwaj mężowie pracując wspólnie, zreformowali szkołę 





CHREPTOWICZ. 


PODŁUG PORTRETU OLEJNEGO ZE ZBIORÓW PODERNI 
W WILNIE, 


według planu Komisyi edukacyjnej i to mimo tysiącznych przeszkód, 
bo z jednej strony Massalski i jemu podobni zatracili dużo funduszów 
edukacyjnych, z drugiej zaś strony profesorowie, przeważnie ex-Jezuici, 
nie bardzo byli powolnymi swym zwierzchnikom, uważając rozporządze- 
nia Komisyi edukacyjnej za antykatolickie. Nastały czasy Targowicy, 
a z nimi, jak się zdawało, wybiła już ostatnia godzina istnienia szkoły 
wileńskiej; lecz porządna organizacya, jaką tej szkole nadał Chrepto- 
wicz, okazała się silniejszą, zwyciężyła napaści. 

Chreptowicz, jak wiadomo, usunął się od wszystkich obowiązków, 
a zatem i od kuratorstwa. Wyjechał niezwłocznie za granicę, a powró- 
ciwszy do kraju i nie mając zajęcia publicznego, poświęcił się naukom. 
Zazmaczyć tu należy jego ojcowski stosunek do włościan. Czasy stawały 
się coraz cięższe. Chreptowicz rozdzielił ojcowiznę między swych synów 
i prywatnie osiadł w Warszawie, gdzie zakończył życie w r. 1812. Był 
on uosobieniem wieku XVIII. Wolnomyślny, wykształcony, Światowy; 
nie był jednakże kosmopolitą, kochał kraj, dzielił jego troski i pociechy. 
Będąc człowiekiem bardzo wykształconym, założył wspaniałą bibliotekę 
w Szczorsach. Część tej biblioteki przeznaczył dla Uniwersytetu wileń- 
skiego, lecz rektor Strojnowski zwlekał ze sprowadzeniem jej z War- 
szawy, gdzie była złożoną, a rektor Śniadecki, chociaż się o nią dopo- 
minał, nic nie zrobił, bo była wówczas w zastawie. Po Śmierci zaś 
Chreptowicza, syn jego Adam pod pozorem, że o rozporządzeniu ojcow- 
skiem nic nie wie — przewiózł i tę bibliotekę do Szczors. Uniwersyte- 
tewi przeto nic się nie dostało. Wierzenia religijne Joachima Chrepto- 
wicza zmodyfikowały się znacznie pod koniec życia. Stał się wierzącym, 
nieomal bigotem; równocześnie rozwinął szeroko dzieło miłosierdzia; 
a jako prawdziwie uczony wszedł do Towarzystwa przyjaciół nauk, dla 
którego stał się wielkim dobroczyńcą. 

Adam książę Czartoryski, był drugim z kolei kuratorem 
wileńskim, już za rządów rosyjskich. Kuratorstwo dotąd nie było zna- 
nem w Rosyi. Na księcia Adama Czartoryskiego nie można patrzeć 
jakby na pierwszego lepszego urzędnika rosyjskiego. Jako patryota ma- 
rzący o odrodzeniu Polski, nie ukrywał tego usposobienia, lecz z cesa- 
rzem Aleksandrem szeroko omawiał kwestye jej odrodzenia; gdy nie 
można było tego zrobić pod względem terytoryalnym i politycznym — 
wziął się do odrodzenia Polski pod względem duchowym. I w tym wy- 
padku postępował otwarcie; co robił, o tem donosił. Jego ideą było od- 
rodzenie prowincyi polskich, znajdujących się pod panowaniem Rosyl, 
w duchu narodowym polskim. Z tą ideą zgadzał się cesarz Aleksander, 
zgadzali się ministrowie. Sprawiedliwie więc pisze w swych pamiętnikach: 
SE L'Universitć de Vilna fut toute polonaise..... Durant les annćes 


zy. © dż 


qui suivirent, toute la surface de la Pologne se couvrit d'ćcoles dans 
lesquelles le sentiment polonais eut pleine libertć de se dćvelopper« 
(I. 326). Jeżeli dzisiejsi gazeciarze rosyjscy rzucają kamieniem na Czar- 
toryskiego, że odwiecznie ruski kraj polonizował, a zatem zdradzał rząd 
rosyjski, któremu służył, — to im się wybacza, chociaż oni dóbrze wie- 
dzą o tem, że książę kurator postępował uczciwie i otwarcie, bo nie 
miał w kwestyi wychowania dwóch poglądów: jednego dla rządu, dru- 
giego dla społeczeństwa; ale trudno jest wybaczyć prasie polskiej, gdy 
ta stając w obronie Czartoryskiego, wobec powyższej napaści, dowodzi, 
jak np. »Kraj«, że ks. Czartoryski nie polonizował kraju, ponieważ do 
szkół chodziła tylko szlachta, a szlachta była polską. Zdaje mi się, że 
podobna argumentacya jest nieprawdziwą, a w kwestyach polemicznych 
nawet śmieszną. Jakto, więc nieszlachta nie była polską w prowincyach 
od kilku zaledwie lat zabranych przez Rosyę; więc szkoły były tylko 
dla szlachty? Oto do jakich absurdów dochodzą gazeciarze polscy, pole- 
mizujący ze »Swietem« i jemu podobnymi Świstkari. 

Zasługi księcia Czartoryskiego, jako kuratora okręgu naukowego 
wileńskiego, były znakomite, dotychczas należycie nieocenione. On pier- 
wszy odrodził ducha narodowego między Polakami, poddanymi Rosyi; 
on pierwszy prawidłowo pokierował wychowaniem młodzieży; on prze- 
konał swojem postępowaniem i rząd cesarsko-rosyjski i społeczeństwo 
polskie, że nauka podawana prawidłowo — nie przynosi ujemnych re- 
zultatów obu stronom. Przemowy rektorów na publicznych posiedzeniach 
Uniwersytetu, zwrócone do młodzieży i zebranej publiczności, aby mło- 
dzież w dalszem życiu okazywała wdzięczność cesarzowi Aleksandrowi 
za jego dobrodziejstwa dla Polaków pod względem szkolnym uczynione, 
nie były zwykłym frazesem retorycznym, lecz płynęły z głębokiego prze- 
konania. Prawdą to było, że cesarz Aleksander bardzo dużo a świadomie 
robił dla rozbudzenia odrętwiałego przeszłemi nieszczęściami ducha na- 
rodowego polskiego, za pośrednictwem szkoły w prowincyach polskich, 
jego berłu podległych. Słusznie więc książę Czartoryski pisze, raz jeszcze 
powtarzam, że: »L'Universitć de Vilna fut toute polonaise«. Sam książę 
kurator w swych pamiętnikach: 

3276. Mćmoires du prince Adam Czartoryski et sa correspondance 
avec l Empereur Alexandre I-er. Próface de M. Charles de Mazade de 
l Acadćmie Francaise. Paris 1887. 8% dwa tomy. 
bardzo dużo podaje materyałów do dziejów wydziału naukowego wileń- 
skiego. O jego zaś zasadach pedagogicznych pisał M. Żmigrodzki w Prze- 
wodniku naukowo literackim« 1885, lecz nie miałem w ręku tej pracy. 
Książę kurator był człowiekiem wysoko wykształconym i bardzo praco- 
witym. Przeglądałem setki jego listów, pisanych bardzo dobrą polszczyzną, 


—— 7 — 


a wiele z nich własnoręcznych. Dużo wyszło z druku jego mów polity- 
cznych i przemówień do młodzieży. Z prac oddzielnie ogłoszonych dru- 
kiem zasługuje na uwagę: 

3277. Żywot Juliana Ursyna Niemcewicza. Paryż 1860. 89. 

Przebieg jego życia jest powszechnie znany. Urodził się d. 14 sty- 
cznia 1770 r., z Adama Kazimierza, generała ziem podolskich, i Izabelli 
z Flemingów. Odebrał najstaranniejsze wychowanie i wysokie wykształ- 
cenie. Na żądanie cesarzowej Katarzyny wstąpił wraz z bratem Kon- 
stantym do służby rosyjskiej, gdzie najpierw w wojsku, później w słu- 
żbie cywilnej doszedł rangi radcy tajnego. Przy utworzeniu ministerstwa 
w Rosyi został pomocnikiem ministra spraw zagranicznych, członkiem 
głównego rządu szkół i kuratorem wydziału naukowego wileńskiego. 
Później, nie przestając być kuratorem, był ministrem spraw zagranicznych. 
Po usunięciu się ze służby rosyjskiej, zamieszkał w Puławach, lecągzyn- 
nego udziału w rządzie Królestwa Polskiego nie brał, chociaż był sena- 
torem wojewodą. W czasie rewolucyi 1830 r. był naczelnikiem rządu, 
dopóki dyktatora nie wybrano; poczem zrzekł się tego urzędu i jako 
prosty żołnierz walczył w szeregach pod dowództwem Ramorino. Wre- 
szcie osiadł w Paryżu na emigracyi, gdzie pozostawał do sa:nej Śmierci. 
Zakończył życie pełne zasług dla ojczyzny 15 lipca 186r roku w zamku 
Montfermeuil pod Paryżem. 

Wiele mamy biografii ks. kuratora. Najobszerniejszą jest Bronisława 
Zaleskiego: Żywot księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Poznań, 1881. 
80% 2 tomy. Tegoż autora: ks. Adama Czartoryskiego ministerstwo spraw 
zagranicznych w Rosyi. Odczyt. »Przegląd polski« 1878. III. Niemce- 
wicz J. U.: Biographie du prince Adam Georges Czartoryski ex-presi- 
dent du gouvernement national de Pologne, publiće par Joseph Strasze- 
wicz. Paris 1835. 8%. Józef Bolesław Ostrowski: Adam Georges prince 
Czartoryski. Fragment de I'histoire de Pologne au XIX siecle. Paris. 
Depće 1845. 8? 72. Z ostatnich lat mamy kilka wspomnień o tym zna- 
komitym człowieku: jak np. artykuł Krzemińskiego w »Wielkiej ency- 
klopedyi illustrowanej<; rozprawa Gadona: Ks. Adam Czartoryski, Kra- 
ków 18q2; wreszcie wiele ciekawych epizodów z życia domowego za- 
mieścił Dębicki w swem wielotomowem dziele: Puławy, 1887 —1889. 
O Czartoryskim, jako ministrze rosyjskim, pisze także jenerał Szilder 
w swerm1 dziele: Aleksander I, jego życie i panowanie. 4 tomy, Peters- 
burg, 1897. 

Przed kilkunastu laty kopiując korespondencyę ks. kuratora z re- 
ktorem Twardowskim, miałem w ręku ostatni list ks. Adama jako ku- 
ratora, pisany cały własnoręcznie, bardzo obszerny, a szczegółowo opi- 


sujący spotkanie się z cesarzem Aleksandrem w Dubnie w roku 1824. 
nP 


3, 85 „22 


Kiedy z długiej, bardzo serdecznej rozmowy, gdzie i łzy obu mieszały się 
do owej rozmowy, przekonał się ks. Czartoryski, że dotychczasowy spo- 
sób kierowania oświatą musi radykalnej uledz zmianie, gdyż według 
słów cesarza, inne czasy innych wymagają środków działania, w ręce 
cesarskie złożył dymisyę. Cesarz z rozrzewnieniem żegnając się z przy- 
jacielem swej młodości, nie zatrzymywał go; wiedział bowiem dobrze, 
że ks. kurator nie mógłby zmienić kierunku, tak jak nie zmienił swych 
przekonań. Korespondencya ta przygotowana przezemnie do druku i wy- 
słana do Krakowa zawieruszyła się gdzieś w drodze i przepadła. Nie 
jest ona ostatecznie straconą, gdyż oryginał znajduje się w posiadaniu 
wnuka rektora, p. Józefa Twardowskiego — można więc mieć nadzieję, 
że będzie z czasem podaną szerszej publiczności. Z niej łatwo się prze- 
konać, jak książe kurator wysoko pojmował swe stanowisko, jak dokła- 
dnie był obeznany z drobnymi nawet szczegółami, tyczącymi się życia 
wewnętrznego Uniwersytetu. Jak leżała mu na sercu ta niechęć między 
partyą niemiecką i polską — która według zapewnienia ks. kuratora nie 
sprawiała wielkiej szkody dla samej nauki, lecz podrywała znaczenie 
Uniwersytetu jako instytucyi, która powinna być wzorem dla wszystkich. 
Czytałem o zarzutach czynionych ks. Czartoryskiemu, że zostawszy ku- 
ratorem, pierwsze szczególniej lata mało się zajmował Uniwersytetem, 
rzadko odwiedzał Wilno, a przebywał prawie bez wyjazdu w Petersburgu. 
Zarzuty to płonne, książę kurator nie potrzebował mieszkać w Wilnie, 
aby plany jego i rozporządzenia były Ściśle wypełniane. Miał bowiem 
ludzi, którym ufał, i którzy tego zaufania nie zawiedli. Przebywanie jego 
w Petersburgu było przedewszystkiem koniecznością jako ministra spraw 
zagranicznych, a powtóre było szczęśliwem nawet dla Uniwersytetu wy- 
darzeniem, bo wszelkie projekty, a tyle ich powstawało, łatwiej uzyski- 
wały sankcyę i weszły prędzej w życie, dzięki osobistym staraniom ku- 
ratora. Takim sposobem organizacya Uniwersytetu dokonywała się i szyb- 
ciej i dokładniej; wiele potrzeb naglących musiał kurator zaspokajać, 
o odpowiednie fundusze wystarać się dodatkowo — a więc tylko dzięki 
temu, że książę kurator, będąc na miejscu, mógł osobiście dopilnować 
interesu — owa organizacya niepostrzeżenie prawie ukończoną została. 

Po usunięciu się Czartoryskiego, minister Szyszkow mianował ku- 
ratorem Jana Lavala, emigranta francuskiego; lecz ten był nominalnym 
tylko kuratorem, naówczas bowiem nie był nawet w Rosyi lecz za gra- 
nicą — więc 24 września 1824 Laval otrzymał inne miejsce, a kuratorem 
mianowany został senator Mikołaj Mikołajewicz Nowosilcow, 
Sylwetkę tego męża stanu podaje w kilku słowach dobrze go znająca 
hr. Anna Potocka w swych pamiętnikach. Oto jej słowa: » Natura upo- 
Śledziła tego człowieka, jakby chcąc, ażeby odpychający wyraz jego twarzy 


—— 9 — 


służył za ostrzeżenie dła tych, których jego zręczność i dwoistość mo- 
głyby zaprowadzić w błąd. Zezował w niezwykły sposób i kiedy jedno 
jego oko głaskało, drugie przenikało do głębi duszy myśl, którą chciano 
przed nim ukryć. Został mi przedstawiony przez księcia Czartoryskiego, 
i w pierwszych czasach swego pobytu w Warszawie często mnie odwie- 
dzał, zapewne chcąc się dowiedzieć, co mówiono i co myślano. Przy- 
znaję, że przez kilka miesięcy byłam nim oczarowana, uważając go za 
oddanego naszym sprawom. Bardziej odemnie doświadczeni na to się 
łapali i nie tak szybko rozczarowywali. Syn naturalny hrabiego Strogo- 
nowa, Nowosilcow wychowywał się za granicą, dzięki dobrodziejstwom 
tego magnata. Jego pobyt w Anglii nadał mu wygląd gentlemena. Jego 
wpływ fatalny na Polskę trwał przez lat dwadzieścia (II. 144)«. 
Nowosilcow zaliczał się do ludzi bardzo wykształconych, wróg 
filozofii niemieckiej, epikurejczyk; pod względem wierzeń religijnych — 
bezwyznaniowiec; pod względem przekonań politycznych — kosmopolita. 
Polskę i Polaków znał dobrze, gdyż całą dotychczasową służbę, oprócz 
chwilowego pobytu w Anglii i w Petersburgu, pełnił w Warszawie 
iw Krakowie. Należał do owego niewielkiego kółka wybranych, z któ- 
rych młody cesarz Aleksander utworzył swą radę tajną. Był przeto w bliz- 
kich stosunkach z księciem Czartoryskim i Golicynem, późniejszym 
ministrem oświaty. Nie ulega wątpliwości, że kierunek szkolny w Wil- 
nie nie uległby najmniejszym zmianom, a zatem byłby zupełnie takim, 
jak za kuratoryi Czartoryskiego, gdyby nie powstały gruntowne zmiany 
w Petersburgu, o których cesarz Aleksander mówił Czartoryskiemnu w Du- 
bnie, a dla których ten ostatni wręczył cesarzowi dymisyę. Zmiany te 
przygotowywały się od lat kilku, lecz dojrzały dopiero w r. 1822. Wia- 
domo, że po wojnach napoleońskich, a właściwie po kongresie wiedeń - 
skim, budzić się zaczęło między Niemcami i Słowianami zachodnimi 
poczucie narodowości. Rozpoczęto od literatury, od zbierania pomników 
przeszłości, od paleografii. Ten kierunek literacki przeniknął i do Pe- 
tersburga. Na czele kółka slawistów stanął kanclerz Rumiancow, a obok 
niego hr. Arakczejew, metropolita Serafim, archimandryta Focyusz, admi- 
rał Szyszkow i inni. W miarę rozwoju działalności tego kółka, na pierw- 
szy plan wystąpiła narodowość, prawosławie; a pierwsze strzały puszczono 
na ministra oświaty księcia Golicyna illuminata — którego to kółko 
uważało za wroga prawosławia i rosyjskiej narodowości. Lecz minister 
był potężny, a strzały nie dochodziły go. To zaostrzyło walkę; re- 
zultat był pomyślny dla slawistów, bo ks. Czartoryski i ks. Golicyn 
ustąpili, a miejsce ich zajęli Laval i Szyszkow. Równocześnie z tniano- 
waniem Nowosilcowa kuratorem wydziału wileńskiego, admirał Szyszkow 
wypracował plan edukacyi narodowej w nowym zupełnie kierunku, a mia- 


nowicie: 1) Wychowanie narodowe w całem państwie bez względu na 
różnorodność religii i języków — powinno być rosyjskie, 2) Greko-ka- 
tolicy, to jest greko-unici, powinni być wychowani w zasadach prawo- 
sławia. 3) Młodzież innowiercza powinna uczyć się i znać język rosyjski. 
4) Język słowiański, to jest »wysoki« według teoryi Szyszkowa i klasy- 
czna rosyjska literatura winny być wprowadzone. 5) Język grecki powi- 
nien mieć pierwszeństwo przed łacińskim we wszystkich szkołach, oprócz 
innowierczych. Plan ten przez nowego ministra Szyszkowa nadesłany 
został Nowosilcowowi. Kurator wileński był indyferentnym jako patryota, 
czy podzielał zasady slawistów petersburskich, nie wiemy; natomiast 
reformę szkół musiał zaprowadzić i częściowo ją wprowadzał W wy- 
kładzie nauk uniwersyteckich zmian nie spostrzegamy; w kancelaryi za to 
zaprowadzono niezwłocznie język rosyjski i usunięto tłómaczy. Równo- 
cześnie polecono Nowosilcowowi zwrócić uwagę na szkoły, będące pod 
zarządem duchowieństwa katolickiego, co go zbliżyło do Bazylianów, 
a wywołało pewne ochłodzenie stosunków z kółkiem rumiancowskiem, 
protegującem »popowiczów«, jak nazywali Bazylianie kler Świecki unicki. 
Od dawna na Litwie toczyła się cicha walka między Bazylianami czyli 
partyą polską, a duchowieństwem Świeckiem unickiem, stronnikiem rosyj- 
skiej partyi, narodowcami zwanych, Dopóki ks. Golicyn był ministrem, 
Bazylianie byli bezpieczni; gdy go zastąpił admirał Szyszkow, posypały 
się na nich denuncyacye do Petersburga, że Bazylianie zarzucili kult 
greckiej wiary, bo do nabożeństwa wprowadzili wiele odmian nie odpo- 
wiadających duchowi tej wiary; że zajmując się wychowaniem młodzieży, 
wychowują ją w duchu polskim, katolickim; że krzywdzą duchowień- 
stwo świeckie i że temu duchowieństwu zagrabili majątki; że tylko mię- 
dzy świeckim klerem utrzymuje się w całej czystości wiara grecka; że 
dla podtrzymania ruskiego duchowieństwa unickiego należy utworzyć 
seminaryum, odebrać majątki bazyliańskie, należące niegdyś do ducho- 
wieństwa Świeckiego; że należy pozbawić Bazylianów możności nauczania, 
gdyż tą drogą polonizują cerkiew wschodnią i t. d. i t. d. Szyszkow, 
rzecz naturalna, wziął stronę duchowieństwa Świeckiego, które ze swemi 
sympatyami rosyjskiemi nie taiło się; skutkiem tego położenie Bazy- 
lianów stało się rzeczywiście krytycznem. Jeszcze przed objęciem kura- 
toryi, stosunki te były dobrze wiadome Nowosilcowowi, lecz patrząc się 
na świeckie duchowieństwo, jak patrzyli się wówczas wszyscy na 
»popowiczów«, »chłopów«, nie sympatyzował z niem i jednego z nich 
księdza Bobrowskiego usunął nawet z Uniwersytetu, gdyż, według jego 
zdania, Bobrowski należał do związku studenckiego Filaretów. Tak więc 
stały rzeczy, gdy Nowosilcow zaczął wprowadzać pewne zmiany w wy- 
kładzie nauk w szkołach klasztornych, poddając je ściślej jeszcze pod 


kontrolę Uniwersytetu. Te rozporządzenia Nowosilcowa żakomunikował 
zastępujący miejsce rektora Pelikan prowincyałowi zakonów, trudniących 
się nauczaniem, do spełnienia, nadmieniając w swym cyrkularzu, że w ra- 
zie jakiego nieporozumienia należy się zwracać wprost do kuratora. Z tego 
prawa skorzystali Bazylianie. Odpowiadając Pelikanowi, prowincyał litew- 
skiej prowincyi pisał między innemi, że Środki, jakie rząd szkolny pro- 
ponuje, on uważa za bardzo pożyteczne i gotów je niezwłocznie wpro- 
wadzić, lecz zakon bazyliański znajduje się obecnie w bardzo ciężkiem 
położeniu, bo nawet samo istnienie jego jest zagrożone. Wiele klasztorów 
bazyliańskich poprzednio już skasowano i zamieniono na parafie, a ma- 
jątki przeszły w ręce duchowieństwa Świeckiego. Obecnie skutkiem de- 
nuncyacyi Świeckiego kleru grożą nowem zniesieniem kilku klasztorom. 
Prócz tego, wbrew prawu kanonicznemu, chcą zabronić katolikom wstę- 
powania do zakonu Bazylianów, aby tą drogą osłabić go i zupełnie zni- 
szczyć. Na zasadzie powyższego Bazylianie proszą pomocy i opieki 
u rządu szkolnego, aby to stowarzyszenie mogło bez przeszkody zająć 
się ulepszeniem swych szkół w duchu rozporządzeń rządowych. Pelikan 
przedstawiając powyższe Nowosilcowowi, dodał od siebie prośbę o obronę 
Bazylianów, »gdyż Świeckie duchowieństwo w małej cząstce nie przynosi 
tych korzyści, jakich dostarczają Bazylianie«. Nowosilcow zgodził się 
wziąć pod swą opiekę zakon bazyliański i ta opieka stanowi dodatnią 
stronę działalności kuratora wileńskiego. W tym celu pisał do Szyszkowa 
dowodząc, że zasługi Bazylianów dla oświaty są wielkie, że jeżeli odejmie 
się im fundusze na korzyść duchowieństwa Świeckiego, to Bazylianie 
nie tylko nie będą mogli zreformować szkół według danego im rozporzą- 
dzenia, ale nawet utrzymać istniejących w takim stanie jak obecnie. No- 
wosilcow uważa, że wstępowanie katolików do zakonu Bazylianów nie 
sprzeciwia się ani prawu kościelnemu ani państwowemu i nie miało 
dotychczas złych następstw dla państwa; owszem podtrzymuje ono 
ten bardzo pożyteczny zakon i dodaje mu siły do wychowania 
młodzieży. Wkrótce potem Nowosilcow, dowiedziawszy się o nowych 
knowaniach świeckiego kleru, pisze do ministra list prywatny pod datą 
6 maja 1826 r. I ten stosunek przyjazny względem Bazylianów zacho- 
wał Nowosilcow nie tylko przez cały czas pobytu swego w Wilnie, ale 
1 wówczas, gdy był prezesem rady państwa, pozostał wiernym Bazylia- 
nom. Bazylianie, to jedna ze Świetnych kart w historyi oświaty na Litwie. 

Partya rumiancowska, chociaż była u steru rządu, nic zrobić nie 
mogła; w drobiazgach Nowosilcow ustępował. Istotę rzeczy, to jest Uni- 
wersytet polski, podtrzymał Nowosilcow w takim stanie, w jakim go 
w spadku po księciu Czartoryskim otrzymał. Więc za kuratoryi Nowo- 
silcowa następujące zmiany zaprowadzono. Wprowadzono język rosyjski 


do kancelaryi, o czem już mówiliśmy; oddzielono od fakultetu moralno- 
politycznego sekcyę teologiczną; przestano przysyłać kleryków unitów 
do seminaryum głównego i zniesiono w temże seminaryum posadę pre- 
fekta unickiego; te ostatnie zmiany okazały się koniecznemi wobec tych 
projektów, jakie kanonik łucki Józef Siemaszko, delegat przy drugim 
departamencie wyznań w Petersburgu, przedstawił za pośrednictwem 
Kartaszewskiego cesarzowi Mikołajowi. Ża to, żądanie, aby młodzież uni- 
wersytecka wychowywała się w duchu rosyjskim, pozostało marzeniem. 

Po zniesieniu Uniwersytetu, Nowosilcow przeniósł się do Peters- 
burga, gdzie, jak wspomnieliśmy, został prezesem rady państwa i na tem 
stanowisku zakończył życie w r. 1836. 


ROZDZIAŁ LXYVIIL 
Rektorowie. 


Rektorów mianowali na trzy lata prowincyałowie Jezuitów lub sam 
generał. Stanowisko to było równoznacznem ze stanowiskiem przełożo- 
nego nad domem, misyą, kollegium. Rektor Akademii wileńskiej, po od- 
służeniu swych lat, mógł być posłanym przez prowincyała do drugiego 
kollegium na profesora lub zarządzającego, a jeżeli miał doktorat teologii, 
to na profesora teologii, również na trzy lata, poczem mógł zostać znowu 
rektorem Akademii, prowincyałem lub inne pełnić obowiązki. Słowem sta- 
nowisko rektora nie dawało żadnych szczególnych przywilejów, gdyż głó- 
wną rolę grały śluby zakonne i ich stopnie. Za czasów Szkoły Głównej 
rektorów mianowała Komisya edukacyjna również na trzy lata; później 
Komisya zaprowadziła wolną elekcyę, a zatwierdzenie w obowiązkach 
zależne było od Komisyi. Gdyby Komisya zatrzymała i nadal przy sobie 
prawo mianowania rektora, z pewnością po Poczobucie, po pierwszem 
trzechleciu, byłby rektorem Stanisław Trembecki, o czem szeroko wów- 
czas mówiono w Warszawie. Za Uniwersytetu cesarskiego, obiór rektora 
przewidziany był ustawą. Profesorowie wybierali go z pomiędzy siebie. 
Elekta na przedstawienie ministra oświaty zatwierdzał cesarz. Sposób 
elekcyi dokonywał się w Wilnie za pomocą głosowania tajemnego. Od- 
powiednią korespondencyę urzędową, dotyczącą pierwszego wyboru w ce- 
sarskim Uniwersytecie, podaję w całości: 

a) Doniesienie wileńskiego Uniwersytetu. Do jaśnie oświeco- 
nego tajnego konsyliarza, ministra towarzysza interesów zagrani- 


ar _ 13 zz 


cznych, kuratora Imperatorskiego Uniwersytetu wileńskiego i jego 
wydziału, wielu orderów kawalera, Xięcia Czartoryskiego doniesienie. 

Uniwersytet wileński na sesyi zebrania powszechnego Rady 
dnia ro iunii niniejszego, przyjął od rektora swego w oryginale 
dyploma, na dniu 4 aprila 1803 najłaskawiej dla Uniwersytetu 
wileńskiego i szkół jego wydziału, na dniu 18 miesiąca maja prze- 
szłego najmiłościwiej potwierdzone, na tejże sesyi przez rektora 
złożone, postanowił wytłómaczyć na język polski i do druku podać. 
Z powodu, iż elekcya rektora Uniwersytetu wedle dawniejszego sta- 
tutu akademickiego na dzień 18 iunii niniejszego przypada, Uni-. 
wersytet na zebraniu swojem powszechnem dnia 13 iunii niniej- 
szego wybrał jw. jx. Poczobuta, astronoma-obserwatora, na prezy- 
dującego w czasie aktu elekcyi rektora Uniwersytetu, w dniu w wyż 
rzeczonym 18 iunii odbyć się mającej. O czem wszystkiem Uni- 
wersytet Waszej Xiążęcej Mości donosi. Dnia 15 iunii rokn 1803. 
Wilno N. 323. 


b) Przedstawienie Wileńskiego Uniwersytetu z dwoma ane- 
xami JOKsięciu kuratorowi. 

Uniwersytet wileński na mocy zasad powszechnego oświece- 
nia punktu 15, dyplomatu punktu 2 i ogólnych Ustaw punktu 2, 
przez które najłaskawiej dozwolone mu zostało prawo wybierania 
co lat trzy z profesorów wysłużonych lub aktualnych swego rektora, 
gdy teraźniejszy rektor podług dawnych ustaw Uniwersytetu urząd 
swój czteroletni chwalebnie skończył, i wedle tychże dawnych 
Ustaw, elekcya rektora Uniwersytetu przypadła na dzień 18 czerwca 
niniejszego, stosownie więc do pomienionych ustaw przystąpił Uni- 
wersytet na dniu 18 m-ca czerwca do wyboru rektora i jednomyśl- 
nością wotów sekretnych wybrany został na rektora Imperatorskiego 
wileńskiego Uniwersytetu jw. imść Xiądz Hieronim Strzemień- 
Strojnowski, nominat biskup koadjutor łucki, . prałat scholastyk ka- 
tedry wileńskiej, profesor wysłużony, kawaler orderu Ś. Stanisława, 
mąż z nauki, gorliwości o dobro nauk i z zasług w Uniwersytecie 
i w publiczności znany i szanowany, który od r. 1781 pełnił w Uni- 
wersytecie z zaszczytem obowiązki profesora prawa natury, ekono- 
miki politycznej i prawa narodów, oraz obowiązki prefekta kandy- 
datów do stanu nauczycielskiego, a ostatecznie przez lat cztery 
sprawował urząd rektora Uniwersytetu wileńskiego, które to urzę- 
dowanie będzie epoką pamiętną na potomne czasy w dziejach tegoż 
Uniwersytetu i w dziejach narodu przez dobrodziejstwa, od Naj- 
miłościwszego Monarchy dla dobra nauk i wiernych poddanych 
jego w tym czasie nadane. Uniwersytet zaufany, iż za przewodni- 
ctwem tego męża potrafi najlepiej odpowiedzieć zamiarom dobro- 
czynnym Najjaśniejszego Imperatora Jegomości Aleksandra I, tego 
JW. Hieronima Strojnowskiego przy dołączającym się tu oddziel- 
nym wypisie aktu elekcyi, Waszej Książęcej Mości dla otrzymania 
należnym porządkiem Najwyższego potwierdzenia. przedstawuje. 

Dnia 22 m-ca iunii 1803 r. Wilno N. 341. 


Dodatki. 1. Elekcya rektora. 

Wybór rektora Uniwersytetu na mocy aktu potwierdzenia 
najmiłościwiej dnia 4 aprila 1803 nadanego, z profesorów wysłu- 
żonych lub aktualnych Uniwersytetu, ma być czyniony na sesyl 
rządu Rady przez członków, które na tejże Radzie mają głos, po- 
dług tegoż aktu potwierdzenia, w sposób następny: 

1. Dzień elekcyi wyznaczony będzie na Radzie Uniwersytetu. 

2. Przed elekcyą rektora wybrany będzie na Radzie Uniwer- 
sytetu prezes elekcyi z profesorów wysłużonych lub aktualnych 
pod prezydencyą rektora, lub jego zastępcy, sposobem niżej na 
elekcyą rektora przepisanym, to jest przez rzucanie kartek do wa- 
zonu, który przysięgę, dając manum stipulatum rektorowi Uniwer- 
sytetu na punkta tu wyrażone następne wykona: 

Przysięga: 1) Jako w całości praw, ustaw i porządku w elekcyi 
rektora przestrzegać i pilnować będzie. 2) Jako paritatem votorum, 
jeżeliby wypadło, rozwiązując, na dobro nauk Uniwersytetu i ca- 
łego stanu akademickiego jedyny wzgląd mieć będzie. 3) Jako vota 
wiernie przeliczy i tego za wybranego na urząd rektora Uniwersy- 
tetu ogłosi, który będzie miał większość wotów prawdziwą. 

3. W wigilią elekcyi, prezes elekcyi obwieści nabożeństwo 
i sesyę Rady do wyboru rektora. 

4. W dzień elekcyi, po odbytem nabożeństwie rannem o Śtem 
Duchu w kościele akademickim, członki mający głos na Radzie 
Uniwersytetu zbiorą się na miejsce sesyi. (Godzina nabożeństwa 
i godzina oraz miejsce sesyi w obwieszczeniu będą wyrażone. Pre- 
zes aktu elekcyi sesyę zagai, poczem zacznie się wybór rektora. 

5. Prezes aktu elekcyi przygotowane kartki drukowane, za- 
wierające imię 1 nazwisko wszystkich profesorów wysłużonych 
i aktualnych Uniwersytetu, wyjąwszy tych, którzy nie znajdowali 
się w kraju, każdemu na sesyi przytomnemu rozda, oddzierajac imię 
i nazwisko tego, komu kartki daje. 

6. Po rozdaniu tym sposobem kartek, prezes aktu elekcyi 
każdego z regestru porządkiem będzie wzywał do wrzucenia do 
wazonu na to przygotowanego kartki z nazwiskiem tego, kogo 
kto sądził obrać rektoreni. 

7. Po skończonem kreskowaniu, prezes elekcyi wazon z dzie- 
kanami nauk otworzy, kartki przeliczy i wiele za kim wotów będzie 
zapisze. Oraz tego, który będzie miał większość prawdziwą, czyli 
większą liczbę wotów przynajmniej jednym nad połowę wotujących, 
wybranym na rektora Uniwersytetu ogłosi. W przypadku równości 
wotów prawdziwy prezes aktu elekcyi takową równość rozwiąże 
przydaniem drugiego wotum swojego. 

8. Jeśliby w tem kreskowaniu wypadła większość wotów na 
prezesa elekcyi, wtedy zaraz nowy prezes elekcyi będzie wybrany 
1 elekcya rektora kontynuje się, 

g. Jeśliby zaś po odbytem tym sposobem Kreśkówanii nikt 
nie wypadł, któryby miał za sobą większość prawdziwą, wtedy ci, 
na których znajdują się kartki wrzucone do wazonu, spiszą się 
porządkiem większości kresek, zaczynając od tego, kto miał ich 


— 15 — 


najwięcej i tymże porządkiem będzie prezes podawać każdego udziel- 
nie do wotów sekretnych przez kałkuły na stronę a/firmattve 
i zegałtue, a gdyby i w tymże razie na prezesa elekcyi były wrzu- 
cone kartki, a ten wypadł na kandydata do rektorstwa, wtedy 
równie jak wyżej, nowy prezes elekcyi wybiera się i kontynuje 
elekcyę rektora przez kałkuły; ten zaś, na kogo kałkuły będą rzu- 
cone, z sesyi oddali się. I póty porządkiem się wotuje, póki nie 
wypadnie za kim większość wotów a/firmaltve 1 tu się wotowanie 
kończy; a tego, który miał większość, wybranym na rektora Uni- 
wersytetu prezes elekcyi ogłasza; w tem wotowaniu także równość 
wydarzoną prezes elekcyi przez drugie wotum rozwiązuje. 

10. Gdy wybrany na rektora Uniwersytetu przystaje na elek- 
cyę, akt elekcyi wpisuje się w protokół i prezes elekcyi oraz dzie- 
kan oddziału nauk dawnością pierwszy i sekretarz Uniwersytetu 
podpiszą, a ekstrakt jego prezes elekcyi JO. księciu kuratorowi 
przy przedstawieniu nowo wybranego rektora do potwierdzenia 
przeszle. 

1i. Jeśliby zaś w wotowaniu przez kałkuły nie wypadła wię- 
kszość na żadnego z tych, którzy z kreskowania na kartki stali 
się kandydatami, lub gdyby wybrany dla słusznych przyczyn nie 
przystał na ten wybór, wtedy elekcya powtarza się, zaczynając od 
rozdania na nowo kartek. 

12. Jeśliby się zdarzyło, że po odbytem powtórnem kresko- 
waniu rektor nie będzie wybrany, wtedy sesya odkłada się do dnia 
następnego z oznaczeniem godziny do zebrania się profesorów. 
H. Strojnowski, N. B. K. Ł. rect. Uniw., S. Malewski, prof., sekret. 
Uniw. 


2. Wypis z protokółu sesyi powszechnego zebrania Rady Uniwer- 
sytetu imperatorskiego wileńskiego. 


Roku 1803 dnia 18 iunii, sesya zebrania powszechnego Rady 
Imperatorskiego Uniwersytetu wileńskiego pod prezydencyą JW. księ- 
dza Marcina Odlanickiego Poczobuta, astronoma-obserwatora, obranego 
na prezesa w czasie aktu elekcyi rektora Uniwersytetu, na którą 
członki po odbytem nabożeństwie o św. Duchu, mający głos na 
Radzie Uniwersytetu, zebrane następujące: JW. imć. ksiądz Mar- 
cin Poczobut, astronom-obserwator, prezydujący; X. Dawid Pil- 
chowski, biskup, profesor wysłużony; dalej profesorowie: X. Józef 
Mickiewicz, X. Franciszek Narwojsz, X. Tadeusz Kundzicz, Jakób 
Briótet, X. Tomasz Hussarzewski, Korneliusz Pocołojewski, Jan 
Andrzej Lobenwein, X. Konstanty Bogusławski, Ferdynand Spitz- 
nagel, X. Filip Golański, Szymon Malewski, X. Augustyn Toma- 
szewski w prerogatywie profesora, Andrzej Śniadecki, Ignacy 
Reszka, Franciszek Smuglewicz, Michał Szulc, August Becu, An- 
drzej Matusewicz, Bonifacy Jundziłł — przystąpili do elekcyi na- 
stępującym porządkiem: 1) po zagajeniu sesyi przez JW. prezydu- 
jącego i po przeczytaniu obwieszczenia, drukowanego o elekcyi 
rektora, oraz o porządku tejże elekcyi, na dzień 13 junii na Ra- 
dzie Uniwersytetu przepisanego, Jw. prezydujący kartki drukowane, 


=; (6 ca 


' zawierające imię i nazwisko każdego z członków zasiadających, 
wyjąwszy tego, komu się oddawała, rozdał dwudziestu jeden czło- 
kom przytomnym na sesyi. 2) Prezydujący porządkiem wzywał 
każdego do wrzucenia do wazonu kartki z nazwiskiem tego, kogo 
być godniejszym na urząd rektora osądzi. 3) Po skończeniu wo- 
towania Jw. prezydujący z dziekanami trzech fakultetów otworzył 
wazon i przeliczył kartki, z których wszystkie dwadzieścia jeden 
znalezione z nazwiskiem X. Hieronim Strojnowski, profesor wy- 
służony. Zatem 4) JW. Prezydujący ogłosił JW. X. Hieronima 
Strzemień Strojnowskiego, nominata biskupa łuckiego, prałata scho- 
lastyka katedry wileńskiej, profesora wysłużonego, kawalera orderu 
św. Stanisława, obranym na rektora Uniwersytetu na lat trzy. 
Poczem dziekani fakultetów: X. Józef Mickiewicz, X. Konstantyn 
Bogusławski, p. Jan Andrzej Lobenwein zostali delegowani do 
Jx. Strojnowskiego z doniesienieum o wyborze jego jednomyślno- 
Ścią na urząd rektora Uniwersytetu, którzy zapewnili, że Jx. Hie- 
ronim Strojnowski raczył przyjąć takową elekcyę. 5) Postano- 
wiono zatem, stosownie do zasad powszechnego oświecenia, dy- 
plomatu i ustaw Uniwersytetu przedstawić wybór takowy rektora 
JO. księciu popieczytelowi Uniwersytetu i jego wydziału dla otrzy- 
mania Najwyższego potwierdzenia. Na tem sesya została zakoń- 
czona. X. Marcin Odlanicki Poczobut, jako prezydujący, mp. X. Jó- 
zef Mickiewicz, prof. fizyki, dziekan fakultetu fizycznego, Szymon 
Malewski, profesor, w zastępstwie sekretarza Uniwersytetu « !). 


Po odebraniu powyższego książe kurator odniósł się do Głównego 
Rządu szkół za Nr. 59 pod datą 5 lipca 1803 r. Główny Rząd szkół 
15 lipca przedstawił całą korespondencyę ministrowi oświaty, a mini- 
ster Jego cesarskiej Mości. Najwyższe potwierdzenie Strojnowskiego na 
na rektora Uniwersytetu na lat trzy nastąpiło 23 lipca 1803 r. 

Rektorów Wszechnicy wileńskiej podajemy w porządku chronolo- 
gicznym ich postąpienia na rektorstwo. Cyfry w nawiasach oznaczają 
lata urzędowania. Jeżeli rektor kilka razy był wybierany, to każdy 
z tych wyborów również latami w nawiasach jest oznaczony. 

Skarga Piotr Pawęski (1579—1581). »I ta niezgoda przy- 
wiedzie na was niewolę, w której wolności wasze utoną i w Śmiech 
się obrócą. Język swój i naród swój pogubicie, i ostatki tego narodu, 
szeroko po Świecie rozkwitnionego, potracicie i w obcy się naród obró- 
cicie.... Będziecie wszędzie nędzni, wzgardzeni, ubodzy i włóczęgowie, 
które popychać nogami tam, gdzie was pierwej ważono, będąc. Tak 
przemawiał wielki kaznodzieja, wielki myśliciel, wielki patryota, ksiądz 
Skarga, pierwszy rektor Uniwersytetu wileńskiego. Niestety, w tem, co 
powiedział, okazał się prorokiem! O tym wielkim człowieku mam po- 


t) Archiwum ministeryum oświaty Nr. 39783. 


wiedzieć słów kilka, gdyż według programu niniejszej pracy, ta część 
poświęcona jest życiorysom nauczających w Wilnie i niektórym uczniom 
znakomitszym. 

Urodził się w r. 1532 w Grojcu pod Warszawą, z rodu szlache- 
ckiego Pawęża. Po ukończeniu szkół początkowych w mieście rodzin- 
nem, udał się do akademii krakowskiej na dalsze nauki, mając lat 17. 
Po dwóch latach pobytu w akademii otrzymał w r. 1554 stopień baka- 
łarza. Był następnie rektorem szkoły parafialnej przy kollegiacie św. 
Jana w Warszawie. Z Warszawy, skutkiem rozporządzenia akademii, 
przybył na dwór Jana Tęczyńskiego, kasztelana krakowskiego, w chara- 
kterze nauczyciela młodego Jana Tęczyńskiego, przy którym cztery lata 
pozostawał. Ze swoim uczniem udał się do Wiednia i tam do nauk się 
przykładał. Młody Tęczyński udał się następnie w podróż po Europie, 
a Skarga powrócił do Polski i został księdzem. Pierwsze jego pole dzia- 
łalności misyjnej i kaznodziejskiej było we Lwowie. Wielu, dzięki wpły- 
wowi Skargi, powróciło na łono Kościoła powszechnego. Wówczas to 
Skarga, zastanawiając się głębiej nad przyszłością, zrozumiał, że zadanie 
jego spełni się należycie, gdy zostanie Jezuitą. W r. 1568, zrzekłszy się 
godności kościelnych, był naówczas kanonikiem lwowskim i kanclerzem 
kapituły, rozdawszy swe mienie ubogim, z węzełkiem, stanowiącym 
cały jego majątek, udał się do Włoch. Towarzyszył mu przyjaciel jego, 
ksiądz Wysocki. Stanął w Rzymie na początku 1569 roku z listami 
protekcyjnymi do Franciszka Borgiasza, generała zakonu Jezuitów. Od- 
bywszy nowicyat u Św. Jędrzeja na Kwirynale, przez papieża Piusa V, 
mianowany został penitencyaryuszem na Watykanie. Z rozkazu gene- 
rała w r. 1571 udał się do Polski. Przeznaczony najpierw do Pułtuska, 
później do Jarosławia, gdzie d. 1 sierpnia 1575 roku profesyę czterech 
ślubów uczynił. Z polecenia nuncyusza przebywał w Płocku na dworze 
Anny Jagiellonki. Gdy po śmierci Zygmunta Augusta namiętności reli- 
gijne i polityczne, dotąd hamowane, z gwałtownością wybuchły, miano- 
wicie na Litwie, a innowiercy, popierani przez możnowładców, zagrażali 
Kościołowi katolickiemu w dyecezyi wileńskiej i żmudzkiej — dla prze- 
ciwdziałania wysłano do Wilna Warszewickiego i Skargę; pierwszemu 
poruczono rektorstwo kollegium, drugiemu zalecając pracę kaznodziejską. 
Skarga Ściągał tłumy do kościoła potęgą swej wymowy. Praca apostol- 
ska prędko obfite żniwo przyniosła. Nawróconych było wielu, a między 
nimi synowie Mikołaja Czarnego Radziwiłła. Był to cios dla reformo- 
wanych straszny — najsilniejsze bowiem podpory stracili. Zawziętość 
przeciw Skardze była tak wielką, że jeden z zapaleńców uderzył go 
w policzek na ulicy. Skarga ten występek przebaczył i uwolnił od kary 
śmierci już osądzonego. Innowiercy naprawdę stchórzyli, bo wyrozumia- 


WSTWERSYTET WILEŃSKI. TOM III. 2 


z I8 — 


łości dla nich Skarga nie znał. W nietolerancyi był nieprzejednany. Nie 
pojmował państwa, które wszystkie wyznania otacza opieką. Słowa mu 
nie wystarczały. Trzeba mu było czynów, więc mówi: » Musisz goi z ko- 
Ścioła i ze wsi i z miasta twego wygnać, a jeśli się wracać chce, mu- 
sisz mu pogrozić, a na osła, co słowem nie rozumie, co twardego pod- 
nieść«. Po wyjeździe Warszewickiego do Szwecyi, Skarga został rekto- 
rem kollegium i na tem stanowisku będąc, układał »Żywoty świętych«. 
Za rektoratu Skargi kollegium wileńskie podniesione zostało do stopnia 
akademii. Wówczas to podjął wiele pracy nad zaopatrzeniem jej w do- 
brych profesorów i nad urządzeniem wewnętrznem. To stanowisko zbli- 
żyło go do Stefana Batorego. Po opanowaniu Połocka wezwał król pro- 
wincyała Stummera i rektora Skargę do siebie i zalecił im urządzenie 
w Połocku kollegium i szkół. Rozkaz królewski spełnił Skarga niezwło- 
cznie, gdyż trzech Jezuitów wziął ze sobą. Następnie, gdy Inflanty 
przyłączone zostały do Polski (1582), Skarga z towarzyszami, zdawszy 
rektorstwo wileńskie Wujkowi, udał się do Rygi dla podźwignienia 
kościoła katolickiego. Kazania jego po łacinie i po niemiecku mało 
prozelitów pozyskiwały — ludność stawiła wielki opór. Lżono Skargę 
i obrzucono kamieniami. Nie pomógł mu król, ani kardynał Jerzy Ra- 
dziwiłł, namiestnik Inflant. Mimo takiego przykrego położenia Skarga 
rąk nie opuścił, ani się przeląkł, gdy jeden z mieszkańców o mało go 
w kościele mieczem nie przebił. Idea była dla niego wyższą nad chwi- 
lowe niepowodzenie; udał się do Dorpatu i tam kollegium założył. Cho- 
ciaż głównie przebywał w Wilnie, jednakże czuwał nad biegiem nauk 
we wszystkich kollegiach przez siebie założonych, często je odwiedza- 
jąc. Bawił właśnie w Połocku, gdy nowy prowincyał, Edmund Kam- 
panus, powołał go do Krakowa dla założenia kollegium. Posłuszny roz- 
kazom władzy opuścił po dziesięciu latach Litwę. Zasługi jego apostol- 
skie na Litwie były wielkie; jakkolwiek reforma nie była przez niego 
zniesioną, przecież w posadach swoich silnie została zachwianą. Przygo- 
tował następcom swoim wdzięczny grunt do uprawy, obiecujący plon 
obfity. Do Krakowa przybył w czerwcu 1584 roku. Przyjęcie spotkało 
go gorące po tylu przykrościach, jakich doświadczył na Litwie i w In- 
flantach. Katolicyzm zrobił wielkie postępy; znakomitsi panowie i panie 
hojnie sypali ofiary dla dobra religii i miłosierdzia. Słynne jest jego 
kazanie o miłosierdziu chrześcijańskiem, po którem taki się zebrał fun- 
dusz, że Skarga założył Bractwo miłosierdzia, do dziś dnia istniejące, 
przepisał statuty i od razu przystąpił do działalności bardzo użytecznej, 
biorącej początek z miłosierdzia. Bractwo to wspomagało wstydzących 
się żebrać. W dwa lata potem przy tem Bractwie miłosierdzia założył 
Bank pobożny, weoms fzelałis, rodzaj lombardu, gdzie udzielano poży- 





X. PIOTR SKARGA PAWĘSKI. 





czek bezprocentowych na zastaw. Oto, w taki sposób urządzał swe życie 
Skarga w Krakowie od pierwszego niemal dnia pobytu w stolicy. 
W kilka lat później powołany został przez Zygmunta III-go, świeżo 
przybyłego do Polski, na nadwornego kaznodzieję. Na tem stanowisku 
przebył Skarga 24 lat. Stanowisko to utrwaliło jego imię jako znako- 
mitego polityka, patryoty, mowcy kościelnego. On to bowiem kazaniami 
swemi swemi otwierał i zamykał sejmy, a było ich ośmnaście za jego 
czasów. Kazania sejmowe, rozpatrywane pod względem literackim, są 
arcydziełem wymowy politycznej. Najważniejsze sprawy narodu i pań- 
stwa w nich rozbierał. Jako patryota, ostrzegał, upominał, groził, wie- 
szczym duchem przepowiadając polityczny upadek Rzeczypospolitej, jeżeli 
naród nie poprawi się z błędów swoich, jeżeli dla sobkostwa poświęcać 
będzie interesa ogółu. Ta wielka obywatelskość tej postaci, ta niepo- 
spolita wytworność tego umysłu łagodzą wulkaniczną siłę żarliwości 
kaznodziejskiej, zbliżają mowcę do nas, czynią go bardziej ludzkim, 
uwydatniają głęboki tragizm jego duszy. Ale oprócz tych dwóch czyn- 
ników jest czynnik trzeci, który w większej jeszcze mierze sprawia, że 
czytając go, cierpimy wraz z nim i przechodzimy z nim przez dreszcze 
przeczuć, obaw i przez straszną pewność nieodwołalnego wyroku. Ten 
myśliciel, wpatrzony w złowrogie widzenia, uczuwa chwilami trwogę 
prostaczka i pragnie, by mógł sam nie wierzyć temu, czego mu sumie- 
nie nie pozwala zataić przed narodem. Ten groźny zwiastun kary lituje 
się nad kaźnią grzesznika i sercem przeczuwa jego bóle. Więc jak Je- 
remiasz, wziąłby pęta na nogi, a okowy i łańcuch na szyję, gdyby tem 
mógł skruszyć opokę zatwardziałości ludzkiej. Losu nie mógł odwrócić, 
a czuł, że się nie myli. Podziwiamy dziś Śmiałość jego krytyki, Śścisłość 
rozumowania, wspaniałość stylu. Sława jego literacka szeroko rozeszła 
się po Świecie i zapewniła mu nieśmiertelne imię na kartach historyi 
literatury polskiej. Niezależnie od powyżej zaznaczonej jego działalności 
na polu szkolnictwa, miłosierdzia i literatury — tu dodać należy, że przy- 
wiedzenie do skutku unii brzeskiej było w części i jego zasługą. Żar- 
liwe spory z Aryanami, Zwinglianami, Kalwinistami i Luteranami za- 
znaczył w szeregu dzieł i rozpraw, które znakomicie wzbogaciły litera- 
turę polemiczną polską. Skarga był tylko człowiekiem, chociaż genial- 
nym, więc miał i błędy, nie będąc doskonałością. Robiono mu zarzuty 
za życia jeszcze, zarzuty bolesne a lekkomyślne, gdyż Skarga nie był 
winien tych zbrodni, o jakie go posądzano; musiał się nawet tłómaczyć 
publicznie, aby zmyć z siebie piętno, które mu narzuciła swawola 
i lekkomyślność. Rzecz w tem: Kiedy wybuchnął rokosz Zebrzydow- 
skiego, Skarga, będąc w przyjaźni z nim i ufając w jego pobożność, 
udał się do Lanckorony, aby odwieść go od kroku, który według 


2* 


Skargi, był szalonym. Misya się nie udała. Wojewoda zadraśnięty, że 
ksiądz śmie dawać mu rady, obwiniał Skargę w listach do szlachty, że 
się miesza do spraw Świeckich. Gdyby na tem poprzestał, bieda byłaby 
mniejsza: Skarga był obywatelem polskim, szlachcicem, chociaż nosił 
sukienkę zakonną i wiernie zakonowi służył; mógł przeto mieć swoje 
zapatrywania się na sprawy publiczne, które stronnikom lub przeciwni- 
kom mogły się podobać lub nie; ale Zebrzydowski poszedł dalej: on 
obwinił Jezuitów, których delegatem był Skarga, że ci mieszają się do 
polityki, że pragną swobody szlacheckie Ścieśnić. Powstał huczek nie 
mały, posypały się zażalenia, żądania, aby Jezuitów wydalono z kraju, 
jako burzycieli spokoju i porządku publicznego, a majątki, jakie się 
okażą, aby zabrano im i sprzedano w ciągu dwóch lat. Oto ta była 
główna przyczyna, że sprawę pojedynczego człowieka identyfikowano 
ze sprawą zgromadzenia, które nie było winne, a jednakże je posądzono 
i osądzono. Najdalsi potomkowie korzystają zazwyczaj z błędów, z cier- 
pień poprzedników, więc i my skorzystaliśmy z tego zatargu, wynikłego 
pomiędzy Zebrzydowskim i Skargą, mianowicie pozostawił nam Skarga 
kazanie, jakie wypowiedział 17 września 1606 1. w Wiślicy, w którem 
wyłuszczył całe swoje życie. Kazanie to jest arcydziełem wymowy. 

3278. Na artykuł o Jezuitach zjazdu Sandomirskiego, czytany 
w Wiślicy przed królem i senatem i szlachtą z rycerstwem od posłań- 
ców tego zjazdu 13 d. września RP. 1606, odpowiedź X. Piotra Skargi, 
S. J, uczyniona na kazaniu tamże w Wiślicy przed temiż stanami 
17 d. tegoż miesiąca w XVIII niedzielę po Świątkach. Kraków, druk 
M. Loba 1606. 89, 47, druk gocki. 

W czasie pobytu Zygmunta III pod Smoleńskiem, Skarga wraz 
z dworem królewskim przebywał w Wilnie i wówczas to napisał: Wzy- 
wanie do pokuty Obywatelów, o czem w II. tomie mówiliśmy (2710), 
kilka dzieł polemicznych, między innemi odpowiedź Smotryckiemu na 
treny i lament Teofila Ortologa. W r. 1611 pożegnał dwór królewski 
i przeniósł się do Krakowa, gdzie 12 września 1611 roku spokojnie 
życia dokonał. 

Sumując nasze dane o pierwszym rektorze Wszechnicy wileńskiej, 
widzimy, że Skarga kochał swój kraj ojczysty i dlatego pragnął go 
widzieć rządnym, wtedy najbardziej, kiedy Rzeczpospolita chyliła się do 
upadku. Będąc biegłym politykiem i wysoce uczonym człowiekiem, był 
monarchistą z przekonania. Tron uważał za jedyną twierdzę i podporę 
wolności, wolność za nieodłączną od monarchizmu. Jako kapłan kato- 
licki namawiał do jedności wiary, będąc przekonanym, że »za rozerwa- 
niem Kościoła szło powszechne rozbratanie i jedności narodu«. Litera- 
ckie jego pisma należałoby wszystkie wymienić, gdyż za życia autora 


wychodzące pisma dla tych lub innych względów ulegały modyfika- 
cyom w wydaniach nowych i najnowszych. Myśmy w właściwem miej- 
scu wyliczyli albo wydania wileńskie, albo niewątpliwie w Wilnie na- 
pisane (2611—2619, 2710, 2789—2791, 2896). 

O Skardze pisali: Piotr Skarga i wiek jego, przez M. J. Rych- 
cickiego. Kraków 1850—1851. 80 447, 595; Obraz wieku Zygmunta 
III-go, przez X. Fr. Siarczyńskiego. Lwów, 1828, w tomie II. str. 187; 
Chodyniecki — Dykcyonarz. Lwów 1833, w tomie III, na str. Ito; 
Życie i pisma X. Piotra Skargi, przez ks. Aloizego Osińskiego. Krze- 
mieniec 1812, 40; Maciejowski W. A., X. Piotr Skarga. »Biblioteka za- 
kładu Ossolińsk. 1847. III.«; Mickiewicz Adam w Kursie literatury; 
Starowolski: Scriptorum polonicorum Ecatontas 1617, 218—229; Bir- 
kowski Fabian: Na pogrzebie Wielebnego ojca X. Piotra Skargi, Theo- 
loga SŚ. J., kazanie przez ..... Ord. Praed. w kościele Świętych Aposto- 
łów Piotra i Pawła w Krakowie R. P. 1612, drugie wydanie powię- 
kszone. Kraków, 1613. 

Wujek Jakób z Wągrowca. (1581—1584). Urodzony z ro- 
dziców protestanckich w Wągrowcu, w województwie gnieźnieńskiem, 
w 1540 roku. Do nauk przykładał się w akademii krakowskiej, gdzie 
czytając dzieła Hozyusza, powrócił na łono Kościoła powszechnego. Po 
ukończeniu akademii udał się za granicę dla udoskonalenia się w nau- 
kach. W Wiedniu został magistrem filozofii, w Rzymie wstąpiwszy do 
zakonu Jezuitów, szczególniej przykładał się do języków: łacińskiego, 
greckiego, hebrajskiego; równocześnie wykładał matematykę. Do Polski 
powrócił, będąc doktorem teologii, profesyę czterech Ślubów uczynił 
w Pułtusku 12 lipca 1571. Król Stefan Batory, oceniając wielkie zalety 
pedagogiczne Wujka i znakomite przygotowanie naukowe, powołał go 
do swego dworu na nauczyciela Zygmunta Batorego. Był pierwszym 
rektorem kollegium poznańskiego, następnie przeniesiony do Wilna, zo- 
stał rektorem Akademii. Po odsłużeniu trzech lat, przeniesiony został do 
Klausenburga na rektora kollegium; wreszcie w Krakowie był 9 lat prze- 
łożonym domu profesów i 3 lata wice-prowincyałem. Znakomity ten mąż 
zakończył pełen chwały żywot w Krakowie dnia 27 lipca 1597, mając 
57 lat wieku, z których 32 w Zakonie pracował. 

Biblię, o której wyżej mówiliśmy (2837), zaczął tłómaczyć w Po- 
znaniu, dokończył ją w Wilnie, a przynajmniej Nowy Testament naj- 
pewniej w Wilnie przetłómaczył. Pod względem literackim praca ta 
góruje nad innemi powagą i wzniosłą prostotą. Chociaż wiele grecyz- 
mów i hebraizmów spotyka się w Biblii gdyż Wujek nie ograniczał się 
na Wulgacie, ale zaglądał do oryginałów greckich i hebrajskich, przecież 
wysłowienie się jego ma bardzo wielkie zalety. Dla mowy polskiej zro- 


bił dużo, gdyż urozmaicał jej budowę formami łacińskiemi. Pod jego 
piórem język płynie swobodnie, z łatwością, gładko, obficie, wdzięcznie. 
Papież Klemens VIII przekład Wujka pochwalił, a synod piotrkowski 
w r. 1607 zatwierdził ten przekład i postanowił, aby odtąd tłómaczenie 
Wujka było obowiązującem dla polskiego duchowieństwa. Nowy Testa- 
ment (2834), Psałterz Dawidów (2835) wyszły za życia autora-tłómacza, 
a może być że i Żywot Jezusa Chrystusa (2836), gdyż opuścił prasę 
w r. 1597; Biblia wyszła już po Śmierci. 

Wujek również był słynnym jako mowca. Wymową swoją przeni- 
kał do duszy, rozrzewniał słuchacza. Kazania jego wyszły z druku 
pod tytułem: 

3279. Postylla katolicka, to jest: Kazania na Ewangelie niedzielne 
i odświętne przez cały rok, według wykładu samego prawdziwego ko- 
Ścioła świętego powszechnego. Teraz znowu przejrzana i poprawiona 
(1-sze wydanie z r. 1567 fol. wyszło w Krakowie). Przydane są niektóre 
nowe kazania i obrona tej Postylle naprzeciw sprosnym wykrętom i po- 
twarzom postylle kacerskiej i regestr dwojaki przez D..... itd. Kraków, 
Siebeneycher RP. 1584. 3 tomy fol. 26, 488--6, 377-1-6, 241, druk gocki, 
przypis królowi Henrykowi Walezyuszowi. 

3280. Postylla katolicka mniejsza, to jest krótkie kazania czyli 
wykłady św. Ewangelii na niedziele i święta całego roku, napisana 
w Ir. 15709, a teraz na nowo według wydania krakowskiego z 1617 r. 
przedrukowana. Wrocław. 1843. 89 4 tomy. 

W powyższych dwóch działach styl piękny, obrazowy i bardziej 
harmonijny, aniżeli w Biblii. Układ znakomity. Wtajemniczony głęboko 
w naukę Pisma Św., wydobył z niej właściwego ducha i przyswoił wy- 
kładowi polskiemu odpowiednie kształty i wyrażenia. Mowę polską 
jeszcze więcej, niż w Piśmie Św. oczyścił, wygładził, nadając jej na po- 
dobieństwo łaciny rządniejszy tok i harmonię. 

Dogmat Trójcy św., liczba sakramentów, pochodzenie Ducha św. 
i władza papieska stanowiły główne przedmioty sporów pomiędzy kato- 
likami i innowiercami. Wujek polemizował przeważnie z Aryanami, ma- 
jąc niepłonną nadzieję nawrócić Niemojewskich Jana i Jakóba, w tym 
celu ogłosił: 

3281. O Bóstwie Syna Bożego i Ducha św. i. t d. przez X...... 
Th. S. J. Kraków 15go, 80, 198. 

3282. De transsubstantiatione, o transsubstancyacyei, to jest o prze- 
mienieniu istności w Najświętszym Sakramencie eucharystycznym, kato- 
lickie rozbieranie na żądanie niektórego szlachcica polskiego spisane 
i podane w Wągrowcu RP. 1589. Poznań, Wolrab, 40. 


Nie ograniczał się Wujek na polemice z Aryanami, lecz i prote- 
stantom nie przepuszczał, za dowód czego służy następująca praca: 

3283. Czyściec, to jest: zdrowa a gruntowna nauka o modlitwach, 
mszach i jałmużnach za umarłe wierne: i o mękach czyścowych po 
śmierci. Wszystkim nie tylko kaznodziejom do pogrzebów, ale i każdemu 
chrześcijańskiemu człowiekowi do stwierdzenia wiary i uznania błędów 
teraźniejszych wielce pożyteczna i potrzebna, teraz na nowo zebrana 
i wydana przez X...... Th. S. J. Poznań, druk Wolraba 1579. 8% 16, 
284, 4. Przypisana Jędrzejowi Opalińskiemu, marszałkowi koronnemu. 

Boksza Paweł (1584—1586; 1600—1603). Według Rostow- 
skiego (pag. 232) był pierwszym prowincyałem. Umarł w r. 1627. O nim 
pisze Preuschoff: »Annis prope quatuordecim in regimine Provinciae 
versatus; Collegium academicum prudentia et authoritate stabilivit. Quid 
enim a consummatissimae prudentiae viro, nisi stabile et perennaturum 
expectaretur ? « 

Allabianus Garzias (1587—15go). Był on później prowin- 
cyałem litewskich Jezuitów. Dla swej nauki i pobożności wielce był 
ceniony przez króla Stefana i do rady w sprawach duchownych nieraz 
używany. Kardynał Jerzy Radziwiłł, upodobawszy go sobie bardzo, 
wziął za towarzysza podróży swej do Rzymu. Po zgonie kardynała, Al- 
labianus opuścił Włochy, powrócił do swej ojczyzny Hiszpanii i tam 
rządził kollegium jezuickiem w Saragosie, gdzie umarł w r. 1624. Ro- 
stowski nieprawidłowo pisze, że Allabianus zakończył życie w r. 1596. 
Preuschoff podobnież rok Śmierci naznacza 1596 r., co ze względu na 
pobyt Radziwiłła w Rzymie w r. 1609 1 1610 jest nieprawdopodobnem. 

Bartsch (Barszcz, Barsciusj Fryderyk. Niektórzy piszą go 
Brescius. (1590— 1596). Urodził się w r. 1549 w Brunsbergu, nauki po- 
bierał w Wiedniu. Został Jezuitą w Rzymie w 1572 r. Nauczycielem 
był w Wiedniu, Brunsbergu i Poznaniu. Uczył filozofii, teologii i gre- 
ckiego języka. Stopień doktora teologii otrzymał w Wilnie w r. 1587. 
Był spowiednikiem króla Zygmunta III-go. Zabity pod Smoleńskiem 
w roku 1609. »E tumultibus bellicis ad pacem aeternam transiit, pisze 
Preuschoff a Brown utrzymuje, że umarł śmiercią naturalną, będąc na 
usłudze chorych na zaraźliwe gorączki, zaraził się i 21 listopada umarł, 
mając lat 60. Był grzeczny, przystępny, cnotliwy i miły dla akatolików. 
Z rozkazu króla ciało jego przewieziono do Wilna, a na pogrzebie 
przytomną była królowa Konstancya z synem i licznym orszakiem ma- 
gnatów. Pod imieniem Fryderyka, teologa pruskiego, pisał przeciw 
nauce Wolana po łacinie, a przeciw Danielowi Kramerowi po nie- 
miecku. Niektóre jego prace są ogłoszone pod imieniem Fryderyka 
Brusci. 


Z jego dzieł, o których wyżej nie mówiliśmy, zasługują na uwagę 
następujące: 

3284. Andreae Volani Lvocoviensis, zwinglianorum Vilnensium 
Archiministro nuncupati Orationi, qua homines omnium ordinum in 
M. Ducatu Lithuaniae his annis ab illa secta conversos ad pristinos 
errores conatur, Benevola et Christiana responsio Friderici Borussi, 
Theologi. Kraków, druk Piotrkowczyka 1589, 47. 

3285. In Evangelia Adventus et quae sequuntur Dominicarum 
commentationes. Kraków 1607, 80. 

3286. Thesaurus spiritualis rerum ac documentorum variorum ad 
Societatem Jesu pertinentium. Kraków, Lobe 1607. 120 XXII. 197; 
Lublin 1765. 89 XI. 388. 

3287. Thesaurus precum ac variarum instructionum atque exerci- 
tationum spiritualium ex probatis authoribus collectus. Opera Patrum 
S. J. In usum omnis itd. Kraków, 1607. 240. 

3288. Fr. Barscii, Brunsbergensis, de S. J. Concionum controver- 
sarum duo tomi. Tom 1-szy przypisany 1 marca 1607 biskupowi krak. 
Piotrowi Tylickiemu; drugi zaś 1-go stycznia 1610 r. Wojciechowi Ba- 
ranowskiemu, arcybiskupowi gnieźnieńskiemu. 

Janocki pisze, że w bibliotece w Heilsbergu miało się znajdować 
w rękopisie dzieło Barszcza: 

3289. De expeditione Smolensciensi sub ipso Serenissimo et in- 
victissimo Principe Domino Sigismundo III, Polonorum et Suecorum 
Rege. (Janociana III. 10). 

Kraker (Kroker, Krokierus) Leonard. (1597 —1600). O nim 
pisze Preuschoff: aequabili vitae tenore summis juxta ac infimis caris- 
simus, incertum reliquit, scientia magis, an virtute emineret: Hinc vir- 
tutis scientiaeq. fama magnam regimini suo authoritatem, magnam Aca- 
demiae aestimationem apud omnes conciliavit. 

Brok (Brokus) Adam (1603— 1606) O tym rektorze nie pisze 
Rostowski; Preuschoff zaś w ten sposób wyraża się o nim: »Academici 
honoris fastigium virtute commeritus, scientiarum ornamentis amplissi- 
mum reddidite, 

Ortiz Michał (Ortizius (1606—1608). Hiszpan, biegły teolog 
słynął jasnym wykładem nauk filozoficznych, świątobliwy, cichy, o roz- 
szerzenie wiary niezmiernie gorliwy. Po wysłużeniu na urzędzie rektora 
trzech lat, został prowincyałem litewskim. Zakończył życie w r. 1638. 

Włoszek Stanisław (1608—1611). Podług Preuschoffa po- 
chodził ze znakomitej rodziny (non minus illustri Prosapia, quam Reli- 
giosarum virtutum et scientiarum ornamentis commendatus). Był rekto- 


rem kollegium krakowskiego poprzednio, po rektorstwie wileńskiem był 
prowincyałem. Umarł w r. 1615. 

Niklewicz Szymon (1611—ró614 i 1619—1621). Był wycho- 
wańcem Akademii wileńskiej, gdzie pozyskał stopień magistra sztuk wy- 
zwolonych i filozofii; następnie zostawszy Jezuitą, długo wykładał teo- 
logię. Miał napisać dużo dzieł, lecz te są nam nieznane nawet z tytu- 
łów; dobrze się Akademii zasłużył przez wzniesienie dla niej wspania- 
łych murów. 

Salpa Mikołaj w roku 1614 wybrany na rektora, w tymże 
roku zakończył życie. 

Grużewski Jan (1615 —1619; 1625—1628). Pochodził ze Żmu- 
dzinów rodziców, a rodził się na Białej Rusi. Mając lat 15, wstąpił do 
zakonu i uczynił profesyę czterech ślubów. Długie lata nauczał w Wil- 
nie filozofii, teologii dogmatycznej i moralnej. Był doktorem teologii, 
podkanclerzem, wreszcie dwa razy rektorem; poczem przełożonym domu 
profesów w Wilnie i Warszawie, a w końcu prowincyałem. Jako pro- 
wincyał litewski znajdował się na kongregacyi generalnej VIII, a wra- 
cając do Wilna, umarł w Warszawie 12 sierpnia 1646. Kazania jego, 
pełne nauki, dużą nu zjednały sławę. O jednej jego pracy mówiliśmy 
powyżej (2659). 

Ugniewski Szymon (1628—1632). Rodem z Mazowsza, gdzie 
się urodził w 1584 r. Do Towarzystwa wstąpił w r. 1604, potem uczył 
wymowy, języka hebrajskiego. Rządził dwa razy kollegium pułtuskiem, 
tyleż pińskiem i wileńską Akademią (o tem drugiem rektorstwie ani 
Rostowski, ani Preuschoff nie wspominają, chociaż Teodor Narbutt 
ogłosił pamiętnik o buncie studentów w r. 1644, w czasie którego zgi- 
nął jenerał Osiński, a działo się to za rektoratu Ugniewskiego); przez 
długie lata był kaznodzieją (teologiem) i w Rzymie prokuratorem pro- 
wincyi. Umarł w Wilnie 11 października 1647 roku. Ogłosił drukiem, 
oprócz wielu pojedynczych panegiryków, mów i wierszy po łacinie, roz- 
maitych, oddzielnie: 

3290. Mors Jesu Christi a rethoricae auditoribus in Academia Vil- 
nensi S. J. deplorata. Wilno. Karcan 1615. 40 (bezimiennie). 

3291. Żywot św. Władysława, króla węgierskiego, Pobożnym zwa- 
nego, wyjęty z kronikarzów węgierskich i polskich A. Bonfiniusza, M. Ki- 
tiusza, M. Kromera i innych pisarzów J. Długosza, Pelbarta Temeswara 
i Erazma, biskupa płockiego, w Brewiarzu swej dyecezyi etc. Żył około 
roku P. 1642(!) Kwoli Najjaśniejszemu Władysławowi z Bożej łaski kró- 
lewiczowi polskiemu i szwedzkiemu, obranemu Carowi moskiewskiemu, 
smoleńskiego, siewierskiego i czernichowskiego księstw administrato- 


ma 26 —Ć 


rowi, krótko wypełniony przez jednego kapłana S. J. b. m. 1630. 89%; 
wydanie 2-gie 1664. 40. 

Dzieło napisane piękną polszczyzną. Zapewniają niektórzy, że wiele 
jego dzieł zostało ogłoszonych drukiem już po Śmierci autora, dzięki 
staraniom jego uczniów. 

Frizius (Brown nazywa Frusius) Filip (1632—1635). Rostow- 
ski pisze: »P. Frisius Philip fugatur v. Riga. Vilnamn. Socios transfert 
ib. Primus cum Hostovino Vilnam venite, 33 N. 15«, a na stronicy 33 
pod N. 13 pisze: »Duos ex olomuniciensi Collegio sacerdotes, Baltasa- 
rem  Hostovinum et Andream Frisium (Kojałowicz. Miscell. pag. 96) 
cum totidem adjutoribus Laicis; itd. zatem według Rostowskiego, ów 
rektor Filip, wzięty za jedną i tęż samą osobę z Andrzejem. Że ten 
Andrzej jest inną osobą, na to znajdujemy dowód w następującej pracy: 

3292. De morte et vita Martini Lutheri scripta Elegia a Patre 
Andrea Frusio, ŚS. J. 

Znajduje się w dziele: »Verus Ecclesiae Catholicae triumphus 
Illmi Rev. Joannis Demetrii Solicovii. Ap. Leopoliens. Cracoviae. Petricov. 
1640. 47. 

Jeżeli zaś razem z Hostivinem przybył do Wilna i Filip, w takim 
razie był on powołanym na rektora w 5o-m roku kapłaństwa. O Fri- 
ziuszu, że był profesorem teologii w Akademii wileńskiej, czytamy 
w Preuschoffie; że był rektorem w r. 1632, objaśnia nas następujący 
podpis: Philippus Frisius Rector Collegii et Almae Universitatis Vil- 
nensis S. J. — pozwolenie na druk dziełka: Żale serdeczne oblubienice 
bojującej przez Walentego Bartoszewskiego. Vilnae 1632. 

Schmelling Melchior (1643—1644). Był przedtem prowin- 
cyałem. Za jego rektorstwa studenci napadli na Kalwinów, co wywołało 
ostrą naganę rektorowi ze strony króla Władysława. O nim pisze Preu- 
schoff: »post administratam Lithuaniae provinciam, Collegii Rector in- 
nata animi magnitudine, Academiae jura contra potentissimorum proce- 
rum molimina fortiter ac feliciter propugnavit. Obiit A. 1644. 

Hintz Grzegorz (1644—1647). Po wysłużeniu obowiązkowych 
lat, wkrótce, 1649 roku zakończył życie. 

Soxo (de) Benedykt (1647—1650; 1656—1658). Rodem był 
z Grenady; mając lat 15, wstąpił do Towarzystwa w r. 1602. W Hiszpa- 
nii uczył wymowy 3 lata 1 filozofii 4 lata, następnie wysłany był do 
Wilna, gdzie wykładał teologię przez 8 lat. Jako podkanclerzy Akade- 
mii doktoryzował się w r. 1624. Wybrany od prowincyi, uczestniczył 
na VIII kongregacyi. Pierwszy de Soxo zebrał prawa Akademii i dru- 
kiem ogłosił; pracował przytem nad gramatyką polską dla cudzoziemców 
1 tę pracę drukiem ogłosił: 


3293. Praecepta grammaticae linguae polonicae. Wilno, druk Aka- 
demii 1636 r. 

W czasie najścia Wilna przez wojska carskie, pisze Baliński, gdy 
pożar trwar dni siedmnaście, gdy kościoły i gmachy publiczne zaległy 
w gruzach, a dwadzieścia pięć tysięcy mieszkańców Śmierć znalazło 
wśród zgliszcz i rumowisk; poszli w rozsypkę Jezuici, niektórzy uno- 
sząc zdrowie i bogatsze sprzęty, inni tylko z życiem uchodząc, a byli 
i tacy, co i tego ocalić nie zdolali. Do tych ostatnich należał sam re- 
ktor Akademii, starzec siedindziesięcioletni. W nagłej ucieczce, pisze 
Rostowski (str. 412), kiedy każdy myślał o sobie, a zwierzchnicy mu- 
sielii dając przykład z siebie, być ostatnimi w opuszczeniu domu, rektor 
ujrzał się nakoniec bez sposobu oddalenia się z miasta. Nie było koni, 
a już przednia straż nieprzyjaciół grasowała po ulicach. Spostrzegają to 
dwaj młodzi Jezuici, Marek Grabeński i Piotr Wojciunowski, a dopadł- 
szy wózka, sami się zaprzęgają do niego i tak uwożą starca, któ- 
remu już nogi nie służyły, przeciskając się wśród żołnierstwa, zdzi- 
wionego pobożnością i poświęceniem młodzieńców. Tym sposobem sę- 
dziwy rektor, zawieziony o parę mil do lasów, ocalał, skąd dopiero wy- 
słano go do Belgii, gdzie wkrótce, bo 18 grudnia 1658 r. zakończył 
życie w Antwerpii. O jego pracy Claves juris mówiliśmy wyżej 
(2945). 

Wiskowiec Jan. Według jednych obrany został rektorem po 
śmierci de Soxo; Preuschoff zaś pisze, że umarł w r. 1651; więc ktoś 
się myli. Nie mając żadnych wiadomości o tym rektorze, przywodzę 
jego charakterystykę według Preuschoffa: »Juris peritia, styli ubertate, 
vitaeq. innocentia in regimine Universitatis Vilnensis enituit«. 

Cieciszewski Wojciech. Mazur, wstąpił do zakonu r. 1622, 
był profesorem filozofii w Akademii wileńskiej, oraz kapelanem Jana 
Kazimierza. Według zapewnienia Preuschoffa nazywany był drugim 
Augustynem dla biegłości swej w teologii i dziejach kościelnych. Jemu 
to Władysław IV poruczył był zebranie i uporządkowanie rękopisów 
Macieja Sarbiewskiego. 

W r. 1639 otrzymał stopień doktora filozofii i nauk wyzwolonych. 
Był obrany rektorem po Wiskowiecu, zaraz po otrzymaniu stopnia ma- 
gistra teologii. Dwa razy był prowincyałem litewskim. Kiedy się pro- 
mował na doktora teologii nie wiem; Preuschoff mianuje go doktorem 
teologii. Ogłosił drukiem: 

3294. Mowa, miana w obronie Jezuitów i Akademii wileńskiej przed 
komisarzami królewskimi, zgromadzonymi w roku 1640 w celu wyśle- 
dzenia rozruchów, zaszłych wówczas między katolikami i dysydentami. 
Mowę tę umieścił Kraszewski w dziele swem. Wilno II. 21—25. 


== 28 = 


3295. Kazanie w kościele Bazylianów w Wilnie podczas uroczy- 
stego obchodu na cześć błogosławionego Jozefata, męczennika. Wilno, 
druk Akademii 1642. 49. 

3296. Kazanie. Kryształ z popiołów ukazany na początku pogrzebu 
JO. Xiężnej Katarzyny z Potoku Radziwiłłowej, małżonki Janusza Ra- 
dziwiłła 1643 r. d. 8 lutego, Wilno, druk Akademii S. J. 40 14. Był 
wówczas dziekanem fakultetu filozoficznego. 

Wydał łacińskie tłómaczenie kazania Skargi » Laska marszałkow- 
ska«, p. t. Scipio Mareschalci in funere IIl. DD. Joannis Stanislai Sa- 
pieha itd. Wilno 1645. 49 74. Był profesorem teologii i dziekanem fa- 
kultetu. 

3297. Obrona pokoju u ludzi dobrych, znaleziona w dzień Wszyst- 
kich Świętych w kościele farskim warszawskim, pokazana przez X..... i 
S. J. Theologa. Warszawa, Elert 1649. 49 4,— Dwa te kazania mówił 
Cieciszewski do króla i stanów zgromadzonych na zawarcie pokoju 
między Polakami i Tatarami. 

3298. Expeditia Zborowska szczęśliwie dokończona przy obecności 
rycerstwa obozów Zborowskiego i Zbarażskiego, kazanie wypowiedziane 
we Lwowie. Warszawa, Elert 1649. 40 11. Był wówczas kaznodzieją 
1 teologiem. 

Rywocki Jan. Urodził się w r. 1599 w Prusach. Wstąpił do 
Towarzystwa Jezusowego 1629 r. Nauczał w Wilnie po cztery lata re- 
toryki, filozofii, teologii dogmatycznej i Pisma Św. Rządził kollegium 
w Brunsbergu: był wicerektorem w Wilnie, wreszcie rektoreim Akade- 
mii; później rektorem domu profesów warszawskiego a dwa razy był 
wybieranym na prowincyała. Otrzymał stopień doktora filozofii i nauk 
wyzwolonych w r. 1639. Umarł w Warszawie 6 kwietnia 1666 roku. 
Jeden ze znakomitszych uczonych owego czasu, a mimo to imię jego 
do literatury nie przeszło, raczej zapoznane zostało; chociaż, gdyby nic 
więcej nie napisał, jak tylko życie Lwa Sapiehy i Rudnickiego, biskupa 
warmińskiego, jużby miał prawo zająć jedno z przedniejszych miejsc 
w dziejach literatury polskiej XVIII wieku; tymczasem Rywocki przez 
współczesnych był głośno ceniony za znakomite kazania i niepozba- 
wione interesu panegiryki z okazyi wstąpienia na tron monarchów, za- 
Ślubin, a także z racyi ważnych wypadków i znakomitości owocze- 
snych. Z większych dzieł, oprócz wyżej podanych (4. 2610) są nastę- 
pujące: 

3299. Laurentalia rigensia contra praedicantem haereticum. Wilno 
1638. 40. 

3300. Paraenesis ad Ministros Calvinianos de spiritu privato ad 
Synodos non admittendo. Wilno 1639. 89. 


3301. Idea magni herois. Antwerpia 1645. 80, 6. 119. 

Jest to znakomicie napisany żywot Lwa Sapiehy, wojewody wileń- 
skiego, hetmana w. W. K. Lit. 

3302. Vita illustr. ac R. D. Simonis Rudnicki, Episcopi Varmien- 
Sis. Brunsberga 1645. 49 134. 

Jedna z najlepszych biografii z owej epoki pod względem treści 
i stylu. Przeniesienie relikwii św. Kazimierza do kaplicy w obecności 
króla Władysława, opisał i drukiem ogłosił, a było to w tym czasie, 
gdy właśnie po Sarbiewskim objął katedrę retoryki w Akademii wi- 
leńskiej: 

Descriptio triuimphi S. Casimiri in sui translatione corporis in 
Mausoleum a Sigmundo III extructum. Vilnae 1637. 120. Taż sama praca 
przedrukowaną została w dziele: »Manipulus orationum Andreae Trze- 
bicki. Romae 1639. 49. 

Schónhoff Grzegorz. Austryak. Doktoryzował się w Wilnie 
w r. 1639. Był rektorem dwa razy, najpierw za Władysława IV, który 
rektora bardzo poważał i mianował go spowiednikiem Cecylii Renaty. 
Jemu to wręczył król 15.000 złp. dla kapituły wileńskiej na utrzyma- 
nie kaplicy Św. Kazimierza i pomnożenia w niej nabożeństwa; również 
za rektoratu Schónhoffa Kazimierz Leon Sapieha, podkanclerzy W. X. 
Lit. oddał do jego rąk 12.500 złotych na urządzenie fakultetu prawnego 
w Akademii. Słynął z rzadkiej nauki i gruntownego rozuinu. Władysław 
IV-ty mianował go teologiem królewskim 1 dlatego ostatnią ziemską 
posługę oddał monarsze w Mereczu jako kapłan. Następnie za Jana 
Kazimierza, którego był kapelanem, powołany został do rektorstwa po- 
wtórnie dnia 6 stycznia 1653 r. Umarł prowincyałem w 1667 r. Podo- 
bno dużo pisał dzieł treści polemicznej, znaną jest tylko praca: 

3303. Praxis Jubilaei certius consequendo. Vilno, typis Academ. 
S. J. 1651. 

Kojałowicz Wijuk Wojciech (1654—1655). Mówiliśmy już 
wyżej, że Kojałowicz jest pierwszym znakomitym dziejopisem Litwy 
w swoim czasie i dzisiaj przez uczonych ceniony nie tylko ze względu 
na sposób pisania, wybór rzeczy i rozsądek, lecz nawet na krytykę hi- 
storyczną. Przynajmniej Szlecer uważa go za najznakomitszego pisarza 
historycznego w XVII wieku. Urodził się w województwie trockiem, 
w powiecie kowieńskim 1609 roku; w roku 1627 wstąpił do zakonu, 
w którym niemałe położył zasługi. Rostowski zalicza go razem z braćmi 
do fundatorów domu jezuickiego w Kownie. To nie ulega wątpliwości, 
że w r. 1642 był pierwszym tam socyuszem, po wprowadzeniu Jezui- 
tów do Kowna. Roku 1650 mieszkał już w Wilnie, będąc profesorem 
teologii w Akademii i jej podkanclerzem. W r. 1654, jak zaznaczyliśmy, 


był wybrany rektorem i ten urząd sprawował do zajęcia Wilna i spale- 
nia go przez nieprzyjaciół. Ostatnie lata życia spędził na rektorstwie 
domu profesów w Wilnie u św. Kazimierza. W przerwach czasu międ::y 
jednem a drugiem rektorstwem nie spoczywał; poruczano mu do zała- 
twienia najtrudniejsze sprawy Towarzystwa. Jeździł nawet do Rzymu 
w tajnej misyi w sprawie prowincyi litewskiej. Wolny czas poświęcał 
naukom. Obdarzony niepospolitą zdolnością i talentem pisarskim, głó- 
wnie zajmował się rzeczami ojczystemi. Zawód literacki rozpoczynał od 
polemiki z kalwinami, a skończył go na heraldyce. O wielu jego pra- 
cach mówiliśmy wyżej (2249, 2348 —2353, 2586, 2587). Tu należą: 

3304. Colloquia theologi cum ministro de dissidiis in rebus fidei 
inter Catholicos et Calvinistas. Wilno, druk Akademii, 1635, 40. 

3305. Elogia imperatorum ex Austrica familia. Wilno, 1639, fol. 

3306. Colloquia theologi cum politico de electione prudenti unius 
verae christianae religionis. Wilno, druk Akademii, 1640, 47. Toż po 
polsku: Rozmowa teologa z politykiem o roztropnym wyborze jednej 
prawdziwej chrześcijańskiej wiary. Wilno, druk Akad. 1648. 

3307. Życie X. Franciszka Kajetana Ś-o, z włoskiego na polski 
przełożone. Wilno, druk Akad. 1645. 

3308. Decem modi colendi Beatissimam Virginem in ejus imagine 
Lauretana. Wilno, druk Akademii 1648. 120. 

3309. O niektórych różnicach wiary, które między katolikami i ewan- 
gelikami zachodzą, teologa z ministrem rozmowy ku przestrodze tak 
katolików jak i ewangelików. Wilno, 1653, 40. Toż, po łacinie: De non- 
nullis discriminibus in fide etc. Wilno, 1653, 47; Kalisz, 1758. 

3310. Mors in tormento mortis. Concio in funere Wołłowicz. 
Wilno, 1651. 

3311. Compendium vitae Alphonsi Rodriguez S. J. ex hispanico. 
Wilno, druk Akad. 1656. 

3312. Colloquia theologi cum dissidente de religione et de sincero 
et non addulterato usu S. Scripturae ad probandos fidei articulos. Wilno, 
1667, 40. Toż po polsku: O szczerem i niewykrętnem w dowodzeniu 
artykułów wiary Pisma Św. używaniu, rozmowy teologa z dyssydentem 
krótkie, proste i przyjemne. Kalisz, druk S. J. 1667, 4%; Kraków, 1671, 47. 

3313. Przykłady o różnych przypadkach, które się chrześcijanom 
w życiu, w chorobach i przy Śmierci trafiają z przestrogami i naukami 
do pobożnego życia i szczęśliwej Śmierci wielce użytecznemi niegdyś 
przez księdza Wojciecha Wijuka Kojałowicza Ś. p. S. T. D. 1674 z dru- 
kowanej we Florencyi księgi włoskiej zebrane, teraz polskim stylem 
pierwszy raz według egzemplarza własną ręką autora pisanego do druku 
podane. Wilno, 1728, 8%; Warszawa, 1738, 89. 


3314. Błogosławieństwo Boże, którem elekcya N. Michała I ura- 
czona, kazaniem opowiedziane. Wilno, 1669, 89. 

3315. Kapłan Bogu wierny JM. Ks. Gottard Jan Tyzenhauz, biskup 
Smoleński, kazaniem pogrzebowem reprezentowany. Wilno, druk Aka- 
demii, 1669, 47. 

3316. Fasti Radiviliani, gesta illustrissimae domus Ducum Radzi- 
wiłł compendio continens autore ..... S. T. D. ejusdemque in Univ. 
Vilnen. ordinario profesore. Wilno, druk Akademii, 1653, 4? 112. Toż 
po polsku, tamże, 1654, 47? 112. 

3317. Pamiątka krótka Braciej Koadjutorów S. J. świątobliwie zmar- 
łych, z różnych tejże Societatis pisarzów zebrana, na dni całego roku. 
rozłożona ku zbudowaniu żyjących do druku podana, przez ...... Wilno, 
druk Akademii S. J. 1673, 4? 6, 420, 17, druk gocki. 

Oprócz tego, o następujących jeszcze pracach Kojałowicza była 
wyżej mowa pod numerami: 22. 171. 2736. 2860. 2861. 

Umarł Kojałowicz w Wilnie dnia 6 października 1677 roku. 

Kojałowicz Wijuk Kazimierz był młodszym bratem Woj- 
ciecha; historyk, retoryk i heraldyk. Urodził się w Kownie w 1617 r.; 
do zakonu wstąpił w 1634, profes czterech ślubów. Uczył poetyki, wy- 
mowy, filozofii i teologii, po trzy lata każdej. Kaznodzieją był przez lat 
siedm w najcięższych czasach wojennych; gdy Akademia była zamknięta, 
rządził kollegium wileńskiem. Był rektorem po otworzeniu Akademii 
przez lat trzy. Będąc rektorem kollegium połockiego, umarł g listopada 
1674 roku. 

Oprócz dzieł o których wspominaliśmy wyżej (2346. 2347. 2768. 
2769. 2859. 3160. 3161), ogłosił jeszcze następujące: 

3318. Vita Augusta qua Ser. Poloniae et Sueciae principem Caro- 
lum Ferdinandum episc. Plocensem etc. inter gratulationum insignium 
pompam cathedram principemque dioeceseos urbem auspicato ingredien- 
tem aeternum suae serenitati devota S. J. Vilnensis professae domus 
suae fundatorem ac Academiae mecenatem vocis ac fastis apprecationibus 
comitatur. Wilno, druk Akademii 1644. fol. 68 (bezimiennie). 

3319. Polonią Pacifica inter nuptias Vladislai IV et Ludovicae 
Mariae principis Mantuae panegyricae adumbrata ab Universitate Vil- 
nensi S. J. Wilno, druk Akad. 1646. f. (bezimiennie). 

3320. Panegyrici Heroum varia ante manu sparsa nunc ab authore 
proprio Casimiro Wijuk Kojałowicz S. J. S. T. D. in gratiam studiosae 
juventutis in unum collecti, Wilno, druk Akademii S. J. 1668. 80. 

Dzieło to zawiera różnego rodzaju panegiryki na cześć znakomi- 
tych osób z powodu pogrzebu, urodzin lub otrzymania godności. 


3321. Soli poliqui decus Sagittae Wołłowicianae, Ladislao Wołło- 
wicz palatino Witepscensi. Wilno, druk Akademii S. J. 166g. 

3322. Kazanie o męce pańskiej, przez ..... w kościele wileńskim 
Ś.o Jana farnym w Wielki Piątek miane. Wilno, druk Akademii, 1675, 47. 
Była to ostatnia praca, ogłoszona drukiem za życia. 

3323. Vita V. P. Nicolai Lancicii S. J. compendiosus scripta pri- 
mum a RP. ..... nunc secundis curis revisa, denuo conscripta a clari- 
tatis gratia certis capitibus divisa ac plus quam dimidia parte aucta 
a RP. Boguslao Balbino S. J. Praga, 16go, 89 4, 350, 8. 

Toż po polsku: Żywot W. Ks. Mikołaja Lancycego (Łęczyckiego). 
Toż po niemiecku. Monachium, 1701, 47. 

Piwocki Jan. O nim nie pisze Preuschoff jako o rektorze, — 
tymczasem Piwocki uczył teologii w Wilnie przez wiele lat, następnie 
był rektorem w Brunsberdze, potem rządził Akademią wileńską, po trzech 
latach przeniesiony do Warszawy był rektorem kollegium, wreszcie pro- 
wincyałem. Umarł dnia 6 kwietnia 1666 roku, mając lat 67. Z licznych 
jakoby jego panegiryków są powszechnie znane: 

3324. Panegyrici duo de rebus gestis Vladislai Regis Poloniae 
(Jóchers Gelehrtelexicon). 

3325. Panegyricus cum Corpus S. Casimiri transferretur in Mauso- 
laeum Ipsi a Sigismundo III Rege Poloniae Vilnae extructum (idem). 

3326. Panegyricus funebris Alberti Radziwiłł (idem). 

Ginkiewicz Michał (1660— 1663). Pochodził ze Żmudzi, gdzie 
się urodził w 1594 roku. Mając lat 21 wstąpił do zakonu Jezuitów. 
Nauki ukończył w Rzymie i tam przez siedm lat był kaznodzieją i pe- 
nitencyaryuszem na Watykanie. Powróciwszy do kraju, wykładał w Aka- 
demii wileńskiej filozofię, teologię moralną i dogmatyczną; przed wyja- 
zdem zaś do Rzymu, nauczał w tejże Akademii retoryki i poetyki. Rzą- 
dził kollegium nieświeskiem, domem profesów w Wilnie i w Warszawie. 
Na stanowisku rektora Akademii zakończył życie. Powiadają, że kazania 
do ludu miewał z taką gorliwością, iż podczas jednego kazania pękło 
mu serce i Bogu ducha oddał 4 sierpnia 1663 roku. W wielkiej był 
czci u wszystkich dla cnót swoich i świątobliwości. Biskup uczcił go 
pogrzebem, na którym pontyfikalnie celebrował. Jedną z wielkich jego 
zasług jest, że przerwane skutkiem wojny szwedzkiej nauki w Akademii 
do stanu pierwotnego przyprowadził. Oprócz sławnego kazania, o któ- 
rem wyżej mówiliśmy (2657), podał jeszcze do druku: 

3327. Itinerarium albo pielgrzymowanie losu szczęśliwego. Kazanie 
na pogrzebie p. Jana Kościałkowskiego. Wilno, 1640, 49. 

3328. Kazanie na pogrzebie P. Zofii Pawłowej z Druckich Laskow- 
skiej. Wilno, S. J. 1649, 47. 


3329. Rationes septem, ob quas Sacerdotes saeculares obligantur 
ad vitam cum majore virtute ducendam. Wilno, 1ó5!, 80. 

3330. Zodiacus stellarum XII, sexies ambiens Mariam seu Com- 
mentarii in Salve Regina Canticum XII, Matris Virginis sanctissimae 
titulos continens, respondentes, sex praecipuis solemnitatibus Ejusdem. 
Auctore R. P. Michaćle Ginkiewicz S. J. Gdańsk, 1707, 8? 76. 

Z rękopisów zasługuje na uwagę: Żywoty biskupów wileńskich, 
który znajdował się w bibliotece Załuskich, obecnie najprawdopodobniej 
jest w Petersburgu. 

Butwiłł Daniel (1663—1666). Pochodził ze Żmudzi, gdzie się 
urodził w 1585 roku. W r. 1600 wstąpił do zakonu. Stopień doktora 
filozofii otrzymał w Wilnie w 1648 roku. Był rektorem po śmierci Gin- 
kiewicza, następnie był rektorem kollegium w Krożach. Zakończył życie 
w Nowogródku Io stycznia 1682 r. Był to mąż niepospolitej nauki, 
ale najbardziej odznaczył się nauką poezyi i wymowy, skąd też długo 
z wielkim zaszczytem one w Uniwersytecie wileńskim wykładał i wielu 
z późniejszych polskich mówców tak Świeckich jak i duchownych jemu 
biegłość swoją przypisują. Również słynnym był w swoim czasie rymo- 
"twórcą z gładkości wiersza łacińskiego. Lelewel jedną pracę Butwiłła 
opisuje w Bibl. ksiąg dwoje: 

3331. Oratio in laudem primorum decem Patrum S. J. w dziele: 
»Gratiae seculares«, 1640. 

Naramowski w dziele swojem: »Facies rerum sarmaticarum«. Ks. I. 
rozdz. II, str. 52, pisze o Butwille: » Wiadomo jest, że rękopis po owym 
słynnym czarnoksiężniku Twardowskim miał się znajdować w księgo- 
zbiorze Zygmunta Augusta, który razem z innemi jego księgami, skut- 
kiem testamentu królewskiego przeszedł do biblioteki akademickiej Jezu- 
itów w Wilnie. Jezuici umieścili tę niebezpieczną księgę w osobnej szafie 
i przykuli ją do Ściany łańcuchem żelaznym. Ojciec Daniel Buttwiłł opo- 
wiadał Szpotowi (a Jezuita Szpot zapisał to opowiadanie), pokazując mu 
właśnie miejsce próżne, gdzie była przykuta księga Twardowskiego, że 
gdy był pomocnikiem prefekta biblioteki akademickiej, zachciało mu się 
raz zajrzeć do niej, co w sobie zawiera. Ale skoro zdjęty ciekawością 
zaczął ją czytać, powstał wnet około niego tak okropny szum w biblio- 
tece, napełnionej od razu duchami, że przestraszony zamknąwszy księgę, 
zaledwo zdołał uciec do pobliskiej izby, poczem całą noc bezsennie prze- 
pędził. Nazajutrz rano, gdy z wielu innymi przyszedł do biblioteki, już 
księgi Twardowskiego nie było. Znikła, nie wiedzieć jak i przez kogo 
porwana. 

Wołłowicz Andrzej (1666—1669). O nim pisze Preuschoff: 
>Illustrissimos natales pullo Societatis habitu obtegere admisus, capa- 


UNIWERSYTET WNEŃSK, TON It, 3 


cissimam ad praecipua Provinciae munera indolem nactus, honoratam 
iniis exegit aetatem in regimine Universitatis, authoritate apud proceres, 
charitate apud Domesticos conspicuus. Obijt A. 1676. 

Tupik Stanisław (1669—1672). Litwin, uczył w Akademii 
wileńskiej retoryki, etyki i filozofii. Otrzymawszy w r. 1650 stopień do- 
ktora teologii, rozpoczął wykłady tej nauki. Celował dowcipem i nauką. 
Po wysłużeniu trzechlecia na urzędzie rektora Akademii został misyona- 
rzem obozowym, a w rezydencyi Nowogródku zakończył życie 12 marca 
1682 roku, mając lat 70, w zakonie 55. Dużo dobrego uczynił w czasie 
wojny jako kapelan wojskowy u Pawła Sapiehy, wojewody wileńskiego 
1 hetmana W. Ks. Lit. Z prac literackich Tupika jest tylko znana na- 
stępująca: 

3332. Śmierć pańska JWW. PP. JMCP. Pawła Jana Sapiehy, wojew. 
wil., hetm. wielk. W. Ks. Litew., mścisławskiego etc. starosty i cywuna 
ratowskiego, dzierżawcy słonimskiego i szczawelskiego, administratora 
ekonomii kobryńskiej i JMCP. Kazimierza Leona Sapiehy, podkancle- 
rzego W. Ks. Litews., roszańskiego etc., dzierżawcy, ekonomii brzezow- 
skiej administratora, na pogrzebie w kościele Kartuzy beroskiej Ś. Krzyża 
od sławnej pamięci JMCP. podkanclerza fundowanej i nadanej, kazaniem 
pokazana przez X. ..... S. J. S. T. D. d. 4 Januar. 1666. Wilno, druk 
Akad. S$. J. 1667, 47? 60, druk gocki. 

Rogalski Baltazar (1672—1675). Słynął z wielkich zdolności 
dyplomatycznych, dlatego poruczano mu najzawilsze sprawy do roztrzą- 
śnienia i załatwienia, a on takowe z biegłością i trafnością rozwiązywał. 
Słynny był i z nauki, był doktorem teologii i obojga praw. Zakończył 
życie w 1677 roku. 

Bochen Paweł (1675—1676). Pomorczyk, znany autor kilku 
pism ascetycznych. Po wysłużeniu swego trzechlecia na stanowisku 
rektora Akademii, został prowincyałem. Zakończył życie w 1695 roku. 
O nim pisze Preuschoff: »Sacrae Theologiae Doctor, vitae sanctimonia, 
doctrinae soliditate, profunditate ingenii, praecipuis in Societate Viris 
annumerandus, Litvanam provinciam Ś Collegium Academicum insigni 
prudentiae, 8z charitatis laude administravit. Doctrinae specimen in evul- 
gatis a se libellis Orbi exhibuitc. 

Rybski Andrzej (1678—1681; 1698), Głośny był z nauki, 
wielce ceniony dla zacnych obyczajów. Żył w przyjaznych stosunkach 
z Mikołajem Pacem, hetm. i wojewodą wileńskim. Wkrótce po powtór- 
nem obraniu go na rektorstwo Akademii zakończył życie w 1698 r. 

Rudziński Władysław (1681— 1683). O nim pisze Preuschoff: 
»ob vitae integritatem, raram modestiam, apud proceres authoritatem, 


praecipuis in Provincia muneribus perfunctus, Collegii Rector laudatissi- 
mis Universitatem vitae exemplis ornavit. Obiit anno 1686. 

Mazowiecki Michał (1683—1684). Urodził się w Warszawie 
1600 r.; do Jezuitów wstąpił w 1616. Przy wielkiej pobożności, miał 
niepospolitą naukę. Najbardziej zaś słynął z wymowy; w prawie kano- 
nicznem tak był biegłym, że go się jak wyroczni prałaci i biskupi w naj- 
trudniejszych wypadkach radzili. Uczył retoryki, filozofii i teologii mo- 
ralnej. Rządził rezydencyą w Piotrkowie, kollegium w Rewlu, domem 
profesów w Warszawie i w Wilnie, potem całą prowincyą. Był instru- 
ktorem księży 3 probacyi. Wybrany do Rzymu r. 1672, znajdował się 
na kongregacyi prokuratorów. Wróciwszy do kraju, został rektorem Aka- 
demii w Wilnie 7 kwietnia 1683 r. i na tem stanowisku umarł 22 lutego 
1684 r. O jego kazaniu o św. Tomaszu mówiliśmy wyżej (2776). Prócz 
tego ogłosił: 

3333. Sacerdos orans sive de horis canonicis rite recitandis. Kon- 
stancya, 1657, 120. 

Kitnowski Piotr (1684—1688). Za jego rektoratu miała miej- 
sce napaść wychowańców Akademii na zbór kalwiński i zupełne jego 
rozrzucenie. Zawiązała się sprawa sądowa, o której bliższe szczegóły po- 
daję w księdze trzeciej, a która wiele przykrości dla rektora sprowadziła. 
Słynnym był Kitnowski w Wilnie jako teolog, katedrę bowiem teologii 
wiele lat zajmował. Był podkanclerzem Akademii. Znany z nauki i po- 
bożności. Zakończył życie w 16g1 roku. 

Kucewicz Franciszek (1688—16g1). Był najpierw prowin- 
cyałem, później na rektorstwo postąpił. Powszechnie lubiany dla godno- 
Ści charakteru swojego połączonego z ujmująca łagodnością. Mury aka- 
demickie własnym nakładem znacznie rozszerzył. Zakończył życie w r. 
1699. Nastąpił po nim, powtórnie wybrany rektorem Andrzej Rybski. 

Dankwart Baltazar (1694—16g97) Słynnym był profesorem 
wileńskim, w publicznych dysputach dla gładkiej i przekonywającej wy- 
mowy Peryklesem wieku swojego nazywany. Za jego rektoratu kościół 
akademicki św. Jana do poprzedniej Świetności został doprowadzony. 
Rodem był z Mazowsza, wstąpił do zakonu Jezuitów w r. 1645, Dył 
przez wiele lat kaznodzieją. Zakończył pracowite życie w 1699 roku. 
Do druku podał: 

3334. Elogium regis Joannis Casimiri a Moscovitico bello trium- 
phantis. Wilno, 1654. 

3335. Kazanie na niedzielę II postu w kościele kollegiaty warszaw- 
skiej Ś-o Jana miane od W. X. ..... S. J. kaznodzieję i ordynaryusza 
tegoż kościoła. Zamość, 1675, 4? 54. 

3336. Lilia z cienia Śmierci tryumfująca, to jest kazanie na exe- 

3* 


quiach Michała Kazimierza Paca, wojęwody wileńskiego, hetmana w. 
W. Ks. Litew. Wilno, 1682. 40. 2-ga ed. 1715 fol. 5 ark. 

3337. O postępowaniu w doskonałościąch i cnotach zakonnych 
napisanem od W. X. Alfonsa Roderycyusza S. J. dla tychże zakonni- 
ków ŚS. J. przez W. X ..... na polski język przetłómaczone. Wilno, 
1648, 3 tomy, 40; 2-a edyc. 1715, 4” (tom pierwszy tłómaczył X. To- 
masz Łącki SŚ. J.). 

3338. Breve directorium concionatoris apostolici authore RP ..... 
S. J. 1692, 1694, 16g9, in 80. 

Łosiewski (Łosiewicz) Krzysztof (1697—1701). Tak go 
Preuschoff nazywa. Brown zaś mianuje go Łosiewicz, i ja mam dzieło, 
niewątpliwie pióra rektora wileńskiego z podpisem »Łosiewicze. Ponie- 
waż Preuschoff jest współczesnym rektorowi — przeto nie Śmiemy zinie- 
niać nazwiska, nie przypuszczając omyłki w druku. Był doktorem teo- 
logii i prawa kanonicznego, pochodził ze znakomitej rodziny szlacheckiej. 
Od najmłodszych lat celował bystrością umysłu, dowcipem, pracowitością. 
Do wysokiego stopnia wykształcenia doszedł wielką pracą. Za najpierw- 
szego filozofa i teologa wieku swego był uważany. Dlatego zaledwie 
skończył nauki, wzięto go do sprawowania ważnych urzędów. W Aka- 
demii wileńskiej uczył siedm lat filozofii, retoryki dwanaście lat, a rekto- 
rem Akademii był jakoby ośm lat. Również w Akademii wileńskiej przez 
długi czas uczył prawa kanonicznego. Z rozporządzenia swej władzy 
przeniósł się do Warszawy, gdzie był przełożonym nad domem warszaw - 
skim i całą prowincyą. Umarł w Wilnie w 1712 roku. Do druku podał: 

3339. Via theologtica ad Deum ultimum finem per actus humanos 
consignata. Warszawa, 1694, folio. 

3340. Plinius Palaemonicus magnus e lithuana societate orator i t. d. 
Warszawa, 17t1, 8? 7, 136. 

Kładowicki (Hladowicki) Jakób (1701 —1704). Kładowicki 
kończył nauki w Rzymie, gdzie był penitencyaryuszen na Watykanie. 
Po powrocie do Polski zajmował różne urzędy; przed wyborem na rektora 
Akademii był prowincyałem. Na stanowisku rektora zakończył życie 
3 maja 1704 r. Do nowej elekcyi pełnił obowiązki rektora wice-rektor 
Marcin Godebski. 

Arent Tobiasz (1705—1707, 1716—1718, 1721 — 1724), Uro- 
dzony w Warmii ro czerwca 1646 roku, wstąpił do zakonu Jezuitów 
13 maja 1662, profesyę 4 Ślubów uczyniwszy. Był doktorem teologii 
i prawa kościelnego. Przez lat 17 nauczał w Wilnie teologii, będąc równo- 
cześnie kaznodzieją, Jako polemista był znakomitym, wielu na łono Ko- 
Ścioła powszechnego nawrócił. Był rektorem Akademii trzy razy wybie- 
rany; oprócz tego rządził kollegium w Brunsberdze, a domami profesów 


w Warszawie i Wilnie, gdzie życie zakończył 8 kwietnia 1724 roku. 
Drukiem ogłosł: 

3341. Studium polemicum pro doctrina Catholica susceptum in 
gratia studiosae juventutis Catholicae ex zelo apostolico ad parrochia et 
missiones acatholicis vicinas aspirantis per interrogationes et responsio- 
nes digestum a RP. ..... S. J. S. T. D. Wilno, druk Akad. S. J. 1716. 
3 tomy in 8? 197, 327, 147. Dzieło to na trzy części podzielone, po- 
większone jest dodatkiem dla greków-katolików, 

Brictius Jan (1708—171o). Był profesorem teologii i prawa ko- 
ścielnego w Warszawie, Brunsbergu i Wilnie. Umarł w r. 1710 na sta- 
nowisku rektora Akademii. Ponieważ w dniu 3 sierpnia wybrany już 
został nowy rektor — zatem Brictius przed tą datą zakończył życie. 
O jednem z jego dzieł mówiliśmy wyżej (2841), prócz niego napisał 
jeszcze: 

3342. Vita V. P. Thomae de Rupniew Ujejski, primum Episcopi 
chioviensis et czernichoviensis in Regno Poloniae, dein Religiosi S. J. 
oonscripta a RP. Joanne Brictio ex eadem Societate, pruteno, varmiensi 
S. Th. D. Brunsberg, druk S. J. 1706, 89% 316, 6; inne wydanie, 1708, 
8” 345. 

3343. Servus pecati in Christo pro nobis patiente, repraesentatus 
authore RP. ..... S. J. S. Th. D. Brunsberg, druk S. J. 1710, 4. 

3344. Arcanum perfidiae judaicae revelatum de excessibus Judeo- 
rum in Polonia. Wilno, 1727, 129. 

Załuski, który to dzieło opisywał, a wyszło ono bezimiennie, nie 
jest pewnym, czy autorem jego jest Brictius, czy też Szczepan Puzyna. 
Wyszło ono 1 po polsku w Wilnie w r. 1730. 

Karski Maciej (1710—1713). O tym rektorze nie mamy żadnej 
wiadomości. 

Limont Krzysztof (1713—1715). Również nic o nim nie 
wiemy. 

Gorszwiłło Krzysztof (1720—1721). Na stanowisku rektora, 
w kilka miesięcy po elekcyi umarł. 

Sokulski Stanisław (1724 —1727; 1731—1734) Ża jego to 
rektoratu toczył się sławny spór z Pijarami o wyłączność nauczania, 
o czem poniżej obszerniej potnówię. 

Dauksza Władysław (1727—1731; 1741—1743). Żadnych 
szczegółów o jego życiu nie znamy. 

Bartołt Karol (1735—1737). Doktor teologii i prawa kanoni- 
cznego, urodzony na Mazowszu dnia 28 października 1680 r. Skończy- 
wszy w Pułtusku nauki u Jezuitów, wstąpił do ich zgromadzenia 19 lipca 
1698 r., a potem i w poczet profesów czterech ślubów wpisany. Wykła- 


dał dwa lata poezyę i tyleż retorykę; również w Warszawie i Wilnie 
przez pięć lat filozofię i przez ośm lat teologię, a przez sześć prawo 
kościelne. Rządził kollegium łomżyńskiem, później powołany został na 
rektora Akademii 26 sierpnia 1735 r. Za jego to rektoratu odbywał się 
ów spór z Pijarami i on to prowadził ów sławny proces. Następnie rzą- 
dził nowicyatem w Wilnie i całą prowincyą. Zakończył życie w domu 
profesów wileńskim 24 maja 1748 r. w 66 roku życia, 47 zakenu, 30 
roku profesyi (Brown). 

3345. Festum ecce primae classis, imaginibus Regumque Poloniae 
solemnissimum et serenissimum, politicis dogmatibus adumbratum ab 
Antonio Rostowski. Praeside R. P. Carolo Bartolt S. J. Wilno, 1719, 47. 
Druga edycya wyszła w Warszawie 1740. Jest w tem dziełku 50 takich 
opisów nazwanych obrazami od Lecha I do Augusta II. W nich okre- 
śliwszy niektóre zdarzenia, przy każdem, a główniejszem podaje sentencye, 
czasami dowcipne, czasami naciągane. Zdradza się niewiadoinością dzie- 
jów ojczystych. 

Sadowski Józef (1738—1741). Rusin, profes czterech Ślubów, 
był 24 lat misyonarzem w Konstantynopolu, a umarł we Lwowie 2 sty- 
cznia 1761 roku mając lat 60, z których 42 w Towarzystwie przeżył. 
Ogłosił drukiem: 

3346. Męczeństwo serdeczne serca Maryi Panny i Matki Bolesnej 
to jest: uwagi, rozmyślania, westchnienia, przykłady i inne ćwiczenia 
duchowne o boleściach Matki Boskiej, na wszystkie Soboty całego roku 
rozłożone przez W. X. Liboryusza Sinishatszi S. J]. włoskim językiem 
do druku podane, na polski zaś język z niektóremi przydatkami prze- 
tłumaczone, przez X. ..... S. J. Lwów, druk S. J. 1759, 4? 14, 346. 

Rościszewski Franciszek (1745—1747). O nim żadnych 
wiadomości nie mamy. 

Juraha Jan (1752—1755), Był rodzonym bratem Kazimierza, 
sławnego profesora Akademii wileńskiej. O jednej pracy rektora mówi- 
liśmy powyżej (20). Za jego rektoratu nastąpiła ugoda z Pijarami. 

Brzozowski Kazimierz (1755—1756). Urodzony na Litwie 
w 1687 r. Do nauk przykładał się u Jezuitów w Pińsku. Do zgroma- 
dzenia wstąpił 16 maja 1703 r. Znakomitym miał być nauczycielem. 
Uczniowie jego byli wielką ojczyźnie i Kościołowi podporą, jak się wy- 
raża jego biograf. Wielką sławę pozyskał jako kaznodzieja królewski 
w Warszawie, który to obowiązek przez lat 1o spełniał. Potem był przez 
dwa lata nadwornym teologiem księcia Korybuta Wiśniowieckiego. Rzą- 
dził kollegium w Pińsku, Nieświeżu i Łucku i całą prowincyą. Wybrany 
na rektora Akademii w r. 1755, zakończył życie na tem stanowisku 
d. 7 grudnia 1756 r. mając lat 69, a będąc w Zakonie 54. W r. 1753 


będąc w Nieświeżu na pogrzebie ks. Radziwiłłowej podpisał ugodę z Pi- 
jarami, wówczas był proboszczem domu profesów wileńskiego. 

Oprócz kazania na pogrzebie Anny z książąt Sanguszków Radzi- 
wiłłowej, kanclerzynej W. X. Lit., na 6 arkuszach in folio, które umie- 
szczone jest w zbiorze kazań z okoliczności pogrzebu, wydanego w Wil- 
nie w 1750 r., ogłosił odzielnie: 

3347. Legacya świętsza dwóch pełnomocnych serafickich Legatów: 
Bł. Jędrzeja de Comitibus i BŁ. Salvatora de Hortu, Zakonu Ś. Franci- 
szka, przy akcie solennego wprowadzenia do Bazyliki WWOO. Bernar- 
dynów warszawskich, kaznodziejskim stylem opisana przez W. X. ..... 
S. JJ. a potym WP. Sebastyanowi Rybczyńskiemu ofiarowana. Warszawa: 
druk S. J. 1725, fol. 

Żaba Ignacy (1760—1763, 1774—1779). Bliższych szczegółów 
o nim nie wiemy. 

Wazgird Kazimierz (1763—1766). Również nic nie wiemy. 

Przeciszewski Kazimierz (1766—1769) Szczegółów jego 
życia nie znamy. 

Skorulski Antoni (1772—1773). Był ostatnim rektorem Aka- 
demii wileńskiej, pod kierunkiem Jezuitów zostającej. Pochodził ze Żmu- 
dzi, gdzie się urodził 22 listopada 1715 r. Ukończywszy nauki w Wil- 
nie, wstąpił do Jezuitów 20 sierpnia 1730 r. Uczył w szkołach niższych 
lat 5 filozofii, przez tyleż lat teologii. Był doktorem teologii, filozofii 
1 nauk wyzwolonych. Był kaznodzieją, misyonarzem i ministrem kolle- 
gium. Rządził kollegiami: nowogródzkiem i barskiem, konwiktem wileń- 
skim, a przez lat 8 był prowincyałem. (Gdy nastąpiła kasata zakonu, 
ex-rektor za staraniem Massalskiego został kanonikiem wileńskim po 
nagle zmarłym biskupie Horainie i na tem stanowisku umarł w Wilnie 
w 1780 roku. O jego pracach matematycznych wspominaliśmy wyżej (266). 

Po kasacie zakonu Ignacy Żaba wybrany został rektorem przez 
Komisyę edukacyjną i na tem stanowisku przebywał aż do Śmierci t. j. 
do 1779 roku. Po nim Komisya edukacyjna naznaczyła ex-Jezuitę Che- 
valier, lecz ten zaledwie kilka miesięcy spełniał obowiązki, umarł we 
wrześniu 1780 T. 

Poczobut Odlanicki Marcin (1780—1799). Urodził się 
w dziedzicznej wsi Słomiance, w Grodzieńskiem w 1728 r. Początkowe 
nauki pobierał u Jezuitów i następnie mimo opozycyi ojca wstąpił do 
ich zgromadzenia 1745 roku. Będąc jeszcze w nowicyacie, zatrudniał się 
dozorem bielenia wosku i robieniem świec kościelnych, a nawet i wa- 
rzeniem miodów. Po ukończeniu kursu nauk, przeniesiony był do Po- 
łocka na nauczyciela szkół niższych — tam przebył dwa lata i powrócił 
do Wilna na takiegoż nauczyciela. W r. 1754 wysłany był dla dalszych 


studyów do akademii w Pradze, gdzie poświęcał się językowi łacińskieinu 
i greckiemu oraz matematyce. Długo tam nie bawił, gdyż ówczesna sie- 
dmioletnia wojna nie sprzyjała naukom. Powrócił do Wilna w r. 1755 
i rozpoczął wykłady języka łacińskiego w Akademii wileńskiej (Janocki 
Lexicon). Ucząc łaciny sam odbywał kursa teologii, po ukończeniu któ- 
rych ze stopniem doktora teologii, a był już doktorem filozofii i nauk 
wyzwolonych — jako celujący w naukach wysłany został za granicę na 
koszt ks. Michała Czartoryskiego, kanclerza W. Ks. Lit. Zalecono mu 
szczególniej przykładanie się do matematyki, chociaż on wolałby się zaj- 
mować literaturą i poezyą, do której szczególne miał upodobanie.  Bio- 
graf Poczobuta Bohusz pisze, że Poczobut bardzo lubił poezyę liryczną 
a także język grecki i łaciński i że w tych językach dobre wiersze pisał. 
Mając lat 72, napisał odę na cześć cesarza Aleksandra, która obok utworów 
Sarbiewskiego stanąć może. Tak ją sobie upodobał Ówczesny minister 
oświaty hr. Zawadowski, że po rosyjsku przełożyć rozkazał i obok oryginału 
wydrukować, a do autora przesyłając kilka egzemplarzy, napisał list 
z podziękowaniem. Tenże Bohusz utrzymuje, że Poczobut był znakomi- 
tym mówcą; przemówienie jego w r. 1781 na otwarcie Akademii tak 
się wszystkim podobało, że król wraz z Komisyą edukacyjną oświadczył 
mu za nią podziękowanie. Otóż Poczobut mimo niechęci do matematyki 
musiał ją studyować, bo tak się zwierzchności jego podobało. Wyjazd 
nastąpił w r. 1761 przez Niemcy do Francyi i Włoch, aby się w astro- 
nomii wyćwiczyć. W r. 1762 był w Marsylii, gdzie pomimo ówczesnych 
burz nad głowami Jezuitów zawisłych, dwa lata usilnie pracował w ob- 
serwatoryurm pod przewodnictwem znakomitego astronoma Jezuity Pe- 
zenas. Został wkrótce pierwszym jego pomocnikiem i zastępcą w obser- 
wacyach; miał wzrok tak bystry, że nieraz z podziwieniem innych go- 
łem okiem położenie niektórych gwiazd dostrzegał, czego inni dokony- 
wali przez doskonałe tylko teleskopy. Gdy Pezenas wygnany został 
z Francyi, Poczobut udał się do Awinionu. Pobyt jego w Awinionie 
i Neapolu, gdzie widział nowe narzędzia przez rząd neapolitański zaku- 
pione w Londynie, a także w Rzymie, wielką mu przyniósł korzyść nau- 
kową, jak o tem Świadczy Śniadecki w żywocie Poczobuta. Świadczą 
o tych zajęciach naukowych i ówczesne Efemerydy wiedeńskie. 

Tak wydoskonalony długą pracą teoretyczną i praktyczną w astro- 
nomii wrócił Poczobut do Wilna na schyłku 1764 roku, wówczas wła- 
Śnie, kiedy Stanisław August Poniatowski wstąpił na tron. Po powrocie 
zajął się niezwłocznie wykładem matematyki i astronomii w Akademii. 
W chwili kasaty Jezuitów Poczobut liczył 45 lat wieku, był gruntownie 
wykształconym w naukach matematycznych, oddawał się z zapałem astro- 
nomii, posuniętej naówczas dzięki genialnym pracom na Zachodzie do 


wysokiego stopnia doskonałości. W urządzonem prawidłowiej obserwa- 
toryum astronomicznem trawił Poczobut dni i nocy, a rezultaty swych 
obserwacyi komunikował europejskim obserwatoryom, dzięki czemu był 
powszechnie znauym i wysoce cenionym przez najznakomitszych ów- 
czesnych mężów nauki. Zajęcia te, jak Świadczy Bohusz świadek jego 
prac, przeszły w namiętność. Widział Bohusz Poczobuta zimą, śród ogro- 
mnej, nieogrzanej sali, nastawiającego lunety drżącą od chłodu ręką; 
a po skończonej obserwacyi, choć skostniałego od zimna, w najwybor- 
niejszym humorze. Nie chcąc tracić przerwanej pracy z powodu ciemnej 
nocy lub dni słotnych, wynagradzał sobie podczas chociażby chwilowej 
pogody, przerywał obiad, porzucał najprzyjemniejsze towarzystwo. Z tej 
epoki naukowej działalności Poczobuta jest sprawozdanie: »Martini Po- 
czobut. Calculus eclipsos lunaris quae accidit die 24 Febr. 1766 pro 
Observatorio Acad. Vilnensis«. 

O czynnym udziale Poczobuta w urządzeniu obserwatoryum mó- 
wiliśmy już powyżej, nie będziemy przeto powtarzać się. Działalność 
jego naukowa pozyskała uznanie w kraju, dzięki czemu król Stanisław 
August przywilejem wydanym w Warszawie 25 stycznia 1767 r. mianował 
Poczobuta astronomem Jego Królewskiej Mości, a obserwatoryum za- 
szczycił tytułem królewskiego. Otrzymawszy tytuł astronoma królewskiego 
i pewną sumę pieniędzy od księżnej Puzyniny, wyjechał do Anglii dla 
zakupienia narzędzi astronomicznych. Wyjazd przypadł na rok 1768. 
Zwiedził Danię, Holandyę, Anglię i wreszcie Paryż. W tem ostatniem 
miejscu pobytu zawiązał stosunki przyjazne z Lalandem i De la Caillem. 
Po powrocie do Wilna, zaznajomił się Poczobut z Joachimem Chrepto- 
wiczem, naówczas pisarzem W. Ks. Lit. Że ta znajomość miała prze- 
ważny wpływ i na osobiste interesy Poczobuta i szkolne litewskie, widzie- 
liśmy to w życiorysie pierwszego kuratora wileńskiego. 

W dniu 2i lipca 1773 r. papież Klemens XIV zniósł bullą na 
całym świecie zakon Towarzystwa Jezusowego. Urzędowe ogłoszenie 
o tem nastąpiło w Wilnie dnia 12 listopada. Wypadek był tak doniosły, 
że wiadomość o nim wstrząsnęła Litwą. Poczobut podwójnie dotkniętym 
został: jako Jezuita i profesor Akademii, a co ważniejsza organizator 
sławnego już obserwatoryum. Drżał o jego byt, o los swoich towarzy- 
szów nauczycieli. Otóż w tej tragicznej zaiste chwili zwrócił się Poczo- 
but do Chreptowicza, szukając opieki i ratunku, nie tyle dla siebie, ile 
dla obserwatoryum, »które, jak się wyraża w liście, mając swe odemnie 
początki, miałoby być dla mnie chwalebnym grobem«.  Chreptowicz go 
niezwłocznie uspokoił zapewniając, że obserwatoryum zniszczone nie 
będzie. Poczobut powtórnie udał się z prośbą do Chreptowicza, o wy- 
jednanie mu przywileju wyłącznego dla jego osoby na wydawanie ka- 


lendarza politycznego na Litwę i oprócz tego gazet literackich, jeśli 
można i politycznych w Wilnie. Poczobutowi głównie chodziło o przy- 
wilej nie dla materyalnych korzyści, lecz dlatego, że i dawniej w tych 
kalendarzykach, które wydawał Franciszek Paprocki, drukował swe roz- 
prawy astronomiczne. Chreptowicz w częstej korespondencyi zapewniał 
Poczobuta, że zakłady naukowe po Jezuitach pozostałe rząd pod innym 
kształtem utrzyma i pożytecznie dla kraju urządzi. Poczobutowi bardzo 
chodziło o to, ażeby Jezuici w onych zakładach naukowych, które miały 
być urządzone inaczej jak dotychczas, a przedewszystkiem w Akade- 
mii, zajęli miejsca nauczycieli; był bowiem głęboko przekonany, że 
tylko Jezuici są zdolni być ogniskiem nauki i wychowania publicznego. 
Gdyby się to nie udało, pragnął, aby przynajmniej choć wpływ na opinię 
publiczną i kierunek w rozwijaniu się cywilizacyi krajowej wśród Jezu- 
itów utrzymać. Ułożył więc projekt, ażeby z młodzieży ex-jezuickiej, co 
zdolniejszej,j utworzyć ciało literackie, któreby z czasem zamieniło się 
na akademię nauk. 

Ażeby taka akademia nauk, o jakiej marzył Poczobut, wywierała 
wpływ na kraj i zagranicę, potrzeba było, aby jej prace ogłaszano dru- 
kiem, a więc dlatego potrzebne były pisma peryodyczne, których naów- 
czas w Wilnie nie było. Oto powód, dlaczego o przywilej się starał. 
Obawy Poczobuta okazały się płonne, bo rząd postanowił zatrzymać 
Akademię i obserwatoryum, a zatem i profesorów ex-Jezuitów, gdyż prócz 
nich i Pijarów, prawie nikogo nie było, nie tylko na Litwie ale i w ca- 
łym kraju odpowiednio przygotowanego, jeżeli wvłączymy uczniów aka- 
demii krakowskiej. 

W listopadzie 1773 roku przysłał Chreptowicz Poczobutowi przy- 
wilej królewski na drukarnię po-jezuicką w Wilnie, na imię jego wy- 
dany. W początkach roku 1774 został Poczobut redaktorem »Gazety 
wileńskiej«. Powinien więc być zadowolony, że plany znajdowały uzna- 
nie w Warszawie i że pozyskał dla spełnienia tych planów odpowiednie 
przywileje; lecz troskał się mimo to o los ówczesnej Akademii. Organi- 
zacyi jej jeszcze nie przedsięwzięto, wszystko pozostało niby po staremu, 
bo i ex-Jezuici nauczali; badania astronomiczne prowadzone były z da- 
wniejszą energią, za to inne nauki szły niedołężnie. Rząd i los Aka- 
demii był w ręku Massalskiego. Ten obficie czerpał z funduszów edu- 
kacyjnych, zbywając byle czem profesorów. Poczobut jako astronom ze 
swoim pomocnikiem a razem profesorem fizyki i dwoma adjunktami 
pobierał wogóle 7.000 złp. półrocznie. Prócz tego Massalski nie lubił 
Poczobuta, oświadczył nawet, że mu zabierze drukarnię, a pomocnikom 
jego zamierzył wyznaczyć tylko po 500 złp. rocznie. Pomimo że Poczo- 


but miał prawo być rektorem, albo jako zasłużony ex-Jezuita mógłby 
dostać prebendę — Massalski oddalał jak mógł i jedno i drugie. 

W r. 1775 Stanisław August obdarzył Poczobuta medalem na jego 
cześć wybitym !). 

W r. 1777 przybył Wybicki do Wilna jako wizytator Akademii, 
wówczas Poczobut zwrócił na siebie jego uwagę, gdyż wykazywał wizy- 
tatorowi różne błędy i zaniedbania w wychowaniu szkolnem. Raport 
Wybickiego był decydującym w sprawie reformy Akademii. Poczobut za 
pośrednictwem Chreptowicza kołatał do Komisyi o fundusze na narzędzia 
astronomiczne; gdyż Massalski jako zwierzchnik dbał o Akademię o tyle, 
o ile to dotyczyło medycyny. Komisya uwzględniając prośbę Poczobuta, 
wyznaczyła na narzędzia 2000 czerwonych złotych, po które pojechał do 
Londynu Strzecki, ex-Jezuita, przyjaciel Poczobuta. Skorzystał ze spo- 
sobności Poczobut i za pośrednictwem Strzeckiego zawiązał stosunki 
literackie z akademią umiejętności w Paryżu, której członkiem korespon- 
dentem został w r. 1778. Poczobut zajmował wówczas bardzo wybitne 
miejsce między europejskimi uczonymi, dzięki swym obserwacyom. On 
odkrył najłatwiejszy sposób mikrometru przedmiotowego. Z korespon- 
dencyi, jaką prowadził Poczobut z Ówczesnymi uczonymi i astronomami, 
dużo korzystał Baliński w swej » Dawnej Akademii«. Nie przypominam 
sobie, abym się spotkał z korespondencyą Jana Bernoulli'ego, dlatego 
jeden list przepisuję z autografu: 


» Monsieur! Je regrettois extrćmement que depuis plus de dix 
ans que jai I'honneur de Vous connoitre, et j'ai vćritablement re- 
grettć pendant tout ce tems, de n'avoir aucune de Vous nouvelle 
et de ne pouvoir le premier Vous prier de men donner, soit a cause 
de lincertitude ol j'ai ćtć presque pendant tout ce tems sur le 
lieu de votre dermieure, soit A cause de celle ou j'ćtois si Vous 
voudriez bien Monsieur, m'accorder Votre correspondance ćgale- 
ment utile et honorable pour moi, mais que la mienne ne pouvoit 
jamais compenser par des lettres qui valussent la peine de Vous 
€tre envoyćes. A la fin ayant eu l'assurance positive que Vous 
Etes a Vilna A demeure, je pris la ferme resolution de Vous y faire 
une visite a l'occasion d'un voyage en Russie que j'entrepris; je 
mie proposois de passer de Petersbourg A Moscou et de cette ville 
a Vilna, avant de retourner chez moi par Varsovie, je me rejouis- 
sois extremement de cette idće, du plaisir de voir votre magnifique 
observatoire et surtout de Vous demander, Monsieur la continua- 


') Medal ten jest opisany w dziele Gołębiowskiego i Raczyńskiego: »Gabinet 
medalów polskiche, Wrocław, 1843. 4-o pod Nr 568. W wykładzie podał Gołębiow- 
ski bardzo staranną biografię Poczobuta, osnutą na źródłach rękopiśmiennych, znaj- 
dujących się w bibliotece Czackiego. Korespondencya Poczobuta z królem jest 
uwzględnioną należycie. 


tion de Votre souvenir et quelque part dans votre amitić et bien- 
veillance; malheureusement ce projet, qui me flattoit tant n'a pu 
sexecuter, plusieurs raisons m'ont empechć d'aller 4a Moscou, et ce 
n'est que par hazard que je suis allć de Petersbourg a Varsovie 
a cause dune bonne occasion de prendre cette route, mais jugez 
Monsieur, combien j'ai du regretter de passer si pres de Vilna 
sans y aller, ćtant avec un cormpagnon de voyage fort pressć et 
nullement astronome, duquel je dependois parceque la voiture ćtoit 
a lui. J'ai cherche inutilement a Varsovie A me procurer du moins 
votre precieux recueil d'observation un instant a Vobservatoire du 
chateau sans en trouver un exemplaire A acheter; je Vous ai donc 
une bien grande obligation de celui que Vous me destinez et en 
lattendant je parcourrai avec empressement celui que Mr Votre 
savant et tout aimable collegue a remis a lAcadćmie, il me seroit 
difficile de Vous dire combien j'ai ćtć charme de la connoissance 
de Mr l'abbć Strzecki et ce plaisir a ćtć d'autant plus piquant 
que je l'ai eu au moment de mon retour 4 Berlin et oi j'etois 
tout rempli encore de mes regrets de venir de Połogne sans avoir 
ćtć a Vilna sans avoir revu lilustre(!) Poczobut. La lettre que Mr 
labbć Strzecki m'a remise de Votre part a mis le comble a ma 
satifaction avec la restriction cependant que j'ćtois fachć qu'elle 
eut próvenu celle que je me proposois de Vous ćcrire incessament 
pour Vous dire tout ce que Vous avez lu au commencement de 
celui et en l accompagnant de quelques unes de mes foibles pro- 
ductions que javois a ma disposition A Kónigsberg. Mais voici une 
meilleure occasion de Vous en faire parvenir cet exemplaire — ci, 
daignez les agrćer, Monsieur, quelque peu quelles soyent dignes de 
Vous €tre prósentćes et permettez que je conserve l'espćrance d'etre 
a lavenir avec Vous, et Mrs vos collegues et adjoints en relations 
plus frćquents; ce sera une vive satisfaction pour celui qui a I'hon- 
neur d'etre avec la plus haute estime et la consideration la plus 
respectueuse. Monsieur, Votre tres humble et tres obeissant serviteur 
Bernoulli. 
Berlin, 23 oct. 1778. 


Po rektorze Żabie zawakowało rektorstwo w Akademii w r. 1779, 
jednakże Komisya edukacyjna ominęła Poczobuta, powołując księdza 
Chevalieur. Była to rzecz niezwykła, boć Poczobut był najuczeńszym 
1 najwięcej zasłużonym ze wszystkich ex-Jezuitów wileńskich. Zapewne 
Komisya nie przeczuwała, oceniając zasługi naukowe Poczobuta, żeby 
on będąc znakomitym astronomem, był równocześnie odpowiednim do 
wykonania w całej rozciągłości przedsięwziętej reformy, zwłaszcza, że 
wiedziała Komisya o jego charakterze niepodległym, a może i bała się 
niektórych jego uprzedzeń, które cechowały go jako ex-Jezuitę. Lecz 
zapewne główną przyczyną w pominięciu był biskup Massalski, który 
popierał księdza Chevalier. Gdy Chevalier wkrótce umarł, a Poczobut 
otrzymał po nim probostwo Św. Trójcy w Wilnie, wówczas i kwestya 


rektorstwa stanęła na lepszym stopniu. Chreptowicz, od dawna działający 
w interesie Poczobuta, gdy się przekonał, że w Komisyi edukacyjnej 
nie ma ten ostatni przeciwników, zapytał go „listownie, czy przyjmie 
rektorstwo 1 czy zatrudnienia tego urzędu nie będą przeszkadzały pra- 
com w obserwatoryum. Poczobut odpowiedział: »Rektorstwo Akademii 
przyjmę z wielką chęcią, dla wielkich i ważnych przyczyn. Nawet im 
bardziej do astronomii przywiązany jestem, tem chętniej niem się zajmę, 
jeśli się prześwietnej Komisyi dać mi ten urząd podoba. Upewniam zaś, 
że ani astronomia od rektorstwa, ani rektorstwo od astronomii żadnej 
szkody i żadnego ambarasu mieć nie będzie. Owszem, złączenie tych 
dwóch obowiązków będzie z nieskończoną obojga korzyścią«. Niezwło- 
cznie pojechał Poczobut do Warszawy, gdzie zabawił pięć tygodni, a ma- 
jąc zapewnioną nominacyę na rektora, obeznawał się z pracami i pla- 
nami Komisyi edukacyjnej i przyjmował od niej instrukcye do sprawo- 
wania przyszłego urzędu. Przy końcu listopada 1780 objął Poczobut 
publicznie 1 uroczyście urząd rektora Akademii wileńskiej. Jedną z pier- 
wszych czynności nowego rektora było zaproszenie Giliberta z Grodna 
i ofiarowanie mu katedry w Wilnie. Gdy ten ostatni zgodził się, Po- 
czobut przeprowadził odnośną korespondencyę z Chreptowiczein. Nastę- 
pnie troszczył się Poczobut, że X. Hieronim Strojnowski, młody Pijar, 
zdolny i dobrze usposobiony, a przez Komisyę edukacyjną przeznaczony 
do dawania w Akademii lekcyi prawa przyrodzonego i narodów, mie- 
szkał w Wilnie u Pijarów bezczynnie, nie mogąc się doczekać z War- 
szawy ostatecznego o sobie rozporządzenia. Pierwszy rok szkolny za 
rektorstwa Poczobuta upłynął bez zmiany. Niezależnie od kłopotów nie- 
odłącznych od zarządu taką instytucyą, jak Szkoła Główna, wobec wa- 
runków, jakie ją krępowały, spływały i honory na Poczobuta. W r. 1781 
został kanonikiem smoleńskim; był to honor bez dochodów. Nauki 
w Szkole Głównej szły podług nowo zaprowadzonego porządku powoli, 
ku lepszemu, pod czujnym dozorem rektora; lecz podniesienie obserwa- 
toryum do zamierzonego stopnia Świetności było zawsze przedmiotem 
najżywszej jego troskliwości. A tu jeszcze wiele trudności do załatwienia 
w tymm celu pozostawało. Nie było gdzie umieścić w sali obserwatoryum, 
za szczupłej na to, pięknych narzędzi astronomicznych sprowadzonych 
z Londynu, mianowicie owego kwadransa wielkiego, który w ówczesnym 
stanie nauk był największą zaletą całego zakładu. Rozpoczął tedy bu- 
dowę nowego obserwatoryum, a jak ją przeprowadził, mówiliśmy o tem 
wyżej. Po ukończeniu wezwany został do Warszawy przez Komisyę 
edukacyjną w końcu 1781 roku. Naradzano się bowiem nad ustawą po- 
wszechną dla szkół publicznych. Tam spotkał się z Kołłątajem i z nim 
razem nie mało się przyczynił do ostatecznego ułożenia tego statutu. 


aż. 406 <> 


Dobrze się stało, że był wówczas w stolicy, albowiem Szkole Głównej 
litewskiej zagrażało wielkie niebezpieczeństwo. Chciano ją zamienić na 
podrzędne lyceum. Zabiegi Poczobuta, Chreptowicza i ks. Czartoryskiego 
ocaliły ją od tak fatalnej przemiany. W maju dopiero 1783 roku po- 
wrócił Poczobut do Wilna z nową ustawą, gdzie nie znalazł już Gili- 
berta, który porzucił Akademię i wyjechał do Lyonu. D. g maja 1785r. 
otrzymał Poczobut order św. Stanisława, co dało powód różnym powin- 
szowaniom, tak od uczących jak i uczących się. Nawet biskup Massalski 
urządził dla niego wspaniałą ucztę, na którą zaprosił między innymi 
i profesorów Szkoły Głównej. 

Ciężkie nastały czasy dla Akademii wileńskiej w r. 1793. Targo- 
wiczanie chcieli zrabować fundusze edukacyjne. Bronił ich na sejmie 
grodzieńskim z wielką odwagą Poczobut przy pomocy Jana Śniadeckiego, 
który największą przyniósł wówczas usługę oświacie narodowej; Po- 
czobut nigdyby nie był tyle szczęśliwym. Śniadecki dzięki niespodzie - 
wanym, a bardzo ważnym dla sprawy okolicznościom — złamał intrygę 
Targowiczan, bardzo umiejętnie, chociaż bezwstydnie osnutą. Targowi- 
czanie widząc, że ich niecne plany delegat akademii krakowskiej odkrył 
i komu należało przekazał, musieli się zrzec łatwej, jak sądzili, zdoby- 
czy ?). W tymże roku w Grodnie otrzymał order Orła Białego. 

Po przyłączeniu Litwy do Rosyi, pozyskał Poczobut u Repnina 
zapewnienie nietykalności funduszu edukacyjnego. W roku 1796 witał 
w murach Szkoły Głównej cesarza Pawła. Na stanowisku rektora prze- 
był do r. 1799. Po zdaniu tych czynności Strojnowskiemu, poświęcał się 
mimo podeszłego wieku, obserwacyom astronomicznym aż do objęcia 
tego stanowiska przez Jana Śniadeckiego w r. 1807. Przekonawszy się, 
że ukochane jego dziecię, obserwatoryum, znajduje się pod dobrą opieką 
Śniadeckiego, czego od dawna pragnął, usunął się z Wilna zupełnie, 
wyjechał do Dynaburga i u Jezuitów zamieszkał. Tam powtórzywszy 
śluby zakonne, jako Jezuita zakończył życie d. 20 lutego 1810 r. 

Poczobut był człowiekiem bezwarunkowo wysoko wykształconym, 
jednakże miał nieraz swój sposób widzenia rzeczy, który nas razi. Na 
przykład, nie przyjął wezwania na członka Towarzystwa przyjaciół nauk 
w Warszawie, jedynie dlatego, że Towarzystwo to wzięło sobie, między 
innemi, za zadanie pisać tylko po polsku, a on właśnie ten język polski 
uważał za uwłaczający naukom. Poczobut nie mógł przebaczyć Śnia- 
deckieimu, że o Koperniku pisał po polsku. Był zarozumiałym, gwałto- 
wnym, opryskliwym, co mu przyjaciół nie jednało. Mimo że całe życie 


1) Listy Jana Śniadeckiego w sprawach publicznych od 1788 do 1830 pisane, 
z autografów. Poznań. Żupański, 1878, 


był Jezuitą, mimo że biskupstwa ofiarowanego sobie nie przyjął — był 
pyszałkiem i o dostojeństwa bardzo dbałym. Na polu piśmiennictwa nie 
położył wielkich zasług, gdyż oprócz komunikatów astronomicznych, 
jakie przesyłał zagranicznym uczonym, nic więcej nie pozostawił. O tej 
spuściźnie mówiliśmy wyżej (981, 1345—1351, 1413, 1414, 3026). Jako 
administrator, rektor, był dobrym, lecz i w tym wypadku miłość własna 
grała rolę największą, chociaż przy niej sprawa publiczna zyskała nie mało. 

Oprócz artykułów w Encyklopedyach i cytowanej pracy Gołębiow- 
skiego, są jeszcze następujące biografie Poczobuta: 1) Wiadomość o życiu 
X. Marcina Odlanickiego Poczobuta, czerpane z rękopisów X. J. Alber- 
trandego. » Pamiętnik warszawskie, 1810. 2) Żywot uczony i publiczny... 
przez Jana Śniadeckiego. Wilno, Zawadzki, 1810, 89 42; kilka razy 
różnymi czasy przedrukowany. 3) Życie literackie ..... przez X. Michała 
Xawiera Bohusza. »Roczniki Tow. warsz. przyj. nauke, 1816, 4. — Ba- 
liński w dziele swem »Dawna Akademia«, głównie Żywot P oczobuta 
miał na celu; dlatego część druga, stanowąca */; książki, wyłącznie jemu 
jest poświęcona. Baliński rozporządzał bogatym materyałem, bo kore- 
spondencyą poufną rektora z Joachimem Chreptowiczem. Dla uzupeł- 
nienia, podajemy jeszcze jedną pracę Poczobuta, o której dotychczas nie 
mówiliśmy, mianowicie: 

3348. Przemowa na posiedzeniu publicznem Szkoły Głównej W. 
X. Lit. dnia : lipca 1791 miana, i druga przemowa miana na posie- 
dzeniu duia 3 maja 1792. B. m. d. 8” mn. 10 +- 14. 

Strojnowski Hieronim (1799—1806). Urodził się dnia 20 
września 1752 r. na Wołyniu, w powiecie krzemienieckim we wsi Cho- 
daczkowie, z ojca Benedykta i matki Maryanny. Początkowe wychowa- 
nie odebrał w domu rodzicielskim, a potem w szkołach pijarskich w Zło- 
czowie. W r. 1768 wstąpił do zgromadzenia Pijarów pod imieniem Hie- 
ronima a Sancto Bernardo w Podolińcu, gdzie po odbytym nowicyacie 
ćwiczył się nie tylko w naukach potrzebnych w stanie duchownym, ale 
także przeszedł całkowity kurs nauk, ułożony dla przyszłych profesorów. 
W czasie studyów zwracał na siebie uwagę nadzwyczaj pojętnym i by- 
strym umysłem 1). W liczbie nauczycieli zakonnych Strojnowskiego znaj - 
dował się Kopczyński, a najsławniejsi mężowie XVIII wieku byli jego 
nauczycielami lub współtowarzyszami. Po skończeniu nauk był nauczy- 
cielem w Złoczowie i Międzyrzeczu w kollegiach pijarskich. W r. 1776 
wyświęcony na kapłana w Warszawie, gdzie w Collegium Nobilium pijar- 
skiem wykładał przez trzy lata matematykę, logikę, metafizykę, a przez 





1) Bielski. Vita et scripta, quorundam e congregatione Scholarum Piarum in 
provincia Polona professorum. Warszawa, 1812. 


następne cztery lata prawo natury, polityczne, narodów i ekonomię poli- 
tyczną. Powyższe cztery nauki wykładał pierwszy Strojnowski w konwikcie 
w języku polskim, chociaż nie był pierwszym tych przedmiotów profe- 
sorem w Polsce, albowiem Jan Śniadecki wspomina, że i on w r. 1776 
uczył w Krakowie ekonomii politycznej podług systematu doktora Ques- 
nay, a zatem wcześniej od Strojnowskiego. Kursa nauki nowej, mało 
albo niedostatecznie znanej w kraju, obudziły uwagę powszechną, a mło- 
demu profesorowi zjednały wysokie uznanie i dalszą promocyę. Komisya 
edukacyjna pragnąc Strojnowskiego uczynić więcej jeszcze użytecznym 
dla sprawy oświaty w kraju, wezwała go na profesora prawa natury do 
Szkoły Głównej litewskiej, którą to katedrę do 1794 zajmował. W ży- 
ciorysie Poczobuta wspominaliśmy, że troskał się rektor, dlaczego Stroj- 
nowski bezczynnie przebywa u Pijarów wileńskich, a Komisya eduka- 
cyjna nie daje mu patentu; tu dodam, że chociaż Strojnowski i ów pa- 
tent na objęcie katedry otrzymał, jednakże tylko rok wykładał, dla na- 
stępujących powodów. Kiedy Komisya zajęła się reformą nauczania, prze- 
konała się niebawem, że bez Jezuitów i Pijarów obejść się nie może, 
gdyż profesorów ze stanu cywilnego nie miała w swem rozporządzeniu. 
Aby ich wykształcić i z czasem do katedr przysposobić, utworzyła insty- 
tuty pedagogiczne przy szkołach głównych. Że zaś w Wilnie, przy 
Szkole Głównej, różniącej się od dawnej Akademii jezuickiej tylko tytu- 
łem, nie było środków odpowiednich do wydoskonalenia kandydatów do 
stanu nauczycielskiego, przeto zalecono Strojnowskiemu, którego miano- 
wano prefektem kandydatów, aby z wychowańcami udał się do Krakowa, 
dla uzupełnienia ich edukacyi. Strojnowski przebywał w Krakowie przez 
dwa lata; wówczas to zapoznał się z Kołłątajem, Janem Śniadeckim 
i innymi znakomitymi mężami, do grona akademii należącymi. W tymże 
czasie promował się w akademii na doktora teologii i obojga praw. 
W r. 1783 powrócił do Wilna i rozpoczął wykłady, a w r. 1786 przy- 
gotował do druku rękopis prawa natury, podług którego wykładał 
i w konwikcie warszawskim i w Wilnie. 

Dzieło to, o którem wyżej mówiliśmy (2525), było wielokrotnie 
przedrukowywane. Praca ta, wskazując źródło, skąd płyną wszystkie 
ustawy ludzkie, była bardzo na dobie, gdyż w owym to czasie właśnie 
przemyśliwano o układzie nowego kodeksu cywilnego i karnego. Chociaż 
Komisya edukacyjna nie zaleciła tego dzieła jako elementarne, przecież 
nie dała od siebie innego; opinia uczonych mężów za takie je uznała, 
a w pierwszym ich szeregu jest Czacki. Później znacznie, gdy dzieło to 
miało pięć wydań i stało się faktycznie książką elementarną w Polsce 
1 w Rosyi, zaczęto je krytykować. Pierwszy Słotwiński w r. 1812 do- 
wodził, że nie ma ono cech dzieła elementarnego, a prócz tego, że jest 


pozbawione logiki i świadczy o nieznajomości przedmiotu autora. Jeszcze 
dalej poszedł inny krytyk, bo wprost zarzuca autorowi plagiat. Krytyk 
ten, anonim, w »Przyjacielu ludu«, 1840 r. N. 32, zdając sprawę z pracy 
Rudominy, poświęconej biografii Hieronima Strojnowskiego pisze: »Naj- 
ważniejsze zasługi X. Pijara Strojnowskiego są uniwersyteckie. Jego bo- 
wiem prawo przyrodzone z seksterników swojego nauczyciela Garyckiego, 
profesora niegdy akademii krakowskiej, dosłownie przepisane (na co się 
Ś. p. Garycki gorzko użalał) nie są wcale jego główną zasługą«. Na ten 
ciężki zarzut odpowiedział z godnością Rudomina, w specyalnym obszer- 
nym artykule, i zarzut ten obalił bez mozołu. Bo i rzeczywiście: 56 lat 
milczano, że to plagiat, a dopiero przypomniano o tem w r. 1840. Słu- 
sznie dowodzi Rudomina, że Garycki mógł mieć seksterny, gdy tę naukę 
wykładał; wszakżeż i Śniadecki ją wykładał, jak o tem powyżej wzmian- 
kowaliśmy, ale co innego jest układanie seksternu, a co innego wydru- 
kowanie dzieła klasycznego. Niezaprzeczona zasługa pozostaje przy Stroj- 
nowskim, gdyż on pierwszy przełamał lody, pierwszy dał poznać ziom- 
kom w języku polskim naukę nową i dotąd nieznaną. 

Strojnowski, jak to zaznaczyliśmy opisując bibliograficznie to dzieło 
powyżej, przy układzie swej pracy czerpał wiadomości z pism fizyoktatów 
i ekonomistów francuskich; mógł nawet czerpać i z notat Garyckiego; 
wogóle, nim się zabrał do pisania dzieła oryginalnego, czytał dużo, studyo- 
wał wielu autorów; co nie daje jeszcze powodu nikomu podejrzywać Stroj- 
nowskiego o przywłaszczenie cudzej własności. Napisał on książkę arcy- 
potrzebną i pożyteczną, obejmującą w istotnych swoich zasadach początki 
cytowanych powyżej nauk. Układ, terminologia, są to rzeczy, które z sie- 
bie jak pająk snujemy, jeżeli odpowiednio do tego będzieiny przygotowani. 

Po czterech latach nauczania w Akademii, ciężko zapadł na zdro- 
wiu. Lekarze zalecili Włochy. Udał się więc do Florencyi, Rzymu i Nea- 
polu, gdzie i zdrowie odzyskał i pozawiązywał stosunki ze znakomitymi 
przedstawicielami nauki, jak Beccaria, Moschati, Fabbroni. W Rzymie 
miał audyencyę u papieża. We Włoszech rozbudziło się w nim zamiło- 
wanie do sztuk pięknych, do języka i literatury włoskiej. Zaczął zbierać 
antyki i obrazy; języka włoskiego wyuczył się należycie, bo pisał i mó- 
wił bez zarzutu. Dał się poznać z nauki i gruntownych wiadomości kla- 
sycznych, wybrany więc został na członka akademii nauk we Florencyi 
w r. 1787 i rzymskiej Arkadów w 1788 roku. 

Z polepszonem zdrowiem Strojnowski powrócił do Wilna i wów- 
czas to wystąpił ze zgromadzenia Pijarów, otrzymawszy dyspensę od 
papieża. W rodzinnych stronach jako kapłan świecki otrzymał beneficyum 
koreckie. Na sejmie 1791 roku zalecono ułożenie kodeksu cywilnego 
i kryminalnego i stosowną dla nich procedurę. Wypracowanie powie- 

UEKWEBSYTET WILEŃSKI. TOM Ill. 4 


rzono delegacyom koronnej i litewskiej. Do tych delegacyi powołany 
został Strojnowski, lecz do której z nich, nie wiemy, ponieważ w dya- 
ryuszach i konstytucyach sejmu czteroletniego niema listy osób skła- 
dających te deputacye. Podaje ją Dmochowski w »Pamiętniku warszaw- 
skim« 1802, lipiec — lecz również nie oznacza, do której Strojnowski 
należał, W tych delegacyach pracował Strojnowski rok jeden; zajmował 
się układem procedury sądowej, jej skróceniem i zapobieżeniem tym 
szkodliwym przewłokom, które opóźniały wymiar sprawiedliwości. Ułożył 
projekt kwalifikacyi do urzędów publicznych i wiele innych ważnych 
ustaw napisał. Deputacya nie mało korzystała ze światłego zdania Stroj- 
nowskiego, który wolny od wszelkich przesądów, wszystko ważył na 
szali zdrowego rozsądku i odnosił do tych odwiecznych praw, jakie się 
gruntują na porządku przyrodzonym i naturze ludzkiej. Zmiany polityczne 
krajowe przerwały czynności deputacyi, a Stanisław August w r. 1791 ob- 
darzył Strojnowskiego złotym medalem, ustanowionym dla odznaczenia za- 
sług naukowych z napisem: mezcniibus. W r. 1793 na sejmie grodzień- 
skim rozwiązany został dawny komplet Komisyi edukacyjnej, a miano- 
wany nowy pod prezydencyą pryinasa Poniatowskiego. Między członkami 
znajdujemy dwóch profesorów wileńskich, Pilchowskiego i Strojnowskiego. 

Komisya ta ustała z ustaniem rządu polskiego. W r. 1794 przy 
protekcyi biskupa Massalskiego, Strojnowski wszedł do kapituły wileń- 
skiej jako koadjutor scholastyka katedralnego Łopacińskiego, a Stanisław 
August obdarzył go orderem św. Stanisława. Za rządów rosyjskich na 
Litwie, Strojnowski nie zajmował się wykładami z katedry, chociaż się 
liczył profesorem Akademii — jego bowiem miejsce objął dawniejszy 
wiceprofesor Malewski. W r. 1797 został proboszczem Święto-jańskim 
czyli kościoła akademickiego. W następnym roku 1798, gdy jeszcze na 
Litwie sądził trybunał Świecki i duchowny, był prezydującym depu- 
tatem tak nazwanego koła duchownego. Trybunał duchowny, po skoń- 
czonym ziemskim, przez 6 niedziel rostrzygał sprawy Świeckich z du- 
chownymi i duchownych ze Świeckimi. Zasiadało w nim 6 deputatów 
świeckich i 6 duchownych, tj. 3 z kapituły wileńskiej, 2 ze żmudzkiej 
i 1 ze smoleńskiej. Ci deputaci obierali z pomiędzy siebie marszałka 
Świeckiego; pióro trzymał pisarz trybunalski. W r. 1799 wybrany został 
rektorem Uniwersytetu i zarazem członkiem komisyi tymczasowej, ma- 
jącej zwierzchność nad Akademią. Intryga miotała tą władzą, a Stroj- 
nowski stawając w obronie praw Akademii i przymuszony często wal- 
czyć ze zdaniem uprzedzonem swoich kolegów, wiele miał przykrości 
do zniesienia. Za rektoratu Strojnowskiego Jezuici białoruscy uzyskali 
od cesarza Pawła przywilej wyłącznego nauczania w prowincyach przy- 
łączonych do Rosyi; między innemi i Uniwersytet wileński na mocy 


tego przywileju przechodził do ich władzy. Przybył więc ich generał do 
Wilna dla obejrzenia wszystkiego, co się szkoły tyczyło, a stanowiło już 
własność Jezuitów. Poczobut odradzał dawnym braciom swoim, aby się 
nie podejmowali dzieła tak trudnego, lecz gdy to nie trafiało do przeko- 
nania generała i ten zażądał wydania sobie gmachu uniwersyteckiego, 
wówczas Strojnowski zaniósł do cesarza Pawła prośbę, błagając o utrzy- 
manie Akademii w dawnym jej składzie, za co odsiedział w kozie 
o chlebie i wodzie dwa tygodnie u Dominikanów. Lecz okoliczności się 
zmieniły, Jezuici byli zmuszeni wycować się, a przynajmniej nie popierać 
legalnych bądź co bądź praw swoich do Uniwersytetu, gdyż rząd za- 
niechał projektu oddania Akademii Jezuitom, a działo się to w przede- 
dniu wstąpienia na tron cesarza Aleksandra. Cesarz Aleksander najlepiej 
był usposobionym do Akademii wileńskiej i wzbudził niekłamaną wdzię- 
czność profesorów z rektorem na czele, który z okoliczności koronacyi 
cesarza urządził publiczne posiedzenie, na którem wypowiedział mowę 
»pełną Świetnych i prawdziwych myśli, czyni ona honor mówcy jako 
1 monarsze, o którym w tym sposobie mówić się godzi«, powiada Fran- 
ciszek Dmochowski w cytowanym »Pamiętniku warszawskim«. O tem 
posiedzeniu zdaliśmy sprawę powyżej. 

Powstała w Petersburgu komisya szkolna, która winna była przy- 
gotować projekty do organizacyi szkolnictwa w Rosyi. Komisya ta po- 
przedziła utworzenie ministeryum oświaty, okręgi naukowe i t. d. Do 
tej komisyi wszedł i Strojnowski, jako członek byłej Komisyi eduka- 
cyjnej, a zatem z tą procedurą dobrze obeznany. Wyjazd Strojnowskiego 
do Petersburga był bardzo dla stosunków szkolnych na Litwie pożyte- 
cznym. Nie było lepiej od niego poinformowanych: jakie były potrzeby, 
braki; co należało zrobić i w jaki sposób. Rok cały pracował w tej 
komisyi. Dużo było trudności do zwalczenia, jakkolwiek rzeczników do- 
brej sprawy było wielu, jak Czartoryski, Potocki, Plater; ale były i prze- 
szkody: nowość rzeczy i konieczność zużytkowania rozporządzeń i całej 
ustawy byłej Komisyi edukacyjnej obojga narodów. Wszystkie prze- 
szkody zostały usunięte, a Strojnowski otrzymał z rąk cesarza akt po- 
twierdzenia Uniwersytetu wileńskiego i szkół jego wydziału. Wiemy, że 
ks. Czartoryski był duszą tego komitetu, a mając takie znaczenie wów- 
czas w Petersburgu, usunąłby z drogi co największe przeszkody, mimo 
tego, tenże książę Czartoryski, jak pisze Czacki, »oddał jednak Stroj- 
nowskiemu to ważne Świadectwo, że do wystawienia potrzeb edukacyj- 
nych, ułatwienia trudności i pomyślnego skutku, czynnie się przyłożył«. 
Zasługa Strojnowskiego, jako członka komitetu urządzającego szkolnictwo 
w Rosyi wogóle, a w szczególności w okręgu naukowym wileńskim, 
jest ogromnej doniosłości. On wszystko wziął z ustawy Komisyi edu- 

4* 


kacyjnej warszawskiej, co było najlepszego i udało mu się jeszcze wpro- 
wadzić szczegóły, które możeby z czasem weszły w życie, gdyby Komi- 
sya warszawska, istniała dłużej. Ustawy ogólne podniosły wysoko stan 
nauczycielski i nadały mu nieznaną dotąd powagę; młodzieży uczącej 
się zapewniły wielkie przywileje, szczególniej sposobiącej się do urzędów 
i wogóle służby publicznej. Jest to strona dodatnia działalności rektora, 
lecz tak przeważna, że ujemne strony, które starannie wyszukiwali prze- 
ciwnicy jego, prawie znikają z widoku, szczególniej dla dzisiejszego ba- 
dacza. Bo te zarzuty, które czyniono Strojnowskiemu wówczas, okazały 
się płonnymi; a skutki najgorsze, jakie przepowiadano, nie okazały się 
w późniejszym czasie, a przynajmniej nie w takim stanie, jak je onego 
czasu przewidywano. Jeden z tych zarzutów, że się otaczał pochlebcami, 
ludźmi wątpliwej moralności, a odsuwał od siebie ludzi godnych 1 za- 
służonych. Ten zarzut bardzo względny. Ludzie godni i zasłużeni (Jun- 
dziłł, Jędrzej Śniadecki) nie stracili miejsca ani za rektoratu Strojnow- 
skiego, ani później i dosłużyli się emerytury. Lecz ci, skądinąd godni 
ludzie, byli niezmiernie przykrego charakteru, zarozumiali, pyszałki; zda- 
wało się im, że oni to stanowią fundamenta budowy, a zatem że na- 
czelnik szkoły winien uważać sobie za szczególne szczęście, że ich ma 
w Uniwersytecie; rektor tymczasem w kwestyach ważnych decydował 
się poświęcać osobiste sympatye, jeżeliby te miały wpłynąć ujemnie na 
sprawę publiczną; w drobiazgach urządził sobie życie domowe tak, jak 
uważał za lepsze, przyjemniejsze dla siebie. A to wywołało krytyki, 
gromy nieomal; a padały te gromy tak dobrze z Krakowa jak i z Wo- 
łynia. Słowem pomieszano tu rzeczy publiczne z prywatnemi i obrzu- 
cono błotem człowieka za winy nie popełnione. Drugi zarzut — to po- 
woływanie cudzoziemców na katedry. Biorąc rzeczy powierzchownie, to 
zarzut ciężki, dlaczegóżby nie dać przyzwoitego utrzymania swoim a wy- 
szukiwać gdzieś poza granicami ludzi wątpliwej nauki, jak utrzymuje 
np. Jan Śniadecki i Kołłątaj; biorąc rzeczy głębiej, kwestya ta przed- 
stawia się inaczej. Strojnowski mając w swem rozporządzeniu odpowie- 
dnie fundusze, od razu postawił szkołę na wysokim stopniu doskona- 
łości, gdyż skompletował ciało nauczające wysoko przygotowane pod 
względem naukowym; dlaczego nie powoływał Polaków — bo ich nie 
było. Jędrzej Śniadecki wprawdzie w liście swym do Czackiego inaczej 
utrzymuje: »że w żadnym na Świecie kraju nie zbierają uczonych tak 
jak grzyby, że ludzi prawdziwie zdatnych jest wszędzie mało. Że chcąc 
zbierać Polaków uczonych, trzeba ich zachęcić i pokazać, że to co się 
robi jest dla nich, a nie dawać im obuchem w łeb, jak u nas zrobiono. 
Nie sprowadzać z naszą pogardą i nie wywyższać cudzoziemców, którzy 
śmiało gadają, 1ż sprowadzono ich dlatego, że Polacy są głupi, że nie 


mają u siebie ani nauk, ani uczonych«. W dalszym ciągu powyższego 
listu Śniadecki dowodzi, że cudzoziemcom za dodatkowe katedry oso- 
bno płacą, a gdy on, Śniadecki, za dodaną mu katedrę farmacyi żądał 
podwyższenia pensyi, odmówiono. Z tej więc strony mieli racye Polacy, 
że się oburzali i poczytywali się za pokrzywdzonych przez cudzoziem- 
ców. Nie ulega natomiast wątpliwości, że odpowiednio przygotowanych 
Polaków do zajęcia katedr uniwersyteckich było niezmiernie mało. 

Ileż to trudności miał Czacki, zanim zwerbował do Krzemieńca 
lepszych nauczycieli z Krakowa; ileż to późniejszy rektor Śniadecki 
miał kłopotu, nim obsadził katedrę literatury polskiej i historyi; do któ- 
rego z Polaków udawał się Śniadecki, jak np. do Woronicza, Dmochow- 
skiego — odmawiali, a czy prócz tych tak wielu było do wyboru za cza- 
sów Strojnowskiego — to łatwo odpowiedzieć, że nie było wyboru, bo Polacy 
zaledwie do profesury przygotowywać się zaczynali. Więc i Strojnowski tłó- 
maczył się, że powoływanie cudzoziemców, to rzecz przejściowa; gdy się 
wykształci młode pokolenie, cudzoziemcy okażą się niepotrzebni. Że to 
nie były frazesy, lecz głębokie przekonanie — mieliśmy dowody w wysła- 
niu za granicę dla udoskonalenia się przyszłych profesorów wileńskich: 
Niemczewskiego, Niszkowskiego i Stubielewicza. Więc Strojnowski dzia- 
łał oględnie, bo patrzył w przyszłość, a że wezwał cudzoziemców, to nie 
należy mu z tego robić zarzutu, bo ci cudzoziemcy, z małymi wyjątkami 
wysoko podnieśli oświatę na Litwie i od samego początku w całej Euro- 
pie zapewnili wielkie uznanie dla Uniwersytetu wileńskiego. 

Kołłątaj zarzuca Strojnowskiemu, że ten najmniej dbał o oświatę 
i edukacyę młodzieży, ale przyjmował rektorstwo dlatego tylko, aby tą 
drogą urzeczywistnić główne swe marzenie — to jest zostać metropolitą. 
Zapewne, że w części ma racyę Kołłątaj, bo Strojnowski wziął sobie za 
zadanie życia dosięgnąć w hierarchii duchownej jak najwyższego odzna- 
czenia, i że do tego rektorstwo, pobyt w stolicy bardzo mu ułatwiały 
drogę. Posądzenie zaś Strojnowskiego, że nie dbał o oświecenie powie- 
rzonego sobie wydziału, jest niesprawiedliwe; wszakżeż zajęcie się oświatą 
nie przeszkadzało mu zupełnie w osiągnięciu metropolii. W tem więc wi- 
dzę uprzedzenie, krzywdzące dobre imię rektora. Strojnowski, będąc w Pe- 
tersburgu, nie zaniedbywał, według Kołłątaja, swego głównego interesu, 
a jednakże ustawy szkolne Świetnie są zredagowane. Jakim sposobem, 
nie wiem, sądzę, że za pośrednictwem ks. Czartoryskiego, który miał 
wielkie zachowanie u cesarza, a sprzyjał Strojnowskiemu, wyrobił sobie 
Strojnowski koadjutoryę łucką, głównie dzięki osobistemu poparciu cesa- 
rza. Biskup Symon przedrukował !) list cesarza Aleksandra do biskupa 


1) Op. cit., str. 13, przypisek, 


Cieciszewskiego w sprawie tej koadjutoryi; jako ciekawy przyczynek do 
życiorysu rektora przepisuję ten list w całości: 

» Monsieur I EvEeque de Luck. Ayant etć informć que suivant 
les institutions du culte catholique vous ćtiez intentionć de nom- 
mer un coadjuteur, qui pit un jour dignement vous remplacer 
dans les fonctions d'un ćpiscopat que vos vertus apostoliques di- 
stinguent, Je crois ne pas pouvoir vous donner une preuve plus 
ćvidente de mon ćstime quen vous engageant de choisir pour 
coadjuteur le prćlat et recteur de IUniversitć de Vilna Jerome 
Stroynowski. Ses qualitćs morales et ses lumieres le rendent ćga- 
lement digne de votre suffrage et l'empressement que vous met- 
trez A remplir le dćsir que Je viens de vous ćnoncer vous don- 


4 


nera des titres A ma consideration. Alexandre. 


S. Petersbourg ce 2 Fevrier 1803. A monsieur l'Eveque de 
Luck Cieciszewski a Luck. 


Interwencya była pomyślną, bo koadjutorem został, a że równo- 
cześnie umarł Łopaciński, przeto Strojnowski wszedł i do kapituły wi- 
leńskiej, jako prałat-scholastyk. Do tych duchownych godności przyłą- 
czyły się i zaszczyty Świeckie, był bowiem członkiem warszawskiego 
Towarzystwa przyjaciół nauk i wolno-ekonomicznego w Petersburgu. 
Wybrany rektorem, już w Uniwersytecie zajął się przyprowadzeniem do 
skutku nowych urządzeń szkolnych. Wspominaliśmy niejednokrotnie, że 
urząd rektora według nowej ustawy był wielkiego znaczenia. Był pre- 
zydującym w radzie Uniwersytetu, w rządzie Uniwersytetu, od którego 
zależały wszystkie szkoły od Bałtyku do morza Czarnego w ośmiu 
guberniach. Był więc on naczelnikiem kierującym oświatą i edukacyą 
publiczną w tym obszernym kraju. Zawiadywanie funduszami, admini- 
stracya dóbr szkolnych, zakładanie nowych szkół, budowanię potrze- 
bnych gmachów, korespondencya z władzami i podwładnymi, bardzo 
obszerna, wszystko to należało do urzędu rektora. W streszczonych dzie- 
jach wszechnicy wileńskiej będziemy mieli sposobność powrócić jeszcze 
do rządów Strojnowskiego, tu dodam tylko, że zabiegom Strojnow- 
skiego należy przypisać powołanie Jana Śniadeckiego do Wilna; za jego 
rektoratu urządzono sławną szkołę krzemieniecką. Dotychczas, to jest 
do przemiany Szkoły Głównej na Uniwersytet, większość profesorów 
to księża; rektorowie zaś do czasu założenia Uniwersytetu wileńskiego, 
byli wyłącznie duchowni. Prawda, że tacy rektorowie, jak Poczobut 
i Strojnowski przynieśliby zaszczyt każdej szkole, ale było żądaniem 
wyższych władz, zaczynając od księcia Czartoryskiego, aby rektorem był 
Świecki urzędnik. Podzielał to i Strojnowski i dlatego, gdy trzechlecie 
jego rządów przybliżało się do końca, nie podał się na kandydata, czyli 
co na jedno wychodzi, zastrzegł, że nowego wyboru nie przyjmie. Wów- 
czas wybrany został Jan Śniadecki, którego zaliczyć należy do najzna- 


komitszych rektorów wileńskich, jakimi byli: Skarga, Kojałowicz, Po- 
czobut i Strojnowski. Strojnowski, ustępując z tak wysokiego stano- 
wiska, obdarzony został przez cesarza orderem Św. Anny. Uniwersytet, 
rozstając się ze swoim zwierzchnikiem i pragnąc pamięć jego utrwalić 
na potomne czasy, portret znakomitego rektora polecił zawiesić w sali 
obrad. Portret ten, pędzla Peszki, był później w obserwatoryum, obecnie 
wywieziony do Petersburga razem z innemi pamiątkami z czasów Wszech- 
nicy wileńskiej. Strojnowski niezwłocznie opuścił Wilno i wyjechał na 
Wołyń. W dniu 19 stycznia 1806 roku wyświęcony został w kościele 
katedralnym łuckim na biskupa sambetyzańskiego i instalowany na ko- 
adjutora dyecezalnego. Konsekrował go, jak przed trzydziestu laty wy- 
święcał na kapłata tenże sam biskup Gaspar Cieciszewski. Po konsekra- 
cyi, wybrany przez kapitułę łucką na deputata do kollegium na lat trzy, 
wyjechał do Petersburga. W Petersburgu okazał się najstarszym człon- 
kiem — więc wybrany został na prezydenta. Zajęty był między innemi 
w Petersburgu projektem, aby kollegium składało się z samych bisku- 
pów, jak Najświętszy Synod petersburski, ale projekt owego Collegium 
episcoporum nie przyszedł do skutku. Będąc uprzejmym, gościnnym, 
zręcznym, umiał podbić sobie możnych tego Świata, a dzięki im szeroko 
otwierała mu się droga do pozyskania najwyższego dostojeństwa w ko- 
ściele polskim w Rosyi. Gdy umarł biskup wileński, Kossakowski, 
Strojnowski niezwłocznie mianowany został administratorem dyecezyi 
wileńskiej; przeniósł się tedy do Wilna na mieszkanie. Na tem stano- 
wisku administratora i nominata biskupa wileńskiego napisał wiele pro- 
jektów odnośnie do reformy duchowieństwa, głównie zakonnego, lecz 
żadnego projektu nie zdążył wprowadzić w życie, bo mu Śmierć prze- 
szkodziła. Umarł 5 sierpnia 1815 roku, wkrótce po przyjściu do Wilna 
Bulli translationis z Rzymu. Pochowany został w grobach familijnych 
w Horochowie, w majętności brata swego, znakomitego ekonomisty, 
Waleryana Strojnowskiego. 

Najlepszy życiorys rektora Strojnowskiego napisał Jan Gwalbert 
Rudomina w »Wizerunkach i roztrząsaniach naukowych«. Z tego życio- 
rysu wzięliśmy dużo danych biograficznych. Z niego bierzemy i chara- 
kterystykę rektora, przypuszczając, że jest zbliżoną do rzeczywistości. 

»Strojnowski był wzrostu średniego, suchej kompleksyi. Wyraz 
jego twarzy, a mianowicie spojrzenie, oznaczało bystrość i przenikliwość. 
Żywy z natury, miał zdrowie słabe, wymagające wiele starania. Praco- 
wity, bardzo porządny i metodyczny we wszystkich swoich czynno- 
ściach, znał sztukę dobrego użycia czasu i był z liczby tych ludzi, 
którzy się nie tak starają wiele robić, jak raczej robić wszystko 
rozważnie i dokładnie. Obręb jego wiadomości nie był bardzo obszerny, 


lecz co umiał, to umiał dobrze. Wyrażenia jego o rzeczach były 
jasne, a sposób tłómaczenia się tak w mowie pisanej, jako i ustnej był 
zawsze wzorem Ścisłej logiki i gruntownego rozumowania. Kto czyta 
z uwagą dzieło o prawie natury, ten najlepiej pozna systematyczny ro- 
zum Strojnowskiego. Biegły polityk, obrotny i zręczny, znał dobrze 
Świat, ludzi i dwory. Dający z siebie przykład oświeconej tolerancyi 
i umiejący połączyć religię z filozofią, a przytem grzeczny i obyczajny, 
obejściem swem, pełnem delikatności i chęci podobania się, przypomniał 
polerowany wiek Stanisława Augusta. Wykwintny w ubiorze, pomie- 
szkaniu i sposobie życia, troskliwy, aby wszystko, co czynił, odbywało 
się z powagą, przystojnością, a nawet z pewnym blaskiem i okazałością; 
hojnie używał znacznych swoich duchownych intrat. Człowiek na takiem 
stopniu postawiony i tyle odznaczający się, jakim był Strojnowski, mu- 
siał mieć wielu nieprzyjeciół, lecz miał też prawdziwych swoich wielbi- 
cieli i takich, którzy zasługi jego poznać i przyzwoicie ocenić umieli. 
Nie sprzyjało mu wyższe duchowieństwo, przypisując jego mianowicie 
staraniom oderwanie od kapituły wileńskiej i żmudzkiej ośmiu kano- 
nii i jedenastu beneficyów, oddanych do rozporządzenia Uniwersytetu. 
Kanonie rozdawane były potem samymże księżom zasłużonym w stanie 
nauczycielskim, a dochód z beneficyów przeznaczonym był na pensye dla 
wysłużonych nauczycieli tak Świeckich, jako i duchownych. Na mocy 
tej ustawy wielu profesorów Uniwersytetu, znanych z talentu i nauki, 
zasiadło w obu kapitułach i stało się prawdziwą ich ozdobą. Inaczej 
trudno mogliby dostąpić tej godności kościelnej «, 

W roku 1828 wystawiono Strojnowskiemu pomnik w kościele św. 
Jana w Wilnie). Strojnowski był proboszczem tego kościoła; kościół 
był uniwersyteckim, a rektorem Uniwersytetu był tenże Strojnowski, 
przeto wybór miejsca był bardzo trafny. Prof. Znosko zajął się wysta- 
wieniem tego pomnika, popłynęły składki, zebrano ogółem 621 rub. 86 
kop. Niezależnie od tego Adam hr. Chreptowicz kazał bezpłatnie odlać 
z żelaza tablicę z herbem Strojnowskiego, Strzemię. Tablicę z marmuru 
białego i ramy do niej z surowca sprowadzono z Petersburga. Plan 
skreślił Podczaszyński. Cały pomnik jest w płaskorzeźbie, umieszczony 
na ścianie kościelnej z lewej strony, wchodząc wielkiemi drzwiami, 
blizko kaplicy Bożego Ciała, a naprzeciw pomnika Adama Mickiewicza, 
wystawionego w roku jubileuszowym naszego wieszcza, Pomnik Stroj- 


:) Wiadomość o pomniku w kościele uniwersyteckim Św. Jana w Wilnie wy- 
stawionym na uwiecznienie pamiątki śp. Hieronima hr. Strojnowskiego, biskupa 
wileńskiego. Wilno, druk A. Marcinowskiego 1828. 80, str. 12 z ryciną na miedzi, 
przestawiającą pomnik. 

Rycinę tę wykonali Rumbowicz i Kiśling, adjunkci Uniwersytetu. 


nowskiego składa się z czterech pilastrów. Dwaj aniołowie gaszą pocho- 
dnie życia, a obok nich stoją dwie łzawnice (/acrimatortaj. Pomiędzy 
pilastrami stoją dwa wielkie świeczniki, godło dwóch znakomitych do- 
stojeństw biskupa i rektora. Ciągła podwalina sięga pawimentu kościel- 
nego, na której osadzony. W środku tej oprawy pomnika osadzona 
płyta, a na niej napis: 

D. O. M. 

Hieronimo Strzemień Stroynowski, Episcopo Vilnensi Ord. S. An- 

nae et S. Stanislai 1 Cl. Equiti, Scholarum per Lithuaniam Mo- 

deratori Antecessori et Academiae Vilnensis Rectori. 
E vivis erepto A. M. D. CCCXV. D. Augusti Aetatis LXII. 

Viro. Generis. Nobilitate. morum integritate. Comitate. Eloquio. ac 

doctrina. perspecto. Litterarum. Incrementis. nato earumque. amare. 

nulli. secundo. de Academia vero. dum. 
Alexandri Primi 
Munificentia, eadem instauraretur et augeretur: immortaliter merito. 
Collegae. Civesque. tantae virtutis memores, aere collato Cenotaphium 
hocce posuere. 
A. M. DCCC. XXVIII. 

Nad tą płytą w zagłębieniu, wysłanem konchą, umieszczono po- 
piersie biskupa Strojnowskiego bardzo trafione, roboty Jelskiego, a pod 
nią w środku podwaliny herb familijny, z żelaza. 

Śniadecki Jan (1807— 1815). Urodził się w województwie gnie- 
Znieńskiem w r. 1756. Po ukończeniu nauk w Poznaniu w r. 1772, przy- 
był do akademii krakowskiej, gdzie przykładał się do nauk. Otrzymawszy 
godność mistrza, rozpoczął zawód nauczycielski od wykładów algebry 
w tejże akademii. Przy końcu roku 1778 przedsięwziął podróż naukową 
do Niemiec, Holandyi i Francyi. W Paryżu w r. 1780 ofiarował mu hr. 
Aranda, poseł hiszpański, posadę astronoma w Madrycie z pensyą roczną 
iooo dukatów, lecz jej nie przyjął i wrócił do kraju, będąc wezwany na 
katedrę wyższej matematyki i astronomii w akademii krakowskiej. Cały rok 
1787 spędził w Anglii, zwiedzając zakłady astronomiczne. W r. 1790 napisał 
»o0 mappie krajowej«. Rękopis złożony w komisyi skarbowej w r. 1790. 
W r. 1801 wszedł do grona członków warszawskiego Towarzystwa nauk. 
W tym czasie napisał rozprawę o Koperniku. W r. 1806 po odbyciu dwu- 
letniej podróży po Niemczech, Holandyi, Francyi i Włoszech, objął obo- 
wiązki astronoma-obserwatora w Wilnie, a następnie i rektora Uniwersy- 
tetu. Na stanowisku rektora przebył do r. 1815, na stanowisku astronoma 
do 1825 roku. Był członkiem wielu Towarzystw naukowych. Zakończył 
życie w Jaszunach pod Wilnem, majętności Michała Balińskiego, dnia 
21 listopada 1830 roku w 74 roku życia i tamże pochowany. O jego 
pracach literackich mówiliśmy wyżej (273, 274, 984—987, 992, 1015— 


1019, 1027, 1320, 1353—1359, 1392, 1393, 412, 2257—2264, 3197). 
Nie podobna w krótszych słowach zawrzeć życiorysu znakomitego 
człowieka. Pozostaje nam dodać o znaczeniu Śniadeckiego, jako re- 
ktora Uniwersytetu wileńskiego. Widzieliśmy powyżej, że rektor Stroj- 
nowski zrobił bardzo dużo dla Uniwersytetu, wprowadzając w wykona- 
nie nową ustawę, ale nie mógł wszystkiego zrobić; dokończenie tej 
ogromnej pracy pozostawił swoim następcom. Trudno nawet było ma- 
rzyć, aby się znalazł lepszy następca, niż Jan Śniadecki. Wiadomą 
jest rzeczą, że urząd rektorski to całe ministeryum; potrzeba więc było 
być dzielnym administratorem i równocześnie wysoce a wszechstronnie 
wykształconym, bo jak sama nauka bez znajomości administracyi, tak 
również administracya bez odpowiedniej nauki nic by nie zrobiła. Wy- 
trawnym rektorem był Śniadecki, ale za to ile miał kłopotu i jaką ciężką 
pracę. Jedną z pierwszych prac nowego rektora było wprowadzenie w ży- 
cie ukazu cesarskiego z 21 grudnia 1807 r., ustanawiającego dwie komi- 
sye sądowo-edukacyjne, jedną w Wilnie, drugą w Krzemieńcu, których za- 
daniem, jak o tem powyżej mówiliśmy, było wyświecenie i uporządkowa- 
nie wszelkich funduszów edukacyjnych oraz rozsądzenie sporów stąd 
wyniknąć mogących. Śniadecki wszystkie przeszkody usunął, skompleto- 
wał członków — a wybór był trudny — i otworzył komisyę wileńską. 
Drugą czynnością, po komisyach najpilniejszą, było przyprowadze- 
nie do skutku ukazu cesarskiego z dnia 18 lipca 1803 r., stanowiącego 
seminaryum główne; o zasłudze Śniadeckiego, jak również o tysiącznych 
przeszkodach, które energicznie usunął i seminaryum otworzył, mówi- 
liśmy poprzednio. Nie na tem koniec kłopotów nowego rektora, Śnia- 
decki pojmował, że studenci medycyny nie mogą się obejść bez teatru 
anatomicznego, jak również, że prof. Bojanus dla braku odpowiedniego 
pomieszczenia nie może wykładań weterynaryi, tem potrzebniejszej nauki, 
że na Litwie wówczas grasowała zaraza bydlęca, a nie miał kto udzie- 
lać pomocy: starał się tedy rektor o zatwierdzenie planów przerobienia 
Spaskiej cerkwi na teatr anatomiczny i murów metropolitalnych unic- 
kich na szkołę weterynaryjną. Kiedy nakoniec minister, zatwierdziwszy 
układ zrobiony o metropolitalne mury, upoważnił Uniwersytet do ich 
przerobienia, Śniadecki już w lecie 1808 r. krzątał się pilnie około wej- 
Ścia w posiadanie Spaskiej cerkwi choć w części, bo dotąd jeszcze po- 
zostawała w rękach zwierzchności wojskowej, a tymczasem kazał wznieść 
teatr anatomiczny, ażeby lekcye anatoinii mogły się zacząć we wrześniu. 
W ogrodzie botanicznym wznosił cieplarnie, których dotąd nie było, 
i starał się o jego powiększenie przez nabycie przyległego ogrodu pod 
górami, z drugiej strony Wilenki (dziś letni klub szlachecki), dla pie- 
lęgnowania tam roślin alpejskich. Największą jednak jego uwagę ścią- 


— 59 — 


gnął brak katedr teologicznych w oddziale nauk moralno-politycznych. 
»Jeżeli otworzyć się ma prędko seminaryum duchowne, pisał do Cza- 
ckiego, zastępującego miejsce kuratora w Petersburgu, wypada w Uni- 
wersytecie przyczynić katedr teologicznych i lekcyę do formowania 
pasterzy i plebanów Światlejszych i przykładniejszych, niż dotąd. Teraz 
dwie tylko są katedry teologiczne, które nie mogą objąć wszystkiego, 
czego instrukcya księży potrzebuje. Idąc za nierozważnym tonem wieku, 
starano się lekceważyć tę część instrukcyi, zamiast pracować nad jej 
poprawą i oczyszczeniem«. To były zajęcia rektora, że się tak wyrażę, 
wewnętrzne, na zewnątrz również był czynny, zawiązując, odnawiając 
lub podtrzymując stosunki z najuczeńszymi ludźmi owych czasów, któ- 
rych na jego podanie Rada wybrała na członków honorowych Uniwer- 
sytetu. Tak Polaków, jak i cudzoziemców, jeżeli dotąd nie byli połączeni 
z Wszechnicą wileńską, połączył Śniadecki, obiecując sobie stąd wielkie 
korzyści dla Uniwersytetu — co się sprawdziło. 

Jedną z pierwszych potrzeb, aby oświecić masy, było urządzenie 
szkółek po parafiach. Nad istniejącemi miał dozór rektor Uniwersytetu, 
ale nowe mogli zakładać obywatele i duchowieństwo, którym rektor nie 
miał prawa rozkazywać, lecz zachęcić, jak w każdej sprawie, moralny 
miał obowiązek. Tak przynajmniej zapatrywał się na tę ważną sprawę 
Śniadecki. Łatwiej mu to przyszło, gdyż Czacki 31 sierpnia 1807 wyjednał 
ukaz cesarski, zaprowadzający szkółki parafialne w guberniach: wołyń- 
skiej, podolskiej i kijowskiej. Śniadecki wziął się do roboty w ten spo- 
sób, że na wstępie urządził przy Uniwersytecie szkołę żydowską, której 
wychowańców przeznaczano na nauczycieli domowych w domach ma- 
jętniejszych Izraelitów. Szkoła dawała bezpłatnie naukę, papier, książki 
1 inne potrzeby. Młodzież żydowska garnęła się chętnie do nauki, a uczyła 
się czytać, pisać, rachować po polsku. Też same zamiary powziął Śnia- 
decki odnośnie do szkół protestanckich, w których dotychczas dzieci 
z rodziców, dziadów, pradziadów urodzonych na Litwie kształcono nie 
na Polaków, lecz na Niemców. Szkoły zakonne nie uszły baczności re- 
ktora. Wizytatorowie donosili, że te szkoły przez oziębłość przełożonych 
i obarczenie nauczycieli różnymi klasztornymi obowiązkami — więcej 
szkody, niż korzyści przynoszą. Aby temu zapobiedz, zwrócił się Śnia- 
decki do biskupów, polecając ich gorliwości szkoły zakonne, a wizyta- 
torom zalecając, aby ci w czasie wizyt wglądali pilnie w organizacyę 
szkoły, a jej braki przedstawiali przełożonym, przekonywując ich, że 
gdy utrzymanie szkół zakonnych jest dla nich arcyzbawienne, czyni ich 
pożytecznymi krajowi, stosownie do hojnego opatrzenia ich w fundusze, 
a przez to byt ich utwierdza i nadal; nie wypada zatem lekceważyć 
przyjętych obowiązków i pozorami tylko łudzić zwierzchność i zawodzić 


— 60 — 


nadzieje rodziców. Prócz tego dla wszystkich zakonów, mających szkoły, 
przepisał Śniadecki warunki, na które zgodzić się byli powinni, jeżeli 
chcą szkoły utrzymać. Najważniejszy warunek polegał na tem, żeby 
słabi i niedbali nauczyciele byli oddaleni, aby nauczyciele byli uwolnieni 
od obowiązków klasztornych, żeby szkoła była zaopatrzona w odpowie- 
dnie książki i instrumenta. Zapowiedział prócz tego rektor wizytatorom, 
że jeżeli zakony nie wypełnią Ściśle wszystkich podanych im warun- 
ków, odbierze szkoły powierzone ich pieczy, co w opinii publicznej 
dużo zaszkodzić im może, gdyż ten krok przekona ostatecznie, że za- 
kony są niepożyteczne. To podziałało. W przeciągu kilku lat nastąpiła 
reforma szkół zakonnych w myśl projektu Śniadeckiego i rzetelne od- 
dała usługi społeczeństwu. 

Nie tak łatwo poszły rzeczy z Jezuitami, których szkoły również 
zależne były od Uniwersytetu, w myśl najwyżej zatwierdzonej ustawy 
szkolnej. Przedewszystkiem Jezuici nie przyjęli jednostajnego systemu 
uczenia i nie przyzwyczajeni, aby oprócz stolicy apostolskiej tłómaczyć 
się przed kim by to nie było, nie myśleli o żadnej reformie. Znał ich 
dobrze Śniadecki, a jednakże w sposób arcygrzeczny, lecz stanowczy 
odwołał się do ich generała Brzostowskiego, mieszkającego w Peters- 
burgu. Nie skutkowała ta interwencya. Udał się Śniadecki do kuratora 
i ministra — przyciśnięty do muru generał odpowiedział, że wszelkie 
nowości, wprowadzone do szkół jezuickich, obaliłyby statut zakonny, 
a zatem i samo Towarzystwo. Tak więc interwencya Śniadeckiego miała 
ten tylko rezultat, że go Jezuci znienawidzili i zaczęli się odtąd gorliwie 
starać o zupełne wycofanie się z pod opieki Uniwersytetu, co się im 
w zupełności udało, gdyż w Połocku otworzyli na mocy ukazu cesar- 
skiego akademię, cieszącą się temi samemi prawami i przywilejami, jak 
i Uniwersytet wileński! O ile zawiodło rektora urządzenie szkół jezui- 
ckich na modłę wileńską, o tyle cieszył się nową a wielce pożyteczną 
instytucyą dozorców honorowych szkół. Na ten urząd przed- 
stawiał ministrowi światlejszych obywateli ziemskich każdej gubernii. 

Mówiąc o działalności Śniadeckiego, jako rektora, nie podobna nie 
wspomnieć o sławnym sporze pomiędzy nim a Czackim. Dotychczas 
niema, przynajmniej nie czytałem, bezstronnego sądu w tej kwestyi; 
jedni potępiają obu, drudzy biorą w opiekę Czackiego, tylko Baliński 
staje w obronie Śniadeckiego — za to Bartoszewicz, który za uciemię- 
żanie Jezuitów wszystkie czynności Śniadeckiego widzący w czarnych 
kolorach, nie ma żadnych okoliczności łagodzących. O cóż więc cho- 
dziło? Śniadecki spełniając literalnie, więc bezwzględnie obowiązki rektora 
Uniwersytetu i szkół jego wydziału, nie mógł wiele razy zgodzić się 
na projekty Czackiego, które daleko odbiegały od ustawy, nakreślonej 


atf6i:$18ti 


, HEta KaktaŁI4 
TeLęż: TH BERETY : ARUDAN DO EOLY 
RATE iż RYN SPRZE JĄJĄŻY. ZWT RÓ OZ ĄJJ MA 
BYC ; POS EDA CORR=BOW | SDRNOWŁ [54 każ rjętiał! 148103853 
PĘz 12 szą ęł IE tia ziet: ŚMY 
ek zzĘĘŻEŻĘ, SERRRIAGR TEKUSA 
21 zio9 
SCE 
2 ramię: PRZYP 
zmiiżo 


Ta łodą tb ię ccjc1 119] 
o SKI 


PIAASAHĄSIAW LWA 


GR W 6 ELE dia 


ko orz UK ALEGRE 90) ję lie4. Pafiiz4 1444) 
U PRS YP085M asi 0112000 id ęjsącida KTG GRIĘ MA) 


kj tries b yjas zj aż zoba o lad ER ojej od dg bi yżzzia p błgę tti 
DNADA DE CZESIA ECZIETY: 


R ATE O SEZ i SK! 


ZW EEE U. AlE 
"Bozia iiieh 
M ACURKOWEOĄ 


M AI 


MABRZAYCIWE 
jay dE AA 
A EO MIRONA 


eż Atr JET 
ARISNI 


Ok dw dna 


(Ę (4 


I stłężttorowy zdr, 


SE stiki 
Wi 


rę 


KE ret z 


4 
ję 


U 


Ji ER BASE W W): 
p 


JALRS kojh Gee 


pe ioziąjci i 


sty, łot KEENŁ 7. 
MSW 


IZ DNet jażiz: 1364 194] 
PROBUSA SCTREINACH 
BABE ATZ ATH 


PanSat| BDodrzEiHi 


tri: 
l 
p 


Só 


1 
(4 
+. 


Ję 
W 


4 


EA: 
jaj uolznŚ 
A Sk. 


„osiki 
40 44 


<= 
— 
2 
cę 
53 
rz 
z 
zt 
-T 
gp” 


RZKEWEGCZ NK 


ketpdi 643991) 
| 109 piotlo8 010) jg p] -i 
SUSKA PNIA 

data 
i <ż60 493144) 


„SĘ sd 
Ba. 
h-2 


sbtp.śł4-471:4 


| 4 
OO. Byd BYLO 
R 


M 18458557 961] STEPS IJ 94] 
o t9it534 93241 
AED paz nośt 
BR jj 
bota atziaś gi! 
k801194-14424487 134 1:31 651342) 
BTOB BETARE 
RP ERĄ Mobi dy 
SDA CTN SPT YZ PTYRA Eda 
1800173 a 238 8149 pl0 b wte 


ASP OO RAE AA PET ALPA LJ 
PRE YYO RY STA HG 300444] 


kt ERRDTEE 1031 wd toi adą yli ó ją CL d4 LI 
AR DADE ES ADIO CYEURELNIN A HYSEŁEWACYE 
AMUBOWO NENYA SEEN 
ARS DAD BSTO NASI TAS 
ESHNRHHTA EHŻE 
„BORA AUO ZSR T RANNA. 
ję tiaŚ żleb 44 6 iS PROBA 93 iobzlI bO Ję arię ciadici 
AZ JSCTYS CACY A Byly prez ZŁE DRODIAŚZ ri SPYTA 

ASSET OR META STJE PAL TY POETA IEŁSLYK 
don ERO PDA CU RYBY UO A PY STEAMA 

AGM SZAN IDH Ę 


UMKA ZBY det, Si CJRŃI 
GAYA GO OSOWO OOO p EET 
A z WYBORÓW ZNA WEB atżzad sto wcdąąe tęgi PESZSLA 

ZG ZE EH: BE URE UPR NNU PAT O aid LI DEGLI 
PMGBIEPNRANW Mal wadze podda MIESO OR GD BEI 


taż OWSA, 
ARKO A ód TJ 

i MAH NENA DAREM 
żlodi i OZ WSE Oates BU A 


PROCHY pad 
WOŁA KOE KONTEROA RAR ERANENECZU AE ił 
A UBRUD U AD KIMI KRAK ai iegdz ulisl si 


toz ts S4BIEŁ SL: 





A BH KAIRU: 
| SSE ENY | 
Mał Lisia, AMB BRA URRESENU | ORBERATNAE M 


W OWIENKANONIH 


JAN ŚNIADECKI. 


— 6! — 


dla szkoły krzemienieckiej. To się Czaekiemu nie podobało, gdyż my- 
ląc o zupełnej emancypacyi szkoły krzemienieckiej, jak Jezuici, postępo- 
wał niekiedy zbyt arbitralnie, zasłaniając się dobrem publicznem; a nie 
będąc dobrym gospodarzem, wpadł w deficyty, na czem szkoła cierpiała. 
Wobec takiego stanu rzeczy nastąpiła wymiana zdań, niezmiernie przy- 
kra dla obu stron. Prócz tego Śniadecki, jakkolwiek wielu węzłami przy- 
jaźni połączony z Czackim, nie mógł i nie chciał ustąpić z swych praw 
zwierzchniczych, które to prawa ignorował właśnie Czacki swojem po- 
stępowaniem. Spór się zaostrzył. Czacki, uważając Śniadeckiego za głó- 
wne źródło niepowodzeń, rozpisywał listy, skarżąc się na Śniadeckiego; 
Śniadecki zaś przypisując Czackiemu wszystkie te fantazye, które para- 
liżowały prawidłowy bieg nauk w niektórych szkołach, jak np. w Win- 
nicy, robił z jednej strony wymówki Czackiemu, zalecając mu porzuce- 
nie szkodliwego kierunku dla edukacyi publicznej, z drugiej musiał się 
tłómaczyć przed księciem kuratorem, który w ogóle niezadowolniony 
z tych nieporozumień, nie umiał ukryć tego (Baliński), że to literalne 
trzymanie się ustawy, naruszające dobre stosunki z tak zasłużonym 
mężem, jak Czaącki — także mu się nie podoba. Położenie więc było bez 
wyjścia. Śniadecki nie mógł pozwolić, aby ktokolwiek lub cokolwiek 
naruszało ustawę, a ks. kurator radby był zezwolić na różne ustępstwa, 
aby dobra harmonia nastąpiła. Zarzucali Śniadeckiemu, że tylko mate- 
matykę popierał. Zarzut to niesłuszny, gdyż za jego rektoratu przybyły: 
teologia pasterska, wykłady farmacyi, sztycharstwo, lekcye ekonomii po- 
litycznej, filozofii moralnej, fizyologii, języków hebrajskiego, włoskiego, 
angielskiego. Urządzono klinikę chirurgiczną i położniczą. Zbudowano 
salę chemiczną, auditoryum dla historyi naturalnej, ogród botaniczny 
opasano murem; piękny teatr anatomiczny 1 obszerny zakład weteryna- 
ryi. Gabinety dopełniały się bogatszemi narzędziami. Przybył piękny 
zbiór modeli gipsowych oraz sztychów i rysunków. Nabyto rękopisy 
Albertrandego, do biblioteki przybyły dzieła klasyków w kosztownych 
wydawnictwach. Z powyższego nie widać, aby Śniadecki, jako rektor 
Uniwersytetu, oddawał pierwszeństwo tylko matematyce, zresztą sam 
Śniadecki w ten sposób odpowiada na powyższy zarzut: »Jeden rodzaj 
nauk i wiadomości, uprawiany i doskonalony z zaniedbaniem innych, 
podnosząc i zalecając kraj i ludzi z jednej, zostawił w niej z drugiej 
strony okropne i rażące skutki dzikości; przesąd uczonych, wynoszą: 
cych jedną naukę z pogardą drugiej, jest to samolubstwo, chcące się 
przecenić lekceważeniem rzeczy sobie nieznanych: jest to uczone bar- 
barzyństwo, wynikające z krótkiego i fałszywego rzeczy widzenia (Pisma 
rozmaite II. 86)«. Śniadecki był bardzo troskliwy o to, ażeby wszystkie 
katedry były obsadzone przez ludzi zdolnych. Jak był skrupulatnym 


— 622 — 


w wyborze profesorów, to stało się przysłowiowem. Uważał sobie ża 
obowiązek zagajać posiedzenia publiczne, a w tych zagajeniach albo 
zdawał sprawę publiczności z prac i zatrudnień, albo dawał naukę i prze- 
strogi młodzieży na dalszą wędrówkę życia. Jedno z takich posiedzeń 
30 czerwca 1819 r. poświęcił wspomnieniu zmarłego Poczobuta. Wystą- 
pienie to dało powód Jezuitom oskarżenia Śniadeckiego przed mini- 
strem, jakoby uwłaczał ich Towarzystwu. Minister Razumowski, który 
nie znał języka polskiego, jak jego poprzednik, kazał sobie tę biografię 
przełożyć na język rosyjski, a przekonawszy się, że Śniadecki przywo- 
dził fakty znane i prawdziwe, oświadczył Jezuitoin, że najlepiej zrobią, 
kiedy Śniadeckiemu na to odpiszą. Podobnież naraził się rektor Grod- 
dekowi za ogłoszenie konkursu na katedrę wymowy, o czem wspomi- 
naliśmy poprzednio. Do zaznaczonych powyżej obowiązków przybył od 
d. 25 listopada 1810 r. obwód białostocki, który rektor Śniadecki zaczął 
urządzać pod względem szkolnym. Zaprowadzenie więc języka polskiego 
na miejsce niemieckiego, zmiana profesorów, podręczników — nie mogły 
być zaprowadzone od razu, lecz stopniowo. Do zasług Śniadeckiego należy 
założenie przy kościółku św. Nikodema szkoły głucho-niemych pod za- 
rządem XX. Misyonarzy, którym z oszczędności uniwersyteckich wypła- 
cił za zgodą ministra 2000 rubli. Zdarzały się wypadki, że Śniadecki nie 
podzielał rozporządzeń ks. kuratora, wówczas to w obszernej korespon- 
dencyi tłómaczył się księciu, dlaczego radby zmienić ten projekt. Tak 
np. kurator zalecił, aby katedry literatury greckiej, historyi powszechnej, 
języków wschodnich były przez cudzoziemców obsadzone. Dowiedzieli 
się o tem Niemcy 1 zaczęli się cisnąć, nagabując to Uniwersytet, to ku- 
ratora; ten ostatni skłaniał się ku nim, lecz rektor poc datą 20 kwie- 
tnia 1810 roku niezwłocznie odpisał: 

»Starałem się wszystkiemi siłami obudzić w młodzi naszej ochotę do 
uczenia się z gruntu łaciny i greczyzny i dosyć się to przedsięwzięcie po- 
wodzi, kiedy kilku dosyć szczęśliwie w greckim, a wielka liczba w łaciń- 
skim postąpiła. Cała ta ochota zgaśnie od razu i upadnie, kiedy będziemy 
dublować katedry tych języków cudzoziemcami, nie zostawiwszy żadnej dla 
krajowców w tym objekcie perspektywy. Miałem tu wielu nasuwających się 
z językiem greckim Niemców, których użyciu dla tej jedynej ważnej przy- 
czyny sprzeciwiłem się. Jest to bowiem dowiedziona rozumowaniem i przy- 
kładami prawda, że jeżeli naród, wciągniony nieodbitą potrzebą używa- 
nia z początku cudzoziemców, nie będzie się starał zmniejszać jej coraz 
bardziej i niszczyć, uigdy do prawdziwego i powszechnego oświecenia 
kraju. nie trafi. Może Jp. Wideburg ma wielką naukę, ale popełnił zna- 
czne lekceważenie tutejszego Uniwersytetu, posyłając na próbę swej 
w starożytnej literaturze znajomości dyssertacyę studencką, pisaną łaciną 


— 63 — 


węgierską, bez rzeczy i myśli, jakich stosy wychodzą w Niemczech na 
pożytek piekarzy i perukarzy. Jp. Klaproth w swoim widoku literatury 
orientalnej nadto pozwala bujać swej imaginacyi, szukając tego, czego nikt 
dotąd nie znalazł i podobno nie znajdzie, to jest pomocy i Światła w nau- 
kach fizycznych. Pracowali nad tem długo Misyonarze, Jezuici, osiadli 
w Chinach, obeznani dobrze z językiem tego kraju. Astronomia spodzie- 
wała się wiele pożytku z tych śledzeń i prac. Skończyło się na wypad- 
kach nie wartych tych mozołów i zabiegów, na przekonaniu wszystkich 
o niedołężności tego ludu w podobnym zawodzie. Jeżeli Jp. Klaproth 
tak dowodzić będzie i innych nauk, jak dzisiejszej teoryi chemii z ręko- 
pisów chińskich ósmego wieku, nie wiele sobie tą pracą zrobi honoru....«. 

Mimo tych uwag, chociaż udało się rektorowi odeprzeć natarczy- 
wość kilku cudzoziemców, Klaproth jednak, jako polecony przez księcia 
kuratora, mającego swoje powody i jako używający już imienia uczo: 
nego, został wybrany na profesora języków wschodnich w Uniwersyte- 
cie wileńskim. Klaproth jednakże nie przybył do Wilna. Również i inni 
do katedry historyi powszechnej konkurujący, nie pozyskali uznania 
rektora, który, jak się z wielu okoliczności okazuje, już wówczas ma- 
rzył o Lelewelu, chociaż go krytykował, wymawiał zarozumiałość i do 
pracy zachęcał. Mylił się 1 Śniadecki, obiecywał sobie bowiem dużo po 
Znosce, którego wysłał za granicę dla dalszych studyów, gdy tymcza- 
sem Znosko okazał się w przyszłości niedołężnym profesorem. Wspo- 
minaliśmy poprzednio, że Śniadecki troszczył się o szkoły parafialne 
i do biskupów kołatał o pomoc. Nie czekając na skutek swej prośby, 
przy wszystkich probostwach, nadanych przez cesarza Uniwersytetowi, 
otworzył szkoły parafialne, przez co dał przykład i zachętę wszystkim 
proboszczom w dziewięciu guberniach do urządzenia takichże pożyte- 
cznych dla ludu zakładów. Wpłynął przeważnie rektor na to, że w szko- 
łach powiatowych i gimnazyalnych zaprowadzono ściślejszą karność 
między uczniami, poruczając kapelanowi pilny dozór nad religijnem 
i moralnem ich prowadzeniem się. Przy Uniwersytecie zaś powiększono 
czujność nad naukami kandydatów do stanu nauczycielskiego. Zapro- 
wadzono po wszystkich gimnazyach lekcye języka greckiego. Rektor 
Śniadecki kołatał do kuratora i ministra o fundusze na bibliotekę i ga- 
binet mineralogiczny. Minister wyjednał u cesarza 60.000 rs. na biblio- 
tekę; a gdy pierwsze pieniądze wpłynęły, energicznie wziął się rektor 
do roboty i aulę jezuicką obok dzwonnicy przerobił na bibliotekę, 
a dawniejszą salę biblioteczną na gabinet mineralogiczny. Postarał się 
Śniadecki o sprowadzenie z Paryża kosztowniejszych dzieł francuskich, 
tyczących się historyi, geografii, podróży i nauk przyrodzonych, a z Nie- 
miec najnowszych dzieł do literatury starożytnej. 


Wielkim rektorem i znakomitym obywatelem kraju pokazał się 
Śniadecki w r. 1812, gdy Francuzi zalali Litwę. Gdyby nic więcej nadto 
nic zrobił, co zrobił podczas pobytu Napoleona w Wilnie, jużby pozy- 
skał prawa do wdzięczności najdalszych potomków. Taką wielką przy- 
wiązują wagę do owej epoki i roli w niej Śniadeckiego, gdyż ta jest 
najznakomitszą charakterystyką znakomitego człowieka, że według naj- 
lepszych opisów, a najlepszym jest Michała Balińskiego, podaję 2% ex- 
fcnso najważniejsze szczegóły. 

Jak zwykle przed burzą zapanowała wielka cisza w Uniwersytecie 
na początku roku 1812, rektor znoszący się bezpośrednio z ministrem, 
bo ks. kurator mieszkał w Sieniawie, przedstawił mu na urząd dozor- 
ców honorowych Światlejszych obywateli w kraju i śledził za postępem 
budowy sali bibliotecznej i półrocznymi egzaminami młodzieży, które 
wypadły bardzo świetnie i pozwalały wróżyć świetniejszą ich przyszłość, 
kiedy, poczynając od marca, rozpoczął się ruch wojsk, a Wilno było 
w stanie oblężenia. Ten stan przedewszystkiem dotknął Uniwersytet. 
Zabrano gtnach gimnazyalny, zabrano salę posiedzeń komisyi sądowej 
edukacyjnej, z kancelaryą i archiwum, na potrzeby wojska. Zabrano 
dom, gdzie były kliniki, wreszcie alumnat. Wyrzucono profesorów z ich 
mieszkań. Nie było wielkiej potrzeby, aby czynić takie spostoszenia, 
lecz uczyniono to z poduszczenia ludzi nieżyczliwych Uniwersytetowi. 
Śniadecki trafił do jenerała Korsakowa, i ten położył tamę dalszemu 
zaborowi budowli uniwersyteckich. Ażeby na przyszłość zyskać pewność 
obrony, Śniadecki wyprawił szczegółowy raport do ministra, wzywając 
jego opieki i wstawienia się. Raport zrobił swoje. Minister powierzył 
opiekę nad Uniwersytetem Korsakowowi, który rozkazał niezwłocznie 
oswobodzić kliniki. Skutkiem takiego zamieszania lekcye wstrzymano, 
a korzystając z tego Frank, który był dobrze widziany u rządu, za 
pośrednictwem rektora wyjednał sobie pozwolenie wyjazdu do Wiednia 
dla odwiedzenia chorego ojca. Za przybyciem cesarza Aleksandra do 
Wilna, Śniadecki zdawał sprawę ze stanu Uniwersytetu, a cesarz w czę- 
stych i długich posłuchaniach wnikał w najdrobniejsze szczegóły, ty- 
czące się oświaty i stanu Uniwersytetu. Było więc źle, lecz to było 
tylko wstępem do tych klęsk, jakie miały spaść na Uniwersytet. 
W czerwcu weszli Francuzi do Wilna. Kiedy Napoleon na górach po- 
narskich przyjął deputacyę miejską, a wypytawszy się jej o potrzebne 
szczegóły, wspomniał o Uniwersytecie i o jego rektorze: »Vous possć- 
dez, odezwał się Napoleon, une cćlćbre Universitć. nombre des savants 
professeurs. Vous avez ici un fameux astronome..... tu nie pamiętając 
nazwiska zatrzymał się, jakby usiłując przypomnieć je sobie, gdy ze 
wszystkich stron zawołano: Śniadecki, recteur de I' Universitć. Oui! oui! 


Z 65 = 


rzekł wtenczas i powtórzył: Sniadeki, Sniadeki. C'est un homme fort 
instruit; je me rappelle sa rćponse au pamphlet de Villers sur la Po- 


»Za przybyciem cesarza Fraucuzów, pisze Baliński, po objechaniu 
części miasta, do starego pałacu biskupiego, gdzie przed kilku dniami 
mieszkał Aleksander, gdy go tłumy wojskowych i mieszkańców oble- 
gały: przyjmowana była szlachta. Napoleon nie widząc na tem posłu-- 
chaniu Uniwersytetu, wypytując się o ten zakład, znowu wspomniał 
o jego rektorze, którego oddawna znał z jego pism i którego mu pole- 
cono jako uczonego i zacnego człowieka. Rektor tymczasem nie uwa- 
żał za właściwe, a przynajmniej za koniecznie potrzebne wciskać się 
samemu, a tem bardziej z profesorami Uniwersytetu na cesarskie pokoje. 
Czekał więc na sposobniejszą porę do otrzymania audyencyi. Nie było 
nawet czasu myśleć o tem, takie wnet kłopoty ogarnęły Śniadeckiego. 
Municypalność, utworzona z obywateli miejskich, między którymi byli 
1 tacy, którzy nie wiedzieć dlaczego, nie bardzo sprzyjali Uniwersyte- 
towi, nasłała do jego domów, a mianowicie do kollegium Św. Jana całe 
pułki wojska, mianowicie gwardyi pieszej na kwaterunek. Gdy się żoł- 
nierze rozbiegli po wszystkich dziedzińcach, korytarzach, salach i mie- 
szkaniach nawet, bez ładu i wskazówki, rektor, bojąc się o gabinety, 
udał się do marszałka Lefevre, księcia gdańskiego, jako dowódzcy 
gwardyi pieszej, prosząc o straż bezpieczeństwa. Marszałek tak się oka- 
zał uprzejmym, że sam zaraz przyszedł do kollegium i kazał przy sobie 
rozstawić warty u drzwi sal gabinetowych. Pomimo tego od tej chwili 
znikła spokojność z tych miejsc, poświęconych naukom. Rektor skłopo- 
tany nie miał ani chwili odpoczynku. 

Na trzeci dzień po wejściu Francuzów, to jest 30 czerwca, wszedł 
do rektora książe Aleksander Sapieha, jeden z cesarskich szambelanów 
z rozkazem, żeby się natychmiast stawił przed Napoleonem. Śniadecki, 
lubo codziennie nosił wice-mundur akademicki, chodząc jednak cały 
ranek po mieście i po kollegium Św. Jańskiem, tak się zawalał w błocie, 
że prosił o chwilę czasu do przebrania się. Ale szambelan powiedział, 
że to nic nie znaczy i że cesarz czeka go niezwłocznie. Udał się więc, 
jak stał, do pałacu, położonego naprzeciw jego mieszkania i obserwato- 
ryum, i przeszedłszy w takiem ubraniu pokoje, napełnione mnóstwem 
jaśniejących od złota i srebra marszałków i jenerałów, o godzinie 11-ej 
zrana wprowadzony został przed oblicze zdobywcy Europy. Wszedłszy 
do gabinetu, zastał Napoleona spoczywającego na kanapie po odbytym 
przeglądzie wojska, z głową opartą na ręku, z butami zbryzganymi bło- 
tem. Napoleon zmierzywszy przenikliwem okiem Jana Śniadeckiego, za- 
pytał go, nie ruszając się z kanapy. »Ktes vous patriote monsieur le 

UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM LI. 5 


Gz 66. = 


recteur?«. »Od kolebki, Najjaśniejszy Panie, nauczyłem się kochać mój 
kraj, jego nieszczęścia mocniej mnie jeszcze do niego przywiązały«, od- 
powiedział Śniadecki. » Et vos professeurs sont-ils patriotes?« Sniadecki 
na to: Nie można wątpić, Najjaśniejszy Panie, żeby ci między nimi, 
którzy są Polacy, nie mieli tychże samych uczuć dla kraju!« »QOui, vo- 
tre pays a passć par des grands malheurs, mówił dalej cesarz, la faute 
en est aux Polonais en partie. Mais je suis venu rćparer les torts, qu'on 
a eu envers vous. Le reste depend de vous autres. Mais vous n'Etes 
pas natif de cette province? Gdy na to Śniadecki odpowiedział, że jest 
z Wielkopolski: Cesarz oświadczył, że pamięć tego kraju zawsze dlań 
miłą zostanie. »Depuis quand, €tes vous A la tóte de I Universitć?« — 
pytał dalej. Tu Śniadecki, odpowiedziawszy na to zapytanie, musiał 
wejść w niektóre szczególy o korpusie, którego był naczelnikiem, jego 
przywilejach, funduszach, profesorach i naukach przez nich wykłada- 
nych. Zapytania bowiem szły raptownie i słuchane były z uwagą, a na- 
wet z upodobaniem. Napoleon dotąd leżał ciągle nieporuszony na swo- 
jej kanapie, ale kiedy Śniadecki, wyliczając dobrodziejstwa, zlane tak 
hojnie na to zgromadzenie i nauki, wyznał z uczuciem wdzięczności, 
że je kraj winien wspaniałomyślności imperatora Aleksandra, zerwał się 
prędko cesarz i rzuciwszy bystrem okiem na Śniadeckiego. uderzony 
wyrazem prawdy i wdzięczności, zawołał. »OQui, vous avez raison, c'est 
un bon princes. Wstał potem prędko z kanapy i szybkim ruchem cho- 
dząc po pokoju, jeszcze dwa razy powtórzył te słowa. Nakoniec stając 
niespodzianie przed Śniadeckim, wziął go za rękę i powiedział: Vous 
€tes un honnćte hommme monsieur le recteur! allez et prósenter moi vos 
collegues«. W godzinę potem Śniadecki stanął przed Napoleonem na 
czele profesorów i przemówił pełen taktu i rozumu w te słowa: »Sire! 
lUniversitć de Wilna vient presenter a Votre Majestć Imperiale I'hom- 
mage du profond respect, de 1 admiration et de la confiance. Cette 
ćcole antique, fondće par Batori, relevće par Stanislas Auguste, et com- 
blće des bienfaits d' Alexandre I, voit son sort remis entre les mains 
du Heros, qui ćtonne le monde et son siecle par les prodiges de la va- 
leur et du gćnie, et balance les destinćes des Empires. Voućs aux tra- 
vaux de I'instruction publique, rćflćchissant sur les bienfaits immenses, 
que la munificence de V. M. Impćriale a rćpandu sur les sciences et les 
arts, nous osons nous attendre Sire! que Votre Majestć Impćriale, dans 
notre existence et dans nos travaux, daignera proteger louvrage de Ba- 
tori, qui mćrita la reconnaissance ćternelle des Polonais et par la gloire 
des armes, et par le progres des sciences qu' il fit fleurir«. Cesarz, wy- 
słuchawszy przemówienia, z przyjemnością zapewnił Uniwersytetowi po- 
moc i opiekę. Z rozkazu cesarza Śniadecki wezwany został do rady 


owych pięciu obywateli z krajowców, którzy mieli stanowić rząd tym- 
czasowy. Śniadecki wiele przytoczył dowodów, dla których nie może 
być członkiem rządu i cesarz to tłómaczenie uwzględnił; nie trwało to 
jednak długo, bo następnego dnia mianowany został członkiem rządu 
tymczasowego, a w nim powierzono mu dekretem cesarskim najwyższy 
zarząd szkół w Litwie i sprawy, dotyczące duchowieństwa. Po oddale- 
niu się Napoleona z Wilna do armii, coraz to większe biedy spadały na 
Uniwersytet. Potrafił Śniadecki ocalić od zniszczenia różne zbiory i ga- 
binety, lecz rozmaite budowle Uniwersytetu, będące poza kollegium św. 
Jana, były wystawione na zupełną ruinę. Trudno nawet było zapobiedz 
temu, mając do czynienia z upartymi i despotycznymi urzędnikami fran- 
cuskimi, a głównie niejakim Boilleau, który nie zwracał żadnej uwagi 
na przełożenia członków rządu tymczasowego, a tam urządzał szpitale, 
gdzie mu się podobało — chciał nawet zabrać na szpital obserwatoryum 
astronomiczne, gabinety, muzea itp. W takiem fatalnem położeniu rze- 
czy Śniadecki okazał dużo energii i zimnej krwi — zrobił mocne przed- 
stawienie do księcia Bassano, w którem położył nacisk, że cesarz, od- 
dalając się z Wilna, zalecił baronowi Ivan, żeby nie zajmowano gmachu 
uniwersyteckiego. To poskutkowało. Prócz władz francuskich dokuczała 
Uniwersytetowi municypalność wileńska, nie tylko kwapiąc się z zaj- 
mowaniem domów uniwersyteckich na lazaret i kwaterunki, ale jeszcze 
pociągając profesorów i oficyalistów do opłaty podatków i składek miej- 
skich. Śniadecki napisał ostry list do prezydenta, w którym wytłóma- 
czył mu, że dzięki Uniwersytetowi Wilno ma jakie takie znaczenie 
i dochody. Prezydent Michał Romer nie należał wcale do partyi wich- 
rzącej i nieprzyjaznej Uniwersytetowi, przeciwnie, zawiadamiał sekretnie 
Śniadeckiego o grożącem niebezpieczeństwie; ale należał niejaki Woj- 
nicz, chirurg, figura marna, a złośliwa i mściwa — mający urazę do Uni- 
wersytetu, że go nie powołano na profesora. List ten powstrzymał tro- 
chę municypalność. Intendanci francuscy pozabierali w niektórych miej- 
scach kasy szkolne, w innych grozili zabraniem; gdy o tem przełożeni 
szkół powiatowych donieśli rektorowi, Śniadecki niezwłocznie udał się 
do P. Bignon, komisarza cesarskiego przy rządzie tymczasowym, żąda- 
jąc, aby rozkazał zwrócić zagrabione pieniądze, a jeśli tego nie uczyni, 
natychmiast zaniesie skargę do samego Napoleona. 

Na takie oświadczenie poszły rozkazy, pieniądze zwrócono. Jenerał- 
gubernater Litwy, Hogendorf, ułożył sobie projekt złupienia kasy uni- 
wersyteckiej pod pozorem pożyczki dla miasta, które nie mogło zaspo- 
koić wszystkich potrzeb. Zaprosił Śniadeckiego i oświadczył mu, że 
mając doniesienie od członka municypalności, Wojnicza, że w kasie uni- 
wersyteckiej znajduje się 60.000 rubli, potrzebuje wziąć te pieniądze na 

5* 


3, 308. <z4 


potrzeby wojska; Śniadecki odpowiedział, że municypalność nie ma ża- 
dnego związku z Uniwersytetem, a zatem Wojnicz nie może wiedzieć, 
co jest w kasie uniwersyteckiej, w której żadnych pieniędzy do rozpo- 
rządzenia niema (było istotnie około 170.000 rubli, a gdy Hogendorf 
zaczął grozić, Śniadecki bez ceremonii mu odpowiedział, że jeżeli on 
ośmieli się dotknąć kasy uniwersyteckiej, natychmtast rektor pocztę 
weźmie i pojedzie do głównej kwatery cesarza, bo ma wyraźny rozkaz 
od niego na taki wypadek. Pogróżka podziałała, Hogendorf dał pokój 
Uniwersytetowi i jego kasie. 

Wśród takich utrapień dla rektora kończyły się wakacye, które 
tak długo, bo od marca już trwały. Śniadecki postanowił rozpocząć 
lekcye pomimo takich naturalnych przeszkód. Uczniów nie brakło, gdyż 
ci, uciekając przed niebezpieczeństwem pobytu na wsiach, chronili się 
do miast. Ułożył więc notę do barona Bignon, jako cesarskiego komi- 
sarza, w której wyłożył wszystkie szkody, jakie kraj poniesie, nie otwie- 
rając szkół w właściwej porze. Szło o to, aby władze fiancuskie uwol- 
niły zaraz we wszystkich miastach i miasteczkach Litwy domy szkolne 
i mieszkania nauczycieli od zajęcia na potrzeby armii i żeby rozcią- 
gnięto opiekę rządową nad szkołami. Również, aby oswobodzono dom 
gimnazyalny w Wilnie, a poprzestano na klinikach, seminaryum i wete- 
rynaryi, które łącznie z gimnazyum zajęte były pod lazarety; nakoniec 
aby z kollegium uniwersyteckiego wyprowadzono składy gwardyi cesar- 
skiej, urządzone przeważnie w audytoryach uniwersyteckich. Nota osią- 
gła dobry skutek. Szkoły i Uniwersytet były otwarte. Wyprosił również 
Śniadecki, ażeby szkoły w Witebsku, Mohilewie i jezuickie wogóle były 
otwarte, co uwzględniono. 

W czasie odwrotu armii francuskiej członkowie rządu tymczaso- 
wego litewskiego odebrali rozkaz gotowania się do opuszczenia Wilna, 
Śniadecki jednak postanowił pozostać na miejscu, na straży Uniwersy- 
tetu, bez względu co się z nim stanie. Naprzóżno przekonywano go, na 
jakie naraża się niebezpieczeństwo, dopiero król neapolitański przychylił 
się do prośby Śniadeckiego i pozostawił go na miejscu. Dzięki tej sta- 
nowczości utrzymał Śniadecki Uniwersytet na tej stopie, na jakiej był 
mu powierzony. Po ustąpieniu z miasta Francuzów, weszli Kozacy i roz- 
poczęli gospodarkę od domu klinicznego, rabując, co się dało. Śniadecki 
bez względu na osobiste niebezpieczeństwo udał się do jenerała Cza- 
plica z prośbą o powstrzymanie rabunku. Czaplic zażądał od Śniade- 
ckiego z wielką flegmą, aby mu przedstawił winowajców. Śniadecki 
wymówił to jenerałowi, że pozwala na niszczenie dobra cesarskiego, 
które Francuzi uszanowali. Czaplic zrozumiał wreszcie, o co rzecz idzie, 
wydał rozkazy, i odegnano od Uniwersytetu Kozaków, dokąd zmierzali. 


Lecz te wielkie przykrości, jakich doświadczył Śniadecki, były niczem 
wobec tych, jakie go czekały, a których nie przeczuwał nawet. Z Wilna 
doniesiono cesarzowi Aleksandrowi, że Śniadecki w czasie pobytu Na- 
poleona miał publicznie na rynku wileńskim, który nazwał placen Na- 
poleona, zapalczywą mowę i w niej nazwał imperatora Kaligulą; Loben- 
wein zaś i inni profesorowie Uniwersytetu, którzy samowolnie opuścili 
Wilno i wyjechali do Petersburga, mszcząc się na Śniadeckim, że pro- 
tegował Polaków, nagadali ministrowi Razumowskiemu, że nie było 
w Wilnie zagorzalszego patryoty i stronnika Francuzów, niż Śniadecki. 

Cesarz Aleksander był bardzo uprzedzony przeciw Śniadeckiemu, 
i kiedy ministrowie układałi akt amnestyi, chcieli wyłączyć z niej Śnia- 
deckiego, jako bardzo winnego; 'uratował sytuacyę senator Ogiński, 
który przekonał, że amnestya bez ograniczeń zrobi dobre wrażenie, 
że może ręczyć, jako ktoś fałszywie oszkalował Śniadeckiego. Imperator 
zgodził się na amnestyę powszechną, lecz zachował urazę do Śniade- 
ckiego. Przybywa do Wilna; będąc wieczorem u panny Zofii Tyzenhaus 
na herbacie, zaczął się żalić cesarz przed nią, że nigdy nie spodziewał 
się, żeby Jan Śniadecki, którego znał z dobrej strony, miotał na niego 
publicznie potwarze, nazywając go Kaligulą, co było równie śmiesznem, 
jak niegodziwem. Zdziwiona całą tą opowieścią panna Tyzenhaus, zarę- 
czyła słowem, że Śniadecki nic podobnego nie mówił, a przeciwnie na 
publicznej audyencyi oddawał należną pochwałę Aleksandrowi. Cesarz 
nie mniej się zdziwił, a gdy na drugi dzień przeczytał mowę Śniade- 
ckiego do cesarza Napoleona, zmienił zupełnie zdanie o rektorze, o czem 
Świta nie wiedziała. Gdy Śniadecki, jako rektor Uniwersytetu, stawił się 
na pokojach cesarskich, zebrani wiedząc, jak bardzo cesarz jest do niego 
uprzedzony, gdyż miał nawet zamiar wyłączyć go z amnestyi, odwrócili 
się od niego, chociaż przedtem znali się z nim dobrze. Nikt go nie 
poznał, nie przywitał. Śniadecki niezmiernie był zdziwiony, bo o niczem 
nie wiedział. Wkrótce otworzyły się podwoje, z gabinetu wyszedł cesarz 
1 krótko przemówiwszy do szlachty, przyszedł do Śniadeckiego 1 te 
słowa nad spodziewanie wszystkich powiedział do niego: »J'ai du plai- 
sir 4 vous voir monsieur Śniadecki«. Zdziwienie ogarnęło wszystkich, 
gdyż nie wiedzieli, że cesarz już jest z błędu wyprowadzony. Zaledwie 
cesarz skończył posłuchanie, rzucili się wszyscy do powitania, ale Śnia- 
decki lodowatą postawą zapłacił im spóźnioną uprzejmość. Rok ten, taką 
burzliwością i tylu klęskami pamiętny, zakończył Śniadecki szczegóło- 
wym raportem o pięciumiesięcznych dziejach Uniwersytetu do ministra 
oświecenia, wyjaśniając z pełną godności prawdą wszystkie trudne oko- 
liczności, w jakich się ten zakład i on sam znajdował, a jak je usiłował 
przełamać i ocalić to, co mu powierzono. A że się dowiedział o plo- 


tkach i kłamstwach, rzucanych na niego, prosił ministra, żeby pomimo 
bezwarunkowej amnestyi postępki jego były ściśle wzięte pod rozbiór. 
Minister jednakże publicznie nie rozbierał wrzekomych postępków 
rektora, chociaż uwierzył w fałszywe denuncyacye Lobenweina, Boja- 
nusa, Pinabla i Czerniawskiego, postanowił przeto usunąć Śniadeckiego 
z rektorstwa, a nim to nastąpi — robić mu przykrości, nie odpowiada- 
jąc wcale na jego raporta, nie robiąc żadnych rozporządzeń, lub takie, 
które najżywotniej naruszały ustawę uniwersytecką, przyczyniając szkody 
niemałe. Rektor napisał do ministra, że nie życzy sobie na trzecie 
trzechlecie być rektorem, prosi więc o naznaczenie elekcyi. Minister mil- 
czał. Wówczas napisał rektor do kuratora: »zdaje mi się, że rzeczy 
skierowane są do tego, aby dać Uniwersytetowi i szkołom upaść przez 
usunięcie im opieki i pomocy i zrównać nas z uniwersytetem moskiew- 
skim, gdzie przez nierozważny wyjazd osób wszystko zginęło i profeso- 
rowie są przywiedzeni do ostatecznej nędzy i tułactwa«. Pomimo takiej 
postawy ministra, Śniadecki pełnił dalej z wielką gorliwością swoje obo- 
wiązki. Nabył dla Uniwersytetu sławną kolekcyę minerałów Symonowi- 
cza; obsadził katedrę teologii moralnej; powołał Lelewela na katedrę 
historyi, Borowskiego na katedrę literatury; i w miarę tego, jak mini- 
ster wydawał jedno po drugiem rozporządzenie, dzięki którym trzy tylko 
gubernie znosiły się z rektorem Uniwersytetu, inne zaś bezpośrednio 
z ministrem, Śniadecki, ponawiając swą prośbę o uwolnienie go od 
obowiązku, prosił o wyznaczenie elekcyi, starał się o postawienie Uni- 
wersytetu pod względem naukowym na najwyższym stopniu doskona- 
łości. Zarządził, aby na posiedzeniach literackich czytano rozprawy nau- 
kowe, nie wedle ochoty, ale wskazał porządek, jakiego trzymać się 
należało, iżby nikt się nie uchylał. Wreszcie przybyli zbiegli z Wilna 
profesorowie Bojanus i Czerniawski, obadwaj wbrew ustawie Uniwersy- 
tetu, z rozporządzenia ministra, pozyskali dodatkowe kursa, które już 
były przewidziane i za które pobierali już dodatki. Lecz przyjazd Lo- 
benweina i Pinabla z instrukcyami ministra jeszcze więcej wstrząsnął 
ustawą uniwersytecką, bo Pinabel przyjechał mianowany przez ministra 
profesorem nadzwyczajnym, chociaż go Uniwersytet nie wybierał, a Lo- 
benwein wskutek rezolucyi ministra powinien był pobierać 1500 rubli 
jako emeryt, 1500 rs. jako czynny profesor, 1200 jako zastępca rektora, 
50oo rs. jako wykładający medycynę sądową i t. d. Lobenwein przywiózł 
uwolnienie Śniadeckiego od rektorstwa. Było to w lutym 1815 roku. 
Śniadecki był znakomitym rektorem, obowiązki swoje spełniał 
pilnie, akuratnie i ze znajomością rzeczy. Jednem z najważniejszych za- 
dań, jakie sobie założył, objąwszy rektorstwo, było rozpowszechnienie 
między publicznością sztuki dobrego mówienia i pisania po polsku, co 


uczynił z wielką chwałą, zapewniając na długie lata poczesne miejsce 
w literaturze dla >stylu Śniadeckiego «. Będąc wszechstronnie wykształ- 
conym, głębokim erudytą — nadawał wszystkiemu ton, a będąc bardzo 
poważnym, pełnym taktu, był osobistością, należącą do najpierwszych 
mężów swojego narodu; w wielu wypadkach wyższym nawet nad swo- 
ich współczesnych. Jako przedstawiciel instytucyi tak poważnej jak Uni- 
wersytet, jako naczelnik szkół na tak wielkim obszarze, nie miał sobie 
równego ani przedtem, ani potem. Ustąpienie z rektorstwa takiego zna- 
komitego człowieka, w takiej szczególniej chwili, jak rok 1815, był 
ciężką klęską dla całego kraju. Niejednokrotnie spotykałemi się ze są- 
dami o Śniadeckim, że będąc senstualistą, był indyferentem w sprawach 
religii, co źle wpływało na moralną stronę młodzieży, powierzonej jego 
opiece. Sąd to powierzchowny. Gdybyśmy nie mieli innych dowodów, 
to jego przemówienie, wygłoszone publicznie w dniu 15 września 1811 
roku, zadaje kłamstwo podobnym sądom i uwagom. Przeciwnie Śnia- 
decki baczną zwracał uwagę na moralność uczącej się młodzieży i sto- 
sownymi przepisami ją utwierdzał, tak w samym Uniwersytecie, jak 
i w niższych szkołach. Wszakże Śniadecki to powiedział: »bez religii 
nie masz skutecznej w ludziach siły na powściągnięcie gwałtownych 
namiętności i na zabezpieczenie od nich towarzyskiego porządku«; »re- 
ligia jest najbezpieczniejszą podporą porządku towarzyskiego i moral- 
ności, bez której nauka jest darem haniebnym i szkodliwym i jak mie- 
czem w ręku szalonego«.' Najlepszy życiorys Śniadeckiego ułożył Mi- 
chał Baliński w swych pamiętnikach. Późniejsze biografie są więcej lub 
mniej udatną parafrazą tej ciekawej 1 ważnej pracy. Pomimo specyal- 
nych monografii, poświęconych Śniadeckiemu, jako filozofowi, najlepszem 
sprawozdaniem jest krótka, ale bardzo przekonywująca i prawdziwa 
wzmianka prof. Struvego o pracach filozoficznych Śniadeckiego. Ponie- 
waż Lobenwein nie był legalnym zwierzchnikiem szkoły, gdyż go Uni- 
wersytet nie wybierał, a został narzucony Uniwersytetowi przez mini- 
stra, przeto opuszczam w tym spisie Lobenweina, a przechodzę bezpo- 
średnio do legalnego następcy rektora Śniadeckiego. 

Malewski Szymon (1816—1822). Był dobrym administrato- 
rem, przyzwyczaiwszy się do tego przez długie sekretarzowanie w Uni- 
wersytecie. Nie miał odpowiedniej nauki, aby sprostać tym warunkom, 
jakich wymagało stanowisko rektora Uniwersytetu; jeżeli zaś mimo to 
stan Uniwersytetu wileńskiego za czasów Malewskiego liczy się do 
bardzo świetnych — to przypisać to należy w części szczęściu przyro- 
dzonemu; w części temu, że Malewski zbierał owoce z posiewów Śnia- 
deckiego. Pełen taktu w postępowaniu z kolegami, usiłujący łagodzić 
wymagania niektórych, pracowity i uważny w stosunkach zewnętrznych, 


szedł bez dumy i zawiści, po większej części za zdrowemi radami i do- 
świadczeniem poprzednika swojego. Jednej mu rzeczy wszakże brakowało, 
to jest utrzymania w tak wielkiej powadze u publiczności urzędu, który 
piastował, w jakiej był za Strojnowskiego i Śniadeckiego. Lecz to dla 
każdego, ktoby po Śniadeckim nastąpił, byłoby bardzo trudnem. 
O jego życiu nie wiele umiemy powiedzieć. Urodził się w roku 1759, 
a w r. 1781 wstąpił do Szkoły Głównej na studya, lub może nawet 
wcześniej, lecz w tym czasie był już kandydatem do stanu nauczyciel- 
skiego. Pod prefektem Strojnowskim kończył nauki w Krakowie w semi- 
naryum nauczycielskiem; poczem w nagrodę przykładnych obyczajów 
i znakomitego w naukach postępu, zostawiony został przy Uniwersy- 
tecie z tytułem wice-profesora. Był on pierwszym z Polaków, cywilnych, 
wychowańców Wszechnicy wileńskiej, na profesora przeznaczony — do 
katedry prawa przyrodzonego i ekonomii politycznej. Gdy X. Strojnow- 
ski często opuszczał katedrę, już to dla poratowania zdrowia, już po- 
woływany do Warszawy dla wzięcia udziału w pracach Komisyi eduka- 
cyjnej obojga narodów, Malewski samodzielnie prowadził wykłady, trzy- 
mając się podręcznika X. Strojnowskiego. 

Za Targowicy został profesorem zwyczajnym. O tych czasach, że 
sekretarzował hetmanowi Targowicy, powieszonemu w Wilnie Kossa- 
kowskiemu, nie lubił mówić. Gdy długoletni sekretarz Szkoły Głównej 
Kazimierz Naruszewicz przeszedł w stan spoczynku, Malewski został 
sekretarzem i w takim charakterze przeszedł do Uniwersytetu cesarskiego. 
Za sekretarstwa Malewskiego przy Strojnowskim, Czacki tak się odzywa 
o Malewskim w liście do Jana Śniadeckiego: » Malewski, prawa natury 
nauczyciel, czyta wiernie książkę Strojnowskiego na lekcyi, ale jako 
sekretarz jest skarbem dla Wilna, on jeden o wszystkiem pamięta i praw- 
dziwie ma w ręku łańcuch całej machiny. Musi być rozsądny, kiedy 
w takich poróżnieniach nie był porozumianym o burzenie«. Sekretarstwo 
zamienił na dziekaństwo, i odtąd siedząc cicho, bo nawet w sporach 
literackich nie przyjmował udziału, gdyż nic prawie nie pisał, a przy- 
najmniej nie mamy wiadomości o jego pracach literackich, — dostąpił 
w listopadzie 1816 roku wyboru na rektora Uniwersytetu. Współczesny 
1 wyborowi na rektora i wiele lat z blizka patrzący na niego Lelewel, 
tak się w swych »Przygodach« o nim odzywa: »Człek niepospolity.... 
skąpiec, sknera, w prywatnem postępowaniu nie bez zarzutu, naraził się 
na pogadanki (ma tu Lelewel na myśli lichwę, którą się rektor trudnił, 
a ta dała niejeden temat do żartobliwych opowiadań o Malewskim); 
ale w publicznej, uniwersyteckiej usłudze nie splamiony, duszą był uni- 
wersyteckiej administracyi, na ostatek rektorem. Niczego dla siebie nie 
pożądał; skoro został emerytem, choć miał prawo w murach uniwersy- 





SZYMON MALEWSKI 


REKTOR. 


teckich mieszkać, opuścił je. Zniesienie w uniwersyteckich beneficyach 
pańszczyzny on spowodował, postęp naukowy ułatwiał. Widziałem go 
długo w urzędzie i w wielogodzinnych wesołych wynurzeniach się. Dał 
mi uczuć, iż zna położenie me, a nigdy nie stanął zawadą lub utrudnie- 
niem, odwracał owszem, co mogło stać się niedogodne. Przewidywał nad- 
chodzące koleje, nie naraził, na sztych nie wystawił nikogo; dla niepo- 
dobnego wstrzymania nieodzowności, fałszywego lub niegodnego kroku 
nie uczynił, odwracać a w mętnym kale łowić było udziałem innych 
(XXXVII-XXXVIII)«. »Rektor równie poważany od starszyzny, pisze 
Władysław Mickiewicz (Życie Adama Mickiewicza I. 33), profesorów 
poczciwych lecz zastygłych, jak od zastępu młodszych i ruchliwszych, 
dlatego może, że zbyt blizko zetknąwszy się z Targowicą, świadomy był 
jej zboczeń, złudzeń i ostatecznej hańby, pierwszy odgadł, że Uniwer- 
sytet wileński, jeżeli się spotka z rozporządzeniami przeciwnemi ustawie, 
runie od strasznego starcia, jako dwa statki pędzące tym samym szla- 
kiem w przeciwnym kierunku..... - Wspomnieliśmy powyżej, że za re- 
ktoratu Malewskiego rozwinęły się wszystkie zarodki nauk i wykształ- 
cenia moralnego uczącej się młodzieży, zaszczepione przez Śniadeckiego. 
Tylu uczonych profesorów z krajowców, usposobionych za poprzednich 
rektorów, zapełniło katedry uniwersyteckie, a nadewszystko tyle utalen- 
towanej, a nawet genialnej młodzieży, że tylko Mickiewicza wspomnę, 
uświetniło wzorami patryotyzmu i literackiemi pracami Uniwersytet, z któ- 
rego wyszli, i zasłynęli tak w kraju jak w innych pozakrajowych uniwersy- 
tetach. Na drugie trzechlecie rektorem obrano Malewskiego za staraniem 
kuratora. Ale czy moc dawnej jego sprężystości w zarządzie Uniwersy- 
tetem osłabiła się wiekiem; czy też działanie kancelaryi ministra, gdzie 
się wikłały interesa szkolne przez zabiegi cudzoziemskich profesorów, 
w nieobecności kuratora wywierały coraz większy wpływ na niego; do- 
syć że nowe kabały i niesnaski opanowały radę Uniwersytetu, którym 
rektor nie potrafił zaradzić. Powyżej jako jeden z takich przykładów 
przytoczyliśmy projekt Bojanusa, aby Zawadzkiego księgarza usunąć, a na 
jego miejsce Moritza Niemca wsadzić. Mimo widocznej krzywdy, jaką 
ten projekt czynił człowiekowi zasłużonemu dla Uniwersytetu, Malewski 
milczał — taka już była przewaga partyi niemieckiej. Wogóle psuł się 
w tych latach dawny porządek w Uniwersytecie; mnożyły się w nim 
różnego rodzaju zabiegi, które odrywając wielu członków jego od obo- 
wiązków naukowych, osłabiły jego znaczenie i korzyści dla uczących się. 
W innej pracy, dawniej ogłoszonej drukiem, pisząc o Malewskim wspo- 
mniałerm, że on wśród burz, uderzających bez przerwy w skołataną nawę, 
kierował nią umiejętnie i na mieliźnie nie osadził, ani do rozbicia nie 
dopuścił. Dziś, powtarzam to samo; a jednakże ks. kurator innego był 


zdania, bo w liście do Jana Śniadeckiego pod datą 8/20 listopada 182: 
pisze: »..... Rektor stracił moją ufność; nie dowierzam jego rekomen- 
dacyom. Widzę, że nominacye Uniwersytetu rzadko są powodowane 
czystą chęcią posuwania zasługi i talentów i dogodzenia potrzebie szkół, 
że bardzo często są one skutkiem intrygi, pochlebiania, płaszczenia się 
i różnych innych sposobików ..... « W kilka zaś miesięcy później w ten 
sposób pisze ks. kurator do Twardowskiego z Pilicy, pod datą 14 listo- 
pada 1822 r.: >»..... Żądasz pan po mnie zupełnej ufności. Sądzę, iż 
nie potrzebuję o niej słowami upewniać, kiedym ją uczynkami najmo- 
cniej dowiódł. Teraz gdy podług życzenia wszystkich dobrze myślących 
wchodzisz już w obowiązki, nie zmniejszyć, ale owszem ugruntować 
położone zaufanie pragnę. Lecz ufność powinna być wzajemną, z mojej 
„strony proszę także o nią; w każdej rzeczy chciej mi zawsze otwarcie 
całą swoją myśl wynurzyć i wierzyć, że prawdę i słuszność nad wszystko 
przekładam. Gdy dobro powszechne, postęp nauk, wydoskonalenie edu- 
kacyi będziem mieli szczerze na celu, trudno żebyśmy się często różnili 
w zdaniu, albo żebyśmy się zawsze nie porozumieli, po rozebraniu i wy- 
tłumaczeniu uprzedniem wzajemnych powodów. Inaczej dotąd czy- 
nić musiałem, bo nie mógłem żadnego mieć zaufania 
w miejscowym naczelniku. Musiałem często bez zapy- 
tania i bez naradzenia się prosto stąd decydować; był 
to jedyny sposób zatrzymania niekiedy nadużyciów 
i zwyciężenia choć na chwilę ciągłej złej woli i opie- 
szałości. Z radością widzę poczynający się nowy porządek rzeczy, 
sprawowanie własnych obowiązków teraz mi się przyjemniejszem stanie, 
gdy czuć będę pewność, że piękne i użyteczne skutki uwieńczą nasze 
troski i usiłowania. 

Odznaczony wyżej rozstrzelonym drukiem wyjątek Świadczy, że 
ks. Czartoryski nie był zadowolony z Malewskiego, kiedy w poufnym 
liście tak szorstko się o nim odzywa. Wiemy skądinąd, że Malewski 
również nie zgadzał się z ks. kuratorem. Zestarzeli się obadwaj. Co było 
dobrem za czasów Zawadowskiego i Razumowskiego, a do czego Ma- 
lewski jako sekretarz Uniwersytetu przywykł, było złem za ministra 
ks. Golicyna, którego dobrze znał ks. Czartoryski, i lawirował w sto- 
sunkach z nim, a którego Malewski oceniał z pism urzędowych. Ks. Go- 
licyn, jako mistyk, nie bardzo się zgadzał z poglądami Malewskiego hoł- 
dującego szkole fizyokratów; wogóle nie podobał się ówczesny duch” 
uniwersytecki, który nie był specyficznie wileńskim, ale należał do 
wszystkich uniwersytetów, szczególniej niemieckich. Tego ducha nie 
można było uwięzić, a tego pragnął minister od Malewskiego, nie śmiąc 
wystąpić z podobnem żądaniem do księcia Czartoryskiego. Gdyby poszli 


na otwartość, zgodziliby się z pewnością na jedno, chociaż Malewski 
nie mógłby nic postanowić, a tem bardziej usunąć owego ducha z Uni- 
wersytetu, gdyż czasy i okoliczności były silniejsze od niego. Książę 
kurator, wiedząc o wszystkiem, co się działo w Wilnie (było to przed 
burzą filarecką), a co w Petersburgu, i rozumiejąc, że na kompromis mo- 
żnaby pójść wtenczas tylko, gdyby rektor ze staremi wierzeniami ustąpił, 
a jego miejsce zajęła osobistość neutralna, biorąca natchnienie od kura- 
tora, dał do zrozumienia, że Malewskiemu należy się odpoczynek dobrze 
zasłużony, gdyż 30 lat z górą nauczał już w Uniwersytecie. Malewski 
podał się do dymisyi i takową otrzymał w czerwcu 1822 roku. 

Za rektoratu Malewskiego, chociaż wojna trwała bez przerwy mię- 
dzy partyą niemiecką i polską jak i dawniej, przecież zwycięstwo łatwo się 
przechylało na stronę Polaków, liczebnie silniejszych. Wiele bowiem 
katedr za Malewskiego objęli Polacy, a jeden z bardzo burzliwych pro- 
fesorów Lobenwein poszedł na spoczynek wieczny. Za Malewskiego bar- 
dzo dużo młodzieży wyjechało za granicę, na dalsze studya, lecz wiele 
z tej młodzieży, która miała być ozdobą szkoły, wykoleił fatalizm dzięki 
związkom filareckim, które za rektoratu Malewskiego powstały, zorga- 
nizowały się i rozwinęły i wkrótce po przejściu Malewskiego na eme- 
ryturę ukończyły działalność swoją straszną katastrofą. W innem miejscu, 
mówiąc o związkach młodzieży akademickiej, będę miał sposobność wy- 
kazać raz jeszcze, że Malewski dobrym był człowiekiem, ojcowską pie- 
czołowitością otaczał młodzież i jak był przez tę młodzież kochany. 
Śniadeckiego młodzież otaczała najwyższym szacunkiem, Malewskiego — 
miłością. Zakończył życie w Wilnie w r. 1832. Posiadam mowę pogrze- 
bową jakiegoś profesora, zapewne Świeckiego, lecz tak bezbarwną, że 
z niej żadnego użytku zrobić nie mogłem. 

Twardowski Józef (1823—1824). Powoływano dotychczas na 
rektorów albo ludzi głębokiej a wszechstronnej nauki, albo ukwalifiko- 
wanych urzędników, łączących z nauką odpowiednią i zdolności admi- 
nistracyjne; lub wreszcie łączących w sobie w równej mierze wszech- 
stronne wykształcenie z wysoką zdolnością administracyi. Twardowski 
nie był znanym ani jako wydatny uczony, a tem bardziej administrator. 
Gdy poprzednicy jego, obejmując bardzo trudne obowiązki, mieli za sobą 
poparcie sfer najwyższych, — Twardowski występował wówczas, gdy 
w ministeryum oświaty objawiały się pierwsze lecz dotkliwe prądy dą- 
żące do przekształcenia z gruntu Uniwersytetu, gdyż warunki ogólno- 
państwowe wielkiej uległy zmianie od czasu podpisania przez cesarza 
aktu potwierdzenia. Kurator ks. Czartoryski doświadczony w tej sprawie 
i dobrze poinformowany o nowych prądach petersburskich, zdecydował 
się jednakże w okolicznościach tak trudnych powołać człowieka nie zaj- 


mującego się dotychczas nauczaniem, a nauki matematyczne uprawiają- 
cego po dyletancku — do steru taką dużą nawą w warunkach tak nie- 
przyjaznych do sterowania. Musiał znać dobrze Twardowskiego, kiedy 
mu nie tylko zaufał, lecz był przekonanym, że tylko on potrafi wy- 
brnąć z niebezpieczeństwa, jakie ze wszech stron wkraczało do Uni- 
wersytetu. Że tego niebezpieczeństwa nie przeceniał ks. Czartoryski, że 
dopatrywał się, z której strony podwoić czujność należy — aby je zaże- 
gnać chociażby na czas jakiś, o tem nie wątpimy. Korespondencya pro- 
wadzona z Twardowskim jest wymownym na to dowodem. W _ obecnej 
chwili, urywkami tylko rozporządzamy, gdyż jak to było zaznaczone po- 
wyżej, przygotowany do druku rękopis zaginął; a brulionu kompletnego 
nie było, gdyż po większej części przepisywane były listy z autografów 
na czysto od razu. 

Czy Twardowski odpowiedział temu zaufaniu, to się w dalszym 
ciągu niniejszego okaże. 

Józef Twardowski pochodził z rodziny szlacheckiej, od dawna w Wiel- 
kopolsce osiadłej i do dziś dnia tam istniejącej. Ojciec jego Piotr służył 
w wojsku polskiem, a gdy w początkach panowania Stanisława Augusta 
rząd zaczął wysyłać zdolniejszych oficerów za granicę dla dalszego kształ- 
cenia się w sztuce wojskowej, naówczas Piotr Twardowski został wy- 
słanym do Saksonii. Po kilkoletnim pobycie za granicą powrócił Twar- 
dowski do kraju, gdzie szybko awansując, dosłużył się rangi generała. 
Wraz ze swoją dywizyą przybył na Litwę i ulokował się w Pińsku. 
Tu poznał się z panną Felicyą Ordzianką, ożenił się z nią, a kupiwszy 
niedaleko Pińska majętność ziemską Weleśnicę i Chołożyn, zamieszkał 
na wsi, gdzie w r. 1801 życie zakończył, pozostawiając dwoje dzieci 
Józefa i Maryę. 

Józef Twardowski urodził się w Weleśnicy w 1786 roku. Nauki 
szkolne pobierał w Wilnie. W Uniwersytecie studyował nauki matema- 
tyczne i pozyskał dyplom doktora filozofii w r. 1807. Kolegował z Le- 
lewelem, Mikołajem Mianowskim, Leonem Borowskim, Janem Gwalber- 
tem Rudominą, Janem Damelem, Antonim Marcinowskim it. d. i sekre- 
tarzował w Towarzystwie doskonalącej się młodzi w naukach, które to 
stowarzyszenie, z charakterem świeckim, było pierwszem w Wilnie. Obda- 
rzony niepospolitemi zdolnościami, zwracał powszechną na siebie uwagę, 
zyskując szczególniejsze zaufanie u przyjaznego dla domu Twardowskich 
księcia kuratora Czartoryskiego. Po ukończeniu nauk zamieszkał w ro- 
dzinnej Weleśnicy i poświęcił się gospodarstwu; zajmował się również 
prowadzeniem interesów, od Śmierci ojca zawikłanych. Zajęcia te nie 
przeszkadzały mu zajmować się naukami a przedewszystkiem społecznemi; 
przychodził nieraz z czynną pomocą współobywatelom, dzięki czemu 


w krótkim czasie pozyskał wśród nich znaczenie i szacunek. W r. 1812 
poślubił pannę Teofilę Mikulską, a że w tym czasie skutkiem wojny 
znaczne poniósł straty, przeto po ożenieniu się musiał z podwójną ener- 
gią i gorliwością pracować, aby te straty wyrównać. Starania te odniosły 
pożądany skutek, bo w kilka lat potem Weleśnica słynęła już w oko- 
licy z gospodarstwa postępowego, z polepszenia razy bydła i owiec, a co 
również ważna — ze szkoły Lankastra. 

Twardowski mając dobro ogółu zawsze na celu, chętnie niósł po- 
moc młodzieży poświęcającej się naukom; niektórych własnym kosztem 
utrzymywał w Uniwersytecie. Włościanie zaś, korzystając ze wspomnia- 
nej szkoły Lankastra, wychodzili z niej na dobrych oficyalistów i rze- 
mieślników. Idąc w ślady niektórych obywateli, przemyśliwał o oczynszo- 
waniu włościan lub ich uwłaszczeniu i plan ten częściowo nawet prze- 
prowadzał. Ciche te zajęcia, chociaż dla okolicy doniosłego znaczenia, 
miały się wkrótce zmienić; książę kurator bowiem, z którym Twardow- 
ski był w ciągłych stosunkach, postanowił na szerszą widownię dzia- 
łania powołać podkomorzego pińskiego. Twardowski będąc młodym 
człowiekiem, pełnym energii i nauki, na wezwanie, aby przyjął obowiązki 
wizytatora szkół w mińskiej gubernii a był już dozorcą honorowym 
szkół powiatu pińskiego, stawił się niezwłocznie. Lecz wizytatorstwo, 
które spełniał należycie, a za co wybranym został na członka honorowego 
Uniwersytetu, było rodzajem nowicyatu w służbie publicznej; kurator 
chciał z jednej strony sprawdzić, czy się na Twardowskim nie zawiedzie, 
powierzając mu rektorstwo Uniwersytetu; z drugiej zaznajomić go z kor- 
poracyą uniwersytecką. Próba wypadła pomyślnie. Twardowski również 
ze swej strony nie zaniedbał niczego, aby na siebie zwrócić uwagę uczo- 
nych. Jakoż w »Pamiętniku warszawskim« 1817, XII, 477, ogłosił: 
Recenzya trygonometryi kulistej Jana Śniadeckiego. 

Była to Śmiałość ze strony Twardowskiego, zaczepić publicznie 
taką powagę, jaką był Śniadecki. Wielu nawet miało mu to za złe, jak 
utrzymuje Baliński, lecz źle na tem nie wyszedł, gdyż najwięcej intere- 
sowany w tej sprawie Śniadecki, odpowiedział na tę recenzyę. To dało 
rozgłos Twardowskiemu; wielu bowiem dowiedziało się naówczas, że 
poza obrębem Uniwersytetu znajduje się niepośledni znawca nauk Ści- 
słych i dzielny krytyk; a było to przed wizytatorstwem jeszcze. Kurator 
postanowił postawić ostrożnie jego kandydaturę, aby ją tem pewniej 
przeprowadzić. 

Pisząc o rektoracie Śniadeckiego i Malewskiego, wzmiankowaliśmy 
o tych przeróżnych przykrościach, jakie ci znakomici mężowie znosić 
musieli; wspominaliśmy, jak profesorowie Niemcy targnęli się na ustawę, 
aby tylko dla siebie jaką korzyść zapewnić; jak taki Lobenwein, będąc 


zastępcą rektora, okradał kasę uniwersytecką, o czem wspomnę jeszcze 
w jego życiorysie; jak używał godziwych, a przeważnie niegodziwych 
środków, aby uzyskać legalny wybór na rektora, a gdy mu się to nie 
udało, jakie czynił przykrości Malewskiemu — o wszystkiem tem jużeśmy 
mówili; stanowisko więc rektora, mimo ogromnego zaszczytu, było fra- 
sobliwe i uciążliwe niezmiernie; w dopełnieniu do powyższego, ks. ku- 
rator licząc się z duchem czasu, nosił się z myślą rdzennej reformy, co 
się wielu nie podobało, chociaż milczeli. Konserwatysta Malewski był 
jednym z tych cichych, milczących opozycyonistów; korzystając więc 
z bytności księcia kuratora w Wilnie, złożył w jego ręce dymisyę. Ku- 
rator ją przyjął, a zastępstwo powierzył Kłągiewiczowi, ponieważ Bojanus 
wymówił się od zastępstwa. Kandydatów na rektora nie brakło: Bojanus, 
Becu i młody lecz nader zręczny profesor Pelikan. W chwili, gdy mię- 
dzy nimi cicha toczyła się walka, niespodzianie wypłynęła na wierzch 
kandydatura podkomorzego Twardowskiego. 

Z początku nie dowierzano jej, Twardowski bowiem, chociaż był 
wizytatorem szkół i członkiem honorowym, do składu Uniwersytetu, 
biorąc rzeczy Ściśle, nie należał. Lecz książę kurator, mimo pewne trud- 
ności, wybór Twardowskiego postanowił przeprowadzić. Korzystając ze 
swego pobytu w Wilnie, w znacznej części je usunął. Przez mianowanie 
Twardowskiego publicznym zwyczajnym profesorem matematyki wyższej 
czystej, który to wybór zyskał zatwierdzenie ministra, usunął jedną z naj- 
większych przeszkód; przez podniesienie Podczaszyńskiego, Oczapow- 
skiego i Wolfganga do stopnia profesora zwyczajnego, zyskał trzy 
przyjazne sobie głosy. Prócz tego, w poufnych pogawędkach z profeso- 
rami dokonał reszty. Ażeby być pewnym, że uproszeni profesorowie do- 
trzymają słowa, przypomniał się im kurator listownie. Jeden z takich 
listów przedrukował Baliński w Pamiętnikach o Śniadeckim. Ponieważ 
list ten stanowczo wyjaśnia wszystkie drogi, któremi szedł ks. kurator, 
aby wybór zapewnić, przepisujemy go w całości: 


»Z Puław 3/15 września 1822. 


Od wyjazdu mego z Wilna żadnej od 6 WMPana wiadomości 
nie odebrałem. Kończą się wakacye, nadchodzi nowy rok szkolny, 
a z nim trzeba przystąpić do elekcyi nowego rektora. Udaję się 
do WMPana z prośbą, abyś wraz z bratem podług danego mi 
słowa raczył wesprzyć głosem swoim i powagą wybór przeznaczo- 
nego do rektorstwa JMPana Twardowskiego. Niedawno odebrane 
listy z Petersburga potwierdziły mnie w pewności, że ten wybór 
będzie przyjemnym rządowi i użytecznym Uniwersytetowi. Czasy 
teraźniejsze nie są łatwe i wymagają więcej niż kiedy, aby w zgro- 
madzeniach uczących przy prawdziwej gorliwości, roztropności 
i prawdziwa jedność panowały. Należy także, aby Uniwersytet dla 


swego własnego dobra niewzruszoną pokładał ufność w swoim ku- 
ratorze i wierzył, że jeżeli w swojem postępowaniu nie zawsze 
życzonego skutku dostąpi. to przynajmniej zawsze większemu złemu 
stara się zapobiegać, że jeżeli wielu osobom często przykrym się 
wydaje, dzieje się to jedynie, aby wszystkim gorzej nie było. Wśród 
spotykanych zawad 1 trudności, kroki moje, z których ani mogę 
ani winienem się tłumaczyć, za jedyny cel mają uchowanie wstrzą- 
Śnień edukacyi publicznej. Potrzebę ufności i jedności dążenia, 
o której WMpPana zawsze przekonanego widziałem, teraz mu szcze- 
gólniej powierzam, jako temu, który nią się przeniknąć i drugim 
ją wpoić najlepiej potrafisz. Ujrzysz w tem nowe zapewnienie od 
lat tylu dowiedzionych mu uczuć moich, oraz prawdziwego dla 
niego szacunku i poważania. 


<A. Czartoryski. 

Czy oprócz Jana Śniadeckiego, pisał książę do innych profesorów, 
czy też poprzestał na zapewnieniach, które mu dali podczas pobytu jego 
w Wilnie, nie wiemy; — lecz przypuszczamy, że do niektórych przy- 
najmniej, jak do Bojanusa, musiał niezawodnie pisać. Starsza bowiem 
generacya profesorów nie widziała, podobnie jak rektor Malewski, po- 
trzeby reform, jakie książę wprowadzał, lub miał zamiar wprowadzić; 
więc nie mogła być zadowolnioną z wyboru człowieka, który miał być 
jego prawą ręką. Wprawdzie gdyby niezadowoleni przeczuli, jakie 
chmury zbierały się już wówczas nad Uniwersytetem wileńskim, czego 
kurator nie ukrywał, chociaż ogólnikami przemawiał — przebaczyliby 
wiele kuratorowi, jak to zrobili nieco później, gdy ustępującemu ze sta- 
nowiska adres uznania składali. 

Nie rozumiem, dlaczego ks. kurator w liście np. do Śniadeckiego, 
przywiedzionym powyżej, pisze, że nie może ani winien tłómaczyć się 
z działalności swojej; mnie się zdaje, że byłoby wystarczającem zawia- 
domienie chociażby poufne, że w Petersburgu myślą o reformie Uniwer- 
sytetu, należy więc ich uprzedzić i samemu kuratorowi ją przeprowa- 
dzić, albowiem tą drogą łatwiej ocalić wiele przywilejów i prerogatyw, 
jakie aktem potwierdzenia były zapewnione. 

W długim liście po francusku do ministra pisanym 8/20 paździer- 
nika 1822, ks. Czartoryski zawiadamia go o przebiegu elekcyi rektora 
16 września, pod prezydencyą Franka przeprowadzonej. Na 22 głosują- 
cych Twardowski wybrany był 21 głosami, a Poliński 1 głos otrzymał. 
Przypuszcza Lelewel, że jednomyślność głosowania naruszył Becu. Po- 
nieważ cesarza nie było wówczas w Petersburgu, zatwierdzenie rektora 
przeciągnąć się musiało, przeto kurator odebrawszy od rady zawiado- 
mienie, że prof. Bojanus wymówił się od zastępstwa — zalecił urzędową 
odezwą pod Nr. 724, d. 8/20 października Twardowskiemu niezwłocznie 
przyjąć obowiązki zastępcy rektora, że zaś było dużo interesów zaległych 


— 80 p= 


do spełnienia, uwalnia kurator Twardowskiego od dawania lekcyi mate- 
matyki i takową porucza Wyrwiczowi. 

Nim Twardowski wyjechał do Wilna dla objęcia obowiązków, otrzy- 
mał z Pilicy list od kuratora pod datą 2/14 listopada 1822 r., w któ- 
rym podaje mu wskazówki od czego czynność swoją w Wilnie powinien 
rozpocząć. List ten podaję w całości: 


»Spodziewając się, że już niezadługo JWMPan wedle swego 
przyrzeczenia przyjedziesz do Wilna i chcąc, żebyś po przybyciu 
swojem nie czekał na listy odemnie, zaczynam moje z nim w inte- 
resach Uniwersytetu korespondencye. Zaczynam ją od powtórzenia 
oświadczonych już JWMPanu szczerych zapewnień zupełnej ufności, 
jaką w nim położyłem i jakiej dowody zawsze pragnę Mu dawać. 
Spodziewam się, że znajdziesz one ciągle w rozpoczynającej się 
teraz mojej korespondencyi prywatnej. Jest ona przeznaczona na to, 
aby we wszystkich zamiarach i przedsięwzięciach tyczących się 
dobra Uniwersytetu lub szkół porozumieć się uprzednio, obejrzeć 
wszystkie strony interesu, wszystkie powody za i przeciw i wten- 
czas dopiero wprowadzić go na drogę urzędową, kiedy rektor pe- 
wny będzie, że przedstawienie jego znajdzie zupełne potwierdzenie 
kuratora, aby tym sposobem niższe i wyższe władze widziały cał- 
kowitą i doskonałą w ich zamiarach i środkach jedność. Ta jedność 
tylko zapewni od pierwszych, pośpiech, lepsze wykonanie, posłu- 
szeństwo i chętne współdziałanie; a u drugich otrzyma większą 
ufność i pomoc potrzebną. W tym celu proszę JWMPana, abyś 
o wszystkich przedsiębiorących się robotach donosił mi poprzedni- 
czo 1 z zwykłą sobie otwartością powiadał mi zawsze zdanie swoje. 
Choćby wbrew przeciwne było mojemu, nie wezmę Mu tego za 
złe, bo wiem, że sama tylko czysta gorliwość dobra publicznego 
dyktować Mu będzie jego myśli. Obszerny zawód pracy rozwija 
się przed JWMPanem. Nie masz żadnego prawie Instytutu, żadnej 
gałęzi tak gospodarskiej jak naukowej, któraby nie potrzebowała 
uzupełnienia, poprawy, lub całkiem nowych przepisów. Gdy jednak 
ogólne, wszystko ogarniające reformy i trudne są do wykonania 
1 najczęściej wątpliwe; gdy i w skutku do wprowadzenia ich rzadko 
się trafiają przyjazne okoliczności; lepiej i roztropniej będzie roz- 
poznawszy stan rzeczy obecny, w nim samym rozwijać najlepsze 
poprawy, na istniejących prawidłach opierać nowe, owszem starać 
się szczególniej rozwijać dawne, wewnętrznemi urządzeniami i do- 
pełnieniami ulepszać je Światlejszą i wyrozumialszą egzekucyą; 
a tam gdzieby istotny okazywał się brak przepisów, podając ich 
projekta, dla niestracenia czasu zastępywać one tymczasowie dobo- 
rem zdatnych ludzi, którzyby zdołali takowy niedostatek poznać, 
zrozumieć i uzupełnić czynnością swoją i rozsądkiem. Podług tego 
postępując planu, najpierwej uwagę JWMpPana zastanowi urządze- 
nie kancelaryi uniwersyteckiej, jako narzędzia codziennej potrzeby, 
bez którego wszystkie dalsze roboty, jeśli go nie udoskonalisz, nie 





REKTOR TWARDOWSKI, 


FOTOGR. DR. W. ZAHORSKI, 





<=. SĘ. ta= 


będą mogły pójść sporo i dobrze. Najgłówniejszym tu jest pun- 
ktem dobór osób zdolnych do pracy dokładnej i szybkiej. 

Z żalem widzę, że oprócz sekretarza rządu Uniwersytetu 
i kilku może niższych kancelarystów, których nie znam, resztę 
wszystkich, a nawet zastępcę sekretarza rady (bo on na aktual- 
nego nigdy nie był potwierdzony) koniecznie odmienić wypadnie; 
jużem to był nawet zalecił przed wyjazdem moim z Wilna byłemu 
rektorowi. Jest to zapewne rzecz przykra, pozbawiać ludzi sposobu 
jak mówię, do życia, i wiem co JWMPan na tem czuć będziesz, 
ale uważ proszę, że w tem jest najwięcej wina ich niezdolności, 
że oni mogą jeszcze znaleść inny zawód stosowniejszy do ich uspo- 
sobień, i że gdybyś w tej mierze jakiekolwiek teraz okazał pobła- 
żanie, sam byś za dalsze stąd złe skutki potem najwięcej i przed 
zwierzchnością i w opinii ucierpiał; bo muszę tu go jako jeszcze 
nowo weszłego przestrzedz, że artykuł 20 ustaw czyni rektora oso- 
biście i bezpośrednio odpowiedzialnym za niepełnienie obowiązków 
wszystkich podwładnych, za niedokładne wykonanie poleceń wyż- 
szej władzy. Tej niedokładności nie potrafisz ustrzedz się nie opa- 
trzywszy jak najskrupulatniej kancelaryi w zdatne subjekta, w mo- 
ralności doświadczone, i jeden tylko nałóg pracy mające. Co do 
urządzenia wewnętrznego kancelaryi, na trzy rzeczy dać wzgląd 
należy: I. Podział robót. II. Skoncentrowanie ich kierunku i od- 
powiedzialności za nie. III. Utrzymanie w porządku zbyt rozmno- 
żonych papierów. O podziale robót nic nie mam do powiedzenia, 
konieczność jego 1 pożytek widoczny; a sposób i metodę interesa 
same wskażą. Nie trzeba jednak zbyt rozdrabniać podziałów, aby 
tym sposobem nie narobić próżnujących stołów. Do każdego od- 
działu niech będą zawsze jedne i te same użyte osoby. Nie chciał- 
bym jednak, aby każdy z tych oddziałów miał swoje osobne pro- 
tokóły i rejestra, bo przez to niepotrzebnie jedna 1 taż sama rzecz 
kilka razy się przepisuje i czas marnotrawi, jak to w wielu dyka- 
steryach postrzegałem. 

Skoncentrowanie kierunku robót i sdpowiedziklńóża za nie 
pragnąłbym aby mogło się uskutecznić bez tworzenia nowego 
urzędu, którego dotąd nie widzę potrzeby. Ustawy Uniwersytetu 
choć tworzą dwóch sekretarzów, jednego do rządu, drugiego do 
rady; lecz nie powiadają, że ci sekretarze są między sobą równi 
i jak rada jest wyższa od rządu, tak można sekretarza rady zrobić 
starszym od sekretarza rządu; który wtenczas byłby naczelnikiem 
oddziału ekonomicznego; możeby nawet minister, bo to jest w jego 
mocy, zezwolił na połączenie tych dwóch obowiązków w jednej 
osobie, na co nic więcej, oprócz przedstawienia mego nie potrzebaby, 
a tak otrzymalibyśmy i jedność działania i żądane podwyższenie 
pensyj dla sekretarza, bez potrzeby nowego urządzenia, które wiele 
zwłoki pociągnie za sobą. Ta myśl ostatnia zdaje mi się najnatu- 
ralniejszą, rozumiem, iż na początek szczególniej P. Mierzejewski 
mógłby z korzyścią i dogodnością być do tego użyty. Wybór jego 
w radzie łatwiejby się otrzymał, wreszcie możnaby mu dodać po- 
mocnika w robotach od rady idących; ten pomocnik byłby rządcą 


UURZEGSYTET WILEŃSKI. TOM III. 6 


żem SRA a= 


stołu literackiego. Wszakże ułożyć tę rzecz dogodnie nie można 
tylko na miejscu, więc zostawiam JWMpPanu zupełną w tym swo- 
bodę. Muszę tu jednak otwarcie mu powiedzieć, że proponowany 
przez JWMPana na sekretarza rady P. Borowski bardzo mało zda 
mi się byłby użytecznym, bo do tego rodzaju pracy nie wprawny 
i z natury teraźniejszych swoich zatrudnień przywykły roboty kan- 
celarskie za rzeczy małej wagi, za zatrudnienia poniżające talent 
autorski uważać. Zda mi się nawet, ile go poznałem, do podobnej 
pracy za ciężki i do kierowania nie łatwy. Jeżeli ta propozycya 
była tylko w zamiarze powiększenia mu pensyi zrobioną, to ten 
cel łatwo się da otrzymać przez przedstawienie P. Borowskiego na 
profesora ordynaryjnego, kiedy dostatecznie dowiedzie, że na to 
zasłużył. 

Co do utrzymania w porządku papierów, o których nieładzie 
jednozgodne dziś jest wszystkich twierdzenie, dwie myśli chciałem 
JWPanu nastręczyć: 1” Czy do ułożenia teraźniejszych aktów w po- 
rządku, aby tę robotę (mogącą nawet opóźniać nowe interesa) przy- 
spieszyć, nie należałoby wyznaczyć osobno dwóch lub trzech pra- 
cowitych kancelarystów, pod kierunkiem Mierzejewskiego; to je- 
dnak zupełnie do woli JWPana zostawiam, bo z drugiej strony 
wiem dobrze z doświadczenia, że te tymczasowe do ukończenia 
spraw komisye i delegacye rzadko je kończą a najczęściej pomna- 
żają. 20 Czyby użyte w archiwum edukacyjnem osoby nie mogły 
także pracować i w kancelaryi; przez co teraźniejsze dwa zlałyby 
się w jedno tylko (bo więcej nie potrzeba) archiwum, nie miesza- 
jąc wszakże papierów dawnych z nowemi datującemi od 1803 r. 
Nareszcie proszę JWPana szczególniejszą dać baczność na zmniej- 
szenie ile można niepotrzebnej korespondencyi, już dokładniejsze 
i formalniejsze zredagowanie przedstawień wiele się do tego przy- 
czyni, bo dotąd nie było prawie żadnego od rządu lub rady 
raportu, na którybym nie był przymuszony żądać dopełniających 
objaśnień; lecz oprócz tego chciej ściślej wyegzaminować, czyby 
nawet w niektórych peryodycznych raportach nie można zrobić 
zmniejszenia. Wiem, że na wszystkich szczeblach szkolnej hierar- 
chii jest wiele takich raportów, których nikt nie czyta, a które 
dla piszących one są ciężkiem brzemieniem. Napomknę tu tylko 
kwartałowe szkolne raporta, wyciągi z protokółów lub nieustannie 
powtarzającą się korespondencyę względem weryfikaty dyplomatów 
przez Uniwersytet wydawanych na stopnie uczone, a to dlatego 
tylko, że Uniwersytet nie donosi o tem wczas i ściśle wedle formy. 
Łączę wyraz rzetelnego szacunku i poważania. A. Czartoryski.< 


Za przybyciem Twardowskiego do Wilna, rozpoczęła się gorączkowa 
robota. Z całą energią wziął się Twardowski do pracy; w urządzonych 
ad hoc komitetach rozpatrywano wiele projektów; wiele reform, które 
za najpilniejsze uważane były, częściowo zaprowadzono, wiele z nich 
poparcia nie znalazło w Petersburgu. Słowem życie wewnętrzne Uni- 
wersytetu zaczęło bić żywszem tętnem. Twardowski pracował nad siły; 


hamował go kurator w prywatnej korespondencyi, lecz z drugiej strony 
zalecał mu, aby usuwał, o ile można, ciągłe swary między profesorami, 
które paraliżowały najlepsze chęci i zamiary. Oto odnośny list w tej 
mierze ks. kuratora: 


»D. 12/24 grudnia 1822. Puławy. 


Na naznaczenie młodemu Malewskiemu pieniędzy z Uniwer- 
sytetu na wojaż najchętniej zezwolę. Czekam na. przedstawienie. 
Trzeba zaraz zdecydować i o Piaseckim, który z nim razem jest 
na wojażu. O zdolnościach jego były wątpliwości, nie można jednak 
wyrzec ostatecznie bez próby; po roku dawania kursu w Uniwer- 
sytecie jak zastępca, będzie mógł pójść na nauczyciela do Krze- 
mieńca, lub do jakiego gimnazyum, gdyby się okazał katedry 
w Uniwersytecie niegodnym. 

Ciekawym, jak się uda negocyacya z KXiędzem Jundziłłem. 
Pochwalam usiłowania JWMpPana utrzymywania związków z P. 

niadeckim, ale nie chciałbym, aby dlatego poświęcona była zu- 
pełnie tak zwana partya niemiecka. Wreszcie bardzo słusznie są- 
dzisz, że sprawiedliwość bezwzględna połączyć może jedynie różne 
zdania i otoczyć JWPana pomocą stron wszystkich. P. Bojanus 
w długim liście do mnie wyliczając trudności, jakie spotyka w do- 
prowadzeniu do skutku swoich zamiarów, kończy na prośbie, aby 
dać pomoc dwom uczniom, Adamowiczowi i Jurewiczowi, których 
on sposobi pierwszego do weterynaryi, drugiego na zootomię po- 
łączoną, jakeśmy mieli projekt, z zoologią. Chodzi o przyjęcie tych 
obu na fundusz seminaryun! nauczycielskiego — co zdaniem mo- 
jem jest rzeczą bardzo słuszną. Proszę JWPana rozmówić się z P. 
Bojanusem i uczynić mi prędkie o tem przedstawienie z rządu 
Uniwersytetu, lub też rady, jak to dogodniejszym znajdziesz. * Zrób 
mi także przedstawienie o uwolnienie Jurewicza z Instytutu. me- 
dycznego, na co jestem pewny, że minister pozwoli. Z listu P. Bo- 
janusa widzę, że nie jest kontent. Wiem, że ma wiele osób nie- 
przyjaznych sobie. Proszę tedy JWPana, abyś mu starał się osło- 
dzić nieprzyjemności, na które pewnie nie zasługuje i do uskute- 
cznienia projektów jego w przedmiocie, na którym on zna się 
najlepiej, wszelkiemi siłami pomagał. Mam mocną opinię o jego 
szczerości, zacności zamiarów i talencie, wiem tedy, że rady Jego 
wolne. być powinny od wszelkiego podejrzenia i zasadzek, o czem 
nie z taką pewnością względem innych radzców mówić śmiałbym. 

Nim rzecz postanowi się o Adamowiczu, chciałbym, aby P. 
Bojanus dobrze jego zdolności wybadał, bo widzę z listu jego, że 
coś o niej nie ma takiej opinii, jaką miał o zdolnościach Nowi- 
ckiego. Proszę także przypomnieć P. Bojanusowi, że potrzebujemy 
dwóch weterynarzy, jednego do Wilna, drugiego do Krzemieńca. 
Czy nie mógłbyś JWPan dokazać, aby PP. Pelikan i Mianowski 
zbliżyli się: do P. Bojanusa. Nauka pewnieby na tem zyskała. Go- 
dzi się poświęcać ją dla małych próżnostek? (odtąd własnoręcznie) 
Wracając do Piaseckiego dodam, iż zapewniano mnie, jakoby on 

0* 


<w "By 2 


miał więcej zdolności do nauk handlowych i kameralnych, jak do 
prawa; właśnie kurs kameralnych wiadomości brakuje. Trzebaby 
się zapewnić o jego istotnych zdolnościach, możeby Malewski młody 
dał o tem jakie światło przed powrotem Piaseckiego. Zresztą wy- 
próbowanie go na kursie, którego się podejmie, zawsze najpewniej- 
szem będzie. Powtarzam jeszcze raz prośbę moją, abyś się do P. 
Bojanusa zbliżył i wspierał jego użyteczne zamysły i kończę pona- 
wianiem tych zawsze uczuciów rzetelnych szacunku i prawdziwego 
poważania. A. Czartoryski.« 
Wszystko przemawiało zatem, że Twardowski posłannictwo swe 
spełni i na jakiś czas przynajmniej zażegna burze, które się, jak to 
wzmiankowaliśmy, nad Uniwersytetem zbierały w Petersburgu. Tymcza- 
sem jeden drobny wypadek najfatalniej pomieszał wszystkie projekty 
i przyspieszył katastrofę, której się tak ks. kurator obawiał. W dniu 
3 maja 1823 r. jeden z uczniów 5 klasy gimnazyum wileńskiego napi- 
sał na tablicy szkolnej: »Vivat konstytucya 3 maja«. Wybryk ten samo- 
woli dziecinnej okazał się w skutkach swoich najzgubniejszym i dla 
swawolnika i dla Uniwersytetu. Rozdmuchano go bowiem i podniesiono 
do stopnia zbrodni stanu. Gubernator Rimskij Korsakow doniósł o tym 
wypadku wielkiemu księciu Konstantemu ze skromnym dodatkiem, że 
Wilno stoi na wulkanie, że nie dziś to jutro wybuchnie rewolucya i dla- 
tego czeka na rozkazy. W odpowiedzi w. książę posłał rozkaz areszto- 
wania rektora, dyrektora gimnazyum, kilku nauczycieli, pięciu uczniów 
gimnazyum wileńskiego. Adjutant Nesselrode, który przywiózł rozkaz, 
przekonał się naocznie, ze wybryk ten młodzieńczy jest faktem odosobnio- 
nym, że miasto było spokojne, że rozkaz skrupulatnie wypełniono i z tem 
powrócił do Warszawy, gdzie zdał sprawę. Dlaczego uwięziono rektora? 
Wyjaśnienie tego pytania jest podług nas ogromnej doniosłości, przybli- 
żone bowiem rozwiązanie daje nam klucz do zrozumienia późniejszej, 
po wyjściu z więzienia działalności Twardowskiego. Widzieliśmy, że 
rektor z ramienia ks. Czartoryskiego był wybranym. Wielkim przeciwni- 
kiem księcia, a z pozoru wielce mu oddanym był Nowosilcow, zostający 
przy boku w. księcia w Warszawie. Zrobić przykrość ks, Czartory- 
skiemu, zdyskredytować go, usunąć z kuratorstwa i zająć jego miejsce, 
taki był plan Nowosilcowa, gdy został wezwany przez w. księcia na 
radę po odebraniu raportu Korsakowa. Nowosilcow podyktował, co prze- 
dewszystkiem zrobić należy i przygotowywał się do podróży do Wilna, 
dla przeprowadzenia śledztwa. Uwięzienie Twardowskiego, chociaż leżało 
w planie Nowosilcowa, było nieuzasadnionem; rektor niczem nie był 
skompromitowany, chyba nadmierną służbistością w wykryciu przestęp- 
ców, co mu i Lelewel zarzuca. Ale że ono zrobiło wielką przykrość 


Czartoryskiemu i podkopywało jego stanowisko, przeto uznane zostało 
za konieczne w sferach warszawskich. Nowosilcow przybył w lipcu do 
Wilna, opatrzony nieograniczonem pełnomocnictwem. Od tej chwili cięż- 
kie nastały czasy nie tylko dla Wilna, lecz dla całej Litwy, o nich 
jednakże nie będę obecnie mówił, gdyż stowarzyszeniom młodzieży spe- 
cyalny rozdział poświęciłem. Po odbyciu indagacyi uwięzionego od 17 
znaja do 9 lipca rektora, Nowosilcow wypuścił go na wolność i pozwolił 
mu spełniać obowiązki służbowe. Stosunek rektora do Nowosilcowa był 
poufny i serdeczny. Lelewel robi mu z tego zarzut i w części ma słu- 
szność. Twardowski mógłby inaczej postępować, któż wątpi; lecz z dru- 
giej strony uważając Nowosilcowa za przyjaciela Czartoryskiego, sądził, 
że postępuje dobrze. Wszystkie czynności rektora były znane kuratorowi 
z urzędowych raportów i aprobowane przez niego — jak się dowiadu- 
jemy o tem z sekretnej korespondencyi kuratora. Powtóre, Twardowski 
niedoświadczony urzędnik, przeląkł się niezmiernie, dowiedziawszy się, 
że Nowosilcow ma nieograniczone pełnomocnictwo. Miał on zbadać mię- 
dzy innemi stan Uniwersytetu i postąpić z nim według własnego uzna- 
nia — mógł go zatem utrzymać, ale mógł i zamknąć. Rzecz naturalna, 
że Twardowskiemu wiele zależało na tem, aby byt Uniwersytetu utrzy- 
mać; starał się tedy przenikać myśli senatora, usuwać z drogi to wszy- 
stko, coby mu się mogło nić podobać, lub dać powód do nowych ucie- 
miężeń. O tem tylko nie wiedział Twardowski, że Nowosilcow jest zrę- 
cznym, bardzo przebiegłym intrygantem, że ma cel jasno wytknięty, dla 
dopięcia którego nie było dla niego nic Świętego, ani dobrego, ani za- 
cnego; nie przeniknął jeszcze naówczas Twardowski, jakie zamiary ma 
pełnomocnik w. księcia, jakie są drogi, któremi dąży; jakie środki, któ- 
rymi się posługuje. Nowosilcow utrzymywał i w nader dobitnych wyra- 
zach twierdził, że bardzo zły i najgorszy duch panuje między uczniami 
Uniwersytetu i szkół jego wydziału, że duchem tym powodują osoby 
nie dające się wykryć, a przez to więcej jeszcze niebezpieczne, że wre- 
szcie z tego powodu Uniwersytet tak jest zły, iż równie złego znaleść 
nie można; a więc w celu zapobieżenia złemu należałoby ten Uniwer- 
sytet i szkoły jemu podległe zamknąć i znieść, a natomiast nowe insty- 
tuty otworzyć. Jaka szkoda, że nie był wówczas rektorem Śniadecki, 
umiałby on z panem senatorem pomówić, nie roniąc swej godności. 
Twardowski w dobrej wierze sądził, przynajmniej w tym duchu przyta- 
czając powyższe zdanie Nowosilcowa, donosi kuratorowi, że Nowosilcow 
tak mówił jedynie dlatego, aby Uniwersytet z większą troskliwością 
starał się spełniać swe obowiązki. Czy książę kurator podzielał optymi- 
styczne zapatrywania rektora na Nowosilcowa i nie dostrzegł, że się 
rektor łudził; czy też mając bliższe jakieś informacye przyszedł do prze- 


2 „86 = 


konania, że wszystko jest stracone — nie wiem, bo w korespondencyi 
ks. kuratora nie znalazłem żadnego w tym wypadku objaśnienia. 

Kiedy Nowosilcow zdobył już niejakie wskazówki przez zeznanie 
Jankowskiego, zaczął rozwijać energiczną działalność. Rozpoczął od pa- 
raliżowania czynności kuratora i rektora, a gdy ten ostatni wymówił się 
od czynnego udziału w śledztwie, Nowosilcow żadnego z profesorów nie 
przyjął na członka komisyi śledczej. Wówczas Twardowskiemu otwo- 
rzyły się oczy, przekonał się, że rola jego skończona, bo dla dobra Uni- 
wersytetu, o które mu głównie chodziło, nic już zrobić nie może. Prze- 
konał się niestety, że Uniwersytet stanął na pochyłości i z siłą niepo- 
wstrzymaną dąży do upadku. Wreszcie po tem wszystkiem czego do- 
Świadczył, na co patrzył, nic innego mu nie pozostawało, jak, naśladując 
księcia kuratora — usunąć się. Dalsze bowiem przestawanie w towa- 
rzystwie Nowosilcowa mogłoby fatalnie zaciężyć na jego dobrem i niczem 
nieskalanem imieniu. Mimo tego wszystkiego nie możemy zupełnie 
uniewinnić Twardowskiego. Okazał się małodusznym, tchórzliwym; nie 
brał przykładu z rektora Śniadeckiego, który w r. 1812 w gorszych był 
od niego opałach, jednakże nie schylił głowy, ani opuścił korpusu, lecz 
wytrwał na stanowisku. Twardowski innego niż my był zdania, bo za- 
żądał dytmisyi; odmówiono mu jej — przesyłając natomiast order za 
gorliwą służbę. Order słusznie mu się należał, bo gorliwie pracował dla 
dobra powierzonej mu instytucyi, lecz otrzymany w takich warunkach, 
nie sprawiał mu przyjemności. Pomimo więc zachęty ministra, namów 
Nowosilcowa i innych wpływowych osobistości, zażądał najpierw urlopu, 
następnie powtórnie podał się do dymisyi i wyjechał do wioski rodzin- 
nej z niezłomnym zamiarem niepowracania do Wilna na to nieszczęsne 
stanowisko, które prócz goryczy i zawodów nic mu więcej nie dało. 

Nim się rozstaniemy z Twardowskim jako rektorem Uniwersytetu, 
winienem tu podnieść rzadką przenikliwość księcia kuratora w doborze 
ludzi, swoich najbliższych pomocników. W tak krótkim czasie rektoratu, 
tyle jednakże zrobił Twardowski, że byłby również znakomitym admi- 
nistratorem, jak jego poprzednicy; pozbyłby się z czasem owego serwi- 
lizmu, jaki cechował jego stosunki urzędowe najpierw z Rimskim Kor- 
sakowem, a później z Nowosilcowem. Twardowski w tak krótkim cza- 
sie swego pobytu w Wilnie własnoręcznie wygotował, jak autografy 
wskazują, projekty o dozorze, administracyi i policyi szkolnej; o urzą- 
dzeniu kancelaryi Uniwersytetu wileńskiego, cenzurze ksiąg, obowiązkach 
kasyera i ekonoma, komitetu szkolnego i t. d. i t. d. Jeżeli do tego do- 
damy obszerną korespondencyę, już to urzędową, już półurzędową; spe- 
cyalne studya o dobrach należących do Uniwersytetu — przekonamy 
się, że darmo pensyi nie pobierał. Właśnie Twardowski zajęty był ukła- 


daniem projektu o wykładzie nauk, kiedy został uwięziony. Miał więc 
zadatki na dobrego urzędnika i z pewnością przeprowadziłby reformę 
Uniwersytetu i szkół jemu podwładnych w duchu wskazówek ks. Czar- 
toryskiego, gdyby siły wyższe nie wstrzymały go w pół drogi. Otrzy- 
mawszy wreszcie uwolnienie, powrócił do dawnej, cichej pracy domowej, 
wśród której zaskoczyły go wypadki 1830 r. Gdy burza minęła, został 
obrany marszałkiem pińskim. Na tym urzędzie przebył trzy lata i zyskał 
ogólny szacunek za sumienne spełnianie obowiązków. Wówczas także 
wiele wpływać zaczął na to, aby młodzież nie siedziała bezczynnie w domu 
lub na opiece labusiów i bon zagranicznych, lecz aby studyowała nauki 
w zakładach publicznych. Rzecz naturalna, że mowa tu jest o dzieciach 
zamożniejszych ziemian. Co się tyczy młodzieży ubogiej, to otaczał ją 
jak i dawniej szczególniejszą swoją opieką. Własnym bowiem kosztem 
utrzymywał wielu uczniów w szkołach powiatowych, a zdolniejszych 
wysyłał do uniwersytetów. Załatwiwszy się z dziećmi, wziął się i do 
ojców. Jak wszędzie tak i w Pińszczyźnie była szlachta pod przeważnym 
wpływem żydowskim pod względem ekonomicznym; otóż Twardowski, 
aby ją wydobyć z pod tego wpływu i zwrócić umysły swoich współ- 
obywateli usuniętych od życia politycznego na pole pracy praktycznej, 
wprowadził w czyn myśl, z którą od dawna się nosił. Zawiązał spółkę 
zamożniejszych obywateli i otworzył dom handlowo-komisowy w Pińsku, 
którego zadaniem było załatwianie wszelkich stosunków z zagranicą. 
Przy tym domu urządził magazyn, w którym ziemianie mogli zaopa- 
trywać się we wszelkie potrzeby. Żydzi widząc, że działalność Twar- 
dowskiego podkopuje najżywotniejsze ich interesy, starali się wszelkimi 
sposobami o jej sparaliżowanie. Ówczesne okoliczności bardzo im były 
na rękę, skwapliwie z nich skorzystali i dopięli celu. Twardowski oskar- 
żony o stosunki z emigrantami, w liczbie których byli dwaj stryjeczni 
bracia żony, Józef i Izydor Mikulscy i Michał Wołłowicz — został are- 
sztowany. Teńże los spotkał i kilku pomocników jego z domu komi- 
sowo-handlowego. Handel w takich warunkach nie mógł istnieć, ale 
Twardowski nie stracił energii i mimo strat możeby utrwalił swe dzieło, 
gdyby nie ciężka choroba i Śmierć przedwczesna. W r. 1839 paraliżem 
tknięty, zakończył życie w dniu. 2 czerwca 1840 r. pozostawiając troje 
dzieci, dwóch synów i córkę. Pochowany na cmentarzu w Ochowie w po- 
wiecie pińskim. O jednej z jego prac mówiliśmy wyżej (1002). 

Pelikan Wacław (1826—1831). Wielokrotnie zaznaczyliśmy 
powyżej wielkie zasługi Pelikana jako profesora chirurgii w Wilnie i po- 
daliśmy prace jego naukowe (1427, 1830, 1836—1840, 1847, 1848, 
1854, 1914); pozostaje nam do powiedzenia w kilku słowach, jakim był 
człowiekiem, jakim rektorem, .oraz przebieg jego Życia. 


sz SAO = 


Urodził się dnia 11 września 1790 roku w Słonimie, w gub. gro- 
dzieńskiej. Ojciec jego był muzykantem w orkiestrze u księcia Ogiń- 
skiego. Podobno był z pochodzenia żydem, jak zapewnia Zmiejew '); 
w zbiorze autografów mam kilka listów Pelikana z pieczęciami herbo- 
wemi »Pelikan«c. Po ukończeniu miejscowego gimnazyum w r. 1807 
przybył do Wilna i zaczął studyować nauki przyrodnicze. Zamieszkał 
u ówczesnego inspektora gubernialnego Eneholma; a gdy Eneholm zo- 
stał inspektorem akademii petersburskiej medyko-chirurgicznej, pociągnął 
za sobą i Pelikana. W Petersburgu więc, na koszcie skarbowym, studyo- 
wał medycynę i wkrótce zwrócił na siebie uwagę wielką pracowitością 
i niezwykłemi zdolnościami. W r. 1813 otrzymał złoty medal i stopień 
lekarza I klasy. Pozostawiony został przy akademii jako subinspektor 
studentów i pełniący obowiązki adjunkta na katedrze chirurgii teorety- 
cznej i kliniki, które zajmował prof. Busch. Ta chwila zadecydowała 
o jego przyszłości. Poświęcił się chirurgii. Aby dopiąć ostatecznego celu, 
przedstawił konferencyi rozprawę z prośbą o pozwolenie obronienia jej 
na stopień doktora medycyny. Konferencya poruczyła tę rozprawę do 
przejrzenia Eneholmowi, prof. Buschowi i prof. Zuczicowi. Opinia, jaką 
wydali, była bardzo korzystną dla doktoranda i wydrukowaną została p. t.: 

3349. Diss. med. chir. inauguralis de aneurysmata, quam i t d. 
Petropoli, 1816. 

Ponieważ był chorym, więc nie broniąc rozprawy, został za pozwo- 
leniem ministra promowany na doktora medycyny i chirurgii. Aby otrzy- 
mać potwierdzenie na adjunkta, wypowiedział próbną lekcyę d. 23 wrze- 
Śnia 1816 r. na zadany temat. Powyższa lekcya zrobiła wielkie wraże- 
nie, jak pisze Adamowicz *, i 21 grudnia 1816 roku został adjunktem. 
W tym czasie umarł nagle w Wilnie prof. Niszkowski; Pelikan na 
pierwszą o tem wiadomość, przesłał swoją próbną lekcyę w tłómaczeniu 
polskiem do Wilna. Prof. Lobenwein i rektor Malewski, otrzymawszy 
zachęcającą odezwę od wydziału lekarskiego, przedstawili Pelikana księ- 
ciu Czartoryskiemu na profesora zwyczajnego chirurgii. Minister przed- 
stawienie kuratora zatwierdził w dniu 5 maja 1817 roku. Stanisław Bo- 
nifacy Jundziłł w taki sposób opisuje przybycie Pelikana do Wilna 
1 dalszy jego pobyt: »Odkrywały się w nim na wstępie niepowścią- 
gniona skłonność do zbytków, rujnująca w wydatkach niegospodarność, 
zawsze niesławna, a w pulicznym nauczycielu haniebna, psotliwych chuci 
niewstrzemięźliwość. Skutkiem pierwszej namiętności były nieprzerwane 


1) Słowar wraczej połuczywszych stiepień doktora medycyny i chirurgii, w Im- 
peratorskom Moskowskom Uniwersytetie. Petersburg, 1885, na str. 41. 
2) Protokół Towarz. lek. wileńs. 1873, N. 8. 


i całonocne prawie kosterstwa i dokuczający niedostatek. Przybywając 
do Wilna przywiózł on ze stolicy Elżbietę z Wasiljewów Protopopową, 
żonę majora wojsk rosyjskich. Głośne były jego z wielu innemi nieczu- 
łemi na honor i sumienie niewiastami psoty. 21 października 1824 r. 
zastępcą rektora mianowany został. Przed rokiem 1825 odkryto w Pe- 
tersburgu rozgałęziony spisek. W niektórych szkołach, mianowicie w gi- 
mnazyum białostockiem i Świsłockiem okazały się między młodzieżą 
Ślady uczestnictwa w tym groźnym zamachu. Pelikan udał się pospie- 
sznie na miejsce do Śledzenia nadzwyczajnego tego wypadku, uwięził 
wielu podejrzanych uczniów i po ścisłych badaniach doniósł o wszyst- 
kiem wielkiemu księciu Konstantemu. Wskutek tego najwyższym uka- 
zem rektorem Uniwersytetu mianowany został. Fundusz naukowy trwo- 
nił się. Pelikan dom swój w stek szulerstwa zamienił. Zaprowadził się 
zwyczaj znoszenia kosztownych darów w każdą rocznicę imienin rektora, 
żony i familii jego. Przedajność łask i promocyi w Uniwersytecie stała 
się zaraźliwą modą. Zaprowadzono we wszystkich szkołach tajemne, mo- 
ralność i obyczaje każące szpiegostwo. W Wilnie w r. 1829 odkryto 
związek trzech gimnazyalnych uczni. Ci małoletni po ścisłych badaniach 
i długiem więzieniu i cielesnej chłoście, do szeregowej służby w armii 
kaukazkiej skazani zostali. Dwaj niecni donoscy otrzymali ohydną, zbyt 
wcześnie skażonej moralności nagrodę. Cała publiczność miała Pelikana 
w nienawiści i otwarcie nim gardziła. Zagęściły się paszkwilne, napisy 
na Ścianach co noc prawie, bezprzykładną prawie praktyką wybijano 
okna i t. d., tak dalece, iż nie widząc się bezpiecznym we własnem mie- 
szkaniu, wojenną strażą otoczyć się musiał, Przyszedł rok 1831. Pelikan 
20 maja o godzinie 3 z północy, przy eskorcie Kirgizów, oraz licznej 
szpiegów i najpodlejszych służalców zgrai do Petersburga wyjechał. Wo- 
len od dręczącej bojaźni, d. 1o lipca do Wilna powrócił, obity kijem na 
ulicy obtnierził sobie dalszy pobyt w Wilnie i 20 października do Pe- 
tersburga bezpowrotnie udał się !)c. 

Niepodobna jest w tak niewielu słowach dokładniej skreślić obraz 
człowieka, którego los postawił na czele korpusu wychowującego mło- 
dzież litewską. Moglibyśmy na tym portrecie poprzestać, gdyż nie wiele 
co więcej mamy do nadmienienia. Że zaś prof. Jundziłł kreśląc powyższą 
monografię, miał na widoku moralną tylko stronę człowieka, musimy 
dopełnić ją kilku faktami z życia jego służbowego na stanowisku rektora 
Uniwersytetu. W styczniu 1824 r. zatwierdzony został na prefekta insty- 
tutu młodzieży kształcącej się kosztem rządu na wydziale lekarskim, 
a 15 czerwca t. r. mianowany dziekanem wydziału lekarskiego. Nowo- 


1), Obrazy litewskie ze wspomnień tułacza Sobarri. Poznań, 1874. 127 — 155. 


silcow traktował z góry Pelikana, i wogóle do siebie zbliżać się nie 
pozwalał. Bolało go to niezmiernie, gdyż jako prefekt instytutu drżał 
o to stanowisko, szczególniej, że wielu ze studentów medycyny należało 
do Filaretów. Więc mimo nieprzyjaznego usposobienia, z obowiązku słu- 
żby miewał stosunki z Nowosilcowem. Szczęściem dla Pelikana, był przy 
Nowosilcowie sławny łobuz Bajkow, jenerałem nazywany, gdyż miał 
rangę rzeczywistego radcy stanu. Bajkow był obowiązany Pelikanowi, 
gdyż ten go leczył, a chociaż to leczenie pozbawiło Bajkowa możności 
urządzenia ogniska domowego — był mu przyjaznym !). Za pośredni- 
ctwem tedy Bajkowa, trafił Pelikan do Nowosilcowa i tak umiał za- 
skarbić sobie łaski że odtąd życie jego układać się zaczęło według myśli 
i najśmielszych projektów. Pelikan przekonawszy się, że postępowanie 
Twardowskiego względem Nowosilcowa nie było szczerem i mogło za- 
szkodzić Uniwersytetowi — postanowił ratować Uniwersytet (!) stając się 
jednym z najwierniejszych i najwięcej oddanych |lokai. Jako Środek 
ratunku, przedstawił Nowosilcowowi projekt, aby burzliwe żywioły usu- 
nąć z Uniwersytetu, a wówczas łatwiej będzie pokierować mocno zardze- 
wiałą maszyną. Na liście owych zapisał Pelikan swych przyjaciół oso- 
bistych, Kazimierza Kontryma, Lelewela, Daniłowicza, Onacewicza i oboję- 
tnego w stosunkach dotychczasowych Bobrowskiego. Przekonywał Pelikan, 
że ci profesorowie i adjunkci, bratając się z młodzieżą, największą szkodę 
przynoszą powadze ciała nauczycielskiego. Nowosilcow na ten projekt 
zgodził się i stosowne przedstawienie zrobił. Gołuchowskiego nie po- 
mieszczono na tej liście, gdyż winy jego były zbyt widoczne, aby jeszcze 
wyszukiwać nowych. Postąpienie z dziekaństwem Lelewela, kiedy Pelikan 
występował w imieniu rektora Twardowskiego, nieobecnego dla choroby oczu 
na posiedzeniu, daje miarę, jakim już wówczas był Pelikan. Po usunięciu 
się Twardowskiego, Pelikan wybrany 20 października 1824 roku przez 
Nowosilcowa zastępcą rektora stanął na czele komitetu, którego zada- 
niem miało być wypracowanie nowej ustawy dla Uniwersytetu (24 listo- 
pada 1824 r.. W innej pracy wykazaliśmy, że Pelikan znalazłszy go- 
towe materyały po Twardowskim, rozkazał je przepisać, od siebie dodał 
tylko uwagę, że ówczesne podręczniki szkolne, z arytmetyki, gramatyki 
i t. p. nie odpowiadają intencyom rządu, więc muszą być na nowo uło- 
żone. Jakoż kreaturom swoim zalecił napisanie takich właśnie podręczni- 
ków i ustawa była gotową. Nowosilcow przedstawił ją, admirał Szy- 
szkow zatwierdził. Wynagrodzony też został za pracę orderem św. Anny 
z brylantami. Kiedy działalność Pelikana, jako urzędnika surowego, za- 
znaczała się coraz to wyraźniej, jak o tem i Jundziłł wspomina, miano- 


1) Bajkow, przez A. Kraków, 1890. 





WACŁAW PELIKAN 
REKTOR UNIWERSYTETU WILEŃSKIEGO. 


ZE ZBIORÓW WIL, TOW. LEKARSKIEGO, 
FOTOGR DR. W. ZAHORSKI. 





wany został bez żadnego wyboru stałym rektorem, a zatem na czas 
nieograniczony. W Uniwersytecie zaprowadził rygor wojskowy. Umuu- 
durował studentów i profesorów i tym ostatnim zalecił, żeby na lekcye 
bez munduru nie przybywali. Zaprowadził system szpiegostwa, który 
bardzo zachwala nauczyciel szkoły realnej wileńskiej Szołkowicz, nieda- 
wno zmarły w Wilnie, gdyż mówi: »W r. 1828 w raporcie pod dniem 
13 maja Pelikan szczyci się, że przemienił Uniwersytet wileński na 
swoje podobieństwo«. » Nakoniec ciągłem mojem staraniem mogę wyrzec, 
że doszedłem do zupełnego przekształcenia uczącej się młodzieży; jeżeli 
między uczniami okaże się jaki źle myślący, taki natychmiast bywa de- 
nuncyowany i przekonany przez własnych kolegów«<. Przypominam sobie, 
że prof. Teodor Wierzbowski, robiąc poszukiwania w archiwum kuratora 
okręgu naukowego wileńskiego do życiorysu Mickiewicza, znalazł mię- 
dzy innemi korespondencyę: czy ze strony miejscowej administracyi 
niema przeszkód, aby Mickiewicz i jemu podobni powrócili do kraju. 
Administracya zwróciła się z zapytaniem do rektora, lecz Pelikan odpo- 
wiedział, że byłoby to największem nieszczęściem, gdyby powrót tej mło- 
dzieży nastąpił, gdyż wówczas jego starania, aby porządnie(!) zorgani- 
zować Uniwersytet, poszłyby na marne. Więc administracya nie chcąc 
przeszkadzać Pelikanowi w jego organizacyi, skazała Filaretów na dalsze 
tułactwo. | 

Jedyny dotychczas biograf Pelikana, profesor Adamowicz, zapatruje 
się na prawidła pelikanowskie, jako na bardzo zbawienne, bo duch nie- 
pokoju i fermentu dzięki im nie przeniknął z Zachodu do Wilna. Peli- 
kan, według Adamowicza, wszystkie siły wytężył, żeby wyłączyć Uni- 
wersytet od udziału w wypadkach politycznych i podtrzymać w nim 
porządek. Widzieliśmy powyżej, że Pelikan przeszło 1500 młodzieży are- 
sztował w Wilnie, nie pozwalając wyjeżdżać na święta. A tak był pewny, 
że słowo jego to zakon, iż nawet plakaty w tym celu ogłosił. Nie był 
jednakże tak przewidującym, jak mówił i pisał o sobie — kiedy tyle 
młodzieży w jednem miejscu zgromadził, ułatwiając im tym sposobem 
konspiracye i wyjście do obozu. Pelikan przebudował kościół uniwersy- 
tecki Św. Jana, co mu za wielką zasługę poczytuje Adamowicz, lecz nie 
dodaje, w jaki sposób tej przeróbki dokonał. Wyjaśnia to Homolicki, 
opowiadając o rabunku, jakiego się dopuścił Pelikan i jego służalcy 
z Mierzejewskim na czele. Kradli wszystko, a co uważali za mniej ko- 
sztowne, sprzedawali po cichu więcej dającemu; lecz czasami oszukiwali 
się i oni, bo Homolicki przywodzi jako przykład, że ramy szczerosrebrne 
z ołtarza, zaŚśniedziałe od starości, sprzedali żydowi za cztery złote !). 





1) »Na dziśe, II, 28, przypisek trzcei. 


Ile Pelikan ukradł pieniędzy uniwersyteckich, kupując folwark Za- 
meczek, niedaleko Wilna, dla urządzenia tam szkoły agronomicznej, 
mówi o tem bardzo ogólnikowo Jundziłł !). O owych podręcznikach 
i dziełach naukowych, o wydanie których starał się Pelikan, pisze Le- 
lewel *). Jak haniebnie postąpił Pelikan, organizując liceum krzemienie- 
ckie, to można dowiedzieć się o tem ze wzmianek Kaczkowskiego 5. 
Adamowicz pisze, że Pelikan wszystkiemi siłami starał się o to, aby 
Uniwersytet wileński był ogniskiem dla całego kraju. Dziwne, niby to 
Uniwersytet wileński musiał czekać na Pelikana, aby się stać ogniskiem. 
O tem staraniu się pisze i Lelewel *). 

Jakim był Pelikan, tośmy się dowiedzieli ze słów Jundziłła. Musiał 
i Frank, chociaż za rektoratu Twardowskiego opuścił Wilno na zawsze, 
dobrze opisać Pelikana w tomie piątym Pamiętników, kiedy ten tom 
Pelikan zniszczył; była to już ostatnia kradzież rzeczy publicznych przez 
Pelikana, bo Pamiętniki Franka są własnością wileńskiego Towarzystwa 
lekarskiego. Dopomógł mu do tej kradzieży jego apologista Adamowicz. 
Więc jakiś cień, ślad sumienia pozostał u Pelikana, kiedy mu chodziło 
o to, żeby potomkowie nie dowiedzieli się o tym piątym tomie, a wszy- 
scy utrzymywali, że Pelikan był bez czci, wiary i sumienia. Jedyną do- 
datnią czynnością Pelikana na urzędzie rektora był jubileusz dwieście- 
pięćdziesięcioletniej rocznicy założenia Uniwersytetu wileńskiego, i trzeba 
szczęścia, że takiej wielkiej uroczystości przewodniczył taki łajdak skoń- 
czony. Po zamknięciu Uniwersytetu osiedlił się w Petersburgu. Przyje- 
chał w roku 1832, aby otworzyć akademię medyko-chirurgiczną razem 
z Gromowym, a po instalacyi Kuczkowskiego opuścił Wilno, w któ- 
rego historyi imię Pelikana na zawsze będzie zapisane! Od roku 1838 
mieszkał w Moskwie, gdzie pozostawał na stanowisku naczelnego leka- 
rza szpitala wojskowego. W r. 1851 powrócił do Petersburga, powołany 
na prezydenta akademii medyko-chirurgicznej. W r. 1865 został preze- 
sem rady lekarskiej państwa i na tem stanowisku pozostał aż do 
śmierci. Umarł w 84 roku życia we własnej majętności Pelikany na 
Żmudzi d. g. czerwca 1873 roku. 


1) Pismo zbiorowe wileńskie 1859. 120. 

3) Lelewel. Polska, dzieje, rzeczy jej, wyd. z r. 1859, VII, 293, 299. 

3) Kaczkowski. Gwiazda, Nr. 2 str. 72; Nr. 3 str. 253. Wspomnienia. Iwów, 
1867, 2 tomy. 

4) Op. cit. 306. 


Wizytatorowie. 


Za czasów Akademii jezuickiej wizytował szkołę prowincyał lub 
osoba z jego ramienia i w jego imieniu działająca. Komisya edukacyjna 
również powołała do życia instytucyę wizytatorów. Wybierani oni byli 
przeważnie z » Towarzystwa do ksiąg elementarnych«, otrzymywali spe- 
cyalne instrukcye w każdem zdarzeniu, chociaż instrukcye ogólne prze- 
pisane były w »Ustawie dla stanu akademickiego«. Najgłośniejszym 
z wizytatorów Szkoły Głównej litewskiej był Józef Wybicki. Cesarski 
Uniwersytet w »Ogólnych postanowieniach« w punkcie 5 wyraźnie 
pisze o wizytatorach w ten sposób: » Dla corocznej wizyty gimnazyów 
i wszystkich powiatowych szkół w wydziale wileńskiego Uniwersytetu 
będą naznaczeni trzej lub czterej wizytatorowie, których Uniwersytet 
wybiera z liczby swoich aktualnych lub wysłużonych profesorów, lub 
też honorowych członków. Osoby wybrane na wizytatorów podają się 
przez kuratora do potwierdzenia ministrowi oŚświeceniac. Na zasadzie 
powyższego Uniwersytet na posiedzeniu rady wybrał za wizytatorów 
swoich członków honorowych: Tadeusza Czackiego starostę nowogrodz- 
kiego, Ksawerego Bohusza prałata wileńskiego, który ten urząd nieje- 
dnokrotnie już sprawował i członka petersburskiej akademii nauk Bazy- 
lego Sewergina — przepisał dla nich instrukcyę i takową wraz: ze spi- 
sem wizytatorów przesłał księciu kuratorowi. Kurator przy piśmie pod 
datą 29 kwietnia 1803 roku za Nr. 24 przedstawił ministrowi do za- 
twierdzenia. Hr. Zawadowski pod datą 5 maja t. r. za Nr. 227 zawia- 
damia ks. Czartoryskiego, że wybór wizytatorów zatwierdza, jak również 
i instrukcyę, którą znajduje tak wyborną, że ją okólnikiem zaleca wszyst- 
kim kuratorom do zastosowania się. Rzeczywiście, instrukcyę tę znajdujemy 
pod tąż datą 5 maja 1803 roku w »Sborniku Razporjażenij«, z niezna- 
czną modyfikacyą, przeznaczoną dla cesarstwa, gdzie były i szkoły ku- 
pieckie, jakich nie było w wydziale wileńskim: Oto jest ta instrukcya: 


»Cesarski wileński Uniwersytet, mając poruczone sobie w waż- 
nej sprawie oświecenia narodowego obowiązki śledzenia za wy- 
chowaniem młodzieży w szkołach publicznych jego wydziału, o ile 
uważa sobie za wielki zaszczyt to wysokie powołanie — o tyle 
również uważa za najpierwszy warunek i cel wszystkich swoich 
starań, aby wychowanie było i dobre i zasadnicze we wszystkich 
ośmiu guberniach, z tego względu należących do niego. W tym 
celu uznając coroczne wizyty szkół, przez członków jego dopełniane 
na zasadzie art. 17 » Tymczasowych prawideł narodowego oświe- 
cenia«<, za najpewniejszy środek dla najdokładniejszego wywiedze- 
nia się na miejscu o nauczaniu i porządku, o pilności i uzdolnie- 
niu nauczycieli o pilności i postępie uczniów i w ogóle o tem 


wszystkiem, co ułatwia lub przeszkadza rozszerzeniu oświaty na- 
rodowej, rozwojowi przystojności i uczciwości; wybrał z grona 
swego dla przyjęcia obowiązków wizytatorskich takich mężów, na 
nauce których i gorliwości najzupełniej polegając, życzy sobie, 
ażeby oni dla jednostajnego i najdokładniejszego wypełnienia po- 
ruczonej im wizyty kombinowali zalecenia, zawarte w poprzednich 
postanowieniach uniwersyteckich, w artykułach »wizyta« i »wizy- 
tacya szkół«, z niżej podanemi prawidłami, wyjętemi już to z cy- 
towanych postanowień, już też z wyjaśnień, podanych w zaleceniu 
Jego książęcej Mości kuratora Uniwersytetu: 

1. Panowie wizytatorowie powinni, o ile można, przyspieszyć 
swój wyjazd dla obejrzenia wyznaczonych im szkół. 2. Powinni 
prowadzić dokładny dziennik swych czynności lub protokół swych 
wizyt. 3. Wizyty ich obejmują wszystkie szkoły: gubernialne, po- 
wiatowe, utrzymywane przez zgromadzenia duchowne, kłasztorne, 
wszystkie konwikty, pensyonaty i w ogóle wszystkie prywatne 
naukowe zakłady. 4. Wizytator, przybywszy do szkoły, rozpoczyna 
swoją czynność od zebrania przełożonych i nauczycieli szkoły na 
posiedzenie, na którem przeczytawszy daną mu od Uniwersytetu 
instrukcyę, wchodzi z nimi w rozmowę ogólną o szkole i stanie 
nauk; przyczem rozpatruje dziennik posiedzeń i czynności tego 
zgromadzenia i podpisuje takowy. 5. Następnie konferuje z każdą 
osobą,. należącą do zgromadzenia nauczycielskiego; zadaje jej sto- 
sowne pytania, odnoszące się już to do porządku wewnętrznego, 
do wykładu nauk, do obowiązków każdego nauczyciela, a także 
do tego wszystkiego, co się odnosi do wizytowanej szkoły. 6. Wy- 
wiaduje się o naukowem usposobieniu i sprawowaniu się każdego 
nauczyciela, a także dozorców i uczniów; przyczem wnika, czy 
spełniają oni obowiązki chrześcijańskie, stosownie do swęgo wyzna- 
nia. 7. Wizytatorowie zwracają wszędzie uwagę na przepisy, jakich 
się szkoła trzyma; czy spełnia ona w zupełności zalecenia władzy. 
szkolnej, a jeżeli w czemkolwiek od nich się uchyla, to dla jakich 
powodów. 8. Wizytator każdy winien uważać za swój obowiązek, 
wyegzaminowanie uczniów z kursu nauk im wykładanych, z języ- 
ków, rysunków, kaligrafii i t. p.; powinien starannie obejść każdą 
klasę, baczną zwrócić uwagę na pilniejszych, decydować o uzdol- 
nieniu nauczyciela z jego zapytań, dawanych uczniom, jak również 
winien zanotować tych uczniów, którzy bystrością w odpowiedziach 
i postępem w nauce zwrócę jego uwagę. Również powinien śle- 
dzić za tem, czy odpowiedzi uczniów są prawidłowe, czy mają oni 
dokładne pojęcie o przedmiocie, z którego są egzaminowani, jak 
również, czy te odpowiedzi nie są wyuczone na pamięć. Dlatego 
też wizytator powinien sam dawać zapytania uczniom i stosownie 
do ich odpowiedzi decydować (o rzeczywistym ich postępie w nau- 
kach. Po każdym egzaminie zapisuje wizytator, jakie nauki w ja- 
kiej klasie są wykładane; jaka jest pilność uczniów lub wyjątkowa 
zdolność najpilniejszych, o tem wszystkiem wspomina w doniesie- 
niu swem Uniwersytetowi. Q. Najważniejszy obowiązek wizyta- 
tora polega na tem, aby się przekonał i rzetelną podał ocenę zdol- 


ności i pilności nauczycieli i przełożonych szkoły, w swojem do- 
niesieniu powinien zamieścić nazwiska zasługujących na uznanie 
już wskutek szczególniejszego utalentowania, już też dzięki gorli- 
wości w służbie publicznej i znakomitemu wypełnianiu powierzo- 
nych im obowiązków; powinien również i takich zanotować, któ- 
rzy się okażą mniej uzdolnionymi do spełnienia swoich obowiąz- 
ków, a zatem mniej pożytecznymi na zajmowanem przez nich 
stanowisku, a szczególniej na stanowisku, wyinagającem wysokiego 
uzdolnienia nauczycieli, dyrektorów gimnazyj, przełożonych szkół 
powiatowych; na miejsce mniej zdolnych winien przedstawić od- 
powiedniejszych. Ci zaś, którzyby się okazali nieodpowiednimi na 
zajmowanych dotychczas stanowiskach, mogą być użyci w przy- 
szłości na miejsca więcej odpowiednie ich uzdolnieniu. Oprócz 
tego wizytatorowie podczas wizyty szkół, utrzymywanych przez 
zgromadzenia duchowne, mają wnikać w usposobienie tych, któ- 
rym poruczone zostało wychowanie młodzieży, czy oni dokładnie 
rozumieją sami te nauki, które wykładają, gdzie się uczyli, czy 
znany jest im dobrze sposób nauczania i obchodzenia się z mło- 
dzieżą, czy nie są oni obciążeni innymi obowiązkami klasztornymi, 
któreby im przeszkadzały spełniać należycie obowiązki nauczyciel- 
skie, i czy wreszcie na to stanowisko nie są naznaczani bardzo 
młodzi ludzie, którzy nie mogli jeszcze nabyć potrzebnego do- 
świadczenia. A to dlatego, że zgromadzenia duchowne, które małą 
zwracają uwagę na odpowiedni wybór nauczycieli i przełożo- 
nych, mogą stracić prawo uczestniczenia w tej publicznej usłudze. 
io. Każdy nauczyciel powinien być zapytany, podług jakiego uczy 
podręcznika; a jeżeli według własnych notat, powinien je przed- 
stawić wizytatorowi, który je przejrzy i swoje uwagi poda w do- 
niesieniu. 11. Nauki nie mogą rozwijać się należycie bez potrze- 
bnej pomocy, dlatego wizytatorowie powinni wszędzie wnikać, czy 
są biblioteki, zbiory naturalne lub sztucznych wyrobów, instru- 
menty, maszyny, atlasy, modele itp. Zażądawszy spisu tych przed- 
miotów, podpisuje go; również nie powinien spuszczać z uwagi 
1 tego, czy w każdej szkole są książki elementarne, czy wypisy- 
wanie ich jest ułatwionem, a cena czy przystępną. 12. Mając 
opiekę nad inoralnem wychowaniem młodzieży, równocześnie na- 
leży się starać i o fizyczne, czyli naturalne wychowanie, a zatem 
o zachowanie zdrowia. Dlatego wizytatorowie powinni obejrzeć 
mieszkania, zbadać położenie miejscowości, a także i domów na 
szkołę przeznaczonych, czy są one dość obszerne, czy przyzwoicie 
urządzone sale do wykładów lekcyi, czy te sale są duże i odpo- 
wiednie do ilości uczniów, czy uczniowie mają w mieście wygodne 
i dostatnie kwatery, czy błisko od ich mieszkań jest w razie po- 
trzeby lekarz i apteka, czy przywóz środków żywności jest uła- 
twiony i czy te są sprzedawane po cenie umiarkowanej. 13. Zdolni 
i pilni domowi nauczyciele (dozorcy, korepetytorowie) wiele mogą 
wpłynąć na postępy uczących się, dzięki wielkim korzyściom, jakie 
z lekcyi pozyskują, a jakie są im w szkole wykładane. Dlatego 
wizytatorowie powinni wniknąć dokładnie w to wszystko, co się 


dotyczy tych nauczycieli: czy liczba ich przy szkole jest dostate- 
czną, czy Śledzą oni za tem, aby uczniowie okazywali winny sza- 
cunek nauczycielom i przełożonym, czy mają sami odpowiednie 
wiadomości, czy są dobrego sprawowania się, czy nie wychodzą 
z granic przy naznaczaniu kary uczniom, czy Śledzą za nimi pil- 
nie, czy powtarzają z nimi lekcye i ucząc dzieci, czy sami zajmują 
się nauką. 14. Uczniom i domowym nauczycielom powinni wy- 
jaśnić wizytatorowie, aby, jeżeli kto z nich ma jaką do niego 
prośbę, aby ją przełożył. 15. Jeżeli znajdują się przy szkole 
pensyonaty lub zakłady pod innem nazwiskiem, z funduszami 
dla wychowania młodzieży, w takim razie rozpatrzą wizytato- 
rowie, w jakim stanie są one utrzymywane, jaki jest dla nich 
fundusz, jakie wewnętrzne urządzenia, jakie użycie dochodów i ja- 
kie w nich wychowanie. W ogóle powinni wizytatorowie spraw- 
dzić wszystkie zapisy, przeznaczone na wychowanie, zbadać do- 
kładnie, co wydano i dla jakich powodów. Również do wizy- 
tatorów należy przekonać się, gdzie znajdują się pieniądze, zbie- 
rane przez zarządy miejskie na utrzymanie szkół powiatowych 
i czy wniesione zostały do Izby powszechnej opieki; gdzie znaj- 
dują się zapisy na wychowanie młodzieży, o tem wszystkiem nie 
zaniedbają donieść Uniwersytetowi z nadmienieniem, na jaki przed- 
miot wychowania przyznają je dostatecznymi. 16. Wizytatorowie 
baczną zwrócą uwagę na stan szkół rosyjskich, gdzie one są za- 
prowadzone pod nazwiskiem »narodowych« i podadzą swoje wnio- 
ski, w jaki 'sposób powinny być one nadal utrzymywane, aby 
korzyść przyniosły. 17. W razie, gdyby się okazały spory i skargi, 
postarają się wizytatorowie załatwić sprawę polubownie, ażeby we- 
wnętrzna niezgoda nie wpłynęła źle na wewnętrzny porządek 
szkolny i nie wywołała naśladownictwa. 18. Przed ukończeniem 
wizyty wizytator wzywa tych do siebie, z którymi ma do pomó- 
wienia na osobności, każdemu z nich udziela swych uwag, bgólne 
zaś rozporządzenie wnosi do specyalnie na to przeznaczonej księgi 
i takową podpisuje. 19. Najszczegółowiej wgląda wizytator, czy 
dopełniane są prywatne i publiczne egzamina z nauk i języków 
w czasie właściwym, kiedy i w jaki sposób ma miejsce otwarcie 
szkół, czy są wówczas mowy, czy takowe zapisane są w księgę 
szkolną, czy zbierają się osoby postronne w czasie uroczystego 
otwarcia szkoły i w czasie egzaminów, jak długo trwają wakacye, 
czy przerywane są wykłady lekcyi dla Świąt, czy jest obyczaj 
uwalniać wówczas uczniów do domów. . 20. Protokół wizyty z wy- 
jaśnieniem, co którego dnia od początku do końca wizyty robiono, 
powinien być zapisany w Dzienniku zebrań i podpisany przez 
wizytatora, z którego bierze on kopię, podpisaną przez przełożo- 
nego i wszystkich nauczycieli; przedstawia takową Uniwersytetowi 
po przybyciu przy swoim raporcie. 21. Wizytator, zasadzając się 
na artykułach danej mu instrukcyi i rezultatach swej wizyty, po- 
winien napisać tyle raportów, ile szkół obejrzał, i w nich szcze- 
gółowo wyjaśnić stan każdej szkoły, z dołączeniem swych wnio- 
sków, według trzeciej formy dołączonych do prawideł szkolnych, 


a 
poczem przesyła takowe Uniwersytetowi, który po otrzymaniu 
wszystkich doniesień przedstawi raport ogólny kuratorowi. 22. Wi- 
zytatorowie powinni w każdej szkole przez siebie wizytowanej, 
zapisać tych uczniów, którzy pragną wejść do seminaryum nau- 
czycielkiego, które zostało wznowione na zasadzie Najwyższego 
pozwolenia, jako instytucya potrzebna; z tem jednakże zastrze- 
żeniem, aby owi kandydaci skończyli nauki i przedstawili od swo- 
ich nauczycieli zaświadczenie o zdolnościach swoich i dobrem 
sprawowaniu się. 23. Wizytator powinien zachęcać nauczycieli, 
ażeby ci z nich, którzy mają jakie noty, zapiski, spostrzeżenia lub 
uwagi, czynione czy to nad książkami elementarnemi, czy nad nau- 
kami w ogóle, ażeby te wręczyli wizytatorowi, lub je przedstawili 
do rady uniwersyteckiej. 24. Wizytatorowie w czasie wizyt szcze- 
gólną winni zwrócić uwagę na szkoły parafialne i postarać się 
o wiadomości odnośnie do zaprowadzonych dotychczas, i o konie- 
cznych środkach, ażeby te szkoły zaprowadzić w tych miejscowo- 
ściach, gdzie ich dotychczas nie ma; a osobliwie tam, gdzie znaj- 
dują się szlacheckie zaścianki (okolica szlachecka), zachęcając 
szlachtę okoliczną, ażeby przyjmowała konieczne środki, celem wy- 
kształcenia swych dzieci, podług programu zaleconego dla szkół 
parafialnych, przekonywując równocześnie szlachtę, że jeżeli samo 
pochodzenie obowiązuje ich służyć ojczyźnie, to tymbardziej po- 
winni starać się o to, aby się przygotowali do służenia społeczeń- 
stwu jak najużyteczniejszego. 25. Wizytatorowie przyłożą swoje 
staranie, ażeby skłonić bogatszych obywateli do dopomagania naj- 
szlachetniejszym zamiarom rządu odnośnie do wychowania mło- 
dzieży, ażeby ci obywatele wszelkich użyli możebnych środków 
i dopomogli do rozszerzania się oświecenia narodowego; już to 
przez zaprowadzenie przy Uniwersytecie nowego a pełnego kursu 
nauk potrzebnego w państwie, już przez powiększenie funduszów 
ze składek dobrowolnych dla utrzymania profesorów i nauczycieli, 
lub też wreszcie przez utrzymywanie na swym koszcie w Uniwer- 
sytecie lub w innych publicznych zakładach ubogiej młodzieży, 
która nie jest w stanie zaspokoić koniecznych w tym wypadku 
wydatków. 26. Wizytatorowie starać się także powinni, ażeby za- 
chęcać obywateli, proboszczów i zgromadzenia miejskie do zakła- 
dania szkół parafialnych, w których oprócz nauki czytania, pisa- 
nia, arytmetyki i katechizmu nauczają jeszcze nauki moralnej i ob- 
znajamiają, co to jest własność, jakie są przywiązane do niej obo- 
wiązki, ażeby w najludniejszej części narodu wyjaśnić najprostsze, 
najwierniejsze i jasne wiadomości odnośnie do rolnictwa i rzemiosł, 
jak również o sposobie użycia różnych w tych zajęciach narzędzi. 
27. Zrozumiałe wyjaśnienie takich prawideł nauczycielom szkół 
parafialnych będzie stanowić rzeczywiste zadanie wizytatorów; 
a Uniwersytet mając szczególny obowiązek starać się o wydosko- 
nalenie wychowania, w wydziale którego jest punktem środkowym, 
po otrzymaniu wiadomości o miejscowych warunkach, z przedsta- 
wionych przez wizytatorów doniesień, nie zaniedba podać swoich 


mę 


WRIWERSYTET WILEŃSKI. TOM UI. 7 


— 98 — 

© 
uwag i sposobów do osiągnięcia tego przedmiotu. 28. Również 
powinni się starać wizytatorowie o zaprowadzenie takich pensyo- 
natów i konwiktów, w którychby rodzice mogli pomieszczać swoje 
dzieci z tem przekonaniem, że one będą równocześnie korzystać 
z wykładanych im nauk w szkołach. W tym celu powinni wizy- 
tatorowie zachęcać odpowiednie osobistości do urządzenia takich 
zakładów, podając im najłatwiejsze do tego sposoby i zalecając, 
ażeby w takich pensyonatach zachowywany był nie tylko wzorowy 
porządek i pilny nadzór za nauczaniem, ale także, ażeby i to 
wszystko było zachowane, co się odnosi do moralności i dobrego 
sprawowania się. 

Wizytatorowie spełniając to wszystko, do czego się zobowią- 
zali, a mianowicie: podając Uniwersytetowi najdokładniejsze wia- 
domości o obecnym stanie szkół, wskazówki dalszego ich ulepsze- 
nia, urządzenia, udoskonalenia wychowania a zatem rozszerzenia 
oświecenia narodowego; wskazując środki, dążące do odkrycia naj- 
prostszych dróg dla rozszerzenia oświaty; nie mniej poznając sami 
ważność swej usługi dla współobywateli i ojczyzny i najświętszy 
obowiązek ku najmiłościwszemu rmionarsze, poczują w sercu swo- 
jem silniejsze pobudki, aby nie ograniczać się w pracach swoich 
li tylko na prawidłach, lecz wnikać najgorliwiej w to wszystko, 
na co miejscowe okoliczności, odnoszące się do tego przedmiotu, 
zwrócą na siebie baczną ich uwagęx. 


Większość wizytatorów w ciągu istnienia wileńskiego Uniwersy- 
tetu powoływaną była z grona czynnych profesorów, a przedewszystkiem 
emerytów i o nich w następnym rozdziale mówić będę; zdarzało się 
również, że czynności wizytatorskie powierzane były dyrektorom gimna- 
zyów, rzadko w ich gubernii, najczęściej w sąsiedniej. Wiemy, że jednym 
z głównych obowiązków dyrektora gimnazyum był nadzór nad wszyst- 
kiemi szkołami tej gubernii, w której był dyrektorem. Każdy z wizyta- 
torów otrzymywał rocznie tysiąc rubli wynagrodzenia; niektórzy wizyta- 
torowie, ludzie bogatsi, przeznaczali należne sobie wynagrodzenie na 
utrzymanie ubogiej młodzieży w Uniwersytecie, lub na potrzeby szkolne. 
W tomie pierwszym niniejszej pracy w rozdziale XI, gdzie mowa jest 
o wydatkach corocznych, podani są i wizytatorowie. Z tego więc źródła 
najłatwiej dowiedzieć się, w którym roku jakich wizytatorów powoływał 
Uniwersytet. 

Z szeregu wizytatorów, powoływanych z grona członków honoro- 
wych Uniwersytetu, a zatem nie należących ściśle do ciała nauczającego, 
najgłośniejszym, najzasłużeńszym był Tadeusz Czacki. 

Zasługi Czackiego są niespożyte i dlatego powiemy kilka słów 
o jego życiu, zwracając przeważnie uwagę na jego czyny wizytatorskie. 
Od obszerniejszej wzmianki uwalnia nas ta okoliczność, że Czaącki, jako 
założyciel szkoły krzemienieckiej, której to szkole w niniejszyin zbiorze 


ma być poświęcona specyalna monografia, o czem już wzmiankowaliśmy 
w tomie I na str. 269 — znajdzie należytą ocenę, jako działacz społeczny 
1 wielce dla kraju zasłużony obywatel. Prócz tego Piotr Chmielowski po- 
dał już wyczerpującą monografię, w której wykazał te wielkie zasługi 1). 

Czacki Tadeusz urodził się w Porycku, na Wołyniu, dnia 28 
sierpnia 1765 r. z ojca Feliksa, podczaszego koronnego i Katarzyny 
Małachowskiej. Pierwszym nauczycielem jego był Jezuita, ks. Faustyn 
Grodzicki, który Czackiego zaprawił do języka i literatury łacińskiej; 
Marcin Gerber udzielał mu języka niemieckiego. Od dziecinnych lat 
okazywał niekłamaną i niezwykłą w tym wieku troskliwość o wycho- 
wanie i wykształcenie dzieci ubogich. Miał bowiem zaledwie lat 12, gdy 
za własne pieniądze utrzymywał nauczyciela szkółki wiejskiej. W roku 
1784 został członkiem sądów zadwornych i mieszkając w Warszawie, bar- 
dzo pilnie a gorliwie uzupełniał swoje wiadomości, pracując w bibliotece 
Załuskich. W r. 1786 został wybranym przez sejm na członka Komisyi 
skarbowej. Na tem stanowisku przetrwał do r. 1792, położywszy duże 
zasługi dla społeczeństwa. W pracach sejmu czteroletniego nie wielki 
przyjmował udział, nie należąc z przekonania do »stronnictwa patryo- 
tycznego«<, nie sympatyzował z działalnością wielkiego sejmu, nie był 
więc i zwolennikiem konstytucyi 3-go inaja, chociaż wykonał przysięgę 
na tę konstytucyę. Przysiędze tej pozostał wiernym, a gdy Targowica 
zapanowała, usunął się z urzędu i został prywatnym człowiekiem. 
W tym czasie zawarł związki małżeńskie z Barbarą Dembińską i zaj- 
mował się badaniami dziejowemi i gromadzeniem księgozbioru. Czy 
przyjmował udział i jaki w powstaniu kościuszkowskiem, biografowie 
nie wyjaśniają, natomiast pewnem jest, że rząd rosyjski skonfiskował jego 
majątki, które powrócono mu dopiero za panowania cesarza Pawła. Wów- 
czas to zaczyna występować Czacki jako działacz społeczny. Wybrany przez 
szlachtę kijowską jako jej delegat do Moskwy na koronacyę cesarza Pawła, 
przedstawia tam niektóre dezyderata, w części uwzględnione przez rząd. 

Bardzo jest czynnym członkiem założycielem » Towarzystwa przy- 
jaciół nauk« w Warszawie, » Towarzystwa handlowego«, w którego or- 
ganie, »Dziennik handlowy«, poinieszcza ważne rozprawy o handlu pol- 
skim z obcymi krajami. Występuje wreszcie jako autor głośnego dzieła: 
»O litewskich i polskich prawach», które ogłasza w Warszawie w roku 
1800, a które do dziś dnia jest niezmiernie bogatą kopalnią dla pracu- 
jących na polu historyi, prawa, handlu, przemysłu itd. Gdy utworzono 
okrąg naukowy wileński, Czacki powołany został na wizytatora szkół 





,) Piotr Chmielowski. Tadeusz Czacki, jego życie i działalność wychowawcza. 
Zarys biograficzny. Petersburg. Grendyszyński, 1898. 8', str. 1—119. 


at 
4 


2532644 


Si IOO — 


trzech gubernii: wołyńskiej, kijowskiej i podolskiej. Jakkolwiek wizyta- 
torowie zmieniali się corocznie, Czacki pozostał na swojem stanowisku 
aż do śmierci. Pozyskanie takiego Czackiego było wielce doniosłem 
wydarzeniem dla rozwoju szkolnictwa w tych prowincyach według »Za- 
sad powszechnego oświecenia«. Oprócz instrukcyi, którąśmy tylko co 
przywiedli, Czacki otrzymał do niej skromny dodatek: »caelera acitzt- 
łałi pozostawia się«. Korzysta więc z tego Czacki i szeroko rozwija 
agitacyę, aby w myśl rządu skłonić wszystkich obywateli, a szczegól- 
niej bogatszych do ofiar na rzecz oświaty. Już w dniu 1o lipca 1803 
roku pisze ks. kurator za Nr. 61 do ministra hr. Zawadowskiego, pro- 
sząc go, aby zechciał przyjąć prośbę Czackiego, odnośnie listów reko- 
mendacyjnych do różnych wybitnych Rosyan, przebywających w grani- 
cach trzech gubernii, iżby ci nie tylko nie przeszkadzali Czackiemu, ale 
owszem gorliwie popierali w jego czynnościach wizytatorskich. Minister 
chętnie się zgadza i pisze listy do gubernatorów, marszałków gubernial- 
nych, a także do metropolity kijowskiego, do archirejów podolskiego 
i wołyńskiego i załącza kopie tych listów. Co się zaś tyczy duchowień- 
stwa rzymsko-katolickiego, radzi minister ks. Czartoryskiemu, aby od 
siebie pisał do nich, prosząc o poparcie dla Czackiego. Z dalszego ciągu 
korespondencyi, którą ż» cxlenso podały » Materiały dla istorii proświe- 
szczenija w Rosyi« (II. 220), dowiadujemy się, że wszyscy ci panowie 
Rosyanie wyrażają się z wielkiemi pochwałami o zabiegliwości Czackiego, 
odnośnie do urządzenia szkół i zarazem zawiadamiają ministra, że z naj- 
większą gorliwością będą popierali Czackiego, ilekroć razy zajdzie tego 
potrzeba. A roboty było wiele, bo, jak się dowiadujeny ze sprawozdań 
wizytatorskich Czackiego, konwikty wyglądały jak kordegardy, a wiele 
szkół było »istnym przybytkiem nędzy, składem głupstwa« itd. Jak te ro- 
boty przeprowadzał, ażeby zreformować szkoły, dowiedzieć się o tem mo- 
żemy z korespondencyi Kołłątaja, o której tylekrotnie już wspominaliśmy, 
z dzieła Karola Sienkiewicza »Skarbiec historyi polskieje (4 tomy, Pa- 
ryż 1839—1842) i z własnych pism Czackiego. Główny nacisk kładł 
Czacki na to, aby wykład nauk był w języku polskim już to dlatego, 
że taka była wola cesarza, wyrażona w ustawach, a powtóre, że jak 
powiada Czacki: »gdziekolwiek nauki dawane były w obcym języku, 
tam zawsze mała bardzo liczba ludzi korzystała z ich światła, a cała 
masa ludu była podobnie barbarzyńska, jak i ich mowa; gdziekolwiek 
nauki dawane były w ojczystej mowie, tam oświecenie zastąpiło barba- 
rzyństwo, a mowa ojczysta stawała się prawdziwie mową uczonąc !). 


1) Na te poglądy Czackiego, odnośnie do języka wykładowego, zwracaliśmy 
już uwagę powyżej, mówiąc o gimnazyum kijowskiem. Ob. tom I. na str. 243. 


= IOI R 


Z jego rozprawy: »O stanie jeneralnym oświecenia gubernii wo- 
łyńskiej i o środkach urządzenia i upowszechnienia nauki«, dowiadu- 
jemy się, co znalazł Czacki, a co należało zrobić. Przedewszystkiem, 
powołał wszystkie stany do współdziałania w zamiarach rządu, więc 
oprócz ofiar jednorazowych na urządzenie szkół i rozszerzenie oświaty, 
złożonych przez osoby pojedyncze — Aleksander hr. Chodkiewicz, San- 
guszko, senator Iliński, Czartoryski — skłonił współobywateli do po- 
wszechnych składek. Ofiarę tę uchwalono na zjeździe ogólnym pod 
przewodnictwem marszałka gubernialnego hr. Worcella. Zaczepił Czacki 
i księży i przy czynnymi współudziale biskupa łuckiego, ks. Cieciszow- 
skiego, dobił się od nich dziesiątego grosza od dochodów; takiż zjazd 
miał miejsce i w dyecezyi kamienieckiej, gdzie ks, biskup Mackiewicz 
czynnie dopomagał Czackiemu. 

Ta działalność wizytatorska Czackiego nie zawsze znajdowała uzna- 
nie w Wilnie, z raportów bowiem wizytatora Uniwersytet łatwy wy- 
prowadzał wniosek, że wizytator umieszcza między wierszami myśli, 
może mimowiedzy dążące do emancypacyi, uchylającej się od zależ- 
ności od Uniwersytetu. O ile więc Uniwersytet ze swoim rektoretn, 
ks. Strojnowskim na czele, z najwyższem uznaniem odzywa się o gor- 
liwości wizytatora odnośnie do rozwoju szkół i zbierania funduszów na 
ich utrzymanie, o tyle hamuje jego reformatorskie zapędy, aby nie po- 
zbawić siebie przewodnictwa, zapewnionego mu ustawą. Dla tej przy- 
czyny przeróżne projekta Czackiego długo czekały na potwierdzenie Uni- 
wersytetu. Aby sprawę wyjaśnić na miejscu, udaje się Czacki do Wilna, 
gdzie z entuzyazmem zostaje przyjęty przez Uniwersytet. Plany jego 
na nowo rozpatrzone nieznacznym tylko uległy modyfikacyom i poszły 
pod zatwierdzenie. Rzecz naturalna, że te i inne czynności Czackiego 
były niejednokrotnie powodem wielkich przykrości, jakie na niego spa- 
dały z różnych stron, najczęściej były one nie zasłużone. Książe kurator 
radził Czackiemu, ażeby wszelkie zobowiązania obywateli dokonywane 
były według form, wymaganych przez prawo, lecz Czacki nie zwracał 
uwagi na dobre rady, polegając raczej na słowie obywatelskiem. To 
go, niestety, zawodziło, a poważna lista ofiar na cele szkolnictwa w rze- 
czywistości skromniej się przedstawiała, niż na papierze, stąd trudności 
w ułożeniu budżetu, stąd narażanie własnego majątku, żeby szkoła nie 
cierpiała na tym zawodzie, jaki spotkał Czackiego od jego współobywa- 
teli; stąd wreszcie wzięły początek owe oszczerstwa, przeciwko którym 
musiał się bronić, jak o tem poniżej jeszcze mówić będziemy. Oprócz 
strat materyalnych, doświadczył wielkich cierpień moralnych. Było to 
w r. 1807. Czacki zbierał jak i dawniej sejmiki szlacheckie, ażeby za- 
chęcić zebranych dó ofiarności publicznej na szkoły. Ktoś doniósł, że 


== IŻ == 


te sejmiki są charakteru politycznego, że Czacki stanął na czele partyi, 
dążącej do oderwania się od Rosyi a przyłączenia się do Świeżo utwo- 
rzonego księstwa warszawskiego. Ówczesny kijowski gubernator wojenny 
Goleniszczew-Kutuzow aresztował Czackiego, gdy przybył na kontrakty 
do Kijowa, ale aresztował honorowo, gdyż radził mu, aby się oddalił 
do Charkowa pod pozorem zwiedzenia tamtejszego Uniwersytetu, gdyż 
w tych czasach niespokojnych osobistość jego zanadto zwraca na siebie 
powszechną uwagę, Czacki dany sobie rozkaz spełnił, udał się do Char- 
kowa, a stamtąd napisał list do cesarza Aleksandra, żądając sprawiedli- 
wości. Z Charkowa udał się na rozkaz cesarza do Petersburga pod 
strażą, gdzie poddany szczegółowemu śŚledztwu łatwo wykazał swą nie- 
winność. Cesarz Aleksander, który dotychczas otaczał życzliwością za- 
służonego dla społeczeństwa męża, był zadowolonym z wyniku śledz- 
twa, czego najwymowniejszym dowodem jest następujący reskrypt cesar- 
sarski pod datą 3 Sierpnia 1807 roku: 


» Mości Czacki! Wszedłszy w usprawiedliwienie WPana, po- 
stanowiłem zniszczyć sprawę z okoliczności czasowych tylko wy- 
nikłą, która tak dla WPana, jako i dla mnie była nieprzyjemną, 
bo znakomite zasługi WPana w rozszerzeniu narodowego oświe- 
cenia zjednały mu względy i ufność Moją, które ani się zachwiały, 
ani zachwieją. Upewnienia moje w tej mierze ponawiając, zostaję 
w przyjemnej nadziei, że w tymże samym zawodzie, w którym 
czyny WPana stały się tak sławnemi, przez nową pracę pomno- 
żysz pożytki dla kraju, a dla siebie wdzięczność szczerze ży- 
czliwego 

Aleksander. 


Że rehabilitacya była zupełną, przekonywa przedewszystkiem re- 
skrypt cesarski, jak również i ta okoliczność, że postanowiono wynagro- 
dzić człowieka za doznaną krzywdę, mianując go senatorem państwa 
i kawalerem orderu. Gdy się o tem dowiedział Czacki od Nowosilcowa, 
członka owej komisyi Śledczej, zaczął prosić jak o najwyższą łaskę, aby 
go nie rehabilitowano w ten sposób — na co się zgodzono, natomiast 
Czacki pozyskał ukaz cesarski 31 sierpnia 1807 roku o szkołach para- 
fialnych tak miejskich, jak i wiejskich, oddanych pod bezpośredni nad- 
zór księży i opiekę obywateli !). Plan tych szkół napisał właściwie Koł- 
łątajj a zmodyfikował go Czaącki z krzywdą dzieci włościańskich, któ- 
rych naukę ograniczył, wprowadził natomiast do szkoły dzieci ubogiej 
szlachty, o czem w planie Kołłątaja głucho. Mówiąc o zasługach Cza- 
ckiego, jako wizytatora szkół wydziału wileńskiego, nie podobna nie 


:) Sbornik postanowlenji, I. 500—519. 


zwrócić uwagi na fakt wielkiej doniosłości, tnianowicie na urządzenie 
komisyi sądowej edukacyjnej. Jużeśmy mówili poprzednio o tej komisyi, 
tu należy nam wyjaśnić, że Czacki, który był inicyatorem i zarazem 
głównym działaczem, gdyż zastępując wówczas kuratora, on wyjednał 
ukaz cesarski z 21 grudnia 1807 roku, ustanawiający komisye — nie- 
jedną stoczył walkę z rektorem Śniadeckim w sprawie formy ubezpie- 
czenia dóbr funduszowych edukacyjnych. Było to starcie się opinii 
dwóch znakomitych mężów, dążących do jednego celu, lecz różnemi 
drogami. Czacki projektował, aby dobra jezuickie zamienić na sumy 
kapitalne i od tych sum przeznaczyć na zawsze szósty procent. Ponie- 
waż dóbr już nie będzie, a zatem wszystkie lustracye, rewizye nie będą 
potrzebne. Wreszcie ewikcye, zapewniające dobry stan dóbr pojezuickich, 
a oparte na dobrach dziedzicznych, również skasować, i nakoniec na- 
leży pozwolić posesorom dóbr pojezuickich, ażeby uwolnili swe dobra 
od sum funduszowych, powiększywszy te swmny 0 czwartą część czyli 
25 procent. Śniadecki zaś był za tem, aby te dobra utrzymać i na 
zawsze obwarować przy nazwisku i naturze dóbr funduszowych eduka- 
cyjnych. Widzieliśmy, że oba zdania, tak Śniadeckiego jak i Czackiego, 
zostały uwzględnione w ukazie cesarskim !). Jednakże od tej daty na- 
stąpiło pewne oziębienie w stosunkach prywatnych, o czem szeroko 
a dokładnie rozpisuje się Baliński *. Głównym jednakże powodem sporu 
pomiędzy rektorem a wizytatorem była szkoła krzemieniecka, o czem 
szerzej będzie miał możność wspomnieć piszący dzieje tej szkoły. 
Mimo całej bezinteresowności Czackiego, posuniętej aż do zapo- 
mnienia o przyszłości swej rodziny, mimo niezwykłego poświęcenia się 
dla sprawy publicznej, nie uniknął Czacki zarzutów, jakoby funduszów 
edukacyjnych używał niewłaściwie. Marszałek gubernialny, Alojzy Go- 
styński, powodowany osobistą niechęcią do Czackiego, bez wytchnienia, 
lecz pokątnie szarpał dobre imię Czackiego. Gdy to mało skutkowało, 
rzucał podejrzenie, że działalność wizytatora nie jest patryotyczną, bo 
w złem Świetle przedstawia naszą przeszłość. Czacki bowiem krzywdzi 
naród, krzywdzi przodków. W mowach swoich ogłasza ciągle potrzebę 
oświaty, jak gdyby dotąd była tu ciemnota, jak gdyby ojcowie nasi 
byli głupcami. Mimo tego Czacki cieszył się ogólnem poważaniem. Go- 
styński, aby ostatecznie zgubić Czackiego, oskarża go tajnie przed cesa- 
rzem, że lekcye w Krzemieńcu są źle udzielane, że miejsce na gimna- 


1) Usunięcie z ukazu zastrzeżonej konstytucyą 1775 roku ewikcyi, co tak fa- 
talnie zaciężyło na majątku edukacyjnym i stało się powodem upadku komisyi SĄ- 
dowych, było dziełem Czackiego. 

2) Pamiętnik, I. 461 i następ. 


zyum wołyńskie jest niewłaściwie obrane, że dochody, przeznaczone na 
tę szkołę, chybiają celu. Rozwijając ten ostatni punkt, nie zawahał się 
Gostyński rzucić podejrzenie,na Czackiego, jakoby on liczne ofiary, ze- 
brane między obywatelstwem na szkołę, na własną obracał korzyść '). 
Jakkolwiek Czacki znany był cesarzowi z najlepszej strony, nie można 
było pominąć oskarżenia, wychodzącego od marszałka szlachty. Dlatego 
cesarz Aleksander, nie zawiadamiając oszczercy, wyznaczył komisyę dla 
rozpatrzenia tej sprawy, złożoną z trzech członków: Fryderyka Moszyń- 
skiego, niegdyś marszałka wielkiego koronnego, jako prezesa, księcia 
Karola Jabłonowskiego i starostę Romualda Bystrego, jako członków. 
Komisya ta 23 września 1810 roku zebrala się w Żytomierzu i powo- 
łała Czackiego do zdania sprawy z czynionych mu zarzutów. Czacki 
bronił się z godnością, wykazując na każdym kroku złą wolę donosi- 
ciela, którego mimo bezimienności w krótkim czasie odkryto i oto- 
czono powszechną pogardą. Podaje Czacki komisyi szczegółowy wykaz 
dochodów i wydatków, przekonywa, że są niedobory, gdyż rozchody są 
większe od dochodów, ale, jak zapewnia: »niedostatek mojemi zastępo- 
wałem pieniędzmi — czyniłem ofiary, bo jestem obywatelem i ojcem, bo 
dzieło całe należało utrzymać i zbliżyć do doskonałości, bo należało 
owoce pracy przynosić rządowi i familiom, jakie być mogą w krótkiej 
lat kolei ?)«. 

Komisya, rozpatrzywszy się w całej sprawie, uznała niewinność 
Czackiego, zaświadczyła o jego gorliwości i ofiarności, lecz sam fakt 
istnienia tej komisyi był bardzo przykrym dla Czackiego i źle wpłynął 
i na dalszą ofiarność obywatelstwa i duchowieństwa i na reputacyę 
szkoły w Krzemieńcu. 

Jakkolwiek Śniadecki najwyższym szacunkiem otaczał Czackiego 
i gromił go po przyjacielsku, aby więcej liczył się z wydatkami, gdyż 
inaczej zgubi własną rodzinę i zostawi ją bez chleba, jednakże jako 
rektor Uniwersytetu nie podzielał poglądów Czackiego co do systemu 
i nauczania w Krzemieńcu. Wysłał nawet, w porozumieniu z Czackim, 
komisyę z ramienia Uniwersytetu, aby w tę sprawę na miejscu 
dokładniej wniknęła. Składali ją: prof. Malewski i Żukowski. Komi- 
sya kilka dni wszechstronnie rozpatrywała powierzoną sobie sprawę, 
zbadała plan nauk, rezultaty wyłożyła w raporcie 21 lipca 1811 roku. 
Z tego raportu okazuje się, że mimo pochwał dla ogromnych zasług 


1) Konopacki Szymon. Pamiętniki, I. 105. 

3) Tłómaczenie się tajnego konsyliarza i kawalera Czackiego, jako wizytatora 
szkół, przed komisyą reskryptem najwyższym 23 września 1810 roku dla rozważania 
różnych przedmiotów o wołyńskiem gimnazyum ustanowioną, 18 grudnia 1810 roku 
w Żytomierzu podane. B. w. m. i r. (180), fol. k. niel. 13. 


i gorliwości wizytatora, które przyniosły już znakomite rezultaty, plan 
nauk uległ ostrej krytyce, głównie wskutek zaniedbania języka łacińskiego. 

Nastąpił rok 1812, który tak fatalnie a wszechstronnie zaciężył na 
kraju. Szkoły, mimo energii Śniadeckiego, po większej części były zam- 
knięte. Czacki z rozkazu władzy policyjnej musiał opuścić Krzemieniec, 
gdzie stale mieszkał, aby mieć bliższy nadzór nad szkołą, którą stwo- 
rzył. Przenosił się tedy z miejsca na miejsce, niepewny jutra, jak wię- 
kszość obywateli. Był nawet rozkaz, aby gimnazyum wołyńskie prze- 
nieść z Krzemieńca. Czacki, dzięki dawnym stosunkom, umiał przeko- 
nać kogo należało, że podobne przenosiny w czasie wojny połączone są 
z ogromnemi trudnościami, dlatego podał myśl, ażeby stosownie do roz- 
kazu nie otwierać szkoły w Krzemieńcu, a przeniesienie jej odłożyć do 
stosowniejszej chwili. Dzięki temu szkoła krzemieniecka przetrwała 
jeszcze 18 lat na swojem miejscu. Była to już ostatnia czynność Cza- 
ckiego, jako wizytatora szkoły. Rok następny 1813 jeszcze się gorzej 
zapowiadał dla Czackiego. Same bowiem przeciwności odtąd spotykał, 
czy to w sprawach publicznych, czy w interesach prywatnych i rodzin- 
nych. Dowiedziawszy się o chwilowym pobycie w Dubnie księcia kura- 
tora, Czacki udaje się do niego, tam niebawem zachorował na tyfus, 
a 8 lutego 1813 r. nie stało wielkiego obywatela. Cały wydział wileński 
głęboko odczuł niepowetowaną stratę; Czacki był nie starym człowie- 
kiem, tyle jeszcze obiecywał, że zrobi dla dobra ojczyzny, którą kochał 
nadewszystko. Śmiertelne szczątki złożono w Porycku, a serce w Krze- 
mieńcu. Odezwały się mowy pochwalne, wypowiedziane ku czci zmarłego 
na całym obszarze wydziału wileńskiego, nie wyłączając nawet Jezui- 
tów, z którymi Czacki nie ładził. Najlepiejj według nas, scharakteryzo- 
wał Czackiego, jako działacza publicznego, książe kurator Czartoryski, 
gdy mówi: 

»Pałała w nim, jak w mężach starożytności czysta miłość kraju, 
cnoty i chwały; równie miał wstręt do niskich dowodów egoizmu, lecz 
w swej wyniosłej niewinności wielu jego skrytych i szpetniejszych nie 
pojmował nawet kształtów. Od pierwszej młodości każdy rok życia Cza- 
ckiego odznaczony był dziełem lub pracą, cnotliwem usiłowaniem lub 
ofiarą użyteczną. Wewnętrzna moralna siła jakaś niezwalczona bez przerwy 
nagliła go do pięknych czynów, do poświęcania się to przyjaciołom, 
to krajowi swojemu, to dobru ludzkości i przyszłych pokoleń; o sobie 
radzić, swój tylko pielęgnować interes nie było w jego mocy« !). 

Śmierć Czackiego przypadła na tę chwilę, gdy położenie Uniwer- 





i) Mowa X. Adama Czartoryskiego, kuratora Imp. wileńskiego Uniwersytetu 
i szkół jego wydziału, po ukończonych w gimnazyum wołyńskiem popisach publ. 


—  Io6 — 


sytetu było również rozpaczliwem, jak za czasów wojny. Minister dla 
powodów, o których już wspominałem, pisząc o rektorstwie Śniadeckiego, 
milczał; niby to nie zajmował się Uniwersytetem, ale za to wydawał 
rozporządzenia odnośnie do szkół, które były. przeciwne ustawie. Robiąc 
na przekór Śniadeckiemu, czynił krzywdę instytucyi publicznej. Na 
miejsce Czackiego został wybrany wizytatorem na gubernię kijowską 
Adam hr. Rzewuski, a na wołyńską i podolską, stosownie do życzenia 
księcia kuratora, książe Dymitr Czetwertyński. Minister ignorując to 
prawne zamianowanie, polecił, ażeby na miejsce Czetwertyńskiego był 
wizytatorem Filip Plater. Ten ostatni, jako wybrany wbrew ustawie 
i niemający odpowiedniego doświadczenia, nie był miłym Uniwersytetowi, 
lecz pogodzono się z nim z konieczności. Tymczasem Plater od tego 
zaczął swoje czynności, że nie uznawał zwierzchności uniwersyteckiej; 
rozporządzał się nie według instrukcyi przepisanej dla wizytatorów, ale 
jakoby minister, samodzielnie; a gdy rektor urzędowo zwracał mu uwagę 
na niewłaściwość postępowania, Plater niegrzecznie odpisywał,. zwraca- 
jąc również uwagę rektora na niezachowanie form w korespondencyi 
z nim Uniwersytetu. On, jako hrabia, nie jest niższym od Czackiego, 
a jednakże Uniwersytet w urzędowych odezwach tytułuje go nie jaśnie 
wielmożnym, jak Czackiego, ale tylko wielmożnym. Ciekawą i charakte- 
rystyczną jest odpowiedź Śniadeckiego na ten brutalny list pana hra- 
biego, w której tłómaczy się rektor, że ranga tajnego radcy, jaką był 
zaszczycony Czacki, dawała mu tytuł urzędowy jaśnie wielmożnego, gdy 
tymczasem nowy wizytator, nie mający żadnej rangi, na »Waszmość 
Panu« poprzestać musi. Powtóre, z uwagi, że nowy wizytator pozwalał 
sobie na różne zmiany administracyjne, szczególniej odnośnie do perso- 
nalu nauczycielskiego, naśladując w tem jakoby Czackiego, Śniadecki 
pisze: »Utyskiwania, któreś mi raczył w swym liście powierzyć, wyni- 
kają z tej omyłki jakoby być wizytatorem, jest to wstąpić w prawa 
i w prerogatywy nieodżałowanej straty męża, Tadeusza Czackiego. Ten 
znakomitych zasług człowiek, autor całej fundacyi gimnazyum wołyń- 
skiego, miał sobie niektóre ważne prerogatywy wyraźnym ukazem im- 
peratorskim pozwolone, które nikomu więcej służyć nie mogą: był człon- 
kiem Uniwersytetu, przez swoją niezrównaną gorliwość, rozległą naukę, 
znaczenie w kraju, przez doświadczoną długiem urzędowaniem cnotę 
zarobił sobie na większą moc i ufność Uniwersytetu, niż którykolwiek 
inny wizytator. Do podobnego wpływu można się przez stopnie przy- 
miotami i zasługą posuwać, ale go wymagać nie godzi się. Przy tak 


przy rozdaniu medalów uczniom celującym, miana w Krzemieńcu, d. 30 czerwca 
1818 r. Warszawa, druk Gliicksberga, 4v. 


jednak rozległym wpływie tyle doświadczyłem od tego męża delikatności, 
iż żadnej się odmiany w szkołach nie dopuścił, o którąby się wprzód ze 
mną nie naradził i nie porozumiał. Znał to bowiem, że Uniwersytet pod 
władzą ministra jest collegium i zwierzchnością krajową, do której na- 
leży rząd szkół: z którym można emulować nauką i uczonemi pisinami, 
ale nie powagąs. 

Nie długo na tem stanowisku pozostawał Plater, gdyż z przywró- 
ceniem Uniwersytetu do normalnego stanu, został wizytatorem Szymon 
Malewski, wówczas już emeryt; po wybraniu go na rektora, wizytator- 
stwo zdał Janowi Nepomucenowi Wyleżyńskiemu, znanemu poecie, 
członkowi honorowemu Uniwersytetu i królewskiego Towarzystwa przy- 
jaciół nauk w Warszawie. 

Z innych wizytatorów szkół wydziału wileńskiego, również powo- 
ływanych z osób będących poza Uniwersytetem, odznaczał się wielkiemi 
zaletami Marcin Zaleski, później referendarz Królestwa polskiego, wy- 
chowaniec wileński, i Jan Chodźko, znany pracownik i autor »Pana 
Jana ze SŚwisłoczy «. 


ROZDZIAŁ LXVIIIL. 


Profesorowie. 


Abicht Adolf, syn Jana, profesora wileńskiego. Urodził się 
w r. 1793 w Erlangen. Małym chłopcem przybył wraz z ojcem, powo- 
łanym na katedrę filozofii do Wilna, i zaczął przykładać się do nauk 
w gimnazyum wileńskiem. Należał do bardzo pilnych i zdolnych uczniów 
i corocznie pobierał nagrody. Po ukończeniu gimnazyum studyował nauki 
przyrodnicze, literaturę klasyczną grecką i rzymską, wreszcie nauki 
lekarskie. Do wysokiego stopnia doskonałości doszedł pod względem 
greczyzny i liczył się do najznakomitszych uczniów Groddeka, W roku 
1816 promowany na doktora medycyny. Ponieważ był wychowańcem 
instytutu lekarskiego, więc musiał obowiązkowo pewną liczbę lat od- 
służyć. Miał nadzieję pozostania przy Uniwersytecie, ale mimo protek- 
cyi Franka i całej partyi niemieckięj nadzieja zawiodła. Protekcya jed- 
nakże przydała mu się bardzo, bo zamiast na Kaukaz posłany został 
do Johanniszkiel na Żmudzi, na zarządzającego szpitalem, który zależał 
od Uniwersytetu; nie był więc dla nauki straconym, jak tylu innych, 
nie mniej zdolnych jego kolegów, którzy musieli na obczyźnie wysługi- 
wać owe lata obowiązkowe i tam zazwyczaj pozostawali aż do Śmierci. 
Rzadko który z nich powracał do ziemi ojczystej, a jeżeli i powrócił, 


— 108 — 


to schorzały, niedołężny — emeryt. Abicht w ciągu kilku lat przepędzo- 
qych w Johaniszkielach (dawniejszy powiat upicki) dał się poznać w oko- 
licy jako dobry lekarz i dobry człowiek. Wyrobił sobie wzięcie i klien- 
telę. Gdyby na tem skromnem lecz wpływowem stanowisku pozostał, 
byłby dobrodziejem dla okolicy, lecz marząc o katedrze, nie chciał się 
zasklepiać na prowincyi. Spłaciwszy dług Uniwersytetowi kilkuletnią 
służbą, przy pomocy zebranego funduszu z praktyki, puścił się w po- 
dróż naukową po Europie dla dalszych studyów lekarskich. W tym 
czasie miał możność poznać główniejsze szkoły we Francyi i Niemczech, 
a właściwiej główniejsze teorye lekarskie, jak np. witalistyczną, zmody- 
fikowaną przez Pinela i fizyologiczną Broussais. Obie te teorye przy- 
swoił sobie Abicht i, o ile zdawać się może, wspomnienia z owych lat 
młodzieńczych pozostały w nim prawie do ostatnich chwil życia. Mó- 
wiąc o teoryi Franka, wspominaliśmy nawiasowo, że i on zasłaniając 
się Hippokratesem był, jeżeli nie naśladowcą Broussais, to w znacznej 
części, może mimowoli, hołdował tej teoryi. Abicht, jako lekarz-praktyk, 
był także wyznawcą jej w znacznej części. W ostatnich dopiero latach 
zarzucił wszystkie teorye i wyrobił sobie samodzielną, która chociaż wy- 
przedziła o kilkanaście lat idee niektórych praktyków wiedeńskich, nie 
przynosi sławy Abichtowi. Mówimy tu o jego pesymizmie, graniczącym 
z nihilizmem, odnośnie do terapii. Powróciwszy tedy Abicht z podróży 
naukowej, był powołanym w roku 1823 na pomocnika profesora kliniki 
terapeutycznej; na tem stanowisku pozostawał dwa lata i to pod Her- 
berskim, Frank bowiem prawie równocześnie z nominacyą Abichta opu- 
Ścił Wilno. W r. 1825 mianowany został adjunktem na katedrze pato- 
logii ogólnej. Przedmiot ten wykładał podług własnych notat, które 
w następnych latach opracowawszy dokładniej, ogłosił litograficznie. Od 
r. 1827 był już profesorem publicznym zwyczajnym i w takim chara- 
kterze przeszedł do wileńskiej akademii medyko-chirurgicznej. Oprócz 
patologii wykładał i terapię ogólną, a obie te nauki głębokiem zrozu- 
mieniem przedmiotu i świetnym wykładem postawił na wysokim stopniu 
doskonałości. Kiedy ogłosił drukiem swoją terapię, o której wzmianko- 
wałem, współczesna krytyka wysoko podniosła jego zasługi literackie 
i profesorskie. Kurs historyi medycyny również zasługuje na wdzięczne 
wspomnienie. Jak wszędzie, tak i w Wilnie, był to pierwszy jeszcze de- 
biut, bo wykłady Porcyanki, o ile wiadomości nasze sięgają, były trzy- 
mane w nader ogólnikowej formie. Po zamknięciu Akademii pozostał 
w Wilnie i wówczas to stał się głośnym, jako niezrównany diagnosta, 
odnośnie do chorób wewnętrznych, któremi się głównie zajmował. Gdy 
umarł w dniu 3 sierpnia 1860 r. w Wilnie wskutek zapalenia mózgu, 
miasto głęboko odczuło wielką stratę, jaką poniosło, chociaż, jak zazna- 


czyliśmy powyżej, ostatnie lata jego działalności, jako lekarza praktyka, 
nacechowane były pesymizmem. Dziś jeszcze imię jego jest bardzo po- 
pularnem w Wilnie, szczególniej między ubóstwem, któremu zawsze 
niósł pomoc ochotnie, najczęściej bezinteresownie. Tytułowanie dzisiaj 
wśród tej klasy każdego lekarza »panem profesorem« jest bodaj że 
ostatnią pamiątką po wileńskiej szkole lekarskiej. O jego pracach lite- 
rackich wspominaliśmy powyżej (1443, 1499, 1628, 1667, 2085). 

Abicht Jan Henryk. Urodził się w roku 1762 w Volkstadt, 
w księstwie Schwarzburg-Rudolstadt. W r. 1796 został profesorem filozofii 
w Erlangen po otrzymaniu nagrody w akademii berlińskiej za rozwiązanie 
zadania: » Jaki postęp uczyniła metafizyka od Leibnitza do Wolfae. W roku 
1803 za staraniem Fussa, członka akademii nauk petersburskiej, powołał 
go Strojnowski do Wilna na katedrę filozofii. Był on wówczas zwolenni- 
kiem Kanta i Reinholda. Wykłady prowadził w języku łacińskim. Jedną 
z jego prelekcyi streściliśmy w rozdziale powięconym filozofii. W liście 
do Śniadeckiego z 20 lipca 1805 r. Kołłątaj krótko załatwia się z Abich- 
tem: »Żal bierze słyszeć, czego tam uczy metafizyk niemiecki; po- 
dobnych Polaków w Wilnie wyćwiczonych pełna jest tamtejsza szkoła, 
którzy nie będąc w stanie wsławić się przez talenta, wsławiają się przez 
podłe niezgody w obradach«. Czacki zaś, który specyalnie jeździł do 
Wilna, aby bliżej przyjrzeć się szkole, którą Strojnowski napełnił cu- 
dzoziemcamni, jeszcze krócej pisze o Abichcie: »Abicht, kantysta, pole- 
cony z Petersburga, daje filozofię. Przy mnie podał kwestyę na lekcyi: 
»an Deus est felix an beatus«. Abicht przed naznaczeniem swem do 
Wilna wydrukował: 

3350. Verbesserte Logik, które to dzieło miało zjednać autorowi 
największą sławę i on sam najwyżej cenił tę pracę — tymczasem w ar- 
tykułach, które czytałem o Abichcie, o tem właśnie dziele niema nawet 
wzmianki. Z licznych jego rękopisów zasługuje na uwagę jeden w języku 
niemieckim, poświęcony obronie filozofii niemieckiej, wymierzony prze- 
ciw zarzutom Jana Śniadeckiego. Praca ta, spisana na 11 arkuszach, 
jest dla nas ważną nie ze względu na swój wykład, gdyż podobnych 
obrońców, a może i lepszych od Abichta, liczymy wielu, ale z tej racyi, 
że wówczas około r. 1810 toczyła się walka najpierw po cichu, a póź- 
niej już otwarta dwóch partyi w Uniwersytecie, swojskiej i cudzoziem- 
skiej, mianowicie niemieckiej. Tej ostatniej partyi rektor Śniadecki pod- 
cinał skrzydła, stojąc na gruncie ustawy uniwersyteckiej; nie zawsze 
mu się to udawało, jakeśmy to zanotowali powyżej, ale w każdym razie 
partya ta musiała się liczyć z rektorem. Nie mogąc występować otwar- 
cie przeciwko niemu, uciekali się Niemcy do brudnych insynuacyi i de- 
nuncyacyi. Takiego rodzaju pismem ma być właśnie praca Abichta, 


== ..aAlO" =F 


którą na język francuski przetłómaczył ten sam Georges Lery, który 
konkurował o katedrę historyi z Lelewelem, nauczyciel Czetwertyńskich 
w Grodnie, a chociaż ta praca nieogłoszona drukiem, krążyła przecież 
w odpisach, stąd i jej rozpowszechnienie. 

Na polu literackiem Abicht zaznaczył działalność swą dodatnio. 
Z pierwszej epoki jego działalności naukowej, ważniejsze prace z kie- 
runkiem czysto kantowskim są następujące: 

3351. Versuch einer kritischen Untersuchung iiber das Willens- 
geschaft. 1788. 

3352. Versuch einer Metaphisik des Vergniigens. 1790. 

3353. Neues System einer philosophischen Tugendlehre. 17go0. 

3354. Philosophie der Erkenntnisse, 2 tomy, 179t. 

3355. Neues System eines aus der Menschheit entwickelten Natur- 
rechts. 1792. 

3356. Kritische Briefe ueber Moral, Theologie u. Recht. 1795. 

Oba te dzieła w kierunku filozofii krytycznej napisał Abicht pod 
wpływem Kanta i Reinholda. Od r. 1795 poczvnając, mianowicie od 
czasu wydrukowania swego dzieła: 

3357. System der Elementarphilosophie, — oddala się od poglądów 
mistrzów swoich i odtąd zajmuje coraz to bardziej samodzielne stano- 
wisko w filozofii krytycznej. Ważniejsze dzieła z tej drugiej epoki jego 
pracy filozoficznej są następujące: 

3358. Revidirende Kritik der speculativen Vernunft. 2 t. 1799. 

3359. Physiologische Antropologie. 1801. 

3360. Encyclopedie der Philosophie. 1804; 

1 wreszcie tu należą ostatnie jego dzieła już w Wilnie napisane, o któ- 
rych wyżej mówiłem (2224, 2225). Abicht zakończył życie w Wilnie 
w r. 1816 (Neubig: J. H. Abicht, einer der tiefsten Denker Teutschlands 
Bayr. 1843). 

Abrahamowicz Adam S. J. Litwin, urodzony 24 sierpnia 
1710 r. Wstąpił do zakonu Jezuitów 28 sierpnia 1726 r., profesyę uczy- 
nił 1 lutego 1744; uczył gramatyki 2 lata, wymowy 2 lata, filozofii 3 lata 
i teologii moralnej 1 rok. Dla biegłości w kaznodziejstwie z wielką 
chwałą i pożytkiem w różnych :niastach kazania miewał przez lat 8; 
był rektorem konwiktu w Wilnie lat 6, w Nieświeżu lat 5, w Połocku 
lat 3; w r. 1767 był w Mińsku. W r. 1775 żył jeszcze, gdyż o nim 
jest wzmianka w »Dziejach literackich Królestwa Polskiego i W. Ks. 
Litewskiego«, wydanych w Warszawie 1775 r. in 40. Ogłosił drukiem: 

3361. Kazanie drugie na niedzielę III po Wielkiejnocy przy po- 
witaniu Trybunału W. Ks. Litewskiego, za laski JWPana Jana Augusta 
Hilzena, kasztelana inflanckiego, starosty bracławskiego, miane przez ..... 


* ATL == 


S. J. filozofii i sztuk wyzwolonych doktora, kaznodziei Świętojańskiego 
r. 1749. W drukarni S. J. Wilno in 89, kart 16. 

3362. Kazanie trzecie na niedzielę XXII po Świątkach, przy powi- 
taniu Głównego Trybunału W. X. Lit. za laski JW. Józefa kniazia Mas- 
salskiego, starosty grodzieńskiego, wielkiego koła marszałka, miane 
przez ..... S. J. W Nowogródku, r. 1748. Wilno, w druk. Akad. S. J. 
1750, 89 k. 20. 

3363. Powitanie zaczętego chwalebnie Trybunału głównego W. X. 
Lit. pod laską i szczęśliwą dyrekcyą JO. KXięcia Alberta Radziwiłła, sta- 
rosty rzeżyckiego, wielkiego koła marszałka, na niedzielę III po Wiel- 
kiejnocy przypadającą, kaznodziejskim stylem i rzetelnością uczyniona 
przez X. ..... S. J. w kościele farnym świętojańskim ordynaryjnego ka- 
znodziei i Akademii profesora. Wilno, druk Akad. S. J. 1750, 80 16. 

O jednej pracy Abrahamowicza mówiliśmy powyżej (2746). Brown. 

Adamowicz Adam Ferdynand. Urodził się w Wilnie w r. 
1802. Do gimnazyum uczęszczał w rodzinnem mieście i wówczas już zwró- 
cił na siebie uwagę pracowitością i zdolnościami do języków i rysunków. 
Następnie zapisał się na wydział lekarski i ukończył takowy w roku 
1822. Równocześnie Bojanus ogłosił prospekt, wzywający młodzież do 
studyowania nauk weterynaryjnych, zapisał się wtedy i Adamowicz, 
a chociaż wstępny egzamin zdał należycie, Bojanus nie był pewnym, 
ażali dobry wybór robi, powołując Adamowicza do studyów weterynar- 
skich. W tym sensie przynajmniej pisał do księcia kuratora. Książę Czar- 
toryski pisząc do rektora, w ten sposób się wyraża: » Nim rzecz posta- 
nowi się o Adamowiczu, chciałbym, aby p. Bojanus dobrze jego zdol- 
ności wybadał, bo widzę z listu jego, że coś o nich nie ma takiej opinii, 
jaką miał o zdolnościach Nowickiego«. Będąc jeszcze studentem, uży- 
wany był Adamowicz, jak sam w autobiografii zapewnia, jako tłómacz 
w klinice Franka dla tych chorych, którzy po polsku nie umieli. Ada- 
mowicz władał biegle językiem łacińskim, francuskim i niemieckim. Do 
autorstwa dość wcześnie się zabrał, bo jako uczeń piątej klasy gimna- 
zyalnej ogłosił: 

3364. An Socrates cicuta necatus fuerit, excucurrit ..... i t. d. 
Vilnae, 1817, 87 "Ją arkusza, | 
a jakkolwiek nie dowiódł, dlaczego Sokrates się otruł, jednakże rozprawka 
ta jest ważną z dwóch względów, najpierw cechuje epokę, że dobrze 
nauczano młodzież i zachęcano ją do samodzielnych studyów, a powtóre 
cechuje ona późniejszy kierunek naukowy młodziutkiego autora. 

Kiedy był słuchaczem w Uniwersytecie, przyswajał wiele rozpraw 
specyalnych, przeważnie niemieckich, dla ówczesnych wydawnictw peryo- 
dycznych polskich. Dvkładnego spisu ich nie znamy, gdyż jako tłómacz 


=m- TEŻ. == 


nie podpisywał się, ale to wiemy dokładnie, że prace Jana Bernarda 
przez Adamowicza były tłómaczone. W r. 1824 otrzymał dyplom do- 
ktorski; wówczas zaczął wykładać niektóre działy nauk weterynaryjnych 
w Świeżo założonej przez Bojanusa szkole. 

W r. 1825 odbył podróż naukową do rosyjskich uniwersytetów. 
Zwiedził Dorpat, Petersburg i Moskwę. W r. 1828 został adjunktem, 
poczem wyjechał w dwuletnią podróż naukową za granicę, przyczem 
otrzymał instrukcyę, którą przedrukowałem w »Stanie nauk lekarskich « 
na str. 538. Za powrotem znalazł Uniwersytet zamknięty, a akademię 
jeszcze nie urządzoną; przeznaczony został do szpitala wojskowego w Wil- 
nie do pełnienia obowiązków ordynatorskich. W akademii medyko-chi- 
rurgicznej Adamowicz prowadził klinikę zoopatologiczną, a dła lekarzy 
wykładał epizoocyologię. W półroczu zimowem 1838 r. prowadził kli- 
nikę terapeutyczną w zastępstwie chorego Śniadeckiego. W r. 1839 po- 
wierzono mu wykłady historyi medycyny. Mówiąc o tym przedmiocie 
wykładanym za czasów Uniwersytetu, wspomnieliśmy, że ostatni profesor 
tego przedmiotu Abicht uwzględnił wszelkie teorye lekarskie od najda- 
wniejszych czasów i podał życiorysy znakomitych przodowników w nauce, 
a teoryi kołtuna jako chorobie przeważną część kursu swego poświęcił. 
Nie tą drogą poszedł Adamowicz. Nie zaczepiał prawie kołtuna, chociaż 
w niego wierzył, lecz zwrócił główną uwagę na historyę medycyny w Pol- 
sce w ogólniejszem znaczeniu. (Nie można przywiązywać zbytniej wagi 
do niektórych miejsc w autobiografii. Adamowicz wierzenia swoje zmie- 
niał wielokrotnie, według mody — a ostatnie poglądy podawał jako wy- 
raz swego doświadczenia z długoletniego życia. Do Paryża jeździł i wo- 
ził tam kołtuny, usiłując przekonać tamecznych profesorów o istnieniu 
specyficznej, litewskiej choroby. Gdy Dr Dobrzycki przekonał go swoją 
monografią, że bez mikroskopu ta kwestya rozwiązaną być nie mogła 
za czasów Franka i Śniadeckiego, wówczas Adamowicz zmienił zdanie, 
co mu się chwali; ale dlaczego w autobiografii dowodzi, że tylko on 
jeden z całego areopagu wileńskiego w kołtuna nie wierzył, to już należy 
przypisać specyalnemu systemowi Adamowicza obałamucania umysłów, 
aby się pokazać, jeżeli nie wyższym nad wiek, to przynajmniej wolnym 
od błędów swoich kolegów). Rozpoczął tedy poszukiwania na wielką 
skalę i zbierał materyały, roztrząsał je, klasyfikował źródła, wszedł w ko- 
respondencyę naukową z wydatniejszymi znawcami literatury polskiej 
owej epoki, przejrzał dostępne mu archiwa, słowem przystępował do 
nowej dla siebie pracy z wielkiem namaszczeniem. A kiedy materyały 
zaczęły napływać, wątpliwości rozjaśniać się; słowem, kiedy horyzont 
wiedzy zaczął się rozszerzać i kiedy prelekcye jego już z uwzględnie- 
niem literatury polskiej, ułożone niezmiernie pociągająco, wabiły. mło- 


dzież — Akademię żamknięto. Adamowicz liczył się do bardzo praco- 
witych, porządnych i systematycznych profesorów. Mieliśmy w swem 
rozporządzeniu kliniczne książki i historye chorób z zooterapeutycznej 
kliniki. One to przekonały nas o tych przymiotach Adamowicza, jako 
profesora. Napisał cały kurs weterynaryi i podług niego wielu adjun- 
któw wykładało różne przedmioty w Akademii. Jedna kwestya przed- 
stawia mi się, może być w oświetleniu nieprawdziwem. Utrzymuje Ada- 
mowicz, że Bojanus wyjeżdżając z Wilna, zabrał z sobą kurs własny, 
podług którego wykładał weterynaryę lekarzom. Naco nam ta wiadomość?! 
przecież Bojanus po tylu latach pobytu w Wilnie musiał coś więcej 
chyba wywieść, aniżeli kurs własny; kurs, który jako kompilacya nie 
przedstawia wielkiej wartości, chyba że jest do druku przygotowanym. 
Tymczasem w parę lat po wyjeździe Bojanusa i po jego Śmierci, rada 
Uniwersytetu zaleca Adamowiczowi prowadzić wykłady podług kursu 
Bojanusa. Więc kurs był w Wilnie a w dwadzieścia pięć lat później 
pisze Adamowicz, że był wywieziony. Z powyższego wypada, że kurs 
Bojanusa przełożył Adamowicz na język polski i pod własnem imieniem 
wydał. Toż samo zrobił z Laupmanem. W autobiografii napisał, że on 
jest autorem dzieła o kuciu koni, a drukarz przez omyłkę napisał na 
tytule imię Laupmana. Kto nie miał w ręku dzieła, łatwo uwierzyć 
może, chociaż się zastanowi nad tem, jakie to figle płatają czasem dru- 
karze; lecz kto weźmie książkę, a przekona się, że Laupman napisał 
przedmowę, że w tej przedmowie zajęcia swoje opisał, a podpisał ją 
całem imieniem i nazwiskiem, — wówczas nie będzie wierzył autobio- 
grafii ale wszystkie tam podane fakta z innych źródeł sprawdzi. Prace 
które Adamowicz ogłosił drukiem, a o których wyżej mówiliśmy (441 — 
443, 681, 1479, 1500, 1529—1533, 1610— 1613, 1630, 1701, 1763, 1765— 
1773, 1870, 1890, IQ1O, I9il, 1918, 1935, 1940, 2010, 2064— 2067, 
2100—2121, 2178—2189g), postawiły go w szeregu znakomitych auto- 
rów polskich. Liczył się on do przedstawicieli ruchu naukowego i lite- 
rąackiego na Litwie przez długie lata. Kiedy Akademia zamkniętą została, 
Adamowicz przeszedł na stanowisko lekarza naczelnego szpitala żydow- 
skiego w Wilnie. Równocześnie prawie został prezesem Towarzystwa 
lekarskiego, które było jedyną pozostałością po tych znakomitych insty- 
tutach, nadających Wilnu nazwę Aten północy. Adamowicz już to pra- 
cami literackiemi, już częstemi podróżami za granicę w celach naukowych, 
dawał świadectwo o sobie i swej działalności; z drugiej strony, był on 
łącznikiem między bracią litewską a zagraniczną pod względem nauko- 
wym. W r. 1872 obchodził swój jubileusz lekarski i wówczas to długo- 
letnie marzenia jego spełnione zostały, mianowany został rzeczywistym 
radcą stanu. Nie darmo się wysługiwał Pelikanowi, który był wówczas 


UNIWERSYTET WIEŃSKI, TOW III, 8 


— 14 — 


prezesem zarządu lekarskiego w cesarstwie, a z inicyatywy którego po- 
dobne odznaczenie mogło nastąpić. Serwilizm był słabą stroną Adamo- 
wicza, serwilizm ten poniżał go, a jednakże nie zaniedbywał go upra- 
wiać, aby zostać jenerałem. I cóż mu z tego dziś za pociecha, gdy od 
tylu już lat w grobie, bowiem 30 kwietnia 1881 roku umarł, a na życie 
swoje rzucił cień. Wszakżeż, aby się wysługiwać Pelikanowi, któremu 
zwykłe pochlebstwa nie wystarczały, zabiera Adamowicz 5-ty tom Pa- 
miętników Franka, w którym przedstawiony został Pelikan w należytem 
oświetleniu i oddaje ten tom do rozpoznania. Wiedział Adamowicz, co 
robi, a jednakże nie wahał się zabrać cudzą własność, aby dogodzić 
człowiekowi, który miał możność, wywdzięczając się za taką wierną 
służbę, przedstawić go na rzeczywistego radcę stanu. Aby przekonać 
Towarzystwo lekarskie, któremu przewodniczył, że on wysługiwał się 
lat tyle nie byle jakiemu człowiekowi, czytał Adamowicz w 1873 r. na 
posiedzeniu rozprawę o życiu Pelikana, zmarłego kilka miesięcy przedtem. 
W tej biografii przeszedł granicę i rozsądnego i uczciwego człowieka. 
Biografia ta jest haniebną. Przedewszystkiem Adamowicz wiedział, że więk- 
szość członków zebranych wówczas dobrze znała Pelikana, a jednakże 
nie zarumienił się, wygłaszając tendencyjne fałsze, apoteozując czło- 
wieka, którego wieczna wzgarda powinna dosięgać. Powtóre, Adamowicz 
drukując swoją apologię, dobrze wiedział, że ktoś z czasem korzystać 
z niej będzie, a jednakże nie zawahał się obałamucać umysłów później- 
szych pokoleń. Tak wielką była wdzięczność dla dobrodzieja, że stanęła 
w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem i uczciwością. 

Pisząc przed dwunastu laty życiorys Pelikana, trzymałem się owej 
biografii przez Adamowicza skreślonej; lecz wszystkie fałsze, przynaj- 
mniej grubsze sprostowałem, cytując w przypiskach autorów, którzy ina- 
czej na podawane przez Adamowicza fakty zapatrują się. Lecz ten spo- 
sób nego postępowania nie jest praktycznym. Nie w przypiskach !), lecz 
w tekscie należało mi sprostowania czynić; albowiem nie każdy ma 
pod ręką dzieła, które ja cytuję, często więc nie wie, o co mi chodzi; 
a jeżeli wierzy Adamowiczowi, będzie podług niego snuł opowiadanie 
swoje. Że to nie przypuszczenie tylko z mej strony, ale fakt rzeczywi- 
sty, znajduję na to dowody w życiorysie Pelikana w Pamiętniku Towa- 
rzystwa lekarskiego warszawskiego na rok 1897, str. 666. 

Alandus Jan S. J. Rusin, urodzony we Lwowie 1590 r. Mając 
lat 29, będąc już księdzem, wstąpił do zakonu Jezuitów. Uczył wymowy 
lat 8, przez wiele lat był towarzyszem mistrza nowicyuszów, otrzyma- 
wszy stopień Coad. Spir. Był rektorem kollegium nieświeskiego, którego 





t) Bieliński. Stan nauk lekarskich, 283— 293. 


fundator ks. na Ołyce Mikołaj Radziwiłł miał go za spowiednika do 
końca życia swego i synów mu na naukę oddał. Mąż znakomity pobo- 
żnością i nauką, umarł w Nieświeżu 13 marca 1641 r. Ogłosił drukiem: 

3365. Pamiątka J. O. sławnej pamięci panu Mikołajowi Chrzyszto- 
fowi Radziwiłłowi Księciu na Ołyce, Nieświeżu, hrabiemu na Szydło- 
wcach i Mirze etc., wojewodzie wileńskiemu, kawalerowi Bożego Grobu 
etc. uczyniona przy exekwiach rocznych w Nieświeżu 28 lutego 1617, 
przez X. ..... S. J. Wilno, 1617, 4? k. 2i. 

3366. Nabożeństwa tygodniowe do Św. Michała po polsku i po 
łacinie. Wilno, druk Akad. Ś. J. 1630. 

3367. O cudach Ś. Michała Archanioła blisko Nieświeża na Litwie 
dziejących się. Wilno, 1630, 89. Toż, po łacinie. Wilno, druk Akad. S. J. 
1630, 8%. Według Załuskiego, dzieło bardzo rzadkie. 

O jednem z dzieł jego, ogłoszonem pod imieniem Tryzny, mówi- 
liśmy wyżej (2809). 

Albricht (Albrecht) Piotr. Pochodził z Warmii, gdzie się uro- 
dził około 1765 roku. Pierwiastkowe nauki pobierał w szkole pijarskiej 
w Łużkach, następnie w Uniwersytecie wileńskim. W r. 1786 miano- 
wany został nauczycielem języka niemieckiego w gimnazyum wileńskiem, 
a w r. 1798 przeszedł do Uniwersytetu jako lektor tegoż języka z pen- 
syą 300 rs. W czasie reorganizacyi na Uniwersytet cesarski, czy otrzy- 
mał uwolnienie, czy też przeniesiony był gdzieindziej, nie wiem, lecz 
lektorem Uniwersytetu już nie był. 

Andriani Jan Chrzciciel S. J. Włoch, urodzony w Orvieto 
i604 r. Wstąpił do zakonu Jezuitów 1623. Cztery śluby uroczyste 
uczynił. Nauczał wymowy w Rzymie lat 8, później do Polski wysłany wy- 
kładał w Wilnie filozofię, rządził domem profesów, a nakoniec przy królu 
Janie Kazimierzu był kaznodzieją włoskim. Powróciwszy do ojczyzny 
rządził kollegium spoletańskiem i fermańskiem. Umarł w domu profesów 
w Rzymie 6 sierpnia 1675. Dzieła jego, które Brown przytacza, nie na- 
leżą do naszej bibliografii. 

Andrzejkiewicz (Gintowski) Jan Jędrzej, Litwin, w 19 
roku życia skończył retorykę, wstąpił do zakonu 5 sierpnia 1628 1 ukonń- 
czywszy nauki, profesyę 4 ślubów uczynił 21 grudnia 1647 roku. 
Uczył poetyki przez lat 4, był ministrem rok 1, konsultorem lat 8, towa- 
rzyszem mistrza nowicyuszów lat 2, duchownym lat 3, inspektorem 
księży 3 próby lat 2, kaznodzieją lat 1o, socyuszem prowincyała lat 4, 
rektorem lat 3 w Roessel, w Połocku, Nieświeżu i wiceprepozytem domu 
krakowskiego lat 4, prepozytem lat 2. Po skończonym urzędzie rektora 
w Nieświeżu, mieszkał lat 8 w Tykocinie, jako spowiednik marszałka 


w. koronnego i tam pełne zasług życie zakończył r. 1674, 65 lat życia, 
g* 


— 16 — 


a 46 w zakonie przepędziwszy. Mąż wielkiej nauki, rzadkiej roztropności, 
nadewszystko cnoty i pobożności niepospolitej, jak świadczy opis życia 
i pochwała, która w Rzymie się znajduje (Archiwum rzymskie domu 
profesów S. J.. Dzieło jego, które nie tylko katolicy, ale nawet i pro- 
testanci dla rzadkiej pobożności wielce cenią jest: 

3368. Ziarno gorczyczne, gorzkiej męki najsłodszego Zbawiciela 
Jezusa Chrystusa nabożnemi rozmyślaniami roztarte, octem i żółcią tegoż 
Pana zaprawione, a na posiłek nabożnym ludziom podane, przez X. .... 
S. J. kapłana, natenczas rektora nieświeskiego. Wilno, druk S. J. 1674, 
40; Zamość, 1701 i 1740; Kalisz 1746 (Brown). 

Baka Józef S. J. Litwin, urodzony 18 marca 1707 r., do zakonu 
przyjęty 16 lipca 1723, profesyę 4 Ślubów uczynił 15 sierpnia 1740 r. 
Pięć tylko lat uczył, a to 2 lata w szkołach gramatykalnych i 3 lata 
humaniorów, ale za to 20 lat był misyonarzem, a w r. 1773 był w domu 
profesów wileńskim prefektem kongregacyi mieszczan, katechetą w ko- 
Ściele i exhortatorem kongregacyi dobrej Śmierci. 

3369. Nabożeństwo codzienne chrześcijańskie, przez X. Józefa Bakę 
niegdyś Jezuitę, przełożonego Missyi błońskiej ułożone, a przez X. Józefa 
Legowicza S$. Th. D. Plebana kościoła korkorzyckiego, na nowo do druku 
podane. Wilno, druk XX. Bazylianów, 1808, 89 k. 46. 

O jego głośnych uwagach o Śmierci mówiliśmy wyżej (3112). 

Bakowski Stanisław. Pochodził z Grodzieńskiego. Urodził 
się w r. 1769. Do nauk przykładał się najpierw w Grodnie, później 
w Uniwersytecie wileńskim. Był kandydatem stanu nauczycielskiego, po 
ukończeniu nauk ze stopniem doktora filozofii i nauk wyzwolonych, 
został nauczycielem w szkołach powiatowych, gdzie przebył lat 8. W r. 
1797 powołany został na wiceprofesora wymowy i literatury i w tym 
charakterze przeszedł do Uniwersytetu cesarskiego. Musiał być zdolności 
niewielkich, kiedy mimo wakującej katedry nie pozyskał takowej, ale 
w charakterze zastępcy prowadził wykłady lat kilka, a później przenie- 
siony został do gimnazyum wileńskiego na nauczyciela. 

Czaącki w r. 1805 opisując profesorów ówczesnych Uniwersytetu, 
bardzo lakonicznie lecz niekorzystnie o Bakowskim się wyraża. W roku 
i819 był wizytatorem szkół. 

Barszcz Jerzy S. J. Urodzony 27 kwietnia 1677 w wojewódz- 
twie nowogrodzkiem; do Jezuitów przyjęty 13 lica 1692. Do nauk przy- 
kładał się w Akademii wileńskiej, gdzie pozyskał stopień doktora filo- 
zofii i sztuk wyzwolonych. Najpierw uczył w szkołach niższych. Poczem 
był przez 15 lat kaznodzieją przy kościele akademickim Św. Jana w Wil- 
nie, a od r. 1731 -—-1735 prowincyałem litewskim. Umarł w Witebsku 
3 marca 1743. Brown zapewnia, że rządził kollegiami: witebskiem i wileń- 


— 117 — 


skiem, zatem byłby rektorem Akademii, co się nie zgadza z innemi źŹró- 
dłami. O jego pracach ogłoszonych drukiem mówiliśmy wyżej (2747, 
2748, 2838, 2839). 

Bartilius Wawrzyniec S. J. Polak, urodzony w Tarnowie; 
mając lat 16 wstąpił do Jezuitów w r. 1585, profesyę 4 Ślubów uczynił. 
Mąż nauką sławny, uczył filozofii 1 teologii w Akademii wileńskiej, rzą- 
dził nowicyatem wileńskim i kollegium pułtuskiem przez lat 13, a przez 
7 lat był instruktorem księży 3 probacyi; rządząc całą litewską pro- 
wincyą, podczas jej dorocznej wizyty w Smoleńsku 28 sierpnia 1635 r. 
umarł. Wydrukował po łacinie: »Officia de S. Michaele Archangelo et 
aliis angelicis Spiritibus« i kilka rzeczy po polsku, jak np. Sposoby od- 
mawiania Koronki NP., Sposób dobrej spowiedzi i komunii, Alfabet 
duchowny, Obowiązki dobrego młodziana, Środki przeciwko nieczysto- 
Ści i t. p. | 

Bartoszewicz Antoni S. J. Urodził się 26 lipca 1726 roku 
w powiecie wileńskim. Wstąpił do Jezuitów 13 sierpnia 1742. Skończył 
u nich teologię w Pińsku r. 1756, a od 1 września 1757 przeniesiony 
do Akademii wileńskiej, był tam publicznym profesorem wymowy. Na 
tem stanowisku zjednał sobie względy znakomitych ludzi; najwięcej go 
lubił Józef Korsak kan. kat. wil. Promowany na doktora filozofii i nauk 
wyzwolonych. Zebrał mowy swoje przy różnych okolicznościach miane 
po łacinie (3113); dwie przy rozpoczęciu kursu nauk (1 września 1757 
i 1 września 1758) i dwie miane w dzień św. Katarzyny, opiekunki 
uczących się. Odbywały się właśnie egzamina z wymowy i dysputy 
w Akademii w dniach 13, 14, 16 marca 1759 pod zaszczytem księdza 
Józefa Korsaka i na tę uroczystość profesor z dziełem swojem pospie- 
szył. Korsak łożył koszta na druk dzieła. Miało być więcej tomów, ale 
nie wyszły, wydawano bowiem mowy te jako tomik pierwszy. Spółcześni 
ogłosili księdza Bartoszewicza za Cycerona polskiego. Z Wilna przeszedł 
do Nieświeża i tutaj zarządzając kollegium jako wsławiony mowca wy- 
stępował na pogrzebie księcia Hieroniima Radziwiłła, chorążego W. Ks. 
Lit. imieniem Jezuitów mazowieckich (1 września 1760). Nareszcie witał 
raz mową stosowną w Słucku królewicza Karola księcia kurlandzkiego, 
kiedy tenże zwiedzał tameczne kollegium Jezuitów. Te dwie ostatnie 
mowy są polskie, a miana w Słucku drukowana jest w dziele: 

3370. Mowy wyborne po większej części z późniejszych mowców 
i rękopisów zebrane. Wilno, druk Akademii, 1784, 89? (w tomie II str. 218). 

W roku 1764 miał Bartoszewicz dozór nad drukarnią akademicką 
w Wilnie, z której wyszły dzieła Radziwiłłowej i kazania X. Antoniego 
Głażyńskiego, Jezuity. Kiedy umarł, nie wiadomo. 


— 118 — 


Bartoszewski Michał S. J. Był profesorem teologii i prawa 
kanonicznego w roku 1755. 

Bekanowski Aleksander S$. J. Urodzony na Litwie ze szla- 
chetnych rodziców 10 marca 1682; skończywszy gimnazyum, najprzód 
w wojsku służył, a następnie 18 września 1704 do zakonu Jezuitów 
wstąpił i profesyę 4 ślubów 2 lutego 1722 r. złożył. Uczył tylko rok 
humaniorów, 3 lata filozofii, potem przez 5 lat teologii moralnej, a przez 
8 teologii dogmatycznej. Zostawszy doktorem teologii, w wielu miejscach 
rządził szkołami. Powołany do rządów kollegium kowieńskiego, wielkiemi 
prośby uwolnił się od tego urzędu. Po dziesięciomiesięcznej chorobie 
umarł 13 lutego 1733 roku. 

Jedną tylko pracę teologiczną prof. Bekanowskiego znamy i o niej 
w innem miejscu mówiliśmy (2911). 

Berkman (Baerkman, Birkman) Jan Karol. Pochodził z Wilna, 
gdzie do nauk się przykładał. Był zdolnym i pracowitym, dlatego przy- 
jętym został do Towarzystwa doskonalącej się młodzi; był kolegą Lele- 
wela. Doktoryzował się w Berlinie w r. 1814, a potwierdzenie stopnia 
naukowego pozyskał w Wilnie w r. 1817. I odtąd nie dawał żadnej 
wiadomości o sobie, nic nie pisał, a przynajmniej drukiem nie ogłaszał. 
Zapewne jako profesor zwyczajny Uniwersytetu musiał mieć odczyt na 
posiedzeniach literackich, ale nas nie doszły wiadomości o tych posie- 
dzeniach za rektoratu Pelikana, przeto i w tym wypadku o jego pra- 
cach literackich nic nie wiemy. Gdy za kuratorstwa Nowosilcowa stała 
się głośną księżna Zubowowa, wówczas o jej domowym lekarzu przemó- 
wiono. Podobno nikogo nie zadziwiło, gdy w r. 1826 mianowany został 
profesorem zwyczajnym publicznym w Uniwersytecie na katedrze medy- 
cyny sądowej, policyi lekarskiej i hygieny. W takim charakterze prze- 
szedł do akademii medyko-chirurgicznej. O jego działalności profesor- 
skiej to tylko powiedzieć możemy, że wykładał podług najznakomitszych 
ówczesnych podręczników. Oprócz rozprawy inauguralnej, innych prac 
jego nie znamy i nie słyszeliśmy o nich. 

Po zamknięciu Akademii wyjechał do Petersburga, gdzie podobno 
oddawał się dowocyi, przepędzając długie godziny na rozimyślaniu w ko- 
Ściele św. Katarzyny. W r. 1856 zakończył życie w Petersburgu. 

Becu August. We wszystkich biografiach profesora wileńskiego 
piszą, że dziad jego z Francyi emigrował za panowania Ludwika XIV 
i osiedlił się w Pomeranii pruskiej, skąd sprowadzony został przez Sta- 
nisława Augusta do Polski i na sejmie 1775 roku otrzymał indygenat 
polski; tymczasem w urzędowych papierach August Becu zapisany jest 
jako syn cudzoziemca. Urodził się w Grodnie d. 3 maja 1771 r. Do 
nauk przykładał się w Szkole Głównej litewskiej, gdzie w r. 1793 otrzy- 


mał stopień doktora medycyny. Był wiceprofesorem patologii i materyi 
medycznej od r. 1797; a od roku 1799 profesorem tych przedmiotów. 
Kiedy reorganizowano Szkołę Główną na cesarski Uniwersytet i posta- 
nowiono utworzyć samodzielną katedrę fizyologii, przeznaczony do tej 
katedry Becu wyjechał za granicę dla udoskonalenia się, a katedrę, którą 
dotychczas zajmował, powierzono Józefowi Frankowi. Becu powróciwszy 
do kraju, nie objął obowiązków profesora fizyologii, lecz od Józefa Franka 
przyjął pierwotną swoją katedrę i na tem stanowisku przebył aż do 
śmierci, która nastąpiła w sierpniu 1824 r. od uderzenia pioruna. 

Od r. 1817—1822 był członkiem komitetu szkolnego. W r. 1819 
był wizytatorem szkół; od roku 1817 — 1824 sekretarzem Towarzystwa 
biblijnego. To ostatnie zajęcie nie miało żadnej styczności z Uniwersy- 
tetem, lecz do promocyi dopomagało — ponieważ jenerał-gubernator 
wileński, protegujący oddział Towarzystwa biblijnego, miłem okiem pa- 
trzył się na członków onego. O pracach literackich Becu'a mówiliśmy 
wyżej (1544, 2026—2028, 2125). Skutkiem tego, że Mickiewicz w trze- 
ciej części »Dziadów« śmierć od pioruna Becu'a przypisał karze Boskiej, 
gdyż takie było wówczas między młodzieżą mniemanie, powstało wiele 
głosów za i przeciw Mickiewiczowi, które przywodzę poniżej dla scha- 
rakteryzowania, jakim był Becu człowiekiem — do czego mam wszelkie 
prawo, gdyż mówiąc powyżej o patologii, zdałem sprawę, jakim był pro- 
fesorem. Pierwszy Lelewel (» Nowosilcow w Wilnie«) pisze: »Jeden tylko 
profesor Becu zbliżył się do Nowosilcowa. Wyglądał emerytury i pra- 
gnął rektorstwa. Dziwne i śmieszne inwentował kalumnie. Denuncyował 
Kontryma i kolegów swoiche. Odyniec (»Wspomnienia z przeszłości « 
str. 278) przypuszcza, że: »sąd o nieszczęsnej ofierze pioruna wydany 
jakby tylko dla poetyckiego efektu«. Władysław Mickiewicz w żywocie 
ojca swego (I. 147) oburza się na Odyńca, utrzymując, że podobne zda- 
nie ubliża Mickiewiczowi. »Często Mickiewicza spotyka zarzut, iż uchybił 
Słowackiemu, nie oszczędzając Becu'a. W czemże Słowacki jest odpo- 
wiedzialny za małoduszność ojczyma? Mickiewicz, jak przekładał prawdę 
nad towarzyskie względy, tak też wymagania sprawiedliwości nad miłość 
własną, i gdyby się w późniejszych latach był przekonał o niewinności 
Becu'a, nie byłby go zostawił pod pręgierzem. Chciano tłómaczyć suro- 
wość Mickiewicza dla Becu'a wpływem broszury Lelewela. Idąc ślepo 
za Lelewelem, Mickiewicz byłby potępił i Twardowskiego, nie wymienia 
go jednak w »Dziadach« pomiędzy napiętnowanymi działaczamie. Oprócz 
Odyńca broni Becu'a i Jundził: »Nie pojmuję przyczyny, dla której 
Filareci zmarłego nawet tego profesora z taką zawziętością prześladują. 
Mickiewicz w pierwszej części » Dziadów « swoich już go dotykał; w trze- 
ciej części tych romantycznych marzeń Śmierć jego od pioruna karą Bożą 


— 120 .— 


nazywa. Jego płynne władanie francuskim, niemieckim równie jak pol- 
skim językiem i wesoły zawsze humor ujęły prędko Nowosilcowa, upo- 
dobał więc go sobie i oświadczył życzenie, aby go najczęściej odwiedzał. 
Becu własnym interesem powodowany (!) i wyraźnym rozkazem zniewo- 
lony, musiał dość często uczęszczać i uczęszczał tyle, ile mu domowe 
zatrudnienia i lekcyjne godziny dozwoliły. Podał był prośbę o uwolnie- 
nie siebie od służby i o pensyę dożywotnią. Gdy rozwinęła się sprawa 
o tajemne towarzystwo Filaretów, wszystkich podobnych prośb rozwią- 
zanie do ukończenia tej sprawy zawieszone zostało. Becu całą nadzieję 
obrócił ku Nowosilcowowi (!), o którego wielowładnym wpływie na umysł 
wielkiego księcia Konstantego, a tem samem i ministerstwa dobrze wie- 
dział (ze wspomnień tułacza Sobarri)«. Aleksander Chodźko w tejże ma- 
teryi pisze: »Jak dziś pamiętam, rozpacz wdowy i ślicznej jak ateńska 
statua Aleksandry Becu i jej siostry Hersylii, kiedy zabitego piorunem 
trupa Becu'a puszczano w wannę. Rażącą mnie w krytykach niespra- 
wiedliwością jest ich posądzenie, że ustęp z »Dziadów« o Śmierci Becu'a 
spowodowany Mickiewicza niechęcią i że jego przedstawienie scen wileń- 
skich z 1823 r. więcej było poetyczne, niż zgodne z prawdą. To, co 
w ostatnich latach działo się na Litwie i w Kongresówce, potwierdza 
niestety aż nadto istność opisu scen owych. Znałem bliżej doktora Becu 
i nie sądzę, ażeby zniżył się do przekupstwa, ale to pewna, że nie na- 
leżał do partyi nieprzyjaznej rządowi. Stąd wiara zabobonnej młodzieży, 
że piorun był karą zesłaną z nieba, a poeta poszedł za powszechną wiarą, 
tak jak całe życie w poezyach i czynach swoich szedł za powszechnem 
uczuciem moralnej wartości Polskis. (Uwagi Aleksandra Chodźki nad 
pracami pp. Małeckiego i Tarnowskiego o Słowackim. »Rocznik Towa- 
rzystwa historyczno-literackiego na rok 1868« str. 367). 

Bembus Mateusz S. J. Doktor teologii Akademii wileńskiej. 
Urodził się w Poznaniu w r. 1567 z rodziców ubogich. Słuchał nauk 
w kollegium poznańskiem i tu wstąpił do zgromadzenia w roku 1581. 
W Akademii wileńskiej nauczał filozofii, przykładając się równocześnie 
do teologii. Teologię wykładał przez 8 lat. Zarządzał kilku domami i całą 
prowincyą, a po Śmierci Skargi był kaznodzieją królewskim przez dwa 
lata, poczem odwołany przez przełożonych, rozmaite posługi zakonne 
spełniał, Będąc przez lat trzy rządcą kollegium poznańskiego, toż zna- 
cznie rozszerzył i majątek jego pomnożył. Umarł w podeszłym wieku 
30 lipca 1645 roku. Ogłosił: 

3371. Kometa, to jest pogróżka z nieba na postrach, przestrogę 
i upomnienie ludzkie pokazana w roku 1618 miesiącu grudniu, po- 
dana do uwążania przez X. ..... D. Th. S. J. Kraków, Piotrkowczyk, 
1619, 4% IV. 54. 


=+ „KZI "= 


3372. Trąba gniewu Boskiego gromiąca grzeszników na przestrogę 
i upamiętanie wystawiona w Komecie i t. d. Kraków, 1648. 47 (wydanie 
pośmiertne). 

3373. Kazanie na śmierć Barbary z Radziwiłłów Kiszczyny. Wilno, 
1614, 89. 

3374. Wizerunek szlachcica prawdziwego, w kazaniu na pogrzebie 
Jp. Andrzeja Boboli, podkomorzego koronnego. Wilno, 1629. 49. 

3375. Żałoba albo kazanie na śmierć Andrzeja Opalińskiego, biskupa 
poznańskiego. Kraków, 1624. 

3376. Pochwała pogrzebna Adama Sędziwoja Czarnkowskiego, wo- 
jewody łęczyckiego. Kraków, 1628, 47. 

3377. Wzywanie do jedności katolickiej narodu Ruskiego religii 
greckiej z Kościołem rzymskim, uczynione na kazaniu w kościele metro- 
politalnym lwowskim w dzien ŚŚ. Szymona i Judy Apostołów. Kraków, 
Piotrkowczyk, 1629, 4? 26; 2-a ed. 1630. 

Kazanie to wypowiedział Bembus wezwany przez Zygmunta III 
do Lwowa w czasie zjazdu w celu przyprowadzenia do Unii. 

3378. Nabożeństwo Ormiańskie, to jest wzywanie narodu Ormiań- 
skiego do wiary i miłości z Kościołem rzymskim. Kraków, 1630, 40 16. 

3379. Krótka sprawa o nowem kolegium krakowskiem (Patrum 
Societatis Jesu) stanom koronnym na sejmie walnym warszawskim A. D. 
1627 zgromadzonym, do uważania podana. Warszawa, Jan Rossowski 
(1627), 49 k. 104. Praca ta wyszła bezimiennie. Allegambe na str. 594 
świadczy, że autorem jej jest Bembus. Stanowi ona odpowiedź na słynną 
broszurę Brzoskiego p. t. »Gratis«. 

3380. Pastor vigilans sive ars regendi animas ex Epistolis potis- 
simorum D. Gregorii Magni excerpta et ejusdem exemplo Pastoribus 
omnibus Ecclesiasticis proposita. Kraków, 1618. 47 18, 281, 17. 

3381. Pax non pax seu rationes aliquot quibus confoederationis 
Evangelicorum cuin Catholicis pacem nullo modo veram esse pacem bre- 
viter ostenditur. s. l. 1615, 4? 20. 

3382. Paccatus impaccatus ad examen vocatus seu examen respon- 
sionum gquibus ad rationes contra pacem Confoederationis in libello pax 
non pax inscripto factas Anonymus quidam in suis Vindiciis pacis 
respondere frustra Authore Lucio vero Pacato conatus est. Kraków, 
1616. 49 248. 

3383. Bellator Christianus, hoc est ratio christiane pie feliciter que 
bella et apparandi et gerendi Summorum Imperatorum Regum et alio- 
rum Christianorum Ducum exeunplis expressa et notis brevibus illustrata, 
Cracoviae et Coloniae typ. Birckmanii 1617, 47; 2-a edycya 1618. Trze- 


==  <L22 = 


cia edycya, z rozkazu i nakładem Jana III Sobieskiego króla polskiego, 
po trzeci raz w Oliwie, 1688, 89 8, 120. 

3384. Monita salutaria data anonyimo auctori scripti nuper editi, 
cui falso titulus inditus Monita privata Societatis Jesu 1615. 4? s. |. 
Toż samo ma być po polsku. 

3385. Persuasio militaris seu rationes ob quas illustris ordo mili- 
taris Regnis abstinere debet, ab exactionibus et oneribus imponendis in 
bonis Ecclesiasticis; po polsku. 

3386. Nepos in Nupturientes Evangelicos verbi ministros. Są to 
wiersze, parodya na wiersze toruńskich poetów, którzy na ślub Andrzeja 
Łuka kaznodziei toruńskiego pisali. 

Preuschoff o słynnym profesorze wileńskim w ten sposób pisze: 
17 S. Th. Doctor $ć in Academia Professor, Sigismundi III Regis 
Poloniae Ecclesiastes, polemicis libris quam plurimis editis;, orbem Po- 
lonum ab haeresibus per illas temporum calamitates oppressutm, verae 
fidei restituit«. Jako mowca kościelny, Bembus po Skardze niezaprzecze- 
nie pierwsze zajmuje w literaturze polskiej miejsce. Wiedzieli o tem do- 
brze przełożeni zakonu Jezuitów i po Śmierci Skargi nikogo innego 
tylko Bembusa na kaznodzieję nadwornego wysadzili. Wymowa jego jest 
męską, mniej wprawdzie porywa i unosi umysły, mniej do serca prze- 
mawia niż Skargi, ale zbliża do niej bardzo i jest więcej wypracowaną. 
Język Bembusa jest płynny, obfity, pełen pięknych zwrotów i doskonale 
wyrobiony. Równie jak Skarga, gromił on z ambony Śmiało i bez ogródki 
występki krajowe i proroczym duchein jego przyszłość przepowiadał. Ale 
kazania Bembusa nie tylko są ważne jako zabytek nieporównanej mowy 
1 wybornego języka, dostarczają one nadto mnóstwa materyałów do 
historyi krajowej, obyczajów i zwyczajów owoczesnych. 

Benisławski Jan S. J. Ostatni profesor filozofii w Akademii 
jezuickiej. Urodził się w r. 1735. Wstąpił do Jezuitów mając lat i6, 
a w r. 1768 promowany na doktora teologii. Po kasacie Jezuitów, Ko- 
misya edukacyjna mianowała go rektorem szkół brzeskich. Następnie 
przeniósł się do Inflant (1775) w strony rodzinne i tam spotkał się 
z Siestrzencewiczem, który go wziął do swego boku, aby za jego po- 
Średnictwem trafić do Potemkina. To mu się udało, bo Benisławski będąc 
bardzo pobożnym, skromnym a dużej nauki, wziął sobie za cel życia, 
aby biskupa Siestrzencewicza nawrócić do Kościoła. Siestrzencewicz się 
przyczaił, jak pisze Jul. Bartoszewicz, w szczerość nawrócenia Benisław- 
ski uwierzył i stał się odtąd ślepem narzędziem w rękach przewrotnego 
człowieka. Ponieważ Benisławski był w pokrewieństwie z generałem Mi- 
chelsonem, ulubieńcem Potemkina, przeto Siestrzencewicz umiejętnie 
działał, zyskując sobie Benisławskiego. Potemkin dużo dobrego zrobił 


dla Kościoła katolickiego w Rosyi za pośrednictwem Benisławskiego. 
Zgodził się np. na utworzenie arcybiskupstwa w Rosyi, lecz z warun- 
kiem, że Benisławski będzie arcybiskupem. Benisławski się wymówił, 
lecz wskazał na Siestrzencewicza, którego Potemkin nie lubił, zwąc go 
huzarem, chytrym Świeckim politykiem. Benisławski chciał zostać Jezuitą, 
lecz Potemkin nie pozwolił na to, przeznaczając go na koadjutora mo- 
hilewskiego. W r. 1783 wyjechał do Rzymu, aby przyspieszyć erekcyę 
arcybiskupstwa, miał również zlecenie względem utrzymania Jezuitów. 
Po powrocie z Rzymu prekonizowany był na biskupa gardeńskiego. 
W r. I8o1 został prezesem kollegium katolickiego. Otoczył się Jezuitaini, 
wszystko przez nich i dla nich robił. Po kilku latach z tego stanowiska 
ustąpił (1807). O jego podręczniku logiki mówiliśmy powyżej. 

Berendt Szymon S. J. Prusak; mając lat 15, w r. 1600 wstą- 
pił do Jezuitów i profesyę 4 Ślubów uczynił. Prawie wszystkie wykła- 
dał nauki: humaniora, filozofię, matematykę, język hebrajski, teologię mo- 
ralną i dogmatyczną. Był też towarzyszem księcia polskiego Aleksandra, 
syna Zygmunta III, podczas jego podróży po Niemczech i Włoszech. 
Przez wiele lat był kaznodzieją. Przez sześć lat rządził seminaryum pa- 
pieskiem w Brunsbergu i tamże 16 maja 1649 życie zakończył. Według 
Browna, wiele dzieł bezimiennie wydał. 

3387. Litania do Imienia Jezus. Wilno, druk Akademii, 1638, 80. 

3388. Litanie Lauretańskie do N. M. Panny, 1639, 89. Są to nuty 


muzyczne. 
Berendt Andrzej S. J. Janocki w »Lexiconie» podaje go jako 


profesora języka łacińskiego w r. 1755 w Akademii. 

Białkowski Mikołaj Kazimierz S. J. Urodzony w Mało- 
polsce d. 7 marca 1609 r., do zgromadzenia wstąpił 25 czerwca 1623 
i profesyę 4 ślubów 2 lipca 1646 uczynił. Uczył humaniorów przez trzy 
lata w Rawie, Sandomierzu i Poznaniu. Był kaznodzieją w Brześciu 
litewskim i Rawie, profesorem teologii w Wilnie przez 8 lat, prefektem 
nauk ro lat, a usługując zapowietrzonym w Toruniu, tamże umarł 28 
września 1650 r. 

3389. Theorocentrica, sive mathematicae de punctis et centris con- 
siderationes. Wilno, druk Akademii S. J. 1644, 120; toż, tamże, 16g0. 

Białowicz Walenty. Litwin, nauk wyzwolonych 1 filozofii 
magister w Ołomuńcu, wstąpił do nowicyatu w Wilnie w r. 1661 mając 
już lat 24; przez kilka lat uczył humaniorów; wydał rozmaite ładne 
wiersze bezimiennie. Karol Henryk Trommler w swem dziele: » De Po- 
lonis latine doctis«<, Warszawa 1776, nazywa go familii Lojolowej, jak 
indziej, tak w Wilnie ozdobą. Brown podaje następujące prace: 


3390. Parodia genialis de Immaculata Conceptione B. V. Mariae. 
Wilno, druk Ś. J. 1668. Anonyme. 

3391. Epinition dum sacrum Corpus B. Josaphati Archiepiscopi et 
Martyris Vilnam ab exilio inveheretur. Wilno, druk Akad. S. J. 1667. 
Anonyme. 

3392. Oda longiuscula de B. Śtanislao Kostka. Wilno, 1667. 

3393. Cynthiae hlebovcianae decora. Wilno, 1669, fol. 

3394. Lilium D. Casimiri natali carmine celebratum. Wilno, 1669, 
fol. Anon. 

3395. Soli polique decus, Sagittae Wołłowicianae, pro funere La- 
dislai Wołłowicz, Palatini Witepscensis. Wilno, druk Akad. S. J. 166g. 

3396. Odae variae in coronatione Serenis. Regis Michaćlis, adjunctae 
problematibus P. Casimiri Kojałowicz. Wilno, druk Akad. 166g. 

3397. Agni junosiani aureum vellus. Wilno, druk Akadem., 1670. 
fol. Anon. 

3398. Aetas liliata Chrapoviciorum. Wilno, druk Akad. S. J. 1671. 
Anonym. 

Białucki Jan Józef S. J. Doktor filozofii Akademii wileńskiej 
i uczeń Marcina Śmigleckiego, profesor teologii. Będąc jeszcze słucha- 
czem teologii w Akademii wileńskiej do druku podał: 

3399. Łupieże martwe skryptu Marcina Gracyana, Ministra świeżo 
nazwanego, protestacyą, gdzie szczypie disputacyą wydaną od X. Mar- 
cina Śmigleckiego, D. Th. S. J. gwoli ministrom tym, którzy Ministra 
znać chcą, pokazana przez ..... Aud. Th. w Akademii wileńskiej S. J. 
druk D. Łęczyckiego, 1599 in 47. 

Bielkiewicz Adam. Urodził się w Wilnie w r. 1797. Ojciec 
jego był nauczycielem muzyki, brat malarzem. Po ukończeniu gimna- 
zyum wileńskiego wstąpił w r. 1815 na wydział lekarski. Jako student 
czwartego kursu a jeden z najlepszych uczniów Lobenweina, został po- 
mocnikiem prosektora Kiersnowskiego. Wykładał wówczas anatomię Pe- 
likan. W marcu 1820 r. otrzymał stopień lekarza, z prawem przedsta- 
wienia rozprawy na doktora medycyny. Wkrótce potem został korepe- 
tytorem i p. o. prosektora. Otrzymawszy stopień medyko-chirurga w r. 
1821, wysłany został w roku następnym do Petersburga, dla studyowa- 
nia anatomii fizyologicznej pod kierunkiem Bujalskiego. Następnie był 
w Moskwie, gdzie prosektor Homburg uczył go, jak urządzać preparaty 
anatomiczne, a szczególnie w jaki sposób nastrzykiwać naczynia. Wyro- 
biony przez Bielkiewicza w Moskwie preparat, przedstawiający z naj- 
większą dokładnością mięśnie, naczynia i nerwy kończyny dolnej, zwrócił 
na siebie powszechną uwagę i przez długi czas stanowił ozdobę gabi- 
netu anatomicznego moskiewskiego. Po powrocie do Wilna mianowany 


został prosektorem dnia 12 grudnia 1824 roku. Niezależnie od zajęć 
obowiązkowych, studyował anatomię porównawczą. Ważniejsze prace 
w tym kierunku były następujące: cięcia ranae temporariae, astaci  flu- 
viatilis, helicis pomatiae, anadomitae cygneae i ascario lumbricoidis. Nie- 
które z tych preparatów znajdowały się w gabinecie anatomii porównaw- 
czej, zatem obecnie znajdować się powinny w Kijowie. 

Około tego mniej więcej czasu, Bielkiewicz wspólnie z prof. Ho- 
molickim w obecności studentów zajmowali się powtarzaniem doświad- 
czeń fizyologicznych na zwierzętach żywych. Obserwowali główniejsze 
funkcye, jak np. trawienie, pochłanianie, krwiobieg, wymioty, oddechanie, 
funkcye systemu nerwowego i wreszcie histologiczne poszukiwania od- 
nośnie rozwoju zapłodnionego jaja. Zajęcia te nie przeszkadzały Bielkie- 
wiczowi w spełnianiu obowiązków prosektorskich, albowiem tyle jeszcze 
czasu poświęcał na wyrób preparatów anatomicznych, że nimi wzbo- 
gacał bez przerwy ówczesny gabinet anatomiczny. W r. 1825 w czerwcu 
mianowany został adjunktem i od tej chwili rozpoczął wykłady w języku 
polskim. Sposób wykładu był jasny, zrozumiały, a jeżeli dodamy do tego 
świetną technikę, zrozumiemy, dlaczego prelekcye Bielkiewicza tylu zwo- 
lenników liczyły. A że głównem staraniem młodego profesora było po- 
zyskanie jak największej liczby uczniów, przeto osiągnął to, do czego 
zmierzał, bo starania jego odnosiły pomyślny skutek. Szybki wzrost ga- 
binetu anatomicznego najlepszym tego dowodem. Na przedstawienie 
Bielkiewicza zarząd Uniwersytetu wyznaczył studentom nagrody za naj- 
lepsze wyroby. W r. 1827 dzięki szczególniejszym zasługom mianowany 
został profesorem nadzwyczajnym, chociaż nie był jeszcze doktorem medy- 
cyny. Na tem stanowisku pozostał aż do zamknięcia Uniwersytetu. 
W nowo otworzonej akademii medyko-chirurgicznej wykładał anatomię 
podług Meckela, po łacinie. Aby pozyskać stopień profesora zwyczaj- 
nego, przedstawił rozprawę: »de bursis mucosis subcutaneis« i w dniu 
6 lutego 1837 r. został doktorem medycyny, a w miesiąc później mia- 
nowany został profesorem zwyczajnym. W chwili objęcia przez niego ga- 
binetu anatomicznego, było numerów 565; gdy umierał liczba numerów 
doszła 3000. Cyfry te wymownie świadczą o pracowitości profesora. Pre- 
paraty ułożył Bielkiewicz systematycznie, czego poprzednicy nie robili. 
Był bardzo biegłym w nastrzykiwaniu naczyń najdrobniejszego kalibru. 
Zresztą, ważniejsze zasługi Bielkiewicza wyliczyliśmy pod anatomią, tu 
zatem powtarzać ich nie będziemy. Szeroka jego działalność jako lekarza 
praktyka zasługuje na uwzględnienie. Będąc pomocnikiem w instytucie 
połoźniczym i w klinice chirurgicznej, miał sposobność wykształcić się 
specyalnie w tych dwóch przedmiotach, dlatego cieszył się rozległą prak- 
tyką jako chirurg i akuszer. Niezależnie od tego był ordynatorem w szpi- 


—  I20 — 


talu św. Jakóba i lekarzem w Dobroczynności. W chwilach wolnych 
(więc je miał?) zajmował się ornitologią i botaniką. Tym dwom umie- 
jętnościom poświęcał się z wielkiem zamiłowaniem. Wypychał ptaki zna- 
komicie i podobno kilka tysięcy egzemplarzy pozostawił po sobie; her- 
barz przeszedł do prof. Wolfganga, a od tego ostatniego do biblioteki 
Towarzystwa lekarskiego wileńskiego. Łatwo zrozumieć, że wobec tylu 
1 tak różnorodnych zajęć mało miał czasu zajmować się piśmiennictwem:; 
a może być, że nie lubił tego rodzaju zajęcia; dlatego prócz artykułu 
gazeciarskiego i rozprawy doktorskiej (1428, 1448) nic więcej nie pisał. 
Był on pierwszym z Polaków, wykładających na Litwie anatomię. Za- 
kończył życie w Wilnie, 

Bielski Kazimierz S. J. Urodził się 2 marca 1651 na Białej 
Rusi. Do Jezuitów wstąpił r. 1668 i profesyę 4 Ślubów d. 2 lutego 1686 
uczynił. Uczył humaniorów przez 5 lat w Wilnie i Warszawie, filozofię 
wykładał 3 lata. Potem był 6 lat kaznodzieją, sekretarzem prowincyała, 
rządził domem wileńskim profesów 3 lata, a w kollegium połockiem 12 
lat; był nadto elektorem na kongregacyi generalnej i w Połocku umarł 
9 marca 1709 r. 

3400. Informatio de erectione, fundatione, ac liberalitate Stephani, 
Regis Poloniae in Collegium Polocense S. J. Wilno, druk Akademii S. J. 
1698, 4% (Brown). 

Bisio (Bisi) Stefan Wawrzyniec. Urodził się w r. 1720 
w Pawii, gdzie do nauk się przykładał i gdzie w r. 1746 stopień do- 
ktora medycyny i filozofii pozyskał. Następnie w Turynie prowadził 
wykłady, a stąd przeniósł się do Wenecyi. Księżna Anna Jabłonowska, 
znakomita dama owego czasu, właścicielka Siemiatycz, gdzie był sławny 
gabinet historyi naturalnej i szkoła akuszerek, powołała Bisiego do Sie- 
miatycz na lekarza. W r. 1763 przyjął ten obowiązek, a po pięciu latach 
przeniósł się do Nieświeża do księcia Karola Radziwiłła. W r. 1772 
spotykamy go w Wilnie jako lekarza jezuickiego przy Akadeinii. Gdy 
w r. 1780 utworzyło się Collegium medicum, Poczobut wezwał bawią- 
cego wówczas w Medyolanie Bisiego na profesora. W 1779, 4 sierpnia 
pisał Bisio ze Lwowa do Poczobuta, że nie wie jeszcze, dokąd pojedzie, 
w czerwcu pisze (1780) również ze Lwowa do Poczobuta, zachwala jego 
artykuł o wodach mineralnych sztucznych, ogłoszony w Gazecie wileń- 
skiej; zadowolony, że Strzecki pierwszy w Litwie de aere fixo mówił 
i głosił. W styczniu 1781 zawiadamia, że na rok wyjedzie do Wiednia, 
później do Medyolanu, a już 25 kwietnia odpisuje Poczobutowi, że zga- 
dza się na propozycyę uczynioną mu przez króla, Komisyę 1 Poczobuta 
(Poczobut nie był jeszcze rektorem) i przybywa do Wilna. W r. 1787 
dnia 5 lutego pisze Bisio do prymasa Poniatowskiego, że dnia 14 lutego 


zaczyna 54 rok życia, że w tym roku wyłoży jak i w latach poprze- 
dnich anatomię i fizyologię, a za rok prosi o uwolnienie. Prymas odpi- 
sał żeby do końca lipca wykładał, że Komisya postara się tymczasem 
o innego profesora; dodaje prymas, iż liczy na to, że dalsze związki 
jego z Akademią będą dla tej ostatniej z korzyścią. W r. 1782 obrany 
został prezesem Collegii physici. Wykładał swój przedmiot po łacinie 
do 1787, według programu, jaki wyżej podaliśmy. W r. 1787 powrócił 
do Włoch. Jundziłł utrzymuje (1. c. 128), że Bisio w r. 1784 zniechę- 
cony oddaniem dziekaństwa fakultetu fizycznego, do którego i oddział 
medyczny należał, X. And. Strzeckiemu, katedrę opuścił i do ojczyzny 
swej powrócił. Najsurowsza dyeta była główną zasadą medycyny jego, 
a włoskie brodo longo, powszechnem na wszystkie choroby lekarstwem. 
Ciampi powiada 1), że Bisio umarł w Mestre pod Wenecyą. 
Bobrowski Michał. Urodził się 8 listopada 1784 w Wolkach, 
gdzie jego ojciec był unickim proboszczem. Pierwiastkowe nauki odby- 
wał u Pijarów w Drohiczynie, gimnazyalne w Białymstoku, po ukoń- 
czeniu których przeszedł do seminaryum głównego w Wilnie w r. 1808. 
Czteroletni kurs nauk ukończył w r. 1812 ze stopniem magistra teo- 
logii, a rok przedtem zdał egzamin z nauk wykładanych na fakultecie 
literackim i otrzymał stopień magistra nauk wyzwolonych. Po ukończe- 
niu wojny z Napoleonem, Bobrowski powrócił do Wilna, studyował kurs 
prawa cywilnego i karnego i zajmował się językami hebrajskim i wło- 
skim. W r. 1814 został zastępcą profesora na katedrze Pisma Św., po 
usunięciu się prof. Golańskiego, a w r. 1815 po obronieniu rozprawy 
na stopień doktora teologii, został profesorem. Wówczas to wyświęcony 
został na kapłana 29 czerwca 1815 r., a w r. 1817 został kanonikiem 
brzeskim. W tymże roku 1817 wyjechał Bobrowski za granicę dla obej- 
rzenia zakładów teologicznych i udoskonalenia się w językach wscho- 
dnich; a także rada Uniwersytetu poruczyła mu, aby się poznajomił 
z narzeczami słowiańskiemi. Z tej podróży powrócił dopiero w sierpniu 
1822 roku. W czasie pobytu w Wiedniu zastał jeszcze znakomitego 
Jahn'a, który wsławił się jako orientalista i autor archeologii biblijnej. 
Słuchał kursów Oberleitnera, Ruttenstocha, Zengerle, Ackerinana i innych. 
Przykładał się do hermeneutyki i historyi Kościoła. Wyćwiczył się do- 
skonale w języku hebrajskim, syryjskim, chaldejskim i napisał sprawo- 
zdanie o urządzeniu głównego seminaryum, do którego wstępowali wy- 
chowańcy liceów i uniwersytetów. W bibliotece cesarskiej i hr. Osso- 
lińskiego studyował rękopisy słowiańskie. Od r. 1819 poczynają się po- 
dróże jego po ziemiach słowiańskich. Zwiedził Czechy, Morawię, Krainę, 








1) Bibliografia critica, II, 283. 


— 128 — 


Chorwacyę. Pracował w bibliotekach w Pradze, Welehradzie, Lublanie, 
Raguzie, Dubrowniku, Zadrze. Przeniósł się stamtąd do Włoch; zwie- 
dził Wenecyę, Bononię, Florencyę i Rzym. W Pradze poznajomił się 
z Józefem Dobrowskim i jego uczniem Wacławem Hanką, Jungmanem, 
mając do nich listy polecające z Wiednia od Bartłomieja Kopitara. 
W Wenecyi dużo skorzystał ze znajomości z Pawłem Solariczem; w Do- 
browniku z literatami Appendini i Miosiczem. W czasie zjazdu Słowian 
w Zadrze w październiku 1820 roku przyjął czynny udział. W Rzymie 
okazał się bardzo łaskawym dla Bobrowskiego Angelo Mai, członek ho- 
norowy Uniwersytetu wileńskiego. W watykańskiej bibliotece spisał 
katalog najstarożytniejszych rękopisów i druków słowiańskich. Do tego 
katalogu dołączył i fac-simile z ważniejszych rękopisów, a rękopis chor- 
wacki, bardzo starożytny, przepisał całkowicie. Ten katalog rękopisów 
ogłosił drukiem Mai w r. 1830 p. t. Nova Collectio veterum. O swo- 
ich zdobyczach naukowych donosił Kopitarowi, Dobrowskiemu, Hance 
i kanclerzowi hr. Rumiancowowi, z którym poznajomił się za granicą. 
W końcu 1821 roku studyował w Paryżu u De Sassyego język arabski. 
Wracając do Wilna w 1822 r., zatrzymał się w Budyszynie dla etno- 
graficznych i filologicznych badań Łużyczan i ich literatury. Tam będąc, 
zaznajomił się z filologami Locke, Fulke i Łubenskim. W Wilnie, zda- 
jąc sprawę ze swej podróży naukowej, zaproponował reformę wykładów 
nauk teologicznych, powiększając kurs do 7-miu lat. Część tych projek- 
tów niebawem weszła w życie, gdyż Pismo Św. z archeologią biblijną 
stanowiło odtąd specyalną katedrę. | 

Mam przed sobą broszurę, zawierającą żywot i prace uczone prof. 
Bobrowskiego, napisaną przez jego synowca Pawła, jenerała rosyjskiego. 
W tej broszurze przynajmniej trzy czwarte niepotrzebnego balastu. Prócz 
tego autor na każdym kroku zdradza się z nieznajomością przedmiotu. 
Dlatego o niej wspominam, że na stronicy 60 znajduje się ustęp, który 
wyjaśnia usunięcie Bobrowskiego z katedry. Ponieważ jest wiele wersyi, 
a ja nie jestem pewny, która jest prawdziwą, przeto ten ustęp podaję 
w tłómaczeniu z rosyjskiego: 


ZA w naszej literaturze sądy o wileńskich wypadkach 
w 1823, 1824 i 1825 roku pozbawione są dokładności i krytyki. 
Jakkolwiek by to było, w Wilnie utworzyła się silna partya, wrogo 
odnosząca się do wykładów prof. Bobrowskiego, który będąc go- 
rącym stronnikiem obrządku grecko-wschodniego, nie mógł apro- 
bować ani łacińskiej wulgaty(!), a tembardziej przekładu jej na 
język polski, ani rozpowszechniania polskich ksiąg duchownych 
między grecko-unickiem duchowieństwem, które było obowiązane 
spełniać obrzędy kościelne według rytuału greckiego w języku sło- 
wiańskim, ani latynizacyi greckich obrządków w unii. M. Bobrow- 


ski był wydalonym z Wilna pod pretekstem, znieważającym jego 
honor, jako przestępca, bez śledztwa i sądu (aby powstrzymać 
szkodliwy wpływ, który wywierała partya działająca przeciwko 
władzy uniwersyteckiej — ukaz 14 sierpnia 1824 r.) i skazany na 
osiedlenie się w Żyrowicach, w małej celi bazyliańskiego klasztoru 
pod nadzorem władzy duchownej«c. 


Tu przerywając cytatę, dodam, że jenerał Bobrowskij opowiada, 
jakoby Bazylianie, obawiając się szkodliwego wpływu prof. Bobrowskiego, 
denuncyowali go przed ministrem Golicynem. 


» Bezpośrednim powodem do wydalenia z Wilna prof. Bo- 
browskiego było kazanie, wypowiedziane w dzień Św. Józefa Oblu- 
bieńca, a także i ta okoliczność, że wskazywał korzyści, wypływa- 
jące z wykładu filozofii, sam zaś wykład hermeneutyki według 
pierwotnych Źródeł poczytywał się za winę uczonemu teologowi 
slawiściec. 


Nie nam zamiaru polemizować z jenerałem Bobrowskim, ale nie 
mogę mu darować tego, że rozsądnego profesora, a swego stryja, robi 
idyotą, wypowiadając w imieniu profesora myśli, których on nie miał, 
a mając, nie wypowiadałby ich publicznie w Wilnie w r. 1822, wobec 
zebranych gości i grona profesorów, respective teologów. Jenerał Bo- 
browskij o tak prostej rzeczy nie wie, że klerycy uniccy tylko liturgii 
i obrzędów uczyli się oddzielnie, innych zaś nauk teologicznych słuchali 
razem z klerykami łacińskimi; powtóre, że liturgikę wykładał prefekt 
seminaryum głównego, maluczkie zajmujący miejsce w hierarchii nau- 
kowej, nawet mniejsze niż adjunkt, a Bobrowski w tej epoce, o której 
pisze jenerał, był już profesorem publicznym zwyczajnym, a zatem nie 
mógł spełniać obowiązków prefekta, gdyżby to uważał za ubliżenie dla 
siebie; po trzecie, że gdyby prof. Bobrowski podobne herezye wykładał 
z katedry, o jakie go posądza synowiec, to fakultet nie potrzebowałby 
zachować się względem niego wrogo, lecz pozbawiłby go niezwłocznie 
katedry; po czwarte, że owa kwestya wulgaty i interpretacyi jest czy- 
stym wymysłem późniejszych biografów, albowiem owa lekcya publiczna 
jest ogłoszona drukiem i nic podobnego w niej nie znajdujemy. 

Wygnanie profesora Bobrowskiego trwało nie długo. Kanclerz Ru- 
miancow postarał się o to, aby człowiek tak zasłużony, a tak niewin- 
nie ukarany, ofiara zemsty Pelikana, powrócił na katedrę. W styczniu 
1826 roku najwyższy ukaz przywrócił Bobrowskiego na poprzednie sta- 
nowisko, na którem przebył do zamknięcia Uniwersytetu. W akademii 
już miejsca nie otrzymał nie dlatego bynajmniej, aby taki znakomity 
profesor nie miał uznania między kolegami teologami, ale że był taki 
rozkaz z Petersburga, gdzie Siemaszko dążąc do zniesienia unii, chciał 


LNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM 1). 9 


mieć w swojem rozporządzeniu bardzo pożytecznego i świadomego rze- 
czy człowieka. Dostał więc probostwo w Szereszewie, w powiecie pru- 
żańskim, wraz z rozkazem niezwłocznego opuszczenia Wilna. Do upadku 
unii nie przyczynił się czynnie. Chociaż jenerał Bobrowski na str. go 
utrzymuje, że nie tylko przeważnie wpływał na upadek unii, ale nawet 
(przypisek) kierował wszystkiemi czynnościami Siemaszki — to z listu 
profesora do księdza Bosiackiego, przełożonego klasztoru św. Trójcy 
w Wilnie, który znajduje się w tłómaczeniu na str. 75, jasny wypływa 
wniosek, że ksiądz Bobrowski ubolewa nad upadającą unią i prosi Bo- 
siackiego, żeby on użył wszystkich sił dla utrzymania unii. Na akcie 
połockim nie podpisany. Na pierwszem prawosławnem nabożeństwie 
w b. klasztorze bazyliańskim św. Trójcy w Wilnie, w dniu 4 września 
1839 odbytem, był obecnym, o czem pisze Siemaszko w swoich Pamięt- 
nikach, w tomie 2, nr. 37. 

Czy prof. Bobrowski uprawiał filologię lub archeologię w Szere- 
szewie, czy wogóle pisał oprócz listów jakie dzieło, żadnych nie mamy 
na to dowodów. Zapewnie coś robić musiał, był bowiem pracowitym 
człowiekiem, a materyały miał pod ręką, bo bibliotekę własną dobrze 
dobraną. Umarł na cholerę 21 września 1848 roku. Bibliotekę za życia 
jeszcze sprzedał swemu sąsiadowi, Władysławowi Trębickiemu, czego 
mu darować nie może synowiec Bobrowskij i podejrzywa owego obywa- 
tela Trębickiego o przywłaszczenie cudzej własności. 

Oprócz prac, któreśmy przytoczyli w właściwych miejscach (2553, 
2810, 2811, 3272, 3274) zasługują jeszcze na uwagę: 

3401. Stan domu i kościoła N. P. Żyrowickiej w Rzymie, opisany 
w raporcie urzędowym do posła nadzwyczajnego i pełnomocnego rosyj- 
skiego przy Stolicy Apostolskiej, radcy tajnego Italińskiego, w 1819 r. 
we wrześniu przez miejscowego rektora, X. Jordana Mickiewicza, wedle 
udzielonej przez tegoż rektora kopii przełożył z włoskiego i przypiskami 
objaśnił X. ......, prof. »Dzieje Dobroczynności«, 1822 str. 1240. 

3402. Wyobrażenie Boga w pierwszej księdze Mojżesza, rzecz czy- 
tana na posiedzeniu publicznem Imperat. Uniw. 30 czerwca 1823 roku. 
» Dzieje Dobroczynności«, 1823. II. 224. 

3403. Kazanie o potrzebie czci zewnętrznej, miane d. 7 paździer- 
nika 1823 r. w dzień N. M.P. Różańcowej u XX. Dominikanów w Wil- 
nie. „Dzieje Dobroczynnoście, 1823, III. 118. 

Bogusławski Józef Konstanty S. P. Urodził się 9 gru- 
dnia 1754 r. na Litwie. Nauki pobierał w Złoczowie. Wstąpił do zgro- 
madzenia ks. Pijarów. W Międzyrzeczu wołyńskim był profesorem wy- 
mowy; przeniesiony do Warszawy, wykładał w konwikcie prawo natury 
1 narodów. Na ambonie odznaczył się jako wyborny kaznodzieja. W roku 


1790 wysłany do Wilna, został profesorem teologii moralnej w Szkole 
Głównej litewskiej, a po ustąpieniu Karpowicza i dogmatycznej. Sekula- 
ryzował się, był doktorem teologii, kanonikiem wileńskim i inflanckim, 
prezydentem kapituły, dziekanem fakultetu moralno-politycznego i człon- 
kiem rady seminaryum głównego. Po wysłużeniu emerytury został pro- 
boszczem w Podbereziu i kapelanem Uniwersytetu, nie przestając być 
dziekanem fakultetu. Profesorem nie był znakomitym, dlatego w Uni- 
wersytecie wolano przez zastępstwa urządzać wykłady, aniżeli Bogu- 
sławskiemu powierzać katedrę. Kiedy jeszcze był w Warszawie, uzyskał 
pozwolenie od Stanisława Augusta do przekopiowania niektórych por- 
tretów z królewskiej galeryi, a następnie w ciągu 30 lat zebrał dwieście 
kilkadziesiąt obrazów. W Wilnie wystawił dom na Zamkowej ulicy 
i umieścił w nim galeryę obrazów. Podzielił ją na cztery części. W pierw- 
szej umieścił królów, w drugiej uczonych, w trzeciej ministrów, w czwar- 
tej hetmanów i wodzów polskich. Obrazy te, jak sam powiada w przed- 
mowie do dzieła: Życie sławnych Polaków, były kopiowane przez Peszkę, 
Czerpińskiego, Kondratowicza, Kozłowskiego, Głowackiego, Brzuszkie- 
wicza, Józefowicza i Januszkiewicza. Oprócz portretów posiadał jeszcze 
kilkanaście obrazów historycznych, jako to: Unia horodelska, Chrzest 
Litwinów, Wilno uwolnione od oblężenia w r. 1557, Założenie Akade- 
mii wileńskiej i t. d. Galerya ta po śmierci Bogusławskiego w r. 1819 
została częściami rozprzedaną. O jego pracach teologicznych mówiliśmy 
powyżej (2554 2555, 3118); tu dodam, że w r. 1788 wydał w War- 
szawie 1 tom Życia sławnych Polaków, gdzie pomieścił kilkadziesiąt 
biografii, po większej części z Niesieckiego. 

3404. Życia sławnych Polaków przez X. ..... Wilno, druk Pija- 
rów 1814. 80% 2 tomy. 

W tomie pierwszym zawarł życiorysy samych królów polskich od 
Mieczysława do Augusta III. Jest to historya polska w rodzaju Wagi. 
Tom drugi składa się z dwóch oddziałów. W pierwszym krótkie bio- 
grafie 25 uczonych, a w drugim 24 życiorysy sławniejszych biskupów, 
ministrów, hetmanów. Praca chybiona, napisana bez krytyki, autor za- 
pewnia, że korzystał dużo z metryk koronnej i litewskiej, a pisał dzieło 
swoje szne tra el studio. 

Zabawiał się także i poezyą, bo w tomie XIII »Zabaw przyjem- 
nych i pożytecznyche znajdujemy: 

3405. Oda do księcia Czartoryskiego, generała zieim podolskich. 

Oddzielnie wydał: 

3406. Grosseta wiersz o osobności, przekład z francuskiego. Wilno, 


1802 T. 
Q* 


3407. O doskonałeni prawodawstwie. W drukarni Prześwietnej Ko- 
misyi edukacyjnej. Warszawa, 1786. 80 121. 

Bohatkiewicz Aleksander, Urodzony w r. 1798. Odbywał 
wyższe nauki w Uniwersytecie wileńskim pod kierunkiem Groddeka 
i wkrótce okazał takie postępy w językach i filologii starożytnej, że 
zwrócił na siebie uwagę profesora, który pragnąc, żeby się Bohatkiewicz 
kształcił dalej w naukach starożytnych, zbliżył go do siebie, wyjedna- 
wszy mu miejsce pomocnika przy bibliotece uniwersyteckiej. Zlecił mu 
przytem obowiązki sekretarza oddziału literatury i sztuk pięknych i nie- 
raz poruczał zastępstwo publicznego nauczycielstwa, oraz redagowanie 
pism w języku łacińskim, którym Bohatkiewicz władał z szczególną ła- 
twością. W r. 1827 zajął się w komitecie spisem monet starożytnych 
ze zbioru liceum krzemienieckiego, przewiezionego do Wilna. W r. 1829 
podjął się Bohatkiewicz wykładu publicznego bibliografii w Uniwersyte- 
cie i przemówienie swe przy otwarciu lekcyi ogłosił drukiem. Już wtedy 
poczęły się u niego pokazywać symptomata cierpienia nerwowego; 
w roku następnym rozwinęły się silniej i pozostały nieuleczone. W roku 
1831 w obłąkaniu życie zakończył. 

Działalność swoją literacką zaznaczył w następujących pracach, 
które ogłosił w » Dziejach Dobroczynnoście: 

3408. Wiadomość o Towarzystwie moralnej poprawy w Strassburgu. 
1824. IV. 176. 

3409. Uwaga nad wpływem tegoczesnym osad europejskich na 
zachodnich brzegach Afryki, tudzież o szkole początkowej w mieście 
francuskiem Św. Ludwika. 1824. V. 445. 

2410. Wykazanie ogółowe urządzenia pomocy dla ubóstwa w An- 
glii i Francyi, z przydanemi objaśnieniami. 1822. 133, 264, 1064. 

Bohusz (Bogusz) Tomasz, S. J. Urodził się 20 grudnia 1723 
roku na Podlasiu. Do Jezuitów wstąpił w Wilnie 14 sierpnia 1739 r., 
a profesyę 4 Ślubów 2 lutego 1758 uczynił, Był wileńskim magistrem 
nauk wyzwolonych i filozofii, uczył potem w Drohiczynie i Słonimie, 
wykładał poezyę przez trzy lata w Pułtusku, w Akademii wileńskiej 
1 Warszawie; filozofię 2, a teologię 4 lata w Pińsku, był kaznodzieją 
w Raselu i Pińsku, instruktorem księży 3 probacyi w Łomży, towarzy- 
szem mistrza nowicyuszów, a podczas samej kasaty zakonu w Warsza- 
wie duchownym i profesorem teologii inoralnej. Umarł w dyecezyi kra- 
kowskiej 1783 r. Napisał: 

3411. Eutropiusz, tragedya wierszem napisana. Wilno, druk Acad. 
5. J. 1754. 4, str. g6 (Brown). 

Bojanus Ludwik Henryk. Urodził się w r. 1776 w mieście 
Buksweiler w Alzacyi. Stopień doktora medycyny otrzymał w Jenie w r. 


1797, następnie osiedlił się w Darmsztadzie. Mianowany dyrektorem szkoły 
weterynarskiej w Hessyi, która miała być dopiero urządzoną, wyjechał 
do rozmaitych specyalnych zakładów dla wydoskonalenia się w wetery- 
naryi. W Wiedniu poznajomił się z Symonowiczem, który mu zachwalił 
Wilno, znakomite uposażenie i przywileje profesorów, czem go zachęcił, 
że posłał do Uniwersytetu rozprawę konkursową i został przyjęty. Po 
przybyciu do Wilna w r. 1806, rozpoczął wykłady weterynaryi, a wła- 
ściwie mówiąc tylko epizoocyologii dla lekarzy; dla weterynarzy bo- 
wiem Bojanus nic nie zrobił przez cały czas pobytu swego w Wilnie. 
Według planu nauk przez Jana Piotra Franka dla wydziału lekarskiego 
ułożonego, weterynarya przeznaczoną była do klasy V i VI, przez Loben- 
weina, jako dziekana, przeznaczona dla klasy IV. Bojanus liczył się do 
bardzo wykształconych profesorów wileńskich. Cieszył się przez cały 
czas swego pobytu w Wilnie zachowanieim u ks. kuratora Czartoryskiego. 
Miał on liczne zalety, ale miał i wady. Ponieważ o zaletach jego, jako 
profesora, wspominaliśmy już powyżej w rozdziale poświęconym wetery- 
naryi, przeto w tem miejscu zaznaczę kilku słowami jego ujemne strony. 
Przedewszystkiem, powinien był wykładać weterynaryę, aby wykształcić 
weterynarzy — nie zrobił tego. Miał fałszywe pojęcie o tem, że dla we- 
terynarza niepotrzebne są przygotowawcze nauki, jak filozofia i medy- 
cyna ludzka, a chciał wykształcić praktycznie weterynarzy empiryków, 
czyli według dzisiejszych pojęć felczerów weterynarskich. Prócz tego, 
pobierał Bojanus 2000 rubli, a mianowicie 1000 za kurs główny, a za 
drugi tysiąc miał wykładać dwa kursy dodatkowe, a 1niędzy nimi 
anatomię porównawczą; tymczasem weterynaryi weterynarzom nie wy- 
kładał wcale, gdyż pomocnicy jego, jak się tłómaczył, nie umieli wcale 
po polsku. Miał szerokie pole do działania, zapewnione fundusze, pro- 
tekcyę kuratora — a przecież, biorąc rzeczy ściśle, nie położył zasług 
w Wilnie jako weterynarz, gdyż przez dwadzieścia lat wykształcił zale- 
dwie dwóch lekarzy, którzy się poświęcili weterynaryi, mianowicie Ada- 
mowicza i Muyschela; nie rozumiemy więc, dlaczego Adamowicz w bio- 
grafii Bojanusa szeroko rozpisuje się o jego zasługach dla Litwy pod 
względem weterynarskim. Że Bojanus, jako człowiek wysokiej inteligen- 
cyi i znakomitego wykształcenia, robił dużo dobrego dla przyszłej wete- 
rynaryi, pokazując na sobie publiczności, że weterynarz nie potrzebuje 
być koniecznie roztrucharzem, ale może być i jest głęboko wykształco- 
nym medykiem — na to zgoda. Przesąd ten, że weterynarya należy do 
pogardzanych umiejętności, zmniejszył się dzięki Bojanusowi, ale nie zo- 
stał zupełnie usunięty. Lecz takie usuwanie przesądu było bardzo ko- 
sztowne i można było za te pieniądze oczekiwać czegoś realniejszego. 
Gdy Francuzi weszli do Wilna, Bojanus samowolnie wyjechał do Pe- 


tersburga i tam przez dwa lata pozostawał, pobierając jednakże bardzo 
regularnie pensyę z wileńskich funduszów uniwersyteckich, a gdy po- 
wrócił w 1814 roku, przywiózł z sobą rozporządzenie ministra, mocą 
którego miał odtąd pobierać jeszcze dodatkowo 500 rubli za wykłady 
anatomii porównawczej. Było to oszustwo najczystszej wody, ale że to 
Bojanus zrobił, to wolno; on, taki elegancki, taki uczony, tyle rzeczy 
dla Niemców już napisał, tyle napisze zapewnie, taką sławą okrył Wilno, 
It d. i t. d. 

Wszakżeż Bojanus za anatomię porównawczą pobierał już wyna- 
grodzenie od r. 1806; więc chyba jej nie wykładał do powrotu z Peters- 
burga. Naturalnie, że nie, bo Adamowicz wyraźnie pisze, że Bojanus 
w r. 1815 rozpoczął wykłady anatomii porównawczej i to mu poczytuje 
za wielką zasługę. Dziwna rzecz, jak u nas łatwo dostać się na piede- 
stał I cóż tam za wielkie zasługi, że owego wielkiego Adamowicza 
wychował na weterynarza, toż ile wziął za to pieniędzy. W owym cza- 
sie pensya ogromna. We wszystkiem przesada! Rozumię taką zasługę, 
jeżeli ktoś wychowa całe pokolenie obywateli, z których każdy przynie- 
sie korzyść społeczeństwu, ale taki Bojanus, eleganckie prelekcye ukła- 
dał na posiedzenia publiczne, projekta snuł za projektami, za które rad 
był brać pierścienie od cesarza, ordery — ale tych projektów nie wpro- 
wadzał w życie, bo nie miał pomocników. Szkołę felczerów weterynar- 
skich w ostatnich latach swego pobytu w Wilnie otworzył i w tej 
szkole osadził dwóch swych uczniów, którzy prowadzili wykłady. Otóż 
i powód do nieśmiertelności. Napisał dużo dobrych rzeczy, o czem była 
mowa we właściwem miejscu (445—451, 1054, 2173—2177, 2190—2193). 
W dziejach oświaty wileńskiej nie będzie stanowił epoki, bo poprzesta- 
wał tylko na projektach. 

Ostatnią czynnością jego w Wilnie było ułożenie programu dla 
instytutu weterynaryi w Warszawie na żądanie komisyi rządowej wy- 
znań religijnych i oświecenia publicznego w Królestwie polskiem. Plan 
ten wygotował, lecz pozostał on projektem tylko, jak tyle innych pro- 
jektów Bojanusa, bo nie wszedł w życie. Od r. 1822 chorował ciągle 
1 dlatego mimo próśb ks. Czartoryskiego nie chciał przyjąć obowiązku 
zastępcy rektora po usunięciu się Malewskiego, przed wyborem Twar- 
dowskiego. W dniu 24 września 1824 r. Bojanus opuścił Wilno i jak 
się okazało, na zawsze. Umarł w Darmsztadzie dnia 2 kwietnia 1827 
roku, mając lat 5i. W kilka lat po Śmierci, prof. Eichwald uczcił jego 
pamięć następującą rozprawą; 

3412. Memoria clarissimi quondam apud Vilnenses Ludv. Henr. 
Bojani, quam jubente amplissimo Academiae Vilnensis collegio in Con- 
ventu academico die XVI et XXII. Februarii 6 MDCCCXXIV (!) recita- 


vit..... consil. status. Oryctolog. zoolog. nec non anatom. comparat. 
P. p. o. Academ. et Soc. compl. Socius hujus Acad. dr. med. chir. per- 
petuo a litter. etc. accedit Icon Bojani lap. Iimpr. Vilnae, typ. Gliicks- 
bergii 1835. 4, 59. 

Boyer Wawrzyniec S. J. Pochodził ze Sztokholmu, gdzie 
się urodził w 1563 r. Do zakonu Jezuitów wstąpił w r. 1587. Wykła- 
dał w różnych szkołach retorykę i poetykę lat g, matematykę 3, wresz- 
cie polemikę 2 lata. Umarł w Brunsbergu 13 lutego 1619 r. (Rostow- 
ski 267). 

Uczcił zwycięstwo Chodkiewicza pod Kircholmem poematem: 

3413. Carolomachia libri III, seu victoria auspiciis Sigismundi III. 
RP. de Carolo Sudermaniae duce A. 1605 in Livonia relata, carmina 
decantata. Vilnae 1696. 40, 226. 

Ten poemat heroiczny wydał pod imieniem ucznia swego Krzy- 
sztofa Zawiszy, podskarbica litewskiego, późniejszego wojewody miń- 
skiego, który był synowcem J. K. Chodkiewicza. Baliński przypuszcza 
(Op. cit. 93), że Boyer dla tego wydał powyższy poemat pod cudzen 
imieniem z przypisaniem od Zawiszy Władysławowi, bo »czuł może w od- 
zywającem się przywiązaniu do swojej ojczyzny, chociaż stłumionem 
suknią Jezuity, jeżeli nie sromotę, to przynajmniej całą nieprzyzwoitość, 
będąc Szwedem, tryumfowania ze Szwedów, pognębionych ręką ich 
dzielnego wrogas. Nie mogę się zgodzić na powyższy sąd, ponieważ 
król Zygmunt był wówczas prawowitym monarchą szwedzkim, a uzur- 
patorem Karol Sudermański, przeto Boyer, jako katolik był wrogo uspo- 
sobiony przeciwko lutrowi, cieimiężcy swej ojczyzny. Wydając pod imie- 
niem swego ucznia, poszedł za duchem czasu, gdyż większość profe- 
sorów, nie mając takich względów jak Boyer, podobnie postępowała. 
Poemat ten przełożył na język polski Jan Eysymontt. Tak oryginał ła- 
ciński, jak i tłómaczenie należą do rzadkości bibliograficznych. W mojej 
bibliotece znajduje się kilkanaście kart środkowych polskiego tłómacze- 
nia. Boyer był poetą uwieńczonym. W Akadeimii wileńskiej uczył wy- 
mowy, lecz do nas nie doszedł żaden jego retoryczny traktat. O jego 
utworze poetycznym: »Pompa Casimiriana«, mówiliśmy wyżej (2840). 
Inne jego wiersze, jak np. Carmen adversus Volanum, Carmen ad An- 
dreani Jurgiewicz Canonicum Vilnensem, znajdują się w dziele tegoż 
Jurgiewicza: »Responsio RD. Andreae Jurgiewicz, Canonici Vilnensis ad 
famosum Andrae Volani contra summum Pontificem libellum, quam itd. 

Boym Benedykt Paweł, S. J. Rusin, urodzony 1630 we Lwo- 
wie, a do zakonu 1646 przyjęty, był mężem wielkiej gorliwości i bar- 
dzo szczęśliwym w nawracania do unii św. Był w Akademii profesorem 


ać 136 == 


teologii. Umarł w Wilnie w domu profesów 28 lutego 1670. O niektó- 
rych jego pracach literackich mówiliśmy wyżej (2556, 2557). Tu należą: 

3414. Wóz do nieba o czterech kołach na przejażdżkę duchowną 
dla pamięci na cztery ostateczne rzeczy sporządzony od WX..... z do- 
zwoleniem starszych po kilkakroć odnowiony. Warszawa, druk Soc 
Jesu 1727. 

3415. Zasady wyznania rzymsko-katolickiego. Wilno, s. a. 49. 

Borejko Józef, S. J. Pochodził z starożytnej i możnej rodziny 
litewskiej, osiadłej na Wołyniu, herbu własnego. Urodził się w roku 
1729. Do Jezuitów przyjęty w roku 1744, profesyę 4-ch ślubów uczynił 
1762 roku. Nauką i pracą sławny; uczył w Akademii przez dziesięć lat 
wymowy, był później profesorem w Collegium nobillum w Wilnie. 
Umarł w Wilnie 6 lutego 1765 r. Z dzieł, które ogłosił drukiem, znane 
są następujące: 

3416. Nauka o krasomówstwie z ksiąg M. T. Cycerona, dla JW. 
JMć. P. Aloizego Ogińskiego i t. d., na język polski przetłómaczona 
przez X. ...... Wilno, druk Akademii 1763. 89. 6, 208; drugie wydanie 
tamże 1784. 

Jest to tłómaczenie dzieła Cycerona »Partitiones oratoriae< od str. 
97 — 169. Dołączonych jest tu jeszcze i kilka mów Cycerona, Seneki 
1 innych. Dzieło to, zalecające się piękną polszczyzną i wytwornym sty- 
lem, napisał dla ucznia swego, wojewodzica witebskiego. 

3417. Kazanie w dzień pogrzebu Andrzeja Abrahamowicza, kaszte- 
lana brzeskiego, w Worniach, przy grobie ojczystym przez ...... d. 17 
stycznia 1764 r. Wilno, druk Akad. S. J., folio 13. 

Borowski Franciszek, S. J. Prusak, urodzony 17 lipca 1712 
roku, do zakonu wstąpił g lutego 1736; uczył przez 4 lata w szkołach 
niższych, a w Poznaniu 1742 r. skończywszy teologię, był przez lat 22 
kaznodzieją w Krakowie, Krasnostawie, Lublinie i w Wilnie, duchownym 
w Przemyślu i Lwowie. W Akademii wykładał wymowę i' używał ję- 
zyka polskiego do wykładu retorycznych figur. Był dobrym krytykiem. 
Znakomity kaznodzieja trybunalski. Uważany jest za jednego z pierw- 
szych kształcicieli polskiego kaznodziejstwa. Dzieła jego więcej znane 
są następujące: 

3418. Adwent pierwszy. O czterech rzeczach ostatecznych. W przed- 
mowie znajduje się rozprawa o nowym sposobie kazania. Jest to pra- 
wdopodobnie wyciąg z jego prelekcyi akademickich. Rozprawa ta jest 
gruntownie i dobrym językiem napisana, 

3419. O wzajemnych obowiązkach panów i pospólstwa. Kazanie 
na uroczystość orderu Św. Stanisława. Warszawa 1787, druk Komisyi 
edukacyjnej. 


eM 137 = 


O jednej jego pracy, napisanej z wielką nauką i przejęciem się 
ważnością przedmiotu, mówiliśmy wyżej (2558). 

Borowski Ignacy. Po roku 1820 polecono kaznodziejom Uni- 
wersytetu wykładać naukę chrześcijańską, Dwóch więc było profesorów 
tego przedmiotu: jeden dla katolików, drugi dla unitów. Rozporządze- 
nie to rozszerzono do szkół niższych: gimnazyalnych, powiatowych i pa- 
rafialnych. Podniesiono kwestyę specyalnego za to wynagrodzenia. Książe 
Czartoryski, który, jak się przekonywamy z jego listów, zalecał, aby 
urzędników i profesorów wydziału szkolnego, o ile niożna, lepiej wyna- 
gradzać; a jeżeli etat nie przewiduje wyższej pensyi, to zaleca wybrać 
takiego urzędnika adjunkta, aby go lepiej ubezpieczyć materyalnie — 
okazał się w tej kwestyi w opozycyi, tak bowiein należy rozumieć jego 
słowa w jednym z listów: 


»w zaleceniu o nauce religii wspomniałem przedstawienie 
rządu Uniwersytetu z d. 23 marca (1822), które dla tego u siebie 
zatrzymałem, że wcale w moją myśl nie trafiało. Nie widzę żadnej 
potrzeby naznaczania stałych pensyj etatowych jak rząd Uniwer- 
sytetu proponuje dla nauczycielów, którzy zawsze mało, a często 
wcale uczniów mieć nie będą. Uczniowie greko-rosyjskiego wy- 
znania (dyzunici) są po większej części dziećmi urzędników w tychże 
miastach, gdzie szkoły, mieszkających; są zatem parafianie cerkwi 
miejscowych, a jako takim pleban czy przełożony tej cerkwi obo- 
wiązany jest dawać katechizm i pilnować ich w nabożeństwie. 
Dosyć więc wymagać, aby uczniowie regularnie do niego chodzili 
i przynosili świadectwa o swoim postępku i t. d.«. 


Otóż w myśl powyższego kapelanom Uniwersytetu czyli tak zwa- 
nym kaznodziejom kościoła akademickiego, pensyonowanym już, nie 
wyznaczano specyalnego wynagrodzenia za wykłady nauki chrześcijań- 
skiej. Pierwszym był ks. Skidełł, adjunkt; drugim, za rektoratu Pelikana, 
Borowski Ignacy, długoletni kaznodzieja uniwersytecki. Borowski Ignacy 
był rodzonym bratem Leona. Urodził się około 1788 r. w Pińszczyźnie, 
kształcił się w Postawach i w Wilnie. W Uniwersytecie wileńskim po- 
zyskał stopień doktora prawa kanonicznego. Kiedy promocya nastąpiła, 
nie wiadomo; nie wszedł do spisów księdza biskupa Symona. Przez 
wiele lat był kaznodzieją, jak wspominaliśmy. Wielkiej wagi są jego 
kazania, niektóre z nich bowiem mają historyczny dla Wilna, a szcze: 
gólniej dla wileńskiego Uniwersytetu interes. Z relacyi, podanej przez 
Kotwicza (Teka wileńska, Nr. 3, 376), dowiadujemy się, że wszystkich 
kazań pozostawił 652, które pod względem treści rozpadają się na ii 
działów; dla nas mają przeważnie znaczenie tylko kazania oddziału I, 
których było 107. W tej liczbie bowiem są kazania w czasie obchodów 
pogrzebowych po zmarłych biskupach: Cieciszowskim, Strojnowskim, 


paz 138 sma 


Kłągiewiczu, Kossakowskim, po prałacie Dłuskim; po Janie Śniadeckim, 
Niemczewskim, Lobenweine, Rymkiewiczu, Herberskiim, Franku, Baran- 
kiewiczu, po podstolim hr. Walickim, Ignacym Lachnickim 1 t. d. 

Kazania te w rękopisie odesłano do Warszawy i jakkolwiek zapo- 
wiedziano ich wyjście z druku na Nowy rok 1859, o ile mnie wiadomo, 
dotychczas nie wyszły. 

Borowski zakończył życie w dniu 27 maja 1852 roku, po trzydnio- 
wej chorobie, mając 64 lat, Był on i w Akademii wileńskiej profesorem 
i kaznodzieją. Ostatecznie prałatem dziekanem katedry wileńskiej i ase- 
sorem konsystorza. Żałobne nabożeństwo odprawiał biskup Żyliński 
w kościele św. Anny, pochowany na Rossie (»Kuryer wileńskie, 1852 
z d. 2 czerwca). 

O jednej jego pracy, która wyszła z druku, mówiliśmy powyżej 
(2912). 

Borowski Leon. Życiorys tego profesora wileńskiego podał Do- 
minik Chodźko w Athenaeum (1847, I. 115), a w ostatnich czasach prof. 
Chmielowski w Encyklopedyi wychowawczej (II. od str. 236 - 252). 
W niniejszem trzymamy się studyum prof, Chmielowskiego. 

Urodzony w r. 1784 w powiecie pińskim, odebrał pierwotne wy- 
chowanie w domu chrzestnej matki, wojewodziny Zofii z Tyzenhauzów 
Choimińskiej, a pierwsze nauki w szkole wydziałowej w Postawach (do 
Tyzenhauzów należących). Mając lat 17, przybył do Wilna (1801). Po- 
czobut, zastępujący naówczas rektora Strojnowskiego, zaopiekował się 
Borowskim i przyjął go do kancelaryi Szkoły Głównej, zalecając mu 
równocześnie przykładanie się do nauk. W r. 1803 został kandydatem 
filozofii; nie otrzymał żadnej posady nauczycielskiej, lecz, jak i poprze 
dnio, zajmował się w dalszym ciągu w kancelaryi uniwersyteckiej. 
W roku 1805 został buchalterem. Lata te były równocześnie latami 
terminowania literackiego. Dwudziestodwuletni inłodzieniec przełożył ko- 
imedyę Moliera p. t. »Skępskie i czytał ją na posiedzeniach literackich 
Towarzystwa doskonalącej się młodzi, którego był członkiem. Było to 
w r. 1806 r. Do owej epoki należy druga przedmowa do Uwag ks. Baki 
o śmierci niechybnej, gdyż pierwszą napisał Rajmund Korsak, a ostatnią 
Władysław Syrokomla. Prof. Chmielowski wskazuje, że przemowa ta 
»wybryk wesołego a rubasznego humoru«, »pod względem smaku oka- 
zuje się tu poeta niewybrednym, trywialność jest mu dosyć ulubiona, 
ale umie chwytać śmieszności na uczynku i dosadnie je malować. Wier- 
szowanie dosyć zręczne, gdzie niegdzie tylko okazuje zaniedbanie, czy 
też trudności pierwszej próby rymowaneje. Wydanie to nowe Baki wy- 
szło w r. 1807, a Borowski otrzymał posadę nauczyciela wymowy i poe- 
zyi w gimnazyum w Świsłoczy, a od r. 1811 w gimnazyum wileńskie. 





LEON BOROWSKI 
PROFESOR LITERATURY W UNIW. WILEŃSKIM. 


ZE ZBIORÓW L. UZIĘBŁY, 
FOTOGRAFOWAŁ DR. W. ZAHORSKI. 





Skutkiem choroby Słowackiego, zaczął Borowski od r. 1814 zastępczo 
wykładać w Uniwersytecie wymowę i poezyę. Wiadomo, że od tej daty 
aż do zamknięcia Uniwersytetu katedry tej nie opuszczał, już to w cha- 
rakterze zastępcy, już profesora. 

W roku 1816 złożył egzamin na magistra filozofii i został adjun- 
ktem. Na konkurs, ogłoszony 15 maja 1815 r., nie nadesłał rozprawy, 
a nadesłane przez innych nie znalazły uznania; Borowski przeto w dal- 
szym ciągu wykłady prowadził, a chociaż był adjunktem, w charakterze 
zastępcy. Charakter ten jest oznaczony w ogłoszeniach lekcyi z owej 
epoki. 

Dnia 26 stycznia 1821 roku został Borowski profesorem nadzwy- 
czajnym za rozprawę »Uwagi nad poezyą i wymową pod względem ich 
podobieństwa i różnicys; w r. 1824 został profesorem publicznym zwy- 
czajnym. Prof. Chmielowski na początku swego studyum zaznacza, że 
Borowski nie należy do tych wielkich talentów, któreby wystąpieniem 
swojem na widowni ducha tworzyły choćby mały okresik w jego dzie- 
jach, policzyć go w każdym razie wypadnie do tych cichych i powol- 
nie działających sił, co obracając się w szczupłym zakresie, nie gwał- 
townymi, lecz szczupłymi rzutami sprawiają w umysłach i sercach naj- 
bliższego otoczenia pewne dobroczynne zmiany, ujawniające się następnie 
w życiu i postępowaniu. Podobnegoż zdania o Borowskim był ks. Czar- 
toryski. Gdy go zarzucano listami i urzędowemi przedstawieniami Bo- 
rowskiego na profesora zwyczajnego, jako człowieka, który pod wielu 
względami, a szczególniej pod względem literackim zasługuje na ten 
stopień, książe kurator pisze: »O panu Borowskim będę czekał jeszcze 
jednego przedstawienia od JWMPana, bo chciałbym, abyś wszystkie 
względy i pobudki za nim wyczerpał. Roboty jego, które mi wyłliczasz, 
są wszystkie w przyszłości, więc chcemy mu dać nagrodę anizcipaltue. 
Takie nagrody często zawodzą«. Borowski z natury wesoły, rubaszny, 
z zacięciem satyrycznem, był zwolennikiem »wieku oświeconego« w jego 
złagodzonej postaci. Należał on do tych ludzi, co krańcowości pomijali, 
lecz starali się tępić objawy ciemnoty, fanatyzmu, zabobonu. Zwolennik 
encyklopedystów, potępiał jednakże moralność, opartą na egoizmie. Wie- 
rzył w wolność i równość wszystkich ludzi jak masoni wileńscy, do 
których loży należał, Pod względem smaku literackiego nie zrywał 
z wiekiem XVIII, ale równocześnie studyował estetyków niemieckich, 
dlatego protestował przeciw wyłącznemu kultowi literatury francuskiej. 
Z życiorysu Słowackiego, który Borowski ogłosił w » Dzienniku wileń- 
skim« (1815, I. 20), przekonywamy się, w jaki sposób Borowski zapa- 
trywał się na epopeję, a z rozbioru komedyi Niemcewicza »Samolub« 
(+Dzien. wil.« 1815, II. 82), dowiadujemy się o jego pojęciach odnośnie 


do sztuki dramatycznej. Lecz według zapewnienia prof. Chmielowskiego, 
powyższe prace mają raczej cechę literacką, a nie ściśle naukową. Pierw- 
szą pracą, która miała decydować o obszernem oczytaniu, jak również 
o uzdolnieniu krytycznem, miało być wydanie Monachomachii Krasickiego 
z objaśnieniem. »Sam wybór tego utworu zasługuje na baczną uwagę, 
pisze Chmielowski, do owego czasu żaden z poetów naszych nie docze- 
kał się opracowania krytycznego; można więc wybierać swobodnie, czy 
Treny Kochanowskiego, czy Sielanki :Szymonowicza, czy Władysława 
IV-go Twardowskiego, czy też Podstolego Krasickiego; każdy z tych 
utworów otwierał przed krytykiem szerokie szrauki do wypróbowania 
i wykazania sił swoich. Skłonności jednak Borowskiego, ciążące ku 
ideom »wieku oświeconego«, tudzież jego usposobienie satyryczne za- 
słoniły przed nim to, co mówiło o jakimkolwiek ideale, ale zwróciły 
jego uwagę na poemat, który poczytywano za najsilniejszą i najsku- 
teczniejszą broń przeciwko ciemności«. Borowski rozpoczął tedy uwagi 
swoje nad pierwszą pieśnią ogłaszać w » Dzienniku wileńskim (1818 II. 
284), lecz na tem i poprzestał, chociaż według zapowiedzi miał ogłosić 
z objaśnieniami swemi całą Monachomachią. Profesor Chmielowski przy- 
puszcza, że czasy reakcyi, opieka zwrotu religijnego ze strony tronu, stanęły 
na przeszkodzie dalszemu wydawnictwu, gdyż »Dziennik wileński«, jako 
organ uniwersytecki, musiał się liczyć z opinią publiczną, nie liberalną. 
Mnie się zdaje, że nie to było przyczyną przerwania dalszych uwag. 
Borowski w tej pierwszej pieśni tyle już złożył dowodów erudycyi i kry- 
tyki, że sądził, iż to będzie wystarczającem dla pozyskania katedry 
i dalszych uwag nie pisał, jak się okazało po Śmierci Borowskiego. 
Czasy reakcyi były niezaprzeczenie, lecz głównym ich wyobrazicielem 
był Połock, w którym zebrali się Jezuici, starcy, różnego rodzaju nie- 
dołęgi z całego Świata; gdyż cośkolwiek rezolutniejszego, rozumniej- 
szego sekularyzowało się, wciskając się na katedry lub do kapituł — 
a co było miernotą, dążyło do Połocka. Z taką Akademią połocką nie 
robiliby sobie subjekcyi ówcześni redaktorowie » Dziennika wileńskiego « 
i równocześnie współpracownicy »Wiadomości brukowych« i otworzy- 
liby szeroko łamy swego pisma Borowskiemu, gdyby miał coś do ogła- 
szania. 

»Uwagi nad poezyą i wymową pod względem podobieństwa i ró- 
żnicy« należą do najważniejszych z dotychczasowych prac Borowskiego. 
Rozprawa ta była napisaną z okazyi konkursu, ogłoszonego jeszcze 
w r. 1815. Według wskazówek, podanych w tym programie, Borowski 
zastanawia się naprzód nad alegorycznym wywodem początku sztuk nado- 
bnych. Następnie pisze, »że poezya i wymowa, porównane ze sobą, mogą 
się najogólniej uważać w stanie natury i w stanie sztuki. Niezaprze- 


czone ich podobieństwo w pierwszej epoce, równie jak uderzająca 
różnica w drugiej okazuje się zawsze w stosunku postępowego dosko- 
nalenia społeczeństwa; obie więc te epoki dają się naturalnie zjednoczyć 
w obrazie uobyczajenia ludu i rozwinięcia ich zdolności pod rozlicznem 
umiarkowaniem i wpływem, jaki na niej odmienność klimatu, charakter 
narodu, obyczaje, forma rządu, ustanowienia religijne i polityczne mieć 
mogą. W  pierwiastkowym stanie towarzystw ludzie najwięcej czują, 
a najmniej myślą i mówią. Śród: podziwienia i bojaźni całą ich mową, 
jak zwierząt, jest głos namiętności, tem gwałtowniejszy, im więcej cier- 
pią i marzą. W pierwszych igraniach ze swemi spółdziećmi na łonie 
natury, otoczeni jej dziwami, odbierają i na drugich czynią największe 
wrażenia: miota nimi imaginacya nie ujęta żadnemi więzami. Ten stan 
człowieka i społeczności jest stanem właściwie poetyckim i przypada 
zazwyczaj w pierwszych epokach życia towarzyskiego. Atoli siły fizy- 
czne, moralne i umysłowe z czasem się rozwijają, charakter powagą 
przekonania i prawa ustala, łagodzi się sposób życia i mowa się od- 
mienia, przyjmując rozliczne znamiona rady, przyzwoitości, prawdy i oz- 
doby. Słodycz i polor obyczajów, uśmierzając ogień ir'naginacyi i po- 
ruszeń, ujmuje przedmiotów poezyi. Upowszechnia się pismo, na łonie 
określonej prawami swobody tworzą się mowcy i pisarze; pierwsi przez 
sztukę i ćwiczenie wytoczą okres krasomowczy, drudzy zbliżają rozmai - 
tość dyalektów, miarkują wolność przekładni, ważą wyraz właściwy 
z niewłaściwym, jednoznaczny z bliskoznacznym. Język zbogacany sło- 
wnikiem towarzyskim i naukowym, staje się coraz doskonalszym i coraz 
się bardziej obciąża prawidłami. Poeci pracować zaczną jak mistrze 
sztuki, nie jak śpiewacy przyrodzenia; a pisarze oddalając się od gwał- 
townych spadków harmonii poetyckiej, naginają mowę do równiejszego 
dźwięku ozdobnej prozy. I tu następuje wiek coraz wyraźniejszej różnicy 
między poezyą i wymową. Borowski przypisuje warunkom rasowym, kli- 
matycznym i historycznym ogromny wpływ na literaturę narodów. Roz- 
patruje dzieje literatury, zaczynając od ludów wschodnich, następnie prze- 
chodzi do Grecyi, gdzie widzi doskonałe oddzielenie poezyi i wymowy 
do tego stopnia, że jedna i druga miała osobny język. W Rzymie prze- 
wagę ma wymowa — bohaterowie Wergiliusza są krasomowcami. Poezya 
ludów północnych składa się przeważnie z pieśni wojennych. Przecho- 
dząc do poezyi i wymowy nowożytnej od czasu odrodzenia się nauk, 
Borowski rozbiera przedewszystkiem stosunki religijne, towarzyskie 
i naukowe, które wywierały stanowczy wpływ na literaturę i wprowa- 
dzały różnicę między piękną literaturą dawną a nową. W szczegółowym 
rozbiorze literatur nowożytnych zastanawia się tylko nad włoską i fran- 
cuską - w pierwszej widzi tylko poezyę, w drugiej wymowę. Końcowy 


ustęp poświęca charakterystyce poezyi i wymowy polskiej (3127). Do- 
pełnieniem niejako powyższej rozprawy i wyjaśnieniem niektórych kwe- 
styl zaledwie naszkicowanych można uważać rozprawę: »O wpływie ob- 
cych wzorów starożytnych i nowych na ukształcenie smaku« (3129). Co 
zastanawia w tej rozprawie, to pesymizm autora odnośnie do przyszło- 
Ści literatury polskiej; Borowski przypuszcza, że przy wielkiej pracy 
polska literatura będzie uważała sobie za zaszczyt, jeżeli trzeciorzędne 
miejsce zajmie w gronie ucywilizowanych narodów. »Porównanie życia 
Szurłowskiego i Baki« (3131) jest pełne aluzyi do ówczesnych prądów 
literackich. Ogłosił także kilkanaście utworów wierszowanych, już to 
oryginalnych, już naśladowanych lub tłómaczonych; »nie był poetą, ale 
miał dosyć poczucia piękna i dosyć wprawy, ażeby w ćwiczeniach stu- 
denckich zostać wpływowym przewodnikiem, który nie tylko słowem, 
lecz i własnym przykładem musi dobrą wskazać drogę<. O niektórych 
jego pracach, ogłoszonych drukiem, mówiliśmy powyżej (3125, 3126, 
3128, 3130). Jako pedagog praktyczny, wywierał równie znaczny wpływ 
na młodzież. Głos powszechny, jakoby Borowski miał dopatrzeć się 
genialności w utworach Mickiewicza, nie sprawdza się wobec tego, że 
znacznie później, kiedy Mickiewicz był już twórcą kilku arcydzieł, nie 
znalazł jeszcze uznania u Borowskiego. 

Po zamknięciu Uniwersytetu przeszedł do akademii duchownej 
jako profesor literatury polskiej i homiletyki. Otrzymał uwolnienie od 
służby, gdy akademię przeniesiono do Petersburga, lecz cenzorem ksiąg, 
jak przedtem, tak i potem pozostawał. Z okresu pouniwersyteckiego 
nie wiele mamy prac Borowskiego ogłoszonych drukiem. Najważniej- 
szą pracą z tej epoki jest rozprawa: 

3420. O Filipie Kallimachu Buonacorsim. » Wizerunki, roztrząsa- 
nia naukowe«. 1841. KXI. 25. 

Borowski umarł 4 kwietnia 1846 roku, pozostawiając miłe wspo- 
mnienia u swoich uczniów i dobre słowo nawet u Jundziłła: » Dowcip, 
rozległe w starożytnej i nowożytnej literaturze wiadomości, styl wy- 
kształcony, charakter niczem nieskażony, czyniły go pożytecznym w roz- 
krzewianiu nadobnych umiejętności nauczycielem i przyjemnym w zgro- 
madzeniu członkiem (Obrazki litewskie, 191). 

Rękopisy, jak tyle innych prac profesorów wileńskich —- gdzieś 
się zapodziały. 

Borsuk Benedykt. Pochodził ze szlacheckiej rodziny guber- 
nii mińskiej. Urodził się w 1769 roku. Przykładał się do nauk w Miń- 
sku, później w Uniwersytecie wileńskim, gdzie pozyskał stopień doktora 
filozofii i nauk wyzwolonych. Zajmując się specyalnie chemią, był wice- 
profesorem od r. 1800 przy prof. Śniadeckim. Po przybyciu Franków 


do Wilna, zaczął studyować nauki lekarskie. Był człowiekiem wszech- 
stronnie wykształconym, studya lekarskie odbywał bardzo dobrze i ukoń- 
czył je ze stopniem doktora medycyny 22 czerwca 1806 roku. Z okazyi 
doktoryzacyi przemówił prof. Frank. Będąc adjunktem Uniwersytetu, 
zaledwie rozpoczął swą działalność naukową, kiedy Śmierć w r. 1808 
przerwała pasmo pracowitego żywota. Wykładał w Uniwersytecie me- 
dycynę sądową. 

Bosgrave Jakób, S. J. Pochodził z Anglii. Dobrze znał język 
polski. W Uniwersytecie wileńskin wykładał matematykę. Wskutek roz- 
kazu jenerała zakonu rektor Uniwersytetu Skarga wysłał profesora Bos- 
grave do Anglii, gdzie w czasie prześladowania katolików przez kró- 
lowę Elżbietę, wraz ze sławnym męczennikiem Edwardem Kampianem 
Skazany został na Śmierć, na prośbę wszakże Stefana Batorego, który 
wstawiał się za nim do królowej angielskiej, został uwolniony, powrócił 
do Polski i tu życie zakończył (Skarga i jego wiek, I, 372). O misyi 
Bosgrave'a do Anglii i korespondencyi dyplomatycznej w sprawie uwol- 
nienia skazanego na Śmierć profesora wileńskiego więcej szczegółów 
podaje Baliński, bo nawet przepisuje list Stefana Batorego w swej »Da- 
wnej Akademiic. 

Brant Jan, S. J. Urodził się w Poznaniu 1553 r., a do zakonu 
w r. 1581 przyjęty, ukończył teologiczne nauki w Rzymie, gdzie 2 lata 
był penitencyaryuszem u Św. Piotra na Watykanie. Powróciwszy do 
ojczyzny długo w Poznaniu, potem w Wilnie uczył humaniorów, wy- 
kładał Pismo Św. i teologię i w Akademii pozyskał stopień doktora 
teologii. Rządził kollegiami: pułtuskiem i Ilwowskiem. Umarł we Lwo- 
wie 31 grudnia 1601 r., w 49 roku życia a 31 zakonu, uczyniwszy pro- 
fesyę 4 Ślubów. Mąż był dowcipu wielkiego, przyjemnego obejścia się 
i bardzo w naukach biegły. | 

3421. Disputatio theologica de justificatione pecatoris contra no- 
vum, vanum et perniciosum justitiae imputativae figmentum in theses 
distributa. Poznań, 1591. 

3422. Kazanie pogrzebne, miane przy pogrzebie Jerzego Chodkie- 
wicza, starosty żmudzkiego etc. d. 3 octobr. 1595. Wilno 1596. 49. 

3423. Pieśni różne, pospolite, o różnych potrzebach pobożnych. 
Wilno 1601. 

Pieśni te są częścią polskie, częścią łacińskie, z nutami muzy- 
cznemi. 

Braun Jan. »Na sesyi zebrania powszechnego profesorów dnia 
18 novemb. teraźniejszego (1803) Uniwersytet przejrzał umowę przez 
Jp. Lobenweina, prof. anatomii projektywe, z poruczenia rektora Uni- 
wersyrsytetu zrobioną z Jp. Braunem, doktorem medycyny, prosektorem 


przy teatrze anatomicznym w Wiedniu, który pod warunkami, iżby mu 
stopień adjunkta w Uniwersytecie i rs. 50» rocznej pensyi przy mie- 
szkaniu było zapewnione, przyjmuje obowiązki prosektora przy teatrze 
anatomicznym w Uniwersytecie wileńskim. Uniwersytet, mając zaleco- 
nego sobie pomienionego jp. Brauna, jako człowieka uczonego, w sztuce 
swojej dostateczną praktyką wydoskonalonego, uznał rzeczą słuszną po- 
mieścić jego na stopniu adjunkta w Uniwersytecie i zapewnić mu pen- 
syę roczną rubli soo srebrem z sumy w etacie w punkcie 60 na utrzy- 
manie teatru i gabinetu anatomicznego położonej, oraz mieszkanie w do- 
mach Uniwersytetu; przeto punkta umowy z jp. Braunem potwierdzi- 
wszy, poruczył jp. Lobenweinowi, profesorowi, przesłanie onych do 
Wiednia dla jp. Brauna. O takowem postanowieniu przy dołączającej 
się kopii punktów pomienionej umowy, Uniwersytet ma honor Waszej 
Książęcej Mości donieść i donosi. Dnia 22 novembra 1803 Nr. 126o0«, 
(Archiw. minister oświaty Nr. 48.189). 

Braun w r. 1804 przybył do Wilna. Był on u Prochaski prose- 
ktorem, a oprócz tego zajmował się z powodzeniem okulistyką. Bardzo 
był pożytecznym pracownikiem i dzielnym pomocnikiem dla Lobenweina. 
Niezależnie od przygotowania preparatów anatomicznych, zajmował się 
jeszcze repetycyami anatomii po łacinie. W Wilnie bawił nie długo, 
gdyż już w roku 1807 powołany został do Kazania na profesora chirur- 
gli, gdzie ostatecznie był rektorem Uniwersytetu. 

Brictius Marcin, S. J. Był profesorem Pisma św. w Akade- 
demii wileńskiej w 1727 roku. O jednej jego pracy podano poprzednio 
(2813). 

Briótet Jakób. Mamy kilka biografii tego zasłużonego profe- 
sora wileńskiego 1). Urodził się w Thorej w Burgundyi d. 19 lipca 
1746 roku. Według zaś formularza stanu służby miał w 1800 roku 
5o lat, a zatem urodził się w roku 1749. Rodzice jego byli to ludzie 
nizkiego stanu, ubodzy właściciele małej winnicy. Ojciec nie mając fun- 
duszów, oddał młodego Jakóba na wychowanie krewnemu, kapelanowi. 
Briótet wcześnie wziął się do nauk i studyował medycynę w Lyonie, 
a następnie wysłany do Paryża w r. 1768 dostał się do wielkiego szpi- 
tala L'Hótel- Dieu zwanego, gdzie pod przewodnictwem najznakotnit- 
szych mistrzów tysiączne na chorych odbywał Ćwiczenia. Najwięcej 
przykładał się do anatomii pod nauczycielami: Petit, Sabatier, Portal; 
do chirurgii pod sławnymi: Lasone, Moreau, Ferrand. Mianowany był 


1) I, obenwein. Pamiątka życia Jakóba Brióteta itd. »Dziennik wileńskie 1819, 
445; Bieliński Józef: Doktorowie medycyny promowani w Wilnie »Pamięt. Towarz. 
lekar. warszawskiego<, I XXXI, 668. 


przy tymże szpitalu naprzód prosektorem i demonstratorem anatomii, 
później dozorcą chirurgicznych i anatomicznych ćwiczeń, który to urząd 
najzdatniejszym tylko powierzano osobom. Tak pracował 10 lat, poczem 
został zarządcą szpitala św. Ludwika. Za wpływem biskupa wileńskiego, 
Massalskiego, Regnieur sprowadził go do Wilna, gdzie przybył w 1777 
roku jako prosektor i demonstrator. Po 1o latach ciągłej usilnej pracy 
zapadłszy na zdrowiu, opuścił to zajęcie i w roku 1787 uwolniony od 
robót anatomicznych, wyniesiony został na stanowisko profesora chirur- 
gii praktycznej. Co zrobił Briótet w Wilnie dla anatomii, tośmy w ma- 
łej części poprzednio już podali, gdyż trudno opisać całkowitą jego za- 
sługę. Jakby czarodziejską mocą powstawały z pod jego ręki preparata, 
które nie tylko on i celniejsi uczniowie, ale żona i dzieci robiły. Mnó- 
stwo zdatnych przygotował chirurgów. Wielu dokonał operacyi; aku- 
szerem był niepospolitym. Wykładał lekcye jasno i dokładnie; nie pisał, 
ale mógł pisać, czego dowodzi jego rozprawa o chirurgii (1801) i obser- 
wacyach chirurgicznych. Oprócz wielu innych, wykształcił Niszkow- 
skiego. Przeszło 33 lat pracował w Wilnie. Pokochał Litwę, jak drugą 
swoją ojczyznę. W r. 1787 przyznano mu stopień doktora medycyny 
i chirurgii. W r. 1789 otrzymał list pochwalny od Komisyi edukacyj- 
nej. W r. 1791 mianowany sztabs-chirurgiem wojsk litewskich. Urządził 
klinikę chirurgiczną przy cesarskim Uniwersytecie. W r. 1811 otrzymał 
order św. Anny II klasy i tegoż roku dostał obłędu; w tym stanie 8 lat 
przebywał. Umarł 25 maja 1819 r., mając lat 73. Poprzedziła go żona, syn 
i pasierbica. Ta ostatnia, Helena Godin, jako vivandierka przybyła do 
Wilna z Francuzami, później wyszła za mąż za Piotra Horna, później- 
szego gubernatora wileńskiego, skąd poszło, że »pani gubernatorowa na 
armacie przyjechała. Jundziłł ') pisze o nim: »Skromny, pilny, praco- 
wity, o postęp uczniów gorliwy, umiał i udzielać młodzi potrzebnych 
wiadomości i zjednać sobie ich powszechny szacunek i poważanie. 
W: czasie odnowienia Akademii nie uzyskał, podobnie jak Regnieur, dla 
braku stopnia doktorskiego, tytułu zwyczajnego profesora. Jednak w roku 
1788 na wstawienie się Joachima Chreptowicza, podkanclerzego litew- 
skiego, w nagrodę trudów w kuracyi żony jego tym tytułem został 
zaszczycony. Nie miał on żadnego naukowego wykształcenia. Jak nauki 
klasyczne, tak gramatyka i pisownia własnego języka równie mu 
były nieznajome. Ale dla prostoty i skromności obyczajów, słodkiego 
i uprzejmego charakteru, gorliwości w pełnieniu obowiązku powszechnie 
i w zgromadzeniu i u publiczności był szanowany. W powszechnym 
niedostatku uczonych w kraju lekarzy uchodził przez czas znaczny za 


1) Op. cit. 129. 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM lil. 


-. są, eż 


doskonałego medyka; a z praktyki już lekarskiej, już chirurgicznej i pó- 
Źniej akuszerskiej znaczny zebrał majątek«. 

Otóż ten majątek był przyczyną obłędu. Pożyczył wojewodzie Nie- 
siołowskiemu 40.000 dukatów. Gdy iateresa wojewody zawikłały się, 
majątek jego poszedł na exdywizyę, Briótet sądząc, że pieniądze jego 
przepadły, z rozpaczy dostał obłędu; pieniądze wprawdzie zwrócono, 
lecz zaćmiony umysł nie wrócił już do równowagi. Pozostałe po nim listy 
przytacza w streszczeniu Adamowicz '). Briótet pisał projekt o urządzeniu 
Akademii o czterech fakultetach. Według niego fakultet lekarski powinien 
być osobny lecz z Uniwersytetem połączony, a zatem powinien mieć pre- 
zydenta, sekretarza i wiceprofesorów patentowanych przez Komisyę. Pre- 
zydent raz z medycznego, drugi raz z fizycznego oddziału ma być wy- 
bierany. Przywileje kontubernii chirurgów miasta zależeć mają od Uni- 
wersytetu, który poda przepisy i ustawy; dwóch najlepszych chirurgów 
kontubernii przyłączyć do Akademii dla dawania im instrukcyi ogólnych. 
Majstrowie chirurgii powinni przyjmować uczniów czytać i pisać umie- 
jących, szesnastoletnich; ci lat dwa zostawać mają u majstrów, później wpi- 
sać się do Akademii, chodzić na anatomię, operacye, chirurgię, akuszeryę; 
po dwóch latach zdać egzamin na towarzysza i znowu po dwóch egza- 
min publiczny i wtedy otrzymują patent na towarzysza. Wznowić rozpo- 
rządzenie Zygmunta I z r. 1523, w którem wymaga się od lekarzy, aby 
przeglądali apteki, konfiskowali lekarstwa zepsute, zbutwiałe (Vol. leg. 402). 
Aptekę przyłączyć do fakultetu lekarskiego, a drukarnię do Uniwersy- 
tetu. Preparata z laboratoryum chemicznego, dla profesora niepotrzebne, 
za jego wolą oddawać do apteki dla leczenia chorych. Urządzić szkołę 
praktyczną; profesor botaniki powinien być lekarzem; urządzić ogród 
botaniczny. Briótet był za utrzymaniem kontubernii chirurgów, ale nie 
chciał, aby zależeli od magistratu, lecz od Uniwersytetu. Prócz tego 
Briótet w projekcie swym zaleca korepetytorów pensyonowanych, któ- 
rzyby tłómaczyli dzieła na język polski pod przewodnictwem profesorów. 

Brodowski Ignacy S. J. Rusin, urodził się 22 lutego 1717 r.; 
przyjęty do Jezuitów 1 lipca 1730, profesyę 15 sierpnia 1750 uczynił. 
Przez trzy lata uczył w szkołach niższych w Mińsku i Nieświeżu; hu- 
maniorów przez 2 lata w Nowogródku i Połocku, wymowy w Akademii 
wileńskiej. Był kaznodzieją przez 10 lat w Mińsku, Wilnie i Warszawie; 
prefektem szkół 2 lata w Mińsku i Wilnie, uczył teologii w Poznaniu, 
a rządząc rezydencyą mścisławską umarł 16 lutego 1760 (Brown). 

3424. Krótkie opisanie akcyej z dziejów kościelnych i kronik pol- 
skich wybranej o chwalebnem męczeństwie Ś. Stanisława biskupa kra- 


ł) Teka autografów. 


— 147 — 


kowskiego, którą podczas generalnych sądów trybunalskich, szlachetna 
młódź kolegium lubelskiego S. J. na scenę podaje 1738. Lublin in 40 14. 

Jest to dramat w 5-ciu aktach. 

Bromirski Andrzej S. J. Urodzony 5 grudnia 1724 r., do 
Jezuitów wstąpił 14 sierpnia 1741. Nauki studyował w Wilnie, gdzie 
stopień doktora filozofii pozyskał. Następnie uczył humaniorów przez 
4 lata, tyleż lat był wiceregensem seminaryum, 6 lat prefektem szkół, 
tyleż lat profesorem filozofii, a w r. 1767 przełożonym misyi żukomir- 
skiej w prowincyi mazowieckiej. O jednej pracy Bromirskiego mówiliśmy 
wyżej (2559). 

3425. Filozofia obyczajów i rozumu z francuskiego przełożona 
z propozycyami z każdej filozofii rozumu części przydanemi, przez X. 
żóósża. S. J. Warszawa, druk S. J. 1762. 80 238. 8. 

Bromirski Marcin S. J. Profesor Akademii wileńskiej, uro- 
dził się 12 listopada 1722, został Jezuitą 23 sierpnia 1738, a profesyę 
4 Ślubów uczynił 1758. Nauki ze stopniem doktora teologii ukończył 
w Wilnie. Uczył w szkołach niższych 2 lata, humaniorów 5 lat, etyki 
w Akademii 2 lata. Nadto przez 2 lata był misyonarzem, przez lat 3 
ministrem, a w r. 1767 prokuratorem w Pułtusku w prowincyi mazo- 
wieckiej. O jedynej znanej mi pracy Bromirskiego mówiłem wyżej (7). 

Butrymowicz Szymon S. J. Był profesorem filozofii w Uni- 
wersytecie wileńskim w r. 1718. Znany jest jego program wykładów 
p. t. Conclusiones ex Universa philosophia, o czem obszerniej mówiłem 
powyżej (2842). | 

Bystrzonowski Wojciech S. J. Urodził się w Małopolsce 
15 kwietnia 1699 r. Wstąpił do zakonu w Krakowie d. 8 października 
1713. Między profesorów policzony w Krasnymstawie 15 sierpnia 1732 r. 
W roku następnym był profesorem wymowy w Uniwersytecie wileńskim; 
prócz tego wykładał 5 lat humaniora, po 3 lata matematykę i filozofię; 
11 lat teologię moralną, 2 lata prawo kościelne, a 7 lat teologię scho- 
łastyczną. Był rektorem w Poznaniu, Lwowie, Lublinie, Jarosławiu w ko- 
legium św. Jana, małopolskim prowincyałem. Następnie instruktorem 
księży 3 probacyi, a w r. 1770 zaczął rządzić kollegium jarosławskiem 
P. Maryi. Z licznych jego prac ogłoszonych drukietn najgłośniejszą jest: 

3426. Polak sensat w liście, w komplemencie polityk, humanista 
w dyskursie, w mowach statysta, na przykład dany szkolnej młodzi od 
„OR? S. J. Lublin, druk S. J. 1730, 8% 124. | 

O tem dziele mówiliśmy już wyżej. Niektórzy dzisiejsi historycy 
niewinną książkę obrzucają błotem, posądzając ją nieomal o zgubę Polski 
Że zaś mam powody przypuszczać, że najwięcej napadający nie mieli 
jej w ręku i na niewidziane szkalują, przeto podaję dla ich wiadomości 

10* 


<<zi 148 mA 


znane powszechnie wydania: Warszawa, 1732, 89, 1739, 80%; Wilno, 1733, 
1738; Kalisz, 1736, 89% 160, 1747, 8%; Kraków, 1739, 89%; Lublin, 1730, 
89, 124; 1732, 89%; 1737, 89 160; Poznań, 1733, 80 127. 

3427. Thaumaturgae in sua aede prope oppidum Chodel Virgini 
Lauretanae in monte et variis infirmitatibus sospitarici, in peste, hostili- 
tate, et periculis praesidi, Collegii Lublinensis S. J. domesticae tutelari, 
et omnium ad se confugientium communi Matri, se suumque indignum 
triennalis cursus laborem dedicat A. 1735 juratum Mariani honoris man- 
cipium. Lublin, druk Ś. J. 1735, fol. 24, anonime. 

3428. Informacya matematyczna rozumnie ciekawego Polaka, Świat 
cały Niebo i Ziemię i co na nich jest, w trudnych kwestyach i pra- 
ktyce jemuż ułatwione, przez X. ..... S. J. Lublin, druk S. J. 1743, 47 
261; toż, tamże 1749, 47 490, 12. 

W dziele tem osłabiał wiarę w przepowiednie astrologiczne, wy- 
stępując ze stanowiska dogmatu wolnej woli człowieka. Równocześnie 
jednakże dowodzi: »zdanie Kopernika..... słońce w pośrodku Świata 
niewzruszone, a ziemię koło słońca krążącą utrzymującego«, potępiło 
i Pismo Św. i decyzye papieżów. Mało tego, na zasadzie doświadczenia 
Bystrzonowski zwalcza teoryę Kopernika, albowiem: » Gdyby ziemia około 
słońca krążyła, musiałaby podczas porównania dnia z nocą, największy 
cyrkuł equatora, którego jest mil 5400, we 24 godzin przebieżeć, zatem 
co godzina obieżeć 225 mil, a co minuta jak półczwartej mili. Z któ- 
rego obrotu ziemi tak prędkiego musieliby wszyscy ludzie zawrót głowy 
cierpieć, jak cierpi ten, który długo i prędko wokoło krąży. Musiałaby 
ludzi, kamienie i inne rzeczy odbijać ziemia w górę, tak jako koło 
wozowe impetem swego obrotu odbija błoto przylgnięte. Musiałaby 
strzała prosto w górę z łuku wypuszczona, albo kamień w górę rzu- 
cony, nigdy na to miejsce nie upaść dla umknięcia się ziemi i z strzelcem «. 

3429. Elementa architektury domowej. 1749, 4” tomy. 

Bystrzycki Marcin S. J. Był profesorem prawa kanonicznego 
w Uniwersytecie wileńskim, podkanclerzem i dziekanem fakultetu pra- 
wnego w r. 1755. Doktor teologii, urodzony na Mazowszu 5 listopada 
1692, do zakonu przyjęty 13 sierpnia 1710 roku, a do profesyi 4 śŚlu- 
bów potem przypuszczony; wielce się swej prowincyi i ojczyźnie przez 
swe nauki i cnoty przysłużył. Był profesorem humaniorów, filozofii i teo- 
logii, nadto kaznodzieją i teologiem nadwornym X. biskupa płockiego 
Załuskiego. Brown podaje rok Śmierci w Wilnie 4 lutego 1754. r.; Ja- 
nocki w swym Leksykonie oznacza go dziekanem fakultetu prawnego 
w r. 1755. O jego geometryi mówiliśmy wyżej (1269). Brown podaje 
jeszcze jedną pracę Bystrzyckiego: -Introductio in arithmeticam«e. 

Bystrzycki Piotr Paweł S. J. Był profesorem fizyki w Uni- 


wersytecie wileńskim w r. 1673. O jednej jego pracy z dziedziny fizyki 
mówiliśmy wyżej (132). 

Cappelli Ludwik Aloizy. Pochodził z Florencyi. Po ukoń- 
czeniu nauk w uniwersytetach włoskich ze stopniem doktora praw 
i filozofii, otrzymał w uniwersytecie pizańskim katedrę prawa 23 maja 
1797 r. Pierwsza próba profesorstwa wypadła niepomyślnie, a po czte- 
roletnim tam pobycie Cappelli zdecydował się zupełnie porzucić karyerę 
naukową. W r. 1801 wstąpił do służby we Florencyi w obowiązku sekre- 
tarza przy ministrze policyi, a wkrótce potem przeszedł do służby pry- 
watnej u Woltera. 

Los zadecydował inaczej. Za rektorstwa Strojnowskiego, energicznie 
ściągającego do Wilna uczone siły zewsząd, bez różnicy narodowości, Cap- 
pelli otrzymał wezwanie do zajęcia katedry prawa cywilnego i kryminal- 
nego w charakterze profesora zwyczajnego (25 sierpnia 1804). Widzie- 
liśmy powyżej, że ks. kurator tylko dlatego przedstawił ministrowi 
Cappellego do zatwierdzenia, że nie chciał kompromitować Uniwersytetu. 
Co mu zarzucał, nie umiem powiedzieć, gdyż w urzędowych aktach 
ks. Czartoryski w szczegóły się nie wdaje. Widzieliśmy, w jaki sposób 
prowadził wykłady prawa cywilnego i kryminalnego. Był nawet czas, 
że komentował kodeks Napoleona, co było nawet koniecznością z uwagi, 
że wielu słuchaczów było z Księstwa warszawskiego, gdzie ten kodeks 
obowiązywał, a bez komentarzy nie umiano stosować się do niego. 
Wszakże dzięki kodeksowi powstała w Warszawie szkoła prawa. Po 
upadku Napoleona, chociaż tenże kodeks obowiazywał w Królestwie 
polskiem, Cappelli jednakże nie ponawiał wykładów w Wilnie. Według 
ustawy uniwersyteckiej, nie przewidziano katedry prawa kanonicznego 
i dlatego przez pierwsze dwanaście lat tego prawa nie wykładano. Lecz 
wkrótce, zwłaszcza gdy główne seminaryum otwarto, okazała się po- 
trzeba wykładów tego prawa, dlatego rektor Śniadecki starał sfę 
o wprowadzenie ich w zakres nauk uniwersyteckich. Dopiero w roku 
1815 zaprowadzono w Uniwersytecie jako przedmiot dodatkowy 
prawo kanoniczne, a wykład jego poruczono Cappellemu z wyznacze- 
niem za to osobnej płacy, stosownie do rezolucyi ministra oświecenia 
narodowego z dnia 23 lipca 1813 roku. Imię Cappellego jest związane 
z całą najnowszą historyą Uniwersytetu wileńskiego i według wszelkich 
praw należy ono do najsławniejszych imion w tym Uniwersytecie. Nauki 
prawne, mówiąc bez przesady, zawdzięczają swój rozwój jedynemu pro- 
fesorowi tego przedmiotu, bardzo utalentowanemu, jak wielu z ówcze- 
snych wyraża się o Cappellim. Zajmował on katedrę bez przerwy od 
reorganizacyi Uniwersytetu aż do jego zamknięcia. Był dokładnie ob- 
znajmiony ze wszystkiemi naukami prawnemi, które wykładał po łacinie. 


„W jego lekcyach, mówi Daniłowicz, była elegancya i ogień, on zawsze 
umiał wyróżnić, zachęcić prawdziwy talente. 

Lekcye Cappellego prawa kanonicznego wkrótce stały się tak popu- 
larnemi jak i lekcye prawa cywilnego i kryminalnego. Młodzieży uniwer- 
syteckiej szczególniej podobał się kierunek liberalny tych lekcyi. Jeden 
z uczniów Cappellego, Siemaszko, zachwyca się profesorem, że on Sar- 
kastycznie wyrażał się o nadużyciach rzymskiego duchowieństwa. O nad- 
użyciach mówi się ż oburzeniem lub sarkastycznie, a nie z pobożnością, 
więc nie pojmuję, dlaczego się Siemaszko zachwyca. Archijepiskop Zubko, 
również uczeń Cappellego, jest pewny, że odkrył Amerykę, pisząc o Cap- 
pellim w swoich wspomnieniach (Russkij wjestnik, 1864, 300), że pier- 
wszy Cappelli objaśniał o sfałszowaniu wielu dekretów przez Izydora; 
wszakżeż sam Cappelli, publicznie, wobec całego grona profesorów, na 
pierwszej swej lekcyi o tem mówi. Od wieku XV poczynając nie było 
dla nikogo tajemnicą sfałszowanie niektórych dekretaliów. 

Od r. 1808 wykładał język i literaturę włoską, za którą także po- 
bierał osobne wynagrodzenie, że zaś i dziekanem był lat wiele, przeto 
pod względem materyalnym był bardzo ubezpieczonym. Pozyskał prócz 
tego rangę radcy stanu i ordery państwowe. W r. 1829 otrzymał eme- 
'ryturę za 25 lat 1500 rubli, lecz wykłady dalej prowadził bez przerwy. 
Po zamknięciu Uniwersytetu pozostał w Wilnie i został profesorem 
w akademii duchownej rzymsko-katolickiej, gdzie wykładał od r. 1833 
do 1838 historyę Kościoła i prawo kanoniczne. W r. 1838 wyjechał do 
Włoch i osiadł we własnej willi Le Selve. Tam otoczony rodziną, za- 
kończył życie w r. 1868. Pochowany w kapliczce przy willi Le Selve, 
gdzie przez lat cztery mieszkał Galileusz, nad brzegiem rzeki Arno, 
12 kilometrów od Florencyi, a jeden od miasteczka Signa) Ponieważ 
Lenartowicz Teofil był w dobrych stosunkach z rodziną Cappellich, 
która jakoby hrabiowskiego tytułu używa, przeto listownie odnio- 
słem się do niego, prosząc o bliższe szczegóły z życia wileńskiego pro- 
fesora. Żadnych nie otrzymałem, gdyż jak Lenartowicz pisze, profesor 
prócz portretu, jaki mu młodzież ofiarowała (litografia Oziembłowskiego), 
żadnych wileńskich pamiątek nie miał. Jego artykuły, które ogłaszał 
w czasopismach wileńskich, a o których w właściwem miejscu mówiłem 
(2492—2496, 2915, 2916, 2969, 3245), pisane były po francusku, na 
język polski tłómaczył je najpierw Waleryan Pietkiewicz, w ostatnich 
latach Leon Rogalski. 

Chądzyński (Chondzyński) Jan S. J. Pochodził z Mazowsza. 
Wstąpił do zgromadzenia Jezuitów w 1623 r. Studyował nauki w Wil- 


1) Kraszewski. Rachunki 1868, str. 1006. 


nie, gdzie w r. 1639 otrzymał stopień doktora filozofii i nauk wyzwo- 
lonych. W tymże roku, z okazyi przybycia do Wilna króla Władysława 
z królową Cecylią Renatą, napisał poemat, który wręczył królowi przy 
powitaniu. Poemat ten w tymże roku w akademickiej drukarni wy- 
drukowany p. t. 

3430. Florae Luciscanae amoenitas. Elogia et pośmata Vladislao IV 
regi et Caeciliae Renatae suburbanum academicum Łukiszki invisenti- 
bus. Vilnae, typ. Acad. S$. J. 1639. 

Tu należy dodać, że Jezuici przyjmowali króla w letniej swej rezy- 
dencyi Zakrecie, zwanym podówczas Łukiszkami jezuickiemi. Chądzyń- 
ski, według obyczaju u Jezuitów przyjętego, wykładał po kolei wszystkie 
nauki, więc poetykę, retorykę, etykę, język hebrajski i teologię schola- 
styczną. Wydał wiele pism imieniem Akademii wileńskiej, my jednakże 
oprócz powyższych Florae Luciscanae, znamy tylko: 

3431. Domum nuptiale, Carmen heroicum. Vilnae, typ. Acad. 1639. 

Zakończył pracowity żywot na stanowisku profesora Uniwersytetu 
22 kwietnia 1660, przeżywszy 60 lat, w Poszawie. Słynny był z dowcipu 
i jasności wyrażeń, szczególniej z poezyi łacińskiej. 

Chludziński Ignacy SŚS. J. Podług Janockiego, był profeso- 
rem teologii moralnej i języków wschodnich w Uniwersytecie wileńskim 
w r. 1755. 

Chodani Jan Kanty Kalikst. Urodził się w Krakowie w r. 
1767, dnia 16 października, z rodziny niegdyś włoskiej, od dawna w Kra- 
kowie zamieszkałej, na przedmieściu Kazimierz, w parafii Bożego Ciała 
kanoników regularnych lateraneńskich. W 12 roku życia oddany został 
przez pobożną matkę do tegoż zgromadzenia, gdyż jego rodzice Jakób 
i Agnieszka strapieni smutnym zgonem dwojga małoletnich dzieci, uczy- 
nili Bogu ślub szczególny, podług wzoru wielu dawniejszych małżeństw 
pobożnych, ofiarowania do zakonu pierwszego dziecięcia, któreby się im 
później urodziło. Jakoż sam młody Chodani doszedłszy pełnoletności 
z własnej chęci profesyę uroczystą w zakonie pomienionym uczynił. Do 
nauk przykładał się w Akademii krakowskiej, a ukończywszy je 
Świetnie został kapłanem w roku 1793. Tyle zaś był chciwym nauki 
i pilnym w jej nabywaniu, że bez mistrzów osobnych, sam przez wła- 
sną pracę i zdolności, wyuczył się doskonale języków, niemieckiego, wło- 
skiego i francuskiego. Dopiero tak dzielnie przygotowany zaczął się wsła- 
wiać jako znakomity kaznodzieja. To mu zjednało ogólne poważanie 
tudzież katedrę teologii dogmatycznej i Pisma Św. w krakowskiej aka- 
demii; sława jego szeroko się rozeszła, nie tylko po kraju, ale daleko poza 
jego granice. Uniwersytet wileński wezwał go na kaznodzieję swego do 
kościoła św. Jana w r. 1805. Pierwsze kazanie mówił o nieśmiertelności 


duszy. Publiczność wileńska oblegała kościoły, gdzie miał kazać sławny 
ksiądz Chodani. W r. 1808 powołanym został na profesora nadzwyczaj- 
nego teologii moralnej i pasterskiejj do których to przedmiotów tak 
pilnie się przygotowywał, że wzrok nadzwyczaj osłabił i odtąd bez lektora 
obchodzić się nie mógł. Prelekcye Chodaniego były znakomicie ułożone. 
On pierwszy usunął z nich balast niepotrzebny, poznajamiał. natomiast 
słuchaczy swoich z najlepszymi autorami teologicznymi. W r. 1810 zo- 
stał profesorem zwyczajnym. Oprócz tego piastował jeszcze następujące 
urzędy: Od r. 1810—1823 był członkiem rady głównego seminaryum; 
od r. 1813—1822 był cenzorem ksiąg; w r. 1814 był wizytatorem szkół 
niektórych. Był wreszcie dziekanem oddziału nauk moralnych i polity- 
cznych od r. 1817 do 1823. W tymże samym czasie był członkiem w komi- 
tecie szkolnym. W r. 1819 w nagrodę za długoletnią a bardzo pożyteczną 
pracę otrzymał kanonię katedralną wileńską, ponieważ od r. 1804 zwolniony 
od ślubów zakonnych przez Stolicę Apostolską był księdzem świeckim. 
Mimo tylu obowiązków, a każden z nich spełniał gorliwie, dużo czasu po- 
Święcał zajęciom literackim. Spuścizna jego bogata, a wszystkie dzieła 
cechuje prześliczny język polski. Nic dziwnego, Chodani i poezyę upra- 
wiał, a niektóre rzeczy drukiem ogłosił, Kiedy umierał dnia 19 lipca 
1823 roku, pozostawił pięć dzieł drukowanych, a dziewięć w rękopisie, 
które wraz ze swoją biblioteką Uniwersytetowi przekazał. O niektórych 
pracach jego mówiliśmy wyżej (2564, 2750), o niektórych wspominamy 
obecnie. Jeszcze za bytności swej w Krakowie ogłosił: 

3432. Wiersz o człowieku Woltera. Kraków, 1795, 80. 

3433. Sielanki Gesnera, z niemieckiego na wiersz polski przero- 
bione. Kraków, 1800, 129. 

3434. Henryada Woltera. Kraków, 1803, 89. 

Z rzeczy wileńskich zasługuje na uwagę: 

3435. O dążeniu nauki Jezusa Chrystusa do dobra narodu ludz- 
kiego. Czytano na posiedzeniu publicznem 15 września 1811 roku. 

Niektóre prace z rękopisów po Śinierci Chodaniego ogłoszone zo- 
stały drukiem. W tych wszystkich dziełach styl Chodaniego szczególną 
się odznacza mocą i jasnością, przy wzorowej czystości języka, jak o tem 
już wzmiankowaliśmy; a chociaż po większej części prace te nie są ory- 
ginalne, lecz tłómaczone, Chodani jednakże umiał im nadać cechę wła- 
snej indywidualności, dzięki czemu uważany jest za znakomitego tłó- 
macza. Sposób wykładania lekcyi teologicznych, zwłaszcza w pierwszych 
latach profesury, był niezwykły, a nadzwyczaj pociągający. Jako znako- 
mity mowca, wykładał z pamięci najzawilsze kwestye tak jasno, zrozu- 
miale i wymownie, że słuchacze jego oprócz przedmiotu samego, mogli 
się wydoskonalić i w wymowie kaznodziejskiej, która onego czasu nie 


była oddzielnie wykładaną. Pogrzeb jego był bardzo uroczysty. Miasto 
całe wzięło żywy udział w tym smutnym obrzędzie. Pochowany w ka- 
plicy przy kościele św. Piotra na Antokolu w Wilnie, dziś parafialny, 
wówczas należący do kanoników lateraneńskich. Uczniowie położyli mu 
tablicę pamiątkową z wymownym napisein: » Mądrość umiłowałem i szu- 
kałem jej od młodości mojej; i starałem się wziąść ją sobie za oblubie- 
nicę; i przez nią otrzymam nieśmiertelność i wieczną pamiątkę zostawię 
tym, którzy po mnie będą«. (Sapien. VIII. 2—13). Kilka jest życiory- 
sów Chodaniego. Najlepsze X. Bobrowskiego, w kazaniu pogrzebowem, 
i X. Mamerta Herburta. Z ostatniego korzystaliśmy. 

Chodźko Ignacy S. J. Doktor nauk wyzwolonych i filozofii. 
Litwin. Urodzony 16 stycznia 1724 roku, do Jezuitów wstąpił 8 wrze- 
śnia 1739, a Śluby wykonał 15 sierpnia 1757. Uczył w Wilnie w szko- 
łach niższych, potem w Akademii humaniorów i 3 lata filozofii. Był ka- 
znodzieją w Rzymie, 5 lat penitencyarzem watykańskim, a 2 lata pro- 
kuratorem asystencyi polskiej. Powróciwszy do ojczyzny był rektorem 
w Nowogródku przez 3 lata, a w r. 1773 był w Wilnie duchownym. 
Ogłosił: 

3436. Wzór szczerej przyjaźni, Damon i Fincya. Tragedya od mło- 
dzi szkolnej S. J. wyprawiona 1757 r. d. 16 i 18 lutego. Warszawa, 
druk S. J. 80. 

O bajkach Fedra w V księgach przez Chodźkę tłómaczonych, mó- 
wiliśmy wyżej. 

Czerniawski Jan. Szczegóły biograficzne są nam nieznane. 
Był powołanym do Uniwersytetu wileńskiego na profesora zwyczajnego 
języka i literatury rosyjskiej w r. 1803. Był doktorem filozofii, jakiego 
Uniwersytetu nie wiem. Wykłady prowadził podług podręczników nie- 
mieckich, które na język rosyjski przetłómaczył. Około 1820 roku prze: 
niósł się do Petersburga jako emeryt, gdyż w r. 1822 posyłają mu tam 
enieryturę. Siemaszko opowiadając o Czerniawskim, nazywa go staru- 
szkiem, czy dlatego, że był rzeczywiście już stary, czy też to wyrażenie 
ma oznaczać szacunek dla człowieka, który był pierwszym, co o wiel- 
kiej ojczyznie Rosyi na lekcyach opowiadał, wywołując entuzyazm słu- 
chaczy, Siemaszko bliżej nie objaśnia. 

Daniłowicz Ignacy. Urodził się we wsi Hryniewicżach na 
Podlasiu litewskiem, w obwodzie bielskim w r. 1789 z ojca miejscowego 
plebana unickiego. Szkoły odbywał u księży Pijarów w Łomży, a po- 
tem w gimnazyum białostockiem, gdzie się wykształcił w języku nie- 
mieckim, którym władał jak ojczystym. W r. i8ro studyować zaczął 
nauki prawne w Uniwersytecie wileńskim, które skończył ze stopniem 


magistra obojga praw. Zatrzymany przy Uniwersytecie, wykłady prowa- 
dził zastępczo na wydziale prawnym. Wysłany kosztem Uniwersytetu 
do Petersburga zapoznał się tu z najobfitszemi Źródłami dziejów i pra- 
wodawstwa litewskiego w metrykach, w cesarskiej publicznej bibliotece 
iw muzeum hr. Rumiancowa. Następnie w r. 1818 udał się do Moskwy, 
gdzie w archiwum mieszczącem w sobie najdawniejsze akta dyplomaty- 
czne, aż po rok 1700, badał niezrównane skarby dziejowe, odnoszące się 
do Litwy i Rnsi litewskiej. W r. 1819 mianowany został adjunktem. 
W r. 1822 profesorem nadzwyczajnym, a w r. 1823 profesorem zwy- 
czajnym prawa krajowego w Uniwersytecie wileńskim. Za staraniem Le- 
lewela, przyjaciela i kolegi Daniłowicza, Działyński Tytus, nie tylko ze 
zbiorów swych kórnickich dostarczył do Wilna rękopisów do dziejów 
prawodawstwa litewskiego, ale nadto na druk i inne wydatki nakład 
przyrzekł Wzięto się z zapałem do pracy i owoc jej, obejmujący 
najdawniejsze pomniki prawodawstwa litewskiego, tudzież statut Zy- 
gmunta I wraz z uchwałami walnych sejmów w Brześciu i Wil- 
nie pod nim i synem jego Zygmuntem Augustem odbywanych, już w po- 
łowie 1824 roku Działyńskiemu odesłano. Praca ta nie była jednakże 
ukończoną, Pelikan bowiem postarał się o to, aby Daniłowiczą, Lelewela 
i innych wydalono z Wilna; więc ile zrobili, tyle wydrukował Dzia- 
łyński w r. 1841 w Poznaniu p. t. 

3437. Zbiór praw litewskich od r. 1389 do roku 1529; tudzież 
rozprawy sejmowe o tychże prawach od r. i544 do r. 1563. 

Z Wilna przeniesiony został Daniłowicz do Charkowa na katedrę 
dyplomacyi. Podobnie jak w Wilnie pracował nieustannie; zajmował się 
dziejami południowej Rosyi w celu uzupełnienia dziejów Litwy. Spe- 
rański powołał go do Petersburga i tam pracował z innymi wycho- 
wańcami wileńskimi, jak Malewski, Kurowicki, nad redakcyą zbioru praw 
miejscowych zachodnich gubernii. Z Petersburga przeniesiony został do 
Kijowa, a od roku 1838 nauczał w Moskwie, gdzie wiele rzeczy pierw- 
szorzędnej wartości ogłosił drukiem. Z wielką stratą dla nauki dostał 
obłędu — wykładów nie mógł prowadzić, uwolniony przeto został w r. 
1842. Miał zamiar osiedlić się w Kijowie, lecz przedtem pojechał do 
Grefenbergu dla wzmocnienia zdrowia hydropatyą i tam 30 czerwca 
1842 roku zakończył pracowity a uczciwy żywot. 

Całe swe życie poświęcił wyłącznie badaniom historycznym. Był 
to pracownik żelaznej wytrwałości, zagrzany wielką miłością przedmiotu, 
wsparty rozległą i wielostronną nauką. Jego ideą były dzieje Litwy. 
Dzieje te pragnął jak na fundamencie oprzeć na niewątpliwych dyplo- 
matach. Ogromny zbiór rękopisów zebrał w czasie pobytu swego w Wil- 








IGNACY DANIŁOWICZ, 
PROF. PRAWA KRAJOWEGO W UNIW. 
WILEŃSKIM. 


FOTOGR. DR. W. ZAHORSKI, 


A. 155, 5 


nie, wiele bardzo skopiował z rękopisów uniwersyteckich — resztę z roz- 
sypanych po kraju zabytków dziejowych. Zwiedzał biblioteki, klasztory, 
prywatne archiwa starożytnych domów. Dzielną mu pomocą była mło- 
dzież akademicka, która z rozmaitych zakątków zgromadzała pargaminy, 
lub wierne ich kopie. Daniłowicz te materyały umiejętnie klasyfikował 
j krytycznie rozbierał. Sława jego jako paleografa była tak głośną, że 
i w miastach uniwersyteckich jak Kijów, Charków, Moskwa i Petersburg 
wszystkie archiwa, zbiory, muzea, biblioteki rządowe były dla niego 
dostępne. Rezultaty swych naukowych poszukiwań od czasu do czasu 
ogłaszał drukiem (2311—2318, 2504, 2512, 2513). Koroną jednakże jego 
działalności naukowej jest zbiór dyplomatów od r. 1208—1569. Daniło- 
wicz przeszło 2000 dyplomatów przejrzał, streścił i uwagami chociaż 
krótkiemi lecz dostatecznemi objaśnił. Praca ta z grubego tylko obro- 
biona; ostatniej redakcyi nie mógł dokonać z przyczyny choroby, wre- 
szcie zgonu. Dzieło to wielkiej jest wagi, szczególnie dla skutecznego 
poznania i określenia, o ile na wiarę zasługiwać może jakiś rocznikarz, 
lub fakt przez niego podany. Rękopis tej ważnej pracy nabyło muzeum 
starożytności wileńskie i przy pomocy materyalnej i naukowej członków 
wydało go w dwóch tomach in 4” w Wilnie w r. 1860 i 1862. 

Skarbiec ów dyplomatów papieskich, cesarskich, królewskich i t. d. 
miał być ogłoszony jeszcze w r. 1848, tak bowiem zapowiada prospekt 
podpisany przez M. Malinowskiego i Eustachego Tyszkiewicza, a dru- 
kować go miał Marcinowski. | 

W tem miejscu należy nam cofnąć się do tych czasów, gdy Da- 
niłowicz jako student przykładał się do nauki prawa. Mówiliśmy, że był 
unitą — otóż w tym czasie w Wilnie między młodzieżą akademicką 
kilku było synów kapłańskich, jak Daniłowicz, Michał Bobrowski, An- 
toni Marcinowski, Żegota Onacewicz, Platon Sosnowski i inni mniej 
znaczni. Młodzież ta znała cokolwiek język starosłowiański, jak również 
i cokolwiek język białoruski, w którym to języku akta do Unii lubel- 
skiej pisane były wyłącznie. Daniłowicz rozbudził w nich ochotę do po- 
szukiwania zabytków drukowanych i rękopiśmiennych słowiańskich; 
a kiedy utworzono przy Uniwersytecie seminaryum duchowne główne» 
a właściwie wznowiono je w r. 1816 i ono dostarczyło krajowi licznych, 
mniej więcej naukowo wykształconych, młodych kapłanów unickich; — 
poszukiwanie rękopisów słowiańskich rozpoczęło się na obszerną skalę 
i w dużym promieniu. Tu należy szukać źródła tak bogatych zbiorów, 
jakimi Daniłowicz rozporządzał. 

Pierwsza podróż petersburska miała dla Daniłowicza doniosłe zna- 
czenie; wszedł do Świeżo utworzonego kółka slawistów, którzy zajmo- 
wali najwyższe w państwie urzędy, więc dali jemu możność korzystania 


z 156 = 


ze zbiorów; a powtóre, gdy go niesprawiedliwość losu dosięgła i gdy 
dzięki Pelikanowi usunięty został z katedry, ciż sami petersburscy sla- 
wiści ułatwili mu dalszą egzystencyę, przeznaczając go do Charkowa. 
Podróż zaś warszawska była również bardzo dla niego pożyteczną, dzięki 
znajomości z polskim prawnikiem Janem Wincentym Bandtkiem, który 
mu wskazał nowy tryb nauczania prawa krajowego, oparty na historyi. 
Znajomość z Lelewelem i księdzem Bobrowskim była ogromnej donio- 
słości dla naukowych poszukiwań Daniłowicza. Lelewel był więcej wy- 
kształconym wówczas od Daniłowicza, i niejednego mu wyjaśnienia z dzie- 
dziny prawodawstwa litewskiego udzielił, a X. Bobrowski był bardzo 
biegłym archeologiem, do której to umiejętności dzielnie się zaprawił, 
szczególnie w Rzymie, gdzie korzystał ze wskazówek sławnego biblio- 
tekarza watykańskiego Mai. Gdyby ta trójca pracowników pozostała dłu- 
żej w Wilnie i wspólnie pracowała — do jakichby doszła rezultatów, 
trudno naturalnie przewidzieć, ale polegając na tem, co zrobiła, żałować 
przychodzi, że los takie figle płata uczonym, stawiając na ich drodze 
takie kreatury jak Pelikan. 

Dąbrowski Augustyn S. J. Doktor obojga praw i wiceregens 
seminaryum dyecezalnego. W r. 1764 był profesorem jurysprudencyi 
w Uniwersytecie wileńskim. 

Dąbrowski Jerzy Ś. J. Był profesorem poetyki w Uniwersy- 
tecie wileńskim. Znanym jest z pisania różnych wierszy po łacinie. 
W r. 1590 napisał i wydał: »Funebris laudatio et Trenodiae«. Wiersz 
na pogrzeb Jana Bar$zcza, ucznia Akademii, w imieniu współkolegów 
napisany. 

Dąbrowski Ludwik S. J. Podług Janockiego był profesorem 
fizyki i polityki w Uniwersytecie wileńskim w r. 1755. 

De Neve Jan. Mianowany był w r. 1827, po ustąpieniu Pinabla, 
adjunktem Uniwersytetu na katedrze języka i literatury francuskiej. 
W r. 1830 był profesorem nadzwyczajnym na tejże katedrze; po zam- 
knięciu Uniwersytetu przeszedł w tymże charakterze do akademii du- 
chownej. . Niezależnie od tego wykładał język i literaturę francuską stu- 
dentom pierwszych dwóch kursów w akademii medyko-chirurgicznej. 
Przez wiele lat był cenzorem ksiąg. Urodził się w r. 1785, umarł w Wil- 
nie w 1839 r. Pochowany na cmentarzu Bernardyńskim. Ogłosił: 

3438. Grammatyka francuska. Wilno, Moritz, druk Misyonarzy, 
1826, 89 88, 18. | 

3439. Grammaire francaise demonstrative. Część I-a, Wilno, Za- 
wadzki, 1826, 140. II, 186. III, 79. | 

3440. Lexicographie. Wilno, Zawadzki, 1826. 8” XIV. 173. 


Dicius Mikołaj S. J. Profesor retoryki w Akademii wileńskiej 
w r. 1584. O jednej jego pracy mówiliśmy wyżej (2565). 

Dilger Szymon. Znakomity prawnik. Powołany z Ingolstadtu 
w Bawaryi, gdzie słynął jako znakomity profesor, do Wilna na profe- 
sora prawa cywilnego w Uniwersytecie, kosztem Kazimierza Leona Sa- 
piehy w 1644, który tę katedrę ufundował. Dilger był pierwszym dzie- 
kanem wydziału prawnego. 

Dobszewicz Benedykt S. J. Urodził się 12 marca 1722 r. 
Do Jezuitów wstąpił 9 sierpnia 1739 roku, profesyę 4 Ślubów uczynił 
15 sierpnia 1756. Doktór św. teologii, nauk wyzwołonych i filozofii. 
W Akademii był profesorem matematyki i filozofii. Przedtem wykładał 
w Nowogródku. Jego prelekcye z logiki, o których mówiliśmy (2222), 
wydane w r. 1761, stanowią już przejście od filozofii schołastycznej do 
nowożytnej z uwzględnieniem prac Bakona, Kartezyusza, Gassendego, 
Locke'a i innych. Prof. Struve surowo jeszcze sądzi Dobszewicza, za to 
Jankowski zaznacza, że Dobszewicz swoją logiką wyżej stoi od prac 
uczniów Dekarta, Locke'a i Wolfa. Kiedy nastąpiła kasata Jezuitów, Dob- 
szewicz jako dziekan fakultetu teologicznego pozostał czas jakiś na sta- 
nowisku. Co się z nim później stało i kiedy umarł, nie wiadomo. O jednej 
jego pracy mówiliśmy wyżej (139). 

Dowgird Anioł S. P. Urodził się w gubernii mohilewskiej, 
powiecie mścisławskim w dobrach Jurkowszczyzna 1776 r. Początkowe 
nauki pobierał w domu, od r. 1786 u Jezuitów w Mohilewie i Mści- 
sławiu. Łatwo obejmował i był bardzo pilny. Miał pamięć niezwykłą, 
Od dzieciństwa lubił przykładać się do nauk i to usposobienie do Śmierci 
pozostało. U Pijarów w Dąbrownie przykładał się do retoryki, fizyki, 
historyi powszechnej, logiki, języka francuskiego i na tem zakończył 
nauki swoje Świetnie; a z plonem nad wiek dojrzalszym stanął u kresu, 
gdzie własne już doświadczenie kończyć i doskonalić zwykło człowieka. 
Był pobożny a skromny w potrzebach, w namiętnościach powściągliwy, 
spokojnego i cichego życia. Wstąpił do zgrowadzenia Pijarów dnia 17 
sierpnia 1791 r. w Lubieszowie w gubernii mińskiej. Po odbytym no- 
wicyacie i złożeniu ślubów zakonnych (1793), rozpoczął przygotowywanie 
się do nauczycielstwa w Dąbrowicy i Wilnie, gdzie słuchał nauk wyż- 
szych i duchownych, poczem nauczał w szkołach powiatowych, utrzy- 
mywanych przez Pijarów. Od roku 1800—1807 uczył przedmiotów wyż- 
szych: matematyki, wymowy, fizyki w Witebsku, Łużkach i w Szczu- 
czynie litewskim. W r. 1801 został wyświęconym na kapłana w Mohi- 
lewie na Białej Rusi. Życiem swojem i głęboką nauką dowiódł, że można 
połączyć wysoką pobożność z gruntowną nauką, że nic z sobą nie mają 
niezgodnego przepisy prawdziwej religii z przepisami prawdziwej mą- 


= 158 — 


drości, że szukając Światła nauk, można chodzić ścieszkami pięknemi, 
jak się wyraża biograf Dowgirda. 

Od r. 1801—1809 był prefektem konwiktu szlacheckiego w Wilnie. 
Znanym już był wówczas jako dzielny łacinnik, a literaturę polską wy- 
kładał tak znakomicie, jak żaden z poprzedników jego. W r. 1809 po- 
wołany został przez radę głównego seminaryum, za pozwoleniem swej 
zwierzchności, na kapelana tegoż seminaryum i pełnił ten obowiązek, 
dopóki Francuzi nie zajęli gmachu seminaryjskiego na szpital wojskowy, 
przy którym to szpitalu pełnił obowiązki spowiednika. Do roku 1814 
był sekretarzem prowincyi i konsultorem swego zgromadzenia i w tym 
czasie pisał projekta o reformie zakonnej. Kiedy w r. 1816 seminaryum 
główne otworzono, Dowgird w poprzednim charakterze kapelana znowu 
wszedł do seminaryum i na tem stanowisku pozostawał aż .do zamknię- 
cia Uniwersytetu. 

Po śmierci Abichta, gdy katedra czas jakiś wakowała, wezwano 
Dowgirda jako profesora zastępcę do wykładu logiki, a później i filo- 
zofii. Do konkursu na profesora stanął z Gołuchowskim i Wiszniew- 
skim, a gdy Gołuchowski wybrany został Dowgird nie przestając pra- 
cować w ulubionym sobie przedmiocie, spełniał jak i dawniej obowiązki 
kapelana seminaryjskiego. Sądzone mu było powrócić jeszcze raz na ka- 
tedrę filozofii, gdy Gołuchowski był usunięty i wówczas to pozostawał 
już bez przerwy profesorem tego przedmiotu, bo jakkolwiek Uniwersytet 
był zamknięty, to Dowgird w akademii duchownej filozofię według 
poprzedniego programu wykładał. W r. 1833 został kanonikiem wileńskim. 
»Z młodych lat próżnowanie było dla niego największem ukaraniem, 
nieczynność najnieznośniejszym ciężarem, spoczynek przygotowaniem się 
do pracy. Lecz teraz, gdy zajął takie wybitne stanowisko w Akademii, 
nauka dla niego była żywiołem, czynność dogodzeniem wrodzonej skłon- 
ności, wszelka praca rozkoszą. Ciągle, pracowicie, statecznie, pomimo 
słabe siły swoje i zdrowie wątłe, wzbijał się do przybytku nauk; i to 
było cechą znamionującą duszę tego męża, że żadnemi trudnościami 
w swych przedsięwzięciach naukowych nie dał się zrażać, lub odstręczać, 
owszem w miarę ich pomnożenia się, pracę swą i usilność powiększał. 
Odmawiał sobie wygód i rozrywek dla zyskania czasu i potrzebnych 
pomocy. Szukał samotności, dla wolniejszego im siebie poświęcenia, i nie 
wprzód je rzuca, aż Śmierć sama pióro mu i księgę z rąk wytrąca i oczy 
zamykac. Dnia 26 kwietnia 1835 zakończył życie mając lat 59. Pocho- 
wany na cmentarzu Św. Stefana w Wilnie. Sławną jest mowa X. Her- 
burta, niegdyś regensa głównego seminaryum, który jako najbliższy świa- 
dek i kolega zmarłego, wyinownie a prawdziwie ocenił życie i czyny 
profesora Dowgirda. O jego pracach literackich, poświęconych przeważnie 


filozofii (2226, 2227, 2234, 2235) mówiliśmy powyżej. Tu dodam tylko, 
że po Śmierci wydrukowano w Wilnie znakomicie napisany: 

3441. Wykład ewangelii i listów apostolskich. Wilno. Marcinowski, 
1836, 2 tomy in 89. 

3442. Kazanie o niedowiarstwie i zachowaniu się w obcowaniu 
z tymi, którzy bezbożnie przeciw wierze Św. katolickiej mówią; takoż 
o niegodziwości czytania książek powstających na tę wiarę — miana 
podczas jubileuszu w kościele katedralnym wileńskim 1826 d. 30 sty- 
cznia. W Wilnie u Pijarów s. a. 89 26. 

Downarowicz Eliasz S. J. Rusin, urodzony w województwie 
witebskiem, mając lat 18 wstąpił do Jezuitów 1624. Ukończywszy teo- 
logię w Rzymie, wrócił do ojczyzny. Uczył w Wilnie retoryki, poetyki 
1 filozofii po 4 lata, teologii dogmatycznej lat 5, potem moralnej. Za- 
słynął jako kaznodzieja »tak, że nie tylko katolicy, ale nawet heretycy 
i schizmatycy chętnie go słuchali. A chociaż słabego był zdrowia, nie 
chciał jednak poprzestać opowiadania słowa Bożego i mawiał, że chętnie 
na tym obowiązku jako ofiara polegnie«. Umarł w Wilnie 7 listopada 
1669 r. Ogłosił: 

3443. Homo politicus, seu tractatus de virtutibus moralibus. Bruns- 
berga, 1664, druk Henryka Schult in fol. Dzieło to ogłosił pod imie- 
niem ucznia swego. 

Drews Jan S. J. (senior). Prusak, ukończywszy filozofię mając 
lat 18, do zakonu wstąpił i profesyę 4 Ślubów uczynił. Uczył filozofii 
w Krożach i Wilnie lat 6; teologii w Wilnie i w Warszawie lat 8, był 
rektorem w Brunsbergu i 10 lat przełożonym seminaryum papieskiego 
warmińskiego. Znajdował się na kongregacyi generalnej w Rzymie, umarł 
w domu profesów warszawskich 26 grudnia 1710 roku mając lat 65, 
zakonu 42 (Brown. 

Liczne swe dzieła drukował w Brunsbergu, gdzie odbywał nowi- 
cyat. Z nich zasługują na uwagę te szczególniej, które za czasów swej 
profesury w Wilnie pisał i ogłaszał: 

3444. Breviarium asceticum quotidianis per annum meditationibus 
et lectionibus piis istructum. Brunsberga, 1700, 47 313, 311, 312, 288. 

3445. Geistlicher Kinder-Spiegel, oder auserlesene Leben etlicher 
heiliger Kinder. Brunsberg, 1701, 129. 

3446. Fuga peccatorum centum rationibus gravissimis et memora- 
bilibus exemplis incultata a R. P. ..... Brunsberg, 1702, 247. 

3447. Institutiones juventutis in vera solidaque erga Deum pie- 
tate in compta graviqu. morum civilitate, ut humaniorum litterarum 
facultate, concinnata a RP. ..... STD. Brunsberga, 1704. 40. Za czasów 
rektorstwa w kollegium warszawskiem napisał i ogłosił drukiem: 


— 160 — 


3448. Distractiones itinerantiutn piae, jucundae, eruditae i t. d. sup- 
peditatae, piis ac curiosis viatoribus i t. d. Brunsberga, 1708, 12” 146. 

3449. Dystrakcyę podróżnych nabożne, uczone, ucieszne dla pobo- 
żnych i ciekawych peregrynantów, niegdyś po łacinie przez W. X. Jana 
Drews Th. S$. J. wydane, teraz po polsku przez X. Józefa Brzozowskiego, 
Th. rektora Collegium mohilewskiego S. J. dla pospolitego wszystkich 
używania podane i na zawdzięczenie dobrodziejstw Zakonowi S. J. oświad- 
czanych Prześwietnemu powiatowi Orszańskiemu ofiarowane, za sumptem 
pewnej osoby Zakon S. J. estimującej wydrukowanę R. P. 1744. Często- 
chowa in 89 4, 274; tamże, 1751, 8” 5, 272, 2. 

3450. Wybór królestw, albo krótkie opisanie czterech części Świata. 
Tłówaczenie z łacińskiego, OORCNANĘ po Śmierci autora. Lublin, 1755, 
129 60. 

3451. Fasti Societatis Jesu, res et personas memoerabiles ejusdem 
Soc. Jesu per singulos anni dies repraesentantes opere et studio RP.. 
"'$. J. Pruteno-Warmiensi S$. Th. D. concinnati. Opus posthumum. EM 
bergae, typ. Soc. Jesu, 1723, 4 tomy in 89, 

3452. Effigies miraculosa B. V. Mariae Novogrodecii in Lithuania 
narratione illustrata. Wilno, druk Akad. S$. J. s. a. 12” 168, 2. - 

Oprócz powyższych podaliśmy niektóre prace Drewsa na miejscu 
właściwem (2649, 2847). 

Drews Jan S. J. (junior). Warmijczyk, urodzony 14 grudnia 
1740 roku. Do zakonu Jezuitów wstąpił 14 sierpnia 1757 r. Po ukoń- 
czeniu filozofii w Wilnie, nauczał języka niemieckiego najpierw w szko- 
łach niższych przez lat 4, a później w Akademii przez lat 2. Teologii 
słuchał w Akademii w r. 1770, a w 1773 był już drugi rok kaznodzieją 
łotewskim w Mitawie i misyonarzem kurlandzkim. Wydał: 

3453. Missya domowa w przymierzu apostolskim na większą chwałę 
Boga i dla zbawienia dusz ludzkich zawarta, od jednego Missyonarza 
S. J. prowincyi litewskiej r. 1767 ogłoszona i zalecona, to jest sposób 
pobożny i pożyteczny, jak można siebie samego, domowników i innych 
ratować i P. Bogu pozyskać. Wilno, druk Akad. $. J, 8%. Anonime. 

Drzęwiński Feliks. Pochodził z Wołynia. Do nauk przykła- 
dał się w Uniwersytecie wileńskim, gdzie pozyskał stopień doktora filo- 
zofii i pozostawiony został przy Uniwersytecie po skończeniu nauk. Od 
r. 1814 wykładał mineralogię i w r. 1816 został adjunktem na tejże ka- 
tedrze. Wydrukował znakomity jak na owe czasy podręcznik mineralo- 
giczny, o którym jak również i o innych pracach Drzewińskiego ogło- 
szonych drukiem mówiliśmy powyżej (143—150, 675, 1035, 1063, 1366). 
W r. 1817 1 1818 podróżował za granicą dla udoskonalenia się w fizyce; 
powróciwsży do Uniwersytetu, objął niezwłocznie katedrę fizyki i na 


— ról — 


tem stanowisku pozostał aż do zamknięcia Uniwersytetu. Pierwiastkowo 
prowadził wykłady podług Biota, później podług własnego rękopisu, 
który jeszcze będąc w Paryżu układał. Do własnego podręcznika wpro- 
wadzał te zmiany i ulepszenia, jakim ta umiejętność z biegiem lat ule- 
gała. Za rektoratu Pelikana gdy dotychczasowe podręczniki szkolne 
uznane zostały wogóle za szkodliwe i nieodpowiadające interesom rządu, 
wielu profesorom polecono napisać nowe. Między innemi Drzewiński 
przygotował seryę podręczników dla szkół gimnazyalnych z zakresu fizyki. 
Kiedy Uniwersytet został zamknięty, Drzewiński przeznaczony został na 
profesora fizyki w akademii medyko-chirurgicznej wileńskiej. Ponieważ 
po polsku wykładać nie wolno było, przeto profesor swój własny kurs 
roczny fizyki eksperymentalnej, ogłoszony drukiem w r. 1823, przełożył 
na język łaciński i według tego przekładu miewał lekcye. Równocześnie 
z zamknięciem Akademii i przeniesieniem jej do Kijowa, wysłużył eme- 
ryturę. Przeniósł się do Moskwy i tam umarł. Co robił w Moskwie, 
nie wiem; lecz w owym czasie był tam głównym lekarzem szpitala ex- 
rektor Pelikan — może do niego udawał się prosząc protekcyi, chociaż 
emerytura zapewniała mu utrzymanie. O Drzewińskim prof. Rewkowski 
wspomina, że jako profesor fizyki był słabym; matematyki nie znał; 
w czasie wykładów jąkał się, mylił, wszędzie widział czynioną sobie 
dystrakcyę; doświadczenia robił niezręcznie. Miał piękną żonę ...... był 
przedmiotem żartów, ze względu na stosunki z Pelikanem. Mimo tych 
stron ujemnych, był pracowity, pragnął gorąco nauki i nie był złym 
człowiekiem. 


Eberling ..... S. J. Był profesorem języka francuskiego w Uni- 
wersytecie wileńskim w r. 1777. 

Ehlert ..... S. J. Wykładał kanony w Uniwersytecie wileńskim 
w r. 1777. 


Eichwald Edward. Pochodził z Mitawy, gdzie ukończył gimna- 
zyum. Do medycyny przykładał się w Berlinie. Podróżował później po 
Europie w celach naukowych. W r. 1819 doktoryzował się w Wilnie. 
Przedstawił doktorską rozprawę z dziedziny zoologii w nadziei pozy- 
skania jakiej katedry w Uniwersytecie, lecz go to zawiodło; opuścił 
wkrótce Wilno, udał się do Dorpatu, gdzie zajmował się prywatną do- 
centurą. W r. 1821 mianowany był w tymże uniwersytecie docentem, 
lecz długo na tem stanowisku nie pozostawał, albowiem w r. 1823 otrzy- 
mał w Kazaniu katedrę zoologii i akuszeryi. Ogłosił w Kazaniu roz- 
prawę fizyologiczną: In ovum humanum disquisitio. Uczony profesor 
wolne chwile poświęcał podróżom naukowym, przeważnie w czasie letnich 
wakacyi. Zwiedził w ten sposób Azow i Kaukaz. Gdy Fortunat Jure- 
wicz, skutkiem obłąkania, został usuniętym od wykładów, a propozycye 

UBRYEROTTET WILEŃSKI. TOW III. |$| 


— 162 — 


czynione przez Uniwersytet współtowarzyszom nie odniosły skutku, 
zaproponowano katedrę zoologii Eichwaldowi, który natychmiast po- 
spieszył do Wilna i już w roku 1827 rozpoczął wykłady, jako profesor 
publiczny zwyczajny. Wykłady Eichwalda należą do najświetniejszych, 
jakie miały miejsce w Wilnie. Podobnież jak poprzednicy jego, Forster, 
później Jurewicz, był Eichwald obeznany ze wszystkiemi gałęziami nauk 
przyrodniczych. Nie dorównał tylko Gilibertowi, gdyż ten go przewyż- 
szał pod względem botaniki, tak jak Bojanus przewyższał go pod wzglę- 
dem anatomii. Nie przypuszczam, ażeby Eichwald, jako profesor zwy- 
czajny. nie miewał odczytów na posiedzeniach literackich Uniwersytetu, 
bez wątpienia je miewał. Nie mając pod ręką ani protokółów, ani też 
sprawozdań z tych posiedzeń z epoki rektoratu Pelikana, nie wiem, 
o czem i kiedy miewał prelekcye literackie i publiczne. 

W r. 1829 puścił się w podróż naukową po Litwie i nie tylko ją 
zwiedził, ale przez Podole, Ukrainę dotarł aż do Czarnego morza. Po- 
mocnikami jego w tej podróży byli: Jakowicki, Antoni Andrzejowski, 
zoolog Małecki, a z paleontologii obszernych dostarczył materyałów pro- 
fesor krzemieniecki Wojciech Zbożewski. Eichwald, zebrawszy referaty 
1 uczone rozprawy swoich współtowarzyszów, ułożył opis tej podróży 
1 wydał po niemiecku w Wilnie, jako Naturhistorische Skizze von Li- 
thauen itd. Szkoda tylko, że mniej delikatnie postąpił z kolaboratorami, 
gdyż zamiast nazwać siebie redaktorem pracy zbiorowej, nazwał się jej 
autorem, co nie jest zgodne z prawdą. 

Po zamknięciu Uniwersytetu w dotychczasowym charakterze prze- 
szedł do akademii medyko-chirurgicznej wileńskiej. Oprócz zwykłych obo- 
wiązków profesorskich, zajmował jeszcze ważne stanowisko jako uczony 
sekretarz akademii. Na ogólne sprawy Akademii miał wpływ niezmierny. 
Dlatego liczono się z nim. Miał wielką protekcyę w Petersburgu, więc 
gdy go doszła wiadomość, że byt Akademii wileńskiej zachwiany wsku- 
tek ówczesnych zaburzeń w kraju, niezwłocznie postarał się o przenie- 
sienie do Petersburga, do akademii medyko-chirurgicznej na katedrę zoo- 
logii i mineralogii. W roku 1838 opuścił Wilno. W Petersburgu, oprócz 
wykładów w akademii, miewał prelekcye paleontologii w instytucie gór- 
niczym. Podczas feryi urządzał i z Petersburga wycieczki w celach nau- 
kowych ponad Bałtyk. Badał Estonię i Finlandyę. W roku 1851 otrzy- 
mał emeryturę i porzucił katedrę. Umarł w roku 1876, dożywszy póź- 
nego wieku. | 

Wiele mu zawdzięcza nauka, był bowiem niezmiernie bystrym ob- 
serwatorem i najtrudniejsze zagadnienia rozwiązywał zręcznie, lecz nau- 
kowo. Był bardzo pracowitym i niezmordowanym podróżnikiem. Owoce 
wycieczek składał w miejscowych gabinetach; uczonym Towarzystwom 


RE 163 Sx 


wysyłał duplikaty, w zamian za to otrzymywał rzeczy nieznane w Wil- 
nie. Tym sposobem, dzięki Eichwaldowi, wileńskie gabinety powiększały 
się i wzbogacały ciekawymi okazami. 

Jako profesor był znakomitym; obdarzony wielkim darem słowa 
i piękną formą wykładu; lekcye jego były bardzo uczęszczane, a mło- 
dzież z nich wielką odnosiła korzyść. Polaków nie lubił, po polsku nie 
chciał się nauczyć, a mówił z niemiecka po rusku i po łacinie; język 
francuski znał słabo. O jego pracach naukowych mówiliśmy wyżej 
(507—510, 634, 714—720, 1480). 

Elger Jerzy, J. J. Łotysz, mając lat 20, wstąpił do Jezuitów 
w r. 1607. Uczył w Akademii wymowy, był kaznodzieją w Dynaburgu 
przez wiele lat, gdzie później był i rektorem, coadjutor formatus. Umarł 
w [Dynaburgu d. 30 września 1672 roku, w wieku 88 lat. Ogłosił 
drukiem: 

3454. Institntiones oestonicae catholicae per quendam e Soc. Jesu 
sacerdotem in lucem editae. Brunsbergae 1623. 

3455. Evangelia toto anno singulis Dominicis et festis diebus 
iuxta antiquam ecclesiae consuetudinem in Livonia Lothavis praelegi 
solita, e Latino in Lothavicum idioma translata p. P. R. ...... Wilno, 
druk S. J. 1672. 89, gocki druk. 

3456. Cantiones spirituales ex latino, germanico et polono transla- 


tae in idioma Lothavicum. Opus posthumum P....... S. J. Wilno, 1673, 
8%, str. 172. 

3457. Dictionarium Polono-latino-lothavicum. Opus posthumum 
Pożżdacć S. J. Wilno, druk Akademii 1683. 80, 674. 


Eynarowicz Franciszek, S$. J. Urodzony na Litwie 1664 
roku, wstąpił do zakonu 1681 roku. Uczył w Akademii humariorów, 
gdzie został doktorem Św. teologii, potem nauczał filozofii i teologii; 
następnie uczył w Warszawie. Był rektorem w Krożach, Połocku i w Ko- 
wnie. Umarł 22 kwietnia 174. 

Eytmin Hieronim, S. J. Litwin, urodził się w roku 1641, do 
Jezuitów wstąpił 20 września 1661 r. W Wilnie uczył teologii przez 
dwa lata, a potem był misyonarzem na Polesiu i Ukrainie lat ro, w Ży- 
rowicy, Owruczu i w Kijowie. Rządził rezydencyą owrucką lat 6. Umarł 
w Zamościu 26 kwietnia 1707 roku, gdzie 12 lat był misyonarzem. 

3458. Exercitium animae in SS. Vulneribus Jesu ad spiritualium 
et saecularium usum reseratum. Anno gratiae 1705 r. Zamość 129. 

Erdmann ..... S. J. Według Janockiego był profesorem w Uni- 
wersytecie wileńskim w 1777 r. 


Fabrycyusz Tomasz, S. J. Mazur, profesor Uniwersytetu 
| Ti* 


s 164 sm 


wileńskiego. Uczył poetyki, retoryki i polemiki. Umarł w Wilnie 
1639 roku. 

Fabrycyusz Walenty, S. J. Rusin, profesor Uniwersytetu 
wileńskiego. Był profesorem wymowy w różnych kollegiach lat 8, filo- 
zofii 3, teologii 5. Najdłużej nauczał w Wilnie. Prócz głębokiej nauki 
i rzadkiej pracowitości, pamiętny jest tem najwięcej, że wykładając teo- 
logię w Wilnie po łacinie, powtarzał ten sam przedmiot po słowiańsku 
Józefowi Kuncewiczowi, klerykowi wówczas i studentowi Akademii, 
późniejszemu arcybiskupowi połockiemu, umęczonemu za wiarę w Wi- 
tebsku w r. 1623. Podobnież inny uczeń Fabrycyusza, Józef Welamin 
Rudzki, przyszedł z czasem do wysokiej godności metropolity. Fabrycy 
Walenty wiele pracował około zjednoczenia Rusi z Kościołem rzymskim. 
Uczeń jego Kuncewicz, będąc arcybiskupem, użył go do urządzenia kar- 
ności zakonnej Bazylianów na Litwie. Ostatnie ośmnaście lat był ka- 
znodzieją nadwornym Zygmunta III i umarł w Warszawie 8 marca 
1626 roku. 

Brown Józef pisze, że Fabrycyusz Walenty nazywał się właściwie 
Kowalski Walenty Groza, że mając lat 17, do zakonu przyjęty w Jaro- 
sławiu 1580 r. Gdy oślepł i nie mógł czytać, kazał wymownie z podzi- 
wieniem słuchaczów. Szymon Starowolski w dziele: De claris oratoribus 
sarmaticis. Warszawa 1758. 120, mówi o nim: » Kaznodzieja królewski 
tak wymową potężny, że w umysłach słuchaczów zawsze jakby kolce 
zostawował«. Podług Browna umarł Fabrycyusz 22 lutego 1628 roku. 

3459. Kazanie albo kolenda, którą dał w Warszawie w kościele 
Św. Jana stanom panieńskiemu, senatorskiemu X. Walenty Groza Fa- 
brycyusz, Th. S. J. w dzień Trzech królów 1622 roku. Kraków, Cezary 
1622, 40, 3, 22; 1648. 40, 34. 

Fauntney (Fauntneus) Wawrzyniec Artur, S.J. Anglik, 
rodem z Leicester, z rodu Ladeaster. W Lowanium uczył się logiki; 
do zakonu w 18 roku przyjęty w 1570 roku. Po ukończeniu filozofii 
posłany był na teologię do Rzymu, a potem do Polski, gdzie lat 3 
w Poznaniu uczył języka greckiego, a w Wilnie 9 lat teologii moralnej 
i dogmatycznej. W czasie, gdy spory różne między stanem duchownym 
i świeckim dały powód do uchwały sejmowej: compositio inter status 
i stany rzeczypospolitej do zniesienia tych zatargów wyznaczyły delega- 
tów — wydał dzieło p. t.: 

3460. De controversiis inter ordinerm ecclesiasticum et saecularem 
in Polonia ex jure divino, statutis, privilegiis et praescriptione, tractatus 
S. L. (Wilno) 1587. 40; 2-gie wydanie 1502. 40. 

Umarł Fautney w Wilnie. Z innych dzieł głośne są: 

3461. De Christi in terris ecclesia quaenam et penes quos existat 


dzi 165 ak: 


libri tres. In quibus Calvinianos, Luteranos et caeteros, qui se Evange- 
licos nominant, alienos a X-ta Ecclesia esse, argumentis signisq. claris- 
Simis demonstratur, ac simul apologia assertionum ejusdem conscriptio- 
nis, contra falses Antonii Sadelii incriminationes continetur. Authore 
Laurentio Arturo Faunteo, S. J. Th. Poznań, druk Wolraba 1584. 49, 
str. 89. 

3462. Assertiones theologicae de Christi in terris Ecclesia, quae- 
nam et penes quos existat propositae in Coll SŚ. J. Posnaniensi in au- 
tomnali studiorum renovatione. Poznań, Wolrab. 1580. 40, 168. 

3463. Assertiones rhetoricae ac philosophiae, quae in Coll. Posna- 
niensi, S. J. A. 1582 in solemni studiorum renovatione disputandae pro- 
ponuntur. Poznań. 40, 32. | 

3464. Disputacio theologica de SŚ. Petri et Romani Pontificis, suc- 
cessoris ejus in Ecclesia Christi principatu in Coll. Posnaniensi Soc. J. 
A. D. 1583, d. 4-ta octobr. publice proposita, praeside ...... Poznań, 
1583. 40, 72. 

3465. Apologia assertionum de Ecclesia adversus cavillationes An- 
tonii Sadelii Calviniani libri tres, Poznań, 1584. 

3466. Coenae Lutheranorum et Calvinistarum oppugnatio ac Ca- 
tholicae Eucharistiae defensio, comprehensa thesibus in Coll. Posnaniensi 
S. J. in publica disputatione propositis A. 1586 a ..... S. J. Theol. 
Poznań 1586. 40, 111. 

Fiałkowski Antoni. Urodził się na Białej Rusi w r. 1798. 
Pierwsze nauki pobierał w akademii jezuickicj w Połocku. Specyalne 
teologiczne wychowanie pobierał w głównem seminaryum od 8 wrze- 
Śnia 1820 do 28 maja 1824 r. Ukończył nauki ze stopniem magistra 
św. teologii. W r. 1825 został mianowany profesorem teologii dogma- 
tycznej i języka francuskiego w seminaryum dyecezyalnem. Niezależnie 
od powyższego był cenzorem ksiąg duchownej treści i wizytatorem se- 
minaryów duchownych. W tymże roku 1825 po obronieniu rozprawy: 
De patis authentiae et exageseos Apocalipsis, otrzymał stopień doktora 
teologii i prawa kanonicznego 3 lipca 1825 r. Kiedy Kłągiewicz opuścił 
katedrę uniwersytecką, rada powołała Fiałkowskiego na katedrę teologii 
dogmatycznej i historyi kościelnej 4 sierpnia 1828 r. w charakterze pro- 
fesora nadzwyczajnego. Wkrótce potem wybrany został na członka rady 
seminaryumm głównego. Fiałkowski pozostawał profesorem do zamknię- 
cia Uniwersytetu. Kiedy z wydziału teologicznego b. Uniwersytetu po- 
wstała akademia duchowna, Fiałkowski przeszedł do tej ostatniej jako 
profesor zwyczajny teologii dogmatycznej i historyi Kościoła. O jego 
pracach literackich, ogłoszonych drukiem, mówiliśmy poprzednio (2568, 
2569, 2816, 2817, 2840). 


— 166 — 


Gdy rektor akademii Osiński został biskupem i wyjechał na Wo- 
łyńi, na jego miejsce powołano Fiałkowskiego. Kiedy akademię prze- 
niesiono do Petersburga pod rektoratem Ignacego Hołowińskiego w roku 
1842, wówczas Fiałkowski, jako członek kapituły wileńskiej, przenie- 
siony został również do Petersburga do kollegium rzymsko-katolickiego. 
Przebywał tam do roku 1855, to jest do otrzymania probostwa szy- 
dłowieckiego na Żmudzi z tytułem infułata. Po Śmierci arcybiskupa 
Hołowińskiego, kapituła wybrała go w r. 1855 administratorem archi- 
dyecezyi mohilewskiej.j W 3 lata potem prekonizowany został na bi- 
skupa tanazejskiego, na sufragana dyecezyi kamienieckiej w r. 1858), 
a w r. 1860 mianowany został biskupem dyecezyalnym kamienieckim. 
Po Śmierci metropolity Żylińskiego, zaszłej w roku 1863, katedra wako- 
wała do r. 1871. Fiałkowski, powołany na metropolitę, pozostawał na 
tem stanowisku aż do Śmierci *). Umarł 11 lutego 1883 roku, mając 85 
lat wieku. | | 

Fleuret Jan, S. J., wykładał fizykę eksperymentalną w Akade- 
mii w r. 1762. 

Fonberg Ignacy. Urodził się w Bielsku, w obwodzie biało- 
stockim w r. 1801 i tam otrzymał początkowe wychowanie; w gimna- 
zyum białostockiem był od r. 1812 do 1817. Potem przybył do Wilna, 
gdzie na wydziale matematyczno-fizycznym studyował nauki i gdzie 
w r. 1822 uzyskał stopień kandydata, a w r. 1824 magistra. Jako po- 
mocnik profesora chemii czynnie się w Uniwersytecie zajmował i po 
ustąpieniu Śniadeckiego zajął jego katedrę. W pierwszych latach profe- 
sury trzymał się dzieł sławnego swego nauczyciela, wprowadzając do 
kursu zmiany, jakie zaszły po wyjściu trzeciego wydania » Początków 
chemii«. W r. 1826 został adjunktem i od tego czasu prowadził wykłady 
według własnego kursu, który w następnym roku zaczął drukiem ogła- 
szać. W r. 1829 mianowany profesorem nadzwyczajnym i na tem sta- 
nowisku pozostał aż do zamknięcia Uniwersytetu. W nowo zorganizo- 
wanej akademii medyko-chirurgicznej na poprzednie stanowisko został 
powołany. W akademii zdawał egzamin na lekarza i otrzymał stopień 
pierwszej klasy. Liczył się do bardzo wykształconych i dowcipnych 
ludzi. Idąc w ślady znakomitego swego nauczyciela, brał także czynny 
udział w » Wiadomościach brukowych«, ogłaszając artykuły albo bez- 
imiennie, albo pod różnymi pseudonimami. Będąc chwilowo w posiada- 
niu niektórych autografów, przekonałem się o tem dowodnie. Do pióra 
zabrał się dość wcześnie i w ówczesnym »Dzienniku wileńskim« ogła- 


1) Muchliński. Pamiętnik religijno-moralny, 1859, I. 413. 
2) Biblioteka warszawska 1883, I. 473. 





IGNACY FONBERG, 
PROF. CHEMII W UNIW. WILEŃSKIM, 


== 167 „= 


szał wiele artykułów z dziedziny chemii. Prace jego nacechowane są 
piękną formą wykładu, a mówiliśmy o nich we właściwem miejscu 
(357—368, 1071, 1778). Prelekcye układał z wielkim talentem; demon- 
stracye udawały mu się zazwyczaj Świetnie przy pomocy laboranta 
Majewskiego. Niejednokrotnie zaszczycał te prelekcye swoją obecnością 
sędziwy Śniadecki, lecz te wizyty onieśmielały Fonberga. Po zamknięciu 
Akademii w Wilnie, przeniesiono Fonberga na profesora zwyczajnego 
chemii do Uniwersytetu św. Włodzimierza. Na tem stanowisku doczekał 
się emerytury i zamieszkał nadal w Kijowie, gdzie zakończył życie 
w październiku 18g1 r.1). 

Zbierając materyały do dziejów medycyny na Litwie, pisałem do 
Fonberga, prosząc o niektóre szczegóły bio-bibliograficzne, gdyż od roku 
1838 po polsku nic nie ogłaszał, a Ikonnikowa słownika profesorów 
kijowskiego Uniwersytetu jeszcze nie było. Profesor odpowiedział mi 
niezwłocznie, lecz zamiast owych szczegółów nadesłał mi traktat, uspra- 
wiedliwiający jego pisownię. 

Forster Jerzy. Urodził się w listopadzie 1754 r. z ojca Jana, 
pastora w Nassenhbuben, w okolicach Gdańska. Nie należał do rodziny 
polskiej, jak utrzymuje Adamowicz *), ale do tułaczej rodziny szkockiej, 
z której co pokolenie, to w innem państwie przychodziło na Świat. Nauk 
przyrodniczych słuchał u swego ojca, który należał do rzędu tych awan- 
turników, jakich Ślady zachowały się już w końcu XVIII wieku, ale 
z których rekrutowali się znakomici ludzie, pchający naukę na nowe 
tory, odkrywający nieznane Światy. Więc i ten Jan, ojciec licznej ro- 
dziny, pastor, rzuca dotychczasowe zajęcia, rodzinę 1 wraz z Jerzym 
udaje się do Rosyi, ażeby zwiedzić kolonie, położone nad Wołgą, 
Gdy z Rosyi powrócił do Gdańska i dowiedział się, że inny pastor 
zajął jego miejsce, nie odwiedziwszy nawet rodziny, przenosi się do 
Anglii z jednym tylko Jerzym, przyszłym profesorem wileńskim. Do- 
świadczył w Anglii i chłodu i głodu, lecz ze swych prac naukowych 
na tyle już był głośny, że Cook zaproponował mu miejsce na okręcie, 
z którym się puszczał w drugą podróż naokoło Świata. Forsterowie po- 
jechali, a podróż trwała trzy lata. Po powrocie do Anglii, nie otrzymali 
obiecanego wynagrodzenia, a ponieważ ojciec naszego profesora był hu- 
laką co się zowie, karciarzem i wiecznie bez grosza — przeto za długi 
dostał się do więzienia, a syn Jerzy wyjechał do Niemiec, szukając 
sposobu do życia i środków do wydobycia ojca z więzienia. W Kassel 
został profesorem, a ojciec jego po opuszczeniu Anglii zamieszkał 


————— 





1) Bieliński Józef »Kraj», 1891. Nr. 49. 
3) „Tygodnik illustrowany«, 1865. Nr. 290. 


— 168 — 


w Halli. Jerzy Forster, jako profesor w Kassel, gdzie był 5 lat (1779— 
1784), poznajomił się z bardzo znakomitymi mężami, także profesorami, 
jak: Tiedemann, Stein, Jan Miiller, Soemering i innymi. Sława jego, jako 
uczonego, ustalała się coraz bardziej, za dowód czego służyły dyplomata, 
nadsyłane mu zewsząd na członka Towarzystw naukowych. Mając pełno 
długów i szukając napróżno kamienia filozoficznego, upodobał sobie 
pannę Teresę Heyne, lecz ojciec jej nie decydował się wydać córkę 
za człowieka biednego. Pobierał pensyi tylko 450 talarów. Przemy- 
śliwał tedy Forster o innem miejscu. Ponieważ w tym czasie stały się 
głośnymi za granicą plany Komisyi edukacyjnej, zmierzające do reorga- 
nizacyi szkół w rzeczypospolitej, przeto Forster, który nie lubił zagrzać 
miejsca, a mając nadzieję pozyskania lepszego stanowiska i przełamania 
uporu Heynego, podał się na profesora do Wilna. Znalazł wszakże 
przeciwnika w Gilibercie, który opuścił w tym czasie szkołę w Grodnie 
i starał się w Warszawie również o miejsce w Wilnie, Chreptowicz zna- 
lazł się w trudnem położeniu: za Forsterem przemawiało głośne imię 
tudzież protekcya Bukatego z Londynu i ministra kasselskiego Scheff- 
lera; za Gilibertem czteroletnia gorliwa praca w Grodnie, znajomość 
języka polskiego i warunków miejscowych, prócz tego protekcya Poczo- 
buta. Gilibert otrzymał pierwszeństwo. Gdy w r. 1783 Gilibert opuścił 
Wilno, obydwaj Forsterowie nawiązali stosunki z Komisyą edukacyjną. 
Warunki ojca były zbyt uciążliwe, przeto z Jerzym zawarto umowę na 
8 lat. Pensya 400 dukatów, a osobno 200 dukatów na koszta podróży. 
W czasie zaś podróży po kraju, pensya będzie podwojona. Prócz tego 
zastrzegł sobie, aby Komisya przewidziała i wyznaczyła fundusz na ogród 
botaniczny i bibliotekę. Taki był zapał Komisyi edukacyjnej, taka dobra 
wola ku podniesieniu oświaty, że przyjęto wszystkie wspomniane wa- 
runki Forstera, a nadto nabyto u niego za 1800 ówczesnych złotych 
różne przedmioty, mające związek z historyą naturalną w celu zaopa- 
trzenia w nie gabinetów w Krakowie i w Wilnie. Do Wilna przybył 
Forster w listopadzie 1784 rokn i niezwłocznie nakreślił program wy- 
kładów, który przytoczyliśmy w właściwem miejscu. Przy odczytach 
łacińskich swoich lekcyi, miewał Forster pod ręką przedmioty z wła- 
snych zbiorów. Wykładając antropologię, zastanawiał się nad szczepami 
ludzi, okazywał broń i odzież dzikich narodów, które poznał. Ucząc 
botaniki, przedstawiał różne rzadkie owoce, rozmaite drzew gatunki 
i wyroby z nich. O jego pracach literackich, dokonanych w Wilnie, 
mówiliśmy poprzednio (586, 587). W roku następnym, pożyczywszy 
znaczną sumę, bo 500 czerwonych złotych od Komisyi edukacyjnej, wy- 
echał do Niemiec, wziął ślub z Teresą Heyne i wraz małżonką po- 
wrócił do Wilna 14 listopada 1785 roku. Mimo takiego wyróżnienia, 


== I 69 ma 


jakie otaczało Forstera, pobyt w Wilnie stał mu się uciążliwy. Natura 
cygańska ciągnęła Forstera na tułaczkę, Wszedł w umowę, naturalnie 
sekretną, z rządem rosyjskim. Miał się udać w podróż naokoło Świata 
za bajecznie wysokie wynagrodzenie. Zrywa się tedy z miejsca i w roku 
1787 opuszcza Polskę. Zawód był ogromny, bo wydano mnóstwo pie- 
niędzy, a korzyści z pobytu Forstera trudno się było dopatrzeć. Jakkol- 
wiek nie zgodzę się więc ze wszystkimi, będę utrzymywał, że Forster 
żadnej korzyści nie przyniósł dla oświaty krajowej, gdy tymczasem Gi- 
libert zostawił po sobie dobrą pamięć. Zamierzona podróż rosyjska nie 
przyszła do skutku, a Forster osiadł na mieliznie. Tułał się z jednego 
uniwersyteckiego miasta do drugiego, poszukując katedry — wszędzie 
napróżno. W Moguncyi wreszcie został bibliotekarzem i zajął się litera- 
turą, a jego żona romansami. Forster jednakże filozoficznie na to pa- 
trzył, ponieważ był w pieniężnej zależności od admiratora swej żony. 
To daje nam zupełny obraz Forstera. Prace jego nie miały nakładcy, 
szukał ich w Anglii. W czasie najścia armii francuskiej na Moguncyę 
w r. 1791, Forster stał się członkiem rządu tymczasowego, za co do- 
tychczasowi jego przyjaciele odsunęli się od niego, uważając go słusznie 
za zdrajcę. Wciągnięty w wir polityczny, zamieszkał w Paryżu bez Środ- 
ków do życia. Przypomniał sobie żonę, dzieci i przyjaciela żony, Hu- 
bera, a że był wówczas już chory, przeto napisał do żony, chcąc ją 
pocieszyć: » Muszę koniecznie wynaleść sposób utrzymania ciebie i Hu- 
bera«<. D. 12 stycznia 1794 roku zakończył swój burzliwy żywot. 
Frank Jan Piotr. Urodził się d. 19 marca 1745 r. w Rothal- 
ben przy Zweibriicken. Do nauk przykładał się w szkole pijarskiej w Ra- 
stadt, Metz i Nancy. Pomimo chęci rodziców, aby został księdzem, udał 
się do Heidelbergu i zaczął studyować nauki lekarskie, gdzie w roku 
1766 pozyskał stopień doktora, W r. 176g zamieszkał w Rastadt jako 
lekarz nadworny, załogowy i sądowy. Od r. 1772 do 1684 był fizykiem 
miasta Rastadtu i zajmował się w Bruchsal wykładem anatomii, fizyo- 
logii i położnictwa dla akuszerek. W r. 1784 powołany został do Ge- 
tyngi na profesora kliniki, lecz po roku przeniósł się do Pawii, gdzie 
pozyskał wielką sława. Na stanowisku jeneralnego dyrektora wydziału 
zdrowia w Lombardyi położył duże zasługi; a gdy szczęśliwie dokonał 
przeobrażenia urządzeń sanitarnych w armii austryackiej, pozyskał po- 
sadę dyrektora ogólnego szpitala w Wiedniu i profesora kliniki lekar- 
skiej. W roku 1804 powołanym został do Wilna, gdzie założył klinikę, 
a powierzywszy ją Józefowi Frankowi, swemu synowi, wyjechał do Pe- 
tersburga, gdzie przyjął obowiązki przybocznego lekarza cesarza Ale- 
ksandra. Mimo znakomitego uposażenia porzucił w r. 1808 Petersburg, 
gdyż zdrowie jego nie znosiło zbyt surowego klimatu. Od roku 1809— 


1811 mieszkał we Freiburgu, a następnie w Wiedniu, gdzie Akos 
życie d. 24 kwietnia 1821 r. 

Słynnym był jako klinicysta i autor, szczególniej poświęcający się 
policyi lekarskiej; dzieła jego, stanowiące podwalinę tych umiejętności, 
są pomnikowe. 

3467. System einer vollstindigen medizinischen Polizei. Mann- 
heim. 1784—1788. 8%, 6 tomów. Wiedeń 1817—1819, z kilku później- 
szymi dodatkami. 

3468. De curandis hominum morbis epitome, 
przełożone na język niemiecki p. t. Behandlungen der Krankheiten des 
Menschen. Ostatecznie wyszło pod tytułem zmienionym: Specielle Pa- 
thologie ud Terapie. Berlin 1841. 80 2 tomy. 

Pomimo krótkiego pobytu w Wilnie, dużo dobrego zrobił. Prze- 
dewszystkiem podał plan, jak należy urządzić wydział lekarski; urządził 
klinikę chorób wewnętrznych; sława Franka przyczyniła się niemało do 
wsławienia wileńskiej szkoły lekarskiej, do której zaczęli uczęszczać i cu- 
dzoziemcy, Ostatnią z zasług Franka, to ton, jaki nadał stanowi lekar- 
skiemu; do niego uważano lekarzy w Wilnie za rzemieślników a nie za 
ludzi uczonych, ludzi towarzystwa, poświęcających się z narażeniem 
własnego życia cierpiącym i nieszczęśliwym; od czasów Franka pogląd 
ten radykalnie się zmienił. 

Frank Józef. Urodził się w Rastadt w r. 1771. Medycynę stu- 
dyował w Getyndze i Pawii, tamże otrzymał stopień doktora medycyny. 
Po ukończeniu nauk zwiedził Anglię, Francyę i Niemcy, wszędzie uczę- 
szczając na wykłady najznakomitszych profesorów. Rozpoczął w Pawii 
profesurę; w r. 1796 przeniósł się do Wiednia ną naczelnego lekarza 
szpitala miejskiego. W r. 1804 powołany do Wilna na profesora pato- 
logii, rok tylko ten przedmiot wykładał, gdyż po wyjeździe ojca do Pe- 
tersburga, objął klinikę i wykłady patologii i terapii szczegółowej i na 
tem stanowisku przebył do roku 1823; uzyskawszy emeryturę, przeniósł 
się do Włoch, gdzie w r. 1842 życie zakończył. 

Dobrodziejstwa, zasługi, trudy niezmordowane Józefa Franka, pod- 
podjęte dla sławy i pożytku Uniwersytetu wileńskiego, miasta Wilna, 
a nawet nie przesadzimy, jeżeli powiemy, całego kraju, o ile są liczne, 
o tyle nieporównane. On to pierwszy usilnie a czynnie starał się, ażeby 
zaprowadzono instytut medyczny dla uczniów na koszt skarbu kształ- 
cących się, którzyby później w służbie państwowej odwdzięczali się za 
to dobrodziejstwo. Wiele razy wspominaliśmy o tem, że wielki był 
wstręt młodzieży do studyowania nauk lekarskich i uprzedzenie społe- 
czeństwa przeciwko lekarzom. Wstręt ten Józef Frank nie tylko prze- 
zwyciężył, ale nawet taktem, powagą, nauką, słowem postępowaniem 


całem i przeróżneini zachętami do tego stopnia podniósł zamiłowanie 
do nauk lekarskich, że, gdy przy otwarciu instytutu z trudnością 
można było namówić uczniów, ażeby do niego wstępowali — w dal- 
szych latach współubieganie się było tak silne, iż musiano zaprowadzić 
egzamina konkursowe, aby wybór uczynić. Mało tego, gdy w pierw- 
szych latach tylko biedniejsza młodzież wstępowała, w późniejszych 
nawet zamożniejsi, niekiedy mający już naukowe stopnie uniwersyteckie, 
poczytywali sobie za chlubę usposabiać się na lekarzy na kosztem 
skarbu pod kierownictwem i opieką Franka, jako prefekta insty- 
tutu. W danym wypadku wyrażenie się nasze opieka, nie jest bynaj- 
mniej frazesem — Frank zauważywszy z samego początku istnienia in- 
stytutu, że płaca, przeznaczona dla uczniów, jest bardzo szczupłą i na 
ich potrzeby nie wystarcza, wyjednał u rządu zamianę asygnacyi na 
srebro, co w czwórnasób płacę ich powiększyło. Nim ta zamiana na- 
stąpiła, z własnej kieszeni wspomagał biedaków. W życiorysie Jana Pio- 
tra Franka wspominaliśmy, że powaga imienia jego była tak wielką, iż 
część. jej padała na szkołę, w której uczył; tu dodam, że Józef Frank 
tak urządził klinikę, iż równej nie było w żadnym zagranicznym Uni- 
wersytecie. Upodobanie Franka i biegłość w sztukach pięknych stanowiły 
przyjemność nie tylko dla niego, ale było obfitem Źródłem, z którego 
ubodzy miasta korzystali. Mamy tu na myśli koncerty, które urządzał; 
dochody obficie z nich płynące wspierały cierpiących, niedołężnych 
i prawdziwie ubogich. A jakim był przy łożu chorego; ile tu ciepła, 
ile serca okazywał. Nie jednego nędzarza dobrocią swoją zniewalał ku 
sobie i szczepił przekonanie, że medycyna to dar boży — dlatego bez- 
interesowność posuwał do maximum, aby term więcej zbliżyć powołanie 
lekarza do kapłaństwa. Gdyby praca niniejsza była przeznaczona tylko 
dla lekarzy, mielibyśmy możność szeroko opowiadać o Franku, jako 
o lekarzu-obywatelu, że zaś przeznaczenie jej jest ogólne, PRZERO na po- 
wyższych ogólnikach poprzestać musimy. 

O ówczesnem społeczeństwie wileńskiem, a przedewszystkiem o Świe- 
cie lekarskim dowiadujemy się z Pamiętników Franka. Sąd o lekarzach 
niepomyślny. Ponieważ Frank nie pisał swych pamiętników dla prze- 
pędzenia li tylko czasu, lecz przeznaczał je dla szerszej publiczności, 
przeto, jeżeli ten sąd nie jest stronniczym — to daje nam miarę o wiel- 
kiej mizerocie ówczesnych lekarzy wileńskich, bo Frank nikogo nie 
oszczędza, każdemu ma coś do zarzucenia, a zarzuty są czasami bardzo 
bolesne. Dopóki więc nie będziemy mieli wiarogodnych wspomnień 
z owej epoki przez kogoś innego skreślonych, musimy z krytyką odno- 
sić się do tych pamiętników; chcielibyśmy bowiem, aby rzeczywistość była 
inną, niż ta, z jaką spotykamy się w pamiętnikach Franka. Od czasów 


Franka zaczęto w Wilnie pilną zwracać uwagę na zależność chorób od 
warunków klimatycznych i topograficznych. On pierwszy dał początek 
starannym spostrzeżeniom naukowym nad zdrowotnością mieszkańców 
i chorobami tu panującemi. Słuszczność nakazuje wspomnieć, że pierw- 
szy Frank starał się kołtun, jako chorobę endemiczną, postawić na 
gruncie naukowym, i przez tyle lat nauczając młodzież, wpoił w nią to 
fałszywe przekonanie. Wiele dzieł i rozpraw napisał w Wilnie. Do naj- 
ważniejszych w Wilnie napisanych należy »Praxeos«; kilka tomów wy- 
drukował jeszcze za czasów swej profesury, inne ostatecznie zredagował 
mieszkając we Włoszech i drukiem ogłosił. Dzieło nieskończone. O wszyst- 
kich pracach Franka wspominaliśmy we właściwem miejscu. (1481, 1505, 
1506, 1556, 1614, 1639, 1654, 1670, 1678, 1707, 1708, 1728, 1757, 1915, 
1936, 1943, 1950, 2036, 2055, 2069, 2089, 2129—2136). Zasługi jego 
w Towarzystwie lekarskiem były już przez nas uwzględnione. Dom 
Franka w Wilnie nazywać się mógł przybytkiem gościnności; żadna 
znakomita osoba bądź z Polaków, bądź z cudzoziemców — nie przeje- 
chała przez Wilno, żeby nie złożyła swego uszanowania Frankowi. Ar- 
tyści europejscy pierwszorzędni, muzycy, aktorzy, malarze, Śpiewacy, 
śpiewaczki, batetnicy itp. znajdowali u Franka uprzejme przyjęcie i wszelką 
pomoc przy swych publicznych występach. Frank był to mąż prawdzi- 
wie zdumiewającej czynności, a mistrz niezrównany w sztuce rozporzą- 
dzenia czasem i korzystania z każdej chwili. Tak rozrywany na wszyst- 
kie strony, napisał wszakże dzieła ważne i zastanawiające swoją obszer- 
nością, jak np. wspomniane »Praxeos«; wykonywał gorliwie wszystkie 
swego powołania obowiązki: wzorowego profesora, prezydenta wielu 
Towarzystw, prefekta uczniów skarbowych, doktora praktyka w klinice, 
w mieście i na prowincyi; a w niczem nie można było dopatrzeć ża- 
nego zaniedbania i opuszczenia się. Dlatego też lenistwa i opieszałości 
nie tylko u swoich uczniów, ale i u współtowarzyszy nie cierpiał. 
Frank swoim przykładem całą szkołę ożywiał i zagrzewał. 

Nikomu z ówczesnych lekarzy nie uchybiając, powiemy, że po 
wyjeździe Franka z Wilna szkoła lekarska zdała się być osieroconą. 
Tak wpływ nieporównanego mistrza na nią był wielki. Lecz nie tylko 
szkoła, ale i cały kraj bolał nad tem i złorzeczył tym, którzy intrygami 
podziemnemi przywiedli Franka do opuszczenia Wilna. Dokładnie o tych 
intrygach nie wiem, lecz na zasadzie niektórych wskazówek przy- 
puszczam, że i tu Pelikan grał niezaszczytną rolę — a usłużni tę rolę 
Frankowi wskazali. O tem trochę obszerniej pisałem w »Stanie nauk 
lekarskich« na str. 2go. 

Frank we Włoszech wspominał Litwę z rozrzewnieniem, witał 
każdą dawną znajomość jak pokrewną sobie osobę, rozpytywał się o naj- 


drobniejsze szczegóły, tyczyce się rzeczy i ludzi wileńskich. Litwa też 
nie przestała mu być wdzięczną, a to serdeczne ku niemu uczucie prze- 
ciągnęło się poza jego grób. Do dziś dnia każdy mieszkaniec wileński 
wskazuje na dom narożny przy rogu ulicy Wielkiej i Szwarcowego za- 
ułka, gdzie mieszkał Frank i dom ten, należący niegdyś do Uniwersy- 
tetu, obecnie do okręgu naukowego, nazywa domem Franka. 

Fryczyński Michał. Pochodził z Wołynia, do nauk przykła- 
dał się w liceum krzemienieckiem i w Uniwersytecie wileńskim. Gdy 
książe kurator nosił się z zamiarem powołania Oczapowskiego na kate- 
drę agronomii, postanowił równocześnie przygotować drugiego . agro- 
noma, któryby w razie potrzeby czy w Wilnie, czy w Krzemieńcu mógł 
prowadzić wykłady. Wybór padł na Fryczyńskiego, który kosztem 
liceum został wysłany za granicę, gdzie kilka lat poświęcał się agrono- 
mii. Za powrotem do kraju mianowany został w roku 1824 nauczy- 
cielem agronomii w Krzemieńcu; stamtąd powołany w roku 1829 do 
Uniwersytetu wileńskiego na profesora agronomii praktycznej przez No- 
wosilcowa. Właściwie Fryczyński mianowany został dyrektorem insty- 
tutu agronomicznego w Zameczku, folwarku położonym niedaleko Wilna, 
a kupionym przez Uniwersytet dla instytutu. Na tem stanowisku pozo- 
stawał do zamknięcia Uniwersytetu. Poczem w charakterze dzierżawcy 
za roczną opłatą 500 rubli, a później jako właściciel nie opuszczał Za- 
meczka, zajmując się przez długie lata gospodarstwem i piśmiennictwem. 
W »Dzienniku wileńskim« ogłosił kilka rozpraw naukowych i o nich 
wyżej mówiliśmy (825—829). 

O tym instytucie agronomicznym nie znajdujemy danych, aby on 
faktycznie istniał. Pelikan namówił Nowosilcowa w myśl projektu Ocza- 
powskiego, aby ten folwark kupił, na czem Pelikan grubo zarobił, Uni- 
wersytet zaś stracił bo Zameczek, jako pojezuicki majątek, przynosił Uni- 
wersytetowi dochodu rocznego goo rubli; Nowosilcow projektu Oczapow- 
skiego nie zatwierdził Że wydano na kupno niewielkiego folwarku 
bajecznie dużą sumę, o tem dowiadujemy się z następującego urzędo- 
wego dokumentu: »1827. 14 października. O urządzeniu przy wileńskim 
Uniwersytecie instytutu praktycznego gospodarstwa wiejskiego. Wsku- 
tek przedstawienia kuratora wileńskiego okręgu naukowego rzeczywi- 
stego radcy tajnego, Nowosilcowa, o urządzeniu przy wileńskim Uni- 
wersytecie instytutu praktycznego wiejskiego gospodarstwa i o kupnie 
pojezuickiego majątku Zameczka dla urządzenia w nim tegoż instytutu, 
cesarz Jegomość zgodnie ze zdaniem ministra oświecenia pozwolił użyć na 
to 30.000 rs. z ogólnych edukacyjnych dochodów, postępujący zaś z tego 
majątku dochód po 925 rubli */, kopiejki, z etatu dochodów wykreślić«. 

Gałęzowski Seweryn. Urodził się 25 stycznia 1801 r. we 


wsi Kniaża Krynica pod Lipowcem. Średnie nauki pobierał w sławnej 
naówczas szkole OO. Bazylianów w Humaniu. Nauk lekarskich słuchał 
od r. 1819 w Uniwersytecie wileńskim. Osiągnąwszy 30 lipca 1824 r. 
stopień doktora medycyny, wkrótce został adjunktem przy profesorze 
chirurgii, Pelikanie. Że zaś Pelikan w kilka miesięcy potem został mia- 
nowany zastępcą rektora, przeto Gałęzowski zaczął samodzielnie prowa- 
dzić klinikę i wkrótce mianowany został profesorem nadzwyczajnym. Wy- 
kładał z wielkim talentem. Przeglądaliśmy jego seksterna, które przygoto- 
wywał na lekcye; przekonaliśmy się dowodnie o jego sumienności i pra- 
cowitości, jako profesora i uczonego. W roku 1828 udał się kosztem 
Uniwersytetu w podróż naukową za granicę. Przez dwa lata kształcił 
się w chirurgii w Niemczech, przeważnie w Berlinie, a także w Paryżu 
i Londynie. W r. 1831 niósł w Warszawie pomoc rannym. Ozdobiony 
złotym krzyżem uirłufi muliłar, wraz z innymi opuścił kraj rodzinny 
i bawił na dalszych studyach w Getyndze i Berlinie. W r. 1834 udał 
się do Meksyku, gdzie niebawem zdobył sobie wydatne stanowisko i do- 
szedł do wysokiego poważania i wziętości. W roku 1848 wrócił do 
Europy i osiadł w Paryżu. Tu stał się opiekunem i dobroczyńcą roda- 
ków, z których wielu zawdzięcza jemu swoje wykształcenie. Opiekując 
się stale szkołą Batignolską, składając w darze 12000 franków dla Aka- 
demii Umiejętności w Krakowie, ustanawiając stypendyum braci Śnia- 
deckich, dowiódł, jak dokładnie potrzeby kraju pojmował. Umarł w Pa- 
ryżu 31 marca 1878 roku. O jego pracach literackich mówiliśmy po- 
wyżej (1558, 1817, 1872, 1922). 

Gilibert Jan Emanuel. Urodził się w Lyonie 21 czerwca 
1741 r. Stopień doktora medycyny otrzymał w Montpellier w r. 1760. 
Mianowany wkrótce potem profesorem botaniki w rodzinnem mieście. 
Antoni Tyzenhauz, nadworny podskarbi litewski, administrator dóbr 
stołowych w Litwie, pośród wielu ważnych i pożytecznych dla kraju 
urządzeń, umyślił założyć początkową szkołę lekarską w Grodnie i w tym 
celu wysłał Downarowicza za granicę dla wyszukania profesorów. Do- 
wnarowicz znajdując się w Lyonie i dowiedziawszy się, że Gilibert oprócz 
medycyny uprawia 1 weterynaryę, a zatem tę umiejętność, którą Tyzen- 
haus chciał mieć wykładaną w szkole lekarskiej, zawarł z Gilibertem 
umowę i ten przybył do Grodna na profesora, Bohusz w Spomince 
o Antonim Tyzenhauzie, napisanej dla J. U. Niemcewicza, dowodzi, że 
Albert Haller wybrał go do Grodna w r. 1774 i zalecił Tyzenhauzowi; 
że Gilibert, aby godnie odpowiedzieć takiej znakomitej protekcyi, odbył 
podróż naukową po Francyi, Niemczech i Szwajcaryi. Przybył do Gro- 
dna przy schyłku 1775 roku z ogromnym zapasem nasion i innych 
naukowych rzeczy. Dano mu zaraz uczniów z włościan okolicznych, bo 


ze szlachty i mieszczan dla przesądu nikt nie chciał się uczyć medy- 
cyny. W Horodnicy (przedmieście Grodna) urządził ogród botaniczny, 
dla rozmaitości, wielości ziół i roślin nie ustępujący żadnemu botani- 
cznemu ogrodowi w Europie. Składali się nań Pallas w Petersburgu, 
Jacquin w Wiedniu, Solander w Anglii, sławni botanicy. Najrzadsze 
rośliny z Kew, Chelsće i Edymburga sprowadzone, pomimo różnicy 
klimatu wybornie się przyjęły. Wykłady prowadził Gilibert razem z Vi- 
ronem i Muentzem; wszystkie przedmioty nauk lekarskich wykładano, 
nie wyłączając, według zapewnienia Adamowicza !) i weterynaryi. Gili- 
bert zbudował dom dla położnic i akuszerkę z Paryża sprowadził. Ta 
szkoła ostatnia trwała aż do śmierci Francuzki; wyszły z niej wyuczone 
kobiety, z tych niektóre wzięto do założonej szkoły położniczej przy 
Uniwersytecie wileńskim. Gdy ta szkoła lekarska grodzieńska została 
zamknięta, Gilibert przybył do Warszawy prosić o miejsce przy Akade- 
mii wileńskiej. Mimo, że sławny owego czasu Jerzy Forter starał się 
również do Wilna, Komisya edukacyjna, znając Giliberta z najlepszej 
strony, jemu oddała pierwszeństwo. Gilibert najpiękniejszego blasku przy- 
dawał kollegium fizycznemu w Szkole Głównej. On bowiem przeniósł 
z Grodna wszystkie zbiory naukowe, a nawet rośliny z ogrodu botani- 
cznego na Horodnicy, darowane dla Wilna przez Stanisława Augusta. 
Zajął w Wilnie katedrę mozolną dla wielości przedmiotów. Powierzony 
mu bowiem został wykład całej historyi naturalnej, t.j.: zoologii, botaniki, 
mineralogii i prócz tego materyi medycznej, razem z dozorem apteki 
akademickiej. W 1783 r. opuścił Wilno dlatego, że go żona, czy też jej 
admirator chcieli otruć. Szczegółowo o tej tragedyi domowej opowiada 
Jundził *%). Gilibert przeniósł się do Lyonu z wielką dla Wilna stratą 
t tam zajmował się i nadal nauką, przeważnie botaniką, zachowując 
we wdzięcznej pamięci Litwę i jej mieszkańców. O jego wielkich zasłu- 
gach dla flory litewskiej mówiliśmy wyżej (585). Umarł w Lyonie w roku 
1812 w sędziwej starości. 

Gintyłło Jan Chryzostom. Urodzony w r. 1789. Wyświę- 
cony na kapłana w roku 1813. Był prefektem seminaryum głównego 
1820 — 1821. Jako zastępca profesora wykładał w Uniwersytecie Pismo 
Święte od r. 1817—1821. Mianowany kanonikiem żmudzkim, od r. 1824 
przesiadywał przez lat -20 w Petersburgu, jako asesor kollegium rzym- 
sko-katolickiego, gdzie zajmował się wyłącznie nauką i nawracaniem 
żydów. Już w r. 1817 ogłosił: 


1) Krótki rys początków i postępu anatomii w Polsce i Litwie, 38 — 31. 
2) Op. cit. 130. 


= 176 zz 


3469. Nauka czytania po polsku dla młodzi wyznania starozakon- 
nego. Wilno 1817. 80. 

Bartoszewicz pisze o nim: »Był to człowiek uczony, pracowity bez 
granic, przyjaciel literatury klasycznej do zachwytu, śledzący za postę- 
pem nauk nieustannie, miłośnik i zbieracz książek do zapamiętałości. 
Miał czas oddać się nauce w Petersburgu z całym zapałem erudytów 
niemieckich. Głównie poświęcał się literaturze hebrajskiej, i gdyby żył 
w Niemczech lub Anglii, imię jego byłoby znakomite, rozgłośne, jako 
wielostronnego uczonego i pierwszego hebraisty. Całe dni spędzał w swo- 
im pokoju z książką i piórem w ręku, a jeżeli kiedy wychodził, to chyba 
dla odszukania nowych skarbów. Mieszkanie miał jak muzeum: pułki 
i stoły uginały się pod woluminami dzieł, Ściany osłaniały się u niego 
mapami, potokami historyi kościelnej i świeckiej, obrazami świętych 
i portretami papieżów, doktorów Kościoła i uczonych mężów. Pracował 
bez odpoczynku. Wszystkie dochody swoje obracał na zakupienie ksią- 
żek; w tym celu odbywał podróże po Niemczech. W Lipsku, Wiedniu, 
Berlinie, Petersburgu nabywał rzadkie i kosztowne dzieła; tak połowa 
księgarni sławnego niegdyś księgarza i antykwaryusza w Petersburgu, 
Greffa, przeszła na jego własność. Acta Sanctorum Bollandystów, zbiór 
soborów Mansi, dzieła Ojców Kościoła, autorów klasycznych w najlepszych 
wydaniach, wydania ks. Migne, encyklopedye, kroniki państw, najlepsze 
słowniki, celniejsze prace we wszystkich gałęziach umiejętności — wszyst- 
ko to posiadał Gintyłło. Nauka jednak nie była dla niego celem, ale środ- 
kiem. Gintyłło był to człowiek praktyczny. Zapalił się do nawracania nie- 
katolików, a zwłaszcza żydów. Wszystkie jego prace naukowe i rozprawy 
ten mają cel: chce nawracać różnowierców rozumowaniem, historyą Ko- 
Ścioła. Notat miał mnóstwo, zapisywał sobie najdrobniejsze szczegóły, 
dotyczące stanu Kościoła. Z materyałów jego nieraz korzystano za gra- 
nicą. Za najszczytniejsze wszelako swoje zadanie uważał nauczać żydów. 
Przewertował ogromne księgi Talmudu i pism rabinicznych. Ciągle ob- 
cował z najuczeńszymi żydami, aby z nimi dysputować, aby ich mógł 
przekonać, że nie znają religii chrześcijańskiej i zadają jej fałszywe za- 
rzuty«. Niezmierna szkoda, że te prace są w ukryciu, że Gintyłło nic 
z nich nie wydał. Zostawił jednak następne dzieła: 

3470. Wypisy wszystkich miejsc z Talmudu i z dzieł rabinicznych 
o Mesyaszu i religii chrześcijańskiej. 2 tomy. 

3471. Rozprawa o prawdziwości przyjścia Mesyasza -— to dzieło 
w języku hebrajskim. 

3472. Katechizm katolicki dla żydów, napisany w języku, jakiego 
starozakonni używają na Żmudzi. 

3473. Słownik hebrajsko-polski. 


Nad tym słownikiem ciągle pracował. To wszystko piękna strona 
żywota. Ale z drugiej strony zbyt zatopiony w starożytności i nawra- 
caniu żydów, ksiądz Gintyłło był wielkim tolerantem dla rzeczy bliż- 
szych, dla spraw żywotniejszych. Sam chwalca i przyjaciel jego Mu- 
chliński to przyznaje, że egoizm, zawiść i złe serce znajdowały ujemną 
dźwignię w najszlachetniejszych czynach Gintyłły. Wprawdzie te opinie 
o nim zrazu Ścierały się żywo, prędko, potem wir przeciwnych sobie 
zdań i wrażeń o nim niebawem coraz niknął, coraz ustawał, ale zawsze 
tam coś było goryczy i kwasu na dole sprawy. Gintyłło został kapela- 
nem kościoła maltańskiego w Petersburgu, był wizytatorem akademii 
duchownej wileńskiej, mianowany wreszcie infułatem szydłowskim na 
Żmudzi, kawaler orderów. Kiedy książe Szymon  Gedroić, sufragan 
żmudzki, został administratorem dyecezyi w r. 1838, Gintyłło w jego 
miejsce mianowany sufraganem żmudzkim, czyli, jak wtedy kazano na- 
zywać, telszewskim. Przez lat cztery nie doczekał się biskupstwa, aż 
umarł Giedroić. Wtedy w r. 1844 ukazem mianowany administratorem 
dyecezyi, po latach 20 porzucił Petersburg. Tu, mówi o nim Muchliń- 
ski, pokazał, czem był w samej rzeczy. Pierwsza jego rubrycella wyszła 
na rok 1845 u Marcinowskiego w Wilnie. Rozpoczął rządy od pewnych 
reform w duchowieństwie, ogłosił konstytucye Benedykta XIV do syno- 
dów dyecezyalnych względem karności kościelnej. Troszczył się o naukę 
religijną ludu. Zachęcał innych i sam się przykładał do wydawania ksią- 
żek drukowanych po litewsku. Nie lubił pochlebców i zauszników, był 
sprawiedliwy, żaden kościół i klasztor za niego nie upadł; mieszkał 
w Olsiadach ciągle w pałacu biskupim. Pracował nad swoim słowni- 
kiem od 5 zrana do późnej nocy, porządkował ciągle swoją biblio- 
tekę, która zajmowała trzy sale w pałacu, a zawierała 30.000 tomów. 
Rzadko gdzie akademie i uniwersytety posiadały taki zbiór płodów umy- 
słowych. Żył cały tą biblioteką i wszystko dla niej poświęcał, nawet, jak 
Załuski, pierwszych potrzeb życia sobie dla niej odmawiał. Bardzo rzadko 
wyjeżdżał z Olsiad do poblizkiego klasztoru Dominikanów w Kalwaryi 
żmudzkiej, lub do Bernardynów w Kretyndze. Obadwa te klasztory Gin- 
tylle podobno winny, że wówczas istniały. Sześć lat rządził dyecezyą, 
wreszcie w r. 1850 ustąpił miejsca biskupowi Wołonczewskiemu. Zam- 
knął się w Olsiadach. Na kilka lat przed Śmiercią znaczną część biblio- 
teki darował do seminaryum dyecezyalnego. Pracą nadwątlił sobie zdro- 
wie, które zawsze miał słabe. Zbudował sobie grób w kościele parafial- 
nym w Olsiadach i kazał trumnę sporządzić, którą trzymał w swym 
pokoju. Przygotowany na Śmierć, umarł w pierwszych dniach sierpnia 
1857 roku. Żył lat 68. Na biskupstwo czekał przeszło lat 17. Nomina- 
tem niesłusznie go nazywają, bo nie był nigdy prekonizowany. Muchliń- 


UBIWEBRSYTEJ WILEŃSKI TOM til. 12 


KG 178 szk 


ski pisał o nim w Pamiętniku religijno-moralnym, 1858. I. 30 i w Prze- 
glądzie poznańskim, 1858. I. 379. 

Golański Filip Neryusz. S.P. Urodził się 30 sierpnia 1753 
w województwie krakowskiem. Pierwiastkowe nauki pobierał w Podolińcu 
na Spiżu, następnie wstąpił do zgromadzenia Pijarów, gdzie odznaczył 
się wyższemi zdolnościami pedagogicznemi. W ciągu dłuższego czasu 
wykładał różne przedmioty w różnych pijarskich kollegiach: w Między- 
rzeczu, Złoczowie, Chełmie, Rawie, Piotrkowie, Radziejowie i nakoniec 
w Warszawie w Collegium Nobilium. Za wieloletnie prace nauczyciel- 
skie otrzymał w 1786 od Stanisława Augusta złoty medal z napisem: 
mereniibus. W r. 1787 wezwany został Golański przez Komisyę eduka- 
cyjną do Wilna do Szkoły Głównej litewskiej na wiceprofesora litera- 
tury łacińskiej i polskiej. W pięć lat później 1 października 1792 roku 
mianowany profesorem zwyczajnym tychże przedmiotów, przyczem peł- 
nił obowiązki sekretarza fakultetu moralno-politycznego. Na tem stano- 
wisku pozostawał przez cały czas istnienia Szkoły Głównej. Golański, 
według Balińskiego, dobrze znał swój przedmiot, lecz niegodziwie wy- 
kładał dla braku wymowy. Kilka dzieł wydał ze sfery swej specyalno- 
Ści. Jeszcze w Warszawie w roku 1783 ogłosił o »Wymowie i poezyic, 
które ponowił w Wilnie dwa razy, w 1788 i 1808 r. W tymże roku 
1788 wydał: Listy, memoryały i supliki, które miały cztery wydania. 
W końcu istnienia Szkoły Głównej wileńskiej pojawiły się z druku jego 
Życia sławnych ludzi z Plutarcha, i dopełnienia do nich pod tytułem: 
Allegorye starożytne 1801—1803. Za swoje literackie prace powołany 
został na członka warszawskiego Towarzystwa przyjaciół nauk. Reorga- 
nizacyę Szkoły Głównej na Uniwersytet uroczyście witał mową na akcie, 
w której w krótkich słowach mówił o zasadzie i rozwoju Akademii wi- 
leńskiej. W niej wyłożył niemal całą historyę od najdawniejszych cza- 
sów, podał charakterystykę rektorów i profesorów w różnych epokach 
ich życia, w ten lub inny sposób związanych z Akademią. Przemiana 
Szkoły Głównej wpłynęła przeważnie i na stanowisko samego Go- 
lańskiego w Uniwersytecie. Zamiast literatury rozpoczął wykłady od 
i listopada 1803 roku Pisma św. Tadeusz Czacki, zwiedzający w roku 
1805 Uniwersytet, znalazł lekcye Golańskiego nudnemi. Co się tyczy 
prac naukowych z dziedziny Pisma Św., to na pierwszym planie należy 
postawić Nowy Testament (1809). W przedmowie do czytelnika mówi 
Golański, że ewangelia sama przez się jest jasną i nie wszędzie po- 
trzebuje objaśnień i komentarzy. Przedstawione czytelnikowi objaśnienia 
nie rozciągnione i nie naciągnione. Trudniejsze miejsca w Piśmie św. 
objaśniają się nie według czyjegoś widzimisię, lecz zgodnie z nauką Ko- 
ścioła powszechnego, z podaniami świętych jego nauczycieli i z ogólnie 


— 176 — 


przyjętem przez dobrze wierzących pojęciem ich. Autor nie przypisuje 
sobie poglądów samoistnych i oryginalnych, skromnie oznajmiając, że 
dla zbawienia wierzących często przychodzi mu w swej książce po- 
siłkować się cudzą pracą. Książka Golańskiego drukowana jest dwo- 
jakiemi czcionkami. Tekst Pisma św. zwykłym drukiem, kursywą zaś 
objaśnienia, a zatem można czytać niezależnie tekst od objaśnień, same 
objaśnienia lub też razem tekst z objaśnieniami. W końcu dodane są 
trzy oddziały, przeznaczone dla tych czytelników, którzy zechcą więcej 
korzystać z nauki chrześcijańskiej. 

Według odezwy Michała Bobrowskiego, następcy na katedrze Go- 
lańskiego 1), ten ostatni w swoim Nowym Testamencie dał pierwszą 
próbę parafrazy Pisma Św. w polskim języku. 

Oprócz Nowego Testamentu prof. Golański już po opuszczeniu 
katedry wydał: 

3474. Rys mojżeszowego prawodawstwa w głosie prof. Golańskiego 
na publicznej sesyi Imper. Uniw. 15 września 1804 roku. Wilno, druk 
XX. Misyonarzów. 1815. 860, 32. 

O wielu pracach Golańskiego mówiliśmy powyżej (2321, 2322, 
2572, 2573, 2756, 2818—2820, 2853, 3143, 3144). 

Od r. 1808 był Golański członkiem rady seminaryum głównego 
i na tem stanowisku pozostawał aż do Śmierci. Wychowańcom semina- 
ryjskim oprócz Pisma Św. wykładał także i wytmowę kościelną. Działal- 
ność profesorska Golańskiego na katedrze Pisma Św. przeciągnęła się 
g lat do 1 września 1812 roku. Po wysłużeniu 25 lat otrzymał tytuł 
wysłużonego profesora zwyczajnego z pensyą 1500 rubli i order Św. 
Anny 2 klasy. Przestawszy wykładać w Uniwersytecie, nie zerwał z nim 
związków, lecz i w dalszym ciągu był czynnym członkiem na posiedze- 
niach literackich Uniwersytetu. W roku np. 1814 czytał: »o naukach 
teologicznych i obowiązkach uczenia ich, poruczonych duchowieństwu 
rzymsko-katolickienu ukazem 18 lipca 1803 roku«; w r. 1819 czytał 
te rozdziały z Plutarcha, które nie weszły do wydawnictwa z r. 1801. 
W r. 1817 z poruczenia rządu uniwersyteckiego był wizytatorem szkół; 
w roku 1817—1819 dziekanem fakultetu literatury i sztuk pięknych. 
W ostatnich latach życia korzystał Golański z najważniejszego ducho- 
wnego beneficyum, należącego do Uniwersytetu. Był proboszczem ka- 
plicy św. Kazimierza w katedrze wileńskiej. Golański umarł po długiej 
chorobie w 71 roku życia 26 stycznia 1824 roku, pogrzebany w ko- 
Ściele pijarskim w Duksztach, trzy mile od Wilna, obecnie cerkiew 
prawosławna, gdzie wszystkich Pijarów wileńskich od dawna chowano. 


— 


1) Wyobrażenie nauki Pisma św. »Dzieje Dobrocze. 1823 II. ri. 
12* 


— 180 — 


Nad mogiłą przemówili czcząc jego pamięć regens głównego seminaryum, 
Herburt, jego spowiednik Dowgird i następca jego na katedrze Bobrow- 
ski. Golański zajmował w Uniwersytecie bardzo wpływowe stanowisko. 
Nie należał do tak zwanych liberalnych, lecz nie pozwalał biskupom 
wtrącać się do seminaryumm głównego, trzymając się tej zasady, dodajmy 
od siebie naciągnionej, że fakultet teologiczny korzystał z przywilejów 
Grzegorza XIII, a w bulli tej o wpływie biskupów wzmianki niema; że 
to objaśnienie jest naciągnionem, to łatwo dowieść, bo wileński fakultet 
nigdy samodzielnym nie był, lecz w pierwszych dwustu latach zależał od 
jenerała zakonu jezuickiego. W każdym razie Golański był gorliwym 
o przywileje Uniwersytetu i równocześnie był gorliwym katolikiem. 

Gołuchowski Józef. Urodził się w Galicyi r. 1797. Osiero- 
cony przez ojca, majora wojsk polskich, wychowywał się w Terezyanum 
w Wiedniu od 11 roku życia. Ogromnych był zdolności i w 18 roku 
życia napisał rozprawę: »O znaczeniu historyi«. Przeważnie oddawał się 
matematyce, a przeszedłszy na wydział filozoficzny, zwrócił na siebie 
uwagę rozprawą: | 

3475. Ansicht des Einflusses der Mathematik auf die Bildung des 
Menschen. 1816. 

Rozprawę tę rozpowszechnił Maurycy Mochnacki, przetłómaczywszy 
ją na język polski w r. 1825 (»Dziennik warszawskie). Rozprawa ta 
przedrukowaną została w kalendarzu Ungra na rok 1853. 

Do tegoż okresu należą dwie prace Gołuchowskiego: »O filozofii 
moralnejc i »O Rzeczypospolitej Platona«, które mu pomogły do otrzy- 
mania stopnia doktora filozofii w uniwersytecie heidelberskim. Następnie 
w Uniwersytecie warszawskim ukończył kurs prawa i administracyi ze 
stopniem magistra (1820), równocześnie przez czas jakiś wykładał prawo 
natury w liceum warszawskiem. W roku 1820 ubiegając się o medale 
przeznaczone przez uniwersytet warszawski na zadane temata, napisał 
równocześnie trzy rozprawy: po łacinie prawniczą, po polsku filozoficzną, 
po łacinie teologiczną; za prawniczą otrzymał złoty medal wielki, za teolo- 
giczną złoty medal mniejszy. 

Do konkursu ogłoszonego przez Uniwersytet wileński stawił się, 
przesyłając rozprawę: »Zasady logiki, metafizyki i filozofii moralneje. 
Rozprawa ta przyjętą została, a Gołuchowski, konkurując z Dowgirdem 
i Michałem Wiszniewskim, wybrany został na profesora zwyczajnego 
filozofii, mając lat 24. Cały ten okres czasu od przesłania rozprawy do 
Wilna, aż do chwili, gdy był zmuszony opuścić Wilno, opisałem szcze- 
gółowo w rozdziale poświęconym filozofii, tu dodam tylko dla ciągłości 
zarysu biograficznego, że nim został zatwierdzony na profesora przez 
ministra, nie siedział bezczynnie w Warszawie, lecz odbył naukową po- 


— 181 — 


dróż po Niemczech. Udał się do Erlangen w Bawaryi, gdzie szeroką 
sławą cieszył się profesor tamecznego uniwersytetu Schelling i jako 
uczeń przykładny a pilny słuchał kursu filozofii. 

Od tej chwili zawiązał się serdeczny stosunek między nauczycielem 
i uczniem, oparty na wzajemnym szacunku i przyjaźni. Schelling wy- 
soko cenił w Gołuchowskim gruntowne przygotowanie i niezwykłe zdol- 
ności dla spekulacyi niemieckiej; Gołuchowski oceniał w nauczycielu 
mistrzowstwo i był mu wdzięczny za okazywaną sobie sympatyę. W cza- 
sie pobytu w Erlangen napisał ów sławny traktat filozoficzny (2228) 
o stosunku filozofii do życia całych narodów i pojedynczych ludzi, który 
zaciężył w parę lat później na karyerze profesorskiej autora, dzięki temu, 
że nie podobał się Nowosilcowowi. Widzieliśmy, że Nowosilcow na tej 
rozprawie oparł swe oskarżenie, przedstawiając Gołuchowskiego jako 
burzyciela podstaw państwa, czyli według dzisiejszych pojęć, przedsta- 
wiając go jako anarchistę. Dzięki temu, nasz profesor musiał opuścić 
Wilno, gdzie w tak krótkim czasie taką sławę zjednał sobie czarującymi 
wykładami mistycznej filozofii, — w której powiada: »ponieważ wszyst- 
kie umiejętności powstały z potrzeby, jaką uczuwał ród ludzki do za- 
spokojenia swojej tęsknoty, obracającej się wszędzie za Bóstwem, jednem 
i wiecznem; więc wszelkiej filozofii za fundament służy ta idea, by nie 
poprzestając na zdobyczach pojedynczej umiejętności śledzącej za bo- 
skim pierwiastkiem, wszystkie razem ująć niby pojedyncze promienie 
i pierwotne źródło wszelkiego Światła, wszystko w Bogu oglądać. Bóg 
zaś ze swojej strony chce się dać poznać człowiekowi, okazując mu wszę- 
dzie swoje Ślady, chce go tak sobą wypełnić, iżby gdziekolwiek się znaj- 
dzie, cokolwiek przedsięweźmie, nie tracił Bóstwa z oczu. A kiedy czło- 
wiek zwyczajny tylko rzadko tęsknotę za Bóstwem uczuwa, to przeci- 
wnie filozof usiłuje to życie nieskończone, z wszystkości wiejące, uczynić 
swyta przedmiotem, by go ciągle używać. A tak filozofię trzeba pojmo- 
wać w ideie. Oto jest kwintesencya owej rozprawy, którą Nowosilcow 
zaliczył do rzędu dzieł anarchicznych. 

Co robił Gołuchowski po opuszczeniu Wilna, nie zdarzyło się mi 
czytać o tem w jego biografiach. Można przypuścić, że zajmował się 
ową nauką, która do ujrzenia Bóstwa prowadziła, a zatem do rozważa- 
nia wszechświata w jego harmonii. Ostatni raz wystąpił na katedrze 
jako prelegent w r. 1830 w Warszawie, a po rewolucyi zaniechał ka- 
tedry, stał się człowiekiem prywatnym. Kiedy w r. 1846 osiadł w Gar- 
baczu, dziedzicznej wiosce w Sandomierskiem, oddał się pracom ziemiań- 
skim, nie porzucając na chwilę ulubionej nauki filozofii, Rezultat dwu- 
nastoletniej pracy ogłoszono drukiem po Śmierci autora u Zawadzkiego 
w Wilnie p. t. Dumania nad najwyższemi zagadnieniami człowieka (2233). 


— 182 — 


O wszystkich pracach Gołuchowskiego, już to filozoficznych już społe- 
cznych, wspominaliśmy powyżej w miejscu właściwem (2223—2234, 
2323, 2324). 

Sławny ten profesor wileński zakończył bogobojny i pracowity 
żywot w Garbaczu w r. 1858. W dziejach filozofii polskiej Gołuchow- 
ski zajmuje bardzo wydatne miejsce. Idealizm schellingowski, który sta- 
nowił główne tło jego poglądów filozoficznych, w pracach jego nacecho- 
wany został pozytywną podstawą objawienia, w którem jedynie upatry- 
wał rozwiązanie najtrudniejszych sprzeczności filozoficznych. W liście 
otwartym (Sendschreiben an Schelling), napisanym do Śchellinga, gdy 
tenże zajął miejsce Hegla w Berlinie, okazuje się Gołuchowski samoistnym 
myślicielem, myślicielem polskim; a na dowód powyższego przytaczają, 
że Cieszkowski, który inną kierował się dyalektyką, jednakże doszedł do 
tych samych rezultatów co Gołuchowski. Niektórzy krytycy nazywają 
Gołuchowskiego świeckim teologiem. 

Gorgonius Agejson S. J. Duńczyk. Wykładał w Uniwersy- 
tecie wileńskim retorykę i teologię scholastyczną. Był podkanclerzem 
Akademii. W r. 1641 pozyskał stopień doktora filozofii, a w r. 1645 
przeniesiony został z Wilna na profesora do Pińska. 

Gos (Górski, Gurski, Gurskius, Gossius)j Szymon SŚS. J. Mazur. 
Mając lat 21 wstąpił do zakonu Jezuitów w r. 1589 i profesyę 4 ślu- 
bów uczynił. W Uniwersytecie wileńskim uczył retoryki, filozofii i teo- 
logii dogmatycznej lat 7, prócz tego prawa natury. W r. 1609 w przy- 
tomności Zygmunta III otrzymał stopień doktora filozofii i nauk wyzwo- 
lonych. O jego pracach polemicznych w ten sposób pisze Preuschoff: 
»eruditione 8z magna intuendis Doctoris Angelici assertis solertiae fama 
clarus, vindicias contra Arianos pro Patre Skarga elucubravit..... <« Umarł 
w Warszawie 19 stycznia 1616. 

3476. Chwała świętych i błogosławionych Polaków. Wilno, 1598. 

3477. Wyjawienie pierwsze niewstydu Ariańskiego. Wilno, 1603, 
4 113. 

3478. Wyjawienie wstydu Ariańskiego, czyli zawstydzenie nowych 
Arianów od X. Piotra Skargi, które chciał zwieść P. Hieronim Mosko- 
rzewski, znowu je wydaje X. Szymon Górski, acz też i X. Piotr Skarga, 
drugie zawstydzenie wydał. Kraków, druk Loba 1608. 40 209. 

Górski Waleryan. Był to jeden z pożytecznych ludzi na świe- 
cie, który obowiązki swoje względem społeczeństwa spełniał gorliwie, 
chlubnie i zasłużył na pamięć życzliwą — jak się wyraża bezimienny 
biograf Górskiego. Urodzony w r. 1790 w okolicach Grodna, kształcił 
się w szkole wydziałowej, potem powiatowej w Nowogródku, wreszcie 
na wydziale matematyczno-fizycznym w Uniwersytecie wileńskim, gdzie 


Em 183 == 


w r. 1816 pozyskał stopień doktora filozofii. Dla dalszych studyów wy- 
słany został kosztem Uniwersytetu za granicę, gdzie polecono mu 
szczególniej przykładanie się do mechaniki. W ciągu czteroletniej po- 
dróży Górski zwiedził Niemcy, Holandyę i Anglię, lecz najdłużej bawił 
we Francyi. W Paryżu słuchał kursów w szkole politechnicznej i innych 
zakładach specyalnych. Powróciwszy do kraju powołany został w roku 
1821 do wykładów w Uniwersytecie wileńskim mechaniki praktycznej 
oraz nauki o budowie dróg, mostów i kanałów, a przytem oddano mu 
pracownię przy gabinecie mechanicznym, którą kierował aż do zamknięcia 
Uniwersytetu. W tymże roku 1821 urządził bulwar nad rzeką Wilejką, 
pod górą Bekieszową. W r. 1823 z polecenia władzy zwiedził zakłady 
mechaniczne i roboty hydrauliczne w Petersburgu i w okolicach. W r. 
1828 zbudował na rzece Wilejce przy ogrodzie botanicznym most wiszący 
łańcuchowy, — oto wykaz robót inżynierskich praktycznych za czasów 
profesury w Wilnie. Co się tyczy samej profesury, to pierwiastkowo wy- 
kładał maukę machin z dzieł Hachette'a i Borguis'a, a później według 
kursu przez siebie ułożonego. Poglądy prof. Rewkowskiego na zajęcie 
profesorskie Waleryana Górskiego przedstawiliśmy powyżej. 

Po zamknięciu Uniwersytetu, Górski w r. 1832 przybył do War- 
szawy i otrzymał posadę w wydziale technicznym Komisyi rządowej 
spraw wewnętrznych i duchownych. Niedługo potem mianowany został 
członkiem rady budowniczej, członkiem komitetu do budowy szpitala 
św. Łazarza przy ulicy Książęcej, oraz w r. 13841 referentem do czyn- 
ności statystycznych. Każdy z tych obowiązków sprawował ze wzorową 
gorliwością i znajomością rzeczy. Nakoniec po wysłużeniu emeryturv 
w r. 1850, opuścił służbę i powrócił do Wilna, gdzie miał sławną biblio- 
tekę (do dziś dnia istnieje, lecz jest niedostępną nie tylko dla publiczno- 
ści, ale nawet dla pojedynczych pracowników), bogatą w rzadkości biblio- 
graficzne polskie, prawdziwe białe kruki. Bibliotekę tę otrzymał w spadku 
po Polińskim. W Wilnie pracował dużo umysłowo, zajmował się i biblio- 
grafią, trochę kolekcyonowaniem; resztę wolnego czasu przepędzał w gronie 
niedobitków owej armii nauczycielskiej, która miała zaprowadzić i ustalić 
światło wiedzy i nauki wśród swego społeczeństwa. Umarł w r. 1874. 
Czynny żywot Górskiego najprzód jako profesora, następnie jako urzę- 
dnika — nie wiele pozostawiał mu czasu na prace literackie. Umieszczał 
jednak artykuły, najczęściej bezimiennie w »Dziejach dobroczynności «, 
w >Dzienniku wileńskim«, i o tych to pracach mówiliśmy powyżej 
(1031— 1034). Tu jeszcze należy, pominięta przez nas, następująca roz- 
prawa: 

3479. Opisanie wiatraku szkockiego czyli młynu wietrznego, który 
sam naprzeciw wiatru nastawia się i którego żagle skrzydeł rozwijają 


a=: 184 EB 


się lub zmniejszają w stosunku odwrotnym natężenia wiatru. Z tablicą. 
» Dzieje dobroczynności«. 1822, 93. 
s Grabenius Marek S. J. Z ojca Szweda, który Zygmuntowi III, 
królowi, bardzo był miłym, z matki Niemki, w Królewcu, w Prusiech 
urodzony i z bratem przez Zygmunta III do Rzymu posłany na nauki, 
tam do zakonu wstąpił 22 listopada 1640. Po skończonym nowicyacie 
na Litwę odesłany, kończył nauki w Wilnie, został obozowym misyo- 
narzem i wielu heretyków do wiary nawrócił; profes 4 Ślubów, umarł 
w Wilnie 5 września 1680 r. W Akademii wileńskiej nauczał filozofii 
i teologii. Według archiwum rzymskiego domu profesów, tłómaczył księgi 
»OQ duszach w czyścu będących« z hiszpańskiego na język polski (Brown). 
_Gretser Jakób S. J. Był profesorem humaniorów i języka gre- 
ckiego w Akademii wileńskiej około roku 1604. O jego pracach mó- 
wiliśmy wyżej (2976— 2978). 

Groddek Godfred Ernest. Urodził się w Gdańsku w roku 
1762. Pobierał nauki w uniwersytecie w Getyndze, gdzie w r. 1786 
otrzymał stopień doktora filozofii. Początkowo był nauczycielem litera- 
tury greckiej i łacińskiej przy księciu Adamie Czartoryskim, późniejszym 
kuratorze wileńskim, a następnie zarządzał biblioteką puławską. W roku 
1803 powołany został na profesora do Wilna na katedrę literatury gre- 
ckiej, a także na prefekta biblioteki uniwersyteckiej. Na tych stanowi- 
skach pozostawał aż do Śmierci. Był on ozdobą Uniwersytetu wileń- 
skiego, sam gruntownie wykształcony, umiał rozbudzić zamiłowanie 
u młodzieży do studyów klasycznych, a zatem położył wielkie zasługi 
dla oświaty i literatury naszej; głównie dlatego, że rozszerzeniem badań 
klasycznych wpłynął na wykształcenie wielu znakomitych pisarzy, sła- 
wnych później profesorów, znakomitych nauczycieli i głośnych literatów. 
Zaprawiony w Niemczech w nowym systemie filologii klasycznej, rozwijał 
go własną pracą 1 mozolnemi studyami, dlatego dzieła jego szeroko roz- 
niosły poza granice sławę naszego profesora i szkoły wileńskiej. Słynnym 
był stylistą łacińskim, dzielnym pracownikiem na polu archeologii, z wielką 
łatwością rozwijał i rozjaśniał najzawilsze kwestye. Książę Adam Kazi- 
mierz Czartoryski G. Z. P., pragnąc ułatwić młodzieży studya klasyczne, 
dał od siebie 800 rubli do rozporządzenia Groddeka, aby za te pieniądze 
założyć małe seminaryum filologiczne, celem wykształcenia nauczycieli 
języka greckiego i łacińskiego. Na początek miał Groddek wybrać czte- 
rech uczniów z seminaryum nauczycielskiego, a może i zakonników, 
jeżeliby który z nich chciał się filologii poświęcić. Jakiś czas pieniądze 
dochodziły Groddeka, lecz gdy tych nie stało, owo seminaryum jak 
pierwiastkowo było prywatnem, takiem i na przyszłość pozostało; lecz 
różnica polegała tylko na tem, że Groddek w późniejszych latach wła- 


= 185 uż 


snym kosztem je utrzymywał. To tłómaczy w części Grodeka, że chciwie 
zabierał wszystkie dodatkowe lekcye filologiczne, a nawet kursy główne, 
jak np. literaturę łacińską — nie szczędząc dużego trudu, aby im po- 
dołać. Gdy profesor zwyczajny miewał tygodniowo sześć godzin lekcyi, 
Groddek miał ich 16 i prócz tego był jeszcze prefektem biblioteki, 
dziekanem fakultetu — a wszystkie te obowiązki specyalnie były opła- 
cane. Podejrzywano Groddeka, że intrygował przeciwko Tarenghi'emu, 
a gdy teu ostatni został usunięty przez Strojnowskiego — Groddek nie- 
zwłocznie jego katedrę zajął i nie opuścił jej aż do Śmierci. Jeżeli zaś 
własnymi pieniędzmi utrzymywał, jak rzekliśmy, owo setninaryum filo- 
logiczne, to może być rozgrzeszony. Żaden z biografów Groddeka nie 
wspomina, dlaczego miał tak wielkie długi prywatne, że kładziono areszt 
na jego pensyę i skutkiem tego część jej zaledwie odbierał. A trwało to 
lat kilka, jak można się o tem przekonać z urzędowych sprawozdań 
o ruchu sum przeznaczonych na utrzymanie Uniwersytetu, które za lat 
kilka podane są w rozdziale poświęconym wydatkom corocznym Uni- 
wersytetu. 

Uczniowie Groddeka nie mają słów do wypowiedzenia, jakim był 
profesorem znakomitym, jakim człowiekiem niezwykle dobrym, spokoj- 
nym. Na pierwsze zgoda; na drugie wobec faktów niektórych zgodzić 
się nie można. Groddek dla uczniów swoich, a wybitniejszych, był 
z wielką przyjaźnią i nie wahał się wszelkie przeszkody usuwać, aby 
tylko ukochaną młodzież promować; lecz poza tem był człowiekiem 
przykrym, niezmiernie zarozumiałym. Ufny w znajomość z kuratorem, 
rad był w prywatnej korespondencyi przypiąć łatkę kolegom swoim lub 
nawet naczelnikom, szczególniej wówczas, gdy mu się zdawało, że auto- 
rytet jego na szwank jest narażony. Nawet o takich drobiazgach, jak 
nieprawidłowy rozkład |lekcyi, jeżeli ten dotyczył języka greckiego, 
z pewnością Groddek zawiadamiał księcia kuratora, chociażby mógł 
sam to zrobić na posiedzeniu rady, która się owym rozkładem zajmo- 
wała. Widzieliśmy, że zdolnym był nawet do denuncyacyi. Są to ujemne 
strony, ale nie wykazać ich byłoby niesprawiedliwością, tem bardziej, że 
Groddek mógł być i był znakomitym filologiem i nauczycielem, a mimo 
tego wszystkiego, mógł być zarozumiałym i przykrym w stosunkach 
towarzyskich poza katedrą uniwersytecką. Widzieliśmy, że Groddek uwa- 
żał za nonsens dopuszczać do promocyi na doktora filozofii młodych 
uczonych, którzy się wyróżniali w naukach li tyłko matematycznych. 
Wszystkich swoich uczniów, szczególniej tych, którzy wielkie postępy 
czynili w filologii i literaturze, a nie porzucali swych zajęć po ukoń- 
czeniu Uniwersytetu i opuszczeniu Wilna — miał w ciągłej opiece, 
i prowadził z nimi korespondencyę naukową bez przerwy. Rad przewo- 


— 186 — 


dniczył każdemu, nastręczając przedmioty zatrudnień, wskazując źródła, 
lub też ich z własnej biblioteki użyczając. I tej to gorliwości nie- 
spracowanego męża winniśmy, że fakultet literacki tak się stał gło- 
śnym, że sława jego i po dziś dzień przez historyków owej epoki, 
lub biografów jest podnoszoną. Wdzięczny uczeń Groddeka, Adam 
Jocher, w ten sposób opowiada o swoim nauczycielu: »..... Groddek 
był pierwszy, co obudził zamiłowanie literatury starożytnej w Litwie, 
wskazał drogę do poszukiwania, pojmowania i oceniania jej wzorów, 
wedle wymagań i zasad krytyki, tak silnie w nowszych czasach przez 
filologów włoskich, francuskich, holenderskich i niemieckich rozwiniętej; 
przepisał uczniom swoim prawidła ku usposobieniu się najwyższemu 
w naukach filologicznych, zarzuty przeciw nauce języków starożytnych 
z drogi uprzątał..... « 

»Groddek nim ukształcił dla siebie audytoryum zdolne korzystać 
z wyższych nauk starożytności klasycznej, łamać się musiał z pierwszymi 
rudymentami greckiej a nawet łacińskiej mowy. Do jego bowiem czasów 
greczyzny zupełnie w szkołach nie było (!), języka zaś łacińskiego nikt 
nie uczył wyłącznie; były wypisy łacińskie do moralnej nauki, do dzie- 
jów ludzkich, do historyi naturalnej i t. d. zastosowane; każdemu więc 
nauczycielowi narzucano uczenie łaciny, jako przydatek do lekcyi głó- 
wnej nic nie znaczący. Uczyli przeto języka łacińskiego wszyscy, albo 
co na jedno wychodzi, nikt go nie uczył, Po szkołach naszych przed 
Groddekiem rzadki z nauczycieli znał dobrze po łacinie, a rzadszy jesz- 
cze uczyć umiał«. »Przypomną sobie dawni uczniowie szkół naszych, 
pisze Homolicki, jak ich męczono zadawaniem na pamięć po kilka na 
raz kart dykcyonarza, tak nazwanych generów, praeteritów i mniemanych 
reguł łaciny, nie wiedzieć skąd poczerpniętych i błędnie przepisywanych«, 
Groddek otworzył pierwszy oczy na to męczeńskie marnowanie czasu. 
Przy czytaniu autorów, wykładając rozmaite znaczenia każdego wyrazu, 
objaśniając to jakie miał na miejscu, o którego zrozumienie chodziło, 
uczył i pojmować klasyków i drugim ich wykładać. Z takim trudem 
cierpliwego mistrza uformowana młodzież, a następnie przez uczniów 
już Groddeka kształcona, dostarczyła mu zdatnych słuchaczów. Historya 
literatury greckiej i rzymskiej, starożytności, archeologia, krytyka, her- 
meneutyka, estetyka i w ogólności humaniora, bez Groddecka, kto wie, 
kiedyby były powszechniej znajome w wydziale naukowym wileńskim? 
Przed Groddekiem nie obiło się o uszy słuchaczów uniwersyteckich 
imię żadnego ze znakomitych filologów europejskich, tych rzadkiej by- 
strości i pracowitości mężów, którzy na wyczytanie jednego starożytnego 
rękopisu, na wydobycie, sprostowanie i ustalenie tekstu dzieła klasy- 
cznego życie całe prawie poświęcali. Więcej powiem: prace koinentato- 


== 187 aż 


rów, antykwaryuszów i w ogólności filologów ludzie nawet skądinąd 
dobrze zasłużeni i w pewnem znaczeniu Światli za bałamuctwo poczy- 
tywali. Potrzeba było tego uroku, tego czarodziejstwa, jakiem Groddek 
ku nauce swojej umiał pociągnąć umysły swych uczniów, żeby ją na 
niwie jałowej zasiać, rozkrzewić i doczekać się pożądanego plonu. Cudem 
prawdziwie, zrządzonym przez talent i usilność mistrza, nazwać można 
zachęcenie do nauki lekceważonej przez nasze znamienitości uczone, 
a żadnego prawie pożytku materyalnego i polepszenia losu dla biednej 
młodzieży nie obiecującej. Cudu tego dokazała jego zacność, bezintere- 
sowność, przychylność ojcowska ku młodzieży. Umiał on podnieść umy- 
sły, wystawić im całą godność i dostojność ludzi zagrzewanych szla- 
chetną żądzą chwały, nie pragnących nic nad nią i zdatnych ore rotundo 
loqui. »Któż z jego uczniów nie przypomni sobie jaką wzgardą umiał 
okryć brudne łakomstwo i tę gnuśną curam peculi, kiedy z wieszcza 
wenuzyjskiego dwa sprzeczne obrazy kształcenia młodzi greckiej i rzym- 
skiej wykładał. Dicat filius Albini: Si de quicunce remota est uncia, 
quid superat? i t. d. Pytania zadawane młodzieńcowi rzymskiemu z ra- 
chunków i jego odpowiedzi, w tak opłakanym i godnym pogardy sta- 
wiły się w umyśle słuchaczów widoku, że niejeden z nich matematykę 
wyniesioną na królową nauk, w duszy swej detronizował, sadzając na 
jej miejscu kształcenie umysłu, serca, gustu i tego wszystkiego, co Grod- 
dek sensum pulchri decori et honesti mianował. Jakoż bezinteresowność 
jego i wzgarda zbierania grosza do tego stopnia były posunięte, iż przy 
oddaniu się całkowitem swojej ulubionej nauce i pożytkowi uczniów, nie 
wiedział częstokroć, że mu na środkach opędzenia najpierwszych potrzeb 
życia zbywac. 

W jaki sposób Groddek prowadził wykłady, tudzież o ostatnich chwi- 
lach znakomitego profesora dokładnie nas informuje Jocher; z jego opo- 
wiadań wyjmujemy najcharakterystyczniejsze szczegóły: »Zalety nauczy- 
cielskie Groddeka były rzadkie, siła ku zachęceniu i pociągnieniu do 
nauk starożytności rzec można czarująca, prelekcye jego nie były tylko 
nauką filologii starożytnej, ale prawdziwą filozofią życia; dotykał w nich 
nieraz najczulszej młodzieńca strony, umiał go podnieść we własnych 
jego oczach, oderwać od chęci nikczemnej zysków, by go tem bardziej 
do nauk najzacniejszych przywiązać i zapalić ogniem niewidzialnym. 
Trzeba go było słyszeć, kiedy przy lada podanej sposobności, zagłębiony 
w swem krześle, naukę starożytności, wielkich jej ludzi, charakter cza- 
sów, potęgę sztuki zalecał, każde jego słowo lubo z piersi niezbyt mo- 
cnych było donośne, cichość bowiem panowała w sali niezachwiana, 
a kiedy głos ten jeszcze bardziej osłabiał, to dla dania miejsca rozrze- 
wnieniu, któremu i sam i słuchacze dłużej podołać nie mogli. Trzeba 


— 188 — 


było go słyszeć, kiedy starzec po chorobie, często bowiem zapadał na 
zdrowiu, powracał do zatrudnień i na pierwszej prelekcyi miał prze- 
mówkę powitania do uczniów: ktoby był wtenczas, nie wiem, coby z nim 
razem łzy szlachetnej nie uronił i przejęty czcią dla mistrza, w jego 
Ślady wstępować nie zapragnął? Wspomnienie życia i czasów staroży- 
tnych, ma bez wątpienia coś uroczego..... « »Poezyę życia w wysokim 
stopniu posiadał Groddek, tem wyższy nad innych, iż umiał jej życie 
przelać w uczniów swoich. Jakoż rzeczywiście poezya i sztuki piękne 
były mu w całem życiu ulubione: źle go znał, kto go tylko jako helle- 
nistę uważał, kto w nim nic więcej nie widział, jak zaciekłego w nauce 
starożytnych i oprócz nich nic nie urmmiejącego cenić. Był to człowiek 
z widzeniem ogólniejszem, z uczuciem estetycznem najwyższem, sercen! 
zdolnem podnosić się i godnie oceniać wzory nieocenione sztuki bądź 
dawnej, bądź nowej, a żywość ta uczuć do ostatniej chwili go nie opusz- 
czała i dzieliła wszystkie przygody jego życia. W roku 1826 wykładał 
Groddek Pindara i łamał się z trudnościami, które wykład poety tego, 
co wiersz, co słowo przedstawia; liczba słuchaczów jego była uszczu- 
plona, najlepsi, najulubieńsi uczniowie jego oddalili się byli z Wilna, od 
tego czasu Groddek był posępny i utratą tą zasmucony, twarz jego 
była zmieniona, mimo to jednak wykład na precyzyi i żywości nic nie 
utracił, a wysokie poezye i pełne blasku tego wieszcza, były dlań polem, 
na którem zda się rozrywki i roztargnienia dla duszy swej szukał. 
Ostatnia lekcya odbywała się 22 grudnia 1826 r. Czytał Groddeck Ne- 
mejską IV. Zmyka się jednemu ze słuchaczów kartka rozszytego Pin- 
dara, spada i dziwnym przypadkiem niknie w wąziuchnej szczelinie 
ławki. Skwapliwe pióro wydołać w notowaniu głosowi żywemu mistrza, 
niechętnie ustaje. Co począć, jak nagrodzić stratę i dosnuć wątek prze- 
rwany! Ale ta obawa wnet ustępuje drugiej, że to jest jakaś zła zapo- 
wiednia, że ta kartka i przydatna już może więcej nie będzie!..... Tak 
się stało: wyjechał Groddek na ferye Bożego Narodzenia do córki swej 
Łaskiejj i już więcej stamtąd nie wrócił, a Śpiew potężny głosiciela 
bohaterów Olympii i Nemei nie ozwał się już odtąd w Wilniec«. O przy- 
wiązaniu Groddeka do uczniów mówiliśmy już wyżej, lecz i uczniowie 
otaczali go wszędzie uszanowaniem i miłością. W roku 1821 staraniem 
i nakładem swoim wyryli na miedzi portret jego z obrazu robionego 
z natury przez Rustema. Rył Podoliński, z napisem: Imaginem hanc 
Viri Doctissimi studiorum indefessi Moderatoris optimeque de se meriti 
Juventus Academica grati animi et amoris declarandi ergo aeri inciden- 
dam curavit Do zasług należy zaliczyć wprowadzenie do Wilna przez 
Groddeka języka łacińskiego, nieomal nowego, mianowicie do pism cza- 
sowych publicznych Uniwersytetu, indeksów lekcyi, patentów akademi- 


zk 189 ==: 


ckich, listów, napisów i t. d. Odtąd znikły dawniej używane wyrażenia: 
Dominus, Vestra Dominatio, Societatis membrum, datur facultas i t. p. 
Wszystkie te pisma zaleca pewien rodzaj poloru i godności mowy da- 
wnej rzymskiej; a co je przedewszystkiem szacownemi czyni, to zręczne 
nakłonienie dawnej mowy do zwyczajów i miejscowości czasowej. O jego 
zasługach i pracach około numizmatyki mówiliśmy już wyżej; tak samo 
o zajęciach jego w bibliotece uniwersyteckiej. Prace jego literackie, 
które ogłosił drukiem, a przeważnie wileńskie, wyliczyliśmy w miejscu 
właściwem (2979 — 3006, 3111). Jego także pióra jest rozprawa: 

3480. O znaczeniu, celu i osnowie literatury w powszechności. 
>» Tygodnik wileński«, I, 186. 

Grodzicki Stanisław S. J. Profesor teologii w Uniwersytecie 
wileńskim. Apostoł Litwy, kaznodzieja znakomity. Pochodził z Poznania, 
z rodziny kupieckiej z czasem uszlachconej. Urodził się w 1541 roku, 
z ojca Jana, który w r. 1539 był kupcem i burmistrzem poznańskim. 
Po odbyciu początkowych nauk w rodzinnem mieście, udał się do aka- 
demii krakowskiej i tam pod sławnym Jakóbem Górskim, w wymowie 
i rymotwórstwie się kształcąc, wraz z Grzegorzem Lwowczykiem wieniec 
w tychże naukach w r. 1561 otrzymał, a po ukończeniu kursu filozofii, 
zajmował się kupiectwem lat 7. Zabiegani w szukaniu majątku znu- 
dzony, znowu do nauk i życia literackiego powrócił. Osiński w dziele: 
O życiu i pismach Skargi, i sam Grodzicki w dziele swem: Quadruplices 
conciones, wspominają, że Grodzicki w młodości podróżując po Niem- 
czech, zawadził o Wittenberg i bywał na dworach książąt niemieckich. 
Według Alegambiego i Starowolskiego, Grodzicki w r. 1568 znajdował 
się w Rzymie, był obecnym na pogrzebie Stanisława Kostki i wraz 
z ILiwowczykiem wstąpił do Jeżuitów, tam też w r. 1571 doktorat teologii 
otrzymał. Aquaviva, prowincyał rzymski Jezuitów, a od r. 1580 generał 
zakonu, bardzo sprzyjał Grodzickiemu. Po powrocie z Rzymu do Polski 
wysłany został na Litwę, która całkowicie nieomal była w odszczepień- 
stwie od Kościoła katolickiego. Rozwinął Grodzicki misyę zapomocą 
kazań, dysput pnblicznych i pism polemicznych, nauczając równocześnie 
w Akademii wileńskiej teologii. Reformę złamał. Rostowski zaś, pisząc 
o Grodzickim, wspomina o jego pobożności i pokorze; do przyjęcia wyż- 
szych stopni w zakonie musiano go przymuszać. W ten sposób znie- 
wolony zarządzał kollegiami w Pułtusku, Jarosławiu, Poznaniu i Krako- 
wie przez lat 18. Ribadaniera nazywa Grodzickiego żarłokiem książek 
(hellus librorum), Preuschoff apostołem Litwy, pisząc o nim te słowa: 
»Tyrocinio absoluto in patriam redux, tantum contra haereses, per Po- 
loniam Śz Litvaniam invalescentes, ore ac stylo profuit, ut Aposto- 
lus Litvaniae in annalibus memoretur«. Tenże Preuschoff wspomina, 


że Grodzicki był wicekanclerzem Akademii. Umarł Grodzicki w Pozna- 
niu d. 4 marca 1613 roku, mając lat 72. O niektórych pismach jego 
mówiliśmy już wyżej (2574 - 2576, 2658), o niektórych na tem miejscu 
wspomnimy: | 

3481. Prawidła wiary heretyckiej, to jest okazanie, iż wodzowie ka- 
cerscy nie Pismo św. ale własny mózg swój za regułę albo prawidło 
wiary sobie mają. A przytem pierwsza centurya albo sto jasnych fał- 
szerstw o wierze z obrony Postylle kacerskiej od łałecznego proroka 
Grzegorza Żarnowca wydanej, zebranych i t. d. Wilno, 1592, 49. 

3482. O straszliwym sądzie pańskim, na pierwszą niedzielę adwentu 
kazanie w Wilnie 1603, według Siarczyńskiego wyszło w tymże roku 
w Krakowie u Piotrkowczyka, 1603, 47 11. 

3483. Quadripartitae Conciones Stanislai Grodicii S$. J. in Quatuor 
Dominicas Adventus i t. d. Kraków, 1605, 80% 473, Piotrkowczyk, 2-a 
edycya, Kolonia, 1606, 89. | | 

Są to kazania miane po polsku w Wilnie, które sam autor na 
język łaciński przełożył. | 

3484. Quadripartitae Conciones i t. d. tomus III in Dominicas 
septem quae decurrunt post Adventum ad Septuagesimam. Kraków, 
w drukarni Loba, 1606, 8? tom pierwszy; dalsze sześć tomów druko- 
wane były w Ingolsztadzie od 1609—1614 in 8% 8, 1267 +- 1054, 
14 + 1072, 6 +- VIII, 6, 822. 

3485. Quadruplices Conciones etc. in Dominicas Septuagesimae, 
Sexagesimae, Quinquagesimae. Kraków, w drukarni Mikołaja Loba. 1607. 
8% 386. 

3486. Ewangelik X. D. ..... albo rozmowy Ewangelika z Mini- 
strem. Wilno, w drukarni Akademickiej S. J. 1592, 40%; 2-e wydanie 
Kraków, Piotrkowczyk Andrzej, 1602, 47 15. 

Gucewicz Wawrzyniec. Jedynym dobrym postępkiem Komisyi 
edukacyjnej targowickiej względem Szkoły Głównej litewskiej było po- 
wołanie przez nią na profesora architektury w Akademii w r. 1793 Wa- 
wrzyńca Gucewicza znakomitego budowniczego, twórcy pięknych budowli 
w Werkach i kościoła katedralnego w Wilnie. Poczobut mimo wielu 
zalet był człowiekiem kapryśnym i rządził się uprzedzeniami; między 
innemi, nie chcąc przypuścić do grona akademickiego domownika biskupa 
Massalskiego —- utrzymywał, że architektura nie jest nauką w śŚcisłem 
znaczeniu tego wyrazu, a zatem nie uważał za konieczne ustanowienia 
osobnej katedry architektury przy Akademii. Cokolwiekbądź, Gucewicz 
usprawiedliwił wybór Komisyi targowickiej, jak. to z wykładów jego 
widzieliśmy. Urodził się 5 sierpnia 1753 r. w Migańcach, w powiecie 
wiłkomirskim. Był synem Szymona, włościanina. Gdy podrósł i był już 


dwa lata na usługach przy kościele w Poławeniu, nabrał ochoty do 
nauki i wysłany został do Poniewieża, do ówczesnej szkoły XX. Pijarów. 
Tam przebywszy lat pięć, miał już zostać Pijarem, gdy ojciec jego stra- 
ctiwszy wszystko w pożarze, wezwał go do siebie ku pomocy w gospo- 
darce; lecz wkrótce wybłagał sobie pozwolenie udania się do Wilna na 
dalsze nauki do Szkoły Głównej litewskiej. 

Nie mając żyć z czego, został Misyonarzem. Protegowany przez 
biskupa Massalskiego, wówczas prezesa Komisyi edukacyjnej, przeszedł 
za jego wpływem do seminaryum dyecezalnego, gdzie już wykładał ma- 
tematykę.  Nauczycielami jego u XX. Misyonarzy byli: Hussarzewski 
i Kaliński, w Szkole Głównej Narwojsz, Kundzicz i t. d. Matematyki 
stosowanej i architektury uczył go Knafus, jedyny owych czasów archi- 
tekt w Wilnie, który pałac w Werkach budować zaczął i kilka celniej- 
szych domów wystawił w Wilnie. Coraz więcej przez Massalskiego lubiony, 
Gucewicz wyznał mu otwarcie, że nie chce być księdzem, a radby zo- 
stać architektem. Zgodził się na to biskup, do swego dworu go przyjął, 
a zamierzając przebudować katedrę wileńską, wziął go z sobą w r. 1778 
za granicę, by się różnym gmachom przypatrzył. Nie wiadomo, dlaczego 
pozostał w Hamburgu z Hornowskim, dworzaninein biskupa i z bardzo 
małym zasiłkiem pieniężnym. Tu poznał się z żydem kabalistą i guśla- 
rzem. Wprowadzony tajemnie do jego pracowni, gdzie kilku rabinów 
sędziwych wertowało księgi, zawarł związek ze zwolennikami nauki ka- 
balistycznej, dozwoliwszy upuścić krwi własnej i zmieszać ją z upu- 
szczoną krwią mistrza, a choć później przekonał się o szalbierstwie, 
skłonność swą jednak do tajemnic i mistycyzmu przez całe już zachował 
życie !. Kilka miesięcy zabawiwszy w Hamburgu, bez grosza prawie 
udał się do Kopenhagi i Sztokholmu. Trafem na tymże co on okręcie 
płynął wracający z Warszawy poseł duński; zdarzyło się, że Gucewicz 
poprawił pomyłkę znaczną kapitana okrętu w obserwacyach astronomi- 
cznych, o czem gdy się wieść na pokładzie rozbiegła, zapoznał się z nim 
poseł, bardzo upodobał i na nauczyciela do syna swego powołał. Gdy 
już był Gucewicz w Kopenhadze, przypomniał go sobie Massalski i przez 
Hornowskiego do Paryża sprowadził. Tu polecony najsłynniejszym archi- 
tektom, uczył się u Lapotta, Ledoux'a, Souffleka i Rondelleta; słuchał 
publicznych prelekcyi w królewskiej akademii sztuk i w szkole J. F. 
Blondella. Z Paryża udał się do Rzymu i po czteroletnim za granicą 
pobycie wrócił do Litwy, gdzie ukończył pałac w Werkach i przebu- 
dował katedrę wileńską, za której plan dostał medal od Stanisława Au- 


—— 





1) Wiadomość o życiu Wawrzyńca Gucewicza prof. architektury cywil. i mili- 
tarnej w Uniwersytecie wileń. » Dziennik wileński«, 1816, II, 274. 


gusta. W roku 1875, z polecenia podkanclerzego litewskiego Joachima 
Chreptowicza, przebudował ratusz w Wilnie, którego jednak nie ukoń- 
czył. W r. 1789 na sejmie otrzymał szlachectwo. Massalski zaś wyrobił 
dla niego z dóbr stołowych biskupich w dożywocie część ziemi w sta- 
rostwie szeszolskiem, folwark Bernatek (który on Laurą nazwał), w po- 
wiecie wileńskim położony i kamienicę w Wilnie na lat 50, przy ulicy 
Świętojańskiej, na rogu zaułku żydowskiego (do dziś dnia istniejącą). 
Wraz z założeniem szkoły inżynierów korpusu litewskiego w Wilnie, 
był tamże profesorem architektury i topografii; przy końcu zaś 1793 
roku, jak to na początku zaznaczyliśmy, został profesorem architek- 
tury cywilnej w Szkole Głównej litewskiej; a w roku 1794 zaciągnął 
się do pospolitego ruszenia, i wtedy to zrobiono portret jego w mun- 
durze wojskowym. Raniony pod Woronowem wrócił do Wilna, gdzie 
go wkrótce wieść o Śmierci biskupa Massalskiego doszła. Po przy- 
łączeniu Litwy do Rosyi i nowej organizacyi Szkoły Głównej, robił 
Repnin trudności Gucewiczowi w przyjęciu na profesora, lecz gdy te 
szczęśliwie usunięte zostały, prowadził dalej przerwane wykłady. Od ka- 
tastrofy z Massalskim był ciągle chory i w roku 1798 zakończył życie. 
Pochowany na Rossie. Biograf jego Podczaszyński 1) powiada, że Guce- 
wicz zamiast na Rossie powinien mieć wzniesiony pomnik w katedrze 
z napisem: Si monuinentum queris circumspice. Wszystkie prace Guce- 
wicza zaginęły, pozostała tylko jedna w rękopisie: » Traktat o rozmaitych 
piecach rzemieślniczych «. 

Harasch Wojciech S. J. W r. 1755 był dziekanem fakultetu 
teologicznego 1 profesorem teologii dogmatycznej, polemicznej, kazuisty- 
cznej, oraz prawa kanonicznego w Akademii wileńskiej (Janocki Daniel). 

Hassowski Stanisław S. J. Był profesorem prawa kanoni- 
cznego i dozorcą drukarni w Uniwersytecie wileńskim (Janocki). 

Haustein Ben jamin. Profesor literatury i języka niemieckiego, 
a także języka i literatury angielskiej w Uniwersytecie wileńskim. Autor 
podręczników, o których w odpowiednich miejscach mówiliśmy (3241, 
3244). Powołany w czasie reorganizacyi Szkoły Głównej wileńskiej, po- 
zostawał na tem stanowisku aż do zamknięcia Uniwersytetu cesarskiego 
w Wilnie. 

Herberski Wincenty. Urodzony w r. 1784, pobierał począt- 
kowe nauki w szkole powiatowej słonimskiej, utrzymywanej przez księży 
Kanoników Lateraneńskich. Twierdzono nawet, że Herberski wstąpił do 
nowicyatu Kanoników regularnych i poczynał ćwiczyć się w teologii, 


1) Żywot Wawrzyńca Gucewicza i t. d. czytany na posiedzeniu publicznem 
cesarskiego Uniw. wileń. d. 15 września 1823 r. »Dzien. wileński«, 1823, III. 14. 


ale nie czekając uroczystych ślubów, wystąpił z zakonu. W roku 1803 
uczęszczał już na oddział nauk fizyczno-matematycznych w Uniwersy- 
tecie wileńskim. Następnego zaś roku wysłany był z trzema innymi mło- 
dzieńcaimi, kosztem obożnego litewskiego Pocieja, dla uczenia się agro- 
nomii w mniemanym wzorowym folwarku gospodarskim czyli fermie 
blizko Petersburga, przez jakiegoś Anglika założonej, skąd tę tylko 
wyniósł korzyść, że się nauczył po angielsku; w instytucie pedagogi- 
cznym petersburgskim słuchał przygotowawczych kursów fizyki, che- 
mii i teoryi wiejskiego gospodarstwa. Powróciwszy do Wilna w roku 
1806 począł pilnie się przykładać do nauk lekarskich. Stary Jakób Briótet 
z wielką trudnością tłómaczący się po polsku, a nieświadomy języka 
łacińskiego, upodobawszy sobie Herberskiego, przez niejaki czas używał 
go (jak przedtem innych celniejszych uczniów, a najpóźniej prosektora 
Gabryela Holtza) do pomocy na lekcyach swoich praktycznej chirurgii. 
Pomoc ta jedynie zależała na czytaniu głośnem dawnych jego sekster- 
nów z francuskiego na język polski przełożonych, które sędziwy pro- 
fesor tu i owdzie objaśniał obszerniejszym ustnym wykładem, a prawidła 
sztuki wprowadzał w czyn i uzmysławiał przez samo działanie na tru- 
pach, przed oczyma uczniów zręcznie wykonywane. Po sześciu latach 
Herberski po obronie rozprawy o puchlinie stosu pacierzowego otrzy- 
mał stopień doktora medycyny 26 maja 1812 roku. A że był już wcze- 
Śniej związany ścisłą przyjaźnią z Piotrem Hornem, urzędnikiem poczt- 
amtu litewskiego, mężem pasierbicy Brióteta, owej gubernatorowej co na 
armacie przyjechała do Wilna, więc ten zalecał go wszystkim i stręczył 
jako lekarza. W r. 1814 po Śmierci adjunkta przy klinice Sebastyana 
Błaszczykiewicza, Galicyanina, — Herberski na podanie Franka, wybrany 
został adjunktem Uniwersytetu, a pomocnikiem profesora kliniki chorób 
wewnętrznych, na co jednak z niemałą trudnością i tylko na usilne na- 
leganie Franka pozwolił rektor Śniadecki. Po Śmierci prof. Niszkow- 
skiego, nowy adjunkt wykładał tymczasowo i tylko przez rok jeden 
(1816—1817) kurs chirurgii praktycznej. Pod koniec roku 1817 Herber- 
ski znowu za staraniem Franka wysłany został do Wiednia dla sposobie- 
nia się na okulistę w szkole sławnego G. I. Beera. Prędko pozyskał wielce 
pochwalne świadectwo od nauczyciela, który rokował w nim niepospolitego 
okulistę. Lecz ówczesny fakultet lekarski nie był zadowolony, że Her- 
berski studyuje naukę niepotrzebną, i dlatego gdy Frank z upływem 1818 
roku znowu czynił za nim starania o przedłużenie mu studyów za granicą, 
zgodzono się, ale pod warunkiem, że nie będzie studyował okulistyki, 
lecz inną pożyteczniejszą gałąź wiedzy lekarskiej. Oto co w tej kwestyi 
pisze Herberski z Wiednia: »O opinii fakultetu lekarskiego, przez rząd 
Uniwersytetu potwierdzonej, iż okulistyka nie jest potrzebną, pisałem 
WURUERDSYTET WILEŃSKI TO III. 13 


— 194 — 


obszerniej do W. Pelikana. Starałem się przekonać go, iż co cały Świat 
uznaje za potrzebne i pożyteczne, to u nas nic nie znaczy, potrzeba 
byśmy zawsze i we wszystkiem byli ostatnimi???« Z Wiednia wyjechał 
Herberski do Francyi, gdzie przebywał po największej części w Paryżu 
aż do połowy 1823 roku. Taka przedłużona podróż nie podobała się 
profesorom wileńskim; debatowano nawet, ażali Herhberski będzie na tyle 
uzdolnionym, żeby odpłacić się Uniwersytetowi za wyłożone koszta; byli 
i tacy, którzy utrzymywali, że to fantazya tylko Franka, aby postawić 
na swojem, podtrzymuje Herberskiego, który wcale nie jest usposobio- 
nym do zajęcia jakiejkolwiek katedry. Gdy wieści te doszły półurzędową 
drogą do księcia kuratora, ten odpowiedział zapytującemu go rektorowi, 
co robić z Herberskim, powracającym z sześcioletniej podróży do Wilna: 
»Od Herberskiego odebrałem list niedawno, w którym obiecuje prędki 
powrót i dowodzi, że z czasu przebytego za granicą korzystał, Uniwer- 
sytet robił na niego nakłady, które nie powinny być stracone. Opinia 
o nim wileńska, że nie będzie dobrym profesorem dla ociężałości, po- 
trzebuje jeszcze potwierdzenia, bo ja słyszałem wielu chwalących jego 
czynność i gorliwość i często sam postrzegałem w nim prawdziwe do 
nauki przywiązanie. Za granicą nawet wszędzie między znakomitymi me- 
dykami najlepszą zyskał reputacyę. W Paryżu znalazł znaczną praktykę, 
którą w takiem mieście trudno otrzymać bez talentu. Trzeba go więc 
pierwej wystawić na próbę, nim ostateczny damy wyrok, a taką próbą 
rozumiem, że najlepiej może być poruczenie mu w zastępstwie miejsca, 
które po P. Franku zawakuje, na które P. Frank sam go dawniej na- 
znaczał«. 

Herberski powrócił do Wilna po wyjeździe Franka i zajął po 
nim miejsce w dawniejszym stopniu adjunkta. Herberski był znakomi- 
tym dyagnostą i szczęśliwym lekarzem. Miał takt, niepospolitą pewność 
1 trafność. Sześcioletnia podróż za granicą przyniosła mu pozytywne 
rezultaty. Zwiedzając pilnie celniejsze szkoły lekarskie, obeznał się do- 
kładnie ze współczesnym stanem umiejętności. W klinice wileńskiej 
zaprowadzał niezwłocznie te ulepszenia, które nie pozyskały sobie jeszcze 
powszechnego uznania, przedewszystkiem w Wilnie. Herberski doskonale 
obeznanym będąc z stetoskopemm, gdyż użycie jego studyował pod okiem 
R. I. H. Laenneca, obejść się bez niego już nie mógł; stetoskop profe- 
sorowie »dudą« nazywali, przenosząc nazwisko już to na instrument, 
już to na używającego go. I inne nowości wprowadzał zwolna, stopniowo, 
tym więc sposobem na pozór szło wszystko po dawnemu, po frankow- 
sku. Młodzież jednakże chciwa nowinek chętnie im dawała posłuch i na 
wykłady tłumnie uczęszczała. Jako praktyk był bez zarzutu, za to jako 
teoretyk miał wiele stron ujemnych. Wykład jego był zimny, nużący, 


monotonny. Częste błędy językowe łacińskie narażały go na uszczypliwe 
docinki kolegów i uczniów. Ówczesny dziekan Mianowski nosił się 
z myślą, aby profesurę medycyny praktycznej rozdzielić na dwie katedry, 
co przyszło do skutku dopiero po Śmierci Herberskiego. Herberski nie 
naniej i w Wilnie liczył się do najznakomitszych praktyków, a jako oku- 
lista duże zbierał pieniądze, na które obojętnie nie patrzał. Gdy już do- 
szedł do zamierzonej sumy i miał się ożenić, umarł w r. 1827, mając 
zaledwie lat 42. Strata dla nauki była wielka, albowiem uczony profesor 
nie zdążył jeszcze całą bogatą swą wiedzę wprowadzić w życie. Po jego 
Śmierci wysłał Pelikan do Franka następujący list pod datą 2 grudnia 
1827 roku. 


»Le professeur Herberski, votre successeur vient de mourir 
d'un hydrothorax, suite d'une forte inflammation de poumons. J'ai 
perdu en lui un ami 4a toute ćpreuve. La chaire devenue vacante, 
vous attend. Si Ićtat de votre santć le permet, revenez a Vilna 
pour occuper votre ancienne place. Ne laissez pas tomber votre 
oeuvre en dócadence, vous qui avez introduit de l'ordre dans la 
facultć de módecine. Vous ćtiez si bien ici, tout le monde vous 
estime et notre curateur homme instruit, honnete et loyal saura 
apprecier votre sacrifice. Si pour €tre devenu sujet autrichien, quel- 
ques difficultćs s'opposaient A votre dćpart; un mot de lui au 
prince Metternich les applanirait. Vous serez bien content de notre 
Universitć, qui, croyez moi, n'est plus ce q'elle ćtait de votre temps. 
Quant aux conditions d'un nouvel engagement, faites les vous móme. 
S'il vous est trop pónible de donner des legons de thćrapie spć- 
ciale, nous nous contenterons, que vous dirigiez la clinique. Si 
nous sormmmes condamnćs a renoncer A Vous pour jamais, indiquez 
nous du moins un autre professeur. Mais non. Vous exaucerez 
mes voeux, qui sont ceux de tout le public. Pelzcam«. 


Wskutek odmowy Franka, Pelikan oddzielił katedrę terapii spe- 
cyalnej od kliniki terapeutycznej. Pierwszą objął Feliks Rymkiewicz, 
drugą Jędrzej Śniadecki. 

Hincza Marcin S. J. Pochodził ze znakomitej rodziny pruskiej. 
Do zakonu wstąpił w Rzymie 28 lipca 1623. Słynął jako kaznodzieja. 
W Wilnie, w Akademii, nauczał teologii moralnej. Był rektorem kollegium 
w Gdańsku, Toruniu, Jarosławiu, dwa razy w Krakowie; rządził nowi- 
cyatem w Krakowie, domami profesów w Krakowie i w Wilnie; dwa 
razy był prowincyałem. Wielką pozyskał sławę nie tylko w zakonie, ale 
i w społeczeństwie polskiem jako roztropny, gorliwy i mąż pełen miłości. 
Zakończył życie świątobliwe w Poznaniu 23 lutego 1667, licząc lat 75. 
O jednej z jego prac wspominaliśmy powyżej (2660); tam opuszczone 
inne jego dzieła tu wymieniamy: 

3487. Zabawa z Jezusem przez Mszę, 1621, s. 1. 89 80. 

13* 


Żzż: I 96 ZĘ 


3488. Król Boleśny J. Chrystus, przez X. ..... S.]. opisany. Przy- 
dana jest i zabawa przez tegoż autora. Lublin, 1ó31, 8? 316. Dedykacya 
Annie księżnie z Ostroga, córce wojewody wileńskiego. 

3489. Kardynała Ludowizyusza panegyryk S. Ignacego Loyoli po- 
wiedziany, z łacińskiego języka na polski przetłómaczony, przez ..... 
Kraków, 1631, 8". 

3490. Pląsy Aniołów Jezusowi Narodzonemu, Najświętszego Krzyża 
tańce, W. X. ..... prowincyała polskiego S. J. Kraków, 1636, 80; 1838, 
8? 6gt. 

3491. Gloria in Excelsis. Dziecię Pan Jezus, to jest rozmyślanie 
o dzieciństwie Pana Jezusa. Kraków, Cezary, 1636, 8? 308, 4. 

3492. Złota korona, albo kazanie na pogrzebie JOXiężnej Anny 
z Sztemberga Ostrogskiej, hrabiny na Tarnowie, wojewodziny wołyń- 
skiej, które miał X. Marcin Hincza, prowincyał polski S. J. 7 stycznia 
1636 w kościele Jarosławskim S. J. Kraków, Cezary, 1636, fol. 21. 

Maciejowski w »Piśmiennictwie« utrzymuje, że kazanie to celuje 
czystością stylu języka polskiego. 

3493. Klejnot korony, albo kazanie na pogrzebie JWAnny z Jaku- 
bowic Ligęziny, podskarbiny wielk. koron., starościny olutyńskiej, które 
miał w kościele św. Piotra X. Mar. Hińcza, kapłan S. J., rektor tegoż 
kolegium. 1638 r. Kraków, Cezary, 1638, fol. 13. 

3494. Medytacye na Ewangelie. Wilno, 1642. 

Holland Jan Dawid. Niemiec, pochodził z miasta Andreas- 
berg. Na Litwę przybył do książąt Radziwiłłów jako nauczyciel muzyki 
w 1782 r. Po dwudziestu latach, mianowany został profesorem muzyki 
d. 1 maja 1802 w Uniwersytecie wileńskim przez generał-gubernatora 
litewskiego, i na tem stanowisku pozostawał do roku 1825. Ogłosił: 

3495. Traktat akademicki o prawdziwej sztuce muzyki, oraz do- 
datek o używaniu harmonii przez ..... nauczyciela muzyki w Uniwer- 
sytecie wileńskim. Wrocław, Grass et Barth. 1806, fol. podł. 67, 26. 

Dzieło to pierwsze w języku polskim. W przedmowie autor do- 
wodzi, że jak każdej nauki tak i muzyki uczenie praktyczne na nic się 
nie przyda bez teoryi i uczący się mechanicznym sposobem bez wykła- 
dania prawideł i przyczyn nigdy nie mogą mieć dokładnego wyobrażenia 
muzyki, a tem samem i ochoty do wydoskonalenia się w tej sztuce. 
Dla tej przyczyny w kraju naszym, podobnie jak w innych, znajduje się 
wiele osób usposobionych do tej sztuki; lecz że dotąd żadnej teoryi 
muzyki w polskim języku nie było, dziwić się więc nie trzeba, że znaj- 
dujemy wielu dobrych egzekutorów, zbywa nam zupełnie na kompozy- 
torach; i z tego względu wyznać potrzeba, że jesteśmy upośledzeni w po- 
równaniu z Włochami, Niemcami i Francuzami. Sprowadzamy nieustan - 


nie z wielkim kosztem zagraniczne papiery, nie widząc dotąd sztuk wła- 
snych, jakiemibyśmy się mogli pochlubić, jeżeli nie przed obcymi, przy- 
najmniej sami przed sobą. W tym celu Holland napisał i ogłosił po- 
wyższą pracę, za którą otrzymał złotą tabakierkę od cesarza Aleksandra, 

Holtz Gabryel. Wychowaniec wileński, medyko-chirurg. Był 
prosektorem anatomii opisowej przy Lobenweinie po wyjeździe Brauna 
do Kazania t. j. od r. 1807 do 1812. Powtarzał anatomię po polsku 
i grubsze preparata robił. 

Hołowka Kazimierz Alojzy, S. J. Rusin, urodzony dnia 
4 marca 1719, do zakonu wstąpił 31 sierpnia 1732, profesyę 4 ślubów 
uczynił t5 sierpnia 1752. Uczył w Wilnie najpierw w szkołach mniej- 
szych lat 2, później w Akademii retoryki lat 3, teologii moralnej lat 4. 
Misyonarzem nadwornym był przez 2 lata u Antoniego Przezdzieckiego, 
referendarza WXLitewskiego, a w roku 1767 był w kollegium w Pińsku 
prefektem nauk. O jego pracach geograficznych mówiliśmy wyżej 
(1367 — 1370). 

Homolicki Michał. Urodził się w powiecie słonimskim, we 
wsi Białowicze 22 listopada 1791 r. Ojciec jego był kapłanem unickim, 
plebanem w  Białowiczach, na granicy litewskiego Polesia. Pierwsze 
nauki pobierał w Żyrowicach, gdzie zwrócił na siebie uwagę nauczy- 
ciela Żarskiego, późniejszego biskupa. Żarski, znakomity łacinnik, wpoił 
w młodego ucznia zamiłowanie do klasyków rzymskich; dzięki czemu 
Homiolicki najwięcej ze wszystkich pisarzów starożytnych i nowych cenił 
Cycerona i Wergilego. W klasach wyższych naznaczony został dozorcą; 
odwiedzając uczniów w ich mieszkaniach, miał zręczność przyjrzeć się 
zwyczajom i obyczajoin wyższego Świata i nabrać poloru. W tym czasie 
gdy Homolicki kończył nauki gimnazyalne, Józef Frank założył insty- 
tut przy Uniwersytecie wileńskim, w którym mieli się wychowywać 
adepci medycyny na koszcie rządowym, za co w przyszłości mieli odsłu- 
giwać temu rządowi sześć lat. Ten wypadek stanowczo wpłynął na 
przyszłą karyerę Homolickiego. Zdecydował się być lekarzem, jakkolwiek 
nie czuł w sobie powołania, przekładał bowiem nad studya lekarskie 
paleografię, archeologię lub wreszcie literaturę klasyczną. Dowiedziawszy 
się o takowem postanowieniu parafianie, zebrali się tłumnie u ojca z prośbą, 
aby syna odesłał raczej do seminaryum na ich koszt, by mógł być w przy- 
szłości ich parochem. W przeddzień wyjazdu do Wilna, zebrali się księża 
z sąsiednich parafii, krewni, przyjaciele, bracia i usilnie nastawali na to, 
aby nie kalał imienia i stanowiska swego ojca zajęciami w szkole 
felczerskiej. Takie to były wówczas pojęcia o lekarzach! W r. 1808 wstą- 
pił Homolicki do Uniwersytetu; po uzyskaniu stopnia doktora medy- 
cyny, przy protekcyi Józefa Franka, został uwolniony od przymusowego 


= 198 z= 


służenia przez lat sześć i pozostawiony przy Uniwersytecie. Uczoną 
swą karyerę przy Uniwersytecie rozpoczynał od sekretarzowania w od- 
dziale nauk lekarskich, zajmując się równocześnie korepetycyami w kli- 
nice. To działo się w r. 1815. Józef Frank, oceniając wielkie zdolności 
i znakomite naukowe przygotowanie Homolickiego, nosił się z myślą 
wykształcenia go na następcę po sobie. A poznać i ocenić Homoli- 
ckiego miał zręczność nielada, pracował bowiem wówczas Frank nad 
encyklopedyą nauk lekarskich pod tytułem: »Elementa medicinae pra- 
cticae«, »Praxeos medicinae universae praecepta«, Homolicki mu poma- 
gał. Młody nasz uczony dzięki temu nabrał wprawy do prac literackich 
i naukowych, wydoskonalił się w języku łacińskim, a przygotowując 
materyały dla Franka, dokładnie się obeznał z literaturą lekarską. Gdy 
w roku 1817 wyjechał Mianowski za granicę, Homolicki zajął jego ka- 
tedrę i rozpoczął wykłady fizyologii. Jak Homolicki przygotowywał się 
na lekcye, jak szanował swoich słuchaczy, jak zaczął, idąc w ślady Ma- 
gendie, wprowadzać do swego kursu rezultaty z wiwisekcyi otrzymane, 
o tem mówiliśmy we właściwem miejscu. Nadmierna praca, a Homolicki 
był bardzo sumiennym profesorem, nadwyrężyła jego zdrowie. W roku 
1824, zostawszy profesorem nadzwyczajnym, położył się do łóżka. Nie- 
bezpieczna choroba minęła, lecz poprzednie zdrowie nie powróciło, 
i wskutek zaleceń lekarzy, którzy wnosząc z częstych a gwałtownych 
krwotoków, przypuszczali suchoty płuc, musiał zarzucić uczone zajęcia, 
gdyż zabroniono mu zajmować się czemkolwiek, coby naprężało umysł. 
W roku 1827 został uwolniony od obowiązków z pensyą 500 rubli 
rocznie. 

Opuściwszy zawód publiczny, nie powrócił Homolicki i do zajęć 
lekarza praktyka. Ta niechęć do praktyki była dawną — od roku 1816. 
Wezwany do Strawienik do księcia Ogińskiego, znalazł księżnę niebez- 
piecznie chorą, bo bez nadziei wyzdrowienia. Zwołał konsylium. Konsy- 
lium przekonało go, że się nie poznał na udawanej przez księżnę Ire- 
neuszową chorobie. To go tak zniechęciło, że odtąd nigdy się już nie 
zajmował praktyką lekarską. Powyższy wypadek opisał Frank w swem 
dziele »Praxeos« (II. 582); a odpowiednią korespondencyę ks. Ireneusza 
Ogińskiego posiadam w zbiorze autografów. 

Więcej niż dziesięć lat nie zajmował się Homolicki ważniejszą 
pracą po opuszczeniu Uniwersytetu; dopiero w r. 1836 zaczął próbować 
swych sił i wszedł na pole historyczne. W tym bowiem czasie zjawiła 
się »Historya Wilna« Kraszewskiego. Homolicki dostrzegł w tem dziele 
niektóre usterki. Żeby w zupełności przekonać siebie, o ile prawdziwemi 
są jego przypuszczenia, zakopał się w foliałach archiwum kapituły wi- 
leńskiej, w archiwach bazyliańskich, miejskich. W krótkim czasie stał się 


biegłym paleografem; robił wyciągi, pisał noty; słowem, ów profesor 
fizyologii przemienił się zupełnie w archeologa i paleografa, a ponieważ 
równocześnie badał historyę polityczną Litwy, przeto w krótkim czasie 
został jednym z lepszych znawców historyi ojczystej. Owocem tej pracy 
była obszerna recenzya dzieła Kraszewskiego, która może służyć za 
wzór podobnych robót. Wiele materyałów, które z natury swej nie mo- 
gły wejść do krytyki »Wilna«, posłużyło mu do nowego dzieła: »Frag- 
menta Witoldowe«. Rękopis powyższy złożony został po śmierci autora 
w wileńskiej komisyi archeologicznej, skąd w czasie cichego rabunku 
muzeum archeologicznego za kilkadziesiąt kopiejek dostał się, jak mnie 
zapewniano, do jednego ze zbieraczy wileńskich. 

Żyjąc w odosobnieniu, oddając się pracom filologicznym i histo- 
rycznytn, brał czynny udział w literackich przedsięwzięciach. Dopoma- 
gał młodym na tem polu pracownikom; udzielał chętnie rady i życzli- 
wie wspierał rozmaite polskie wydawnictwa, nawet sam się do tego 
przez korespondencyę zgłaszając; wreszcie prostował i pomnażał » Wilno« 
Kraszewskiego, w miarę tego, jak się pojawiały z druku jeden tom za 
drugim, nie w chęci ich krytykowania, lecz w interesie przedmiotu 
i dla dobra nauki, zwłaszcza gdy dotyczyły dziejów Litwy lub Wilna. 
W taki sposób opracował » Katedrę wileńską«, » Kaplicę św. Kazimierza«, 
a drukował te rozprawy w »Wizerunkach i roztrząsaniach naukowych «. 
Jest to rzecz wysokiej wartości naukowej, a owe »Kilka uwage nad 
»Wilnem« Kraszewskiego trzy lata mozolnej pracy kosztowały. Ta- 
kiego rodzaju krytyka, rzecz naturalna, dziś już należy do wielkich rzad- 
kości. 

Artykuły Homolickiego w »Wizerunkach«, którymi ostatnie tomy 
wydawnictwa zapełniał, stanowią materyały niezmiernej ceny, albowiem 
wiele już z tych dokumentów, które odczytywał, kopiował lub z których 
robił wyciągi —- dziś już nie egzystuje. »Pamiętniki Franka« rozpa- 
trzywszy, dodał wiele przypisów i objaśniających not, dzięki czemu hi- 
storya Uniwersytetu zyskała nie małoważny fragment, gdyż Homolicki 
o term pisał, na co albo sam patrzył, albo w części nawet czynny brał 
udział. Że zaś te pamiętniki, jako nieogłoszone drukiem, są niedostępne 
dla szerszej publiczności, przeto Kirkor streszczenie Homolickiego wydru- 
kował w piśmie zbiorowem »Na dziśc, ale nie kompletne. Posiadam bo- 
wiem bruliony tej pracy i z nich się przekonywam, że Kirkor wiele opuścił. 

Prowadził Homolicki życie zamknięte, mizantropię doprowadził 
do maximum — a działo się to na kilka lat przed śmiercią. Rzadko go 
odwiedzali i to tylko ludzie uczeni, dawniejsi koledzy lub uczniowie. 
Był to człowiek skromnych potrzeb, a owe 500 rubli emerytury najzu- 
pełniej mu wystarczały na utrzymanie. Był głębokiej prostoty i bez żółci 


=. 200 == 


Większą część czasu przepędzał na modlitwie lub przy biurku. Nie poszedł 
w Ślady swoich braci stryjecznych, lecz do końca życia był w zgodzie 
z Kościołem rzymskim. Umarł 21 stycznia 1860 roku, w sobotę o godz. 
2 po południu. Pochowany na Rossie. O jego pracach wspominaliśmy 
powyżej (1564, 1642, 1643, 1729, 1744, 2138). 

Horodecki Ignacy. Urodził się w 1776 roku. Pochodził ze 
szlacheckiej rodziny, powiatu zawilejskiego. Po ukończeniu nauk w Po- 
stawach, wszedł jako kandydat do stanu nauczycielskiego do Szkoły 
Głównej litewskiej, gdzie przykładał się do fizyki, historyi naturalnej, 
chemii, matematyki, literatury, prawa. Po ukończeniu nauk ze stopniem 
doktora filozofii w r. 1799, został nauczycielem fizyki i historyi natu- 
ralnej w gimnazyum wileńskiem. O nim to pisze Czacki po zwiedzeniu 
Uniwersytetu wileńskiego, gdzie badał przyczyny rozterki pomiędzy 
profesorami i rektorem Strojnowskim: »Strojnowski z twoim bratem 
(Jędrzejem Śniadeckim) byli źle, będąc pierwej przyjaciółmi. Nikczemne 
subalternowe kreatury zapalały między nimi nienawiść. Celniejszym był 
podżegaczem niejaki Horodecki, profesor chemii i fizyki w gimnazyum 
wileńskiem, dawniej podły służalec rektora, potem gdy nie pojechał do 
Petersburga, podlejszy jeszcze jego potwarca, opinia publiczna (tyle ile 
być może w Wilnie) była przeciwko rektorowi i przyczyny były nader 
proste. Sprowadzał cudzoziemców, Śniadecki szanowny głos podniósł 
przeciwko niemu. Uczniów najwięcej było Śniadeckiego, każdy za nim 
ogłaszał wyrzuty, jakie mu do uszu przyszły....«. 

Taka opinia o Horodeckim przylgnęła do niego, dlatego i za re- 
ktoratu Śniadeckiego nie był promowany; gdy jego współtowarzysze 
dawno już byli adjunktami, a nawet profesorami, Horodecki nie mógł się 
dostać do Uniwersytetu; dopiero za czasów Lobenweina, gdy ten był 
zastępcą rektora, został adjunktem, a po wyjeździe Drzewińskiego za 
granicę, objął katedrę mineralogii i byłby na tem stanowisku doczekał 
się profesora zwyczajnego, gdyby go Śmierć w roku 1824 nie usunęła 
z widowni. Miał i przyjaciół Horodecki: po jego Śmierci wyszedł z druku 
wiersz Henryka Biesiekierskiego: » Na uczczenie pamiątki Ignacego Ho- 
rodeckiego«. Wilno 1824. 89, 7. 

O jego zajęciach literackich nie wiele umiemy powiedzieć, znamy 
tylko jedną jego pracę (1080); wiemy, że wykładał geologię praktycznie, 
badając okolice Wilna pod względem geologicznym ze studentami. Zna- 
lazł nawet w okolicach Wilna »petalit«. z którego wyrobiono w labo- 
ratoryum wileńskiem litynę. Był członkiem Towarzystwa lekarskiego 
wileńskiego od 1822 roku. 

Hostowski (Hostowin, Ostovius) Baltazar, S. J. Mając lat 
21 wstąpił w roku 1555 w Rzymie do Jezuitów, przyjęty do prowincyi 








==. 201 


austryackiej, pochodził z Litwy. Wysłany z Franciszkiem Commendonim, 
posłem Stolicy Apostolskiej do Zygmunta Augusta, przybył do Kra- 
kowa 1564 roku. Był pierwszym z Jezuitów, przybyłym do Wilna na 
wezwanie biskupa Protasewicza, był też pierwszym rektorem kollegium 
wileńskiego. Wiele tłómaczył na język polski z łacińskiego. Zakończył 
życie d. 7 czerwca 1600 roku. 

Hryniewicz Jan Stanisław. Magister filozofii, profesor ję- 
zyka i literatury łacińskiej, należał do liczby bardzo zasłużonych mężów 
na polu nauczycielstwa w Wilnie. Wiele się przyczynił do udoskonale- 
nia młodzieży w nauce języków starożytnych. Był jednym z najzdolniej- 
szych i najpilniejszych uczniów Groddeka; uważał on, jak i jego nauczy- 
ciel, a i cała zwierzchność uniwersytecka, łacińską mowę za podstawę 
ukształcenia, w której wypada szukać wzorów smaku, dobitności, nocy 
i wdzięku mówienia i pisania. Urodził się w roku 1791 w Stawiszczu, 
majątku Potockich, gdzie ojciec jego był rządcą. Do gimnazyun chodził 
w Winnicy. Od 15 września 1814 studyował nauki filologiczne w Uni- 
wersytecie wileńskim. W roku 1818 pozyskał stopień kandydata i zo- 
stał mianowany nauczycielem języków starożytnych w wyższych klasach 
gimnazyumm wileńskiego. Obowiązki te spełniał rok jeden, gdyż przeko- 
nano się, że może z korzyścią zająć miejsce adjunkta w Uniwersytecie. 
Wykładał w tym ostatnim przez lat 1o klasyków rzymskich, ogłaszając 
niektórych z nich dla użytku studentów. Po Śmierci Groddeka 
mianowany został adjunktem literatury łacińskiej, a profesorem jej 
został sławny ze skąpstwa Miinnich z Krakowa. Gdy ten ostatni umarł 
w Wilnie w 1830 roku, jedynym przedstawicielem literatury klasycznej 
pozostał się Hryniewicz i jako profesor nadzwyczajny wykładał język 
1 literaturę, a także i starożytności rzymskie i encyklopedyę nauk filo- 
logicznych aż do zamknięcia Uniwersytetu. Po zorganizowaniu w Wil- 
nie akademii lekarskiej i duchownej, Hryniewicz do obu powołany zo- 
stał na profesora. 

Pomimo opozycyi ministra spraw wewnętrznych, wykłady języka 
łacińskiego przyjęły się, co było nawet koniecznością ze względu, iż 
ważniejsze przedmioty po łacinie były wykładane. Dla słuchaczów 1-go 
I 2-go kursu medycyny wykładał Pamiętniki Cezara o wojnie i Celsa 
o medycynie; a z języka greckiego czytywał Lukana podług wydania 
Buttmana. W akademii duchownej wykładał literaturę rzymską i język 
grecki. Po zamknięciu akademii i przeniesieniu ich jednej do Kijowa, 
drugiej do Petersburga, Hryniewicz pozostał w Wilnie i zajmował 
się tłómaczeniem z francuskiego różnych dzieł treści historycznej. Pra- 
cowite i uczciwe życie zakończył d. 1o grudnia 1866 roku, pochowany 
na cmentarzu wileńskim Rossa. O jego pracach, ogłoszonych drukiem, 


==. 202 = 


lub czytanych na publicznych posiedzeniach Uniwersytetu, wzmianko- 
waliśmy we właściwych miejscach (3008, 3009, 3066—3069, 3273, 3275). 

Hussarzewski Tomasz. Pochodził z Warszawy. Urodził się 
w roku 1732. Szlachcic, Misyonarz. Do nauk przykładał się w Warsza- 
wie; studyował matematykę, fizykę, literaturę, historyę, prawo, teologię, 
którą ukończył ze stopniem doktora. Pamięć miał nadzwyczajną aż do 
późnej starości. W 1752 roku wstąpił do Zgromadzenia Misyonarzy. 
Arcybiskup wiedeński, kardynał Miguzzi, życzył sobie mieć kapłana, Mi- 
syonarza z Polski, wizytator Śliwicki wysłał Hussarzewskiego z ks. 
Hardelay i Tylianem do Wiednia. Pięć lat tam przebył i wielkie wyniósł 
stamtąd korzyści. Za powrotem uczył młodzież swego Zgromadzenia. Sam 
uczył się był wtedy według dawnej scholastycznej metody, ale rozum 
jego wkrótce przejrzał i od tej metody odstąpił. Nie wiele pisał, a znane 
nam rzeczy uwzględniliśmy powyżej (2326, 2821). Krytyczne swoje pi- 
sma na kilka godzin przed Śmiercią własną ręką spalił. Golański w »Pa- 
miątce« wspomina wszystkie jego dzieła a i logikę Condillaca, Przygo- 
towanie do nauki Pisma Św. Wydrukował z woli biskupa Massalskiego 
książeczkę jubileuszową 1776. Najważniejszem z dzieł Hussarzewskiego 
miał być przekład Psalmów z najlepszych Źródeł krytycznie opatrzony 
notami, po hebrajsku wszakże nie umiał. Stanisław August poważał go, 
Pius VII chciał go użyć do posług religijnych. Akademia wileńska 
w r. 1788 umieściła go w rzędzie kandydatów do rektorstwa. Był nau- 
czycielem Lelewela, który cieniom jego przypisał swą »Historykę«, 
a z niezwykłem uznaniem później wspominał o swym nauczycielu. Hus- 
sarzewski ze wszystkich profesorów na wydziale moralno-politycznym 
rozumniej i wszechstronniej patrzył na swój przedmiot, zachęcając ucz- 
niów do badań samodzielnych. W przedmiocie swoim bardzo zamiło- 
wany, pisywał programata, z których łatwo wyprowadzić wniosek, że 
wykłady jego historyi powszechnej były na owe czasy znakomite. Za- 
kończył życie w Wilnie 1807 r. 

Jachnowicz Jan, S. J. Urodził się na Litwie 1538 roku. Do 
Jezuitów wstąpił w 1609 roku. Nauki teologiczne studyował w Akade- 
mii wileńskiej i później kilka lat zajmował katedrę, a było to wówczas, 
»gdy nieprzyjaciele zajęli miasto«. Był kaznodzieją litewskim, i na tem 
stanowisku był niezmiernie gorliwy a wymowny. Pospólstwo nauczał 
nie tylko w kościele, gdyż po wsiach i chatach słowo Boskie opo- 
wiadał. Poświęcił się szczególniej zbawieniu ubogich. Był przełożonym 
w seminaryum papieskiem i dyecezalnem w Wilnie, rektorem kollegium 
smoleńskiego i kroskiego, oraz domu profesów w Wilnie. Opiekun bie- 
dnych. Z dozwolenia biskupa Eustachego Wołłowicza założył bractwo 
św. Nikodema i Józefa w Wilnie i wspierał je. W czasie morowego 


powietrza opatrywał gorliwie chorych. Umarł w Wilnie, mając lat 80, 
dnia 11 kwietnia 1668 roku. Ogłosił drukiem w języku polskim: 

3496. Ofiara Chrystusa czyli księga o cierpieniu Pańskiem. Wilno, 
druk, Akad. S. J. 1626. 

3497. O cierpieniach pańskich na te słowa: canmdidus el rubicun- 
dus. Wilno, Tamże, 1637. 

3498. Drogi Zbawiciela naszego w dzieciństwie i młodości. Wilno, 
druk Akad. 1639. 

3499. Jezus ukrzyżowany. Wilno, druk Akad. S. J. 1639. 

35co. O boleściach Najświętszej Panny. Wilno, druk Akademii 
S. J. 1639. 

3501. Drogi pańskie pracowite. Wilno, druk Akad. S. J. 1639. 

3502. Nauka katechetyczna. Wilno, druk Akad. S. J. 1639. 

3503. Prawidła bractwa wileńskiego św. Józefa i Nikodema pod 
tytułem Pochodnia gorejąca. Wilno, 1630. 

3504. Officia o słowie wcielonem. Wilno, s. a. 

3505. Officium o św. Aniele Stróżu. Wilno 1636. Po polsku i po 
łacinie. 

Pisma Jachowicza po litewsku: 

3506. Ewangelia dla użytku kaznodziei. Wilno, druk Akademii 
S. J. 1637. 

3507. Prawidła i pieśni bractwa Św. Izydora. Wilno, druk Akad. 
S. J. 1639. 

3508. Kazania katechetyczne. Wilno, druk Akad. S. J. 1638, 47. 

3509. Książka do nabożeństwa dla wileńskiego bractwa Bożego 
Ciała. Wilno, 1630. 

Z przekładów na język polski, mówiliśmy wyżej (2551) o czyścu 
kalwińskim Bekana; tu należy: 

351o. Marcina Bekana. Bóg kalwiński. Wilno, druk Akademii 
S. J. 1640. 

Jakowicki Ignacy. Urodził się około roku 1794. Do nauk 
przyrodniczych przykładał się w Uniwersytecie wileńskim, gdzie pozy- 
skał stopień magistra. Swemi pracami z dziedziny geologii, już to ory- 
ginalnemi, już w przekładach, które ogłaszał w ówczesnych czasopi- 
smach, zwrócił na siebie uwagę i po Śmierci Horodeckiego w r. 1824 
powołanym został do wykładów mineralogii w Uniwersytecie. Notaty 
swoje po roku uporządkował i ogłosił w r. 1825, a równocześnie wydał 
kilka podręczników z zakresu mineralogii dla szkół początkowych i Śre- 
dnich. O tych pracach mówiliśmy w rozdziale, poświęconym mineralogii 
(676—-680). Po zamknięciu Uniwersytetu przeniesiony został do akademii 
medyko-chirurgicznej, gdzie wykładał mineralogię po rosyjsku, podług 


własnego kursu ogłoszonego w r. 1825 po polsku. Ponieważ okazała się po- 
trzeba obsadzenia niektórych katedr weterynaryjnych, gdyż pierwotnie było 
tylko dwóch wykładających, poruczono Jakowickiemu zoofizyologię, którą 
wykładał podług notat Adamowicza. Równocześnie przykładał się do me- 
dycyny i w r. 1839 pozyskał stopień lekarza; poprzednio, t. j. w roku 
1835 zdał już egzamin na lekarza weterynaryi. Od roku 1839 wykładał 
zooterapię ogólną podług kursu, ułożonego przez siebie, i materyę lekar- 
ską podług dzieła Moiraud. Na tem stanowisku pozostawał aż do zam- 
knięcia akademii. Następnie zajmował się wolną praktyką lekarską 
w Wilnie, gdzie zakończył swe pracowite życie dnia 28 grudnia 1847 
roku, mając lat 53. Pochowany na cmentarzu bernardyńskim. W Aka- 
demii ogłosił drukiem: 

3511. Sistematiczeskaja opiś minerałogiczeskaho kabineta Imper. 
wilen. mediko-chirurgiczeskoj Akademii. Sostawlennaja... Wilno, Gliicks- 
berg 1836. 40. 

Jankiewicz ..... S. J. Był profesorem drugim trzeciej klasy 
w Uniwersytecie wileńskim w r. 1777 (Janocki). 

Jankowski Jan Ignacy. S. J. Rusin S. T. i K. D. urodził 
się 2 lipca 1727 r. Do zakonu Jezuitów wstąpił w Wilnie 21 sierpnia 
1752 r. Profesyę 4 Ślubów uczynił 15 sierpnia 1770 r. Uczył w Wilnie 
w Akademii gramatyki lat 4, humaniorów jeden rok. Od roku 1768 był 
w Rzymie amanuensem asystencyi polskiej lat 4, a w roku 1773 był 
w Wilnie prezesem archiwum prowincyi. 

Z prac jego naukowych i literackich doszły nas następujące: 

3512. Nauka rozsądna obyczajowa i polityczna przez X. Piotra 
Gattey S. J.. z francuskiego na język polski przełożona przez X. ...... 
Wilno, druk Akademii 1780. 89. 

3513. Przestrogi polityczno-obyczajowe oraz dokład o różności 
rozumów z łacińskiego Jędrzeja Maksymiliana Fredra. Wilno, druk Aka- 
demii 1781 r. 129. 

Jaroszewicz Józef. Urodził się w roku 1793 w Bielsku pod 
Grodnem. Po ukończeniu w r. 1815 Uniwersytetu wileńskiego ze sto- 
pniem magistra obojga prawa, mianowany został profesorem prawa 
rzymskiego i polsko-litewskiego w liceum krzemienieckiem, gdzie pozo- 
stawał do roku 1826. W tym roku został przeniesiony do Wilna na 
profesora prawa cywilnego i kryminalnego polsko-litewskiego w Uni- 
wersytecie wileńskim. W roku 1827 mianowany profesorem nadzwy- 
czajnym, a w roku 1828 zwyczajnym profesorem. Wówczas dodano mu 
jeszcze statystykę państwa rosyjskiego oraz dyplomatykę. Wszystkie te 
przedmioty wykładał podług kursu, ułożonego przez siebie. Po zamknię- 
ciu Uniwersytetu był jakiś czas członkiem tymczasowego komitetu 


— 205 .— 


szkolnego w Wilnie; nakoniec jako emeryt zamieszkał w Bielsku, 
w ojcowskim domu, gdzie się urodził i gdzie w r. 1860 życie zakończył 
mając lat 66. Życiorys jego i dokładny wykaz prac podała »Gazeta 
polska< 1862, N. 22. Powyżej uwzględniliśmy w wykazach bibliografi- 
cznych niektóre dzieła Jaroszewicza (2339 — 2343). 

Wszystkie prace Jaroszewicza bogate są w przypiski, Świadczące 
o niezmiernej erudycyi autora. Mam w rękopisie kurs Jaroszewicza, prawo 
cywilne i kryminalne polsko-litewskie, przez jednego ze słuchaczów spi- 
sany; lecz kurs ten jest na tyle nieudolnie napisany, że z niego nie 
można powziąć dokładnego wyobrażenia o wykładach profesora. 

Jelski Kazimierz. Znakomity rzeźbiarz wileński, uczeń Le- 
bruna. Był profesorem rzeźby od r. 1815—1825. Prowadził wykłady 
w charakterze adjunkta. Po uwolnieniu się z Uniwersytetu mieszkał 
w Wilnie, gdzie się oddawał rzeżbiarstwu z wielkiem powodzeniem. 
Biusty wielu znakomitych ludzi z pierwszej połowy bieżącego wieku 
jego dłuta i modelowania świadczą o wysokiem poczuciu artystycznem 
Jjelskiego. Zakończył życie w r. 1867. Bliższe szczegóły z artystycznej 
i profesorskiej działalności Jelskiego podałem w rozdziale poświęconym 
rzeżbiarstwu. 

Jezierski Karol S. J. Janocki w dziele swem » Polonia literata « 
utrzymuje, że Jezierski Karol był w roku 1755 w Uniwersytecie wileń- 
skim profesorem filozofii, syndykiem i bibliotekarzem. Wydał: 

3514. Philosophiae Aristotelicae compendium. Wilno, druk Akad. 
S. J. 1749, 4” 32. 

Dedykacya Józefowi z Exlin Hilzen, staroście morgenhauzeńskiemu. 
Janocki utrzymuje, że Jezierski wydał wiele dzieł w obronie filozofii 
Arystotelesa. 

Jundziłł Stanisław Bonifacy. Pochodził z Litwy z ro- 
dziny zamożnej, osiadłej w rodowym majątku Jasieniec w powiecie lidz- 
kim, gdzie się urodził 6 maja 1761 roku. Pierwiastkowe wychowanie 
pobierał u Pijarów w Lidzie. Zachęcony przez przełożonych wstąpił do 
zakonu w r. 1777, 1 nowicyat odbywał w sławnem kollegium lubieszow- 
skiem. Od uciążliwej pracy stracił prawe oko. Od r. 1779 pełnił obo- 
wiązki nauczycielskie najpierw w Rossieniach, później w konwikcie 
w Wilnie. Ponieważ w tym czasie Akademia jezuicka wileńska uległa 
zupełnej reorganizacyi i ze szkoły duchownej na świecką Szkołę Główną 
litewską zamienioną została, przeto młodzież ówczesna zaczęła chętnie 
garnąć się na wykłady znakomitych profesorów, jak Gilibert i Sartoris. 
Między pierwszymi uczniami spotykamy Jundziłła. Liczył się do naj- 
pracowitszych i bardzo uzdolnionych słuchaczy. W r. 1783 wyświęcony 
na kapłana, pozyskał stanowisko dozorcy konwiktu. W tym czasie zaczął 


— 206 — 


zajmować się piśmiennictwem, głównie przekładami z włoskiego i fran- 
cuskiego. Prof. Regnier, dzięki Jundziłłowi, miał dobrze opracowane lekcye, 
Jundziłł tłómaczył dla niego wiele rozpraw lekarskich z francuskiego. 
Obowiązki nauczycielskie nie pozwoliły mu długo pozostawać w Wilnie, 
już bowiem w r. 1785 przeniesiony do Szczuczyna na nauczyciela histo- 
ryi naturalnej. To stanowisko było decydującem dla przyszłych zajęć 
naukowych naszego profesora. Założył w Szczuczynie niewielki ogród 
botaniczny i dla niego wszystkie wolne chwile poświęcał. Zaledwie że 
zagospodarował się, powołany został z wielkiem dla siebie zmartwieniem 
do Wilna na nauczyciela logiki i matematyki w kollegium pijarskiem. 
Podówczas w Szkole Głównej prowadził wykłady nauk naturalnych Jerzy 
Forster. Skorzystał Jundziłł z tych wykładów i uzupełnił w znacznej 
części swe wykształcenie. A gdy w r. 17gi ogłosił: »Opisanie roślin 
litewskich«, mianowany został wiceprofesorem historyi naturalnej. Na- 
stępnie udał się w podróż naukową za granicę. Z tej epoki mamy w swem 
rozporządzeniu listy jego do Poczobuta. Oto jeden z nich pod datą 26 
maja 1792 pisany z Warszawy: »Stosując wszelkie kroki w interesie 
moim do uwag WP. Dobrod. przełożonych mi w Wilnie, tak je kiero- 
wać usiłowałem, iżbym zamiary moje w celu doskonalenia się w historyi 
naturalnej do pożądanego przywiódł skutku. Gdy się Komisya eduka- 
cyjna skłoniła do wyznaczenia mi funduszu na wojaż i ja go dziś już 
przedsiębiorę, ponawiam prośby, aby plac vice-profesora historyi natural- 
nej, którego potrzebę już w rezolucyach swych uznała Komisya, mógł 
być mi dozwolony..... « 

Długi czas przebywał w Niemczech, głównie w Wiedniu, gdzie 
ogród botaniczny założył przy szkole weterynaryjnej. Pomimo korzystnych 
propozycyi, czynionych mu za granicą, powrócił do Wilna w r. 1797 
i rozpoczął wykłady, inaugurując je rozprawą mineralogiczną o krusz- 
cach. O działalności jego, jako założyciela i dyrektora ogrodu botani- 
cznego, mówiliśmy już powyżej. Pozostaje nam zapisać kilka dat z życia 
tego znakomitego człowieka. W r. 1801 został profesorem publicznym 
zwyczajnym i z tym tytułem przeszedł do Uniwersytetu wileńskiego. 
W r. 1822 pozyskał emeryturę, lecz nie zrzekł się opieki nad ogrodem 
botanicznym. Pomimo lat podeszłych i kalectwa na jedno oko czynnie 
zajmował się naukami. Mając lat 76 zakończył pełen pracy i trudów 
żywot w dniu 27 maja 1847 roku. Pochowany w Wilnie na cmentarzu 
bernardyńskim. Na pomniku wyryto napis: 

»Historyi naturalnej w kraju krzewiciel — ogrodu botanicznego 
w Wilnie twórcac. 

»Concrescat ut pluvia doctrina sua. Fluat ut ros eloquium meume. 

Dokładny życiorys podał Jan Jundziłł w » Bibliotece warszawskiej « 


(1850, I, 15) p. tt Wiadomości o życiu i pracach naukowych księdza 
Stanisława Jundziłła. Przy tym życiorysie ogłoszono drukiem z papierów 
profesora: 

3515. Gabinet historyi naturalnej i ogród botaniczny wileńskiego 
Uniwersytetu (tamże). 

Ciekawe lecz stronnicze poglądy Franka na Jundziłła znajdują się 
w jego »Móćmoires biografiques« II. 418. Jundziłł miał dwie wady czy 
zalety — nie cierpiał Jezuitów i cudzoziemców; dlatego w sądach swo- 
ich jest stronniczym, czasami niesprawiedliwym a zawsze prawie zgryźli- 
wym i żółciowym. Wielokrotnie zaznaczyliśmy to usposobienie Jundziłła, 
które razi dzisiejszego czytelnika, szczególniej wówczas, gdy przesada 
bije w oczy. O takim Strzeckim pisze Jundziłł bez żadnej żenady, że 
przez lat 17 będąc profesorem astronomii ani jednej lekcyi nie 
miał — przesada oczywista. Odnośnie cudzoziemców był w opozycyi 
względem nich, w czem dopomagał mu Jędrzej Śniadecki. Daremne były 
nawoływania do zgody ks. kuratora, nic nie pomogło; nie cierpiał ich 
i dawał to uczuć w każdej chwili. Cierpieli na tem i wychowańcy nie- 
którzy, gdyż wydatniejsi z nich, zalecani radzie przez profesorów cudzo- 
ziemców do promocyi, nie zawsze ją otrzymywali, li tylko dlatego, że 
przez cudzoziemców byli protegowani. Trzeci anormalny stosunek Jun- 
dziłła był względem duchowieństwa. Sam będąc kapłanem, obowiązków 
kapłańskich nie spełniał, a zatem był pod tym względem wychowańcem 
XVIII wieku, »wieku oświecenia«. Nawet gdy miał zostać emerytem, 
nie taił się z tem, że woli być zależnym od władzy Świeckiej niż du- 
chownej. 

Oto wyjątek z listu kuratora, wyjaśniający ten stosunek Jundziłła do 
duchownej władzy: »Xiądz Jundziłł prosi koniecznie, żeby mu dać eme- 
ryturę z kasy ale nie w beneficyum — dwa temu naznacza powody — 
pierwszy, że będzie miał wiele pracy w beneficium, ale w tem może się 
wyręczyć przez komendarzów, na których jest osobne wyznaczenie, drugi, 
że nie chce przechodzić pod wiedzę władzy duchownej, dotychczas obcej 
dla siebie. Lecz gdy i teraz ma probostwo i już przez to pod tą władzą 
zostaje, nie wiem, coby nowego dlań miało poddanie się onej w stosun- 
kach z probostwa, które od Uniwersytetu otrzyma, wynikłych. Proszę 
JWMPana (list do rektora), przełożyć mu te moje uwagi, niepodobna, 
aby Uniwersytet inógł łatwo ustąpić od tego, co jest jego przywilejem, 
żeby profesorom duchownym dawać emeryturę w beneficyach, — tym- 
bardziej że tu byłaby strata oczewista 1500 rs., bo beneficyum nie mo- 
żeniy długo zostawić wakującem i musielibyśmy oddać one jakiemu 
mniej zasłużonemu kapłanowi. Delikatności JWMPana zostawiam wybór 
sposobu, jakim te uwagi komunikować Xiędzu Jundziłłowi, proszę tylko 


— 208 -— 


o przesłanie mi jego odpowiedzi co rychlej. Mógłbym prosić Kiędza 
Metropolity o pozwolenie, aby Kiądz Jundziłł został przy dawnem pro- 
bostwie biorąc od Uniwersytetu drugie, a tak i od wszelkiej straty byłby 
ubezpieczony«. W poprzednich rozdziałach wielokrotnie czyniliśmy wy- 
ciągi z pamiętników Jundziłła. Kirkor przedrukował je w piśmie zbio- 
rowem wileńskiem na r. 1859 p.t. Zbiór ułamkowych wiadomości i t. d. 
Władysław Mickiewicz w dziele swojem: »Żywot Adama Mickiewicza, 
w przypisku podaje następującą informacyę o tych pamiętnikach: » Adam 
Mickiewicz darował bibliotece polskiej w Paryżu Pamiętnik z życia 
księdza Stanisława Jundziłła i t. d. przez niego samego napisany. Rę- 
kopis ten in fol. liczy str. ga, po większej części pisanych ręką Jun- 
dziłła, reszta zaś przejrzana i poprawiona przez niego. Zdaje się, że prze- 
pisywacz zachował u siebie ustępy, które Jundziłł był wyrzucił, a które 
zużytkował Kirkor, tem się chyba da wytłómaczyć, że żaden z urywków 
wydanych przez Kirkora nie znajduje się w rękopisie Jundziłła, złożo- 
nym w archiwum bibłioteki polskiej w Paryżu. Pamiętnik ten obejmuje 
lata od 1761 do 1833 i t. d. it. d.« Władysław Mickiewicz nie objaśnia, 
czy ułamkowe wiadomości, ogłoszone w »Piśmie zbiorowem«, znajdują 
się w Pamiętnikach, których autograf znajduje się w Paryżu; czy też 
są ustępami z Pamiętników usuniętymi, lecz ze względów cenzuralnych, 
mogącymi być i rzeczywiście drukowanymi w Wilnie, a których druga 
część pojawiła się w »Obrazkach litewskich ze wspomnień tułacza 
Sobarri«. Poznań, 1874. 

Jundziłł Bonifacy Stanisław bardzo wiele artykułów naukowych 
i prac oddzielnych ogłosił w Wilnie, W części bibliograficznej stara- 
liśmy się podać ich spis dokładny (19, 164—166, 513—523, 588—595, 
671, 830, 831, 1781, 2170—2172). 

Jundziłł Józef. Syn Dominika, synowiec profesora Stanisława 
Bonifacego. Nauki kończył w Uniwersytecie wileńskim ze stopniem ma- 
gistra filozofii. Podróżował w celach naukowych za granicą na koszt 
stryja, gdzie został członkiem niektórych Towarzystw naukowych zagra- 
nicznych. Od r. 1814 był pomocnikiem przy ogrodzie botanicznym i ga- 
binecie historyi naturalnej, a potem adjunktem Uniwersytetu wileńskiego. 
Od r. 1824 zajął katedrę botaniki i na stanowisku profesora zwyczaj- 
nego zakończył karyerę profesorską, gdyż Uniwersytet został zamknięty. 
W akademii nie wykładał, co się z nim stało później, nie wiem. Sławne 
jego dzieło: »Opisanie roślin w Litwie« i t. d., wyszło z druku w przed- 
dzień zamknięcia Uniwersytetu. Późniejszych prac jego nie spotykaliśmy. 

Juraha Giedroić Kazimierz S. J. Uczony profesor Aka- 
demii wileńskiej, brat rodzony rektora. Do znakomitych czynności za- 
konu był używany. Zamierzał wydać dopełnienie do dzieła Ribadeneiry, 


Alegambego, Sotwela, które żywoty i prace Jezuitów zawiera, a rękopis 
przygotowany do druku p. t. 

3516. Bibliotheca scriptorum Societatis Jesu Provinciae Lithua- 
niae MSS. 
znajdował się w bibliotece Załuskich, jak Świadczy Janocki w Lexiconie 
na str. 64. W r. 1755 był kustoszem archiwum prowincyi litewskiej. 
Ani jeden z biografów Jurahy nie powiada, jakie przedmioty wykładał 
w Akademii wileńskiej, lecz wszyscy mianują go jej profesorem. Z prac 
jego ogłoszonych drukiem są więcej znane: j 

3517. Mowy miane na pogrzebie Anny z książąt Sanguszków Ra- 
dziwiłłowej, kanclerzyny W. X. Lit., w Nieświeżu, 1747. Wilno, druk 
Akad. S. J. 1747, fol. 
| 3518. Kazanie przy obłuczynach JO. Księżnej Kazimiry Radziwił- 

łównej, starościanki nowogrodzkiej, w klasztorze WW. PP. Sakramentek. 
Warszawa, 1744. 

Jurewicz Fortunat. Po ukończeniu nauk w Uniwersytecie 
wileńskim ze stopniem kandydata, był przeznaczonym do wykładów 
zoologii i anatomii porównawczej. Człowiek znakomitych zdolności, da- 
wał nadzieję, że szkoła wileńska dzięki jego wykładom niepomiernie się 
wsławi. Tymczasem wszelkie nadzieje zawiodły; dostał obłąkania w cza- 
sie lekcyi. Wszelka pomoc okazała się za słabą, bo obłąkanie z dniem 
każdym postępowało. Nastąpiła wreszcie jaśniejsza chwila, lecz ta przy- 
spieszyła zgon; czuwający nad nim, omyleni jego pozorną przytomnością 
umysłu, pozostawili go bez dozoru, skorzystał z tego i utopił się w Wilii 
w r. 1827. 

Jurewicz Stanisław S. J. Zakomitym był profesorem mate- 
matyki w Akademii wileńskiej, przeniesiony później do Warszawy. Znaną 
jest tylko jedna jego praca, drukiem ogłoszona: 

3519. Demonstratio mathematica ex Geometria et Geodaesia per 
rosolutionem theorematum et problematum facta. Warszawa, 1753, 4? 18. 

Kado Michał. Pochodził z Warszawy, gdzie ojciec jego był 
urzędnikiem municypalności. Urodził się w r. 1764. Początkowe nauki 
pobierał w szkołach pojezuickich. Po ukończeniu sześciu klas, dnia 
1 września 1785 wszedł jako kadet do korpusu dawnej artyleryi koron- 
nej. W r. 1786 za wdaniem się jenerała hr. Briihla jako odznaczony 
zdolnościami i pracą, przedstawiony na podoficera do korpusu inżynie- 
rów litewskich, pod dowództwem księcia Kazimierza Sapiehy. W tymże 
roku otrzymał nobilitacyę przez konstytucyę sejmową. W r. i792 odbył 
kampanię pod dowództwem jenerała Judyckiego i Zabiełły. Znajdował 
się w bitwach pod Mirem i Grannym. Roku 1794 odbył drugą kam- 
panię pod dowództwem jenerałów Pawła Grabowskiego i Sierakowskiego; 


UWIWERSYTET WIEŃGKI. TOM |tt, 14 


=. 210 <= 


był w bitwach pod Wilnem, gdzie został ranionym, pod Porzeczem i Sło- 
nimem. W nagrodę za waleczność dnia 4 sierpnia 1794 roku postąpił 
na kapitana. Po zwinięciu wojska polskiego, po rozbiorze kraju, przyjął 
obowiązki nadwornego architekta u księcia Franciszka Sapiehy, w któ- 
rego domu zostawał do roku 1799, w tym bowiem roku przez konkurs 
publiczny otrzymał w Uniwersytecie wileńskim katedrę drugiego profe- 
sora architektury cywilnej; oprócz tego uczył rysunków topograficznych. 
Katedrę zajmował do r. 1809, w którym to roku otrzymał d. 17 pa- 
ździernika stopień doktora filozofii i nauk wyzwolonych. Przez ciąg lat 
czterech sprawował dodatkowe obowiązki, kasyera, ekonoma i architekta 
Uniwersytetu. Wykładając architekturę lat 9, napisał i ogłosił kilka dzieł 
specyalnych. W r. 1809 uwolniony od obowiązków profesora w Uni- 
wersytecie wileńskim, wszedł w dniu 1 kwietnia 1810 do korpusu inży- 
nierów księstwa warszawskiego, w stopniu kapitana I klasy. Kiedy po 
ukończonej kampanii 1809 r. z Austryą przybyły części dawnej Polski 
i księstwo Ówczesne dzielono na departamenta; na wezwanie ministra 
spraw wewnętrznych, książę Józef Poniatowski przeznaczył Kadego do 
rozgraniczenia naprzód departamentu krakowskiego, następnie do podzie- 
lenia go na powiaty, co wraz z wyznaczonym od rządu komisarzem 
uskutecznił. W r. 1811 przeznaczonym był w fortety w Modlinie do kie- 
rowania robotami około budowy murów fortecznych, zajęty temi pra- 
cami obrany został członkiem Towarzystwa rolniczego krakowskiego. 
W roku 1812 odbył wyprawę północną i znajdował się w bitwach pod 
Grodnem i Borysowem. Z Mohilewa posłany przez księcia Poniatow- 
skiego z planami topograficznymi kraju naddnieprskiego do Rohaczewa 
do dywizyi jenerała Latour-Maubourg i wraz z nią wrócił do tegoż mia- 
sta; tu otrzymał rozkaz pozostania 1 zajęcia się wysypaniem i obwaro- 
waniem przedmostowego szańca. W czasie cofania się wielkiej armii, 
w przejściu przez Berezynę, utracił wszystkie swoje bagaże, ogołocony 
pieszo przybył do Wilna. Sierakowski, radca stanu, widząc go w nędzy, 
schorzałego i nie mogącego odbywać dalej pieszo drogi, przywiózł go do 
Warszawy. Tu Kado otrzymał rozkaz wyjazdu do Krakowa i objęcia 
tam obowiązków »inżyniera placu«. W roku 1813, pierwszych dni maja, 
szczątki armii polskiej pod wodzą ks. Poniatowskiego wyruszyły z Kra- 
kowa i weszły w granice królestwa saskiego. Kado przeznaczony do 
Drezna pod rozkazy jenerała inżynieryi Regniat, użytym został do forty- 
fikacyi pierwszej linii obrony. Przez cały czas oblężenia Drezna pozostał 
w tych obowiązkach. Po kapitulacyi otrzymał paszport napowrót do 
kraju i w końcu listopada 1813 roku przybył do Krakowa. W r. 1814 
umieszczonym został w dawnym stopniu w korpusie inżynierów, mając 
poruczony sobie dozór szkoły kadetów; w tymże roku obrany członkiem 


=. ZI —< 


Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W r. 1816 przeznaczony został do peł- 
nienia obowiązków szefa wydziału artyleryi i inżynieryi przy komisyi 
rządowej wojny; w następnym roku na wniesioną prośbę otrzymał uwol- 
nienie od służby w stopniu majora. W roku 1817 mianowany został 
budowniczym w  ministeryum oświecenia; w roku 1821 zastępcą 
profesora katedry architektury w królewsko-aleksandryjskim uniwersy- 
tecie i w tymże roku stałym profesorem budownictwa cywilnego w wy- 
dziale sztuk pięknych. W r. 1823 na przedstawienie rady tegoż uniwer- 
sytetu został profesorem radnym i w tej godności umarł w 59 roku 
życia 1). Jedynym pomnikiem talentu i gustu Kadego w Wilnie była 
facyata oranżeryi w ogrodzie botanicznym. O niektórych jego pracach 
wspominaliśmy powyżej (167, 1297—1299); prócz nich napisał: 

3520. Opisanie fabryki papierni. » Dziennik wileński«, 1817, V, 429. 

Opisanie to po większej części według dzieła sławnego astronoma 
Lalanda (Art de faire du papier) zrobione było i zastosowane dla infor- 
macyi osób, które w roku 1799 miały zamiar w kompanii założyć pod 
Wilnem porządną papiernię, przeznaczając na to 4.000 dukatów, lecz to 
dla przeszkód nie przyszło do skutku. Dla pożytku innych umieścił to 
opisanie w »Dzienniku« Kontrym. 

3521. Sposób dawania pobiały (badigeon). » Pamięt. warsz.« 1822. 

Kaliński Wilhelm. Urodził się w Wielkopolsce d. 6 marca 
1747 r. Mając lat 16 wstąpił do zgromadzenia XX. Misyonarzy w domu 
warszawskim Św. Krzyża d. 2 maja 1762 r. Odbywszy kurs filozofii 
i teologii, tudzież innych nauk, jakie naówczas wykładano w semi- 
naryum Św. Krzyża, został kapłanem w r. 1772, a wkrótce potem pro- 
fesorem przy temże seminaryum. Gdy Karpowicz z Wilna powołany zo- 
stał do Warszawy, jego miejsce przy seminaryum Św. Ignacego (dziś 
klub wojskowy) zajął Kaliński. Było to w r. 1775, jak Świadczy jego: 
»Mowa miana przy rozpoczęciu nauk w głównem dyecezyi wileńskiej 
seminaryum«, drukowana 1775 roku. Skutkiem upadku Jezuitów, gdy 
ich Akademia przemienioną została na szkołę świecką, — postanowie- 
niem Komisyi edukacyjnej powołany został Kaliński na profesora do 
Szkoły Głównej. Równocześnie z objęciem katedry promowany został na 
doktora św. teologii. Pierwszą prelekcyę odbył dnia 3 grudnia 1783 r. 
O niej czytamy w ówczesnem czasopiśmie: » Gazety wileńskie« N. XLIX 
1783 pod dniem 5 grudnia: »..... we środę JX. Kaliński doktor teo- 
logii, historyi kościelnej, teologii moralnej profesor, w przytomności JX. 


1) O życiu i pracach naukowych ś. p. Michała Kado, przez Kajetana Garbiń- 
skiego »Rocznik Towarzystwa Przyjaciół Nauk« XVIII (1825); Wójcicki, Cmentarz 
Powązkowski, I, 208. 

14* 


= RZ R 


Łopacińskiego sufragana żmudzkiego i innych wielu dystyngowanych 
gości, począł swoją lekcyę od przemowy, w której odkrywszy źródła 
błędów w teologii moralnej, pokazał drogę do prawdy, której się w dal- 
szych lekcyach swoich trzymać postanowił«. Kaliński mimo młodego 
wieku, umiał pozyskać powszechną wziętość i poszanowanie. Wiele osób, 
chociaż w hierarchii duchownej wyższe od niego zajmowało stanowisko, 
szukało u niego dobrej rady. Do tych należał i biskup Massalski, gdyż, 
jak zapewnia Kalińskiego biograf Korniłowicz ?), nie było ważnej sprawy, 
w którejby zdania lub rady jego nie zasięgał. Pierwszym dowodem 
wielkiego zaufania było poruczenie, aby Kaliński wyznaczył materye 
kazań dla całej dyecezyi, w czasie wielkiego jubileuszu 1776 roku. Ka- 
liński wspólnie z Hussarzewskim z polecenia Massalskiego zajął się 
urządzeniem głównego seminaryum przy kościele św. Ignacego. Jak za- 
pewniają, seminaryum przez nich urządzone liczyło się naówczas do 
najlepszych. Jako słynny pedagog był używany przez Pijarów, aby w ich 
konwikcie przemawiał do młodzieży. Ogłoszone te mowy rzeczywiście 
są ważnym przyczynkiem do pedagogii i pod względem literackim wy- 
datne zajmują miejsce. Tylu zasług nie chciał Massalski pozostawić bez 
nagrody, ofiarował mu probostwo, lecz takowego Kaliński nie przyjął, 
nie chcąc zrywać ze zgromadzeniem, coby musiało nastąpić w razie prze- 
ciwnym, według prawa kanonicznego. Będąc człowiekiem gruntownych 
zasad katolickich i wielkiej nauki, był zarazem i cenzorem ksiąg. On to 
rozpatrywał » Naukę prawa i ekonomii« Strojnowskiego i do druku ją za- 
leciłł O ile Kaliński okazywał wiele zdolności w układzie swych kazań, 
o tyle dla braku wymowy niedołężnie je wypowiadał, dlatego powsze- 
chne było naówczas zdanie, że czytać należy Kalińskiego, a słuchać 
Karpowicza. Czytałem o tem notatkę X. Dominika Łapińskiego, o czem 
również wspomina i Golański ?. Kazania Kalińskiego, według zdania 
Golańskiego, Korniłowicza i współczesnych nam historyków literatury 
kościelnejj są bardzo ważne i prowadzone interesująco; obfitują one 
w zdania gruntowne i myśli wysokie; autor ich okazał się wielkim 
znawcą serca ludzkiego, biegłym politykiem i niepospolitym filozofem. 
Te właśnie cechy odróżniają go dodatnio od innych mowców i kazno- 
dziejów owoczesnych. Pod względem literackim są bez zarzutu. Pol- 
szczyzna dobra. Korniłowicz, który bacznie rozpatrywał pod względem 
polszczyzny spuściznę literacką Kalińskiego, zaledwie kilka wyrazów 


1) O życiu i pismach X. Gwilelma Kalińskiego, Misyonarza S. T. D. niegdyś 
publicznego, zwyczajnego teologii moralnej i bistoryi kościelnej w Akademii wileń- 
skiej profesora, przez X. Antoniego Korniłowicza. »Dzien. wil.« 1829, Hist. Lit VII. 
409—438. 

3) Pamiętnik warszawski, 1803, XII, 220. 


obcych jak »ukontentowanie«, .perswazya« i »formowanie« wynalazł 
i z tych mu zarzut robi. Te zalety sprawiły, że Jan Korwin Kossakow- 
ski, uczony biskup wileński, zalecił, aby kazania Kalińskiego były wzo- 
rem dla kaznodziejów dyecezyi wileńskiej. 

Dla nas byłoby niezmiernie ważnem podanie dokładnego programu 
jego prelekcyi historyi kościelnej, ale nie mamy w swem rozporządzeniu 
owej kopii z autografowanego kursu, jaką rozporządzał X. Cezary Ko- 
złowski, wizytator XX. kanoników regularnych. Starania nasze w tym 
kierunku przedsiębrane nie były pomyślne. Kaliński zajmował katedrę 
6 lat. W r. 1789 dnia 20 stycznia umarł na tyfus mając lat 42. Umarł 
więc w sile wieku i w najwyższym rozwoju niepospolitych zdolności 
i talentu. Kazania i mowy w dwóch tomach po Śmierci ogłoszone kil- 
kakrotnie, w Warszawie (1791), w Wilnie (1805) i w Krakowie (1808) 
są wspaniałym pomnikiem, jaki sobie profesor za życia wystawił. Mowy 
Kalińskiego są to konferencye religijno-polityczne, nauczycielskie rady 
i przestrogi, w których mowca sposobiąc młodzież do przyszłego życia 
obywatelskiego, ma przeważnie na celu przymioty i cnoty towarzyskie. 
Mowy pogrzebowe stanowią znakomity przyczynek do dziejów literatury 
polskiej. Polszczyzna, rzewność, słodycz — są to cechy główne, które 
nas przenoszą w złoty okres, Zygmuntowski. Do takich sławnych mów, 
należy przedewszystkiem: 

3522. Kazanie na exekwiach Ś. p. Michała Frączkiewicza, Eks-pro- 
wincyała oraz Rektora Colleg. Snipiskiego i konwiktu szlacheckiego 
wileńskiego Sch. Piar.. w kaplicy tegoż konwiktu miane. W Wilnie, 
1781, 89 22. 

O wielu pracach Kalińskiego wspominaliśmy wyżej w spisach biblio- 
graficznych (2662, 2663, 2759, 2760, 2856). 

Kamiński Adam S. J. Mazur, uczył w Akademii wileńskiej 
metafizyki i etyki. Stopień doktora filozofii i nauk wyzwolonych otrzy- 
mał w r. 1651. 

Kamiński Cezary. Bazylianin. Szlachcic polski. W 16 roku 
życia złożył profesyę w klasztorze berezweckim w r. 1781. Został wy- 
święcony na kapłana 1790 r. Do nauk przykładał się w Rzymie. Od 
r. 1797 adjunktem astronomii mianowany przez Repnina, był równo- 
cześnie pomocnikiem astronoma-obserwatora. Prowadził wykłady w roku 
1809 zastępczo aż do wyzdrowienia Reszki, jak opiewa prospekt lekcyi; 
lecz gdy Reszka usunął się stanowczo, Kamiński ułożył inny program 
wykładów astronomii, który zyskał aprobatę, a za przewodnika wziął 
dzieła Jana Śniadeckiego. Kurs był roczny, program powyżej podałem. 
W r. 1814 wybrany powtórnie na prowincyała przez kapitułę zakonną, 
usunął się z Uniwersytetu. W czasie tego urzędowania został opatem 


klasztoru leszczyńskiego (w Leszczu), w tymże klasztorze, w Leszczu, 
w powiecie pińskim, zmarł 20 marca 1827 r. » Kapłan przykładny, pisze 
Jundził, skromny, w nauce swej gruntowny, pilny, o postęp słuchaczów 
1 sławę Uniwersytetu gorliwy, opuszczając służbę dla słabości zdrowia, 
zasmucił uczniów i przyjaciół swoich«. 

Tyle tylko wiedzieliśmy o Kamińskim. Tymczasem w ostatnich 
latach, gdy obchodzić miano pięćdziesięciolecie przejścia unitów na pra- 
wosławie, pojawiło się wiele pism rozmaitych historyków unii sui ge- 
neris, z których dowiedzieliśmy się, że Kamiński Cezary to postać zna- 
komita, która w historyi Kościoła ruskiego w Polsce zajmie jedną z naj- 
piękniejszych kart. Rzecz naturalna, iż w pismach jenerała Bobrowskiego 
et consortes Kamiński występuje w tak czarnych kolorach, że dziwićby 
się należało, iż takiego, jakim go Bobrowskij opisuje, przyjmował cesarz 
Aleksander, ministrowie i biskupi uniccy. Nie tylko go przyjmowali, ale 
do jego prośb i rad przychylać się raczyli. Że też to ci panowie, w ro- 
dzaju Bobrowskiego, nie mają miary w sądach swoich. Przecież unii 
w granicach Rosyi już niema; działacze główni otrzymali już nagrody 
i za życia i po Śmierci, bo przeszli do historyi; — pocóż więc naciągać 
fakty, fałszywie je oświetlać, wywoływać w czytającym, a mało obezna- 
nym z ową epoką powątpiewanie, ażali to wszystko, o czem pisze autor, 
jest prawdą, lub też fantazyą — zmyśleniem. Jeżeli Bobrowskij przypusz- 
czał, że czerniąc Kamińskiego, już go z kretesem potępił, to się grubo 
omylił. Myśmy pierwsi dowiedzieli się z tej nędznej ramoty Bobrow- 
skiego, że Kamiński był człowiekiem bardzo znakomitym, obrońcą unii 
wytrwałym, przewodnikiem młodzieży i prowincyi, bardzo zasłużonym. 
Gdy go nie stało, upadła unia! Jak również ci, dla których Bobrowskij 
słów uwielbienia nie znajduje, przedstawiają się nam nędznymi karyero- 
wiczami. Zresztą ten pogląd podziela i Kojałowicz Michał, głośny dzia- 
łacz i profesor akademii duchownej prawosławnej w Petersburgu, któ- 
rego o sympatye polskie bynajmniej posądzać nie można; — dowodzi 
bowiem, że owe pisma Bobrowskiego są nędznemi ramotami. 

Karaffa-Korbut Mateusz. Pochodził z Grodzieńskiego, gdzie 
się urodził w r. 1770. Do nauk przykładał się w Białymstoku, później 
w Uniwersytecie wileńskim, gdzie przykładał się do matematyki, fizyki, 
literatury powszechnej, historyi naturalnej i prawa. Kończył instytut 
nauczycielski ze stopniem doktora nauk wyzwolonych. Był mianowany 
wiceprofesorem logiki i prawa przyrodzonego. Przy reorganizacyi Szkoły 
Głównej nie znajdujemy go w liczbie wiceprofesorów; w kalendarzy- 
kach również nie odszukaliśmy go między nauczycielami szkół powia- 
towych lub gimnazyalnych, musiał umrzeć jako człowiek niezwiązany 


z wydziałem szkolnym wileńskim. Golański w życiorysie Mickiewicza 
Józefa wspomina, że Korbut umarł przed Mickiewiczem. 
Karczewski Wincenty. Pochodził z Grodzieńskiego, gdzie 
się urodził w r. 1789. Do nauk przykładał się w Wilnie, a od r. 1808 
przyjęty był do seminaryum nauczycielskiego. W r. 1811 pozyskał sto- 
pień magistra filozofii, poczem został studentem przy obserwatoryum 
astronomicznem. W r. 1814, gdy Cezary Kamiński obrany prowincyałem 
Bazylianów usunął się z katedry, poruczono Karczewskiemu dawanie 
kursu astronomii teoretycznej. Od r. 1815 poczynając ułożył kurs wła- 
sny, według programu przywiedzionego przez nas powyżej. Ponieważ 
nie miał nadziei, aby dla udoskonalenia się w naukach mógł wyjechać 
na koszt rządu za granicę, przeto brat jego Józef wysłał go na trzy 
lata do Paryża. Wszedł tam w stosunki z najznakomitszymi uczonymi 
owej epoki. Te stosunki zawdzięczał rozprawie Śniadeckiego o Koper- 
niku. Przekonawszy się, że żaden z uczonych paryskich nie wierzy, aby 
Kopernik był Polakiem, rzeczoną rozprawę o Koperniku znalazłszy w Pa- 
ryżu przedrukował ją i rozpowszechnił nie tylko we Francyi ale i po 
innych krajach. Ta okoliczność zwróciła na niego powszechną uwagę. 
List przez Karczewskiego pisany w tym celu do Śniadeckiego, w któ- 
rym szeroko rozpisuje się o zmianie napisu na medalu i rozrzuceniu 
monografii o Koperniku, przedrukował Baliński w Pamiętnikach (II. 445); 
lecz druga okoliczność, jakoby on, Karczewski, wpłynął na Duranda, że 
ten w napisie na medalu Kopernika poczynił zmiany — silnie zakwe- 
styonowaną została. Adryan Krzyżanowski, prof. warszawskiego Uni- 
wersytetu, w liście do Śniadeckiego nazywa oszustwem ze strony Kar- 
czewskiego przyznawanie sobie autorstwa rzeczonej zmiany. I ten list 
przedrukował Baliński (op. cit. II. 444) Karczewski powróciwszy z za- 
granicy osiadł w Kielcach jako nauczyciel matematyki w gimnazyum; 
dlaczego nie wrócił do Uniwersytetu, wyśledzić nie mogłem. Miałem 
w ręku list Karczewskiego pisany do krewnych z Paryża, w którym 
żali się, że niezasłużone cierpi prześladowanie, lecz ufa, że sprawiedli- 
wość boska usunie mu z drogi wrogów, wówczas powróci na Litwę. 
W Kielcach długo nie przebywał, albowiem przy protekcyi biskupa Wo- 
ronicza pozyskał posadę adjunkta przy obserwatoryum astronomicznem 
w Krakowie, gdzie przebywał do roku 1828. Gdy zawakowała katedra 
astronomii w Krakowie po Józefie Łęzkim (1760 T 1825), ubiegał się 
o nią z Weissem drogą konkursu Karczewski; gdy Maksymilian Weisse 
(1798 TY 1863) utrzymał się, Karczewski uwolnił się od dotychczasowych 
obowiązków, opuścił Kraków i przybył do Wilna. Znalazł protekcyę do 
Nowosilcowa i z jego zalecenia wszedł do składu Uniwersytetu wileń- 
skiego na pomocnika astronoma-obserwatora. Tak utrzymuje Poliński, 


— 216 — 


i tak było rzeczywiście, gdyż w indeksach lekcyi czytamy od r. 1828 
do 1831: »Sequentia vero Instituta et Musea monstrabunt horis serius 
designandis..... Speculam astronomicam, Vincentius Karczewski Mag. 
Phil.<, przeto niedawno zmarły w Wilnie prof. Rewkowski nieprawi- 
dłowo mnie zapewniał, że o Karczewskim w owej epoce nic nie sły- 
szano w Uniwersytecie. Z rozporządzenia Nowosilcowa Karczewski zo- 
stał usunięty z Uniwersytetu przed jego jeszcze zamknięciem; zamie- 
szkał w Wilnie, lecz wkrótce bo w r. 1832 zakończył życie. O jego 
pracach literackich i naukowych wspominaliśmy w miejscu właściwem 
(946, 977, 1324 — 1338). 

Karpowicz Michał Franciszek. Pochodził z województwa 
brzesko-litewskiego; urodzony dnia 4 października 1744 roku. Do nauk 
przykładał się pierwiastkowo u Jezuitów w Brześciu, a następnie w War- 
szawie u Misyonarzy — gdzie do Zgromadzenia wstąpił 26 lipca 176. 
Nadzwyczajne zdolności, szczególniej kaznodziejskie, wcześnie się bar- 
dzo w nim objawiły; nie miał bowiem więcej niż lat 22, gdy już zwrócił 
na siebie powszechną uwagę jako pierwszorzędny mowca. Pierwsze kroki 
rozpoczął przy kościele św. Krzyża, lecz dzięki nadzwyczajnemu powo- 
dzeniu powołany został wkrótce do Św. Jana. Ówczesny biskup poznański 
Młodziejowski szczególniejszą opieką otaczał młodego kapłana; pierwsze 
objawy tej sympatyi zaznaczył biskup, przyczyniając się do ogłoszenia 
drukiem tych przedziwnych kazań. Lecz Karpowicz będąc Misyonarzem, 
nie był zależnym od siebie, dlatego mimo powszechnej sympatyi, jaką 
się cieszył, mimo dodatniego wpływu, jaki w Warszawie wywierał — 
musiał na rozkaz przełożonych udać się do Krakowa, gdzie oprócz ka- 
znodziejstwa uprawiał i teologię jako nauczyciel tego przedmiotu. Pobyt 
jego w Krakowie miał tę dobrą stronę, że zapoznawszy się z prałatem 
Ostrowskim, kapłanem głębokiej nauki, który świeżo z Rzymu przybył 
1 miał w swem posiadaniu doborową bibliotekę, Karpowicz umiał ko- 
rzystać z tej znajomości, albowiem całą bibliotekę przeczytał, a dzięki 
nadzwyczajnej pamięci, ogromną odniósł korzyść, gdyż się znakomicie 
wykształcił, Z Krakowa przeniesiony został do Wilna i tu przez lat 
kilka w seminaryum nauczał historyi kościelnej. Lecz największe zasługi 
położył jako kaznodzieja. Z tej epoki słynne są jego kazania jubileuszowe, 
które mogą stanąć obok najlepszych utworów najznakomitszych mowców 
kościelnych polskich. Również należy tu zaznaczyć, że ówczesne kazania 
przygodne, których znaczną część ogłosił drukiem — cechują też same 
zalety. Komisya edukacyjna powołała Karpowicza na profesora teologii 
dogmatycznej i historyi kościelnej. Mimo bardzo obszernych programów 
wykładał lekcye niedbale. Sarkał Poczobut, że profesor sekularyzo- 


— 217 — 


wany proboszcz preński, więcej dba o probostwo niż o katedrę; ale 
z tego nic sobie nie robił Karpowicz, ciesząc się protekcyą Massalskiego, 
który na Poczobuta krzywo się patrzał. Nie dosyć, że obowiązki profe- 
sorskie niedbale spełniał, lecz rad był zakłócać spokój w Akademii. Tak 
np. chcąc się przypodobać Massalskiemu, aby jakąś promocyę zyskać, 
podał na posiedzeniu rady akademickiej ku końcowi 1785 r. na piśmie 
do protokółu wniosek, ażeby raport jeneralny o szkołach, posyłający się 
corocznie do Komisyi edukacyjnej podług ustaw, złożyć podobnież bisku- 
powi wileńskiemu, jako mieszkającemu w temże mieście prezydentowi 
Komisyi i kanclerzowi Akademii. To niespodziewane wniesienie, zupełnie 
przeciwne prawom, wprawiło w zdumienie dobrze myślących członków 
rady. Ale wszyscy lękali się Massalskiego, nie wyjmując nawet Po- 
czobuta, który jednak choć nagle przyciśnięty do muru, znalazł się przy- 
tomnie i dając za przyczynę wielki nawał interesów, do przyszłego po- 
siedzenia rozwiązanie tej rzeczy odłożył. Nielegalność takiej propozycyi 
była widoczna i z tego względu nawet, że Massalski de facto nie był 
już prezydentem Komisyi edukacyjnej, ale starszy od niego w hierarchii 
prymas Poniatowski. Kanclerstwo zaś dawne Akademii, od jej przekształ- 
cenia, było także nominalnem tylko. W r. 1786 rozeszła się wieść po 
Warszawie i Wilnie, że w rachunkach kasy akademickiej ogromne po- 
kazały się ubytki i że nawet do 120.000 złp. takowy deficyt dochodził. 
Rozsiewano wieści, że oprócz rektora Poczobuta i Chreptowicz do tego 
się przyczynił; a gdy się rzecz wydała, jakoby ze zmartwienia zachorował. 
Przekonano się, że deficytu niema i nie było, i że twórcą tych plotek 
był Karpowicz. Mimo tych wad był Karpowicz znakomitym człowiekiem, 
Żadna większa uroczystość nie obeszła się bez jego przemowy lub ka- 
zania. Dla tej przyczyny wielkiego znaczenia są te przemowy i kazania, 
albowiem będąc żywym obrazem ówczesnych nadziei, żądań, trosk, weso- 
łych i smutnych chwil, tak dotyczących jednostek jak i całego narodu, 
stanowią wierny obraz minionej epoki. Jakże wymownem jest: 

3523. Kazanie na żałobnym obchodzie pamiątki obywateli pole- 
głych w Wilnie, w kościele św. Jana miane 20 maja 1794 r., z rozkazu 
rady narodowej litewskiej podane do druku i wydrukowane w Wilnie 
u XX. Bazylianów. Prócz karty tytułowej i aprobaty Pilchowskiego str. 
28 in 89. 

Jednem z pierwszych kazań, które jako profesor Uniwersytetu miał 
w Wilnie i ogłosił drukiem, było: 

3524. Kazanie na obchód stoletniej pamiątki zwycięstwa króla 
Jana III i Polaków nad Turkami w obronie Wiednia, całego chrześci- 
jaństwa w r. 1683, z Ustawy Prześwietnej Komisyi Edukacyjnej obojga 


— 218 — 


narodów czynione, miane w kościele św. Jana w Akademii wileńskiej 
i w Wilnie w drukarni akademickiej, 1783, 89 42. 

A te liczne kazania jego na otwarcie trybunału litewskiego, gdzie 
o zgodzie, jedności, szlachetności, chęci do usług ojczyzny, o ciężarach 
i pociechach osób na urzędzie i godności będących, wymownie przema- 
wiał. Kazania Karpowicza często bywały drukiem ogłaszane, a mówiliśmy 
o nich powyżej (2581, 2582, 2664, 2761, 2762). Komplety kazań są 
rzadkie. W mojej bibliotece znajduje się Karpowicz całkowicie zebrany, 
ale ani jedna edycya nie jest kompletną. Jako proboszcz działający na 
parafii, okazał się gorliwym obrońcą ludu wiejskiego, co o ile z jednej 
strony przyczyniało mu nieprzyjaciół, o tyle z drugiej strony zjednywało 
sympatyę przodowników w narodzie, jeżeli wspomnimy tylko o Stani- 
sławie Auguście, który zaszczycał go swą przyjaźnią i pozostawał z nim 
w korespondencyi. Takie właśnie kazanie wygłosił w Prenach w 1792 r.: 

3525. Kazanie na pierwszem zafundowaniu powiatu preńskiego 
i rozpoczęciu pierwszych sejmików, w kościele parafialnym preńskim 
14 lutego 1792 miane. W Warszawie, w drukarni przy Gazecie obcej 
i narodowej, 1792, 47 22. 

Tu właśnie wypowiedział i jasno wyłożył swoje przekonania o ludzie 
wiejskim. 

Rozbiór Polski piorunująco podziałał na zdrowie Karpowicza. Nie 
był to pojedynczy wypadek, gdyż wielu z wydatniejszych mężów owej 
epoki tę straszną chwilę opłaciło obłąkaniem. Karpowicz jednak, cho- 
ciaż opuszczony od wszystkich, nawet od przyjaciół, szczęśliwie podźwi- 
gnął się z choroby. Pierwszą publiczną działalnością na nowem już polu, 
bo Repnin o powrocie Karpowicza do Wilna słuchać nawet nie chciał, 
była przemowa w Gąbinie do obywateli zebranych, aby złożyć hołd no- 
wemu monarsze, królowi pruskiemu. Przemowa ta jest arcydziełem. Umiał 
w niej utrzymać godność narodu upadłego politycznie i równocześnie 
nie zadrasnął ministra, wyznaczonego do odbierania przysięgi na wier- 
ność nowemu monarsze. Na tym to zjeździe na tyle podobał się władzy 
rządzącej, że mianowany został wkrótce biskupem nowo utworzonej dye- 
cezyi wigierskiej. Parafie z trzech dyecezyi złożyły się na nową owczarnię. 
Słynny mowca i teolog wiele poniósł trudów, aby z tych ułamków ca- 
łość utworzyć. Urządzenie kapituły, seminaryum, dużo przedstawiało 
trudności; — wszystkie przeszkody usunął i w ciągu trzech lat nową 
dyecezyę uformował. Lecz praca nadzwyczajna zwątlałe zdrowie długo- 
letnimi trudy w zupełności wyczerpała, i pasterz mając zaledwie 59 lat 
zakończył życie w r. 1805. Najkomplętniejsze wydanie wszystkich pism 
Karpowicza wyszło w 11 tomikach w Warszawie w r. 1807. W kaza- 
niach swoich podejmował Karpowicz walkę z zasadami nowych filozofów, 


które powszechnie zatrzęsły moralnością. Wymowa wszędzie czysta, 
płynna, ognista. »Nie błyszczy chełpliwie krasomowczym stylem, ozdo- 
bniejszy jednak od innych kaznodziei współczesnych, góruje nad nimi 
pełniejszem i okrąglejszem wysłowieniem «. 

Karwacki Maciej S. J. Z Warmii rodem, znakomity profesor 
języka greckiego w Akademii wileńskiej i literatury greckiej. O jego 
gramatyce greckiej, napisanej oryginalnie i ogłoszonej drukiem w Wilnie 
w 1725 roku, mówiliśmy wyżej (3015); autografowany rękopis tego dzieła 
znajdował się w bibliotece Załuskich, jak świadczy Naramowski w ka- 
talogu pisarzów S. J. prowincyi litewskiej. 

Kierśnicki Atanazy Ludwik S. J. Mąż wielkiego dowcipu 
i niemniejszej nauki, ale jak i inni tego wieku pisarze, mało miał do- 
brego smaku. Tak był sławnym kaznodzieją, że gdy współcześni kogo 
pochwalić chcieli, zwykli byli mawiać: »Zbliża się do Kierśnickiego«. 
W Akademii wileńskiej wykładał prawo kanoniczne; toż prawo wykładał 
1 w Warszawie. Umarł około r. 1740. 

O jego pracy ofiarowanej Stanisławowi Ciołkowi Poniatowskiemu, 
podskarbiemu w. koronnemu, mówiliśmy wyżej (2763). Do tej kategoryi 
należą jeszcze: . 

3526. Wolny głos mów niedzielnych najdzielniejszym głosem tak 
na puszczy literalnego sekwestru, jako na publikach statystycznych za- 
wołanego senatora JW. Jana Fryderyka hrabi na Kodniu, Dorohostaj- 
czach, Czarnobyła Sapiehy, kasztelana trockiego, starosty brześciańskiego, 
z więzów prywatnego milczenia oswobodzony i z drukarskich cieniów 
polerowanym przez niezliczone wieki strzały starożytnej splendorem win- 
dykowany, temuż (Gracyanowi zdewinkowanego rzetelnemi łask nomi- 
nalnych dokumentami autora, X. ..... S. J. praw kościelnych doktora, 
z wiekopomnych dzięk dźwiękiem poświęcony roku wcielonego słowa 
1727. Warszawa, druk S. J. 1727, fol. k. 9, 548, 20. 

3527. Sen życia ludzkiego, z łacińskiego X. Jakóba Balde S. J. 
przetłómaczony. Wilno, druk Akad. S. J. 1739, 8". 

3528. Wiersze drukowane. Rękopis. Książę Józef Jabłonowski w swo- 
jem »Muzeum polskiem«, za godne druku uznaje. 

Kiersnowski Antoni. Do nauk lekarskich przykładał się 
w Uniwersytecie wileńskim; będąc jeszcze studentem medycyny, zajmo- 
wał się korepetycyami anatomii i był także prosektorem Lobenweina od 
r. 1814, po usunięciu się Holtza do 1821 r. W roku 1817 pozyskał 
stopień lekarza. Po nim nastąpił Bielkiewicz. Inne szczegóły życia i dzia- 
łalności naukowej Kiersnowskiego nie są nam wiadome. 

Kiśling Bogumił. Był jednym z najznakomitszych uczniów 
szkoły sztycharskiej Saundersa. Po ukończeniu nauk w Wilnie, udał 


= 220. == 


się za granicę, celem uzupełnienia artystycznego wykształcenia. Po po- 
wrocie z zagranicy zamianowany został adjunktem i łącznie z Lehmanem 
prowadził szkołę sztycharstwa w Wilnie aż do zamknięcia Uniwersytetu. 
O jego pracach artystycznych mówiliśmy wyżej. 

Klagius (Clagius) Tomasz S.J. Podobno prawdziwe nazwisko 
Klage. Pochodził z Warmii, z miasta Allenstein; wstąpił do zakonu 
1618 r., mając lat 20, urodził się przeto 1598 roku. Przez lat kilka 
uczył retoryki, gramatyki i filozofii w Pułtusku. W Uniwersytecie wileń- 
skim, ucząc w niższych klasach, sam studyował w wyższych nauki, po- 
czem w r. 1641 otrzymał w Wilnie stopień doktora filozofii i nauk wy- 
zwolonych. Wykładał w Uniwersytecie teologię, następnie od r. 1647 — 
1653 był rektorem kollegium nieświeskiego. Przeniesiony do Bruns- 
bergu na prefekta seminaryum duchownego w roku 1653 lat kilka tam 
przebywał. Znajdował się na Colloquium toruńskiem. Umarł w Ressel 
i9 lipca 1664 r. Drukiem ogłosił: i 

3529. Jasonis Eulimenites fabula drammatica poćsi, in funere Epi- 
scopi Warmiensis. Wilno, 1633, 4? druk Akad. S. J. 

3530. Anticyrae Praedicanticae equibus sectariorum Ministris, qua 
Regiomonti, qua in reliquo Prussiae ducatu Ecclesiam Catholicam ma- 
ledice, contumeliose mendaciterque incessere militis itd. Neapol, 1640, 89. 

Z pewnością ta rozprawa drukowaną była w Wilnie, gdyż autor 
jej wówczas właśnie zdawał egzamina doktorskie. 

3531. Aristarchus contra Praedicantes aliosque insulsos haeretico- 
rum poćtastros ad illustres academicas Regiomontanos. Kolonia, 1643, 89. 

Był wówczas profesorem teologii w Wilnie. 

3532. Disquisitiones ubiquisticae de Christo contra Ubiquistas. 
Augustae Gediminiae (Wilno) 1644, 89. 

3533. Prodromus Mercurii Eligio-Borussi contra praedicantes Lu- 
theranos. Wilno, 1651, 89%. Kolonia, 1659, 89. 

Powyższe dzieła wydane są pod zmyślonem imieniem Didyma Her- 
mannovillam. 

3534. Linda Mariana, sive de B. Virgine Lindensi, seu ad S. Ti- 
liam, in Dioecesi Varmiensi, sub cura Patrum ŚS. J. miraculis Clarissima. 
Libri V, authore P. Thoma Clagio Allensteinensi, Pruteno S. J. Presby- 
tero. Coloniae Ubiorum apud Joan. Ant. Kinckium, 1659, 8, 14, 829, 34. 

Toż po polsku: Opisanie miejsca Sa Linda czyli Sa Lipa nazwa- 
nego, z niemieckiego przetłómaczył. Warszawa. 

Klinger Andrzej S. J. Był profesorem matematyki i filozofii 
w Akademii wileńskiej, gdzie również sam się wychowywał, i stopniem 
doktora filozofii zaszczycony został. Za czasów Zygmunta III był pro- 
wincyałem, spowiednikiem królewicza Jana Alberta. Gdy ten biskupem 


== zal ic 


krakowskim i kardynałem został, Klinger przy jego dworze pozostał, 
jako teolog i towarzysz podróży. 

Kłągiewicz Jędrzej Benedykt. Pochodził z Inflant, gdzie 
się urodził w r. 1765. Do nauki przykładał się w szkole powiatowej 
w Iłłukszcie, następnie zapisał się na oddział moralny i literacki Szkoły 
Głównej litewskiej. W dniu 27 września 1789 otrzymał stopień doktora 
filozofii. Od 1 października 1789 widzimy go na stanowisku nauczy- 
ciela w szkole powiatowej w Krożach utrzymywanej kosztem skarbu; 
gdy zaś ta szkoła wskutek rozporządzenia rządu przeszła pod zawia- 
dywanie Karmelitów, Kłągiewicz pozostał bez miejsca d. 1 września 
1797 roku. Nie mając co robić, wstąpił powtórnie do Uniwersytetu 
i w ciągu lat czterech przykładał się do nauk na wydziale fizycznym 
i moralnym. Powziąwszy chęć do stanu duchownego, szczególniej się 
przykładał do nauk teologicznych. Po wyświęceniu się na kapłana, był 
przy konsystorzu wileńskim przez sześć lat już to obrońcą stanu mał- 
żeńskiego, protokólistą, nakoniec sekretarzem. Gdy przy Uniwersytecie 
otworzone zostało seminaryum główne, Kłągiewicz był pierwszym jego 
kapelanem od 24 marca 1808 roku. Po Śmierci Znamierowskiego, pierw- 
szego regensa tegoż seminaryum, rada seminaryum wezwała na opró- 
żnione stanowisko Kłągiewicza 10 czerwca 1810 roku. Faktycznie za- 
rządzał Kłągiewicz tylko przez dwa lata, to jest do roku 1812, albowiem 
wskutek najścia Francuzów na Wilno, wykłady w seminaryum przerwane 
zostały, a gmach seminaryjski przeznaczony został na cele wojskowe; 
nominalnie zaś był regensem aż do roku 1816. 

Fakultet teologiczny tak cenił naukę Kłągiewicza, że chociaż jeszcze 
nie był doktorem teologii, dość często powoływał go, wbrew przyjętemu 
zwyczajowi do słuchania egzaminów studentów teologii, w zastępstwie 
nieobecnych profesorów. W końcu on sam złożył egzamina na stopień 
doktora teologii; dnia 27 maja 1815 r. odbyła się uroczysta promocya, 
a przez konkurs równocześnie otrzymał katedrę profesora zwyczajnego 
teologii dogmatycznej. Gdy jesienią 1816 roku wznowiono wykłady 
w głównem seminaryum, Kłągiewicz podczas uroczystego aktu zwrócił 
się do zebranych z obszerną mową o korzyściach przykładania się do 
nauk Świeckich i duchownych, wykładanych w seminaryum. Mowę tę 
następnie, w lat kilka, drukiem ogłosił: 

3535. Mowa zastępcy Rejensa, dawniej Rejensa Głównego Ducho- 
wnego Seminaryum przy Cesarskim wileńskim Uniwersytecie, filozofii 
i teologii doktora i t. d. X...... Kanonika wileńskiego, przy nowem 
otwarciu tegoż seminaryumm w obecności Rady seminaryjskiej, miana d. 
24 września 1816 roku. W Wilnie, w drukarni XX. Misyonarzy, przy 
kościele Ś. Kazimierza, 1822, 89. 


= 222 == 


Żukowicz !) utrzymuje, że Kłągiewicz, oprócz ciała nauczającego, 
u którego zyskał sobie ogólny szacunek i wielką sympatyę, cieszył się 
szczególną przyjaźnią Jana Śniadeckiego, który tyle zdziałał dla semi- 
naryum głównego. Na ostatniem posiedzeniu rady uniwersyteckiej odby- 
wającej się pod jego prezydencyą, »Kłągiewicz skutkiem osobistej reko- 
mendacyi (!) Śniadeckiego wybrany został profesorem zwyczajnym teo- 
logii dogmatycznej i historyi kościoła, zatwierdzony 27 kwietnia 1815 
roku«. Żukowicz ma specyalny pogląd na seminaryum główne, i jest 
najmocniej przekonany, przynajmniej w takim duchu pisze, że semina- 
ryum to było utworzone, aby Świeckie duchowieństwo unickie wyjąć 
z pod wpływu szkodliwego Bazylianów, jako przeciwnych zbliżeniu się 
unii do prawosławia; że, eo ipso, seminaryum główne było pierwszym 
etapem do prawosławia; również specyalne są poglądy Żukowicza na 
stanowisko rektora w radzie uniwersyteckiej. Niewiadomem jest Żuko- 
wiczowi, lub tendencyjnie przemilcza o tem, że na katedrę teologii do- 
gmatycznej ogłoszony był konkurs; utrzymujący się zyskiwał tytuł pro- 
fesora zwyczajnego, — więc nie rekomendacya Śniadeckiego, ale rozprawa 
»de Angelis<, powołała Kłągiewicza na katedrę. Ponieważ Kłągiewicz 
od 1 stycznia 1817 r. był członkiem rady seminaryjskiej, przeto nie 
zerwał stosunków z seminaryum głównem; tak było rzeczywiście, i tak 
pisze Żukowicz, lecz tego nie uwzględnia, że Kłągiewicz jako profesor 
teologii nie mógł nawet zerwać stosunków z seminaryum. Jako profesor 
był znakomitym nauczycielem; przedmiot swój znał dobrze, i był bardzo 
pracowitym a pilnym na katedrze. Zachodzi tu okoliczność, którą wy- 
jaśnić należy — czy prawdą jest, jak utrzymuje Siemaszko, Placyd Jan- 
kowski, Hołubowicz, Maleszewski i inni wychowańcy seminaryum głó- 
wnego, a zatem uczniowie Kłągiewicza, że on to wykładami swymi 
skłonił ich do porzucenia unii i przyjęcia prawosławia; że Kłągiewicz 
powstawał przeciwko nadużyciom władzy papieskiej, a czynił to Świa- 
domie, skrzętnie poszukując u Źródeł, aby na zasadzie nowych danych 
dopełnić przypiski Kliipfela, który jako józefinista, nie przyznawał pa- 
pieżowi supremacyi. Że tu część prawdy być musi, to chyba nie po- 
winno ulegać wątpliwości — a to dlatego, że X. biskup Likowski i X. 
Symon, cytując w swych pracach odpowiednie wyjątki z pism Siemaszki 
i Zubki, nie podają od siebie żadnych uwag, snać zgadzają się na po- 
wyższe, że Kłągiewicz w sądach swoich o władzy papieża poszedł jeszcze 
dalej od józefinistów. Szczególnie dla mnie jest wielkiej wagi zdanie 
biskupa Symona dlatego, że archiwum b. fakultetu teologicznego wileń- 


!) O profesorach bogosłowskaho fakulteta wilenskaho uniwersiteta w nasto- 
jaszczem stoletji »Christianskoje cztenje«, 1888, N. 3—4. 


skiego, znajdujące się obecnie w Petersburgu, przy akademii ducho- 
wnej rzymsko-katolickiejj miał w swem rozporządzeniu i na zasadzie 
tego archiwum pisywał cenne swe monografie. A zatem musiał mieć 
dowody jasne, że Kłągiewicz jest winien, a ci panowie wyżej cytowani 
jak Siemaszko i Zubko sprawiedliwy sąd o swoim profesorze wydali. 
Nie poprzestałem na powyższem, lecz zwróciłem się do uczniów Kłągie- 
wicza nieunitów z kategorycznem zapytaniem. Biskup Ludwik Zdano- 
wicz, niedawno w Wilnie zmarły, zapewnił mnie, że wszystko to co piszą 
o Kłągiewiczu jest fałszem, że Kłągiewicz mając sobie wskazanego Kliip- 
fela i Dannenmayera jako podręczniki, nie tylko nie wyszukiwał no- 
wych jeszcze dowodów, aby potwierdzić akatolickie przypiski Kliipfela, 
przeciwnie, zwracał na nie uwagę swoich słuchaczy, objaśniając do jakich 
to rezultatów dochodzą nawet tacy znakomici uczeni jak Kliipfel, jeżeli 
do nauki boskiej wprowadzają rzeczy Świeckie, mające interes chwili 
i przez to sieją fałsze. Biskup Zdanowicz, którego nie można posądzać, 
aby zapominał o tem, że wszelka władza daną jest od Boga, utrzy- 
muje — że Kłągiewicz jako katolik był bez zarzutu; a wszystkie te 
pisma, jakie się pojawiły o jego wykładach, pojawiły się już po jego 
śmierci; przytem wzmiankowani pamiętnikarze ufając w swe stanowisko, 
byli pewni, że nikt się nie oŚśmieli krytykować ich poglądów — słusznie 
przypuszczając, że podobnym Śmiałkom, gdyby się znaleźli, krytyka ich 
za zbrodnię będzie im poczytaną. 

Działalność Kłągiewicza w Uniwersytecie trwała trzynaście lat 
(1815—1828), Po ustąpieniu z rektorstwa Malewskiego, został zastępcą 
rektora. Dziekaństwa nie przyjął, W r. 1828 powołany został na zarzą- 
dzającego dyecezyą wileńską w imieniu metropolity Cieciszewskiego, dla- 
tego usunął się z katedry. Że zaś w tym czasie rozdzielono fakultet 
moralno-polityczny na dwie sekcye, prawną i teologiczną — nad sekcyą 
teologiczną przyjął nadzór nie w charakterze dziekana, gdyż nad obu 
sekcyami był dziekanem ex-rektor Malewski; tym sposobem utrzymywał 
ciągłe stosunki z fakultetem teologicznym. Wiele razy prezydował na 
jego posiedzeniach, brał udział czynny w egzaminach i aktach publi- 
cznych. W r. 1830 prekonizowany był na biskupa chryzopolitańskiego. 
W r. 1839 mianowany przez rząd biskupem dyecezalnym wileńskim, 
a w r. 1840 prekonizowany przez Grzegorza XVI papieża. Uroczysty 
ingres na stolicę biskupów wileńskich odbył 29 czerwca 1841 roku). 
W pół roku po tej uroczystości 27 grudnia 1841 roku mając lat 76 
zakończył życie. Krótki nekrolog pomieścił »Kuryer wileńskie (1842, 
Nr 3). Oto zakończenie jego: »Wiadome są wszystkim cnoty i zasługi 


1) Akt wstąpienia na katedrę wileńską JW. Kłągiewicza. Wilno, 1841r. 


ma— 224 —— 


zmarłego pasterza, niezmierna jego miłość chrześcijańska, czujna dzia- 
łalność w sprawach wiary i władzy duchownej, charakter niewzruszony 
i tęgość duszy, które mu wyrobiły za życia powszechną miłość i głę- 
boki szacunek, a uwieczniły drogą jego pamięć u potomków«. Po znie- 
sieniu Uniwersytetu, Kłągiewicz jako persona grata wyrobił u rządu, że 
główne seminaryum i fakultet teologiczny pozostały w Wilnie pod 
nazwą akademii duchownej. Wszyscy współcześni, którym dobrze 
był znany Kłągiewicz: biskupi, kapłani, profesorowie, uczniowie ducho- 
wni i Świeccy, prawie jednogłośnie chwalą jego naukę, gorliwość, po- 
bożność, czystość obyczajów — a także pracę wytrwałą około podnie- 
sienia moralnego i umysłowego poziomu duchowieństwa. Mówią oni, 
że prelekcye jego nacechowane były wielką miłością prawdy i żywem 
pragnieniem przelania szlachetnych uczuć, któremi sam był przejęty, 
w umysły i serca swych słuchaczy. Wizytatorowie, zwiedzający na rozkaz 
kollegium rzymsko-katolickiego główne seminaryum, odzywają się w swych 
sprawozdaniach o X. Kłągiewiczu z uwielbieniem największem, nazy- 
wając go prawdziwą ozdobą fakultetu teologicznego. Jeżeli wizytatorowie 
owi uwielbiali Kłągiewicza, nie mógł być przeto józefinistą, ani też po 
cichu, do ucha wykładać unitom, przyszłym archirejom-pamiętnikarzom 
zasad józefinizmu, lecz głośno do większości kleryków odzywał się 
jako przeciętny ultramontanin; gdyż zadaniem właśnie owych wizytato- 
rów było Śledzenie wykładów nauk teologicznych w całej ich czystości. 
Jedno co przeciw Kłągiewiczowi mówi, to podręczniki. Taki Kliipfel 
np. wyżej stawia neoteoretyków teologów z drugiej połowy XVIII wieku, 
aniżeli Alberta Wielkiego, Tomasza z Akwinu, Bonawenturę; — tych 
ostatnich bowiem nie uważa Kliipfel za źródła, z których młody teolog 
ma czerpać swą naukę; w Dannemajerze zaś, znajdują się ustępy z dzie- 
jów Kościoła w Średnich wiekach i dziejów papiestwa, identyczne z ten- 
dencyjnymi poglądami protestantyzmu, zatem nie licujące z podręczni- 
kiem katolickim. Dla historyka fakultetu teologicznego w Wilnie podo- 
bne fakta jak owe podręczniki są krzyczące. Nie będzie on dochodził, 
co pisze Siemaszko, a co mówi biskup Zdanowicz, ale sąd swój na nie- 
korzyść Kłągiewicza wyda. Dla historyka ten fakt jest wystarczającym, 
że, ponieważ owe podręczniki niż mogły się przyczynić do wyrobienia 
przekonań Ściśle katolickich w kształcącej się młodzieży duchownej — 
przeto Kłągiewicz jest winien. Tak będzie utrzymywał historyk. Ja zaś 
nie będąc historykiem, mogę być i jestem innego zdania. Przedewszyst- 
kiem, dlaczegóż wykłady Kłągiewicza zwichnęły z drogi prostej kilku 
unitów, a reszta, przeważająca liczba słuchaczów, pozostała wierną Ko- 
Ściołowi? Naturalna rzecz, że Kłągiewicz mając w swem rozporządzeniu 
ohydne podręczniki, zwracał na tę ohydę uwagę swoich słuchaczy, jak 


utrzymuje biskup Zdanowicz; a kurs który ułożył, i który później prze- 
szedł do jego następcy na katedrze Fiałkowskiego, ułożony był według 
pojęć katolickich. Dość jest ten kurs przejrzeć 1), a prawdziwość moich 
skromnych wywodów będzie stanowczo wyjaśnioną. 

Kłokocki Adam S. J. Był profesorem języka francuskiego 
w Uniwersytecie wileńskim w r. 1755. 

Kłokocki Hieronim S. J. Prof. Akademii. Fundował w Słu- 
cku kollegium dla Jezuitów z kościołem tak misternie o pięciu kopu- 
łach zbudowanym, iż nigdzie podobnego gmachu z drzewa nie widziano. 
Przy niem były szkoły najpierw przez Jezuitów, później przez Komisyę 
edukacyjną i wreszcie przez Uniwersytet utrzymywane. W r. 1804 pożar 
całą tę budowę w perzynę obrócił. 

Kmicic Mikołaj S. J. Profesor poetyki w Uniwersytecie wileń- 
skim. Należy do odznaczających się rymotwórców łacińskich XVII wieku 
w Polsce. Urodzony na Rusi litewskiej, w województwie witebskiem, 
wstąpił do zakonu 1617 r. i taki z czasem talent do poezyi łacińskiej, 
ucząc się jej pod Sarbiewskinm w Wilnie, okazał, że Sarbiewski polu- 
biwszy swego ucznia, poświęcił mu nawet jedną ze swych elegii pisa- 
nych z Rzymu. Zdaje się, że oda VIII księgi III ad Aelium Cimicum 
jest właśnie wierszem do Kmicica ułożonym, bo żadnej innej podobnej, 
ani wprost Kmicicowi przypisanej, nie można znaleść nawet w edycyi 
bipontyńskiej roku 1803 najzupełniejszej poezyi Sarbiewskiego %).  Siar- 
czyński wyraźnie twierdzi, że Sarbiewski piękną elegią z Rzymu przy- 
słaną uczcił Kmicica. Syrokomla, który wybrane tylko liryki Sarbiew- 
skiego przekładał, tej jednak nie opuścił i pięknym wierszem przetłóma- 
czył. Kmicic po Sarbiewskim na katedrze poetyki w Akademii wileńskiej 
zasiadł i przez cztery lata ją wykładał. Słynne sobie imię pozyskał, ogła- 
szając w Wilnie poemat pod tytułem: 

3536. Josaphatidos sive de nece Josaphat Kuncewicz, Archiepisc. 
Polocens. Vilnae, 1627, 8? g5. 

Treścią tego poematu jest męczeństwo Św. Jozefata Kuncewicza 
we trzech księgach. Nie wiadomo, z jakiego powodu ukrył swoje na- 
zwisko, a wydał pod przybranem Josaphata Isakowicza, Bazylianina. 
Pisał także inne wiersze łacińskie, między którymi zalecają się do dy- 
tyramby, jeden do Sarbiewskiego, drugi na pochwałę Tyszkiewicza 
biskupa: 

3537. Dithyrambus, seu panegyricus Georgio Tyszkiewicz, Eppo 





1) Zapewne znajduje się w akademii duchownej w Petersburgu. 
?) Encyklopedya Orgelbranda. 


HWIWERSYTET WIEŃRK. TOM HV, 15 


— 226 — 


Samogitiae cum ad Methonenses Infulas et munus Suffraganei Vilnensis 
inauguraretur. Wilno, druk Akademii S. J., 1638, 89. 

Niepospolity ten rymotwórca, pełen zapału do poezyi, zbytecznem 
oddaniem się pracy skrócił sobie życie umierając zbyt młodo w Wilnie 
1632 roku. | 

Kmita Stanisław S. J. Do nauk przykładał się w Uniwersy- 
tecie wileńskim, gdzie stopniem doktora teologii zaszczycony został. 
W r. 1712 był profesorem filozofii w Nieświeżu, a w r. 1755 wykładał 
teologię w Akademii wileńskiej. O jego kazaniach ogłoszonych drukiem 
mówiliśmy wyżej (2766, 2767). Tu należy: 

3538. Niebo ziemskie W. i. p. Mikołaja Władysława Bułharyna, 
chorążego mozyrskiego, na pogrzebowym akcie remonstrowane. Wilno, 
1742, folio. 

Kniażewicz Grzegorz. Był profesorem matematyki w Uni- 
wersytecie wileńskim. Urodzony na Rusi w r. 1737, wstąpił do zakonu 
Jezuitów 1755. Uczył po rozmaitych kollegiach na Litwie gramatyki 
lat 3, humaniorów rok, matematyki lat 2, studyując równocześnie teo- 
logię. Zaledwie takową ukończył, zakon zniesiony został. Kniażewicz 
bawił tedy w Wilnie, mając przy biskupie wileńskim, księciu Massal- 
skim, tytuł matematyka nadwornego i przez niego używany był do ró- 
żnych posług szczególnie uczonych. Z nim także odbywał podróże po 
znaczniejszych krajach w Europie. Później przez czas niejaki miał ple- 
banię w Mostach w powiecie grodzieńskim, z której ustąpiwszy, pobierał 
wynagrodzenie pieniężne. Po Śmierci biskupa Massalskiego utraciwszy 
pensyę, został przy niewielkiem beneficyum w kościele katedralnym 
w Wilnie, z którego nie mogąc się utrzymać, znalazł się na starość bez 
żadnego funduszu i w nędzy. W tym stanie udał się z prośbą do cesa- 
rza Pawła i od niego miał wyznaczoną roczną pensyę do Śmierci, przy- 
padłej w r. 1804. Był to człowiek z niewielkiej liczby tych, co najpier- 
wej odznaczać się u nas zaczęli od drugiej połowy wieku XVIII grun- 
towniejszą i rozleglejszą nauką. Biografowie nie zaznaczają jego roli 
w Towarzystwie do ksiąg elementarnych i Komisyi edukacyjnej; należy 
się spodziewać, że rola ta była wydatną. W »Dziejach dobroczynności « 
(1822, 777), skąd powyższe szczegóły biograficzne zaczerpnęliśmy, po- 
dana jest dokładna bibliografia dzieł Kniażewicza. O niektórych jego 
pracach mówiliśmy już wyżej (169, 840—842); rękopisy jego były bar- 
dzo ważne, lecz najważniejsze spłonęły. 

Knogler (Cnogler) Kwiryn S. J. Żadnych wiadomości biogra- 
ficznych nie mamy. Pochodził z Austryi, był profesorem logiki i wy- 
mowy w Uniwersytecie wileńskim w początkach XVII wieku. Z jego 
prac znane są następujące: 


2s gą + 


3539. Praefatio in disputationem de vocatione Ministrorum Evan- 
gelicorum. Wilno, 1603, 47. 

3540. Theses catholicae de vocatione Ministrorum Evangelicorutm. 
Wilno, 1603, 49. 

3541. Pompa Casimiriana, sive de laboro D. Casimiri sermo pane- 
gyricus (1604). 

Praca ta jest umieszczona w dziełku: Theatrum S. Casimiri. Wilno, 
1604, od str. 38—127. 

3542. Symbola tria: Catholicum, Calvinianum, Lutheranum. Wilno, 
1604, 40. 

Kojałowicz Wijuk Piotr S. J. Najmłodszy brat Wojciecha 
i Kazimierza, rektorów Akademii wileńskiej, był profesorem retoryki 
i filozofii w tejże Akademii. Podobnież jak i bracia, zajmował się piśmien- 
nictwem; nic z druku nie wydał, a rękopisy jego, będą według Jano- 
ckiego u Sanguszków w Wilnie i w bibliotece Załuskich w Warszawie; 
prawdopodobnie te ostatnie znajdują się obecnie w bibliotece publicznej 
w Petersburgu. Autografy według Janockiego były następujące: 

3543. Elogia Episcoporum Vilnensium ad Georgii Tyszkiewicz 
praesulis aetatem a Petro Wijuk Kojałowicz conscripta. 1651. Rękopis. 

3544. Elogia Michaelis Zienkiewicz, antistis ejusque coadjutoris 
Josephi Comitis Sapieha, 1737. Rękopis. 

Kochański Adam Adamandus S. J. Urodził się w Do- 
bryniu. Do Jezuitów wstąpił na Litwie, dlatego liczył się do prowincyi 
litewskiej. W Akademii wileńskiej słuchał teologii i równocześnie wy- 
kładał matematykę w tejże Akademii. Około r. 1660 był profesorem tma- 
tematyki w uniwersytecie mogunckim. Kiedy Jan Sobieski wstąpił na 
tron, powołał Kochańskiego do Wilanowa w charakterze nadwornego 
matematyka i bibliotekarza. Prof. S. Dickstein odnalazł i ogłosił jego 
listy do Leibnitza. Z dzieł Kochańskiego są znane: 

3545. Analecta mathematica, seu Theoreses novae mechanicae de 
natura machinarum fundamentalium et novo motionum machinalium 
principio universali et unico nec non de motus artificialis perpetui pos- 
sibilitate. »Cursus mathematicus« X. Kaspra Schott, Wiirzburg, 1661, 
fol. od 621—657. 

3546. Mathematicae posteritati M. Adamus Adamandus Kochański 
Polono-Dobriniensis e S$. J. Matheseos in Alma Universitate Moguntina 
profesor, eruditum id mathematicum studium decursare his numeris 
praelusit. »Cursus mathematicus« Schott i t. d. 

3547. Observatio de galina reviviscente. »Miscellanea Academiae 
Leopolitanae Naturae curiosorum« Dec. II. An. I. pag. 333. 


15% 


— 228 — 


3548. Observatio Mercurii in sołe visi An. 1690. »Supplementa ad 
Acta Eruditorum«. Lipsiae, tomus secundus, pag. 276. 

3549. Opuscula VIII ad Mathesim, Mechanicam etc. spectantia. 
»Acta Eruditorum Lipsiae« od r. 1682— 1687; i »Opuscula Actis insertae 
tom I, Wenecya, 1740, str. 50, 316, 322, 336, 339, 340, 444, 503. 

Kołakowski Jan S. J. Pochodził z Mazowsza. Był przez wiele 
lat kaznodzieją w Warszawie, potem w Nowogródku profesorem filozofii; 
w Uniwersytecie wileńskim etyki, prawa kanonicznego i teologii, tudzież 
sekretarzem i bibliotekarzem Uniwersytetu. Od roku 1750 był rektorem 
w Połocku, gdzie zakończył życie przed r. 1773. Podobno był płodnym 
autorem, że zaś prace swe wydawał bezimiennie, przeto nie umiemy ich 
wskazać. 

Kołakowski Stanisław S. J. Był profesorem humaniorów 
w Akademii w r. 1592. O jego pracy naukowej mówiliśmy pod nume- 
rem 3016 spisów bibliograficznych. 

Kontrym Ignacy S. J. Był profesorem w Uniwersytecie wileń- 
skim. W r. 1777 miał tytuł adjunkta pierwszej klasy. Był później pra- 
łatem wileńskim. 

Korman Jan S. J. Rusin, nowicyat odbywał w Polsce, nauki 
studyował i ukończył we Włoszech. Był przez trzy lata penitencyaryu- 
szem na Watykanie. Powróciwszy do Polski, uczył filozofii i etyki w Wil- 
nie, gdzie umarł :3 września 1686 roku. 

3550. Assertiones Canonicae de regularibus et transeuntibus ad 
religionem. Wilno, 1686, 129. 

Korowicki Aleksander. Pochodził z Białostockiego, gdzie 
się urodził w r. 1797. Nauki początkowe odbywał u Pijarów w Drohi- 
czynie i w gimnazyum białostockiem. W Uniwersytecie wileńskim stu- 
dyował nauki prawne, które ukończył ze stopniem magistra obojga praw. 
W r. 1826 powołany został do wykładów prawa cywilnego krajowego. 
Wykłady prowadził według kursu przez siebie ułożonego; gdy Jarosze- 
wicz objął tę katedrę, polecono Korowickiemu w r. 1827 wykłady prawa 
cywilnego rosyjskiego, i do tego wykładu ułożył swój kurs. Po zam- 
knięciu Uniwersytetu przeniesiony został do Petersburga, gdzie wszedł 
do komitetu ustanowionego przy drugim oddziale przybocznej kancelaryi 
cesarskiej, dla rewizyi praw. W tymże komitecie pracowali już: Malew- 
ski Franciszek a później Ignacy Daniłowicz. W r. 1841 powołanym 
został do Uniwersytetu moskiewskiego, jako profesor zwyczajny od r. 
1845 dla wykładów prawa polskiego dla młodzieży z Królestwa. Na tem 
stanowisku dosłużywszy się emerytury, osiadł w Warszawie, gdzie w r. 
1864 zakończył życie. 

Będąc jeszcze adjunktem w Wilnie, ogłosił kilka podręczników 


— 220 — 


z dziedziny prawa, które napisane są wyborną polszczyzną, jaka cechuje 
wszystkie owoczesne prace uczonych wileńskich. O niektórych wzmian- 
kowaliśmy wyżej (2515, 2516); tu należą: 

3551. Porządek sądzenia spraw w rządzącym Senacie i Radzie 
Państwa. Wilno, Zawadzki, 1827, 8? X. 5g. 

3552. Porządek sądowy kryminalny podług praw rosyjskich, z do- 
daniem odmian guberniom zachodnim właściwych. Wilno, Zawadzki, 
1831, 80. 

Korsak Jan SŚ. J. Profesor teologii w Akademii wileńskiej. Uro- 
dził się na Rusi dnia 24 czerwca 1703 r.; do zakonu wstąpił 14 sier- 
pnia 1720 r., gdzie ukończył nauki ze stopniem doktora filozofii i nauk 
wyzwolonych. Wyświęcony na kapłana 1736 r., nauczał gramatyki lat 2, 
wymowy 2, filozofii lat 3; teologii w Połocku lat 2, kaznodzieją był 
lat 8, prefektem szkół lat 2, ministrem lat 4, duchownym 3 lata, instruk- 
torem księży lat 6, rektorem w Zodyczu i superiorem w Błoni. Po ska- 
sowaniu Jezuitów pozostał przy Akademii jako profesor teologii. Umarł 
w r. 1789. Ogłosił: 

3553. Kazanie na obłóczynach imp. Platerównej, wojewodzianki 
inflantskiej, zakonu SŚ. Benedykta. Wilno, 1744, 49. 

3554. Rok jak dzień krótki i dzień jak rok długi, co do wieczno- 
Ści rekompensy albo krótki na każdy dzień roku dla Matki Boskiej 
przysługi, przez aktualnego teologii profesora. Wilno, druk Akad. S. J. 
1747, 89. 

3555. Rok łaski, rok Janowy, na każdy dzień jakiego Świętego. 
albo błogosławionego, lub cnotami sławnego Jana remonustrujący, nie- 
gdyś od KXiędza Jana Nadazego S. J. po łacinie, a teraz z przydatkiem 
wielu rzeczy ojczystym językiem opisany i roku jubileuszowego 1750 
wydany. Wilno, 1750, druk Akad. S. J. 80. 

3556. Punkt honoru świętych Józefa, Joachima i Anny, jak re- 
spektem ich godności drobny, lub do kamyka Danielowego podobny 
z punktu wielką górę całą ziemię zapełniającą, przemieniony słowy, cno- 
tami, cudami wielkich tych świętych Świat litewski napełniający, opisany. 
Warszawa, druk Ś. J. 1750, 8? 51o. 

3557. Trybut powinnej wdzięczności S. Kazimierzowi Królewiczowi 
polskiemu, ojczyzny swojej defensorowi, doznanemu w różnych potrze- 
bach patronowi, imieniem wdzięcznej za dawniejsze i teraźniejsze dobra- 
dziejstwa Litwy, różnemi pochwałami wypłacony. Nieśwież, druk S. J. 
1751, 89 150. 

3558. Koronka nie już z 12 gwiazd świetnych, ałe z dni świętych 
honorowi Matki Boskiej dedykowanych złożona, albo refleksye i przy- 


sługi na różne festa Maryi Panny służące. Wilno, druk Akad. S. J. 
1759, 89. 

Pod numerem 2666 podałem zbiór kazań na rok cały. 

Korycki Karol S. J. Profesor Akademii wileńskiej, kaznodzieja 
sławny. Urodził się na Litwie, w ojczystym majątku Dzitryki, w po- 
wiecie lidzkim, 3 listopada 1702 r. Do zakonu wstąpił w Wilnie 1717 r. 
i profesyę czterech ślubów uczynił 2 lutego 1736 roku. Uczył grama- 
tyki lat 2, humaniorów 2, filozofii 3, teologii dogmatycznej 3 lata. Był 
kaznodzieją lat 5, penitencyarzem na Watykanie 2 lata, nakoniec sub- 
stytutem asystenta polskiego. Rządził kollegium w Nieświeżu, a na kon- 
gregacyi XIX w r. 1767 wybrany został asystentem prowincyi polskiej 
i razem z Wawrzyńcem Ricci, generałem Jezuitów, w zamku św. Anioła 
w Rzymie zamknięty został, gdzie umarł. Człowiek uczony i w zgroma- 
dzeniu bardzo zasłużony. Są w druku liczne jego kazania bezimiennie 
wydane. Jedno zaś tylko pod jego nazwiskiem wyszło: 

3559. Kazanie na pogrzebie Sapiehy, koadjutora wileńskiego. Wilno, 
1755, 4 

Albertrandi uważał go jako najpierwszego mistrza nauk i gustu 
w literaturze Jezuitów, mianowicie u Jezuitów na Litwie, a to daleko 
pierwej, niżeli Konarski wydał sławne swe dzieło »de emendandit. 

Korycki Michał S. J. Profesor filozofii w Uniwersytecie wi- 
leńskim w r. 1755. Urodził się w r. 1714 we wsi Dzitryki w powiecie 
lidzkim, był rodzonym, młodszym bratem Karolem. Oddany do szkół 
jezuickich w Bobrujsku, po ukończonej retoryce, za przykładem Karola 
wstąpił do Jezuitów w Wilnie w r. 1730. Odbywszy nowicyat i ukoń- 
czywszy nauki uczył naprzód humaniorów w szkołach publicznych, 
a później rozpoczął wykłady w Akademii wileńskiej poetyki, wymowy, 
wreszcie filozofii. Przez lat 13 był następnie kaznodzieją akademickim 
wileńskim, w kollegiacie im. św. Jana w Warszawie i po innych miejscach. 
Rządził kollegium w Nieświeżu i prowincyą mazowiecką lat 5. Kiedy 
w pierwszej połowie XVIII wieku społeczeństwo polskie zaczęło się 
budzić z letargu — wówczas obydwaj Koryccy należeli do liczby tych, 
którzy seryo myśleli o poprawie szkolnej instrukcyi i gustu w literaturze. 
Dlatego dużo wpłynął w kollegium warszawskiem, będąc rektorem, na 
zmianę w systemacie uczenia. Szczególnych doznawał względów u króla 
Stanisława Augusta, dzięki temu, że słynął nawet za granicą jako poeta 
łaciński. Z dozwolenia generała zakonu uwolnił się od rządu prowincyi 
mazowieckiej i przeniósł się do Bobrujska, gdzie zatrudniał się kazno- 
dziejstwem aż do zniesienia zakonu. Król przypomniał go sobie i rekto- 
rem szkół mińskich niezwłocznie mianował, obdarzywszy go przytem 
medalem »merentibus«. Prócz tego prosił go król o przesłanie sobie 


— 231 — 


rękopisu jego wierszy, aby je kosztem królewskim wydrukować. Gdy 
się jednak uporządkowaniem i poprawą pism swoich zajmował, ciężką 
chorobą złożony, musiał przedsięwziętej pracy zaniechać. Przez cały rok 
prawie doświadczając ciężkich niemocy, zajmował się układaniem hymnów 
kościelnych, które drżącą z osłabienia ręką spisywał. Ostatnie te jego 
prace, również jak wiersz o powszechnem zakonu przywróceniu, zagi- 
nęły. Umarł w Mińsku 1o marca 1784. Ogłosił niektóre drobne rzeczy 
jak np. »Epigramma in Stanislaum Augustum Regem Poloniae«, » Elegia 
cum deposita praefectura Masoviae valediceret Josephi Załuski Eppo 
Kijoviensi et Czernichov.«, »Elegia ad Joannem Danielem Janocki«. 
Wiele jego wierszy łacińskich znajduje się w dziełku Janockiego: » Mu- 
sarum Sarmaticarum Specimina novac. 

3560. Serenissimo Stanislao Augusto R. P. M. D. Lith. pro aureo 
numismato Eucharisticon. Warszawa, 1780. 40, kart. 10. 

3561. Dirae in vulcanum qui in bonis II1. et Excell. D. Joachimi 
Chreptowicz Procancel. MD. Lith. officinam ad conficiendum ferrum, 
magnis expensis magnisq. utilitatibus constructum, in cinere redegit. 
Warszawa, 1780. 40, k. 6. 

Jezuici połoccy zebrali wszystkie prawie poezye Koryckiego i wydali: 

3562. Carmina M. Korycki S. J. Połock, druk. Akad. S. J. 1818, 
80 155. 

Korytyński Feliks S. J. Profesor wymowy, historyi i geo- 
grafii w Uniwersytecie wileńskim w r. 1755. 

Korza Benjamin. Przy zbieraniu wiadomości biograficznych 
o Bazylianach, profesorach w Uniwersytecie wileńskim, natrafiamy na 
brak Źródeł. Przyczynę tego wyjaśnia X. Ferdynand Homolicki w liście 
do swego brata profesora Homolickiego, datowanym z Żyrowic 20 paź- 
dziernika 1842 roku. Na prośbę profesora, aby zebrano w Żyrowicach 
wiadomości o Bazylianach profesorach, odpisuje: »Archywum prowin- 
cyonalne Bazyliańskie znajdowało się kiedyś w Żyrowicach, lecz po od- 
kryciu tu Seminaryum przeniesionem zostało do Bytenia, i tam w czasie 
pożaru w znacznej części spłonęło. W konsystorzu wiadomości o zakon- 
nikach ledwie sięgają 1828 roku, gdyż pierwej Bazylianie do konsystorza 
nie należeli. W Byteniu ze szczątków pozostałych papierów i od starych 
zakonników można było zebrać następne wiadomości, za których jednak 
pewność ręczyć nie można w zupełności. X. Benjamin Korza, syn Grze- 
gorza i Katarzyny, pochodzi ze szlachty rzymskiego wyznania, słonim- 
skiego powiatu, dereczyńskiej parafii. W r. 1779 Decembra 12 dnia, przy- 
jął profesyą w Byteniu mając lat 17; posiadał już wtenczas jakoby do- 
brze języki: łaciński, grecki, niemiecki, francuski i ruski. Umarł w roku 
i809 z apopleksyic. 


Z formularza służbowego w r. 1800 przedstawionego do Peters- 
burga okazuje się, że Korza wówczas był wiceprofesorem teologii drugi 
rok, miał lat 37, co się zgadza z powyższą notatką Homolickiego, że 
Korza rodził się w r. 1762. Pobierał nauki w Żyrowicach i w Uniwer- 
sytecie wileńskim; o jego wykładach teologii mówiliśmy powyżej. Dodamy, 
że nie mamy żadnych wiadomości, czy Korza drukiem ogłosił lub pozo- 
stawił w rękopisie jaką pracę naukową. 

Kosiński Stanisław S. J. Urodzony na Mazowszu 1587 r. 
Do zakonu Jezuitów wstąpił w 1602 roku. Mąż pełen powagi, gorliwości, 
coadjutor spiritualis, rektor w Dorpacie, Połocku ; profesor teologii 
w Wilnie. Podczas jego profesury wybuchła morowa zaraza w Wilnie. 
Odznaczył się zaparciem usługując chorym. Umarł w Resslu w Prusach 
22 kwietnia 1657. 

3563. Żywot i męczeństwo Bł. Jozephata Biskupa i Męczennika, 
szerzej zebrane przez X. ..... S. J.. teraz dla pospolitego wiernych zbu- 
dowania krótko do druku podane, przez jednego kapłana tejże Societatis. 
Wilno, druk Akademii S. J. 1665, 40. 

Krasnodębski Adam S. J. Wychowaniec i profesor filozofii 
i teologii w Akademii wileńskiej. O jego pracy filozoficznej mówiliśmy 
wyżej (2216). Następnie wykładał w kollegium warszawskiem. Zakończył 
życie w r. 1701. 

3564. Suspensio indulgentiarum, remissionum , facultatum, sub 
magnoanni S. Jubilaei explicata a P. ..... S. J. S. T. D. SS. Can. pro- 
fore. Wilno, druk Akad. s. a. 80. 

Krassowski Kajetan. Pochodził z Wołynia, przykładał się do 
nauk matematyczno-fizycznych w Uniwersytecie wileńskim, które ukoń- 
czył ze stopniem doktora filozofii. Następnie w gimnazyum witebskiem 
był nauczycielem historyi naturalnej i technologii; przeniesiony do Wilna 
wykładał w Uniwersytecie wileńskim od r. 1814 fizykę, podług kursu 
przez siebie ułożonego, a od r. 1819 wykładał agronomię aż do objęcia 
tej katedry przez Oczapowskiego w roku 1822. Krassowski po usu- 
nięciu się z Uniwersytetu był dyrektorem gimnazyum wileńskiego i na 
tem stanowisku dosłużył się emerytury. O jego pracach naukowych 
mówiliśmy wyżej (757—758, 1303). 

Kreitz von Kreitzen Karol S. J. Urodzony w roku 1607 
w Miśnii ze szlachetnych, protestanckich rodziców. Słuchał filozofii w Wie- 
dniu i mając lat 20 do zakonu wstąpił w roku 1627. Następnie 
w Wilnie przykładał się do teologii, gdzie stopień pozyskał i różne 
nauki wykładał. W całym biegu życia swego zakonnego dla nauki 
znakomitej i cnoty wszystkim był miły, niespracowany robotnik w win- 
nicy Pańskiej, 26 lat z wielkim dusz pożytkiem był kaznodzieją, 


któremu heretycy sami i przeciwnicy wiary naszej zasłużoną pochwałę 
oddawali. Bardzo wielu na łono prawdziwej religii przywiódł, zwłaszcza 
w Gdańsku, gdzie 9 lat mieszkał. Gorliwość jego i miłość zbawienia 
dusz najjaśniej się okazała w czasie, gdy głód i morowe powietrze na 
Gdańsk przyszły. W zbijaniu błędów kacerskich i pohańbieniu ich za- 
rzutów tak był szczęśliwym, że go nazywano młotem heretyków. Gdy 
na wsi, należącej do łomżyńskiego kollegium, swoje do druku już gotowe 
dzieło odczytywał, tknięty apopleksyą po nagrodę prac pospieszył 30 wrze- 
śnia 1660 roku (Brown). 

Z licznych dzieł jego, które Brown wymienia, nas tylko dwa inte- 
resują: 

3565. Von der vergifteten Quelle der Luterischen Lehre und von 
der heilsamen der Katolischen, Wilno 1648. | 

3566. Odpowiedź na częste owo pytanie: Gdzie to pisane jest? 
Katolicka prawdziwa i gruntowna, dyssydentów fałszywa albo płocha, 
po wielu łacińskich edycyach polskim językiem dana. Wilno, druk Akad. 
S. J. 1770, 120, 260. 

Kruszewski Franciszek S. J. Urodzony na Polesiu 19 kwie- 
tnia 1708 roku, wstąpił do Jezuitów 4 września 1727 roku, profesyę 
4 Ślubów uczynił 2 lutego 1745 roku. Uczył gramatyki 3 lata, teologii 
moralnej 4 lata. Doktoryzował się na doktora sztuk wyzwolonych i filo- 
zofii; był przełożonym drukarni przez lat 6. Później przez lat 8 był 
prokuratorem Uniwersytetu, ministrem lat 5, a w r. 1767 rządził już ósmy 
rok kollegium w Drohiczynie. 

3567. Odae VII. R. P. Mathaei Casimieri Sarbevii S. J. quae in 
libris lyricorum non habentur. Wilno, druk Akademii S. J. (za czasów 
przełożeństwa nad drukarnią Kruszewskiego) 1747, 120 24. Brown za- 
pewnia, że wspomniane Ody wydrukowane są w edycyi gdańskiej 
Z r. 1737. 

Krygier (Kriiger) Jędrzej S. J. Profesor Akademii wileńskiej, 
pochodził z Warmii. Po ukończeniu gimnazyum w Brunsbergu, tamże 
wstąpił do zakonu. Posiadał niepospolitą biegłość w naukach przyrodni- 
czych i w teologii, której uczył w Akademii wileńskiej przez lat zo. 
Podkanclerzym był lat ośm. Sławny profesor i znakomity uczony, za- 
kończył życie w Wilnie w 1718 roku, dożywszy późnej starości. O jednej 
pracy Krygiera wspominaliśmy wyżej (2932), ta jeszcze należy: 

3568. Punctum juris canonico legale. Vilnae, typ. Acad. S. J. 
1701, 47. 

Krygier (Kriiger) Oswald S. J. Wielce zasłużony profesor 
matematyki w Uniwersytecie wileńskim. Podobnie jak Jędrzej, pochodził 
z Prus, prawdopodobnie był bratem jego. Wstąpił do zakonu 1618 roku, 


więc około 1600 urodził się. Uczył teologii w Wilnie przez trzy lata, 
tyleż języka hebrajskiego, a matematykę przez lat 14 wykładał. Słynny 
był z pracowitości i nauki. Posłany do Nieświeża na rektora kollegium, 
odbudował spalony kościół. Około roku 1652 był przełożonym semina- 
ryum dyecezalnego wileńskiego, ale skutkiem nieporozumień między 
kapitułą a Jezuitami, porzucił to seminaryum i w nocy z 2 na 3 listo- 
pada wyniósł się do alumnatu papieskiego. Odznaczył się jako inżynier 
pod Gdańskiem, dokąd wezwany został przez Jana Kazimierza i tam 
umarł 16 maja 1665 roku. O niektórych jego pracach mówiliśmy (120, 
121, 176, 177, 178, 179, 180), Wiadomość o Krygierze zamieściła » En- 
cyklopedya wychowawcza« IV, 156. 

3569. Theoremata de oculo, optica, catoptrica, catoptrocaustica 
Wilno, S. J. 1641, 249. 

3570. Oculus. Wilno, druk Akademii S. J. 1642. 

3571. Theorecentriae, seu mathematicae de punctis et centris con- 
siderationes. Wilno, 1641, 240. 

3572. Exegesis festivitatis paschalis. Wilno, 1647, 247. 

3573. Iris, seu de coloribus apparentibus. Wilno, 1647, 247. 

O Krygierze pisze Preuschoff: »Saeculi sui Archimedes habitus, 
quia novarum artium inventor«. 

Ksiąszkiewicz Franciszek SŚ. J. Był profesorem języka 
łacińskiego w Akademii wileńskiej w 1755 r. 

Kukolnik Paweł. Urodził się dnia 24 czerwca 1795 roku 
w Zamościu, gdzie ojciec jego był podówczas nauczycielem. Mając lat 
g, udał się z rodzicami do Petersburga, dokąd był powołanym ojciec jego 
Bazyli na profesora do instytutu pedagogicznego. Od czasu opuszczenia 
Zamościa zaczął uczyć się po rosyjsku. Nauki rozpoczynał w szkole para- 
fialnej i na tej szkole wykształcenie swoje zakończył. Gdy zdał egzamin 
na kancelistę, otrzymał miejsce kancelisty w kollegium rzymsko-katolic- 
kiem. Matka jego gorliwa katoliczka, a ojciec unita obawiali się, aby 
wolnomyślny chłopiec dla karyery nie przyjął prawosławia, dla tego 
umieścili go w kollegium, ażeby się obracał wśród księży. Tak utrzy- 
muje biograf Kukolnika Szwerubowicz. Lecz Paweł, nie w ciemię bity, 
przeniknął zamiary rodziców, a nie podzielając ich, porzucił kollegium 
1 przeszedł na służbę do ministeryum dóbr państwa, gdzie przesłużywszy 
dwa lata, przeniósł się do departamentu poczt i tu po latach trzech 
otrzymał rangę registratora kollegialnego. Tak uposażony, mając stosunki 
w Połocku, a było to w tej epoce, kiedy tuzinami codziennie podpisy- 
wali Jezuici dyplomy doktorskie — otrzymał i Kukolnik dyplom doktora 
prawa, chociaż w szkole parafialnej prawa nie słuchał. Równocześnie 
prawie umarł mu ojciec, a Paweł nie widząc już żadnych przeszkód 


przyjął prawosławie i odtąd spływały na młodego doktora zaszczyty, 
rangi i ordery. Przedewszystkiem mianowany był przy ministeryum 
dóbr państwa tłómaczem, następnie przeszedł do ministeryum sprawie- 
dliwości, gdzie otrzymał rangę radcy dworu w r. 1824. Gdy Nowo- 
silcow mianowany został kuratorem wileńskim, a równocześnie podjęto 
w ministeryum oświaty pytanie, kogo mianować na miejsce Lelewela 
w Wilnie, wybór jednogłośny powołał na tę katedrę Kukolnika. Dotych- 
czas szliśmy za Szwerubowiczem. Mianowany profesorem zwyczajnym 
na katedrze historyi powszechnej 19 grudnia 1824 niezwłocznie przybył 
Kukolnik do Wilna. Wykładów prawie że nie miewał, był profesorem 
raczej nominalnym, i szczycił się protekcyą kuratora, która mu zape- 
wniała dostatnie utrzymanie. Tak współcześni utrzymują. Chcielibyśmy 
widzieć w tem przesadę, bo w ogłoszeniach lekcyi rok rocznie od 1826 
do 1831 czytamy jedno i to samo, że w takie a takie dni i godziny Ku- 
kolnik, kawaler orderu św. Anny trzeciej klasy, będzie wykładał historyę 
powszechną i statystykę. Gdyby przeto Kukolnik był nominalnym tylko 
profesorem, sądzę, że nie robionoby tej komedyi, za jaką powyższe ogło- 
szenie należałoby uważać. Lecz skutkiem kategorycznego a powszechnego 
zaprzeczania Kukolnikowi czynnego udziału w nauczaniu, nie jesteśmy 
w możności, dla braku źródeł, ocenić, o ile następca Lelewela spełniał 
swoje zadanie. Nawet Szwerubowicz, który w rocznym Kukolniku do- 
patrywał już pogardę dla unii, a później w Wilnie, z wielkiem nabo- 
żeństwem czytającego »Apostoła« w cerkwiach spotykał — o katedrze 
historyi prawie nic nie mówi. 

W akademii medyko-chirurgicznej był prefektem biblioteki i naucza- 
jącym języka rosyjskiego farmaceutów i weterynarzy, w akademii ducho- 
wnej wykładał historyę rosyjską i powszechną. Po zamknięciu akademii 
pozostał Kukolnik w Wilnie, jako cenzor ksiąg i nauczyciel historyi 
w seminaryum katolickiem duchownem. Na tem stanowisku wiele lat 
przepędził W r. 1866 pozyskał zupełne uwolnienie od wszelkich obo- 
wiązków służbowych. Odtąd z namiętnością oddawał się wierszowaniu. 
Utwory swoje, religijnej przeważnie treści, drukiem ogłaszał i znajomym 
rozdawał. Po Wilnie krąży wiele anegdotek wesołych o jego poemacie 
» Apostoł Juda«. 

Bolało go, że stał w cieniu dzięki sławie rodzonego brata Nestora 
Kukolnika, znakomitego literata i dramaturga. Kto chciał rozdrażnić 
Pawła, zaczynał opowiadanie o Nestorze, jako o znakomitym pisarzu 
rosyjskim (Russkaja Starina 1885, II). Jeżeli będziemy rozpatrywali pry- 
watne życie Kukolnika, a pozostawimy na uboczu jego aspiracye lite- 
rackie i naukowe, przekonamy się, że był to człowiek bardzo grzeczny, 
uprzejmy, usłużny; jako cenzor znał całą rzeszę piszących; jako nauczy- 


ciel seminaryum — miał dobre zachowanie u księży. Nie opuszczał ża- 
dnego obiadu odpustowego w Wilnie, a jak na Litwie mówią — brał 
udział w festach. Na tych obiadach lubił szeroko rozpowiadać o minio- 
nych czasach; gadulstwo to było bardzo pożądanem na takich zebraniach, 
bo Kukolnik długo żył, wiele widział, a wszystko pamiętał. Kiedy do- 
żywszy sędziwej starości, zakończył życie w Wilnie w dniu 3 września 
1884 roku, społeczeństwo polskie, które za własne uważał, wzięło czynny 
udział w oddaniu mu ostatniej posługi. 

Kulesza JanAlojzyS.]. Pochodził z Polesia. Do nauk przykła- 
dał się w Akademii wileńskiej, gdzie stopień naukowy pozyskał i później 
zajmował katedrę filozofii. Był misyonarzem w Moskwie, umarł w Wilnie 
w 1706 roku, zakonu 30. Głośnym jest z dzieła: » Wiara prawosławna 
(2868)«. Po Śmierci autora wyszły jeszcze następujące prace: 

3574. O początkach schyzmy. Wilno, druk Akad. S. J. 1747, 47. 

3575, Philosophia peripatetica. Wilno, druk Akad, S. J. 1749, 49, 
2 tomy. 

Kundzicz Tadeusz S. J. Pochodził ze szlachty litewskiej. 
Do nauk przykładał się w Grodnie, później jako Jezuita w Akademii 
wileńskiej, gdzie słuchał wymowy, filozofii, matematyki wyższej i stoso- 
wanej, teologii. Promowany na doktora nauk wyzwolonych i filozofii. 
Nauczał w niższych klasach w Wilnie poezyi pięć lat; następnie po 
kasacie Jezuitów był wiceprofesorem matematyki wyższej stosowanej trzy 
lata, od roku zaś 1780 profesorem zwyczajnym. Urodził się w roku 1747. 
W r. 1797 był nominatem kanclerzem kapituły wileńskiej, kanonikiem 
inflanckim. Jeżeli wierzyć Jundziłłowi (op. cit. 138), to Kundicz mało 
był obeznany z nauką, którą wykładał, mianowicie z matematyką wyższą 
stosowaną; był przytem leniwym i zaniedbującym swoje obowiązki. 
Prawdopodobnie tak było, albowiem przy reorganizacyi Szkoły Głównej 
na uniwersytet, na katedrę matematyki wyższej stosowanej ogłoszono 
konkurs, a Kundziczowi zaproponowano emeryturę. Mimo więc chęci 
został emerytem i jako taki zszedł z tego Świata dnia 15 stycznia 1829 r. 
w Wilnie, Był on ostatnim z Jezuitów w gronie profesorów Uniwersy- 
tetu wileńskiego, współtowarzysze jego poprzednio już zmarli. Jako 
kanonik wileński, sufragan trocki, kawaler orderu Św. Anny I klasy, 
rządził czas jakiś dyecezyą wileńską z ramienia Siestrzeńcewicza, którego 
względy umiał pozyskać głównie z powodu ody do metropolity przez 
siebie napisanej, a pełnej pochlebstwa. Ta ostatnia podobno zjednała 
Kundziczowi wysoki order, jakiego żaden z nauczających w Uniwersy- 
tecie nie miał. Mimo to, Kundzicz do nauk matematyczno-fizycznych 
szczerze był przywiązanym, przytem i rymotwórstwu się oddawał, jak 
niegdyś Poczobut. Pomimo że skąpy był niepomiernie, wyznaczył zadanie 


— 237 > 


do nagrody: »Dla czego nauki fizyczne wyżej postąpiły jak moralne» 
i sto dukatów za rozwiązanie powyższego złożył w oddziale moralnym. 

Kurzeniecki Marcin S. J. Urodzony na Mazowszu 1! listo- 
pada 1705, uczył się w Akademii wileńskiej i tamże nauczał, gramatyki 
lat dwa, tyleż retoryki; był misyonarzem na Litwie i na Białej Rusi 
dwadzieścia lat; rektorem, magistrem nowicyatów trzy lata, prowincya- 
łem trzy lata; powtórnie drugi rok rządził kollegium i nowicyatem 
w Nieświeżu w 1767 roku. O jego dziełach jak »Nauki z Ewangelii« 
i » Rozmowy kapelana« mówiliśmy wyżej (2594 i 2595). Oprócz powyż- 
szych ogłosił jeszcze: | 

3576. Mniejszy i większy katechizm. Wilno, druk Akad. S. J. 
1752, 49. | 

3577. Kazania X. ..... S. J. Wilno, druk Akad. S. J. 1754, 49. 

3578. Rezolucya sumienia penitentowi statyście od spowiednika 
dana. Warszawa 1758, 89% (anonim). 

3579. Wykład Pisma Starego i Nowego Testamentu nie tylko co 
do wyrażenia Historyi Ś. i moralnych nauk z niej wynikających, ale też 
co do niejakiego ułatwienia trudności wyroków boskich i tajemnic Wiary 
Ś. z nauką Kościoła Ś. Katolickiego Rzymskiego zgadzający się, a dla 
większej uczciwości tych materyi i dla przyjemniejszego czytania ojczy- 
stym wierszem ułożony, na większą chwałę P. Boga w Trójcy Ś. jedy- 
nemu, na wysławienie, gdzie się w nim zdarzy Najświętszej Bogarodzicy 
Panny Maryi i Świętych Bożych, na przyzwoite czytanie i rozmyślanie 
by można i Śpiewanie Zakonu Pańskiego po domach chrześcijańskich, 
ile we dni Święte na poskromienie porywczej do pisma Ś. bez wykładu 
ciekawości heretyckiej, na ohydę i przytłumienie przeciwnych tejże 
Biblii Ś. błędów, szerzącego się coraz bardziej w tem państwie niewier- 
nego żydowstwa, a oraz na oświecenie i przynętę Neofitów temi czasy 
przybywających i na, jak może być, czytającym zwłaszcza, zbawienny 
pożytek, za pozwoleniem zwierzchności kościelnej do druku podany 
przez X. ..... S. J. Rektora nowicyatu nieświeżskiego. Nieśwież, druk 
S. J. 1769 in fol. 2. 848. 

Langmajer Józef. Wezwany z Wiednia w 1784 na profesora 
medycyny praktycznej i kliniki, wykładał pierwszą z nich do r. 1800, 
w którym to czasie otrzymmawszy 200 rubli emerytury, przeniósł się na 
powrót do Wiednia. On to sprowadził do Wilna Lobenweina, w czem 
mu był pomocnym Briótet, który, udawszy się w podróż do Warszawy, 
wyrobił dla siebie patenta a także dla Lrobeweina. Langmajer, jak rze- 
kliśmy, był powołanym i na profesora kliniki, a jakkolwiek rok rocznie 
otwarcie jej zapowiadał, zdążył wysłużyć 16 lat, a kliniki nie założył. 
Był dobrym podobno chemikiem; odnośnie działalności jego profesorskiej 


ARE 238 =< 


nie umiemy nic powiedzieć, gdyż oprócz programatów, o których mówi- 
liśmy wyżej, niczem nie zaznaczył działalności naukowej w Wilnie. 
Umarł w Wiedniu ro listopada 1810 roku. 

Langsdorf KarolChrystyan. Urodził się w Neuheim w Hes- 
Ssyl 15 maja 1757 r. Pierwotnie był urzędnikiem warzelni soli, potem 
profesorem konstrukcyi maszyn w Erlangen, skąd w r. 1804 powołany 
został do Wilna. Był on pierwszym profesorem technologii i mechaniki 
w znaczeniu europejskiem. Wykłady z dziedziny hydrostatyki, hydrauliki 
i mechaniki zarówno jak i technologii prowadził po łacinie. Bardzo 
świetnie zainaugurowane wykłady, z wielką dla słuchaczy korzyścią, 
trwały bardzo niedługo; z przyczyn waśni domowych, że się tak wyrażę, 
opuścił Wilno w r. 1806, powrócił do Niemiec, osiadł w Heidelbergu, 
gdzie z czasem został rektorem uniwersytetu i gdzie umarł w roku 1834. 
Józef Frank w swoich pamiętnikach (Op. cit. II. 420) wspomina, że 
Langsdorf szczycąc się sławą i wziętością w Niemczech, spodziewał się 
podobnegoż i na Litwie przyjęcia, co go atoli nie spotkało. Pochlebne 
obchodzenie się z Frankami do reszty miało go rozjątrzyć«. Nie lubiąc 
ani kraju, pisze Frank, ani mieszkańców, wkrótce pożegnał Wilno i prze- 
niósł się do uniwersytetu w Heidelbergu; odjazd ten wielką i rzeczy- 
wistą sprawił stratę nie tylko dla Wilna, lecz dla Litwy....« W powyż- 
szem, o ile mnie się zdaje, jest przeistoczenie faktu; z jednej strony 
zarząd Uniwersytetu niczego nie szczędził, aby Langsdorfa zatrzymać, 
a gdy to się nie udało, na posiedzeniu publicznem 28 czerwca 1806 r. 
pożegnał Langsdorf uniwersytet, stosownie przemawiając. Po tem rzewnem 
przemówieniu odpowiedział mu rektor Strojnowski w imieniu całego 
grona profesorskiego z szacunkiem, wdzięcznością i uwielbieniem nale- 
żnem pracom jego — przytem wręczył mu dyplom na członka honoro- 
wego Uniwersytetu. Że Langsdorf nie był źle usposobionym dla kraju, 
jak utrzymuje Frank, wnoszę z tego, że w dziele swem: » Neuere Erwei- 
terungen der mechanischen Wissenschaften, besonders zur Vervollkom- 
nung der Maschinenlehre etc. i t. d. Mannheim 1816« wspomina z wielką 
rzewnością o Wilnie, a porównywając uczącą się młodzież w trzech uniwer- 
sytetach, w których nauczał, najwięcej pochwał udziela młodzieży wileńskiej. 
Prof. Langsdorf był niezmordowanej pracowitości, bo oprócz wykładania 
lekcyi publicznie sześć razy po półtorej godziny, to jest po dziewięć go- 
dzin w tygodniu, każdemu radzącemu się w naukowych wątpliwościach 
najchętniej dawał objaśnienia nie tylko ustnie ale często i na piśmie; 
z prawdziwą troskliwością uczony ten profesor dbał o pożytek uczniów; 
jak zaś chlubną oddawał im sprawiedliwość, znajdujemy dowody urzę- 
dowe, które z autografu przechowywanego w aktach Uniwersytetu wileń- 
skiego przedrukowały » Wizerunki« (1840, XVI, 150). Rzadkie te doku- 


menty, niemałe światło rzucają na ówczesną epokę. O pracach Langs- 
dorfa ogłoszonych w Wilnie, mówiliśmy wyżej (1000, 1030). 

Lans Jan S. J. Rodem z Belgii, mąż pobożności i nauki nie- 
pospolitej, a najbardziej w czczeniu Boga znakomity, już w podeszłym 
wieku ćwiczył się w wymowie, filozofii i teologii, prawnik w Bononii 
doktoryzowany, do Towarzystwa wstąpił w Wilnie 1583; w Akademii 
wykładał wymowę, a także w Poznaniu i Jarosławiu nauczał kleryków 
Jezuitów i Świeckich przez lat kilka i w pośród tej pracy umarł w Ja- 
rosławiu 1591, mając lat 5o (Brown). 

Nobilis Poloni pro Societatis Jesu Clericis oratio 1 in ficti Equi- 
tis Poloni in Jesuitas actionem primam. S. J. 15go, 47. 

Laskowski Szczepan S. J. Mazur, urodził się 21 sierpnia 
1652 r. W Akademii pobierał nauki i przez cztery lata uczył humanio- 
rów, potem był gorliwym misyonarzem, rektorem w Połocku przez lat 
trzy i prokuratorem w Wilnie, gdzie umarł 4 listopada 1713. Działalność 
swoją literacką zaznaczył szeregiem panegiryków dla magnatów (Brown). 

Laterna Marcin S. J. Urodził się w Drohobyczu na Rusi 
w r. 1553. Początkowo przykładał się do nauk w Kaliszu, potem wstą- 
piwszy do Jezuitów w Brunsbergu 1571, tam odbywał nowicyat i nauki 
humaniora; teologii słuchał w Wilnie i tu stopień doktora teologii po- 
zyskał. W Akademii czas jakiś nauczał wymowy i naówczas zasłynął 
jako znakomity kaznodzieja. Wezwany przez króla Stefana po Soko- 
łowskim na kaznodzieję nadwornego, był przy królu w obozie podczas 
ówczesnych wypraw wojennych. Miewał kazania dla króla po łacinie, 
dla dworu po polsku. Batory sam dobry łacinnik, cenił Laternę za jego 
czystą, gładką, po rzymsku przybarwioną łaciną. W r. 1586 wysłany 
był przez króla do Rzymu, po powrocie poświęcił się całkowicie kazno- 
dziejstwu. Głośne były jego misye apostolskie, w Krakowie, Wilnie, 
Grodnie a nakoniec we Lwowie, dokąd przeniesiony po Śmierci króla 
Stefana zarządzał tam przez lat siedm kollegium i z wielką sławą upra- 
wiał kaznodziejstwo. Przez Zygmunta III wezwany za teologa do dworu, 
pełnił te obowiązki razem ze Skargą, którego często wyręczał, w zdol- 
ności zaś, wymowie i piękności języka polskiego temuż nie ustępował. 

Pod ten czas wybrał się był z królem Zygmuntem w niebezpieczną 
podróż do Szwecyi, skąd powracając, schwytany przez żołnierzy floty 
nieprzyjacielskiej Karola Sudermańskiego, w worek zaszyty i w morze 
rzucony został 30 września 1598 r., mając lat 45 wieku. 

Kazań jego w druku nie mamy, zostały tylko dwie mowy po- 
chwalne: 

3580. Oratio in exequias funebres D. Stephani Pol. regis laudatis- 
simi. Kraków, 1588, 40, 49. W mowie tej rozwodzi się uczenie i po 


krasomówsku o zasługach zmarłego monarchy; pod względem stylu 
i smaku, mowa ta należy do klasycznych. 

3581. Oratio in exequias funebres de praeclaris in Kcclesiam et 
Rempublicam meritis D. Valeriani Protasewicz episcopi Vilnensis. Kra- 
ków, 1588. 

Mowa ta jest ważnym zabytkiem a i źródłem do dziejów Akademii 
wileńskiej. W aktach synodu lwowskiego r. 1593 znajduje się Kazanie 
Laterny, miane na początku tego synodu. Głównym jednakże dziełem 
Laterny jest jego książka do nabożeństwa p. t. 

3582. Harfa duchowna, to jest dziesięć rozdziałów modlitw kato- 
lickich. Przydana do każdego rozdziału nauka o tych rzeczach, które 
się w modlitwach zawierają, a na niektórych miejscach wykłady z przy- 
piskami, psalmy i modlitwy objaśnione. Napisana przez D..... Kraków, 
Andrzej Piotrkowczyk 1583, 80, 886. 

Wszystkich wydań było 60, jak utrzymuje Dzieduszycki. Są to 
nauki i rozmyślania, tudzież modlitwy wyjęte z Pisma św., Ojców Ko- 
Ścioła, z mszałów, brewiarzów i godzinek N. M. Panny, których po kon- 
cylium trydenckiem Kościół Św. używał, nadto tak zwanych rajów 
duchownych czyli ogrodów (hortuli), to jest zbiorów dawnych pieśni 
i modlitw, do których przydane są i nowsze. Dzieło zalecające się traf- 
nym rzeczy wyborem, pięknością polszczyzny i wdzięczną prostotą wy- 
słowienia, stąd wielce u współczesnych było poważane i wzięte. Wyjątki 
z listów jego pisanych po łacinie do rektora kollegium wileńskiego 
w r. 1581 o Ówczesnej wojnie z Rosyą, umieszczone są w dziele Tur- 
geniewa: Hist. Rus. monum. I, 354. 

Obszerny żywot Laterny podał Stanisław Niegoszewski w dziele 
p. t. »Laterna Poloniae«, Kraków, 1599. Druga o nim książka po łacinie 
wyszła w 1661 p. t. Martinus Laterna; po polsku zaś żywot jego wraz 
z żywotem Skargi drukowano w Krakowie 1673 (Dzieduszycki, Siar- 
czyński). 

Laupman Henryk. O życiu tego zasłużonego pracownika 
prawie że nic nie wiemy. Był medyko-chirurgiem Uniwersytetu wileń- 
skiego,, ostatecznie radcą dworu, prosektorem przy Bojanusie, później 
przy Muyschelu. Ten brak wiadomości o Laupmanie może się w czę- 
Ści i tem objaśnić, że długie lata przepędził on na mozolnej pracy 
w gabinetach zootomicznym i zoologicznym; nie miał przeto czasu po- 
myśleć o sobie, o przyszłości, aby jakąś pracą literacką wybić się nad 
poziom i pamięć o sobie utrwalić. Imię jego często cytowaliśmy poprze- 
dnio; lecz zasługi jego, aczkolwiek znaczne, nie były należycie ocenione. 
Bojanus, gdyby raz jeszcze był tak genialnym, jakim był bez wątpienia, 
połowyby tego nie zrobił, gdyby nie miał takiego sumiennego i zdol- 


nego pomocnika, jakim był Laupman. O jego pracach literackich wyżej 
mówiliśmy (2197). W r. 1829 wydał w Wilnie: 

3583. O wypychaniu i zachowywaniu zwierząt klas wszystkich, 
oraz urządzaniu i utrzymywaniu ich po gabinetach historyi naturalnej 
i t. d. Wilno, druk Manesa i Zytnela, 1829, 89% 220, tablic KII. 

Dziwna rzecz, że i na tym punkcie znajdowali się uzurpatorzy, 
którzy nie wahali się dzielić z tym skromniutkim dorobkiem naukowym, 
przyznając się bezprawnie do autorstwa. Po zamknięciu Uniwersytetu 
Laupman w charakterze prosektora przeszedł do akademii. Po paru 
latach miejsce, które zajmował, okazało się odpowiedniem dla Mirama, 
kuzyna czy znajomego tylko Eichwalda, potężnego przeto protektora. 
Eichwald nie zaniedbał poruszyć wszystkich sprężyn i Laupman uwol- 
niony został od służby z pensyą 1333 rubli asygnacyjnych, a Miram 
objął po nim posadę. Pracowity żywot zakończył Laupman w 1855 r. 

Lauxmin Zygmunt S. J. Urodził się na Żmudzi w r. 1596. 
Do zgromadzenia Jezuitów wstąpił w Wilnie 1616 r.; tu odbywał no- 
wicyat; w Akademii, po ukończeniu kursu nauk ze stopniem doktora 
teologii, uczył wymowy i poezyi lat 7. Słynnym był hellenistą i kazno- 
dzieją. Wielkie miał zachowanie u przełożonych zarządzając kollegiami 
w Płocku, Połocku i Krożach. Był wiceprowincyałem litewskim. Wybie- 
rany od prowincyi dwa razy do Rzymu, znajdował się na kongregacyi 
X i IX. Mąż głębokiej pokory i nauki. Umarł w Wilnie 11 września 
1670 roku. Wydał z druku oprócz licznych kazań, wiele innych dzieł. 
O pierwszej gramatyce greckiej oryginalnie przez Lauxmina w Polsce 
napisanej, mówiliśmy wyżej (3018); podobnież podaliśmy wyżej (2771) 
dzieło teologiczne, w którem autor daje wskazówki pomocnicze kazno- 
dziejom, wskazując właściwe ich powołanie. Prócz tego ogłosił: 

3584. Praxis oratoria et praecepta artis rhetoricae. Brunsberga 1658, 
120; Frankfurt 1675; Wiirzburg 16go. 

3585. Demonstratio Ecclesiae Catholicae. Wilno 1643, 120; 1645; 1648. 

3586. Ars et praxis musicae. Wilno 1668, 47%. Ciekawy wykład 
muzyki owego czasu. 

Le Brun Andrzej. O jego życiu nie wiemy, skąd pochodził, 
gdzie się do nauk przykładał. Wiadomo tylko, że był uczniem sławnego 
Pigala, a przy królu Stanisławie Auguście był nadwornym rzeźbiarzem, 
sprowadzonym przez niego do Polski. Później zamieszkał w Petersburgu. 
Kto go rekomendował Uniwersytetowi, także nie wiem. Jest tylko pe- 
wność wszelka, o czem we właściwem miejscu odnośną korespondencyę 
przywiedliśmy, że w r. 1803 Uniwersytet zaprosił go na profesora nad- 
zwyczajnego, z pensyą 1000 rubli. Le Brun miejsce przyjął i rozpoczął 


UGIWERZYIET WILEŃSKI. TOM III. 16 


wykłady. Nie wiele co sprawiwszy, gdyż jednego tylko 'Jelskiego wy- 
kształcił, zakończył życie w Wilnie w r. 18u1. 

Lehman Fryderyk. Wspominaliśmy poprzednio, że pracował 
przy Saundersie, że musiał być dobrym technikiem, ale pod względem 
wykształcenia ogólnego musiał być słabym, kiedy nie miał żadnego sto- 
pnia naukowego. Gdy Kiśling ukończył nauki i został adjunktem szty- 
charstwa, wówczas i Lehman jako jego pomocnik więcej jest znanym. 
Szczegółów jego życia nie znamy. O sposobie prowadzenia szkoły poda- 
liśmy wyżej. Sprowadzony był do Wilna przez Bojanusa. 

Lelewel Joachim. Urodził się w Warszawie 22 marca 1766 r. 
z ojca Karola, konfederata barskiego, później urzędnika w Komisyi edu- 
kacyjnej. Od lat dziecinnych okazywał szczególniejsze zamiłowanie do 
pracy umysłowej. Od roku 1801 pobierał nauki w konwikcie pijarskim 
i wówczas już zaprawiał się do piśmiennictwa. Od r. 1804 był w Wil- 
nie w Uniwersytecie, gdzie kolegował z Twardowskim, Borowskim 
i innymi zajmującymi w późniejszych czasach i w społeczeństwie i w lite- 
raturze wydatne imię. Groddek i Hussarzewski nie mało wpłynęli na 
młodego, a już autora, czyli jak sam siebie nazywał »zdziełcę<. Wówczas 
bowiem napisał »Historykę« i » Eddę«c. Z Wilna, chociaż był kandyda- 
tem do stanu nauczycielskiego, przeniósł się do Krzemieńca przy pro- 
tekcyi wielu osób, jak Czackiego, księcia generała ziem podolskich, 
wreszcie rektora Śniadeckiego; nie odsługiwał przeto obowiązkowych lat 
za pobierane nauki. W Krzemieńcu wykładał geografię, a noty wówczas 
poczynione posłużyły mu później do napisania sławnego dzieła: » Bada- 
nia starożytności pod względem geografii«<. Na tem stanowisku długo 
nie pozostawał, lecz powrócił do Warszawy, wstępując po drodze do 
Porycka, gdzie dużo wyciągów porobił i dużo rzeczy przeczytał, Od 
r. 1813 zaczął się w nim rozwijać nieprzeparty pociąg do pisania dzie- 
jów ojczystych. W przeciągu dwóch miesięcy i to niepełnych napisał 
dzieje Polski do Batorego, lecz pracy tej nie wydał; wyszła ona już po 
śmierci Lelewela jako tom XIII dzieła: »Polska, dzieje i rzeczy jej«. Będąc 
w owym czasie cenionym już autorem poznał się z wpływowymi bardzo 
ludźmi, jak Kołłątaj i Chreptowicz i z wielu członkami Towarzystwa 
przyjaciół nauk, do grona którego wezwany został w r. 1814. Równo- 
cześnie prawie wydał: »Pomniejsze pisma geograficzno- historyczne«, 
które z wydaną poprzednio »Eddąc, z »Rzutem oka na dawność litew- 
skich narodów i związków ich z Herulami«; jak również z podaniem 
»Opisu północnej Europy w księdze XXIII Ammiana Marcelina zawar- 
tego« i rozprawą: »O najdawniejszych dziejopisach polskich«, poczyna- 
jąc od krytycznego przeglądu »rozprawy Bohusza o początku narodu 
i języka litewskiego«; — wreszcie »Uwagami nad Mateuszem herbu 


Cholewa« — utorowały mu drogę do katedry historyi powszechnej 
w Uniwersytecie wileńskim. Jakkolwiek mniej przygotowani zajmowali 
katedry w Wilnie, Lelewel pełnił nowe te obowiązki zastępczo, już to 
dla tego, że nie miał wówczas stopnia naukowego, a powtóre że przy- 
wiązana do katedry tej pensya profesora zwyczajnego była rozszarpaną 
dzięki nieoględnemu rozporządzeniu ministra oświaty. Od r. 1815 do 
1818 zajmując katedrę w Wilnie, dużo rzeczy i to wartościowych napisał 
i drukiem ogłosił, że wspomnimy tylko o »Historyce«, » Dziejach staro- 
żytnych«, » Badaniach geograficznych«, i wielu artykułów, które w czaso- 
pismach umieszczał, a w których dawał się poznać ze swemi wierzeniami 
i pojęciami naukowemi, a także społecznemi. Ponieważ Lelewel, mimo 
tylu dowodów głębokiej swej nauki, stopnia naukowego nie pozyskał, 
a nie zanosiło się na to, aby owa tymczasowość zamieniła się na coś 
pewniejszego; przeto skorzystał z propozycyi uczynionej mu z Warszawy, 
aby zająć miejsce w nowo otworzonym uniwersytecie bibliotekarza i pro- 
fesora. Opuścił Wilno, lecz w Warszawie spotkał go zawód, bo biblio- 
teka poruczoną została Lindemu. 

Na katedrze bibliografii, jaką mu ofiarowano, zyskał nie uczniów, 
bo katedra była bez znaczenia, lecz materyały do sławnego dzieła swego: 
»Bibliograficznych ksiąg dwoje«. Zajmując się w bibliotece, ogromne 
zbierał materyały, które potem posłużyły mu do napisania niejednego 
znakomitego dzieła. Z tego więc punktu rozpatrując działalność Lelewela 
w Warszawie, widzimy, że była ona bardzo ważną dla jego przyszłości 
literackiej i naukowej. W tym czasie napisał między innemi »Rozbiór 
Pielgrzyma w Dobromilu«, w którym rzucił uwagę, że przed zaprowa- 
dzeniem w okolicach Wisły chrześcijaństwa, wszystek lud był wolny, 
stan rolniczy równy orężnemu, dopóki wzrastające w słowiańszczyźnie 
mocarstwa i dojrzewający na Zachodzie feudalizm nie wywarły swych 
skutków. Przypuśćmy, że Lelewel był w tym wypadku echem niektórych 
pisarzy XVIII wieku, a między innymi Pilchowskiego Dawida, profe- 
sora wileńskiego, którv w broszurze: »O poddanych polskich« niemal 
tęż samą myśl podnosi pisząc: »Ta niewola, w której są teraz u nas 
poddani, nie była przedtem, jak teraz, ale stopniami rosła... W krajach 
pobraterskich nam Lutyków, Sasów i innych rząd był gminowładny, 
więc i u nas w pierwszych początkach podobny być musiał«. Dla tego 
ten pogląd Lelewela zanotowaliśmy, że był on przewodnim w dalszym 
życiu profesora, nie tylko na polu literatury, ale i polityki. Powiew ten 
demokratyczny Lelewela stworzył osobną skalę oceniania przeszłości 
i wytworzył inny punkt widzenia na przyszłość. Zachowanie się jego 
w sejmie, jako posła żelechowskiego i » Uwagi nad dziejami Polski i ludu 

16* 


jej« są wymowną illustracyą poglądów demokratycznych Lelewela, czyli 
jak kasztelan Dembowski pisze, ultra- liberalnych. 

Ponieważ Lelewel w Warszawie zaproszony został przez wydział 
literacki do wykładów kursu bibliografii i historyi, a oba były nieobo- 
wiązujące, przeto pozostałyby bez znaczenia, gdyby Lelewel, przygoto- 
wując się sumiennie na lekcye nie był napisał » Paralleli Hiszpanii z Pol- 
ską«. Ostatnią jego pracą jako profesora bibliografii uniwersytetu war- 
szawskiego były »Dzieje Indyi«:. W tym czasie ogłoszono konkurs 
w Uniwersytecie wileńskim na katedrę historyi powszechnej i Lelewel 
za pośrednictwem Bandtkiego otrzymał od uniwersytetu Jagiellońskiego 
stopień doktora filozofii. Na konkursie się utrzymał, przedstawiając: 
»Nauki dające poznawać źródła historyczne«. Ten drugi pobyt Lele- 
wela w Wilnie od 1821 do 1824 jest niezmiernej doniosłości. Wówczas 
nie autor lecz profesor występuje na miejsce naczelne. Wykłady jego 
posiadały taką siłę przyciągającą, tak poruszyły umysły, takie zrobiły 
wrażenie, że imię Lelewela szeroko zasłynęło jako najpoczytniejszego 
profesora Wszechnicy wileńskiej. Jaką „była owa sławna pierwsza jego 
lekcya, takiemi były i następujące aż do ostatniejj gdy mu kazano opu- 
ścić Wilno, albowiem wpływ jego na młodzież uczącą się sfery decydu- 
jące uznały za szkodliwy. Tu winienem dodać, że i jako autor dobrze 
zapisał się na kartach historyi. Wszakże w czasie drugiego pobytu na- 
pisał piękną rozprawę; »Ocalenie Polski za Łokietka«, ogłosił » Księgi 
bibliograficzne«, »Księgi ustaw polskich i mazowieckich«; i bardzo 
czynny wziął udział w układzie statutów litewskich, które w r. 1841 
ogłosił Działyński. 

Nie tylko młodzież zelektryzował Lelewel swemi prelekcyami, ale 
i jego koledzy profesorowie otaczali go czcią wysoką, na dowód której 
wybrany został dziekanem. O tem dziekaństwie szczegółowo pisze Lele- 
wel w »Przygodach« (Polska, dzieje i rzeczy jej 1859, VIII, 282), tu 
dodam, że jakkolwiek Lelewel przedstawiony został do zatwierdzenia 
ministra, z Petersburga atoli nadesłano zatwierdzenie Jana Znoski. Nic 
nowego pod słońcem! 

A jakkolwiek mówiono: Imię twoje wybiegło za Chrobrego szranki, 
między teutońskie sędzie i bystrzejsze Frankic — Lelewel opuścił Uni- 
wersytet, którego był ozdobą i przeniósł się do Warszawy. Zajęcia obo - 
wiązkowego nie miał, ale pracował mimo tego bez wytchnienia, zbierał 
materyały, czynił wyciągi, rysował, rytował i na szeroką skalę rozwinął 
swe poszukiwania naukowe, a rezultaty częściowo ogłaszał w pismach 
peryodycznych. Prócz tego Lelewel, jak póżniej Mikołaj Malinowski 
w Wilnie, brał bardzo czynny udział w niektórych przedsięwzięciach 
naukowych, pomagając innym; jak np. Gołębiowskiemu i Korzeniowskiej. 


Koroną działalności jego naukowej po wyjeździe z Wilna będą: » Dzieje 
Polski potocznie opowiedziane«, dzieło elementarne, wielokrotnie później 
przedrukowywane tak w oryginale jak w tłómaczeniach na języki nie- 
miecki i francuski. W dziele, a właściwie w dziełku tem spotykamy 
podział dziejów Polski w podbojach, w podziałach; Polska kwitnąca, 
upadająca i odradzająca się. Ostatnia ta epoka napisana w kilka lat 
później, nosi osobny tytuł: » Polska odradzająca sięc. 

Nieszczęście mieć chciało, że Lelewel został posłem z żelechowskiego 
powiatu na sejm. Uczonemu par excellence należało pozostać w archi- 
wum, bibliotece, gabinecie; politykę powinien był pozostawić innym. 
Polityka ta przeszkodziła mu zajmować się naukami, skazała go na 
tułactwo, pozbawiła go na tułactwie przez lat tyle tak umiejętnie zbie- 
ranych materyałów, porządnej biblioteki, słowem tego wszystkiego, bez 
czego najuczeńszy nawet człowiek obejść się nie może; pozbawiła nas 
wielu prac, którychby Lelewel dokonał, gdyby był pozostał w Warsza- 
wie. Otoczony warchołami politycznymi, którzy w jego imieniu wiele 
dokazywali !); na tułactwie również wciągniony do kółek demagogicznych, 
stał się politykomanem, szczęściem że to nie trwało długo. W Brukselli 
dokąd się z Francyi udał, poświęcał się badaniom numizmatycznym 
1 geograficznym; a gdy wreszcie znalazł się nakładca na pisma polskie, 
Żupański, zabrał się Lelewel do rozpatrzenia swych prac, dawniej ogło- 
szonych drukiem, jak również niektórych notat, jakie mu przesłano 
z Warszawy 1 tym sposobem przygotował do druku pomnikowe swe 
dzieło: »Polska, dzieje i rzeczy jej rozpatrywane«. Całość miała być 
w 20 tomach, lecz nie wyszły wszystkie. O drugiej seryi, do której 
miały wejść dzieje powszechne, numizmatyka, geografia, nawet nie pro- 
jektowano. W każdym razie i to co wyszło już z druku, stanowi wspa- 
niały pomnik, jaki sobie wystawił za życia wielki historyk, patryota 
i obywatel niepospolity. Wielka ta spuścizna nie jest dotąd wszechstron- 
nie rozpatrzoną 1 krytycznie zbadaną, na co ze wszech miar zasługuje. 

Jużeśmy w niniejszej pracy wspomnieli, że większość autorów wi- 
leńskich, z epoki Uniwersytetu lub wcześniejszej, nie była krytycznie 
zbadaną, gdy tymczasem wiele dzieł prosi się o sąd krytyczny bez żadnej 
wątpliwości. Nie przypuszczam, aby to zapomnienie było dowodem lekce- 
ważenia prac wzmiankowanych; jest to raczej następstwem jakiejś fatal- 
ności. Pierwszy Lelewel tylu autorów krytycznie rozbierał, a kto z na- 
szych krytyków pochwalić się inoże, że sumienne a dokładne studyum 
o Lelewelu napisał!? 

W maju 1861 roku przyjaciele paryscy dowiedziawszy się o cho- 





1) Leon Dembowski. »Moje wspomnienia<. Tom II. 


robie Lelewela, przybyli do Brukselli, niezwłocznie przewieźli go do Paryża, 
ulokowali w domu zdrowia, otoczyli opieką, od której przez całe życie 
się wypraszał; lecz zwątlone pracą i brakiem pierwszych potrzeb — zdro- 
wie, nie powróciło; po kilku dniach pobytu w lepszych warunkach za- 
kończył życie w Paryżu dnia 29 maja 1861 roku. 

W spisach bibliograficznych wyliczyliśmy powyżej wszystkie prace 
Lelewela (2369—2402, 2508, 2517, 3269). 

» Każdy naród, nawet na szczycie pomyślności i bytu będący, po- 
zazdrości nam Lelewela, jak pisze Siemieński; w tej postaci było coś 
z owych starożytnych filozofów Grecyi lub rzymskich stoików; coś 
z Średniowiecznego ascety i uczonego Benedyktyna, a w ogniu oka, 
w przekonaniu słowa przeglądał niekiedy trybun republikański. Indywi- 
dualności Lelewela, najdrobniejszej, najwyrazistszej z tegoczesnych zna- 
komitości, nie można było mierzyć miarą zimnej obojętności; w jednych 
bowiem wzniecała entuzyazm tryumfu, w drugich gniewy; we wszystkich 
poszanowanie dla ogromnej nauki i niezłomnego stoicyzmu. Silnie mu- 
siał on wstrząsać umysłami, kiedy tak sprzeczne wywoływał uczucia, 
lubo działo się to wskutek spokojnego przykładu ciągłej nieugiętości 
w przeciwnościach, czujności obywatelskiej, heroizmu ubóstwa, niż wpły- 
wem potężnego słowa, lub politycznego czynu, wtenczas kiedy słowo 
i czyn mogły były ważyć na szali wypadków«. Lelewel pierwszy wzy- 
wał do pracy nad oświatą ludu, wskazując konieczną potrzebę, aby 1 lud 
poznał przeszłość dziejową swego narodu. Wspominaliśmy o tem, że 
Lelewel zachęcał do Ścisłego braterstwa z ludem; -on przypominał żydom 
o ich obywatelskich powinnościach dla kraju, który ich przytulił; on 
walczył nieustannie o to, aby wszyscy zamieszkujący Polskę, bez względu 
na to jakiej są religii, stanowili jedną wielką rodzinę. 

Uniwersytet wileński, dopóki pamięć o nim nie zaginie, na kartach 
swej historyi obok Skargi, Kojałowicza, Sarbiewskiego, Naruszewicza, 
Śniadeckich, Mickiewicza, zapisze złotemi głoski i imię Lelewela. 

Lewicki Andzej. Bliższych szczegółów o jego życiu nie mamy. 
Do nauk przykładał się w Uniwersytecie wileńskim, gdzie szczególnie 
poświęcał się językom starożytnym. Ukończył je ze stopniem doktora 
filozofii. Następnie był nauczycielem języka łacińskiego w gimnazyum 
wileńskiem, skąd jako adjunkt powołany został w r. 1815 do wykładów 
w Uniwersytecie języka łacińskiego. Czytywał i objaśniał po polsku 
w pierwszym roku adjunktury Enejdę oraz księgi Cycerona p. t. » Mowcac. 
Przewodniczył prócz tego w ćwiczeniach uczniów tak w pisaniu po 
łacinie jak w dokładnem i pięknem tłómaczeniu na język ojczysty wy- 
branych miejsc z pisarzów łacińskich. W roku następnym objaśniał listy 
Cycerona i Sallustyusza o wojnie z Jugurtą. W ostatnim 1817 roku tłó- 


maczył komentarze Cezara o wojnie domowej i Wergilego Enejdę od 
księgi VI. Z tego okresu czasu pojawiła się drukiem jego rozprawa: 

3587. Jak wiele nauka języków wpływa na rozwinięcie władz umy- 
słowych w dzieciach, z dzieła P. Stael Holstein. »Dzien. wil.« 1816, 
IV, 248. 

Z Uniwersytetu przeniesiony został do Białegostoku na dyrektora 
gimnazyum. Gdy Twardowski został rektorem, wówczas postanowił swe- 
mu koledze i przyjacielowi dać pokaźniejsze miejsce dyrektora lyceum 
krzemienieckiego. Z listu bowiem ks. kuratora pod datą 7/19 grudnia 
1822 r. okazuje się, że Twardowski całą odpowiedzialność za swój wybór 
bierze na siebie. Oto odpowiedni ustęp z powyższego listu: »Z posłaniem 
Lewickiego do Krzemieńca chciałem czekać aż do końca wizyty tego- 
rocznej, lecz gdy go JWPan znasz osobiście, gdy ręczysz zań, że poło- 
żonego zaufania nie zawiedzie i gdy dla innych przyczyn chciałbyś 
miejsce dyrektora Białostockiego mieć do dyspozycyi, zostawiam zupełnie 
do woli jego wybór czasu, w którym elekcya dyrektora wołyńskiego 
Lyceum ma się odbyć, upoważniam Go już bez dalszej ze mną kores- 
pondencyi, jeślibyś sam tego nie widział potrzeby, wnieść tę materyę na 
Radę. (Odtąd własnoręcznie.) Jeżeli nic szczególnego i nowego nie znagli 
tego wyboru, sądziłbym jednak, że z większą pewnością postąpimy, jeżeli 
nominacya Lewickiego nie nastąpi aż po wizycie, która się przez Pana 
Zamojskiego w Białymstoku odbędzie na początku marca...« 

Jakoż w r. 1823 został Lewicki dyrektorem lyceum. Czy zostawił 
po sobie jakie prace literackie, nie wiem. 

Litwiński Rafał S. J. Był adjunktem klasy 3 i 4 wr. 1777. 
Znany jest jako bibliotekarz biblioteki uniwersyteckiej przed Tomaszewskim. 

Lobenwein Jan Andrzej. Urodził się w Wiedniu dnia 31 sty- 
cznia 1758 r., gdzie studyował nauki lekarskie i stopień magistra medy- 
cyny otrzymał. Na wezwanie księcia Golicyna udał się w r. 1783 ze 
swoim profesorem Mohrenheimem do Petersburga, gdzie przez dwa lata 
wykładał chirurgię w założonej przez Katarzynę II szkole chirurgicznej 
podług planu Mohrenheima. Doktoryzował się w Jenie w r. 1785 obro- 
niwszy rozprawę »Ie paracentesi thoracis«, opartą na własnych doświad- 
czeniach w szpitalu Ś. Trójcy w Wiedniu, gdzie był ordynatorem po 
skończeniu nauk. Z Jeny nie wrócił już do Petersburga, lecz się osiedlił 
w Rydze, gdzie oprócz obowiązków służbowych jako lekarz powiatu, 
zajmował się z wielkiem powodzeniem praktyką lekarską. W r. 1787 za 
pośrednictwem Langmajera, również Wiedeńczyka, a przy czynnej pomocy 
Briótet'a, który przez biskupa Massalskiego wyrobił mu patent w Komi- 
syi edukacyjnej, — Lobenwein powołany został do Wilna na profesora 
anatomii i fizyologii, wakującej po wyjeździe profesora Bisio. Zaznaczy- 


> 48 = 


liśmy powyżej, że znaczenie Bisia jak również Briótet'a dla anatomii na 
Litwie było nie wielkie; lecz słuszność wyznać nakazuje, że Lobenwein 
nigdyby w tak krótkim czasie nie pozyskał wziętości i uznania, gdyby 
nie miał poprzedników. Ci bowiem pierwsze lody przełamali, oswajając 
mieszkańców ze swemi zajęciami, jak również przygotowując szczupłe 
naówczas grono adeptów medycyny. Skutkiem tego objąwszy katedrę, 
mógł od razu prawie stanąć na wysokości zadania i prowadzić wykłady 
podług wytnagań najlepszych szkół lekarskich w Europie, dlatego zaraz 
z początku pozyskał sobie wielkie uznanie między kolegami, a co waż- 
niejsza że sam Poczobut, człowiek niezmiernie oględny i nie łatwo się 
udzielający, przyjaźnią go swoją zaszczycał. Dobre to było na początku, 
gdy młody profesor zamydlił oczy wszystkim, bo był bardzo zręczny 
pod tym względem; ale w późniejszym czasie, gdy nie potrzebował się 
tak bardzo liczyć, co powiedzą o nim, bo miał przeszłość dobrą ze sobą — 
był przytem dziekanem, wówczas podpadał ostrożnej krytyce, że jest nie- 
sumiennym nauczycielem, bo kurs swój na lat kilka przeciągnął. Taką 
krytykę jego nauczycielskich czynności spotykamy w pamiętnikach Franka, 
z którą bezwarunkowo liczyć się trzeba. »Jean - Andrć Lobewein ensei- 
gnait l'anatomie, pisze Frank (Op. cit. II. 422), mais par fragments, 
c'est-a-dire, une annće losteologie et la myologie; une autre, la splanch- 
nologie et l'angiologie, et ainsi de suite; de maniere que, pour avoir 
un cours complet d'anatoinie, il aurait fallu fróquenter ce professeur au 
moins six ans, Quoiqu'on ne manquat pas de cadavres a Vilna, Loben- 
wein n'avait jamais pensć a former un cabinet anatomique, A moins 
qu'on ne veuille donner ce nom A une collection de quelques squelettes«. 
Od r. 1809 przybrał sobie jeszcze Lobenwein jeden przedmiot dodatkowy, 
co go nie zmęczyło wobec powyższej opinii Franka, za dodatkową za- 
płatę, bez powiększenia liczby godzin w tygodniu — mianowicie medy- 
cynę sądową, którą, jak zapewnia Adamowicz, wykładał z wielkiem 
zamiłowaniem. Z początku nie miał prosektora, więc i gabinetu nie 
było, a to co Briótet 1 Bisio zebrali, ułożył w roku 1809, lecz od roku 
1804 już miał dzielnego pomocnika w osobie Jana Brauna, niegdyś pro- 
sektora profesora Prochaski w Wiedniu. Gdy Braun przeniósł się do 
Kazania na lepsze miejsce, prosektorem został Holtz; ten ostatni darmo 
pieniędzy nie brał, bo dużo preparatów zrobił; a jeszcze więcej i lepszych 
robił następca Holtza Kiersnowski, który wyrabiał dobre szkielety, kanały 
słuchowe, mianowicie ślimaka i półokrężne przewody, a robił to do- 
kładnie według wskazówek prof. Bojanusa, Lobenwein uczył anatomii 
33 lat, lecz podręcznika żadnego nie zostawił. Nie myślał o tem, zajęty 
czem innem. Lobenwein był jednym z pierwszych, co dla własnej ko- 
rzyści nie wahał się łamać ustawy uniwersyteckiej. Jeżeli go sprawa 


szkoły i jej dobro uie obchodziły jako Niemca, to prosta uczciwość po- 
winna była w wielu razach być hamulcem dla niego. Nie chcąc być 
gołosłownym zacytuję: czyż Lobenwein był uczciwym człowiekiem sie- 
dząc trzy lata w Petersburgu i pobierając 2000 rubli rocznie, prócz dzie- 
kańskiej pensyi, bo i tę jak najakuratniej pobierał — za to że wykładów 
nie miewał, lecz natomiast pokątnemi drogami intrygował przed ministrem 
oświaty, szkalując szkołę i jej rektora. Mało tego, gdy skutkiem tych 
intryg minister dał poznać swe niezadowolenie rektorowi, Śniadecki nie- 
zwłocznie podał się do dymisyi. Należało zarządzić elekcyę nowego 
rektora, wówczas Lobenwein przepadłby z kretesem, o czem dobrze wie- 
dział, przeto minister dymisyę Śniadeckiego przyjmuje, elekcyi nie na- 
znacza, a Lobenweina zastępcą rektora mianuje. Według instrukcyi, jakie 
przywiózł Lobenwein od ministra, miał odtąd pobierać jako profesor 
emeryt 1500 rs, jako czynny profesor anatomii i medycyny sądowej 
2000 rs., jako zastępca rektora 1200 rubli. Jeszcze mu to było za mało. 
Na żądanie bowiem jego rząd uniwersytetu wypłacił mu 1500 rubli na 
reperacyę mieszkania, a w parę tygodni potem wniósł prośbę do ministra, 
w której podnosi pretensyę swoją 1500 rubli wynoszącą za reperacyę 
tegoż mieszkania przed 18 laty, wrzekomo na własny koszt bez wiedzy 
i zezwolenia Uniwersytetu podjętą. Na czem się ta grabież pieniędzy 
publicznych skończyła, nie wiem; lecz ex-rektor Śniadecki wniósł do 
akt Uniwersytetu oświadczenie, pod datą g kwietnia 1816 roku, w któ- 
rem protestuje przeciw tej grabieży (Baliński Op. cit. II, 413). Czuł Lo- 
benwein, że takie postępowanie może go zgubić w opinii ostatecznie, 
a liczył się z nią, boć zastępstwo rektorstwa wiecznem być nie mogło, 
przeto postanowił rehabilitować się; a że się wziął do rzeczy niezręcznie, 
przypuszczając, że się frazesem wykręci, dowodzi następujący list, który 
z autografu przepisuję: 

»Monsieur! La conduite que Vous (Jan Śniadecki) avez ob- 
servć dćpuis quelque tems contre moi et mes collegues de voyage, 
ne m'a [a ce que Vous conviendrez Vous mćme| point permis de 
Vous voir dćpuis mon arrivće; cependant le bien du corps ne doit 
pas souffrir sous les rapports rćciprogues des individus. Il peut 
avoir des intćrets sur lesquels Vous devriez Vous aboucher avec 
moi, pour donner de la suite a diffćrentes propositions, que Vous 
jugez utiles dans l'administration de l Universitć. Le zćle que Vous 
avez dćvćloppć toujours pour le bien de cet institut, Vous portera 
a ne pas Vous rćfuser A me communiquer Vos intentions la des- 
sus, et cest pourquoi je ne manquerai pas de me rendre chez Vous 


aussitót que je serai libre a tel tems que Vous me fairez indiquer, 
la veille avant le jour, que Vous dćsirerez me voir, pour traiter 


4 


des affaires, A condition qu'il sagisse dans la conversation unique- 
ment de Vavenir, abstraction faite de tout ce qui s'est passć. Mais 


en cas que Vous prefćriez de me communiquer Vos idćes par 
ćcrit, je tacherai de les mettre A profit du corps avec toute latten- 
tion, que meritent les observations d'un administrateur fort expe- 
rimentć dans les affaires academiques. 
C'est dans cet ćgard que jai I'honneur detre avec beaucoup 
d'estime Monsieur! 
Votre tres-humble et tres-obeissant serviteur 
Lobenwcin. 
A Vilna le 15 de Mars 1815. 

Rektorem jednakże wybrany nie został. Kontentował się i nadal dzie- 
kaństwem. Syt lat, pieniędzy i zasług, zakończył życie w Wilnie w sty- 
czniu 1820 roku. O jego pracach, ogłoszonych drukiem, mówiliśmy 
wyżej (1424, 1425, 1458—1461, 1694, 1734, 1937, 1999, 2017, 2018, 
2079—208I, 2154). 

Łaski Piotr S. J. Był profesorem fizyki w roku 1767. O jego 
pracy mówiliśmy pod nr. 203. 

Łaszcz (Lascius) Marcin S. J. Rodem z Kalisza, mając lat 19 
wstąpił do zakonu Jezuitów 1 lutego 1570 roku. Nauki teologiczne od- 
bywał w Wilnie i tu, nim stopień doktora teologii pozyskał, zajmował 
się nauczaniem w Akademii różnych nauk. Był kaznodzieją przez lat 20 
przeważnie w Wilnie; rektorem we Lwowie i Lublinie, przełożonym 
w Toruniu i domu profesów w Krakowie lat 15 z wielką sławą. Cały 
senat krakowski do prawdziwej wiary przywiódł i sprawił, że odtąd he- 
retycy żadnego przystępu do urzędów w Krakowie nie mieli. Pierwszy 
wprowadził do Polski nabożeństwo 40-to godzinne w publicznych po- 
trzebach. Dla zabezpieczenia dziewcząt w niebezpieczeństwie upadku bę- 
dących, wprowadził do bractwa miłosierdzia skrzynkę św. Mikołaja. 
Wielu pannom zakonnym przepisał wzorowe reguły, lub do zachowania 
Ścisłego dawnych przyprowadził podług kanonów. Gdy zaraza wybuchła, 
swoich podwładnych na miejsca bezpieczne rozesławszy, sam się na nie- 
bezpieczeństwo narażał, tak że u samych różnowierców zjednał sobie 
nazwę męża świętego i do czci ich pobudził. Umarł w Krakowie 23 maja 
1615 roku, mając lat 54, w zakonie 35. Siarczyński mówi o nim: »Język 
jego polski czysty jest i poprawny, kazania wypracowane i gruntownee. 
O niektórych jego pracach mówiliśmy wyżej (26, 2598, 2599). Oprócz 
nich ogłosił jeszcze: 

3588. Okulary na zwierciadło nabożeństwa chrześcijańskiego u Po- 
laków, począwszy od przystania Polaków na wiarę chrześcijańską aż do 
teraźniejszego roku. Wilno, 1594. | 

3589. O kondradykcyach Chrząstowskiego rozmowa. Wilno, 1594. 

35go. Recepta na plaster Czechowicza, ministra nowokrzczeńskiego. 
Kraków, 1597, 49 (pod imieniem Feliksa Żebrowskiego). 


3591. Sąd o piśmie Daniela Mikołajewskiego (Chodyniecki). 

Łaszcz rozbiera w tem dziele pismo ministra kalwińskiego: Syne- 
resis ad confutandam doctrinam Catholicorum. 

3592. Summaryusz katolickiej prawdy i krótkie zebranie wszyst- 
kich sporów o wierze (Brown). 

Ławrynowicz ..... S$. J. Wr. 1777 był profesorem w Uni- 
wersytecie wileńskim, nosił tytuł: »pierwszy profesor drugiej klasyc. 

Łaźniewski Ignacy Karol S. J. Mazur, w młodości był 
kapelanem arcybiskupa gnieźnieńskiego, a mając lat 21, pogardziwszy 
Światem, w prowincyi mazowieckiej do zakonu wstąpił, a ukończywszy 
w Wilnie nauki, tamże w Akademii nauczał teologii; później w War- 
szawie uczył teologii moralnej i dogmatycznej będąc równocześnie ka- 
znodzieją odświętnym w kollegiacie. Następnie w Pińsku uczył teologii 
i był prefektem biblioteki. Z jego prac ogłoszonych drukiem, znane są 
następujące: 

3593. Kompas w życiu Jezusowem krwawe godziny wskazujący, 
do kompassyi nad cierpiącym Jezusem serca ludzkie regulujący, na pu- 
bliczny widok żałośnym oczom wystawiony; czyli exhorty postne W. 
Najprzew. JX. Antoniemu Grzegorzewskiemu poznańskiemu i warszaw- 
skiemu kanonikowi od W. X. ..... S. J. ofiarowane. Warszawa, druk 
S. J. 1742, 47 14, 137. 

3594. Zbiór wybranych kazań. Warszawa, 1742. 

3595. Tłumaczenie polskie kasań Massyliona. Warszawa, 1756. 

Łącki Domasz S. J. Profesor teologii w Akademii wileńskiej. 
Urodzony w Płockiem 7 marca 1661, do zakonu wstąpił w Wilnie 
6 lipca 1677; profes 4 ślubów. Umarł w Wilnie w nowicyacie wileń- 
skim 3 sierpnia 1729. Znany kaznodzieja, towarzysz magistra nowicyu- 
szów, rektor piński i łomżyński, prepozyt domu profesów w Wilnie, 
Następujące dzieła ogłosił drukiem: 

3596. O postępowaniu w doskonałości i cnotach zakonnych W. X. 
Alfonsa Rederycyusza SŚ. J., na polski język przetłumaczone przez X. ... 
S. J. Wilno, druk Akad. S. J. 1726. 2 tomy in 40; 1764, 1-a część. 

3597. Iskierki ognia czyścowego na oświecenie wiernych i zba- 
wienną przestrogę, aby ile mogą czyścowego ognia uchodzili, oraz aby 
się do ratowania dusz w czyścu zatrzymanych pobudzali, w miesięczne 
exhorty zebrane przez X. ..... S. J. Theologa. Warszawa, druk S. J. 
1726, 47 723. 

3598. Pochodnia przed oczy duszne człowieka w cieniu Śmierci 
zostającego wystawiona, aby jaśniej widział drogę do wiecznej światłości 
prowadzącą, żeby się zachęcał do trwałego w niej postępowania przez 
objaśnienie końca, na który jest stworzony, złości grzechowej, rzeczy 


ostatecznych żywota, Śmierci i zmartwychwstania Pańskiego przyświeca- 
jąca, przez W. X...... Th. S. J. blisko przed świątobliwą Śmiercią za- 
palona, a po zejściu autora z cieniów drukarskich na Świat wydana 
1731 roku w Wilnie, w druk. Akad. S. J. 723 in 4?. 

3599. Katolicyzm albo nauka o wierze, nadziei, miłości, o sakra- 
mentach i powinnościach sprawiedliwości chrześcijańskiej, zebrana przez 
W. 26 coo S. J. Theol., a po zejściu świątobliwem autora wydana 1733. 
Wilno, druk Akad. S. J. 8” 533. 

Łęczycki Mikołaj S. J. Najznakomitszy z teologów polskich. 
Urodził się w Nieświeżu 1574 r. z ojca Daniela z Łęczycy, drukarza, 
którego ks. Radziwiłł Czarny sprowadził około r. 1581 z Nieświeża do 
Wilna i uczynił tamże zawiadowcą swojej drukarni. Mikołaj wychowany 
w kalwińskiej wierze, za młodu będąc przytomnym na dysputach o wie- 
rze, które się między Jezuitami i różnowiercami na ten czas odbywały, 
przyznawszy Jezuitom pierwszeństwo dla biegłości w języku hebrajskim 
i greckim, którymi oni Pismo Św. przytaczali, ażeby przy zdarzonej 
okazyi mógł im dać odpór, wyuczył się obu tych języków tak dokładnie, 
że wkrótce między kalwinami za najuczeńszego był uważany. Lecz gdy 
pewnego razu zaczął głębiej rozważać zasady katolicyzmu i kalwinizmu, 
wpadł w wątpliwość; szukał tedy rady u X. Skargi, który nie tylko 
wątpliwość rozwiązał, ale do katolicyzmu go nawrócił; a Mikołaj przy- 
kładem swoim ojca swego Daniela do nawrócenia się nakłonił. W r. 1592 
wstąpił Mikołaj do zakonu Jezuitów w Krakowie, a ukończywszy nauki 
w Rzymie, przydany był X. Orlandowi za pomocnika do układania 
historyi Towarzystwa. W r. 1601 wyświęcony w Rzymie na kapłana, 
przebywał tam lat 14. Na rozkaz przełożonych wrócił do Polski, został 
w Uniwersytecie wileńskim profesorem języka hebrajskiego, teologii mo- 
ralnej,j dogmatycznej i Pisma św. Następnie był rektorem kolegium 
w Kaliszu, Krakowie. W tem ostatniem mieście bronił szkół tanecznych 
i sprawę wytoczoną w tej mierze w rocie rzymskiej wygrał. Następnie 
był prowincyałem litewskim i instruktorem księży trzeciej probacyi w Li- 
twie i Czechach. Znajdował się na dwóch kongregacyach VII i VIII 
w Rzymie, wysłany od prowincyi polskiej i litewskiej. Zakończył świą- 
tobliwe i pełne zasług życie w Kownie 16 maja 1652 roku. Żywot Łę- 
czyckiego napisał X. Kazimierz Kojałowicz, rektor Akademii. Drugie 
wydanie tego dzieła urządził Jezuita Bogusław Balbin, Czech. To drugie 
wydanie wyszło w Pradze 1690, a niemieckie tłómaczenie w Monachium 
1701 r. Pisał także o Łęczyckim X. Tanner w dziele Societas Apostolis 
imitata; Modzelewski Zacharyasz i »Przyjaciel ludu« VIII. 36, 37. 

Łęczycki wydał przeszło 26 pism religijnych, w języku polskim 
i łacińskim; niektóre z łacińskich były przedrukowane w kraju i za gra- 





I 


CZYC 





KOŁAJ ŁĘ 


MI 


sizz 253 — 


nicą; były także tłómaczone na język francuski i niemiecki. Razem ze- 
brane wyszły pod tytułem: 

3600. Nicolai Lancicii S. J. Opusculorum spiritualium. Antwerpia 
u J. Meursiusza 1630. 2 tomy in folio. 14, 838, 24 +- 10, 937, 37. 

O niektórych, oddzielnie wydanych pracach Łęczyckiego wyżej mó- 
wiliśmy (2675—2681). Prócz powyższych tu należą jeszcze: 

3601. Gloria Ś. Ignatii S. J. fundatoris. Kraków, 1623, 80%; Wilno, 
1624, 80%; Amsterdam, 1628, 89. 

Powyższe dzieło wyszło także w języku polskim. 

3602. Koło rycerskie rocznego obrotu zbawiennemi radami albo 
codziennemi medytacyami i t. d. Wilno, druk Akad. S. J. 1727, 4? 566. 

3603. Zacność stanu braci do posług domowych na głębokiej po- 
korze od SŚ. O. naszego Ignacego Lojoli, Fund. S. J. ugruntowane i t. d. 
Lwów, 1730, 47? 3, 234. 

3604. Łatwy sposób rozmyślania, zebrany z książek X. M. Łę- 
czyckiego. Lublin, 1751. 

Podług Świadectwa Niesieckiego zostawił w rękopisie historyę za- 
konu Jezuitów, która miała znajdować się w Rzymie. 

Ciało jego spalone przez Kozaków; proch w Niemen wrzucono. 
Dla świętości życia, karności, pokory i innych cnót zakonnych, Łęczycki 
używał w zakonie swoim poważania i szacunku. Mieszkanie, które zaj- 
mował w Wilnie w murach akademickich, gdzie się odbywały posie- 
dzenia codzienne za czasów cesarskiego Uniwersytetu, oznaczone było 
po jego zgonie napisem na kamieniu rzniętym: »Czudzculum P. Nicolat 
Lanciciic, z oznaczeniem dnia urodzenia jego i zgonu. Poszakowski tak 
o nim mówi: »Wydanemi na Świat pełnemi ducha bożego i gruntownej 
doskonałości księgami, niezwyciężonym rozlicznych przeciwności znosze- 
niem i ich nienasyconem pragnieniem, przedziwną dusz w rozmaitych 
stanach do poprawy życia dyrekcyą, przedziwne dary boskie i nadprzy- 
rodzone znaki, któremi Bóg świątobliwość jego przyozdobić raczył jako to: 
dar prorockiego ducha, i przeniknienie serdecznych skrytości, dar cudów 
rozmaitych i nadprzyrodzonych, a wcale niezwyczajnego uzdrawiania cho- 
rych, wylicza żywot jego od różnych autorów po wielu miejscach dru- 
kowanych, wiele jednak a podobno więcej heroiczna pokora jego w ludz- 
kiej niewiadomości zagrzebła, za której powodem gorącemi prośbami 
u Pana Boga uprosił, ażeby żadnej na ziemi Świątobliwości czci nigdy 
nie miał«. Tu Poszakowski opowiada o spaleniu ciała i wrzuceniu do 
Niemna. »Jak wielką o doskonałej zakonności jego miał opinię Aqua- 
viva, generał Jezuitów, dał znać, kiedy ledwie po skończonych w Rzy- 
mie studyach i niedawno przyjętem kapłaństwie najpierwszego semina- 


ryum rzymskiego uczynił ojcem duchownym i spowiednikieme. »W życiu 
i po Śmierci cudowny, sławny«. 

Łobojko Jan. Pochodził z Małorosyi. Na katedrę języka i lite- 
ratury a także historyi rosyjskiej powołany w r. 1822. Nie posiadając 
języka polskiego, zaczął pobierać lekcye u studenta Mikołaja Malinow- 
skiego. Przed otrzymaniem katedry w Wilnie, zdaje mi się w r. 1820 
czy 1821 nadesłał z Petersburga do biblioteki uniwersyteckiej niektóre 
prace swoje ogłoszone drukiem. Jedną z nich w tłómaczeniu polskiem 
Hlebowicza, przedrukował w Wilnie: 

3605. O literaturze skandynawskiej. Wilno, Marcinowski, 1822, 89. 

W rok po przybyciu do Wilna, drugą swą pracę, również przetłó- 
maczoną na polski język ogłosił: 

3606. O ważniejszych wydaniach Herbersteina (Petersburg, 1818). 

3607. Groby olbrzymie na Żmudzi i inne zabytki starożytności 
tego kraju. » Dzien. wileń.« 1823, II. 145. 

Pierwszy raz wystąpił na szerszą widownię w czasie procesu Fila- 
retów, jako członek komisyi z ramienia Uniwersytetu, a z rozporządze- 
nia księcia kuratora utworzonej. Zajmował się paleografią i archeologią, 
a liczne jego korespondencye w tym kierunku przedsiębrane znamiono- 
wały człowieka pracy, lecz tylko pracy, bo wyższych zdolności nie po- 
siadał wcale. Tak w Uniwersytecie jak w późniejszych akademiach, liczył 
się zawsze do partyi umiarkowanej; dlatego ani siebie ani drugich nigdy 
nie naraził i jako człowiek dobry, sympatyczny i łatwy w pożyciu po- 
wszechnie był szanowany. 

Po zamknięciu Uniwersytetu też przedmioty wykładał w obu wileń- 
skich akademiach. Miewał także prelekcye o cywilizacyi i oświacie 
w Rosyi. Oddzielnie po rosyjsku wydał: 

3608. Duchownyja i nrawstwennyja stichotworenija izdannyja w Wil- 
nie. Pieczatano u B. Neumana. 1827, 87% 404. 2 unlb. 

Jest to antologia poetów rosyjskich, z wyłącznem prawie uwzględ- 
nieniem utworów poetycznych religijnych. W r. 1842 po zamknięciu 
akademii opuścił Wilno, lecz gdzie się udał i czem się zajmował, nie 
jest mi wiadomem. Zakończył życie w r. 1863. Między rękopisami 
jakie pozostawił, zasługuje na uwagę: »Opisanie miast polskich i litew- 
skich«. Jest to praca studentów Uniwersytetu wileńskiego, pod prze- 
wodnictwem i redakcyą Łobojki dokonana, obejmująca dokładny opis 
80 miast Litwy. Rękopis ten znajduje się w bibliotece Towarzystwa sta- 
rożytności w Moskwie. Podobno nie bez wartości jest obszerny rękopis: 
»Badanie o Litwie«. 

Mackiewicz Tadeusz. Był wiceprofesorem w Uniwersytecie 
wileńskim i sekretarzem oddziału nauk moralnych. Znany jest w litera- 


turze z mowy wypowiedzianej po łacinie, z rozkazu zwierzchności swojej, 
na pamiątkę stuletniego obchodu zwycięstwa Jana III pod Wiedniem, 
4 października 1783 r. Mowa ta ogłoszona drukiem w Wilnie w 1784 
w drukarni akademickiej in 47 str. 42. W końcu dodatek po polsku na 
pięciu stronicach opisanie obchodu tej pamiątki zawierający. 

Markwart (Marquart) Jan Jakób S. J. Urodzony w Warmii 
8 grudnia 1641 roku. Skończywszy w Wilnie filozofię i będąc już ma- 
gistrem nauk wyzwolonych i filozofii, do zakonu wstąpił i stopień Coad- 
jutoris Spiritualis przyjął; 27 lat był kaznodzieją, 14 lat duchownym, 
2 lata profesorem teologii moralnej, 8 lat uczył matematyki, a 6 lat był 
misyonarzem; spowiednikiem też był Anny, córki Zygmunta III. Za- 
kończył życie w 1719 mając lat 78, a powołania w zakonie 55. Znanym 
był jako budowniczy i wielką był pomocą w tym względzie Radziwiłłowi 
w Nieświeżu. Według Browna był na dworze Zygmunta III w ostatnich 
latach jego panowania; co jest rzeczą niemożebną, zważywszy, że się 
urodził już po Śmierci Zygmunta. 

Matusewicz Andrzej. Pochodził z grodzieńskich dóbr eko- 
nomicznych. Kosztem Stanisława Augusta przykładał się do nauk w szkole 
grodzieńskiej pod Gilibertem, a potem studyował nauki lekarskie w Wil- 
nie, które ukończył w r. 1785 i po egzaminie świetnie odbytym »pri- 
mam lauream« otrzymał. Czy Matusewicz jak inni »alumnii regii« mimo 
chęci i woli przykładał się do medycyny, nie wiadomo, lecz że ta chęć 
była już wielką, gdy w Wilnie studyował nauki, to wiadomo. Po ukoń- 
czeniu nauk pozostawiony przy Szkole Głównej poświęcał się chirurgii 
przy Briótecie, a akuszeryi przy Regnierze. W r. 1797 promowany na 
doktora medycyny, wyjechał do Wiednia dla dalszych studyów, a był 
już wówczas wiceprofesorem Regniera. Po Śmierci tego ostatniego w r. 
1800, Matusewicz został profesorem zwyczajnym akuszeryi Ii w tym cha- 
rakterze przeszedł do Uniwersytetu. O wykładach jego, a także o pra- 
cach literackich (1582, 1979) mówiliśmy wyżej. Był założycielem kliniki 
akuszeryjnej. Zakończył życie d. 6 kwietnia 1816 roku w wieku lat 56. 

Martins..... W r. 1828 w kwietniu rozpoczął lekcye nauk wo- 
jennych, lecz dla braku uzdolnienia lekcye te przerwał w czerwcu; głó- 
wnie wpłynął na to Poliński. Martins bowiem jako profesor zwyczajny 
brał 1500 rs., a przygotowania nie miał odpowiedniego i bajeczkami za- 
pełniał lekcye. O tych lekcyach wojennych nie znajdujemy wzmianki 
w indeksach lekcyi, co jest bardzo naturalne, bo na 1828 jeszcze Mar- 
tensa nie było; a na 1829 już go nie było. Podobnież w Sborniku roz- 
porjażenji i w Sborniku postanowlenji o tych lekcyach żadnej wzmianki 
nie znajdujemy. 

Mianowski Mikołai. Jest on wybitnym przedstawicielem naj- 


— 256 — 


wyższych zakładów naukowych na Litwie. W Szkole Głównej wileńskiej 
był pomocnikiem Jundziłła w ogrodzie botanicznym i domniemanym 
jego następcą; w Uniwersytecie przez wiele lat był dziekanem, inicyato- 
rem towarzystwa wspierania ubogiej młodzieży; niejednokrotnie »szam- 
belanem« na »dworze słonimskim«. On kończył czynności zwiniętego 
Uniwersytetu; on był pierwszym chociaż czasowym prezydentem aka- 
demii medyko-chirurgicznej i ostatnim jej rektorem. Tyloletnia, a tak 
różnorodna działalność pojedynczego człowieka wymagała charakteru 
tęgiego, niezłomnego, aby zawsze odpowiedzieć godnie swemu powo- 
łaniu. Czy tak było? Prawie że tak. Gdybyśmy o godności szambelań- 
skiej nie wspotninali, wówczas możeby sąd wypadł korzystniejszy. Lecz 
ludzie są ludźmi tylko; że zaś nie mamy z owej epoki listów Mianow- 
skiego, jakimi posiłkowaliśmy się z młodszych lat jego życia — przeto 
nie mamy głównego źródła, w którem ujrzelibyśmy człowieka takim, 
jakim był w rzeczywistości; nie wiemy tedy o pobudkach, które go 
skłaniały do przyjęcia roli, nieomal lokajskiej a zatem nie odpowiedniej 
dla człowieka, wówczas już mającego wielkie zasługi dla społeczeństwa. 
Wspomnieliśmy jednakże o owej chwilowej słabości dlatego, ażeby nas 
nie posądzono, że jednostronnie zapatrujemy się na ludzi i wypadki, 
rozumie się wówczas, gdy, mając odpowiednie materyały pod ręką, mo- 
żemy wydać sąd możliwie bezstronny. 

Pierwszy raz pisząc o Mianowskim w monografii »Doktorowie 
medycyny promowani w Wilnie«, wspomniałem o owem szambelaństwie. 
Nie zrozumiano mnie. Otrzymałem liczne zapytania ustne i piśmienne, 
co to był za dwór słonimski, i dlaczego szambelani owego dworu takie 
przykre na mnie sprawili wrażenie. Otóż tłómaczę się jaśniej. Senator 
Nowosilcow był znakoinitym mężem stanu, lecz poza służbą był pija- 
kiem. Otrzymawszy starostwo słonimskie, urządzał tam orgie, w czem 
dopomagali mu Bajkow, Pelikan i inni. Cała ta falanga pijaków, hultai 
najgorszego gatunku, stanowiła »dwór« jego. »Dwór« ten powszechnie 
mianowano lokajami Nowosilcowa. Ja zmiękczyłem wyrażenie, nazywając 
ich szambelanami. Niektórzy z profesorów, żądni protekcyi lub chociażby 
przyjemnego wejrzenia na siebie potężnego senatora, dążyli do Słonima; 
inni, nie chcąc wyróżniać się między kolegami, chociaż może nie po- 
dzielali takiego postępowania, również czasami odwiedzali ów głośny 
dwór, przyjmując na siebie rolę szambelanów; sądzę, że Mianowski do 
ostatniej należał kategoryi. Nowosilcow wyznaczony był na członka opie- 
kuna masy radziwiłłowskiej, więc jak ongi »Geldhab« wyobraził sobie, 
że sam jest Radziwiłłem i chciał naśladować księcia » Panie kochankue, 
z czego dużo łez popłynęło po dworkach szlacheckich, ale Radziwiłłem 
nawet w karykaturze nie był. 


Mianowski pochodził z niezamożnej rodziny. Urodził się w Łucku 
w r. 1783, gdzie pierwsze nauki pobierał. Następnie udał się do Wilna 
i w Szkole Głównej przykładał się do nauk przyrodniczych. W r. 1802 
pozyskał stopień doktora filozofii. Głównie poświęcał się botanice, a że 
to była epoka, w której B. S$. Jundziłł zakładał ogród botaniczny, przeto 
Mianowski w charakterze pomocnika czynny brał udział tak w zakła- 
daniu jak również pielęgnowaniu powyższego ogrodu. Skłonność ta do 
nauk przyrodniczych nie osłabła i w późniejszych latach; będąc już 
lekarzem, nieustannie studyował literaturę botaniczną, przeważnie nie- 
miecką. Marzył bowiem podówczas, że po Jundzille, który się z tem 
głośno odzywał, obejmie dyrektorstwo ogrodu i katedrę botaniki. Ma- 
rzenia te nie miały się urzeczywistnić. Szkoła Główna przemieniona zo- 
stała na Uniwersytet; po Wilnie chodziły wieści, że książę kurator jest 
w ciągłej korespondencyi ze słynnym klinicystą wiedeńskim Janem Pio- 
trem Frankiem, że nastręczające się przeszkody w pozyskaniu dla Wilna 
tego znakomitego lekarza szczęśliwie zostały usunięte. To zachęciło mło- 
dego doktora filozofii do studyowania nauk lekarskich. Niebawem zapisał 
się na wydział lekarski i rozpoczął studya razem z Borsukiem asysten- 
tem Śniadeckiego. Gdy przybył Frank, Mianowski był jednym z najpil- 
niejszych jego słuchaczów, wskutek czego pozyskał przyjaźń znakomi- 
tego profesora. W r. 1805 otrzymał stopień magistra medycyny. W tym 
samym czasie, kiedy było ogólne dążenie do zawiązywania kółek na 
wzór niemieckich Vereimów, utworzyło się w Wilnie stowarzyszenie pod 
nazwiskiem »doskonalącej się młodzie, a najbliższem zadaniem którego, 
jak późniejszych »Filaretów«, było wzajemne ćwiczenie się w naukach 
1 cnocie. Przyjmowano do niego tylko ludzi zdolnych, pracowitych i mo- 
ralnych. Nie tylko słuchacze uniwersyteccy, ale i niektórzy profesorowie 
czynny brali udział w pracach Towarzystwa. Przewodniczył mu ŚStubie- 
lewicz, który długi czas przebywając za granicą, przypatrzył się podo- 
bnym stowarzyszeniom, ducha ich przeniknął i ważność pod względem 
pedagogicznym ocenił, Mianowski prędko zwrócił na siebie uwagę człon- 
ków. Słynął bowiem z nauki, z wyższych poglądów na obowiązki oby- 
watelskie i z chęci do studyów naukowych. Był przytem moralnym 
i skromnym. Odpowiadając wszystkim warunkom, przyjęty został do po- 
wyższego grona i na jednem z posiedzeń miał odczyt »o chorobach za- 
rażliwych«. W dniu 31 stycznia 1807 roku promowany na doktora me- 
dycyny. Usunął tedy przcz tę promocyę najważniejszą przeszkodę osią- 
gnięcia profesury w Uniwersytecie. Wiadomą jest powszechnie niechęć 
zasłużonych skądinąd mężów do Strojnowskiego, za sprowadzanie cu- 
dzoziemców na wakujące katedry w Uniwersytecie; również było wia- 
domem, że Strojnowski i ks. kurator mieli zamiar powoływać tylko Po- 

UNIWERSYTET WNEŃSKU TOM III, 17 


laków, gdy ci, że się tak wyrażę, dorosną. O tem wszystkiem Mianowski 
wiedział i dlatego tuszył sobie, że w charakterze chociażby zastępcy pro- 
fesora pozostanie przy Uniwersytecie, tem bardziej, że zawakowała katedra 
medycyny sądowej przez śmierć Borsuka, a wykłady fizyologii nie były 
obsadzone. Tymczasem stało się inaczej. Ktoś urządził mu figla, bo do- 
niósł do Uniwersytetu, że Aleksander hr. Chodkiewicz ciężko zachoro- 
wał, a nie ma przy sobie lekarza. Uniwersytet delegował Mianowskiego. 
Niezwłocznie tedy opuścił Wilno i przybywszy do Pekałowa na Wołyniu, 
rezydencyi Chodkiewicza, przekonał się, że ten nie tylko był zdrowym, 
ale wcale nie chorował. Mimo tego wszystkiego, musiał pozostać w Pe- 
kałowie przez czas znacznie dłuższy. Nie mogliśmy wyśledzić, jaki sto- 
sunek łączył Chodkiewicza z Uniwersytetem i dlaczego ten ostatni tak 
arbitralnie rozporządził się osobą Mianowskiego. Wiemy to tylko, że 
Chodkiewicz za swoje zasługi naukowe był członkiem honorowym Uni- 
wersytetu, ale przedewszystkiem obrany był owym członkiem znacznie 
później, a powtóre, że ten tytuł nie dawał mu prawa żądać lekarza 
w charakterze urzędowym, bo Mianowskiemu pobyt w Pekałowie do 
służby zaliczono. Przypuszczamy więc, że albo Mianowski był stypen- 
dystą Chodkiewicza, albo że w Pekałowie był szpital pod opieką Uni- 
wersytetu zostający, a Mianowski zaliczał się do urzędników uniwersy- 
teckich jako pomocnik Jundziłła. Miałem w swem rozporządzeniu mnó- 
stwo listów z owej epoki, przeważnie Mianowskiego, w których ubolewa 
nad swojetm położeniem, zdaje sprawę przyjaciołom wileńskim z każdego 
nieomal kroku, a o zajęciach w szpitalu wcale nie wspomina. O przy- 
czynie więc nie wiemy, lecz dość, że Mianowski około trzech lat prze- 
był już to na Wołyniu, już w Warszawie, zawsze w towarzystwie Chod- 
kiewicza jako lekarz jego przyboczny i zawsze nie tracący nadziei, że 
prędzej czy później nie minie go katedra w Uniwersytecie. Na tem ocze- 
kiwaniu doczekał się roku 1809. Mianowski nie na żarty rozchorował się 
na oczy, a że i Chodkiewicz chciał przepędzić lato u wód, przeto zabrał 
z sobą Mianowskiego i przez Warszawę mieli udać się za granicę. Tym- 
czasem w Warszawie z różnych przyczyn, a głównie dla braku pienię- 
dzy, zatrzymali się długo; pora kąpielowa dawno minęła i zima się 
zbliżyła, a nasi podróżnicy na miejscu siedzieli. Skorzystał z tego czasu 
Mianowski i gdy mu się wzrok poprawił, zaczął z wielką pilnością po- 
Święcać się naukom, aby wynagrodzić czas przymusowego próżniactwa, 
wynikłego z poprzedniego cierpienia oczu. W tym czasie mianowany 
został adjunktem, przy czynnem staraniu Wolfganga, Śniadeckich i Ho- 
rodeckiego. Ten ostatni mnie dziwi, gdyż jak to w jego życiorysie wspo- 
minaliśmy, miał on duże zaufanie u Strojnowskiego i to z początku — 
lecz za rektorstwa Śniadeckiego, uprzedzonego jako do intryganta, zau- 


fania nie miał. Tymczasem w korespondencyi do Mianowskiego, Horo- 
decki pisze o swoich wpływach, czynnem staraniu i pomyślnym skutku. 
Podobno Chodkiewicz nie bardzo był rad tej nominacyi; lecz trudno 
było stawać mu w poprzek drogi — człowiekowi młodemu, pełnemu 
zalet i nauki. 

Rozpoczął Mianowski od roku 181o wykłady fizyologii. Nauka ta 
nie była już nowością na Litwie, zamyślano nawet, jak to widzieliśmy, 
stworzyć z niej katedrę pierwszorzędną; czytano już pierwszy tom »Teoryi 
jestestw organicznych« Śniadeckiego; Frank Jan Piotr już to sam, już 
przy pomocy korepetytora Alojzego Viciniego, obznajmiał słuchaczy 
z nauką nieśmiało jeszcze w Europie dążącą do praw obywatelstwa. 
Wreszcie i Becu nominalnie był czas jakiś profesorem fizyologii. Mia- 
nowski do wykładów swoich zaczął używać jako podręcznika »Teoryi« 
Śniadeckiego. 

Zbliżył się rok 1812. Najznakomitsi profesorowie wydziału lekar- 
skiego, Niemcy, opuścili Wilno; że zaś Uniwersytet nie był zamknięty, 
bo lekcye w swoim czasie po wakacyach trochę przydłuższych wzno- 
wione zostały — przeto urządzono zastępstwa, aby zebrana młodzież 
straty nie ponosiła. Mianowskiemu dostała się katedra anatomii po Lo- 
benweinie, ślad czego pozostał w gabinecie anatomicznym, kilkanaście 
bowiem preparatów Mianowskiego wzbogaciło ten gabinet. Lat trzy tę 
katedrę zajmował. Pomagał również Matusewiczowi w zajęciach przy 
szkole położniczej w szpitalu św. Jakóba, przeto Uniwersytet polecił 
Mianowskiemu zastępczo prowadzić wykłady i akuszeryi, Matusewicz 
bowiem często na zdrowiu zapadał i na czas dłuższy owe wykłady by- 
wały zawieszane. Niektórzy z biografów utrzymują, że Mianowski otwo- 
rzył klinikę położniczą w Wilnie w r. 1812. Nie znaleźliśmy wprawdzie 
dowodu, że tak było, faktu cytowanego nie pominęliśmy, chociaż nam 
się nie zdaje prawdopodobnem, aby Matusewicz będąc jeszcze czynnym 
lat parę profesorem, miał być odsądzonym od tytułu założyciela. Sądzę, 
że to jest pomyłka w dacie, nic więcej. W r. 1815 mianowany został 
profesorem nadzwyczajnym fizyologii; a w roku następnym wyjechał 
w podróż naukową za granicę; katedrę jego powierzono młodemu do- 
ktorowi medycyny Homolickiemu, który jako stypendysta odsługiwał 
obowiązkowe lata przy Uniwersytecie. W tym czasie (1816) umarł Ma- 
tusewicz, a jego katedrę przeznaczono Mianowskiemu, bawiącemu na- 
ówczas w Wiedniu. Odtąd zmienił swój kierunek naukowy. Zaczął prze- 
ważnie studyować położnictwo, już to teoretycznie, już też badając stan, 
układ i rozwój kliniki, gdyż jako przyszły dyrektor instytutu położni- 
czego chciał wszelkie nowości praktyczne zaprowadzić po powrocie do 


Wilna. A ponieważ w warunkach konkursu zastrzeżone było, że przy- 
17* 


— 260 — 


szły profesor winien był prowadzić wykłady dla akuszerek, postanowił 
przeto skorzystać ze swego przebywania za granicą i ułożyć dla nich 
podręczną książkę. Konkurs wypadł dla niego szczęśliwie, dlatego gdy 
powrócił do Wilna w r. 1818, niezwłocznie objął nowe obowiązki w cha- 
rakterze profesora zwyczajnego. Szczególniej klinikę doprowadził w bardzo 
krótkim czasie do możebnej doskonałości. Odtąd działalność jego w Uni- 
wersytecie zaczęła się najszczęśliwiej rozwijać, błogie przynosząc owoce. 
Dał się poznać jako bardzo sumienny, pracowity i wymowny profesor 
i znakomity praktyk akuszer. Po Śmierci Lobenweina wybrany został 
dziekanem wydziału lekarskiego. Na tem stanowisku wiele doświadczył 
przykrości. Łatwo je było przewidzieć, gdyż ten okres dziejów Uniwer- 
sytetu liczy się do najburzliwszych. Profesorowie podzieleni na partye, 
jeszcze od r. 1815 ubiegali się między sobą o lepsze, nie zawsze prostą 
drogą dążąc do celu; to wywoływało ciągłe nieporozumienia, a ich na- 
stępstwem były późniejsze represalia. Młodzież uniwersytecka także da- 
wała znać o sobie z wielkiem utrapieniem zacnego rektora Szymona 
Malewskiego i dziekanów oddziałów. Mianowski na nowem stanowisku 
okazał się nader czynnym, chociaż nie mógł zapobiedz synekurom, jakie 
brali niektórzy profesorowie, że tylko wspomnę Pelikana, który po Lo- 
benweinie aż dwie katedry pozyskał, nie porzucając dwóch dotychczas 
przez siebie zajmowanych. Niezależnie od obowiązków dziekana i pro- 
fesora, przyczynił się czynnie Mianowski do założenia » Towarzystwa 
wspierania biednych uczniów«. Gdy ono zaczęło się Świetnie rozwijać, 
stało się popularnem, z rozporządzenia wyższej władzy po roku istnienia 
zwinięte zostało. Partya niemiecka bowiem, nie biorąc udziału w tem 
stowarzyszeniu, a obawiając się utracić popularność, przedstawiła, gdzie 
należy i jak należy, że Dowarzystwo czysto filantropijne, jako polityczne 
uznanem zostało w sferach decydujących. Wskutek tego Mianowski jako 
prezes doświadczył wiele przykrości, chociaż wymownie objaśniał cel 
i przeznaczenie Towarzystwa. Na następne trzechlecie nie zgadzał się 
być dziekanem, miał bowiem potężnego już wówczas współzawodnika; 
był nim Pelikan. Lecz gdy ten ostatni wybrany został rektorem, Mia- 
nowski powtórnie wybrany dziekanem, pozostał na tem stanowisku aż 
do zamknięcia Uniwersytetu. Ostatnie lata o Mianowskim prawie nie 
słychać, do czego przyczyniło się to głównie, że nowe gwiazdy wypły- 
nęły na horyzont; ku nim zwrócone były oczy wszystkich. Mianowski 
czy nie chciał, czy nie umiał, czy wreszcie nie mógł zachować podów- 
czas równowagi — gdyż jak o tem na początku wspominaliśmy, brał 
na siebie niekiedy rolę nieodpowiednią wysokiemu stanowisku, jakie 
zajmował. Kiedy zapadł wyrok dla Uniwersytetu, a w znacznej części 
sprawca jego Pelikan, obity kijem na ulicy, w towarzystwie Kozaków 





— 261 — 


opuścił Wilno, Mianowski jako pełniący obowiązki rektora, kończył czyn- 
ności instytucyi, która od Stefana Batorego poczynając, przetrwała aż 
do owych dni. W lipcu 1832 roku wyszedł najwyższy ukaz o urządze- 
niu w Wilnie akademii medyko-chirurgicznej; Mianowskiemu poruczono 
czasowo pełnienie obowiązków prezydenta i prezesa komisyi, której za- 
daniem było urządzenie akademii i odesłanie do innych uniwersytetów 
tego wszystkiego po byłym Uniwersytecie, coby dla akademii medyko- 
chirurgicznej i duchownej okazało się zbytecznem. W następnych latach 
prowadził klinikę po dawnemu, mały biorąc udział w zarządzie i kon- 
ferencyi. Kuczkowski bowiem nie należał do rzędu tych ludzi, którzyby 
się chcieli dzielić władzą chociażby z najgodniejszymi. Wreszcie i aka- 
demia została zwiniętą, a przez ostatnie półtora roku jej wegetowania 
(bo w tym czasie trzech pierwszych kursów jej już nie było, a zakłady 
pomocnicze i naukowe spisywano i wywożono z Wilna) był rektorem 
Mianowski chociaż z władzą bardzo ograniczoną i on to w dniu 31 gru- 
dnia 1842 roku podpisał ostatni akt, dotyczący bytu tej szkoły w Wil- 
nie. Jakkolwiek nie był podeszłego wieku, nie przyjął proponowanej 
sobie katedry w Moskwie; przeszedł w stan spoczynku i zamieszkał 
w nabytej majętności Soleczniki, pięć mil odległej od Wilna, gdzie smu- 
tnym wspomnieniom o minionych dniach oddany, zakończył pracowity 
swój żywot w kilka iniesięcy później. Umarł w kwietniu 1843 r. Jako 
profesor, literat, lekarz-praktyk, administrator, słowem na wszystkich 
tych polach działalności swojej, przedstawił się Mianowski jako czło- 
wiek bezwarunkowo uczciwy, inteligentny, kochający kraj i o dobro jego 
bardzo dbały. Liczył się tedy do szeregu tych zasłużonych mężów, na 
których w owej epoce nie zbywało Litwie. (Prace jego literackie wy- 
szczególniliśmy powyżej: 1512, 1513, 1646, 1683, 1684, 1735, 1736, 
1980, 1981, 2000, 2001, 2082, 2155). 

Mickiewicz Józef S. J. Urodził się w roku 1744, w powiecie 
grodzieńskim, w województwie trockiem. Pierwsze nauki pobierał w Gro- 
dnie, następnie wstąpił do zakonu Jezuitów i tam przechodząc różne 
stopnie, przeznaczony został do wykładów astronomii w Akademii wileń- 
skiej; że zaś ta katedra dostała się Strzeckiemu, przeto Mickiewicz zaczął 
wykładać fizykę i w tym charakterze przeszedł do Szkoły Głównej litew- 
skiej w 1780 roku. Słuszna nazywać go ojcem fizyki na Litwie, bo jak- 
kolwiek ważnych dzieł w tym przedmiocie nie pisał, a to co ogłosił 
najczęściej bezimiennie, niczem nadzwyczajnem nie odznaczało się, przecież 
położył wielkie zasługi przez praktyczne zastosowanie wiadomości z fizyki 
do rzemiosł i przemysłu !). Za jego wpływem rozpowszechniła się w kraju 


1) Głos profesora Golańskiego na posiedzeniu publicznem Uniwersytetu impe- 


— 262 — 


technologia. Maszyny fizyczne wyrabiano w Wilnie pod jego osobistym 
kierunkiem, a ponieważ ówczesne fundusze szkoły były bardzo ograni- 
czone, przeto z własnej kieszeni opłacał rzemieślników i sprowadzał nie- 
odzowne materyały. Gabinet ten był przedmiotem żartów ze strony Józefa 
Franka 1). Biblioteka jego była na usługi uczących się. Jako administra- 
tor wszechnicy po ustąpieniu Strojnowskiego wykazał energię 1 dużo 
dobrej woli. Był przez wiele lat dziekanem oddziału nauk fizycznych 
i matematycznych. Jundziłł utrzymuje, że profesorem był słabym, bo nie 
umiał geometryi, jednakże dość łaskawie z nim się obchodzi, chociaż 
z ex-Jezuitą; snać Mickiewicz nie mogąc nauką, pracowitością i aku- 
ratnością w wykładzie swych lekcyi zastępował brak gruntownych wia- 
domości opartych na geometryi i matematyce wyższej. W r. 1792—1795 
znosił burze wojny i wielce był czynnym, różne publiczne spełniając 
usługi. W r. 1794 sprawował urząd zastępcy rektora w Szkole Głównej. 
Usiłował trzymać w karbach młodzież, co mu onego czasu z trudnością 
przychodziło. Zmuszał ją do uszanowania starszych, co bez trudu osię- 
gnął. Dobrym był, uczynnym, miłosiernym. Wiek podeszły czynił go 
zgryźliwym. Przy nim byli wiceprofesorami Michał Wiński i Mateusz 
Korbut, przed nim zmarli, potem Stubielewicz. Zakończył życie dnia 
5 lipca 1817 roku. Podług jednych był stryjem Adama, podług drugich 
nie był nawet krewnym lecz imiennikiem tylko; w każdym razie X. dzie- 
kan opieką otaczał młodego Mickiewicza i ułatwił mu umieszczenie w se- 
minaryum nauczycielskiem. Czytałem gdzieś, że cała opieka nad Ada- 
mem ograniczyła się tylko na tem, że go w seminaryum umieścił. O jego 
pracach mówiliśmy wyżej (218, 1310). 

Milewski Andrzej S. J. Był profesorem Uniwersytetu wileń- 
skiego. On to wyrobił wyrok królewski na skasowanie wyroku trybu- 
nału mińskiego na akademików wileńskich. 

Miluński Maciej S. J. Urodzony na Mazowszu, profes 4 ślu- 
bów, teologii i prawa kanonicznego doktor; sławny mowca i wierszopis; 
uczył filozofii, teologii i prawa kanonicznego; rządził kilku kolegiami, 
nowicyatem wileńskim i całą prowincyą jako wiceprowincyał w zastęp- 
stwie prowincyała, który uczestniczył w kongregacyi generalnej XII. 
Umarł w Wilnie 16 sierpnia 1719 roku, przeżywszy lat 74, a w To- 
warzystwie 34. O jego pracach naukowych wspominaliśmy powyżej 
(2683, 2934). 

Mińkiewicz Adam S. J. Urodził się w Wilnie 11 sierpnia 


ratorskiego wileńskiego dnia 15 września 1817 roku ku partniątce zeszłego profesora 
X. Józefa Mickiewicza. »Dzien. wileń.« 1817, II 409. 
1) Op. cit. II. 420. 


M. 263 = 


1684 roku. Ukończył szkoły ze stopniem doktora filozofii; wstąpił do 
zakonu Jezuitów 2! października 1699; po odbytym nowicyacie i otrzy- 
maniu stopnia doktora teologii, został w Akademii profesorem retoryki 
i filozofii. Rządził kollegiami w Nieświeżu i Pińsku, oraz był sekreta- 
rzem prowincyi. Umarł w Żodziszkach 14 marca 1740 roku. Wydał 
z druku następujące prace: 

3609. Regina Regni Poloniae et M. Ducatus Lithuaniae in thauma- 
turga Sua cum parvo Jesu imagine ad palatino trocensis civitatis basi- 
licam coronatam i t. d. Wilno, druk Akad. Ś. J. 1718, fol. 

3610. Panegyricus de cultu et origine imaginis B. V. Mariae Tro- 
censis in Lithuania, Wilno, typ. Acad. S. J. 1718, 49. 

3611. Solennitas Coronationis imaginis thaumaturgae B. V. Mariae 
Trocensis 1718 d. 4 Sept. Wilno, 1719, 4". | 

Misztołt Antoni Alojzy S. J. Urodził się na Litwie 1685 r. 
Nauki studyował jako kleryk jezuicki i ukończył je ze stopniem doktora 
filozofii i nauk wyzwolonych. Następnie był profesorem zwyczajnym 
metafizyki i etyki w Uniwersytecie wileńskim, oraz seniorem fakultetu 
teologicznego. Poczem rządził kollegiami: połockiem od r. 1731 do 1735, 
nowogrodzkiem i witebskiem. Umarł w r. 1740. Wydał z druku historyę 
Sapiehów p. t. 

3612. Historia Illustrissimae domus Sapiehanae ab origine et anti- 
quitate sua genealogico i t. d. deducta auctore ..... (był seniorem fakul- 
tetu filozoficznego). Wilno, druk Akad. S. J. 1724, 4, 3 tomy, 12, 102 +- 2, 
140 +- 203, 19. Na przodzie jest tablica genealogiczna domu Sapiehów, 
ryta na miedzi; całe zaś dzieło przedrukowane w »Swadzie« łacińskiej 
Danejkowicza, część VII-a (tom II, str. 118). . 

Młodzianowski Jędrzej S. J. Urodził się na Litwie 1622 
roku, mając lat 26 postąpił do zgromadzenia Jezuitów w Wilnie, już po 
ukończeniu Akademii wileńskiej. W rozmaitych koloniach jezuickich za- 
rządzał szkołami; był kaznodzieją i kapelanem w nowicyacie wileńskim 
i na tem stanowisku zakończył życie w Wilnie 10 stycznia 1685 roku. 
W Uniwersytecie wileńskim uczył retoryki i teologii. Słynął jako ka- 
znodzieja i literat. Z prac jego ogłoszonych drukiem mówiliśmy o jednej 
powyżej (2875); pozostaje nam wyliczyć więcej znane dwie prace: 

3613. Ornamenta domestica ducatus et episcopatus Samogitiae. 
Mitawa, 1668, fol. Dzieło to według Załuskiego jest nadzwyczaj rzadkie. 

3614. Suppetiae militares ex Divis Polonae Lithuanaeque gentis 
tutelaribus. Wilno, 1671, 4? z rycinami, również bardzo rzadkie. 

Modzelewski Zacharyasz S. J. Mazur, doktor Św. teologii, 
w Brunsbergu wpisany do Towarzystwa, w Wilnie uczył filozofii i teo- 
logii; kaznodzieją był w Warszawie i w Wilnie, umarł w Nieświeżu 


ż=ż 264 = 


2 lipca 1706 roku. O jednej jego pracy wspominaliśmy już (2876), na- 
leży nam podać tytuły więcej znanych prac jego: 

3615. Węzeł święty, albo świątobliwy żywot Wielebnego sługi Bo- 
żego Aloizego Lanuza kapłana S. J. w r. 1656 szczęśliwie. zeszłego 
przez X. ..... S. J. Wilno, druk Akad. S$. J. i6gi, 49. 

3616. Nowych cnót chrześcijańskich przykład, albo żywoty niektó- 
rych sług bożych z najmniejszego zakonu Ś. J. szeroko od rozmaitych 
autorów opisane, a króciej zebrane i na polski język przełożone przez 
RE uań S. J. Warszawa, druk S. J. 1695, 4” 201, 193, Iol. 

Mokrski (Hączel, Honczel) Jędrzej S. J. Wykładał w Uniwer- 
sytecie wileńskim Pismo Św. i polemikę. W r. 1648 wysłany do Chmiel- 
nickiego, którego był nauczycielem w szkołach, aby Chmielnicki odstąpił 
od oblężenia Lwowa. Umarł tamże 1649 roku. Ogłosił: 

3617. Pogonia żałobna ..... na pogrzebie Symeona Samuela Lu- 
bartowicza Sanguszka, księcia z Kowla, wojewody witebskiego etc. 
u grobu zostawiona przez X. Andrzeja Hączla Mokrskiego Th. S. J. 
r. 1639, d. 22 lutego. Wilno, druk Akad. S. J. 1639, 4? 56, druk gocki. 

3618. Trzy wieże na gruncie JWFamilii Ich Mc. PP. Grudzińskich 
od JW. Stephana Grudzińskiego, wojewodzica rawskiego etc. starosty 
wystawione, a przy pogrzebie żałośnym od X. ..... S. J. Th. pochwa- 
lone w Łowiczu, 1640, 4” g4, druk gocki. 

Mordas Tadeusz S. J. Był profesorem w Uniwersytecie wileń- 
skim w r. 1777. 

Muyschel Karol Justus. Urodził się w Rydze d. 22 lutego 
1799 roku. Nauki gimnazyalne pobierał w Dorpacie, uniwersyteckie 
w Wilnie. Jakkolwiek dobrze pisał po polsku, w codziennem życiu mu- 
siał używać języka niemieckiego, gdyż notatki bieżące do nauki nieod- 
noszące się po niemiecku spisywał. Dość późno nauki ukończył, gdyż 
w r. 1823 magistrował się. Do założenia szkoły weterynarskiej przez 
Bojanusa należał. Od r. 1823 do wyjazdu za granicę w r. 1829 wykładał 
anatomię, farmacyę i chirurgię w powyższej szkole. W r. 1829 doktory- 
zował się, lecz godności adjunkta nie otrzymał. Brak mu było poparcia. 
Pod względem naukowym, specyalnym, dorównywał Adamowiczowi. Za- 
sługi w sztuce weterynarskiej obu ich były równe; jednakże gdy Ada- 
mowicz opuszczał Wilno jako adjunkt Uniwersytetu, Muyschel zada- 
walniać się musiał naukowym stopniem tylko i nadzieją, że za powrotem 
pozyska katedrę. Niestety, Uniwersytet zamknięto, a Muyschel pozostał 
w zawieszeniu. W nowo zorganizowanej akademii otrzymał miejsce 
lektora i liczne obowiązki. Wykładał bowiem po polsku: anatomię zwie- 
rząt domowych podług Gurtla, zoochirurgię podług Dietrichsa i nieza- 
leżnie od tego prowadził klinikę zoochirurgiczną, Na katedry wetery- 


ssż; 265 EZ 


narskie ogłoszono konkurs. Jedyna rozprawa, jaka nadeszła do konfe- 
rencyi, była Muyschela. Rozprawa ta wydrukowaną później została w »Col- 
lectanea medico-chirurgica«; ona otworzyła drogę Muyschelowi do pro- 
fesury, gdyż niezwłocznie mianowany został profesorem zwyczajnym i otrzy- 
mał zwierzchni nadzór nad instytutem weterynarskim. Należał do naj- 
pracowitszych profesorów akademii. Przeglądając pozostałe po nim 
papiery, przekonałem się, że nosił na swoich barkach nie tylko admini- 
stracyę instytutu weterynarskiego, lecz gabinety i muzea nie należące 
wprost do weterynaryi. Jeżeli który z profesorów wyjeżdżał czy to za 
granicę na czas dłuższy, czy zupełnie opuszczał akademię, konferencya 
niezwłocznie porucza Muyschelowi przyjąć pod swój nadzór gabinet lub 
muzeum. Przesyłane do konferencyi rozprawy inauguralne Muyschel roz- 
patrywał i zdawał z nich piśmienną relacyę, bez względu, że rozprawa 
ta nie odnosiła się bezpośrednio do wykładanych przez niego umiejęt- 
ności. Nie było komisyi, do którejby Muyschela członkiem nie wybrano. 
Słowem, że z rozporządzeń konferencyi, zarządu akademii a później ko- 
misyi dla ukończenia interesów akademii, przesyłanych do spełnienia 
Muyschelowi, możnaby ułożyć prawie że dokładną kronikę czynności 
powyższych instytucyi. Prócz tego, że był dyrektorem kliniki zoochirur- 
gicznej, wykładał teoretycznie wiele przedmiotów, a każdy z nich opra- 
cowywał sumiennie. Jego kompendya tak są ułożone i napisane, że każde 
z nich można drukiem ogłosić. Prócz tego na obszernych marginesach 
znajdujemy rok rocznie czynione noty, znamionujące, że takie to po- 
glądy w danym czasie ulegały zmianom. Był tedy bardzo sumiennym 
nauczycielem, gdyż ostatnie wyniki nauki podawał swoim słuchaczom. 
Gdy Górski opuszczał zupełnie Wilno, w początkach 1840 roku Muy- 
schel zarządzał gabinetem chemicznym i farmakologicznym, również gdy 
Miram wyjechał w podróż naukową jako profesor nominat Uniwersytetu 
św. Włodzimierza, objął Muyschel zarząd nad gabinetem zoologicznym. 
Gdy akademia została zamkniętą, Muyschel nie otrzymawszy nowego 
przeznaczenia, zmuszony rzucić profesurę, osiedlił się w majętności Mok- 
niuny w powiecie trockim, gdzie wkrótce, bo w lutym 1843 roku, życie 
zakończył. Specyaliści wahają się komu oddać pierwszeństwo na pun- 
kcie weterynaryi, Adamowiczowi czy Muyschelowi. Podług mnie obadwaj 
byli dobrze zasłużeni. Gdy Adamowicz jako anatomo-patolog podobno 
niepoślednie zajmuje miejsce, a na polu anatomii porównawczej doszedł 
do odkryć, jak sam o tem pisze, — Muyschel jako chirurg słynął i nie- 
które ulepszenia do narzędzi chirurgicznych wprowadził. Tu należą kle- 
szcze do kastracyi i katetery. Pierwszy Muyschel używać zaczął ścięgien 
zwierzęcych do rozszerzania zwężonych kanałów fistułowych. | 
Mało się bawił piśmiennictwem, o jego pracach mówiliśmy wyżej 


— 266 — 


(551, 2199— 2201). Życie Muyschela opisywali: Romuald Podberezki 
w »Pamiętniku naukowo-literackim« i Edward Ostrowski w » Pamiętniku 
Towarz. lek. warsz.« XXVIII, !. 

Minnich Wilhelm Fryderyk. O jego życiu nic nie wiemy; 
w Encyklopedyach podane są tylko jego dzieła z króciutką wiadomością, 
że był profesorem w uniwersytecie krakowskim, a po Śmierci Groddeka 
przeniósł się do Wilna na profesora literatury greckiej, łacińskiej, oraz 
języków wschodnich. Czy dobrym był profesorem, nie doszły nas wieści, 
wspominają o nim tylko, że brudnym był skąpcem. Zaleta ta czy wada 
tak była powszechną między profesorami wileńskimi, że nie charaktery - 
zuje bynajmniej Miinnicha. Pod względem literackim toczył wojnę z Lu- 
dwikiem Sobolewskim. Gdy bowiem Miinnich w jednej z rozpraw »M. T. 
Ciceronis libri de Republica notitia codicis sarmaticis facta illustrati 
quantumque fieri potuit restituta« dowodzi, że Wawrzyniec Goślicki 
rozprawę swoją: »de optimo senatore« przepisał z Cycerona, a rękopis 
zniszczył — Sobolewski dał mu należytą odprawę, posądzając Minnicha 
o nieuctwo. Powyżej, w spisach bibliograficznych podane są bliżej nas 
obchodzące prace Miinnicha (3084— 3086, 3182 —3184, 3227). Zakończył 
życie w Wilnie w r. 1830. 

Nakcyanowicz Jakób S. J. Litwin, urodził się r maja 1725 r., 
do zgromadzenia wstąpił 13 sierpnia 1741 r.; wykładał w Uniwersytecie 
wileńskim matematykę, był następcą Żebrowskiego, zarządzał i obserwa- 
toryum astronomicznem. Gdy Poczobut objął katedrę i obserwatoryum, 
Nakcyanowicz przeniesiony został do Grodna, gdzie wykładał teologię 
dogmatyczną i prawo kościelne i na tem stanowisku zastała go kasata 
zakonu. Za jego profesury w Wilnie studya matematyczne w Wilnie zna- 
cznie się podniosły, dzięki hojnermu opatrzeniu przez Adama Stanisława 
Grabowskiego, biskupa warmińskiego, który się liczył do dobrodziejów 
jezuickich; w tymże samym czasie, dwaj francuscy Jezuici, wypędzeni 
z Francyi, po chwilowym pobycie u króla Stanisława Leszczyńskiego, 
zawitali do Wilna jadąc do Chin, i tu rozpoczęli wykłady nauk mate- 
matycznych; byli to Rossignole i Fleury. Nakcyanowicz przyswoił lite- 
raturze naukowej ojczystej dzieło Wolfa, ucznia Leibniza. O tem dziele 
mówiliśmy wyżej (127). Był to śmiały krok ze strony Jezuity; dowodzi 
on, że prądy zachodnie już wówczas torowały sobie drogę do Wilna. 

Po kasacie Jezuitów pozostał w Grodnie jako kapłan Świecki 
1 tamże zmarł w 1790 r. Oprócz Wolfa prelekcyi ogłosił jeszcze wspól- 
nie z J. Pawilewiczem: 

3619. Exercitationes in Analysi. Wilno, druk Akademii, 1750, 40. 

Znany jest także panegiryk Nakcyanowicza do króla Augusta: 


SE 267 AE: 


3620. Ad Stanislaum Augustum Regem Poloniae et rectoratu Aca- 
demico salutatio b. m i r. 40. 

Naramowski Adam Ignacy S. J. Wykładał teologię, był 
kaznodzieją akademickim. Urodził się na Litwie w 1681 roku. Promo- 
wany na doktora filozofii i nauk wyzwolonych w Akademii. Był kazno- 
dzieją akademickim w Wilnie, później w kollegiacie warszawskiej, na- 
stępnie rektorem kollegium w Pułtusku, w końcu przełożonym domu 
profesów i rektorem kollegium warszawskiego. Umarł w Warszawie 
w 1736 roku. Odznaczał się wielką pracowitością. Napisał i ogłosił dru- 
kiem bardzo wiele kazań. Lecz głośne imię pozyskał po ogłoszeniu 
»Facies rerum sarmaticarum«. W pracy tej umieścił wiele ważnych wy- 
padków, zaczerpniętych tak z rozmaitych autorów jak i z rękopisów, 
mianowicie o Litwie, wszystko to połączył z cudotwornemi wiadomo- 
ściami i zabobonnemi podaniami, które pouczają nas, że Naramowski 
był słabo przygotowany pod względem przyrodniczym. Jest to praca nie- 
krytyczna. W pierwszym tomie mieści się historya Polski, w drugim 
żywoty królów polskich, arcybiskupów i biskupów polskich i litewskich. 
O jego pracach mówiliśmy wyżej (2414—2418, 2685, 2774, 2877, 2878). 

Naruszewicz Adam Stanisław S. J. Urodził się dnia 20 
października 1733 roku. Wcześnie zostawszy sierotą wychowywał się 
u krewnych. Początkowe nauki pobierał w Pińsku u Jezuitów, a 13 sier- 
pnia 1748 wstąpił do ich zakonu. Zauważywszy niepospolite zdolności 
w młodym Jezuicie, przełożeni, według utartego już u nich zwyczaju, 
wysłali go dla dalszych studyów za granicę. Po odbytych kilkuletnich 
studyach powrócił do Wilna, gdzie wykładał w Uniwersytecie najpierw 
język łaciński (1755), równocześnie z Poczobutem, a później zajął katedrę 
poetyki. Z Uniwersytetu przeniesiony został do Collegium Nobilium 
w Warszawie. Pierwszy występ Naruszewicza w Warszawie zwrócił na 
niego powszechną uwagę, były to wiersze napisane na śmierć Augusta III 
w r. 1763. Z wstąpieniem na tron Stanisława Augusta, posypały się 
wiersze panegiryczne, albowiem profesor poetyki najmniejszej nie opusz- 
czał okoliczności, aby jej w wierszu nie utrwalił. To go zbliżyło do 
króla, tem więcej że Czartoryscy oddawna go znali i na ich koszcie 
studyował nauki za granicą. Należał Naruszewicz z Albertrandim, wy- 
chowańcem również wileńskim, do założycieli czasopisma: » Zabawy przy- 
jemne i pożyteczne«; redakcyę wziął na siebie Naruszewicz. To go jeszcze 
więcej zbliżyło do króla, który oceniając niezmierne zdolności profesora, 
pragnął go mieć bliżej siebie; zawiązała się między nimi przyjaźń, 
która do Śmierci przetrwała. Wielką sławę zjednał sobie, gdy w r. 1772 
ogłosił pierwsze dwa tomy Tacyta; w r. 1773 ogłosił pieśni Horacyusza. 
To ostatnie wydawnictwo nie było pióra wyłącznie Naruszewicza; a zatem 


— 268 — 


był on raczej wydawcą tylko. Tacyta i Horacyusza przypisał królowi. 
Gdy nastąpiła kasata zakonu, Naruszewicz został bez dachu i chleba. 
Cóż robi król jego przyjaciel? Oto ofiarował mu medal »merentibus«, 
kazał zdjąć Holzhauserowi popiersie jego i ustawił w zamku, a dla 
uczczenia go jako poety, wybił medal, gdzie obok wizerunku Sarbiew- 
skiego i Naruszewicza pomieścił. Tyle zrobił król Stanisław August. 
Naruszewicz mógłby z głodu umrzeć, mimo takiego odznaczenia; przeto 
księżna Sapieżyna z Lubomirskich, pisarzowa wielka litewska, przyjęła 
go do swego domu i zabezpieczyła jego potrzeby. Rozpoczyna się okres 
czwartkowych obiadów. Naruszewicz wolny od nauczycielstwa, pełen 
dowcipu wolnego od rubaszności, był duszą tych obiadów. Obiady te 
przypomniały królowi, że jego ulubieniec jest na łasce, a powinien być 
gospodarzem u siebie, więc dał mu probostwo niemenczyńskie i onik- 
sztańskie, oba na Litwie. Naruszewicz porzuca Świetny dwór, przyjaciół 
i jedzie na Litwę, ażeby opuszczone probostwo objąć, zagospodarować 
się. Wyjazd ten miał znaczenie epokowe. Król Stanisław August zatęsknił 
za swoim przyjacielem, a chcąc go mieć przy sobie i ciągle i długo, 
zaproponował mu napisanie dziejów narodu polskiego. Propozycya była 
zręcznie obmyślaną, lecz Naruszewicz wahał się, Przeczuwał bowiem 
dobrze, jak wielką jest praca, chociaż jej ogromu nie mógł przewidzieć. 
Wreszcie gdy się zdecydował, przyjechał do Warszawy, aby ten projekt 
królewski wszechstronnie omówić, fundusze sobie zapewnić na wydaw- 
nictwo, na materyały. Kiedy w grubszych zarysach plan był ułożony, 
mimo próśb króla, wyjechał niezwłocznie na Polesie, aby tam zdala od 
gwaru stołecznego plan cały w szczegółach obmyśleć i wszystkie przy- 
gotowawcze prace uskutecznić. Po przybyciu powtórnem do Warszawy 
wydrukował w r. 1774 »Pieśni Anakreonta«, które z greckiego języka 
przetłómaczył, — opuścił Warszawę na czas dłuższy, osiadł w domu 
szambelana Jezierskiego na Polesiu i poświęcił się całkowicie pracy około 
dziejów narodu. [Dwa lata bez przerwy pracował, a w r. 1776 znowu 
przybył do Warszawy, aby wydrukować trzeci tom Tacyta. Król obda- 
rzył go orderem św. Stanisława i materyałami. W roku następnym na- 
desłał królowi plan dzieła. Plan był ułożony dobrze, podobał się kró- 
lowi, lecz równocześnie przekonał się król, że praca taka wymaga oprócz 
spokoju, który można zapewnić Naruszewiczowi i w Warszawie, jeszcze 
biblioteki, dokumentów, których nie można mieć na każde zawołanie 
na Polesiu. W tym celu polecił przygotować dla historyka mieszkanie 
w zamku. Naruszewicz przyjął ofertę z wdzięcznością, wydrukował dwa 
tomy swoich poezyi, dopiero od roku 1779 zamieszkał w Warszawie 
i odtąd zaczął się stale, bez przerwy, zajmować pracą, która miała go 


= 269g ama 


unieśmiertelnić. Robota szła prędko, albowiem król zapewnił pensyę mie- 
sięczną dla kopistów. 

Od r. 1780 zaczyna się wydawanie » Dziejów«, poczynając od epoki 
chrześcijańskiej; Naruszewicz bowiem całą epokę przedchrześcijańską 
pozostawił przyszłości, dlatego i drukowanie rozpoczynał od tomu dru- 
giego. W r. 1781 pojawił się tom pierwszy »Żywota Jana Karola Chod- 
kiewicza«, arcydzieło tego rodzaju pracy, za co został pisarzem wielkim 
litewskim; w tymże roku ogłosił tom trzeci »Dziejów« i drugi »Chod- 
kiewicza«. W r. 1782 został sekretarzem Rady nieustającej. W r. 1783 
pojawił się z druku tom czwarty » Dziejów« i czwarty » Tacytae. W roku 
1784 wyszedł tom piąty »Dziejów«; w roku 1785 tomy szósty i siódmy, 
zamykające całość pracy dziejowej. Zakończył Naruszewicz swą historyę 
na r. 1386, to jest na zaślubieniu Jadwigi przez Jagiełłę. Naruszewicz 
ogłaszając tom siódmy, nie przeczuwał nawet, że nie weźmie się więcej 
do pracy, chociaż o tem tylko myślał. Król wybierając się do Kaniowa, 
zalecił Naruszewiczowi napisanie monografii o Krymie i prosił go o pi- 
sanie dyaryusza swej podróży. Naruszewicz w r. 1787 wydrukował 
»Taurykę« i przy audyencyi w Kaniowie ofiarował cesarzowej Katarzynie 
egzemplarz, za co obdarzony został kosztownym pierścieniem i krzyżem. 
Za powrotem wydrukował »Dyaryusz« i odtąd, a właściwie mówiąc od 
wyjazdu do Kaniowa zupełnie zaniedbał pracę około » Dziejów«. Melan- 
cholia go jakaś opanowała. W roku 1788 został biskupem smoleńskim 
i zasiadł w senacie. Udział jego w sejmie czteroletnim był bierny. Gdy 
został biskupem łuckim, wyjechał do Janowa. Zabrał ze sobą 360 grubych 
tomów materyałów do dziejów polskich, lecz padł nań jakiś strach, jakieś 
zwątpienie, złowrogie wróżby, nie miał odwagi wziąć się do roboty. Gdy 
ogłoszono Konstytucyę 3 maja, zalecił w swej dyecezyi modły powszechne 
za szczęście Rzeczypospolitej. W r. 1792 przyjechał do Warszawy, a że 
w tym czasie zakładano fundamenta pod kościół Opatrzności na pamiątkę 
owej Konstytucyi — Naruszewicz przemówił przy położeniu kamienia 
węgielnego, a przemówił jak natchniony mowca przypominając Skargę, 
gdyż styl tej mowy nie był wcale podobnym do stylu »Dziejów«, do 
stylu, w jakim »Tacyta« tłómaczył. Było to już ostatnie wystąpienie 
Naruszewicza. Powróciwszy do Janowa, stał się odludkiem, nie zajmował 
się ani książką ani piórem, lecz czas trawił na modlitwie. Zwolna ten 
świetny umysł zaciemniał się, melancholia coraz bardziej go opanowy- 
wała, a gdy Targowica zabrała mu znaczną część dyecezyi, a nawet 
i stolicę biskupią, nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, był obo- 
jętny na wszystko. Raz tylko jeden wychylił się ze swej siedziby, przy- 
był do Siemiatycz, aby powitać króla Stanisława, który przybył do księ- 


żnej Jabłonowskiej. A gdy go król zachęcał do dalszej pracy nad » Dzie- 
jami« — odmówił. Odtąd, wegetował tylko. Nikt go nie widział, chyba 
u ołtarza. Umarł w Janowie dnia 6 lipca 1796 roku, przeżywszy 
63 lat. 

Naruszewicz jako satyryk jest znakomitym. W tych satyrach przed- 
stawił się takim, jakim był w rzeczywistości. Jako dziejopis miał kilku 
krytyków. Najnowszą i najprawidłowszą jest Smoleńskiego w »Szkołach 
historycznych«; najbliższy Lelewel, i jego spadkobierca duchowy w ten 
sposób pisze o Naruszewiczu: »Pierwszy Naruszewicz, pisząc historyę 
narodu polskiego, przedsięwziął napisać historyę i takową napisał. Z pierw- 
szego wejrzenia na tytuł, mógłby kto sądzić, że znajdzie w niej te uroz- 
maicone widoki, jakie dzisiejszego wieku historyczną szkołę zajmują: 
lecz zwracając uwagę na wyosobienie polityki od innej kultury narodu, 
jakie się w badawczych Naruszewicza usilnościach dostrzegać dało, 
wczesno się dorozumiewać można, że to jest historya w starożytnem 
pragmatycznem znaczeniu. Naruszewicz zaprawił się na rzymskich 
historykach. Dzieło jego, lubo nosi tytuł historyi narodu polskiego, 
jest wszelako historyą państwa polskiego i królów jego; obrazem poli- 
tyki, zajść i stosunków z mocarstwami okolicznemi, oraz spraw monar- 
chów i książąt, ich familii, wojen i traktatów. Polityka wewnętrzna 
tak kościelna, jak Ściągająca się do mieszkańców tyle tylko że nadmie- 
niona, ile ma ścisły związek z powszechnemi królów i państwa poru- 
szeniami. Jedynie w polityce wytknięte przyczyny i wszystkiego sprę- 
żyny, z niej wywodzone skutki. Żadnej w tem sztuki, wypadki ściśle 
lat koleją opowiadane, jedne drugimi w miarę kończącego się roku 
przerywane. Roczne są to dzieje, pragmatycznie wyłożone. Rzadko w nich 
jakie ogólniejsze opisanie te letnicze przerwy przeplata, rzadko skreślony 
charakter osoby, ogólniejsze przypomnienie i powtórzenie jaki rozdział 
zamyka. 

W takim wykładzie historyk wydaje charakter z tąż dojrzałością, 
jaką umiał całemu dziejów wykładowi nadać. Wymienienie czynności 
tych osób, których charakter skreślony bywa, nie mniej tenże wydają 
i z nim w trwałej zostają harmonii. Naruszewicz czyli gruntownie rzecz 
pojął, czyli wziął chybny jej poznania kierunek, takie jej nadaje wej- 
rzenie, iż niesfornej nieszykownośei nie zostawia, a w samej kompozycyi 
roczny dziejów wykład z kronikarskich nizin dźwignął i do stanowiska 
historyi podniósł « ") 

Na usprawiedliwienie Naruszewicza wobec zarzutów Lelewela należy 


1) Rozbiór prac historycznych Naruszewicza i Czackiego. 


powiedzieć, że on w swym »Memoryale względem pisania Dziejów « 
wskazuje na potrzebę wyjaśnienia stosunków Polski wewnętrznych, lecz 
brakowało mu prac przygotowawczych w tym kierunku przedsiębranych. 
Jeszcze przed Lelewelem Kołłątaj pisał: »Żaden naród nie uzyskał ina- 
czej doskonałego dzieła swej historyi ogólnej, tylko przez długie wprzód 
przyspasabiania materyałów, nieuchronnie do tego potrzebnych « 1). Nale- 
żało wpierw, według tegoż Kołłątaja, napisać szereg monografii wyjaśnia- 
jących stosunki Polski wewnętrzne, czyli należało przed Naruszewiczem 
zrobić to, co robi obecnie akademia krakowska w sekcyi historycznej. 
O dziełach Naruszewicza mówiliśmy wyżej (2424—2428, 3023, 3185). 
Wszystkie dzieła Naruszewicza przedrukował Tadeusz Mostowski w » Wy- 
borze pisarzów polskich« 1803—1805. Z tego przeważnie wydania były 
różne przedruki, przez Bobrowicza » Biblioteka Polska« i innych. Ostatnie 
wydanie pism poetycznych ogłosił Lewental w Warszawie, a to wydanie 
Piotr Chmielowski poprzedził życiorysem Naruszewicza. 

Wspaniałą biografię Naruszewicza podał Bartoszewicz 3). 

Naruszewicz Kazimierz S. JJ. Stryjeczny brat Adama, a we- 
dług Browna starszy i rodzony. Urodził się 18 października 1730 roku. 
Wstąpił do Jezuitów w Wilnie 20 listopada 1745 roku. Do nauk przy- 
kładał się w Uniwersytecie wileńskim, gdzie się głównie przykładał do 
języków, matematyki, fizyki, literatury, prawa i teologii. W Marsylii, 
Włoszech i Niemczech studyował matematykę. W Uniwersytecie w kla- 
sach niższych wykładał matematykę, potem od 24 Sierpnia 1764 roku 
do kasaty Jezuitów był rektorem »Collegium Nobilium«, prefektem dru- 
karni i sekretarzem prowincyi. Po kasacie Jezuitów sekularyzował się, 
został scholastykiem srmoleńskim, sekretarzem Akademii i plebanem 
w Onikszcie. Widoczna, że Adam ustąpił mu probostwo. Umarł 4 kwie- 
tnia 1803 roku. Był to mąż uczony i postępowy, miewał piękne mowy 
w Akademii, pisał i drukował ody po łacinie. Oddzielnie wydał, oprócz 
przedruków tłómaczeń Koszutskiego i Budnego, dwie mowy. 

3621. Oratio in studiorum instauratione antequam prospectus Lec- 
tionum in Universitate tradendarum promulgaretur habita. Wilno, druk 
Akademii 1781, fol. 11. 

O jego pracy matematycznej, którą ogłosił drukiem wyżej mówi- 
liśmy (952). 

Narwojsz Milikont Franciszek S.J. Pochodził z rodziny 
szlacheckiej osiedlonej w Wiłkomierskiem. Urodził się dnia 15 stycznia 
1742 roku, umarł w Wilnie d. 25 czerwca 1819, pochowany na cmen- 


1) Korespondencya I. 14. 
3) Znakomitsi mężowie polscy wieku XYIII. I. 


tarzu bernardyńskim. U Jezuitów rozpoczynał nauki, a w roku 15 życia 
przyjęty został do ich zgromadzenia 16 grudnia 1656 roku. Poświęcał 
się z zamiłowaniem naukom matematycznym, korzystając z wykładów 
słynnych nauczycieli Jezuitów Rossignolea i Flery'ego. Gdy ci do Chin 
odjechali, Narwojsza zalecili na swego zastępcę; został więc w Akademii 
jezuickiej profesorem matematyki wyższej czystej. W tym czasie otrzy- 
mał stopnie naukowe doktora filozofii nauk wyzwolonych oraz teologii. 
Po złożeniu profesyi 4 ślubów w r. 1773 przeniesiony został do Nie- 
Świeża. Równocześnie prawie nastąpiła kasata Zakonu. Narwojsz dostał 
się do Tyzenhauza Antoniego. Z jego rozporządzenia trzy lata pracował 
około spławności Niemna; przy tem pod jego przewodnictwem oznaczono 
szerokość geograficzną wielu miejsc Litwy. Tenże Tyzenhauz w celu 
podniesienia przemysłu krajowego, wyprawił Narwojsza do Holadyi, 
Anglii i Niemiec, dla obejrzenia rozmaitych zakładów i fabryk, oraz 
zakupienia niektórych narzędzi astronomicznych dla obserwatoryum, które 
miało być urządzone w Grodnie. Po pięcioletnim pobycie za granicą 
sekularyzował się, był proboszczem sobeckim i grodzieńskim. 

Po upadku Tyzenhauza, przeniósł się do Wilna. Właściwa działalność 
Narwojsza jako profesora matematyki rozpoczyna się dopiero po upadku 
Jezuitów, w Szkole Głównej litewskiej. W chwili otworzenia tej szkoły, 
w usiłowaniach uzupełnienia kollegium fizycznego, najwięcej kłopotu 
Poczobutowi sprawiał brak dobrych matematyków. Zrazu więc udał się 
Poczobut do starego swego przyjaciela, astronoma wiedeńskiego Hella, 
z prośbą, o wybranie dwóch zdolnych i porządnych nauczycieli mate- 
matyki wyższej czystej i stosowanej. Załatwił tę rzecz przez X. Bohusza, 
prałata wileńskiego jadącego do Włoch, i już otrzymał od niego z We- 
necyi doniesienie o możności wynalezienia takich ludzi. Nie popierając 
dalej interesu z Hellem, przedstawił, Poczobut do uwagi Chreptowicza, 
czyby mu się nie udało użyć X. Narwojsza do dawania lekcyi matema- 
tyki wyższej, jako człowieka ochoczego do tej nauki i nabierającego 
odwagi do tej pracy... Chreptowicz dosyć obojętnie przyjął tę rekomen- 
dacyę ', mimo to w rozkładzie lekcyi na rok 1783/84 spotykamy Nar- 
wojsza wykładającego matematykę wyższą czystą, drugi już rok. Jak ją 
wykładał, podaliśmy prospekt powyżej. Jundziłł zaś w ten sposób pisze 
o wykładach Narwojsza: »..... On jeden najregularniej do szkoły swej 
przychodził i godzin rozkładem przepisanych lekkomyślnie nie opuszczał. 
Byłby nawet wielkie dla kraju przyniósł korzyści, gdyby z jednej strony 
ówczesna młodzież elementarną nauką lepiej była do korzystania z wyż- 
szych rachunków przygotowana, z drugiej gdyby sam profesor, pewniej- 


1) Dawna Akademia 259. 


szego trzymając się porządku, w każdym roku nowych, nie wiele z sobą 
związku mających traktatów nie rozpoczynał. Ten to brak elementarnego 
usposobienia był przyczyną, że Narwojsz na lekcyach swoich mało miał 
słuchaczów, a i ci niewiele odnieśli korzyści. Niektórzy tylko zakonnicy 
zwłaszcza Bazylianie i Pijarowie, w prywatnych swych zgromadzeń szko- 
łach gruntowniej z matematyką elementarną obeznani czynili zaszczyt 
i Uniwersytetowi i publicznemu swojemu profesorowi. Narwojsz zajmo- 
wał swą katedrę do r. 1804, w którym lubo z zupełną dożywotnią pen- 
syą od obowiązków uwolnionym został, lekcyi jednak swoich przez kilka 
lat jeszcze dawać nie przestawał« 1). 

Widzieliśmy, że Narwojsz wykładał w cesarskim Uniwersytecie 
rachunek różniczkowy i całkowy według Newnota i Lagrange'a, aż do 
przyjazdu z zagranicy Niemczewskiego, który po nim objął katedrę. 
Według relacyi Życkiego 3) miał Narwojsz wydawać w Wilnie »Acta 
mathematica«, tymczasem w papierach z epoki Uniwersytetu znalazłem 
wzmiankę, ręką Polińskiego skreśloną, że żadnych pism Narwojsz nie 
ogłaszał; przeto owe »Acta« należy uważać za zwrot retoryczny biografa. 
Również niepewną jest relacya, że zostawił po sobie kilka kart hydrau- 
licznych, jakoby przechowywanych w Uniwersytecie wileńskim. Wspo- 
mnienie Życkiego o Narwojszu pobieżnie jest skreślone i zawiera w sobie 
tylko pierwszy okres życia zasłużonego inżyniera i matematyka polskiego. 

O jego życiu i działalności profesorskiej w drugiej fazie nic nie 
wiemy nad to, co sam podaje w prospektach. Między papierami po 
Dominiku Chodźce pozostałymi znajduję odpowiedź na zapytanie, gdzie 
pochowany Narwojsz: »Pijak ten pochowany na mogiłach XX. Bernar- 
dynów, nie ma żadnego nagrobka, żył w przyjaźni z Sartoriusem«. Tak 
odpowiedział Adamowicz, i tego tylko doczekał się uczony i sumienny 
przez lat tyle nauczyciel!? Za surowy ten sąd potomności, wobec czło- 
wieka, który wychował całe pokolenia matematyków; jako pozagrobowe 
wspomnienie słowa te przypominają dalszym potomkom chwilową słabość, 
która może była następstwem przymusowej bezczynności. Według Jun- 
dziłła, w prywatnem życiu wiele miał właściwych sobie oryginalności; 
jak np. »iż na zwyczajne swe promenady dopiero późno wieczór sam 
jeden wychodził i te do późnej nocy przedłużał; podróże, w odleglejsze 
nawet strony, jak do Sokółki za Grodnem, gdzie miał plebanię, pieszo 
i po większej części nocami sam jeden odprawiał..... « 

Nicolai Wawrzyniec S. J. Znakomity teolog, profesor teo- 
logii w Uniwersytecie wileńskim. Sławny z prac swoich w Belgii, Austryl, 





1) Op. cit 139, 140. 
3) »Dziennik wileński« 1820. III, 7. 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM !ll. 18 


Morawach, Czechach, Szwabii, Danii wreszcie w Polsce. Urodził się 
w Norwegii 1538 r., wstąpił do Jezuitów, następnie przebywał w roz- 
maitych krajach, występując z pismami swemi przeciw reformacyi. W roku 
1577 przybył do Szwecyi i ukrywając swój stan pod nazwiskiem Neu- 
stadt otrzymał katedrę teologii w upsalskiej akademii. Tam zaczął nie- 
znacznie podkopywać podstawy wyznania ewangelickiego, lecz gdy król 
szwedzki Jan zupełnie zerwał stosunki z Rzymem, Nicolai obawiając 
się złych następstw dla siebie, wymknął się z Szwecyi do Inflant, 
a stamtąd wysłany przez Zgromadzenie do Litwy, został profesorem 
Akademii wileńskiej, gdzie różne wykładał przedmioty. Umarł w Wilnie 
5 maja 1622 roku, mając lat 84. 

3622. Confesio Christiana de via Domini, quam Christianus populus 
in tribus Regnis septentrionalibus Daniae, Sueciae et Norvegiae con- 
stanter confessus est, annis a Christi fide suscepta, amplius sexcentis 
usque ad Christinum III Daniae et Norvegiae, et Gustavum Sueciae 
Reges in sex capita distributa, Kraków, Łazarz, 1604, 40. 

3623. De Reformatione Religionis Christianae per ministros Evan- 
gelicos introductae deliberatio a studiosis Danis et Norvegis proposita 
professoribus Academiae Haffniensis d. 1o Octobr. 1602. Kraków, Lob. 
1606, 160. Jest to wydanie drugie, w Polsce pierwsze. 

3624. Confessio Fidei Sinodi Upsalensis in Regno Sueciae A. D. 
1593 celebratae. Laurentio Nicolao Noruego e S. J. Autore in 4% MSS, 
przechowywany w bibliotece Załuskich. 

Ciekawe jego listy o misyach szwedzkich wydrukował ks. Theiner 
w dziele swojem: »Schweden und seine Stellung unter Johann III, 
Sigismund III und Karl IX nach geheimen Staatspapieren<. Augsburg, 
1838, 80, 2 tomy. 

Niemczewski Zacharyasz. Urodził się w r. 1766 na Żmudzi. 
Po ukończeniu nauk gimnazyalnych w Krożach, wszedł do seminaryum 
nauczycielskiego przy Szkole Głównej litewskiej w r. 1788, gdzie otrzy- 
mał stopień doktora filozofii i nauk wyzwolonych. Niezwłocznie przezna- 
czony został na nauczyciela w r. 1794 do szkoły grodzieńskiej. W trzy 
lata później t. j. w r. 1797 przeniesiony do Wilna na profesora, a wła- 
Ściwie wiceprofesora matematyki wyższej stosowanej. Jakie przedmioty 
wykładał na tem stanowisku, nie wiemy, albowiem w prospekcie lekcyi 
żadnej wzmianki o Niemczewskim nie znajdujemy. Za rektoratu Stroj- 
nowskiego, mianowicie w r. 1802, wyjechał za granicę dla dalszego kształ- 
cenia się w nankach matematycznych. Podczas pobytu w Paryżu powo- 
łany został w r. 1803 na członka Towarzystwa akademickiego, a w trzy 
lata później został członkiem Towarzystwa galwanicznego również 
w Paryżu. Po powrocie do Wilna, już po przemianie Szkoły Głównej, 


mianowany został profesorem matematyki wyższej stosowanej w r. 1808 
nadzwyczajnym, a w r. 1810 zwyczajnym. Wykładał mechanikę anali- 
tyczną, lecz głównym jego przedmiotem był rachunek różniczkowy i cał- 
kowy. Wykłady prowadził według dzieła Lacroix'a, które następnie przy- 
swoił literaturze ojczystej. Program, jaki sobie zakreśŚlił, nie uległ zmianie 
przez cały czas jego profesury. Program ten podaliśmy powyżej. W r. 1810 
został wizytatorem szkół, a od roku 1813—1817 był cenzorem ksiąg. 
W r, 1817 powołany został na dziekana wydziału matematyczno-fizycz- 
nego i na tem stanowisku pozostawał do Śmierci. Umarł 1o grudnia 
1820 r. O 4 po południu. »Nie pozostawił Niemczewski dzieł pod swojem 
imieniem drukowanych, pisze Poliński *), chociaż ciągle nad naukami 
pracując, cały prawie czas na czytaniu, uczeniu się i pisaniu trawił. 
Obdarzony bystrością pojęcia i mocną pamięcią, często na posiedzeniach 
z łatwością opowiadał długie wyjątki z pisarzów klasycznych polskich 
łacińskich, francuskich, włoskich — tymi językami władał przewybornie. 
Rzadko się zdarzają tak szczęśliwi, którym wiele nauk zgłębić pozwolono, 
o Niemczewskim powiedzieć można, że mu żadna zupełnie obcą nie 
była. W czasie pobytu za granicą prowadził »Dzienniks swoich za- 
jęć, — więc poznawanie się i obcowanie z uczonymi pierwszego rzędu 
we Francyi, Szwajcaryi i Włoszech, korzystanie z ich ku sobie przy- 
chylności w ułatwieniu wstępu do różnych zakładów, fabryk; opisy 
miast, portów, akademii, uniwersytetów, bibliotek, rękodzielni, ma- 
chin, wynalazków objaśnione rysunkami, spisywał dla własnej tylko 
pamięci. Dziennik ten najlepszym jest Świadectwem, jak usilnie Niem- 
czewski sposobił się na pożytecznego dla kraju nauczyciela. Przekładał 
niemało traktatów technologicznych, niektóre z nich bezimiennie w pis- 
mach peryodycznych wileńskich ogłaszał. O jego pracach literackich 
wogóle mówiliśmy wyżej. Poza katedrą, z ochotą przyłączał się do wszyst- 
kich pożytecznych krajowi przedsięwzięć: był członkiem i dyrektorem 
Towarzystwa typograficznego; członkiem i dyrektorem oddziału wileń- 
skiego Towarzystwa biblijnego rosyjskiego. Łagodnego charaktern, przy- 
jemnej wesołości, mnóstwo miał w pamięci anegdot i wydarzeń osobliwie 
krajowych, co go pożądanym we wszystkich zgromadzeniach czyniło; 
Ścisły w obowiązkach, stateczny w przyjaźni, trafnie przewidujący, głę- 
boko zastanawiający się i z rzadką jasnością szykujący swe wyobrażenia. 
Dobroczynny za życia, uwiecznił pamięć swej cnoty, zapisując około 
5ooo rubli na wieczny fundusz dla czterech ubogich uczniów przy 
szkole krożskiej; 100 czerwonych złotych na szpital parafii wojnuckiej 


1) Krótka wiadomość o życiu Żacharyasza Niemczewskiego. Na czele dzieła 
Lacroix'a umieszczona. 
18* 


— 276 5% 


i do 700 rubli na wileński dom dobroczynności !). Jedną jeszcze okolicz- 
ność z życia Niemczewskiego uważam za stosowne podnieść. W nekro- 
logu, zaraz po Śmierci ogłoszonym bezimiennie ), znajduję następujący 
ustęp: »P. Malte Brun w przedmowie do dzieła: »Tableau de la Polo- 
gne« w ten sposób pisze: »Feu M. Gatterer de Góttingue m'avait ou- 
vert la carriere; M. Niemczewsky de Vilna ma fourni de nouveaux 
materiaux; si j'ai róćussi A debrouiller cette partie de la geographie an- 
cienne, cest principalement A ces deux savants que doit en revenir la 
gloire<. Okazuje się, że Niemczewski przedstawił nowe materyały do 
badań o początku Słowian i Sarmatów, opartych na zabytkach ich języ- 
ków lub litewskiego; a w dziele samem umieścił obszerny artykuł, dający 
dokładne wyobrażenie o naturze języka litewskiego, przez Niemczewskiego 
opracowany i Malte Brunowi udzielony. 

Niszkowski Jan Fryderyk. Urodził się w Wilnie dnia 
18 marca 1774 r. Po ukończeniu Szkoły Głównej litewskiej ze stopniem 
doktora filozofii, zaczął studyować medycynę i za szczególniejsze postępy 
w naukach mianowany wiceprofesorem chirurgii w r. 1797, za naukowe 
zaś prace pozyskał dyplom doktora medycyny i chirurgii dnia 22 maja 
1799 r. Za rektoratu Strojnowskiego razem z Niemczewskim wojażował 
w celach naukowych. Był uczniem najznakomitszych ówczesnych chi- 
rurgów berlińskich, paryskich, a w części i włoskich. Powróciwszy 
do Wilna po kilkoletniej podróży naukowej, objął katedrę chirurgii teo- 
retycznej i od razu zajaśniał talentami, które mu zjednały sławę znako- 
mitego operatora i uczonego teoretyka. Protektor jego Briótet nie spro- 
stał swemu uczniowi. Wiadomo jest bowiem, że Briótet miał bardzo 
Średnie wykształcenie naukowe; znał tylko język ojczysty, polskiego 
prawie że nie znał, gdyż bez tłómacza obejść się nie mógł; a zatem 
o śledzeniu za postępem i rozwojem nauk mowy być nie mogło — gdyż 
prace chirurgiczne ogłaszano przeważnie w języku łacińskim, angielskim 
i niemieckim. Jakkolwiek Niszkowski powołany został do wykładów teore- 
tycznych, miał jednakże sposobność zużytkowania w bardzo krótkim cza- 
sie praktycznych swych wiadomości. W r. 1807 szpitale wileńskie ad koc 
utworzone przepełnione były rannymi żołnierzami, a nad nimi główną 
pieczę jako chirurgowi powierzono Niszkowskiemu. W r. 1808 został 
profesorem nadzwyczajnym i wówczas całą teoryę chirurgii wykładać 
począł. Kiedy w r. 1309 Briótet otworzył klinikę chirurgiczną, Nisz- 
kowski nie tyle z obowiązku ile z zamiłowania cały swój czas wolny 
jej poświęcał i wówczas to pozyskał sobie sławę wielkiego operatora. 


1) Dzieje Dobroczynności 1821, 198, 443. 
3) Dziennik wileński 1821, I, 104. 





Miał być jednym z najznakomitszych techników owego czasu. Najtru- 
dniejsze operacye, dotychczas nieznane w Wilnie wykonywał: a wszystkie 
jego czynności nacechowane były głęboką nauką, wystudyowaniem da- 
nego faktu i przeświadczeniem, że tą a nie inną metodą najlepiej usu- 
nąć cierpienia. Kiedy Briótet skutkiem obłąkania usunięty został od 
wykładów, Niszkowski objął pod swój zarząd klinikę. Jakkolwiek sto- 
sunek Niszkowskiego do Briótet'a był serdeczny, przecież uczuł się swo- 
bodniejszym Niszkowski, gdy został dyrektorem; mógł bowiem wprowa- 
dzić do kliniki te ulepszenia, na które napatrzył się w Berlinie i Wiedniu, 
a których jednakże Briótet nie aprobował. Jak poprzednio Frank świetnymi 
wykłady zachęcał młodzież do studyów nad medycyną wewnętrzną, tak 
obecnie Niszkowski w szlachetnej emulacyi rozwinął swe zdolności i tak 
teoretycznemi prelekcyami jak i operacyami chirurgicznemi elektryzował 
młodzież i tłumnie na swe wykłady przyciągał. Łatwo zrozumieć, że 
wielu uczniów zasmakowało w chirurgii i stało się w późniejszych cza- 
sach głośnymi operatorami i znakomitymi profesorami. Niszkowski nie 
miał czasu bawić się piórem, dlatego prócz kursu i dwóch prelekcyi 
czytanych na publicznem posiedzeniu Uniwersytetu nic więcej nie napisał. 
O jednej jego pracy mówiliśmy wyżej (1818), tu podajemy: 

3625. O związku chirurgii z medycyną i o zdatności potrzebnej 
poświęcającemu się na chirurga. Czytano na posiedzeniu publicznem 
30 czerwca 1814. »Dziennik wileń.« 1815. I, 559. 

Umarł w Wilnie dnia 3 września 1816 roku wskutek pęknięcia 
aneuryzmatu aorty. O jego życiu i działalności pisałem poprzednio 7); 
dawniej ogłosili wspomnienie o Niszkowskim Mikołaj Mianowski?) i Szy- 
dłowski 3. Artykuł Szydłowskiego jest obszerny; pisany dorywczo, dla- 
tego wiele błędów się zakradło. Również prof. Girsztowt bardzo ciepłe 
wspomnienie w Tygodniku illustrowanym napisał. 

Nowak Jędrzej S. J. Pochodził z Wilna, do nauk przykładał 
się w Uniwersytecie, gdzie pozyskał stopień doktora filozofii i nauk 
wyzwolonych. Przez lat cztery wykładał filozofię w Akademii, a później 
był jej wicerektorem. Umarł w Pułtusku. Kojałowicz świadczy, że Nowak 
zostawił w rękopisie dzieło ukończone p. t. »O wypadkach godnych pa- 
„mięci wieku swego« (de mirabilibus curentis saeculi, z taką wymową 
napisane, iż samo słusznie się może do rzeczy pamięci godnych zaliczyć. 

Nowodworski Felicyan Józef S.J. Pochodził z Małopolski, 


1) Doktorowie medycyny promowani w Wilnie. 
%) Dziennik wileński 1816, II, 263. 
3) Wizerunki i roztrząsania naukowe, poczet nowy 2, XIX, 27. 


profes 4 Ślubów, wykładał w Wilnie filozofię i teologię, był rektorem 
ostrogskim i krakowskim, gdzie w ostatnich swych sześciu latach był 
duchownym, a mając lat 84, z których 66 w Towarzystwie przeżył, 
umarł 15 grudnia 1761. Ogłosił: 

3626. Cnoty honoru i sławy portret Maryana Ogińskiego na pogrze- 
bowym akcie wyrażony. Wilno, druk Soc. Jesu, fol. 

3627, Paimiątka wstępującej do zakonu Ś. Benedykta W. J. MCP. 
Felicyanny Wołodkowiczównej Skarbniczej i Sędzianki. grodzkiej woje- 
wództwa mińskiego albo Kazanie na jej obłóczynach i profesyi w klasz- 
torze 6 WWPP. Benedyktynek Mińskich przez X. ..... S.J. fil. dokt. 
kaznodzieję naówczas ordynaryusza w Kościele Mińskim S. J. miane. 
Nieśwież, druk. S. J. 1755, 40, 72. 

O Connor Jan Irlandczyk. Urodził się w roku 1760. Do nauk 
przykładał się w Sliginie, następnie w Paryżu, potem w Londynie, Rzy- 
mie i Wiedniu. Oprócz medycyny studyował nauki filozoficzne. Był 
doktorem medycyny. Do Litwy przybył w r. 1785 jako nadworny lekarz 
Macieja Radziwiłła. Kiedy zarząd Szkoły Głównej przeszedł do guberna- 
tora, wówczas wielu prywatnych guwernerów i lekarzy za pośrednictwem 
swych chlebodawców otrzymało patenta na profesorów Wszechnicy wi- 
leńskiej. Maciejowa Radziwiłłowa zaleciła Frieselowi, ówczesnemu dyre- 
ktorowi poczt litewskich, jako członkowi Komisyi edukacyjnej, swego 
lekarza O' Connora i ten został w r. 1799 profesorem medycyny praktycz- 
nej. Wykłady prowadził podług teoryi Cullena, lecz nie długo, gdyż 
życie zakończył w r. 1801. Pochowany na Rossie. 

Oczapowski Antoni. Rodzony brat Michała, magister filozofii, 
wykładał chemię rolniczą i technologię gospodarską pod dyrekcyą Mi- 
chała Oczapowskiego. W wykładzie trzymał się dzieł chemii rolniczej 
M. Oczapowskiego i ziemiańskiej Fr. Hermbstaedta prof. berlińskiego. 
Wykłady jego, jak zapewnia Jundziłł, były niedołężne i dlatego zapewne 
tylko jeden rok 1823/24 je prowadził. W prospektach za lata następne 
nie spotykamy się ani razu z nazwiskiem Antoniego Oczapowskiego. 
Ogłosił drukiem: 

3628. Zagajenie pierwszej lekcyi kursu chemii zietniańskiej, wykła- 
danego w Cesarskim Uniwersytecie wileńskim w ciągu roku szkolnego . 
1823/24. »Dziennik warszawski« 1826, V, 71 —80. Inne jego prace ogła- 
szane w czasopismach wileńskich wyżej podaliśmy (1154 -1155, 1312). 

Oczapowski Michał. Był drugim z kolei profesorem gospo- 
darstwa wiejskiego w Uniwersytecie wileńskim. Pochodził ze słuckiego 
powiatu, gdzie się urodził w 1788 w Poczejkach. Do nauk przykładał 
się w Uniwersytecie wileńskim i tam pozyskał stopień doktora filozofii. 
Gdy usiłowania księcia kuratora, aby pozyskać kogoś z rodaków na 


katedrę rolnictwa spełzły na niczem, dla braku odpowiednio ukwalifi- 
kowanych agronomów, Oczapowski począł czynić starania, aby mógł 
być wysłanym z ramienia Uniwersytetu za granicę dla studyów li tylko 
w kierunku agronomicznym. Był on już w znacznej części dohrze przy- 
gotowanym do wyższych studyów, gdyż i z teoryą i z praktyką gospo- 
darstwa rolnego obeznał się należycie. Miał za sobą nawet i sławę 
pewną, zarządzając wzorowo majątkami baronów Rónne na Żmudzi. Gdy 
Uniwersytet aspiracyi Oczapowskiego nie uwzględnił, wziął się w inny 
sposób do rzeczy Oczapowski, myśląc wciąż o pozyskaniu katedry. W tym 
celu ogłosiwszy w Wilnie w r. 1819 dzieła i rozprawy agronomiczne 
przez siebie ułożone, wyjechał o własnym koszcie do Mógelina, gdzie 
sławny Thaer prowadził gospodarstwo postępowe. Tam Oczapowski 
pracował gorliwie i stamtąd zaczął prowadzić korespondencyę z księciem 
kuratorem, przygotowując sobie teren do przyszłego działania. Czartoryski 
ujęty ciekawymi opisami Mógelina, zapragnął poznać osobiście Ocza- 
powskiego, który przedstawił mu się w Puławach i tak podobał, że 
książe niebawem wydał rozporządzenie, aby powołano Oczapowskiego na 
profesora zwyczajnego publicznego agronomii. Mimo oporu ze strony 
rektora Malewskiego i niektórych profesorów, Oczapowski wybrany został. 
Czartoryski niezwłocznie przedstawił wybór ten ministrowi do zatwier- 
dzenia i potwierdzonemu polecił wypłacić 5000 rubli wynagrodzenia za 
koszta podróży zagranicznej. Uniwersytet wypłacił, lecz wrogo był uspo- 
sobionym względem elekta. Niektórzy, jak Jundziłł np., nie umieją tego 
ukryć do tego stopnia, że najmniejszy krok Oczapowskiego czy to na 
polu piśmiennictwa, czy jako praktycznego gospodarza najsurowszej a nie 
zawsze sprawiedliwej poddawali krytyce. Był projekt, jakeśmy to wyżej 
widzieli, urządzenia instytutu agronomicznego, gdzieby Oczapowski mógł 
rozwinąć swe praktyczne wiadomości agronomiczne; lecz projekt ten 
upadł dla braku funduszu. Gdy Uniwersytet został zamknięty, a zapro- 
ponowany przez ministra oświaty oddzielny instytut agronomiczny 
w Wilnie z Oczapowskim na czele nie przyszedł do skutku, gdyż na 
to nie zgodził się gubernator wojenny wileński ks. Dołgorukow, Ocza- 
powski wyjechał do Warszawy w r. 1834. Objął najpierw w administra- 
cyę Marymont, a w r. 1835 został dyrektorem instytutu gospodarstwa 
wiejskiego i leśnictwa. Na tem stanowisku dobrze się zasłużył społe- 
czeństwu. Umarł w Warszawie w r. 1854. W literaturze agronomicznej 
polskiej wydatne zajmuje miejsce; o niektórych jego pracach mówiliśmy 
wyżej (761—771). 

Olechnowicz Michał S. P. Profesor prawa krajowego i pro- 
cesu sądowego w W. Ks. Litewskiem. Powołany został w r. 1781, w pierw- 


— 280 — 


szym roku wykładów podał program swych lekcyi, który przywiedliśmy 
w całości powyżej. | 

Olizarowski Aron Aleksander. Po łacinie pisał się Oli- 
zarovius. Prawnik i polityk rodem z Innsbruka, był doktorem prawa 
i profesorem prawa kanonicznego w Akademii wileńskiej. Kiedy Sapieha 
dał fundusz na szkołę prawa i zastrzegł między innemi, aby prawo cy- 
wilne i kryminalne wykładali świeccy profesorowie, których on na swój 
koszt sprowadził; Jezuici z swojej strony sprowadzili Olizarowskiego do 
wykładów prawa kanonicznego, a był on naówczas radcą księcia neu- 
burskiego. Olizarowski był najznakomitszym między profesorami Świeżo 
utworzonego wydziału prawnego w Wilnie. Już w roku 1647 przypisał 
fundatorowi szkoły Sapieże swoje twierdzenia jurydyczne, które ogłosił: 

3629. Assertiones ex jurisprudentia Domini Olizarowski Juris 
utriusque doctoris et professoris Juris Canonici. Wilno 1647. Aprobata: 
RP. Benedicti de Soxo S. J. Rectoris Acad. Viln. et Dni Simoni Dilger 
Juris utriusque doctoris et professoris juris civilis, Collegii juridici pro 
tempore Decani. 

W kilka lat potem wsławił się nie tylko w kraju lecz i w całej 
Europie niepospolitem i pełnem zdrowych zasad dziełem po łacinie 
w Wilnie napisanem, które ogłosił drukiem: 

3630. Do politica hominum societate libri III. Gdańsk 1651, 47. 

Piękna dedykacya do Sapiehy fundatora szkoły prawa. 

W tem dziele śmiało i energicznie przywiódł wszystkie należytości, 
do jakich lud wiejski w poddaństwie zostający na niezbite prawo tak 
z przyrodzenia i ustaw boskich, jak podług sprawiedliwości ludzkiej. 
Z tego wszystkiego pokazuje się, że wydział prawa, mając takich zna- 
komitych profesorów jak Olizarowski, przyniósł wiele pożytku dla kraju. 
Szkoda tylko, że takie znakomitości rzadko się na tym wydziale poja- 
wiały. Olizarowski bowiem usiłował wprowadzić nowe idee między spo- 
łeczność ówczesną i był w swojej epoce wysoce postępowym. W temże 
dziele na stronicy 68—143, znajdujemy: de educatione liberorum. 

Nie wiadomo nam, co się stało z Olizarowskim, kiedy i gdzie 
zakończył życie. 

Olszewski Jakób S.J. Był jednym z najwymowniejszych kazno- 
dziejów przy schyłku panowania Zygmunta III. Urodził się na Mazowszu 
w r. 1585, po ukończeniu szkół u Jezuitów, wstąpił do ich zgromadze- 
nia w roku 1603. Był profesorem w Akademii wileńskiej przez lat 12, 
ucząc wymowy, filozofii i teologii, przytem sprawował obowiązki kazno- 
dziei akademickiego; potem został dziekanem wydziału filozoficznego, 
doktorem teologii, nakoniec podkanclerzym tejże Akademii. Umarł w Wil- 
nie w 1634 roku. Słynął głośno z swych kazań, a zwłaszcza mów po- 


— 281 — 


grzebowych, ktorych zbiór znaczny zostawił; należy do lepszych mow- 
ców kościelnych. Wszystkie jego kazania zasługują na uwagę, już to 
dla swego układu, już też dla wysłowienia. Ma on wprawdzie wadę 
wspólną wszystkim kaznodziejom współczesnym rozbierania i drobienia 
jednejże figury pochwyconej z Pisma św. i dowcipnego naciągania naj- 
poważniejszych symbolów, które w ten sposób przechodzą w Śmieszne 
i dziwaczne; popisywanie się nauką, zabawianie fraszkami i pierwiast- 
kami nie mniej obrażającymi smak dobry jak powagę i świętość religii, 
chociaż to w swoim czasie nęciło ciekawość i dowcipowi mowcy zje- 
dnywało poklaski. Nie zbywa mu z drugiej strony na zalecie, uderza 
często nowością pomysłów, Śmiałością przystosowań, ostrą do uwag 
moralnych przymieszaną satyrą 1 gładkim, miejscami nader szczęśli- 
wym stylem. Wydał on z druku przeszło 15 kazań okolicznościowych 
lub pogrzebowych. Niektóre z tych wyszły razem zebrane po zgonie 
autora p. t.: 

3631. Kazania albo tytuły przez W. X. ..... S. J. Różnych lat 
różnym osobom wystawione. Wilno, druk Akademii 1634, 4; wydanie 
drugie pomnożone 1645, 47. 

O jednej pracy Olszewskiego wspominaliśmy wyżej (2776); tu dodać 
należy, że do ważniejszych kazań i mów pogrzebowych drukowanych 
należą: » Kazania na pogrzebie Samuela Paca«. Wilno 1617; »Anny Sa- 
pieżanki« 1627; »Eustachego Wołłowicza biskupa wileńskiego« 1630; 
»Karola Białozoras« 1631; »po Śmierci Królowej Konstancyi« ró31; 
»Zygmunta III trzy kazania« 1632; »na elekcyę Władysława IV« 1632; 
»z powodu odniesionego przez tegoż zwycięstwa« 1632 i t. d. 

Olszewski Mikołaj S. J. Był profesorem Akademii wileńskiej. 
Znane są jego dzieła: 

3632. Miasto uspokojenia serc ludzkich, albo medytacye na każdy 
dzień roku. Wilno, 1755, 40. 

3633. Brama otwarta do wieczności przez rozpamiętywanie rzeczy 
ostatecznych. Wilno, druk Akademii 1783; 2 wydanie 1799; 3 wy- 
danie 1824. 

Ołdakowski Ignacy. Urodził się 2 sierpnia 1785 we wsi 
Gąsiorowie w województwie płockiem. Do nauk przykładał się w Łomży, 
gdzie między nauczycielami byli głośni ludzie jak ks. Szwejkowski póź- 
niejszy rektor Uniwersytetu w Warszawie; ks. Patrycy Przeczytański 
filozof, sławny autor logiki; Alojzy Osiński, profesor wymowy. Szkoły 
te ukończył w roku 1802. Następnie w Wilnie uczył się matematyki 
i literatury łacińskiej, zajmując się prywatnem nauczycielstwem; jego 
uczeń Aleksander Woelck był później profesorem. Gdy katedra prawa 
rzymskiego w Uniwersytecie zajętą została przez Włocha Cappellego, 


— 282 — 


przeszedł Ołdakowski w r. 1806 na wydział prawny. Takie znakomite 
robił postępy, że stał się ulubionym uczniem Cappellego. Otrzymał sto- 
pień magistra, a 28 czerwca 1809 roku został doktorem obojga prawa. 
Po uzyskaniu tej promocyi niezwłocznie otrzymał miejsce w Krzemieńcu, 
dokąd go Czacki powołał na profesora prawa. Ośm lat nauczał z wielką 
korzyścią słuchaczów. Wysłany w r. 1817 na koszt rządu za granicę, 
przykładał się z wielką pilnością, według instrukcyi Cappellego, groma- 
dząc cenne materyały, z których w przyszłości miał korzystać jako pro- 
fesor i uczony. Zwiedził Kraków, Pragę, gdzie zapoznał się z Dobrowskim 
i Hanką, był w Dreźnie, Lipsku, wreszcie przybył do Getyngi, tam słu- 
chał wykładów Hugona, Bauera, Szultza, Herrena, Meistera, Sartoriusa 
i innych. Po Getyndze miał zwiedzić Anglię, według rady kuratora, 
lecz sam wolał zwiedzać niemieckie uniwersytety. Miał zamiar, lecz 
nie był w Paryżu. Po powrocie z zagranicy we wrześniu 1819 roku 
objął w Uniwersytecie katedrę prawa przyrodzonego, politycznego i na- 
rodów oraz dyplomacyę, które to przedmioty wykładał zastępczo Sta- 
niewicz, gdy Malewski został rektorem. W wykładzie trzymał się dzieła 
Bauera (Lehrbuch des Naturrechts), wówczas wielce cenionego, nie po- 
gardzał jednak jak wielu innych dziełami Strojnowskiego i Kołłątaja. 
Wkrótce potem ułożył kurs własny, lecz nie mógł zużytkować bogatych 
zasobów wiedzy, bo śmierć go zaskoczyła na posterunku. Zakończył życie 
13 czerwca 1821 r., chorując dwa lata na suchoty. Był to człowiek zacny, 
uczony, biegły prawnik i doświadczony nauczyciel. O jego życiu i pra- 
cach naukowych szeroko rozpisał się Daniłowicz 1). Oprócz ważnych ręko- 
pisów do druku przygotowanych, które znajdowały się u matki zmarłego 
profesora, poprzednio ogłosił ważną rozprawę »o przyczynach rozpo- 
wszechnienia prawodawstwa Justiniana« (2498) i rozprawę, którą na żą- 
danie ks. kuratora napisał: 

3634. O prawie przyrodzonem i filozofii prawa, o celach, metodzie 
i sposobie nauczania tego obojga, tudzież wystawienie obrazu wszystkich 
gałęzi umiejętności prawniczych i najdogodniejszego ich rozkładu na 
katedry bądź w głównych, bądź w dodatkowych kursach. »Pamiętnik 
warszawski«, 1822. 

Dokładna bibliografia prac rękopiśmiennych Ołdakowskiego u Da- 
niłowicza. 

Onacewicz Ignacy. Urodził się w r. 1780, z ojca kapłana 
unickiego, w Małej Brzostowicy w Grodzieńskiem. Do nauk przykładał 
się w Białymstoku, później w Ełku w Prusach, gdzie zwrócił na siebie 
uwagę króla pruskiego, zdumionego nadzwyczajnemi zdolnościami mło- 


1) Dziennik wileński I, ro, 182. 


sz 283 Sz 


dego chłopca. Kosztem królewskim wysłany został do uniwersytetu w Kró- 
lewcu w r. 1803. Po ukończeniu nauk został tamże nauczycielem. Wy- 
padkowo poznajomił się z hr. Rumiancowem, który zrozumiawszy, że 
taki uczony, zdolny a młody nauczyciel może dużą korzyść przynieść 
dla Rosyi, namówił go do udania się z nim do Petersburga, gdzie otwo- 
rzył mu bogate swe zbiory dla naukowych poszukiwań. Onacewicz pra- 
gnąc być bliżej stron rodzinnych, udał się do Wilna, magistrował się 
1 otrzymał niezwłocznie miejsce nauczyciela historyi powszechnej w gim- 
nazyum białostockiem. Gdy Lelewel opuścił pierwszy raz Wilno, na jego 
miejsce powołany został Onacewicz na zastępcę profesora historyi po- 
wszechnej w Uniwersytecie. Wykłady te prowadził aż do objęcia tej ka- 
tedry przez Lelewela, a sam objął wykład statystyki i dyplomacyi. Lele- 
wel świadczy, że gdy ogłoszony był konkurs na katedrę historyi po- 
wszechnej, Onacewicz przedstawił rozprawę znakomicie napisaną, i gdyby 
nie konkurował z Lelewelem, z pewnościąby ją otrzymał. Książę kurator 
nie jest łaskawym na Onacewicza, bez względu na to, że ten pomimo 
sumiennego wypełniania obowiązków swoich, czynnie zajmował się upo- 
rządkowaniem rękopisów Albertrandego i przygotowaniem niektórych 
z nich do druku jak np. »Panowanie Henryka Walezyusza i Stefana 
Batorego«, które wydał w tym czasie w Wilnie we dwóch tomach. Oto 
co pisze książę w końcu grudnia 1822 do rektora: »Onacewicza nie 
należy zrazu nominować, jak tylko zastępcą, z oświadczeniem, że nie- 
chybnie straci miejsce, jeżeli się w swych popędliwościach i innych wa- 
dach nie poprawie. Musiał kurator albo osobiście o tem przekonać się, 
gdyż kilka miesięcy temu był w Wilnie, albo też musiał go ktoś denun- 
cyować przed księciem, co nie było żadną nowością, jak o tem niejedno- 
krotnie zaznaczałem powyżej; chociaż i to należy mieć na uwadze, że 
książę bardzo rzadko robił użytek z denuncyacyi. 

Na tej katedrze statystyki i dyplomacyi, lecz również w charakte- 
rze zastępcy przebył Onacewicz do roku 1828, poczem wyjechał do Pe- 
tersburga, wezwany do napisania dziejów Litwy. Pracą tą zajmował się 
prawie dwadzieścia lat, nie licząc tego, że i przed wyjazdem do Peters- 
burga w tym kierunku pracował, studyując przeważnie stare rękopisy 
i pargaminy, jakie były zgromadzone w Wilnie. Z Petersburga kilka- 
krotnie czynił wycieczki do Królewca, gdzie studyował archiwum tajne 
krzyżackie i skąd obfite plony wywoził; prócz tego zwiedzał większe 
biblioteki w Polsce i w Rosyi. Na kilka lat przed śmiercią został po- 
mocnikiem bibliotekarza przy muzeum Rumiancowa. Umarł w Peters- 
burgu w r. 1845. Podobno rękopis historyi Litwy darował testamentem 
Kraszewskiemu; drogocenne książki porozdawał znajomym 1 uczonym, 
których nawet osobiście nie znał. O wydaniu innych rękopisów Alber- 


aż 284 == 


trandego wzmiankowaliśmy powyżej. Znaną jest z druku praca Onace- 
wicza; jest to fragment z dziejów Litwy: 

3635. Rzut oka na pierwotne dzieje Litwy. »Rocznik literacki« 
(Podberezkiego) 1846 rok. 

O Onacewiczu w ten sposób Jundziłł pisze: »W r. 1828 oddalony 
został z Uniwersytetu Ignacy Onacewicz, dypłomacyi i statystyki pań- 
stwa rosyjskiego nauczyciel.... Człowiek ten, wyznać trzeba, gruntowną 
miał znajomość nauk, które wykładał. Będąc nauczycielem historyi naj- 
przód w szkole białostockiej, potem w Uniwersytecie, znakomite uspo- 
sobienia swojego okazał dowody. Dobrze obeznany z literaturą łacińską, 
po francusku miernie, lecz po niemiecku wprawnie mówił i pisał, Czynny, 
pracowity, wiele czytał i wiele do objaśnienia ojczystej historyi w kra- 
jowych i zagranicznych bibliotekach zbierał materyałów «. 

Na kilka lat przed Śmiercią podał jeszcze do druku nie wielki 
lecz cenny artykuł: 

3636. Uwagi nad historyą powszechną. »Magazyn powszechny«, 
1840, N. 11I, 12. 

Ostrowski Piotr. Stał się głośnym w Wilnie od r. 1823, gdy 
był nauczycielem w gimnazyum wileńskiem. On to dał znać generałowi 
Rimskiemu Korsakowowi, że dzieciak z V klasy napisał na tablicy: 
»Vivat Konstytucya 3-0 maja«. To było początkiem owych śledztw, 
wreszcie procesu Filaretów w Wilnie, który tylu znakomitych profeso- 
rów i uczniów rozproszył po szerokim Świecie i był jednym z tych pun- 
któw wytycznych, od którego począł się liczyć przyspieszony bieg wy- 
padków, dążących do zagłady Uniwersytetu. W r. 1820 powołany został 
do wykładu statystyki państwa rosyjskiego podług teoryi wydanej przez 
główny rząd szkół. Lecz wykłady prowadził niedługo, objął je Onace- 
wicz; powrócił do pierwotnych obowiązków w gimnazyum wileń- 
skiem. Ostatecznie był dyrektorem gimnazyum w Dynaburgu (Dwińsku), 
gdzie zakończył życie w r. 1846. Oprócz geografii, o której wspomina- 
łem wyżej (1380), ogłosił jeszcze: 

3637. Wypisy rosyjskie poprawne i pomnożone prawidłami grama- 
tycznemi, pisownią i literaturą. Wilno, 1826. Wydanie czwarte. 

3638. Rys krótki ogólnej teoryi statystyki. Wilno, 1821. 

3639. Historya krótka państwa rosyjskiego. Wilno, 1824. 

Paprocki Franciszek S. J. Historyk, doktor teologii. Uro- 
dził się 1o czerwca 1723 na Białej Rusi. Do Jezuitów wstąpił 2 wrze- 
Śnia 1740, w Połocku. Uczył przez cztery lata filozofii w Warszawie, 
tyleż w Akademii wileńskiej. Prócz tego był kaznodzieją akademickim 
i zarządzał drukarnią przez lat trzy. Następnie rządził konwiktem szla- 
checkim w Wilnie i w Kamieńcu, a w końcu przez lat pięć był proku- 


== 285 Sia: 


ratorem prowincyi. Po zniesieniu zakonu sekularyzował się, został dzie- 
kanem katedry inflanckiej i kanonikiem łowickim. Był bardzo uczciwym 
człowiekiem, sumiennym i pracowitym. 

Pozyskał prawo do naszej wdzięczności już chociażby za kalenda- 
rzyki polityczne, które stanowiły jedyną wówczas literaturę peryodyczną 
w Wilnie i zajmowały mocno publiczność wileńską. A że miały wzię- 
tość, niechaj za dowód posłuży ta okoliczność, że na rok 1764 taki 
kalendarzyk wyszedł w powtórnem wydaniu; jeden w drukarni akade- 
mickiej, drugi u Franciszkanów w Wilnie. Tytuł i treść pierwszego jest 
następująca: »Kalendarzyk wileński na r. p. 1764«. Potem idzie herb 
Korsak własny imienia Korsaków, z przypisaniem X. Tomaszowi Kor- 
sakowi, kanonikowi katedralnemu wileńskiemu, proboszczowi ejszysz- 
skiemu w dzień imienin jego. Podpisany pod dedykacyą Franciszek Pa- 
procki S. J.. regens Collegium Nobilium, prawi w niej między innemi, 
że przodek domu Korsaków przyszedł z Korsyki za czasów Świdry- 
giełły, który mu siostrę swą dał za żoną. Potem następuje drugi tytuł: 
»Kalendarzyk polityczny na r. p. 1764 przybyszowy i przestępny< — 
w Wilnie w drukarni JKM. Akademii Soc. Jesu. Idzie za tem zwykły 
kalendarz, dalej chronologia książąt i królów polskich, książęta litewscy 
wiadomość o rzeczach polskich po Śmierci króla do koronacyi nowego, 
wyjęte z Łubieńskiego, Ładowskiego i Lengnicha; imiona panów euro- 
pejskich i familii, następuje wyliczenie biskupów, senatorów, ministrów 
i dygnitarzy i t. d. ówczesnych w Polsce, oraz kawalerów orderu Orła 
Białego. Znajduje się potem artykuł dość długi p. t. Wojna ostatnia 
między potencyami europejskiemi w r. 1756 zaczęta, a w r. 1763 skoń- 
czona i t. d.; dalej są przypadki inne r. 1763, nakoniec szereg posłów 
cudzoziemskich w Polsce i wreszcie tablica wschodu i zachodu słońca. 

Jako historyk nie zasłynął wprawdzie genialnemi dziełami, lecz dla 
czytającej publiczności niemałą przynosił korzyść, ogłaszając rzeczy po- 
żyteczne i na dobie będące. Z tego punktu rozpatrując spuściznę lite- 
racką Paprockiego, przyznać musimy, że dobrze się przysłużył społe- 
czeństwu. Niektóre z dzieł jego miały po kilka wydań, więc były po- 
szukiwane. O powszechniej znanych pracach jego wspominaliśmy po- 
wyżej (1381, 1382, 1383, 2434—2438); prócz nich ogłosił: 

3640. — O sprawie rycerskiej polskiej i t. d. Łowicz, 1776, 89 
2 tomy. 

3641. — Wiadomości każdemu obywatelowi Korony Polskiej i W. 
X. Litewskiego potrzebne, albo specyfikacya starostw i królewszczyzn. 
Łowicz, 1777, 120. 

3642. — Błędy Woltera wybrane z księgi francuskiej: Les erreurs 
de Voltaire, napisanej przez X. Franciszka Nonnolta, a zaleconej listem 


-— 286 — 


Klemensa XIII Papieża, z odpowiedziami na nie i życiem tegoż Wol- 
tera. Łowicz, druk Prymasa, 1780, 8% 6, 139. Bezimiennie. 

Paszkiewicz Stanisław, wychowaniec wileński, był nota- 
ryuszem królewskim i profesorem prawa rzymskiego w Akademii. 

Pażowski Józef S. J. Warmińczyk, urodzony 12 sierpnia 1721; 
do Jezuitów wstąpił 2% sierpnia 1740, profes 4 ślubów 2 lutego 1756. 
Doktor teologii; wykładał retorykę w Akademii. Był nauczycielem synów 
księcia Radziwiłła; kaznodzieją w domu profesów wileńskim, a to w roku 
kasaty Jezuitów. Po kasacie był kaznodzieją Szkoły Głównej litewskiej. 
Ogłosił: 

3643. Nowogrodecum, Ducum novogrodecensium olim regia urbs, 
hodie princeps palatinatus novogrodecensis, ex historiarum monumentis 
errectum, gestis ducum et palatinorum novogrodecensium auctum ac 
illustratum. Leopoli typ. Soc. Jesu, 1759, 89. 

3644. Kazania niedzielne X. Józefa Pażowskiego S. Th. D. Prałata 
Akademii wileńskiej. Wilno, druk Akademii, 1778, 8% 2 tomy. 

O jednej pracy Pażowskiego mówiliśmy powyżej (2779). 

Pejer Uldaryk. Obojga praw doktor, uczył długo, bo przez 
lat 20 w Akademii wileńskiej prawa cywilnego i kanonicznego, a pozy- 
skawszy sławę uczonego pracownika, został pisarzem konsystorza wileń- 
skiego (Akta kapituły wileńs. pod datą 18 maja 1684). 

Petrycy Ignacy S. J. Wykładał logikę w Akademii wileńskiej 
w TY. 1755. 

Peżarski Jędrzej Jerzy S. J. Urodzony w Wilnie. Mając 
lat 16 wstąpił do Towarzystwa w r. 1701, a skończywszy nauki profesyę 
uczynił. Uczył teologii lat g, prawa kościelnego lat 2, był sekretarzem 
i prokuratorem  prowincyi litewskiej; rządził kollegiami w Warszawie 
1 nowicyatem w Wilnie. Umarł w domu profesów w Wilnie 9 sierpnia 
1744, mając lat 59, z których 43 w zakonie przeżył. Głośny jest jego 
panegiryk, który ogłosił drukiem: 

3645. Annibal ad portas, Vladimirus Monarcha Rossiae in facie 
et acie Ducum et Heroum Ill. Oginsciorum Archiprinceps et Archipater, 
ad proavilam portam II1. ac Excell. DD. Ignatii de Kozielsk Ogiński, 
Mareschalci Tribunalis M. Ducatus Lithuaniae et Castrometatoris, Capi- 
tanei braclaviensis, a prima Prosapiae origine usque ad praesens saecu- 
lum cum colligatis sibi Familiis genealogica productus serie, seu de- 
ductio genealogiae Oginscianae domus, authore P. ..... s. Warsoviae 
typ. S. J. 1732, 40% 16, 416, 89. 

Pietkiewicz Waleryan. Był starszym, przyrodnim bratem 
Antoniego Pietkiewicza, znakomitego powieściopisarza polskiego Adama 
Pługa. W Uniwersytecie wileńskim po ukończeniu nauk ze stopniem 


aa 287 = 


kandydata obojga praw, powołany został w r. 1828 do wykładów histo- 
ryi prawa rzymskiego, które miewał po polsku, trzymając się Hugona 
i Savigny'ego. Na tem stanowisku pozostał aż do zamknięcia Uniwersytetu. 
Rozprawki Cappellego tłómaczył na język polski i ogłaszał w »Dzien- 
niku wileńskim«. 

Pilchowski Dawid S. J. Był jednym z najznakomitszych Je- 
zuitów wileńskich, profesorów w Szkole Głównej litewskiej. Urodził się 
w r. 1735 we wsi Rutkiszkach, dziedzicznej po ojcu, w gubernii augu- 
stowskiej. Nauki pobierał u Jezuitów, a później wstąpił do ich zakonu 
w 1752 roku. Zostawszy nauczycielem, wykładał rozmaite przedmioty 
w Akademii wileńskiej i tamże zarządzał konwiktem szlacheckim. W r 
1771 wysłany został do Rzymu, gdzie towarzysząc generałowi swojego 
zgromadzenia, zadziwiał obszernemi i gruntownemi wiadomościami, czy- 
stością i biegłością języka łacińskiego, tudzież roztropnością postępowa- 
nia. Powróciwszy do kraju już po zniesieniu zakonu, ciężko odchorował 
kasatę, bo do Jezuitów szczerze był przywiązany. Równocześnie z wy- 
zdrowienieim dowiedział się, że jest projekt utrzymania Akademii w Wil- 
nie, przybył więc tu, jakoż i otrzymał katedrę literatury i został dzie- 
kanem kollegium moralnego. Był rządcą drukarni i wówczas to prze- 
drukował wiele pism klasycznych dla korzyści uczniów: jak Horacyusza, 
Wergiliusza, Skargę, swoje tłómaczenia i inne. Niezależnie od obowiąz- 
ków profesorskich, otrzymywał polecenia, które wymagały jak największej 
ufności, jak np. wizyta szkół w r. 1785 i 1786 przez niego odbyta i za 
wzór następnym podana. Gdy przemyśliwano, w jaki sposób odrodzić 
nauki, nie wahano się poruczyć tego działu Pilchowskiemu i Poczobu- 
towi. Zajęcia więc miał dużo, mimo tego spełniał wszystko z wielką 
znajomością rzeczy, akuratnie, pilnie. Poza Uniwersytetem miał także 
niemałe obowiązki, będąc dziekanem katedralnym wileńskim i sufraga- 
nem; został zarządzającym dyecezyą w najtrudniejszych dla niej chwi- 
lach -- wówczas nie mógł już zajmować katedry, którą po nim objął 
Golański. Oprócz głębokiej nauki słynął także z wielkiej dobroczynności, 
z opieki nad biednymi i z świątobliwości życia. Dla pełności obrazu 
dodamy, że był także członkiem Komisyi obojga narodów, gdzie wiele 
pracował, za co order Św. Stanisława otrzymał. Cesarz Paweł za swej 
bytności w Wilnie, zaszczycał uczonego biskupa częstą rozmową i de- 
korował go orderem Św. Jana Jerozolimskiego; a gdy cesarz Aleksander 
dowiedział się, że biskup Pilchowski cały swój majątek przeznaczył testa- 
mentem na wychowanie dwunastu ubogich uczniów, niezwłocznie, przy 
bardzo łaskawym reskrypcie, nadesłał mu order św. Anny. Pilchowski 
dużo wychował młodzieży, dbał o jej oświatę i w dalszem życiu; ma- 
rzył o bibliotece publicznej i na ten cel własną bibliotekę przeznaczył 


— 288 — 


i od swej rodziny pomoc na urządzenie biblioteki otrzymał. Imię Pil- 
chowskiego w szerokim promieniu było znanem, jako uczonego i lite- 
rata. Wiele dzieł klasycznych przyswoił literaturze ojczystej (2254, 
2255, 2256, 2439), a przyswoił bardzo piękną polszczyzną. Wszystkie te 
tłómaczenia są wierne, w duchu autorów dokonane, stylem jasnym, krót- 
kim, silnym, prawdziwie polskim i bardzo do pisarzy Zygmuntowskich 
zbliżonym. Oprócz tych, wydał kilka dzieł religijnych, między innemi: 

3646. Sadzawka owcza i t. d. Wilno, druk Akademii, 1780, 89. 

3647. Zebranie nauk chrześcijańskich, przez X. Józefa Thierard, 
przekład z włoskiego. Wilno, druk Akademii, 1776, 89. 

3648. Sto uwag krótkich a ważnych, myślącym o zbawieniu swem 
podanych. Wilno, 1798, 89. 

Wspominaliśmy wyżej, że Pilchowski bezimiennie ogłosił dwa 
pisemka w kwestyi włościańskiej, przeinawiając nader uczenie a wymo- 
wnie za usamowolnieniem tychże. Jedną z nich: »O poddanych polskich « 
zanotowaliśmy w rozdziale poświęconym historyi powszechnej. Broszura 
ta przekonywa nas, że autor opierał się na mnóstwie Źródeł, tak druko- 
wanych jak rękopiśmiennych; i samą kwestyę głęboko badał. Dopełnie- 
niem tej broszury jest dodatek w rok później ogłoszony drukiem również 
bezimiennie: 

3649. Odpowiedź na pytanie czyli nieczułość w wyższych wiekach 
ku poddanym tak była opanowała serca Polaków, iż uczeni nawet nią 
zarażeni b. m. d. (Wilno, druk akademicki) 1789, 89 147. 

A gdy ten znakomity uczony, dobroczyńca ubogich, świątobliwy 
człowiek umarł dnia 22 listopada 1803, o godzinie wpół do trzeciej po 
południu mając lat 88, »Kuryer litewskie z dnia 5 grudnia 1803 N. g7 
uczcił tę ciężką dla społeczeństwa chwilę i nekrologiem i nieszczegól- 
nymi wierszami, podaję i jedno i drugie bez zmiany, jako pamiątkę po 
wielkim człowieku. 

»Straciła Litwa pożytecznego Obywatela, Kościół litewski świąto- 
bliwego biskupa, Uniwersytet Imperatorski wileński godnego członka, 
klasycznych dzieł wzorowego tłómacza i wielu uczonych pism autora; 
kapituła wileńska przykładnego prałata, ubodzy i sieroty opiekuna i do- 
broczyńcę! Świętej pamięci ksiądz Dawid Pilchowski, biskup sufragan 
wileński, profesor emeryt i dziekan oddziału nauk literatury i sztuk wy- 
zwolonych w Imperatorskim Uniwersytecie wileńskim, tłómacz dzieł 
Seneki, Salustyusza i wielu uczonych pism autor, prałat koadjutor, dzie- 
kan w kapitule wileńskiej, fundator konwiktu sierot stanu szlacheckiego 
i miejskiego, Kawaler orderu Ś. Anny I klasy i Ś. Jana Jerozolimskiego 
Komandor, dnia 22 miesiąca listopada roku 1803 o godzinie wpół do 
trzeciej po południu, mając wieku swojego lat 88, żyć przestał, powsze- 


== 289 ==* 


chny, głęboki smutek po Śmierci tego znakomitego męża daje poznać, 
jaką wielką w nim stratę poniosła Ojczyzna! Piękne pióro opisawszy 
życie Dawida Pilchowskiego, wkrótce poda je współziomkom jako model 
do naśladowania (nie spotkaliśmy się z owym zapowiadanym życiorysem, 
skłonni jesteśmy przypuszczać, że jeżeli redakcya nie miała na myśli 
krótkiego nekrologu pomieszczonego w Rocznikach Towarzystwa Przy- 
jaciół nauk, to życiorys ten nie wyszedł z druku). Oby! podobni do Da- 
wida Pilchowskiego rodzili się w Litwie Mężowie. 
»Bracia Litwini! na niego spojrzyjcie, 
Nie tak los Świetny jako jego życie! 
Jak cnota! która ma słynąć u świata! 
Wstępujmy w ślady najlepszego Brata. 
W nim to łagodność, rozsądek, wytnowa, 
Gruntowna myśli rozumnych osnowa, 
Skromność z dowcipem swój przybytek miała. 
Pism świętych czysta wiadomość jaśniała. 
Uczone dzieła za jego przewodnią, 
Stały się zdania i gustu pochodnią, 
Zebrane na sejm on ośŚwiecił stany, 
Że czułość w mądrych znajdował poddany! 
Litość nad bliźnim miłym jemu darem, 
Zbiór z opatrzności być mniemał ciężarem, 
Gdy go nie jeden haniebnie używa, 
Zapis zaś jego jest mądrość prawdziwa. 
Oto żyć będzie w sierotów postaci, 
Przykład swym godnym zostawił współbraci, 
Nie ten jest mądry ktokolwiek bogaty, 
Potrafi każdy przejadać intraty«. 


Pinabel de Verriere Jan. Pochodził z Paryża, gdzie się uro- 
dził w 1765 roku. Do nauk przykładał się w Uniwersytecie paryskim. 
W r. 1785 przybył do Polski i był guwernerem w bogatych domach 
litewskich. Ostatecznie był u Rzewuskich. W r. 1797 osiedlił się w Wil- 
nie i założył pensyonat dla panien. Pani Rzewuska poleciła go 
Komisyi edukacyjnej, otrzymał od niej patent na lektora języka fran- 
cuskiego w Uniwersytecie. Musiał być rojalistą, bo kiedy Napoleon 
w r. I812 zajął Wilno, Pinabel przyłączył się do partyi niemieckiej i po- 
rzuciwszy samowolnie Uniwersytet, przeniósł się do Petersburga. To po- 
stępowanie nie tylko mu nie zaszkodziło w jego służbowej karyerze, 
lecz przeciwnie, minister oświaty, oceniając taki wybuch patryotyzmu ze 
strony Pinabla, wbrew ustawie uniwersyteckiej mianował go profesorem 
nadzwyczajnym (nie miał stopnia naukowego) i pozwolił mu za osobnem 
wynagrodzeniem 500 rubli na rok (więc pensya zwyczajnego profesora) 
wykładać literaturę francuską jako przedmiot dodatkowy. Na tem stano- 


UKIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III. 19 


— 2090 SR 


wisku przebył do 1827 roku, ustąpił swoje miejsce De Neve'owi, wy- 
służywszy emeryturę. 

Pocołojewski Korneli. Pochodził z rodziny szlacheckiej 
litewskiej. Urodził się w r. 1746. Do nauk przykładał się u XX. Pija- 
rów w Łużkach, później w Uniwersytecie wileńskim, gdzie studyował 
matematykę, literaturę, fizyologię i teologię. Promowany na doktora 
obojga prawa. W Rzymie uczył się prawa kanonicznego i cywilnego. 
Wezwany do Szkoły Głównej litewskiej na profesora prawa kanoni- 
cznego, a później i cywilnego, wykładał takowe aż do reorganizacyi 
szkoły na Uniwersytet, poczem został emerytem. Zakończył życie d. 2 
grudnia 1812 roku. W r. 1800 był już wdowcem i miał córkę zamężną. 
Jakiego trzymał się programu, o tem wyżej mówiłem. Profesorem musiał 
być nie tęgim, kiedy Czacki wyraża się o nim w ten sposób: »Prawa 
kościelnego profesor Pocołojewski należy do rzadkiej liczby głupców. 
Z jego prac znam tylko jedną »de judiciaria Ecclesiae potestate«, o której 
wspomniałem w rozdziałe poświęconym prawu kanonicznemu. 

Poczapowski Jan S. J. Wykładał fizykę w Akademii wileń- 
skiej w r. 1643. O jego pracy ogłoszonej drukiem mówiłem wyżej (258). 

Podczaszyński Karol. Urodził się w r. 1790 w Żyrumnach, 
był synem Jana, budowniczego u Radziwiłłów. Do nauk przykładał się 
w Krzemieńcu i w Wilnie. W r. 1814 wysłany został do Petersburga, 
celem wyłącznego kształcenia się w budownictwie, a następnie za gra- 
nicą przebywał, przeważnie w Paryżu, gdzie u Duranda słuchał wykła- 
dów architektury. Po powrocie w r. 1819 objął katedrę architektury, 
dozór nad budowlami całego okręgu wileńskiego i lekcye geometryi wy- 
kreślnej dawał, jak i przed wyjazdem na wojaż. W r. 1822 został nie- 
spodzianie profesorem zwyczajnym, dzięki tej okoliczności, że książę 
kurator Czartoryski, chcąc powiększyć liczbę kresek przychylnych Twar- 
dowskiemu przy wyborze tego ostatniego na rektora, potrzebował ko- 
niecznie dwóch głosów i jeden z nich miał dać Podczaszyński. Że nie 
poczuwał się Podczaszyński do wdzięczności, przeciwnie, postanowił wy- 
zyskać swe położenie profesora zwyczajnego i zażądał dodatkowego wy- 
nagrodzenia za geometryę wykreślną, o tem dowiadujemy się z następu- 


jącego listu ks. kuratora: 


»Odebrałem dwa listy JWMPana z daty 22 i 26 listopada 
(1822). Jestem zupełnie zdania Jego, żeby na kursa dodatkowe wy- 
znacząć odrębną jaką z głównym przedmiotem związek mającą 
naukę, ale nie te traktaty cząstkowe, których od kursu głównego 
nawet co do godzin oddzielić nie można. Proszę bardzo obstawać 
przytem. W dzisiejszym postępie nauk wiele jest bardzo takich, 
które rozciągnione i w szczegółach traktowane, mogłyby nie zmie- 


Ścić się nawet w obrębach kursu głównego. Ale czy z tego wy- 
pada, żeby je w takiej obszerności szkoła publiczna miała wykładać. 
Ani czasu ani słuchaczów by wtenczas nie stało. Celem Uniwersy- 
tetu jest zgromadzenie w swojem łonie wszystkich nauk, dla tego 
więc samego musi je skracać, okrzesywać, i często przestawać tylko 
na głównych rysach, które potem uczeń sam już zdoła rozwinąć 
1 dopełnić przez aplikacyę szczególną i poświęcenie się wyłączne 
jednemu przedmiotowi. P. Podczaszyński poj:nuje bardzo dobrze 
te racye i gdy jest winien tyle Uniwersytetowi, gdy już przed wy- 
jazdem swoim za granicę dawał jeometryę wykreślną, spodziewam 
się, że bez trudności i niesmaku przyjmie ją na siebie, owszem po- 
czyta sobie za powód do radości, że pierwszy da przykład wró- 
cenia do karbów prawnych. Powtarzam, że kurs dodatkowy powi- 
nien być dawany w osobnych godzinach, i że to co się dotąd pra- 
ktykowało nie upoważnia nas do podobnych żądań na przyszłość, 
bo nadużycia nie są praejudicatami. Wreszcie później przy ogólnym 
układzie kursów, może się znajdzie jaki inny dodatkowy dla p. Pod- 
czaszyńskiego, jeżeli zawsze będzie rozumiał, iż jeometryi wykreśl- 
nej nie może dawać z pożytkiem«. 


W roku 1825—1826 był Podczaszyński wizytatorem szkół okręgu. 
Kiedy Uniwersytet został zamknięty, zajmował się Podczaszyński w dal- 
szym ciągu prywatnemi robotami budowniczemi i gospodarstwem wiej- 
skiem. Z robót jego w Wilnie, szczególniej odznaczających się, zasłu- 
gują na wspomnienie: schody kręte w gabinecie mineralogicznym, sufit 
drewniany w tymże gabinecie; kościół ewangelicko-reformowany. Prze- 
rabiał także kościół uniwersytecki Św. Jana, za czasów gospodarki Pe- 
likana; przeróbka ta wywołała ostrą krytykę, albowiem według jej zda- 
nia przerobienie i dodatki są odmiennego stylu (»Tygodnik Petersburski « 
1838 Nr. 62, 63). Inny krytyk zarzuca Podczaszyńskiemu, że zrobił przy- 
sionek boczny (od ulicy święto-Jańskiej) o czterech słupach korynckich 
nie przypadających do gotyckiej architektury całego gmachu (»Kuryer 
wileński« 1860, N. 14). .Bronił się Podczaszyński, że z pierwiastkowej 
architektury gotyckiej Święto-Jańskiego kościoła pozostały dziś ślady 
tylko w ogólnym rozkładzie, w sklepieniach obudwu naw bocznych 
i ponad. wielkim ołtarzem — całe zaś czoło i tylny szczyt Świątyni, 
a nawet główna nawa, są widocznie późniejsze, gdyż należą do rodzaju 
tak zwanej architektury jezuickiej z XVII wieku. Co zaś do nowego 
portyku, to aczkolwiek jest on wprawdzie we włoskim stylu korynckim, 
lecz dlatego architekt go wybrał, że najwięcej się zbliża do typów przyo- 
zdobienia zewnętrznego w reszcie budowli znajdujących się, gdzie prze- 
ważnie jest koryntyk (» Na dziś« II, 32). O pracach literackich i nau- 
kowych Podczaszyńskiego wyżej wspominaliśmy (1278—1284, 3271). 
Zakończył życie w Wilnie 7 kwietnia 1860, dożywszy późnego wieku. 


19% 


Poliński Pełka Michał. Pochodził z rodziny szlacheckiej 
wielkopolskiej, osiedlonej następnie w województwie nowogrodzkiem, 
gdzie się Michał urodził dnia 6 maja 1784 roku. Początkowe nauki po- 
bierał w Żyrowicach u XX. Bazylianów, a następnie do nauk matema- 
tyczno-fizycznych przykładał się w Wilnie. Zanim się zdecydował wstą- 
pić do Uniwersytetu, zajmował się guwernerką i myślał o wojskowości, 
dopiero X. Bohusz zachęcił go do wyższych studyów. Przybył do Wilna 
1804 roku, zdał egzamin na kandydata stanu nauczycielskiego i uczył 
się przez cztery lata. Pozyskawszy następnie stopień doktora filozofii, 
został nauczycielem matematyki w gimnazyum mińskiem, później w wi- 
leńskiem. Na tem stanowisku nie długo pozostawał; wyższemi zdolno- 
Ściami zwrócił na siebie prędko uwagę zwierzchności uniwersyteckiej 
i dlatego powołanym został do Uniwersytetu do wykładów matematyki 
wyższej czystej. Dla uzupełnienia wykształcenia wysłany został za gra- 
nicę. W latach 1817—1819 podróżował po Niemczech, Szwajcaryi, Wło- 
szech i Francyi. Ówcześni uczeni, oceniając zdolności i naukę młodego 
profesora, powoływali go na członka Towarzystw naukowych, jak np. 
akademia florencka, Towarzystwo rolniczo-ekonomiczne, akademia nauk 
i sztuk w Padwie, akademia w Luce, akademia paryska filomatyczna, 
wreszcie Towarzystwo przyjaciół nauk w Warszawie. Po powrocie z po- 
dróży zajął katedrę matematyki wyższej stosowanej, wakującą po Śmierci 
Niemczewskiego, i na tem stanowisku pozostawał aż do zamknięcia Uni- 
wersytetu. Przez lat dwanaście był prefektem seminaryum nauczyciel- 
skiego, sposobiącego na nauczycieli do gimnazyów i szkół powiatowych, 
pod zarządem Uniwersytetu znajdujących się; przez ostatnie zaś lat dzie- 
więć istnienia Uniwersytetu był dziekanem oddziału fizyczno-matematy- 
cznego. Niezależnie od powyższych obowiązków, był niejednokrotnie 
członkiem komisyi utworzonych do składania i roztrząsania projektów 
rozmaitych urządzeń. Niejednokrotnie wizytował szkoły i inne zakłady 
naukowe tak w Wilnie jak i w innych guberniach. Wiele rozpraw i dzieł 
napisał i drukiem ogłosił (o nich wyżej mówiliśmy: 259— 262, 982, 998, 
1162—1166, 1270). Po zamknięciu Uniwersytetu mianowany został pre- 
zydującym w komitecie tymczasowym szkolnym, do wykonania przepi- 
sanych różnych rozporządzeń, tyczących się tego wszystkiego, co było 
pod władzą Uniwersytetu; obowiązek ten pełnił aż do ukończenia czyn- 
ności i do zamknięcia komitetu w r. 1836. Za gorliwość i dokładność 
w wykonaniu powierzonych sobie obowiązków, był dekorowany i wresz- 
cie otrzymał dożywotnią pensyę emerytalną zwyczajnego profesora Uni- 
wersytetu. 

Mieszkając ciągle w Wilnie i naukowemi pracami zajmując się bez 
przerwy, posiadał znakomitą bibliotekę przeważnie dzieł polskich, zbiór 


rycin, medali i monet różnych krajów. Niektóre rękopisy zaległy, opisał 
je szczegółowo Sobieszczański (Bibl. warsz. 1848, IV, 173). Najważniej- 
szym z nich był: »Spis książek od wprowadzenia druku aż do naszych 
czasów, wyszłych z drukarni, które istniały lub istnieją w okręgu nau- 
kowym białoruskim«. Poliński umarł w Wilnie na cholerę dnia 31 sier- 
pnia 1848 roku. Jakim był Poliński profesorem, a jakim w życiu do- 
mowem, opisuje Rewkowski w ten sposób: »Od Tomasza Życkiego 
w r. 1823 przyjął dziekanię wydziału Michał Pełka Poliński. Wykładał 
on wyższą matematykę, geometryę analityczną, mechanikę racyonalną, 
trochę i pokrótce geodezyę i inne przedmioty. Miał w swoim czasie 
wielką reputacyę, jako dobry matematyk, pracował nawet wiele; lecz za 
mojej już bytności mało się trudnił tą nauką i z tego tylko, co już 
umiał a umiał dobrze, korzystał; więcej się trudnił zbieraniem starych 
książek (prof. Rewkowski przywiózł z Petersburga i ofiarował Poliń- 
skiemu kalendarz, będący własnością Jana Sobieskiego z rękopiśmien- 
nemi notami królewskiemi), numizmatów, historycznych pamiątek. Pisał 
bibliografię polską, którą chciał kiedyś drukiem ogłosić, a bogatą już 
miał własną bibliotekę; całe muzeum rzadkości miał w domu... Był to 
wysoki, chudy, długiej twarzy, już nie młody, a często chorujący czło- 
wiek; miał surowe oblicze, które nadzwyczaj miłym uśmiechem umiał 
osłodzić; wielkiego przytem rozumu i taktu w postępowaniu. Prawy, 
nieugięty, sprawiedliwy zawsze i wyrozumiały, przywiązany do kraju, 
poświęcony dla młodzieży. Szanowany był od wszystkich, uczniowie 
lękali się jak ojca srogiego i jako takiego kochali. Gdy 1 stycznia 1832 
roku przestano nam wydawać pensyę, a bieda była w domu rodziców, 
potrzebowałem koniecznie pieniędzy; pożyczył mi Poliński około 30 rubli. 
W marcu tegoż roku dostałem miejsce guwernera w bogatym domu; 
dano mi zadatku 20 dukatów złotem, wszystkie przyniosłem natychmiast 
Polińskiemu, ażeby z nich wziął należność swoją. Wziął zatem szalki 
1 ważył dukaty, najcięższe zatrzymał, najlżejsze mnie pozostawił. W cza- 
sie tego patrzałem mu w oczy — nie wstydził się. Uwierzyłem naów- 
czas, co ludzie zawsze mówili, że lichwą się bawił i fundusz zrobił 
ogromny... Po Śmierci cały fundusz jego dwakroć sto tysięcy wyno- 
szący, majątek ziemski, kamienica w Wilnie na Trockiej ulicy, biblio- 
teka ze wszystkiemi zbiorami przeszły w ręce prof. emeryta W. Górskiego, 
rodzonego brata żony Polińskiego... Poliński był zawsze głównym 
moim protektorem... przykro mnie było wspomnieć o jego słabościach 
charakteru, ale prawdę rzetelną zeznałem. Najdoskonalsi ludzie mają 
swoje uchybienia; zawsze są oni zbiorem rozlicznych przeciwieństw 
i anomalij, poznawszy ich bliżej, dostrzeżesz... Wykłady Polińskiego, 
mimo suchego matematycznego wątku, były zajmujące jasnością swoją, 


— 294 => 


logiką, która znamionowała dobre na lekcyę przygotowanie i zdolności 
wrodzone. Więcej interesujące przedmioty innych profesorów z mniejszą 
uwagą, ciekawością, a tem samem i pożytkiem uczniów były słuchane. 
Poliński nigdy nie miał potrzeby w czasie lekcyi prosić o uciszenie się 
słuchaczów swoich; i nie samem tylko surowem obliczem imponował im. 
On był godnym i zacnym, prawdziwy miał talent i rozum wszechstron- 
nie ukształcony; każde słowo, giest, spojrzenie nawet dowodziło, że za- 
wsze i wszędzie jest on konsekwentny, na wszystko przygotowany. Mło- 
dzież na każdym kroku widziała jego wyższość umysłową. Więcej tre- 
ściwego i pożytecznego profesora matematycznych przedmiotów nie mie- 
liśmy... U samego Pelikana i Nowosilcowa, jako człowiek rozumny, 
wpływowy, miał wielkie zachowanie. Odjąć od niego tę suchość serca, 
trwożliwość i chwiejność w kwestyach politycznych, jak o tem wspomi- 
naliśmy, tę chęć zgromadzenia pieniędzy i lichwę, którą niewątpliwie się 
zajmował, zostałby w Polińskim ideał doskonałego człowieka, który po- 
mimo zaniedbanej i nie postępowej nauki, mógł być zawsze i wszędzie 
bardzo pożytecznym i dobrym profesorem «. 

Porcyanko Konstanty. Urodził się w r. 1793. Pochodził 
z mińskiej gubernii. Do nauk lekarskich przykładał się w Uniwersyte- 
cie wileńskim za najświetniejszych jego czasów. Pozyskawszy dyplom 
doktorski w roku 1818, pozostał przy Uniwersytecie. Najpierw był po- 
mocnikiem Pelikana przy klinice chirurgicznej i wówczas to miał spo- 
sobność pod sterem znakomitego operatora nabyć tej biegłości techni- 
cznej, do jakiej doszedł w późniejszym czasie. Po usunięciu się Spitz- 
nagla, nie porzucając dotychczasowych zajęć, zajmował się wykładami 
terapii ogólnej, materyi medycznej i toksykologii, a wykłady te prowa- 
dził od r. 1822 do 1830, w którym przekazał je Woelckowi i Abichtowi. 
W tej epoce napisał dużo rozpraw naukowych i ogłosił je drukiem, 
o wszystkich mówiliśmy już powyżej (1718, 1811, 1819, 1851, 1867, 
1868, 1881—1883, 1903, 1916, 1917, 1945, 1946, 2158). Gdy Pelikan 
został rektorem, wykłady chirurgii prowadzili jego zastępcy Porcyanko 
i Gałęzowski. Ten ostatni, chociaż już był profesorem nadzwyczajnym 
chirurgii, nie miał samodzielnej katedry, lecz jak to wspomnieliśmy, 
w imieniu Pelikana zarządzał kliniką i miewał teoretyczne wykłady. Gdy 
zaś z podróży naukowej (od r. 1828) wskutek zaszłych wypadków polity- 
cznych nie powrócił więcej do Wilna, Porcyanko w czasie jego nieobec- 
ności, aż do zamknięcia Uniwersytetu, był faktycznie profesorem kliniki 
chirurgicznej i chirurgii teoretycznej ogólnej i szczegółowej. W takim cha- 
rakterze przeszedł do akademii medyko-chirurgicznej, gdzie oprócz powyż- 
szych przedmiotów wykładał okulistykę. Tak więc w akademii powstała 
katedra okulistyki, o którą Frank napróżno się dopraszał. Najświetniejszy 


— 295 — 


okres działalności Porcyanki przypada na pierwsze lata akademii. Śmiałe jego 
operacye z najlepszem skutkiem szeroko roznosiły sławę profesora wileń- 
skiego. Również w zakresie okulistyki miał kilkanaście bardzo szczęśli- 
wych przypadków. Z owej to epoki datuje się sławne »wyleczę«, o któ- 
rem to wyrażeniu wspoininają współcześni, wspominają dzisiejsi. Do tej 
epoki należy następujący czterowiersz do Konstantego Porcyanki: 

Zmęczą, nastraszą, znudzą człeka doktorowie, 

Z urojonej pogrążą w rzetelnej chorobie; 

Ale tego wróg nawet nie rzeknie o tobie: 

Zaradzisz — wnet pociecha przybywa i zdrowie. 

Nic dziwnego, że biograf Porcyanki w ten sposób się odzywa: 
»Nie było podobno dotąd na Świecie człowieka tak ukształconego, ażeby 
połączył w sobie wszystkie przymioty swego powołania, jakich mistrze 
wzór idealny w przepisach swoich określili. Mowca filozofa Tuskulań- 
skiego jeszcze się dotąd nie zjawił; trudno też widzieć lekarza z temi 
wszystkiemi zaletami, jakich ojciec medycyny Hippokrates po sprawują- 
cych tę zbawienną sztukę wymaga; wszelako Śmiało rzec możemy, że 
Konstanty Porcyanko najistotniejszą część ich jako wzorowy praktyk 
połączył w sobiec !). 

Pomimo takich tryumfów, Porcyanko w ostatnich latach zaczął się 
zapominać, często się zdarzało, że nawet lekcye zarzucał. Na sławne 
niegdyś konsylia, albo się nie stawiał, albo spóźniał; a gdy dawniej 
konsylium takie było niezmiernie nauczającem dla lekarzy, obecnie na- 
stąpił przewrót, niechętnie zgadzano się na nie. Słowem z przyczyn, 
o których zanadto mglisto wspomina jego biograf, Porcyanko zaczął pić, 
a ten Świetny umysł, głęboko wykształcony, zaćmiewać się zaczął. O sto- 
sunkach domowych profesora informuje nas w liście prywatnym Dr Ło- 
wicki: »W odzieży i ubiorze zaniedbany, w czem winna już była żona, 
a która, jak mnie zapewniały kobiety znajome, zatruwała mu życie i po- 
życie w domu. Dla tegoż choć kochał swe dzieci, ale z domu uciekał. 
Dzieci jego w domu uczył mój kolega, poczciwy Kujawski Jakób, lekarz 
medalowy. Porcyanko lubił go bardzo, nazywając opiekunem dzieci 
1 swoim, bo Kujawski pamiętał i o ubraniu przyzwoitem profesora, 
o czem ani on sam ani żona nie pamiętali. Porcyanko sam byłby do- 
brym mężem, jeśliby miał lepszą żonę, a pobrali się z miłości. Przez złe 
pożycie z żoną zaniedbywał się jako profesor. Mówiąc po łacinie powta- 
rzał często przysłowie »re vera«, dla tegoż studenci nazwali go Rewerąc. 
Porcyanko należał bezwątpienia do najwykształceńszych lekarzy owego 
czasu. Literaturę starożytną i współczesną powszechną znał bardzo do- 


1) Wizerunki, XXI, 137. 


RZE 296 aż 


kładnie; był niezmiernie ożywionym w rozmowie, którą lubił zaprawiać 
solą atycką, lecz tak umiarkowanie, że to nie tylko nie raziło nikogo, 
ale owszem mowę jego czyniło niezmiernie pociągającą. Prelekcye jego 
były słynne, gdyż obdarzony darem słowa znakomitym i głęboką eru- 
dycyą, rzucał aforyzmami, które skrzętnie notowano. Od owej nieszczę- 
snej chwili, stał się mizantropem, rzadko z kim się poufalił; towarzystw, 
których dotychczas był ozdobą, rad unikał, słowem stał się ruiną. Dla- 
tego zapewnie wcześniej wstąpił do grobu. Umarł 11 sierpnia 1841 r. 
Chociaż mieszkał na przedmieściu Popowszczyźnie, zatem daleko od 
Środka miasta, tysiączne tłumy zeszły się, aby oddać usługę ostatnią 
człowiekowi, który niejedną łzę niedoli otarł, niejedną z tamtego świata, 
jak zwykle mówią, ofiarę sprowadził i zwrócił zasmuconej rodzinie. Po- 
chowany na cmentarzu Bernardyńskim. 

Oprócz powyżej przytoczonych przymiotów rozumu i serca, widzie- 
liśmy, że niemałe położył zasługi na polu ojczystej literatury. Opraco- 
wał swoje prelekcye, lecz ich do druku nie podał, odkładając tę pracę 
z dnia na dzień; źle zrobił, gdyż znaneby były dokładnie dzisiaj cho- 
ciażby bibliografom, a tak zaległy w rękopisie u rodziny, i nie wiadomo 
nawet, czy nie zostały zatracone. » Poeta w duszy, zawsze wyniosły i wielki 
w czynach, gardził on znikomą sławą. Biednym rad ze swego udzielał 
i do nich chętniej niż do bogatych spieszył; pamięć też cnót i zasług 
Porcyanki nie tylko w grodzie Gedymina, lecz i w całym kraju naszym 
długo i bardzo długo jak Święte podanie z ust do ust przechodzić bę- 
dziec. W takich mniej więcej słowach pisano o Porcyance pół wieku 
temu, a słowa te i dziś w Wilnie powtarzane bywają, ilekroć razy, 
w jakim ciężkim wypadku chirurgicznym między ubogą ludnością mia- 
sta imię Porcyanki wspomniane zostanie. Jest to z jednej strony wy- 
mowny dowód, jak głęboko wraziły się w pamięć czyny i prace znako- 
mitego profesora; z drugiej, świadczy o wdzięczności mieszkańców miasta 
dla dobroczyńcy swego, wdzięczności, która przez tak długi przeciąg 
czasu dotąd nie wygasła. 

Porzecki Tomasz S. J. W r. 1626 wstąpił do Jezuitów mając 
lat 17. Uczył w Akademii retoryki, filozofii i teologii, następnie był 
prefektem nauk wyższych, rektorem w Pułtusku; wówczas to podczas 
morowej zarazy padł jej ofiarą g lipca 1657 roku. W roku 1647 dokto- 
ryzował się w Wilnie i otrzymał stopień doktora teologii. Ogłosił: 

3650. — Florilegium, in quo heroica et lyrica poesi celebrantur 
decora Familiae Chodkiewicz et Pac. Vilnae S. J. 1636, fol. 

3651. Spes altera Russiae seu panegyris Raphaelis Korsak Archie- 
piscopi Metropolitanae totius Russiae. Vilnae, typ. S. J. 1637. Wier- 
szem 1 prozą. 


3652. Elogia Jagiellonum Poloniae, Hungariae et Bohemiae Regum. 
Vilnae, typ. S. J. 1639, fol. 

3653. Elogia Austriacorum |Imperatorum carmine. Vilnae, typ. 
Acad. Ś. J. 1639, fol. i 

3654. Summa annalium ecclesiasticorum incipiendo, quo desuit P. 
Skarga in suo compendio annalium Baronii. Toż, po polsku, zaległo 
w rękopisie. 

Poszakowski Jan S. J. Jeden z najpracowitszych profesorów 
Wszechnicy wileńskiej. Pochodził z Litwy. Do Jezuitów wstąpił w Wil- 
nie, gdzie się kształcił w Akademii, nauczając później w tejże Akademii 
przez długie lata teologii dogmatycznej i historyi kościelnej. Następnie 
przeniesiony do Słucka rządził tamecznem kolegium, potem w Nieświeżu, 
gdzie na stanowisku rektora zakończył życie w r. 1755. Był teologiem 
na dworze Radziwiłła i nauczycielem jego syna Hieronima. Do licznych 
swych dzieł czerpał materyały z biblioteki Radziwiłłowskiej. Poszakowski 
należał do najuczeńszych Jezuitów polskich owego czasu. O wielu jego 
pracach mówiliśmy wyżej (1408—1410, 2607, 2608, 2701, 2783, 2784, 
2883); niektóre podajemv niżej: 

3655. Nauka PP. dyssydentów z nauką starodawnego Kościoła 
zniesiona i t. d. Wilno, 1733, 47 96, anonym. 

3656. Nauka katolicka. Wilno, 1736—1740, tomów sześć in 49, 
każdy z tomów ma tytuł specyalny: tom pierwszy — Głos pasterza, 
1736, 47 426; tom drugi — Rozdział Światła od ciemności, 1737, 4; 
tom trzeci — Firmament prawdy, 1737, 47 6, 172, 6; tom piąty — Lilia 


między cierniami, 1738, 47 6, 241, 7; tom szósty —- Prawda z orłem, 
1740, 47. 
3657. — Konfesya albo wyznanie wiary, jednostajnym konsensem 


1 zgodą wszystkich zborów kalwińskich ułożona, a przez X. Poszakow- 
skiego roztrząśniona. Warszawa, 1742, 47 470. 

3658. — Historya luterska i t. d. Wilno, 1745, 49 638. 

3659. — Historya kalwińska i i. d. Warszawa, 1747—1749, 4? 
436 +- 556 + 444. 


3660. — Kontrowersye przeciw Kalwinom. Wilno, 1746, 89 5 tomów. 

3661. — Historya o schyzmie albo odszczepieństwie angielskiem. 
Sandomierz, 1748, 8% 366. 

3662. — Zohar z okazyi starego żydowskiego Zoharu na oświe- 
cenie żydowskiego narodu. Warszawa, 1749, 4” 303, 18. 

3663. — Antidotum contra antidotum albo zbawienna przestroga, 


że lekarstwo duszne przeciwko apostazyi przez Wojciecha Węgierskiego 
niegdyś superintendenta zborów ewangelickich sporządzone i wygoto- 
wane, teraz Świeżo w Królewcu RP. 1750 drukiem publikowane jest 


== 298 => 


wierutną dusz trucizną, dane wszystkim w obec i z osobna Boga ko- 


chającym i zbawienia wiecznego życzącym od W. X. ..... Wilno, S. J. 
1754, 47 282. 
3664. — Absurda jansenistica, seu sceleratus in gratiam Paschasii 


Quesnelii jansenistarum antisignam, ab omnia culpa et poena immunis 
1 t d. i t. d. Varsoviae, typ. S.J. 1755, 12 238; toż po polsku, Kalisz, 
1783, 80. 

Powstański Adam. Pochodził ze szlachty litewskiej, urodził 
się w r. 1768, do nauk przykładał się w Łużkach u Pijarów, następnie 
w Uniwersytecie wileńskim, gdzie słuchał filozofii, historyi prawa ko- 
ścielnego i cywilnego. Ukończył nauki ze stopniem doktora filozofii 
1 nauk wyzwolonych. Pozostawiony przy Uniwersytecie jako wicepro- 
fesor prawa cywilnego i kościelnego. W tym charakterze jako adjunkt 
był czynnym i w cesarskim Uniwersytecie. Musiał być nieobiecującym, 
kiedy go z adjunktury usunięto 1 października 1810 roku. Przeniósł się 
następnie do Krakowa. Został członkiem Towarzystwa naukowego kra- 
kowskiego i protektorem liceum krakowskiego, gdzie był rektorem gimna- 
zyum św. Anny. Następnie prezesem cenzury w Wilnie i nakoniec dy- 
rektorem gimnazyum białostockiego. W tym czasie ogłosił drukiem: 

3665. — Wiadomość o archiwum krajowem Królestwa Polskiego. 
Kraków, w drukarni Uniwersytetu, 1824—1825, 8? 139, 2 1-78, 2. 

Preuschoff Jan Antoni S$. J. Urodził się w Warmii 15 sier- 
pnia 1663 r., wstąpił do zgromadzenia Jezuitów, 1679. Potem był nau- 
czycielem i misyonarzem w Turowie, Słucku, Nieświeżu i Krożach. 
Wreszcie w Akademii wileńskiej wykładał filozofię lat 6, teologię do- 
gmatyczną, moralną i prawo kościelne lat 8, tamże mianowany doktorem 
teologii. Umarł w Brunsbergu 1721. Oprócz wielu dzieł i panegiryków 
wierszem, wydał bardzo ważną książkę, mianowicie historyę Akademii 
wileńskiej. Jest ona tem ważniejszą i pożyteczniejszą, że jest najdawniej- 
szą. Dokładny jej tytuł podałem w spisach bibliograficznych pod nume- 
rem 34, gdzie i z treścią zaznajomiłem; tu winienem wskazać pobudki, 
które skłoniły autora do napisania tego dzieła. Preuschoff nie odznaczał 
się ani wielką nauką ani talentem pisarskim, a jednakże stworzył rzecz 
pomnikową, bo jego » Universitas Vilnensis Jagiellonico-Batoreana«, jest 
Źródłem pierwszorzędnej wartości. Wydał tę pracę w roku 1707, dla 
udowodnienia praw, jakie miała Akademia wileńska wtenczas już do 
mianowania się Uniwersytetem; czemu niespodziewanie i z wielkiem obu- 
rzeniem Jezuitów w ogólności, a mianowicie wileńskich, Załaszowski 
w dziele swem: »Jus regni Poloniae« wydanem w Poznaniu w r. 16gg, 
w dwóch tomach in folio, zaprzeczył. W tomie pierwszym tytuł 24 De 
Episcopatu Posnaniensi: 3. De: Acad. Lubransi, następnemi kiłku słowy 


ten swój zarzut przeciw Jezuitom wileńskim ogranicza: » Nec Universitas 
Vilnae Patrum Societatis Jesu potest recte appellari Universitas, quia 
non habet omnes facultates (cathedram reor medicinae), quae requiruntur 
ad dicendam Universitatem studii generalis«. Powyższy zarzut był ważny 
1 słuszny, gdyż w istocie rzeczy szkoła, nie mająca wszystkich potrze- 
bnych wydziałów i katedr, nie mogła się zwać Uniwersytetem, to jest 
zgromadzeniem uczącem wszystkich nauk i umiejętności służących do 
rozwoju wiedzy ludzkiej. Obrona właściwości tej nazwy »Universitas«, 
przez Jezuitów ogłoszona, opierała się najbardziej na bullach papieskich 
1 przywilejach erekcyjnych, gdzie Akademia wileńska nazywa się Uni- 
wersytetem. I z tego punktu Jezuici mieli słuszność za sobą. Z drugiej 
zaś strony, ponieważ za czasów jezuickich medycyna wcale wykładaną 
nie była, a nauka prawa cywilnego była zaniedbaną, przeto taki brak 
dwóch tak ważnych gałęzi wiedzy ludzkiej, bez wysiłku podtrzymywał 
obwinienie Załaszowskiego, że Jezuici wileńscy uzurpowali sobie tytuł, 
do którego prawa nie mieli. Zarzut ten był tem dotkliwszy dla Jezuitów, 
że Załaszowski był niegdyś profesorem Akademii krakowskiej, z którą 
wieczne nieporozumienia dzieliły Jezuitów. Jakikolwiek był powód skła- 
niający Preuschoffa do podjęcia tej pracy, jesteśmy mu wdzięczni za nią, 
gdyż stanowi ona jedyne Światełko, chociaż cokolwiek rozjaśniające ową 
pomrokę dziejów Wszechnicy wileńskiej. 

Puzyna Piotr S. J. Z domu książęcego pochodził, umarł w Wil- 
nie r marca 1717, mając lat 55, z których w Towarzystwie, złożywszy 
profesyę 4 Ślubów, 40 lat przepędził, Był gorliwym bardzo kaznodzieją, 
znakomitym w Akademii wileńskiej profesorem prawa kanonicznego, 
nader biegłym, gruntownym i jasnym teologiem. 

O jednej jego pracy teologicznej mówiliśmy wyżej (2609), tytuł 
drugiej następujący: 

3666. Słodkie pieszczoty z niemowlęciem Jezusem przy żłobie przez 
X. H. Drexeliusza S. J. przetłómaczone przez X. ..... Wilno, 1740, 120. 

Puzyna Stefan S. J. Brat poprzedzającego, sławny profesor 
teologii w Akademii wileńskiej. Urodzony 21 grudnia 1667, do Towa- 
rzystwa przyjęty w Wilnie 15 lipca 1685, profesyę uczynił 15 sierpnia 
1705. Otrzymał w Wilnie stopień doktora Św. teologii. W Warszawie 
założył Jezuitom drukarnię. Umarł w Wilnie 5 marca 1738 r. Ogłosił: 

3667. — Kazanie podczas oktawy koronacyi cudownego Obrazu 
Niepokalanie poczętej Panny w Sokalu d. ir Sept. 1724 r. w dziele: 
„Chwała koronna«, Lwów S. J. 1726, fol. 136, 161. 

3668. — Quatuor orbis partium et praecipuorum Regnorum ac 
Provinciarum brevis descriptio. Lublin, S. J. 1730, 12%; po łacinie i po 
polsku. 2-a ed. tamże 1750, 12? 10. 


3669. — Supplement ekonomiki Hauera. Warszawa, 1730, S.J. 
fol. 192, 16. 

3670. — O Niepokalanem Poczęciu NP. Maryi. Warszawa, S. J. 
1737, 89 192. 

3671. — Głosy wolne o wolnej od zmazy Maryi, przez X. .... 
S. J. Warszawa, 1737. 

Rabe Justus S. J. Urodzony w Krakowie w 1542 z rodziców 
bogatych kacerskich. Na naukę wysłany został do Wirtembergii, Lipska, 
Strassburga i Gdańska do akademii kacerskich. W Paryżu będąc na pre- 
lekcyach teologii dogmatycznej X. Jana Maldonata S. J., do wiary Św. 
nawrócił się. W Rzymie 1569 r. do Towarzystwa Jezusowego wstąpił 
i profesyę 4 Ślubów 1587 uczynił. Powróciwszy do ojczyzny, najprzód 
w Lublinie, później w Brunsbergu, Wilnie, Poznaniu, znowu w Lublinie, 
w Klausenburgu — wykładał: retorykę, Pismo Św., teologię moralną 
i dogmatyczną przez lat 20 i razem był kaznodzieją nie mniej sławnym 
jak pożytecznym w Lublinie, W Częstochowie na publicznej o pierw- 
szeństwie św. Piotra dyspucie tak przeciwnika pastora aryańskiego po- 
konał, iż ten zamilkł. Na prośbę hospodara Multan Piotra, przez trzy 
lata w tymże kraju, w najprzykrzejszem położeniu był gorliwym misyo- 
narzem. Toż z Zygmuntem III, którego był kaznodzieją i spowiednikiem, 
jeździł do Szwecyi, a kazał, gdy było potrzeba, po łacinie, po grecku, po 
polsku, po niemiecku, włosku i po francusku. Powróciwszy ze Szwecyi, 
był spowiednikiem, kaznodzieją i teologiem X. Bernarda Maciejowskiego, 
kardynała arcybiskupa gnieźnieńskiego. Rządził kollegium kamienieckiem, 
umarł w Krakowie 1 kwietnia 1612 roku, mając lat 70, z których 43 
w Towarzystwie przeżył. Ogłosił: 

3672. De Petri et Romani Pontificis, Successoris Ejus in Ecclesia 
Christi principatu disputatio theologica. Posnaniae, typ. S. J. 1683, 47 72. 

3673. De summo et uno Gubernatore ac Pastore, quem Christus 
constituit et christiana religio semper habuit et agnovit, brevis concer- 
tatio aliquot capitibus et thesibus comprehensa. Quarum alii tum anti- 
christiana hebionaea secta ad modestam et amicam disputationem invi- 
tantur, praeside ac propugnatore RP. Justo Rabo Th. S. J. Defendetur 
proximo quod felix faustumque sit, studiorum initio in Collegio Lubli- 
nensi. AD. 1586, 47 411. 

3674. Antidiatribe, albo odprawa gońca podolskiego, który jakąś 
diatriben, to: porównanie Ewangelików z Katolikiem od Ministrów po- 
dolskich przyniósł, przez X. Justa Rabba S. J. Kraków, druk M. Loba, 
RP. 1610, 4? 74. 

Radau Michał S. J. Prusak, urodzony w Brunsbergu, mając 
lat 16 do Towarzystwa w 1633 wstąpił i profesem 1651 został. Uczył 


humaniorów, filozofii i teologii lat 8 w Akademii wileńskiej; długo był 
kaznodzieją i misyonarzem, czem się tak wsławił, że go między najsła- 
wniejszymi onego czasu liczono. Głośny był z dysput publicznych, a inno- 
wiercy zwycięstwo mu przyznawali. Rządził kollegiami w Królewcu 
i Brunsbergu, jako też nowicyatem; był w Rzymie prokuratorem pol- 
skim, a w Nieświeżu 17 kwietnia 1687 roku zakończył życie, mając lat 
72, z których 52 przebył w zakonie. Ogłosił: 

3675. Orationes in laudem Benefactorum Collegii vilnensis, Cancel- 
lariorum, Episcoporum Vilnensium et Procuratorum Academiae Vilnen- 
sis. Vilnae, typ. Acad. 1640, 47. 

3676. Orator extemporaneus, seu artis oratoriae breviarium biparti- 
tum, cujus pars prior praecepta continet generalia, posterior praxim osten- 
dit in triplici dicendi genere, praesertim demonstrativo nec non suppel- 
lectilem oratoriam, sententias, historias apophtegmata, hierogryphica, sup- 
peditat. Authore RP. Michaćle ..... STD. ejusdemque profesore a racina 
Georgii Beckeri, elbingensis vindicatum, a multis mensis correctum, per 
Adamum Matkowski, gratum discipulum Armnstelodami apud J. Meurs, 
1655, 120 8, 468. 

Z licznych wydań w różnych miastach Europy było jedno wileń- 
skie drukiem Akademii w 1690 in 120. Matkowski we wstępie o przy- 
właszczeniu tego dzieła przez Beckera mówi, że uczniowie Radau'a w Bruns- 
bergu przepisywali to dzieło z prelekcyi profesora, a jeden z nich Becker 
wydał je pod swojem nazwiskiem. 

3677. Assotiatio sive unio piarum mentium ad impetrandam feli- 
cem mortem et purgatorium, non transeundum sub protectione et prae- 
sidio B. V. Mariae ad honorem Ejus immaculatae Conceptionis. Vilnae 
repetitis typis Universitatis S. J. 1726 in 120, anonym. 

W dedykacyi podpisany jest Michał Radau Rector Colleg. Bruns- 
bergensis. Preuschoff pisze, że: »opera illius rhetorica Europam illu- 
strant«. 

Regnier Mikołaj. Urodził się w Strassburgu w r. 1723. Na 
Litwę powołanym został w roku 1775 przez ks. biskupa Massalskiego, 
w charakterze lekarza przybocznego. Ponieważ biskup Massalski był 
prezesem Komisyi edukacyjnej, przeto z łatwością pozyskał Regnier miej- 
sce profesora w Akademii zaraz po kasacie Jezuitów. »Regnier nie miał 
długo w swej szkole ani uczniów, ani w szkole położnic uczennic, pisze 
Jundził. Profesya chirurga była w pogardzie u akademickiej młodzieży, 
z szlacheckich dzieci złożonej; a niedołężni kontubernialni cyrulicy, py- 
szni staroświeckimi przywilejami, poczytując się za doskonałych w swym 
rzemiośle, zagrażającej im tej nowości lękali się. Szlachta prowincyo- 
nalna, w przesądach pogrążona, sztukę położniczą skażeniem obyczajów 


głośno mianowała; i nie pojmowała, jak uczony akuszer może, bez 
obrazy przystojności, dawać pomoc cierpiącym w rodzeniu matkom, co 
dotąd samych tylko babek wyłącznem było zatrudnieniem. Wkrótce 
jednak prowincya oŚświecać się poczęła i uznawać potrzebę i pożytek tej 
nauki. Przykłady ratunku w rozpaczliwych wypadkach dały poznać nie- 
wątpliwą wyższość nauki; a po kilku latach niezłomnego jak się zda- 
wało wstrętu i nieufności — powstała moda używania akuszerów do 
rodzących. To było początkiem tej świetnej fortuny, którą sobie Regnier 
na Litwie tak łatwo utworzył. W epoce odnowienia Akademii w r. 1781, 
gdy Komisya nadając jej nową organizacyę, kilkunastu razem miano- 
wała profesorów, Regnier mimo pięcioletnie swe zasługi, nie był w po- 
czet zwyczajnych członków policzonym. Rektor bowiem Poczobut to 
sobie za niezłomne postanowił prawidło, nikogo tym szanownym tytu- 
łem nie zaszczycać, kto, względnie w swej nauce, prawnie i zwykłym 
obrządkiem nie otrzymał doktorskiego stopnia. Bolało to mocno Reg- 
niera i lubo w późniejszym czasie utworzył się zupełny prawie w Aka- 
demii fakultet lekarski, on jednak, nie umiejąc języka łacińskiego i prócz 
znajomości chirurgii i sztuki położniczej, nie mając żadnego naukowego 
wykształcenia, nie śmiał nigdy ubiegać się o ten stopień, a na kupiony 
około r. 1788 doktorski w Akademii królewieckiej patent Poczobut nie 
miał względu «. 

Rozprawa doktorska ma tytuł następujący: 

3678. De asphyxia neonatorum. Regiomonti 1789, 4, 19. 

Dopiero w roku 1793, gdy w czasie Targowicy utworzoną została 
oddzielna dla Litwy Komisya edukacyjna, Regnier wsparty protekcyą 
niesławnej pamięci Szymona Kossakowskiego, który się hetmanem z woli 
narodu mianował i z woli tegoż narodu w roku następnym powieszo- 
nym został w Wilnie — rozkazem tejże Komisyi w rzędzie zwyczajnych 
profesorów publicznych mianowany został. Umarł 19 lipca 1800 roku. 

Działalność Regniera była bardzo pożyteczną, chociaż wykłady 
jego, jak to widzieliśmy, były bardzo szczupłe i pozostały prawie bez 
wpływu na wykształcenie specyalistów, chyba że zrobimy wyjątek dla 
Matusiewicza i Longchampa. Za jego to staraniem przybył do Wilna 
Briótet, co już mu za zasługę poczytać należy. Regnier pierwszy zaczął 
wykładać akuszeryę jako naukę: uwzględnił bowiem prace Baudelocque*'a, 
pani Lachapelle, Smellie, Baera i Wiganda. Urządził szkołę dla akuszerek 
i szpital dla położnic; właściwie mówiąc nie było specyalnego szpitala, 
lecz w szpitalu św. Rocha, a po jego zamknięciu, w szpitalu św. Jakóba, 
było 1o łóżek dla położnic przeznaczonych z funduszu biskupa Massal- 
skiego. Dzielną pomocą była jego żona akuszerka; gdyż Regnier równo- 


cześnie chirurg jeneralny wojsk litewskich, nie zawsze mógł obowiązki 
swoje spełniać, dopóki nie przygotował sobie następcy Matusiewicza. 

Renner Jan. Był nauczycielem muzyki w Uniwersytecie, którą 
teoretycznie i praktycznie trzy razy tygodniowo wykładał. Objął obo- 
wiązki po Hollandzie w r. 1826. Rok tylko jeden wykładał. Od roku 
bowiem 1827 aż do zamknięcia Uniwersytetu niema wzmianki w pros- 
pektach lekcyi, aby czy to Renner, czy też ktoś inny był metrem muzyki. 

Reszka Ignacy. Urodził się w r. 1760. Do nauki przykładał 
się w krakowskim korpusie kadetów, gdzie studyował matematykę, fizykę 
architekturę cywilną i wojskową i polową inżynieryę, rysunki i różne 
języki. Miał stopień doktora filozofii i nauk wyzwolonych. Potem służył 
w wojsku, był porucznikiem w tak nazwanym batalionie horodnickim; 
gdy batalion ten po upadku Antoniego Tyzenhauza nadwornego pod- 
skarbiego litewskiego był rozwiązanym, wezwany przez Poczobuta, swego 
krewnego, do Wilna, sprawować począł niewielkie obowiązki pomocnika 
przy obserwatoryum astronomicznem. »Trudno sobie wystawić, pisze 
Jundziłł (op. cit. 142) mniej obeznanego z naukami człowieka; słabe 
nawet początki łaciny, wymowy, historyi it. d., które się wtedy w szko- 
łach dawały, zupełnie nieznajome mu były; wyższego zaś w matema- 
tyce, w rachunku żadnego nie miał wyobrażenia. Przy zupełnym tym 
braku naukowego ukształcenia, zdatnym był może do niektórych mecha- 
nicznych w obserwatoryum czynności; lecz nikt nie mniemał, ani sam 
podobno Poczobut początkowie tego nie zamierzał, iżby mógł kiedyś 
osiągnąć w Uniwersytecie katedrę potrzebującą tak pracowitej w wyższych 
rachunkach wprawy 1 tak rozległych w matematyce wiadomości. Jakoż 
zdziwiło to i zgorszyło całą publiczność, gdy w roku 1797 po Śmierci 
X. Strzeckiego na katedrę astronomii wyniesionym został«, W powyż- 
szem Jundził krzywdząco wystawia Poczobuta, gdyż czytelnik łatwo 
może przypuścić, że Poczobut, pomimo dokładnej znajomości naukowego 
przygotowania Reszki — promował go. Tymczasem Poczobut, w tym 
przynajmniej wypadku nie był temu winien, że nominacya Reszki zaszła 
w następujących okolicznościach: Gdy cesarz Paweł zwiedzał obserwatoryum 
astronomiczne, Reszka pokazywał monarsze różne instrumenta i sposób 
ich użycia, a wszystko wykonywał bardzo zręcznie. Poczobut zapytany 
przez cesarza, ile ma osób do astronomii należących, odpowiedział, że 
tylko jedną, gdyż profesor astronomii umarł, a o następcę zmarłego jest 
niezmiernie trudno; wówczas cesarz rozkazał, aby następcą Strzeckiego 
był Reszka (Baliński op. cit. 362). Wobec tego trudno zrozumieć, dla- 
czego Jundziłł, wiedząc o szczegółach nominacyi, pisze, że publiczność 
zgorszyła się nią. 


Reszka był profesorem nietęgim, a wykłady swe niedołężnie, em- 
pirycznie prowadził. Mówił o ziemi, słońcu, księżycu, planetach, zaćmie- 
niach i t. d. w takiej formie, w jakiej piszą w książkach popularnych — 
dlatego obchodził się bez formuł matematycznych. Tym sposobem profesor 
ten katedrę swą więcej niż lat dziesięć zajmował. Za przybyciem do 
Wilna Jana Śniadeckiego, gdy nauki matematyczne szybko i od razu 
podniosły się w Uniwersytecie, położenie Reszki okazało się krytycznem. 
Przeto podał się najpierw za chorego, a później przeszedł w stan Spo- 
czynku w r. 1808. Zostawszy emerytem, był cenzorem ksiąg, wiele razy 
wizytatorem szkół i umarł w Wilnie 4 maja 1830 r. Powszechnie znany 
czterowiersz z »Szopki wileńskiejs: »Oto pan Reszka — co na dole 
mieszka; co patrzy na gwiazdy, a nie widzi co każdy«, odnosi się do 
profesora wileńskiego (Kraszewski, Hipolit Klimaszewski, ze wspomnień, 
»Przegląd literacki kraju», II, 14). 

Rewkowski Zygmunt. Urodził się w Wilnie w dniu 24 czerwca 
1807 r. Do nauk gimnazyalnych i uniwersyteckich przykładał się w mieś- 
cie rodzinnem. Podczas studów na wydziale matematyczno-fizycznym od 
r. 1822 poczynając, poświęcał się z zamiłowaniem wyższej matematyce, 
co zwróciło uwagę dziekana Polińskiego i zapewniło mu w przyszłości 
katedrę. Zaledwie skończył 20 lat życia, magistrował się, musiał być 
przeto zdolności niepospolitych. Z ramienia Uniwersytetu wyjechał do 
Petersburga w r. 1828, aby pod kierunkiem jenerała Swobodzkiego wy- 
kształcić się w nauce o »szczotach«; pracował także w obserwatoryum u po- 
mocnika Tarchanowa w akademii nauk. Po powrocie do Wilna w r. 1829, 
gdy Nowosilcow zawiadomił w. ks. Konstantego o rezultatach podróży, 
Rewkowski wezwany był do Warszawy dla zdania sprawy wielkiemu 
księciu. Następnie, po powrocie z Warszawy, brał czynny udział w po- 
miarach kraju północno-zachodniego pod kierunkiem jenerała Tennera 
i astronoma Struvego. W końcu roku 1829 objął katedrę dla niego 
utworzoną w Wilnie, i na tem stanowisku pozostawał aż do zamknięcia 
Uniwersytetu. Program, jakiego się trzymał podczas wykładów Rewkowski, 
był przesłany z rozkazu Nowosilcowa ministrowi oświaty do zatwier- 
dzenia. Rozpatrywał go sławny geometra Ostrogradzkij z polecenia aka- 
demii nauk, a sprawozdanie akademii nadesłał minister oświaty Karol 
ks. Liwen kuratorowi; kopię sprawozdania mieliśmy w ręku. Zarzuty 
Ostrogradzkiego, który o całym programie pochlebnie się wyraża, są 
więcej formalne, i dlatego, według słów ministra, nie powinny wpły- 
nąć na wykłady Rewkowskiego, jeżeli ten ostatni nie zgodzi się na pro- 
jektowane przez Ostrogradzkiego modyfikacye. Pozostawiono tedy mło- 
demu profesorowi zupełną swobodę w wykładzie. W jaki sposób odby- 
wał swe lekcye Rewkowski, nie wiemy; nie mieliśmy w swem rozpo- 


rządzeniu ani rozprawy magistrowskiej, ani też kursu uniwersyteckiego, 
ułożonego przez Rewkowskiego p. t: »Początki rachunku prawdopodo- 
bieństw«<. Ten kurs znajduje się obecnie w bibliotece publicznej w War- 
szawie. To zaś nie ulega wątpliwości, że wykładana przez Rewkowskiego 
nauka, wskutek przyczyn od profesora niezależnych, przeszła w dziejach 
oświaty bez głębszego wrażenia. 

Po zamknięciu Uniwersytetu uwolniony od wszystkich obowiązków 
bez względu na to, że był wychowańcem instytutu nauczycielskiego, 
wyjechał do witebskiej gubernii, do Chrapowickich na 'prywatnego nau- 
czyciela. Gdy akademia lekarska otworzoną została w Wilnie, Rewkowski 
zapisał się na listę słuchaczów roku 1832. W marcu roku następnego 
przybył do Wilna z Paryża Szymański, dobry i od dawna znajomy Rew- 
kowskiego i sekretnie u niego zamieszkał. Rewkowski aresztowany 
w maju, a 2 grudnia 1833 roku osądzony i wywieziony na Kaukaz, 
gdzie do r. 1841 był szeregowcem, a od r. 1841—1856 oficerem (inży- 
nierem); następnie jako inżynier przeszedł do służby cywilnej i dosłużył 
się emerytury. Pół wieku przepędził poza krajem ojczystym. Od chwili 
przybycia do Wilna, pod wpływem wspomnień odmłodniał; zapomniał, 
że wyszedł młodzieńcem, a zgrzybiałym starcem powraca; przejmuje się 
tą myślą, że musi pracować, aby powetować czas stracony. Rozpoczyna 
tedy z młodzieńczym zapałem pisanie traktatów z dziedziny nauk mate- 
matycznych. Zapał ten w podziw nas wprawia; do innego pokolenia 
należąc, nie rozumiemy tej ruchliwości jego, tego przejęcia się, tej pra- 
cowitości wreszcie. Podług nas jest ta praca tak wielką a uciążliwą, że 
przed nią niejeden z młodszych uczonych cofnąćby się musiał. Jeden 
traktat za drugim ogłasza Rewkowski drukiem; cel ich główny, to teorya 
analityczna robót w najobszerniejszem znaczeniu. O ile zaś wiadomo, 
zdania uczonych specyalistów co do wartości tych prac były podzielone. 
Jedni są przekonani, że badania analityczne Rewkowskiego sprawią prze- 
wrót w ekonomii społecznej; inni skromniejszy im zakres przeznaczają; 
w tem są jednozgodni, gdy podziwiają niezwykłe przygotowanie naukowe 
człowieka, który przez lat pięćdziesiąt zdala od ognisk naukowych prze- 
bywał i w warunkach najmniej odpowiednich do poważnych studyów. 
Prace te są następujące: 

3679. Badania analityczne o cenach robót w ogólności. Wilno, 
Zawadzki 1882. 

3680. Z powodu wileńskiego Banku ziemskiego, o robotach ban- 
kowych w ogólności. Wilno, 1885 (po rosyjsku). 

3681. Początki ekonomii analitycznej. Wilno, Zawadzki, 1887. 

3682. Teorya analityczna robót w ogólności w najobszerniejszem 
znaczeniu. Petersburg, 1888 (po rosyjsku). 


UWIWERSYTET WILEŃSKI. TOM VII. 20 


== 306 === 


W r. 1889 upłynęło sześćdziesiąt lat od pierwszego wstąpienia na 
katedrę uniwersytecką Rewkowskiego. W tym jubileuszu wzięły udział 
Towarzystwa naukowe, prasa i współziomkowie. Między adresami złożo- 
nymi jubilatowi więrszem i prozą, powitanie Konopnickiej wielkie wy- 
warło wrażenie. Drobne wyjątki z obszernego powitania przytaczam: 


Od pokolenia, co ojce czci swoje, 
Przychodzę tutaj, jak pielgrzym z modlitwą, 
I z prostą pieśnią na progu tym stoję 

I w zacnym synu pozdrawiam Cię, Litwo! 


Starej Litwie nie nowina, 
Wielkich chować na swem łonie, 
Gdy urodzi Litwa syna, 

To go widać aż w Koronie. 
Zaraz bo się bierze z młodu, 
Przerość duchem te Ponary 

I wybłysnąć dla narodu 

Światłem wiedzy, ogniem wiary... 


Pamiętają to ojcowie, 

Gdyś z młodzieńczych lat zapałem, 
Z ogniem w duszy, z czuciem w słowie 
Gonił za swym ideałem. 

Cyfra była godłem twojem: 
Cyfrą stałeś w tej kolumnie, 
Gdzie najlepsi walczą znojem 

I podnoszą czoła dumnie. 

Cyfrą byłeś dla młodzieży 

Co cisnęła się po wiedzę, 

Jak rój pszczelny na kwiat świeży, 
Gdy zapachną nasze miedze... 


Dziś sześćdziesiąt lat upływa, 

jak w tym samym oto grodzie, 
Do znojnego pracy żniwa 

Stanął żeniec twój narodzie. 

Lata idą, lata płyną, 

Jak tej Wilii bystre wody... 
Gdzie ty, gdzie ty, o drużyno 
Którą witał żeniec młody? 

Gdzie wy mili, wy rówieśni 
Bracia w pracy, w drożnym pyle? 
— Wiatr pomieszał moje pieśni, 
Echo szepce: Śpią w mogile i t. d. 


Z okazyi tego jubileuszu »Kłosy« w Nrze 1243 pomieściły portret 
i mocno zmodyfikowany życiorys Rewkowskiego. W cztery lata po tej 
uroczystości, w sam dzień Bożego narodzenia (n. s.) 1893 roku, zakończył 


życie w Wilnie i spoczął na Rossie. Był on ostatnim profesorem Uni- 
wersytetu wileńskiego, a więc i ostatnim uczestnikiem i widomym świad- 
kiem tego potężnego odłamu dziejów naszej narodowej umysłowości, co 
tylu znakomitych mężów wydała!... 

Rogowski Kazimierz Ś.J. Urodził się w r. 1727 na Litwie. 
Wstąpił w Słonimie do Zgromadzenia, gdzie i do nauk się przykładał. 
Ukończył studya ze stopniem doktora teologii. Nauczał w Warszawie, 
Słonimie, Nowogródku, Kownie, Krożach i w Wilnie: wymowy, filozofii, 
teologii i języka greckiego. Po kasacie Jezuitów wykładał język grecki 
w Szkole Głównej. Jako emeryt cesarskiego Uniwersytetu mieszkał w Wilnie 
i tu życie zakończył w r. 1810. W czasie długiej swej profesury wiele miał 
mów po łacinie na otwarcie i zamknięcie roku szkolnego. Niektóre z nich 
ogłosił drukiem (41, 3027). 

3683. Clarissimi viri Lucae Górnicki, sławnego męża Łukasza Gór- 
nickiego dziejopisa polskiego, sprawa przeciwko Dymitrowi i za Dymi- 
trem, po łacinie przełożona. Wilno, 1788, 40, po polsku i po łacinie. Od 
str. 1o1 zaczyna się: Mowa J. K. Chodkiewicza do rycerstwa w obozie 
pod Chocimem miana. Prócz niej znajdują się tu dwie mowy Czarnkow- 
skiego i Odachowskiego w sprawie księcia Sanguszki z księżną Ostrogską. 

Rohrmann Jan S. J. Profesor prawa kanonicznego w Akademii 
wileńskiej, wydał: 

3684. Assertiones Canonicae de Regularibus et Transeuntibus ad 
Religionem, publicae disputationi propositae a R. D. Casimiro Rostowski 
AALL et Ph. Mag. SS. Canonum auditore. Praeside RP. Joanne Rohrman 
S. J. Can. professore in Academia Vilnensi ejusdem Societ. 1686. 

Roman ..... S. J. Był profesorem języka niemieckiego w Uni- 
wersytecie wileńskim w r. 1777. 

Rościszewski Wojciech S.]J. Profesor filozofii w Akademii 
wileńskiej, Mazur, urodzony we wsi Borkowo w województwie płockiem, 
(stąd niektóre pisma ogłaszał pod imieniem Wojciecha Borkowskiego), 
mając lat 30 do Towarzystwa w r. 1586 wstąpił i profesyę 4 ślubów 
uczynił. Uczył w Wilnie humaniorów i filozofii z wielką zaletą, rządził 
kollegium lubelskiem niedługo; dla nadzwyczajnej do kazań zdolności 
był przez lat 1o kaznodzieją w Poznaniu, Lublinie i Krakowie; z kace- 
rzami szczęśliwie piśmiennie i ustnie wojował; licząc lat 60 umarł w San- 
domierzu 7 stycznia 1640 r. 

3685. Brevis de Ecclesia et Missione Ministrorum tractatus, in 
quo immpugnatur cum Socino Theophilus et defenditur Międzyborscius, 
authore RD. Alberto Borkowski, Cracovie of. Lobi 1611, 89. 

3686. Ad calumnias cujusdem, qui patrocininium Thorunensium 
contra Jesuitas suscepit, responsio. Cracoviae, 1615, 40, 112. Anonyme. 


20% 


== 308 PR 


3687. Latosie ciele, albo dyalog o kalendarzu Latosowym. Inter- 
locutores Simon Kramarz i X. Pleban. RP. 1604, 40 6; 161g, 49, 14. 

3688. Ad orationem Andreae Volani, qua et errores in Ecclesia 
romana, si diis placet, reprehendit, et pontificem ad deserendum Ponti- 
ficatum adhortatur, Joannis Bobolae in Academia Vilnensi S. J. studiosi 
responsio b. m. i. r. 40, 44. 

3689. Minister wytkniony a Papież obroniony przeciwko niewsty- 
dliwemu Ministra Zygrawiusza skryptowi, który nazwał Papopompe, przez 
X. Albrechta Borkowskiego s. a. 40. 

Rossegnole ..... S. J. prof. matematyki w Akademii. O jego 
dziele mówiłem powyżej (983). 

Rosenwald Andrzej S. J. Pochodził z Warmii. W Akademii 
wileńskiej otrzymał w r. 1650 stopień doktora teologii. Nauczał w tejże 
Akademii poetyki i retoryki lat 8, a przez lat 15 teologii. Urodzony 
w Ióoi, do Jezuitów wstąpił w 1620, zakończył życie w Resslu 14 marca 
1667 roku. 

3690. Laureae academicae Serenissimo Regi Uladislao IV carmine 
lyrico. Vilnae, typis Acad. Soc. Jesu 1633. fol. 

3691. Triumphus quem S. Casimiro exhibuit Uladislaus IV Rex 
Poloniae 1636 14 Aug. » Manipulus orationum Andreae Trzebicki«. Rzym, 
1639, 40. 

Rostowski Stanisław. Urodził się w Wilnie 13 listopada 
i711 roku. Do Zgromadzenia wstąpił 5 lipca 1726 i professyę 4 Ślubów 
uczynił 2 lutego 1745. Otrzymawszy stopień doktora teologii, nauczał 
w Akademii wileńskiej przez 5 lat retoryki, prawa kościelnego lat 3, 
teologii moralnej lat 2 a dogmatycznej 4. W roku 1775 był profesorem 
teologii. Był prokuratorem domu profesów wileńskich i całej prowin- 
cyi litewskiej, jej dziejopisem , prefektem nauk wyższych i biblioteki 
w Wilnie lat 3. W r. 1773 był już duchownym lat 7. Po zniesieniu 
Jezuitów, zostawał przy Szkole Głównej. Umarł w Wilnie w 1782 roku. 
O jego historyi Jezuitów litewskich wyżej mówiliśmy (42). Wielka szkoda, 
że część druga tej historyi zaginęła w rękopisie — pierwsza część dopro- 
wadzona jest tylko do r. 1664. Prawda, że Rostowski bardzo już ogólni- 
kowo wylicza i dzieła i zajęcia naukowe Jezuitów, mimo tego jako źródło 
do dziejów Wszechnicy jest dzieło jego niezmiernie ważne i jedyne. 
Oprócz tego ogłosił: 

3692. Panegyrici de praestantibus Societatis Jesu Provinciae Lithu- 
aniae viris. Vilnae, typ. Acad. S. J. 1770, 4. 

Rudalski Marcin S. J. Litwin, urodził się w r. 1662, do Za- 
konu wstąpił mając lat 16, do nauk przykładał się w Akademii wileń- 
skiej, gdzie później był profesorem humaniorów, retoryki i kaznodzieją. 


— 309 — 


Umarł w Brześciu litewskim 15 kwietnia 1726 mając lat 64. Wydał 
kilka panegiryków, a w rękopisie według archiwum rzymskiego: »Elogia 
de Societatec. 

Rudnicki Dominik S. J. Litwin, profes 4 ślubów, w Wilnie 
nowicyat i wszystkie nauki odprawił, później wykładał w Akademii reto- 
rykę i poezyę. Był kaznodzieją w Słucku i w Warszawie, prokuratorem 
prowincyi i rektorem pułtuskim i łomżyńskim. Celował w poezyi. Umarł 
w Warszawie 1o października 1739 mając lat 63, z których 49 przebył 
w Zakonie. Tromimler w dziele: »De Polonis latine doctis Diatrybe 1776, 
Varsoviae<, nazywa go najznakomitszym mowcą i poetą. Ogłosił: 

3693. Relacya o cudownym Ukrzyżowanego obrazie w Warszawie 
w Kościele Ś. Jana. Warszawa 1724 i w 1729. 

3694. Głos wolny w wiązanej mowie, trojaką różnych kantów sonatą 
wdzięczny, dobrą z Bogiem harmonią, w nabożnych zbawienną rozrywką, 
w pieśniach moralnych wdzięcznym ku dobroczynnym łaskom melodyą 
w różnych applauzach wyrażający, niegdyś złotą prassą W. X. ..... S. J. 
Warszawa, druk Ś. J. 1741, 89, K. 5, 288; Toż Poznań, 1743, 89. 

3695. Orationes in laudem principum virorum, iisdem publice reci- 
tatae. Trommler o nich mówi: »Splendidissimae verbis et acutissimae 
prudentiaque plenissimae<. Pozostały po nim kazania i różne poemata 
łacińskie i polskie (Brown). 

Rukiewicz Jan S. J. Profesor wymowy w Akademii wileńskiej. 
Wydał: 

3696. Mors Jesu Christi a rhetoricae auditoribus in Alma Univer- 
sitate Vilnensi S. J. deplorata. A R. DD. Melchiori Heliaszewicz Gieysz 
vigilantissimo Episcopatus Samogitiae Administratori, canonico nudni- 
censi etc. Patronis et fautoribus suis munificentissimis per... in eadem 
Academia S. J. repraesentata. Vilnae apud J. Karcan 1615, 49, 20. 

Rumbowicz Hipolit. Urodził się na Litwie w r. 1798. Do 
nauk fizyczno- matematycznych przykładał się w Wilnie, gdzie pozyskał 
stopień magistra filozofii. Następnie przy Uniwersytecie pełnił obowiązki 
zastępcy profesora do powołania go na katedrę geometryi wykreślnej 
w r. 1823. Był adjunktem Uniwersytetu i autorem geometryi wykreślnej 
(1026). Po zamknięciu Uniwersytetu przeniósł się Rumbowicz do Białego- 
stoku, gdzie był dozorcą i architektem gmachu, który przerobił dla insty- 
tutu panien. Tam zakończył życie z suchot w r. 1838. O jego pracach 
ogłoszonych drukiem mówiliśmy wyżej (1317, 1318, 1319). 

Rustem Jan. Urodził się w Konstantynopolu w r. 1761. Turek 
z pochodzenia. Wychowywał się w Warszawie, gdzie przy pomocy księ- 
cia Czartoryskiego G. Z. P. poświęcał się malarstwu najpierw pod kie- 
runkiem Norblina, później w pracowni Bacciarelego. Za protekcyą Soł- 


tanowej z Radziwiłłów, marszałkowej litewskiej, otrzymał patent od Rep- 
nicza w r. 1798 na profesora rysunków i na tem stanowisku. pozostawał 
aż do zamknięcia Uniwersytetu. Zakończył życie 21 czerwca 1835 roku, 
w powiecie wileńskim; pochowany w Duksztach w katakumbach. Z listu 
pisanego natychmiast po jego Śmierci dowiaduję się, że Rustem jak co- 
rocznie tak i w r. 1835 wybierał się na lato do Pisaniego swego przyja- 
ciela na wieś. Kilka portretów, które miał rozpoczęte, kończył, a spieszył 
się bardzo, bo mu lekarze zabraniali wyjazdu na wieś. Ostatnią jego pracą 
był portret hr. Chreptowicza. Zaledwie parę dni odpoczął, zapakował 
rzeczy, w ostatnich dniach maja opuścił Wilno, a g czerwca już zacho- 
rował, a zachorował Śmiertelnie, nie pierwszy lecz trzeci już raz na tę 
samą chorobę i w ciągu dni dwunastu zakończył życie. Głównym 
przedmiotem Rustema były portrety. Był przytem znakomitym fizyogno- 
mistą, bo, jak pisze SŚmokowski (Wizerunki 1838, IV, 102), nie ograni- 
czał się w malowaniu portretów do samych tylko rysów twarzy, lecz 
starał się przeniknąć charakter osoby i na oddaniu go rzeczywistą zaletę 
każdego portretu zakładał. Wszystkie portrety jego tem się szczególniej 
odznaczają, że przy największem podobieństwie rysów twarzy, każdy 
może wyczytać charakter duszy osoby odmalowanej. Rodzaj ten malo- 
wania, jakkolwiek lekceważony (pisano w roku 1838) dla mniemanych 
zysków, jakie artyście przynosi, u prawdziwego jednak znawcy zasługuje 
na pierwsze miejsce, obok malarza historyka; owszem historykiem mala- 
rzem nigdy ten nie będzie, kto w sztuce trafiania portretów nie wyceluje; 
bo któż ma większą zręczność i łatwość wyuczenia się tych poruszeń 
duszy, które na twarzy się malują, tych kształtów, jakimi każda z oso- 
bna namiętność oznacza się, jeśli nie portrecista? Skromnym był Rustem 
1 w robotach jego ten przymiot się wydawał. Nigdy nie używał on ostrych 
i świetnych kolorów; bo aż nadto był przekonany, że nie farby stanowią 
zaletę malowidła, ale dusza; gdy tej artysta na płótno nie przeniesie, 
choćby i w słońcu maczał swe pędzle, nie zadziwi prawdziwego znawcy. 
Wynalezienie, kompozycya, rysunek i światłocień zdaniem jego były naj- 
ważniejszemi dla artysty; i dlatego sam szczególniej w nich się dosko- 
naliłł Uczył się na sztychach prace wszystkich znakomitych artystów 
poznawać; wiele czasu poświęcał na przerysowywanie znaczniejszych ich 
dzieł, tak dalece, że obrazy kapitalne każdego z osobna artysty mógł 
na papierze z pamięci skreślać, Co do wynalezienia i kompozycyi wziął 
sobie za przewodnika prace Rafaela i Rubensa. Z ich utworów czerpał 
on zasady prawdy, gruntowności i patetyczności, porównywając ich 
zawsze z opisami autorów, z których obrazy swoje brali. Takim sposo- 
bem chwile szkicowanych zatrudnień przez znaczny przeciąg czasu prze- 
pędzając, uczuł i poznał najważniejszą sprężynę tworzenia i bez najmniej- 


szej trudności mógł w krótkim nawet czasie zadany sobie przedmiot 
najpiękniej ułożyć i narysować. Są nawet niektóre roboty rysunkowe 
jego tak pięknie wynalezione, że najbieglejsi znawcy poczytywali je za 
kopie z Rafaela. 

Rustem był wysoce wykształcony, do czego czytanie dzieł filozo- 
ficznych bardzo się przyczyniło. We wszystkich rozumowaniach zdrowy 
rozsądek był jego przewodnikiem, tak dalece, że z entuzyazmem, jakim 
każdy artysta bywa zwykle natchniony, łączył zimną krew wytrawnego 
erudyta. Prace jego krytycznie opisał Smokowski, szczegółowy ich katalog 
podał Rastawiecki w »Słowniku malarzów polskich«. Z portretów, bliżej 
nas obchodzą profesorowie wileńscy, więc portręt samego Rustema, Józefa 
Saundersa, Jana i Jędrzeja Śniadeckich, Stanisława Jundziłła, wreszcie 
księcia kuratora Czartoryskiego. 

Rydzewski Wawrzyniec S. J. Urodził się 4 sierpnia 1716. 
Nauki studyował w Akademii wileńskiej, gdzie promowany był na doktora 
filozofii, nauk wyzwolonych i teologii. Chciał się poświęcić misyom apo- 
stolskim, iecz starsi nie zezwolili. Nauczał w Akademii metafizyki; był 
seniorem fakultetu filozoficznego (1775); później był kaznodzieją akade- 
mickim, wreszcie rektorem konwiktu szlacheckiego. .Na tem ostatniem 
stanowisku zakończył życie w Wilnie 30 grudnia 1765 roku. Był sła- 
wnym mowcą, a kazania jego mają tę zaletę, że są treściwe i oparte na 
gruntownem rozumowaniu. Ogłosił oprócz kazań niedzielnych, o których 
wyżej mówiłem (2786), następujące jeszcze prace: 

3697. Concio in introductione Episcopi Vilnensis 17 Maji 1762. 
Vilnae typ. S. J. 1762. 


3698. Kazania świąteczne X. ..... S. J. Wilno, druk Akad. S. J. 
1768, 89, 8, 398, 8. 
3699. Kazania przygodne X. ..... S. J. Wilno, druk Akad, S. J. 


1768. 80, 2gl, 1. 

Rymkiewicz Feliks. Pochodził z Białej Rusi, gdzie się uto- 
dził 1799 r. Do nauk lekarskich przykładał się w Uniwersytecie wileń- 
skim, równocześnie z Porcyanką, a zatem w najświetniejszym okresie 
nauk na Litwie. Pozyskawszy dyplom doktorski w r. 1821 zostawiony 
przy Uniwersytecie dla spełniania obowiązków pomocnika prefekta insty- 
tutu lekarskiego. W r. 1825 mianowany został adjunktem, lecz dopiero 
po usunięciu się Homolickiego zaczął wykładać fizyologię przez cały, 
niedługi już okres istnienia Uniwersytetu. W akademii również wykładał 
fizyologię do r. 1837, w którym to czasie katedra powyższa powierzoną 
była Józefowi Mianowskiemu. Niezależnie od fizyologii, wykładał Rym- 
kiewicz w Uniwersytecie po Śmierci Herberskiego patologię i terapię 
szczegółową i przedmięt ten wykładał do końca istnienia Uniwersytetu 


— 3I2 - 


i w akademii aż do Śmierci Śniadeckiego. W r. 1838 objął dyrektorstwo 
kliniki terapeutycznej i połączył klinikę z teoryą, jak to było za czasów 
Franka i Herberskiego. W pierwszych latach istnienia akademii wykła- 
dał Herberski i encyklopedyę nauk lekarskich. Widzimy przeto, że Rym- 
kiewicz wykładał równocześnie tyle przedmiotów, dla których w obecnym 
czasie potrzeba było czterech profesorów. Mimo to oddawał się z zami- 
łowaniem piśmiennictwu, a licznie rozprawy, które w czasopismach ogłosił, 
znamionują człowieka wysokiej inteligencyi i głębokiego obserwatora. 
O pracach tych wspomnieliśmy powyżej w naszych spisach bibliogra- 
ficznych (556, 1467, 1514, 1594—1599, 1626, 1649, 1719, 1739, 1740, 
1752, 1764, 1812, 1841, 1886, 1904, 1939, 1947, 1953, 2020—2022, 
2046, 2159, 2160, 2161). Najważniejsze i panujące za jego czasów teorye 
lekarskie bywały przedmiotem studyów i rozpraw. Wiele myśli ówcze- 
snych witalistów, których najznakomitszym przedstawicielem był naów- 
czas Pinel i Blumenbach, jak również szkoła fizyologiczna (Broussais) 
przegląda w jego pracach, szczególniej w kursie uniwersyteckim, który 
litografował w r. 1830. Specyalną pracę poświęcił stetoskopowi. Wiadoma, 
że Frank ignorował stetoskop, jego koledzy profesorowie i praktycy 
wcale się nim nie zajmowali; tymczasem Rymkiewicz, młody jeszcze 
naówczas doktor, zaczął robić z nim obserwacye nad chorymi piersio- 
wymi, a sprawdziwszy niejeden z faktów, dotychczas inną drogą zdoby- 
wanych, przekonał się, że ta teorya nie jest blagą, przeciwnie, wielkie 
korzyści może sprowadzić w zakresie dyagnostyki. Po zamknięciu aka- 
demii pełnił nadal obowiązki naczelnego lekarza szpitala Sawicz, lecz 
naukowych zajęć nie przerywał sobie. Opracował w tym czasie termino- 
logię lekarską i przyrodniczą polską i włączył ją do słownika łacińsko- 
polskiego, który opracował Bobrowski w Wilnie i ogłosił w r. 1841 — 1844 
w dwóch wielkich tomach. Pełniąc obowiązki lekarza w instytucie szla- 
checkim (dworzańskim) i będąc równocześnie dyrektorem przytułku 
dzieci, Rymkiewicz dobrze się zasłużył społeczeństwu, bo jakkolwiek 
przekładał pracę gabinetową nad praktykę — nie mniej był znakomitym 
praktykiem. W rozpaczliwych przypadkach bez Rymkiewicza nigdy się 
nie obchodziło, nawet wówczas gdy Śniadecki żył jeszcze. Mając lat 52 
zakończył życie dnia 17 grudnia 1851 roku. Pochowany na cmentarzu 
wileńskim Rossa. 

Sadowski Jan S. J. Rusin, profesyę 4 Ślubów uczynił 15 sier- 
pnia 1671; zakończył życie w Wilnie 5 października 1684. Wielkimi 
obdarzony talentami, odbywszy w Medyolanie nauki teologiczne, był filo- 
zofii i teologii profesorem w Akademii wileńskiej i jej doktorem teologii. 
Zostawił nie mało rękopisów godnych druku (Brown). 

Sarbiewski Maciej Kazimierz S. J. Urodził się 24 lutego 


1595 r. w Sarbiewie, wsi dziedzicznej, o milę od Płońska w płockiem 
województwie, z ojca Mateusza i Anastazyi Milewskiej, Oddany do szkół 
jezuickich w Pułtusku, w dziecinnych prawie latach już pisał wiersze. 
W r. 1612 przyjęty w Wilnie do zgromadzenia Jezuitów. gdzie w Aka- 
demii przykładał się do nauk. Po ukończeniu Akademii pozostawiony 
przy niej wykładał retorykę, następnie przeniesiony do Kroż uczył także 
przez rok retoryki, wykładając z wielką zręcznością traktat: »de arguto 
et acuto«. Z Kroż powrócił znowu do Akademii i wykładał filozofię 
w ciągu lat trzech. W r. 1622 wysłany do Włoch dla wydoskonalenia 
się ną teologa, razem z wielu innymi Polakami; w czasie podróży 
przez rozbójników napadnięty w Niemczech ze wszystkiego złupiony 
został. 

W Rzymie zasłynął wkrótce jako rymotwórca i retor. Włosi za- 
chwycali się jego traktatem de arguto et acuto, który ułożył dla swoich 
słuchaczów litewskich. Nie mniej podziwiany był ze swego talentu poe- 
tyckiego. Papież Urban VIII publicznie go ozdobił wieńcem wawrzyno- 
wym, a niektóre jego hymny w brewiarzu umieścić kazał. Te tryumfy 
młodego Polaka spowodowały zazdrość; generał zakonu myślał go 
z Rzymu wyprawić do Chin, dokąd tylu już Polaków podążyło — lecz 
opieka papieża, który sam był niepospolitym poetą łacińskim, i dlatego 
tak wysoko cenił Sarbiewskiego, ochroniła go od misyi, któraby się mogła 
fatalnie zakończyć, W Rzymie nabył dużo wiadomości w zakresie staro- 
żytności rzymskich, dzięki wskazówkom Jezuity Aleksandra Donato. 
Sarbiewski uczone dzieło napisał jako rezultat swych poszukiwań staro- 
żytniczych. We Florencyi napisał kilka epigramatów. W r. 1626 prosił 
o pozwolenie powrotu do ojczyzny, gdyż zdrowie jego było bardzo słabe; 
od czasu pobytu w Rzymie nosił już w sobie zarody suchot. Otrzy- 
mawszy pozwolenie powrotu, Sarbiewski otrzymał od papieża łańcuch 
złoty z medalionem papieża Urbana VIII. Był to wielki zaszczyt dla 
młodego uczonego zakonnika, Do Wilna powrócił w r. 1627 i niezwło- 
cznie zaczął wykładać w Akademii najpierw wymowę i filozofię a później 
teologię. W tymże czasie wybrany był dziekanem wydziału filozoficznego. 
Tak był zajęty obowiązkami profesorskimi, że nie mógł się zajmować 


poezyą. 
W r. 1642 powołany został przez Władysława IV na kaznodzieję 


nadwornego. Odtąd był nieodstępnym boku królewskiego, który bardzo 
cenił Sarbiewskiego, jako poetę, muzyka i śpiewaka. Ody swoje układał 
zawsze Śpiewając z cytrą w ręku. W polach, łąkach, gajach lubił marzyć, 
a zeszyty swoje nazywał ulami, gdzie jak pszczoła, wróciwszy z wędrówki 
po kwiecistych błoniach, składał swą zdobycz. Podróż, traf jakiś, nowy, 
zdumiewający przedmiot nowe wywoływały wyobrażenia w bujnym umyśle. 


Jako kaznodzieja dworski miewał kazania po polsku !), tak wnosić należy 
z listu jego do Stanisława Łubieńskiego, biskupa płockiego, w którym 
się uskarża, że przeciążony jest pracą każąc po pięć razy tygodniowo 
i że kazania w języku pospolitym wytrąciły mu pióro łacińskie. Był 
prócz tego i spowiednikiem królewskim. 

Mimo powszechnego szacunku i uwielbienia, mimo łaski królewskiej, 
tęsknił Sarbiewski do spokojnej celi zakonnej, w którejby mógł żyć tylko 
dla Boga, dla siebie i przyjaciół, W roku 1636, król Władysław będąc 
w Wilnie, obecnym był na doktoryzacyi Sarbiewskiego, który dotychczas 
nie był doktorem teologii. Upraszał Sarbiewski króla o uwolnienie go 
od obowiązków, które mu ciężyły skutkiem coraz to więcej niknącego 
zdrowia. Król nim go uwolnił ostatecznie, zażądał, aby towarzyszył mu w po- 
dróży do Baden. Powróciwszy z Baden, mimo ogromnego upadku sił, na 
żądanie królewskie wypowiedział wspaniałe kazanie, a na trzeci dzień już 
nie żył. Umarł 2 kwietnia 1640 r. Król polecił był księdzu Cieciszow- 
skiemu, rektorowi Akademii, zebranie rękopisów Sarbiewskiego. Podobno 
z namowy królewskiej ułożył Sarbiewski plan wielkiego, narodowego, 
bohaterskiego poematu na wzór Enejdy nazwawszy go Lechiadą, który 
w znacznej części dokonał; a że przed Śmiercią miał wiele rękopisów 
popalić, to bardzo być może, że to wszystko co pisał w przedmiocie 
historyi, uległo zniszczeniu. Sarbiewski, którego niesłusznie »Horacym 
polskim« nazywają, był poetą łacińskim, nowożytnym, ściśle katolickim. 
W poezyach swoich przedstawiał cele duchowe, idealne i ogarniał Świat 
nowej cywilizacyi, uważając go jako jedną wielką rodzinę pod duchowem 
przewodnictwem Rzymu pozostającą. Poezye Sarbiewskiego przez długie 
lata czytywano i objaśniano w uniwersytetach zagranicznych mianowicie 
w Anglii i Węgrzech. O niektórych pracach jego wyżej wspominaliśmy 
(2892, 3193). O Sarbieńskim wielu pisało. Dokładny życiorys znajduje 
się przy wydaniu, dotąd najkompletniejszem bipontyńskiem z r. 1803. 
Dużo szczegółów podał Siarczyński w swym »Obrazie wieku Zyg- 
munta III«. Syrokomla na czele tłómaczenia swego, krótką lecz dobrą 
dał wiadomość; najdokładniej jednak napisał o Sarbiewskim X. Kitkie- 
wicz w roku 1848 przy przekładzie hymnów kościelnych wydanych 
w Wilnie. 

Pierwsza praca Sarbiewskiego drukiem ogłoszona w Wilnie 1616 r. 
wyszła bezimiennie: 





1) J. E. Langbein w dziele swem: Commentatio de Mathiae Casimiri Sarbievii 
S. J. Poloni, vita, studiis et scriptis. Dresdae, 1754 in 40, na stronicy 174 twierdzi, 
że Sarbiewski nie pisał po polsku dla tego, że będąc Litwinem (!) nie umiał po polsku. 








MACIEJ KAZIMIERZ SARBIEWSKI 
PROFESOR AKADEMII WILEŃSKIEJ. 


3700. Obsequium gratitudinis Joanni Carolo Chodkiewicz ab Apoline 
Crosensi oblatum 47. 

3701. Sacra lithotesis in prima templi et Collegii crosensis S. J. 
a Joanne Carolo Chodkiewicz fundati inhoatione. Wilno, druk Akademii 
1621, 40, 

Ta oda w tłómaczeniu Wiernikowskiego na język polski przedru- 
kowana w »Dziejach dobroczynności« 1823, II, 24. 

Liryki Sarbiewskiego doczekały się bardzo wielu, bo przeszło 
czterdziestu wydań w różnych miastach. W języku polskim nie mamy 
kompletnego tłómaczenia tych liryków. Najbliżej oryginału są przekłady 
Syrokomli, które znajdują się w 4 i 5 tomiku ogólnego wydania: »Prze- 
kłady poetów polsko-łacińskich epoki Zygmuntowskiej«. Oprócz poezyi 
Sarbiewski wydał jeszcze: : 

3702. Honor reliqui sanctorum Vilnae exhibitus oratione soluta. 
Wilno, 1631, 40. Jest to opisanie procesyi dla złożenia relikwii Świętych 
w kościołach katedralnym Ś. Jana, Ś. Ignacego w Wilnie, oraz wystaw, 
jakie z tego powodu w mieście czynione były. 

3703. Oratio qua nomine Collegii Vilnensis Antistitem vilnensem 
Abraham Woyna excepit. Wilno, 1631, 49. 

3704. Oratio panegyrica habita in praesentia S. Vladislai IV R. Pol. 
in solenni Corporis D. Casimiri translatione. Wilno 1636, fol. 

3705. Laska marszałkowska na pogrzebie Jana Stanisława Sapiehy 
W. M. L. Wilno, 1635, 47. 

Przedrukowana w »Swadzie Polskiej«<. Jest to jedyne kazanie polskie 
Sarbiewskiego drukiem ogłoszone. W kazaniu tem obok niesmacznych 
porównań i skażonego języka, pełno jest myśli i wyrażeń poetycznych. 

3706. Elegia itineraria ex MŚSS. edita a L. Gotfr. Langbein. Drezno, 
1754, 40. Wiersz ten przeciw pastorom luterskim wymierzony, wygubiony 
został. 

Sartoris Józef. Pochodził z Turynu, gdzie do nauk się przy- 
kładał, które ukończył ze stopniem doktora filozofii i medycyny. Jako 
wydatny uczony został członkiem Akademii królewskiej w Turynie. 
Powołany przez Poczobuta na katedrę chemii przybył do Wilna, i jak 
to widzieliśmy powyżej, przedmiot swój znał dobrze 1 poznajamiał słu- 
chaczów swoich z ówczesnymi poglądami naukowymi. Współcześni odzy- 
wają się o Sartorisie jako o pedagogu dużego talentu. Jednakże słabe 
zdrowie, surowy klimat zmusiły Sartorisa porzucić Litwę w r. t793, do 
której szczerze się przywiązał, Żal mu było porzucać i szkołę, gdzie 
zyskał przychylność i szacunek wszystkich w Wilnie, bo niezależnie od 
wykładów, dał się poznać jako lekarz niepospolity i praktyk szczęśliwy. 
Aby się wywdzięczyć społeczeństwu, które go taką sympatyą otaczało, 


za 316 kóz 


Sartoris opuszczając Uniwersytet ofiarował 300 dukatów na przyszłą 
klinikę, której potrzebę uznawał. 

Saunders Józef. Urodził się w r. 1773 w Londynie. Jako zna- 
komity rytownik powołany został do Petersburga w r. 1796, gdzie pra- 
cował przy Ermitażu. Miał szkołę tamże i wielu bardzo zdolnych ryto- 
wników wykształcił, Książe kurator Czartoryski, przebywając nieomal 
ciągle w Petersburgu, poznał Saundersa i zachęcił go do starania się 
o katedrę w Wilnie. Jakoż w roku 1810 został profesorem zwyczajnym 
i niezwłocznie przybył do Wilna. O stanie tej umiejętności, jak rytowni- 
ctwo, do objęcia katedry przez Saundersa mówiliśmy wyżej. Pierwszy 
Saunders, nie mogąc dla braku preserów, a nawet i samej prasy, doko- 
nywać odbić w Wilnie, i zmuszony udawać się z blachami do Peters- 
burga, nim uorganizuje się prawidłowa szkoła rytownictwa; wykładał 
jego teoryę, co dało mu pochop do rozwinięcia tych lekcyi w historyę 
sztuk pięknych. Wykłady te prowadził w języku francuskim. Oprócz 
tego rozpoczął wykłady literatury angielskiej. Był bardzo czynnym człon- 
kiem Towarzystwa biblijnego, skutkiem czego naraził sobie fakultet teo- 
logiczny. Działalność literacką zaznaczył poezyami w języku angielskim, 
niektóre z nich drukował »Dziennik wileński«, Na jednem z posiedzeń 
literackich czytał: » Wiadomość o życiu i dziełach Szymona Czechowiczae. 
Rok rocznie wyjeżdżał do Włoch, aby ratować zdrowie, które mu nie 
dopisywało. A gdy wykończył słynny portret prof. Niszkowskiego i wy- 
jechał w r. 1818 do Włoch, już więcej do Wilna nie powrócił, ponieważ 
lekarze włoscy, obawiając się, aby klimat wileński ostatecznie nie zaszko- 
dził mu, zabronili mu wyjazdu z Włoch. W r. 1821 otrzymał uwolnienie 
z Uniwersytetu a życie zakończył we Włoszech w roku 1830. Jednakże 
ten dziewięcioletni pobyt na południu, był widocznie wegetacyą tylko 
a nie życiem — Saunders bowiem we Włoszech nic nie rytował. 

Sawicki Kacper S. J. Urodził się w Wilnie ze szlacheckiej 
podlaskiej rodziny w r. 1552. Po ukończeniu nauk ze stopniem doktora 
filozofii, wyjechał do Rzymu, gdzie 16 września 1576 r. wstąpił do za- 
konu Jezuitów. Po uzupełnieniu tamże nauk, powrócił do kraju i w Aka- 
demi wileńskiej nauczał teologii dogmatycznej. Głośny był z wymowy 
kaznodziejskiej, nie mniej głośny polemista. Przełożeni naznaczyli go 
teologiem poselstwa polskiego, które na koronacyę Dymitra Samozwańca 
do Moskwy wyprawiono. Petreus twierdzi, że był nauczycielem Dymitra, 
w religii katolickiej go utwierdzał, był przytem doradzcą jego i przewo- 
dnikiem. Był obecnym na koronacyi Maryny Mniszchówny, a jak nie- 
którzy mniemają, był nawet jej spowiednikiem; sama zaś w liście swoim 
1610 roku 17 czerwca do Sapiehy pisanym zowie Sawickiego swym 
kaznodzieją. Według Alegambego, Sawicki był uwięziony w Moskwie 


przez trzy lata; uwolniwszy się z więzienia powrócił do kraju, do obo- 
wiązków zakonnych i wówczas występywał energicznie w pismach swo- 
ich.w obronie Jezuitów, a przeciw ewangelikom. Równocześnie zarządzał 
nowicyatem wileńskim przez pięć lat; zarządzał rozmaitemi rezydencyami; 
długie lata był kaznodzieją akademickim i najtrudniejsze odbywał misye. 
Rządząc domem profesów krakowskich, urządził bractwo z młodzieży 
akademickiej. Kongregacya prowincyonalna wybrała go na prokuratora 
do Rzymu. W podróży zachorował we Frankfurcie nad Odrą i tam 
umarł 29 stycznia 1620 r. Żył lat 68, w Towarzystwie 44. Ciało przy- 
wieziono do Poznania. Był Sawicki jednym z najgorliwszych kontrower- 
sistów między Jezuitami polskimi. Bardzo dużo napisał i wydał dzieł, 
już to pod własnem nazwiskiem, już pod zmyślonemi jak np. Jana Go- 
lubskiego, Linowskiego, Cichockiego. Niesiecki przypisuje Sawickiemu 
autorstwo sławnego dzieła: »Alloquiorum Osiecensium, vel sermonum 
variarum familiarium libri V«. Cracoviae. Skalski 1615, 40, 6, 540, które 
wyszło pod imieniem Kacpra Cichockiego, kanonika i proboszcza sando- 
mirskiego. Tymczasem Starowolski w swem dziele: »Scriptorum poloni- 
corum Ecatontas«, autorstwo Cichockiego wyraźnie zaznacza, jak również 
tenże sam Niesiecki i Sawickiemu toż dzieło przypisuje. Więc jedno 
z dwóch, albo Sawicki, który jak i inni Jezuici pod pseudonimami ogła- 
szali swe prace, używał i pseudonimu Cichockiego, co się potwierdza 
odnośnie do dzieła » Anatomia«, albo był współpracownikiem także i owego 
dzieła »Alloquiorum«. Na to ostatnie zgodzić się można z tej racyi, że 
w dziele tem znajdują się wiadomości tyczące się Jezuitów nie tylko 
polskich, ale i zagranicznych, służące szczególniej ku obronie Jezuitów, 
przeto Sawicki mógł je łatwiej dostać i udzielić Cichockiemu. Brown 
przeciwnie utrzymuje i dowodzi, że Sawicki nie mógł być autorem tego 
dzieła, cenzura jezuicka nie zezwoliłaby na druk dzieła, w którem wol- 
ność a nawet zuchwalstwo panują i z pewnością Jezuita do takiego 
dzieła nie przyłożyłby ręki. Oto niektóre jego dzieła: 

3707. Krótki zbiór nauki chrześcijańskiej. Wilno, 1606, 40. Jest to 
przekład dzieła Bellarmina. 

3708. Anatomia consilii editi de stabilienda pace Jesuitis Polonia 
pulsis i t. d. authore Gaspare Cichocki. Kraków, 1611, 4% 20, 126. We- 
dług Niesieckiego i ks. Jabłonowskiego, autorem jest Sawicki. Jest to 
odpowiedź na pismo, które jakiś bezimienny szlachcic w 1609 r. ogłosił 
p. tt »Jedyny sposób przywrócenia Polsce stałego pokoju jest wypędze- 
nie z niej Jezuitów«. Gdy zaś książkę tę zniszczyli Jezuici, wydano ją 
powtórnie po łacinie 1610 b. m. d. i znowu pod zmyślonem nazwiskiem 
Upsala p. t.: »Consililum datum amico de recuperanda et in posterum 
stabilienda pace Regni Poloniae<. Na to odpisał Sawicki, a lubo na 


sc 318 z 


tytule położył nazwisko Cichockiego, w tekscie jednak jest oświadczenie, 
że dwóch autorów na to dzieło się składało, to jest Polonus i Pruteno- 
Polonus, czyli że Sawicki razem z Cichockim je pisali. Pierwszy prze- 
łożył je na język polski i wydał pod imieniem Łukasza Linowskiego p. t. 

3709. Rozbiór rady danej do ustalenia pokoju wypędziwszy Jezui- 
tów. Kraków, 1611. 

3710. Dialogus nautae et cursoris de violenta Monialium S. Bri- 
gitae a Dantiscanis praescriptione b. m. d. 1611, 40. Po łacinie i po 
polsku, również pod zmyślonem nazwiskiem Linowskiego: » Dialog albo 
rozmowa flisa z kurjerem, który w towarzystwie do Warszawy z sobą 
idąc to i owo ochotnie sobie powiadają, aż ich miło słuchać« wydany 
przez X. Łukasza Linowskiego. Kraków, 1614, 47. 

3711. Nowiny z Torunia. b. m. 1614. Wymierzone przeciw Ewan- 
gelikom. 

3712. Replika na nowiny z Poznania, które minister jeden trefny 
tego roku rozsiał po Prusiech. Kraków, 1614, 40. Gdy ewangelicy na 
powyższe również uszczypliwie odpowiedzieli w dziełku: »Duplika na 
replikę«<, Sawicki w podobnym tonie wydał pod nazwiskiem Jana z Prus 
Golubskiego: 

3713. Tryplika na duplikę ks. Tenebriona Niedoperza ministra 
zborowej drużyny w Toruniu. Kraków, 1615, 4? 71. 

Na tę gwałtowną napaść nie mając już odwetu, ośmielony Sawicki 
wydał znowu: 

3714. Foremna zgoda, albo raczej istna wrzawa między tymi, któ- 
rzy tych naszych czasów Ewangelikami się niewinnie nazywają i t. d. 
przez Jana z Prus Golubskiego. Kraków, 1616, 4? 360. 

Inne zaś dzieło ogłosił pod własnem nazwiskiem, mianowicie pięknie 
tłómaczone i czystym językiem dzieło Bellarmina: 

3715. Piętnaście stopni, po których człowiek zwłaszcza chrześcijań- 
ski upatrując Pana Boga w stworzeniu rozmaitem przychodzi do wiel- 
kiej znajomości Jego i t. d. Kraków, 1616, 4” 16, 225. 

3716. O wiecznem błogosławieństwie i szczęściu, którego zażywają 
Święci i wybrani Boży w niebie, pięcioro ksiąg i t. d. Kraków, 1617, 
+0 20, 182. 

Serafinowicz Ferdynand S. P. Pochodził z rodziny szla- 
checkiej białoruskiej, Urodził się w r. 1759; do nauk przykładał się 
w Łużkach u Pijarów, potem wstąpił do ich zgromadzenia i przykładał 
się do historyi powszechnej, literatury, fizyki, języków. Ukończył nauki 
ze stopniem doktora filozofii i nauk wyzwolonych. Nauczał w Szczu- 
czynie, Lubieszowie, Dąbrowicy i w Wilnie w Collegium Nobilium 12 lat, 
W r. 1797 powołany został do Szkoły Głównej litewskiej na wicepro- 


— 31y -— 


fesora historyi powszechnej i w tym charakterze przeszedł do Uniwer- 
Sytetu cesarskiego, gdzie jako adjunktowi zalecono mu czytanie autorów 
rzymskich i wykład ich w języku polskim. Na tem stanowisku przeby- 
wał do r. 1807. Co się później z nim stało, nie jest mi wiadomem. Tłó- 
maczył Woltera i ogłosił drukiem: 

3717. Wiek Ludwika XIV. Wilno, 1793, 47. 

Sienicki ..... S. J]. W r. 1777 był adjunktem 5 i 6 klasy w Aka- 
demii wileńskiej. 

Siestrzewitowski Ludwik S. J. Urodzony 8 sierpnia 1713 
w Wilnie, do zgromadzenia wstąpił 13 sierpnia 1730 r., profesyę uczynił 
15 sierpnia 1747. Profesor Akademii humaniorów i filozofii. Był później 
kaznodzieją, Umarł w Mścisławiu 24 maja 1767 r. 

W »Acta litteraria Regni Poloniae et MDLith.« Warszawa, 1755, 
jest wzmianka, że nasz profesor był znakomitym poetą, a drugą nagrodę 
otrzymał za pochwałę biblioteki Załuskich. W »Archiwum Rzymskiem« 
jest wzmianka, że Siestrzewitowski napisał: »Epigrammata in laudem 
Sanctorum Lithuaniaes. Ów wiersz nagrodzony ma tytuł: »Carmen in 
laudem Bibliothecae Załuscianae« (Brown). 

Singletonus Richard S$. J. Anglik. Uczył w Akademii filo- 
zofii i teologii. Umarł w Wilnie, w 1602 r. 

Siruć Bernard S. P. Pochodził z Grodzieńskiego, gdzie się 
urodził w 1731 r. Umarł w Wilnie w 1784 roku. Był jednym ze zna- 
komitych profesorów wileńskich. Znanym jest w piśmiennictwie jako 
autor dzieł prawnych i historycznych, zarówno jako niepospolity tłómacz 
z języka francuskiego i łacińskiego. O jego pracach czy to oryginalnych, 
czy przyswojonych literaturze ojczystej mówiliśmy powyżej (953, 954, 
2709, 3029, 3095, 3096, 3240). 

Skidełł Jan. Urodził się w roku 1790 w gubernii wileńskiej. 
Nauki odbywał w szkole powiatowej telszewskiej. 15 września 1817 r. 
rozpoczął nauki w Uniwersytecie wileńskim, a ukończył takowe w roku 
1822 ze stopniem magistra teologii. Wkrótce potem, bo 28 czerwca 
1823 r. otrzymał stopień doktora teologii po obronieniu rozprawy: »de 
eminentia et juribus episcoporum super presbiteros«. W tym czasie ogłosił 
drugą rozprawę: » De simoniae crimine< (1823). Niezwłocznie po tej pro- 
mocyi powołanym został do wykładów nauki chrześcijańskiej. Kurs był 
jednoroczny. Od r. 1825 naukę chrześcijańską zaczął wykładać Ignacy 
Borowski, a Skidełł objął katedrę starożytności biblijnych i homiletyki. 
Gdy Michał Bobrowski powrócił do Uniwersytetu i do poprzedniej ka- 
tedry, Skidełł jako profesor zwyczajny, od r. 1828 wykładał po Śmierci 
Sosnowskiego teologię moralną i pasterską. W r. 1829 został kanonikiem 
katedry wileńskiej. Po zamknięciu Uniwersytetu i przemianie fakul- 


tetu teologicznego na akademię duchowną, Skidełł w poprzednim cha- 
rakterze prof. zwyczajnego przeszedł do akademii na katedrę teologii 
moralnej i pasterskiej i na tem stanowisku pozostawał aż do Śmierci. 
Umarł w Wilnie 20 listopada 1837 roku. Za czasów profesury w Uni- 
wersytecie czynny wziął udział w układzie katechizmu większego, uży- 
wanego po szkołach. Czynny także wziął udział w wydawnictwie 
kazań Chodaniego, których dwa wydania urządził. Na czele tych kazań 
umieścił uwagi o stylu i wysłowieniu. O pracach jego oryginalnych mó- 
wiliśmy już (2711, 2792). 

X. Antoni Fiałkowski wydał w Wilnie w roku 1842 broszurę: 
»Wspomnienie o życiu i pismach X. Jana Skidełła kanonika wileńskiegoc. 
Rozprawa ta jest niezmiernie pobieżna, dokładnego z niej wyobrażenia 
o pracach naukowych profesora powziąć nie można. 

Skorulski Józef S. J. W r. 1755 był drugim profesorem filo- 
zofii w Akademii wileńskiej. 

Skowid Walenty S. J. Do nauk przykładał się w Wilnie, gdzie 
w r. 1648 otrzymał stopień doktora filozofii i nauk wyzwolonych. Na- 
stępnie w Akademii wykładał matematykę. 

Sławiński Piotr. Urodził się dnia 29 czerwca 1795 roku. Był 
on pierwszym profesorem astronomii teoretycznej 1 praktycznej w Wil- 
nie, w całem znaczeniu tego słowa i zarazem ostatnim. W r. 1805 zaczął 
się przykładać do nauk w gimnazyum wileńskiem, a od r. 1811 studyo- 
wał nauki matematyczno-fizyczne w Uniwersytecie. Pozyskawszy w r. 
1815 stopień magistra filozofii, został mianowany niezwłocznie studen- 
tem przy obserwatoryum astronomicznem. Po dwóch latach studyów 
specyalnych doktoryzował się w r. 1817. Rozprawy doktorskiej nie 
udało się nam odszukać; bardzo być może, że nie była drukowaną. We- 
zwany w roku następnym do publicznego wykładu astronomii w cha- 
rakterze zastępcy, spełniał ten obowiązek należycie, bo całkowity kurs 
wyłożył. Następnie wyjechał w podróż naukową za granicę, w końcu 
sierpnia 1819 roku. Najpierw udał się do Anglii, tam bowiem miał do- 
konać zakupna niezbędnych narzędzi dla obserwatoryum wileńskiego. 
Dzięki polecającemu listowi Jana Śniadeckiego, Sławiński miał wstępdo 
najznakomitszych przedstawicieli astronomii w Anglii, że wspomnę tylko 
Herschela. Wówczas nabył dla obserwatoryum wileńskiego zegar me- 
chaniczny Hardy'ego z kompensacyą z rtęci; był to najlepszy zegar 
w Wilnie. W rok później, mianowicie w sierpniu 1820 roku, Sławiński 
przybył do Paryża i tu w ciągu dwóch lat słuchał Biota. Szczególniej 
poświęcał się mechanice niebieskiej. W końcu 1822 roku wzbogacony 
obszerną wiedzą i zawiązawszy stosunki z wielu znakomitymi uczonymi 
owego czasu, powrócił do Wilna, do dawnych obowiązków. W końcu 


1823 roku mianowany został adjunktem na katedrze astronomii teore- 
tycznej i praktycznej. 

3718. Raport Piotra Sławińskiego, dający sprawę z ważniejszych 
odkryć Brewstera podanych w jego dziele p. t. »A treatise on new philo- 
sophical Instruments«, czytany na posiedzeniu literackiem cesarskiego 
Uniwersytetu wileńskiego d. 15 stycznia 1824. » Dzien. wil.« 1825, I, 337. 

Wykłady pierwiastkowo prowadził podług dzieł Śniadeckiego, Biota 
i Delambre'a; później według własnych notat, które systematycznie uło- 
żywszy, drukiem ogłosił p. t. »Początki astronomii«. O tem dziele, pier- 
wszem z wydanych w języku polskim, mówiłem już szczegółowo (1339). 

W r. 1825 na miejsce ustępującego Jana Śniadeckiego mianowany 
został astronomem - obserwatorem, a w rok później po wydrukowaniu 
astronomii został profesorem publicznym zwyczajnym. Niezależnie od 
trudnych obowiązków profesora i równocześnie dyrektora obserwatoryum, 
Sławiński bardzo czynny brał udział w pracach geodezyjnych i astrono- 
micznych, przedsięwziętych dla wymiaru południka w Kurlandyi, na 
na Litwie i Żmudzi. Latem więc 1824 roku dokonał 2000 obserwacyi 
gwiazd i słońca w sygnale Ejtyntajcach na Żmudzi, dla oznaczenia sze- 
rokości geograficznej tego punktu za pomocą koła powtarzającego Rei- 
chenbacha, sprowadzonego w tymże roku z Monachium do Wilna. 
W lipcu zaś 1826 r. na prośbę generała Tennera i rektora Pelikana 
udał się Sławiński na północ Kurlandyi do sygnału brystyńskiego dlą 
robienia tam obserwacyi. Stosował naprzód przy obrachowaniu szerokości 
geograficznej tego sygnału metodę astronoma Bessela i następnie wyko- 
nał 2.400 obserwacyi 60 gwiazd w tym czasie, kiedy Tenner podobne 
obserwacye czynił w sygnale Niemieżu pod Wilnem. W tym ostatnim 
punkcie w roku następnym Sławiński również brał udział w obserwa- 
cyach dla powtórnego obrachowania szerokości geograficznej Niemieża 
za pomocą tejże metody i najdoskonalszych narzędzi; a w r. 1832 sam 
jeden kierował tamże obserwacyami w celu obrachowania poziomołuku 
linii Niemież-Mieszkańcy. Szczegóły powyższych zajęć Sławińskiego wzią- 
łem z pracowicie ułożonej biografii Sławińskiego, którą ogłosił autor jej 
Kazimierz Podernia w »Kłosach«, 1881, 854. 

Do tej epoki odnosi się następująca praca Sławińskiego: 

3719. Slavinsky — Summary of the observations made for the 
determination of the latitude of the observatory of Wilna, 1826. 

Prof. Rewkowski w ten sposób charakteryzuje Sławińskiego: » W roku 
1822/23 i 1823/24 z kilkunastu kolegami słuchaliśmy lekcyi profesora 
niedawno z zagranicy przybyłego Piotra Sławińskiego; był on młody, 
przystojny, prawdziwy dżentelmen. Tłómaczył się jasno, pięknie, z wiel- 
kiem przygotowaniem i nauką. Przyjemnie było i pożytecznie słuchać 


UMIWERSYTET WILEŃSKI TOM III, 21 


jego lekcyi. Elegancya jakaś w wykładzie, bez najmniejszego żenowania 
się i chęci imponowania uczniom; zdawało się, że my sami dochodzimy 
z nim nowych prawd, o których pierwej, chociaż to dziwne, nie wie- 
dzieliśmy, nie domyślaliśmy się nawet. ' Nauka była wyższa, potrzebo- 
wała dobrego zastanowienia się, uwagi i znajomości matematyki. Wszystko 
to przychodziło nam z łatwością, przystępnie i z przyjemnością. Nie 
można było lepiej astronomii teoretycznej wykładać. Wszyscy się bardzo 
pilnie uczyli i z wielką korzyścią. Do obserwatoryum o południu i wie- 
czorami chodzili niektórzy dla praktyki w obserwacyach, gdzie wiele 
i korzyści i przyjemności czekało nas zawsze«. »..... po roku 1825 
Sławiński otrzymał stopień profesora zwyczajnego, opuścił się, zleniwiał; 
na wykład jego lekcyi skarżyli się uczniowie. Podczas obserwacyi w Kur- 
landyi zachorował na zapalenie mózgu, ledwo go odratowali. Wyzdro- 
wiał nakoniec, ucieszyli się wszyscy, ale pamięć jakoby zupełnie utracił 
i jako profesor uczony mniej jeszcze mógł być użytecznym. Po zam- 
knięciu Uniwersytetu, Sławiński zaprzestał wykładać, lecz pozostał na 
stanowisku dyrektora obserwatoryum astronomicznego, które przeszło 
pod zarząd akademii nauk w Petersburgu. Działalność jego jako dyre- 
ktora i prace podówczas dokonane podaliśmy wyżej, mówiąc o obser- 
watoryum astronomicznem; tutaj dodamy, że Sławiński był powołanym 
przez uniwersytet charkowski na członka honorowego, a przez peters- 
burską akademię nauk na członka związkowego. Po wysłużeniu 25 lat 
na stanowisku astronoma, pozyskał uwolnienie od służby i emeryturę 
w r. 1843. Zamieszkał w dziedzicznej wiosce Kiena, niedaleko Wilna 
położonej (stacya kolei żelaznej libawsko-romeńskiej), gdzie oddawał się 
gospodarstwu rolnemu. Był żonaty z córką prof. Kajetana Krassowskiego. 
Po kilkolctniej chorobie mając 86 lat, zakończył sędziwy żywot dnia 30 
czerwca 1881 roku w Kienie. Pochowany na cmentarzu wileńskim Rossa. 

Słowacki Euzebiusz. Urodził się we wsi Podhorcach w Ga- 
licyi 1772 roku. Do nauk przykładał się w szkołach krzemienieckich 
i wówczas to okazywał niepospolite zdolności do nauk i talenta pisar- 
skie i poetyczne. Po ukończeniu nauk, nie starczyło funduszu, aby pójść 
do której akademii dla studyów wyższych — został więc geometrą kró- 
lewskim, co mu chleb zapewniało, ponieważ skutkiem uchwały sejmowej 
nastąpiło rozgraniczenie całego kraju. Lecz zyskowne to zajęcie pozba- 
wiło go. zdrowia, a nawet zagrażało utratą wzroku, porzucił je i został 
nauczycielem prywatnym, równocześnie sam kształcąc się usilnie. Po- 
znany przez Czackiego, wezwany został na profesora wymowy do Krze- 
mieńca. Wszyscy biografowie nazywają go samouczkiem. Tem lepiej. 
Kształcąc innych, kształcił się i sam i doszedł do wysokiej znajomości 
estetyki i krytyki. Języki starożytne i wiele europejskich znał dobrze. 


Pisał poezye gładkie i z łatwością, co wobec ówczesnych wymagań było 
patentem na doskonałość; z artyzmem przekładał obcych poetów. Gdy 
ogłoszono konkurs na katedrę wymowy i literatury w Uniwersytecie 
wileńskim, posłał rozprawę: »O sztuce dobrego pisania w języku pol- 
skim« i rozprawa ta jako owoc dobrego przygotowania przyjętą została, 
a Słowacki mianowany został profesorem publicznym zwyczajnym lite- 
ratury i wymowy. W r. 1811 rozpoczął wykłady, które przyjęte były 
dobrze przez słuchaczów. Tyleż lat na nie czekano! W roku następnym 
objął redakcyę » Kuryera litewskiego«, lecz słabe zdrowie nie pozwalało 
mu długo zajmować się uciążliwą pracą. Nie długo cieszył się katedrą, 
bo w r. 1814 d. 29 października już żyć przestał. Pochowany na Rossie. 
Przed Śmiercią napisał: 


Wędrownik na drodze życia mdłą stargawszy siłę, 
Wkrótce rzucę co miłe i co mi niemiłe. 

Bez trwogi, nie bez żalu, widzę kres zbliżony, 
Który nagle w nieznane przeniesie inię strony. 

W tę spokojną uchronę, gdzie wieczność przebywa, 
I którą chrmura pełna tajemnic pokrywa. 


Pomimo że był samoukiem, stał wyżej pod względem wykształce- 
nia od takiego Golańskiego, który nie był tuzinkowym profesorem. By- 
najmniej, Słowacki znał się dobrze na nauce, którą wykładał, a miał 
pierwszeństwo przed Golańskim, że sam był poetą. Pisał o teoryi smaku 
w dziełach sztuk pięknych, o potrzebie doskonalenia języków narodo- 
wych i używania mowy ojczystej w wykładzie nauk, o teoryi wymowy 
i poezyi; rozbiory pisarzów 1 przykłady stylu; przekłady poetów rzym- 
skich i t. d. Tłómaczył także tragedye francuskie na język polski i wła- 
sne tworzył; przełożył wierszem Henryadę Woltera, a przekład ten wy- 
szedł z druku jeszcze przed objęciem katedry w Wilnie. Z rzeczy lite- 
rackich, które ogłosił drukiem, wspominaliśmy o wszystkich dziełach 
jego razem zebranych, które ogłosił Zawadzki w Wilnie w czterech 
tomach (3195). Prócz tego należy nam jeszcze zanotować: 

3720. Mowa przy rozpoczęciu popisów rocznych w gimnazyum 
wołyńskiem. Krzemieniec, 1803. 

3721. Wiadomość o życiu i pracach uczonych Józefa Czecha. Wilno, 
Zawadzki, 1811, 89. 

3722. Prawidła wymowy i poezyi wyjęte z dzieł E. Słowackiego, 
Wilno, 1827, 89%. Było kilka wydań. Słowacki zamierzał pisać dzieje lite- 
ratury polskiej; przedwczesny zgon 1 liczne zajęcia nie pozwoliły mu 
tego dokonać. Pozostały tylko fragmenta w postaci rozbiorów kilku 
pisarzów. 

Śmiglecki Marcin S. J. Urodził się we Lwowie w 1572 r. 

21* 


— 3234 — 


Nauki odbywał w Akademii wileńskiej i w Rzymie, gdzie został dokto- 
rem teologii. Po powrocie nauczał w Wilnie przez 4 lata filozofii a przez 
1o lat teologii. Przez wiele lat rządził kollegiami, pułtuskiem, poznań- 
skiem, kaliskiem i domem profesów w Krakowie. Był bardzo łagodny, 
cierpliwy, świątobliwego życia i ogromnej nauki. Rozumował zdrowo, 
wymownie przekonywał; uwielbiany był powszechnie od swoich i cu- 
dzych i otaczany głębokim szacunkiem. Należał, jak to zaraz zobaczymy, 
do niestrudzonych bojowników z Aryanami, stąd w historyi sporów reli- 
gijnych ważną rolę odgrywa. Sławny z dysput z innowiercami. Mąż ten 
straciwszy zdrowie dzięki nadmiernej pracy umysłowej, po długiej cho- 
robie umarł w Kaliszu, 26 lipca 1618 roku mając lat 56, z nich 38 
w Towarzystwie. W roku 1856 odkryto w Kaliszu w kościele farnym, 
w grobie pod wielkim ołtarzem wielką urnę glinianą. Na niej wypisany 
był cały alfabet i napis: » Martinus Smiglecius A. D. i61g«. Z poszu- 
kiwań J. Szaniawskiego i A. Chodyńskiego okazało się, że gdy w lat 
kilka po Śmierci Śmigleckiego porządkowano groby zakonne, szczątki 
Śmigleckiego złożono do wielkiej urny glinianej, która w całości prze- 
szło dwa wieki w sklepieniach kościoła znajdowała się. 

Gdy usiłowania różnowierców, ażeby w Wilnie założyć szkołę głó- 
wną, któraby przeciwdziałała szkodliwemu dla nich wpływowi Akademii, 
spełzły na niczem, przywiedli oni do skutku zjazd wspólny w dniu 15 
maja 1599 roku w Wilnie, podczas odbywającego się trybunału W. Ks. 
Litewskiego. Na tem zjeździe stanęła konfederacya czyli połączenie ewan- 
gelików z dyzunitami w celu obrony przeciw uciemiężaniu, jakiego do- 
Śświadczać mieli w sprawowaniu obrządków swoich wyznań, wbrew pra- 
wom Rzeczypospolitej. Korzystali z tego zjazdu Jezuici i zachęcili Kal- 
winów i imnych reformowanych do odbycia podczas tego zjazdu głośnej 
na całą Litwę i Polskę dysputy teologicznej. Przeznaczony był do tej 
walki ze strony Jezuitów profesor teologii Marcin Śmiglecki, znany już 
z poprzednich swoich dysput, mianowicie z odbytej w Nowogródku 
z Socynianami. Rezultat tej dysputy wyłożył w dziele: 

3723. Opisanie dysputaciej nowogrodzkiej, którą miał X. Marcin 
Śmiglecki S. J. z Janem Liciuszem Ministrem Nowochrzęskim o przed- 
wiecznem bóstwie Syna Bożego, 24 i 25 Januarii w r. 1594, wydane 
przez X. Wojciecha Zajączkowskiego. Wilno, 1594, 49. 

Otóż Śmiglecki przed dysputą ułożył jej program, a Michał Wi- 
szniewski wydrukował go w tomie VI swej Historyi literatury polskiej. 
Kiedy protestanci nie mogli mu sprostać, rzucili na niego podejrzenie, 
że jest Aryaninem. Zarzut podobny był śmiesznym, choćby już dlatego, 
że Śmiglecki przed ową dysputą tyle dzieł kontrawersyjnych przeciwko 
Aryanom drukiem ogłosił; mimo tego profesor filozofii w Wittenbergu, 


Michał Wendeler, wprost zarzuca Śmigleckiemu aryanizm. O niektórych 
jego pracach jak np. o sławnej logice mówiłem już wyżej (2214, 2620, 
2621, 2945). Pozostaje w kilku słowach powiedzieć o niemniej głośnem 
dziele ekonomicznem: 

3724. O lichwie i trzech przedniejszych kontraktach: wyderkowym, 
czynszowymi i towarzystwa kupieckiego, nauka krótka pisana przez X. 
D. Marcina Śmigleckiego S. J. Theologii profesora w Akademii wileń- 
skiej i powtórnie wydana. Wilno, druk S. J. 1596, 49 74. 

Toż, po siódmy raz do druku przejrzane i rozszerzone Cum gratia 
et privilegio S. R. M., w Krakowie, w drukarni Andrzeja Piotrkowczyka, 
Rp. 1640, 4? 3, 131. 

Chociaż pomysły autora w tej książce ciekawej nie mogą być po 
większej części zgodne z dzisiejszem widzeniem rzeczy ekonomistów, 
wiele tu jednakże zdrowych uwag i dziś pożytecznych znaleść można. 
Co zaś do obowiązków pana względem sług i poddanych rolników, 
prawda Śmiało jest wypowiedziana. Szczególnie rozdział 25 i 26, a wszyst- 
kich jest 27, ciekawym jest ze względu na poddaństwo. Śmiglecki utrzy- 
muje (w rozdziale 26) o powinnościach kmiecych w Polsce i w Litwie, 
że poddaństwo na zasadzie statutu wiślickiego i konstytucyi sejmowych 
(które cytuje) jest nonsensem; bo poddani nie są niewolnikami, bo mogą 
od pana odejść; że pan nie ma prawa brać majętności poddanych i t. d. 
Książka jak na czasy owe i ciekawa 1 pouczająca a napisana piękną, 
czystą polszczyzną. Że miała wzięcie, dowód, iż w samym Krakowie prze- 
drukowywano ją siedm razy, poczynając od r. 1604, gdy pierwszy raz 
z wydania wileńskiego pojawiła się w przedruku. Z rzeczy kontrower- 
syjnych są bardzo ciekawe: 

3725. De Zachariae prophetae pro Christi divinitate illustre testi- 
monium adversus Fausti Socini anabaptistae cavillationes propugnatum, 
authore RP. ..... S. J. STD. et prof. in Acad. Vilnens. Ś. J. Vilnae, 
typ. Acad. 1596, 4” 255, 2. 

3726. Absurda synodu toruńskiego, który mieli ewangelicy w To- 
runiu RP. 1595 mense Augusto i teraz do druku podali. Wilno, 1596, 47 44. 

Pismo to wydane było pod nazwiskiem Teofila Kosmopolskiego, 
częścią w prozie, częścią wierszem. Dowodzi w niem Śmiglecki, że aka- 
tolicy nie mają prawa do podobnych zjazdów. 

Jakkolwiek Wiszniewski w tomie VIII, 293, swej Historyi dowo- 
dzi, że dzieło p. t. Synod brzeski jest pióra Śmigleckiego, nam się to 
nie zdaje ze względu, że Skarga w tymże roku i pod podobnym tytułem 
swe dzieło drukiem ogłosił. 

3727. Dysputacya wileńska, którą miał X. Marcin Śmiglecki S. J. 
z ministrem ewangelickim 2 junii w r. 1599 o jednej widomej głowie 


aż 326 sc 


Kościoła Bożego wydana przez JMCPana Pawła Wołłowicza, natenczas 
deputata trybunalskiego. Wilno, 1599, 4? 34; toż, Kraków, Cezary, 1599, 
40 64; toż p. t. Dysputacya W. X. Marcina Śmigleckiego z X. Danie- 
lem Mikołajewskim, 2 czerwca 1599 de Primatu Petri s. l. 1599, 4? 138. 

Dużo hałasów, protestów i oburzenia wywołało następujące dzieło 
Śmigleckiego: | 

3728. Nodus Gordius seu de vocatione ministrorutm disputatio itd. 
Kraków, 160g, 40 2, 77, 3. 

Akatolicy rozmaitych odcieni oburzeni rzucili się do pióra. Smal- 
cius napisał książkę p. t. Notae in libellum i t. d.; Bissendorf pastor 
w Getyndze napisał: »Nodi Gordii resolutio« 1 t. d., za co na gardło 
skazany, a książka na spalenie. Na książkę Volkeliusa: Nodi Gordii dis- 
solutio, odpowiedział Śmiglecki: 

3729. Refutatio vanae dissolutionis Nodi Gordii de vocatione mini- 
strorum a Joanne Volkenstein ministro arianorum tentatae. Kraków, 
1614, 40 128. 

Śmiglecki pozostawił po sobie bardzo wiele prac kontrowersyjnych. 
Są one powszechnie dostępne, stąd znane; nie będę ich wyłliczał poprze- 
stając na zaznaczeniu najgłośniejszych. 

Smuglewicz Franciszek. O znaczeniu Smuglewicza w dzie- 
jach szkoły sztuk pięknych w Wilnie mówiliśmy powyżej, obecnie po- 
dajemy tylko parę dat biograficznych. Urodził się w Warszawie 9 paź- 
dziernika 1745 roku. Był synem malarza, a po matce krewnym Szymona 
Czechowicza; po ojcu więc i po matce pochodził z rodziny uprawiającej 
malarstwo. W r. 1763 wyjechał do Rzymu, gdzie pod kierunkiem Rafała 
Mengsa do sztuki się przykładał. Działalność artystyczuą rozpoczynał: 
od kopiowania malowań i arabesków łaźni Tytusa w Rzymie. To mu 
zapewniło na początek duże wzięcie, gdyż Corloni rozpowszechnił jego 
roboty, rytując je na 60 tablicach arkuszowych. Przerysował starożytny 
fresk: Wesele aldobrandskie, który wyrznął na miedzi G. Ottaviani. Ry- 
sunki jego tuszem widoków rzymskich Tivoli i dwie wielkie księgi kom- 
pozycyi oryginalnych z Pisma św. wymownie Świadczą, że Smuglewicz 
w Rzymie nie marnował czasu. W r. 1785 powrócił do kraju na we- 
zwanie króla Stanisława Augusta. Pierwszą czynnością jego po powrocie 
do Warszawy były obrazy do kościoła XX. Bazylianów. Następnie wy- 
jechał do Wilna na wezwanie biskupa Massalskiego, gdzie bawił rok 
cały, malując przez ten czas wiele obrazów historycznych i religijnych. 
Powróciwszy z Wilna do Warszawy, dużo malował i tuszem rysował; 
przeważnie z dziejów polskich czerpał temata do swoich kompozycyi. 
Nosił się z myślą wydania dziejów polskich najpierw w dwustu obra- 
zach, później w stu; lecz brak sztycharzy był ważną przeszkodą, że to 


przedsięwzięcie nie przyszło do skutku. Założył w Warszawie szkołę 
malarską, lecz ta długo nie trwała, ponieważ Smuglewicz na zawsze 
opuszczał Warszawę, przyjmując wezwanie na profesora malarstwa w Uni- 
wersytecie wileńskim. Objąwszy katedrę w wyjątkowo niekorzystnych 
warunkach, jak to zaznaczyliśmy, natężał wszystkie siły, aby mimo tego 
zaszczytnie spełnić swoje zadanie; co mu się w części udało, bo dla 
kraju wykształcił kilku bardzo zdolnych malarzy. W r. 1800 wezwany do 
Petersburga przez cesarza Pawła, ozdobił zamek Św. Michała, lecz ta 
robota dużo mu przykrości sprawiła; skutkiem wilgoci murów, roboty 
Smuglewicza zbladły — z czego zawistni ludzie nie omieszkali skorzy- 
stać. Po powrocie do Wilna chorzał i to go do mogiły przedwcześnie 
wpędziło; mając zaledwie 62 lat zakończył życie 18 września 1807 r. 
(Golański. Rastawiecki. Romer). Pochowany na Rossie; miejsce nie wia- 
dome, gdzie pochowany. | 

Śniadecki Jędrze j. Urodził się w W. Księstwie Poznańskiem, 
w powiecie kcyńskim, w mieście Żninie, d. 30 listopada 1766 roku. Po- 
czątkowe nauki pobierał w Trzemesznie, gimnazyalne w Krakowie, gdzie 
starszy jego brat Jan był profesorem w Akademii. Wielkiemi zdolno- 
Ściami i pracowitością wkrótce się odznaczył. W czasie pobytu Stani- 
sława Augusta w Krakowie za szczególną pilność w naukach otrzymał . 
medal z rąk królewskich. Przy rozpoczęciu nauk we wszechnicy Jagiel- 
lońskiej, poświęcał się matematyce, aby być później inżynierem, do czego 
go zachęcał i Jan i wielu przyjaznych; lecz margrabia Wielopolski i prof. 
Jaśkiewicz, życzliwi Śniadeckim, przekładali i namawiali Jędrzeja, aby 
się do nauk lekarskich przykładał. Głównie jednakże wykłady anatomii 
Szastera wpłynęły na zmianę jego przekonań. Po trzech latach studyów 
w Krakowie, udał się w r. 1791 do Wiednia, lecz tam tylko dwa mie- 
siące przebywał. Pociągnięty sławą Jaua Piotra Franka, Wolty, Spala- 
zaniego, Moschatego i innych znakomitych profesorów pawijskich, tam 
się udał i przez dwa lata do nauk lekarskich z wielką pilnością się 
przykładał. Jeszcze przed przybyciem do Pawii, Śniadecki był zwolen- 
nikiem nauki Browna i pomimo wielu trudności i przeszkód potrafił 
skłonić niektórych mistrzów i towarzyszów do jej przyjęcia we Wło- 
szech. Otrzymał w dniu 16 maja 1793 roku stopień doktora medycyny 
i filozofii po obronieniu następujących tez: 1) Opium, a CI. Walla aliis- 
que in Synocho et Typho commendatum, saepius optime his in casibus 
convenire, arbitramur. 2) Frigus non raro inter antiphlogistica auxilia 
reponendum. 3) Vis naturae Medicatrix nimis a Cullenio ad explicandas 
morborumń curationes extenditur. 4) Inflammationes, quae a localibus 
causis indicuntur, nisi simul cum phlogistica universi corporis diathesi 
incedant, venae sectionibus non tractandae. 


ROME 328 Sżż 


Z Pawii wyjechał do Paryża, ażeby słuchać kursu chemii Fous- 
croy i dla wyćwiczenia się w chirurgii. Ówczesny stan polityczny stanął 
mu na przeszkodzie; zamiast tedy do Paryża, wyjechał przez Szwajcaryę, 
Frankfurt, Moguncyę, Kolonię — do Holandyi, stamtąd do Belgii i wre- 
szcie przez Ostendę do Londynu. Przy pomocy rezydenta polskiego Bu- 
katego i innych, poznał wszystkie osobliwości miasta, a znając dobrze 
język angielski i celując dowcipem, skorzystał z namowy Bukatego 
i innych i napisał w gazecie pod ich protekcyą będącej, kilka artykułów, 
które powszechną zwróciły uwagę, lecz i równocześnie rozjątrzyły osoby, 
na które powstawał. Tylko spiesznemu wyjazdowi do Edynburga winien, 
że przestano gorliwie poszukiwać autora satyrycznych artykułów. W Edyn- 
burgu przez dwa lata przebywał. Szkoła lekarska tamtejsza do najświet- 
niejszych w Europie naówczas należała. Miał tedy sposobność wykształ- 
cić się najgruntowniej w medycynie i filozofii. W Edynburgu napisał 
pierwsze zasady do późniejszego dzieła: »Teorya jestestw organicznych, 
które nazwał »Ideae physiologicae«. Główni mistrze, pod sterem których 
przykładał się do medycyny, byli: Gregory, Duncan i Monry; przyjaźń 
tych mężów potrafił sobie zjednać. Nauki nabywane od tak sławnych 
profesorów, czytanie najważniejszych dzieł w języku angielskim i nieo- 
graniczona praktyka w szpitalach, pod kierunkiem takich lekarzy, rozwi- 
nęły w nim zaród wielkiego geniuszu, którym był z natury uposażony 
i postawiły na stopniu wysokiego uzdolnienia. Gdy Jan Śniadecki prze- 
myśliwał nad przyszłym losem Jędrzeja, Szkoci o nim również nie za- 
pominali. Miał otrzymać posadę lekarza w Indyach. Wówczas to byłby 
dla nas zupełnie straconym; lecz upamiętał się. Pomny na obowiązki 
względem ojczyzny opuścił Szkocyę i w powrocie do Polski czas jakiś 
bawił jeszcze w Londynie 1795 r. Nie mogąc i obecnie być w Paryżu, 
przez Holandyę dostał stę do Wiednia i w tamtejszej akademii rok cały 
ćwiczył się w naukach. W tym czasie powołany został na profesora 
chemii i farmacyi do Szkoły Głównej wileńskiej; wezwanie przyjął 
i w lutym 1796 roku opuścił Wiedeń. Po drodze do Wilna odwiedził 
Kraków, był na Wołyniu, i w r. 1797 rozpoczął wykłady w Wilnie. 

Z porywającą wymową i najgruntowniejszą znajomością przedmiotu 
wykładając nową i ciekawą naukę, nie tylko uczniów swoich, lecz całą 
zajął publiczność. Obok ważnych zatrudnień swego urzędowania, obok 
obszernej praktyki lekarskiej — poświęcił wszystkie wolne chwile czy- 
taniu, rozmyślaniu i doskonaleniu się w naukach. Pierwszym owocem 
pióra jego była »Mowa o niepewności zdań i nauk na doświadczeniu 
fundowanych«, czytana na posiedzeniu Szkoły Głównej wileńskiej we 
wrześniu 1797 roku. Od r. 1800 zaczyna się szybko rozwijać jego dzia- 
łalność literacka. W tym bowiem roku ogłosił » Początki chemii«; w roku 


1804 wydał pierwszy tom dzieła: »Teorya jestestw organicznych«, który. 
uczeni francuscy i niemieccy: Moritz, Ballard, Desaix przełożyli na swe 
języki; a Miiller i Tiedeman wysoce podnieśli jego zalety. W tym czasie 
czynny wziął udział w założeniu »Dziennika wileńskiego«, w którym 
ogłosił sławną monografię: »O fizycznem wychowaniu dzieci«; należał 
do członków założycieli Towarzystwa lekarskiego wileńskiego i był tegoż 
Towarzystwa pierwszym prezydentem. Rok 1807 ciężkim był dla Wilna, 
ciężkim dla Uniwersytetu i niemniej ciężko dał się uczuć naszemu pro- 
fesorowi. Rzecz w tem. Skutkiem wojny, Wilno przedstawiało jeden 
wielki obóz. Na szpitale zabierano domy nawet Śródmieścia, co niebez- 
piecznie odbiło się na zdrowotności samego miasta, bo między kilku- 
tysiącami rannych bardzo wielu było chorych tyfusowych. Rządzący 
wówczas Litwą jenerał-gubernator Korsakow, naglony potrzebą, lecz nie 
oglądający się na dalsze skutki raptownego i bezwzględnego rozporzą- 
dzenia, postanowił zabrać wszystkie domy, należące do Uniwersytetu 
i wyrugowawszy stamtąd zamieszkałych w nich profesorów i oficyalistów, 
obrócić na szpitale wojskowe. Otóż Towarzystwo lekarskie weszło z prze- 
łożeniem do rządu gubernialnego o klęsce, jakiej miasto uledz może, 
jeżeli szpitale wśród miasta będą zakładane, a tem bardziej w tej jego 
części, w której się znajdują dotny uniwersyteckie, najwięcej zaludnionej 
i nizko położonej. Powyższą odezwę miał Frank zredagować i dać do 
podpisu Śniadeckiemu jako prezesowi; lecz przez nierozwagę ułożył tę 
odezwę zbyt ostro i nie pokazując nikomu, podpisal Śniadeckiego. Kor- 
sakow obrażony, że Towarzystwo lekarskie śmie mu dawać rozkazy, 
7 poduszczenia leib-medyka Weltzien postanowił całą zemstę wywrzeć 
na Śniadeckim. Zalecił więc Korsakow rektorowi, aby Śniadecki stawił 
się niezwłocznie u doktora Weltzien (przysłanego z Petersburga dla czu- 
wania nad szpitalami wojskowymi), dla odebrania od niego poleceń. 
Miano zamiar wyprawić Śniadeckiego do Brześcia, aby tam czuwał nad 
szpitalami, a stamtąd do Rosyi, jako człowieka burzliwego. Rektor od- 
powiedział, że profesorowie Uniwersytetu zabezpieczeni są ustawami mo- 
narszemi, ażeby mieli odbierać rozkazy od osób nieznanych Uniwersy- 
tetowi, jakim był doktor Weltzien. I to podziałało, a głównie że wszyscy 
profesorowie lekarze ofiarowali swe usługi w szpitalach wojskowych. 
Do ułagodzenia Korsakowa przyczyniły się bardzo wpływowe osoby, a głó- 
wnie list ks. A. Czartoryskiego z Petersburga przysłany, napisany z wiel- 
kim taktem i przezornością wpłynął na to, że Śniadeckiego pozostawiono 
w spokoju. Sprawa z Korsakowem ucichła, lecz natomiast pojawił się 
tyfus, któremu uległ Śniadecki, zaraziwszy się w szpitalu. Choroba kilka 
tygodni trwała, zagrażając nieraz życiu. I druga wojna, ów sławny r. 1812, 
przerwała spokojne zajęcia naukowe Śniadeckiego. Jak w r. 1807 tak 


1 obecnie cały czas poświęcał pracy w szpitalach wojskowych. Wiele 
ciekawych i pouczających opisów mamy z owej epoki. Frank np. w pa- 
miętnikach swoich wspomina, że gdy przedstawiano Śniadeckiego jako 
profesora chemii, Napoleon zapytał: Quelle chimie enseigne-t-on ici? — 
Na co Śniadecki odpowiedział: Sire! La chimie quwon enseigne 4 Paris, 
Gdy się cesarz następnie dowiedział, że roczny etat Uniwersytetu wy- 
nosi 105.000 rubli, zrobił uwagę: Ce n'est pas trop (op. cit. VI, go). 
Naszego profesora spotkała w tym czasie klęska nielada — spalono mu 
wieś Bołtupie pod Oszmianą, świeżo zabudowaną wraz z całoroczną kre- 
scencyą. Kiedy w r. 1815 odrodził się »Dziennik wileński«, Śniadecki 
niemało się przyczynił do poczytności tego pisma, umieszczając w niem 
swe rozprawy naukowe. Trzecie wydanie chemii i polemika nankowa 
z Chodkiewiczem o terminologię chemiczną polską wywołały także kilka 
krytycznych artykułów, które imię Śniadeckiego znowu szeroko rozniosły 
po całej Polsce. Kiedy powstały w Wilnie czasopisma specyalne lekar- 
skie, lub mające związek z medycyną, Śniadecki czynny brał w nich 
udział, a artykuły jego pod względem myśli i znakomitej formy tudzież 
pod względem języka są najpoczytniejszymi w tym zbiorze. 

Wspominaliśmy wyżej, że Śniadecki, będąc jeszcze w Anglii, po- 
wszechną zwrócił uwagę na swe artykuły satyryczne. Ofiarowano mu 
nawet główne redaktorstwo wielkiego dziennika. Otóż gdy w Wilnie 
założono » Wiadomości brukowe«, organ »Szubrawców«, Śniadecki swoją 
»Podróżą próżniacko-filozoficzną« nie mało się przyczynił do wzboga- 
cenia pisma, wpływając równocześnie na umoralnienie społeczeństwa, 
o co najwięcej Szubrawcom chodziło. Dziś, chociaż stosunki socyalne i eko- 
nomiczne na tyle się zmieniły, że przeciętny czytelnik bez przygotowaw- 
czych studyów niełatwo Ówczesne stosunki zrozumie, »Podróż« Śnia- 
deckiego przecież, pisana wzorową polszczyzną, i dziś może wielu czy- 
tających zająć, swoją tendencyą i znakomitem obrobieniem przedmiotu 
filozoficznego w satyryczną formę przybranem. Temi to pracami w » Wia- 
domościach brukowych« Śniadecki zjednał sobie znakomite miejsce 
w satyrycznym oddziale ojczystej literatury. Gdy w r. 1822 skończyło 
się dwadzieścia pięć lat nauczania w Uniwersytecie, przeszedł Śniadecki 
w stan spoczynku, pozyskawszy emeryturę. Przy ogłoszeniu konkursu 
na katedrę chemii nie musiał brać bardzo czynnego udziału; prawdopo- 
dobnie nie proszono go o to, a Śniadecki należał do tych, którzy się 
każą prosić, podał tylko do rady zawiadomienie, że z mieszkania w mu- 
rach uniwersyteckich zajmowanego ustąpił. 

Wnoszę o tem z następującego listu ks. Czartoryskiego pod datą 
g9]21 listopada 1822 z Puław: 


»Dla pilnowania się ścisłego ustaw, przymuszony byłem we- 
zwać Radę do przerobienia programatu do konkursu chemii ogło- 
sić się mającego. Upraszam WMPana, ażebyś chciał przyjąć na 
siebie nową jego podług moich uwag redakcyą. Spodziewam się, 
że los tej katedry w Uniwersytecie zajmuje zawsze troskliwość 
WMPana, nie wątpię więc, że się i tego mego wezwania podej- 
miesz i dalszych rad swoich względem zapewnienia skuteczności 
tego konkursu nie odmówisz. Nie mogę też zamilczeć, że choć 
w uwagach nad programatem powiedziałem, iż nie trzeba wyrażać, 
gdzie będzie mieszkanie dla nowego profesora; umiem jednak oce- 
nić delikatność, z jaką WMPan zrzekasz się mieszkania, które do- 
tąd zajmowałeś, przekazując go w samym programacie swojemu 
następcy. Wreszcie nic tego układu nie nagli; i będzie to zawsze 
przyczyną żalu dla całego Uniwersytetu widzieć takiego członka, 
jakim jesteś WMPan, oddalającego się z Jego murów. Rad korzy- 
stam z każdego zdarzenia, aby ponowić WMPanu zapewnienie praw- 
dziwego szacunku, z którym nie przestanę pisać«. 


Zostawszy emerytem, nie przestał zajmować się praktyką lekarską 
z wielkiem powodzeniem. Nie długo jednakże odpoczywał, bo po śmierci 
Herberskiego powołany został na dyrektora kliniki terapeutycznej i na 
tem stanowisku pozostał aż do Śmierci. W Akademii wbrew ustawie, 
lecz w uznaniu wielkich zasług, mianowany został akademikiem nie 
przesłużywszy obowiązkowych dziesięciu lat. Wskutek karbunkułu umarł 
pełen sławy dnia 11 maja 1838 r. Nad zwłokami przemówił głośny ka- 
znodzieja Trynkowski, a przemówienie to godne jest i kaznodziei i pa- 
mięci tego, któremu poświęcone zostało. Pochowano zwłoki w majętności 
nieboszczyka Bołtupiu, na cmentarzu wiejskim, Horodniku, który Zoryan 
Chodakowski do rzędu starożytnych słowiańskich siedzib zalicza. Piękny, 
marmurowy pomnik wzniosła rodzina; gdy tymczasem pod Wilnem 
wznosił się kopiec »Jędrzejówka«, Wznieśli go własnemi rękami ucznio- 
wie Śniadeckiego, na cześć znakomitego profesora, którego ciało aż do 
tego miejsca z kościoła św. Jana przynieśli i na wóz położyli, aby wedle 
woli zmarłego do Bołtupia zostało przewiezione. Pozostało po nim troje 
dzieci: syn Józef późniejszy marszałek szlachty i dwie córki. Starsza 
z nich była żoną Michała Balińskiego, młodsza wyszła za mąż za Mi- 
chała Czajkowskiego Sadyka-Paszę, głośnego powieściopisarza, a za cza- 
sów panieńskich była ona »Beatryczą« Juliusza Słowackiego. Niektórzy 
biografowie rektora Śniadeckiego podejrzywali go, że zazdroszcząc sła- 
wie młodszego brata, trzymał go w cieniu i nie dopuszczał do zajęcia 
wydatniejszego miejsca w Uniwersytecie. Podobny zarzut z wielu wzglę- 
dów nawet pozorów słuszności mieć nie może i nie ma — dlatego, że 
Jędrzej Śniadecki, sprowadzony przez Poczobuta nie miał i wówczas, 
nie miał i potem żadnego udziału w rządach Uniwersytetu, bo go ko- 


ledzy profesorowie nie wybierali; wpływ rektora, naturalna rzecz, jest 
wielki, ale nie decydujący ostatecznie; więc że Jędrzej nie był dzieka- 
nem, to najmniej winnym jest Jan. Powtóre, Śniadecki Jędrzej mimo 
nauki wielkiej, dowcipu, do miłych się nie liczył w stosunkach koleżeń- 
skich; nic więc dziwnego, że takiego dziekana profesorowie nie życzyli 
sobie. Nie dość na tem, nie mamy dowodów, czy sam Śniadecki przy- 
jąłby wybór; wiemy natomiast, że unikał bywania na sesyach, czego mu 
się nie chwali. Śniadecki miał mocne zaufanie do swego talentu, a za- 
tem był właśnie człowiekiem, który głowę swoją bardzo prosto nosił 
i nie dał się nikomu zacierać, a nawet rodzonemu bratu. Zresztą bracia 
ci nie mogli być rywalami, pracując każdy z nich w innej sferze: jeden 
astronomią, drugi niedycyną i chemią zajmując się. Nie byli więc rywa- 
lami z pewnością, jak chcą niektórzy; Jan był starszym, był opiekunem 
i wychowawcą Jędrzeja, protegował go, rodzinie jego zapisał cały swój 
majątek — to najlepszy dowód, że był w harmonii z Jędrzejem. 

Profesor Śniadecki na rok przed Śmiercią tak się przedstawiał we- 
dług opisu doktora Grabowskiego: »Wzrost mniej niż mierny, tusza 
dobra, zaokrąglona, łysy, siwy, twarz inteligentna, pełna wyrazu; ruchy 
wolne, poważne; wymowa płynna, ozdobna, porywająca, ale umiarkowa- 
nie wolna; ani słówka polskiego do wykładu i do rozmowy w klinice 
nie mieszał. Na godziny i minuty był punktualnym. Nosił frak szaracz- 
kowy, białą kamizelkę i koszulę z krezą, wykładaną naprzód i karbo- 
waną. Auskultacyą i perkusyą przy badaniu chorych mało się zajmował. 
Najstaranniej badał anamnezę choroby, ciepłomierza nie używał, a puls 
badał z zegarkiem w ręku. Przy wykładzie, mimo natłoku około 60 słu- 
chaczy, mimo braku amfiteatru i katedry, cisza była nieprzerwana, 
a każdy wyraz mistrza, okrągło i dobitnie wymówiony, brzmiał i zatrzy- 
mywał się w młodych umysłach, którzy szczycili się, że byli uczniami 
Śniadeckiego. Takiej powagi, takiego ubóstwiania na żadnej klinice za 
granicą nie widziałem e, 

Pisząc o »Teoryi jestestw organicznych«, wyraziłem się między 
innemi, że teorya ta odegrała przeważną rolę w rozwoju nauk biologi- 
cznych; po napisaniu powyższego, miałem wiadomość, że jeden z naj- 
znakomitszych polskich fizyologów utrzymuje, że: »Teorya jestestw orga- 
nicznych, będąc tylko odbiciem panujących w Europie z końcem XVIII 
wieku natur-filozoficznych zapatrywań, i jako teorya nie opierająca się 
wcale na doświadczeniach, którym Śniadecki odmawiał wszelkiego zna- 
czenia, nie mogła odegrać jakiejś większej roli w rozwoju nauk biolo- 
gicznych«. Ponieważ zdanie tylko co zacytowane pochodzi od specya- 
listy i do tego bardzo kompetentnego, przeto je tu załączam jako jeden 


te a33 TS 


z najnowszych poglądów uczonego Polaka na Teoryę jestestw organi- 
cznych. 

Prace literackie i naukowe Śniadeckiego zostały przez nas uwzględ- 
nione w odpowiednich działach powyżej w spisach bibliograficznych 
(275, 276, 348—356, 1172, 1173, 1477, 1478, 1515, 1516, 1603— 1605, 
1666, 16go, 1722, 1760, 1761, 2047, 2048, 2083, 2162, 2202). 

Sobolewski Ludwik. Urodził się w Wilnie w 1791 roku. 
Nauki gimnazyalne i uniwersyteckie odbywał w mieście rodzinnem. 
W czasie studyów uniwersyteckich przykładał się szczególniej do litera- 
tury klasycznej, co zjednało mu przyjaźń i protekcyę Groddeka. W dniu 
17 maja 1811 został magistrem filozofii. Pod względem lingwistycznym 
był nieomal polyglotem, biegle znał języki: francuski, niemiecki, angiel- 
ski, włoski, hiszpański i portugalski; o języku greckim i łacińskim nie 
może być mowy, przecież był jednym z najpilniejszych uczniów Grod- 
deka. Po promocyi mianowany był nauczycielem w gimnazyum wileń- 
skiem, że zaś jego rodzina mieszkała naówczas w Kownie, przeto Uni- 
wersytet przychylając się do prośby Sobolewskiego, przeznaczył go do 
Kowna, gdzie wykładał gramatykę polską i łacińską; następnie został 
nauczycielem literatury łacińskiej i greckiej w Białymstoku; wykładał 
równocześnie zastępczo język francuski. W r. 1817 wysłany został za 
granicę dla wydoskonalenia się w naukach, aby po powrocie zająć ka- 
tedrę literatury starożytnej w Uniwersytecie. Groddek zaopatrzył go 
w szczegółową instrukcyę, którą powyżej przytoczyliśmy. Sobolewski 
pracował w Paryżu nad porównaniem rękopisów listów cesarza Juliana 
Apostaty, z wydanymi tymi listami przez Sparsheima; zamierzał też 
uczynić porównanie z rękopisami tegoż autora w Anglii i Włoszech 
będącymi, dopełnić, sprawdzić, naprawić tekst i ogłosić klasyczną edycyę 
tego autora; ale choroba i rychły potem powrót do kraju, nareszcie zwró- 
cenie się naszego literata do innego wcale przedmiotu, nie pozwoliły 
mu dokończyć tej pracy, która zaległa w rękopisie. Sobolewski dokładną 
zdał relacyę ze swych zajęć zagranicznych w raportach do Uniwersytetu 
nadsyłanych. Za powrotem do kraju, zaczął wykładać w Uniwersytecie 
klasyków i niektórych ogłosił drukiem. W tym czasie wydrukował sze- 
reg artykułów w »Dzienniku wileńskim«. W r. 1819 ogłosił rozprawę 
Groddeka: »Roztrząśnienie niektórych zarzutów przeciwko nauce języ- 
ków starożytnych« i »Katalog dzieł opuszczonych w historyi literatury 
polskiej Bentkowskiego«; w roku 1820 pomieścił umiejętne streszczenie 
dzieła Ossolińskiego: » Wiadomości historyczno - krytyczne do dziejów 
literatury polskiejs, dodając własne spostrzeżenia, uwagi i dopełnienia. 
Ossoliński w ten sposób zapatruje się na prace Sobolewskiego: »Skró- 
cenie przez P. Sobolewskiego biografii moich przekonywa mnie, że wy- 


<= „ŚŚ4 SĘ 


bór wiadomości w dokładną i zbitą treść stężyć potrafi stylem, równie 
dalekim od niepotrzebnej bujności i neologizmu, aż do szydności w tera- 
Źniejszej porze u nas wyuzdanego, tudzież właściwemi wyrazami do mą- 
drego pojęcia wysłowi, zastępując krótkość odesłaniem czytelnika dla 
dostateczniejszego objaśnienia się do samych Źródeł, przez wymienienie 
tak edycyi jak i miejsc, gdzie się rzadsze znajdując. To zajęcie się So- 
bolewskiego literaturą i bibliografią polską sprawiło, że Adam hr. Chrep- 
towicz ze Szczors, właściciel bogatej biblioteki zaproponował mu, aby 
letnie miesiące spędził w Szczorsach i rozpatrzył się w bibliotece, gdzie 
wedle zdania hrabiego będzie w możności dopełnić Bentkowskiego rzad- 
kiemi dziełami. Sobolewski z wezwania skorzystał i zebrał bardzo bo- 
gate materyały. Ten pobyt był decydującym o dalszej karyerze naukowej 
Sobolewskiego; nie zarzucając rzecz naturalna literatury starożytnej — 
zaczął zajmować się literaturą polską. Zamiast częściowego ogłaszania 
dorywczych uwag nad Bentkowskim, postanowił iść dalej; ułożył sobie 
plan, aby napisać z czasem powszechną Bibliotekę polską na wzór Biblio- 
teki polskiej Fabrycyusza — gromadził więc w tym celu materyały z pism 
krajowych i obcych, włączył materyały zebrane w Szczorsach i prosił 
ks. Czartoryskiego o pozwolenie zwiedzenia biblioteki puławskiej. Książę 
zgodził się, a Uniwersytet wysłał go na trzy letnie miesiące do Puław. 
Sobolewski bardzo dużo zebrał przez ten czas materyałów do swej Biblio- 
grafii. Uniwersytet wynagradzając te prace, mianował go adjunktem 
io lutego 1821. Dla prowadzenia dalej pracy nad Bibliografią polską 
Uniwersytet wysyła go powtórnie do Puław z poleceniem, ażeby w tyinże 
celu zwiedził biblioteki: krakowską, hr. Ossolińskiego w Wiedniu i ce- 
sarską w Petersburgu. Prace puławskie i tym razem dały bardzo Świetne 
rezultaty. Kiedy już wyjeżdżał do Krakowa, wysłał list do Lindego pro- 
sząc o rekomendacyjny list do Ossolińskiego, na co w odpowiedzi pisze 
Linde pod datą 8 grudnia 1822 r. wprost do Wiednia: 


»Przyjacielską odezwę WMPana Dobrodzieja wczoraj odebra- 
łem i dziś na nią odpowiadając, przesyłam kilka wierszy do JW. 
Ossolińskiego. Jestem przekonany, że i bez mego przyczynienia się 
byłbyś WMPan Dobrodziej sam sobie otworzył wstęp i do JW. 
hrabiego i do Jego biblioteki, zwłaszcza pracujący nad przedmiotem 
nas wszystkich równo obchodzącym, jakim jest literatura ojczysta 
1 pod opieką JO. Księcia Kuratora. Lecz gdy WMPanu i Dobro- 
dziejowi tak się zdawało, miło mi bardzo jest, żeś mi zdarzył spo- 
sobność uczynienia mu przyjacielskiej usługi. Życzę i spodziewam 
się, że zwiedzenie Wiednia zbogaci znacznie tak troskliwego, gor- 
liwego i umiejętnego badacza. Polecając się dobrej przyjaźni mam 
zaszczyt pozostawać z prawdziwym szącunkiem« i t. d. 


=> 335 7 


Miał racyę Linde. Ossoliński przyjął Sobolewskiego bardzo dobrze; 
pozwolił korzystać ze swych zbiorów, a gdy lepiej poznał Sobolewskiego, 
napisał do kuratora list, który z czasem ogłoszony był drukiem w Pa- 
miętniku warszawskim, a z którego podaję małe urywki: 


»Zjawienie się w Wiedniu niespodziane p. Sobolewskiego 
w tkliwej dla mnie niedoli gasnącego oczu moich wzroku, przy- 
jąłem nawet za szczególną opatrzności litość. Miło mi odświeżać 
w rozmowach z nim wiadomości, którym niegdyś ledwom nie cały 
był się oddał, Łączy on z miłością przedsięwzięcia i gorliwością 
o nie, pracowitość, obfitość dobrze przetrawionych poprzedniczych 
przygotowań, przenikłość w zdaniu, trafność krytyki, pewność 
smakue i t. d. i t. d. 


Zajęcia Sobolewskiego w Wiedniu przedłużały się, Termin wyjazdu 
już się zbliżał, a tu przed nim tyle jeszcze roboty, której wykończyćby 
nie mógł, gdyby nie ks. kurator, który stosowne zarządzenie uczynił, 
aby Sobolewskiemu przedłużyć pobyt, o czem zawiadamia Ossolińskiego 
listem z końca maja 1823 roku: 


»Nic pomyślniejszego nie mogło się zdarzyć panu Sobolew - 
skiemu w jego zawodzie, jak opiekuńcze przyjęcie, którego doznał 
od JWPana. Pisałem do Uniwersytetu i już wyszło pozwolenie, 
aby p. Sobolewski pozostał póty w Wiedniu, póki JWPanu zda- 
wać się będzie. Odtąd bowiem, jak mu zacząłeś udzielać skarbów 
swojej biblioteki i własnego Światła, odtąd jak obiecałeś wzbogacić 
jego badania własnemi notami, a nawet ukończone swoje pisma 
jemu odkazać, pozwól JWPan, abyśmy Pana Sobolewskiego za Jego 
wychowańca jak pierwej Lindego uważać mogli. Dla zwrócenia 
powszechnej uwagi na przedsięwzięte dzieło p. Sobolewskiego, co 
mu w dalszych jego wyszukiwaniach stanie się pomocnem, ży- 
czyłbym uczony list JWPana do mnie wydrukować, o czem jednak 
pierwej donoszę i o zezwolenie upraszam. Miłą mi jest pamięć 
związków, które nas za lat młodych łączyły, a żałosna długa ich 
potem przerwa, wrócić do nich choć przez listy z duszy pragnę. 
Zapowiadając mi JWPan swoje narady względem potrzeb literatury 
naszej, zasilasz mię nadzieją ważnej pomocy, w tym właśnie czasie, 
gdy oddawna przewlekane zamiary postanawiam przywieść do 
skutku, tyle przynajmniej, ile okoliczności krajowe, roztargnienia 
urzędu i stan interesów moich pozwoląc i t. d. 


Wiadoma nam, że ks. kurator nic z powyższego nie zrobił, gdyż 

w krótkim potem czasie otrzymał z kuratoryi uwolnienie cesarskie. Od- 

powiedź Ossolińskiego jest bardzo ciekawą z tego względu, że z niej 
dowiadujemy się, iż: 

»JP. Sobolewski nie tylko nieznużenie pracuje nad własnymi 


wypisami, z rzadszych mojej i innych tutejszych bibliotek książek, 
niemniej nad szperaniami do nich Ściągającemi się, ale nawet za- 


daje sobie pracę różnie rozproszone moje własne szczątki zbierać, 
tudzież co się już bardziej dokończonego trafia uzupełniać. Opodal 
odemnie ani nikt mniej wprawny, nie potrafiłby z rozproszenia 
tych moich rozmaicie rozrzuconych szczątków zgromadzić. Wkrótce 
jeden tom poświęcimy na ofiarę JOWKAM.« 


Nie wiem, o jakim to tomie mowa. Chyba o czwartym, który pó- 
Źniej ogłoszono, a zatem po Śmierci autora i Sobolewskiego. Podaję 
jeszcze jeden urywek z tego samego listu z Baden pisanego w czerwcu 
1823 T.: 

»Dzięki JOWXM. i dobrym chęciom zacnego JP. Sobolew- 
skiego, że przy jego pomocy mogę niekiedy te i owe moje da- 
wniejsze roboty niejako do wydania na świat kształcić, inne chwile, 
dla mnie niewezwyczajonego do próżnowania aż do nieznośnej 
ckliwości przeciągłe (katarakta) zaprzątam przepolszczeniem »Dzie- 
jów rzymskich Liwiusza«, w którem już znacznie postąpiłem «. 


Jakkolwiek w dalszym ciągu listu Ossoliński nie wspomina nic 

o Sobolewskim jako kolaboratorze w tłómaczeniu Liwiusza, można jed- 
nakże przypuszczać, że musiał brać w niem udział, będąc tak blizkim 
jego osoby. Na ten pobyt zagraniczny dużo liczył sam Sobolewski, wiele 
liczyli i inni uczeni jak hr. Rumiancow, który prowadził z Sobolewskim 
korespodencyę naukową. Nareszcie 18 kwietnia 1825 roku powrócił So- 
bolewski z Wiednia do Wilna. W dniu 15 czerwca na posiedzeniu lite- 
rackiem złożył raport, w którym wyszczególnił swoje zajęcia w Puławach 
i w Wiedniu. Kiedy Groddek umarł, wakującą po nim katedrę ofiaro- 
wano Sobolewskiemu, lecz jej nie przyjął, poprzestając na prefektorstwie 
biblioteki, udzielonem mu 6 maja 1826 r., a nie przyjął dlatego, że zdro- 
wie jego było mocno nadwyrężone. Nic dziwnego, dotychczasowa bardzo 
mozolna praca upominała się o spoczynek; biografowie wspominają 
o jakiejś nerwowej chorobie, która go trapiła z czasów jeszcze gimna- 
zyalnych — pojawiała się częściej, trwała dłużej. Chyba że tu mowa 
o padaczce. Otóż ta nerwowa choroba zmuszała Sobolewskiego, że musiał 
szanować swój zapał i ograniczać godziny zajęć. Lecz nie wszyscy o tem 
wiedzieli, a wszyscy oczekiwali ogromnych rezultatów z tych ustawi- 
cznych zajęć Sobolewskiego, między bibliografią a literaturą. W chwi- 
lach odpocznienia, jak on to nazywał, przygotował na żądanie Pelikana 
kilka podręczników szkolnych; uzupełnił słownik poetów polskich Ju- 
szyńskiego, znacznie go powiększając; lecz i ta praca chociaż wykoń- 
czona zaległa w rękopisie. Marzeniem Sobolewskiego była historya lite- 
ratury polskiej; czuł jej potrzebę, pojwował trudności ogromne do zwal- 
czenia; a jednakże nie zabierał się do niej, uważał to przedsięwzięcie za 
przedwczesne; — lecz postanowił z całą gorliwością ułatwić drogę przy- 

/ szłemu historykowi gromadzeniem umiejętnem materyałów. 


s" 33%. © 


» Postrzegłszy, powiada w jednym ze swoich listów, w dziele P. Bent- 
kowskiego, któremu nie wiedzieć za co dał tytuł historyi literatury pol- 
skiej, liczne uchybienia i niedostatki — zacząłem najprzód za granicą 
zbierać wiadomości o dziełach przez niego opuszczonych, i byłem się 
zrazu ograniczył samemi dziełami Polaków w języku łacińskim wyda- 
nemi. Zwiedzenie później bibliotek, które niewyczerpanemi są do dziejów 
literatury polskiej kopalniami, rozszerzyło okręg zamysłów moich. Posta- 
nowiłem pracować nad »Powszechną bibliografią polskąc. Porwałem się 
wprawdzie na dzieło ogromne, wielkiej pracy, żmudnego szperania i nie- 
pospolitej wymagające wytrwałości; nie mam wszelakoż tych zamiarów 
za niepodobne do uskutecznienia, jeżeli okoliczności nie zależące odemnie 
moim niezmiennym chęciom sprzyjać będą. Umyśliwszy tedy w cichości 
gromadzić materyały do przyjętej budowy, nie mogłem lepiej poradzić, 
jak starać się o poznanie najbogatszych, posługujących do mojego przed- 
sięwzięcia coraz więcej zbiorów« i t. d. 

Nagromadzone tym sposobem materyały kusił się Sobolewski, za- 
chęcany przez życzliwych i przyjaciół, w pewny porządek ułożyć i do 
druku przygotować. Bardzo pilnie zajinował się tą pracą w czasie letnich 
feryi 1828 roku. Zdawało się, że zdrowie mu wróciło zupełnie. Ale były 
to już tylko ostatnie odbłyski dogorywającej lampy. Zapadając bowiem 
coraz częściej, zgasł nakoniec w lipcu 1830 r., nie mając jeszcze czter- 
dziestu lat, a zatem w wieku, kiedy zaczyna się zaledwie seryo pracować. 

Sobolewski oprócz dokładnej znajomości literatury, archeologii 
i encyklopedyi filologicznej, doskonale znał paleografię, bibliografię, nu- 
mizmatykę. O jego pracach naukowych mówiliśmy wyżej (3097 —310o0, 
3199—3200). Odnośnie rękopisów, zawierających dokompletowanego Ju- 
szyńskiego i kilka tek wypisów z najrzadszych dzieł, które miały posłużyć 
w przyszłości do napisania powszechnej bibliografii polskiej — te kupił 
Zawadzki Józef od rodziny i włączył je do »Obrazu«, który ogłaszał 
drukiem pod redakcyą Jochera. Ponieważ wydawnictwo, gdyby prowa- 
dzone było do końca w takim zakresie jak wydrukowane tomy »Obrazu«, 
stanowiłoby tomów piętnaście, przeto można na pewno wnioskować, że 
znaczna część not Sobolewskiego jako zaległa w rękopisie zmarnowaną 
została. 

Sokulski Stanisław S.]J. Urodzony w województwie mińskiem 
i4 lutego 1678, do Towarzystwa przyjęty 26 lipca 1696, uczynił pro- 
fesyę 4 Ślubów; był doktorem teologii i praw kościelnych i tychże 
przedmiotów profesorem w Akademii wileńskiej. Rządząc kollegium po- 
łockiem umarł tamże w r. 1740. 

3730. Jus plenum Religionis Catholicae in Regno Poloniae et M. 


UBIWERSYTET WILEŃSKI. TOW 11. 22 


Ducatu Lithuanie juri praefenso Dissidentium in comitiis Grodecensibus 
A. 1718, praesentato oppositum. Vilnae, typ. Acad. S. J. 89, 306. 

3731. Statiodromus ortodoxus erratici heterodoxi vestigator pro- 
dromi, seu manifesta deprehensio errorum, ineptiarum, contradictionum, 
anonymi dyssidentis sub titulo: Prodromus Poloniae, cavillantis jus ple- 
num Religionis catholicae ab authore Juris pleni Georgio Casimiro An- 
cuto etc. ad oculos positum. Vilnae, typ. Acad. S. J. 1721, 8%, 68. 

Sosnowski Platon. Urodził się dnia 31 grudnia 1799 roku 
w Kleszczelach, w powiecie bialskim, gub. grodzieńskiej. Był synem 
Antoniego księdza unickiego, dziekana drohiczyńskiego, a nakoniec pre- 
zesa metropolitalnego wileńskiego. Ten ksiądz Antoni Sosnowski jest 
osobistością zajmującą bardzo wydatne miejsce w historyi Kościoła 
ruskiego w Polsce w XIX wieku. Nagabywany przez zwolenników 
reformy, dążącej do prawosławia, że kler Świecki jest gnębiony przez 
Bazylianów, — powstawał przeciw Bazylianom. Głos jego był przeważny 
jako prezesa konsystorza; korzystali z tego Siemaszko et consortes. Gdy 
ci ostatni otworzyli karty, wówczas Sosnowski cofnął się; był on szczerym 
unitą i o tak daleko sięgającej reformie nigdy nie myślał. Protest jego 
jednakże przebrzmiał bez echa — reforma, do której rękę przyłożył, stała 
się faktem spełnionym. 

Platon Sosnowski pierwiastkowe nauki pobierał w Kleszczelach, 
następnie w gimnazyum białostockiem, gdzie odznaczał się nadzwyczajną 
pamięcią, bystrością i łatwością przyswajania sobie danego przedmiotu, 
a także wielką pilnością. Na ławie gimnazyalnej utalentowany młodzie- 
niec pisywał już wiersze i drukował je w » Tygodniku wileńskim«. Zde- 
cydowawszy się zostać kapłanem, Sosnowski po ukończeniu gimnazyum 
przeszedł do głównego duchownego seminaryum 13 października 1817 r. 
W seminaryum przebył zwykłe cztery lata z wielką korzyścią przykła- 
dając się do duchownych i świeckich nauk; w czasie studyów otrzymał 
stopień kandydata teologii 25 czerwca 1819 roku, a po ukończeniu 
kursów, magistra 20 czerwca 1821 roku. Po ukończeniu uniwersytetu, 
będąc słabego zdrowia, przebył rok cały w domu rodziców. Poczem dla 
dalszego kształcenia się w naukach jeszcze na jeden rok wstąpił do semi- 
naryum głównego, co robili zazwyczaj studenci, którzy obierali sobie 
naukową karyerę. W ciągu tego czasu młody uczony napisał dwie dyser- 
tacye: 

3732. Theologico-hermeneutica disquisitio de summo hermeneuticae 
sacrae principio. MSS. 

3733. Historico-canonica disquisitio de praecipuis differentiis inter 
disciplinam Ecclesiae Graecae et Latinae. MSS., 
za które Uniwersytet wileński zaszczycił go stopniem doktora teologii 


* 339 7 


i prawa kanonicznego d. 24 czerwca 1823 r. Kiedy przez śmierć Choda- 
niego zawakowała katedra teologii moralnej i pasterskiej, rada Uniwer- 
sytetu wskutek przedstawienia profesorów teologicznego fakultetu, zale- 
ciła Sosnowskiemu zajęcie tej katedry w charakterze zastępcy; Sosnowski 
był wówczas bardzo młodym, gdyż miał zaledwie 22 lat. W dniu 1 paź- 
dziernika 1823 r. zajął katedrę, a wstępną lekcyę ogłosił drukiem (2712). 
Odtąd Sosnowski całkowicie się pogrążył w naukowej pracy, a przede- 
wszystkiem ułożył kurs teologii moralnej. Prawda, że od swego poprze- 
dnika niemały otrzymał spadek, bo dobrą metodę wykładu i doskonale 
wypracowany język teologiczny; jednakże przyszło i samemu zapanować 
nad przedmiotem, braki dopełnić, materyały uporządkować. Kilka lat 
pracy poświęcił na ułożenie kursu teologii moralnej, który w rękopisie 
pozostał po jego Śmierci. Co się tyczy teologii pasterskiej, to Sosnowski 
miał pod ręką wybornego przewodnika t. j. rękopis (przygotowany do 
druku przez Chodaniego) tłómaczenia Giftschiitza. Przedewszystkiem 
Sosnowski zajął się rozpatrzeniem tego rękopisu, poprawkami — słowem 
zrobił to wszystko, czego tylko można wymagać od uważnego i oświe- 
conego wydawcy, spełnił takim sposobem dług przywiązania i szacunku 
dla swego nauczyciela i poprzednika na katedrze. Wogóle zajmując po 
Chodanim katedrę, przedstawił się jako godny następca swego nauczyciela. 
W 23 roku życia Sosnowski poświęcił się studyom filozofii chrześcijań- 
skiej i wówczas dał się poznać jako Światły umysł, znakomitych zdol- 
ności i przymiotów nauczyciel religii. Rada Uniwersytetu, stosownie 
do ustawy, ogłosiła 10 listopada 1825 roku konkurs na katedrę teologii 
moralnej i pasterskiej, przeznaczając termin do 1 września 1826 roku. 
(+Dzien. wil.« 1825, III, 232), Na konkurs przedstawił Sosnowski roz- 
prawę, napisaną według programu po łacinie, w której, według Bobrow- 
skiego, wykazał umiejętność dobrego oceniania zasad moralistów i opierał 
swe dowodzenia na pewnych podstawach. Oprócz dysertacyi przedstawił 
starannie zebrany materyał bibliograficzny książek ascetycznych wyda- 
nych po polsku i po łacinie przez polskich teologów; a także dzieło 
zawierające w sobie przegląd naszych obowiązków względem bliźnich, 
odznaczające się taką jasnością, dokładnością, przepiękną treścią i wy- 
kładem, że według odezwy Bobrowskiego, pracę tę uważać można prawie 
za doskonałość. Konkurs wypadł pomyślnie, Sosnowski wybrany profe- 
sorem nadzwyczajnym w r. 1826. Wkrótce po zajęciu katedry w Uni- 
wersytecie, Sosnowski został wyświęcony na kapłana przez biskupa sufra- 
gana unickiego Jaworskiego. Klerycy unici głównego seminaryum dążący 
do więcej doniosłej karyery duchownej, zazwyczaj przyjmując Święcenia 
kapłańskie, pozostawali bezżennyini. Sosnowski nie poszedł w tym kie- 
runku i przed wyśŚwięceniem się pojął za małżonkę córkę Antoniego 


22” 


Tupalskiego, prezesa konsystorza brzeskiego. W rok po wyświęceniu się 
otrzymał probostwo korelickie (powiat nowogródzki) Jak na katedrze 
uniwersyteckiej, tak i na ambonie okazał się godnym następcą Choda- 
niego. W kazaniach jego, jak utrzymuje Bobrowski, panuje porządek, 
jasność i prostota; jest w nich siła wyrażenia, przekonywające dowody, 
szlachetność kierunku. Sam głos kaznodziei bardzo ożywiał kazania, 
starał się bowiem przelać w słuchaczy swoich to uczucie prawdy, którą 
był całkowicie przejęty. Uczone i kaznodziejskie prace, którym się So- 
snowski bez wytchnienia poświęcał, z jakąś coraz to większą namiętno- 
Ścią, wcześnie złamały słabowity organizm. Po napisaniu rozprawy kon- 
kursowej, zachorował na kataralną gorączkę, która poprzedziła suchoty 
płuc. Nie wyzdrowiawszy zupełnie, młody profesor ze zwykłym zapałem 
zajął się poprzedniemi robotami t. j. lekcyami i kazaniami. Jeszcze się 
uczuł gorzej po kazaniu w kościele seminaryjskim Św. Jerzego; lecz 
zebrawszy się z siłami wypowiedział drugie kazanie w dzień Św. Trójcy 
dnia 22 maja u XX. Augustyanów: »O przyczynach zepsucia dzisiaj 
obyczajów«. To było ostatnie jego słowo profesorskie i kaznodziejskie. 
Od tej chwili z niezmierną szybkością zaczęły rozwijać się suchoty 
i w cztery miesiące później mając lat 27, tyle obiecujący profesor zakoń- 
czył życie 4 października 1827 r. Smutnego obrzędu pogrzebu dopełnił 
u Bazylianów biskup sufragan Hołownia. Kapelan głównego seminaryum, 
ksiądz unicki Pilchowski, przemówił nad grobem. Przy spuszczeniu ciała 
do mogiły w imieniu studentów mówił Hołubowicz (prześliczną polszczy- 
zną), wówczas kleryk, później prawosławny archirej miński. Sosnowski 
wiele zajmował się historyą Kościoła unickiego w Polsce. Wczesna śmierć 
nie pozwoliła mu zużytkować nagromadzonych w tym kierunku mate- 
ryałów. A to co ogłosił drukiem (2898— 2900), znamionuje bardzo dobrego 
krytyka i daje miarę, że tę historyę, gdyby mu danem było żyć, napisałby 
wzorowo. 

Przyjaciel i towarzysz Sosnowskiego, Michał Bobrowski, napisał 
nekrolog w »Dzienniku wileńskim« (1838, III, 311), z którego wzięliśmy 
najważniejsze szczegóły. 

Spitznagel Ferdynand. Pochodził ze Szwabii, gdzie się uro- 
dził w roku 1760. Do nauk przykładał się w Konstancyi i w Wiedniu. 
Studyował matematykę, wymowę, historyę naturalną, botanikę i medy- 
cynę w całym zakresie. Doktoryzował się w Wiedniu. Zajmował się 
praktyką lekarską, głównie w Węgrzech, skąd powołany został do Wilna 
1792 roku, za staraniem Józefa Langmajera, na profesora nauk przyro- 
dniczych, którą to katedrę dotychczas zajmował Jerzy Forster. Wykłady 
swoje prowadził Spitznagel po łacinie i po polsku. Charakterystyczną 
cechą ówczesnych urządzeń lekarskich w Wilnie był cech cyrulików, 


kontubernią zwany, który był obwarowany przywilejami królewskimi, od 
czasów Zygmunta datującymi się, że nikt nie może w Wilnie zajmować 
się kunsztem cyrulickim, tylko członkowie kontubernii. Gdy Spitznagel 
jako profesor Szkoły Głównej litewskiej zaczął zajmować się praktyką 
lekarską , starsi cechu zabronili mu praktykować. Awantura ta przybrała- 
by może groźne rozmiary, gdyby Spitznagel nie przeciął zatargu, zapi- 
sując się do cechu. Powyższy wypadek nie należy bynajmniej do aneg- 
dotek, jak się przedstawia, ale rzeczywiście miał miejsce; odnośną urzę- 
dową korespondencyą rozporządzałem. Wykłady Spitznagla lat kilka 
zaledwie trwały; katedrę tę zajął Jundziłł, a Spitznagel przeszedł na wy- 
dział lekarski, mianowany profesorem materyi medycznej i terapii ogólnej, 
a po Śmierci O'Connora i profesorem medycyny praktycznej. O jego 
lekarskich prelekcyach nic nie wiemy, gdyż żadnych notat z jego kursu 
nie mieliśmy w ręku. Jako człowiek był powszechnie szanowany i dwa 
razy na urząd dziekana wydziału lekarskiego powoływany. Język polski 
posiadał dokładnie. Należał do rzędu polyglotów, gdyż wielu europej- 
skimi językami i tureckim władał doskonale. Miał majętność ziemską 
w oszmiańskim powiecie, gdzie zazwyczaj lato przepędzał, jak o tem 
pisze Odyniec we » Wspomnieniach«. Umarł Spitznagel w Wilnie 30 kwie- 
tnia 1826 roku mając lat 66. Pochowany na Rossie. 
Staniewicz Maciej. Kandydat prawa, powołany został w roku 
1817 w charakterze zastępcy profesora do wykładu prawa natury, poli- 
tycznego i narodów podług Aschenwalla i Zeillera. Na tem stanowisku 
przebył do objęcia katedry przez Ołdakowskiego, w r. 1819. 
Staszewski Jakób S. J. Profesor prawa kanonicznego w Aka- 
demii wileńskiej. Znanym jest w literaturze z dzieła wydanego w Wilnie 
w r. 1728 r. a poświęconego prawu kanonicznemu (2940). 
Stefanowski Hieronim S. J. Urodził się w r. 1567 w Kra- 
kowskiem. Mając lat 20 wstąpił do Towarzystwa Jezusowego w Rzymie. 
Profesyę 4 Ślubów w 1602 r. uczynił. Mąż nauką i cnotą znamienity; 
ukończywszy nauki w Rzymie, został profesorem w Akademii wileńskiej. 
Wykładał filozofię, później teologię i Pismo św. Wówczas zasłynął z mi- 
łości bliźniego i głębokiej nauki. Cały swój czas wolny poświęcał cho- 
rym, których leczył; lud wiejski nauczał i oświecał. Dzieło miłosierdzia 
wśród ubóstwa uprawiał, dzięki składkom bogatych, które na jego ręce 
składano. Umarł w Wilnie 1606 r. mając lat 40. Oprócz jednego dzieła 
kontrowersyjnego, o którem wyżej wspomniałem (2622), ogłosił jeszcze: 
3734. Termin na protestacyą ministra jednego ewangelickiego, albo 
odpowiedź na moralną rzecz przeciwko miejscu i władzy przedniej 
w Kościele Ś. którą ma Piotr Ś. i potomek jego biskup rzymski, przez 


— 342 — 


X. Marcina Żagiella auditora teologii w Akademii wileńskiej. Wilno, druk 
Akademii, 1600, 40, 80. 

3735. Censura dysputacyi wileńskiej podanej przez Daniela Miko- 
łajewskiego ministra radziejowskiego, abo obrona słuszna szczerości 
i zupełności edycyi katolickiej wileńskiej przez X. Marcina Żagiella 
i t. d. Wilno. Druk Akademii S. J. 1600. 47, 60. 

Strzecki Andrzej S. J. Urodził się na Litwie 27 listopada 
1737 r. Wstąpił do zgromadzenia Jezuitów 3 sierpnia 1753 r., profesyę 
4 Ślubów wykonał 17 lutego 1771 roku. Był bardzo biegłym w mate- 
matyce, mianowany został przez Komisyę edukacyjną profesorem astro- 
nomii i pomocnikiem w obserwatoryum. Na pięć lat przed kasatą zakonu 
był mianowany towarzyszem obserwatora. Był wreszcie astronomem Jego 
Królewskiej Mości. O jego wykładach nie można seryo mówić, wszakże 
według relacyi Jundziłła przez lat 17 zajmując katedrę astronomii, żad- 
nego razu do szkoły nie poszedł, żadnego roku lekcyi swych nawet nie 
rozpoczął — tłómacząc się, że nie miał czasu będąc najpoufalszym doradzcą 
i nieodstępnym towarzyszem Poczobuta w zajęciach rektorskich. Że to 
przesada, gruba do tego — łatwo zrozumieć. Względniej o Strzeckim 
wyraża się Baliński, chociaż i on nie faworyzuje Jezuitów (Dawna Aka- 
demia 357): »Jakkolwiek nie napisał żadnego dzieła (X. Hell ogłosił jego 
obserwacye w Efemerydach w Wiedniu na rok 1777 -- $reyp. autora), 
ale był to człowiek bardzo zdolny i dowcipny, a w matematyce, fizyce 
i astronomii bardzo biegły«. Jeżeli Strzecki nic nie robił, w jaki więc 
sposób okazał biegłość swoją!? jeżeli nie nauczał astronomii teoretycznej 
przez lat 17, to kto ją wykładał w Wilnie!? Golański, chociaż także jak 
i Jundziłł Pijar, jednakże w mowie swej o dawnej Akademii względniej 
i pochlebniej o Strzeckim pisze, zaznacza bowiem na str. 59 swej mowy, 
że Strzecki, mając umysł bystry i obejmujący, wiele rozważał, wiele zwłasz- 
cza w fizyce, mechanice i botanice dostrzegał (więc coś robił, coś obser- 
wował? — grzyb. aulora), »nie mogę tego nie wspomnieć, że on obeznaw- 
szy się w Londynie z Franklina teoryą, pierwszy ją w Paryżu w gronie 
tamtejszej dawnego składu akademii umiejętności publicznie doświadcze- 
niem swojem potwierdzał«. A zatem jeden jeszcze dowód, że Strzecki 
był profesorem na poziomie ówczesnych pojęć naukowych; mało tego, 
w Paryżu demonstrował rzeczy nieznane akademikom; wreszcie pisuje 
corocznie programy bardzo umiejętnie i dokładnie zredagowane; i nako- 
niec znajduje się w Wilnie pod bokiem biskupa Massalskiego, otoczonego 
zausznikami rekrutującymi się i z pośród członków Szkoły Głównej, 
a znanego z niechętnego usposobienia ku Poczobutowi i jego adheren- 
tom; czyżby Massalski, jeżeli Poczobuta człowieka obowiązkowego lecz 
zaprzyjaźnionego ze Strzeckim pominiemy, pozwolił, aby profesor przez 


— 343 7 


lat 17 ani jednej lekcyi nie miał!? Jundziłł zanadto już pozwolił sobie 
zażartować z dzisiejszego pokolenia. Strzecki po upadku Jezuitów seku- 
laryzował się, przy protekcyi Chreptowicza dostał probostwo  Święto- 
jańskie w Wilnie w r. 1780. Probostwo było intratne, więc Strzecki, nie 
poprzestając już na chudym chlebie akademickim, mógł się odtąd bawić 
dowcipkowaniem, do czego był niezmiernie utalentowany. Żartował sobie 
z Giliberta i Forstera. Historycy owej epoki utrzymują, że Strzecki czynił 
to dlatego, że lekceważył nauki puzyrodnicze i w pożytek ich nie wierzył; 
dlatego to Gilibert w swojej florze litewskiej (Collect. V, 263), chociaż 
nia wymienia nazwiska Strzeckiego, lecz przeżroczyście do niego swe 
użalania odnosi: »Plurimi sunt, ut iterum dicam, qui conatus nostros 
irridere non desinunt, superciliis clevatis altiora semper contemplantes, 
nimium depressa objecta contemnunt. Mordeant tranquilli venenoso dente 
opuscula nostra, illorum cavillationes libenter feram« etc. I pod tym 
względem trudno się zgodzić, że lekceważenie nauk przyrodniczych było 
punktem wyjścia dowcipkowań przeróżnych, które, nie przeczę, bolesnemi 
były dla tych, przeciwko którym zostały wymierzone. Może być, że 
Strzecki miał i racyę. Nie był on taki ciemny, jak sobie taki obieżyświat 
Forster wyobrażał. Może być, że Forster dał uczuć to Strzeckiemu lub 
któremu z jego kolegów wileńskich o swojej wyższości, ci żartowali 
sobie z nich, dla większego efektu ignorując wrzekomo umiejętności, 
z których zdawali sami sprawę w areopagu akademików paryskich. Jeżeli 
dzisiaj rażą nas Niemcy swoją arogancyą, to cóż dopiero mówić o nich 
sto lat temu. Pierwszy Forster przedstawia się nam jako urwis pierwszej 
wody. Podyktował warunki ciężkie dla kasy akademickiej. obdarł tę kasę 
i czmychnął, gdy mu ktoś drugi większe jeszcze pieniądze obiecał. Nie 
był przeto żadną świętością, na którą nie wolno nie tylko powiedzieć, ale 
nawet pomyśleć coś złego. Tymczasem taki Strzecki, taki Bohusz, byli 
to ludzie kompletnie uczeni, ale że swoi, przeto bez uznania zostali, 
skąpo, bardzo skąpo nawet wynagradzani. Mieli żal do swoich, a złość 
na cudzoziemcach wywierali, w formie satyry, co się nie podobało nie 
tylko cudzoziemcom ale i ówczesnemu rządowi szkolnemu. Poczobut 
seryo obawiał się, aby coś złego na Akademię nie spadło dzięki tym 
wierszykom, które wysmarzał Strzecki, Bohusz i kompania. Strzecki za- 
kończył życie w Wilnie dnia 5 lutego 1797 roku. 

Stubielewicz Stefan. Urodził się na Wołyniu w roku 1762 
i tamże w szkołach publicznych włodzimierskiej i łuckiej odbył pierwiast- 
kowe nauki. W roku 1787 przybył do Uniwersytetu wileńskiego, gdzie 
wkrótce zwrócił na siebie uwagę jako bardzo zdolny i z wielkiem zami- 
łowaniem i pilnością niezwykłą oddający się naukom. Wszedł do semi- 
naryum nauczycielskiego. Ażeby gruntownie oświecić się, zamierzył 


— 344 — 


oddawać się specyalnie jednemu przedmiotowi, mianowicie fizyce; odnośnie 
zaś innych przedmiotów, takowe poznać możebnie najlepiej. Mimo spe- 
cyalizacyi, i w innych umiejętnościach ćwiczył się z takiem zamiłowa- 
niem, jakoby i one miały stanowić w przyszłości jego specyalność, więc 
matematyka czysta, stosowana, historya naturalna, anatomia, fizyologia, 
teorya muzyki, jako część nauki o głosie — to były główne przedmioty. 
Literatura piękna i historya stanowiły po pracy uciążliwej, wypoczynek. 
Po ukończeniu kursów czteroletnich i po otrzymaniu stopnia doktora 
filozofii, z rozporządzenia władzy naukowej został nauczycielem publicz- 
nym fizyki w roku 1790 w gimnazyum wileńskiem, zwanem wów- 
czas szkołą podwydziałową. Zostawszy nauczycielem, nie chciał używać 
Stubielewicz owego przywileju, niegdyś po uniwersytetach udzielanego 
w słowach, jakiemi przemawiał do doktoranda prezydujący uroczystości 
urzędowej: liberamus te ab servitute discendi et impertimur potestatem 
docendi. Z mocnego przeświadczenia wziął to do siebie za prawidło 
Stubielewicz, że człowiek oświecony a tem bardziej nauczyciel nigdy 
nie powinien się uważać za dostatecznie wyuczonego; przeciwnie, winien 
ciągle się uczyć, odnawiając swoje wiadomości w coraz to Świeższych 
gruntowniejszych Źródłach, pracował więc nad fizyką bez przerwy, 
a kontrolując swoje wiadomości, pisywał sprawozdania z przeczytanych 
dzieł, gdyż ta metoda według niego jest najdokładniejszą dla sprawdze- 
nia, czy i o ile w danej umiejętności postąpił. Wiek XVIII tak bogaty 
w różne odmiany polityczne, społeczne i naukowe, — nie pozostawił 
i fizyki w spokoju. Wiemy z historyi fizyki, że ta w dawniejszych cza- 
sach na dowolnych przypuszczeniach sparta, ustąpić musiała nowej 
z gruntu umiejętności, opartej na zasadach w danej chwili pewnych, 
których fundamenta zakładał Lavoisier, obalając podania Stahla i Pryest- 
leja. Ta reforma nie przeniknęła jeszcze do książek elementarnych dla 
szkół wydziału wileńskiego wydanych, a Stubielewicz swoim wychowań- 
com gimnazyalnym na lekcyach publicznych ją przeprowadzał i umysły 
uczniów do śledzenia prawdy zaprawiał, W r. 1797 otrzymał drogą kon- 
kursu miejsce wiceprofesora fizyki w Szkole Głównej wileńskiej. Wielką 
dla niego korzyść naukową przyniósł przyjazd Jędrzeja Śniadeckiego do 
Wilna. Ten w publicznych lekcych teoryę Lavoisiera rozwijał. Stubiele- 
wicz należał do pilnych jego uczniów. Stubielewicz zajęty tą myślą, że 
dla rozwoju wiedzy potrzebne są coraz to nowe źródła, pragnął od dawna 
odbyć podróż naukową za granicę; dzięki ogromnej oszczędności, zebrał 
skromniutki zapas pieniędzy i uzyskawszy pozwolenie swej władzy wy- 
jechał w r. 1802. Po jego odjeździe nastąpiła reorganizacya Szkoły Głó- 
wnej na Uniwersytet, który zaopatrzony został w znaczne fundusze, 
dzięki czemu i Stubielewicz w swej podróży zagranicznej przeszedł na 


== 345 


koszt rządu, mógł więc dłużej studyować nauki w ówczesnych ogniskach 
naukowych. Zwiedził najprzód Austryę i co było znakomitego w Wiedniu 
1 innych miastach, przejrzał. Następnie udał się do Włoch. Ciekawość 
1 zadziwienie, były to pierwsze objawy wzbudzone po przybyciu do Włoch. 
Akademie w Padwie, Bononii, Florencyi, Pawii, Turynie i Medyolanie 
bardzo pilnie zwiedzał; przez południową Francyę udał się do Paryża, 
zatrzymał się w przejeździe w Lyonie, gdzie fabryki i rękodzieła tego 
sławnego miasta zwiedził i opisał. W Paryżu bawił najdłużej. Tu mnó- 
stwo naukowych przedmiotów w każdej chwili zastanawia uwagę. W in- 
nych krajach osobliwości są rozrzucone, tu zaś można mówić, że owoce 
całego Świata nauk i przemysłu w jedno zebrane. W innych miejscach 
dla cudzoziemców były niedostępne, tu zaś w każdej chwili Świątynia 
nauk i kunsztów bywały otwarte i dla udoskonalenia się zwiedzających 
przeznaczone. W celu korzystania z tych zakładów podwoił Stubielewicz 
swe usiłowania. Czynny i rychło obejmujący, prędko się oswoił z ogro- 
mem ciekawości i uczonych skarbów, które zdobiły Paryż. W owym 
czasie uczeni ubiegali się o chwałę stosowania nauk do wydoskonalenia 
rękodzieł i kunsztów. Instytut narodowy dawał najwięcej środków do 
doskonalenia się wszystkim stanom. Wiadoma, jak znaczny uczyniły postęp 
rękodzieła i kunszta dzięki fizyce i chemii. Jeden z biografów Stubiele- 
wicza dowodzi: »Gdzie więcej ludzi uczonych pracuje koło jednego 
przedmiotu, tam nauki, rękodzieła i kunszta łatwiej rozwijają się; nigdzie 
nie ma więcej ludzi zajmujących się naukami fizycznemi jak w Paryżu, 
nigdzie nie ma tyle katedr, z których wykładają przedmiot jeden ale 
w rozmaitych względach«. Poznanie zasad i związków takowych urzą- 
dzeń całkowicie pochłaniało Stubielewicza. Studyował technikę wykładów 
głównych profesorów, a więc badał i naukę i sposób jej wykładu. Wy- 
słuchał bardzo pilnie publicznych kursów Foureroy'a, Hassenfratza, La- 
place' a, Mange'a, Prony'ego, Gay de Vermona, Lalande'a, Charlesa, Cuviera, 
Haiiy'a, Brogniarta i z równąż pilnością zwiedzał publiczne konserwa- 
torya wynalazków i sztuk, tudzież muzea i różne naukowe zakłady, gabi- 
nety i rękodzielnie. Dziennik swoich zajęć i podróży prowadził obszernie, 
a krótki z niego wyciąg w formie raportu przesłał do Uniwersytetu, 
o czem mówiliśmy wyżej. Powracając z Paryża, zwiedził północne Niemcy 
i sławniejsze w nich akademie: w Getyndze, Halli, Lipsku i Berlinie. 
Uczone Towarzystwa oceniając duże naukowe przygotowanie Stubiele- 
wicza, powołały go na swego członka, jak np. Towarzystwo galwaniczne 
i akademickie w Paryżu, królewskie i umiejętności w Getyndze i rolniczo- 
gospodarskie warszawskie. Powróciwszy do Wilna, rozpoczął w miesiącu 
wrześniu 1804 lekcye publiczne fizyki rozprawą »o fizyce w ogólnoście, 
gdzie i historyę tej nauki i najlepsze sposoby jej wykładania zwięźle 


= 340: == 


i uczenie przedstawił. Odtąd zajmując się ciągle dawaniem lekcyi, łożył 
gorliwe starania na jaknajdogodniejsze urządzenie i wzbogacenie gabinetu 
fizycznego. Uniwersytet ułatwił mu zadanie, przeznaczając na gabinet 
wygodniejsze salony i 1500 dukatów na zakupno potrzebnych machin 
i instrumentów. Instrumenta te zamówił będąc w Paryżu i nad ich wy- 
konaniem pilnie czuwał. Tym sposobem gabinet w ciągu kilku lat zao- 
patrzony został w narzędzia niezbędne do wykładów wszystkich części 
fizyki; o gabinecie mówiliśmy wyżej. Dawanie lekcyi, zajęcie w gabi- 
necie nie przeszkadzały mu bynajmniej do pracowania bez przerwy nad 
zupełnym traktatem fizyki, który zamierzał drukiem ogłosić. Zgon przed- 
wczesny nie pozwolił mu spełnić gorących swych życzeń, praca pozo- 
stała w rękopisie. Wogóle o jego pracach literackich mówiliśmy powyżej 
(284, 285), tu zaś podajemy, jakim był Stubielewicz poza katedrą uniwer- 
sytecką. W towarzystwie był przyjemnym i delikatnym. Wrażliwy na 
piękno, stąd wielki amator sztuk pięknych. Był litościwym i miłosiernym. 
Powodował się skłonnościami serca, nie zwracając uwagi na własne po- 
trzeby. Nie będąc bogatym, tak się urządzał zawsze, że biedy nie zaznał. 
Zdrowia zawsze był słabego, umarł z suchót d. 17 kwietnia 1814 roku, 
osierocając żonę i małoletnią córkę. Jundziłł w ten sposób pisze o Stu- 
bielewiczu: » Profesor ten wszystkie części fizyki gruntownie obejmujący, 
z chemią i rachunkiem matematycznym dobrze obeznany, w tłumaczeniu 
się zwięzły i dokładny, o dobro nauk, pożytek kraju i sławę Uniwersy- 
tetu gorliwy, nie ograniczał się jak Mickiewicz, samej tylko doświadczalnej 
fizyki bawidłami, wyższe teorye magnetyzmu, elektryczności, dźwięku, 
światła itd., a to stosownie do najnowszych postrzeżeń jasno i wymo- 
wnie tłumaczył, a w mechanice, optyce itp. twierdzenie o ruchu, łamaniu 
się i odbijaniu promieni itd. rachunkiem gruntownie wspierał. Można 
powiedzieć, że prawdziwa fizyki nauka w Uniwersytecie od Stubielewicza 
wzięła swój początek «. 

Suchorski ..... S. J. Był drugim profesorem pierwszej klasy 
w Uniwersytecie wileńskim w r. 1777. 

Symonowicz Roman. Urodził się w r. 1763 w witebskiem 
województwie, pochodził z rodziny szlacheckiej. Do nauk przykładał się 
pierwiastkowo u Jezuitów w Połocku, następnie w Uniwersytecie wileń- 
skim, studyował te wszystkie nauki, które były zalecone kandydatom do 
stanu nauczycielskiego jak np. języki, matematykę, fizykę, prawo, wreszcie 
nauki lekarskie. Poczem mianowany był w szkołach podwydziałowych 
w Wilnie nauczycielem historyi, moralności i matematyki i obowiązki 
te pełnił sześć lat. Następnie porzucił zawód nauczycielski, zaczął stu- 
dyować medycynę i jako pomocnik Briótet'a w r. 1797 mianowany został 
wiceprofesorem, a w dwa lata później adjunktem na katedrze anatomii 


= 345 == 


i fizyologii. W r. 1801 pozyskał stopień doktora medycyny. Dla dalszego 
kształcenia się w naukach wyjechał za granicę i odtąd porzucił zupełnie 
nauki lekarskie, a całkowicie poświęcił się studyom mineralogicznym. 
Podróżując po Europie, a głównie studyując pod kierunkiem sławnego 
Wernera mineralogię, nie tylko dokładnie obeznał się z klasyfikacyą 
minerałów, ich cechami zewnętrznemi, ale, że tak powiem, u źródła Ówcze- 
snej wiedzy mineralogicznej wyczerpnął wszystko, co wówczas było do- 
stępnem do zbadania. Powróciwszy z ogromnymi zapasami minerałów, 
rozpoczął wykłady mineralogii. Ówczesny gabinet mineralogiczny uni- 
wersytecki ledwo że na to miano zasługiwał, tak był ubogi. Symono- 
wicz przeto, za oddzielnem wynagrodzeniem po 200 rubli na rok, używał 
własnych minerałów przy wykłach swoich. Pragnąc uprzystępnić studyo- 
wanie nauki, znanej dotychczas z prac Kluka i jednej publicznej prze- 
mowy Jundziłła, napisał podręcznik »O stanie dzisiejszym mineralogii « 
podług zasad Wernera, rozgłośnych naówczas w Europie. Praca ta wy- 
wołała ostrą krytykę X. Jundziłła, na jednem z posiedzeń literackich, 
na którą niezwłocznie odpowiedział Symonowicz w obszernej rozprawie. 
Całe to zajście szczegółowo opisuje Józef Frank w swoich pamiętnikach 
(op. cit. II, 526). Ażeby to zajście zrozumieć lepiej, trzeba nam się cofnąć 
do owej chwili, kiedy Symonowicz powrócił z podróży zagranicznej 
i rozpoczął wykłady. Wspominaliśmy już niejednokrotnie, że przeciwko 
Strojnowskiemu utworzyła się wroga mu partya, a na jej czele byli Śnia- 
decki Jędrzej, Jundziłł, Mickiewicz. Stanowili zaś ją tuziemcy. Punktem 
wyjścia do tych swarów było angażowanie cudzoziemców i pochlebianie 
im rozmaitymi dodatkami pieniężnymi, pod różnymi pretekstami. Stroj- 
nowski, rzecz naturalna, miał i swoich stronników; do nich należał Sy- 
monowicz — który, jeżeli nie z innych względów, to z obowiązku wdzię- 
czności, nie mógł inaczej postępować. Strojnowski bowiem bardzo mu 
dużo zrobił dobrego: jako rektor Uniwersytetu promował go, adjunktem 
zrobił, przeznaczył na katedrę mineralogii, wysłał za granicę dla specyal- 
nych studyów i co się najwięcej nie podobało, uważał Symonowicza za 
geniusz, podczas gdy przeciwnicy dowodzili, że jest głupcem. O tej walce 
w taki sposób się odzywa Czacki w roku 1805, a zatem przed ową nau- 
kową polemiką z Jundziłłem prowadzoną. »Nie umiejąc nauk fizycznych 
(Strojnowski), nie dawał im zupełnego popędu; a tego rodzaju najwięcej są 
cenione, i dlatego, że są najużyteczniejsze, i dlatego, że teologiczne i meta- 
fizyczne nauki są lekceważone. Doktorowie (prócz Jędrzeja Śniadeckiego, 
który był wyższym nad małe namiętności) nie mogli mu darować, że 
Franków sprowadził, i ich użytki zmniejszonymi zostały. Zgoła mało kto 
z słuszniejszych był za rektorem, a ci, co mu się sprzeciwiali, dziwnie 
mu służyli, nie bywając na sesyach pod pozorem, że się kłócić nie chcą 


— 348 — 


(o czem wspominałem w życiorysie Śniadeckiego). — Szymonowicz wice- 
profesor był przedmiotem wielkiej kłótni. Strojnowski ma go za geniusz, 
Werner go chwalił, Frank nie odmawia mu szacunku, Śniadecki i Jun- 
dziłł mają go prawie za zbrodniarza i za głupiego w nauce, przyznając 
mu tylko naukę Brocantera w mineralogii. Z powodu powierzenia mu 
niewielkiej sumy na skupienie minerałów i oskarżenia, że piękne kawały 
z kolekcyi akademicznej ukradł, żywe nastąpiły kłótnie. 

W dalszym biegu swej profesorskiej działalności, zajmował się 
nomenklaturą minerałów; po jego Śmierci pozostałe noty uporządkował 
uczeń jego Bogatko i w r. 1815 drukiem ogłosił. O pracach Symono- 
wicza, które się w druku pojawiły, mówiliśmy powyżej (672, 673—674). 
Symonowicz umarł w r. 1813, pozostały po nim gabinet mineralogiczny, 
złożony z 14867 sztuk, sprzedała rodzina Uniwersytetowi za 12000 rubli. 

Szadurski Stanisław S. J. Profesor filozofii w Akademii 
wileńskiej, urodził się w Inflantach 2 września 1726 r. Przyjęty do To- 
warzystwa Jezusowego 29 listopada 1739 r., profesyę uczynił 2 lutego 
1762 r. Podczas profesury w Akademii ogłosił dwa dzieła, o których 
wspominaliśmy (288, 289) i pozostawił prócz tego następujące prace: 

3736. Propositones ex philosophia mentis et sensuum sub auspi- 
ciis Ill. Excell. D. Joannis Com. in Końskie et Białaczew a Michałowice 
Małachowski Supremi Cancellari Regni, ostrotencensis, grodensis etc. 
praefecti explanandae a Teodoro Buczyński, filio Castellani Smolencensis 
et Leone Miączyński, filio Castellani Podlachiae in Collegio Nobilium 
Varsaviensi S. J. hora 4 pomeridiana A. 1758 mense Julio die 21. Prae- 
side RP. Stanislao Szadurski S. J. cjusdem philosophiae profesore. 49, 3. 

3737. Principia ratiocinandi variis dialogis atque exercitationibus 
tum logicis, tum ethicis;, tum metaphysicis contenta b. m. (Warszawa) 
1760, 80. 

Szadurski z Akademii wileńskiej przeniesiony został na profesora 
do konwiktu szlacheckiego warszawskiego. W roku kasaty Zakonu był 
duchownym i kaznodzieją. 

Szahin Antoni. Gdy po roku 1820 rozpoczęto rozmiary Rosyi, 
a praca ta przez długi przeciąg czasu miała się przeciągnąć i wymagała 
wielu pracowników odpowiednio przygotowanych, Uniwersytet przyjął tę 
okoliczność pod uwagę i utworzył oddzielną katedrę geodezyi, którą do- 
tychczas wykładano dodatkowo. Pierwszym profesorem na tej katedrze 
i zarazem ostatnim był Szahin Antoni. Urodził się na Litwie w r. 1790. 
Do nauk matematyczno-fizycznych przykładał się w Uniwersytecie wileń- 
skim, gdzie w r. 1816 stopień magistra filozofii pozyskał, W roku na- 
stępnym mianowany został pomocnikiem przy obserwatoryum astrono- 
micznem. Przez dwa lata, mianowicie 1821 —1822, 1822—1823 wykładał 


— 349 — 


astronomię teoretyczną, podług dzieł Śniadeckiego, Biota i Delambre'a 
a gdy przeznaczony na tę katedrę Sławiński powrócił z zagranicy, Sza- 
hin wrócił do pierwotnego zajęcia przy obserwatoryum. Po zreformo- 
waniu Uniwersytetu za rektoratu Pelikana i wskutek powodów powy- 
żej przywiedzionych, Szahin objął w r. 1826 katedrę geodezyi. W litera- 
turze ojczystej znany jest z kilku dobrych dzieł specyalnych (290, 1271, 
1272, 1273). Po zamknięciu Uniwersytetu wyjechał do Witebska i w ta- 
mecznem gimnazyum matematyki nauczał. W r. 1834 powołanym został 
do Charkowa na katedrę astronomii. W r. 1845 zakończył życie samo- 
bójstwem w Charkowie na stanowisku profesora uniwersytetu. 

Szawr Jan Jerzy. Ausgsburczyk. Sprowadzony przez Sapiehę 
do Wilna na profesora prawa cywilnego w Akademii; czy się czem od- 
znaczył, już to na katedrze, już w literaturze, nie wiemy, jak również 
jego życie jest nam nieznanem. 

Szulc Michał. Szlachcic polski. Urodził się w województwie 
malborskiem, w powiecie szumskim w r. 1769. Pierwotne nauki pobie- 
rał w gimnazyum mitawskiem, następnie w seminaryum dyecezyalnem 
w Wilnie, „wreszcie w Szkole Głównej litewskiejj gdzie stopień doktora 
filozofii w r. 1788 otrzymał; porzuciwszy stan duchowny zajmował się 
nauczycielstwem w Kretyndze, później w Wilnie. W r. 1793 wstąpił do 
wojska polskiego, jako porucznik artyleryi litewskiej; po skończeniu 
kampanii 1794 roku został kapitanem a w r. 1795 powrócił do zajęć 
pierwotnych i jako nauczyciel szkoły w Nowogródku zamieszkał. Gdy 
w roku 1797 ogłoszony był konkurs na wiceprofesora architektury, 
Szulc utrzymał się i pracował odtąd przy Gucewiczu. Po śmierci tego 
ostatniego zajął Szulc jego katedrę i prowadził dalej porozpoczynane 
roboty. Między innemi przypadło Szulcowi dokończenie katedry wileń- 
skiej. Chór w tym kościele na płaskiem, śmiałej budowli sklepieniu i na 
dwunastu kolumnach oparty, należy do najcelniejszych robót Szulca 
w Wilnie. Przerobienie spaskiej cerkwi na teatr anatomiczny i biblioteki 
Uniwersytetu ze staroświeckiej auli wymownie świadczy, że Szulc miał 
wielkie zdolności, a w pomysłach swoich stawał bardzo wysoko. Lecz 
równocześnie nie był szczęśllwym w wykonywaniu swoich projektów. 
Gdy kilka z prowadzonych przez niego robót zawaliło się, miał sobie 
wzbronioną praktykę budowniczą w r. 180g. Zakaz ten cofnięto w r. 1812 
i dozwolono mu w Zakrecie pod Wilnem stawiać budowlę drewnianą 
dla wydania w niej balu na przyjęcie cesarza Aleksandra przeznaczoną; 
na samem ukończeniu i ta budowa runęła, a Szulc ze zmartwienia rzucił 
się do Wilii i utonął. Obszerna i uczona jego » Mowa o architekturze« 
jest drukowaną przy prospekcie nauk z roku 1802/1803. Innych wiele 
prac literackich podobno zaległo w rękopisie. 


= 2350" 65 


Szyrwid Konstanty S. J. Urodził się na Żmudzi w 1564 r. 
Dzieckiem jeszcze będąc, bo w roku jedenastym życia wstąpił do Zgro- 
madzenia Jezuitów. W rokn 1588 złożył śluby zakonne. Przykładał się 
da nauk w Akademii wileńskiej, gdzie w roku 1651 otrzymał stopień 
doktora filozofii i nauk wyzwolonych i gdzie przez wiele lat wykładał 
Pismo św. Był przytem niestrudzonym kaznodzieją; często po dwa razy 
dziennie miewał kazania, w jednym kościele po polsku, w drugim po 
litewsku. Liczono go do najcelniejszych mowców, a pozostałe po nim 
zbiory kazań Świadczą o wielkiej jego łatwości i biegłości w mówieniu. 
Mąż gruntownej nauki i cnoty, a wielkiej gorliwości; największą jednakże 
zasługę położył przez wydawanie książek w języku litewskim tudzież 
przez ułożenie pierwszej gramatyki i słownika polsko-łacińsko -litewskiego, 
które są najdawniejszymi w naszem piśmiennictwie. Umarł w Wilnie 
23 sierpnia 1631 roku. Słynął z wielkiej świątobliwości. O jego dziełach 
mówiłem wyżej (2794, 2795, 2796, 2797, 3102, 3103). Podobno, jak 
zapewnia Alegambe, ogłosił drukiem: 

3738. Clavis linguae lithuanicae. Wilno, 1630, 89. 

Żaden z literatów polskich nie widział tej gramatyki. Miała się 
znajdować w bibliotece franciszkańskiej w Leżajsku. 

Szystowski Tadeusz S.J. Był prefektem Akademii w r. 1777. 

Tarenghi Paweł. Rzymianin. Sprowadzony przez Strojnow- 
skiego do Wilna na profesora literatury rzymskiej, przez tegoż Stroj- 
nowskiego uwolniony został dlatego, że sukienkę duchowną mocno szar- 
gał w Wilnie, prowadząc życie wysoce riietnoralne. Współcześni roz- 
maicie się zapatrywali na X. Tarenghi'ego, jako uczonego profesora. 
Utrzymywali jedni, że jako poeta łaciński i włoski — jest znakomitością, 
Tak utrzymuje Cappellii gdy zdawał sprawę z jego dzieła » La morte di 
Achille«. Czacki zaś, chociaż nie słyszał wykładów Tarenghi'ego, lecz 
z tego co czytał, wnioskuje: » Widzę improwizującego Włocha, widzę 
zupełnie posiadającego klasycznych autorów, w wierszach nie widzę ory- 
ginalnych myślie. O jego pracach literackich, szczególniej tych, które 
ogłosił drukiem podczas swego pobytu w Wilnie, zdawaliśmy powyżej 
sprawę (3030, 3031, 3104). Tu dodać należy, że owego Kwinta Kalabra. 
miał przetłómaczyć bardzo pięknie na język łaciński i rękopis przygoto- 
wany do druku, opuszczając Wilno w r. 1807, ofiarował do biblioteki 
uniwersyteckiej wileńskiej; tłómaczenie to zaległo w rękopisie. O dalszen 
jego życiu nie wiemy więcej nad to, że przed rokiem 1830 umarł 
w Rzymie. 

Taukiewicz ..... S. J. Był profesorem Pisma św. w Akademii 
wileńskiej w r. 1777. 

Tołoczko Józef S. J. Litwin, urodzony 27 października 1715 r.; 


= 30: © 


do Jezuitów wstąpił 26 stycznia 1732 roku, profesyę 4 Ślubów złożył 
15 sierpnia 1749, a w roku 1773 był ministrem kollegium wileńskiego. 
W Akademii wykładał teologię. Z dzieł jego są znane: 

3739. Kontrowersye z Kalwinem i uczniami jego o sprawiedliwości, 
dobrych uczynkach, o pomocach łaski Chrystusowej, niegdyś językiem 
łacińskim przez W. X. Marcina Bekana S. J. napisane teraz na polski 
język przez X. ..... S. J. przełożone, Wilno, druk Akad. 1769 — 1770, 89, 
525, 277, 351, 238. 

3740. Kontrowersye z Kalwinem i uczniami jego względem tego 
pytania: Jestli tenże Bóg kalwiński co i katolicki? niegdyś językiem 
łacińskiem przez W. X. Marcina Bekana S. J. napisane, teraz na polski 
język dla pospolitego wszystkich w tem królestwie narodzonych pożytku 
przez W. X...... S.J. STh. D. aktualnego w Akademii wileńskiej profe- 
sora, przetłómaczone RP. 1770. Wilno, druk. Akad. S. J. 1770, 80, 3 tomy. 

Tomaszewski Augustyn. Pochodził ze szlachty rzymsko- 
katolickiego wyznania. Urodził się z Tymoteusza i Heleny w r. 1759 
w województwie witebskiem. Do nauk przykładał się w Witebsku, później 
u Jezuitów w Połocku, gdzie studyował literaturę, filozofię, języki, mate- 
matykę. Wstąpił do nowicyatu bazyliańskiego w Żurowicach, złożył 
profesyę w byteńskim klasztorze 10 marca 1776 roku, mając lat 16, 
a był wówczas na retoryce. Do teologii przykładał się w Rzymie i tam 
pozyskał stopień doktora teologii. W r. 1792 powołany został do Szkoły 
Głównej litewskiej na profesora teologii i Pisma Św. i na tem stanowisku 
pozostawał do r. 1796. Mianowany profesorem publicznym teologii dog- 
matycznej i Pisma św. w Szkole Głównej wileńskiej, pozostawał na tem 
stanowisku przez cały czas rektoratu Poczobuta, poczem za Strojnow- 
skiego został bibliotekarzem biblioteki uniwersyteckiej. Powrócił do kate- 
dry teologii dogmatycznej w roku 1803 już w Uniwersytecie, wykładał 
przytem historyę Kościoła. Od r. 1808 był członkiem rady seminaryum 
głównego. W dzień otwarcia tego seminaryum 24 maja roku 1808 wy- 
stąpił z stosowną do okoliczności mową, którą później drukiem ogłosił. 
Działalność literacka Tomaszewskiego wyraziła się w szeregu prac, o któ- 
rych mówiliśmy już (2624 — 2626, 2798, 2800); działalność zaś profesor- 
ska przeciągnęła się aż do Śmierci, to jest do 17 stycznia 1814 r. 

Tomaszewski Mikołaj. Kleryk jezuicki. Był jednym z pierw- 
szych profesorów matematyki, powołany przez Poczobuta w roku 1780. 
Był bardzo zdolnym profesorem, lecz według Jundziłła, mało zajmował 
się na katedrze. Za czynny udział w powstaniu kościuszkowskiem, nie 
otrzymał patentu od Repnina. W czasie przemiany Szkoły Głównej na 
cesarski Uniwersytet pozyskał emeryturę. O jego życiu nic nie wiemy. 
W r. 1813 żył jeszcze, w tym czasie liczy się do emerytów Uniwersytetu. 


Truchonowicz Piotr S. J. Urodzony na Litwie 29 czerwca 
1677, wstąpił do Jezuitów 22 sierpnia 1702. Uczył w Akademii retoryki. 
Później był misyonarzem i sławnym kaznodzieją w Mińsku, Nowogródku 
i Wilnie. Umarł w Słucku 23 październiku 1742 r. mając lat 65. O jego 
exhortach postnych wspominaliśmy powyżej (2801). 

Tylkowski Wojciech S. J. Profesor Akademii wileńskiej. 
Urodził się w 1629 na Mazowszu. Skończywszy u Jezuitów w Pułtusku 
gimnazyum, wstąpił tamże do Dowarzystwa i profesyę uczynił. Nadzwy- 
czaj biegły w językach, nie tylko w ojczystym, ale francuskim, hiszpań- 
skim, niemieckim, łacińskim, greckim, hebrajskim. Uczył po rozmaitych 
kollegiach poezyi 1 retoryki, matematyki, języka greckiego, filozofii 
i teologii. Był penitencyarzem lat 4 na Watykanie, rządził seminaryum 
papieskiem w Wilnie. Umarł w Wilnie 14 stycznia 1695 roku. Był to 
człowiek bardzo pracowity, zajmował się gorliwie ówczesną filozofią 
i naukami przyrodniczemi, w których to przedmiotach i w teologii wydał 
przeszło 60 dzieł. Wszystkie jego niemal prace były w swoim czasie 
wielce cenione pomiędzy Jezuitami w Europie. Przedrukowywano je też 
często nie tylko w kraju ale i zagranicą, oraz tłómaczono na rozmaite 
języki. Stąd autor posiadał niemało sławy i uważany był za jednego 
z najcelniejszych pisarzy pomiędzy Jezuitami i chlubę zakonu. Z pomiędzy 
licznych jego dzieł, wyżej niektóre podaliśmy (2217—2221, 2627, 2720, 
2742—2744, 2802); niektóre niżej podajemy: 

3741. Dies equitis Poloni. Rythmi, Brunsberga, 1652. 

3742. Soliloquia christiana et praxes quaedam authore RP. .... 
S.J. Oliwa 1686, 120, wielokrotnie przedrukowywane. Ważne jest wy- 
danie poznańskie z 1694 roku, 120, 6, 1064, 6. Na język niemiecki prze- 
łożył Jan Lyde. Augsburg, 1762, 2 tomy. 

3743. Arithmetica curiosa. Kraków, 1698, 80, 14, 141, 2. Często 
przedrukowywana, pomnażana i poprawiane przez autora. 

3744. Stół mądrości b. m. d. 1674, 40. Przedrukowywane i przera- 
biane wychodziło pod zmienionymi tytułami, np. »Historye z osobliwszemi 
rewolucyami«, najpierw w Wilnie, później w Lublinie 1741, 80, 11, 282. 

3745. De arte sanctitatis. Oliwa 1674, 120. Miało wiele wydań za 
granicą, mianowicie w Augsburgu i w Wiedniu. 

3746. Breviarium concionatorium pro omnibus. Wilno, Oliwa 1685, 
120 wiele wydań. 

3747. De re agraria. Wilno 1687, 89. 

3748. Problemata sacra albo pytania około wyrozumienia Świętej 
Ewangelii. Poznań 1688, 40, 552, 323. 

3749. Geometria practica curiosa. Poznań 16g1, 89, 495. 

3750. Matheseos curiosae. Astronomia curiosa. Poznań, 1694, 47. 


— 3538 — 


3751. Exercitia spiritualia. Warszawa 1693, 120. Często przedruko- 
wywane za granicą, w Ulmie, Konstancyi, Augsburgu w tłómaczeniu 
niemieckiem Regensburga. 

Prof. Chmielowski w najnowszej swej pracy: »Historya literatury 
polskiejs, Warszawa, 1899, tom II, na str. 1o, poświęcił kilka słów Tyl- 
kowskiemu, a mianowicie: »u nas filozofowie szkolni poważnie się za- 
stanawiali nad zagadnieniem: »czy pies może być kozą? czy może być 
swoim ojcem?« i t. p. (Wojciecha Tylkowskiego, Jezuity: »Pilosophia 
curiosa«, Kraków, 166g9)«. 

Wskutek nadmiernej treściwości powyższego poglądu na sólskieh 
filozofów XVII wieku, poważny profesor wileński, przedstawiony został 
jednostronnie, bo tylko z humorystycznej strony; tymczasem Tylkowski 
w ogromnem swem dziele, o którem wspominam w tomie II, na str. 395 
(2218), nie tylko nad przywiedzionem powyżej zagadnieniem poważnie 
się zastanawiał, jak utrzymuje prof. Chinielowski, ale przedstawił w niem 
całą filozofię Arystotelesową z komentarzami św. Tomasza z Akwinu. 

Tyszkiewicz Jerzy S. J. Pochodził z dawnej podlaskiej ro- 
dziny Modwidów, z ojca wojewody brzeskiego, a matki Wołłowiczówny 
z domu. Pierwsze nauki w Wilnie u Jezuitów pobierał i mając lat 22 
do Towarzystwa Jezusowego wstąpił w Rzymie; tam ukończywszy 
nauki, powrócił do ojczyzny i nauczał filozofii najpierw w Kaliszu, 
później w Wilnie, gdzie zaszczycony został stopniem doktora teologii. 
Następnie wykładał w Poznaniu dogmatykę a w Lublinie teologię mo- 
ralną. W trudnych czasach rządził kollegiami: toruńskiem, kaliskiem, 
poznańskiem i krakowskiem. Był sekretarzem prowincyi i instruktorem 
księży 3 probacyi. Kiedy trzeci rok rządził całą prowincyą, umarł w Kra- 
kowie 17 sierpnia 1625 roku, mając lat 54. Był to mąż znakomity dla 
swej nauki i pracy jako też dla nadzwyczajnej cnoty. 

Z jego dzieł drukiem ogłoszonych więcej są znane: 

3752. Responsum ad famosum libellum contra Patres S. J. qui inscri- 
bitur: Concilium de recuperanda et stabilienda pace Reipublicae. Cracovie 
1610, 4, wydane pod zmyślonem nazwiskiem Mikołaja Ziemeckiego. 

3753. Nowiny z Torunia o gwałtownem zabronieniu przez Here- 
tyki nabożeństwa i processyi katolickich, ze starodawna zwykłych, więc 
40 zbiciu i zelżeniu kapłanów, zakonników i innych osób zacnych, tam 
natenczas będących. RP. 1614 od jednego katolika świadka oczywistego 
napisane. 40, 8. Anonym. 

3754. Responsio Georgii Tyszkiewicz S. J. ad libellum fanosum 
cujusdam anonymi Thorunensis, patrocinium veritatis litterarum thoru- 
nensium falso inscriptum. Cracovie ap. M. Lobi 1615, 40, 48. 


m m «. 


3755. Vindiciae doctrinae S. J. a calumniis Patroni Thorunensium 


UMIWERSYTET WILEŃSKI TOM Hi 23 


— 354 — 


anonymi. Autore Georgio Tyszkiewicz ex eadem S. J. Th. D. Cracoviae 
1916. Lobi, 40, 56. 

3756. De perfectione Georgii Tyszkiewicz S. J. STh. D. Cracoviae, 
Petricoviae 1614, 80, 28, 426. 

3757. Theologia antilogica Lutheranorum, et antilogia theologica 
Calvinistarum, seu contradictiones de rebus Fidei, quas Lutherani et 
Calvinistae in suis propositionibus concordes discordes admittunt, depre- 
hensae a P. Georgio Tyszkiewicz S$. J. STh. D. et ab eodem aliquot supra 
tres quaestiones comprehensae in quibus proditur dolus, fraus apperitur, 
convicitur falsitas, luterana nimirum et calviniana. In gratiam scholae 
tam luteranae, quam calvinianae. Cracoviae, Petricoviae 1616, 4%, 6, 158. 

Vega (de) Emanuel S. J. Doktor teologii, profesor Akademii 
wileńskiej. Urodził się w Portugalii w Coimbra 1555, wstąpił do Jezuitów 
1571 roku, doktoryzował się w Wilnie, gdzie przez długie lata był pro- 
fesorem teologii i staczał głośne dysputy z różnowiercami polskimi, 
a mianowicie walczył piórem i wymową ze sławnym Wolanem.  Powo- 
łany do Rzymy tam życie zakończył 27 stycznia 1648 roku. O niektó- 
rych dziełach jego przeważnie kontrowersyjnych mówiliśmy wyżej (2628— 
2631, 2723); niektóre zaś, wydane na Litwie, poniżej przytaczam: 

3758. De principiis Fidei. Wilno, 1586, 47. 

3759. De cultu et invocatione sanctorum contra librum Volani de 
lidolatria Jesuitarum. Wilno, 1586, 49. 

3760. De vita et miraculis Lutheri, Calvini et Besae. Wilno, 1586, 4". 

3761. Pauli Samosatiniani Dei opugnatio ac aeternae Christi ge- 
nerationis veraeque Deitatis defensio, contra Blandratam et Franciscum 
Davidem. Wiedeń, 1590, 47. 

Waszkiewicz Jan. Urodził się w Wilnie w 1797 roku. Otrzy- 
mawszy w r. 1820 Stopień magistra, został nauczycielem w gimnazyum 
wileńskiem, skąd powołanym został w r. 1824 na adjunkta ekonomii po- 
itycznej, a później na profesora nadzwyczajnego; wykładał ten przedmiot 
aż do zamknięcia Uniwersytetu. Jako ekonomista dał się poznać z licznych 
prac oryginalnych i tłómaczonych, o których we właściwem miejscu mó- 
wiliśmy (2268, 2540—2545). Po zorganizowaniu akademii medyko-chi- 
rurgicznej powołany został na radcę wydziału gospodarczego; od r. 1835 
był cenzorem ksiąg. Ostatecznie był dyrektorem szkoły rabinów w Wilnie 
i na tem stanowisku zakończył życie w r. 1859. Z liczby rękopisów, 
jakie po nim pozostały, na szczególną uwagę zasługiwała » Historya eko- 
nomii politycznej«. Było to dzieło skończone zupełnie, a wyjątki z niego 
drukował »Dziennik wileński« w r. 1823. 

Weber Franciszek S. J. Był profesorem filozofii w Akademii 
i zarazem kaznodzieją królewskim niemieckim. 


s= 290 SZ 


3762. Propositiones philosophicae publicae disputationi propositae. 
Vilnae, 1644, 49. 

3763. Concio RP. Weber S. J. Concionatoris Regis Poloniae, ex 
germanico in latinum ex latino in polonicum idioma exposita. Posnaniae, 
AD. 1743, d. 23 Januar. typ. Soc. Jesu. fol. 

Weis Leonard S. J. S. T. D. Wicekanclerz, przez lat 20 był 
profesorem teologii 1 kanonów, umarł w r. 1703. 

Weiss Izydor. Bliższych szczegółów biograficznych nie mamy. 
Wiemy tylko, że jeszcze za czasów Szkoły Głównej wileńskiej zajmował 
się sztycharstwem w Wilnie. Za czasów Uniwersytetu prowadził szkołę 
rytownictwa aż do r. 1810, to jest do przyjazdu Saundersa. Co się pó- 
Źniej stało z Weissem, nie jest mi wiadomem. 

Wernej Antoni S. J. Był profesorem filozofii w Akademii wi- 
leńskiej. O jego dziele logicznem, drukowanem w r. 1766 w Wilnie, mó- 
wiliśmy powyżej (2223). 

Wichert Michał Ignacy S. J. Był drugim profesorem teo- 
logii moralnej, języków wschodnich i języka greckiego w r. 1755 w Aka- 
demii wileńskiej. Urodzony na Litwie w r. 1733, do Towarzystwa wstą- 
pił w 1752, uczył w szkołach niższych lat 4; w r. 1767 był już piąty 
rok misyonarzem w Warszawie, po kasacie był proboszczem w Obry- 
chowie i dyrektorem szkół i misyi w dyecezyi płockiej. Z jego prac 
naukowych są lepiej znane: 

3764. Nauki katechizmowe o składzie apostolskim, przykazaniach 
boskich i kościelnych, o modlitwie Pańskiej i Sakramentach ku pożyt- 
kowi ludu chrześcijańskiego i t. d. przez X. ..... S. T. D. it. d. Kalisz, 
1780—1781, 89 7, 423, 600, 430, 2. 

3765. Ćwiczenia duchowne, albo rekolekcye na pięć dni rozłożone 
dla duchowieństwa Świeckiego i t. d. Warszawa, 1786. 

3766. Nauki dla młodzi, jak mają urządzać swe życie, przez X.... 
Łowicz, 1792, 80. 

Wierzbicki Feliks S. J. Urodzony w Białej rusi, w woje- 
wództwie witebskiem 18 stycznia 1699, do Jezuitów wstąpił d. 2 wrze- 
Śnia 1714 r., profesyę uczynił 2 lutego 1732 r. Nauki studyował w Aka- 
demii wileńskiej, gdzie promowany na doktora filozofii i teologii. Nau- 
czał w Akademii teologii, był kaznodzieją akademickim; następnie rządził 
kollegiami: witebskiem, nieświeskiem i mińskiem; a tak chwalebnie rzą- 
dził że ks. generał Wawrzyniec Ricci w liście swym do niego 3 marca 
1759 pisanym, rządy jego bardzo chwali. Umarł w Połocku 24 kwietnia 
1761 r. (Brown). Z jego dzieł doszło nas: 

3767. Bazylica cnoty i honoru od Religii, fortuny i wiekopomnej 
sławy w starożytnym Zawiszów domie wystawiona, a na solennym wal- 

23* 


nego pogrzebu akcie JWIMCP. Ignacego hrabi na Baksztach Rożyca 
Zawiszy, Marszałka nadwornego W. X. Lit. mińskiego etc. starosty, ka- 
znodziejską inwencyą w kościele mińskim S. J. remonstrowana, przez 
SCE S. J. RP. 1740 dnia 22 lutego. Wilno, druk Akademii S. J. 
1740, 47 56. 

Wierzbicki Kazimierz S. J. Prawdopodobnie brat powyż- 
szego, profesor retoryki w Akademii wileńskiej w r. 1734. W r. 1738 
był kaznodzieją uniwersyteckim. Z jego dzieł, które ogłosił drukiem, 
doszły nas i lepiej są znane: 

3768. Vita V. P. Ludovici Bessuy S. J. ad praxim religiosae per- 
fectionis proposita, a P. ..... S. J. 1738, 47. 

3769. Phoenix ex olere et cineribus mortalitatis in sublime immor- 
talis Gloriae evolans, sub atratam lugubrium inferiarium pompam III. 
DD. Ignati Rosini, Comitis in Bakszty Zawisza, Mareschalci Curiae M. 
Ducatus Lithuaniae minscensis Capitanei auctoramenti exotici exercitus 
M. Ducatus Lithuaniae, ad lenimen renuentis consolari publici doloris 
propositus a societate communi luctu Collegio minscensi Ś. J. anno quo 
albentem summens de Virgine carnem Deus in niveum descendit versus 
olorem (Manlius L. 1) ut redivivus fieret Phoenix. Vilnae, typis Aca- 
demiae S$. J. 1740, fol. 84. 

Jedną z prac źródłowych do dziejów Uniwersytetu podałem wyżej (64). 

Wierzbicki Stefan S. J. Był profesorem teologii i prawa ka- 
uonicznego w Akademii wileńskiej w r. 1755. 

Wilkinowicz Ignacy SŚS. J. Profesor teologii w "Akademii 
wileńskiej, później rektor kollegium mińskiego, umarł w r. 1757. O jego 
pracy teologicznej mówiliśmy wyżej (2635). 

Willich Ludwik S. J. Profesor języka niemieckiego w Aka- 
demii wileńskiej w r. 1755. 

Wincza Jan S. JJ. Profesor języka niemieckiego w Akademii 
w r. 1755. 

Wituski Marcin S. J. Mazur. Do nauk przykładał się w Aka- 
demii wileńskiej, gdzie w r. 1644 otrzymał stopień doktora filozofii i nauk 
wyzwolonych. W Rzymie uczył się teologii przez lat cztery. Na dworze 
Władysława IV był teologiem królewskim i w charakterze historyka. 
W Akademii wileńskiej uczył poetyki. 

Woelck Aleksander. Pochodził z Wilna, gdzie ojciec jego 
był aptekarzem. Urodził się w r. 1801; do nauk przykładał się w ro- 
dzinnem mieście, gdzie w r. 1824 pozyskał stopień doktora medycyny. 
Pozostawiony przy Uniwersytecie, pełnił najpierw zastępczo obowiązki 
prosektora anatomii w tym czasie, gdy Bielkiewicz był w podróży nau- 
kowej w Petersburgu i Moskwie; następnie był pomocnikiem profesora 


— 357 


położnictwa i prowadził szkołę akuszerek, aż do zamknięcia Uniwersy- 
tetu i późniejszej akademii medyko-chirurgicznej. Od r. 1828 wykładał 
historyę medycyny, a od r. 1830 prowadził wykłady terapii ogólnej, ma- 
teryi lekarskiej i receptury. Po zamknięciu Uniwersytetu powołany zo- 
stał do akademii w tymże charakterze. -Będąc dotychczas zastępcą pro- 
fesora, dla pozyskania godności adjunkta, poddał się Ścisłemu egzami- 
nowi, a następnie 24 czerwca 1836 roku czytał publicznie rozprawę po 
rosyjsku »de morbosis placentae affectionibus«; drugą po łacinie: »de 
convulsionibus parturientium«. Następnie zadano mu rozprawę do napi- 
sania na temat »de puerpesarum haemorrhagiis ex partu praematuro, 
arte parando«; poczem pozyskał stopień adjunkta na katedrze fa:mako- 
logii i receptury, które to przedmioty wykładał po łacinie podług dzieł 
Richtera i Plenka; a toksykologię podług dzieł Orfili. W dniu 14 listo- 
pada 1836 r. mianowany profesorem nadzwyczajnym na tejże katedrze. 
Kiedy akademia została zamkniętą, Woelck nie przyjął zaproponowanego 
mu miejsca w uniwersytecie kijowskim, lecz pozostał w Wilnie, gdzie 
nabył wielkiego rozgłosu jako akuszer. W r. 1863 poddał się amputacyi 
prawej goleni, której dokonał Lachowicz wskutek osteomyelitis chronica 
partialis. Jeszcze w r. 1837 leczył go Bielkiewicz, później Porcyanko, 
wyjeżdżał do wód, lecz ulga była tylko chwilową. Po dokonanej szczę- 
śliwie operacyi, przestał się zajmować położnictwem, będąc kaleką, lecz 
poświęcał się z zamiłowaniem i znawstwem numizmatyce, do czego miał 
pociąg niekłamany od najmłodszych lat. Zasłużony ten lekarz, o którego 
pracach drukowanych mówiliśmy wyżej (1790, 1843), a który podobno 
wiele posiadał rękopisów, zakończył życie d. 16 września 186g r. 

Wojciechowski Maksym S. J. Urodzony na Białej Rusi, 
umarł w Połocku 12 lutego 1671 roku, mając lat 68, z których 49 
w zakonie... Był mężem niespracowanyrmm, napisał wiele dzieł po grecku 
i gramatykę tego języka, za pomocą której wielu z łatwością i w krótkim 
czasie w tym języku tak wyćwiczył, że wielu z nich równie gładko po 
grecku pisało i mówiło jak po łacinie (Brown). 

Wojżbun Aleksander S. J. Urodził się w wiosce Orszowie, 
w województwie mińskiem d. 10 grudnia 1726. Do Jezuitów wstąpił 
15 czerwca 1743. Uczył humaniorów w Słonimie, Nowogródku i w Aka- 
demii wileńskiej. Był gorliwym misyonarzem, a umarł 24. lutego 1765 
mając lat 39. Z prac jego drukiem ogłoszonych więcej są znane: 

3770. Kazanie przy poświęceniu na biskupstwo teryneńskie JW. 
w Bogu Najprzewielebniejszego JMCX. Jana z Kergayłow Szemiotha, 
kantora, prałata żmudzkiego, w kościele katedralnym wileńskim, roku 
teraźniejszego 1760, w niedzielę XIX po świątkach miane i onemuż na 


dowód powinnej wdzięczności ofiarowane przez X. ..... S. J. Wilno, 
druk Akademii, 1760, 40 26. 

3771. Kazanie pogrzebowe przy złożeniu ciała Ś. p. WJMCPana 
Tomasza Bułharyna, podczaszego województwa nowogrodzkiego, w ko- 
ściele Wietrowyskim S. J. RP. 1759, dn. 30 października miane, na 
usilne żądanie W. JMCP. Anny z Solskich Bułharynowej, podczaszyny 
nowogrodzkiej, pozostałej małżonki, tudzież WW. JMCPP. Pawła, ko- 
niuszego wołkowyskiego, rejenta skarbu W. X. Lit., Józefa, starosty 
bakuńskiego, Kazimierza, porucznika regimentu konnego buławy polnej 
W. X. Lit. Michała, podczaszyca nowogrodzkiego, Bułharynów, imienia 
ojcowskiego dziedziców, do druku podane i Onymże ofiarowane S. J. 
Wilno, druk Akad. S. J. 1760, fol. 30. 

Wolfgang Jan Fryderyk. Dominik Chodźko podając w »Prze- 
glądzie Europejskime 1863, N. 7, biografię Wolfganga, dowodzi, że pro- 
fesor wileński pochodzi z książęcego rodu niderlandzkiego; że pradziad 
profesora w czasie trzydziestoletniej wojny przeniósł się do Prus, a ojciec 
zamieszkał na Podolu, a później w Grodnie jako lekarz wolno praktyku- 
jący. Wolfgang Jan Fryderyk urodził się na Podolu w Łazowie dnia 
17 lipca 1775 r. Pierwiastkowe wychowanie odebrał w domu, następnie 
w Szczuczynie u Pijarów. Został później farmaceutą, dopełniwszy nauki 
w Uniwersytecie wileńskim, gdzie oprócz farmacyi słuchał jeszcze me- 
dycyny i nauk przyrodniczych. Otrzymawszy stopień magistra farmacyi 
d. g czerwca 1801 r., wrócił do Szczuczyna i tam apteką pijarską zarzą- 
dzał. Po roku wezwany został do Wilna dla zarządzania apteką mało- 
letnich Wagnerów, a od 29 września 1804 został zarządzającym apteką 
uniwersytecką, zwaną powszechnie apteką Świętojańską. W tymże roku 
1804 pojął za małżonkę Aloizę Helenę Pacowską. Po zatwierdzeniu spe- 
cyalnej katedry farmacyi został adjunktem w Uniwersytecie. Dnia 10 
kwietnia 1807 roku został doktorem filozofii. W d. 30 września 1810 r. 
został profesorem nadzwyczajnym na katedrze farmacyi i farmakologii 
i na tem stanowisku, lecz profesorem zwyczajnym, pozostał aż do zam- 
knięcia Uniwersytetu. Był członkiem założycielem Towarzystwa lekar- 
skiego wileńskiego w r. 1805; warszawskiego Towarzystwa gospodar- 
czego (11 stycznia 1811); wileńskiego Towarzystwa dobroczynności (5 sty- 
cznia 1812 r.) i tu duże położył zasługi, biorąc czynny udział w wy- 
dawnictwie Towarzystwa »Dzieje dobroczynności«; od 17 czerwca 1817 
był członkiem komitetu ekonomicznego przy Uniwersytecie; petersburg- 
skiego Towarzystwa farmaceutycznego (29 marca 1819). W r. 18iqQq za- 
łożył oddział farmaceutyczny w Towarzystwie lekarskiem wileńskiem i od- 
tąd był wydawcą i najgłówniejszym współpracownikiem czasopisma: 
»Pamiętnik farmaceutyczny wileńskie. W dniu 5 września 1822 został 


— 359 — 


profesorem zwyczajnym. Przy zamknięciu Uniwersytetu d. 9 grudnia 
1831, jako wysłużony profesor uwolniony został od obowiązku z całko- 
witą dożywotnią pensyą. O jego pracach literackich bardzo różno- 
rodnych mówiliśmy wyżej (581 - 583, 662—668, 753, 1180, 1791, 1796, 
2051—2054, 2084, 2099, 3270), tu tylko dodam, że w r. 1825 przygo- 
tował Wolfgang do druku po łacinie opisanie rodzaju Patamageton, za- 
wierające szczegółowie 33 gatunków tego rodzaju, których rysunki pod 
przewodnictwem autora z dziwną śŚcisłością w rozbiorze, zwłaszcza owo- 
cowania, wykonane zostały przez Antoniego Jankiewicza; że zaś wydanie 
takiej pracy z tylu rysunkami niemałych wymagało kosztów, postanowił 
przeto ją odesłać do Towarzystwa badaczów przyrody w Moskwie, któ- 
rego był członkiem od 23 września 1823 roku. Jakoż w r. 1844 dopełnił 
swego zamiaru, lecz praca ta, o której przyjęciu przez Towarzystwo jest 
wzmianka w »Bulletin« za rok 1844 na str. go8 -—— nie pojawiła się 
w owym »Bulletin«, organie Towarzystwa, lecz w kilka lat później w Ber- 
linie pod obcem nazwiskiem. 

Po otrzymaniu emerytury, mieszkał Wolfgang jeszcze przez dwa 
lata w Wilnie, poczem przeniół się do swej majętności Połuknie, o cztery 
mile od Wilna leżącej, i tam oddany cichej pracy naukowej, w bardzo 
sędziwym wieku zakończył życie d. 17 maja 1859 roku. Pochowany na 
cmentarzu ewangelickim w Wilnie. Szanowany dla swej prawości, ko- 
chany od bliżej go znających dla dobroci serca, wielce od uczonych 
ceniony dla niepospolitej nauki, był Wolfgang ostatnim prawie zabyt- 
kiem owych dawniejszej daty ludzi, którzy głęboko zatapiając się w pracy, 
pragnęli nie tylko ugruntować obraną przez siebie umiejętność, lecz do 
niej też zachęcać innych, pomagając i wpływem swoim i kierownictwem 
i nawet własnym szczodrobliwym datkiem, był bowiem bardzo miłosierny 
i niejednego biedaka na człowieka wykierował. Nikt większej od niego 
nie położył pod tym względem zasługi, nikt stanu nauczycielskiego nie 
otoczył większą powagą, większem poświęceniem się i wytrwałem za- 
miłowaniem w trudach, bez przerwy je bowiem podejmował, tak dla 
dobra ogółu, jako też dla postępu nauki, którą sobie obrał za cel życia. 
Był to człowiek dobrze zasłużony. 

Wyrwicz Antoni. Urodził się w województwie wileńskiem 
w r. 1791. Do nauk przykładał się w słynnej szkole bazyliańskiej w Bo- 
runach, gdzie później kształcili się Kamiński, Odyniec, Chodźko i inni. 
Studya uniwersyteckie odbywał w Wilnie i tu w r. 1811 stopień do- 
ktora filozofii pozyskał. Odznaczał się wyższemi zdolnościami i dlatego 
pozostawiony został przy Uniwersytecie, gdzie zastępczo wykładał różne 
przedmioty. Po ustąpieniu Życkiego rozpoczął wykłady algebry od roku 
1816, mając za przewodnika dzieło Jana Śniadeckiego, z uwzględnie- 


2 360 aż 


niem dzieł Cagnoli' ego, Delambre'a i Nepera. W r. 1820 wykładał astro- 
nomię. W czasie rektoratu Twardowskiego, który nominalnie nosił tytuł 
profesora matematyki wyższej czystej, wykładał algebrę i na tem stano- 
wisku .jako profesor publiczny zwyczajny pozostał aż do zamknięcia Uni- 
wersytetu. Nie zajmując się dłużej nauczaniem, gdy Uniwersytetu nie 
stało, osiedlił się na wsi, lecz pod koniec życia powrócił znowu do 
Wilna i tu umarł w r. 1865 na stanowisku zarządzającego domami To- 
warzystwa dobroczynności. O jego pracach literackich, zarówno jak i o spo- 
sobach wykładu na katedrze mówiliśmy już wyżej (302—305, 584, 988— 
992, 1003—1o0oo6, 1022, 1043—1047, 1181, 1182, 1360—1364). 

Wyrwicz Karol S.J. Żmudzin. Urodził się 2 października 1717 
w prowincyi mazowieckiej; do Towarzystwa przyjęty 1o sierpnia 1734: 
profesyę 4 ślubów uczynił 15 sierpnia 1752. Nauczał gramatyki lat trzy, 
a w Akademii wileńskiej humaniorów cztery lata, potem był misyona- 
rzem i nauczycielem Józefa Hylzena, z którym obce zwiedzał kraje. Za 
powrotem był prokuratorem prowincyi, rządcą drukarni, a od r. 1767 
aż do kasaty zakonu w r. 1773 rządził konwiktem szlacheckim w War- 
szawie. Król Stanisław August tak go szacował, iż medal kazał wybić, 
który z jednej strony miał napis: »Carolus Wyrwicz Rector Coll. Nobil. 
Varsav. S. J.« — a z drugiej: »Juventutis institutione scriptisque de 
Patria et Litteris bene merenti Stanislaus Augustus Rex 1772«. Po ka- 
sacie zakonu był proboszczem kościoła warszawskiego św. Stanisława 
i opatem hebdowskim. Umarł 20 grudnia 1793 r. mając lat 77. Gdy 
w r. 1768 wyszła jego »Geografia czasów teraźniejszych« tom pierwszy, 
na żądanie jednego z posłów dworu cudzoziemskiego tom ten zakazany 
został i następny nie pojawił się z druku. O jego pracy naukowej 
jużeśmy mówili powyżej (1402, 2485). 

Zagórski Antoni Ostoja. Profesor prawa cywilnego w Aka- 
demii wileńskiej, sekretarz królewski. Profesor ten oswojony ze swoim 
przedmiotem, a jak widać ze wszystkiego, jaśniej widzący rzeczy, odwa- 
żnie sobie.poczynał, bez względu na wszelkie uprzedzenia, od dawna w pa- 
lestrze wileńskiej zakorzenione. W pierwszym roku dawał swoje lekcye 
po łacinie, stosownie do powszechnie przyjętego zwyczaju w uniwersy- 
tetach europejskich; lecz w drugim roku wykładał już po polsku. Prze- 
mowę jego, którą rozpoczynał wykłady, drukiem ogłosili jego uczniowie 
Ignacy i Jerzy Zubowscy. Mowa ta wypowiedziana była publicznie 21 
lipca 1761 roku i w tymże roku wydrukowana. Łukaszewicz przedru- 
kował ją w Historyi szkół tom IV str. 27. Przedmiotem tej mowy jest: 
»O zacności, potrzebie i pożytku jurisprudencyi«. Nie wiemy, jak długo 
tę katedrę zajmował i wogóle, jaki był przebieg życia profesora. 

Załuski Łukasz Stanisław Kościesza S. J. Urodzony w wo- 


== 361 == 


jewództwie mińskiem, mając lat 16 został Jezuitą w 1620 r. Uczył filo- 
zofii, Pisma Św. i połemiki w Uniwersytecie wileńskim. W tymże Uni- 
wersytecie przykładał się sam do nauk i stopnie naukowe pozyskał naj- 
pierw doktora filozofii i nauk wyzwolonych w r. 1639, a później doktora 
teologii w r. 1652. Był misyonarzem pięć lat, kaznodzieją lat 28, jako 
też przełożonym rozmaitych rezydencyi. Umarł w Wilnie 20 sierpnia 
1676 r. Napisane przez niego Compendium philosophiae, które drukietn 
ogłosił pod imieniem ucznia swego Michała Mniszcha, uwzględniliśmy 
wyżej (2215). Prócz tego napisał i drukiem ogłosił: 

3772. De sumptione S. Eucharistiae sub utraque specie. Vilnae, 
1637, fol. anonym. 

3773. Panegyricus soluta et vincta oratione de Sigismundo Denn- 
hoff S. R. J. Principe. Varsaviae, Elert, 1646, fol. anonym. 

3774. Kazanie o Ś. Teresie, X. ..... S.J. » Echo zawołanych swego 
czasu kaznodziejów«, Wilno, 1701r, fol. 

Zieniewicz Andrzej S. J. Filozofii i teologii doktor. Nowo- 
grodzianin. Urodził się w r. 1605. Mając lat 20 wstąpił do zgromadze- 
nia Jezuitów. Do nauk przykładał się w Wilnie, gdzie w r. 1648 otrzy- 
mał stopień doktora filozofii, a w 1652 doktora teologii. Nauczał w Aka- 
demii wileńskiej filozofii, później teologii; przez wiele lat rządził rezy- 
dencyą kamieniecką, później mińską; był też kaznodzieją, misyonarzem, 
a mając lat 82 zakończył życie w Nieświeżu w 1687 roku. Był przy 
biskupie kijowskim Ujejskim, później u Białozora, chorążego litewskiego. 
Ogłosił drukiem kilka prac literackich i panegiryków. Więcej są znane: 

3775. Plausus Apollinis et Musarum poesis heroica. Vilnae, 1638, 47. 
Anonym. 

3776. Phenomena seu aspectus felicissimi Syderis. Vilnae, 1641, fol. 

3777. Deeora lilieti Paciani. Vilnae, 1641, fol. anonym. 

3778. Parentalis splendor Catharinae Potocka. Vilnae, 1642, fol. 

3779. Prima laurea philosophica, seu Odae metaphysicae audito- 
ribus promotionis die oblata. Vilnae, typis Academiae, 1640, fol. 

Znosko Jan. Urodził się w r. 1772. Do nauk przykładał się 
w Uniwersytecie wileńskim i ukończył takowy ze stopniem doktora filo- 
zofiii poczem od r. 1794 był nauczycielem w Grodnie. W r. 1802 został 
adjunktem w Uniwersytecie i wykładał logikę. Po Malewskim był sekre- 
tarzem Uniwersytetu, wreszcie od r. 1815 profesorem zwyczajnym. Był 
dziekanem oddziału moralno-politycznego, będąc już emerytem. O tem 
dziekaństwie opowiada Lelewel w »Przygodache. Rektor Śniadecki wy- 
syłał go za granicę i: wiele liczył na ten wojaż, lecz omylił się, bo jak 
przysłowie mówi, że w Paryżu z owsa nie zrobią ryżu, tak samo Znosko 
jak był miernością przed wojażem, miernością został i po powrocie z Pa- 


PER 362 => 


ryża. Odnośnie tego, jakoby pewnika, że Znosko pierwszy obznajmiał 
publiczność polską z ekonomią polityczną, to możemy powiedzieć, że 
obznajomienie to było kulawe. Streszczał on obszerną a znakomitą pracę 
Adama Smitha, lecz przedewszystkiem żywem słowem nie umiał tych 
zasad znakomitego ekonomisty przelać w słuchaczów swoich, bo był 
profesorem bardzo niedołężnym. Odnośnie Condillaca logiki to samo 
można powiedzieć; chociaż na usprawiedliwienie Znoski tę okoliczność 
przywieść należy, że w owej epoce, kiedy angielskie i francuskie zasady 
sensualistów panowały w Europie, Komisya edukacyjna zaleciła logikę 
Condillac'a jako dzieło elementarne, ową zbieraninę oklepanych orzeczeń 
i płytkiego filozofowania, słowem zalecała książkę, o której przekonano 
się później, że w skutkach jest ona błędną a nawet szkodliwą. Jedyną 
dodatnią zasługą Znoski jest inicyatywa i doprowadzenie jej do skutku, 
w postawieniu pomnika rektorowi Strojnowskiemu. Więcej ponad to, 
o ile mnie wiadomo, zasług nie położył. Umarł w Wilnie w 1833 r. 
O jego tłómaczeniach, gdyż oryginalnych prac nie znamy, mówiliśmy 
wyżej (2270, 2546, 2547). 

Zrzelski Jan SŚ. J. Mazur, urodzony w r. 1680 w ziemi do- 
brzyńskiej; do Towarzystwa wstąpił 1 września 1701 roku. Uczył 
w szkołach niższych lat 4; w Akademii wileńskiej humaniorów i filozofii, 
był także kaznodzieją; rektorem był w Połocku, w Zdziszeńsku i Miń- 
sku; jako też rządcą domu księży 3 probacyi. Umarł w Nieświeżu 3 listo- 
pada 1740 roku. Niektóre jego kazania przywiedliśmy wyżej (2806). 
Tu należą: 

3780. Firmament prawd wiecznych Ewangelii Ś. światłem oświe- 
cony, splendorem gwiazd herbownych JWJMCP. Stanisława z Buczyna 
Buczyńskiego i polerowanym starowiecznych krajów żelazem JWJMCP. 
Maryanny z Kopeciów Buczyńskiej Instygatorów WXALit. Kwilskich etc. 
Starostów, jaśniejszy polskiemu Światu w niedzielnych kazaniach uka- 
zany przez W. X. ..... S. J. rektora kollegium Nieświeżskiego w Św. 
Michała. Warszawa, druk S. J., 1745, 47 10, 734, 10. 

3781. Trakt do Nieba niegdyś Śladami Świętych pańskich utoro- 
wany, teraz kazaniami na wszystkie Święta całego roku, na większą 
chwałę Boga w świętych swoich dziwnego i naśladowania wszystkim 
wiernym pokazany przez W. X. ..... S. J. Warszawa, 1747. 4? 2, 710, 6, 
druk S. J. 

Żebrowski Tomasz S. J]. Urodził się 24 listopada 1714 na 
Litwie. Po ukończeniu szkół wstąpił do zakonu Jezuitów 6 sierpnia 
1732; profesyę 4 Ślubów uczynił 15 sierpnia 1749. Pozyskawszy stopień 
doktora nauk wyzwolonych i filozofii, został profesorem, najpierw wy- 
kładał przez dwa lata humaniora, tyleż filozofię. Dla wydoskonalenia się 


w naukach wyjechał za granicę. Był jakiś czas w Pradze, gdzie naów- 
czas słynął jako matematyk Józef Stempling, Jezuita — u niego uczył 
się matematyki i pod jego kierunkiem niektóre prace napisał i ogłosił 
drukiem (124, 125). Powróciwszy do ojczyzny z narzędziami z Anglii 
sprowadzonemi, urządził obserwatoryum astronomiczne i zajmował się 
wykładami matematyki. Zakończył życie 18 marca 1758 r. W Lexiconie 
Janockiego Żebrowski pod r. 1755 zapisany jest jako profesor matema- 
tyki. Dalej opowiada Janocki, że w obserwatoryum kosztem Puzyninej 
zbudowanem, obserwował Żebrowski zaćmienie księżyca 29 maja 1760 (!) 
Jest więc niedokładność w dacie Śmierci. O jego niektórych pracach 
matematycznych ogłoszonych oddzielnie mówiliśmy wyżej (123, 126). 
Żukowski Szymon Feliks. Urodził się d. 25 maja 1782 r. 
we wsi Hornie w powiecie borysowskim, z bardzo ubogich rodziców. 
Początkowe nauki pobierał w szkołach berezweckich u Bazylianów. Przed 
ukończeniem kursu nauk wstąpił do nowicyatu i wówczas przyjął imię 
Sebastyana, dlatego też bibliografowie są w kłopocie, biorąc jedną osobę 
za dwie. Na jednych bowiem pracach kładł imię zakonne, na drugich 
chrzestne. Nowicyat odbywał w Turokaniach i Żyrowicach. Dla dopeł- 
nienia nauk przeniesiony został ze szkół podubiskich, gdzie był nau- 
czycielem, do Uniwersytetu wileńskiego. Wówczas między Bazylianami 
wileńskimi był X. Fabrycki, który doskonale znał język grecki i hebraj- 
ski i ten Żukowskiemu wykładał te języki prywatnie w klasztorze. Nau- 
czyciel był znakomity, a uczeń pojętny, przeto Żukowski w krótkim 
stosunkowo czasie znakomite czynił postępy w obu tych językach, dzięki 
czemu został wezwany w Uniwersytecie na adjunkta do wykładów języka 
greckiego w r. 1805; a w r. 1808 po otworzeniu seminaryum głównego 
zaczął wykładać klerykom język hebrajski i na tem stanowisku pozostał 
do zamknięcia Uniwersytetu. Kurs nauk teologicznych odbył i magistrem 
teologii został; Święceń kapłańskich nie otrzymał, wystąpił z zakonu 
i dekretem konsystorza wileńskiego do stanu Świeckiego powrócony zo- 
stał. Mimo że księdzem już nie był, nie porzucał studyów nad Pismem Św., 
nad komentarzami do niego; czytanie ojców Kościoła stało się nawet 
dla niego potrzebą; w r. 1808 na wydziale teologicznym wykładał Iza- 
gogę; a w r. 1813 miewał lekcye archeologii biblijnej — a zatem oprócz 
powyższych studyów, musiał bez przerwy zajmować się językiem hebraj- 
skim, aby u źródła czerpać wiadomości do swoich wykładów. Prócz 
tego był on cenzorem ksiąg hebrajskich, więc dokładna znajomość języka, 
który w ciągu tylu wieków tylu ulegał zmianom, była konieczną. Próbę 
tłómaczenia niemal słowo w słowo Psalmu VII wprost z oryginału we- 
dług paralelizmu hebrajskiego z potrzebniejszymi przypiskami literackimi 
ogłosił w » Dziejach dobroczynności« (1822, 490). Znając języki wscho- 


dnie, zagłębiał się w literaturę Wschodu. Na pierwszem miejscu był 
Koran, który dokładnie roztrząsnął. Całą tą umiejętność zawdzięczał sam 
sobie, gdyż X. Fabrycki oprócz hebrajskiego i greckiego, innych wscho- 
dnich języków nie wykładał mu. Zasługuje na uwagę i to, że Żukowski 
z łatwością przyswajał sobie nauki; miał pewną wprawę w poszukiwa- 
niach naukowych, był wytrwały, cierpliwy. Przymioty te wielce mu po- 
służyły w naukach starożytności rzymskich i greckich; metodę zaczerpnął 
od Groddeka. A ponieważ przy podobnego rodzaju badaniach, nie można 
się w pół drogi zatrzymać, bo w miarę rozszerzania się widnokręgu wie- 
dzy, nowe nasuwają się przeszkody, wątpliwości, które umysł badawczy 
stara się usunąć, rozwinąć — przeto życie Żukowskiego tak się złożyło, 
że wszystkie chwile owej mozolnej pracy studyom poświęcił. Biegły 
w dziejach ludów starożytnych, ich sztuki i nauki, zaprawiony na cel- 
niejszych wzorach poezyi i wymowy starożytnej, gramatyk Ścisły, obe- 
znany gruntownie z tem wszystkiem, co wieki późniejsze od odrodzenia 
się nauk w sprawie filologii starożytnej dokonały; — był jednym z tych 
wszechstronnie a gruntownie wykształconych filologów, jakich nie wielu 
wówczas Wilno liczyło. Z nowszych literatur poświęcał się. polskiej. 
Zygmuntowską literaturę znał dobrze; niektóre ciekawsze zabytki prze- 
drukował. Był zapalonym bibliografem. Nie poprzestawał na bibliotece 
uniwersyteckiej, którą znał dobrze, będąc 20 lat przeszło pomocnikiem 
prefekta — lecz odbył podróże do Petersburga, Moskwy, Krzemieńca, 
Porycka, Szczors — i tam czynił naukowe poszukiwania. Znany był 
przez ówczesnych uczonych jako chętny do posług, dlatego radzi byli 
udawać się do niego w interesach literackich, które z wielką uprzejmo- 
ścią załatwiał. Jako profesor był łagodny, dla młodzieży przyjazny, o po- 
stęp jej w naukach bardzo dbały. Był członkiem wielu Towarzystw nau- 
kowych. O jego pracach literackich, ogłoszonych drukiem, mówiliśmy 
wyżej (3034, 3035, 3217, 3234, 3235). Umarł w Wilnie g 'lutego 1834 r. 
Dokładny życiorys Żukowskiego podał Jocher w »Zniczu« na rok 1835. 

Życki Tomasz. Urodził się w r. 1762 w Kupryszkach, w po- 
wiecie wileńskim. Do nauk gimnazyalnych przykładał się w Wilnie, 
tamże słuchał nauk fizyczno-matematycznych i stopień doktora filozofii 
w roku 1783 pozyskał. Karyerę nauczycielską rozpoczął w. tymże roku 
w szkole wydziałowej jako nauczyciel logiki i matematyki; a od roku 
1791 jako wiceprofesor Narwojsza prowadził w Szkole Głównej wykłady 
matematyki elementarnej aż do r. 1804. Rektor Strojnowski w nowo zor- 
ganizowanym Uniwersytecie nie zatrzymał Życkiego, lecz przeznaczył go 
na dyrektora gimnazyum w Wilnie. Na tem stanowisku przebył do roku 
1807. Gdy Jan Śniadecki został rektorem i zapragnął podnieść poziom 
nauk matematycznych przez odpowiednie poprzednio przygotowanie 





SZYMON ŻUKOWSKI. 


ZE ZBIORÓW L. UZIĘBŁY, 


FOTOGRAFOWAŁ DR. W. ZAHORSKI, 


uczniów do słuchania kursów wyższej matematyki, powołał Życkiego 
w charakterze prof. nadzwyczajnego na katedrę algebry, zaleciwszy mu 
rozpoczęcie wykładów od matematyki elementarnej, bez opuszczenia aryt- 
metyki. Tak więc Życki był pierwszym i zarazem ostatnim profesorem 
arytmetyki w Uniwersytecie wileńskim. Jundziłł wspominając o powo- 
łaniu Życkiego przez Śniadeckiego, przypuszcza (op. cit. 141), że nie 
względy wyżej przytoczone skłoniły rektora, lecz że miejsce dyrektora 
gimnazyum był Śniadecki zniewolony oddać Józefowi Kossakowskiemu. 
Życki pozostawał na stanowisku profesora algebry aż do wysłużenia 
emerytury w r. 1817. Po opuszczeniu katedry jako profesor emeryt był 
wizytatorem szkół. Po Śmierci Niemczewskiego powołanym został w r. 
1820 na dziekana wydziału, a po uwięzieniu Twardowskiego pełnił czas 
jakiś obowiązki rektora Uniwersytetu. Zakończył życie w Wilnie w r. 
1839. Pochowany na Rossie. Przed Śmiercią zapisał Towarzystwu dobro- 
czynności wileńskiemu 14.170 rubli. Jego bibliotekę wziął w spuściźnie 
synowiec jego Jan Życki, lekarz. Zakupili ją w r. 1889 na pudy han- 
dlarze starego papieru, od których nabyłem prawie kompletny zbiór pod- 
ręczników z dziedziny nauk matematycznych, używanych w Uniwersy- 
tecie i w szkołach podwładnych Uniwersytetowi. Mniej byłem szczęśliwy 
w nabyciu pozostałego po profesorze archiwum. Życki miał kopie wszyst- 
kich prawie urzędowych papierów za cały czas swego urzędowania w Uni- 
wersytecie; odezwy różnych osób, wizyty szkół, spisy słuchaczów, cyr- 
kularze i t. p. Papiery te, starannie i umiejętnie ułożone, stanowiły, jak 
zapewniają świadomi rzeczy, cenne materyały do dziejów szkolnictwa na 
Litwie od r. 1780 do 1831 roku. Na kilka lat przed moim przyjazdem 
do Wilna, za pięć rubli podobno sprzedano handlarzom starego papieru 
dwa czy też więcej wozów. Poszły one do sklepików na obwijanie my- 
dła i świec. Nic z tego zbioru nie uratowano. Prof. Rewkowski w ten 
sposób opisuje Życkiego: »1 Septembra 1822 roku postąpiwszy na wy- 
dział fizyczno-matematyczny Uniwersytetu poznałem dziekana, dawnego 
algebry profesora Tomasza Życkiego. Był to chudy, sztywny, średniego 
wzrostu staruszek, bezżenny, bezdzietny, wielkiego, mówili, funduszu, 
a skąpy aż do anegdoty, którą o nim względem oszczędzania pewnej 
części ubrania przy siedzeniu na krześle wymyślono. W domu bardzo 
cicho, szeptem prawie z każdym rozmawiał i gniewał się, kiedy który 
z młodzieży wejdzie, bywało, z hałasem i głośno mówić zacznie. Lubił, 
ażeby w dnie Świąteczne uczniowie z powinszowaniem do niego cho- 
dzili, i oddzielny dla tego rejestr niegrzecznych utrzymywał. Do prośb 
dziwacznych nawet, ale przyzwoicie zaniesionych, przychylał się; nie- 
kiedy byli księża, co nieskończywszy nauk, umieli wyprosić sobie sto- 
pień kandydata lub magistra, pod sekretem, ażeby nikomu o tem nie 


mówili. Jednem słowem był to nasz kochany oryginał dawnego czasu. 
Musiał mieć i naukę jakąś, lecz algebrę niegodziwie wykładał. Gdy o po- 
myłce w napisanej przez niego formule ostrzegł go który z uczniów, 
on prędko Ścierał wszystko z tablicy i zapytywał zmieszany — a gdzie 
pomyłka? Śmiali zeń wszyscy, ale kochali, bo złości żadnej w nim nie 
było. Był bardzo pobożny.... W prześladowaniach młodzież od niego 
nic nie cierpiała, lecz i obrony żadnej oczekiwać nie mogła«. Rozprawy 
naukowe Życkiego uwzględniłem powyżej (928—g932). 


ROZDZIAŁ LXIX. 


Znakomitsi uczniowie. 


W podanym poniżej spisie wychowańców Uniwersytetu wileńskiego 
wielu jest bezwątpienia bardzo znakomitych, gdyż stanowią ozdobę nie 
tylko szkoły, która ich wychowała, ale i zaszczyt dla społeczeństwa, do 
którego należą z urodzenia. Wielu — nie są wcale znakomitościami, 
chociaż w literaturze ilością dzieł przez siebie napisanych imponują; 
trzecią wreszcie kategorę stanowią ci wychowańcy, którzy aczkolwiek 
nie byli głośnymi poza granicami Litwy, w literaturze również nie za- 
znaczyli swej działalności jednakże przez swój wpływ dodatni na 
młodzież wielce się społeczeństwu zasłużyli. Jeżeli, ze względu na wy- 
rażenie znakomity, nie wszyscy poniżej podani są znakomitościami, to 
iluż rzeczywiście znakomitych wychowańców pominąć musiałem. Trudno 
jest zaprzeczyć, że w ciągu dwuwiekowego istnienia Akademii jezuickiej 
musiało bardzo wielu, kilkudziesięciu przynajmniej, być znakomitych wy- 
chowańców. Bez wątpienia byli. Między biskupami, między senatorami 
Świeckimi, wielu było wychowańców z Wilna, lecz trudno nam ich wska- 
zać i dowieść, że w Wilnie pobierali nauki. Julian Bartoszewicz, który 
tyle życiorysów znakomitości naszych napisał, wyjątkowo tylko wspo- 
mina, gdzie się do nauk przykładali. Bardzo być może, że sam nie wie- 
dział; lecz jeżeli wiedział a opuścił, to mnie krzywdę uczynił, pozba- 
wiając mnie możności wciągnięcia wielu z nich do spisów naszych. Tacy 
Sapiehowie, Tyszkiewiczowie, Chodkiewiczowie, Radziwiłłowie — kształ- 
cili się bezwątpienia w Wilnie, są nawet wzmianki niektóre, lecz pewno- 
Ści nie mamy. A biskupi? — zaledwie paru zapisaliśmy. A inni, zna- 
komicie zasłużeni ojczyźnie, czyż na domowem poprzestawali wychowa- 
niu wówczas, gdy Akademia jezuicka w Wilnie taką sławą się cieszyła?! 








JAN ALBERTRANDI, 


Z MUZEUM XX, CZARTORYSKICH W KRAKOWIE. 


Przeto spis ten jest niezupełny. Dla mnie znakomitym uczniem był ten, 
który albo znakomite dzieła napisał, albo zajął katedrę uniwersytecką, 
albo wreszcie znanym jest w literaturze. Najsłabiej reprezentowani są 
lekarze, nie dlatego, żeby między nimi nie było wielu rzeczywiście zna- 
komitych ludzi, ale dlatego, że lekarzom wileńskim poświęciłem już da- 
wniej niejedną rozprawę; — za to poeta, powieściopisarz, chociażby nie 
pierwszorzędny, naturalista lub filolog, jeżeli choć cokolwiek wydźwignął 
się nad poziom, został do spisu wciągnięty. Rzecz naturalna, że głównie 
uwzględniłen wychowańców ostatniego okresu uniwersyteckiego — gdyż 
o nich cośkolwiek mogłem odszukać, jak również znalazłem i na to do- 
wody, że nie byli zwykłymi, przeciętnymi ludźmi. 

Abłamowicz Ignacy. Był wychowańcem wileńskim. Po uzy- 
skaniu stopnia magistra filozofii, przeznaczony został do Krzemieńca, gdzie 
po Jentzu objął katedrę fizyki. Wykłady spisane zostały przez uczniów. 
Również w rękopisie zaległ i traktat o hydrostatyce. Po zamknięciu 
liceum w Krzemieńcu, Abłamowicz przeniesiony został do Kijowa na 
profesora fizyki w uniwersytecie św. Włodzimierza i na tem stanowisku 
dosłużył się emerytury. Ikonnikow w swoim słowniku profesorów kijow- 
skich podał szczegóły bio-bibliograficzne. 

Albertrandi Jan S. J. Pochodził z Warszawy, gdzie się uro- 
dził w 1731 roku. Początkowe nauki pobierał u Jezuitów; mając lat 19 
wstąpił do ich zgromadzenia. Odbywał nowicyat w Pułtusku, wyższych 
nauk słuchał w Akademii wileńskiej, gdzie szczególniej się przykładał 
do języków: hebrajskiego, łacińskiego i greckiego, niemieckiego, francu- 
skiego 1 włoskiego. W klasach gramatykalnych przez lat cztery uczył 
w Wilnie. Miał pamięć nadzwyczajną, co mu niezmiernie ułatwiało na- 
bywanie nauk. Po ukończeniu studyów, nauczał drugich w różnych ko- 
legiach. Chodyniecki w »Dykcyonarzu uczonych Polaków« powiada, że 
Albertrandi był z zakonu wypuszczony; zgadza się z tem Brown, cho- 
ciaż żadnego śladu wypuszczenia nie znalazł w archiwum rzymskiego 
domu profesów, a za to w katalogach prowincyi mazowieckiej imię jego 
mieści się tylko do r. 1769, stąd widać, że odtąd w zakonie nie był. 
Zwrócił na siebie uwagę biskupa Załuskiego, który mu powierzył pod 
zarząd swoją bibliotekę. Pracował Albertrandi lat kilka i w znacznej 
części katalogi ułożył tego ogromnego księgozbioru. Zbliżony do pry- 
masa Łubieńskiego, który oceniając oprócz dużej nauki i bystrość nad- 
zwyczajną, nieraz zasięgał jego zdania w kwestyach ważniejszych, po- 
wierzył mu na wychowanie swego synowca Feliksa Łubieńskiego, pó- 
źniejszego ministra sprawiedliwości. Po Śmierci prymasa, razem ze swym 
wychowańcem przeniósł się do konwiktu szlacheckiego warszawskiego. 
W konwikcie napisał dla niego historyę rzymską i polską, a dla dal- 


szego wykształcenia wyjechał z nim do Włoch. Podczas pobytu w Rzy- 
mie, poświęcał się Albertrandi badaniom starożytności. Zebrał zbiór nie- 
mały medali greckich i rzymskich, który starannie opisał W r. 1773 
powrócił do kraju. Stanisław Poniatowski nabywając od Łubieńskiego 
zbiór medali, zapoznał się z Albertrandim i do swego boku powołał 
w charakterze lektora. Był prócz tego zarządzającym biblioteką królew- 
ską i zbiorem rycin. Porządkując te zbiory i opisując, lat kilka na to 
poświęcił. Wówczas przekonał się Albertrandi, że do dziejów polskich 
wiele brakuje; przeto król uposażywszy go odpowiednio, wysłał do Włoch, 
aby celem dopełnienia zbiorów do dziejów ojczystych, rozpoczął poszu- 
kiwania w bibliotece watykańskiej i innych publicznych zbiorach i mu- 
zeach. Trzy lata poświęcił na studya Albertrandi i sto dziesięć wolumi- 
nów przepisał własnoręcznie. Niezależnie od tego pomnożył zbiory kró- 
lewskie wykopaliskami z Herculanum 1 Pompei. Z temi bogactwami 
powrócił do Warszawy w r. 1785, za co medal złoty z rąk królewskich 
otrzymał. W r. 1789 w tymże celu wyjechał do Szwecyi, mianowicie do 
Sztokholmu i Upsali, gdzie między innemi znajdowała się biblioteka 
jezuicka z Brunsberga wywieziona przez Gustawa Adolfa; skąd znowu 
przywiózł kilkadziesiąt woluminów własnoręcznie przepisanych, w wa- 
runkach niezwykłych, gdyż zabroniono mu przepisywać dzieła i wyjątki 
z nich robić; obdarzony, jakeśmy to zaznaczyli, nadzwyczajną pamięcią, 
w bibliotekach tylko czytał, a w domu spisywał. Za takie prace został 
szlachcicem, kawalerem orderu Św. Stanisława i przedstawiony został na 
biskupa. W r. 1796 konsekrowany był na biskupa zenopolitańskiego. 
Za czasów pruskich, gdy się utworzyło w Warszawie Towarzystwo przy- 
jaciół nauk, Albertrandi został pierwszym jego prezesem i na tem sta- 
nowisku mając lat 77 zakończył życie w r. 1808. O jego pracach ogło- 
szonych drukiem wyżej mówiliśmy (2271—2277, 2550, 2966). 
Ancuta Jerzy Kazimierz. Młodszy, rodzony brat Macieja, 
biskupa wileńskiego. Wielądek zaś utrzymuje, że biskup był stryjecznym. 
Jeden ze znakomitych uczniów wileńskich. Znakomity filolog, chociaż 
nie zarzucał teologii, retoryki, logiki i poezyi. Przy protekcyi brata, zna- 
lazł łaskę u biskupa wileńskiego Brzostowskiego, który go promował, 
posuwając coraz wyżej w hierarchii duchownej. Był więc od 28 września 
1708 kanonikiem wileńskim po Śmierci Marcina Wołłowicza. Następnie 
doktoryzował się w Wilnie na doktora teologii. Po bracie został oficya- 
łem i proboszczem kaplicy św. Kazimierza. Zajmował się literaturą prze- 
ważnie starożytną, słynął jako kaznodzieja. Pod numerem 3730 podałem 
dzieło »Jus plenum Religionis Catholicae«, którego autorem podług 
Brown'a jest profesor Stanisław Sokulski, a podług Bartoszewicza Jerzy 
Kazimierz Ancuta. Że zaś nowością żadną nie jest, iż profesorowie dzieła 


swoje ogłaszali pod imieniem uczniów, przeto bardzo być może, że i cy- 
towane, głośne bardzo dzieło napisał Sokulski i wydał pod imieniem 
swego ucznia. W każdym razie dzieło to było ogłoszone dlatego, że 
w r. 1718 na sejmie grodzieńskim podali dyssydenci książkę: » Libellus 
supplex« i prosili w niej o zachowanie dawniejszych praw swoich i pre- 
rogatyw. Pismo pod imieniem Ancuty wydane, również na sejm gro- 
dzieński w r. 1819 było przygotowane. Dowodzi w niem autor, że dyssy- 
denci żadnych praw nie posiadali do urzędów ani w Polsce ani w Litwie; 
głosu nie mieli ani active ani passive. Dyssydenci sprawę przegrali na 
tym sejmie, na którym czytano pismo Ancuty i rozrywano je. Autor 
dedykował swą pracę prymasowi Szembekowi. Kiedy pokazał się w izbie 
Andrzej Piotrowski, poseł wieluński, dyssydent, nie pozwolono mu głosu 
podnieść i owszem wykluczono z izby. Ostatni też to był poseł dyssy- 
dencki aż do czasów Stanisława Augusta, gdy konstytucya stosowna 
zaraz na tymże sejmie stanęła. Oczywiście wywołało to pismo wielkie 
gniewy dyssydentów. W Królewcu wyszło przeciw niemu inne pismo 
w r. 1721 p. t.: »Prodromus Poloniae«; miały to być jedynie przednie 
czaty, za któremi wielkie dzieło zbijające kategorycznie wywód histo- 
ryczny Ancuty wyjść miało, ale czy wyszło, nie wiadomo. To pewna, 
że autor Prodromu nie oszczędzał wcale Ancuty, który mu nie przeba- 
czył, ale zaraz w r. 1721 ogłosił nowe pismo: 

3782. Stadiodromus orthodoxus, Erratici Heterodoxi, vestigator 
Prodromi seu manifesta deprehensio errorum ineptiarum, contradictio- 
num anonymi dissidentis. Vilnae, typ. Soc. Jesu, 1721, 89% 68. 

Skrytykowawszy sam tytuł pisma swego przeciwnika, wyświeca 
w ciągu tej odpowiedzi i pomyłki jego we względzie prawa boskiego, 
kościelnego, cywilnego i mniemanych swobód dyssydenckich; naostatek 
chwyta przeciwnika na braku logiki w rozumowaniu. Książeczka ta więcej 
polemiczna, niż ze strony prawnej wyświecająca przedmiot sporny. Oprócz 
pióra, czynem służył Ancuta Kościołowi. Należał do najuczeńszych teo- 
logów i mowców litewskich, był cenzorem ksiąg, egzaminatorem dye- 
cezalnym; z dyssydentami często miewał dysputy. Po bracie wziął refe- 
rendarstwo litewskie, które już miał podobno w r. 1719. Później, już po 
Śmierci brata, biskup wileński Pancerzyński dał mu sufraganię, a papież 
prekonizował go wtedy na biskupa antypatreńskiego. Był podobno jeszcze 
i koadjutorem wileńskim, tak, że wszystkie urzędy brata zajmował po 
kolei, jedne za drugimi. Umarł za biskupa Zienkowicza 16 maja 1737r. 
Pochowany w katedrze. 

Pismo »Jus plenum« wygubili dyssydenci tak dalece, że już za 
Stanisława Augusta było rzadkością, i to skłoniło Leona Pruszanow- 
skiego, stolnika rzeczyckiego, do ogłoszenia go po polsku, w czasie kiedy 


URIWEROYTET wNSŃSKU TOM III, 24 


e 370 == 


sprawa dyssydentów znowu na widownię wystąpiła, t. jj w roku 1767. 
Pismo to wyszło p. t. »Prawo zupełne wiary katolickiej w Koronie 
i w Wielkiem Księstwie Litewskiem« i t. d. 

Andrzejowski Antoni. Pochodził z Wołynia, gdzie się uro- 
dził w r. 1785. Pierwotne nauki pobierał w Międzyrzeczu koreckiem; 
do nauk przykładał się w Wilnie, poczem mianowany został adjunktem 
zoologii i botaniki w liceum krzemienieckiem. Czas wolny od zajęć 
obowiązkowych poświęcał na wycieczki naukowe po Wołyniu, Podolu, 
Ukrainie, a rezultaty opisywał i ogłaszał drukiem. Po otworzeniu Uni- 
wersytetu św. Włodzimierza, a po zamknięciu liceum w Krzemieńcu, 
Andrzejowski przeniósł się do Kijowa, gdzie na katedrze do r. 1839 
przebywał, W tym roku przeniesiony do Nieżyna, pozostawał tam aż 
do wysłużenia emerytury. Następnie jako profesor emeryt zamieszkał 
w Stawiszczach, gdzie urządził ogród botaniczny — nie porzucając zajęć 
naukowych do sędziwej starości. Umarł w r. 1868. O jego pracach bo- 
tanicznych i wogóle przyrodniczych, mówiliśmy wyżej (599—602, 682, 
683, 684). Będąc już w sędziwych latach, napisał nader zajmujący pa- 
miętnik p. t. | 

3783. Ramoty starego Detiuka o Wołyniu. Wilno, Kirkor, 1861 — 
1862, 8% 4 tomy. 

Mniej głośną, lecz i mniej ważną jest jeszcze następująca praca: 

3784. Ramoty. Serya druga. Powieści z dziejów ojczystych: »Syno- 
wie Władysława Hermana«<; »Dobiesław«. Kraków, 1866. 

Baliński Michał. Urodził się w majętności dziedzicznej Te- 
respolu na Litwie 14 sierpnia 1794 roku. Był synem Ignacego, cześnika 
naówczas inflanckiego i komisarza cywilno-wojskowego województwa 
wileńskiego, i Anny Korsakówny. Nauki gimnazyalne odbywał w Wilnie, 
a od r. 1812 do 1818 i uniwersyteckie. Stopień magistra filozofii otrzy- 
mał w r. 1815. Studyował nauki matematyczno-fizyczne i humanistyczne. 
Dobrze znał język grecki i łaciński. Niezależnie od powyższych umie- 
jętności, słuchał kursu prawa u Cappellego i Daniłowicza. Przykładał 
się także do języka i literatury włoskiej. Historyę studyował pod Lele- 
welem. Działalność literacką rozpoczynał w »Dzienniku wileńskim«. 
W r. 1816 wydrukował Baliński obszerne studyum kompilacyjne: » Obraz 
państwa Wielkiej Brytanii«, gdzie mianowicie strona cywilizacyjna i po- 
lityczno-prawna szczegółowo zostały uwzględnione. Rzecz na owe czasy 
dokładna i gruntowna. Zaznajomiwszy się z Lelewelem, założył w roku 
1815 czasopismo: » Tygodnik wileński« i wówczas rozpoczął działalność 
swoją jako publicysta i dziennikarz, najpierw pomagając Lelewelowi 
w redagowaniu, a później samodzielnie prowadząc to pismo. Nie zanied- 
bywał i literatury pięknej. Napisał bowiem w r. 1817 życie Bokacyusza 


s" 27h 57 
i parę nowel z jego Dekameronu przełożył. Należał do Towarzystwa 
»Szubrawców« i pod nazwiskiem Auszlawisa zasilał » Wiadomości bru- 
kowe«, a w »Tygodniku« zdawał sprawę z czynności »Szubrawców«. 
Wiersz » Mixtum chaos« i » Kodeks szubrawski«, które znajdujemy w »Ty- 
godniku«, są pióra Balińskiego. W r. 1818 udał się w podróż zagrani- 
czną. Zwiedził zakłady górnicze w Fryburgu i został członkiem Towa- 
rzystwa mineralogicznego w Dreznie. Za powrotem opisał w » Dzienniku 
wileńskim«: »Wiedeń w r. 1818«, i »Podróż do Szwajcaryi saskiej<. 
Od r. 1820 do 1833 był członkiem komisyi sądowej edukacyjnej wileń- 
skiej i w tym czasie nic nie drukował. Dopiero gdy przestał urzędować, 
ogłosił w r. 1835: »Opisanie statystyczne miasta Wilna«, a w roku na- 
stępnym: »Historya miasta Wilna«. W  »Wizerunkache brał także 
udział i tu pomieścił biografię Jana Potockiego. Około tego czasu, dla 
wychowania synów, przeniósł się do Warszawy, gdzie bawił do r. 1847, 
pełniąc obowiązki komisarza do nadzoru handlu księgarskiego i członka 
komitetu egzaminacyjnego. W Warszawie też rozwinęła się nadzwyczaj 
żywo jego działalność literacka, przeważnie dziejopisarska. Wyszukany 
po większej części przez niego materyał historyczny dawał mu pochop 
do osnucia zarysu, opracowanego pod względem literackim starannie, 
lecz zazwyczaj niewyczerpującego danej sprawy. Pierwszą taką pracą, 
która rozgłosiła nazwisko Balińskiego więcej niż poprzednie, były »Pa- 
miętniki o królowej Barbarze«. Niezwykłe powodzenie zachęciło autora 
do dalszej pracy w tym kierunku. W założonej przez siebie razem z in- 
nemi osobami »Bibliotece warszawskiej« umieszczał ciekawe monografie, 
z których utworzyły się, w połączeniu z Pamiętnikami o królowej Bar- 
barze: »Pisma historyczne« w czterech tomach. Pisma te niemałe miały 
znaczenie naówczas — przedewszystkiem przyczyniły się one do rozja- 
Śnienia wielu zagadnień dziejowych i zachęciły wielu badaczy do pracy 
około ojczystej historyi. Jakkolwiek »Pisma« te w obecnej chwili, po 
ogłoszeniu dokumentów, nieznanych wówczas Balińskiemu, wartość pier- 
wotną utraciły, w każdym razie zasługa Balińskiego nie zmniejszyła się 
przez to. W tym okresie czasu napisał i drukiem ogłosił: » Historyę pol- 
ską«, »Pielgrzymkę do Jasnej Góry« i wreszcie z Tymoteuszem Lipiń- 
skim wydał »Starożytną Polskę«, dzieło nadzwyczaj sumiennie opraco- 
wane i niezmiernie pożyteczne. Brał czynny udział w Encyklopedyi 
powszechnej Gliicksberga; zajmował się zbiorowem wydaniem dzieł 
Jana i Jędrzeja Śniadeckich. Wydanie to nie jest kompletne, gdyż naj- 
ważniejsze prace pominięte zostały. Ukończywszy urzędowanie w War- 
szawie, powrócił w r. 1847 w strony rodzinne. Wybrany został kurato- 
rem honorowym instytutu szlacheckiego w Wilnie, a później wicepre- 


zesem komisyi archeologicznej i współredaktorem jej pamiętników. 
24* 


W roku 1856 ogłosił »Studya historycznee, gdzie prócz polemiki 
z autorami, którzy krytykowali dawniejsze jego prace, pomieścił kilka 
ważnych studyów, jak np. »Jan Śniadecki i Czacki«, »Napoleon i Jan 
Śniadecki«. W dwa lata później wyszło tłómaczenie jego dzieła » Więzienie 
Jana Kazimierza we Francyi« w Wanemberga zbiorze » Dziejopisarze polscy «< 
1 »Historya Islandyi«. W r. 1859 ogłosił » Pamiętniki historyczne z XVII 
wieku Obuchowicza i Cedrowskiego«; wreszcie w r. 1862 ogłosił »Da- 
wna Akademia wileńska. Próba jej historyi«. Bardzo to ważna praca; 
więcej niż połowę dzieła, część druga, zajmuje życiorys Poczobuta, na 
korespondencyi tegoż z Chreptowiczem osnuty. Część pierwszą traktował 
po macoszemu, gdyż tę część uważał za tło, na którem Poczobuta przed- 
stawił. Baliński rozporządzał jeszcze materyałami, dziś już niedostępnymi, 
dlatego powinien był nie poprzestając na ryczałtowem potępieniu Jezui- 
tów i ich szkoły, zupełnie objektywnie zaregestrować to wszystko, czem 
rozporządzał, Byłaby to próba historyi, jak ją nazywa, a nie życiorys 
Poczobuta, jak jest w rzeczywistości. Koroną działalności literackiej i nau- 
kowej Balińskiego są jego »Pamiętniki o Janie Śniadeckim«. Praca to 
bardzo ważna, monografia wyśmienita, a jednak i tu Balińskiemu zarzu- 
cić można, że mogąc nie podniósł jej choćby o pół tonu wyżej. Przed- 
stawiłby nam dzieje rozwoju oświaty w Polsce od końca XVIII wieku 
aż do Śmierci Jana Śniadeckiego, tj. do końca prawie istnienia Uniwer- 
sytetu w Wilnie. Żałować przychodzi czytając tę znakomitą pracę, że 
Baliński w wielu wypadkach odwołuje się do przyszłego historyka Uni- 
wersytetu, któremu rozwiązanie jakiejś kwestyi porucza, kwestyi, którą 
mógłby sam, gdyby chciał, najdokładniej rozwiązać. Jeżeli kiedy, to w da- 
nym wypadku skromność autorska była zupełnie nie na miejscu. Baliński 
korespondencyę rektora miał w swem rozporządzeniu; o wielu rzeczach 
wiedział dokładniej niż inni; o niektórych dowiedziałby się od Malinow- 
skiego i Homolickiego, ówczesnych literatów wileńskich; słowem, mógłby 
z tego dzieła utworzyć rzecz historyczną wartości ogromnej — bo jak- 
kolwiek Baliński nie był orłem, przecież był uczonym, sumiennym i głę- 
bokim erudytą. Powiedzieliśmy, że Pamiętniki o Janie Śniadeckim były 
ostatnią pracą Balińskiego. Nie jest to Ściśle. Praca ta wyszła rzeczy- 
wiście już po Śmierci autora, lecz nim drukować ją zaczęto, pisywał 
Baliński artykuły do Encyklopedyi Orgelbranda i » Listy z nad brzegów 
Kwienty« do »Gazety warszawskiej «. 

Potrzeby społeczeństwa dobrze rozumiał i dla tego społeczeństwa 
uczciwie i pożytecznie pracował. Zakończył życie 3 stycznia 1864 roku. 
Prace Balińskiego opisałem wyżej (3, 4, 2122, 2123, 2278—2287). 

Baliński Stanisław. Urodził się w Wilnie 2 maja 1782 r. 
Po ukończeniu nauk w rodzinnem mieście ze stopniem magistra filozofii, 





MICHAŁ BALIŃSKI. 


„FOTOGR. DR. W. ZAHORSKI, 


== Z). FF 


oddał się literaturze i sztukom pięknym, do których wiele miał zdol- 
ności. Mianowicie celował w rysunku, ucząc się go od Rustema, a do- 
skonałąc się coraz bardziej w towarzystwie przyjaciela swego Damela, 
słynnego malarza. Zajmował się także rytownictwem na miedzi. Pierw- 
szym owocem jego literackiej działalności było tłómaczenie wierszem 
komedyi Regniarda p. t. »Gracz«, które zaległo w rękopisie. Biografię 
swego wuja, generała Tadeusza Korsaka, napisał po francusku dla »Sło- 
wnika biograficznego«, W roku 1803 wyjechał za granicę do środkowej 
Europy, skąd powróciwszy w r. 1805 przerwane zajęcia naukowe na- 
wiązał na nowo. Ogłosił drukiem » Maxymy de la Rochefoucauld « (2236). 
W r. 1810 udał się do Warszawy i został sekretarzem do ekspedycyi 
zagranicznej w ministeryum sprawiedliwości, do czego nadawał się jako 
umiejący wiele języków europejskich. Z polecenia ministra hr. Feliksa 
Łubieńskiego napisał i wydrukował rozprawę pierwszą w tym rodzaju 
w Polsce pod tytułem: 

3785. O fabrykacyi cukru z białych buraków. Warszawa, 1811, 89. 

Kiedy rząd Księstwa Warszawskiego opuszczał Warszawę, udając 
się za wojskiem do Krakowa, Stanisław Baliński również opuścił War- 
szawę i 13 lutego 1813 r. zakończył życie w Krakowie. 

Bejnart Wojciech. Kanonik wileński, wychowaniec i doktor 
Akademii wileńskiej, słynny z ofiarności, przez założenie konwiktu dla 
młodzieży przy Uniwersytecie. Utonął około Werek w r. 1680. 

Bernatowicz Feliks. Urodził się we wsi Opuszata w Augu- 
stowskiem w r. 1786. Nauki pobierał w Krzemieńcu i w Wilnie. Książę 
Adam Czartoryski G. Z. P. zwrócił się do rektora Śniadeckiego, aby mu 
zalecił młodego człowieka na osobistego sekretarza, któryby dobrze znał 
język polski; wybór padł na bardzo zdolnego Bernatowicza, który wła- 
Śnie kończył nauki na wydziale literackim. Bernatowicz przeniósł się do 
Sieniawy, gdzie i w towarzystwie owoczesnem i w częstych zagrani- 
cznych podróżach dopełnił swego wykształcenia. Kiedy książę jenerał 
zakończył życie w r. 1823, Bernatowicz przeniósł się do Puław, gdzie 
został bibliotekarzem. Wiele pracował nad sobą, a miał niepospolite zdol- 
ności; wszystko to zniszczyła nieszczęśliwa miłość, dostał obłąkania umysłu. 
Leczono go bardzo starannie, wszystko napróżno. Względnie w młodym 
wieku, w chwili, gdy imię jego jako powieściopisarza zaczęło szeroko 
rozbrzmiewać — zszedł do mogiły. - Umarł w r. 1836. Pochowany na 
cmentarzu w Łomży, gdzie postawiono mu pomnik z wymownym napi- 
sem: »Autorowi Pojaty«. Znając doskonale języki europejskie, zaczął 
działalność swą literacką od przekładów dzieł francuskich; później pró- 
bował sił swych w dramacie — lecz próby były niezadawalniające; prze- 


— 374 — 


szedł wreszcie do powieści i to mu zapewniło głośne imię w literaturze 
ojczystej. Wydane bezimiennie w r. 1820: 

3786. Nierozsądne śluby. Listy dwojga kochanków na brzegach 
Wisły mieszkających. Warszawa, 1820, 89% 2 tomy, 
bardzo się podobały. Zwrócono na nie uwagę i dlatego, że głośny literat 
1 poeta warszawski, również wychowaniec wileński, jenerał Kropiński, 
zarzucał nieznajomemu autorowi plagiat. Rozumiejący się na rzeczy wie- 
dzieli o tem dobrze, że »Nierozsądne Śluby«, będąc utworem doskonale 
napisanym, nie mogą być plagiatem niedołężnej »Julii i Adolfa«<; a po- 
wszechność czytająca rzuciła się chciwie do czytania utworu, o który 
dopomina się taki znakomity Kropiński. Koroną prac Bernatowicza jest 
»Pojata« (3116). Zapewniła ona autorowi znakomite imię w literaturze; 
napisaną jest znakomicie i dziś jeszcze czyta się z wielkiem zaintereso- 
waniem. Bernatowicz naśladując Walter Scotta, przystępował z przygo- 
towaniem do pracy. Przedewszystkiem poczynił poważne studya, prze- 
wertował w bibliotece puławskiej materyały odnoszące się do unii Litwy 
z Polską. Udał się na Litwę do tych miejsc, gdzie bohaterowie jego 
powieści mieli odgrywać główną rolę; badał miejscowe zwyczaje i oby- 
czaje; słowem z wielkiem przygotowaniem się i dobrą znajomością tech- 
niki przystąpił do rzeczy. Jeżeli do tego dodamy jeszcze talent, ową 
iskrę Bożą — to rzecz naturalna, że stworzył arcydzieło. »Pojata« jest 
pierwszą z powieści polskich, napisaną bardzo dobrze, a jedyną ze 
wszystkich powieści Bernatowicza. Inne prace, mniej już dobre, są na- 
stępujące: 

3787. Nałęcz, romans z dziejów Polski. Warszawa, 1828, 3 tomy. 

Ostatnią pracą, która zapowiadać się zdawała, że »Pojata«< nie bę- 
dzie jedynem, sławnem dziecięciem Bernatowicza, to dwa obrazki p. t.: 

3788. Powieści z podań ludu i obyczajów krajowych. Powódź. Re- 
ginka z Siemihowa. Warszawa, 1834. 

Była to pieśń łabędzia, poetyczna, naturalna, Świetnej kompozycyi, 
ale była już ostatnią. 

Bochwic Floryan. Wychowaniec wileński. O jego pracach 
filozoficznych z odcieniem mistycznym, mówiłem wyżej (2237 —2239). 
Niektórzy literaci zarzucają Bochwicowi, że w każdym trudniejszym wy- 
padku tuli się pod skrzydła wiary objawionej; lecz co szczególniejsza, 
że mają mu to za złe; ażali byłoby lepiej, gdyby się tulił do wiary nie- 
objawionej?! 

Bohomolec Fraciszek S. J. Urodził się 29 stycznia 1720, 
z ojca Pawła starosty dworzyckiego, herbu Bogorya. Mając lat 17 wstąpił 
do Jezuitów w Wilnie d. 24 czerwca 1737, gdzie pierwotnie do nauk 
się przykładał. Po ukończeniu Akademii wileńskiej, wysłany został do 


"w 79, FE 


Rzymu dla dalszego kształcenia się w naukach. Po powrocie nauczał 
w Collegium Nobilium, najpierw w Wilnie, później w Warszawie, gdzie 
według Janockiego był pierwszym, który się starał zaszczepić czystą 
polszczyznę. Na tem stanowisku zastała go kasata zakonu. Pozostał 
w Warszawie, mając pozawiązywane stosunki literackie z wpływowemi 
osobami i prócz tego posiadając nie wielką lecz stałą pensyę przywią- 
zaną do tytułu konsyliarza królewskiego, jaki posiadał. Zasługi literackie 
Bohomolca były wielorakie. On, stosując się do ducha czasu, pierwszy 
zaczął pisać komedye polskie; jest ich 23, z których 5 przerobionych 
jest z Moliera, dwie przetworzone z języka łacińskiego, jedna ks. Karola 
Porć: »Ojciec nieroztropny«, druga ks. Gabryela Lejay »Filozof Panc, 
inne są oryginalne. Bohomolec założył czasopismo »Monitor« — z czego 
łatwo wnieść, że wychowaniec wileński dobrze się społeczeństwu zasłużył. 
Nie poprzestając na powyższem, zaczął wydawać dawne kroniki polskie, 
rozszerzając wśród czytelników wiadomości o dziejowej przeszłości Polski. 
Że zaś kroniki polskie dawniej wydane były już wówczas rzadkiemi,' 
przeto Bohomolec przedrukami oddał usługę dzisiejszym uczonym. 

Jako człowiek towarzyski, uprzejmy, dowcipny, przytem poeta — 
Bohomolec był wszędzie mile widziany, był ozdobą każdego zebrania 
towarzyskiego. Sławna piosenka o »Kordyszu« powstała na zebraniu 
u Łyszkiewicza; pieśń ta dała Bohomolcowi wstęp na »czwartkowe 
obiady«. Na jednym z tych obiadów zaimprowizował »Pochwałę weso- 
łości«, która się wszystkim podobała i wywołała odpowiedź Krasickiego. 
Takim był w towarzystwie, poza domem. W domu zaś był pobożnym, 
dobroczynnym i pracowitym. Testamentem porobił różne legata, nie za- 
mykając ubogiego mieszka i za życia. Jako autor jest bardzo płodny. 
Redagował » Wiadomości warszawskie« do r. 1773, później zdał je Łu- 
skinie, a sam objął zwierzchni nadzór nad drukarnią pojezuicką. Dwa- 
dzieścia lat redagował » Monitora«. Należał do owej partyi ludzi uczo- 
nych, którzy wywierali niemały wpływ, budzili życie umysłowe, kształ- 
cili język i zakładali fundamenta dzisiejszej oświaty i cywilizacyi. Po- 
nieważ był tylko człowiekiem, przeto doskonałością nie był: duch czasu 
1 atmosfera dworu królewskiego, słowem tak zwany »wiek oświecony: 
objawia się poniekąd w pismach jego, co stanowi już ujemną stronę 
jego; albowiem wyższe moralne poczucie temi pismami było w części 
tamowane. Dzieła jego niektóre, wyżej już podałem (3120—3124), obecnie 
notuję te, które powyżej opuściłem: 

3789. Komedye. Lublin, 1757, 129% 3 tomy; Lwów, Śchlichting, 
1758, 8%; Warszawa, 1772—1775, 8? 5 tomów. 

3790. Epistola Thesibis respondens ad scriptum Augusti Tittel, 
magistri gnesnensis sub titulo: Exhortatio ad excutiendum romani Pon- 


tificis jugum, quod in MSS. missum fuit ad Magnates Poloniae, s. L. 
1754, 4. 

3791. Orationes ..... S. J. Sacerdotis. Varsaviae, druk S. J. 1763, 
80% 8, 261. 

3792. Zbiór dziejopisów polskich we czterech tomach zawarty, wy- 
danie X. ..... S. J. Warszawa, druk S. J. 1764—1768, fol. Cztery tomy 
zawierają kronikę Bielskiego, Stryjkowskiego, Gwagnina i Kromera. 

3793. Listy różne ku chwalebnej ciekawości i chrześcijańskiemu 
zbudowaniu służące z Azyi, Afryki i Ameryki niegdyś od missionarzów 
Soc. Jesu w rozmaitych językach pisane. Przekład. Warszawa, druk S. J. 
1767, 4 541. 

3794. Zabawy oratorskie. Warszawa, druk S. J. 1755, 8” 144, 154. 
Trzy wydania, 

3795. Życie Jerzego Ossolińskiego. Warszawa, 1777, 89% 10, 493, 
5+317, 3. 

3796. Życie Jana Zamojskiego. Warszawa, 1775, 8% 6, 292, 4. 
Kilka wydań. 

3797. Życie Stanisława Orzechowskiego. Życie Jakóba Górskiego, 
przy wydanem przez Bohomolca życiorysie Tarnowskiego, napisanym 
przez Orzechowskiego. Warszawa, 1773. 

3798. Opisanie państwa tureckiego. Warszawa, druk S. J. 1770, 
8% 8, 189. 

3799. Historya o podróżach p. de la Harpe. Warszawa, 1783— 
1794, 89% 5 tomów. To tłómaczenie jest zbiorowe. 

3800. Monitor. Wychodził u Mitzlera od 1765—1784. Najpierw 
co tydzień po pół arkusza, lecz od numeru 12 dwa razy na tydzień. 
Przywilej na wydawanie Monitora, który był naśladowaniem »Specta- 
tora< angielskiego, otrzymał Bohomolec 29 sierpnia 1766. 

Umarł 24 marca 1784 roku. Pochowany na Powązkach, bez gro- 
bowego napisu. 

Bohomolec Jan S. J. Urodził się 27 stycznia 1724. Był rodzo- 
nym, młodszym bratem Franciszka. Do zakonu Jezuitów wstąpił w Wil- 
nie 1739 roku i w nim przez lat 30 pozostawał. Nauki Średnie i wyż- 
sze pobierał w Akademii wileńskiej, gdzie pozyskał stopień magistra 
nauk wyzwolonych i filozofii. W niższych szkołach uczył cztery lata, 
wykładał filozofię sześć lat i tyleż lat był prefektem szkół; był misyo- 
narzem, ministrem kolegium warszawskiego, w czasie zniesienia zakonu 
był profesorem teologii. Po kasacie przeniósł się do domu Franciszka 
Bielińskiego, pisarza wielkiego koronnego. Następnie otrzymał probostwo 
na Pradze i wówczas to tak wiele zrobił dobrego dla swej parafii, że 
stał się głośnym. Przesądy o upiorach, czarownicach, wpływ komet na 


— 377 7" 


losy ludzkie, jeżeli nie wykorzenił zupełnie, to pismami swemi wielki 
sprawił wyłom w poglądach na te przesądy. Każdy z tych przesądów 
roztrząsnął umiejętnie i w sposób przystępny a zajmujący wytłómaczył 
go. Oto te dzieła, które imię Bohomolca głośnem i sławnem uczyniły: 

3801. Prognostyk zły czy dobry komety r. 1769 i 1770 albo natura 
i koniec komet z przydatkiem opisania krótkiego obrotu niebios i rejes- 
trem tak komet jako też i przypadków ważniejszych od potopu świata 


do tego roku, przez ..... prof. teologii. Warszawa 1770, 89, 8, 36, 304. 
3802. Dyabeł w swojej postaci z okazyi pytania, jeśli są upiory, 
ukazany przez X. ..... S. J. Teologii profesora, w Warszawie u Michała 


Grólla 1773—1777, 4 tomy, 8p, 374, 317, 250, 238. 

Dzieło to składa się z trzech części. Pierwsza część wyszła w dru- 
karni jezuickiej 1772 roku, 89, 14, 374, przedrukowana w 1775 u Grólla; 
Druga częś wydaną została w roku 1775 w dwóch tomach u Grólla, 89, 
370 i 250; trzecią część stanowi: »Przydatek do książki » Dyabeł w swo- 
jej postaci, o objawieniu się duchów przez W. X. ..... nauk wyzwolo- 
nych i teologii doktora, proboszcza skaryszewskiego 1 praskiego. War- 
szawa, Gróll 1777, 80, 2, 250, 250, 20. 

3803. Responsio ad Censuram Libri de natura et potestate Dae- 
monis, data anno 1773 per R. D. ..... praepositum Pragensem et Sko- 
ryszoviensem. Warszawa 1775, 80, 233. 

3804. Odpowiedź na zarzuty względem przeznaczenia boskiego. 
Warszawa, druk Ś. J. 1766, 80. 234. Bezimiennie. 

Świat uczony przyjął te dzieła z uznaniem rzetelnej ich wartości. 
Naruszewicz pisał dla nich pochwałę, a nawet uczcił je powieścią rymo- 
waną p. t. »Bazyliszek«, drukowaną w »Zabawach przyjemnych i poży- 
tecznyche. Dla ogółu zaś były te dzieła, że tak powiem, filozofią popu: 
larną, opartą na zasadach wiary i rozumu. Rozkupiono je więc, dlatego 
Gróll część pierwszą powtórnie wydał. Dzieła Bohomolca należą dziś do 
rzadkich. Noszą w sobie koloryt swego czasu, a oprócz tego mają dla 
nas jeszcze i zajmującą stronę, mieszcząc w sobie zbiór różnych podań 
o duchach i spraw urzędowych z czarownicami. Bohomolec był filantro- 
pem, cały majątek swój przeznaczył na cele dobroczynne. Dbał o wzrost 
nauk, pragnął postępu ludzkości, lecz pragnął, aby ten rozwój, ten postęp 
nie odstępował od zasad Kościoła. Skoro więc spostrzegł lekceważenie 
i zaniedbywanie religii, usuwał się od tych, którzy byli innego zdania, 
przepowiadając im zawody i upadki. Gdy zaś w tym duchu zaczął prze- 
mawiać z ambony, wielką burzę ściągnął na siebie. Było to 1o września 
1794 roku. Szczęściem przyjaciele osłonili go i obronili. Upadek kraju 
wstrząsnął nim, jak tylu innymi — dostał obłąkania umysłu i umarł 


u Bonifratrów 17 lutego 1795 roku mając lat 71. Pochowany na Powąz- 
kach, gdzie przyjaciele wystawili mu pomnik na grobie. 

Bohusz Franciszek Ksawery S. J. Urodził się 1 stycznia 
1746 w powiecie wiłkomirskim. Do zakonu Jezuitów wstąpił 26 września 
1761 roku; w Akademii wileńskiej rozpoczynał i kończył nauki. W cza- 
sie kasaty Zakonu był w Grodnie nauczycielem języka francuskiego 
w kollegium i przełożonym konwiktu, a zarazem był czwarty rok na 
teologii. Pozostawiony bez zajęcia, przyjął wezwanie podskarbiego Tyzen- 
hauza, zjednał sobie jego zaufanie i przez lat 7 przy nim zostawał. 
W tym czasie zwiedził Niemcy, Francyę i Włochy. Po upadku Tyzen- 
hauza, mieszkał w Wilnie, zajęty naukami. W powstaniu kościusz- 
kowskiem czynny brał udział, za co wywieziony został do Smoleńska. 
Po powrocie do Wilna otrzymał prelaturę, lecz z niej zrezygnował 
i przeniósł się na stałe mieszkanie do Warszawy, gdzie kupił sobie dom 
na przedmieściu i całkowicie poświęcił się nauce i dobrym uczynkom. 
W Towarzystwie przyjaciół nauk czynny brał udział. Niezależnie od prac 
naukowych pełnił 1 obowiązki obywatelskie. Był sędzią pokoju i cenzo- 
rem. Jako bardzo zasłużony człowiek zakończył życie w Warszawie dnia 
4 kwietnia 1820 r. mając 74 lat"). Jako człowiek uczony, był członkiem 
Towarzystw naukowych i uniwersytetów. Ciekawym jest jego testament; 
że go wszyscy biografowie Bohusza podają, przepisuję z niego najwy- 
datniejsze miejsca: »Smutne mnie doświadczenie nauczyło, że fundacyę 
najopatrzniej zrobione, z czasem albo giną, albo inne dostają przezna- 
czenie, niech więc tedy o żyć mających na potem ubogich ówczesna 
myśli potomność, ja chcę, ażeby spółczesny mój bliźni ubogi w nędzy 
swej miał pocieszenie i folgę i dla tego cały majątek oddaję do rozdania 
między szpitale, klasztory i ubogich w sposób rocznej jałnużny«. Prócz 
tego do Towarzystwa przyjaciół nauk, dla weteranów, na posagi dla 
nbogich panien — osobne przeznaczył sumy i wreszcie pisze: »zostają 
się jeszcze ubodzy, którzy z pensyi przezemnie im płaconej żyją, nie chcę, 
aby dzień mojej śmierci był dla nich dniem rozpaczy, każdy więc z tych 
ubogich dostanie razem dziesięcioletnią pensyę swojąc. 

Bohusz był kapłanem uczonym, pobożnym, widzieliśmy, że i miło- 
siernym i na wszystkich stanowiskach, jakie zajmował, Świecił przykładem 
własnym, akuratnością, pilnością i pracowitością. Najważniejsze dzieła 
jego zaległy w rękopisie; niektóre prace rozwiały burze, jakie nad krajem 
przeciągały. Podajemy rzeczy drukowane i rękopiśmienne, prócz tych, 
o których jużeśmy mówili (1288—1290, 2288). 


1) Życie Bohusza czytał na publicznem posiedzeniu warszawskiego Towarzy- 
stwa przyjaciół nauk Józef Kossakowski (Roczniki XVII, 136— 147). 


— 379 — 


3805. Filozof bez religii uważany w Towarzystwie. Wilno, druk 
Akademii 1785, 80, 239, 268. 

3806. O początkach narodu i języka litewskiego. Warszawa 1806. 
80. 207. 

Rozprawa ta w swoim czasie miała należyty rozgłos. 

3807. Dodatek do książki Kopczyńskiego p. t. Poprawa błędów 
w ustnej i pisanej mowie polskiej. Warszawa, 1808, 89, 63. 

3808. Życie literackie X. M. Poczobuta. »Rocz. Tow. Przyj. Nauk.« 
IX, 405. 

3809. Pochwała pogrzebowa JW. Joachima hr. Chreptowicza. »Rocz. 
Tow. Przyj. Nauk.e X. 456. 

3810. Spominka o Antonim Tyzenhauzie. »Tygod. wileński« 1820. 

3811. Ziemiaństwo Wirgiliusza, przekład w języku litewskim. MSS. 

3812. Historya konfederacyi Barskiej, trzy tomy, z materyałów 
zebranych przez Ignacego Bohusza, sekretarza generalicyi w Konfede- 
racyi Barskiej. MSS. W czasie wygnania Bohusza do Smoleńska, ważny 
ten rękopis zaginął. 

3813. Podróż za granicę. MSS. Rękopis przygotowany do druku 
w kilku tomach zaginął. 

3814. Akta kapituły wileńskiej, zebrał dokumenta od najdawniej- 
szych czasów i ułożył ich sumaryczny wypis. Oryginał zatracony, kopia 
była w bibliotece Uniwersytetu wileńskiego, Część kopii, zapewne innej 
niż uniwersytecka, znajduje się u mnie. , 

Borowski Gaspar. Urodził się 13 stycznia 1802 r. Do nauk 
przykładał się w Uniwersytecie wileńskim od r. 1827 — 1831. Ukończył 
je ze stopniem magistra. W r. 1835 powołany został do akademii du- 
chownej wileńskiej na adjunkta Pisma Św. i na stanowisku profesora 
na tejże katedrze pozostawał od r. 1838 aż do 1848, lecz już w Peters- 
burgu. W r. 1848 d. 3 lipca prekonizowany w Rzymie na biskupa łuc- 
kiego i żytomirskiego. Przez wiele lat przebywał na wygnaniu w Permie, 
skąd powołany został na biskupstwo płockie. Przed kilku laty zakończył 
życie w Płocku w bardzo późnym wieku. Był to człowiek uczony, dużo 
rzeczy dobrych drukował w »Pamiętniku religijno-moralnym«. Niektóre 
pisma ogłaszał pod pseudominem Chwaliboga. 

Z języka greckiego tłómaczył i ogłosił drukiem. 

3815. Pisma mężów apostolskich i Klemensa Rzymskiego, Ignacego 
i Polikarpa biskupów. 

Brzostowski Michał. Pochodził z zamożnej niegdyś rodziny 
osiadłej na Litwie, synowiec Pawła Brzostowskiego, znanego z wielu 
dzieł; wychowywał się na Litwie, nauki skończył w Uniwersytecie wi- 
leńskim, gdzie w r. 1828 stopień magistra filozofii uzyskał. Poświęcił 


— 380 


się stanowi nauczycielskiemu i wykładał nauki matematyczne w gimna- 
zyach. Wydał kilka w tym przedmiocie dzieł podręcznych. My tylko 
znamy jedno i o niem wyżej mówiliśmy (934). Późno już, bo w r. 1856 
dopiero dostał się do gimnazyum w Warszawie i tu do roku 1862 był 
profesorem matematyki i fizyki, zadowolony ze skromnego zajęcia 
i szczupłego wynagrodzenia... Miał już lat 58, gdy go powołano na 
profesora wyższej matematyki do Świeżo utworzonego instytutu  poli- 
technicznego w Puławach. Po kilku miesiącach, gdy zakład ten stwo- 
rzony przez dyrektora Krzywickiego zamknięty został, Brzostowski miejsce 
utracił. Przeniesiono go jednak do Szkoły Głównej, w której do Śmierci 
pozostał. Odznaczał się jasnym wykładem, umiejętnością nauczania i wdzię- 
czne po sobie imię u mnogich uczniów swych zostawił. Zmarł w War- 
szawie d. 1 lutego 1867 r. Pogrzeb odbył się skromnie w jednym dniu 
ze wspaniałym obchodem po hr. Auguście Potockim. Po nabożeństwie 
żałobnem, rektor i profesorowie wynieśli sami trumnę z kościoła, a mło- 
dzież na cmentarz powązkowski (>Rachunki« 1867, II, 366). 

Budny Stanisław. Urodził się d. 2 lutego 1797 r. Po ukoń- 
czeniu wyższych nauk w Uniwersytecie wileńskitn ze stopniem magistra 
prawa, w r. 1816 wszedł do służby cywilnej w Wilnie, później w War- 
szawie był urzędnikiem do szczególnych poruczeń w biurze przybocznem 
dyrektora głównego prezydującego, a następnie pełniącym obowiązki na- 
czelnika kancelaryi ogólnej w komisyi rządowej przychodów i skarbu. 
Umarł w Warszawie d. 18 listopada 1853 r. 

W czasie swego urzędowania w Wilnie, liczył się do bardzo pra- 
cowitych popularyzatorów, szczególnie odnośnie dzieł ekonomicznych 
i większy ruch w tym kierunku należy policzyć za zasługę Budnemu. 
Dużo rzeczy ogłosił drukiem, a wszystkie jego prace, oprócz dobrego 
układu, odznaczają się wzorową polszczyzną. O tych pracach mówiliśmy 
już wyżej (2500, 2526—2531). 

Budrewicz Wincenty. Wychowaniec wileński, matematyk 
przyjaciel Mickiewicza, który na cześć jego »Trzech Budrysów« napisał. 
Był Filaretem, dlatego podzielił los wielu. Domejko najwięcej o nim podał. 
Wyjmujemy stamtąd odnośny ustęp: »zimny matematyk, kochany orvginał 
z dobrem sercem i zupełną obojętnością na przygody życia. Miał on 
przyjaciół i stronników między uczniami matematyki, których był repe- 
tytorem i znany z wielkiego roztargnienia, jakiemu ulegał. Powiadał mi 
Pietraszkiewicz, że kiedy go stawiono przed policmajstrem moskiewskim 
1 poczęto w inkwizycyi od zwyczajnej formuły »kak prozywajesz sja«? — 
zamyślony i uderzony jakąś formułą matematyczną, Budrewicz zapomniał, 
jak się nazywa i pytał stojącego przy nim Pietraszkiewicza o swoje wła- 
sne nazwisko, a na złość i porywanie się policmajstra uśmiechał się. 


z= 381 = 


Budrewicz był profesorem matematyki, umarł z suchot w Moskwie. 

Budzyński Michał. Urodził się na Wołyniu w r. 1611. Nauki 
pobierał w Krzemieńcu i w Wilnie. Po roku 1831 długo przebywał za 
granicą i przeważnie poświęcał się literaturze, której nie rzucił powró- 
ciwszy do stron rodzinnych. Umarł w r. 1864. Przekłady Budzyńskiego 
jak dzieła dramatyczne Szyllera (3133) i Wędrówki Czaild- Harolda Byrona 
(3134) zalecają się pięknym językiem i wierszem poprawnym; mimo tego 
krytycy nie znajdują w nich poetycznego uroku i dlatego uważają je 
za kwiaty bez woni. 

Z oryginalnych utworów zasługują na uwagę »Poezyec (3132), 
»Cztery lata w Galicyi austryackiej, od r. 1833—1836«, » Wacław Rze- 
wuskie, »Urbi et Orbi«c. Ta ostatnia powieść zawiera opis starożytnych 
pomników Rzymu. 

Bychowiec Józef. Urodził się w powiecie słonimskim w 1778 r. 
Po ukończeniu Szkoły Głównej w Wilnie w r. 1794 był adjutantem przy 
generale Chlewińskim. W r. 1796 udał się do Niemiec, gdzie zwiedzał 
uniwersytety w Frankfurcie nad Odrą, w Getyndze i w Królewcu. 
W tym ostatnim słuchał wykładów Kanta. Od r. 1806 do 1809 służył 
w gwardyi francuskiej. Po wyprawie w r. 1809 przeciw Austryi, opu- 
Ściwszy służbę wojskową, pracował w Warszawie w ministeryum spra- 
wiedliwości, gdzie się zajmował tłómaczeniem procedury cywilnej i mo- 
tywów do kodeksu Napoleona, w pięciu tomach. Z rozkazu ministra 
wojny, księcia Józefa Poniatowskiego, odbył wyprawę r. 1812 jako adju- 
tant kapitan przy Muracie królu neapolitańskim. Później czas jakiś 
mieszkał w Warszawie, skąd przeniósł się do Wilna i tam już do Śmierci 
pozostał, Umarł bardzo ubogim w r. 1845. O niektórych pracach jego, 
przeważnie z dziedziny filozofii, jużeśmy mówili (2240, 2241, 2289, 2290), 
niektóre podajemy niżej: 

3816. Rady dobrej matce, która pragnie usposobić swych synów do 
wychowania dobrego i wyższego oświecenia. Wilno 1827, 89. 

3817. Galerya obrazów życia ludzkiego, czyli charaktery — Wa- 
szyngtona, Irwinga. Wilno 1828. Wiele rozpraw zaległo w rękopisie, jak 
dzieło Kanta » Wyobrażenie o historyi powszechnej we względzie kosmo- 
politycznyme, »Do pokoju wiecznego«, »Spór filozofii z teologią, pra- 
woznawstwem i medycyną«c. Również z niemieckiego przełożył ogromny 
zbiór Campego rozpraw pedagogicznych, dokonany z polecenia Uniwer- 
sytetu wileńskiego, wreszcie rozprawa o filozofii Trentowskiego. 

Bystrzycki Jowin Fryderyk S. J. Wychowaniec Akademii 
wileńskiej, głośny matematyk i astronom Stanisława Augusta. Urodził 
się we wsi dziedzicznej Wypychy dnia 6 marca 1737 r., do szkół uczęsz- 
czał w Drohiczynie. Wstąpił do zakonu Jezuitów w Nieświeżu 23 lipca 


uz 382 == 


1788 roku. Matematyki uczył się w Warszawie od Francuza Reocura, 
następnie słuchał teologii w Wilnie, a pod Poczobutem astronomii prak- 
tycznej. Po czteroletnim pobycie w Wilnie, w roku 1772 wrócił do War- 
szawy i tu w kollegium jezuickiem nauczał matematyki. W r. 1773 po 
rozwiązaniu zakonu jako astronom i fizyk, aż do upadku kraju był przy 
królu Poniatowskim. Przewodniczył Bystrzycki założonej z funduszów 
edukacyjnych szkole geometrów w Warszawie, która pod szczególną 
opieką króla zostawała. Zakład ten pożyteczny wielką usługę przyniósł 
ubogiej młodzieży, która bezpłatnie usposabiała się do posług krajowych. 
Szkoła ta założona była w celu, ażeby można było z czasem ułożyć do- 
kładny obraz rzeczypospolitej.j W tym czasie uczył też Bystrzycki mate- 
matyki księcia Józefa Poniatowskiego. Po dwunastoletnim pobycie przy 
boku królewskim, w końcu ozdobiony został orderem Św. Stanisława. — 
Był on dostatecznie uposażony, albowiem był archidyakonem katedry 
płockiej, kustoszem sandomirskiej, kanonikiem kollegiaty a później archi- 
katedry warszawskiej, oraz proboszczem w Stężycy. Umarł dnia ii lipca 
1821 r. w Warszawie. Dostrzeżenia jego metereologiczne z lat 20 od 
1779—1799, które sam uskutecznił, lub pod jego kierunkiem były zapisane, 
znajdują się w rękopisie w obserwatoryum astronomicznem warszawskiem. 

Chodźko Aleksander z przydomkiem Borejko. Był synem 
Jana, autora »Pana Jana ze Świsłoczy«, urodził się w r. 1804 w Krzy- 
wiczach w gubernii mińskiej. Studya uniwersyteckie odbył w Wilnie, 
gdzie uczestnicząc w ruchu romantycznym, obrabiał naprzód pieśni 
ludowe białoruskie, a potem tworzył ballady i legendy na tle wyobrażeń 
i podań ludu osnute. Jedna z jego ballad p. t. »Maliny« natchnęła póź- 
niej Juliusza Słowackiego do napisania Balladyny. Utwory swoje młodo- 
cianne umieszczał Chodźko w » Tygodniku wileńskim«, oraz w » Dziejach 
dobroczynności«. W roku 1824 jako Filaret był wysłany do Petersburga 
i tam przy ministeryum Spraw zagranicznych kształcił się w językach 
wschodnich; tamże napisał najobszerniejszy swój poemat » Dorar« w duchu 
orientalnym. Zbiór swoich poezyi ogłosił w Petersburgu (3137), oprócz 
oryginalnych, mieszczą się tym zbiorze i przekłady, z Byrona, Puszkina 
i nowo-greckie. W roku 1830 wyjechał do Persyi na posadę urzędową 
i tam się oddał specyalnie badaniu nowszej literatury perskiej. Odtąd 
już zaczął występować jako uczony oryentalista, piszący przeważnie po 
angielsku i po francusku. O jego pracach w tym duchiy ogłaszanych 
drukiem jużeśmy mówili (3120 - 3223). Następnie przeni-». się do Fran- 
cyi i tam zajmując się już to literaturą wschodnią, już słowiańską, dał 
się poznać jako slawista, co mu ułatwiło pozyskanie katedry literatur 
słowiańskich w kollegium francuskiem. 

3818. De la litterature sacróće chez les Slaves. Paryż 1856. 


Stanowisko to profesora, które objął po Mickiewiczu, zajmował od 
r. 1857 do 1884. W tym czasie ogłosił dzieł kilka i mnóstwo rozpraw doty- 
czących wykładanego przez siebie przedmiotu. Między niemi ważniejsze są: 

3819. Legendes slaves du moyen age 1169—1235. Paryż 1859. 

3820. Les Nemania, vies de Saint-Simon et de Saint-Sabba. Paryż 1839. 

3821. Une renaissance litteraire en Bohćme. Les poetes modernes. 
Paryż 1861. 

3822. Contes des paysans et des patres slaves. Paryż 1864. 

3823. Grammaire palćoslave, suivie des textes palćoslaves tirrćs 
pour la plupart des manuscrits de la Bibliotheque Imperiale de Paris et 
du Psantier de Bologne. Paryż 186g. 

3824. Les chants historiques de IUkraine et les chansons des 
Latyches des bords de la Dvina occidentale. Paryż 1879. 

Mimo jednak tego zajęcia się słowiańszczyzną nie porzucał bynaj- 
mniej Chodźko prac na polu literatury wschodniej, a mianowicie perskiej. 
Pisał po francusku o teatrze perskim współczesnym, przetłómaczył na 
polski język i wydrukował w r. 1859 utwór powieściowy: 

3825. Padyszach i czterech Derwiszów. » Dodatek do »Czasu« 185g«. 

Nakoniec ułożył Chodźko i wydał: 

3826. Dokładny słownik angielsko-polski i polsko-angielski według 
Johnsona, Webstea, Wakera, Flemming-Tibiusa i innych. Berlin 1874, 536, 

Wysłużywszy emeryturę jako profesor kollegium francuskiego, po- 
został Chodźko nadal we Francyi aż do zgonu. Zakończył życie w Paryżu 
27 grudnia 18gr roku. Uznanie różnych akademii, które go do grona 
swego zaliczyły, a w tej liczbie i akademii krakowskiej wymownie świad- 
czy o jego zasługach naukowych !). 

Chodźko Ignacy. Syn Antoniego i Katarzyny z Widmontów, 
urodził się 29 września 1794, w Zabłoczyźnie w powiecie wilejskim 
majątku dziedzicznym Widmontów (Domek mojego dziadka), wychowy- 
wał się w Dziewiętniach przy dziadku po ojcu Michale, wojskim oszmiań- 
skim. W dziesiątym roku oddany do szkół w Borunach. W roku 1810 
wszedł do Uniwersytetu wileńskiego, gdzie otrzymał stopień kandydata 
nauk wyzwolonych. Po Śmierci rodziców w roku 1814, dwudziestoletni 
młodzian przeszedł pod opiekę stryjecznego brata Jana, z którym odbył 
podróż do Warszawy, gdzie się z wielu literatami i wolnomularzami 
zapoznał. Pote*1 pracował w komisyi Radziwiłłowskiej, został członkiem 
»Szubrawców« pod imieniem Wirszajtos, członkiem loży wolnomularskiej 
w Wilnie i Mińsku; następnie osiadł w Dziewiętniach, zawiązał stosunki 


1) Święcicki. Najnowsze prace oryentalistów polskich za granicą. »Ateneum« 
1879, IV. 


przyjazne z Odyńcem i Korsakiem, ożenił się z Ludwiką Mackiewiczó- 
wną (wiersz do niej napisał Mickiewicz »Nieznajomej-dalekiej<) i w życiu 
obywatelskiem czynny wziął udział. Najpierw był deputatem wywodo- 
wym gubernii wileńskiej, później prezesem sądu grodzkiego powiatu 
zawilejskiego, podkomorzym tego powiatu. Prezydował na wielu exdy- 
wizyach. Przez lat 18 był kuratorem honorowym szkoły powiatowej 
Święciańskiej. Na polu literackiem pierwsze prace tak poetyczne jak 
i prozaiczne układał w duchu pseudo- klasycznym, będąc przeciwnikiem 
ówczesnego ruchu romantycznego. Długiego było potrzeba czasu, ażeby 
Chodźko przeszedłszy już czterdziestkę »zaczął rzewnem okiem rozpa- 
miętywać niedawno ubiegłą przeszłość, przypominać sobie podania sły- 
szane w dzieciństwie, rozmiłowywać się w widzianych krajobrazach, 
widzieć w ludziach strony rozrzewniające, grać na strunie uczuciowejc. 
Wtedy postacie staroszlacheckie przedstawiały mu się w Świetle idealnem, 
gdyż lubo ujemnych stron w nich nie zaprzeczał, taką przecież otaczał 
je serdecznością, tyle w nich dopatrywał mądrości prawdziwej, bo opartej 
na religii, tyle im przypisywał uczuć ofiarności i poświęcenia, iż nie 
podobna ich było nie ukochać, kiedy się na nie przez jego pryzmat 
patrzyło. Taki nastrój, takie przekonania i poglądy, znajdujemy w kilku 
zarysach objętych w pierwszych obrazkach, które ogłosił drukiem w r. 1840. 
Te »Obrazki litewskie« zachwyciły wszystkich i Chodźko stanął od razu 
w szeregach znakomitych pisarzów polskich. Później nastąpiły » Podania 
litewskie», które jak »Obrazkie wydawał Chodźko seryami. Obrazków 
pięć seryi wyszło, podań cztery. Oprócz tych utworów, ogłosił Chodźko 
w r. 1857 » Dwie konwersacye z przeszłoście. W uznaniu zasług litera- 
ckich powołany został w r. 1855 na członka komisyi archeologicznej 
wileńskiej. W roku 1859 został członkiem Towarzystwa naukowego kra- 
kowskiego. Jeszcze raz powołało go obywatelstwo do służby publicznej: 
w r. 1857 został wiceprezesem komitetu włościańskiego w Wilnie. Nie 
umiał utrzymać się Chodźko na wydatnem bądź co bądź stanowisku, 
przyszedł na niego jakiś obłęd, przyjął udział w znanym »Albutie«<, za 
co społeczeństwo w ostatnich chwilach jego życia dało mu poznać swe 
niezadowolenie. Czuł Chodźko, że zawinił i pełen smutku zeszedł z tego 
świata 1 sierpnia 1861 r. Syrokomla wkrótce po Śmierci napisał obszerny 
jego życiorys, w którym w ogólnych zarysach wykazał zasługi jego lite- 
rackie i obywatelskie. W nowszych czasach Kościałkowska w »Ateneum*« 
1884 r. specyalną poświęciła rozprawę, charakteryzując Chodźkę jako 
pisarza. My zakończymy charakterystykę Chodźki słowami Klaczki wy- 
powiedzianemi w r. 1860: »w głąb duszy ludzkiej nie zajrzał, kwesty1 
ważnych nie dotykał, uczuć wielkich nie malował, prądów wieku nale- 
życie zrozumieć nie umiał«. 


Chodźko Józef. Starszy brat Aleksandra, urodził się w Krzy- 
wiczach w r. 1800. W Uniwersytecie wileńskim przykładał się do nauk 
matematycznych. Mając lat 18 pozyskał stopień magistra filozofii, poczem 
wstąpił do służby wojskowej jako topograf. W czasie procesu Filaretów 
w Wilnie powołany do komisyi śledczej przedstawił jej najdokładniejszy 
opis organizacyi stowarzyszenia. Przed procesem zajmował się planami 
triangulacyjnymi na Litwie; po procesie przeniesiony został na południe 
Rosyi, wreszcie na Kaukaz. W r. 1833 przedstawił sztabowi generalnemu 
plany triangulacyi Mołdawii, Wołoszczyzny, Turcyi i Kaukazu. W r. 1847 
wszedł na szczyt góry Ararat. Dosłużył się w wojsku rangi generała- 
porucznika. Umarł w r. 1880. | 

Chodźko Leonard. Urodził się we wsi Oborku w powiecie 
oszmiańskim w r. 1800. Do nauk przykładał się w Uniwersytecie wileń- 
skim. Od r. 1819 zaczął podróżować po Europie, jako sekretarz księcia 
Michała Ogińskiego. W r. 1826 osiadł stale w Paryżu. W r. 1820 był 
adjutantem generała La Fayette' a, następnie był urzędnikiem przy biblio- 
tece Sorbony, później podbibliotekarzem biblioteki św. Genowefy, nakó- 
niec bibliotekarzem w ministeryum oświecenia. Pracowity żywot zakoń- 
czył w Poissons w roku 1871. Chodźko należy do bardzo zasłużonych 
mężów. On to obznajamiał cudzoziemców z przeszłością Polski dziejową, 
literacką, społeczną. Jako wydawca ma także duże zasługi, dotychczas 
należycie nieocenione, dzięki temu, że wiele z jego wydawnictw znane 
są nam z bibliograficznego tylko opisania. 

Bartoszewicz zarzuca mu, że nie jest pisarzem krytycznym. Bardzo 
być może, lecz to nie zmniejsza bynajmniej jego zasług, bo Francuzów 
obznajamiając z rzeczami polskiemi, przez powieść, opisy, historyę, tłó- 
maczenia, nie karmił ich tendencyjnymi fałszami. O ważniejszych pracach 
jego i wydawnictwach mówiliśmy wyżej (2291—2307). 

Choński Michał. Urodził się w r. 1779 we wsi dziedzicznej 
Trydonie, na starej pruskiej granicy w dzisiejszej gubernii augustow- 
skiej, z ojca Stanisława stolnika parnawskiego i matki Konstancyi Sien- 
kiewiczówny. Wcześnie straciwszy rodziców, wśród zaburzeń krajowych 
w r. 1794 stracił resztki ojcowizny. Początkowe nauki pobierał w Gro- 
dnie u Dominikanów w czasie ostatniego sejmu, stąd dla dalszego 
kształcenia się w naukach przybył do Wilna i po pięcioletnim pobycie 
został doktorem filozofii. Niepospolite zdolności i inoralne przymioty Choń- 
skiego zwróciły na niego uwagę zwierzchności szkolnej, przez nią pole- 
cony Czackiemu, wezwany został w r. 1806 na posadę profesora prawa 
przyrodzonego i ekonomii politycznej do Krzemieńca. Od tej chwili 
przez lat 25, to jest do końca istnienia liceum, Choński prowadził wy- 
kłady nauki, która z blizka dotykając żywotniejszych kwestyi społecznej 


UNIWERSYTET GALEŃSKI. TOW III 25 


organizacyi, silne wywierała wrażenie na młode umysły. Pilnem czyta- 
niem i rozmyślaniem starał się Choński iść zawsze z postępem nauki. 
Dzieła J. B. Saya, Ricorda, Mac Collocha, a nawet marzenia socyalistów — 
dostarczały mu nowych pomysłów, chociaż głównym jego przewodnikiem 
był Adam Smith. Uważał Choński pracę i oszczędność za istotne źródło 
pomnażania bogactw narodowych. Te zasady zaczął wprowadzać w życie, 
od siebie poczynając i doszedł w końcu do tego, że stał się nieza- 
leżnym a nawet dzięki oszczędności był w stanie dopomagać więcej po- 
trzebującym, co czynił z wielką przyjemnością. Choński znanym jest ze 
swych prac naukowych, które wydawał w oddzielnych książkach, inne 
jak np. przemówienia publiczne, zaległy w rękopisie. O ważniej- 
szych, lepiej znanych mówiłem wyżej (2532—2534). Kiedy profesorów 
liceum przenoszono do Kijowa, Choński pozostał w Krzemieńcu, gdzie 
miał dom własny i zajmował się kształceniem młodzieży obywatelskiej. 
Od r. 1838 przeniósł się nad Bug do zagrody wiejskiej w Łobaczynie. 
Dziwnie był łagodnych obyczajów, łatwy w pożyciu, pobłażliwy dla dru- 
gich, nikogo sobie nie narażał, wszystkich pociągał ku sobie. W potrze- 
bach był bardzo umiarkowany. Umarł po krótkiej chorobie d. 1 lutego 
1855 r. w Żytomierzu, gdzie chwilowo bawił u swego syna Kazimierza, 
znanego i uczonego lekarza. 

Ciechanowicz Hieronim. Do nauk przykładał się w Aka- 
demii wileńskiej, które ukończył w r. 1605 ze stopniem doktora filozofii 
i nauk wyzwolonych. Był sędzią ziemskim smoleńskim i sekretarzem 
królewskim. Zakończył życie w podeszłym wieku w 1651 r. 

Cieciszewski Bartłomiej Do nauk przykładał się w Aka- 
demii wileńskiej. Ukończył nauki za rektoratu (!) Mikołaja Łęczyckiego 
w 1631 r. Był proboszczem kowieńskim, kanclerzem kapituły wileńskiej, 
później kanonikiem, Wydał: 

3827. Życie Ś. Kazimierza. 

3828. Hymn Ś. Kazimierza, z łacińskiego na polski wiersz prze- 
łożony. 

Drukował także inne hymny o tym Świętym. Rostowski nazywa 
Cieciszewskiego Zxfernus. 

Cieszyński Bartłomiej, wychowaniec i doktor teologii wi- 
leński, kanonik wileński. O nim pisze Preuschoff: »..... ob singulares 
animi et ingenii dotes Proceribus Litvaniae charus, vitam S. Casimiri 
conscripsit, ejusque Hymnum Marianum elegantia in vernaculam trans- 
tulit poesim. 

Jakkolwiek Preuschhoff nie wzmiankuje, kiedy umarł Cieszyński, 
jak również nie pisze Rostowski o Cieciszewskim Bartłomieju; wątpli- 


wość mam, czy to nie o jednej i tej samej osobie wzmiankowani histo- 
rycy piszą, zmieniwszy jej nazwisko. 

Czeczot Jan. Urodził się we wsi Rzepichowie w powiecie nowo- 
gródzkim. Początkowe nauki pobierał w Nowogródku równocześnie 
z Mickiewiczem, następnie z nim razem był w Uniwersytecie wileńskim, 
gdzie doznawał wysokiej czci i miłości kolegów. W r. 1823 wyjechał do 
Orenburga, gdzie lat kilkanaście przebywał. Tak utrzymują wszyscy bio- 
grafowie. Tymczasem według »Kalendarzyka politycznego« na r. 1825, 
nauczycielem historyi i geografii w gimnazyum Świsłockiem jest Jan Czeczot 
kand. fil. Zapewne w tym ostatnim wypadku jest omyłka; trudno przy- 
puścić istnienie dwóch Janów Czeczotów kand. fil. w jednym czasie. 
Za powrotem do Nowogródka był Czeczot u Adama Chreptowicza 
w Szczorsach bibliotekarzem, po jego zaś Śmierci osiadł u Rafała Śliźnia 
we wsi Wolnej, skąd zachorowawszy udał się na kuracyę do Druskienik 
1 tu umarł w r. 1847. Na cmentarzu w Rotnicy spoczywają zwłoki tego 
znakomitego 1 zacnego człowieka. Na pomniku znajduje się czterowiersz 
Odyńca, pamięci Czeczota. poświęcony. Zajmował się Czeczot zbieraniem 
piosenek ludowych, które następnie tłómaczył i ogłaszał drukiem. Oto 
jest wykaz tych prac, wszystkie wyszły u Zawadzkiego w Wilnie: 

3829. Piosnki wieśniacze z nad Niemna. Wilno 1837, 129. 

3830. Piosnki wieśniacze z nad Niemna i Dźwiny, z dołączeniem 
pierwotwornych w mowie słowiano-krewickiej. Wilno 1844, 129. 

3831. Piosnki wieŚśniacze z nad Niemna i Dźwiny. Wilno 1839, 122. 

3832. Piosnki wieśniacze z nad Dźwiny. Wilno, 1840, 129. 

3833. Piosnki wieśniacze z nad Niemna, Dniepru i Dniestru. 
Wilno 1845. 

3834. Piosnki z nad Niemna i Dźwiny, niektóre przysłowia i idyo- 
tyzmy w mowie słowiano-krewickiej z spostrzeżeniami nad nią uczynio- 
nemi. Wilno 1846, 129. 

Czeczot język białoruski nazywa słowiano-krewickim. Przekłady 
powyższe są wierszem miarowym ułożone. 

- 3835. Pieśni Ziemianina. Wilno 1846, 120. Są to poezye oryginalne. 

Czeretowicz Antoni. Pochodził z Litwy, uczył się w Szkole 
Głównej i w Uniwersytecie wileńskim. Był jednym z pierwszych uczniów 
Jana Piotra Franka, jak się o tem dowiadujemy z »Prospektu szkoły 
kliniczneje ogłoszonego przez Franka. Z zamiłowaniem poświęcał się 
naukom przyrodniczym i chemii. W gabinecie Śniadeckiego licznych 
dokonał rozbiorów. Jeden z takich posłużył mu za temat do rozprawy 
doktorskiej (1972). Dokonał pod kierunkiem Śniadeckiego rozbioru mleka 
chorej kobiety na gałaciorrhoeam (Acta Instituti Clinici Caes. Univ. 


Vilu. autore Josepho Frank. Annus secundus. 1808, pag. 88). Pozyskawszy 
25% 


dyplom doktora medycyny, wstąpił do służby wojskowej. Najpierw był 
ordynatorem w Szpitalu wileńskim, gdzie odznaczał się głęboką nauką, 
dlatego powołany został na członka Towarzystwa lekarskiego. Przeniesiony 
następnie do Grodna na ordynatora szpitala, tam dokończył obowiązko- 
wych lat służby. W r. 1815 przeniósł się do Warszawy, gdzie naukami 
zajmował się bez przerwy i na członka Towarzystwa przyjaciół nauk 
powołany został w r. 1816. W r. 1826 zakończył życie w Grodnie. 

Czerski Stanisław. Urodził się w roku 1777. Mając lat 
17 wstąpił do zgromadzenia Jezuitów w Połocku, później sekularyzował 
się i kursu nauk teologicznych wysłuchał w Wilnie, gdzie stopniem 
doktora teologii w r. 1811 ozdobiony został. Był nauczycielem języka 
greckiego i łacińskiego przy gimnazyum wileńskiem, kanonikiem żinudz- 
kim. Słynął z prac filologicznych (3056) i leksykograficznych (3057). 
Pisywał również wiersze łacińskie (3058). O tych jego pracach wspomi- 
naliśmy we właściwem miejscu. 

3836, Opis dyecezyi żmudzkiej. Wilno 1830, z 3 mapami. 

Demitrowicz Paweł. Litwin, nauki kończył w Akademii wi- 
leńskiej. Znanym jest w literaturze ze skrócenia dzieł Kromera, które 
przełożył z języka łacińskiego i drukiem ogłosił: 

3837. Compendium albo krótkie opisanie tak książąt i królów pol- 
skich, jako spraw, przypadków i dawnych dziejów królestwa polskiego. 
W Lubczu 1625. 

Doprowadził historyę do obioru Zygmunta III tj. do r. 1587. 

3838. Oratio academica de S. Theologia ab omnibus tractanda et 
cum philosophiae studio conjugenda, habita in Academia Altdorfina 
Novicorum. Altdorfii 1614, 49, 32. 

Dmochowski Henryk. Słynny rzeźbiarz w Stanach Zjedno- 
czonych Ameryki północnej, a znany tam pod imieniem » Henri D. Saun- 
ders«. Urodził się w Wilnie d. 14 października 1810 r., był synowcem 
arcybiskupa mohilewskiego Kazimierza. Do nauk przykładał się w rodzin- 
nem mieście pod kierunkiem Aleksandra Mickiewicza, a następnie Wa- 
leryana Pietkiewicza. Otrzymał w Uniwersytecie stopień inagistra obojga 
praw równocześnie z Pietkiewiczem i Leonem Rogalskim. Około r. 1840 
uczył się w Paryżu snycerstwa pod najsławniejszymi mistrzami. Prze- 
bywszy czas jakiś w Londynie, udał się do Ameryki, osiadł w Filadelfii, 
gdzie nabył wkrótce wielkiej wziętości jako rzeźbiarz znakomity. Naj- 
celniejszem dziełem dłuta jego jest popiersie do pomnika Puławskiego, 
którego wykonanie powierzyło mu miasto Sauanach, gdzie w jego obronie 
Puławski znalazł zgon chwalebny; drugim zaś jeszcze większego talentu 
utworem jest wspaniały nagrobek żony własnej i dwojga dzieci. Pomnik 
ten wyobrażający posąg niewiasty, naturalnej wielkości, przygarniającej 


do łona swojego dwoje niemowląt, wykonany z białego marmuru, stoi 
na cmentarzu miasta Filadelfii. Wszystkie niemal popiersia najpierw- 
szych znakomitości Stanów Zjednoczonych umieszczone w salach Kapi- 
tolium Waszyngtonu są dłuta Dmochowskiego. Około r. 1860 powrócił 
do Europy i czas jakiś zabawiwszy w Poznaniu, gdzie wyrzeźbił po- 
piersie Tytusa Działyńskiego, przybył wreszcie do miasta rodzinnego. 
Tam z pod dłuta jego wyszedł pomnik Barbary Radziwiłłówny oraz 
popiersie Syrokomli. W roku 1863 zakończył życie w okolicach Wilna- 

Domejko Ignacy. Urodził się 22 sierpnia 1801 roku w dzie- 
dzicznej wsi rodziców Niedźwiadek w powiecie nowogródzkim z ojca 
Hipolita, prezesa sądów ziemskich nowogrodzkich, i Karoliny Ancutówny. 
Otrzymawszy pierwsze początki naukowe w domu rodzicielskim, studyo- 
wał dalej nauki u Pijarów w Szczuczynie, po ukończeniu których w r. 1816 
zapisał się na wydział fizyko-matematyczny w Uniwersytecie wileńskim. 
Tu pod kierunkiem Jędrzeja Śniadeckiego obudziło się w nim pierwsze 
zamiłowanie do chemii i jej badań. Przyjęty do stowarzyszenia Filoma- 
tów, miewał dla współkolegów odczyty z geografii fizycznej, zaznaja- 
miając ich z nowymi poglądami Rittera w jego dziele: » Die Erdkunde« 
(1817—1818) Na tej to ławie uniwersyteckiej zaprzyjaźnił się z Mickie- 
wiczem i Odyńcem, z którymi w serdecznych listownych stosunkach 
pozostawał aż do ich zgonu. Po ukończeniu w r. 1822 wydziału mate- 
matyczno-fizycznego ze stopniem magistra, zapisał się w dalszym ciągu 
na wydział prawny, przykładając się szczególniej do filozofii pod Gołu- 
chowskim i historyi pod Lelewelem. Skutkiem procesu Filaretów inter- 
nowany był w majątku swego stryja Zapolu, w powiecie lidzkim, 
gdzie oddawszy się z zapałem gospodarstwu rolnemu i stosując umie- 
jętnie nabyte wiadomości w Uniwersytecie, zyskał wkrótce rozgłos naj- 
lepszego rolnika na Litwie. Rok 1831 zapędził Domejkę na terytoryum 
pruskie, gdzie przenoszony z jednej warowni do drugiej, uwolniony 
wreszcie znalazł się w Dreźnie, a później w Paryżu. Tu niebawem zapisał 
się na ucznia szkoły górniczej, a gorliwą pracą zwrócił na siebie uwagę 
nauczycieli szkoły, pierwszorzędnych ówczesnych uczonych, co mu wielce 
przydało się w przyszłości. Ukończywszy tę szkołę ze stopniem inży- 
niera górniczego, objął posadę chemika w zakładach hutniczych braci 
Koechlin w Abazyi. Liche uposażenie, przy ogromnej stosunkowo pracy, 
zniewoliło go wkrótce do powrotu do Paryża, co i wpłynęło stanowczo na 
losy całego jego życia. Bo wtedy bawił tu właśnie pewien bogaty właś- 
ciciel kopalni w Chile, a dawny uczeń szkoły politechnicznej paryskiej, 
przybył jako agent rządu chilijskiego dla sprowadzenia profesora chemii 
do nowozałożonej szkoły górniczej w Coquimbo. Domejko poparty przez 
paryskich profesorów swoich, zawarł sześcioletni kontrakt z rządem 


— 390 — 


chilijskim z obowiązkiem wykładania fizyki i chemii oraz założenia i prowa- 
dzenia laboratoryum chemicznego. W dniu tedy 2 lutego 1838 popłynął 
Domejko przez Rio Janeiro, Montevideo i Buenos-Ayeres, aby stąd konno 
przez stepy argentyńskie i przełęcze andyjskie przybyć 30 czerwca do Co- 
quimbo nad oceanem Spokojnym. Tu przyjęty z otwartemi rękami rozpo- 
czął natychmiast wykłady w szkole górniczej i założył pracownię chemi- 
czną, a sprowadziwszy z Europy potrzebne przyrządy i przetwory, zabrał 
się gorliwie do Ćwiczenia uczniów w rozbiorach minerałów, nadto zaś 
opracował całkowity projekt wykładów w szkole, który zatwierdzony 
przez władzę w r. 1839 został natychmiast wprowadzonym w wykonanie: 
Pierwsze wakacye tegoż 1839 roku spędził na wycieczce w najbliższe 
Kordyliery, a w ciągu całego roku wykonywał liczne rozbiory rud roz- 
maitych na żądanie właścicieli kopalni, co mu zjednało rozgłos powsze- 
chny. Po pierwszych świetnych egzaminach swych uczniów w r. 1840 
wystąpił z nowym, ulepszonym jeszcze planem wykładów, z koniecznością 
założenia gabinetu fizycznego i zoologicznego oraz biblioteki, wysyłania 
zdolniejszych uczniów kończących szkołę do pracowni europejskich, wresz- 
cie z projektem ustanowienia posad chemików przy zakładach górniczych. 
Wszystkie te wnioski zatwierdzonymi i w czyn wprowadzonymi zostały, 
a jego samego mianowano naczelnym probierzem rzeczypospolitej i naj- 
wyższym sędzią w sprawach górniczych. Ferye tegoż 1840 roku spędził 
na badaniu odleglejszych już pokładów rud Huasco i Copiapo. Wtedy 
też odkrył nieznaną dotąd odmianę rodzimego amalgamu srebra, zawie- 
rającą 86'610/9 srebra, a stanowiącą główną rudę pokładów w Arqueros, 
opisaną przez niego pod nazwą arquerytu. W roku następnym przy ba- 
daniu innych znowu kopalni, odkrył nowy związek arsenu z miedzią, 
nazwany następnie przez Haidingera na cześć jego Domeykitem; w r. 1343 
wreszcie bogate pokłady miedzi w Kordylierach de la Compania, a złota 
w Canquenes. W tymże roku ogłosił w głównym dzienniku stołecznym 
rozprawę obszerną, w której projektował całkowite przekształcenie dotych- 
czasowych urządzeń szkolnych na modłę wileńską z uwzględnieniem 
oczywiście warunków miejscowych. Śmiały ten krok obcego przybysza 
zjednał mu godność członka rady wychowania publicznego. Współcze- 
śnie opracował Domejko podręcznik do mineralogii, oraz podręcznik do 
rozbiorów minerałów drogą suchą i mokrą. Obadwa dzieła przez rząd 
wydane i zalecone jako szkolne w instytucie górniczym. Ferye 1845 r. 
spędził na zwiedzeniu jednej z południowych prowincyi rzeczypospolitej, 
a mianowicie Araukanii zamieszkanej przeważnie przez na pół dzikich 
Indyan, a do owego czasu nieznanej prawie nikomu. Po powrocie tedy 
ogłosił jedno z najważniejszych dzieł swoich » Araukania i jej mieszkańcy:, 
które nie tylko w Chile, ale i w całej Ameryce wielkie sprawiło wrażenie, 


— 391 — 


bo oprócz badań fizyograficznych mieściło studyum nad fizycznym i mo- 
ralnym stanem Araukanów, oraz podawało wyrozumowane WE". 
pniowej i umiejętnej ich cywilizacyi w duchu chrześcijańskićj pobłażli- 
wości i rozumnej oświaty. Cywilizacya podobna, w myśl Domejki pro- 
wadzona, pożądane następnie przyniosła owoce, a dzieło samo docze- 
kawszy się dwóch wydań w ciągu jednego roku, przedrukowane w rzeczy- 
pospolitej argentyńskiej, przełożone na język francuski, angielski, nie- 
miecki i polski. 

3839. Araukania i jej mieszkańcy. Wilno, Zawadzki 1860, 129. 

W tłómaczeniu Leonarda Rettela, weszło w skład »Biblioteki po- 
dróży«. 

Wiele zaś czasopism europejskich zamieściło z niego wyjątki, obok 
najchlubniejszego wspomnienia. W tymże roku 1845 wystąpił również 
Domejko z poważną rozprawą ekonomiczną, dowodzącą potrzeby znie- 
sienia cła od przywozu do kraju węgla angielskiego, opłaty hamującej 
rozwój miejscowego hutnictwa i zagrażającej wyniszczeniem lasów; ko- 
nieczności budowy ulepszonych pieców do wytapiania rud, wreszcie 
obejmującą sprawozdanie z badań nad pokładami węgla kamiennego 
w prowincyi Valdivia. Wszystkie te wnioski uzyskały zatwierdzenie izb 
prawodawczych, zjednały Domejce urzędowe podziękowanie prezydenta 
rzeczypospolitej w imieniu kraju, a pokłady węgla odkryte w Valdivii 
przez Domejkę obecnie jeszcze stanowią bogate źródło tego paliwa. 
Podczas pobytu Domejki w Araukanii i Valdivii, przypadkowy pożar 
wynikły w pracowni chemicznej szkoły górniczej zniszczył cały budynek, 
wszystkie zbiory szkolne od lat kilku tak starannie gromadzone, a nawet 
wszystkie papiery i rękopisy profesora. Wypadek ten spowodował pozo- 
stanie Domejki na czas dłuższy w Chile. Cały więc rok 1846 poświęcił 
na odbudowanie pracowni i gabinetu, a nadto założył muzeum etnogra- 
ficzne plemion indyjskich, rozsiadłych na obszarach rzeczypospolitej. 
Wyniki badań swoich pomieszczał stale w licznych czasopismach nauko- 
wych europejskich, a głównie w paryskich »Annales des minnes«, w Lii- 
dego: »Zeitschrift fiir Erdkunde«, w Froriepa » Notizen«, wreszcie w » Neues 
Jahrb. fiir Mineralogie« Lheonarda i Bronna. Artykuły te poznajamiały 
uczonych z budową geologiczną Chile, Kordylierów tamtejszych i bogac- 
twem ich mineralnem. Po ośmioletniej tedy działalności Domejko przy- 
prowadziwszy znowu szkołę górniczą do porządku, podał się o uwol- 
nienie, ale rząd chilijski powołał go do stolicy San-Jago, gdzie mu zle- 
cono zbadanie chemiczne wód miejskich i okolicznych. Przekonawszy się 
o niedobrych a nawet szkodliwych własnościach wód miejskich, Domejko 
opracował projekt wodociągu z zamiejskiej dalszej okolicy, który nastę- 
pnie zbudowano. W r. 1847 objął katedrę chemii i mineralogii w uni- 





4 


wersytecie; gdzie niebawem wielkie pozyskał uznanie, a współcześnie 
wystąpił z ważnym memoryałem o potrzebie ujednostajnienia miar i wag, 
oraz, o zaletach systemu metrycznego, czego wynikiem było zaprowa- 
dzenie w kraju natychmiastowe układu dziesiętnego. W r. 1848 wydał, 
»Zasady fizyki i meteorologii«, a rozumiejąc doskonale ważność i zna- 
czenie tej ostatniej w sprawach gospodarstwa krajowego, już od przy- 
bycia swego do Coquimbo prowadził systematyczne spostrzeżenia meteo- 
rologiczne, założył następnie stacyę meteorologiczną przy uniwersytecie. 
W podróżach swoich po rozmaitych prowincyach zbierał skrzętnie 
wszystkie dane w tym przedmiocie. W r. 1851 napisał rozprawę o kli- 
macie San-Jago, a w dziesięć lat później zestawił obserwacye meteoro- 
logiczne, zebrane na całem wydłużonem terytoryum chilijskim, od cie- 
Śniny Magielańskiej aż do pustyni Atacama na północy. Niepodobna tu 
szczegółowo wymieniać niezmiernie licznych 1 doniosłych prac dokona- 
nych przez Domejkę w ciągu 46 lat jego działalności w Chile. Ograni- 
czyć się musimy do najgłówniejszych. Śmiało powiedzieć przedewszyst- 
kiem można, że ani jeden produkt mineralny kraju nie uszedł pod bacz- 
nem i biegłem analitycznem jego okiem. Wykrył przeto i wprowadził do 
nauki wiele nowych gatunków i odmian pomieszczonych w trzech wy- 
daniach jego mineralogi: 

3840. Elementos de mineralogia. Coquimbo 1854; San-Jago 1860, 
1879, obejmujących głównie minerały Chile, Boliwii, Peru i Argentyny, 
a także w sześciu do niej dodatkach z lat 1860, 1867, 1871 dwa, 1875, 
1878; oraz trzech innych do trzeciego wydania tejże z lat 1881, 83, 84. 
Geologiczne również badania kraju były pierwszorzędnem zadaniem Do- 
mejki. Sprawozdania z wycieczek, w których badał budowę geologiczną 
Chile i górskich jego łańcuchów, ogłaszał w wyż wymienionych czaso- 
pismach naukowych, oraz w rocznikach uniwersytetu swego. Najważ- 
niejszym naukowym faktem, wykrytym przez Domejkę, jest wykazanie 
istnienia formacyi jurajskiej w Kordylierach i zbadanie pokładów trzecio- 
rzędowych wybrzeży chilijskiej; oraz wykazanie, że wybrzeża te ulegały 
niejednokrotnemu powolnemu podnoszeniu się i opadaniu. Wulkanizm 
występujący tak potężnie w Kordylierach południowo-amerykańskich 
musiał również zwrócić baczną uwagę zamiłowanego i niezmordowa- 
nego geologa. Nie zważając tedy na trudy i niebezpieczeństwa wy- 
praw w dzikie góry, zawalone odwiecznymi głazami i pokryte nieprze- 
bytemi zaroślami, zwiedził pierwszy szczytowe kratery niezwiedzonych 
dotąd wulkanów: Antuco i Chillan w prowincyach Concepcion, Lonqui- 
mai w Araukanii, Osorno i Calbuco w bardziej jeszcze ku południowi 
leżącej prowincyi Lianquihuć. Siarkowice (Solfatary) mianowicie, powstałe 
w Chile za czasów jego pobytu, jak i trzęsienia ziemi, również były 


— 393 — 


przez niego opisywane, jak siarkowice z r. 1847 na górze Cerro Azul, 
boczne siarkowice w południowym łańcuchu Andów chilijskich (Annal. 
des mines 1876), trzęsienie ziemi z 20 marca 1861 (Compte rendu Aka- 
demii paryskiej) i t. d. 

Górnictwo krajowe, któremu już podczas pobytu swego w Coquimbo 
nader wielkie przyniósł korzyści, było również i w San-Jago przedmiotem 
wielkiej jego troskliwości. Tak w Chanarcillo, miejscowości górskiej, 
leżącej o 10 mniej więcej mil naszych na południe od miasta Copiapo, 
wykrył wśród pokładów jurajskich mnóstwo żył srebrnonośnych, złożo- 
nych oprócz innych związków srebra, przeważnie z embolitu (chloro- 
bromku srebra), zbadał je starannie i zaprojektował odpowiednią eksploa- 
tacyę. Dziś kopalnie te z dwóch żył głównych Colłorada i Descubridora, 
na dwie wiorsty długich, dają rocznie około 4,000.000 klgr. rudy srebrnej. 
Zapracowany w służbie publicznej, Domejko w późniejszym już stosun- 
kowo wieku założył domowe ognisko, żeniąc się w r. 1850 z Henryką 
Sotomayro, panną zacnego i zamożnego rodu, z którą przeżył szczęśliwie 
lat 21, doczekawszy się dwóch synów i córki. W roku 1867 był przed- 
stawicielen przemysłu chilijskiego na paryskiej wystawie powszechnej, 
gdzie zebrane i wystawione przez niego chilijskie produkta mineralne 
rodzime i przerobione żywe budziły zajęcie. W tymże 1867 roku został 
wybrany na rektora uniwersytetu i odtąd co lat pięć na nowo był wy- 
bierany. Po upływie lat 15 na tej zaszczytnej posadzie, osiemdziesięcio- 
letni a pełen zasługi starzec zapragnął odpoczynku, obrany zaś w r. 1882 
po raz czwarty zgodził się tylko na tymczasowe pełnienie obowiązków, 
od których wreszcie w r. 1883 uwolniony, zajmował jeszcze katedrę do 
końca roku szkolnego, do stycznia 1884 r. Rada uniwersytecka w oce- 
nieniu czterdziestosześcioletnich zasług Domejki, wniosła do Izby depu- 
towanych projekt przyznania mu 30000 fr. dożywotniej emerytury, tak 
w kraju jak i za jego granicami. 

Izba, a następnie senat jednomyślnie zawotowały narodową tę dla 
rodaka naszego nagrodę. Liczne akademie i Towarzystwa naukowe świata 
całego zaliczyły go w poczet swych członków. Krakowska akademia 
umiejętności dokonała tego na posiedzeniu 7 lipca 1873 roku. Domejko 
wywdzięczając się za to, przesłał jej zbiór najrzadszych minerałów chi- 
lijskich i pracę swoją: »Rzut oka na Kordyliery chilijskie«, pomiesz- 
czoną w rozprawach akademii na r. 1875. Syt zaszczytów i sławy na 
obczyźnie, Domejko wciąż tęsknił do rodzinnej ziemi, jak tego dowodzą 
listy jego pisywane do ziomków przez cały ciąg pobytu w Ameryce. 
Wreszcie po 53 latach nastąpiła upragniona dla niego chwila. Dnia 
23 maja 1884 cała ludność San-Jago z rządowymi dostojnikami uro- 
czyście odprowadziła starca na stacyę drogi żelaznej, gdzie jeden z uczniów 


— 394 — 


uniwersytetu rzewną pożegnał go mową, a obecni wymogli przyrzeczenie, 
że ich odwiedzi jeszcze. W paradnym wagonie prezydenta rzeczypospo- 
litej odwieziono go do portu Valparaiso, dokąd go i niektórzy ministrowie 
odprowadzili. W pierwszych dniach sierpnia stanął Domejko na stacyi 
Granica, przyjęty przez liczne grono życzliwych, redaktorów i przyrodni- 
ków warszawskich z drem Szokalskim na czele. Przez kilka dni pobytu 
w Warszawie zwiedził miasto i okolice, ofiarował gabinetowi mineralo- 
gicznemu uniwersytetu 62 okazy wielce rzadkich i cennych minerałów 
chilijskich, jedenaście dzieł i broszur swoich wydanych w Chile i topo- 
graficzno- geologiczną kartę Chile w 12 sekcyach wielkich. Odtąd prze- 
mieszkiwał stale u córki, zaślubionej swemu bratu stryjecznemu Leonowi 
Domejce w powiecie nowogródzkim; odwiedzał corocznie Warszawę 
i Kraków; nie zapominając i o Wilnie, gdzie piszący niniejsze niejedną 
chwilę z sędziwym redaktorem przepędził. 

W roku 1887 wyjechał do Rzymu na wyświęcenie syna Hermana; 
młodszy Kazimierz stypendysta rzeczypospolitej chilejskiej, kształcił się 
na górnika w Paryżu. Z Rzymu odbył wycieczkę do Jerozolimy. W je- 
sieni 1888 r. czując się zdrowym i silnym postanowił dotrzymać danego 
Chilejczykom słowa, odwiedzić ich raz jeszcze, odwożąc zarazem obu 
synów na usługi rodzinnego ich kraju. Podróż dla 86-letniego starca 
była jednakże uciążliwą — przybył do San-Jago 15 listopada, strudzony 
i chory, a 23 stycznia 188g r. zasnął na wieki. Prace swe naukowe dru- 
kował po hiszpańsku, francusku i niemiecku, po polsku w » Wędrowcu«, 
» Kronice rodzinnej«; a po powrocie na Litwę w » Wszechświecie» (Ency- 
klop. ilustr.). 

Eliaszewicz Gieysz Melchior, pochodził ze starożytnej 
rodziny Giedigoldów. Do nauk filozoficznych przykładał się w Uniwer- 
sytecie wileńskim. Był archidyakonem wileńskim, referendarzem W. Ks. 
litewskiego, wreszcie biskupem żmudzkim. Słynął z wymowy, skrom- 
ności i nauki (Preuschoff). 

Eliaszewicz Tadeusz. Wychowaniec Uniwersytetu wileń- 
skiego, jeden z lepszych uczniów Groddeka w późniejszym okresie. Zna- 
nym jest w literaturze polskiej z przekładów i prac naukowo-literackich 
oryginalnych. Tu należą: 

3841. Trachinki i Edyp w Kolonie. Tragedye Sofoklesa. Wilno 
1829, 80. 

3842. Ogólne uwagi nad klasycznością i romantycznością. Wilno 
1828, 89. 

3843. Wiek Sofoklesa, w którym pisał tragedyę: Edyp w Kolonie. 

3844. O sztukach pięknych, przekład z niemieckiego. Wilno 
1829, 89, 


= 95. = 


Ta ostatnia praca poprzednio była drukowaną w »Dzienniku wi- 
leńskim« 1829, Hist. Lit. VIII, 65, 129. 

Eysymont Jan S. J. Litwin, domownik Mikołaja Krzysztofa 
Radziwiłła Sierotki. Do nauk przykładał się w Akademii wileńskiej. 
W r. 1596 otrzymał stopień doktora filozofii. Znanym jest jako poeta 
po polsku piszący. Pisywał i rzeczy oryginalne i tłómaczył z języka 
łacińskiego. Umarł w Wilnie 5 października 1610 roku, mając lat 33, 
w zakonie 6 lat. Do nas doszły dwie jego prace. Jedna z nich, to tłó- 
maczenie poematu Boyera Wawrzyńca (3413), druga oryginalna: 

3845. Threnodia, albo żałośne pienie o zgorzeniu Wilna stolice 
W. X. lit, które się stało roku 1610 dnia 1 lipca, z wielkim żalem 
wszystkich obywatelów tej R. P. i z nieoszacowaną szkodą tak samych 
mieszczan jako i inszych ludzi. Przez Jana Eysymonta s. 1. s. a. 4?, 
druk gocki, język czysty, rymy nieosobliwe, chociaż Maciejowski w »Piś- 
miennictwie« znajduje, że są dość dobre. 

Falkowski Jakób. Urodził się w województwie podlaskiem, 
d. 28 października 1778 r. Do nauk przykładał się pierwiastkowo w szkole 
brzeskiej, później w gimnazyum wileńskiem. Po ukończeniu nauk wstąpił 
do zakonu Dominikanów i w r. 1801 wyświęcony został na kapłana. 
Od r. 1803 do 1806 odbywał nauki w Uniwersytecie wileńskim. Jako 
zakonnik sprawował obowiązki profesorskie w różnych klasztorach, gdzie 
równocześnie był kaznodzieją. Podczas pełnienia obowiązków w Nowo- 
gródku był nauczycielem Adama Mickiewicza. Jakiś czas był w Wilnie, 
od r. 1820—1829, i pozyskał wówczas sławę kaznodziei, będąc równo- 
cześnie przeorem na Łukiszkach. Zakończył życie 22 listopada 1836 r. 
w klasztorze Zabialskim. Z licznych dzieł jego zasługują na uwagę: 

3846. Biblioteka kaznodziejska, zawierająca kazania niedzielne i świą- 
teczne. Wilno, Zawadzki, 1827—1829, 8% VI tomów; drugie wydanie 
poprawne, tamże, Zawadzki, 1846, 8% XVI, 461, 443, 451, 405, 376, 382. 

3847. Ogród różany, w którym zawiera się duch nabożeństwa i religii 
ku wygodzie wszystkich pobożnych katolików służący i t. d. przez ..... 
Wilno, Zawadzki, 1821, 8%; siódine wydanie, Wilno, Zawadzki, 1871, 89 
XXIV, 671. 

Górecki Antoni. Urodził się w r. 1787 w Wilnie, z ojca Win- 
centego, mecenasa przy trybunałach litewskich, i matki Renttówny z domu. 
Ukończywszy szkoły, studyował nauki uniwersyteckie od r. 1803 —: 1806. 
Następnie służył w polskiem wojsku w Księstwie warszawskiem, naj- 
pierw pod Zakrzewskim, a w r. 1812 był już oficerem w dywizyi ge- 
nerała Kniaziewicza, adjutantem przy generale brygady Mielżyńskim; 
w czasie wojny został kapitanem i kawalerem legii honorowej po bitwie 
pod Możajskiem. Ponieważ był ciężko ranny, pozostał w Krakowie. Po 


zawarciu pokoju w r. 1815 zwiedził Niemcy, Francyę, Włochy, gdzie 
zabawił najdłużej. Bawiąc za granicą nadsyłał utwory swoje Brunonowi 
Kicińskiemu do » Tygodnika polskiego«, i Bentkowskiemu do »Tygo- 
dnika warszawskiego«. Na Litwę powrócił w roku 1818. Ożeniwszy się 
z Weroniką Eydziatowiczówną, osiadł na wsi niedaleko Wilna, wszedł 
do Towarzystwa »Szubrawców« i zasilał utworami swymi » Wiadomości 
brukowe«, »Dziennik wileński«, » Pamiętnik warszawskie i »Tygodnik 
polskie. Poznawszy Mickiewicza stał się jego wielbicielem; sprzyjał ro- 
mantyzmowi, lubo się nie mógł już nagiąć do nowego sposobu pisania. 
O klasykach i romantykach wypowiedział ten ucinek: » Uważam, roman- 
tycy może czasem bredzą, ale też za to piszą ustawicznie; a ci co myślą 
klasycznie, coś cicho siedząc. Po wypadkach 1831 roku osiadł za gra- 
nicą. Tu zbliżył się do Mickiewicza i Bohdana Jańskiego; należał do 
założycieli Towarzystwa »Braci zjednoczonych«, ale niebawem zniecier- 
pliwiony ścisłą praktyką religijną, ochłódł i rozstał się z Jańskim. Po- 
dobnie było i z Towiańskim w r. 1841. Z początku był bardzo gorli- 
wym jego wyznawcą, ale niebawem porzucił go i rozstał się nawet 
z Mickiewiczem. Przyczyna. porzucenia Towiańskiego była następująca: 
gdy Towiański zawiadomił zebranych, że Duch święty zapowiedział mu, 
aby zmienił niektóre poglądy niedawno z natchnienia Ducha św. przed- 
stawione braciom przez mistrza — Górecki zerwał się, a podnosząc głos 
rzekł: »Duch święty się nie myli, bywaj zdrów mistrzu, więcej mnie 
w tem gronie nie zobaczysz«. Umarł w Paryżu 18 września 1861 roku, 
w domu municypalnym zdrowia, zwanym Dubois, gdzie i Lelewel życie 
zakończył, Pochowany w Montmorency. Górecki wykształcił się bez wiel- 
kiego zachodu, więcej w życiu aniżeli na ławie szkolnej. Do nauk Ści- 
słych i głębokich studyów nie miał wielkiego pociągu; poetą był z po- 
trzeby wrodzonej, i dlatego zawsze szedł za własnem natchnieniem, nie 
wiążąc się z żadną szkołą. O sobie pisze: » Mnie pan Mochnacki uczniem 
Szlegla witał — A ja dalibóg anim Szlegla czytał«. O Góreckim zaś 
uówiono: »Bajkę napisze, pół roku w kozie za nią posiedzi«. Od r. 1808 
poczynając, kiedy napisał wiersz na reprezentacyę Fedry, aż do zgonu 
tworzył nieustannie bajki, powiastki, elegie i ucinki. Wszystkie te prace 
wielokrotnie w zbiorach ogłaszane drukiem, wyszły zbiorowo w Lipsku 
1 o tem wydaniu mówiliśmy wyżej (3145, 3146). Górecki był usposo- 
bienia więcej posępnego niż wesołego, dowcip miał łatwy, ostry; skory 
również do sympatyi jak i antypatyi. 

Gorski Stanisław Batys. Urodził się w roku 1802 we wsi 
Dworce w gub. grodzieńskiej w powiecie kobryńskim. Ukończywszy 
nauki w roku 1820 w Świsłoczy, zaczął studyować nauki przyrodnicze 
w Uniwersytecie wileńskim, gdzie równocześnie od r. .1824 był pomo- 


— 397 — 


cnikiem J. Wolfganga przy wykładach farmacyi, farmakognozyi i medy- 
cyny sądowej. W r. 1826 odbył specyalną podróż do puszczy białowież- 
skiej, jak się dowiadujemy o tem z raportów wysyłanych z drogi do 
prof. Wolfganga, które obecnie znajdują się u mnie. W r. 1830 objął 
zarząd ogrodu botanicznego i dokończył w nim robót, które rozpoczął 
zmarły jego poprzednik Karol Wittrel. W Akademii wykładał w cha- 
rakterze adjunkta botanikę po łacinie, według Decandolle'a i Richarda, 
Dla farmaceutów i słuchaczów medycyny wykładał farmacyę podług 
dzieł Bucholtza i Hiegera, a farmakologię podług Virey'a Chevalier i Ri- 
charda. Dwa te ostatnie przedmioty wykładał po polsku. Od roku 1839 
wszystkie przedmioty wykładał po rosyjsku. Skutkiem zamknięcia pier- 
wszych trzech kursów w r. 1840 zawieszony został w obowiązkach, po- 
dał się do dymisyi i wyjechał w celach naukowych za granicę. W roku 
1842 zajmował się w okolicach Wilna wyłącznie entomologią i botaniką; 
w roku 1847 korzystając ze sposobności powtórnie za granicę wyje- 
chał i trzy lata tam bawił, przesiadując po większej części w Berlinie, 
gdzie mu biblioteki publiczne i muzea obszerne pole do ulubionych za- 
trudnień otwierały. Gorski pierwszy na Litwie starał się rozpowszechnić 
między zagranicznymi botanikami znajomość rzadszych gatunków roślin 
litewskich. W r. 1841 wywiózłszy ich z sobą znaczny zapas zasuszo- 
nych, rozdał część profesorom i botanikom w Wiedniu, Padwie, Floren- 
cyi, Neapolu, Palermo, Komo, Genewie, Sienie, Bazylei, a najwięcej w Dre- 
znie Ludwikowi Reichenbachowi, któremu też później przesłał z kraju 
kilkanaście gatunków do ogłoszonej przez niego » Flora germanica exsic- 
catae. W drugiej podróży w roku 1847 udzielił Gorski po kilkadziesiąt 
gatunków dla muzeum berlińskiego, dla paryskiej akademii, nawet i kilku 
botanikom francuskim i niemieckim; w liczbie ostatnich królowi saskiemu 
Fryderykowi w Pilnitz, u którego miał prywatne posłuchanie, i prof. 
Gustawowi Reichenbachowi w Tarant. Ostatni w wydanem przez siebie 
dziele o storczykach (Xenia Orchidacea. Beitrige zur Kenntniss der Or- 
chideen, Lipsk, 1853-1857) często Gorskiego tak przy włoskich jak 
i litewskich gatunkach przytacza. Poszukiwania Gorskiego co do owa- 
dów litewskich znalazły wzmiankę w dziełach Zetterstedta: » Diptera Scan- 
dinaviae«, tom XII. 1855; Kirsbauma: »Die Rhynchoten der Gegend 
von Wiesbaden«, 1857. Wiele bardzo ciekawych pobieżnych artykułów 
Gorskiego z botaniki, historyi naturalnej oraz chemii pomieszczono w cza- 
sopismach polskich i rosyjskich, o niektórych z nich wyżej mówiliśmy 
(511, 635—640). Prof. Ratzeburg w dziele swojem nazwał drobny gatu- 
nek gąsieniczka »Tryphon Gorskii«, a Dr Karol Bolle w dziele: W. Pe- 
ters naturwissenschaftliche Reise nach Mosambique, Berlin, 1852, roślinę 
z gromady bauhiniowych »Gorsia Conjugata«. (Gorski pierwszy podał 


wiadomość w kraju naszym o pustynniku kirgizkim »Syrrhaptes Pallasii 
Temm.«, którego dwa egzemplarze 20 kwietnia 1859 roku w okolicach 
Dryświat ubite do muzeum archeologicznego wileńskiego przesłał. Po- 
wróciwszy z długoletniej zagranicznej podróży na Litwę, zajmował się 
z wielką pilnością naukami przyrodniczemi, najpierw w majętności Ty- 
zenhausa, Postawy, później Kublickiego, Polesie, w powiecie Święciań- 
skim. W tej ostatniej miejscowości umarł nagle dnia 22 marca 1864 r. 
z powodu sercowej choroby. Prof. Eichwald w swoich pracach wielkie 
oddaje pochwały zasługom naukowym Gorskiego. Wykłady swoje w Aka- 
demii prowadził z wielkim talentem. Umiał zachęcać młodzież do stu- 
dyów. Pozostała po nim znakomita kolekcya motyli i zielnik. 

Groza Aleksander. Urodził się w roku 1807 z ojca Pawła 
i Teofili Kopczyńskiej, we wsi ŻZahranicze. Nauki odbywał w Humaniu, 
później w Winnicy, a od r. 1826 w Uniwersytecie wileńskim na wy- 
dziale lekarskim. Po otrzymaniu stopnia lekarza, wyjechał na rok do 
Dorpatu jako wolny słuchacz. W r. 1831 osiadł w dziedzicznej wsi So- 
łobohówce, którą objął po Śmierci rodziców. Po kilkunastu latach go- 
spodarki sprzedał Sołobohówkę i przeniósł się do gubernii podolskiej, 
kupił wieś Kropiwno, a na stałe mieszkanie osiadł w Żytomierzu. Resztę 
żywota spędził w zaciszu domowem. Umarł w r. 1875. Za tło i treść 
swoich utworów obrał wspomnienia i tradycye ukraińskie; należy tedy 
do szkoły ukraińskiej, na czele której stoi Bohdan Zaleski. Powieść 
poetyczna Grozy p. t.: »Starosta Kaniowski« przedstawia romans szla- 
checko-ukraiński, osnuty na podaniach. Romantyzm ukraiński przemawia 
tu tonem, kolorytem, a nawet słowami prostego ludu, tudzież dziką 
rozmową wilków, upiorów i t. p. Michał Grabowski, chwaląc wogóle 
ten utwór, piękniejsze w nim miejsca wykazał. Inni krytycy zarzucają 
mu, że autor nie trzyma się prawdy, ale tworzy z okruchów poezyi 
gminnej jakiś Świat fantastyczny, w którym migają postacie kozackie, 
brzmią tony ukraińskie, ale nie jest to Ukraina ani przeszłości ani chwili 
obecnej. W całym utworze czuć naśladownictwo przodowników szkoły 
ukraińskiej. O pierwszym zbiorze poezyi i o wydawnictwie »Rusałki« 
wspominaliśmy już wyżej (3147, 3148). Tu jeszcze podać należy: 

3848. Władysław, wyciąg z pamiętników nie bardzo starych. Wilno, 
1848; 1858. 

3849. Hryć, dramat ukraiński w pięciu aktach. Wilno, 1858. 

3850. Twardowski, mysterium ułożone z podań ludowych w dwóch 
częściach. Brody, 1873, 89. 

. Krytyka niepochlebnie wyraża się o próbach dramatycznych Grozy. 
3851. Grosz wdowi. Kijów, 1849, 1851, 89 2 tomy. 
Powyższy utwór mniejsze już miał znaczenie niż » Rusałkac. 


— 399 — 


W szkołach wołyńskich używano jego Elementarza, mniejszego 
i większego, którego trzy edycye wyszły w Żytomierzu w 1860 r. 

Gutt Ferdynand. Pochodził z rodzinny bawarskiej, osiadłej 
w Wilnie. Ojciec jego był aptekarzem. Ferdynand był w przyjaźni 
z wydatniejszymi Filaretami, stąd jego skłonność do życia marzyciel- 
skiego. Studya lekarskie przeszedł wzorowo i po obronieniu rozprawy 
»de morbis columnae vertebralis« pozyskał w r. 1823 stopień doktora 
medycyny. W mieście rodzinnem poświęcał się praktyce lekarskiej. 
Na tem stanowisku pozostałby jako przeciętny lekarz praktyk z mniej- 
szem lub większem powodzeniem, lecz stosunki najpierw z młodzieżą 
idealnych poglądów na życie i jego obowiązki, a następnie obcowanie 
ze szwagrem Andrzejem Towiańskim zrobiły swoje. Pozyskał Gutt roz- 
głos, gdy opuścił kraj rodzinny i udał się razem z Towiańskim do 
Francyi w r. 1842. Podzielał marzenia mistrza Andrzeja, podzielał i jego 
losy. W Paryżu z początku zaczął studyować nauki lekarskie, dzięki 
czemu zdał odpowiedni egzamin i pozyskał prawo wolnej praktyki. 
Osiedlił się w okolicach Paryża w Nanterre, lecz po bardzo krótkim 
tam pobycie musiał wyjechać z Francyi zupełnie. Osiedlił się w Szwaj- 
caryi, gdzie w Zurychu dokonał życia dnia 25 grudnia 1871 roku. Czy 
do końca życia był zwolennikiem Towiańskiego, nie wiemy. 

Hechell Fryderyk Bogumił. Urodził się w Wilnie w 1795 r. 
Do nauk lekarskich przykładał się w rodzinnem mieście. Doktoryzował 
się w r. 1818 po obronieniu rozprawy »de zostere«, a następnie osie- 
dlił się w Ucianie, gdzie się poświęcał praktyce lekarskiej. Dla dal- 
szych studyów naukowych wyjechał za granicę, gdzie wiele lat prze- 
bywał, zwiedzając ważniejsze zakłady naukowe w Europie. Około r. 1835 
otrzymał drogą konkursu katedrę medycyny sądowej, policyi lekarskiej 
i historyi medycyny w Uniwersytecie Jagiellońskim i na tem stanowisku 
zasłynął jako profesor głębokiej nauki, znakomity mowca 1 niepospolity 
prelegent. Lekcye policyi lekarskiej, nauki od niedawna z katedry wy- 
kładanej, wzorowo opracował i niektóre działy drukiem ogłaszał Na 
ostatnim sejmie Rzeczypospolitej Krakowskiej zasiadał jako deputowany 
od Uniwersytetu. Z pomiędzy profesorów tych umiejętności w Polsce, 
w pierwszej połowie XIX w. Hechell zajmuje pierwsze miejsce. Pracami 
swemi wzbogacił literaturę polską, a w historyi medycyny polskiej zajął 
bardzo wydatne stanowisko. O jego pracach naukowych ogłoszonych 
drukiem jużeśmy mówili (1561, 1679, 2037, 2056, 2070, 2071). Umarł 
w Graefenbergu w r. 1851. 

Herburt z Fulsztyna Mamert. Urodził się we wsi Kaczynie, 
w powiecie kowelskim, w r. 178y. Do nauk przykładał się w semina- 
ryum w Ołyce i ukończył je w r. 1804; następnie udał się do Wilna 


— 400 — 


do seminaryum głównego i takowe ukończył w roku 1812 ze stopniem 
magistra św. teologii. W r. 1816 doktoryzował się. Wyświęcony w r. 1812 
na kapłana objął probostwo w Klewaniu, a w r. 1819 mianowany został 
kanonikiem łuckim. W roku 1822 objąl posadę regensa głównego semi- 
naryum i był nim aż do r. 1829. Od r. 1829 zasiadał w kapitule wileń- 
skiej, jako kanonik, później prałat scholastyk, wreszcie od r. 1863 dziekan. 
Biegłym był bardzo w literaturze starożytnej, znał doskanale język łaciń- 
ski, grecki, hebrajski; był przytem zawołanym paleografem. Umarł w Wil- 
nie w r. 1873. Pochowany na cmentarzu Bernardyńskim. Ogłosił drukiem: 

3852. Sześć kazań na rozmaite uroczystości kościelne. Wilno, 1825. 

3853. Kazanie Ś. Grzegorza Nanzyanzeńskiego o miłości ku ubo- 
gim. Przekład z greckiego z tekstem oryginalnym obok. Wilno, 1843, 4". 

3854. Cantionale ecclesiasticum. Wilno, Zawadzki, 1856, 80; 1862, 8”. 

3855. Aktów czyli Dziejów Kapituły Katedry wileńskiej z siedmiu 
pierwszych tomów od r. 1501 do 1600 przez X. M. z Fulsztyna Her- 
burtta, kanonika seniora katedry wileńskiej, a prałata kustosza żytomir- 
skiej, S. Teol. Doktora, krótko zebranych wiek II w hołdzie wdzięczno- 
Ści tejże kapitule dnia 28 marca 1843 roku w Wilnie przy rozpoczęciu 
jeneralnych obrad wiosennych. MSS. 

Tom ten porządnie oprawny w skórę, folio, zawierający przeszło 
tysiąc stron bardzo drobnego, ale czytelnego pisma Hierburta miałem 
w ręku. Jakim sposobem tom ten z kapituły dostał się do wileńskich 
bukinistów, nie wiem. Po przyjeździe do Wilna biskupa Hryniewieckiego, 
właściciel tego tomu bukinista Kinkulkin zwrócił się do biskupa z pro- 
pozycyą sprzedania tego rękopisu. Biskup zagroził mu kozą, iż kradzione 
rzeczy śmie mu proponować, wówczas Kinkulkin zwrócił się do mnie. 
Sto rubli zdawało mi się za drogo, więc nie kupiłem; obecnie muzeum 
ks. Czartoryskich w Krakowie jest właścicielem owego arcyciekawego tomu. 

W mojej bibliotece znajdują się autografowane bruliony i to nie- 
kompletne. W każdym razie mogłem z nich korzystać w niniejszej pracy. 
Nabyłem te bruliony razem z innemi pracami Herburta nieogłoszonemi 
drukiem u handlarza starymi papierami, płacąc za pud dwa ruble. Bar- 
dzo starannie układałem te bruliony, lecz całości nie udało się złożyć. 
Z tego widać, że i trzeci wiek opracował a czwarty rozpoczął. Nie wiem, 
gdzie się znajdują inne ułamki, lecz przypuszczam, że zaginęły. Aby dać 
pojęcie o całości pracy pomnikowej X. Herburta, podaję dosłownie z au- 
tografu dedykacyę do pierwszego tomu, obejmującego wiek II. 


»IDo JJWW Biskupów, Prałatów i Kanoników, kapitułę kate- 
dralną wileńską składających, najłaskawszych konfratrów moich 
1 dobrodziejów. Dedykacya. 

Szczególną łaską Prześwietnej Kapituły z tak wielką dla mnie 


chlubą i zaszczytem nad wszelkie moje spodziewanie w r. 1829 do 
szanownego Jej grona wezwany i przyjęty zawszem pragnął, ile 
możności powinną wdzięczność odemnie osobliwszym jakim spo- 
sobem dla niej okazać. Lecz wymurowanie przezemnie z funda- 
mentów nowego skrzydła w jednej kamienicy kapitulnej, w r. 1830 
własnym kosztem moim, a dokończenie i zreformowanie drugiej 
w roku 1834, które od prześwietnej kapituły przez opcyę prawną 
posiadałem, nie zdało imi się jeszcze dostatecznym hołdem tejże 
wdzięczności. Więc uważając, iż większa część ksiąg Aktów kapi- 
tylnych a zwłaszcza trzy pierwsze tomy dla swej nieczytelności 
charakteru i skróceń wyrazów łacińskich cora: trudniejszymi do 
czytania i zrozumienia zostają; przedsięwziąłem one wszystkie pra- 
wie dosłownie, skracając jednak gdzie można było, na ojczysty 
język wyłożyć, a tom I nawet osobno co do słowa przepisać i naj- 
dokładniejszy do robienia kwerendy rejestr sporządzić. Przez co by 
też nasze Akta kapitulne, dla wielu nader ważnych, które w sobie 
zawierają szczegółów, pod względem historyi Kościoła, duchowień- 
Stwa, kraju i miasta — mogły być każdemu przystępniejsze i uży- 
teczniejsze. O czem się łatwo przekonać przez lekkie nawet i krót- 
kie tegoż mojego Zbioru przepatrzenie, w którym też umyślnie 
i najmniejszych z pozoru okoliczności nie chciałem opuszczać, już 
to, aby w nim pilniejsza była dokładność już i dlatego, że w dzie- 
jach dawniejszych przez drobne rzeczy, bardzo często ważne wy- 
padki lepiej się wyjaśniają, i różne ciekawe zwyczaje do ducha 
czasu stosowne, są w nich wytknięte. Gdy zaś pierwszych tomów 
aktowych od początku fundowania kapituły nie dostaje, więc po- 
dzieliłem tenże mój zbiór cały na trzy wieki, a mianowicie: 2-gi 
od 1501 do 1600 (własność Muzeum Czartoryskich); 3-ci od 1601 — 
1700 (fragmenta u mnie); 4-ty od 1701— 1800 (fragmenta u mnie); 
a 5-ty wiek albo następcy mojemu w czasie potomnym zostawuje, 
albo i sam jeszcze, jeśli Bóg życia i zdrowia dozwoli, choćby do 
połowy myślę dosięgnąć. Dokonawszy tedy w przeciągu półtrzecia 
roku z pierwszych siedmiu tomów Aktów Kapituły wieku dru- 
giego, składam go Najszanowniejszym Konfratrom w najszczerszej 
ofierze, prosząc o jej łaskawe przyjęcie i zaszczycanie mnie nadal 
jak dotąd Ich pożądanemi względami, którym się na zawsze pole- 
cam, gotów na wszelkie rozkazy. 

JW Panów Dobrodziejów prawdziwy sługa X. M. H.» 


Wiadomą jest skądinąd rzeczą, że ta księga najdawniejszego tomu 


Aktów kapitulnych uważana była za nieużyteczną, jakoby hieroglifami 
pisaną; była bowiem pisaną krotłami i najzawilszym gockim charakterem. 
X. Bohusz zaledwie w niej kartkę zdołał wyczytać. Otóż tę księgę sko- 
piował Herburt. 


3856. Liber confraternitatis Catholicorum inclytae Nationis Ger- 


manicae advenarum. MSS. 


Księgi te miejscami po łacinie, po niemiecku i po polsku pisane, 


skopiował i ułożył. Stanowią one materyały do historyi miasta Wilna, 


UNIWERSYTET WILEŚSKI. TOM II. 26 


osobliwie pod względem kościelnym. O tej kopii wspomina Homoblicki, 
gdzie się ona obecnie znajduje, nie wiem. Również nie wiadomo, gdzie 
się znajdują »Wypisy z najdawniejszej księgi wójtowskiej«. Między mymi 
papierami niema najmniejszego fragmentu z powyższych dwóch ręko- 
pisów. O rękopisie z dziedziny filozofii mówiłem wyżej (2245). 

Hlebowicz Antoni Bolesław. Urodził się w roku 1801 
w Grodnie i po ukończeniu nauk gimnazyalnych w tem mieście, kształ- 
cił się dalej na wydziale literackim w Uniwersytecie wileńskim, gdzie 
otrzymał stopień kandydata filozofii. W r. 1823 udał się do Petersburga, 
gdzie obok urzędowania, powoływanym był przez hr. Rumiancowa do 
rozmaitych czynności naukowych. Hlebowicz bowiem będąc jeszcze 
uczniem Uniwersytetu, Filaretem, ogłosił drukiem: 

3857. Krótki rys życia Witolda, W. X. Lit. Wilno, 1821, 89. 

Prócz tego, posiadał język rosyjski i drukiem ogłosił tłómaczone 
przez siebie na język polski rozprawy Łobojki, Uspienskiego i innych. 
Kilka lat urzędując w Petersburgu, przeniesiony został do Warszawy 
przed rokiem 1830, mianowany inspektorem w szkole wojennych kan- 
tonistów, a przy zorganizowaniu rady wychowania publicznego w r. 1333 
został sekretarzem tej rady. W roku następnym był wizytatorem gene- 
ralnym szkół, wreszcie członkiem tejże rady i członkiem Świeckim za- 
rządu akademii duchownej rzymsko-katolickiej w Warszawie. Najważniej- 
szą zasługą Hlebowicza, która go postawiła w rzędzie dobrze zasłużo- 
nych społeczeństwu mężów, to założenie i wydawanie od r. 1841 aż do 
zgonu »Pamiętnika religijno-moralnego«. Czasopismo to stanowi bogaty 
skarbiec wiadomości, nie tylko religijnych, ale także Ściągających się do 
historyi ojczystej. O jego pracach w »Dzienniku wileńskim« i w »Dzie- 
jach dobroczynności ogłaszanych, mówiliśmy już wyżej. Hlebowicz 
w zawodzie służby publicznej odznaczał się prawością obok sprężystości. 
Uczuciami religijnemi przenikniony od młodości, ściśle zachowywał prze- 
pisy Kościoła katolickiego. Zakończył życie w Warszawie w r. 1847. 
Wspomnienie o nim pomieścił Żyszkiewicz w »Pamiętniku religijno-mo- 
ralnym« 1847, XIII. 

Hłuszniewicz Michał. Astronom polski. Człowiek niezmier- 
nie zasłużony i pracowity; mimo to mało o nim wiedzą, chociaż na wspo- 
mnienie ze wszech miar zasługuje. Urodził się w r. 1797 w Mińsku, 
gdzie ukończył gimnazyum. Do nauk matematycznych przykładał się 
w Uniwersytecie wileńskim. Po uzyskaniu stopnia magistra filozofii, 
pozostał w Wilnie przy obserwatoryum jako pomocnik dyrektora. Na 
tem stanowisku przebył do roku 1848. Mimo wielkich zasług, jakie dla 
nauki położył, o czem wyżej mówiliśmy, spostrzeżenia bowiem w tym dłu- 
gim okresie czasu robione przez niego były wyłącznie dokonane, mu- 





KS. HOŁOWIŃSKI. 
REKTOR AKADEMII DUCHOWNEJ W PETERSBURGU. 


ZE ZBIORÓW B. RUSIECKIEGO. — FOTOGRAF. DR. W. ZAHORSKI. 


— 403 — 


siał drugiemu ustąpić miejsca, a sam zamieszkał prywatnie w Wilnie, 
gdzie w niedostatku umarł w r. 1862. 

Hołowiński Ignacy. Urodził się 24 września 1807 r. w Owru- 
czu i miał lat trzy, kiedy mu ojciec umarł. Ojciec jego Piotr, potomek 
ruskiej starożytnej ale podupadłej rodziny był ekonomem. Umarł w r. 
1811 zostawiwszy ośmioro dzieci i żonę Dominikę z Łęskich. Matka ta, 
jak pisze Bartoszewicz, była aniołem opiekuńczym swoich dzieci. Bez 
najmniejszego zasobu, bez opieki i bez przyjaciół, bo i bracia męża byli 
ubodzy, nic jej pomódz nie mogli, znalazła dosyć w sobie miłości, żeby 
się poświęcić dla dzieci. Cudownych wysileń było potrzeba. Pracowała 
po całych dniach i nocach, nie wstydziła się żadnego obowiązku, żadnej 
roboty, starsze dzieci przyzwyczajała do wczesnej pracy, a nędznym za- 
robkiem, kosztem bezustannego poświęcenia się i ofiar, młodszym da- 
wała edukacyę, starała się nad siły. Widzimy z powyższego, że Ignacy 
Hołowiński w twardej wychował się szkole, wśród spartańskiego ubóstwa. 
Matka pobożna rzadką go napoiła religijnością. Ale późno już bardzo 
obrał sobie stan duchowny. Pojechał do Wilna i tam się przykładał do 
nauk w Uniwersytecie, w seminaryum głównem od r. 1826—1830, ukoń- 
czywszy je ze stopniem magistra teologii. Był łagodny i słodki, dlatego 
w oczach wielu wyglądał na hipokrytę i wtenczas już prorokowano 
mu, że za lat dziesięć dwanaście będzie biskupem. Na samym początku 
swego zawodu został kanonikiem katedralnym w Żytomierzu. Nie długo 
powołany na kapelana i profesora religii do Uniwersytetu w Kijowie lat 
kilka tam przebywał, W Kijowie miał sposobność zbliżyć się do zna- 
komitości literackich Wołynia, Podola i Ukrainy. Ksiądz Hołowiński 
dowcipem i nauką był nieraz duszą tych literackich zgromadzeń, a z cza- 
sent nawet osobne wśród nich zaczął tworzyć ognisko. Bywali w Kijo- 
wie: Michał Grabowski, Henryk Rzewuski, Kraszewski, Świdziński, 
Szczeniowski, Przezdziecki i t. d. Hołowiński wiele pracował nad sobą, 
nie tylko jako kapłan, wyłącznie sługa ołtarza, ale jako człowiek, który 
poznać chciał świat i całą głębokość wiedzy ludzkiej. Był dlatego czło- 
wiekiem wszechstronnie wykształconym. Teologia, filozofia, historya zaj- 
mowały go; pokochał także świat ideału, bo miał duszę poetyczną. Ojców 
Kościoła tak znał jak np. Petrarkę i Szekspira. Chciał Polsce przyswoić 
Szekspira, a gdy ogłosił prospekt, wielu literatów z Grabowskim na 
czele cieszyło się bardzo, że Szekspir będzie przyswojony z pojęciem 
wyższem o literaturze i sztuce; w tym fakcie widziano pewne dojrze- 
wanie narodu, któregoby fraszki zajmować już nie powinny. Pojawiały 
się tomy za tomami pod pseudonimem Kefalińskiego, lecz nie wygrał 
sprawy w narodzie, bo przekład jego wierszem miarowym bez wdzięku 
i jednostajny niemile się czyta — i zdaje się żadnego nie wywarł wra- 


207% 


ARE 404 kę 


żenia na umysłowe wykształcenie narodu. Również zawiodło go tłóma- 
czenie sonetów Petrarki, brak w niem wszędzie nadobnej formy poety- 
cznej; są wyrażenia czułe, niema poezyi. Kiedy w r. 1839 usunięto Po- 
laków profesorów z uniwersytetu kijowskiego, skorzystał Hołowiński 
z przymusowej bezczynności i odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej, którą 
opisał i ogłosił drukiem w Wilnie w 5-ciu tomach. Dzieło znakomite. 

Hołowiński wezwany został do Petersburga do ministra w kwestyi 
przeniesienia akademii duchownej z Wilna, w maju 1842 roku. Miano- 
wany rektorem akademii osiadł w Petersburgu. Był rektorem i profeso- 
rem zarazem, od r. 1843—1844 wykładał teologię dogmatyczną, a od 
r. 1843 — 1855 homiletykę i patrologię. Obie te czynności spełniał bardzo 
gorliwie i pilnie. Epoka petersburska należy do bardzo gorliwej i różno- 
rodnej pracy literackiej. Dzieło wydawał za dziełami, a wszystkie druko- 
wał w Wilnie. Rzadko pisywał Hołowiński pod swojem imieniem, częściej 
pod pseudonimem Żegoty Kostrowca. W roku 1843 wydrukował »Le- 
gendy«, w r. 1844 »Tekę rozmaitoście, gdzie pomieścił sławne »Życie 
mojej matkic; w tymże roku 1844 ogłosił »Obraz Cebesa i doręcznik 
Epikteta« z greckiego; w r. 1846 ogłosił »Dzieciątko Jezus«. Poemat 
ten wywołał ruch w ówczesnym świecie literackim. W r. 1847 ogłosił 
»Rachele, w r. 1848 »Pisma Żegoty Kostrowca« w dwóch tomach. Kiedy 
przeciw Trentowskiemu wywiązała się kampania, Hołowiński nie był 
ostatnim w szeregu, ogłosił w » Tygodniku petersburskim« 1846, N. 18 
do 53, przeciw Trentowskiemu: »O stosunku bezpośrednim filozofii do 
religii i cywilizacyi naszej. Nie zaniedbał też Hołowiński przy każdej 
sposobności uderzać na tego ducha niewiary, który wśród nas się sze- 
rzył. Kierunek wieku był zbyt racyonalny, rozwijało się bogactwo ma- 
teryalne, ale przebrzmiewały podania ojców. Nieraz lekkomyślnie potrą- 
cano Kościół i jego instytucye. Hołowińskiego zabolało serce i wystąpił 
do walki z młodzieżą, z »Gwiazdą kijowską«, która najwyżej i najkrzykli- 
wiej podnosiła chorągiew postępu. Hołowiński był nienawidzony w tem 
kółku. Porównywano go z Henrykiem Rzewuskim. A jednak Hołowiński 
nie drażnił narodu, Kościoła tylko bronił, spełniał jako kapłan i katolik 
powinność swoją. Żartowano z niego w najnieprzyzwoitszy sposób. Tym- 
czasem prace jego w akademii i w Kościele były znakomite, obfite w owoce. 
Cicha praca, a nieobliczone wydała skutki. Ocenili ją wyżsi dostojnicy 
Kościoła i Hołowiński wyświęcony został 12 grudnia 1848 r. na biskup- 
stwo karystyeńskie, mianowany został koadjutorem metropolity Dmo- 
chowskiego »cum futura successione«. Wówczas dokonał wielkiej pracy, 
albowiem na mocy konkordatu z r. 1847 potrzeba było urządzić w Rosyi 
nową dyecezyę tyraspolską i opisać wszystkie kościoły, a wszystko urzą- 
dzić kanonicznie. Owocem zabiegów i prac Hołowińskiego jest siedm 


ksiąg opisu dyecezyi pod wszelkimi względami, pomnik stanu Kościoła 
w cesarstwie w r. 1849. W styczniu 1851 r. umarł Dmochowski, Hoło- 
wiński został arcybiskupem, a paliusz otrzymał razem z ukazem cesar- 
skim, mianującym go metropolitą i prezesem kollegium 24 października 
1851 roku. Na tem wysokiem stanowisku długo nie pozostawał, albo- 
wiem w dniu 19 października 1855 roku umarł z pracy i ciężkiej cho- 
roby. Z obszernych, pozostałych po nim rękopisów, wydano w Krakowie 
w r. 1857 »Hymny kościelne«, 120 432, druk »Czasu«; »Kazania nie- 
dzielne, świąteczne, pogrzebowe, oraz alokucye miane w Petersburgu « 
1857; »Homiletykę«, 1854. Arcybiskupem będąc tylko pracami ducho- 
wnetmi się zajmował, literaturę Świecką zarzucił!), O tych to pracach 
mówiliśmy wyżej (2246, 2247, 3149—3151). 

Horain Aleksander. Pisze o nim Preuschoff: »secundo flumine 
in Gentilitio Srzeniawa Aristotelicum Euripum et Theologicum emen- 
sus aequor, fortunatior Jason, pro aureo vellere, sacratiorem Theologiae 
prehendit Lauream. Episcopus Tiberiadensis, Suffraganeus per Albam 
Russiam, Custos Praelatus, Xz Officialis Generalis Vilnensis, Praepositus 
Infulatus Gieranonensis, in partem Pastoralis curae et solicitudinis Con- 
stantino venit. Ad Sublimiores Infulas rara virtus, et eruditio, Magno 
Praesuli suffragium conferunt. Superi hujusmodi Ecclesiae Dei praesules 
Sz Universitati Vilnensi tanta Decora concedant«. W r. 1700 z sufra- 
gana białoruskiego został biskupem smoleńskim, w r. 1716 żmudzkim 
i na tem stanowisku zmarł w r. 1735. | 

Hreczyna Grzegorz. Pochodził z Wołynia, gdzie się urodził 
w r. 1796. Do nauk matematycznych przykładał się w Uniwersytecie 
wileńskim. W roku 1817 pozyskawszy stopień magistra filozofii, został 
w Krzemieńcu profesorem geometryi i algebry; po zwinięciu liceum 
przeniesiony do Kijowa na katedrę czystej matematyki. Doktoryzował 
się w roku 1839 i w tymże roku jak i inni Polacy usunięty został 
z Kijowa. Mianowany profesorem zwyczajnym w Charkowie, gdzie 
wkrótce bo 20 lutego 1840 zakończył życie mając lat 44. O jego pra- 
cach literackich mówiliśmy wyżej (159, 160, 1o1o, 1293). Jego rozprawa 
doktorska »O działaniu naczyń kapilarnych« była tylko szkicem. Prędki 
jego zgon nie pozwolił mu głębiej jeszcze rozwinąć pomysłów naukowych. 
Prace jego bowiem pełne rozległych widoków i ważnych pomysłów w umie- 
jętnościach fizyczno - matematycznych okazują głębokiego tychże znawcę 


1:) Wspomnienie z życia i zgonu ś. p. Hołowińskiego spisane na żądanie bisku- 
pów przez jednego z uczniów jego. »Pamiętnik religijno-moralny«. 1856, IV, V; 
»Dziennik warszawski«, 1856, luty; O Hymnach »Pam. relig.-inoral.« 1857, I, 464; 
O kazaniach, »Pam. relig. moral.< 1851, II, 211. 


42 406 s=ż 


i znakomitego w naszym wieku geometrę. Romuald Podbereski umieścił 
nekrolog jego w »Tygodniku petersburskim «. 

Hutorowicz Jozafat. Bązylianin, doktor teologii Akademii 
wileńskiej, arcybiskup smoleński. Pasze o nim Preuschoff: »Sacram Exc- 
clesiae Graecae cum Romana unionem Divi Josaphat Indigentis sui 
exemplo fortiter asseruite. 

Hylzen Jan August. Urodził się w początkach panowania 
Augusta II, w Inflantach; po ukończeniu Akademii wileńskiej podróżo- 
wał za granicą. Najpierw był kasztelanem inflanckim, marszałkiem try- 
bunału litewskiego, a umarł wojewodą mińskim już za Stanisława Au- 
gusta w r. 1767. Słynnym był z nauki i wymowy. Liczył się do stron- 
nictwa saskiego, gdyż był przeciwnikiem Stanisława Leszczyńskiego. 
O jego dziele »Inflantys jużeśmy wspominali. Krytycy posądzają go 
o parcyalizm 1 uprawianie polityki zaściankowej; dzięki temu każdy 
Inflantczyk jest dla niego znakomitym i wielkim. Mimo tego, dzieło to 
stanowi przejście do lepszej szkoły historyków naszych. 

Hylzen Jerzy Mikołaj, brat poprzedzającego, syn Jerzego 
Konstantego, starosty maryenhofskiego w Inflantach. Urodził się w r. 1692. 
Nauki odbywał w Akademii wileńskiej. Jako biskup smoleński umarł 
w Warszawie 1775 roku. Znanym jest w literaturze z kilku dzieł nau- 
kowych religijnych, jak »Wojna duchowna«, tłómaczenie z włoskiego 
Wawrzyńca Scupoli, tłómaczył także Fleurego i innych. 

Jakubowicz Maksymilian. Urodził się na Wołyniu w 1733r. 
Wyższe nauki pobierał w Uniwersytecie wileńskim, po ukończeniu któ- 
rych był profesorem języka łacińskiego i greckiego oraz literatury sta- 
rożytnej najprzód w niższych szkołach jak łuckiej, Święciańskiej, Świ- 
słockiej 1 warszawskiej, następnie w liceum krzemienieckiem do r. 1832 
czyli do chwili zamknięcia tego liceum; potem od r. 1834 był profeso- 
rem literatury starożytnej w uniwersytecie kijowskim a naostatek do 
roku 1842 w uniwersytecie moskiewskim, gdzie wykładał literaturę łaciń- 
ską, w którym to roku jako profesor zasłużony opuścił służbę i otrzy- 
mawszy emeryturę osiadł w Żytomierzu, gdzie umarł 14 kwietnia 1853 r. 
mając lat 68. Kochany od uczniów, od wszystkich ceniony, a po Śmierci 
powszechnie żałowany. Był to mąż wielkiej nauki, życia religijnego, nie- 
pospolitej w edukacyi krajowej i literaturze zasługi, wszędzie i zawsze 
bogobojną mądrością celujący. Prace jego, mianowicie na polu badań języka 
polskiego, stawiają go w rzędzie pierwszorzędnych gramatyków. Za zasługę 
Jakubowiczowi poczytują, że on umiejętnie sprostował i uzupełnił w wielu 
miejscach Kopczyńskiego, posunąwszy znacznie udoskonalenie systemu 
nauki naszego języka. O pracach jego lingwistycznych i filozoficznych 
mówiliśmy wyżej (2248, 3070, 3152). Z innych prac należy zanotować: 


3858. De virtute Romanorum antiqua ejusque causis. 

Powyższa rozprawa umieszczona w zbiorze mów mianych na uro- 
czystem posiedzeniu uniwersytetu moskiewskiego w r. 1841. Zbiór ten 
współcześnie był drukowany po rosyjsku. 

3859. Historiae Litterariae Graecorum et Romanorum  interioris 
adumbratio MSS. przygotowany do druku. 

3860. De pulchro Platonica. MSS. 

Mowa miana przy rozpoczęciu kursu nauk w Kijowie w r. 1834. 

Oprócz tych dwóch rękopisów pozostawił wiele prac, do druku 
nieprzygotowanych jeszcze, zawierających w sobie prelekcye, komentarze 
do dzieł starożytnych pisarzy, głównie Horacego i Cycerona. 

Jankowski Placyd (John of Dycalp). Urodził się w roku 
18:10, syn księdza unickiego. Ukończył Uniwersytet wileński, gdzie się 
kształcił razem z Hołowińskim od roku 1826 do r. 1830, ze stopniem 
magistra teologii; w roku 1833 promowany na doktora teologii, został 
kapłanem, a następnie gdy w roku 1839 przyjął prawosławie, miano- 
wany protojerejem przy soborze żyrowickim, oraz wiceprezesem litew- 
skiego konsystorza prawosławnego w Żyrowicach, później w Wilnie. 
Umarł w Żyrowicach w r. 1872. Przed Śmiercią czuł potrzebę spowiedzi 
publicznej i napisał paszkwil na szkołę, która go wychowała, chociaż 
ta spowiedź nie była potrzebną, już chociażby z tej racyi, że społeczeń- 
stwo, do którego z urodzenia należał, nigdy nie dało mu uczuć tego 
zaparcia się, jakie uczynił, a oceniało jego prace literackie z wielką po- 
błażliwością i chwaliło utwory, nad którymi dzisiaj wzruszamy ramio- 
nami. W każdym razie Jankowski liczy się do znakomitych wy- 
chowańców Uniwersytetu wileńskiego. Uprawiał. humorystykę angielską, 
mając pod ręką swojską, polską. Zaprzeczyć jemu dowcipu, rzewności, 
wybornego prowadzenia potocznych rozmów — niepodobna. Że razi często 
przesadą, tego mu za winę poczytać nie można, chociażby dlatego, że 
znakomitszy od niego Kraszewski, współkolega i towarzysz po piórze, 
również w utworach swoich w tejże epoce w płaskość i przesadę wpada. 
Duch to więc czasu, a Jankowski, znany lepiej pod pseudonimem John 
of Dycalp, był jego przedstawicielem. Autorem był bardzo płodnym. 
O niektórych jego utworach jużeśmy mówili (3153—3155), o niektórych 
godniejszych wspomnienia wspominamy obecnie: 

3861. Pisma przedślubne i przedsplinowe. Wilno, 12% 2 tomy. 

3862. Pamiętniki Elfa, Wilno, Zawadzki, 1843, 8” 2 tomy. 

Współcześni zachwycali się nimi; najlepiej wartość ich ocenił sam 
autor, pisząc w epilogu, że pamiętniki te są: »martwe, wodniste fra- 
gmenta, bez życia i prawdy«. 

3863. Ostatni upiór w Bielehradzie. Wilno, Zawadzki, 1842, S*. 


<= 408 =; 


Jest to opowiadanie bardzo niesmaczne o pojawiającym się upiorze 
i kłopotach stąd burmistrza i jego żony. 

3864. Opowiadania John'a of Dycalp. Wilno, Zawadzki, 1843, 129. 

3865. Doktor Panteusz w Przemianach. Lipsk, 1845, 16". 

Bohater powieści wedle zasady Palingenezii rodzi się po wiele 
razy i wcale niedowcipnych zażywa przygód. 

Większe zasługi położył Jankowski jako tłómacz Szekspira. Szcze- 
' gólniej w dowcipnych scenach, gdzie igraszki słów nie dające się tłó- 
maczyć potrzeba zastępować równoważnikami, jest bardzo szczęśliwym. 
O ile Hołowińskiemu zarzucano szorstkość, o tyle Jankowskiemu zarzucić 
można gładkość. Szekspir bowiem pod piórem Jankowskiego przedstawia 
się i porządnie wymytym i wyczesanym. Tłómaczył on »Puste kobiety 
z Windsoru«, »Północną godzinę« i obie części » Henryka IV«<. Tłóma- 
czył także i Wielanda, mianowicie »Uczucia chrześcijanina<. Z Silvio 
Pellico przyswoił » Więzienie«, a Manzoniego romansu » Narzeczeni « tylko 
jeden tom wydrukował. 

Jaźwiński Antoni. Pochodził z gubernii mińskiej, z ówcze- 
snego powiatu wilejskiego, syn Jakóba. Do nauk przykładał się w Uni- 
wersytecie wileńskim i ukończył je ze stopniem doktora filozofii. W r. 
1809 wstąpił do wojska w Księstwie warszawskiem, a w r. i819 wy- 
stąpił w randze kapitana artyleryi. O jego życiu nie wiele wiemy. Że 
podróżował za granicą, że w Rzymie spotkał się z Mickiewiczem i Odynń- 
cem, o tem znajdujemy humorystyczną wzmiankę w »Listach z podróżyc 
Odyńca. W r. 1836 przyjechał do Petersburga jako głośny autor metody 
ułatwiającej pamięciowe uczenie się dziejów, mianowicie chronologii, 
którą to metodę zastosowywano i do nauki języków. Dzieła swoje, upo- 
wszechniające jego »metodę«, pisał po francusku; na język polski tłó- 
maczyli je Jan Fok w Wilnie w r. 1837, i Zarański Stanisław we Lwo- 
wie w 1849 r. Podług tej metody układali dziela generał Bem i An- 
toni Michalski po francusku, Stanisław Zarański i Aleksander Zdanowicz 
po polsku. Jaźwiński ostatnie lata życia przepędził w Mińsku. 

Z licznych jego prac odnoszących się do tej metody podajemy 
najwydatniejsze: 

3866. Methode polonaise inventće appliquće A la chronologie et 
a I'histoire, la geographie, et a Ietude des langues. Lyon, 1832, 189; 
Paryż, 1836. 

3867. Carte chronologique pour I'ćtude de I histoire universelle avec 
une explication. Explication de la carte chronographique pour Iletude 
de Phistoire universelle depuis l'ere vulg. d'apres la methode dite polo- 
naise. Paryż, 1834, 120 2-a ed. Paryż, 1835. 

Jelachich Franciszek (Jelaczyc). Należał do znakomitszych 





TOMASZ ZAN,. 


uczniów Uniwersytetu wileńskiego, gdzie się przykładał do nauk lekar- 
skich. Zamknięto Uniwersytet wówczas, gdy się przygotowywał do egza- 
minu doktorskiego; pozostał przeto w Wilnie i pod kierunkiem Por- 
cyanki ćwiczył się w chirurgii i do operacyi chirurgicznych przykładał 
w szpitalach wileńskich. W Akademii pozyskał stopień doktora me- 
dycyny po obronieniu rozprawy: » De corporibus mobilibus in articulis« 
(1429), a równocześnie z tą promocyą konferencya otrzymała zapytanie, 
czy między wychowańcami b. Uniwersytetu są młodzi ludzie, którzyby 
mogli zająć katedry uniwersyteckie chirurgii i weterynaryi w Charkowie 
i Kazaniu. Wybór padł na Jelaczyca i ten wyjechał niezwłocznie do 
Charkowa, gdzie z powodzeniem wykładał chirurgię. Przeniesiony na- 
stępnie do Kazania, pozostawał na tem stanowisku przez długie lata. 
Umarł w Kazaniu d. 13 kwietnia 1888 roku. 

O Jelachichu pisze Ilinskij w » Ruskiej Starinie« 1894, w te słowa: 
»Do liczby lepszych należał profesor chirurgii Franciszek syn Józefa 
Jełaczyc. Wykładał on chirurgię operacyjną po łacinie i zawiadywał kli- 
niką chirurgiczną uniwersytecką. Znaliśmy język łaciński, o tyle o ile, 
lecz nie w tym stopniu, ażeby dobrze zrozumieć te lekcye. Lekcye były 
piękne i współczesne, jak to można było zauważyć z rękopiśmiennego 
tłómaczenia na język rosyjski; lecz byliśmy pozbawieni żywego i po- 
jętnego słowa, byliśmy pozbawieni wyłącznie przez kaprys profesora. Pe- 
wnego razu znudzeni łaciną, wyprawiliśmy do niego deputacyę. On ją 
przyjął, wysłuchał i ani słowa nie odpowiedział. Przypuszczaliśmy, że 
rozpocznie wykłady po rosyjsku. Jednakże gdy się zjawił na drugi 
dzień na lekcyę, objawił nam, że nie zna dobrze języka rosyjskiego i znowu 
prowadził wykłady po łacinie. Myśmy uwierzyli, lecz jakież było nasze 
zdziwienie, gdy podczas obecności w Kazanin ministra oświaty księcia 
Szyryńskiego Szachmatowa, który odwiedził i audytoryum Jełaczyca, ten 
ostatni wypowiedział lekcyę: »o zatrzymaniu krwotoku« w języku rosyj- 
skim jak najlepiej. Lekcya, że się tak wyrażę, była znakomita. Mimo 
tego, po wyjeździe ministra znowu wykłady prowadził po łacinie. Za- 
gadka wyjaśnioną została a była bardzo prosta — Jełaczyc wychowywał 
się w b. Uniwersytecie wileńskim i przybył do Kazania w połowie trzy- 
dziestych lat. On był prawdziwy Polak i dlatego nie chciał mieć lekcyi 
po rosyjsku. Drugiej przyczyny być nie mogło. Klinikę również po łaci- 
nie prowadził, przyczem eksploatował ją na swą korzyść. Będąc lepszym 
chirurgiem w Kazaniu i mając ogromną praktykę z całego Powołża 
i sąsiednich gubernii, a nawet sybirskich pacientów, przyjeżdżających do 
Kazania wyłącznie dla leczenia operacyjnego; Jełaczyc napełniał klinikę 
swoimi pacientami, gdzie i robił im operacye. Jełaczyc wybornie znając 
medycynę w całym zakresie, a głównie chirurgię, wykonywał wielkie 


i skomplikowane operacye z nadzwyczajną zręcznością i Świetnym rezul- 
tatem. Litotomię (operacyę kamienia pęcherzowego) robił w pięć minut 
i tak zręcznie, że zwiedzając w r. 1861—63 kliniki zagraniczne widzia- 
łem też same operacye, dokonywane przez znakomitych europejskich 
chirurgów jak Langenbeck i Nelaton i winienem oddać pierwszeństwo 
Jełaczycowi. On dokonywał litotomię, herniotomię, resekcyę, amputacyę 
i inne daleko prędzej, jaśniej, czyściej, aniżeli najznakomitsi chirurgowie 
w Europie. Razem z prof. Kiterem wyłuszczył całkowicie macicę z naj- 
lepszym zajściem — ta operacya w owyin czasie uważaną była na nie- 
podobną do wykonania. 

Jentz Karol. Filaret wileński. Do nauk przykładał się w Krze- 
mieńcu i w Uniwersytecie wileńskim, gdzie pozyskał stopień magistra 
filozofii. Mianowany profesorem fizyki w liceum krzemienieckiem po 
Łuczyńskim, niegdyś nauczycielu swoim, zachwycił wszystkich czarującą 
wymową. Lekcye fizyki stały się rzeczywiście publicznemi, gdyż na jego 
lekcye zbierały się tłumy słuchaczów obojej płci. Dzięki znakomitemu, 
utalentowanemu profesorowi fizyka zyskiwała wielu zwolenników i roz- 
powszechniała się w kraju. Kiedy Oerstedt, Ampćre i Arago po zagra- 
nicznych dziennikach uwiadamiali Europę o swoich ciekawych badaniach 
nad elektromagnetyzmem i fenomenami tegoż — wtenczas Jentz w Krze- 
mieńcu spółuczestnicząc w tak ważnych pracach, poczynione przez nich 
wynalazki i odkrycia własnemi doświadczeniami sprawdził i stwierdzał. 
Było to właśnie w tej epoce, kiedy Stefan Zienowicz na lekcyach chemii 
ogłaszając zasady swej głęboko obmyślanej teoryi — utrzymywał w niej, 
że oprócz siedmiu promieni, na które światło się rozkłada, są jeszcze 
dwa inne, to jest cieplikowy i magnetyczny. Niegdyś uczniowie a wtedy 
koledzy Zienowicza, Hreczyna i Jentz, teoryi swego mistrza żywe oka- 
zywali współczucie. Pierwszy bowiem na poparcie nowych i śmiałych 
jego twierdzeń w dowodzie, rachunku i »figury przydawek«; drugi twór- 
czym i rozległym jego pomysłom własne dociekania, doświadczenia i śle- 
dzenia poświęcał, Ale to były tylko częściowe młodego badacza w ogro- 
mie fizyki zajęcia. Cały systematyczny kurs tej umiejętności, powabnym 
jak jego wysłowienie stylem skreślony, pozostał w rękopismach u jego 
uczniów. Uniwersytet wileński zapragnął taką potężną siłę naukową, 
jaką był Jentz, wyprowadzić na szerszą widownię; mianował go profe- 
sorem technologii w Uniwersytecie, zalecając mu przed objęciem katedry 
wyjechać za granicę dla specyalnych studyów. Jentz wyjechał do Paryża, 
lecz wycieńczony nadmierną pracą, będąc przytem słabego zdrowia, padł 
ofiarą wysiłku i umarł w Paryżu. Była to ogromna strata dla nauki 
wogóle, dla Uniwersytetu w szczególności. 

Jeżowski Józef. Słynny Filomata wileński. Znakomity filolog. 


Człowiek skromny, doświadczonej poczciwości, kolega i przyjaciel idealny. 
Był jednym z najlepszych uczniów Groddeka. Będąc jeszcze studentem, 
dla korzyści współtowarzyszów pisał objaśnienia do ód Horacyusza. 
Wydał wreszcie i celniejsze ody. Skutkiem procesu Filaretów, osądzony 
i wysłany z Litwy do Moskwy, gdzie został profesorem literatury staro- 
żytnej. Na tem stanowisku również działalność swoją wydatnie zaznaczył, 
ogłaszając Odysseję z komentarzami własnymi i pisząc rzecz krytyczną 
o postępie badań filologicznych pism Platona (301ro, 3011, 3071). Z ko- 
respondencyi Mickiewicza dowiadujemy się o Jeżowskim daleko więcej, 
niż z wielkich encyklopedyi, gdzie o tak znakomitym człowieku zaledwo 
wzmiankę znajdujemy. Umarł w r, 1855. 

Jocher Adam Benedykt. Urodził się w r. 1791. Po ukoń- 
czeniu gimnazyum wileńskiego w roku 1807 wstąpił do Uniwersytetu, 
gdzie słuchał kursów filozoficznych i historycznych. W r. 1811 pozy- 
skał stopień magistra i został nauczycielem prywatnym. W r. 1827 po- 
wołano go na pomocnika bibliotekarza w Uniwersytecie wileńskim. 
Pierwszą pracą na tem stanowisku było opisanie gabinetu numizmaty- 
cznego. O tym gabinecie i jego opisywaniu w r. 1827 wiele już razy 
wspominałem w niniejszej pracy, dzięki temu, że nieomal wszyscy Ów- 
cześni adjunkci zajmowali się tą pracą i uzyskiwali za nią od cesarza 
albo uznanie, albo pienieżne wynagrodzenie. Tak przynajmniej biogra- 
fowie notowali to, a ja za nimi powtarzałem. Zdawałoby się, że ów ga- 
binet był kolosalny, tymczasem, jak to widzieliśmy powyżej, był bar- 
dzo skromny. Po zamknięciu Uniwersytetu, Jocher pozostał na swem 
stanowisku i przeszedł do akademii medyko - chirurgicznej i ducho- 
wnej. Okres ten czasu, który poświęcił w akademii dla prac literac- 
kich, liczy się do najszczęśliwszych w życiu Jochera. Wówczas to bo- 
wiem był najczynniejszym współpracownikiem » Wizerunków i roztrząsań 
naukowych«. Jedna trzecia wszystkich artykułów, tłómaczonych z obcych 
języków, po największej części bezimiennie drukowanych, jest jego pióra. 
Lecz praca ta była więcej mechaniczna, bo oryginalnych artykułów było 
mało. W tym czasie przedsięwziął ważniejszą pracę, która imię jego za- 
pisała między dobrze zasłużonymi. Jest to jego »Obraz bibliograficzny 
literatury i nauk w Polsce od zaprowadzenia do niej druku po r. 1830 
włącznies. Obraz ten powstał z wielu pracowitych poszukiwań. Ogło- 
szono tylko trzy tomy, gdy tymczasem całość według zebranych mate- 
ryałów wyniosłaby ich około piętnastu. Zamknięcie Akademii, rozpro- 
szenie biblioteki, która dostarczała naszemu pracownikowi materyału 
naukowego i zapewniała skromne utrzymanie, jako pomocnikowi biblio- 
tekarza, najgłówniejszym podobno, chociaż nie jedynym było powodem, 
że druk dalszych tomów przerwano, jak dziś się okazuje, na zawsze: 


Mnie się zdaje, że i Zawadzki lękał się ryzykować dalszy nakład, nie 
licząc na powodzenie dzieła ważnego, pożytecznego, lecz dla pewnych 
tylko jednostek. Powstanie tego dzieła i pobudki do wyjścia na świat 
pierwszych tomów są niezmiernie ciekawe i pouczające, a łatwo je zna- 
leźć i ciekawość zaspokoić, przeczytawszy odezwy redaktora i wydawcy. 
Po zamknięciu Akademii opuścił Jocher Wilno. Z początku gospodaro- 
wał na wsi w powiecie wiłkomirskim; później nauczał łaciny w szkole 
kowieńskiej, lecz tylko przez rok. Opuściwszy Kowno, zajmował się wy- 
chowaniem dzieci hr. Tyszkiewicza; wreszcie podupadłszy na zdrowiu, 
powrócił do Wilna w r. 1856, został rzeczywistym członkiem komisyi 
archeologicznej wileńskiej i tu zakończył życie 3 kwietnia 1860 r. Pra- 
cowity ten badacz ogłosił wiele dobrych artykułów, nacechowanych roz- 
ległą a wytrawną wiedzą. Niektóre jednak prace jego nie są wolne od 
pewnych mrzonek, jakie nie tylko wówczas panowały, ale i dziś jeszcze 
pojawiają się od czasu do czasu. Mamy tu na myśli kwestye językowe, 
stworzenie języka powszechnego. Do takich właśnie prac należą: owa 
» Harmonia mów«, »Epilog historyi mowy pierwotnej« i »Pelasgia«, które 
ogłosił po powrocie do Wilna. Dowiódł w nich wprawdzie wielkiej eru- 
dycyi, lecz wpadł za to w podejrzenie potknięcia się na paradoksalnych 
przypuszczeniach. Był to mąż wielkiej prawości i głębokiej nauki, pilny 
i sumienny. »Pogląd na kierunek i bieg umysłów i nauk w przedmio- 
tach wiary Świętej w krajach dawnej Polski« jest jednostronny i nie na 
wszystko można się w nim z autorem zgodzić. Przetłómaczył z łacińskiego 
dzieła pośmiertne podkanclerzego Łubieńskiego i tłómaczenie to poprze- 
dził » Wiadomością o życiu i pismach Stanisława Łubieńskiego «. 
Jurgiewicz Andrzej. Był jednym z najznakomitszych uczniów 
dawnej Akademii wileńskiej. On w r. 1586 broniąc rozprawy na stopień 
doktora teologii pod prezydencyą Vegi o czci świętych obrazów, rozpo- 
czynał z Wolanem walkę, stając się najżarliwszym i najdzielniejszym 
obrońcą wiary przeciw reformatorom. Nauki w Akademii przechodził 
systematycznie a gruntownie. Najpierw przykładał się do filozofii 1 hu- 
maniorów i został tych umiejętności magistrem, a następnie wysłuchał 
kursu teologii pod bardzo znakomitymi profesorami i został, jak zazna- 
czyliśmy, doktorem teologii. Równocześnie promowanym został na ka- 
nonika katedralnego wileńskiego. Był ulubieńcem i przybocznym kardy- 
nała Jerzego Radziwiłła, z którym jeździł do Rzymu. Pismami swemi, 
o których pod teologią moralną mówiliśmy (2579) i o których wspom- 
niemy poniżej, prowadził żywą polemikę z Kalwinami litewskimi, a szcze- 
gólniej z ich przewódcą Wolanem, którego zaciętym był przeciwnikiem. 
W środkach nie przebierał, Formy nie zawsze parlamentarne zachowywał, 
a że słynął i między różnowiercami jako kapłan uczony i pobożny, 


— 413 — 


przeto ogromne spustoszenie między innowiercami pismami swemi sze- 
rzył, Umarł w Wilnie w 1640 roku. 

3868. Quaestiones de heresibus nostri temporis And. Wolano, ipsius- 
que fratribus Lithuaniae Ministris p. ..... propositae. Wilno, 15go, 47. 

Polskie tłómaczenie tego dzieła wyszło pod tytułem: 

386g. Questiey kilkadziesiąt albo pytanie katolickie o prawdziwym 
Kościele Pana Krystusowym, o Piśmie Ś. i o rozlicznych błędziech i blu- 
źnierstwach ewangelików dzisiejszych, Andrzejowi Wolanowi i ministrom 
litewskim ku rozwiązaniu podane. Kraków, Łazarz, 1590, 47. 

3870. Anatomia libelli famosi et scurilis And. Volani Apostatae et 
praefecti Synagogae Calvinisticae Vilnensis. Wilno, 1591, 49. 

3871. Questiones de nostri temporis controversis Volano et aliis 
pestibus Lithuaniae propositae. Wilno, 1591, 49. 

3872. Responsio R. D. And. Jurgiewicz. Can. Viln. ad famosum 
Andr. Volani contra Summum Pontificem libellum quem Apollogiam 
contra calumnias Jesuitarum inscripsit. Wilno, 15go, 49. 

3873. Quod Evangelici falso de sua admirabili Harmonia et cera- 
seum gloriantur. id. 15gi, 49. 

3874. Bellum quinti Evangelici in qua contra larvatam harmoniam 
Genevensium et fucatam Consensum Sandomiriensem clarissime osten- 
ditur. Wilno, 1594, 4". 

3875. Ad quinquagintas duas quaestiones Gregorii Żarnovitae Mi- 
nistri Calviniani de Ecclesia ejusque notis ac duratione Responsio per 
And. Jurgevicium, Can. Viln. in qua clarissime ostenditur, Evangelico- 
rum Ecclesiam ante Lutheri tempora nusquam in orbe terrarum a quo- 
nam visam, auditam, aut cognitam fuisse. Brunsberga, 1592, 4. | 

3876. Quinti Evangelii professores Antiquissimi et Celeberrimi 
Nullus et Nemo. Qui in Ecclesia mathematico fugitiva latitante, inco- 
gnita et invisibili Protestantium usque ad Lutherum, Zwinglium et Cal- 
vinum latuerunt et tenebris erati. Wilno, 1599, 4%. Dedykowane księciu 
Mikołajowi Krzysztofowi Radziwiłłowi. 

Kaczkowski Karol. Urodził się w Warszawie w 1707 roku. 
Nauki odbywał w liceum krzemienieckiem, następnie w Uniwersytecie 
wileńskim, gdzie w r. 1821 po obronieniu rozprawy »de plicae polonicae 
in varias praeter pilos, corporis humani partes vi et effectu«, otrzymał 
stopień doktora medycyny. Rozprawa ta między owoczesną społecznością 
lekarską sprawiła wrażenie. Frank ją admirował i w całości przedruko- 
wał w swem dziele: »IDelect. opusc. ad prax. med.« Vol. II. N. 4, 201. 
Jako uczeń jeszcze w Krzemieńcu pozyskał przyjaźń swoich nauczycieli 
i miłość Czackiego. Na koszt liceum wyjechał do Uniwersytetu. Zawsze 
najprzykładniejszy z uczniów, zawsze pilny i zamiłowany w pracy, zjednał 


sobie i tam serca wszystkich profesorów, tak, że go z pomiędzy innych 
ochotnie wyróżniali. Po ukończeniu nauk i otrzymaniu stopnia, musiał 
wysługiwać się rządowi jako stypendysta — gotował się właśnie do 
drogi, z zapałem pięknej jego duszy właściwym do nowego w służbie 
rządowej przeznaczenia, zdaje mi się, że na Syberyę, kiedy koledzy krze- 
mienieccy, którzy z nim w liceum studyowali nauki, którzy słyszeli 
o jego pracach w Uniwersytecie, albo sami patrzyli na jego postępy 
w naukach, z własnego natchnienia zrobili składkę i pokryli koszta 
przez rząd na niego wyłożone. O tym fakcie sam Kaczkowski tak opo- 
wiada: »..... ale otóż współkoledzy krzemienieckiej szkoły (Bernatowicz, 
Fryczyński, Hilary Łukaszewski, Józef Mikulski, Maryan Piasecki) skła- 
dają na prędce co kto miał, co własną pracą i oszczędnością zarobił: 
przesyłają ministrowi oświecenia pieniądze, jako zwrot kosztów przez 
rząd łożonych, a oddając w ręce moje uwolnienie mnie od służby rzą- 
dowej, zażądali powrotu śród swoich, do Krzemieńca. Rzuciłem się 
w przyjacielskie objęcia. » Dobrze, zawołałem, macie mnie, służyć będę 
pracowicie i poczciwie Krzemieńcowi. Na cienie Czackiego przyrzekam *. 
Wszystkie komisa do Krzemieńca przyjmowałem. I jakież to były ko- 
misa? »Pozdrów odemnie te drogie nasze mury szkolne<. Tak Neapoli- 
tańczyk, gdziekolwiek by się znajdował, przez jadących w jego ojczyste 
strony zawsze jedno śle pozdrowienie: salułaćc mi zl sole. Wróciłem do 
Krzemieńca ')«. Otóż przez ten czas dziesięcioletni, który poświęcił w Krze- 
mieńcu służbie dobra społecznego, zasłynął jako znakomity lekarz praktyk, 
filantrop, filozof i wreszcie niepośledni prelegent -- gdyż powołany na 
profesora hygieny, z wielkim talentem przedmiot ten wykładał W tym 
czasie nie stało profesora medycyny praktycznej w uniwersytecie war- 
szawskim. Wezwany na to stanowisko Józef Frank, wymówił się, lecz 
jako na godnego siebie zastępcę wskazał na Kaczkowskiego. Zaproszono 
więc urzędownie Kaczkowskiego, a do tego dołączono prywatną kores- 
pondencyę ministra oświecenia i prof. Franka, w nader pochlebnych 
słowach dla naszego uczonego. Kaczkowski się wahał. Żal mu było 
Krzemieńca, nie ze względów materyalnych, gdyż do pieniędzy, które 
obficie z rozległej praktyki płynęły, najmniejszej wagi nie przywiązywał: 
lecz postanowił najlepszą cząstkę swego ducha ofiarować szkole, która 
go pierwsza nauczyła czcić co wielkie, piękne i dobre. Przyjaciele, nie 
chcąc taimować drogi, nowo otwierającej się przed nim, nie tylko nie 
powstrzymali go, przeciwnie, nastawali na to, żeby opuścił Krzemieniec 
i udał się do Warszawy. Na stanowisku profesora uniwersytetu zjednał 
sobie sławę znakomitego klinicysty i terapeuty — zarządzał bowiem 


1) „Gwiazda: Nr. 2, 90. 


kliniką chorób wewnętrznych, lecz skutkiem rewolucyi przeszedł do wojska 
na jeneralnego lekarza sztabowego armii polskiej, z którą odtąd dzielił 
dobre i złe losy, wreszcie po upadku rewolucyi zamieszkał we Lwowie. 
W roku 1835 powrócił na Wołyń, gdzie nabył znaczny majątek Puliny, 
i przebywał w Berdyczowie, Odessie, gdzie taż sama cześć mu towarzy- 
szyła jak przed wyjazdem do Warszawy. Wielki praktyk szeroko zasły- 
nął, a jego filantropijne czyny, nieujawnione, powszechnie jednak były 
znane. Następnie przeniósł się do Żytomierza, gdzie zamyślał dokończyć 
dzieła hygieny, której fragmenty od r. 1826 częściowo ogłaszał, lecz tej pracy 
nie doprowadził do końca; za to jako kurator miejscowego gimnazyum, 
założyciel Towarzystwa lekarskiego, Dowarzystwa dobroczynności, i wogóle 
obywatel kraju wielkie położył zasługi. Mniej szczęliwym był zostawszy 
naczelnikiem spółki wydawniczej drukarskiej i księgarskiej. Kierownictwo 
tej spółki wielce mu zaszkodziło w opinii obywatelskiej, skutkiem nie- 
właściwego użycia grosza publicznego, który składano na wydawnictwa 
dzieł pożytecznych, gdy Kaczkowski i Aleksander Groza zmarnowali go, 
bo przeszło 20.000 rubli wydali na zakupienie lichych ostatków księ- 
garni Teofila Gliicksberga w Kijowie i w Wilnie. Sprawozdanie złożone 
stowarzyszeniu księgarsko-wydawniczemu w Żytomierzu było ostatnią 
pracą Kaczkowskiego podczas jego pobytu w kraju. W r. 1863 interno- 
wany w powiatowem mieście Wałujkach w gubernii woroneskiej — nie 
pozostał tam bezczynny, urządził bowiem szpital i bezpłatnie leczył 
wszystkich. Nic dziwnego, że zjednał sobie między mieszkańcami szacu- 
nek i miłość Był on w Wałujkach pocieszycielem i opiekunem tych, 
których losy zagnały aż tam, z pod domowej strzechy. Zacny, uczony, 
człowiek, w najlepszem znaczeniu tego słowa umarł w Chersoniu w 1867 r. 
mając lat 70. O pracach jego ogłoszonych drukiem mówiliśmy wyżej 
(1569, 1617— 1620, 1709, 1944, 2040—2044, 2139, 2140). 

Kamiński Antoni Odrowąż. Życie zasłużonego pedagoga 
i pisarza ogłosił dr. Szeliga w »Kłosach« 1886 r. N. 1073 —1075. Z tego 
obszernego życiorysu podajemy kilka wyjątków. Urodził się Kamiński 
w dziedzicznej wiosce Raczuny 3 wrześnla 1797 r. w powiecie oszmiań- 
skim. Do nauk gimnazyalnych przykładał się w słynnej szkole bazyliań- 
skiej w Borunach, następnie w Uniwersytecie wileńskim studyował nauki 
matematyczno-fizyczne. Po ukończeniu studyów, czekając na obiecaną 
mu katedrę mineralogii w Uniwersytecie, zajmował się w Wilnie pry- 
watnem nauczaniem szczególniej na pensyach żeńskich. Wówczas to 
napisał kilka podręczników zaszczytnie odznaczonych przez Uniwersytet. 
W czasie procesu wytoczonego Filaretom, między którymi »hetmanem « 
był nazwany — więziony. Wskutek tego musiał się pożegnać z katedrą 
uniwersytecką w Wilnie i w Charkowie, dokąd był także powoływanym; 


PISR 416 dać: 


gdyż obowiązkowo, że nie powiemy przymusowo, do Kamierca Podol- 
skiego wyjechał, na nauczyciela gimnazyum. Gdy w r. 1832 był zmu- 
Sszony razem z innyini Polakami usunąć się ze szkół, został urzędnikiem 
przy miejscowym rządzie gubernialnym, zarządzającym drukarnią i reda- 
ktorem miejscowego organu urządowego. Na tem stanowisku pozostawał 
do końca 1841 roku; poczem oddawał się zawodowi rolnika przez lat 
dziesięć, a w r. 1852, po Śmierci brata odziedziczywszy Raczuny, po- 
wrócił do ojcowizny. Po kilku latach przeniósł się do Wilna, gdzie 
zasłynął jako znakomity pedagog. Mając lat 8o przestał nauczać, lecz 
nie przestał pracować. Wiele rękopisów powstało w ostatniej epoce jego 
życia, w epoce dobrze zasłużonego spoczynku. Dr. Szeliga szczegółowo 
wylicza spuściznę literacką Kamińskiego. Myśmy uwzględnili powyżej 
niektóre prace jego (372, 940—945, 1371—1373). W dniu 12 listopada 
1885 r. zakończył długi, pracowity i zasłużony dla społeczeństwa żywot. 
Pochowany na wileńskim cmentarzu Rossa. 

Każyński Wiktor. Syn Macieja śpiewaka i artysty dramatycz- 
nego. Znany kompozytor muzyczny. Urodził się w Wilnie dnia 18 gru- 
dnia 1812. Studya naukowe odbywał w rodzinnein mieście. Uniwersytetu 
nie skończył, gdyż był na czwartym kursie, kiedy Uniwersytet zamknięto 
Dla dopełnienia nauki zapisał się do akademii duchownej, lecz księdzem 
nie został. Wyjechał do Warszawy i tu pracował nad nauką kompozycyi 
u Elsnera Józefa, poczem mianowany pierwszyin skrzypkiem teatru i or- 
ganistą przy kościele Św. Jana. Napisał muzykę do melodramy »Fenella:, 
granej w teatrze wileńskim w roku 1840; również do drugiej »Żyd 
wieczny tułacz« granej w roku 1842. W tymże roku udał się do Peters- 
burga, gdzie talent jego zwrócił na siebie uwagę Aleksego Lwowa, 
z którym w r. 1844 odbył podróż muzykalną po Niemczech, przyczem 
zwiedził Berlin, Lipsk, Drezno. Z tej podróży ogłosił: 

3877. Notatki z podróży muzykalnej po Niemczech odbytej w r. 1844, 
Petersburg 1845, 80. 

W r. 1845 mianowany kapelmistrzem teatrów cesarskich w Peters- 
burgu, na którem to stanowisku znacznie ulepszył orkiestrę i wiele 
swych kompozycyi dał poznać publiczności. Pisał uwertury, kantaty, 
sceny dramatyczne, międzyakty, sceny z orkiestrą. Chór marynarzy bar- 
dzo się podobał. Operę » Mąż i żona« (1848) i mnóstwo tańców. 

3878. Śpiewnik polski, pięć zeszytów 1834— 1854, wiele pięknych 
zawiera ustępów. W Petersburgu, Niemczech, Francyi wychodziły z druku 
różne i liczne jego utwory muzykalne. Umarł w Petersburgu w r. 1867. 

Klimaszewski Hipolit. Poeta i historyk polski, rodem z gu- 
bernii wileńskiej. Po ukończeniu Uniwersytetu został nauczycielem w gim- 
unazyum wileńskiem. Dał się wkrótce poznać z literackich prac swoich. 


O jednej z nich mówiliśmy wyżej (3159). Również Klimaszewski zain- 
augurował w Wilnie noworoczniki, ogłaszając: 

3879. Noworocznik litewski na r. 1831. Wilno, Zawadzki, 8? z pię- 
cioma rycinami. 

Drobniejsze poezye ogłaszał w »Dzienniku wileńskim«. Po rewo- 
lucyi 1831 r. znalazł się na tułactwie. Mieszkał w Paryżu i zajmował 
się pedagogiką i filologią polską. Między innemi był dyrektorem szkoły 
narodowej polskiej w Batignolles przed rokiem 1853, albowiem w tym 
roku ogłosił: 

3880. Protestacya byłego dyrektora szkoły narodowej polskiej w Ba- 
tignolles. Paryż 1853, 80. 

W zbiorze pamiętników Feliksa Wrotnowskiego znajduje się przez 
Klimaszewskiego napisany: 

3881. Żywot Jerzego Skalnika Soroki. Wyjątki drukował »Przyja- 
ciel ludu« na rok 1849. 

3882. Skład i rozkład mowy, czyli grammatyka obrazowa języka 
polskiego. Paryż 1838 in folio. 

Umarł na tułactwie w roku 1885. Kraszewski J. I. bardzo ciepłe 
wspomnienie poświęcił zmarłemu, w roku 1886 w dodatku literackim 
» Krajuc. 

Kochański Wiktor. Urodził się w Wilnie w roku 180g i tu 
gimnazyalne i uniwersyteckie studyował nauki. Pozyskawszy w r. 1829 
stopień doktora medycyny po ogłoszeniu rozprawy »de voce«, wstąpił 
do służby rządowej obowiązkowo, gdyż był stypendystą. Jako lekarz 
wojskowy zamieszkał w Warszawie, lecz w wojsku obowiązkowo tylko 
sześć lat przebył. W roku 1835 jest już naczelnym lekarzem szpitala 
św. Ducha w Warszawie. W rok później mianowany został członkiem 
rady lekarskiej Królestwa polskiego. W roku 1849 został pomocnikiem, 
a w r. 1857 głównym inspektorem służby zdrowia. Na tem stanowisku 
będąc wielkie położył zasługi; mam tu na myśli akademię medyko- 
chirurgiczną warszawską. Akademia w Warszawie była koniecznością, 
bez wątpienia, gdyż tylko co ukończona wojna krymska wykazała, że 
lekarzy jest zamało, że trzeba ich było z Niemiec sprowadzać. Mimo 
tego wszechpotężny Muchanow rad był odłożyć jej otwarcie na czas nie- 
ograniczony, pomimo ustawy zatwierdzonej przez cesarza. Kochański jako 
główny inspektor, jako prezes komisyi, której zadaniem miało być wła- 
Śnie otworzenie tej akademii, nieprawdopodobne czynił wysiłki, aby sto- 
jące mu w poprzek drogi przeszkody usunąć i nie narazić się nikomu. 
Czyn ten wysoce obywatelski spełnił znakomicie. Akademia otworzoną 
została. Zdawałoby się, że Kochański tak czynny, tak energiczny i rów- 
nocześnie narażający się Muchanowowi, miał na myśli zostanie prezy- 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III 27 


aFz 418 = 


dentem tej akademii, lecz najnowsi historycy, jak profesor Tyrchowski, 
utrzymują, że Kochański wolał się kontentować wysokiem stanowiskiem 
naczelnika służby cywilno-lekarskiej w Królestwie polskiem; a powtóre 
przeczuwał, że sprawa będzie nie łatwa, że kandydata wybiorą sami 
w Petersburgu; co się i stało. W r. 1865 przeszedł w stan spoczynku. 
Zakończył życie w Warszawie dnia 19 stycznia 1878 r. Będąc inspekto- 
rem służby zdrowia napisał kilka rozpraw z dziedziny policyi lekarskiej. 
O jego pracach ogłoszonych drukiem mówiliśmy wyżej (1457, 1483, 
1782, 1926, 2057, 2058, 2141, 2142, 2196). 

Kognowicki Kazimierz S. [. Urodził się na Litwie w 1736r. 
Wstąpił do zakonu Jezuitów w Wilnie w 1764 roku i tamże przez lat 
kilka uczył gramatyki; w czasie kasaty zgromadzenia był w Grodnie 
pierwszy rok na teologii. Po zniesieniu zakonu wyświęcony na kapłana 
kończył Akademię w Wilnie, gdzie uzyskał stopień doktora filozofii 
i nauk wyzwolonych. Był kaznodzieją przy szkołach wydziałowych gro- 
dzieńskich i przy trybunale; potem przeniósł się na dwór książąt Sa- 
piehów i pracował nad obszerną monografią całego tego domu, wertując 
po ich archiwach familijnych. Znalazł i ogłosił w części » Dyaryusz Jana 
Piotra Sapiehy, starosty uświackiego«, głośnego w sprawie Samozwańców, 
tudzież zaczął wydawać »Życie Sapiehów«, które miał od początku aż 
do ostatnich czasów doprowadzić, lecz później przedsięwzięcia tego zanie- 
chał, owszem, wrócił znów do Jezuitów pozostałych na Białej Rusi 
i tam profesyę czterech ślubów uczynił 1806 r. Był ministrem kollegiów 
przez lat 8, superiorem misyi lat 2, ojcem duchownym lat 4. W r. 1820 
wraz z innymi Jezuitami opuścił Rosyę i przybył do Ferrary, skąd za 
rozkazem przełożonych wrócił do Galicyi i w Przeworsku d. 22 marca 
1825 r. życie zakończył. Kognowicki jako historyk starał się naślado- 
wać Naruszewicza, był jednak raczej opowiadaczem historyi, aniżeli we 
właściwem znaczeniu dziejopisem. O jego biografii Sapiehów, wyżej mó- 
wiliśmy (2345); prócz niej ogłosił jeszcze: 

3883. Wdzięczność Ś. Stanisławowi Kostce S. J. Kazanie i drama. 
Wilno 1774, 89. 

3884. Droga rzymska z nawrotem do swojej ojczyzny nie bez goś- 
cińca nazad powracającego ks...... nauk wyzwolonych i filozofii doktora. 
Warszawa 1783, 80, 2gl. 

3885. Kazania dwa 1 i 8 maja to jest na rozpoczęcie Trybunału 
w. ks. litewskiego w Grodnie i w dzień imienin Króla Stanisława Augu- 
sta miane. 1785, 80, 43. 

Konstantynowicz Józef. Należał do pierwszych uczniów 
szkoły prawa »Sapieżyńską« zwanej w Akademii wileńskiej. Był słucha- 
czem Jana Szawra, Szymona Dilgera i Olizarowicza. Dla pozyskania 


stopnia doktora obojga praw, . Konstantynowicz napisał rozprawę mającą 
za przedmiot kontrowersye w małżeństwie ze stanowiska prawnego, któ- 
rych zasady w dyspucie akademickiej utrzymywał pod prezydencyą samego 
Olizarowiusa. Powyższą rozprawę dedykował Konstantynowicz fundato- 
rowi szkoły prawa w Wilnie Kazimierzowi Leonowi Sapieże, podkancle- 
rzemu w. księstwa litewskiego. 

Kontrym Kazimierz. Urodził się na Litwie, według Rogal- 
skiego, podług którego ten życiorys piszę, w roku 1772; według moich 
notatek w r. 1776. Po ukończeniu nauk wstapił do wojska w r. 1794 
razem z wielu kolegami i niektórymi profesorami. Kampanie odbył jako 
szeregowiec artyleryi. Następnie urzędował przy Akademii, wreszcie został 
sekretarzem rządu Uniwersytetu i pomocnikiem bibliotekarza. Na tem sta- 
nowisku pozostawał do roku 1825. Pelikan wytłómaczył Nowosilcowowi, 
że ponieważ Kontrym liczy się do urzędników uniwersyteckich, przeto 
duże niebezpieczeństwo temuż Uniwersytetowi zagraża. Bez winy, bez 
sądu, usunęli człowieka, który kłół im oczy swoją prawością i zacnością. 
Kontrym przeniósł się do Niestawiszek, do majątku siostry, odległego 
o ro mil od Wilna i tam odpoczywał sobie. Tymczasem Ludwik Jelski 
dyrektor banku polskiego w Warszawie, przyjaciel, a może i kolega 
uniwersytecki Kontryma, wezwał go na służbę do tegoż banku, a nastę- 
pnie wysłał go na Polesie, aby takowe zbadał pod względem dróg han- 
dlowych z morzem Czarnem. Kontrym spełnił dane sobie polecenie 
i raport przedstawił, który dopiero w r. 1839 Fdward Raczyński ogłosił 
drukiem, pod tytułem: | 

3886. Podróż Kontryma urzędnika banku polskiego odbyta w r. 1829 
po Polesiu. Poznań, Stefański, 1839, 129, 60. 

W tem nieobszernem piśmie Kontrym obznajamia z handlem pra- 
wdziwie krajowym, zaznajamia z jedną z najciekawszych okolic dawnej 
Polski. Pomnaża terminologię naszą kupiecką i żeglarską. Szczegółowo 
opisaje lud polski; rzeki: Pinę, Jasiołdę, Strumień, Styr, Prypeć; — lasy, 
zwierzynę leśną, ptactwo, ryby, bobry, botanikę, statki: bajdajki, łyżwy, 
dubasy, barki, szuhaleje, obijaniki, tret; przemysł i rolnictwo. W uwa- 
gach konkluzyjnych autor powiada, że: »handel polski zawsze jeszcze 
większy i ważniejszy jest na Niemen i Wisłę aniżeli na Dniepr i Dźwinę. 
Wiślany lubo nie stałej żeglugi przez kanał królewski częściej przery- 
wany i obecnie mniejszy od niemeńskiego; jednakże na przyszłość dla 
wzmagających się coraz fabryk polskich nabywać będzie ważności. Handel 
dnieprowski wielorako udoskonalić się, a zyski spekulantów pomnożyć 
i nowe utworzyć może i t. d.« Skromność była wybitnym przymiotem 
Kontryma. Wziął on sobie za hasło pracować ze wszystkich sił dla dobra 


powszechnego, a uie szukać z tego chluby. Rzeczywiście Kontrym położył 
27” 


wielkie zasługi, pod rozmaitymi względami, a zwłaszcza dla piśmiennictwa 
krajowego w Litwie. W epoce szczególniej od r. 1815 do 1825 nie było 
prawie żadnego użytecznego przedsięwzięcia w Wilnie, do któregoby 
Kontrym nie podał myśli, popędu i nie był jego najgorliwszym ucze- 
stnikiem. Oprócz » Dziennika wileńskiego<, który wznowił w roku 1815 
i był jego redaktorem, i » Dziejów dobroczynności«, które również założył 
i przez pierwsze trzy lata był głównym redaktorem, założył » Wiado- 
mości brukowe« i nadał temu pismu humorystyczno- moralnemu trwałość 
i kilkoletnie istnienie (1817—1822); założył również i urządził Towa- 
rzystwo »Szubrawców«, dla którego przepisany »Kodeks szubrawskie 
w większej części jego był dziełem. Towarzystwo to najpierw pod 
prezydenturą Szymkiewicza, później Śniadeckiego Jędrzeja, składali naj- 
znakomitsi uczeni litewscy, tudzież obywatele dbali o poprawę moralną 
współziomków, wyszydzając złe nałogi i wady zakorzenione, piętnując 
dowcipem próżniactwo, szulerstwo, niedołężność umysłową, pieniactwo 
i zmysłowość mężczyzn, sentymentalność przesadzoną kobiet, francuzczy- 
znę i skrzywione domowe wychowanie. Początek Towarzystwa i udział 
Kontryma w założeniu jego opisał Baliński w wierszu: »Mixtum chaos 
czyli historya szubrawska« w Tygod. wil. 1819. Były to czasy, kiedy 
młodzież ze wszystkich części dawnej Polski tłumnie gromadziła się do 
Uniwersytetu wileńskiego, aby stąd zaczerpnąwszy nauki, w rozmaitych 
zawodach, stać się z czasem chlubą i ozdobą kraju. Znaczna część tej 
młodzieży będąc ubogą, przy nader szczupłym zapasie, z odległych stron 
Ukrainy, Podola, częstokroć pieszo prawie wędrowała do Wilna. Tu 
ich czekała rodzicielska opieka ludzi poczciwych, kochających młodzież, 
pomiędzy którymi czoło trzymał Kontrym. On podał myśl, wprowadził 
w wykonanie, ułożył ustawę i przepisy dla » Towarzystwa wspierania 
niedostatnich uczniów «. Ze składek po dwa złote miesięcznie wnoszonych 
przez członków, utrzymywało się około stu uczniów, z których nie jeden 
później zajął wysokie stanowisko w społeczeństwie, a nauką i zacnością 
charakteru przyczynił się do wsławienia Szkoły wileńskiej, prawdziwej 
Alma mater. Odznaczającym się uczniom ułatwiał Kontrym Środki dal- 
szego kształcenia się lub ośmielał do wstąpienia w życie publiczne. 
Dopatrzywszy wyższe zdolności zwłaszcza do języków wschodnich w Jó- 
zefie Sękowskim, Kontrym wezwał na piśmie do składki, na wysłanie 
go do Turcyi, Arabii, Syryi, Egiptu, celem wydoskonalenie się w języ- 
kach wschodnich, a następnie wykładu onych w Uniwersytecie wileń- 
skim. Sękowski w inną zwrócił się stronę i powróciwszy z podróży, został 
profesorem w Petersburgu, więc ani pod tym względem, ani pod względem 
moralnym nie odpowiedział nadziejom Kontryma. Za to drugi jego pupil 
Tomasz Zan wynagrodził Kontrymowi ten zawód, jaki mu Sękowski sprawił. 


Prawie każdy z młodzieży uniwersyteckiej znajdował w Kontrymie życzli- 
wego doradzcę, przewodnika na drodze dalszego kształcenia się, a nieraz 
odbierał od niego 1 materyalny zasiłek, bo ten mąż czcigodny, jak filozof 
poprzestając na małem, ograniczając się w potrzebach, dzielił się szczupłą 
płacą z uboższą bracią, z młodzieżą, dla której był ojcem, i ten zaszczytny 
tytuł ochoczo mu znajomi przyznawali. Aby zniżyć ceny książek, podał 
myśl do założenia »Towarzystwa typograficznegoc na akcyach, które 
wydało swoim nakładem kilka ksiąg użytecznych, znacznie, bo połowę 
tańszych. W  przedsięwzięciach literackich podejmowanych dla dobra 
ogółu, Kontrym znajdował światłego współpracownika w Zawadzkim 
drukarzu i księgarzu. Za poradą Kontryma drukował Zawadzki także 
dzieła, które nie rokowały zysków materyalnych, ale miały istotną wartość 
i użyteczność. Będąc sekretarzem Uniwersytetu, Kontrym miał sobie 
polecone pisanie historyi tegoż Uniwersytetu, ale inne czynności odwio- 
dły go od tego przedsięwzięcia. W Połukniu znajdowało się u Wolfganga 
58 listów Kontryma. Pierwszy list pisany pod datą 25 lipca 1818 roku, 
ostatni zaś 11 sierpnia 1833 roku z Żejm. Umarł na Żmudzi, prawdo- 
podobnie w Żejmach w r. 1836. 

Korsak Julian. Urodzony w r. 1807; po odbyciu nauk szkol- 
nych w Szczuczynie a uniwersyteckich w Wilnie, przez kilka lat nastę- 
pnych przebywał (1826—1830) już to w Warszawie już to w Peters- 
burgu, gdzie się z niezmordowanym zapałem oddawał dalszemu kształ- 
ceniu naukowemu. Powołany przez Śmierć ojca do zarządu odziedziczo- 
nego po nim w powiecie słonimskim majątku i wkrótce potem wybrany 
przez obywateli na urząd prezydenta powiatowego granicznego sądu, 
spełniał go gorliwie i chlubnie przez oznaczony prawem przeciąg czasu, 
po upływie którego wymówiwszy się od dalszych zaszczytów, wrócił do 
swej wiejskiej zaciszy, i zawarłszy szczęśliwe śluby małżeńskie odtąd już 
resztę życia poświęcił wyłącznie obowiązkom gospodarza i opiekuna swych 
włościan, tudzież literackim zajęciom. O jego dziełach wspominaliśmy wy- 
żej (3163— 3165). 

Po kilkumiesięcznej chorobie umarł Korsak d. 30 sierpnia 1855 r. 
w Nowogródku, gdzie czasowo dla kuracyi przebywał. Krytyka w swoim 
czasie oddała hołd wysokiemu jego talentowi, wzniosłym porywom myśli, 
wykształconemu na wzorach starożytnych smakowi i mistrzowskiemu 
władaniu formą, wierszem i językiem. O poezyach Korsaka wyraża się 
Tyszyński bardzo pochlebnie, a o szkole litewskiej poetycznej w ten 
sposób się odzywa: »Nieprzesadny, słodki a poetyczny skład wiersza, 
duch wdzięczny a duch łagodny, miłość rodzinna i platońskich marzeń, 
cechy te przed lat ubiegłych dziesiątkiem stworzonej nad Niemnem poezyi 
nie przestają się coraz wybitniej objawiać pod piórem poety tej strony... 


jest to jedna, ta wiecznie Świeża i wiecznie wdzięczna nuta miłości, mi- 
łości w wyższej jego sferze, na różne zwroty Śpiewana. W tych nadnie- 
meńskich poezyach nie znajdujemy ani czarnych szat naddnieprowych, 
ani wesołej malowniczej wyobraźni krakowskich śpiewów. Nie słońce tu 
ani mroki nocne; nie burza ani też szmer tryumfów; jest to jakowyś 
widok ciszy, pokoju serca, siłą urojeń szczęśliwego, jest to owa doba 
wpółwidza, z gwiazdą na niebie lub ogniskiem w domu, o której (jak 
sam mówi Korsak w jednej z swych elegii) serca czulsze najmilej wspo- 
minać lubią«. Inny krytyk opowiada o Korsaku, że »przejęty i uniesiony 
duchem wielkiego arcymistrza poezyi chrześciańskiej, Korsak nie samą 
tylko literacką swą chwałę miał na celu w sumiennej swej pracy (tłóma- 
czenie Danta); duch bowiem jego w zetknięciu się z geniuszem Danta 
wyraźnie nową siłę i jakby namaszczenie otrzymał. Wszystkie pojęcia 
1 myśli, wszystkie zgoła potęgi duchowe wzmogły się w nim i rozwi- 
nęły na skalę i w kierunku śpiewaka wiecznoście. 

Korzeniewski Józef. Urodził się 19 marca 1806 roku, w gu- 
bernii mińskiej w powiecie słuckim. W czternastym roku życia udał się 
na uniwersytet wileński, gdzie się przykładał do nauk fizycznych i przy- 
rodniczych. Przy pomocy profesora Horodeckiego został stypendystą 
rządowym i wówczas zaczął studyować nauki lekarskie. W tym czasie 
zwracał na siebie uwagę jako student pracowity i zdolny. Za preparaty 
anatomiczne odbierał nagrody pieniężne. Sławny był preparat przez niego 
zrobiony nerwu sympatycznego. Po ogłoszeniu rozprawy »Conspectus 
nosologicus exanthematum« pozyskał w r. 1829 stopień doktora medy- 
cyny i zostawiony został przy Uniwersytecie dla odsłużenia obowiązko- 
wych lat. Mianowany został w tym czasie pomocnikiem prosektora ana- 
tomii i profesora kliniki chirurgicznej. Jako pomocnik prosektora zajmo- 
wał się wyrabianiem preparatów anatomicznych na lekcye, przewodniczył 
uczniom przy dysekcyach i w czasie wolniejszym robił niekiedy z pro- 
fesorem Bielkiewiczem injekcye z aliażu metalicznego w wodzie wrzącej 
roztapiającego się. Jako pomocnik profesora kliniki, miał bliższy 
nadzór nad chorymi, zastępował profesora w czasie jego nieobecności, 
wykonywał częstokroć z nim operacye, zarządzał gabinetem chirurgicz- 
nym i wykładał desmurgię — tym więc sposobem Korzeniewski mógłby 
w części być zaliczonym do nauczających w Uniwersytecie. Prace jego 
naukowe powołały go na członka Towarzystwa lekarskiego wileńskiego. 
krakowskiego i starożytności skandynawskiego. O tych to pracach jużeśmy 
mówili (1571, 1827, 1874, 1895, 1960). W roku 1831 wspólnie z Rym- 
kiewiczem posłany został do Brześcia, Słonima, Witebska, dla niesienia 
pomocy dotkniętym cholerą. W nowo otworzonej akademii medyko- 
chirurgicznej powołany został na toż stanowisko. W r. 1834 mianowany 


adjunktem. Przed otrzymaniam adjunktury zmuszony był, stosownie do 
ustawy akademii, złożyć przed konferencyą Ścisły egzamin ze wszystkich 
gałęzi chirurgii i mieć przed nią dwie prelekcye próbne: jedną w języku 
rosyjskim, drugą po łacinie. W roku 1836 i 1837 pełnił obowiązki sekre- 
tarza uczonego akademii; w tymże 1837 roku mianowany został profe- 
sorem nadzwyczajnym na katedrze chirurgii. Między studentami i młodą 
profesurą chodziły wieści, jeszcze w początku 1837 roku, kiedy profesor 
Bielkiewicz nie rokował już dłuższego życia, że prezydent Kuczkowski 
swego wówczas już szwagra Korzeniewskiego przeznacza na miejsce 
Bielkiewicza jako profesora anatomii. Ale wówczas jeszcze między Kucz- 
kowskim i Porcyanką późniejszej niezgody nie było; a potem gdy ona 
nastąpiła, niby to z powodu zaniedbywania się Porcyanki i innych przy- 
czyn bliżej nieznanych, gdy prof. Bielkiewicz mimo swej wady serca żył 
i służył dobrze, przeto dla Korzeniewskiego klinika chirurgiczna mogła 
istnieć tylko w projekcie. W tym czasie przedstawił on konferencyi dwa 
rękopisy w języku łacińskim: »O złamaniach kości« i »Desmurgię«, 
, Konferencya zadecydowała oba rękopisy wydrukować kosztem akademii, 
a Korzeniewskiemu ułatwiły one podróż naukową za granicę, gdzie przez 
dwa lata studyował nauki chirurgiczne. 

W pierwszym roku był we Wrocławiu, Pradze, Dreźnie, Lipsku 
i Halli; w drugim zwiedził Francyę i pojechał do Anglii, gdzie zacho- 
rował i musiał skrócić czas swego pobytu za granicą. Co zasługiwało 
w tej podróży na uwagę, notował i raporty w języku francuskim prze- 
syłał konferencyi. W r. 1839 mianowany profesorem zwyczajnym, a po 
Śmierci Porcyanki w r. 1841 niezwłocznie objął zarząd kliniki chirur- 
gicznej. Korzeniewski jakkolwiek małą liczbą łóżek rozporządzał w kli- 
nice, jednakże starał się o to, aby studenci mogli obserwować wszystkie 
ważniejsze rodzaje chorób i przyjmować pośredni lub czynny udział we 
wszystkich możebnych operacyach na żywym organiźmie. Korzeniewski 
prowadził wykłady w języku łacińskim świetnie, a początkowo, jak za- 
pewniają jego uczniowie, po deklamatorsku. Przed wyjazdem za granicę 
był mężczyzną pięknym, rumianym, zdrów jak ryba; całą zimę chodził 
w kapeluszu, z odkrytą piersią, we fraku i w granatowym po kolana 
surducie; nie widziano go nigdy ani w futrze ani w płaszczu. Ponieważ 
po powrocie z zagranicy był chorowitym, później schorzałym, wreszcie 
stetryczał, przeto niebezzasadne były przypuszczenia współtowarzyszy, 
że główną przyczyną było nieosobliwe pożycie z żoną. Prawie wszyscy 
żonaci profesorowie wileńscy byli pod tym względem upośledzeni; nie 
możemy nawet wyłączyć Franka, wobec tych paszkwilów jakie na niego 
rzucano, w czasie profesury wileńskiej. 

Po zamknięciu akademii, Korzeniewski otrzymał emeryturę i po- 


u 424 — 


został w Wilnie, gdzie pomimo słabego zdrowia, poświęcał się praktyce 
chirurgicznej, pozyskawszy na całą Litwę imię znakomitego operatora 
i szczęśliwego lekarza. Umarł w Wilnie w r. 1870. 

Korzeniowski Alojzy. Był Dominikanem. Do nauk przy- 
kładał się w Szkole Głównej litewskiej, gdzie promowany był na doktora 
nauk wyzwolonych i filozofii. Przez długie lata był profesorem fizyki 
w gimnazyum grodzieńskiem. Przetłómaczył z francuskiego fizykę Haiiya, 
i przeciwko krytyce tego tłómaczenia bronił się (172, 173). Słynął także 
jako pierwszorzędny kaznodzieja. Kazania jego odznaczają się piękną 
polszczyzną: 

3881. Kazania na niedziele i uroczystości. Warszawa 1824, 4 tomy. 

Urodził się Korzeniowski w r. 1766; zakończył życie w r. 1826. 

Kowalewski Józef Szczepan. Urodził się w r. 1800 w Gro- 
dzieńskiem. Ukończywszy kurs nauk w gimnazyum Świsłockiem za 
świetnych jego czasów pod przewodnictwem dyrektora Krusińskiego 
i nauczycieli: Chromińskiego, Jakubowicza, Szydłowskiego, Wolskiego 
1 innych mężów zasłużonych w literaturze, udał się w r. 1817 do Uni- 
wersytetu wileńskiego, gdzie wszedłszy do instytutu pedagogicznego, po- 
święcił się filologii i historyi pod kierunkiem Groddeka, Lelewela i innych. 
Jeszcze będąc studentem, Kowalewski przetłómaczył z greckiego dzieło 
Longina »o górnoście i wydał sześć ksiąg »przemian» OOwidyusza, 
z własnymi komentarzami, za które otrzymał nagrodę przeznaczoną za 
najlepsza dzieła elementarne. W r. 1823 mianowany nauczycielem języków 
greckiego i łacińskiego w gimnazyum wileńskiem; w następnym roku 
uwięziony w Sprawie Filomatów i Filaretów — osądzony i wysłany 
z Wilna do Kazania, gdzie zajmować się zaczął językami wschodnimi 
głównie arabskim, perskim i tatarskim pod przewodnictwem znanych 
w literaturze profesorów: Franc. Erdmana, A. Mirzy Kazem- Beg, rodo- 
witego Persa 1 Ibrahima Chalfina Tatara. A gdy rząd zamierzył rozsze- 
rzyć granicę fakultetu wschodnich języków w uniwersytecie kazańskim, 
Kowalewski przeznaczony został do Irkucka dla nauczenia się języków: 
mongolskiego, mandżurskiego, tybeckiego i sanskryckiego, aby po powrocie 
zająć katedrę. W tym celu odbył niejednokrotnie podróże za Bajkałem 
między Buryatami i Tunguzatmi, docierając aż do rzeki Amur, do miasta 
Urgi w stepach mongolskich, gdzie ma swoją rezydencyę wcielony 
bożek tybecki Dżebeum Damba chectuktu i chińscy mandaryni. Tam 
miał otwarte pole do nowej, acz wielce trudnej pracy; języki bowiem 
krajowców nie miały gramatyki ani słownika, chociaż posiadają nadzwy- 
czaj bogatą literaturę. Każdy wyraz potrzeba było wydobywać z ust nawpół 
dzikiego ludu, oceniać go, tłómaczyć i z całym filologicznym aparatem 
układać w dykcyonarz, potrzeba było ułożyć gramatykę i gwałtem nauczyć 


2 — 425 — 


się języka ludu we wszystkich jego narzeczach. W stepach, lasach nie- 
przebytych, Kowalewski musiał wdzierać się na urwiska skał, żeby wy- 
naleźć koczowiska, pod okopciałemi jurtami szukać ludzi, poznać się 
z lamami, z którymi jeździł do świątyń i klasztorów, gdzie wydobywał wszę- 
dzie coś pożytecznego dla nauki, lub odkrywał i przepisywał odwieczne 
rękopisy do historyi tych narodów nadzwyczaj ważne. W ten sposób 
Kowalewski przepędził wiele miesięcy, sypiając na zlodowaciałej ziemi 
zasypanej śniegiem, między wiebłądami lub jeleniami, owinięty w szlafrok 
mongolski, z ogoloną głową: całem jego pożywieniem była miseczka 
herbaty tak zwanej cegiełkowej i kawałek upieczonej nad ogniem bara- 
niny, obywał się przez cały czas bez chleba 1 soli. Po całorocznej takiej 
wędrówce, zaledwo wrócił do Irkucka, otrzymał znowu przeznaczenie do 
nowej podróży z misyą rosyjską do Pekinu, w której to stolicy bawił 
13 miesięcy. Tam poznał się z wielkimi książętami i bóstwami wcielo- 
nemi, z Indyi i Tybetu przybyłymi, z których jeden szczególniej polubił 
Kowalewskiego i uczył się u niego geografii i historyi. W Pekinie zabrał 
Ścisłą znajomość z biskupem katolickim Piresem Portugalczykiem, który 
przez 49 lat bawiąc w Chinach, pracował w misyi katolickiej, otoczony 
mnóstwem księży wyświęconych z nawróconych na wiarę chrześcijańską 
krajowców. Uczony ten biskup powierzył Kowalewskiemu bardzo ważne 
do historyi katolicyzmu w Chinach roczniki jezuickie i kroniki dla zro- 
bienia z nich kiedy naukowego pożytku. Po powrocie z Pekinu rok 
jeszcze przebywał między Buryatami, Mongołami i Tunguzami, zaznaja- 
miając się z różnemi narodowościami i ich literaturą, zgromadził w ciągu 
całej swej podróży wielką liczbę ksiąg i rękopisów tak dla zakładów 
naukowych jak i dla własnej biblioteki, zebrał oraz mnóstwo rzeczy 
ciekawych, z których powstał gabinet etnograficzny w uniwersytecie 
kazańskim. Po pięcioletnich mozolnych i ciężkich podróżach między 
ludami azyatyckimi, Kowalewski wzbogacony licznemi i różnorodnemi 
wiadomościami, tudzież rzadkim zbiorem materyałów, wziął się do dalszych 
prac naukowych. W r. 1833 został powołany do akademii nauk w Peters- 
burgu, dla zdania sprawy ze swoich zatrudnień. Wielotomowy dziennik 
jego podróży, gramatyka i słownik języka mongolskiego, liczne tłómacze- 
nia i wyciągi z najciekawszych ksiąg oryentalnych zjednały mu chlubne 
Świadectwo ze strony akademii. Wtedy już oczekiwała go katedra w Ka- 
zaniu, gdzie oprócz wykładu języka i literatury mongolskiej, przechodził 
wszystkie obowiązki uniwersyteckie aż do stopnia rektora. Niejedno- 
krotnie dla braku profesorów wykładał literaturę rzymską i dzieje po- 
wszechne; pracował w wielu komitetach; kilkanaście lat zarządzał gim- 
nazyum i szkołami w gubernii kazańskiej, nie porzucając swoich prac 
literackich; doznawał zachęty ze strony rządu w stopniach, orderach, 


sk 426 a 


podarkach. Wydane przezeń dzieła Ściągnęły także uwagę i monarchów 
europejskich. Królowie pruscy prócz chlubnych reskryptów obdarzyli go 
złotymi medalami, przeznaczonymi za zasługi naukowe. Ludwik Filip, 
król francuski, darował mu kolekcyę autorów wschodnich, kosztem jego 
wydrukowanych. Lord Miinster wezwał do uczestnictwa w wydawaniu 
dzieła jego »O sztuce wojennej u narodów azyatyckich«. Akademia nauk 
petersburska umieściła go w rzędzie swych członków, również Towarzy- 
stwa naukowe w Kazaniu, Moskwie, Odessie, Wilnie, Kopenhadze, 
Paryżu, Londynie i t. d. Uczeni oryentaliści angielscy i francuscy za- 
wiązali z nim stosunki piśmienne i chciwie drukowali prowadzoną ko- 
respondencyę, oraz tłómaczyli wydane przezeń dzieła, za które dwukrotnie 
także otrzymał premium pieniężne Demidowa. Nareszcie w roku 1862 
powołany do Warszawy do wykładu historyi powszechnej w Szkole 
Głównej, został dziekanem wydziału filologiczno-historycznego tej szkoły. 
Na tem stanowisku zakończył życie w r. 1878. Skutkiem ożenienia się 
z osobą innej wiary, dzieci i wnuki jego nie przyznają się do narodo- 
wości znakomitego ojca i dziada i dla naszego społeczeństwa są straco- 
nemi; a szkoda, gdyż są to ludzie znacznie nad poziom wystający pod 
względem naukowym i literackim. 

O niektórych pracach jego ogłoszonych drukiem mówiłem już 
wyżej (2354, 2355, 3017, 3079, 3080, 3225) Dla uzupełnienia obrazu 
podaję prace Kowalewskiego drukowane po polsku, po rosyjsku i po 
mongolsku; a także wspomnę o rękopisach, tem bardziej to jest konie- 
cznem, że rękopisy te przepadły. W czasie zabrania pałacu Zamojskiego 
Andrzeja na Nowym Świecie w r. 1864, gdzie mieszkał Kowalewski — 
ruchomości Kowalewskiego jak i innych mieszkańców uległy konfiskacie 
i zniszczeniu. Otóż jeżeli kto te rękopisy ukradł, to może w przyszłości 
ukażą się w druku, chociaż pod cudzem nazwiskiem; jeżeli zaś spalone 
zostały na stosie przy pomniku Kopernika — w takim razie jedyną po 
nich pamiątką będą bibliograficzne wzmianki. 

3888. Wiadomość o życiu Longina. » Dziennik wileńskie 1822, II. 29. 

3889. Procesye i igrzyska w stepach buryackich. » Tygodnik peters- 
burskie 1834, N. 9. 

3890. Wyjątek z listu pisanego w stepach buryackich. » Tygodnik 
petersb.« 1834, N. gi. 

3891. Przejazd z Mongolii do Chin. »Tygod. petersb.« 1835, N. 21, 
23, 64, 84. 

3892. Pobyt u Buryatów. »Tygod. petersb.« 1832, N. il. 

3893. Wyjątki z listów pisanych podczas podróży na Wschodzie. 
»Tygod. petersb.« 1830, N. 17, 18, 43. 

Przygotowane do druku: tłómaczenie Herodota, Plutarcha Żywoty 


ludzi znakomitych i Dioniza Halikarnaskiego wraz z całą biblioteką ' 
Kowalewskiego, podczas pobytu jego w Pekinie, w roku 1831 w Peters- 
burgu zaginęły. 

W języku zaś rosyjskim ogłosił Kowalewski następującc prace: 

'3894. Krótka gramatyka języka książkowego mongolskiego. Kazań 
1855, 80%, 197. 

3895. Chrestomatja mongolska. Kazań 1836 — 1838, 8%, 2 tomy. 

3896. Kosmologia buddyjska. Kazań 1837, 89. 

3897. O wiadomościach Europejczyków o Azyi. Kazań 1837, 8". 

3898. Wyjątki z dziennika prowadzonego za Bajkałem i w Mon- 
golii. »Wiestnik kazański« 1829— 1833. 

3899. Treść księgi mongolskiej » Morze przypowieści«. » Pamiętnik 
naukowy Uniwersytetu kazańskiego<. 1834. 

39oo. Katalog dzieł i rękopisów sanskryckich, mongolskich, tybe- 
tańskich, mandżurskich i chińskich, znajdujących się w Bibliotece Uni- 
wersytetu kazańskiego » Pamięt. nauk. Uniw. Kazańskiego« na rok 1835. 

3901. Dynastya Kidań. »Dziennik Ministerstwa Oświecenia Naro- 
dowego: 1839, AI. 

3902. Panowanie Kansi. » Dzien. Min. Ośw. Narod«, 1839, V. 

3903. Przewrót polityczny w Chinach. » Dzien. Min. Ośw. Naro- 
dowego«< 1846. 

3904. Rys historyczny początku i rozwoju wykładania języków 
wschodnich w Uniwersytecie kazańskim. Kazań 1842, 8%. Równocześnie 
wydana w języku francuskim i niemieckim. 

W języku mongolskim wydał: 

3905. Historya starego i nowego Testamentu. 2 części. Kazań. 

3906. O szczepieniu ospy. Kazań. 

Rękopisy przygotowane do druku; obecnie zaginione: 

3907. Badania o buddyjskiej chronologii. MSS. 

3908. Historya literatury mongolskiej. MSS. 

3909. Historya buddaizmu. MSS. 

391o. Gramatyka porównawcza mongolsko-turecko-fińska. MSS. 

3911. Próba mongolskiego źŹródłosłowu. MSS. 

3912. Rozbiory krytyczne mongolsko-kałmuckich gramatyk napisa- 
nych przez Popowa i Bobrownikowa, oraz dzieł wszystkich wydanych 
przez O. Jacka Biezaryna. MŚSS. 

3913. Podróż do Chin i Mongolii w latach 1828—1831 MSS. 
Sześć tomów. W pierwszych tomach zawarte były listy o Buryatach 
i Mongołach, tom 4 i 5 o Chinach. Tom szósty poświęcony jedynie 
dziejom misyi katolickich do Chin, a zwłaszcza o pracach Jezuitów. 


SPE 428 Sza 


"W dodatkach przyłączone były tłómaczenia autentycznych świadectw, 
różnych legend, poezyi i t. d. 

3914. Historya wschodu, MSS w kilku tomach. 

3915. Historya Mongołów, MSS w trzech tomach. 

3916. Biografia Dżonkawy reformatora Buddyzmu w Tybecie. MSS. 

3917. Biografia Dżaja Pandity. MSS. 

3918. Biografia Delajłam tybeckich i wielu innych. MSS. 

Wiele artykułów Kowalewskiego drukowanych jest w encyklopedyi 
rosyjskiej, w czasopismach petersburskich, w »Journal asiatique de Paris: 
i wielu innych (Encyklop. powszech.). 

Krasiński Waleryan Skorobohaty. Pochodził z tej gałęzi 
Krasińskich, która przyjęła wyznanie ewangelicko-reformowane 1 wierną 
mu pozostała. Urodził się na Białej Rusi w roku 1795. Do nauk przy- 
kładał się w Wilnie w Uniwersytecie. później podróżował za granicą dla 
dopełnienia edukacyi. W r. 1822 przybył do Warszawy, prędko dał się 
poznać z nauk i świetnych towarzyskich przymiotów. Poparty licznymi 
związkami, otrzymał urząd w komisyi oświecenia i wyznań. Szkoła rabi- 
nów w Warszawie zawdzięczała mu swój stan kwitnący. W roku 1826 
pierwszą w Warszawie założył drukarnię stereotypową. Zamierzonej ency- 
klopedyi powszechnej, dla której głównie ta drukarnia była założona, nie 
wydawał. Po rewolucyi znalazł się na tułaczce. Osiedlił się w Anglii 
i tam oddawał się pracom literackim. Protegowany przez ewangelików 
dobrze służył sprawie ojczystej literatury, zaznajamiając angielskie towa- 
rzystwo z literaturą polską. Tłómaczył powieści polskich autorów, wyda- 
wał dzieła historyczne i literackie. O niektórych jego pracach jużeśmy 
mówili (3170, 3171), niektóre, i to najważniejsze, wyliczymy poniżej. 

W r. 1840 ukazała się jego historya reformacyi w Polsce. Praca 
ta zjednała autorowi wielką wziętość. Nie było znakomitej osoby, do 
którejby Krasiński z dziełem swojem nie trafił i przychylnej nie otrzy- 
mał odpowiedzi. Z tej historyi przekonali się Anglicy, że Polska była 
bardzo blizką do przyjęcia protestantyzmu. Że zaś Krasiński dowodził, 
iż Polska protestancka byłaby nie upadła, przeto Anglicy byli dumni, 
że ich ten los dzięki herezyi nie spotkał. Krasiński duży los wygrał 
dzięki tej książce: 

3919. Historical sketch of the rise, progress and decline of the 
reformation in Poland and of influeuce which the scriptural doctrines 
have exercised un that country in literary, moral and political respects. 
Londyn, 1838—1840. 2 tomy. 

Dzieło to rozpowszechnione zostało w Niemczech w skróceniu przez 
Wilhelma Adolfa Lindau. Ambasador pruski Bunsen złożył Krasińskiemu 
w imieniu króla list i medal złoty, a także propozycyę zajęcia katedry 


_—— 429 —— 


w Berlinie, od czego się Krasiński wymówił. Stryj królowej książę Sus- 
sex stał się przyjacielem Krasińskiego, a za nim poszła i magnaterya 
angielska. Krasiński całkowicie pochłonięty był pracą literacką, drukując 
bez przerwy w czasopismach rozmaite artykuły naukowe; a od czasu 
do czasu wypuszczając w Świat w oddzielnych książkach i większe 
prace jak np.: 

3920. Sketch of the Union of the Grand Duchy of Lithuania with 
Poland, Polish aristocraty, Samogitia and Polish titles. Londyn, 1842. 

3921. Lectures of the religions history of Slavonie nation. Lon- 
dyn, 1850. 

Ta praca podobnież jak »Panslawizm i Germanizm« bardzo do- 
brego doznała przyjęcia. Pojawiły się z niej wyciągi i po polsku w » Wieńcue« 
Jachowicza i całkowite tłómaczenie na język francuski: 

3922. Histoire religieuse des peuples Slaves par le Comte Val. 
Krasiński, avec une introduction par Merle d Aubignć. Paryż, 1853. 

W ostatnich latach życia wydał dużo broszur politycznych z po- 
wodu wojny wschodniej, np.: 

3923. Russia and Europe or the propable consequences of the 
present war. Londyn, 1854. 

3924. Is the power of Russia to be reduced or incrased by the 
present war. Tamże. 

O dziejach Polski, które wydawał Krasiński, jużeśmy mówili. Bar- 
toszewicz w ten sposób ocenia Krasińskiego: »pomimo ekscentrycznego 
swego poglądu na przeszłość polską, człowiek to wielce zasłużony i szla- 
chetny«. Zabił go nawał pracy. Trudno nawet było pojąć, jak to słabo- 
wite zdrowie tak dużo wytrzymać umiało. Umarł w Edynburgu pod 
koniec grudnia 1855 zajęty przeglądaniem pierwszych arkuszy druko- 
wanych Historyi polskiej. 

Krasnodębski Łukasz. Sławny prałat wileński i dobrodziej 
Akademii, albowiem bogatą swą bibliotekę ofiarował Uniwersytetowi. 
Do nauk przykładał się bardzo pilnie i w r. 1594 otrzymał stopień do- 
ktora filozofii i nauk wyzwolonych. 

Kraszewski Józef Ignacy. Urodził się d. 26 lipca 1812 r 
w Warszawie. Pierwsze lata dziecięce spędził w Romanowie na Podlasiu 
w domu prababki Konstancyi Nowomiejskiej i babki Malskiej. W roku 
1825 oddany do szkoły obwodowej w Białej, po ukończeniu jej w r. 1827 
przeniósł się do szkoły gimnazyalnej w SŚwisłoczy. W r. 1829 wstąpił 
na wydział literacki do Uniwersytetu wileńskiego; w czasie rewolucyi 
aresztowany, dopiero w r. 1832 do rodziców powrócił, niedaleko Prużan. 
Będąc jeszcze uczniem Uniwersytetu napisał w r. 1830 »Historyę języka 
polskiego«, która nie była drukowaną, lecz podała mu myśl do ubiega- 


— 430 — 


nia się o katedrę lektora języka polskiego w uniwersytecie kijowskim. 
Na konkursie rozprawa ta utrzymała się, lecz nim katedrę objął Kra- 
szewski — już ona została zawieszoną. Pierwsze jego prace literackie 
jak »Pan Walery« (1831), » Wielki świat małego miasteczka« (1832), 
»Ostatni rok panowania Zygmunta III«, »Cztery wesela«, » Pan Karol<, 
jakkolwiek były słabe pod względem artystycznym, jednakże w nich już 
widzieli współcześni talent potężny, który z rokiem każdym wszech- 
stronnie się rozwijał. 

W r. 1835 Kraszewski udał się na Wołyń i gospodarując w Omel- 
nie po łacinie, zaczął rozwijać swą działalność literacką w niesłychanie 
potężny sposób; poezya, literatura, krytyka, powieść, estetyka — wszystko 
to z pod utalentowanego pióra wychodziło, mieszając się jak w kalejdo- 
skopie, już to w »Tygodniku petersburgskim«, już w oddzielnych wy- 
daniach. Z owej to epoki pochodzą: Tom poezyi, »Szatan i kobieta«, 
„Ulana«, » Wędrówki literackie« i »Witolorauda«. Utwór ten ostatni, 
według zapewnienia krytyków, jako nie wyrosły bezpośrednio z życia, 
a kształtowany na wzorach stojących na całkiem innej podstawie niż 
epopeja -— epopeją nie jest. Stanowi on część trylogii »Anafielas«, miej- 
scami wysoce poetyczny. Treść dowodzi niemal wszędzie niezwykłego 
daru inwencyi, wzbogaconej obfitym zasobem naukowym, wyobraźni, 
niekiedy rzewnego uczucia, rzadziej wprawdzie siły; forma natomiast 
w Kraszewskim zostaje za nią w tyle i widocznie mało bywała przed- 
miotem głębszych jego studyów. Tak utrzymują krytycy. »Harmonia 
jednej z drugą, stanowiąca dopiero prawdziwe dzieło sztuki i będąca 
najwyższym zadaniem dla artysty, w autorze tym, zarówno w pracach 
jego poetycznych, jak w prozie, wyskakuje niekiedy tylko jakby intui- 
cyjnie, bo Kraszewski posiada wszelkie materyały na wielkiego artystę; 
ale chwilowe te porywy ku pięknu zwykle nie utrzymują się długo; 
osłabia je tu wiersz nieudatny, wlokący się, tam znów wybryk stylowy, 
albo co gorsza zaniedbanie, rusycyzm lub galicyzm, słowem, wszystkie 
te wady, na które chorują najwięksi nawet pisarze, grzeszący nadmiarem 
płodności«. W każdym jednak razie naród uznawał ogromną zasługę, 
w czasie ówczesnego literackiego zastoju i niezwykłą odpłacał się sym- 
patyą. Od r. 1838 mieszkał w Gródku z młodą żoną, Woroniczówną 
Zofią, synowicą prymasa. Epoka ta jest niezmiernie ważną w dziejach 
literatury polskiej. Kraszewski jakby z rogu obfitości sypał powieści 
historyczne, obyczajowe, współczesne, humorystyczne, tendencyjne, szla- 
checkie, ludowe; poezye, tragedye, komedye wierszem 1 prozą; opisy 
podróży, prace etnograficzne, ikonograficzne, archeologiczne, pragmaty- 
czno dziejowe. A we wszystkich tych pracach wznosił się wysoko nad 
poziom; nic dziwnego, że utwory jego pióra przenikły do chat, lecz 


= SW 65 


przenikły i do salonu, wyrzucając stamtąd mdłą a sentymentalną fran- 
cuską książkę, niepodzielnie dotąd w polskich salonach panującą. Przed 
kilkunastu laty zdając sprawę z »Athenaeum« wydawanego przez lat ii 
w Wilnie przez Kraszewskiego, zwróciłem na to uwagę, że trzy czwarte 
artykułów jest pióra Kraszewskiego, a jedna czwarta z pozostałej ćwiartki 
jest prawie całkowicie przepisaną własnoręcznie z cudzych autografów. 
Że zaś 66 tomów całość wynosi, to łatwo obliczyć, ile tomów jest pióra 
Kraszewskiego. I to wówczas taką mozolną a niewdzięczną przedsięwziął 
pracę, gdy już był autorem następujących utworów: »Mistrz Twardow- 
skie, »Całe życie biedna«, »Historya o bladej dziewczynie z pod Ostrej 
Bramy«, »Ostatnia z książąt Słuckich«, »Stańczykowa kronika«, » Obrazy 
z życia i podróży«, » Wilno od początku jego do r. 1750«, »Studya lite- 
rackie«<, »Nowe studya literackie<, »Pomniki do historyi obyczajów 
w Polsce«, »Latarnia czarnoksięska«, » Akta babińskie«, »Malepartae, 
»Pod włoskiem niebem« i t. d. i t. d. W r. 1848 Kraszewski pierwszy 
raz odwiedził Warszawę, która go przyjęła z wielkim szacunkiem i uprzej- 
mością. Odtąd często już rodzinne swe miasto odwiedzał. Od r. 1851 
stał się współpracownikiem »Cazety warszawskiej«, nadsyłając » Listy «, 
traktujące o literaturze i sztukach pięknych; a w odcinku gazety dru- 
kował » Powieść bez tytułu«, » Dwa światy« i inne. Oddzielnie zaś w tymże 
czasie wydał: »Jaryna«<, » Dziwadła«, »Złote jabłko«, »Domko Prawdzic« 
i sławną »Chatę za wsiąc. »Choroby wieku« wydrukował w odcinku 
»Kronikie. W r. 1859 porzucił Żytomierz, gdzie mieszkał jako kurator 
honorowy miejscowego gimnazyum, przeniósł się do Warszawy, i objął 
redakcyę »Gazety codziennej«, »Polską« przez niego nazwanej. Kraszew- 
ski musiał zmienić swoje przekonanie i zmienił je, dzięki czemu liczba 
czytelników gazety wzrosła niepomiernie. Okazało się, że był znakomi- 
tym redaktorem, posiądał tajemnicę poruszania wszystkich kwestyi na 
dobie; niektóre z nich zgłębiał, inne powierzchowniej traktował, wywo- 
ływał polemikę i nią podtrzymywał życie, nie dawał sprawie zasypiać. 
W czasie rewolucyi 1863 roku otrzymał rozkaz wyjazdu z Warszawy. 
Osiedlił się w Dreźnie i odtąd już to pod pseudonimem »Bolesławity «, 
już pod własnem nazwiskiem, napisał bardzo dużo powieści, szkiców 
literackich i artykułów naukowych. Cykl powieści z czasów saskich, Sta- 
nisława Poniatowskiego, Księstwa warszawskiego, a także przedstawienie 
całej dziejowej przeszłości w szeregu powieści od dziejów bajecznych 
począwszy, były ostatnim darem, złożonym społeczeństwu, które, jak na 
Święto narodowe przystało, zebrało się z najdalszych krańców Świata 
w Krakowie i uczciło tego Tytana pracy, obchodząc pięćdziesięcioletni 
jubileusz jego działalności literackiej i naukowej. Wówczas to uczeni 
warszawscy ułożyli książkę zbiorową, w której oprócz życiorysu jubilata, 


dorobek jego literacki przez specyalistów został krytycznie rozebrany. 
Karol Estreicher bibliograficznie zestawił wszystkie jego prace, a komitet 
jubileuszowy całą tę uroczystość w specyalnej monografii przedstawił. 
Wkrótce po jubileuszu wplątany w proces o zdradę stanu, blizko dwa 
lata przesiedział w twierdzy magdeburskiej, skąd uwolniony za kaucyą 
20.000 marek osiadł w San Remo. W r. 1887 udał się z San Remo do 
Szwajcaryi na kuracyę i tu 19 marca 1887 roku zakończył sławny swój 
żywot. Zwłoki jego pochowano w grobach zasłużonych mężów polskich 
na Skałce w Krakowie. Życie Kraszewskiego opisał po literacku i kry- 
tycznie Dr Piotr Chmielowski w r. 1888; a najdokładniejszą bibliografię 
podał tenże prof. Chmielowski przy » Wyborze pism« oddział 1o, Studya 
1 szkice literackie, nakład Lewentala. 

Niektóre prace Kraszewskiego wciągnęliśmy do naszych spisów 
bibliograficznych (2356—2368, 3172—3173). 

Kropiński Ludwik. Urodził się w r. 1767 we wsi dziedzi- 
cznej Paszukach w województwie brzesko-litewskiem. Po Śmierci rodzi- 
ców zajęła się wychowaniem jego hetmanowa Ogińska, ciotka królewska. 
Do nauk się przykładał w Szkole Głównej litewskiej. Po ukończeniu 
nauk wstąpił do wojska, przebywając na dworze puławskim u ks. Czar- 
toryskich. Pod Maciejowicami trzynaście ran otrzymał. Dla poratowania 
zdrowia wyjechał do Włoch. Za czasów Księstwa warszawskiego służbę 
wojskową uprawiał. W r. 1812 był generałem brygady. Ciężko chory 
osiadł na Polesiu wołyńskiem we wsi swojej Woronczynie. Zamyślił 
wycofać się zupełnie z życia publicznego i dlatego ofiarowanej mu ka- 
sztelanii Królestwa polskiego nie przyjął. W ścisłych stosunkach przy- 
jaźni był z Czackim. W uznaniu jego zasług literackich powołano go 
na członka warszawskiego Towarzystwa przyjaciół nauk i członka ho- 
norowego Uniwersytetu wileńskiego. Jakiś czas pełnił obowiązki wizy- 
tatora szkół w okręgu naukowym wileńskim. Cieszył się powszechnym 
szacunkiem i słynął jako znakomity poeta. Autor »Ludgardy« taką cie- 
szył się popularnością, jak później autor »Pana Tadeusza«, a obecnie 
Sienkiewicz. Tragedya ta nawet ostrej podlegała krytyce. Starszy rangą 
jenerał Sokolnicki wskazywał autorowi, jak powinien pisać i plan przy- 
szłej roboty przedstawił mu w »Pamiętniku warszawskim« Bentkow- 
skiego. Pomimo tego, tragedya ta zawsze zwabiała licznych widzów, 
którzy ją z zapałem przyjmowali. Dzisiaj przeczytać ją można li tylko 
dla pięknego wiersza, gdyż nie odpowiada warunkom, jakich się wymaga 
od tragedyi. 

Żeby przekonać, iż język polski jest zdolnym wyrazić najdelikat- 
niejsze odcienia uczuć i namiętności, napisał słabą bardzo rzecz: 


" 433) = 


3925. Julia i Adolf czyli nadzwyczajna miłość dwojga kochanków 
nad brzegami Dniestru. Warszawa, 1824, 8” 2 tomy. 

Wszyscy byli zachwyceni tym utworem i dlatego, gdy Bernatowicz 
wystąpił ze swemi »Nierozsądnemi ślubami«, utworem w porównaniu 
z »Julią i Adolfem« znakomitym, Kropiński nie wahał się zarzucić pla- 
giat młodemu autorowi. Ostatnie dziesięć lat swego życia był Kropiński 
ociemniałym. Umarł w r. 1844 mając lat 77, a w tymże samym roku 
wyszły we Lwowie w bardzo ozdobnej edycyi z ładnemi rycinami » Pisma 
rozmaite« (3174), między któremi jest i sztuka rymotwórcza w czterech 
pieśniach i owa sławna piosenka: »Te brzóz kilka, ten bieg wody — 
jak mi wiele przypominas. 

Krynicki Jan. Urodził się w mieście Zwinogródku w gubernii 
kijowskiej w r. 1797. Nauki początkowe odbywał w domu, potem w gim- 
nazyum humańskiem, ostatecznie w Uniwersytecie wileńskim, gdzie z po- 
śród kolegów wyróżniał się wielkim zapałem do nauk przyrodniczych. 
W r. 1821 razem z Józefem Jundziłłem odbył podróż naukową między 
Wilnem i morzem Bałtyckiem i całą tę przestrzeń kraju pod względem 
przyrodniczym zbadał i opisał, za co kandydatem filozofii został, W r. 
1825 powołany został do Charkowa do wykładania mineralogii w uni- 
wersytecie 1 tam przechodził stopnie: adjunkta, profesora nadzwyczaj- 
nego, wreszcie od r. 1834 profesora zwyczajnego zoologii. W r. 1835 
wysłany z polecenia ministeryum oświaty na Kaukaz do brzegów Czar- 
nego i Kaspijskiego morza, dla poszukiwań w dziedzinie historyi natu- 
ralnej, jako też i dla obejrzenia tamecznych szkół rządowych. Powracając 
z tej podróży, umarł w Gieorgiewsku 12 września 1838 roku. Był to 
bardzo uczony, gorliwy, wielkiej pracy i zasługi naturalista.  Korespon- 
dował ze wszystkimi prawie znakomitszymi badaczami przyrody w Eu- 
ropie; był członkiem wielu uczonych towarzystw tak krajowych jak i za- 
granicznych. Zajmował się z wielkim postępem dla nauki zwierzętami 
ssącemi w gubernii charkowskiej i przyległych jej stronach istniejącemi, 
ptakami ukraińskimi, płazami, owadami, rybami, zwierzętami stawowemi, 
malakologią czyli muszlami, mięczakami; geognozyą i mineralogią. We 
wszystkich tych oddziałach zyskał sobie imię pomiędzy naturalistami, 
przez odkrycie wielu nieznanych przedtem gatunków i odmian, które na 
pamiątkę jego imieniem uczczono. Takiemi są pomiędzy innemi z pta- 
ków: »Garrulus Krynickii Kalen«; z mięczaków: »Krynickia melano- 
cephala Kalen«; pomiędzy owadami: »Anchomenus Krynickii Sor.«; »Ca- 
rabus Krynickii Fisch.«; »Hister Krynickii Falder«; » Balans Krynickii 
Karelin« i wiele skamieniałości » Phylocriniakii Zbors«. 

Pisał swe dzieła w języku polskim, francuskim, łacińskim i rosyj- 


UNIWERSYTET WNEŃSKI. TOM III. 28 


— 434 — 


skim. O niektórych pracach jego jużeśmy wspominali (525—528, 845); 
tu jeszcze należą: 

3926. Litterae entomologicae. » Bullet. d. 1. Soc. Nat. de Moscouc. 
Moskwa, 1829. Listy te pisane były do dyrektora Towarzystwa natura- 
listów w Moskwie. 

3927. Opis nowego gatunku Limnadyjów, znalezionego w okoli- 
cach Charkowa. Charków, druk Uniwersytetu, 1830; po francusku. 

3928. Plan zamierzanego opisu mięczaków w granicach cesarstwa 
rosyjskiego żyjących. Moskwa, 1832, 8? rycina; po rosyjsku. 

3929. Schillus Pallassii descriptus et icone illustratus. Moskwa, 
1833, 89. 

3930. Novae species aut minus cognitae e Chondri, Bulimi Peri- 
stomae Helicisae generibus, praecipue Rossiae meridionalis, Moskwa, 1834. 

3931. Opis progów nienasyckich na Dnieprze w porze wiosennej, 
odkrycie bardzo rzadkiej rośliny »Limbariae boristhenicae« w okolicach 
wsi Warwarówki. Opis i badanie mineralogiczne granitowych skał, progi 
stanowiących. »Pamięt. Uniw. moskiewskiego«, 1834; po rosyjsku. 

3932. Addanda et nonnulla synonyma Rossiae meridionalis coleopte- 
rorum. Moskwa, 1835, 80; ryciny. 

3933. Helices proprie dictae hujusque in limitibus imperii Rossici 
observatae. Moskwa, 1836, 89 z rycinami. 

3934. Conchylia tam terrestria quam fluviatila et e maribus adja- 
centibus Imperii Rossici indigena. Moskwa, 1837, 89. 

3935. Descriptio novae speciei. Cicadae Steveni Kr. Moskwa, 1837,89. 

Wiele zostawił także rękopisów, które dotychczas ogłoszone nie 
zostały drukiem. Między nimi były podobno rzeczy pierwszorzędnej 
wartości. 

Krzyszkowski Innocenty Seweryn. Urodził się w roku 
1789. Po ukończeniu nauk gimnazyalnych został Trynitarzem. Ponieważ 
się odznaczał wielką biegłością w naukach klasycznych, a przedewszyst- 
kiem w języku greckim i łacińskim, przeto dla dopełnienia edukacyi 
wysłany został do Uniwersytetu wileńskiego, gdzie nauki teologiczne 
ukończył i stopień doktora teologii uzyskał. Obrany na przełożonego 
klasztoru XX. Trynitarzy na Antokolu w Wilnie, zasłynął w literackich 
kołach ówczesnych z głębokiej nauki i znakomitej biegłości w literatu- 
rze. Czynny udział brał w »Dziejach dobroczynności«, gdzie drukował 
niektóre dzieła św. Augustyna i św. Jana Złotoustego przez siebie prze- 
łożone. W »Wizerunkach« ogłosił: 

3936. Założenie, dokończenie, tudzież stan obecny kościoła Pana 
Jezusa na Antokolu. XX. 82. 

Biskup Kłągiewicz przychylając się do żądania ministra, aby kazno- 


Te. 4359. = 


dzieje trzymali się w czasie kazań literalnie podręcznika, aprobowanego 
przez rząd, polecił Krzyszkowskiemu odpowiednio do wymagań rządu 
przerobić Białobrzeskiego, co tenże z wielkim talentem uskutecznił, a dzieło 
to na cztery tomy podzielone ogłosił Zawadzki w Wilnie w r. 1839— 
1841 p.t. » Wykład świętych Ewangelij«. Autobiografia Krzyszkowskiego, 
bardzo obszerna, bardzo ciekawa, gdyż szczegółowo opisuje między innemi 
stan Kościoła katolickiego w Rosyi za panowania Katarzyny i Mikołaja; 
a także podaje różne sylwetki ze Świata duchownego w pierwszej ćwierci 
bieżącego wieku, i o literackie interesa potrąca — jest własnością Sewe- 
ryna Romera w Wilnie. 

Kuczborski Jan. Sławny biskup chełmiński, za młodych lat 
studyował nauki w Akademii wileńskiej i tu otrzymał stopień doktora 
filozofii i nauk wyzwolonych w r. 1593. 

Kułakowski Henryk. Pochodził z mińskiej gubernii. Nauki 
gimnazyalne studyował w Borunach, prawne w Uniwersytecie wileńskim. 
Otrzymawszy stopień kandydata obojga praw, oddawał się prywatnemu 
nauczycielstwu. W akademii medyko-chirurgicznej zaczął się przykładać 
do medycyny i w r. 1837 pozyskał stopień lekarza, a w r. 1842 doktora 
medycyny. Będąc wszechstronnie wykształconym, zwrócił na siebie uwagę 
i dlatego zaraz po ukończeniu studyów mianowany został pomocnikiem 
przy klinice terapeutycznej, przy której adjunktem był Józef Mianowski, 
naówczas podróżujący w celach naukowych za granicą. Kułakowski oka- 
zując szczególniejsze zamiłowanie do anatomii, był najpierw prywatnie 
prosektorem przy Bielkiewiczu, a później przy Siewróku. Śniadecki ota- 
czał młodego uczonego szczególniejszą sympatyą i przyjaźnią 1 dlatego 
to Kułakowski był nieodstępnym przy łożu chorego mistrza. Ze słów 
Śniadeckiego napisał on przedmowę do nowego wydania »Teoryi jestestw 
organicznych«; zebrał rozproszone wszystkie prace Śniadeckiego, a zbiór 
ten w dwa lata później wydał Baliński we Wrocławiu. Kiedy akademia 
zamkniętą została, Kułakowski udał się do Petersburga i tam przy po- 
mocy Józefa Mianowskiego pozyskał posadę przy akademii medyko-chi- 
rurgicznej w charakterze adjunkta przy klinice terapeutycznej. Równo- 
cześnie prowadził wykłady dermatologii. W r. 1849 był mianowany pro- 
fesorem nadzwyczajnym, a w r. 1852 profesorem zwyczajnym na katedrze 
farmakologii. Kułakowski ma tę zasługę, że pierwszy urządził oddział 
chorób skórnych w szpitalu, którym bez przerwy zarządzał. Na sta- 
nowisku profesora przebywszy lat 30, przeszedł w stan spoczynku. 
Następnie mimo podeszłego wieku (urodził się w r. 1808), do ostatnich 
lat zajmował się czynnie jako główny lekarz drogi żelaznej petersbursko- 
warskiej, mikołajewskiej i niżegorodzkiejj Na tem stanowisku położył 
zasługi, urządzając wzorowo służbę sanitarną. Nakoniec zamieszkał 

28* 


=, 430: GR 


w rodzinnej wiosce niedaleko Mińska gubernialnego. Umarł w Warsza- 
wie d. 7 lutego 18go r. Pochowany na Powązkach. Mówiliśmy wyżej 
o jego pracach drukiem ogłoszonych (1486—1488, 1622, 1829). 

Kumelski Norbert Alfons. Należy do bardzo zasłużonych 
popularyzatorów nauk przyrodniczych i technicznych na Litwie, a liczne 
jego rozprawy, które drukiem ogłosił, we właściwem miejscu zaznaczy- 
liśmy (181—201, 373—388, 529—548, 642—651, 721—748, 846—854, 
1036—1038, 1102—1108, 1343—1344, 1489—14g1). Urodził się dnia 6 
czerwca 1802 roku. Po ukończeniu nauk w gimnazyum międzyrzeckiem 
w r. 1819, pełnił tamże obowiązki nauczyciela języka niemieckiego; na- 
stępnie studyował nauki matematyczno-fizyczne w Uniwersytecie wileń- 
skim. Po ukończeniu nauk ze stopniem magistra, pozostał przy Uniwer- 
sytecie w charakterze podbibliotekarza. W r. 1826 rada uniwersytecka 
postanowiła oddać mu katedrę technologii powszechnej i dla udoskona- 
lenia się w tej umiejętności wysłać go za granicę na trzy lata. Kumelski 
wyjechał. Nie znalazłszy Uniwersytetu po powrocie do kraju, udał się 
do Warszawy i tam wszedł do służby państwowej, w której aż do Śmierci 
pozostawał. Umarł w Warszawie d. g sierpnia 1853 r. Pochowany na 
Powązkach. K. Wł. Wójcicki poświęcił mu ciepłe wspomnienie w swym 
»Cmentarzu Powązkowskim«, II, 34. 

Kuncewicz Józefat Święty. Był wychowańcem Akademii 
wileńskiej. Będąc arcybiskupem połockim, umęczony został. Szczegóły 
życia, prac apostolskich, wreszcie Śmierci męczeńskiej, wyłożone dokład- 
nie, bo na źródłach wiarogodnych oparte, w dziele: A. Guepin. Saint 
Josaphat archevćque de Polock, martyr de lunitć catholique, et 1 Eglise 
grecque unie en Pologne, 1874, 2 tomy. 

Kurhanowicz Tomasz. Urodził się w Brześciu litewskim 
w r. 1801. Po ukończeniu kursu nauk w Uniwersytecie wileńskim w od- 
dziale literatury i sztuk pięknych, rozpoczął w r. 1824 zawód nauczy- 
cielski, w ciągu którego wykładał języki starożytne w kilku gimnazyach 
okręgu wileńskiego, a mianowicie w Wilnie, Kownie, Białymstoku 
i Grodnie. W r. 1833 powołanym został do wykładów języka polskiego 
w głównym pedagogicznym instytucie w Petersburgu. Od r. 1840 za- 
mieszkał w Warszawie, najpierw jako nauczyciel w gimnazyum realnem, 
a od r. 1846 profesor w akademii duchownej rzymsko-katolickiej. Ukoń- 
czywszy w 1859 roku 35 lat służby profesorskiej, otrzymał emeryturę. 
Głównym przedmiotem prac jego były badania nad językiem ojczystym, 
tych zaś owocem jest gramatyka języka polskiego (3175), którą kilka 
razy przerabiał. 

Liczne rozprawy krytyczne po czasopismach ogłaszane dowodzą, 


437 <> 


że Kurhanowiczowi nie były obce języki słowiańskie. Do tych prac 
należy: | 

3937. Porównanie języka polskiego z innemi słowiańskiemi, z do- 
daniem rysu kształcenia się języka polskiego, i wpływu jaki nań miały 
łaciński i inne. » Przegląd warszawski«, 1840. 

Kurhanowicz zakończył pracowity swój żywot w Warszawie w r. 1865. 

Lachnicki Ignacy Emanuel. Urodzony na Litwie w roku 
1793, przykładał się do nauk w Uniwersytecie wileńskim, który ukoń- 
czył w r. 1812 ze stopniem doktora filozofii, po ogłoszeniu rozprawy 
»O rozpuszczaniu« (389). Lachnicki pochodził z domu obywatelskiego, 
gdzie »wiek oświecony« znajdował wielkie uznanie, gdzie myśl o zró- 
wnaniu stanów według praw boskich żywe współczucie znajdowała. 
Stryj jego również Ignacy wsławił się w początku bieżącego wieku ze 
stosunków swych z chłopami; na ten stosunek patrzał się racyonalnie 
1 wyznanie swej wiary wyłożył w specyalnej rozprawie: » Biografia wło- 
Ścianina nad brzegami Niemna«; nie były to teorye tylko, bo wie- 
rzenia swe w czyn wprowadzał i zasłynął jako gospodarz wzorowy pod 
wszystkimi względami. Cesarz Aleksander za jego wydatne zasługi oby- 
watelskie dekorował go. Otóż w takim domu, w takiej szkole wycho- 
wywany Ignacy Emanuel dobremi był zasadami przejęty i wedle mo- 
żności swej, w dalszem niedługiem życiu, szlachetne idee swego stryja 
rozwijał. Bardzo czynny brał udział we wszystkich pracach  lite- 
rackich. Zajmował się statystyką bardzo gorliwie i pierwsze próby ogłosił 
drukiem: 

3938. Statystyka gubernii litewsko-grodzieńskiej. Wilno, Zawadzki, 
1817, 89. 

Zajmował się magnetyzmem zwierzęcym i specyalne nawet czaso- 
pismo wydawał: 

3939. Pamiętnik magnetyczny wileński. Wilno, Zawadzki, 12 ze- 
szytów rocznie, 89 1816—1818. Trzy tomy. 

Ówczesny stan umysłów nie zadawalniał się już suchym racyona- 
lizmem, żądał czegoś, coby silniej zajęło wyobraźnię, a nawet serce; na- 
stąpiła reakcya — nadzwyczajność, cudowność, były to rzeczy pożądane 
1 oczekiwane. Od takiego nastroju do mistycyzmu jeden krok tylko. 
Tadeusz Grabianka, Józef Oleszkiewicz, Poszman, byli to albo mistycy 
jar excellence jak Grabianka — albo zwykli marzyciele, którzy nie 
myśląc o tworzeniu jakichś nowych systematów mistycznych, zada- 
walniali się fantazyjnymi poglądami na świat i ludzi: wobec takiego 
usposobienia społeczeństwa, nic dziwnego, że nauka Mesmera potę- 
piona w Paryżu przez lekarzy przed rewolucyą, — wznowiona w tymże 
Paryżu w początkach bieżącego stulecia — przeniknęła na Litwę. Po- 


— 438 — 


wstała rzecz naturalna plątanina w pojęciach: marzenia i fantazye połą- 
czono z faktami, które nauka uznaje, a z tej plątaniny wyszedł chaos, 
który znalazł przytułek w »Pamiętniku magnetycznym« i na dobre się 
w nim rozgospodarował. Wiedział Lachnicki, że Frank, Śniadecki, Nisz- 
kowski i inni naukowo badali »historyę katalepsyi połączonej z son- 
niacyą i ekstazyą« — nie dziwić się przeto jemu, że »Urzędową wia- 
domość o Antośku« drukował. Chociaż winienem zaznaczyć, że Lachnicki 
traktował z początku magnetyzm jako jedną z gałęzi nauk przyrodni- 
czych i był na dobrej drodze utrzymując, że nauka ta jako dokładnie 
nieznana nie zasługuje na drwiny, lecz przeciwnie na ścisłe badania. 
Utrzymywał, że wiele bardzo dobrych i dziś uznanych powszechnie po- 
żytecznych wynalazków, w początkach bywały z niedowierzaniem przyj- 
mowane; tak samo i magnetyzm przy umiejętnem traktowaniu go, może 
się okaże ważnym pomocnikiem w medycynie, gdy będzie dobrze zba- 
danym. Badać a nie kpić, z ostatniem słowem czekać na ostateczne wy- 
niki umiejętnego badania. Trudno nie przyznać słuszności Lachnickiemu. 
Że tego programu nie przeprowadził ściśle w »Pamiętnikue, to już rzecz 
inna; że poszedł drogą »tych mniemań i przesądów, które wieki nieo- 
Świecenia i zabobonu odznaczyły«, jak utrzymuje » Dziennik wileński:, 
to tylko żałować przychodzi, gdyż Lachnicki na żarty i drwiny nie za- 
sługiwał, a chęci miał najlepsze. Nie znalazł podtrzymania u »oświeco- 
nych« i »niezabobonnych« i przegrał sprawę. Czynny bardzo udział 
przyjmował w »Dziejach dobroczynności«, a przedtem jeszcze niemałe 
położył zasługi zabierając się z Kontrymem do założenia » Wiadomości 
brukowych«, On to w r. 1816 wydał luźno parę kartek okolicznościo- 
wych, i nazwał je » Wiadomościami brukowemi« — publiczność wileńska 
bardzo sympatycznie je przyjęła. To było powodem, że to pisemko utrwa- 
liło się i stało się organem »Szubrawców«. Znanym jest ze swych po- 
szukiwań soli kuchennej w Litwie. Lachnicki był człowiekiem bardzo 
światłym i pracowitym, a społeczeństwu dobrze się zasłużył. Umarł w r. 
1826 w Warszawie. 

Lewkowicz Sykstus. Urodził się w Szkudach na Żmudzi 
1775 r. Po ukończeniu w Uniwersytecie wileńskim nauk lekarskich ze 
stopniem doktora medycyny i chirurgii, udał się Lewkowicz do Wiednia 
w r. 1807, gdzie doskonalił się w chirurgii, położnictwie i okulistyce, 
poczem w r. 1809 wszedł do służby wojskowej, którą z początku pełnił 
w lazaretach francuskich, później zaś przy legionach polskich. W czasie 
pobytu w Hiszpanii, ogłosił w Waladolidzie opis wynalezionych przez 
siebie kleszczy do operacyi kamienia, co, jak niemniej okazana zręczność 
w operowaniu, zjednało mu sławę w Hiszpanii i Francyi i było powo- 
dem, że akademia medyko-chirurgiczna w Waladolidzie, mianowała go 


— 439 — 


w r. 181i profesorem konorowym, a różne towarzystwa naukowe swym 
członkiem. W następnym roku był chirurgiem przy ambulansach fran- 
cuskich, z tymże wojskiem wrócił do kraju, wezwany na katedrę pro- 
fesora chirurgii w uniwersytecie krakowskim, objął takową po skończo- 
nej wojnie w r. 1815; posadę tę porzucił czasowo i znowu ją otrzymał 
w r. 1819. Na tem stanowisku przebył do roku 1829. W ciągu tego 
czasu odczytywał na posiedzeniach Towarzystwa naukowego krakow- 
skiego kilka wypracowań, a mianowicie: » Żywot Józefa Markowskiego«, 
»Żywot Józefa Sawiczewskiego«, które w XIII tomie Roczników tego 
Towarzystwa ogłosił. Prócz tego ogłosił jeszcze: »O operacyi wargi za- 
jęczej«, »Początki i przeszkody wzrostu chirurgii«, »O łóżku dla rodzą- 
cych« i t. d. Umarł w Krakowie w r. 1838. 

Łuskina Szczepan S. J. Rusin, urodzony w województwie 
witebskiem 31 grudnia 1725 r., do zakonu wstąpił 4 września 1749 r.; 
profesyę 4 Ślubów uczynił 25 lipca 1760; uczył w szkołach mniejszych 
lat 3. Ukończywszy w Wilnie teologię, wysłany został do Lotaryngii do 
króla Stanisława Leszczyńskiego, gdzie przez lat 11 do Śmierci króla 
był jego spowiednikiem. Wróciwszy uczył w Warszawie matematyki 
i astronomii, potem był prokuratorem prowincyi i rektorem warszaw- 
skiego kollegium lat 3. Po zniesieniu zakonu 1773 r. Stanisław August 
poruczył mu wydawnictwo »Gazety warszawskiej«. Przez lat 18 pracował 
wydając arkusz dwa razy na tydzień, broniąc w swem piśmie religii 
i dobrych obyczajów. Umarł w Warszawie 21 sierpnia 1793 r., mając 
lat 69. Pisał o nim Bartoszewicz (>»Znakomici mężowie polscy XVIII w.)« 
Z dzieł jego znane są: 

3940. L/observation astronomique du passage de Venus par le 
disque du soleil qui doit se faire A Varsovie sur la terasse de la Biblio- 
theque publique de Załuski le 6 Juin 1761 par le P. Łuskina de la 
Comp. de Jesu, professeur de Mathóćmatique an College de Varsovie. 
S. 1. 1761, 49% 16. Toż po polsku, 1761, 4? 4. 

3941. De solis eclypsi anni 1764 exercitatio astronomica in regio 
Collegii Varsaviensi S. J. Praeside P. Stephano Łuskina Matheseos et 
Physices experimentalis publico professore A. 1764, 47 12, z tablicą. 

3942. Prośba X. Stefana Łuskiny Ex-jezuity, przełożonego nad 
Gazetą warszawską do generalnej konfederacyi obojga narodów. Dan 
Warszawa 19 grudnia 1792. S. 1. fol. k. 4. 

3943. Starodawna sława Przeświętnej Akademii Zamojskiej obro- 
niona przez X. Szczepana Łuskinę S. J. filozof. i matemat. w kolegium 
warszawskiem profesora. s. l. s. a. 47 16. 

3944. Gazeta Warszawska, 1770—1788 tomów 18 in 47. 

Malewski Franciszek. Aby napisać życiorys tego znakomi- 


— 440 — 


tego ucznia wileńskiego, według najlepszych Źródeł, zwróciłem się do 
najbliższej rodziny piśmiennie, prosząc o szczegóły bio-bibliograficzne. 
Odpowiedziano mi ogólnikami, odsyłając do niewiele mówiących ency- 
klopedyi. Według tych wskazówek postąpiłem. Malewski był synem 
rektora, odznaczał się między studentami świetnem wychowaniem, wiel- 
kiemi zdolnościami, nadzwyczajną pilnością w naukach, dobrocią serca 
Był to dobry kolega w najlepszem znaczeniu. Po ukończeniu wydziału 
prawnego przeznaczony do katedry w Uniwersytecie, wysłany został za 
granicę dla dopełnienia edukacyi. W czasie jego pobytu w Niemczech, 
rozegrał się proces Filaretów w Wilnie; aresztowany w Berlinie, przed- 
stawiony wielkiemu księciu w Warszawie, całą winę w organizacyi sto- 
warzyszenia wziął na siebie. Osądzony został jak i inni i wysłany z Wilna. 
A że ta młodzież, którą wysyłano z Wilna do Rosyi, odznaczała się 
1 nauką 1 cnotami niezwykłemi, przeto od razu 1 bez wielkiego zachodu 
zyskała Rosya kilkudziesięciu urzędników zacnych, a bardzo uczonych. 
Malewski służył w kancelaryi przybocznej cesarskiej w Petersburgu, 
gdzie z czasem był wysokim urzędnikiem; później został dyrektorem 
dawnej metryki litewskiej, mieszczącej się przy departamencie senatu. 
Czynny brał udział razem z Daniłowiczem, Korowickim i Sperań- 
skim przy układzie zbioru praw (Swod zakonow) Był to człowiek 
szlachetny, a niezmiernie dbały o to, aby na obczyźnie Polacy mieli pod 
ręką strawę duchową. Założył dla nich »Tygodnik petersburski«, wiele 
prac w nim umieścił własnego pióra, a później odstąpił redakcyę i prawo 
własności Józefowi Przecławskiemu. Niektóre prace jego są w Nowo- 
roczniku Krasińskiego. Umarł Malewski w r. 1870. 

Malinowski Mikołaj. Urodził się na Podolu w 1799 roku. 
Po ukończeniu gimnazyum w Winnicy, udał się w r. 1820 na Uniwer- 
sytet w Wilnie. Była to właśnie doba najwspanialszego rozkwitu tej 
szkoły. Jeszcze będąc studentem na oddziale literackim, zajmował się 
literaturą. Czynny bardzo brał udział w redakcyi » Dziejów dobroczyn- 
noście od r. 1823; tu pomieszczał pierwsze swe prace literackie. W r. 
1826 do nowego wydania Jerozolimy wyzwolonej Tassa w przekładzie 
Piotra Kochanowskiego dołączył obszerną na 11o stronicach przedmowę 
krytyczną i słownik wyrazów dawnych. Wyjechał w r. 1826 do Peters- 
burga, gdzie kilkanaście miesięcy pracował w bibliotece publicznej, da- 
wniej Załuskich, nad zbieraniem Źródeł do zamierzonych prac history - 
cznych, a także nad uzupełnieniem bibliografii polskiej, w celu nowego 
wydania Historyi literatury polskiej Bentkowskiego, która to praca nie- 
zupełnie ukończona znajdowała się u Józefa Zawadzkiego. W cza- 
sie pobytu w Petersburgu, prowadził dzienniczek w języku łaciń- 
skim o swoich czynnościach 1 stosunkach towarzyskich. Ustęp z tego 


dzienniczka wydrukowała »Kronika rodzinna« w roku 1875 N. 23, 
24, w którym podano obszerne streszczenie improwizowanej tragedyi 
Mickiewicza p. t. Samuel Zborowski. Malinowski w czasie studyów 
wileńskich nie znał bliżej Mickiewicza, chociaż do Filaretów należał; 
poznał go bliżej dopiero w czasie pobytu w Petersburgu, gdy Mickie- 
wicz przyjechał z Moskwy i drukował swego »Konrada Wallenrodac. 
Po powrocie do kraju został Malinowski archiwistą radziwiłłowskiego 
archiwum w Wilnie, następnie pełnomocnikiem do spraw tegoż domu, 
tak nazwanej »massy radziwiłłowskiejs. Po ukończeniu zajęcia swego 
w »rmassie«, dostał od księcia Witgensteina folwark w dożywocie, osiadł 
w Wilnie, gdzie całkowicie poświęcił się literaturze w przeróżnych jej 
objawach. Malinowski gruntownie uczony, zdolny, władający Świetnie 
językiem polskim, znający języki europejskie starożytne i nowożytne, po- 
siadając bogaty zasób materyałów, wielką pamięć, nadzwyczaj obszerne 
wiadomości i zamiłowanie w pracy, zaprzągł się do roboty; najpierw był 
jednym z najczynniejszych członków komisyi archeologicznej wileńskiej. 
Wydawać zaczął różne materyały i dzieła wysokiej wartości naukowej, 
jak »Źródła do dziejów«, » Kronika Stryjkowskiego«, »Dzieje« Wapow- 
skiego, »Pamiętnikis Commendoniego, »Żywoty« Burzeńskiego, » Prace 
naukowe i dyplomatyczne« Łaskiego i Jana Tarnowskiego, o których 
to pracach mówiliśmy wyżej (2403—2408). Nie wspominam o drobniej- 
szych jego pracach w »Dzienniku wileńskim«, »Tygodniku petersbur- 
skim« i w »Tece wileńskieje umieszczanych, lecz przechodzę wprost do 
»Kuryera wileńskiego«, gdzie wstępne artykuły jego pióra zwracały po- 
wszechną uwagę i podziw; a prasa zagraniczna pierwszorzędna, francuska 
i niemiecka liczyła się z tymi politycznemi przeglądami » Kuryera wileń- 
skiego«. Okazuje się, że Malinowski miał dziwny talent dziennikarski. 
Ponieważ ostatnie lata życia był ociemniałym, codziennie rano odczyty- 
wano mu ważniejsze gazety europejskie, a on pochodziwszy z pół go- 
dziny po pokoju w głębokiem zamyśleniu, dyktował ów artykuł wstępny, 
który tak wszystkich zachwycał. Zostawił w rękopisie » Historyę Jagiel- 
lonów na Węgrzech«, nad którą lat 20 pracował. Ma to być rzecz zna- 
komita, lecz nie miałem jej w ręku, chociaż z żoną i córką Malinow- 
skiego byłem znajomy. Umarł w Wilnie w r. 1865. 

Marcinowski Antoni. Należał do znakomitszych uczniów 
Uniwersytetu wileńskiego. Urodził się w r. 1781 w Radoszkowiczach, 
gdzie ojciec jego Jan był kapłanem. Początkowe nauki odbył w Mińsku, 
uniwersytet kończył w Wilnie. Był dłuższy czas sekretarzem wizytato- 
rów szkół w Litwie, odznaczał się gorliwością i pracą. W r. 1812 był 
sekretarzem wydziału administracyi krajowej. Po ustąpieniu Francuzów 
nabył od szambelana Włodka przywilej wydawania »Kuryera litewskiego, 


którego redagował i wydawał we własnej drukarni od r. 1817 do 1839. 
Od roku zaś 1819 do 1830 redagował i wydawał »Dziennik wileński«, 
ciągle go rozszerzając i udoskonalając. Drukował różne dzieła i czaso- 
pisma własnym nakładem, więcej mając na celu pożytek ogólny niż zysk 
osobisty. Do tej ostatniej kategoryi liczą się »Dzieje dobroczynności: 
od roku 1820— 1823; »Dzieje narodu litewskiegos< Narbutta, »Historya 
rzymska« Goldsmitha i wreszcie bardzo ważny »Zbiór dawnych dyplo- 
matówe (2409). 

Marcinowski był bardzo pracowity, nadzwyczaj czynny, przedsię- 
biorczy, posiadał wiele wiadomości tyczących się swego kraju, a uży- 
teczny dla wszystkich wywierał wpływ niemały na wszelkie w swoim 
czasie naukowe i dobroczynne przedsięwzięcia, opiekując się zawsze 
zdolną młodzieżą, której rękę chętnie podawał i którą kierował. On to zgro- 
madzał około siebie młodych Unitów, kształcących się w Uniwersytecie, 
przeważnie w seminaryum głównem, zachęcał ich do badań przeszłości 
dziejowej, odszukiwań rozmaitych zabytków, starych rękopisów, nadań, 
kronik. Rozbudziwszy ten ruch, dalszy jego kierunek złożył w umiejętne 
ręce Daniłowicza i Bobrowskiego. Dobrze zasłużywszy się społeczeństwu, 
umarł Marcinowski w Wilnie dnia 3 stycznia 1855 roku. 

Markwart (Marquart) Andrzej. Pochodził ze Źmudzi. Do nauk 
przykładał się w Akademii wileńskiej, gdzie najpierw pozyskał stopień 
magistra nauk wyzwolonych i filozofii, a gdy otworzono w Wilnie szkołę 
prawa, pierwszym jej wychowańcem był właśnie Markwart. Po ukończe- 
niu studyów dla uzyskania stopnia doktora obojga praw, przedstawił 
rozprawę: » Disquisitio juridica ex jure canonico civili et Regno Poloniae 
MDLithuaniae nec non Saxonico et municipale Magdeburgensi«<. Wilno, 
1647, 40. Była to rozprawa o spadkach testamentowych i bez testamentu, 
podług praw kanonicznych, rzymskich i krajowych, a bronił jej publi- 
cznie d. 22 czerwca 1647 r. pod przewodnictwem Jana Szawra, i stopień 
naukowy otrzymał. Słynął w Litwie całej jako biegły prawnik. 

Massalski Edward Tomasz. Urodził się na Litwie w roku 
i801. Nauki pobierał u Jezuitów w Połocku. W Uniwersytecie wileń- 
skim studyował nauki matematyczno-fizyczne; przykładał się także do 
literatury i filologii. Po ukończeniu Uniwersytetu urzędował w Peters- 
burgu, a w r. 1853 przybył do Warszawy, gdzie jakiś czas był urzędni- 
kiem biblioteki głównej. Pierwszą jego pracą, która zwróciła na siebie 
powszechną uwagę, był »Pan Podstolice (3177). Jest to jakoby dalszy 
ciąg »Pana Podstolego« Krasickiego, który mu za wzór służył. Charakter 
czysto narodowy, wskazywanie rad dobrych pod względem ulepszeń go- 
spodarskich i administracyjnych, pogląd na sprawy i potrzeby czasu 
bardzo wszechstronny, myśl podźwignienia stanu włościańskiego, wszystko 


— 443 - 


to nadaje pracy Massalskiego wartość niepospolitą. O innych pracach 
Massalskiego, chociaż nie tak głośnych, lecz nie mniej ważnych i po- 
żytecznych, mówiliśmy wyżej (863—868, g51, 1143—1146, 3178, 3179). 

Matuszewicz Marcin. Urodził się w brzeskiem województwie 
na Litwie w r. 1714. Do nauk przykładał się u Jezuitów, kończył je 
w Akademii wileńskiej. Był kasztelanem brzeskim. Niepospolity statysta 
swojego czasu. Tłómaczył »listy i satyry« Horacyusza pięknym językiem 
i potoczystym wierszem, a ogłoszono je w Wilnie, bezimiennie, po Śmierci 
tłómacza w r. 1784. Umarł Matuszewicz w r. 1773, pozostawiając po 
sobie »Pamiętnikie, które Pawiński Adolf poprzedziwszy znakomicie na- 
pisaną biografią Matuszewicza, wydał w Warszawie w czterech tomach 
w r. 1875—1876, in 4” u Ungra (3082). Autor sam się przyznaje, że 
»prawda w tym dyaryuszu (1714—1764) jest zbytecznie szczerze opisana 
i dla wielu osób wraźliwa«; nawet czytać jej nie życzy nikomu; tłóma- 
czy się, że »to jest prywatne pisanie dla domowej tylko wiadomości«. 
Co do owej »prawdy«, brać ją należy w połowicznem tylko rozumieniu. 
Niewątpliwie, Matuszewicz otwarcie spowiadał się przed sobą w Pamięt- 
nikach; był to jednak umysł dość zmienny, w sądach nieco za namiętny, 
nie gardzący niekiedy sofistyką dyplomatyczną. Czasy, w których żył 
i pisał, nie zalecały się zbyt surową moralnością i ludzie służąc złemu, 
częstokroć się do niego nie poczuwali. Lecz właśnie nawet i z tego 
względu Pamiętniki Matuszewicza są niezrównanym wizerunkiem swo- 
jego czasu. Zresztą owa zmienność w postępowaniu i w sądach, owo 
trzymanie to z Radziwiłłami, to z Czartoryskimi, okazując stronę ujemną 
Matuszewicza i jego pamiętników, nie stanowi wszystkiego. W życiu 
Matuszewicz wiele położył zasług; w pamiętnikach zawarł wiele nauki 
i przestróg, a gdy przytem jest malarzem niepospolitym swojego czasu 
i ludzi, praca jego nabiera rzadkiej wartości. Opowiadanie Matuszewicza 
lubo niekiedy drobnostkowe, formą zewnętrzną posuwa się do artyzmu, 
a dosadnością obrazów przypomina niekiedy Paska i Kitowicza. Barto- 
szewicz, który czytał te pamiętniki w rękopisie, słusznie o nich powiada, 
iż »są nieocenionej wartości pod względem historycznym i obyczajowyme. 
Mamy nadto na Marcinie Matuszewiczu, wychowańcu Jezuitów wileń- 
skich, niezbity dowód, iż dążność do reforiny politycznej i literackiej 
znacznie u nas wyprzedziła ruch filozoficzny we Francyi, pojawienie się 
szkoły Konarskiego i czasy Stanisława Augusta: płynęła więc ze źródła 
rodzinnego, nie zaś była odgłosem »nowinek« paryskich. 

Mianowski Józef. Pochodził z Ukrainy. Urodził się w r. 1804, 
do nauk przykładał się w sławnem naówczas gimnazyum humańskiem; 
następnie studyował medycynę w Wilnie i w r. 1827 pozyskał stopień 
lekarza. Pozostawiony przy Uniwersytecie, został asystentem przy klinice, 


— 444 — 


którą naówczas objął Śniadecki. W r. 1828 doktoryzował się. Był w wiel- 
kiej przyjaźni z Sewerynem Gałęzowskim, pochodzącym również z Ukrainy 
i przy układzie jego kursu chirurgii czynny brał udział, dobierając mu 
odpowiednie artykuły z pism francuskich i niemieckich. - Zdawało się, 
że Mianowski pójdzie w ślady swego przyjaciela chirurga, gdy tymcza- 
sem powołanie go na asystenta Śniadeckiego zmieniło dotychczasowy 
jego kierunek naukowy. Raz jeszcze w Akademii powrócił do pracy chi- 
rurgicznej, lecz chirurgiem nigdy nie był. W ostatnim roku istnienia 
Uniwersytetu miał wykładać fizyologię, lecz wybuchła rewolucya, Mia- 
nowski przeszedł do szpitala wojskowego na ordynatora. W Akademii 
wykładał po polsku zoofizyologię, podług dzieła Erdely'a, aż do r. 1835; 
w tym bowiem czasie Jakowicki, mineralog, pozyskawszy stopień leka- 
rza weterynaryi, objął tę katedrę, a Mianowski w dniu 27 kwietnia pod- 
niesiony do godności profesora nadzwyczajnego zaczął wykładać fizyo- 
logię dla studentów medycyny, według dzieła Sebastianiego. Niezależnie 
od powyższego był adjunktem przy Śniadeckim w klinice terapeutycznej. 
W Akademii używał powszechnego szacunku pomiędzy współkolegami 
i studentami. Odbył podróż dwuletnią za granicę, gdzie przeważnie przy- 
kładał się do fizyologii, która w owe czasy olbrzymio rozwijać się zaczęła. 
Miał polecenie od konferencyi pozyskać Remaka dla Akademii, lecz Re- 
mak propozycyi nie przyjął, Powróciwszy do Wilna uwięziony został, 
posądzony o udział w sprawie Szymona Konarskiego. Lecz dzięki pro- 
tekcyi Kawelina, który w tym czasie i w tej właśnie sprawie przybył 
do Wilna, uwolniony z więzienia — został profesorem zwyczajnym w kilka 
miesięcy później. W r. 1840 opuścił Wilno i przeniósł się do Peters- 
burga na stanowisko profesora fizyologii. Niezależnie od tego był na- 
czelnym lekarzem szpitala wojskowego drugiego, w oddziale chorób we- 
wnętrznych. Na tem stanowisku wielkie położył zasługi dla społeczeń- 
stwa polskiego, albowiem gdy po zamknięciu w Warszawie i w Wilnie 
wyższych szkół, młodzież zaczęła udawać się do Petersburga do uni- 
wersytetu i akademii — Mianowski był dla niej opiekunem i doradzcą. 
Kilka szczęśliwych wypadków z praktyki położniczej zwróciło na niego 
uwagę w najwyższych sferach, jakoż powołanym został na lekarza dworu 
cesarskiego. W r. 1860 otrzymał emeryturę i opuścił Petersburg, prze- 
nosząc się na mieszkanie do Włoch. W tym czasie Wielopolski czynił 
starania, aby w Warszawie utworzyć wyższy zakład naukowy. To mu 
się udało, gdyż Szkoła Główna została zatwierdzoną. Nie łatwą rzeczą 
było wyszukanie przewodnika, któryby zadowolnił wszystkich. Kto pod- 
sunął imię Mianowskiego, szczęśliwy miał pomysł, bo wybór jego i po- 
wołanie na rektora Szkoły Głównej był bardzo trafnym. Rektorem był 
bez zarzutu, a najlepszym dowodem tego cześć i szacunek, jakiemi go 


— 445 — 


otaczano za życia i wdzieczne wspomnienie po Śmierci zaszłej w sier- 
pniu 1879 roku we Włoszech. Urządzenie kasy wsparcia dla osób pra- 
cujących naukowo imienia Józefa Mianowskiego jest dowodem wdzię- 
czności społeczeństwa polskiego dla pamięci zacnego rektora. O jego 
pracach naukowych mówiliśmy wyżej (1803, 1900). 

Mickiewicz Adam Bernard. Urodził się w wigilią Bożego 
Narodzenia 1798 roku w Zaosiu, wiosce pod miastem Nowogródkiem 
na Litwie, z ojca Mikołaja, adwokata, i matki Barbary z domu Majew- 
skiej. Mając lat 1o razem ze starszym bratem Franciszkiem oddany zo- 
stał do szkół dominikańskich nowogródzkich we wrześniu 1807 r. Uczył 
się łatwo; w lot chwytał pamięcią to, co starszy brat z trudem na- 
bywał z książek. Pociąg do poezyi objawiał się u niego dość wcześnie. 
W r. 1810 napisał wiersz pod wrażeniem pożaru, który zniszczył kilka 
domów w Nowogródku. Potem przerabiał na wiersz » Numę Pompiliusza« 
Floryana z przekładu Staszyca. Ojciec jego umarł 16 maja 1812 roku, 
wówczas gdy wielka armia Napoleona stała na granicy; wreszcie wojska 
sprzymierzone weszły na Litwę 23 czerwca 1812 r. Przez Nowogródek 
ciągnęły trzy korpusy pod dowództwem Hieronima Bonapartego; a epoka 
ta tak żywo wyryła się w pamięci Mickiewicza, owa »pamiętna wiosna 
wojnys<, że ją opisał w »Panu Tadeuszu«. W czerwcu 1815 roku ukoń- 
czył szkołę w Nowogródku i udał się we wrześniu na Uniwersytet do 
Wilna z błogosławieństwem matki, z upomnieniem, żeby zawsze był 
wierny Bogu i cnocie i czci. W Wilnie ksiądz Józef Mickiewicz, dzie- 
kan wydziału fizyczno-matematycznego, kierował pierwszymi krokami da- 
lekiego krewnego, czy może tylko imiennika, i skierował go, nie bardzo 
właściwie na oddział matematyczno-fizyczny. Doradził mu przytem, żeby 
się podał jako kandydat stanu nauczycielskiego, co uczniom dawało 
prawo do stypendyów na czas nauk, z obowiązkiem służby w gimna- 
zyach po ich ukończeniu; Mickiewicz zdał odpowiedni egzamin dobrze, 
przyjęty został, lecz po półrocznych studyach, przeniósł się na oddział 
literatury i nauk wyzwolonych. Oprócz nauk w Uniwersytecie, znalazł 
Mickiewicz w otoczeniu swojem to wszystko, co przypadało do jego 
usposobienia i uczucia — szlachetnych kolegów. Młodzież ówczesna była 
bardzo szlachetna. Miała świadomość, że bez nauki i pracy nie wiele 
dokaże; — miała poczucie obowiązku, zdolność poświęcenia. Potrzeba 
szerszych pojęć, wzniosłych wrażeń, skierowała młodzież do literatur 
obcych, które wstrząsały wówczas Światem. Ponieważ władza uczucia 
górowała nad innemi, przeto zwróciła się młodzież do poezyi. Ideału, 
jaki mieli w sobie, a widzieli nad sobą — nie znaleźli w polskiej lite- 
raturze; natomiast nie było uczucia wzniosłego, myśli głębokiej, namięt- 
ności gorzkiej, czegoby nie znaleźli w poezyach Śchillera, Góthego, By- 


= 446 « 


rona. Rzuciła słę tedy młodzież wileńska do tych obcych poetów. Wia- 
domo nam z literatury powszechnej, że po wojnach napoleońskich nastał 
względny spokój, a w braku wielkich zdarzeń i wrażeń politycznych, 
cały Świat europejski zajmował się z zapałem poetycznemi i artystycz- 
nemi wrażeniami i kwestyami. Te nowe pojęcia artystyczne i odrodzenie 
poezyi, które w Niemczech przed końcem XVIII w. było już stanowczo 
dokonane, szerzyło się teraz po całej Europie. Pragnienie nowych, swobo- 
dniejszych form poezyi, szukanie ich w natchnieniu własnem, w rodzimej 
poezyi ludu, w zabytkach poezyi średniowiecznej, stało się powszechnem, 
wywołało walkę z dawnym smakiem francuskim, a wydało we wszyst- 
kich literaturach Świata ten zwrot smaku i okres, który nazwano roman- 
tycznym. Młodzież polska chwytała skwapliwie teorye Szlegla 1 Lessinga, 
zachwycała się nad niemiecką i angielską poezyą i naturalnie zaczęła 
namiętnie pragnąć polskiej, któraby była tak piękna jak tamte. Pragnienie 
tworzenia było oczywiście blizkiem, nieuniknionem. Pisać, być poetą 
chciał i próbował niemal każdy akademik wileński. Każdy chciał i spo- 
dziewał się dać swemu narodowi nie tylko nową i piękniejszą poezyę, 
ale nadto dać mu wyraz na wszelkie uczucie wzniosłe, jakie tylko 
w duszy ludzkiej czy w zbiorowej duszy narodu być może. Wśród takich 
towarzyszy i kolegów znalazł się w Wilnie Adam Mickiewicz. Najbliż- 
szymi jego przyjaciółmi byli Zan, Jan Czeczot kolega nowogrodzki, Fran- 
ciszek Malewski, Józef Jeżowski, Onufry Pietraszkiewicz; później Ignacy 
Domejko, Józef Kowalewski, Jan Sobolewski, Teodor Łoziński, Kazimierz 
Piasecki. Utworzyli oni związek miłośników nauki (Filomatów), znacze- 
nie którego w następnej księdze szczegółowo wyjaśnię. Zaczął tedy Mic- 
kiewicz pisać wiersze. Z początku był pod wpływem poetów polskich, 
których czytywał w dzieciństwie, jak Trembeckiego i Karpińskiego — 
owocem czego jest »Zima miejska«, obrazek pseudoklasyczny drukowany 
w »Tygodniku wileńskime w r. 1818, również jego rozprawa krytyczna 
»0 Jagiellonidzie« Tomaszewskiego mogła go wprowadzić do warszaw- 
skiego Towarzystwa przyjaciół nauk, w duchu bowiem jego urzędowych 
krytyków została napisaną. Lecz kiełkowała w nim dążność do samo- 
dzielnego tworzenia, podług nowych już form. Rezultatem czego poja- 
wiła się bezimiennie »Żywila« w »Tygodniku wileńskim« w roku 1819. 
O tyle ważną dla literatury ojczystej jest »Żywila«, że stanowi pierwszy 
zawiązek »Grażyny« i »Wallenroda«. Skończył Uniwersytet w lipcen 
1819 roku i został nauczyciem w Kownie. Przedtem za pośrednictwem 
Zana poznajomił się z domem Wereszczaków i zakochał w Maryli Weresz- 
czakównie, narzeczonej Wawrzyńca Puttkamera. Miłość tedy w sercu, 
wzajemna, lecz skrywana — zajęcia szkolne uciążliwe, oddalenie od przy- 
jaciół, wpłynęły z jednej strony, że poeta rozwijał skrzydła do lotu, 


— 447 — 


z drugiej wywołały stały i ciężki smutek. Znaczna część ballad, roman- 
sów i wierszy lirycznych i wreszcie »Oda do młodości powstały w tym 
czasie. Kiedy się przekonał, że nieszczęśliwa jego miłość nie znajduje 
współczucia ani u matki ani u braci Maryli, i nadzieja przełamania 
tego uporu słabła coraz bardziej — ciężko się rozchorował. Na domiar 
niesżczęścia umarła jego matka a Wereszczakówna wyszła za mąż. Roz- 
pacz ogarnęła poetę, skłonnym był do samobójstwa, jak to z » Dziadów « 
i »Żeglarza« się okazuje; uratowali go przyjaciele. Dostał urlop — przy- 
jechał do Wilna. Że zaś w tem ponurem usposobieniu pisał ciągle, po- 
wstały więc »Dziady«, zebrał się materyał na tomik drobnych poezyi 
i jeden i drugi. Pierwsze te jego dzieła ogłoszone drukiem w r. 1822 
1 1823 stanowią epokę w literaturze polskiej. Przewyższyły one nieskoń- 
czenie to co było przed nim i postawiły poezyę polską na tej drodze, 
na której stanąć miała w rzędzie wielkich poezyi tego Świata. W pierw- 
szym tomiku były » Ballady i romanse«, w drugim tomie » Dziady» część 
II i IV i »Grażyna«. Wrażenie między czytającymi było ogromne. Sie- 
mieński pisze, że publiczność doznała tego, czego się doznaje, kiedy wśród 
chmurnego, mglistego, zimnego dnia naraz niespodziewanie ukazuje się 
słońce, chmury rozprasza, a niebo i ziemię rozpogadza, oświeca, ogrzewa. 
Mieli nareszcie Polacy poezyę taką, jakiej pragnęli, czekali, szukali. Nowa, 
odrodzona poezya polska była na Świecie, i jednym ruchem skrzydeł 
wzniosła się wysoko między wielkie poezye tego Świata. 

Na tem wydaniu owych dwóch tomików poezyi kończy się pierwsza 
epoka jego młodości i twórczości młodzieńczej. Skutkiem procesu Fila- 
retów, uwięziony razem z innymi w klasztorze Bazylianów; a gdy śledz- 
two w kilka miesięcy później było skończone, został wypuszczony na 
wolną stopę do nadejścia wyroku. Wyrok nadszedł we wrześniu 1824 r., 
Mickiewiczowi polecono wyjazd do Rosyi, gdzie miał wstąpić do służby, 
jaką mu przeznaczy minister oświecenia. 22 października zawiadomiono 
go, że powinien wyjechać pojutrze — więc 23 żegnał przyjaciół i Wilno 
ukochane, a 24 wyjechał do Petersburga, aby nigdy już nie ujrzeć Litwy. 
Wspomnienie pobytu w klasztorze Bazylianów znajduje się w trzeciej 
części » Dziadów«. Wszystko tu jest wiernie z rzeczywistości wzięte. — 
Życie i twórczość poetycką Mickiewicza, w pierwszej epoce, opisał w spe- 
cyalnej monografii Józef Tretiak !). 

»W drodze do Rosyi« zapisał Mickiewicz wrażenia, jakie droga do 
Petersburga na niego zrobiła. Nim otrzymał nowe przeznaczenie, zazna- 
jamiał się z polską kolonią osiadłą w stolicy. Największy wpływ wy- 

1) Młodość Mickiewicza (1798— 1824). Życie i poezya. Z portretem Mickiewi- 
cza i dwoma portretami Maryli. Petersburg 1898, 89 391, 305. 


=> 448. <= 


warł na niego mistyk Oleszkiewicz, malarz, profesor akademii sztuk 
pięknych. Znajomość ta bardzo dodatnio wpłynęła na uspokojenie rozgo- 
ryczonego poety. Rozbudził w nim Oleszkiewicz uczucia religijne, zape- 
wniał go, że niema innej drogi do zbawienia jak miłość obejmująca 
wszystko i wszystkich. Wreszcie los jego został wyjaśniony. Przezna- 
czony został na nauczyciela do liceum w Odessie. Wyjechał więc razem 
z Franciszkiem Malewskim i Józefem Jeżowskim i w połowie lutego 
1825 r. stanął w Odessie. Lecz równocześnie z przybyciem Mickiewicza, 
przyszło nowe rozporządzenie, aby sobie wybrał inne miejsce pobytu 
w Rosyi. — Mickiewicz prosił do Moskwy do archiwum, a gdy tam 
odpowiedniego nie było, prosił o miejsce w kancelaryi gubernatora wo- 
jennego w Moskwie. Odpowiedź przyszła przychylna i Mickiewicz pod 
koniec listopada opuścił Odessę. Czas pobytu w Odessie zaznaczony 
został w literaturze bardzo dodatnio, że wspomnę tylko »Sonety krym- 
skie<. Adam Rżążewski okres odesski również monograficznie opisał !), 
dzięki czemu różne dedykacye erotyków, napisanych w Odessie przez 
Mickiewicza, zaznaczone pojedynczemi literami, nie są dla nas tajemnicą. 

W Moskwie zaznajomił się z wydatnymi literatami rosyjskimi, 
którzy bardzo życzliwie przyjęli go i sympatyą niekłamaną otaczali. Do 
znajomości moskiewskich na pierwszem miejscu należy postawić księżnę 
Zenejdę Wołkońską, której przyjaźń dla Mickiewicza przez długie lata 
trwała. »Na pokój greckie jest pamiątką tej osoby i jej przyjaźni. Mniej 
trwałą była przyjaźń z Karoliną Jenisch, kobietą nie bez talentów, ale 
ekscentryczną. Wyszła później za mąż za Pawłowa, i w swem uwiel- 
bieniu dla Mickiewicza przetrwała do późnej starości. Tłómaczyła wiele 
poezyi jego drobnych i » Konrada Wallenroda«. 

Właśnie w Moskwie napisał » Wallenroda«, a gdy drukował go 
w Petersburgu, otrzymał i sam pozwolenie przeniesienia się do Peters- 
burga; było to na wiosnę 1828 r. Do »Wallenroda« dołączył sławną 
rozprawę »o krytykach i recenzentach warszawskich:. W Petersburgu 
zaprzyjaźnił się z Maryą Szymanowską, z którą się w Moskwie poznał, 
a w lat kilka później wziął jej córkę Celinę za żonę. Również w Peters- 
burgu zbliżył się do Puszkina, a nawet zaprzyjaźnił, sam bowiem pisze: 
»znali się z sobą nie długo lecz wiele -- i od dni kilku już są przyjaciele». 
W tym czasie pisał Mickiewicz mało, improwizował często, wprawiając 
słuchaczy w zdumienie i zapał. Sławną miała być improwizacya »Samuel 
Zborowskie, o czem i Malinowski i Przecławski piszą. »Farys« jest rów- 
nież utworem petersburskim. Ponieważ klimat petersburski źle wpływał 


1) Aćr. Mickiewicz w Odessie i twórczość jego z tego czasu. Warszawa 1898. 
8, 97. 


— 449 — 


na zdrowie Mickiewicza, zaczęto robić starania o paszport do Włoch. 
Trudności były znaczne, lecz je usunięto. Mickiewicz 27 maja 1829 r. 
odpłynął na okręcie angielskim z Kronsztadu. Przez Lubekę i Hamburg 
dojechał do Berlina, gdzie owacyjnie przez Polaków został podejmowany. 
Przez Drezno i Pragę udał się do Karlsbadu i odtąd w towarzystwie 
Odyńca podróżując dotarł do Wejmaru. Widział Goetego, złożył mu 
hołd i przyjęty został przez wielkiego poetę i myśliciela z uprzejmością 
i życzliwością. Szczegóły wejmarskiej wizyty podał Odyniec w »Listach 
z podróży« i Stahlberger Teodor !). Z Wejmaru przez Bonn, Moguncyę, 
Szwajcaryę przez Spliigen, udał się do Włoch. Pobyt we Włoszech opisał 
Odyniec najdokładniej. Mało Mickiewicz pisał, wewnętrznie się wyrabiał. 
Działał na niego Rzym siłą swej historyi, swoich piękności w sztuce, 
w naturze i swojego religijnego znaczenia. Nowe znajomości rzymskie, 
byli to ludzie niepospolici. Otaczali go atmosferą wykwintnego życia 
umysłowego, a po części i religijnego. Z dawniejszych znajomych była 
księżna Wołkońska, Henryk Rzewuski, znajomość z Odessy, Stefan Gar- 
czyński, znajomość z Berlina. Z nowych nie bez wpływu była panna 
Chlustin, malarz Vernet, Thorwaldsen, Cooper, Wojciech Stattler i inni. 
Biografowie wzmiankują, że Rzewuski swemi anegdotkami pełnemi życia 
1 humoru poniekąd przyczynił się do tego kolorytu, jaki Mickiewicz 
nadał »Panu Tadeuszowic. 

Silny a dodatni wpływ wywarł na Mickiewiczu Stanisław Choło- 
niewski, rezultatem czego było przystąpienie Mickiewicza do św. Sakra- 
mentów, po wielu latach, jak zapewnia Odyniec. Przelotny wpływ miała 
na Mickiewicza Henryka Ankwiczówna, jak panna Jenisch w Moskwie. 
Postać Robaka możeby nie istniała, gdyby nie ta znajomość. Podczas 
drugiego pobytu w Rzymie, po powrocie ze Szwajcaryi, gdzie zapoznał 
się z Zygmuntem Krasińskim, zaskoczyła go wiadomość o powstaniu 
listopadowem w Warszawie. Jakkolwiek nie przewidywał dobrego skutku, 
wybierał się do kraju, lecz musiał czekać na pieniądze, które Garczyń- 
skiemu pożyczył. Dopiero wiosną 1831 roku opuścił Rzym, udając się 
do Polski na Paryż. Z Paryża udał się do Wielkopolski, w myśli przej- 
Ścia granicy i zaciągnięcia się do wojska, lecz nim swój zamiar wykonał, 
skończyła się rewolucya, wojska przeszły do Prus, gdzie zostały rozbro- 
jone. Z Poznańskiego udał się do Drezna. Ostatni raz widział ziemię 
ojczystą, bawiąc w Poznańskiem. 

Odtąd rozpoczyna się okres tułactwa po obczyźnie, okres wielkiej 
twórczości poetyckiej. W Dreźnie napisał »Redutę Ordona«, » Dziadów 
część trzecią«, która, jak napisana niegdyś w Kownie druga i czwarta 


1) A Mickiewicz w Wejmarze 1829 roku. Kraków 1886, 89, 27. 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III. 29 


— 450 — 


część jest wyznaniem i obrazem tych uczuć i przejść, jakie Mickiewicz 
w tym czasie przebył. Na żądanie rządu pruskiego rząd saski wydalił 
Polaków; Mickiewicz musiał opuścić Drezno i przez Norymbergę, Strass- 
burg, przybył do Paryża, chociaż na zasadzie manifestu cesarza Miko- 
łaja jako nie uczestniczący w powstaniu, mógł wrócić do kraju. Ponie- 
waż »emigracya«, jaką zastał już w Paryżu, nie odpowiedziała jego ocze- 
kiwaniom, gdyż on jej przeznaczał wzniosłą misyę — przeto napisał 
»Księgi Narodu polskiego i Pielgrzymstwa polskiego«. Księgi te wy- 
warły początkowo bardzo dodatnie wrażenie, lecz niestety na Francuzów; 
Polacy bowiem przyjęli je z przejęciem się i uszanowaniem, ale mało je 
stosowali w swem życiu tułaczem. Żył skromnie i ubogo, otoczony nie- 
licznem ale dobranem kółkiem przyjaciół, szarpany przez demagogów — 
skupiał się i zaczął pisać »Pana Tadeusza«., W lutym 1834 roku skoń- 
czył arcydzieło literatury polskiej. »Pana Tadeusza« rozbierali i rozbie- 
rają nasi krytycy i estetycy, a chociaż lat tyle upłynęło od chwili jego 
wydrukowania, nowe piękności i zalety coraz bardziej wyłaniają się. Ani 
jedna praca literacka nie doczekała się takiego uznania; ani jedna nie 
wywoływała tyle monografii. Życzyćby tylko należało, aby te księgi we- 
szły do chaty wiejskiej, czego nasz wieszcz tak gorąco pragnął. Może 
i tego doczekamy się! »Pan Tadeusz«, to pieśń łabędzia. Mickiewicz 
wkrótce po ogłoszeniu tej epopei, ożenił się z Celiną Szymanowską 
i poezyi już nie pisał. Bo chociaż ogłosił później znakomity przekład 
»Giaura«, to ten od dawna już był przełożony. Powiadają, że Mickiewicz 
jeszcze w Petersburgu będąc, dzięki Oleszkiewiczowi, stał się mistykiem. 
Lecz gdy równocześnie z jego ożenieniem się rozbudzony został we Fran- 
cyi ruch katolicki, Mickiewicz dodawał zapału i siły pojedynczym usiłowa- 
niom; chociaż żonaty, stawał się mniej świeckim, czytywał pisarzy reli- 
gijnych, mistyków — a rezultatem tego było przekonanie, że wszystko 
co Świeckie, co ziemskie, więc i poezya -- to błahe i marne. Mistycyzm 
coraz to więcej opanowywuje go; ale równocześnie brak pierwszych 
środków do życia dotkliwie daje mu się uczuć. A gdy nie dopisał mu 
dramat, którym się zajmował nie ze względów powszednich, dla chleba — 
ale dla celów wyższych, — przyjmuje posadę profesora literatury staro- 
żytnej w Losannie. Katedra ta sławą go okrywa i daje mu wstęp do 
kollegium francuskiego, gdzie pozyskał katedrę literatur słowiańskich. 
Francuzi zachwyceni, Polacy rozrzewnieni ujrzawszy w swym mistrzu 
znakomitego prelegenta z ogromną erudycyą i nauką; natomiast Rosyanie, 
Czesi i południowi Słowianie czynią mu zarzuty, że o ich literaturze 
mało mówi. 

Kiedy Mickiewicz zapanował ostatecznie nad przedmiotem, a pre- 
lekcye jego stawać się zaczęły znakomitemi pod wszystkimi względami, 


— 41 — 


spotkały go dwa wielkie nieszczęścia. Żona dostała obłąkania i musiał 
ją oddać do domu zdrowia, zjawił się też w Paryżu Andrzej Towiański. 
Towiański wpłynął na uzdrowienie żony, a Mickiewicz uwierzył w po- 
słannictwo »mistrza Andrzeja«. Bo jakkolwiek sam pisze » Moja wiara 
w Andrzeja była przygotowana całem mojem życiem« — to nie ulega 
wątpliwości, że tylko zbiegowi powyższemu okoliczności przypisać należy 
to poddanie się bez granic, bez oglądania się na przyszłość. Cały nastę- 
pny okres na katedrze literatur słowiańskich, messyanizmem zwany, jest 
bardzo smutny. Rząd francuski miał dużo sympatyi dla Mickiewicza, 
lecz trudno było od niego wymagać, aby dopuszczał do wygłaszań z ka- 
tedry powrotu Napoleonidów. Usunął go tedy z katedry, pozbawiając 
chleba całą rodzinę. Połowa pensyi, jaką mu pozostawiono, była niewy- 
starczającą. Późniejsza działalność Mickiewicza, jak audyencya u papieża 
Piusa IX, utworzenie legionu polskiego w Medyolanie, później propo- 
zycya Uniwersytetu krakowskiego, aby zajął katedrę literatury polskiej, 
są to wszystko wypadki ważne w życiu pojedynczego, przeciętnego czło- 
wieka, ale nie Mickiewicza. W tym bowiem okresie czasu, Mickiewicz nie 
był sobą, ale »towiańczykiem«, zmodyfikowanym. — Bo chociaż Mickie- 
wicz otrzeźwił się z czasem co do Towiańskiego, przecież jego nauce wier- 
nytn pozostał, zmodyfikowawszy ją po swojemu. W jesieni 1852 roku 
otrzymał Mickiewicz posadę bibliotekarza arsenału z pensyą 2000 franków, 
i wówczas na tyle przyszedł do równowagi, że zamyślał o dalszym ciągu 
»Pana Tadeusza«. Nastąpiła wojna wschodnia. Czajkowski jako Sadyk 
pasza formował legion polski. To więc, o czem marzył Mickiewicz 
przed kilku laty we Włoszech, stało się faktem spełnionym. W tym 
czasie umarła mu żona. Mickiewicz opłakawszy ciężką stratę, zape- 
wniwszy opiekę kobiecą dla sierot, wyjechał 11 września 1855 roku na 
wschód, a 22 stanął w Konstantynopolu. W Konstantynopolu panowała 
cholera. — Mickiewicz, który nieoględnie czynił wycieczki do obozu 
w Burgas, dostał cholery i 26 listopada o godzinie 8 minut 40 zakoń- 
czył sławny swój żywot, wypowiedziawszy na krótko przed skonaniem 
do Służalskiego: »Powiedz moim dzieciom, niech się kochają zawsze. 
Zwłoki przewieziono do Francyi 30 grudnia i złożono na cmentarzu emi- 
gracyjnym w Montmorency, obok zwłok żony, 21 stycznia 1856 r. Stam- 
tąd przewiezione do Krakowa, spoczęły w grobach królewskich na Wa- 
welu 4 lipca 1690. Najlepsze biografie i najobszerniejsze ogłosili Włady- 
sław Mickiewicz i Dr Piotr Chmielowski. We wszystkich główniejszych 
miastach polskich stanęły posągi wieszcza narodu, lub wkrótce będą 
wzniesione. Dzieła jego, skutkiem bardzo nizkiej ceny, stały się powszech- 
nemi, jeszcze chwila, a pod strzechą się znajdą. 

Mickiewicz Aleksander. Rodzony, młodszy brat Adama. 

29* 


= 452 


W Uniwersytecie wileńskim studyował nauki prawne, które ukończył ze 
stopniem magistra. Napisana przez niego obszerna rozprawa na zadanie 
fakultetu p. t. »Jaki wpływ prawodawstwo rzymskie na litewskie mieć 
mogło«, zjednało mu katedrę nauki prawa w liceum wołyńskiem. Po 
zamknięciu liceum przeniesiony do Kijowa na profesora prawa rzymskiego. 
Gdy w r. 1839 usuwali z Kijowa profesorów Polaków, Mickiewicz prze- 
niesiony został na tęż katedrę do Charkowa, gdzie wysłużył emeryturę. 
W kobryńskim powiecie nabył majętność Gubernia i tam osiadł jako 
emeryt. Ostatnie lata życia zajęty był przyprowadzeniem do porządku 
encyklopedyi prawa, którą wykładał w Krzemieńcu i kursu prawa rzym- 
skiego, który wykładał w Kijowie i Charkowie. Prace te zaległy w ręko- 
pisie. Zakończył życie we wsi Gubernii w r. 1871. 

Mniszech Michał z Wielkich Kończyc. Był rodzonym bratem 
Franciszka, znakomitego wojownika za Zygmunta III, kasztelana san- 
deckiego za Władysława IV. Do nauk przykładał się w Akademii wileń- 
skiej; ukończył je ze stopniem doktora filozofii w r. 1640. 

Moniuszko Dominik. Urodził się na Litwie w roku 1787 ze 
Stanisława i Ewy Wojniłowiczówny. Po ukończeniu nauk w Uniwersy- 
tecie wileńskim, wstąpił do wojska polskiego, gdzie się dosłużył rangi 
majora. Osiadłszy na wsi zajął się wykształceniem i umoralnieniem swych 
włościan. Dla dziewcząt założył konwikt 25 października 1824 roku; dla 
chłopców szkołę z dwoma oddziałami wyższym i niższym. Na pierwszym 
miano za zadanie, według metody Pestallozego wpływać na rozwinięcie 
w drobnych dzieciach uwagi, pamięci i sądu o rzeczach. W drugim 
zaprowadzono metodę Lankastra; w niej kosztem dziedzica za nader 
szczupłem zrazu przyczynieniem się włościan, dzieci wiejskie przez pół- 
rocze zimowe pod najtroskliwszą opieką spędziły czas na nauce teore- 
tycznej, mając w szkole mieszkanie i opatrzone pierwsze potrzeby. Kurs 
był dwuletni; wykładano tu naukę religii, czytanie słowiańskie, rosyjskie 
i polskie, kaligrafię, arytmetykę, rysunki, ogrodnictwo, technologię, rol- 
nictwo, pszczelnictwo, naukę zdrowia, weterynaryę, rękodzieła rolnicze 
i rzemieślnicze. Dla uczniów starszych też przedmioty w rozleglejszym 
zakresie, oraz geografię, miernictwo i t. d. Latem oddawano się praktyce 
przy szkółce lub po domach rodzicielskich. Jako zakłady pomocnicze 
urządzone były ogrody: owocowy, lekarski, warzywny; apteka, laborato - 
ryum i t. d. Do praktyki rolniczej sprowadzono udoskonalone narzędzia 
z fabryki Evansa. Duszą tego zakładu był Dominik Moniuszko. Wszystkie 
swoje wysokie zdolności, całe mienie poświęcił dla dobra kmieci, których 
rozkolonizował, pozakładał przy każdej chacie ogrody owocowe, wyko- 
rzeniał pomiędzy starszymi przesądy, przestrzegał moralności. Pomimo 
tego przy schyłku swego Życia został złamany brakiem współczucia 


=+ 403 5 


ze strony współobywateli i wzrastającą obojętnością samychże włościan; 
skutkiem czego i szkoła, która niejedno z pożytkiem wypiastowała poko- 
lenie, musiała upaść ze zgonem założyciela. Umarł Moniuszko 28 paź- 
dziernika 1848 r. Śród dotkliwych cierpień, wielbiony przez nieliczne 
grono obdarowanych i tych, którzy sercem na wyższe wzniesieni stano- 
wisko, zdołali ocenić niepospolite jego zasługi. Zostawił rękopisy, które 
były w przechowaniu u brata jego Ignacego. Moniuszko piastował urząd 
podkomorzego powiatu ihumeńskiego. 

Moniuszko Kazimierz. Należał do znakomitszych wycho- 
wańców Uniwersytetu wileńskiego. Studyował prawo, specyalnie badał 
prawo rzymskie i kilka rzeczy w tym przedmiocie drukował. Z większych 
prac zasługuje na uwagę: »Rzut oka na początek i upowszechnienie 
prawa rzymskiego« i t. d.c. Po ukończeniu nauk, osiadł we własnej ma- 
jętności w mińskiej gubernii, lecz nie porzucał zajęć naukowych. Był 
członkiem honorowym Uniwersytetu jako wydatny uczony; sprawował 
przytem obowiązki dozorcy honorowego i wizytatora szkół w okręgu 
naukowym wileńskim. Zakończył życie w r. 1836. 

Morawski Stanisław. Pochodził z powiatu trockiego ze wsi 
Ustronie, w okolicach Jezdna. Człowiek z najlepszem wychowaniem, 
wykształceniem domowem bez zarzutu, z bogatej obywatelskiej rodziny; 
zaczął studyować nauki lekarskie w Uniwersytecie wileńskim, ukończył 
je w r. 1823 ze stopniem doktora medycyny, po obronieniu rozprawy: 
»Casum diabetis melliti cum epicrisi exhibens«. Osiedlił się w Kownie. 
W r. 1825 wybrany został członkiem Towarzystwa lekarskiego wileń- 
skiego. W tym okresie kowieńskim dużo pisał, a w pracach jego prze- 
bijał się mistycyzm. Był stałym i bardzo pracowitym współpracownikiem 
odrodzonego »Pamiętnika magnetycznego. Należał do ludzi wyższego 
poloru i obracał się w sferach bardzo wysokich. Od r. 1830 —1833 był 
urzędnikiem do szczególnych poruczeń przy cywilnym jeneralnym leka- 
rzu sztabowym w Petersburgu. Podróżował równocześnie po Europie 
i wówczas to wyswatał Mickiewiczowi żonę. A gdy wskutek nieznanych 
mi przyczyn, które może być skłoniły go do napisania: »Zasady fizyo- 
gnomistyki kobiet cywilizowanych polskich«, osiadł w dziedzicznem 
Ustroniu, wówczas nastąpiła ogromna w życiu jego przemiana. Oto co 
pisze o nim Wszędobylski w »Pamiętniku naukowo- literackim« I, 78: 
»Chodzi wieść o naszym filantropo- mizantropie, że on wie o wszystkiem, 
co się dzieje na Świecie, a nawet u sąsiada i sąsiadki, lepiej niż jego 
ochmistrzyni, chociaż z nikim się nie widuje. Odgadłszy kilkakrotnie 
myśli swego ekonoma tak trafnie, iż ten sądził, że chyba był w duszy jego, 
pozyskał sobie sławę człowieka mającego związki z duchem«. Sam zaś 
Morawski mówi o sobie: »to taki człowiek (zdanie włościan jego), co 


— 454 — 


jeśli zechce, ot choćby w wóz siana w oczach pańskich obrócić się możec. 
Zapewne ciekawy i pouczający byłby obraz życia człowieka, wykolejo- 
nego przez jakieś wvższe przyczyny, lecz nie mogliśmy ich zbadać. 
Wiemy tylko, że będąc ostatnim z rodu, majątek swój przekazał synowi 
ochmistrzyni, którego adoptował. Pozostawił pamiętników kilka tomów. 
Długo one krążyły po Wilnie, nigdy nie miałem ich w ręku. Obecnie 
stanowią własność prof. Spasowicza, a wyjątki z nich od czasu do 
czasu spotykamy w czasopismach. Oprócz rozprawy doktorskiej znamy 
w druku jedną jego pracę: 

3945. Od Merecza do Kowna, gawęda pustelnika. »Teka wileńska: 
VI, 86. 

Morze Franciszek. Jeden ze znakomitszych wychowańców 
Uniwersytetu wileńskiego, magister obojga praw, znany autor głośnej 
w swoim czasie rozprawy: »O wpływie prawodawstwa rzymskiego na 
polskie i litewskież. Rozprawę tę nagrodzoną przez fakultet prawny 
w Wilnie ogłosił wówczas, gdy zamieszkał w Warszawie. Zdolny a pra- 
cowity w krótkim czasie pozyskał sobie wziętość i uznanie między 
ówczesnemi znakomitościami literackiemi z Lelewelem na czele. Został 
urzędnikiem w Izbie obrachunkowej, poświęcając się poza służbą pracy 
literackiej i naukowej. Z niewiadomej przyczyny dostał obłąkania umysłu, 
ociemniał i utonął w gliniance za rogatkami wolskiemi w Warszawie 
w roku 1852. 

Muchliński Antoni. Urodził się na Litwie w roku 1803. Po 
ukończeniu Uniwersytetu wileńskiego, posłany był na wschód. Za po- 
wrotem objął katedrę języka tureckiego w uniwersytecie petersburskim, 
najpierw w charakterze adjunkta, a potem profesora nadzwyczajnego. 
W r. 1846 przeniósł się do Warszawy i tu, chcąc dosłużyć lat do emery- 
tury, pracował przy bibliotece głównej, lecz w r. 1849 wrócił do Peters- 
burga i objął na nowo poprzednią katedrę. Zakończył życie w roku 1877. 
O jednej jego pracy, poświęconej wyrazom, które do polskiej mowy prze- 
szły z języków wschodnich — mówiliśmy wyżej (3226); tu jeszcze należą: 

3946. Zarys dziejów krainy Tanejskiej. Petersburg 1853, 89. 

Rozprawa ta powstała z racyi konsekracyi na biskupstwo Anto- 
niego Fiałkowskiego, przyjaciela Muchlińskiego, na biskupa tanejskiego 
in partib. infid. 

3947. Ważne sprawy o Tatarach litewskich, przez jednega z tych 
Tatarów złożone sułtanowi Sulejmanowi w r. 1558, z języka tureckiego 
przełożył, objaśnił i materyałami historycznymi uzupełnił, z dołączeniem 
tekstu tureckiego. Petersburg 1850, 89. 

Toż samo było poprzednio drukowane w »Tece wileńskiej«. Oprócz 
tego wiele cennych jego prac znajduje się w »Pamiętniku religijno- 


= 4009. = 


moralnyme. Z wielu z nich korzystałem powyżej, pisząc życiorysy pro- 
fesorów wileńskich. W rękopisie pozostawił: » Wypisy i gramatykę języka 
tureckiego«, » Opisanie wojny tureckiej za Piotra W0; » Badanie w przed- 
miocie literatury rabinicznej«; »Przekład Chairie poematu obyczajowego 
Nabi Effendiegoc. 

Narbutt Teodor. Urodził się 8 listopada 1784 r. w Szawrach 
w powiecie lidzkim, w dziedzicznej majętności rodziców swoich. W roku 
1799 wszedł do Szkoły Głównej w Wilnie i tu słuchał wykładów nauk 
matematycznych, architektury cywilnej i wojskowej. W r. 1803 udał się 
do Petersburga i tam rozpoczął zawód wojskowy jako inżynier. Zaledwie 
zaczął wykładać lekcye w drugim korpusie kadetów, użyty został do pro- 
wadzenia robót hydrograficznych i hydraulicznych na Niemnie, pod kie- 
runkiem hydraulika pruskiego Etelweina, w całym ciągu rzeki, stano- 
wiącej wówczas granicę z Prusami. W r. 1807 pod Ostrołęką i pod Tylżą 
ranny. W roku 1809 w Finlandyi przy Abo otrzymał silną kontuzyę 
w głowę, która zrządziła mu głuchotę. Znajdował się na eskadrze w za- 
toce portu bałtyckiego 1 kiedy ta została zapartą, budował bateryę dla 
jej obrony na wyspie Rogo. W latach 1810 i 1811r wykonał plan twier- 
dzy Bobrujska, do założenia której pierwszy wskazał miejsce i rozwinął 
roboty fortyfikacyjne. Prace tego rodzaju za Dnieprem, pomiary na bło- 
tach w okolicach Rohaczewa osłabiły jego zdrowie i pozbawiły do reszty 
słuchu, którego już nigdy nie odzyskał. Wskutek tego opuścił służbę 
wojskową w stopniu kapitana inżynieryi i wróciwszy w domowe zacisze, 
osiadł w majętności swej w powiecie lidzkim. Tam lat kilkadziesiąt zbierał 
podania i wiadomości, zabytki różne pogańskiej i chrześcijańskiej Litwy, 
z zamiłowaniem i gorliwością niezmordowaną, przytem zajmował się 
gospodarstwem ale nie po łacinie, bo brał medale za wyroby lnu; rów- 
nież uprawiał poezyę. Owoce tych poszukiwań i badań zaczął naprzód 
ogłaszać w licznych artykułach w »Dzienniku« i »Tygodniku wileńskim «; 
pisywał do » Tygodnika petersburskiego «, do »Athenaeum« Kraszewskiego; 
do »Wizerunków«, do noworoczników: »Ondynys, »Radegasta«<, »Pa- 
miętników umysłowych« i t. d. O jego pracach ważniejszych jużeśmy 
mówili (552, 870—875, t1149—1151, 2419—2423, 2519, 2520, 2535). 
Tu należą jeszcze: 

3948. Ody J. Chr. Rousseau. Wilno 1832, 89. 

3949. Ody Horacyusza przełożone na wiersz polski. Wilno 1835, 
80 2 tomy. 

3950. Uprawa lnu, konopi i innych roślin włóknodajnych, z fran- 
cuskiego. Wilno 1834, 89. 

Narbutt przez wiele jeszcze lat pracował nad historyą i starożytno- 
Ściami Litwy, szczególniej zaś nad przygotowaniem drugiego wydania 


głównego swego dzieła (2419), które przerabiał, pomnażał, uzupełniał, 
lecz nie doczekał się jego ogłoszenia i po długiej chorobie umarł 
w Wilnie 26 listopada 1864 r. 

Odyniec Antoni Edward. Urodził się w roku 1804 we wsi 
Giejstunach w powiecie oszmiańskim. Nauki szkolne od r. 1814— 1820 
odbywał u XX. Bazylianów w Borunach, gdzie z prozy polskiej prze- 
kładał na wiersz poemat Floryana »Gonzalw z Korduby« i tłómaczył 
»Ifigenię« Rasyna. Od r. 1820 do 1823 kształcił się w Uniwersytecie 
wileńskim, gdzie uczęszczał na wydział literatury i sztuk wyzwolonych. 
Tutaj poznał się z Mickiewiczem i wkrótce zawiązały się pomiędzy nimi 
bliższe stosunki. Mając dar poetyczny i łatwość wierszowania, pierwszy 
raz wystąpił w r. 1822 z rymowaną powieścią »Strachy«, potem tłóma- 
czył z niemieckiego ballady Biirgera, był przez krótki czas redaktorem 
» Dziejów dobroczynności«, wreszcie wydał pierwszy zbiór swoich poezyi 
we dwóch tomach w Wilnie u Zawadzkiego 1825—1826, zawierających 
głównie ballady i legendy, nacechowanych wybitnie piętnem romantyzmu. 
Poczem usunął się do rodzinnej zagrody wiejskiej, gdzie samotny poeta 
obok gospodarstwa pisał wiersze pełne tęsknoty po oddalonych przyja- 
ciołach. Niedługo wszakże tam przesiedział, przeniósłszy się w r. 1826 
do Warszawy, gdzie mieszkał do roku 1829. Tu zajmował się przygoto- 
waniem artykułów do czasopisma naukowego, które ordynat Stanisław 
Zamojski miał wydawać własnym kosztem przy szkole szczebrzeszyń- 
skiej dla młodzieży nie mającej możności odbywania nauk uniwersytec- 
kich, a w której to pracy poprzednikiem Odyńca był Józef Korzeniowski, 
nim katedrę w Krzemieńcu otrzymał. Gdy rzeczone pismo nie przyszło 
do skutku, Odyniec powziął myśl nader trafną wydania noworocznika: 

3951. Melitele. Noworocznik. Warszawa 1829, 80; toż, tamże 1830; 
toż, Lipsk 1836, 80. Do tego noworocznika weszły prace najznakomit- 
szych ówczesnych pisarzy, a między innemi Mickiewicza, Słowackiego 
Zaleskiego i w. innych. 

3952. Izora, dramat w trzech aktach. Warszawa 1829, 89. 

W tym samym czasie ułożył z Waleryanem Krasińskim pierwszy 
plan wydawania encyklopedyi powszechnej, którą w dziesięć lat później 
w Wilnie wydawać zaczął. 

W maju 1829 r. udał się do Petersburga dla widzenia się z Mic- 
kiewiczem. Tam ułożono plan wspólnej podróży zagranicznej, która dla 
Odyńca zbiegiem okoliczności przedłużyła się do lat ośmiu, a dla Mic- 
kiewicza aż do zgonu. Spędziwszy kilka tygodni w Petersburgu, na 
Warszawę pojechał do Drezna i Karlsbadu, połączył się z Mickiewiczem 
w sierpniu 1829 r. i odtąd we dwóch, a następnie we trzech z Krasiń- 
skim, zwiedzili Niemcy, Szwajcaryę i Włochy. Z Genewy, gdzie się roz- 


— 457 — 


stali, udał się Odyniec do Paryża i Londynu, a od początku 1832 roku 
znowu z Mickiewiczem przemieszkiwał w Dreźnie. Podczas pobytu za 
granicą zabrał się do jednego z najszczęśliwszych swoich przedsięwzięć, 
do przekładu większych utworów najznakomitszych nowożytnych poetów 
angielskich: Byrona, Moora i Walter-Scotta. Wychodziły te tłómaczenia 
w Lipsku, a następnie w Wilnie od 1838—1843 r. W sześciu tomach 
zawarte zostały przekłady Byrona: »Narzeczona z Abydos«, » Korsarz«, 
» Niebo i ziemia«; Walter Scotta: » Dziewica z Jeziora« i » Pieśń ostatniego 
Minstrela«; Moora: »Czciciele ognia«, »Raj i Peri«<, a nadto ŚSzyllera 
» Dziewica Orleańska« i ballady różnych autorów, oraz przekłady drobniej- 
sze, częścią nowe, częścią poprzednio drukowane. Działałność poetycka 
Odyńca ciągle szła obok lub naprzemian z działalnością redaktorską. 
Kiedy mieszkał w Dreźnie i w Lipsku, pomagał Bobrowiczowi w wyda- 
wnictwie » Biblioteki kieszonkowej klasyków polskich«, robił ich wybór, 
pisał niektóre życiorysy jak Zimorowicza, Szymonowicza, Drużbackiej 
1 innych. Z jego także pomysłu i planu powstało w Lesznie jedno 
z najlepszych w owym czasie pism obrazkowych »Przyjaciel ludus, któ- 
rego był gorliwym współpracownikiem. W roku 1837, za powrotem do 
Litwy był przez dwa lata redaktorem głównym »Encyklopedyi powszech- 
nej« wydawanej przez Gliicksberga w Wilnie i Warszawie; gdy zaś to 
przedsięwzięcie upadło, został w roku 1840 redaktorem rządowym »Ku- 
ryera wileńskiego« i był nim lat 20, pisząc sam część polityczną. Obok 
tego uprawiał poezyę. Drobne jego utwory zamieszczały » Przyjaciel luduc, 
»Rocznik« i »Pamiętniks Podberezkiego; rozmaite pisma zbiorowe war- 
szawskie, nareszcie » Teka wileńskae, co wszystko razem zebrane, dołą- 
czone do wydania 1825 i 1826 roku i uzupełnione rzeczami nieznanemi 
w druku wyszło w Wilnie 1859 roku p. t. »Poezye Ant. Edw. Odyńca«, 
a po trzeci raz, pomnożone w Warszawie 1874 r. W tym czasie ogłosił 
kilka prac dramatycznych, a mianowicie: 

3953. Felicyta czyli męczennicy kartagińscy. Wilno 1849, 80; Po- 
znań 1858. 129, 

3954. Barbara Radziwiłłówna. Wilno, Zawadzki 1858, 80. 

3955. Jerzy Lubomirski. Część pierwsza. Wilno, Zawadzki 1861, 80. 

Za wiersz swój »Przyjdź królestwo boże« dużo doświadczył przy- 
krości w Wilnie, a niemniej i w Oszmiańszczyźnie, przeniósł się tedy do 
Warszawy w r. 1865, gdzie przez jakiś czas był redaktorem »Kuryera 
warszawskiego<, później zajmował się w »Kronice rodzinnej«, gdzie roz- 
począł druk znakomitych i jedynych w naszej literaturze »Listów z po- 
dróży«. Kiedy »Listy« wychodziły częściowo, a i później, gdy wyszły 
w czterech tomach w książce oddzielnej — odezwały się krytyki. Nicowała 
Odyńca młoda prasa, odsądzała go nieomal od czci, a jednak listy te 


=, 459 


stanowią znakomity dorobek literacki. Poświęcone są one opisowi po- 
dróży do Włoch, w towarzystwie Mickiewicza. Głównym bohaterem 
w listach jest Mickiewicz. Od niego zaczyna Odyniec nieomal każdy list 
swój, do niego nawraca myśl każdą w opowiadaniu, i na nim też zazwy- 
czaj kończy. Ten sposób narracyi uważała młoda prasa za hipokryzyę, 
nie przypuszczając, żeby Odyniec stawiał się umyślnie na plan drugi. 
Tymczasem wartość tych listów i pod względem artystycznym i rzeczo- 
wym jest pierwszorzędna. Według Lenartowicza, żadna europejska litera- 
tura nie może się czemś podobnem poszczycić, jak »Listys Odyńca. 
Listy te, jak zaznaczyliśmy, wyszły w czterech tomach nakładem Gebeth- 
nera 1 Wolffa w r. 1876—78. 

Nie mniejszą wartością odznaczają się jego »Wspomnienia« z opo- 
wiadań Deotymie. Oprócz szkoły boruńkiej, gdzie pierwsze nauki po- 
bierał, dużo miejsca poświęcił Odyniec czasom swego pobytu w Uni- 
wersytecie, stowarzyszeniom młodzieży. Była to pierwsza dokładna wia- 
domość, co to byli Filareci wileńscy, o procesie których ci i owi wie- 
dzieli cośkolwiek. Wówczas jeszcze Dr Szeliga i Zygmunt Wasilewski 
nie ogłosili swych prac w tym kierunku, na urzędowych źródłach opar- 
tych. O Odyńcu jako poecie, najznakomitsi nasi krytycy wyrażają się 
nadzwyczaj pochlebnie: »Głęboką prawdą chrześcijańską przepojony duch 
1 serce Odyńca, pisze Siemieński, wyciska na jego utworach piętno na- 
dające im wartość wewnętrzną i odróżniające od tylu innych pisarzy, 
co hołdując samemu bożyszczu sztuki, poprzestają najczęściej na po- 
wierzchownych przymiotach znachodzących chwilowe tylko powodzenie 
i uznanie. Słowem, jest to pisarz z treścią, mąż wyrobiony wewnętrznie; 
dlatego myśli jego mają siłę zapładniającą, zostają w czytelniku i zmu- 
szają niejako łamać się z niemi, roztrząsać w sumieniu, i jeśli nie przy- 
znawać im zupełnego zwycięstwa, przynajmniej wyciskać dla nich sza- 
cunek, jak dla wszystkiego co dobre i piękne«. »..... u niego panuje 
cisza i spokój siły wewnętrznej, a w blasku Świętej prawdy dającej mu 
natchnienie, nawet szpetności natury zepsutej nie rażą swoją potworno- 
ścią. W tym tu punkcie spotyka się u niego klasycyzm grecki z klasy- 
cyzinem poezyi chrześcijańskieje. 

Na polu dramatycznem okazał się Odyniec mniej utalentowanyn.. 
Krytycy wykazują piękność wiersza, dosadność wyrażeń, swobodę niemal 
potocznej mowy —- ale scenicznego układu i wątku dramatycznego za- 
zwyczaj niema w tym stopniu, aby utwory jego bez odpowiednich prze- 
róbek mogły być na scenie przedstawione. Za to w tłómaczeniach an- 
gielskich i niemieckich poetów najwięcej talentu rozwinął; tłómaczenia 
te tak są artystyczne i tak świetnym językiem dokonane, że wedle zgo- 
dnego głosu krytyków, w formie, duchu i barwie zastępują zupełnie ory- 


— 459 — 


ginalne utwory. Znakomity ten człowiek i mąż świątobliwy, zakończył 
życie w Warszawie w 1885 roku. 

Olizar Narcyz hr, syn Filipa. Urodził się w Zaborowie na 
Wołyniu 1794 r. Odebrawszy staranne wychowanie domowe, chodził do 
szkół w Krzemieńcu. Uniwersytet kończył w Wilnie, gdzie już wtedy 
pisywał wiersze, które » Tygodnik wileński« drukował w 1819 r. Później 
był senatorem, kasztelanem Królestwa Polskiego. Po rewolucyi osiadł za 
granicą i umarł w Sadach pod Poznaniem w r. 1862. Z jego prac ogło- 
szonym drukiem, znane są następujące: 

3956. Gawędy o sąsiedztwie. Paryż, 1840. 

3957. Mćmoires. Paryż, 1845; tłómaczenie niemieckie w dwóch 
tomach w Lipsku. 

3958. Pamiętniki oryginała. Lipsk, 1853; Bruksella, 1862.  Bezim. 

3959. Z psalmów Dawida. Lipsk, 1857; Bruksella, 1862. 

Ordyniec Jan Kazimierz. Urodził się na Litwie w r. 1797. 
Uniwersytet kończył w Wilnie w r. 1824; poczem przybył do Warszawy 
i poświęcił się literaturze. Był redaktorem i wydawcą » Dziennika war- 
szawskiego< od połowy 1826 do roku 1829. W następnym roku założył 
nowe czasopismo » Dekameron polskie, którego wyszło tylko trzy tomy; 
był przytem dyrektorem drukarni szkolnej przy Uniwersytecie warszaw- 
skim. Po roku 1831 udał się za granicę, zamieszkał we Francyi. Umarł 
w Paryżu w 1863 roku. Oprócz wyżej wspomnianych pism peryody- 
cznych i artykułów jego tamże umieszczonych częścią oryginalnych, 
częścią tłómaczonych z języka niemieckiego, francuskiego i włoskiego — 
pisał także udatne wiersze, pomiędzy którytni powszechnie znaną była 
ballada: »Trzy krzyże pod Brykowem«, drukowana w » Dzienniku wileń- 
skim« 1826, I, 32. Osobno zaś wydał: 

3960. Zasady poezyi i wymowy K. L. Szallera, przekład z niemiec- 
kiego do polskiej literatury zastosowany. Warszawa, 1826, 87 2 tomy. 

3961. Hipolit Boratyński, romans Bronikowskiego, tłómaczenie 
z niemieckiego. Warszawa, 1828—1829, 6 tomów in 89. 

Prócz tego ogłaszać zaczął »Życie Napoleona Bonapartego« (2433). 

Znany jest powszechnie epigramat Bohdana Zaleskiego, odnoszący 
się do dwóch wychowańców wileńskich: Odyniec z Ordyńcem z Ordy- 
nata łaski — Stanąwszy w ordynku patrzą w Ogród saski. Dłuższy 
czas nie wiedziano, kto jest autorem. Odyniec w odpowiedzi napisał: 
A koncept ten niesmaczny i płaski — wydmuchał Dmuszewski, gazeciarz 
warszawski. Więc się omylił. Czynności literackie Ordyńca za granicą 
należą do literatury emigracyjnej, bliżej nam nieznanej. 

Ordyński Leopold. Urodził się w Białostockiem w r. 1799; 
nauki matematyczno-fizyczne studyował w Uniwersytecie wileńskim i ukoń- 


sż2 460 => 


czył je ze stopniem magistra. W roku 1820 wstąpił do służby cywilnej 
w Petersburgu, gdzie z czasem był wysokim urzędnikiem drugiego wy- 
działu własnej cesarskiej kancelaryi. Umarł w Petersburgu w 1852 r. 
Był to człowiek bardzo uczony i zajmował się piśmiennictwem, zazna- 
jamiając Rosyan z najlepszemi rozprawami historycznemi, które po pol- 
sku były pisane. W archiwum północnem Bułharyna dużo jest prac 
przez Ordyńskiego tłómaczonych, a między innemi i Daniłowicza roz- 
prawa o cyganach. 

Orzechowski Bartłomiej. Słynnym był z tego między wy- 
chowańcami Akade:nii wileńskiej, że nie idąc w ślady powszechnej wów- 
czas mody, pisywał poezye w języku polskim. Był słuchaczem filozofii. 
Znanym jest w literaturze z następującego utworu: 

3962. Żołd niezwyciężonego męztwa sławnej pamięci Jego Mości 
p. Jerzego Zawiszy, dworzanina, JKM. rycerza w Wołoskiej przeciw Tur- 
kom expeditiey, Bogu i Kościołowi, Ojczyźnie, żałosnej familiey, i po- 
zostałemu rycerstwu legowany, a Jego Mości Panu Andrzejowi Zawiszy 
kasztelanicowi witebskiemu, podkomorzemu kowieńskiemu, leśniczemu 
jurborskiemu, etc. etc. Rodzicowi żałosnemu od uniżonego służebnika 
Barthłomieja Orzechowskiego, auditora philosoph. in Alma Academia 
ofiarowany. Roku pańskiego 1622, 47 k. 6, s. 1. druk gocki. 

Następuje przemowa do Andrzeja Zawiszy ojca poległego, pocie- 
szająca go po tej stracie. Poemat składa się z czterech strof kilkudzie- 
sięciowierszowych, poświęconych jak w tytule Bogu i Kościołowi i t. d. 
Przed każdą strofą są drzeworyty herbów, pod którymi znajdują się sto- 
sowne dwunastowierszowe podpisy; na ostatniej stronie osobny wiersz 
pod tytułem: »Proporzec wiekuistej chwały i nieśmiertelnego męztwa 
Jego Mości Pana Jerzego Zawiszy, dworzanina JKM. etc.« 

Parczewski Piotr. Był wychowańcem Akademii wileńskiej, 
ukończył ją w r. 1622 ze stopniem doktora filozofii. Był później infu- 
łatem starodubowskim, pierwszym biskupem smoleńskim, nakoniec bisku- 


pem żmudzkim. 
Pawłowicz Marcin Marek Antoniusz. Urodził się w r. 


1789 we wsi Łastyszyn w gubernii mińskiej. Nauki pobierał w gimna- 
zyum i Uniwersytecie wileńskim, po ukończeniu którego ze stopniem 
doktora filozofii i nauk wyzwolonych mianowany został nauczycielem 
gimnazyum witebskiego. W r. 1817 przybył do Warszawy i został umie- 
szczony na liście współubiegających się o wyjazd za granicę, a po zło- 
żonym egzaminie wysłany był kosztem rządu do Paryża, później do 
Frejburga, gdzie przez lat trzy poświęcał się naukom fizycznym, miano- 
wicie mineralogii, geologii, górnictwu i hutnictwu. Zwiedził celniejsze 


miasta niemięckie i francuskie, w celu przypatrzeniu się dziełom sztuki 


a 461 ER 


1 natury. Gdy zostawał w Niemczech, komisya rządowa wyznań i oświe- 
cenia poruczyła mu zakupienie we Frejburgu i sprowadzenie gabinetu 
mineralogicznego dla Uniwersytetu, z którym przybył w r. 1820, syste- 
matycznie go ułożył i urządził; z rozmaitych pozbieranych i zakupio- 
nych minerałów pracowicie wybrał dublety i ułożył 12 zbiorów minera- 
logicznych dla wszystkich szkół wojewódzkich i innych instytutów. 
Jednocześnie użyty do wykładania mineralogii i botaniki w liceum war- 
szawskiem, miał poruczony dozór gabinetu mineralogicznego uniwersy- 
teckiego, a następnie został profesorem mineralogii przy tymże Uniwer- 
Sytecie. Umarł w Warszawie w r. 1830. Jedną z prac chemicznych po- 
dałem wyżej (397). 

3963. Rozprawa o własnościach i początku bazaltów. Warszawa, 
1822, 40. 

3964. Wiadomość geologiczna o Wieliczce i o poszukiwaniu soli 
w Szczerbakowie, w województwie krakowskiem. »Pamięt. warsz.« 1823. 

3965. O wulkanach i ich wybuchnieniach w rozmaitych epokach. 
»Pamięt. warszaw.« 1823. 

3966. Wyjątki z dziennika podróży pewnego rodaka Włochy zwie- 
dzającego. » Dzien. warsz.« 1825, I, 370. 

W r. 1829 wydawał wspólnie z Janickim i Lachem Szyrmą: 

3967. Pamiętnik fizycznych, matematycznych i statystycznych umie- 
jętności z zastosowaniem do przemysłu. 

Tego pamiętnika wyszło tylko 1o numerów. 

Piasecki Aleksander. Wychowaniec Akademii wileńskiej. 
O nim pisze Preuschoff: »Canonicus Vilnensis, laureis Academicis pie- 
tatem in Deum, et Divam Virginem Matrem, addidit immarcescibilem «. 

Pietraszewski Ignacy. Urodził się w Biskupcu w Warmii 
w r. 1797. Początkowe nauki pobierał w Grodnie, następnie w Uniwer- 
sytecie wileńskim przykładał się na wydziale literackim. Dla wydosko- 
lenia się w językach wschodnich, wyjechał do Petersburga w r. 1826. 
W r. 1831 wysłany został przez rząd na dragomana do Konstantyno- 
pola. Mianowany później sekretarzem poselstwa, był jakiś czas konsulem 
w Smyrnie, Salonice, Aleksandryi i Jaffie. Znał dobrze język turecki, 
arabski i perski. W r. 1840 został adjunktem przy uniwersytecie peters- 
burskim; w r. 1844 doktoryzował się w Halli, poczem jako docent wy- 
kładał języki wschodnie w uniwersytecie berlińskim i jednocześnie pełnił 
obowiązki dyrektora gabinetu numizmatycznego. W r. 1857 stracił ka- 
tedrę w Uniwersytecie z powodu wydanego przez się paradoksalnego dzieła: 

3968. Miano słowiańskie w ręku jednej familii od 3000 lat zosta- 
jące, czyli nie Zendawesta a Zędeszta, to jest życiodawcza książeczka 
Zoroastra. Berlin, 1857, 40? 2 zeszyty. 


— 462 — 


Od roku 1860 był członkiem ambasady pruskiej w Persyi. Po kilku 
latach wrócił do Europy i osiadł znowu w Berlinie, jako profesor języ- 
ków wschodnich w tymże uniwersytecie. Umarł w roku 186g. Wśród 
innych, przeważnie filologicznych zajęć, zajmował się także pierwotnemi 
dziejami słowiańszczyzny i w r. 1845 wydał: 

-'_ 3969. Słowianie w badaniach początkowych z historyi powszechnej. 
Berlin, 1848. 

Z innych dzieł jego pisanych w języku polskim zasługują na 
wzmiankę: 

3970. Nowy przekład dziejopisów tureckich, dotyczących się historyi 
polskiej. Berlin, 1846. 

Jest to tłómaczenie tych samych Źródeł, które Sękowski p. t. »Col- 
lectanea« ogłosił w r. 1826. Pietraszewski przekonał się, że tłómaczenie 
Sękowskiego jest nieudolne, dlatego na nowo je przełożył. Po Śmierci 
Pietraszewskiego ogłoszono: 

3971. Dziesięcioletnia podróż po Wschodzie. Warszawa, 1872. 

Przetłómaczył z perskiego: 

3972. Powieści Pilpaja, Lipsk, 1855. 

Bardzo ważnem dziełem Pietraszewskiego jest: 

3973. Abrćgć de la grammaire Zend. Berlin, 1861. 

Pietraszkiewicz Onufry. Pochodził z powiatu lidzkiego. 
Do nauk fizyczno- matematycznych przykładał się własnym kosztem w Uni- 
wersytecie wileńskim i ukończył je ze stopniem kandydata filozofii. 
W r. 1819 pojechał do Warszawy i zapisał się na słuchacza Uniwersy- 
tetu. Zdał egzamin na magistra i miał być wysłanym za granicę dla 
dopełnienia edukacyi, aby za powrotem objąć katedrę technologii. Lecz 
proces Filaretów w Wilnie sprawił, że Pietraszkiewicz wysłany był do 
Moskwy na adjunkta do tamecznego Uniwersytetu dla odsłużenia sty- 
pendyum pobieranego w Warszawie. Tam był do r. 1831. Obwiniony, 
że wiedział i odradzał ucieczkę oficerom z korpusu litewskiego, interno- 
wanym w Moskwie, a nie doniósł o tem władzy, zesłany do Syberyi. 
W Tobolsku przebył 20 lat. Powrócił wreszcie w rodzinne strony, a pó- 
Źniej zamieszkał w Wilnie. Za czasów studenckich był u Filomatów skarb- 
nikiem, mistrzem ceremonii, archiwistą. »Jedynym jego żywiołem, pisze 
Domejko, i warunkiem bytu była: narodowość, dobro kraju, przeszłość 
i przyszłość Polski. On tylko jeden nosił wąs zawiesisty, na pamiątkę 
Sobieskich, Puławskich, i lubił śpiewać: »Ozdobo twarzy pokrętne wąsy. 
Znałem go od lat szkolnych, bo był moim guwernerem w Szczuczynie, 
a potem ze mną na oddziale nauk fizycznych w Uniwersyteciec. 

Plater Ludwik. Urodził się w roku 1775. Do nauk przykładał 
się w Szkole Głównej litewskiej i poświęcał się chemii. Według zape- 


wnienia Jędrzeja Śniadeckiego, stworzył terminologię chemiczną polską. 
Następnie służył w wojsku w czasie Kościuszkowskiej wojny. W r. 1805 
mianowany został wizytatorem szkół okręgu wileńskiego. Od r. 1807 
do 1811 był inspektorem lasów rządowych w ośmiu zachodnich guber- 
niach cesarstwa. W r. 1816 mianowany sekretarzem stanu w Królestwie, 
generalnym dyrektorem dóbr i lasów rządowych, prezesem rady poli- 
technicznej, w końcu senatorem kasztelanem. Jemu zawdzięcza Królestwo 
urządzenie lasów rządowych i większą część projektów administracyj- 
nych księcia Lubeckiego, którego Plater był prawą ręką. Po roku 1831 
udał się za granicę, a następnie osiadł w dobrach swoich w Poznań- 
skiem, gdzie i umarł w roku 1846. Oprócz artykułów umieszczanych 
w »Dzienniku wileńskim«, »Sylwanie«< i innych, wydał osobno: 

3974. Les affaires de Cracovie. Paryż, 1844. 

O innych zaś jego pracach, wydanych osobno, mówiliśmy wyżej 
(899, 1387, 1389). 

Podczaszyński Michał. Urodził się w r. 1797 w Brześciu, 
z ojca Józefa, urzędnika komory celnej. Nauki początkowe odbył w szkole 
powiatowej XX. Bazylianów w Brześciu, wyższe w Uniwersytecie wileń - 
skim. Następnie przeniósł się do Warszawy i tam podobnie jak Pie- 
traszkiewicz marząc o katedrze, zapisał się na ucznia Uniwersytetu. Gdy 
go katedra ominęła, został redaktorem » Dziennika warszawskiego «, w któ- 
rym wiele artykułów jest jego pióra; pisywał też do innych czasopism, 
tłómaczył powieści i wydawał różne dzieła. Przed rokiem 1830 wyjechał 
do Francyi, osiadł w Paryżu i tam trudniąc się autorstwem i wyda- 
wnictwem zakończył życie w 1835 roku. 

O jego pracach oddzielnie wydanych mówiliśmy już wyżej (2441, 
2442). Tu jeszcze należy: 

3975. Fragment sur la litterature ancienne de Pologne. Paryż, 1830. 

Staraniem Podczaszyńskiego wyszła w r. 1830 w Paryżu w jednym 
tomie wspaniała edycya dzieł Ignacego Krasickiego. 

Pol Wincenty. Podług jednych biografów Pol był uczniem 
Uniwersytetu wileńskiego, co mnie się nie zdaje prawdopodobnem, cho- 
ciaż nie mam spisu studentów Uniwersytetu od r. 1824 do 1831; zato 
druga wersya jest więcej prawdopodobną, że Pol myślał o katedrze 
w Uniwersytecie. Dębicki podaje nawet tytuły rozpraw, jakie przedstawił 
młody aspirant na profesora radzie uniwersyteckiej, a mianowicie: 

a) Historya epopei, obejmująca cały przestwór, zacząwszy od Ho- 
mera i Hezyoda aż do Messyady Klopstocka, po polsku. 

b) O znaczeniu pieśni gminnych w słowiańskich narodach, po łacinie. 

c) O stanowisku estetyków niemieckich, po niemiecku. 

Za to nie ulega wątpliwości, że Pol był w Wilnie w ostatnich 


chwilach istnienia Uniwersytetu; sam o tem wspomina, wspominają i nie- 
którzy wychowańcy, którzy razem z Polem i z »Pieśniami Januszac 
opuścili Wilno, aby już nigdy do niego nie wrócić. 

Potocki Michał z Potoka, doktoryzował się z filozofii w Wil- 
nie, a ćwiczył się pod Janem Żabickim. Według Preuschoffa, Zienkowicz, 
biskup wileński, przytomny doktoryzacyi, pierścień doktorski mu włożył. 
Był wówczas podstolim W. Ks. Litewskiego. 

Rogalski Adam. Urodził się w r. 1800 w Wilnie i tamże 
ukończył nauki w Uniwersytecie. Znany jest w literaturze jako pisarz 
religijny i wydawca. Od młodych lat zajmował się literaturą, pisując 
poezye i rozmaite artykuły do » Dziennika wileńskiego«<. Przetłómaczył 
rozprawę Łasickiego: »O bogach Żmujdzinów« i Puszkina poemat: »Fon- 
tanna Bakczyseraju «. 

W Petersburgu urzędował i równocześnie wydawał »Bałamutas, 
zbliżone czasopismo do » Wiadomości brukowych«. W r. 1835 przenie- 
siony został do Warszawy na naczelnika wydziału w komisyi rządowej 
spraw wewnętrznych, duchownych i oświecenia publicznego. Odtąd za- 
czął pisywać rzeczy religijne. Od r. 1840—1843 redagował i wydawał 
noworocznik p. t. »Alleluja«. Ogłosił: 

3976. Wybór kazań celniejszych mowców duchownych. Warszawa, 
1842— 1843, 89 2 tomy. 

3977. Żywoty Świętych pańskich i męczenników. Warszawa, 1838— 
1842, 40 4 tomy. 

3978. Listy Napoleona do Józefiny. Warszawa, 1835, 80; z fran- 
cuskiego. 

Umarł w Warszawie 1843 roku. Wydał także jeden z lepszych 
słowników rosyjsko-polskich (3239). 

Rogalski Leon. Urodził się w Wilnie d. 7 stycznia 1806 r. 
Po ukończeniu Uniwersytetu, był sekretarzem rady tegoż Uniwersytetu. 
Wybrany do wykładu pedagogiki, miał być wysłanym dla wydoskona- 
lenia się za granicę, czemu przeszkodziło zamknięcie Uniwersytetu. Za- 
wód literacki rozpoczął, będąc jeszcze uczniem, od drobnych poezyi, które 
drukowały ówczesne czasopisma. W dalszych latach był gorliwym współ- 
pracownikiem »Dziennika wileńskiego«, » Dziejów dobroczynności« i »Wi- 
zerunków«. Tych ostatnich był redaktorem do wyjazdu do Warszawy. 
W czasie pobytu w Wilnie miał pisać historyę Uniwersytetu, ale się 
wziął do rzeczy nieumiejętnie: zamiast zaglądać do archiwum, gdzie 
jeszcze były szczątki jakieś archiwum jezuickiego, spisywał broszury 
z epoki jezuickiejj i z Rostowskiego również czynił wyciągi, a zatem 
z rzeczy powszechnie znanej, bo Rostowski bynajmniej rzadkością nie 
jest. Gdy Uniwersytet zamknięto, Rogalski ze swymi wyciągami daleko 


pójść nie mógł, a rzeczy archiwalne były już dla niego niedostępne; 
dlatego biografowie jego wspominając o tem, że pisał historyę Uniwer- 
Sytetu — mylą się, bo jej nie zaczynał nawet. Powołany w r. 1835 na 
sekretarza rady wychowania w Królestwie Polskiem, przybył do War- 
szawy równocześnie ze swym bratem Adamem. Obok obowiązków po- 
wyższych był jeszcze rektorem szkół rzemieślniczo-niedzielnych i nau- 
czycielem historyi w szkole sztuk pięknych. W r. 1850 otrzymał eme- 
ryturę. Opuściwszy służbę rządową zajął się wyłącznie literaturą. Dzia- 
łalność jego literacka jest rzeczywiście olbrzymią. Oprócz współpraco- 
wnictwa prawie we wszystkich ówczesnych czasopismach codziennych 
i tygodniowych w Warszawie wychodzących, był także sam redaktorem 
pierwszego u nas illustrowanego czasopisma pod tytułem » Magazyn po- 
wszechny« 1835—1844 in 40; »Magazyn dla dzieci« 1835; »Przegląd 
dwóch światów«, 1849, 1850; » Pamiątka katolicka« 1856. 

Rozpoczął wydawnictwo pierwszej encyklopedyi powszechnej, dru- 
kowanej w Warszawie 1835—1839 przez braci Gliicksbergów; wyszło 
-4—C i początek 7. W encyklopedyi wielkiej Orgelbranda był jednym 
z redaktorów przez cały ciąg wydawnictwa; w niej opracował dział teo- 
logii i Słowiańszczyznę. Umarł pod Warszawą w Mokotowie 1878 roku. 
Opracował, streścił, ułożył, a także przetłómaczył całą setkę tomów. Wa- 
żniejsze rzeczy z dziejów powszechnych podaliśmy wyżej (2444—2454). 
Z literatury pamiętników przyswoił nam następujące: 

3979. Pamiętniki Szatobrianda. Warszawa, 1849, 8% g tomów. 

Również jak brat jego tłómaczył wiele pism religijnych. Ważniej- 
sze są: 

3980. Zasady i całość wiary katolickiej. Gaume. Warszawa, 1857, 
89% 8 tomów. 

3981. Rzym podziemny czyli historya katakumb. Gaume. Warszawa, 
1854, 80. 

3982. Wykład wiary katolickiej albo teologia dogmatyczna i mo- 
ralna. Guillois, Warszawa, 1857—1858, 8% 4 tomy. 

3983. Katecheta na kazalnicy. Guillois. Warszawa, 1859, 8? 3 tomy. 

3984. Teologia pasterska Sajlera. Warszawa, 1862, 8% 2 tomy. 

3985. Głos Kościoła tryumfującego czyli modlitwy świętych. War- 
szawa, 1860, 80. 

3986. Żywot Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Warszawa, 1863, 89. 

3987. Jezus Chrystus jest Bogiem. Warszawa, 1865, 89. 

Rosołowski Stanisław. Urodził się d. 5 lutego 1797 roku 
w miasteczku Różana w gubernii grodzieńskiej. Do nauk gimnazyalnych 
przykładał się w Wilnie, studya lekarskie odbywał tamże, poczynając od 
roku 1511. Liczył się do ulubionych uczniów Franka, o czem w pa- 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOW Ii. 30 


= 460: «== 


miętnikach tegoż znajdujemy wzmianki. Urodził się poetą. Studya lekar- 
skie nie tylko nie wyziębiły w nim gorących marzeń idealisty, lecz wów- 
czas to właśnie zaczął utwory swoje drukiem ogłaszać. »Poeta z gore- 
jącym wiecznie wulkanem w piersiach, pisze Syrokomla, a zawsze z roz- 
ognioną wyobraźnią, chciwy nauki, łakomy coraz nowych wiadomości, 
nie przestał być najlepszym lekarzem«. Na rozprawę inauguralną wybrał 
rzecz pod okiem Franka wypracowaną bardzo sumiennie p. t. »de po- 
lypi cordis vivente in nomine generatione«. Po uzyskaniu stopnia do- 
ktora medycyny w roku 1818 wyjechał do Pińszczyzny, gdzie zajmował 
się praktyką lekarską, odwiedzając od czasu do czasu Wilno, i wów- 
czas to przywoził z sobą jakąś pracę wierszowaną, którą umieszczał 
w jednem z ówczesnych pism peryodycznych. Najlepsze rzeczy pod wzglę- 
dem artyzmu, jak zapewnia Syrokomla, spoczywają w rękopisie. W cza- 
sie panującej cholery był na stanowisku. Epidemia dziś jest straszną, 
chociaż się z nią oswoiliśmy, o ileż była straszniejszą w r. 1831, gdy 
była zupełnie nieznaną. Rosołowski od r. 1830 zamieszkiwał w Wilnie, 
gdzie się oddawał praktyce lekarskiej. Powodzenia wielkiego jako praktyk 
nie miał; ta nieszczęśliwa poezya stawała mu na przeszkodzie — nie 
dlatego, aby się dla niej zaniedbywał w obowiązkach, lecz że nie do- 
wierzano mu i wogóle nie przypuszczano, aby poezya mogła iść w parze 
z medycyną. O ile tedy jest nieznanym jako lekarz, jako poeta głośne 
pozyskał imię. A że nie wielu między lekarzami naliczyć można poetów, 
przeto tem większą jest rzadkością między uczonymi wychowańcami 
Uniwersytetu wileńskiego. Dokładny spis poezyi Rosołowskiego ogło- 
szonych drukiem podał Dr Szeliga w » Bibliografii czasopism wileńskich « 
(1805— 1860). Umarł Rosołowski w Wilnie d. 31 sierpnia 1855 roku, 
pochowany obok syna, młodo zmarłego doktora medycyny, na cmenta- 
rzu Bernardyńskim. 

Rudomina Andrzej S. J. Urodził się w r. 1594 z ojca An- 
drzeja starosty dowgiliskiego. Po ukończeniu szkół i Akademii wileń- 
skiej na wydziale filozoficznym, podróżował po Niemczech, przykładając 
się do nauk; za powrotem bawił na dworze biskupa wileńskiego Wołło- 
wicza. Zabierając się do stanu inałżeńskiego w 24 roku życia, w sam 
dzień ślubu myśl zmienił i do zakonu Jezuitów w Wilnie wstąpił w r. 
1618, znaczne im dobra Giełoże i Rostyniany i pieniądze zapisawszy. 
Wysłuchawszy teologii w Akademii wileńskiej, powołanym był do Rzymu 
dla ukończenia kursu. Powodowany gorliwością nawracania niewiernych, 
gdy przełożeni wysyłali towarzyszów do Indyi, sam Rudo:mina w ich 
poczet się wprosił. Uzyskawszy pozwolenie generała, popłynął do pań- 
stwa Goa. W drodze na okręcie rozpoczął swe prace pielęgnując cho- 
rych, opiekując się biedniejszymi, a każdemu oddając posługi nacecho- 


wane szczerą miłością bliźniego. Podróżni zwali go już wtedy Świętym. 
Przybywszy na miejsce przeznaczenia, niezwłocznie udał się do szpitala 
na posługę chorych, zbywający czas wolny poświęcając na wyszukiwanie 
i wspieranie biednych, karmienie głodnych, przyodziewanie nagich, — 
w tym celu żebrał litości u możniejszych. Zajęty ciągle tą posługą 
wskutek słabego zdrowia i niezdrowego powietrza w szpitalu, wycień- 
czył się zupełnie. Dotkniętego ciężką chorobą przełożeni wysłali morzem 
do Makau, a stamtąd dla zdrowego klimatu do Chin. Tam nie zważając 
na swoją słabość, nie przestawał prac swoich misyonarskich, wśród któ- 
rych w prowincyi Fohien życie zakończył 1632 roku. Znany odtąd pod 
tytułem świątobliwego apostoła Chin. Będąc jeszcze w stanie Świeckim, 
przetłómaczył z łacińskiego na język polski dzieła Jana Chokiera »De 
mutatione regnorum«, które wyszło po jego Śmierci p. t. 

3988. O odmianie państw i zgubie panujących i o słusznym ra- 
tunku Jana a Chokier S. T. D. polityckie nauki i przestrogi na polski 
język przez W. X. ..... przełożone. Wilno, druk Akademii S. J. 1652, 47. 
Wydanie 2-gie p. t.: 

Fortuna państw i panujących niegdyś piórem X. Andrzeja Rudo- 
miny SŚ. J. Apostolskiego w Chinach misyonarza wyniesiona, teraz z ro- 
czną komisarskiego koła rewolucyą w dom Rudominski JWJMCP. An- 
toniego Rudominy, podkomorzego bracławskiego, starosty subockiego 
etc. prowincyalnej Komisyi W. X. Litew. Marszałka wniesiona od obli- 
gowanego wielkiemu imieniowi nowicyatu wileńskiego S. J. R. P. 1738. 
Wilno, druk. Akad. S. J. 1738, 47 14, 132. 

Rudomina Jan Gwalbert. Nauki prawne i filologiczne stu- 
dyował w Uniwersytecie wileńskim, gdzie pozyskał stopień doktora filo- 
zofii. Następnie wstąpił do służby państwowej. Był członkiem Komisyi 
sądowej edukacyjnej; był dozorcą honorowym szkół powiatu wileńskiego, 
w końcu wizytatorem. Umarł w Wilnie w 18409 r. 

W r. 1839 ogłosił »Żywot Hieronima Strojnowskiego<. a gdy pracę 
tę spotkała namiętna krytyka w »Przyjacielu ludu«, Rudomina z wielką 
godnością odpowiadając na nią, podał wiele szczegółów ciekawych ty- 
czących się Uniwersytetu. Względy cenzuralne nie pozwalały szerzej się 
rozpisywać, a szkoda, bo Rudomina zebrał wiele materyałów do historyi 
Uniwersytetu, jak sam pisze. Co się z tymi materyałami stało, nie jest 
mi wiadomem. 

Rudzki h. Wężyk Józef Welamin. Był wychowańcem Aka- 
demii wileńskiej, a później metropolitą kijowskim i całej Rusi. W histo- 
ryi Kościoła ruskiego w Polsce zajmuje wydatne miejsce. O nim pisze 
Ossoliński, Niesiecki i Guepin. 

Rykaczewski Erazm. Był wychowańcem Uniwersytetu wileń- 

30” 


— 408  — 


skiego, później podobnie jak Pietraszkiewicz i Podczaszyński, został stu- 
dentem warszawskiego Uniwersytetu. W latach 1826—1827 był współ: 
pracownikiem »Dziennika warszawskiego«. Po rewolucyi osiadł we Fran - 
cyl. Umarł w r. 1873. Tłómaczył na język francuski niektóre pomniejsze 
dzieła Lelewela, drukowane osobno lub w »Revue du Nord«. Później 
oddał się pracom gramatycznym i leksykograficznym. Z prac jego na 
tem polu co ważniejszych zdaliśmy już sprawę (3191, 3192, 3242, 3246). 
Tu należy dodać jeszcze: 

3989. Dokładny słownik włosko-polski i polsko-włoski. Paryż, 
1856—1857, 2 części. 

3990. Relacye Nuncyuszów Apostolskich i innych osób w Polsce 
od r. 1548—16go, zebrane przez Albertrandego. Berlin, 1864. 

Rykaczewski Jan. Po ukończeniu nauk w Akademii wileń- 
skiej ze stopniem magistra filozofii, powołany został do Akademii kra- 
kowskiej na profesora filozofii (Preuschoff). 

Sawicki Melchior Stanisław h. Cholewa. Do nauk się 
przykładał w Akademii wileńskiejj gdzie według Rostowskiego promo- 
wany w r. 1643 na doktora filozofii i nauk wyzwolonych. Był łowczym 
mielnickim i starostą grodzkim, później kasztelanem brzeskim. Jako ka- 
sztelan mężnie bronił przeciw Szwedom Brześcia; przy najściu zaś Ra- 
koczego w 1657 poddać się musiał przez kapitulacyę. W r. 1662 był 
komisarzem dla obliczenia szkód przez wojsko poczynionych, za którą 
to czynność, tudzież za inne usługi krajowi, wyniesiony na wojewodę 
brzeskiego. Wkrótce potem, gdy dla obrad publicznych ra sejmik do 
Brześcia zjechał, rozsiekany został przez zawziętych na siebie nieprzy- 
jaciół, Znanym jest w literaturze jako poeta piszący po polsku. Oprócz 
mów jego mianych na sejmach, umieszczonych w »SŚwadzie polskiej«, 
są w druku następujące jego poezye: 

3991. Primitiae honorum B. Josephati Kuncewicz Archiep. Poloc. 
Wilno, 1649, 40. 

3992. Cienie żałobne po jasnych promieniach. Wilno, 1643, 49. 
Są to wiersze na Śmierć Kiszczyny, wojewodziny połockiej. 

3993. Żałoba białych lilii Tryzniańskich. Wilno, 1643, 40, z ryciną 
tytułową. Wiersze na Śmierć Marcina Tryzny, biskupa koadjutora wileń- 
skiego, podkanclerzego W. X. Lit. 

Sękowski Józef. Urodził się 19 marca 1800, we wsi :Anta- 
gotonce niedaleko Wilna. Nauki kończył w Uniwersytecie wileńskim. 
Mając zdolności do języków, a ochotę do języków wschodnich, został 
wyprawiony na wschód z funduszów zebranych przez Kontryma, dla 
doskonalenia się w językach wschodnich. W r. 1819 odjechał Sękowski 
do Konstantynopola, a ponieważ i kanclerz Rumiancow do składki na- 


— 469g — 


leżał, przeto dał mu nominacyę na dragomana misyi z pozwoleniem od- 
bywania dalszej podróży. Zwiedził przeto Małą Azyę, Archipelag, Syryę, 
Egipt i Nubię. W końcu zaś 1821 r. z powodu zerwania pokoju mię- 
dzy Turcyą a Rosyą powrócił do swego urzędu przy misyi, znajdującej 
się już w Petersburgu. W marcu 1822 był wezwany na profesora języ- 
ków i literatury Wschodu do Wilna, lecz otrzymawszy jednocześnie tę 
samą katedrę w uniwersytecie petersburskim z pozostawieniem go przy 
departamencie azyatyckim ministeryum spraw zagranicznych, osiadł w Pe- 
tersburgu. Odtąd gorliwie pracując nad nauką języków: chińskiego, mon- 
golskiego, mandżurskiego, tybetańskiego, sanskryckiego i innych, rozpo- 
czął różnorodne badania. Wydał w języku francuskim głośną z dowcipu 
i złośliwości krytykę pracy niemieckiego oryentalisty Hammera, oraz 
dodatek do historyi Hunnów, Turków i Mongołów, przez uczonych na- 
der pochlebnie przyjęty a dotąd szacowany. Od r. 1828— 1833 był człon- 
kiem komitetu cenzury petersburskiej. Redagował »Bałamuta«. Poświę- 
ciwszy się zupełnie literaturze rosyjskiej, zaczął wydawać miesięcznik: 
» Biblioteka dla cztenijac. Wielki rozgłos miały jego krytyki, panicznym 
strachem napełniając krytykowanych. Powieści ogłaszał pod pseudonimem 
Barona Brambensa. W r. 1847 wysłużył emeryturę wraz z tytułem wy- 
służonego profesora. Umarł w Petersburgu 16 marca 1858 roku. Prace 
Sękowskiego są bardzo liczne, zważywszy, że »Słownik encyklopedy- 
czny« Od r. 1838 sam redagował i w nim wiele swoich artykułów umie- 
Ścił. Również czynny brał udział w »Bibliotece wojskowej«, w różnych 
noworocznikach; w dziele »Stu literatów rosyjskich« i w. i. Był nawet 
felietonistą przez dwa lata w dzienniku »Syn Ojczyznys. W języku pol- 
skim drukował: 

3994. Z Boskiej komedyi Danta o Piekle pieśń III, z krótką wia- 
domością o życiu i pismach Danta. »Dziennik wileński«, 1817, II, 489. 

3995. O zabawach i śpiewach nowożytnych Greków. »Tygodnik 
wileńskie, VII, VIII. 

3996. Obraz państwa Otomańskiego, według dzieła d'Obsonna. 
»Dziennik wil.« 1819, II, 1822, II, III; 1823, I, II. 

O innych pracach historycznych ogłoszonych po polsku i po fran- 
cusku jużeśmy wspominali powyżej (2456, 2457, 2458, 3028, 3229, 
3230—3233). 

Prace Sękowskiego w języku rosyjskim wyszły w g-ciu tomach 
w Petersburgu 1858 — 1859. Takim był Sękowski, jeżeli poprzestaniemy 
na tem, kiedy i gdzie urodził się i umarł, i co napisał. Jakim zaś był 
człowiekiem, o tem Stanisław Morawski w swoich pamiętnikach do- 
kładną acz niepochlebną daje nam sylwetkę wileńskiego oryentalisty, 
pupila Kontryma. Przydłuższy nawet podaję wyjątek z uwagi, że Mo- 


>. 410 R 


rawski jest bardzo treściwym, a bardzo głębokim spostrzegaczem; nie 
chciałbym przeto robić krzywdy portretowi, tak znakomicie skreślonemu 
przez Morawskiego: » Może ja i grzeszę. Ale jeśli przypuścić, że Bóg 
w niezbadanych wyrokach swoich w pewnej epoce stwarza człowieka 
na to, żeby zło robił dla miłości złego, żeby jego ruchy, jego czyny, 
jego mowa, jego myśli, jego pisma, zawsze w żółciowym brodziły oceanie, 
żeby był zły com amore, z rozkoszą, żeby się każda jego własna złośli- 
wość na jego twarzy malowała zawsze radośnie, z jakimś rodzajem try- 
umfu; żeby ta złość była jeszcze tym gorszą, że jej szafarz obdarzony 
został różnostronnym, najtrafniejszym, najzabawniejszym, najdotkliwszym, 
najjadowitszym, genialnym dowcipem i jedną z najrozleglejszych nauką, 
gdyby to można przypuścić — powiadam — rodak nasz, Józef Sękow- 
ski, tym właśnie byłby człowiekiem i palmę na to, jeśli już nie w całej 
Europie, to przynajmniej w całej Słowiańszczyźnie pewnoby otrzymał. 
Sękowski, według Morawskiego, w nauce trwałego po sobie imienia nie 
zostawił, bo na drwiny tylko rzucał Światu genialne pomysły, aby po- 
tem zaciąć się w milczeniu i patrzeć z uśmiechem Mefistofela, jak świat 
sobie łamie głowę nad okruchami jego mądrości. Trwalszą, choć nie 
przynoszącą mu zaszczytu, była jego sława literacko-publicystyczna, a za- 
wdzięcza ją swej zjadliwości. Po Wolterze, pisze Morawski, nie wiem 
czy znalazł się człowiek, coby miał tyle jak Sękowski sarkastycznego 
dowcipu. Zaczął pisać po polsku w »Bałamucie«, ale ponieważ żadnego 
stąd nie miał zysku, a za tłómaczenie rosyjskie otrzytnał 10 tysięcy rubli 
asygnacyjnych, odtąd przeto wziął z językiem polskim zupełny rozbrat, 
a nawet starał się go zapomnieć, żeby polonizmów do rosyjskiego nie 
wnieść języka. Pisząc pod pseudonimem barona Brambensa, w redago- 
wanem przez siebie wydawnictwie »Biblioteka dla cztenija<, Sękowski 
zjednał sobie szybko ogromną popularność. Nie wszyscy byli go w sta- 
nie rozumieć, ale go się wszyscy literaci rosyjscy lękali jak ognia. I choć 
go czasem spólnie znienacka skubnęli, cichaczem drasnęli, to zaraz tak 
się panicznie strwożyli, że biegli nadskakiwać mu i jakkolwiek odwrócić 
grot zemsty, którą on najczęściej w jednym tylko wierszu, owszem — 
w jednem słowie zamykał, ale tak morderczą, że pamięć jej zostawała 
u wszystkich na długo. Nie znosił Polaków, i zawsze gdzie mógł, i źle 
o nich mówił i łatkę im przypiął, a nawet będąc wizytatorem szkół bia- 
łoruskich, pierwszy on w opinii swojej, tak nazwany katolicyzm polski 
i orzekł 1 na stół rządowy położył, że go potem wszędzie ze zgubą 
i ludzi i rzeczy szukano«, (»Ateneum« 1898, kwattał I). Takim był Sę- 
kowski podług Morawskiego. Bocianowski w » Nowoje Wremia« pisze, 
że Polewoj widział w Sękowskim człowieka szkodliwego, który zrobił 
modnymi grube żarty w krytyce i żartami tymi bez litości smnagał wszystko, 


= Ab 


nawet najświętsze dla człowieka przedmioty, psując obyczaje powieściami 
w duchu Scarrona i pełnymi wymyślań artykułami. A kiedy umarł, nie 
pozostawił po sobie dobrego wspomnienia ani w polskiem ani w rosyj- 
skiem społeczeństwie. 

Sieradzki Eliasz Erazm S. P. Urodził się w roku 1782 
w Międzyrzeczu koreckiem, gdzie po ukończeniu nauk został Pijarem. 
Do nauk fizyczno- matematycznych przykładał się w Uniwersytecie wileń- 
skim. Następnie był nauczycielem fizyki i matematyki w szkołach pijar- 
skich, a w końcu był rektorem kollegium wileńskiego. Umarł w r. 1821. 
Znanym jest w literaturze naukowej polskiej z przekładów dzieł Fiszera, 
Biota, Barruela i Lacroix'a (265, 1012). 

Siewrók Ludwik. Pochodził ze Żmudzi, gdzie się urodził 
w r. 1806. Ukończywszy słynną szkołę w Traszkunach, przybył do Wilna 
w r. 1823 1 zaczął studyować naukę prawa w Uniwersytecie; po roku 
studyów porzucił fakultet prawny, a przeniósł się na wydział lekarski. 
Stopień lekarza I klasy pozyskał w ostatnich chwilach istnienia Uni- 
wersytetu. Będąc jeszcze studentem pełnił obowiązki pomocnika pro- 
sektora 1 wiele pracował w roku 1831 w szpitaln wojskowym. Zaj- 
mował się naówczas anatomią opisową ciała ludzkiego, nie zaniedbu- 
jąc również i porównawczej. Szczególniej budowa niektórych robaków 
trzewnych i ryby koluszczki (Gasteroteus aculeatus) głębiej go zasta- 
nawiała; pragnął zbadać mechanizm najeżania się u nich, co też i zba- 
dał, a wyniki jego poszukiwań ogłosił Gorski w Zoologii swej na stro- 
nicy 839. Siewrók był pierwszym profesorem anatomii patologicznej 
w Wilnie, wykładał ją w Akademii, podług dzieł Otto i Meckela, będąc 
równocześnie pomocnikiem a później prosektorem anatomii opisowej. 
W r. 1838 otrzymał stopień doktora medycyny, po obronieniu rozprawy: 
»de graviditate extrauterina bienni«. Tu autor opisał ciążę trwającą wię- 
cej niż dwa lata, zewnątrz-maciczną, z rozbiorem ciała i uwagami o trud- 
ności orzeczenia z pewnością, w którem miejscu szczególniej ciąża się 
poczęła. Wszystkie te uwagi wobec ówczesnych pojęć naukowych, były 
dobrze umotywowane i dziś jeszcze, jako illustrujące ówczesne pojęcia, 
mają one znaczenie. W r. 1836 i 1837 w zastępstwie chorego Bielkie- 
wicza wykładał Siewrók anatomię opisową. Gdy zamyślano akademię 
przenieść do Kijowa, Siewrók otrzymał miejsce profesora anatomii w Uni- 
wersytecie moskiewskim na miejsce znakomitego profesora Liodera. W cza- 
sie profesury wydrukował dwanaście prac naukowych lekarskich w ów- 
czesnych czasopismach rosyjskich, które zebrał Zmiejew w swojem dziele: 
»Russkie wraczi pisateli«. Przyswoił literaturze rosyjskiej znakomite 
dzieło Bocka: 


= 42 «= 


3997. Rukowodstwo k'patałogiczeskoj anatomii i djagnostykie. Mo- 
skwa, 1853, 80 827. 

W tem dziele znajduje się 13 cennych rozpraw przez Siewróka na- 
pisanych oryginalnie, które powiększają jeszcze wartość znakomitego 
podręcznika. 

W r. 1842 mianowany został profesorem publicznym zwyczajnym. 
Od roku 1846, niezależnie od profesury był konsultantem w szpitalu 
moskiewskim »dla czernorabocziche (wyrobników) a od r. 1848 naczel- 
nym lekarzem szpitala mariińskiego. Był dziekanem fakultetu lekarskiego. 
Umarł dnia 21 czerwca 1853 roku na cholerę, nad którą przedtem cie- 
kawe czynił obserwacye na stole sekcyjnym. O niektórych jego pracach 
mówiliśmy wyżej (1471, 1788, 1988). 

Skirmont Joachim. Do nauk przykładał się w Akademii wileń- 
Skiejj gdzie został promowany na doktora teologii. Sufragan, archidya- 
kon i oficyał żmudzki. O nim pisze między innemi Preuschoff: »vitae 
integritate, zelo Ecclesiasticae disciplinae, veram in se Magni Praesulis 
Ideam exhibet«. 

Skorulski Aleksander, wychowaniec i doktor teologii Aka- 
demii wileńskiej, kanonik wileński, słynny z nauki i dobroczynności. 

Skrodzki Jerzy Karol. Urodził się w r. 1789 we wsi Ba- 
koniki gubernii grodzieńskiej. Nauki pobierał w gimnazyum wileńskiem, 
później w Uniwersytecie. Studyował nauki matematyczno-fizyczne. Od 
roku 1811 do 1814 był profesorem fizyki, chemii i historyi naturalnej 
w liceum warszawskiem. Od r. 1816 do 1818 zwiedzał najznakomitsze 
zakłady naukowe w Niemczech, Holandyi, Szwajcaryi, Francyi, Anglii. 
Powróciwszy do kraju, był jeszcze rok jeden profesorem fizyki w liceum, 
a zarazem rozpoczął wykłady w uniwersytecie warszawskim. Mianowany 
został profesorem zwyczajnym i radnym i na tem stanowisku pozostawał 
aż do zamknięcia Uniwersytetu. Wykładał swój przedmiot z wielką ko- 
rzyścią, stojąc zawsze na wysokości ówczesnego stanu nauki. Obok tego 
wykładał jeszcze mechanikę i zoologię w szkole leśnictwa; był dyrekto- 
rem gabinetu fizycznego przy Uniwersytecie, członkiem wielu towarzystw 
naukowych zagranicznych i warszawskiego przyjaciół nauk; współreda- 
ktorem czasopisma » Pamiętnik warszawski« od r. 1822—1823, którego 
wyszło 6 tomów, i w którym mnóstwo rozpraw tyczących się fizyki jest 
pióra Skrodzkiego. Prace jego znajdują się również w Rocznikach To- 
warzystwa przyjaciół nauk, w Sylwanie i innych. Umarł w Warszawie 
dnia 16 maja 1832 roku. O pracach jego niektórych mówiliśmy wyżej 
(267 — 272). 

Słowacki Juliusz. Urodził się dnia 23 sierpnia 1809 w Krze- 
mieńcu, gdzie ojciec jego Euzebiusz był profesorem literatury. Dzieckiem 


*BoAaf0. €2 


jeszcze będąc, okazywał niezwykłe zdolności. Miał zaledwie lat 8, gdy 
rzewnemi zalewał się łzami nad Homerowską Iliadą. Kiedy go ojciec 
wcześnie odumarł, a matka wyjechała do Krzemieńca, wówczas pod jej 
starannem a troskliwem okiem wychowywał się bardzo wzorowo. Gdy 
matka jego powtórnie wyszła za mąż za profesora Becu, odtąd już w Wil- 
nie kontynuował nauki, w domu, w gimnazyum, wreszcie w Uniwersy- 
tecie wileńskim. W roku 1829 wyjechał do Warszawy, na aplikacyę do 
komisyi rządowej przychodów i skarbu. Ale dusza jego rwała się do 
poezyi i nie mogła upodobać sobie w zajęciach urzędowych. » Mindowee, 
przynajmniej w połowie, powstało w owej komisyi. Do tej epoki zalicza 
się hymn »Bogarodzico Matko Dziewico«. Podczas wypadków 1831 r. 
towarzyszył agentom dyplomatycznym do Paryża i Londynu, a we wrze- 
Śniu tegoż roku stale w Paryżu osiadłszy, z początku mieszał się peł- 
nem życiem do owoczesnych ruchów politycznych; lecz to zajęcie po- 
rzucił i poświęcił się w zupełności pracy literackiej. W r. 1833 ogłosił 
pierwszy swój »Zbiór poezyi«, który znakomitego poetę Polsce objawił. 
W r. 1836 wyjechał do Szwajcaryi, a stamtąd do Włoch; wogóle wiele 
podróżował, a że żadnego zajęcia obowiązkowego nie miał, a pomoc nad- 
syłana z domu zabezpieczała jego byt materyalny, przeto życie swoje 
natchnieniom fantazyi ochoczo powierzał. Łatwo też sobie wyobrazić, jak 
olbrzymie wrażenie na duszy tak artystycznej jak Juliusza sprawiło niebo 
włoskie, utwory sztuki tam nagromadzone i cudne tego kraju podania. 
Tam poznał się Słowacki z Zygmuntem Krasińskim i zawiązała się mię- 
dzy nimi ścisła zażyłość. Przyjaźń ta nie powinna była nigdy się skoń- 
czyć. A przecież stało się inaczej, lubo mimo to pamiątka tego stosunku 
przyjaznego była dla Słowackiego zawsze najświatlejszą gwiazdą przy- 
szłości. Tegoż samego roku wyjechał z Neapolu do Egiptu, gdzie zwie- 
dzał piramidy i dotarł aż do pierwszych progów nilowych. Wracając 
przez Syryę przebył w puszczy pod namiotem straszliwą burzę, w czasie 
której mały strumyczek wzrósłszy nagle w ogrom rzeki rozkiełznanej, 
zagroził nawet życiu poety. W Jerozolimie noc całą przepędził przy gro- 
bie Zbawiciela, a później (1837) bawił czas jakiś w klasztorze Maroni- 
tów koło Bajrutu, gdzie rozpoczął poemat »Anheli«. Szczegół ten obja- 
śnia nam bardzo dobrze tę majestatyczną, ale nieco ciemną i mistyczną 
barwę poematu. Skupienie myśli wpośród pamiątek religijnych i pełnej 
powagi samotności zwróciło poetę ku cierpieniom ludzkości. W r. 1838 
wrócił Słowacki przez Włochy do Paryża, gdzie, wyjąwszy małe wy- 
cieczki, stale przebywał aż do roku 1848. Bawiącego kilka tygodni we 
Florencyi, poemat Dantego natchnął nowym utworem p. t. »Piast Dan- 
tyszek herbu Leliwa. O piekle«, Jednym z najważniejszych i najobszer- 
niejszych z tego czasu utworów Słowackiego jest »Kordyan«, olbrzymi 


— 474 — 


gwałtowną siłą, choć poeta spotyka się w nim nieraz z »Dziadamis, 
równie jak poprzednio w »Żmii« z Bohdanem Zaleskim, jak w » Hugo- 
nie« z »Konradem Wallenrodem«, jak w »Mnichus i »Lambro« z By- 
ronem. Wogóle przez lat blizko dwadzieścia próbował Słowacki jak naj- 
rozmaitszych kierunków, wszędzie zostawując po sobie Światłe ślady. 
Dwadzieścia lat nie mógł przecie znaleść zaklęcia, któremby tak jak 
chciał wpłynął na ogół swego narodu. Tęsknota i niezadowolenie często 
walczyły z jego żelazną wytrwałością, nigdy jej nie pokonały; wierzył 
w swoje powołanie, tylko mu się zdawało, że dróg jego odszukać nie 
zdoła. W całym szeregu prac Słowackiego, do których oprócz już wy- 
mienionych dodać należy: »Maryę Stuart«, »Bieleckiego«, » Baliadynę«, 
»Lillę Wenedę«, »Beniowskiego«, »Księdza Marka«, »Srebrny sen Sa- 
lomei«, tłómaczenie »Księcia niezłomnego«, wreszcie »Króla Duchas, 
znać nie tylko owe już wspomniane reminiscencye, których za naślado- 
wnictwo poczytywać nie należy, z Byrona, Mickiewicza, Zaleskiego, ale 
jeszcze Dantego, Lope de Vegi, Shakespeare'a, znać wpływ  stu- 
dyów słowiańskich, nawet politycznych zachceń, a lubo brak w nich 
nieraz ideału, brak rzeczywistego interesu, przecież sztuka wygórowała 
w nich zawsze do niesłychanej potęgi. Artystą Słowacki był niedości- 
gnionym. Kolorytu używał i nadużywał na wzór szkoły weneckiej 1); cie- 
niował z nadzwyczajną biegłością, kochał się we wschodnim przepychu 
barw; wszędzie widział złoto i rubiny, wszędzie słyszał rajskie melodye 
i czuł wonie kwiatów majowych, najdrobniejsze pyłki zdmuchiwał i ukła- 
dał je w wir tęczowy. Językiem władał samowolnie, naginał go do wszyst- 
"kich zwrotów, do wszystkich wtorów podnosił lub zniżał. Wiersze jego 
są ciągłą melodyą, śpiewać je raczej albo przy muzyce skandować, ani- 
żeli deklamować należy. Sam porwany grą kolorów i ukołysany har- 
monią, zapominał nieraz o powiązaniu swoich natchnień z ową rzeczy- 
wistością, która jest koniecznym warunkiem wcielenia dla poetycznych 
pomysłów. Najwięcej w dramatach Słowackiego przeważa indywidualizm 
autora, drażliwy nadzwyczaj już z natury. Wszystko w tych utworach 
mianowicie w »Balladynie« i w »Lilli Wenedzie« występuje w czarnych 
barwach, a jeszcze częściej występuje szyderstwo. Drażliwość poety, 
wzmagająca się coraz bardziej, objawiała się mianowicie także w »Be- 
niowskim«, wydanym w r. 1840, gdzie napada na tych wszystkich, któ- 
rzy go krytykowali, na rzeczy i na ludzi, na kraj i na emigracyę i gdzie 
często sam nie jest sprawiedliwym. Smutne są zwłaszcza okoliczności 
współzawodnictwa Słowackiego najprzód z Mickiewiczem, później z Zy- 
gmuntem Krasińskim; przemilczeć o tem nie można, ale się godzi na 





1) Ferdynand Hoesick: +Matejko i Słowackie, studyum literackie. » Kraj: 1898 


2 RB, <= 


prostej wzmiance poprzestać. W r. 1842 wszedł Słowacki do towarzystwa 
polityczno-religijnego, które utworzył Towiański, a w którem znajdowali 
się już Mickiewicz, Goszczyński i wiele innych znakomitości. Zapalił się 
Słowacki w pierwszej chwili do tej nowej szkoły, lecz zanadto był nie- 
podległym, aby się dał łatwo nagiąć do rozmaitych jej wymagań; to też 
w rok później wystąpił z towarzystwa. Nie można wszakże zaprzeczyć 
że towianizm wywarł pewien wpływ na jego usposobienie, jako też na 
późniejsze prace jego, w tym bowiem czasie w poezyach Słowackiego od- 
bija się nowy rodzaj. Ta sama myśl główna, ta sama gorąca miłość 
przeważa zawsze, ta sama występuje dykcya, ale styl Słowackiego staje 
się spokojniejszy, rozdrażnienie coraz więcej znika u niego. W końcu 
1843 roku wydał dramat » Ksiądz Marek«. Jest to ten sam ksiądz Ma- 
rek, którego wprowadza w »Beniowskim«, ale poeta inny mu nadaje 
charakter. Z tego samego czasu jest cudny przekład Kalderona » Książę 
niezłomny«, Poemat »Król Duch« wyszedł w r. 1847; jest to apoteoza 
życia narodowego, utwór mglisty 1 tajemniczy, ostatnie wielkie dzieło 
Słowackiego i niewykończone zupełnie, bo autor chciał jeszcze dorobić 
48 pieśni. Odszukano nawet pięć pieśni pomiędzy jego papierami, ale 
coraz słabsze zdrowie poety nie pozwoliło mu wykończyć całości. Wogóle 
epoka po roku 1842 była najpłodniejszą w krótkiem jego życiu; w niej 
wykończył także dramat historyczny »Jan Kazimierzs. W żadnym ze 
swoich utworów nie przyszedł Słowacki do takiej czystości w tworzeniu. 
Jan Kazimierz, Czarniecki, Radziejowski, są tam po mistrzowsku skre- 
Śleni. Na nieszczęście jednak istnieje tylko kilka ułamków tego dramatu 
i obawiać się należy, że reszta manuskryptu spaloną została przypad- 
kowo z innymi papierami, które na żądanie poety spalono. Z tego sa- 
mego czasu jest jeszcze kilka drobnych pism politycznych np. »Repu- 
blikanin w duchu«, »Do księcia A. C.«, »Konfederacya narodu pol- 
skiego« i t. d. Niemniej ważną jest obszerna korespondencya Słowackiego 
z rodziną, którą wydał Antoni Małecki we Iiwowie i na której głównie 
osnuty obszerny życiorys poety, poprzedzający dokładną edycyę dzieł 
jego. Wpośród takich wysiłków twórczości, chorobliwa drażliwość za- 
częła zwolna przechodzić w osłabienie. Zdarzenia 1848 r. rozbudziły 
znowu całą dawną jego żywotność, W kwietniu udał się Słowacki w Po- 
znańskie i przy tej sposobności spotkał się we Wrocławiu ze swoją 
matką. Było .to ostatnie ich widzenie się, a czując się coraz słabszym, 
spieszył do Paryża, gdzie pierwszych dni 1849 roku zapadł mocniej 
i po krótkiem polepszeniu położył się, by już więcej nie powstać. Płuca 
jego ledwo już oddychały. Jego prace literackie obchodziły go do osta- 
tniej chwili; w wigilię śmierci dnia 2 kwietnia przeglądał jeszcze jeden 
swój manuskrypt, z którego dniem wprzódy dyktował; pokazywał, w jakim 


<= 4707 = 


porządku trzeba dalej przepisywać, ale nie doszedłszy końca, zamknął go 
mówiąc z umiechem: »wszystko to głupstwo«. Ostatnie jego słowa były: 
»Niechże już zrzucę ten płaszcz lichy, co mnie więził, i pójdę tame. 
Zwłoki jego w dniu 5 kwietnia wyprowadzono z kościoła świętego 
Filipa na cmentarz Montmartre. Nad grobem jego nikt głosu nie pod- 
niósł; próżno nawet garstka obecnych oglądała się za Adamem Mickie- 
wiczem, który nie przybył. Pozorną tę obojętność podobno przypisywano 
zaprzątnieniu wszystkich umysłów w r. 1849 olbrzymią walką, od której 
konwulsyjnie drżała cała Europa. Dziś obojętność ta znikła, im strata 
dawniejsza, tem boleśniej się odzywa we wszystkich sercach. Mnóstwo 
już było wspomnień o Słowackim, do lepszych, obszerniejszych, należą 
Małeckiego, Lewensteina 1 wreszcie Hoesicka, który w r. 1897 ogłosił 
w trzech dużych tomach biografię psychologiczną. Kobiety Słowackiego 
opisał Piotr Chmielowski, Biegeleisen rozpatrywał się w rękopisach, 
a Meyet w portretach. Oprócz edycyi paryskiej w 16 tomikach, jest 
edycya lipska, lwowska, wybór z pism drukowany w Warszawie, oprócz 
różnych przedruków pojedynczych utworów. 

Śmotrycki Melecyusz. Do nauk przykładał się w Akademii 
wileńskiej, a następnie podróżował po Niemczech, gdzie również do nauk 
się przykładał. Za powrotem do kraju był nauczycielem szkoły iwskiej, 
niedaleko Oszmiany, w miasteczku Iwie, wstąpiwszy poprzednio do zakonu 
Bazylianów. Walczył zacięcie piórem przeciwko Jezuitom i tym, którzy 
do unii kościoła rusko-wschodniego z zachodnim, w Brześciu litewskim 
zawartej, przystąpili. Obrany przez współwyznawców władyką połockim 
i przez bawiącego podówczas w Polsce patryarchę jerozolimskiego Teo- 
fana wyświęcony, zaczął sprawować biskupią władzę, zanim jeszcze od 
rządu uzyskał potwierdzenie. Obrażony tem Zygmunt III nie dał mu 
dyplomu na godność władyczą, tem bardziej, gdy w Połocku był nadto 
unicki arcybiskup. Dotknięty tem Smotrycki zaczął przechylać się na 
stronę unii, spodziewając się przez to posiąść najwyższą władzę w ko- 
Ściele unickim na Białej Rusi. Przystąpienie do Kościoła rzymsko-kato- 
lickiego kazano mu objawić przed papieżem w Rzymie. Dobra do tego 
nadarzyła się sposobność, gdyż właśnie wysyłali go spółwiercy do pa- 
tryarchy w sprawie Kościoła. Pojechał Simotrycki do Carogrodu, a stam- 
tąd przez ciekawość do Rzymu, skąd powrócił unitą i po niejakim czasie 
objawił to otwarcie. Został też za to arcybiskupem połockim, biskupem 
witebskim i mścisławskim, a wileńskim i dermańskim archimandrytą. 
Umarł w r. 1634. 

Przed wyjazdem na Wschód okazywał się Smotrycki gorliwym 
cerkwi wschodniej obrońcą, nie chcąc ani słyszeć o połączeniu jej z za- 
chodnim Kościołem. W tym duchu wydał kilka dzieł pod przybranem 


<* AZ 


nazwiskiem Teofila Ortologa, jako to: » Weryfikacya niewinności «, »Obrona 
weryfikacyi«, »Elenchus«, » Lament jedynej św. powszechnej wschodniej 
cerkwi« i t. p. Po przejściu na unię zbijał Zyzaniego, Brońskiego i Or- 
tologa, to jest samego siebie, w innym szeregu dzieł: Apologia peregry- 
nacyi do krajów wschodniche, »Paraenesis albo upomnienie uczynione 
do narodu ruskiego«, »Exethesis to jest rozprawa o ostanek herezyi 
i kłamstw Zyzaniowych, Filaletowvch, Ortologowych« i t. d. W tych 
dziełach dowodził, że Ruś cała powinna się połączyć z zachodnim Koś- 
ciołem wraz z patryarchą konstantynopolitańskim, zwłaszcza gdy tenże 
na florenckim soborze przystąpił poprzednio do jedności Kościoła. Smo- 
trycki należał do najuczeńszych ludzi swojego wieku; posiadał akade- 
mickie stopnie, był nawet doktorem medycyny. Występował naraz w piś- 
miennictwie łacińskiem, polskiem i ruskiem; polskie wzbogacił przez 
dzieła historyczno- teologiczne. Pierwszy z Rusinów napisał po łacinie 
gramatykę grecką, słowiańską również ułożył pierwszy, która używaną 
będąc na dwóch jednocześnie krańcach Słowiańszczyzny, rozsławiła imię 
Smotryckiego szeroko. 

Starzyński Stanisław. Do nauk przykładał się w Uniwer- 
sytecie wileńskim, gdzie odznaczał się dużemi zdolnościami i moralnością; 
powołany został do Towarzystwa doskonalącej się młodzi. Należał do naj- 
znakomitszych lirycznych poetów przed r. 1830. Pieśni pełne wdzięku 
i bardzo udatne szeroko się rozchodziły po Rzeczypospolitej. Podkładano 
pod nie muzykę, co jeszcze bardziej przyczyniło się do ich rozpowszech- 
nienia: pisywał pod pseudonimem Stacha z Zamiechowa. Do druku mało 
podawał. Mały zbiorek jego pieśni wyszedł w Warszawie w roku 1831; 
niektóre rzeczy ogłosił w » Dzienniku warszawskim «, a przedtem w » Dzien- 
nikue i »Tygodniku wileńskim«. Niemniej udatne pisał krotochwile, do 
których włączył sławne swe piosenki. Prócz tego tłómaczył z niemiec- 
kiego dramata i tragedye. W r. 1836 sławny piosenkarz podolski przy- 
był do Warszawy na przedstawienie krotochwili »Bankocetla przecięta 
czyli aktorowie na prowincyi«, oryginalnie przez siebie napisanej. Kroto- 
chwila miała powodzenie. Z Podola przeniósł się Starzyński do Galicyi 
1 zamłeszkał we Lwowie, gdzie w sędziwym wieku zakończył życie 
w rokn 1872. 

Straszewicz Józef. Pochodził z gubernii kowieńskiej, syn 
Michała, marszałka powiatu upickiego. Nauki studyował w Uniwersy- 
tecie wileńskim. Zasłynął na emigracyi, zatnieszkawszy po r. 1831 w Pa- 
ryżu, jako gorliwy o dobro literatury wydawca. Wydawał tak dzieła 
naukowe jako też i polityczne. Umarł w Paryżu w 1839 roku. Do naj- 
celniejszych jego wydawnictw należą następujące dzieła: 

3998. Les Polonais et les Polonaises ou 10o portraits et biogra- 


* do 


phies des personnes qui ont figurć dans la dernićre guerre. Paryż 
1632— 1837, folio, 2 tomy. Toż, wyszło po niemiecku w Stutgardzie 
w r. 1837, w tłómaczeniu Karola Andrće. Toż, po włosku. 

3999. Emilie Plater. Paryż 1835. 

4000. Armóće polonaise, costutmes militaires. Paryż 1835. 12 zeszytów. 

4001. Les femmes de tous les pays, leurs vies et leurs portraits. 
Paryż 1835, folio. 

Wydania trzy w jednym roku z wielu rycinami. To dzieło wydał 
wspólnie z księżną d Abrantes. Na niektóre dzieła Lelewela jak np.: 
»Numismatique du moyen age< i »Pytheas de Marseille« łożył nakład. 
Straszewicz, jak widzimy, duże położył zasługi na emigracyi. 

Suzin Adam. Słynny Filaret wileński, urodził się w r. 1800 
w dziedzicznej wsi ojcowskiej Kulinowszczyźnie w Kobryńskiem, w gu- 
bernii grodzieńskiej. W r. 1819, po skończeniu nauk w Świsłoczy przy- 
był do Wilna, gdzie się przykładał w Uniwersytecie do nauk matema- 
tyczno-fizycznych. Będąc jeszcze studentem, ogłaszał rozprawy naukowe 
w »Dzienniku wileńskim« (287) W r. 1824 razem z Tomaszem Zanem 
i Czeczotem wyjechał do gubernii orenburskiej, i już to w Orsku, już 
w Orenburgu czternaście lat przebywał. Po powrocie do kraju zamieszkał 
w Wilnie, ożenił się z siostrą Odyńca i dostał posadę w »masie Radzi- 
wiłłowskiejs. Na tem stanowisku przebył górą lat 20. W r. 1874 przybył 
do Warszawy i tu w dniu 11 grudnia 1879 roku życie zakończył. Przed 
swoim przyjazdem nadesłał do Warszawy: 

4002. Wycieczka w stepy kirgizkie. »Kronika rodzinna« 1870r. 

W kalendarzu »Gwiazda« na rok 1881 podano biografię Suzina. 

Święcicki Grzegorz. Do nauk przykładał się w Akademii 
wileńskiej, promowany tam na doktora teologii. Poeta łaciński, kanonik 
katedry wileńskiej. Zasłynął w czasie kanonizacyi św. Kazimierza, gdyż 
był legatem w tej sprawie do Klemensa VIII. Był wówczas archidyako- 
nem wileńskim. O jego pracach literackich wspominaliśmy wyżej. 

Szczygielski Stanisław. Benedyktyn. Opat trocki. Słynny 
autor wielu dzieł w materyi religijnej i politycznej. Dobroczyńca Jezuitów 
wileńskich, był ich wychowańcem i jako student Akademii wileńskiej 
zwracał na siebie powszechną uwagę. Otrzymał stopień doktora filozofii 
w Wilnie d. 24 listopada 164g r. 

Szopowicz Franciszek. Urodził się na Żmudzi w r. 1762 
w powiecie połongowskim. Pierwiastkowe nauki pobierał w domu, gim- 
nazyalne u Jezuitów w Krożach, a po ich kasacie w Kretyndze; gdy 
zaś te chlubnie ukończył przybył do Szkoły Głównej litewskiej. W czasie 
studyów, na wezwanie Komisyi edukacyi, objawił chęć zostania nau- 
czycielem, dlatego razem z innymi i prefektem Strojnowskim udał się 


= ada = 


do seminaryum nauczycielskiego przy Szkole Głównej koronnej urządzo- 
nego w roku 1781. Cztery lata przebył w Krakowie, przykładając się do 
filozofii i matematyki. W r. 1785 został profesorem w akademii krakow- 
skiej. Dwa lata tam przebył, poczem przeniesiony został do Warszawy na 
profesora matematyki i logiki. W Warszawie napisał » Uwagi nad aryt- 
metyką 1 algebrą L'huliera, i równocześnie wykazał słabe strony logiki 
Condillaca. Obie te rozprawy przedstawił Komisyi edukacyjnej, za co 
przez tę Komisyę powołany został na członka Towarzystwa do ksiąg 
elementarnych. Skutkiem nadmiernej pracy osłabił wzrok i pracować 
nie mógł, nie tylko w zawodzie nauczycielskim, lecz wogóle; Komisya 
wziąwszy na uwagę jego zasługi znakomite, chociaż miał dopiero 29 lat, 
pensyę mu przeznaczyła. Lecz pensyi nie otrzymywał, bo ówczesny stan 
kraju i skarbu stał temu na przeszkodzie. Dotknięty zupełną śŚlepotą 
wyjechał do Wiednia, tam operacya wzrok mu przywróciła, a dłuższy 
pobyt we Włoszech wzmocnił osłabione zdrowie. Za powrotem do kraju 
1795 r. przeniósł się na Podole i Ukrainę i tam zajmował się wycho- 
waniem dzieci pierwszych rodzin obywatelskich. Zajmował się przytem 
filologią, szczególniej językiem polskim. Wybrany na członka warszaw- 
skiego Towarzystwa przyjaciół nauk za korespondencye filologiczne, jakie 
z Kopczyńskim prowadził. W r. 1818 objął obowiązki profesora w uni- 
wersytecie krakowskim 1 pełnił je do roku 1833. Otrzymał emeryturę. 
Obok zajęć profesorskich był wizytatorem i egzaminatorem szkół gimna- 
zyalnych, członkiem komitetu ekonomiczno-budowniczego miasta Kra- 
kowa i członkiem Towarzystwa dobroczynności. W r. 1831 był senato- 
rem rzeczypospolitej krakowskiej. Szopowicz był w korespondencyi pra- 
wie ze wszystkimi najznakomitszyini mężami uczonymi, od których wy- 
soko był ceniony. Umarł w Krakowie 5 maja 1839 roku. Jego dzieła są 
następujące: 

4003. Uwagi nad samogłoskami i spółgłoskami w ogólności, oraz 
nad niektóremi głoskami abecadła polskiego w szczególności. Kraków 
1827, 80. 

Uwagi te napisał Szopowicz w r. 180g. 

4004. Rozprawa o znaczeniu ilości. » Rocznik Towarz. Nauk. Krak.« 
VIII, 165. 

Pozostały po nim w rękopisie liczne rozprawy naukowe. 

Schulc Dominik. Urodził się ro kwietnia 1797 r. w gubernii 
i powiecie mińskim z familii z pradziadów tam osiadłej. Nauki gimna- 
zyalne odbył w Mińsku, a w Uniwersytecie od r. 1815 w Wilnie, gdzie 
jako kandydat do stanu nauczycielskiego słuchał wykładów na wydziale 
literatury, historyi i nauk przyrodniczych. Otrzymawszy stopień kandy- 
data filozofii, został nauczycielem języka polskiego przy gimnazyum wi- 


— 450 — 


leńskiem, a w roku 1823 wezwany był do gimnazyum białostockiego na 
profesora wymowy i logiki. Tam pozyskał miłość i szacunek nie tylko 
słuchającej jego wykładu młodzieży, ale i współobywateli. W roku 1835 
powołany na profesora przy gimnazyum lubelskiem, a w r. 1840 prze- 
niesiony do Warszawy, pełnił obowiązki nauczycielskie aż do otrzymania 
emerytury. Umarł nagle w Warszawie 27 grudnia 1860 roku. 

Jako nauczyciel, prócz rozległej wiedzy posiadał talent pedagogiczny 
w wysokim stopniu rozbudzania w swych uczniach zamiłowania przed- 
miotu, który wykładał, był zatem od młodzieży bardzo lubiany. Na polu 
piśmiennictwa polskiego dał się poznać z krytycznych i historycznych 
badań. W studyach swoich historycznych najwięcej obierał sobie za cel 
zadania niezwykłe, a schlebiające usposobieniu ogółu. Tak wziął szczegól- 
nie za przedmiot Prusy i w rozprawach pełnych erudycyi i cytat starał 
się wykazać, że na prawym brzegu Wisły nigdy nie było żywiołów nie- 
mieckich przed Krzyżakami, i że dawni Prusacy należą do szczepu pol- 
skiego, starożytne zaś ich miasta posiadały niegdyś inne polskie naz- 
wiska, będąc pierwotnie tegoż samego pochodzenia. Do założonego 
z góry zadania Szulc umiał zręcznie odszukać istotnie rzetelnych danych, 
ale posługiwał się tylko prawdopodobnemi, lub przez niego wymarzo- 
nemi. Zaczem prace te, lubo odznaczają się poglądem na dzieje rozległym 
1 wszechstronnym, w swoini zaś czasie miały szeroki rozgłos, to przecież 
dla paradoksalnych nieraz przypuszczeń i hypotetycznych wywodów nie 
wielkie teraz mają znaczenie. Większa część prac Szulca drukowaną była 
w rozmaitych czasopismach, niektóre z nich potem wyszły oddzielnie 
10 nich wyżej mówiliśmy (2265, 2459—2462, 3101, 3202); inne pozo- 
stały w czasopismach. Oprócz uwzględnionych już należą tu jeszcze 
następujące prace wydane oddzielnie: 

4005. Gramatyka języka łacińskiego, przez P. Broedera, tłómaczenie 
z łacińskiego. Wilno 1829, 80. 

4006. O źródle wiedzy tegoczesnej. Warszawa 1851, 80. 

4007. Stanowisko historyi polskiej. Warszawa 1862, 8%. Wydanie 
pośmiertne. 

Szydłowski Ignacy. Urodził się w roku 1793 w miasteczku 
Hajnie w powiecie borysowskiin. Nauki gimnazyalne pobierał w Mińsku, 
uniwersyteckie w Wilnie. Następnie był nauczycielem w Swisłoczy, póź- 
niej w Wilnie do r. 1826. Cenzorem był do r. 1828. Odtąd wyłącznie 
poświęcił się literaturze. Był jednym z celniejszych tłómaczy i znakomi- 
tym redaktorem. Od zawiązania się » Dziennika wileńskiegos<, » Tygodnika 
wileńskiego« i » Dziejów dobroczynności«, był stałym tych pism współ- 
pracownikiem i mnóstwo przeważnie wierszy w nich drukował. Był 
jednym ż najczynniejszych członków Towarzystwa »Szubrawcówe i na- 


— 481 — 


wet dygnitarzem pod nazwą Witajnika, a nosił imię Gulbi, Szeroko 
słynął ze swego dowcipu satyrycznego. Kraszewski w powieściach swo- 
ich nazywa go »Iglickim«. Biegły w literaturze starożytnej i nowożytnej, 
był wzorowym pisarzem prozaicznym i bardzo udatne pisywał wiersze. 
Przez długie lata był wyrocznią w rzeczach piśmiennictwa, dlatego cieszył 
się dużą powagą. »Wizerunki i roztrząsania naukowe«, które od czwar- 
tego tomu poczynając, wyłącznie redagował, a zatem 53 tomy, zawdzię- 
czają Szydłowskiemu wybór artykułów pisanych wzorową i piękną pol- 
szczyzną o treści poważnej. Umiał wyszukiwać i temata i autorów. Że 
one upadły w chwili, gdy wychodzić zaczęła » Biblioteka warszawskae, to 
nie wina Szydłowskiego, albowiem »Wizerunki« z rokiem każdym pod 
względem treści znakomicie się ulepszaly. Zawadzki nie znalazł poparcia 
i zaprzestał nakładu. Oto przyczyna. Ostatniemi laty Szydłowski uległ 
nałogowi pijaństwa i wegetował przez ostatnie cztery lata. — Umarł 
w Wilnie 28 lutego 1846 roku. W r. 1812 napisał głośną w swoim 
czasie odę p. t. »Szczęście i pokój«. Osobno wydał tłómaczenie z Byrona 
p. t. »Parysyna, Kolmar i Orla« w 1834 r. i kilka podręczników (3203). 

Szyrma Lach Krystyan. Urodził się d. 13 grudnia t17gi r. 
w Prusiech, w Wojnassach. Rodzice jego Polacy. Nauki gimnazyalne 
odbywał w Królewcu, uniwersyteckie w Wilnie. W roku 1813 otrzymał 
stopień magistra filozofii. Śniadecki Jan polecił go za guwernera księciu 
Konstantemu Czartoryskiemu, bratu kuratora, dla jego syna Adama. 
W tym domu przebył lat 1o, odbywając podróże ze swym wychowań- 
cem do Francyi, Auglii i Szkocyi. W Edynburgu mieszkając przez lat 
trzy, słuchał kursów filozofii Willsona i ekonomii politycznej Mac-Cul- 
locha, i tam napisał w języku angielskim dzieło o Polsce i zebrał ma- 
teryały do opisu Anglii. Za powrotem do Warszawy w r. 1824 został 
profesorem języka i literatury angielskiej w szkole przygotowawczej do 
instytutu politechnicznego, a od r. 1825 był zarazem profesorem filozofii 
w Uniwersytecie, które to katedry zajmował do zamknięcia Uniwersytetu. 
W r. 1829 wspólnie z Janickim i Pawłowiczem wydawał »Pamiętnik 
warszawski umiejętności moralnych i literatury«, którego wyszło 4 tomy. 
Czynny w czasie rewolucyi, wyjechał potem za granicę, osiadł w Anglii, 
gdzie trudnił się literaturą i był współpracownikiem »Times'a«. Umarł 
21 kwietnia 1866 roku w Dawenport. Szyrma dużo pisał artykułów lite- 
rackich, politycznych i naukowych, tak po polsku jak i po angielsku; 
prace te rozproszone po czasopismach mało są dziś znane. Oddzielnie 
wydał kilka prac tylko. O niektórych jużeśmy mówili (3204, 3205); 
ważniejsze zaś są następujące: 

4008. Anglia i Szkocya, przypomnienie z podróży w r. 1820 --1824 
odbytej. Warszawa 1828, 80 3 tomy z rycinami. 


URIWERSYTET WILEŃSKI TOW III 3! 


= 482 sm: 


Jest to najlepsze dzieło o Anglii, w swoim czasie czytane i niepo- 
Śledniej używające wziętości. 

4009. Książka wypisów angielskich z słownikiem dla użytku mło- 
dzi instytutu politechnicznego. Warszawa 1828, 40. 

4010. Letters literary and political an Poland. Edynburg 1823, 89. 

Szyszko Michał Bohusz. Urodził się d. 8 listopada 1811 r. 
we wsi Woroniczach, majętności rodzicielskiej w gub. mińskiej. Nauki 
gimnazyalne i uniwersyteckie pobierał w Wilnie. Był na oddziale mo- 
ralno- politycznym. Po zamknięciu Uniwersytetu wstąpił do służby rzą- 
dowej w Mińsku, otrzymawszy posadę tłómacza przy sądach granicznych 
gubernialnych od r. 1833 do zniesienia tych sądów w roku 1839. Odtąd 
poświęcał się piśmiennictwu, przeważnie przekładając na język polski 
rzeczy religijne, filozoficzne i historyczne z języka łacińskiego, francus- 
kiego i niemieckiego. Mieszkał odtąd w Wilnie. Gdy powstał projekt 
ułożenia słownika języka polskiego, nakładem Orgelbranda, Szyszko przez 
cztery lata mozolnie pracował i połowa przynajmniej tego ogromnego dzieła 
jest przez niego opracowaną: zajmował się tą pracą od r. 1854 do 1858. 
Słownik wyszedł w r. 1861 w Wilnie. W r. 1858 i 1859 bawił w War- 
szawie i wówczas przełożył Thiersa: »Historyę konsulatu i cesarstwa« 
tom 13, 14 i 15; wówczas także dużo przygotował artykułów do pierw- 
szych tomów encyklopedyi Orgelbranda. Z Warszawy udał się do Peters- 
burga i tam przetłómaczył i wydał: 

4011. Webera rys dziejów powszechnych. Z niemieckiego. Peters- 
burg 1861—1862, 89, 2 tomy. 

Nakoniec w roku 1860 przeniósł się do Nieświeża, wezwany dla 
uporządkowania dokumentów historycznych w archiwum nieświeskiem, 
co spełnił, i poczynił liczne wypisy dziejów krajowych dotyczące. Tam 
zapewnie ułożył 1 przygotował do druku niewydaną dotąd »Historyę 
ordynacyi Ostrogskich «, 

Zakończył pracowite życie w r. 1877 w powiecie ihumeńskim. 

4012. Wybór pism Ś. Bernarda. Wilno, Zawadzki 1850, 80. 

4013. Jakóba Arago, od bieguna do bieguna i dwa oceany. Wilno, 
Zawadzki 1856, 80, 2 tomy. 

4014. Humboldta podróże. Z niemieckiego. Wilno, Zawadzki 1861, 
80 4 tomy. 

Wspominaliśmy wyżej, że »Żywoty arcybiskupów« Bużeńskiego 
tłómaczył Szyszko. Za to tłómaczenie krytycy napadli na Szyszkę, cho- 
ciaż on nie był winien, że nie mieszkając w Wilnie, nie mógł sprawdzić, 
czy rękopis nadesłany mu przez Malinowskiego do przetłómaczenia jest 
błędnie skopiowany. W tym wypadku wina spada na Malinowskiego. 

Towiański Andrzej. Urodził się w roku 1800. Gimnazyum 


— 483 — 


i uniwersytet kończył w Wilnie; następnie przez 12 lat był urzędnikiem 
w sądzie ziemskim wileńskim, najprzód regentem, potem sędzią, Żonaty 
był z siostrą doktora Gutta i był ojcem pięciorga dzieci. Trudnił się 
poza służbą magnetyzmem, opowiadał o nadprzyrodzonych widzeniach; 
przyznawał, że ma moc przyzywania duchów. Opowiadają, że ta mania 
powstała u niego w dzieciństwie. Przez lat kilka był zupełnie ociemnia- 
łym, a będąc od natury .obdarzony żywą imaginacyą, a nie mogąc dla 
kalectwa nic robić, puścił wodze wyobraźni, marzył. Takie życie we- 
wnętrzne, owe rozmowy z duchami, ze świętymi, przeszły w nałóg, stracił 
własność oryentowania się, przywidzenia brał za rzeczywistość. Z wie- 
kiem ten stan anormalny rozwijał się. Będąc później w służbie zwrócił 
na siebie uwagę przełożonych; wzięty był nawet pod obserwacyę lekarską, 
lecz gdy zadecydowano, że mania nie jest szkodliwą, uwolniono go 
od obowiązków i pozostawiono na wolności. Ponieważ miał niedaleko 
Wilna mająteczek, tam się przeniósł, lecz zaczął gromadzić około siebie 
uczniów, na których ogromny wpływ wywierał. Gdy wybuchła rewolucya 
1830 roku, przepowiadał najsmutniejsze skutki dla Polaków i rzecz natu- 
ralna udziału w niej nie brał. Gdy nadeszła pora działania na szerszej 
arenie, uzyskał z łatwością paszport zagraniczny i wraz ze swym Szwa- 
grem Guttem wyjechał do Poznania. Szukał zwolenników wszędzie, prze- 
ważnie między kobietami. Pewne zasady, formuły ułożył i z tym kate- 
chizmem udał się do Drezna później do Brukselli. W czasie tej podróży 
skłonił ku sobie wiele osób, między niemi byli i znakomici jak np. arcy- 
biskup Dunin i jenerał Skrzynecki; lecz nie długo cieszył się względami 
tych dwóch adeptów. Z Belgii wyjechał do Anglii, a w lipcu 1841 roku 
stanął w Paryżu. Pierwszą wizytę zrobił Mickiewiczowi złamanemu ciężką, 
a jak się zdawało, nieuleczalną chorobą żony. Zapowiedział mu, że jest 
owym posłannikiem bożym, o którym Mickiewicz w pismach swoich 
niejednokrotnie wspomina, a przychodzi do niego z misyą z nieba, 
a przedewszystkiem zapewnia, że żona będzie natychmiast uzdrowioną. 
To się stało. To są fakty. Opowiadają niektórzy, że Towiański dobrze 
znał życie Mickiewicza 1 rozinaite drobne zdarzenia, o których Mickie- 
wicz sądził, że nikt nie wie. Powtóre, że nim Towiański stanął przed 
Mickiewiczem, Gutt zbadał stan zdrowia Mickiewiczowej, będącej pod- 
ówczas w zakładzie dla obłąkanych. Po trzecie, Towiański zapowiadał 
nową erę odrodzenia, udoskonalenia, uszczęśliwienia ludzkości. Zesumo- 
wawszy to wszystko i dodawszy do powyższego zbieg okoliczności 
i niezwykle egzaltowane usposobienie Mickiewicza, doprawdy dziwić się 
nie można, że uwierzył Towiańskiemu. Ta chwila była decydującą i od- 
tąd zaczyna się historya »towianizmu«, która trwa do dziś dnia, chociaż 
mistrz Andrzej od wielu lat spoczywa w grobie. Przed wyjazdem do 
z” 


= 48; = 


Kara-Kała rozmawiałem z Towiańczykami, którzy szczycą się z tego, że 
na stanowisku wytrwali; a należą oni do ludzi wykształconych i nie 
zdradzających, aby umysł ich był zaćmionym. Jeżeli datujemy początek 
istnienia towiańszczyzny od zjawienia się Towiańskiego u Mickiewicza, 
to z drugiej strony winniśmy wyjaśnić, że Mickiewicz wszystko zaczął, 
zrobił i posunął — pociągając urokiem swego imienia tłumy, nawet zna- 
komite osobistości. Mając taką podporę, Towiański rozpoczyna konfe- 
rencye, a treścią ich wyjaśnienie nowego Zakonu. Zadaniem tego Zakonu: 
ożywienie, podniesienie chrześcijaństwa, oznajmienie początku wyższej 
ery chrześcijańskiej, przepowiedzenie powrotu Napoleonidów, przyszłość 
Słowiańszczyzny i t. d. Wówczas gdy urządzał konferencye w Notre- 
Dame, oświadczał, że jest katolikiem — i rzeczywiście przeciw dogmatom 
Kościoła nie występował. Świetny był okres towiańszczyzny w pierwszym 
roku. Adepci jej byli to ludzie przygnębieni nieszczęściem, pozbawieni 
celu w życiu; łatwo uwierzyli, nie analizując, a biorąc za złoto szych. 
Przytem genialny Mickiewicz propagował, apostołował zawzięcie a z ta- 
lentem, cóż dziwnego, że liczba adeptów między emigrantami, między 
Francuzami codziennie się powiększała. Lecz przyszła chwila rozwagi 
dla wielu, spostrzegli się, że są na błędnej drodze, odstąpili fałszywego 
proroka. Nie wspomnę o dalszych losach towiańszczyzny, winienem 
w tem miejscu zaznaczyć główną przyczynę, podług mnie, dla czego 
T[owiańczycy przejrzeli i zobaczyli się na błędnej drodze. Otóż jednem 
z zadań nowego Zakonu było urządzenie Słowiańszczyzny. Polska miała 
być państwem dominującem, a nad Słowiańszczyzną niepodzielnie miał 
mieć zwierzchni nadzór cesarz Mikołaj, otrzymujący instrukcye i wska- 
zówki od mistrza Andrzeja. Szło tylko o to, czy cesarz ten protektorat 
przyjmie. Ułożono manifest i przedstawiono go ambasadorowi dla prze- 
słania do Petersburga. Ambasador odmówił przyjęcia, lecz dał znać 
o wszystkiem. Cesarz pozwolił zjawić się deputacyi z owym adresem 
w Petersburgu. Towiańczycy byli zachwyceni. Na czele deputacyi stanął 
z wyboru książe Świętopełk Mirski. 

Po przybyciu do Petersburga, cesarz na audyencyi zaczął się dele- 
gatów rozpytywać o szczegóły nowego Zakonu. Zaczepiono kwestye wy- 
znania, gdy Świętopełk Mirski zapewnił, że Dowiańczycy nie uznają żadnej 
z obecnych religii i że im jest wszystko jedno, w jakiej byli ochrzczeni; 
cesarz odpowiedział, że dla niego, ponieważ nie jest Towiańczykiem, kwe- 
stya wyznania nie jest obojętną; że zaś księciu jest wszystko jedno czy 
jest katolikiem, czy prawosławnym — niech przyjmie prawosławie jako 
dowód, że jest członkiem nowego Zakonu — gdzie wyznanie dotych- 
czasowe nie ma żadnego znaczenia. Świętopełk Mirski chętnie się zgo- 
dził na propozycyę i prawosławie przyjął. Wówczas cesarz Mikołaj zwra- 


cając mu dobra skonfiskowane, rozkazał, aby wyjechał do swych dóbr 
i tam czekał na rezolucyę cesarską po szczegółowem rozpatrzeniu się 
w adresie paryskim. Gdy o tem doszła wieść do Paryża, Towiańczycy 
skamienieli z oburzenia, otworzyły się im oczy, odstąpili mistrza, któ- 
rego uznali za fałszywego proroka 1). Aby zaś innych oświecić, ogłosili 
pismo Towiańskiego p. t. »Biesiada« i dodali od siebie komentarze wy- 
jaśniające, że owa mistyczna nauka jest zlepkiem marzeń Swedenborga, 
kabały żydowskiej i magii różnych wieków; a główna rola dana prze- 
chodzeniu dusz, wpływowi duchów światłych i ciemnych i t. d. Obwiniono 
więc Towiańskiego, że odstąpił od Kościoła, że jest heretykiem. Objawiciel 
i nowy mesyasz, jak go zwolennicy nazywali, za niefortunnie przepowia- 
daną Śmierć księcia Orleanu i upadek dynastyi Ludwika Filipa musiał 
opuścić Francyę. Udał się do Belgii a stamtąd do Rzymu, lecz był przez 
policyę wydalony. Z Włoch udał się do Szwajcaryi, gdzie się osiedlił. 
Do Zurychu zaczęły napływać pielgrzymki nowicyuszów, którzy z ust 
mistrza pragnęli usłyszeć słowa »nowej prawdy«; zjawili się i główniejsi 
koryfeusze, lecz ten błogi stan dla sekty trwał niedługo; w łonie samej 
sekty poczęły się niesnaski i odstępstwa. Wydatniejsi koryfeusze zaczęli 
na własną rękę działać, tworzyły się kółka niezależne. Taki Mickiewicz 
przeważał osobistością swoją wpływ Towiańskiego, na co ten się skarżył 
i rozgłaszał, że nie bierze odpowiedzialności za wykłady mesyaniczne 
Mickiewicza z katedry. Pojawienie się »Biesiady z bratem Karolem« 
wywołało reakcyę ze strony duchowieństwa, gdyż owa biesiada niewątpli- 
wie przekonywała o herezyi. Okólniki biskupów do duchowieństwa, stresz- 
czające pojęcia mistrza Andrzeja, wiele się przyczyniły do powstrzymania 
dalszego wzrostu towiańszczyzny. Odstąpił Mickiewicz i wielu za sobą 
pociągnął Pozostało bardzo małe kółko wiernych mistrzowi aż do jego 
zgonu, a nawet jak zaznaczyliśmy, wierni pozostali i poza grobem. 
Wpływ Towiańskiego na Francuzów, a szczególniej Włochów był wielki 
i to jest zadziwiające. Bez wątpienia Andrzej Towiański był człowiekiem 
znakomitym i miał szczególny dar, którym pociągał, obałamucał nawet 
trzeźwe umysły. Skończywszy z Napoleonidami, zaczął propagować idee 
demokratyczne, przepowiadając ich znaczenie w przyszłości. Ostatnią jego 
czynnością była sprawa ludowa. Wielu pisało o Towiańskiin. Zdania są 
podzielone. Bezstronni tak się wyrażają o nim: Towiański, to marzyciel, 
który sobie najdziwaczniejsze myśli do głowy przypuścił i przywidze- 
niami się napoił, Samotnik niepospolitych sił umysłu, poetyckiego zapału, 
który wpadł w chorobę wizyonerstwa, odchodzenia nawet od przytom- 
ności, który wiary chrześcijańskiej nie mając, uroił sobie inną, swoją 


1) Russkij Wjestnik 1878. 


4 486. = 


własną, z rozmaitych dawnych i nowszych sekt usnutą. Zwodzący dru- 
gich, bo najprzód sam siebie zwiódł, budzący w entuzyastach wiarę, bo 
sam wierzący. Ostatnie lata więcej osamotniony, mieszkał w Zurychu, 
gdzie otoczony garstką zwolenników, którzy zwali się między sobą braćmi, 
miał u nich cześć niezmierną, sam zaś zachowywał powagę wielką, żył 
z rodziną odosobniony, i rzadko się komu udzielał. Zakończył życie 
w 1876 roku. 

Trębicki Władysław. Urodził się w r. 1806. Nauki uniwer- 
syteckie kończył w Wilnie, następnie zamieszkał w dziedzicznym ma- 
jątku Linowie, w powiecie prużańskim, gdzie oprócz gospodarstwa wiej- 
skiego zajmował się literaturą polską, przeważnie bibliografią 1 komple- 
towaniem bogatej biblioteki. Przygotował bibliografię nauk matematycz- 
nych w Polsce, lecz praca ta w czasie zaburzeń krajowych zaginęła. — 
Krytykował »Obraz« Jochera, dopełniając braki ze Źródeł, jakich mu oso- 
bista biblioteka, bardzo zasobna w druki polskie, dostarczyła i ogłosił tę 
krytykę p. t.: 

4015. Uwagi nad pierwszym Ssposzytem tomu drugiego Obrazu 
bibliograficzno - historycznego Jochera. »Biblioteka warszawskae 1841, 
III, 552. 

Podobnież krytykował Wójcickiego dzieło »Teatr starożytny«, co 
tem łatwiej mu przyszło, że sam zajmował się specyalnie teatrem w Polsce 
i obszerne podobno dzieło pozostawił w rękopisie: 

4016. Uwagi nad dziełem Wójcickiego. Teatr starożytny w Polsce. 
»Biblioteka warszawska« 1843, IV, 286. 

Ogłosił z rękopisu przypadkowo w Grodnie odkrytego: » Poselstwo 
Lwa Sapiehy, w r. 1600 do Moskwy« (2463). Znane są jeszcze następu- 
jące prace naukowe, które ogłosił drukiem: 

4017. Zbiór wiadomości o życiu i pismach Łukasza Górnickiego. 
»Biblioteka warszawska« 1843, III, 77. 

4018. Uwagi nad wydaniem pamiętników Janczara Polaka. + Bibl. 
warsz.« 1845, III, 229. 

Zakończył życie w r. 1861. 

Trynkowski Ludwik Gabryel. Urodził się we wsi Pełenie, 
w kmiecej chacie 24 marca 1805 roku. Ukończywszy nauki w Wilnie, 
wstąpił do stanu duchownego. Nauki teologiczne studyował w Uniwer- 
sytecie wileńskim od r. 1823—1826 i ukończył je ze stopniem doktora 
teologii. W r. 1836 był kanonikiem wileńskim. W r. 1839 zamieszany 
w sprawę Konarskiego, wywieziony został do Irkucka, gdzie wkrótce 
życie zakończył. Według jednych źródeł Trynkowski umarł w Irkucku, 
zaraz po przybyciu t. j. w roku 1840; drudzy podają dzień Śmierci 24 
marca 1849 roku. 


Wymowę miał zadziwiającą i z niej na całą Litwę słynął i słynie. 
Ówcześni zapewniają, że rzecz sama przez się nie wielkiej wartości lite- 
rackiej, wypowiedziana przez Trynkowskiego, podnosiła umysły słucha- 
czów. Pod tym względem był genialnym. Opowiadano mi, że biskup 
Kłągiewicz nie podzielał poglądów Trynkowskiego, nazywając go roman- 
tykiem na kazalnicy; i był nawet czas, że mu zabronił mówić kazania — 
a działo się to po wypowiedzeniu w kościele św. Jana sławnej mowy 
wobec trumny Jędrzeja Śniadeckiego. Za mowę tę odsiedział czas jakiś 
na rekolekcyach. 

Trynkowski celował w mowach pogrzebowych i niektóre z nich 
ogłosił drukiem: 

4019. Mowy pogrzebowe, poszyt I. Wilno 1834, 2 ryciny. 

Tu pomieszczono cztery mowy miane na pogrzebie Wojciecha 
Pusłowskiego, Aleksandra Wawrzeckiego, Benedykty Zaleskiej i ks. Jana 
Niedźwiedzkiego. Więcej nie wyszło. 

Zapowiedziane zaś inne jego mowy i kazania niedzielne w ręko- 
pisie czterotomowym nie ukazały się w druku. O niektórych jego pra- 
cach filozoficznych mówiliśmy wyżej (3207 —3209). 

Tyszkiewicz Konstanty hr. Urodził się w Łohojsku w roku 
1806. Nauki prawne studyował w Uniwersytecie wileńskim od r. 1823 
do 1828, poczem otrzymał posadę w ministeryum skarbu w Warszawie. 
Jako urzędnik, w interesach Banku polskiego wysłany był za granicę, 
skąd powróciwszy wziął uwolnienie ze służby i odtąd całkiem poświęcił 
się życiu prywatnemu. W dobrach swoich Łohojsku dźwignął rolnictwo, 
pozakładał rozmaite fabryki, które do Świetnego stanu doprowadził. Obok 
tego oddawał się z zapałem naukom historycznym, mianowicie poszuki- 
waniom starożytności krajowych, któremi przez lat 30 aż do zgonu nader 
gorliwie się zajmował, już to sam, już z bratem Eustachym, już nareszcie 
w towarzystwie innych uczonych. Różnorodność i mozolność pracy, 
zupełna prawie nowość i zawiłość przedmiotu, skąpe a bałamutne świa- 
tełko książkowych wiadomości kronikarskich, wszystko to zamiast ostu- 
dzić, podniecało w nim zapał do wielostronnego badania. Oglądanie na 
gruncie, mierzenie i przerysowywanie starych zamczysk, horodyszcz ofiar- 
niczych i okopisk sądowych, rozkopywanie przedwiecznych mogił, któ- 
rych przeszło 500 różnymi czasy otworzył, dobywanie z nich pamiątek 
i składanie opisu — stanowiło dla Tyszkiewicza najpracowitszą stronę 
poszukiwań. Z niemniejszą gorliwością zajmował się i badaniami etno- 
graficznemi, dla których nawet osobne wyprawy wzdłuż Dźwiny i Wilii 
przedsiębrał. Wreszcie dla porównania własnych nabytków z odkryciami 
dokonanemi gdzieindziej, odbywał kilkakrotnie podróże naukowe po Euro. 
pie, tudzież prowadził rozległe z uczonymi korespondencye. Otoczony 


=> 488 <= 


szacunkiem powszechnym, zarówno jako mąż nauki i jako człowiek 
prawy a towarzyski w życiu, umarł Tyszkiewicz w Mińsku w r. 1868. 
Obszerny jego życiorys skreślił W. Korotyński w »Gazecie warszawskiej. 

Pierwszą pracą Konstantego Tyszkiewicza była część historyczna 
w dziele brata jego Eustachego p. t. »Opisanie powiatu borysowskiego 
1847 r.<, gdzie nie tylko pomniki drukowane, lecz i archiwa miejscowe 
i podania ludu i po trochu archeologię ku pomocy przywołał, a tym 
sposobem niejeden szczegół nieznany wyprowadził na widownię. O jego 
pracach ogłoszonych drukiem oddzielnie jużeśmy mówili (2478 — 2480). 
Tu jeszcze winienem dodać, że Tyszkiewicz jest autorem pracy: 

4020. Pomniki rytownictwa krajowego. Wilno 1858. 

Jest to opis kilkuset blach przez Tyszkiewicza zgromadzonych. 

Tyszyński Aleksander. Urodził się w roku 1811 w Peters- 
burgu. Pierwsze dziecinne lata przepędził w Miasocie w powiecie wileń- 
skim. Nauki pobierał w Mołodecznie, a uniwersyteckie na wydziale pra- 
wnym w Wilnie. W 17 roku życia wrócił do Miasoty i tu oddał się 
studyom naukowym starożytnych tragików i Szekspira. Z wyborów był 
sędzią gubernialuym mińskim do spraw granicznych. W r. 1837 ogłosił 
w Petersburgu powieść p. t. »Amerykanka w Polsce« (3212); w tym niby 
romansie wyłożył dzieje literatury polskiej. Praca ta pozyskała uznanie. 
W roku następnym przybył do Warszawy i został urzędnikiem w ko- 
misyi rządowej spraw wewnętrznych, równocześnie został współpraco- 
wnikiem »Przeglądu warszawskiego« i » Piśmiennictwa krajowego<, wy- 
dawanego przez Skimborowicza Hipolita. Należał do założycieli » Biblio- 
teki warszawskiej«<, gdzie mnóstwo artykułów drukował. Z tych rozpraw 
utworzyło się dzieło » Rozbiory i krytyki« (3210), które Wolff w trzech 
tomach ogłosił w Petersburgu w r. 1834. — Prace te postawiły Tyszyń- 
skiego w szeregu znakomitych pisarzy polskich. Szczególniej jako krytyk 
liczył się do najcelniejszych. Beletrystą był nietęgim. Nomen omen, bla- 
demu utworowi dał tytuł blady. 

4021. Morena czyli powieści blade. Warszawa 1842. 

W roku 1855 opuścił służbę rządową i przeniósł się do Miasoty, 
gdzie do roku 1866 przebywał. W tym czasie powołany został na pro- 
fesora literatury polskiej w Szkole Głównej — przybył do Warszawy 
1 na tem stanowisku aż do przemiany Szkoły Głównej na uniwersytet 
rosyjski pozostawał. 

W tym czasie przygotował do druku bardzo ważne i uczone dzieło, 
które ogłosił p. t. 

4022. Pierwsze zasady krytyki powszechnej. Warszawa 1870, 89. 
2 tomy. 

W roku 1873 mianowany został Tyszyński członkiem akademii 


.— 489 — 


umiejętności w Krakowie. W dwa lata później ogłosił » Wizerunki pol- 
skie«. Zbiór szkiców literackich (3211). Była to ostatnia praca Tyszyń- 
skiego. Powstała ona już to z artykułów poprzednio w czasopismach 
ogłaszanych, już też z prelekcyi literatury polskiej wykładanych w Szkole 
Głównej. Tyszyński opuścił wkrótce Warszawę i zamieszkał w Miasocie, 
gdzie d. 5 listopada 1880 r. zakończył życie. Pochowany na cmentarzu 
w Radoszkowiczach. Cały żywot Tyszyńskiego był nieustanną, mozolną, 
niezmordowaną walką o tryumf świętej prawdy. W pierwszym tomie 
»Rozbiory i krytyki« zawarł ułamkową ale oryginalną historyę filozofii 
w języku polskim; a »Pierwsze zasady krytyki powszechnej« są jedynym 
oryginalnym systematem filozoficznym polskim, zbudowanym na podwa- 
linach historyi oświeconej przez religię; tak jak »Amerykanka» jest pierw- 
szem filozoficznem badaniem historyi piśmiennictwa polskiego. Tyszyński 
tedy jest filozofem polskim, chrześcijańskim, jak Hołowiński, Ziemęcka, 
Gołuchowski. 

Tyzenhauz Gotard. Do nauk przykładał się w Wilnie, gdzie 
według Preuschoffa został doktorem filozofii i nauk wyzwolonych. Był 
biskupem smoleńskim. Umarł w roku 1669, gdyż w tym czasie ogłosił 
Wojciech Wijuk Kojałowicz kazanie, wypowiedziane na jego pogrzebie 
(3315). 

Tyzenhauz Konstanty. Urodził się w Żołudku pod Grod- 
nem d. z czerwca 1786 z ojca Ignacego, szefa gwardyi w. ks. litewskiego 
1 Maryi z Przezdzieckich. Początkowe nauki odbył w Warszawie, nastę- 
pnie kształcił się w Uniwersytecie wileńskim, gdzie pod znakomitymi 
profesorami, a między innymi Jundziłłem, przejął się zamiłowaniem do 
nauk przyrodniczych, którym do zgonu był wiernym i wszystkie im 
niemal chwile poświęcał, W roku 1812 wstąpił do służby wojskowej 
jako dowódzca 19 pułku piechoty litewskiej; został następnie szefem 
3 kompanii gwardyi honorowej polskiej a później pułkownikiem wojsk 
księstwa warszawskiego. W korpusie księcia Poniatowskiego znajdował 
się w bitwie pod Lipskiem; wreszcie w r. 1814 uwolniony od służby wrócił 
do dóbr swoich i stał stę gorliwym naturalistą, pozyskał sławę europejską, 
jako znakomity ornitolog. W pałacu swoim w Postawach utworzył bo- 
gate muzeum ornitologiczne, mieszczące wszystkie krajowe i najokazalsze 
cudzoziemskie ptaki w liczbie przeszło 3000 okazów. Tyzenhauz dosyć 
późno wziął się do pisania i ogłaszania spostrzeżeń swoich w dzie- 
dzinie ornitologii. Nie przestawał on bowiem na prostej zasłudze umie- 
jętnego i niezmordowanego zbieracza, obdarzony nadzwyczajną pamięcią, 
umysłem bystrym i badawczym, zawsze umiał pochwycić i zastosować 
na korzyść nauki odkrycia, które mu nastręczały jego wycieczki i spo- 
strzeżenia zoologiczne. Dziwną posiadał też zdolność determinowania 


— 490 — 


mnóstwa znajdowanych przedmiotów, objaśniania natrafianych w nich 
wątpliwości, tudzież oceniania wartości naukowej, jaką przywiązywali do 
nich uczeni Europy, pod sąd których poddawał swoje badania. Odkrycia 
swoje na tem polu i prace ozdabiał własnoręcznymi rysunkami koloro- 
wanyrmi, znał bowiem także doskonale tę sztukę, będąc uczniem sławnych 
w tym rodzaju mistrzów Norblina, Orłowskiego i Rustema. 

Niektórzy naturaliści na cześć Tyzenhauza nazwali nowo odkryte 
rodzaje i gatunki. I tak rodzaj pszczółki otrzymał nazwę Zyzenhausia 
vespyformis, a dwie rośliny błotne przez prof. Gorskiego nazwane zo- 
stały Poltamogeltan Tyzenhaustiz i Chara Tyzenhaustt. 

Tyzenhauz był członkiem różnych towarzystw uczonych natura- 
listów tak krajowych jak i zagranicznych. Bibliograficzną wiadomość 
podałem szczegółowo i w »Stanie nauk lekarskich« i w niniejszej pracy 
pod numerami 563—578. Umarł Tyzenhauz w Postawach dnia 16 marca 
1853 roku. 

Uldyński Józef. Urodził się w roku 1792 w Kiejdanach na 
Żmudzi, gdzie szkoły ukończył w roku 1810; następnie nauki matema- 
tyczno- fizyczne studyował w Uniwersytecie wileńskim i tu stopień kan- 
dydata filozofii otrzymał, następnie przeszedł na oddział moralno-poli- 
tyczny i otrzymał stopień magistra prawa w roku 1514. W tymże roku 
został nauczycielem prawa i historyi w gimnazyum podolskiem w Win- 
nicy, gdzie przez czas pobytu swego wykładał i prawo rzymskie po łacinie. 
W r. 1818 przeniesiony do Krzemieńca na profesora historyi powszechnej. 
Niezwłocznie ogłosił drukiem swą »Jeografię starożytnąe (1400). Lelewel 
krytykując tę pracę, uznał ją za bardzo pożyteczną dla młodzieży szkol- 
nej. Za naszych czasów rozpatrywał ją prof. Józef Kazimierz Plebański 
1 powyższe poglądy Lelewela potwierdził. Niezależnie od przedmiotu 
głównego, objął dodatkowo, bez żadnego wynagrodzenia, wykłady historyi 
polskiej. Uldyński wykładał swój przedmiot Świetnie i nigdy z wyso- 
kiego stanowiska nauki i pragmatyczności nie schodził. Wyszedłszy ze 
służby rządowej, osiadł na starość we własnym domku. Zajmował się 
naukami, przeważnie numizmatyką powszechną. Był człowiekiem wzglę- 
dnie ubogim, a ofiarność jego nie miała granic, szczególniej młodzież 
uczącą się wspierał funduszami, uszczuplając sobie i pozbawiając się 
tych drobnych wygód, jakie sędziwy wiek wymaga. Był bardzo pobożnym. 
Umarł w drodze pod Koziatynem na Wołyniu w r. 1863. Między ręko- 
pisami znaleziono obszerną pracę: 

Zasoby do dziejów ojczystych z XVII i XVIII wieku. 

Ustrzycki Feliks. Urodził się w roku 1788 w Warszawie. 
Mając lat 15 wstąpił do zakonu Benedyktynów w klasztorze horodyskim 
na Litwie, gdzie początkowe i wyższe pobierał nauki, został kapłanem 


— 491 — 


i tamże profesorem filozofii. W Uniwersytecie wileńskim na wydziale 
teologicznym kurs nauk wysłuchał i stopień kandydata pozyskał. Otrzy- 
mał przez konkurs katedrę teologii w Uniwersytecie warszawskim w roku 
1818, poczem wyjechał do Wiednia dla uzupełnienia swych wiadomości 
teologicznych i ćwiczenia się w językach wschodnich. Za powrotem mia- 
nowany w r. 1820 profesorem zwyczajnym. Wykładał na przemian teo- 
logię dogmatyczną i moralną, aż do zamknięcia Uniwersytetu. W roku 
1823 sekularyzowany na Świeckiego kapłana. Zakończył życie w r. 1834 
Znane są jego prace, które z druku wyszły: 

4023. Kazania na dzień pierwszy uroczystości Zwiastowania Pań- 
skiego. Warszawa 1822, 80. 

4024. Kazanie na uroczystość N. P. Maryi Łaskawej. Warszawa 
1824, 80, 

Walicki Alfons. Słynie w literaturze jako wzorowy tłómacz 
arcydzieł greckich, niemieckich i angielskich, przełożonych doskonale 
i sumiennie. Pierwsze również miejsce zajmuje między filologami. Wa- 
licki przeszedł na czwarty kurs i zaczął przygotowywać się do egzami- 
nów ostatecznych, gdy Uniwersytet wileński zamknięto; — udał się tedy 
do Dorpatu i kursa tam dokończył, a po obronieniu rozprawy »de Cor- 
nelio Nepote«, uzyskał dyplom doktora filozofii w r. 1833. Powołany do 
Charkowa na profesora literatury starożytnej w Uniwersytecie, najpierw 
jako adjunkt, niezwłocznie mianowany został profesorem zwyczajnym, 
i na tem stanowisku dosłużył się emerytury, lecz jej nie otrzymał, albo- 
wiem 24 października 1858 zakończył życie. 

O niektórych jego pracach literackich jużeśmy mówili (3213, 3214). 
Przeznaczony do »Teki wileńskiejs oryginalny dramat »Zbigniew« zaległ 
w rękopisie. Z rzeczy filologicznych zasługują na uwagę: 

4025. De Cyclo Epico, Charków, druk Uniwersytetu 1839, 89. 

4026. Cyropedia Ksenofonta, z uwagami w rosyjskim języku i sło- 
wnikiem greckim. Charków, druk Uniwersytetu 1848, 89. 

Między rękopisami zupełnie ukończonymi: »Medea« Eurypidesa, 
„Mowy Eschinesa i Demostenesa o wieńcu«, z komentarzami; — niedo- 
kończone: »Historya literatury greckiej«, dzieło obszernych rozmiarów, 
nad którem od dawna pracował. W języku rosyjskim pozostał obszerny 
rękopis prelekcyi o literaturze greckiej. Do prac literackich Walickiego 
należy jeszcze zaliczyć: » Katalogi monet gabinetu numizmatycznego przy 
uniwersytecie charkowskim «. 

Wiernikowski Jan Nepomucen. Należał do lepszych ucz- 
niów Groddeka w Uniwersytecie wileńskim. Szczególniej przykładał się 
do języka greckiego. Skutkiem procesu Filaretów wydalony z Wilna 
znalazł się w Symbirsku w gimnazyum na katedrze języków starożyt- 


nya"s Stamtąd przeniesiony został do Petersburga do instytutu języków 
ws.k »dnich, został później profesorem tychże języków w uniwersytecie 
kazim *m. Z Kazania przeniesiony do Charkowa na dyrektora gimna- 
zyum c... tam zakończył życie mając lat 77 w roku 1877. Działalność 
jego tLseracka była niewielka. Jeżeli odrzucimy prace jego studenckie, 
to na okres profesorski bardzo niewiele mamy do zanotowania. Bardzo 
być mo':*. że Wiernikowski, który tak wcześnie zaczął pisać i do tego 
z takier *oowodzeniem, nie zarzucił pióra i w późniejszym czasie, ale 
o jego pracach nie doszły nas wiadomości. O odach Pindara jużeśmy 
mówili (3033) — tu należą jeszcze: 

4027. Oda M. K. Sarbiewskiego z powodu założenia przez Chod- 
kiewicza kościoła w Krożach. Z łacińskiego. »Dzieje Dobroczynności « 
1823, II. 24. 

4028. Psalm XLII. Tłómaczenie z hebrajskiego. »Dzieje Dobr.« 
1823, II, 222. 

4029. Pytania morskiego ducha, legenda indyjska. »Biruta« I, 204. 

4030. Krótka wiadomość o Hafizie i przekład jego wiersza Gazel, 
z perskiego. »Birutace, II, 41. 

4031. Aksel, romans Izajasza Tegnera z prozaicznego przekładu 
Clarcka przerobiony. Wilno 1842, 89. 

Wojna Orański Gedeon, Bazylianin. Do nauk przykładał się 
w Akademi wileńskiej, gdzie pozyskał stopień doktora teologii, był póź- 
niej biskupem lwowskim. 

Wojsznarowicz Kazimierz. Należał do znakomitych ucz- 
niów i bardzo zasłużonych dla Akademii wileńskiej dobrodziejów. Po 
ukończeniu Akademii ze stopniem doktora filozofii w r. 1642, udał się 
do Rzymu, gdzie studyował prawo i teologię i tam dyplomem doktora 
prawa i teologii zaszczycony został. Był scholastykiem piltyńskim i ka- 
nonikiem wileńskim, a równocześnie przełożonym większej kancelaryi 
w. ks. lit. Akademii dobrze się zasłużył i wywdzięczył za pobierane 
w niej nauki. Zostawił bowiem fundusz na założenie przy Akademii 
katedry etyki czyli polityki chrześcijańskiej. Katedra ta otwartą została 
już po Śmierci założyciela w r. 1677. Słynął z wymowy kościelnej; był 
także pisarzem politycznym. Napisał i ogłosił drukiem dwutomowy zbiór 
kazań i prócz tego dużej wartości dzieło: »Orator politicuse. 

Wolski Jan. Przez długie lata był profesorem fizyki w Świsłoczy 
i najznakomitsi wychowańcy Uniwersytetu wileńskiego, na wydziale 
matematyczno-fizycznym, przeważnie byli jego uczniami. Później na toż 
stanowisko przeniesiony został do Białegostoku. Kształcił się w Uni- 
wersytecie i stopniem magistra filozofii zaszczycony został. Biegu jego 


<= 49035 7 


życia nie znamy. Znanym jest w literaturze polskiej z kilku prac na:;jzo- 
wych. O niektórych już wspominałem (300, 301); tu należy dodaćizy 

4032. Rozprawa o człowieku. Wilno 1808, 89. | 

Wolski Mikołaj. Urodził się na Litwie w r. 1762. -_.rnauk 
przykładał się w Szkole Głównej litewskiej i wówczas już zdrada .i nie- 
pospolity umysł, wielką pilność, znakomitą pamięć. Pierwszą jego pracę 
znaną z druku podaliśmy wyżej (2483). Był ulubieńcem Poczo"'ita i nie 
jedną z nim noc przepędził w obserwatoryum. Wdzięczny uc: „'1u. napisał 
poemat i ofiarował go mistrzowi swemu, gdyż z jego natchnieniari z prac 
jego powstał: 

4033. Dwie nocy czyli rozmyślanie o sztuce gwiazdziarskiej. »Pa- 
mięt. warszaw.« 1804. Zapewne Poczobut, który mimo oschłości serca, 
dla swych ulubieńców był wylanym, ubolewając nad niedawno w młodym 
wieku zmarłym poetą, chciał przekazać jego pamięć potomności i wiersz 
ten nadesłał do »Pamiętnika«, gdzie się i pojawił. 

Joachim Chreptowicz polegając na rekomendacyi Poczobuta, wziął 
do siebie Wolskiego i zrobił go bibliotekarzem, a oceniając w młodym 
człowieku niezwykłe zdolności, ułatwił mu nominacyę na członka depu- 
tacyi do układu księgi praw cywilnych i kryminalnych. W tym czasie 
Wolski tłómaczył »CGeorgikie Wergiliusza, a ogłosił drukiem »Dzień 
pusty< (3215). A że to były czasy powszechnego politykowania, napisał 
i Wolski kilka broszur politycznych, co go zbliżyło do króla. Został 
szambelanem. Król go kochał i poważał. Umiał się Wolski odpłacać 
wzajemnością, nie opuścił króla w podróży do Petersburga, gdzie mu 
oczy zamknął. Po Śmierci królewskiej przebywał u pani Krakowskiej 
w Białymstoku i tutaj zakończył życie w r. 1803, mając lat 40. Ponie- 
waż Stanisław August życzył sobie, aby jego panowanie opisał Wolski, 
wydano mu z gabinetu królewskiego ważne papiery. Lecz Wolski pozo- 
stawił po sobie pamiętnik niegłoszony drukiem, w którym nie całkowite 
panowanie lecz tylko ostatnie lata uwzględnione zostały. Wolski należał 
do ludzi najoświeceńszych w ówczesnej Polsce. 

Wołonczewski Maciej Kazimierz. Urodził się w Nabra- 
nach na Żmudzi d. 29 grudnia 1799 roku. Syn ludu, mimo głębokiej 
nauki miał rozum chłopski, humor niezwykły, przytomność umysłu nad- 
zwyczajną, roztropność, czego wymowne złożył dowody będąc już bis- 
kupem kowieńskim. Wezwany przez Murawiewa w roku 1863 do Wilna, 
stawił się przed wielkorządcą spokojny, wówczas gdy już wszyscy drżeli. 
Murawiew, jak to było u niego we zwyczaju, z góry na pasterza napadł. 
Zadrżeli wszyscy. Wołonczewski zbliżył się do niego, poklepał go po 
ramieniu i łagodnie przemówił: »Uspokój się ojczaszku, bo cię apo- 
pleksya zabijes. Murawiew, jakby pod wpływem magicznej siły, uspo- 


— 4094 — 


koń się, prosił biskupa usiąść, czego nigdy dla nikogo nie robił, sam 
obck :usiadł i zaczęli gawędzić jakoby sąsiad u sąsiada w gościnie. 
Takan był Wołonczewski w takich trudnych terminach, jak rok 1863 
dla drchowieństwa katolickiego na Litwie. 

Poświęciwszy się stanowi duchownemu, udał się Wołonczewski na 
Uniwersytet do Wilna, gdzie się przykładał do nauk teologicznych od 
roku 1824— 1828. Zostawszy Św. teologii magistrem, wrócił do swej dye- 
cezyi. W roku 1839 powołany został do akademii duchownej wileńskiej 
do wykładów teologii pastoralnej i archeologii biblijnej jako adjunkt ?), 
doktoryzował się w r. 1842 d. 29 czerwca. Akademię przeniesiono wów- 
czas do Petersburga, udał się tam i Wołonczewski, lecz tylko trzy lata 
katedrę zajmował. Nie służył mu klimat. Powróciwszy na Żmudź, został 
kapelanem w gimnazyum kroskiem. Na tem stanowisku zaskarbił sobie 
serca młodzieży. Między duchowieństwem błyszczał nauką i cnotą; został 
rektorem seminaryumm w Worniach. Wówczas rozwinął propagandę litew- 
Szczyzny, gdyż inaczej nie kazał jak po litewsku, a że był mowcą zawo- 
łanym, rzadko kiedy wyręczać się pozwalał. Czy świadomie, czy bezwiednie 
zdradzała się w nim niechęć do szlachty. Od czasu tego, może to i niesłu- 
sznie z mej strony, niechęć ta duchowieństwa stopniowo wzrasta, a obecnie 
doszła już do krańcowości. Jest to demagogia. Byłem świadkiem nadużyć 
w tym względzie duchowieństwa w dyecezyi sejneńskiej, przed objęciem 
stolicy biskupiej przez znakomitego filologa i poetę litewskiego, biskupa 
Baranowskiego. Zapewne dużo przyczynia się do tego ta okoliczność, że 
przeważnie duchowieństwo litewskie w dyecezyi wileńskiej, kowieńskiej 
i sejneńskiej rekrutuje się z ludu; w seminaryum sejneńskiem nikt nie 
zda egzaminu wstępnego, choćby z dyplomem doktora teologii przybył, 
jeżeli nie jest chłopem, nie jest wychowańcem gimnazyum maryampol- 
skiego. 

A Wołonczewski, jak to zaznaczyliśmy na początku, był człowie- 
kiem rozsądnym i wszechstronnie wykształconym, tem więc dziwniejsza, 
że siał ziarna niezgody, które niestety na opokę nie padły. Będąc rekto- 
rem seminaryum napisał dzieje biskupstwa żmudzkiego. Napisał natu- 
ralnie po litewsku, więc dziełu ważnemu odebrał połowę wartości, bo 
któż to dzieło czytać będzie. Wyszło ono pod tytułem: 

4034. Apraszas Żemajtis Wiskupistes. Wilno, Zawadzki 1848. 

W oddziale rękopisów znajdują się u mnie: «Dzieje biskupstwa 
żmudzkiego X. Macieja Wołonczewskiego. Tłómaczenie ze żmudzkiego 
tom I«. Rękopis widocznie do druku przepisywany. Czy był tom drugi 





1) Academiae Fcclesiasticae Romano Catholicae Petropolitanae origo et gesta, 
przez biskupa Szyrnona. 


— 495 — 


w tłómaczeniu nie wiem; nie wiem również czy biskup całą historyę, 
czy tylko część napisał; oryginału nie miałem w ręku, zresztą po źmudzkn 
nie umiem. 

Przed kilku miesiącami wyszło z druku dzieło: 

4035. Wołonczewski Maciej Ks. Biskup. Biskupstwo Żmujdzkie; ze 
żmujdzkiego na język polski przełożył i niektóre przepisy historyczne 
podał M. Hryszkiewicz, z przedmową Stanisława Smolki. Kraków 1898, 
89 XIV, 247. 

Wskutek konkordatu 1848 r. X. Wołonczewski wybrany był na 
biskupa żmudzkiego, wyświęcony 26 stycznia 1850 roku. Biskupem był 
energicznym, pobożnym i dyecezya dużo mu zawdzięcza. Dopóki żył 
biskup, nikt mu się nie wtrącał do rządów. Jaką odebrał, taką następcy 
swemu przekazał dyecezyę; pod względem parafii, kościołów, kaplic, nic 
nie uronił. Mając lat 78 zakończył życie w r. 1875. Wilczyński w »Albu- 
mie wileńskim« ogłosił śliczny portret Wołonczewskiego. Zamiast herbu, 
znajduje się herb Litwy — Pogoń. 

Wrotnowski Feliks. Urodził się na Litwie w r. 1805. Po 
ukończeniu Uniwersytetu wileńskiego w r. 1826 zamieszkał w Wilnie 
1 poświęcił się pracy literackiej. Był współredaktorem » Dziennika wileń- 
skiego«, do którego tłómaczył wiele artykułów z niemieckiego, francu- 
skiego i rosyjskiego. Niezależnie od pracy dziennikarskiej zajmował się 
i beletrystyką. Przetłómaczył z angielskiego powieści Coopera »Szpieg« 
w 4 tomach i »Ostatni Mohikan«, w 4 tomach i ogłosił drukiem w roku 
1829 1 1830. Dla młodszego pokolenia wydał: 

4036. Upominek dla dzieci litewskich. Wilno 1829, 8% 3 tomy 
z rycinami. 

Wskutek rewolucyi opuścił Wrotnowski ojczyznę, udał się do 
Francyi i osiedlił się w Paryżu. Zasługi jego dla literatury polskiej na 
emigracyi są wielkie. Przeważnie jako wydawca dobrze się zasłużył. 
Pierwszem owocem jego wydawniczej działalności jest » Zbiór pamiętni- 
ków« (2484). Wiadomo, w jaki sposób powstał » Kurs literatury słowiań- 
skiej Mickiewicza«. Wrotnowski według stenograficznych notatek układał 
go 1 niezwłocznie przełożywszy na język polski drukował, jako dodatek 
do wydawanego przez siebie » Dziennika«. Takim sposobem i sam Mic- 
kiewicz i liczna rzesza słuchaczy, pod świeżem wrażeniem odbytej lekcyi, 
mogli poprawić lub usunąć niedokładności, jeżeliby się jakie okazały. 
Jesteśmy pewni, że gdyby nie Wrotnowski, albobyśmy nie mieli wcale 
tego kursu, tak jak nie mamy prelekcyj lozańskich, albo też mielibyśmy 
tylko fragmenta. 

Wrotnowski pisywał także po francusku: 


4037. Esquisse sur la religion payenne, sur les traditions populaires 
et sur les anciens usages des Lithuaniens. Paryż 1843, 89. 

4038. Atlas de l'ancienne Pologne pour servir A letude de la Gćo- 
graphie naturelle des pays par A. H. Dufour et F. Wrotnowski. Paryż 1850. 

Tekst objaśniający składa się z 12 kart wielkiego rozmiaru, przed- 
stawiających dawną Polskę pod względem hydrograficznym, geologicz- 
nym, fizycznym, historycznym i religijnym. Praca dokonana z niezwykłą 
Ścisłością, a mapy początkowe wyobrażające góry, doliny, kopalnie, uro- 
dzajność ziemi, są zupełną w literaturze polskiej nowością. Zasłużony ten 
pisarz i obywatel zakończył życie w r. 1871. 

Zakrzewski Jan. Należał do bardzo zasłużonych pedagogów 
na Litwie. Po ukończeniu Uniwersytetu wileńskiego ze stopniem kan- 
dydata filozofii, nauczał wymowy i poezyi w różnych szkołach. Długie 
lata był w Winnicy. Przeniesiony do Wilna był w gimnazyum starszym 
nauczycielem. Pracowity żywot zakończył w Wilnie w r. 1847. 

Znany jest w literaturze polskiej z podręczników wydanych dla 
młodzieży uczącej się. Na pierwszem miejscu należy położyć tak zwane 
»Wypisy«, które już to na Litwie, już w Warszawie różnymi czasy 
wydawał: ! 

4039. Wypisy polskie w różnych gatunkach poezyi z celniejszych 
poetów dla użytku młodzieży zebrane i ułożone. Część I. Wilno 1831, 89. 

4040. Wypisy polskie dla płci żeńskiej zawierające wszystkie ga- 
tunki prozy i poezyi. Wilno 1835—1836, 80, 3 tomy. 

Ponieważ wypisy te okazały się bardzo praktycznymi, przeto zali- 
czono je do rzędu dzieł elementarnych w szkołach Królestwa polskiego 
i przedrukowano: 

4041. Wypisy polskie dla użytku szkół Królestwa polskiego. Na 
klasę I, II, III. Warszawa 1834, 8%, 3 tomy. Wydanie drugie przero- 
bione wyszło w r. 1845. 

W swobodnych chwilach zajmował się Zakrzewski bibliografią. 
Układał przytem poetów i prozaików polskich w porządku chronolo- 
gicznym od czasu drukowania książek polskich do r. 1825. Dołączał do 
tego spisu wiadomości o życiu autorów i wyjątki z ich pism. Cztery 
grube tomy poetów i prozaików zebrał. Nie poprzestając na tem, zbierał 
materyały do historyi nauk w Polsce. W czasie takich poszukiwań, po 
rozmaitych bibliotekach, odnalazł w bibliotece szczorsowskiej hr. Chrep- 
towicza rękopis z XVII wieku, pisany przez Maskiewicza, który do 
druku przygotował. Praca ta wyszła po Śmierci Zakrzewskiego. 

Zaliwski Gaspar. Należał do znakomitszych kapłanów wilen- 
skich końca XVI wieku. Nauki pobierał w Akademii wileńskiej. Będąc 
już kanonikiem i archidyakonem wileńskim, nie porzucał Ścisłych stu- 


— 497 — 


dyów naukowych, dowodem czego jego doktoryzacya na doktora filozofi 
w Akademii wileńskiej w r. 1605. 

Zan Tomasz. Niezwykła to osobistość. Przedewszystkiem za- 
cność jego charakteru, dobroć serca, naukowe przygotowanie, skromność, 
wytworzyły, jak rzekłem, osobistość niezwykłą, mającą wpływ przeważny, 
dodatni na młodzież uniwersytecką. Co było wzniosłe a dobre, żywo 
odczuwał. Będąc przyrodnikiem i matematykiem, uprawiał poezyę. Zan 
winien być uważany za inicyatora poezyi romantycznej. On bowiem 
pierwszy pisywał ballady w jej duchu, on na tę drogę wprowadził Mic- 
kiewicza, on stworzył stowarzyszenie młodzieży, miłośników nauki i cnoty. 
Jednem słowem, co było dobrego, zacnego, wzniosłego od r. 1815—1824 
w Wilnie, między młodzieżą kształcącą się obojej płci, brało swe począt- 
kowanie od Zana. Dokładnego życiorysu Zana dotychczas nie mamy, 
jak również i zbioru pism jego. Z okazyi stoletniej rocznicy urodzin Mic- 
kiewicza, wyszły z druku różne książki zbiorowe; wiadomo mi, że wielu 
autorów polskich przygotowywało różne fragmenta z życia Zana; może 
być, że z tych fragmentów da się całość ułożyć. To tylko wiemy, że 
się urodził w r. 1791 w powiecie nowogródzkim z ojca ubogiego szlach- 
cica. Nauki początkowe pobierał w Mołodecznie, wyższe zaś na Uniwer- 
sytecie wileńskim. Gdy ukończył oddział nauk fizyczno-matematycznych 
ze stopniem kandydata filozofii, zajmował się w Wilnie prywatnem nau- 
czaniem na pensyach żeńskich, a równocześnie uczęszczał na wykłady 
profesorów innych fakultetów; przeważnie słuchał prawa, historyi, lite- 
ratury. Skutkiem wytoczonego mu procesu, że utworzył stowarzyszenie 
filareckie, osądzony i wywieziony został do Orenburga, skąd przy po- 
mocy Aleksandra Humboldta, podróżującego w tamtych stronach, został 
uwolniony i powrócił na Litwę. Opowiadano mi w Oborku, miejscu 
urodzenia Leonarda Chodźki, majętności Dederków około Mołodeczny — 
że w tymże Oborku było zebranie sąsiedzkie. Młodzież zabawiała się 
w gry towarzyskie. Młoda panna Świętorzecka zapytana, jak z gry wy- 
padało, kogoby chciała mieć za męża, odpowiedziała z rezolutną miną: 
Tomasza Zana. W tę samą chwilę lokaj zaanonsował: Pan Tomasz Zan. 
Zdziwienie było ogromne, bo o przybyciu Zana na Białoruś nikt z ze- 
branych nie wiedział. Tymczasem Zan powróciwszy z wygnania, zatrzy- 
"mał się u Świętorzeckich w Malinowszczyźnie, a dowiedziawszy się, że 
państwo wyjechali do Oborku, również tam się udał i wszedł do salonu 
wówczas, gdy przyszła jego żona wybierała go sobie za męża. Umarł 
w r. 1855. Drobne jego poezye drukowały czasopisma wileńskie. W roku 
1844 w noworoczniku »Linksmine« pojawiła się powieść wierszowana 
w dwóch częściach p. t. »Koteczkaw. 

Zatorski Franciszek. Urodził się na Jitwie. Nauki ukończył 


UBIWERSGYTET WUHEŃSKI TOM III. 32 


— 4098 — 


w Uniwersytecie wileńskim, później zajmował się nauczycielstwem w szko- 
łach publicznych. Ostatecznie był w gimnazyum siedleckiem. Umarł 
w Warszawie w r. 1849. Znanym jest w piśmiennictwie z podręczników, 
które przyswoił z literatury rosyjskiej i utworów wierszowanych, które 
częścią w czasopismach, częścią oddzielnie ogłaszał. 

4042. Rys historyi powszechnej Kajdanowa, z rosyjskiego. War- 
szawa, 1832, 8%; 1835, 1839, 1844, 1850. Siedlce, 1845. 

4043. Przewodnik do dziejów państwa rosyjskiego, przez Ustria- 
łowa. Warszawa, 1841, 1850. 

4044. Polowanie, poema opisowe w czterech pieśniach, oraz ulotne 
wiersze. Wilno, 1829, 89. 

4045. Triolety. Wilno, 1830, 89. 

4046. Pisma liryczne i religijne. Warszawa, 1833—1835, 89% 2 tomy. 

4047. Znicz nad Niewiażą, poemat z podań Litwy, Żmujdzi i Pol- 
ski. Siedlce, 1845, 8% 2 tomy. 

4048. Witold nad Worsklą. Pieśni ludu z nad dolnego Niemna, 
przekład z litewskiego podług zbioru Rhesa z uwagami nad Źmujdzią 
i dołączeniem nut. Warszawa, 1844, 129. 

4049. Siedmioro dziatek czyli rozwijające się ich skłonności we- 
dług natury skreślone. Warszawa, 1844, 129. 

Zdanowicz Aleksander. Urodził się w r. 1808 w gubernii 
mińskiejj w powiecie ihumeńskim, z ubogiej miejscowej szlachty. Po- 
czątkowe nauki pobierał w bazyliańskiej szkole powiatowej ihumeńskiej, 
utrzymywanej we wsi Łady, o kilka mil od Ihumenia. Po ukończeniu 
jej w r. 1825 trudnił się przez dwa lata prywatnem nauczycielstwem, 
a za oszczędzone pieniądze udał się do Wilna na Uniwersytet, gdzie 
dopomagając sobie lingwistycznemi pracami, ukończył wydział literacki 
i w r. 1831 pozyskał stopień kandydata. W roku 1834 wstąpiwszy do 
służby rządowej, był przez lat 15 nauczycielem najprzód języka i litera- 
tury łacińskiej w czterech wyższych klasach w świeżo wówczas założo- 
nym instytucie szlacheckim w Wilnie, potem objął tamże katedrę historyi 
powszechnej i takową zajmował przez lat 14 aż do zamknięcia instytutu 
w r. 1863. Obok zajęć nauczycielskich w szkole rządowej, pracował przez 
lat kilkanaście w redakcyi » Kuryera wileńskiego«, jako pomocnik Odyńca; 
należał do redakcyi Słownika języka polskiego Orgelbranda, do którego” 
pierwszy plan ułożył; trudnił się także dawaniem lekcyi we wzorowej 
pensyi rządowej tak nazwanej »Pani Głowackiej«, i w innych główniej- 
szych pensyonatach żeńskich w Wilnie, jako też po doinach prywatnych; 
i nakoniec wykładał historyę rosyjską w dyecezalnem seminaryum kato- 
lickiem wileńskiem. W instytucie i seminaryum miewał wykłady w ję- 
zyku rosyjskim, na pensyach żeńskich po francusku, a w domach pry- 


— 499 — 


watnych po polsku. Od r. 1863 uwolniony od zatrudnień publicznych, 
zajmował się pracami literackiemi. Zajęcia te przerwane zostały niebawem 
wskutek tragicznej Śmierci jedynego syna, który za udział w powstaniu 
powieszony został na placu Łukiszki w Wilnie. Odtąd słynny pedagog 
i najzacniejszy człowiek popadł w melancholię i stopniowo upadając na 
siłach, zakończył męczeński, bo pełen zgryzot żywot 1868 roku. W ciągu 
długoletniej praktyki nauczycielskiej w rozmaitych przedmiotach, Zda- 
nowicz wydał kilka dobrych książek do użytku szkolnego, które po- 
przednio służyły mu za podstawę do jego lekcyi najczęściej prywatnie 
i dla poczynającej młodzieży dawanych. Stąd noszą one na sobie wy- 
raźny charakter i odcisk potrzeby, która je do życia powołała. Lecz jako 
przewodniki elementarne, mające na celu zaspokojenie gwałtownej po- 
trzeby, jaka się czuć dawała przy wykładzie nauk dla uczniów i uczennic 
różnego wieku i usposobienia — odznaczają się wszystkie starannym 
1 sumiennym wyborem szczegółów, jasnym wykładem i porządkiem syste- 
matycznym, co stanowi niemałą ich zaletę i jest prawdziwą zasługą autora. 

4050. Dykcyonarzyk francuski z krótką informacyą wymawiania 
i rozmawiania. Wilno, Zawadzki, 1829, 89 1832. 

Ten dykcyonarzyk napisał Zdanowicz będąc słuchaczem Uniwer- 
Sytetu, i te kilkadziesiąt złotych, które od Zawadzkiego za niego otrzy- 
mał, stanowiły niemały sukurs w utrzymaniu się. Zdanowicz wdzięcz- 
ność zachował dla Józefa Zawadzkiego, który kupując rękopis, uratował 
młodego, dwudziestoletniego autora od głodu, i pozwolił mu spokojniej 
zajmować się następną pracą, którą także nabył: 

4051. Gramatyka francuska dla dzieci, Wilno, Zawadzki, 1830, 
1839, 1844. 

Za tę książkę dostał piętnaście rubli. 

Te dwie i następne prace dla dzieci, które napisał będąc studen- 
tem, najlepiej nas objaśniają, w jakim kierunku zamyślał pracować Zda- 
nowicz. Kierunek był wyraźny, miał zostać nauczycielem. 

Nie będziemy wyliczali wszystkich prac Zdanowicza, gdyż o wa- 
żniejszych jużeśmy wyżej wspominali (2487 —249g1). 

Po śmierci Zdanowicza znaleziono między papierami wiele opracowań. 
Niektóre z nich zużytkował Leonard Sowiński w wydanym przez Zawadz- 
kiego dziele »Rys dziejów literatury polskiejs. Mimo ogromu notatek, 
Sowiński, jak zapewnia, tylko drobiazgi mógł zużytkować i to w tomie 
pierwszym tylko. Reszta stała się nieużyteczną. Bardzo być może, że 
i inne rękopisy stanowią tylko surowy materyał, który umiejętnie przej- 
rzany i opracowany mógłby posłużyć do rozwinięcia tak historycznych 
jako też geograficznych poglądów wileńskiego pedagoga. W każdym 
razie nauczeni doświadczeniem Sowińskiego nie powinniśmy przywiązy- 

32" 


wać wielkiej wagi do tych rękopisów, jakie pozostały. Przed kilku 
laty umarła żona Zdanowicza, bibliotekę rozprzedała za bezcen przed 
Śmiercią, co się z rękopisami stało, nie wiem. 

Zgierski Jan Kiszka. Do nauk przykładał się w Akademii 
wileńskiej, gdzie promowany był na doktora teologii. Był infułatem mar- 
tyrieńskim, biskupem smoleńskim, prałatem dziekanem wileńskim. Mąż 
znany z głębokiej nauki (Preuschoff). 

Żagiel Marcin. Pochodził z Wiłkomirskiego, pieczętował się 
herbem Trąby. Do nauk przykładał się u Jezuitów. Studyował teologię 
w Akademii wileńskiej, poczem wyświęcony na kapłana, był w r. 1562 
altarystą wiłkomirskim i różnych beneficyów posiadaczem, a umarł w r. 
1643, przeto kapłanem był lat przeszło 80; jeżeli dodamy lat 24 nim 
wyświęcony został, to wypadnie, że Żagiel żył lat z górą sto. Będąc już 
kapłanem, doktoryzował się w Akademii na doktora filozofii w r. 1596. 
Niektórzy Jezuici, jak np. Hieronim Stefanowski, ogłaszali swe dzieła 
polemiczne, o czem już wspominałem, pod imieniem Żagiela. W hierar- 
chii duchownej również postępował: z proboszcza mereckiego został 
w roku 1604 kanonikiem wileńskim. Spełniał różne urzędy w kapitule; 
naostatek był proboszczem katedralnym wileńskim i oszmiańskim. Po- 
chowany w r. 1643 w katedrze, a pomnik jego marmurowy przepisał 
Kraszewski pod liczbą LII i podał wiadomość o legatach Żagiela w swem 
dziele »Wilno«. O tych legatach jest wzmianka w » Dziejach dobroczyn- 
ności rok 1820 na karcie 210—215. 

Żagiel należał do bardzo uczonych ludzi owego czasu. Nie znamy 
bliżej nawet z tytułów jego dzieł głównie polemicznych. Liczył się do 
luminarzów, dlatego uczeni chętnie mu przypisywali swe dzieła. O nim 
Preuschoff w ten sposób pisze: »Praepositus Cathedralis Vilnensis lau- 
ream in Vilnensi Universitate rara promeritus eruditione, polemicae Theo- 
logiae lucubrationibus haereses profligavit. Animarum lucris intentus, 
Missionem ad agrestes Litvaniae incolas in Collegio Vilnensi S. J. fun- 
davit; ut animarum proventum Caelo post fata sua providerete. 

Żyszkiewicz Antoni. Urodził się w roku 1806 w Grodnie 
i tamże pobierał nauki. W Uniwersytecie wileńskim pozyskał stopień 
magistra filozofii w r. 1827. W tymże roku mianowany nauczycielem 
fizyki i historyi naturalnej w Niemirowie na Podolu. W r. 1829 został 
starszym nauczycielem matematyki w gimnazyum grodzieńskiem, a w r. 
1833 uwolnionym został od obowiązków. Wkrótce potem przeniósł się 
do Warszawy, gdzie w r. 1834 otrzymał stałą posadę adjunkta dyrektora 
gabinetów historyi naturalnej; zaś w r. 1855 pełnił obowiązki cenzora 
komitetu warszawskiego. Umarł w Warszawie 22 marca 1856 r. 

Jako autor i pisarz poświęcał się przeważnie pracy dziennikarskiej. 


Od r. 1839—1841 należał do redakcyi » Gazety porannej«; był czynnym 
współpracownikiem encyklopedyi Gliicksberga; czynny brał udział w wy- 
dawnictwach Rogalskich, jak w »Magazynie dla dzieci« i w »Alleluja«. 
Prowadził główny ster redakcyi »Pamiętnika religijno-moralnego«. Od 
r. 1841 pod Hlebowiczem, a po jego zgonie aż do roku 1853 wyłącznie 
sam tem pismem zajmował się. Od roku 1854 do Śmierci zamieszczał 
w »(Gazecie warszawskiej< słynne do dziś dnia »Gawędy«< poświęcone 
naukom przyrodniczym. Wykład jasny, przystępny, gruntowny 1 sumienny 
pogląd, język czysty i piękny — nadały tym jego naukowym rozprawom 
niemałe znaczenie i ważność. Pod bogatem jego piórem ożywiał się 
każdy najsuchszy przedmiot, w krótkim też przeciągu czasu »Gawędy 
naukowe« Żyszkiewicza stały się jednym z najbardziej poszukiwanych 
oddziałów gazety; zdobyły sobie popularność i wziętość w każdej klasie 
czytającej publiczności; nawet kobiety z wielkiem zajęciem czytały jego 
rozprawy i wdziękiem oraz obrazowością stylu zachwycały się. Człowiek 
to był prawy, wielkiej nauki i skromności, pracowity, zdolny i uczynny. 
Pod cichą i jakby zimną postawą biło serce ogniste, pałające miło- 
Ścią ludzkości, ukrywał się niezłomny charakter i poczciwość starodawna. 
Do prac jego wydanych osobno należy: 
4052. Wspomnienie o Ś. p. Antonim Hlebowiczu. Warszawa, 1848, 89. 
4053. Świat zastosowany do pojęcia młodzieży. Warszawa, 1850, 40; 
1852 (Enc. powsz.). 


Ruze>* 


KSIĘGA TRZECIA. 
NH 


ZEBRANIE. UWAGI OGÓLNE. 








CZĘŚĆ DZIESIĄTA. 


—-4©2—— 


ROZDZIAŁ LXX. 


Streszczenie dziejów Uniwersytetu wileńskiego. 


Widzieliśmy w poprzednich rozdziałach, w jakich okolicznościach 
powstała w Wilnie szkoła wyższa, jakie jej było zadanie, jak je spełniła 
i co wreszcie sprowadziło jej upadek i ostateczne zamknięcie. Stosownie 
do danych, jakiemi rozporządzaliśmy, staraliśmy się na te pytania odpo- 
wiedzieć; pozostaje nam jeszcze zebrać w jeden ciąg treściwy przegląd 
dziejów Instytucyi, która 254 lat trwała i pełna życia, energii, świetnych 
na przyszłość projektów, zaledwo zarysowujących się — zeszła do grobu. 
Jakkolwiek brak nam szczegółów do dziejów Uniwersytetu z epoki 
jezuickiej; jakkolwiek nie mieliśmy w ręku Źródeł z czasów Uniwersy- 
tetu cesarskiego, z których moglibyśmy zaczerpnąć bliższe szczegóły 
o Uniwersytecie jako o towarzystwie naukowem; jakkolwiek nie poda- 
jemy nawet w cyfrach spisu kształcących się w tym poważnym szeregu 
lat, i nie możemy na podstawie liczby uczących się określić większego 
lub mniejszego wpływu szkoły na społeczeństwo; większej lub mniejszej 
potrzeby tej szkoły; — mimo, że te braki są niezmiernie dotkliwe, bo 
trzymające piszącego w sferze ogólników, przedstawiamy w streszczeniu 
historyę Wszechnicy wileńskiej. 

Dzieje jej rozpadają się na cztery nierówne co do liczby lat okresy. 
Okres I od założenia Akademii w r. 1579 do kasaty Jezuitów w roku 
1773 i reorganizacyi na szkołę świecką w r. 1781. Okres II od r. 1781 
do 1796. Jest to okres Szkoły Głównej litewskiej, dla odróżnienia jej od 
Szkoły Głównej koronnej. Okres III od r. 1796 do 1803, okres Szkoły 
Głównej wileńskiej; i wreszcie Okres IV od r. 1803 do 1832, w którym 
zawartą jest historya cesarskiego wileńskiego Uniwersytetu. 


<= 506 => 


Okres pierwszy (1579—1781). 


Uniwersytet w Wilnie powstał w warunkach, mało sprzyjających 
spokojnemu zajęciu naukowemu. Politycznie była Polska mocarstwem 
potężnem i na zewnątrz cieszyła się niezmierną powagą, jako przedmu- 
rze zasłaniające Europę od narodów wschodnich i cywilizacyi bizantyj- 
skiej. Pod względem zaś wewnętrznym była Polska pełna rozterek reli- 
gijnych, drobnych zawiści i pierwszych, ale już groźnych objawów ze 
strony królewiąt, które na scenę polityczną zaczynają się wychylać. Król 
Zygmunt August był z przekonań za reformą, gdyż mu się zdawało, że 
w reformie widział objaw ducha narodowego; za to następca jego Ba- 
tory, jakkolwiek protestant z przekonania i dlatego przez protestantów 
na tron polski powołany, innego był zdania: jako monarchista w repu- 
blikańskim rządzie widział anarchię, a na czele anarchistów przewódców 
reformy. Aby ustalić się na tronie polskim i załatwić rachunki swe po- 
lityczne z Austryą, potrzebował poparcia ze strony papieża; przeto prze- 
konania swe antykatolickie głęboko schował, racya stanu przemogła. Jak- 
kolwiek Kościół i państwo mają różne cele i odmienne środki do ich 
urzeczywistnienia, jednakże szkodzić sobie nie mogą; przeciwnie, wzma- 
cniają się wzajemnie. Jeżeli państwo ma możność wpływu na przyszłość 
Kościoła, nie mniej Kościół podtrzymuje państwo, jednocząc ludzi w spo- 
sobie myślenia, kształcąc zasady i obyczaje, podnosząc posłuszeństwo 
dla władzy do rzędu cnót. W taki sposób rozumiał Batory stosunek 
Kościoła do państwa i w Kościele dlatego szukał podpory i mocy. 
Jezuitów znał dobrze jako zakon znakomicie uorganizowany, a do tego 
przekonań monarchicznych. Byli to ludzie bardzo uczeni i stanowili czoło 
ówczesnej inteligencyi. Nic dziwnego przeto, że Batory prośbę biskupa 
Protasewicza, aby w Wilnie założyć Uniwersytet katolicki pod kierun- 
kiem Jezuitów, przyjął przychylnie; zgadzało się to bowiem z jego prze- 
konaniem, aby za pomocą szkoły zreformować społeczeństwo, wychować 
je w zasadach monarchicznych. Jezuici zaś, jakkolwiek mogli odpowie- 
dzieć zasadom Batorego, mieli prócz tego cel inny; oni również dążyli 
do zreformowania społeczeństwa za pośrednictwem szkoły; lecz pragnęli 
Kościołowi powrócić zbłąkanych, umocnić w katolicyźmie wątpliwych 
i chwiejnych; zniszczyć reformę, która w działaniach swoich nie miała 
w sobie nic narodowego, chociaż pod ten płaszczyk starała się przytulić 
i dla zamydlenia oczu, posługiwała się językiem narodowym, li tylko 
dlatego, aby tą drogą przeniknąć do mas, trafić do ludu. Widzieliśmy 
powyżej, że Jezuici przybywszy na Litwę, znaleźli ją pod względem 
oświaty w stanie opłakanym, między duchowieństwem zaś apostatów 
wielu, gdyż ci kształcąc się w uniwersytetach niemieckich, zarazili się 


reformą, i tę radzi byli rozszerzać we wszelkich kierunkach. Przeto pierw- 
szem zadaniem Jezuitów było wykształcenie duchowieństwa według zasad 
jezuityzmu, co jest równoznaczne z katolicyzmem, a następnie, po nale- 
żytem przygotowaniu tego zastępu mieli zamiar rozszerzyć działalność 
swoją w kierunku oświaty, przez rozszerzenie szkoły według programu 
innych uniwersytetów katolickich, również przez Jezuitów utrzymywa- 
nych. W tym duchu skreślili program swej szkoły i tenże aprobowany 
przez jenerała zakonu, otrzymał sankcyę papieża w znanej nam bulli. 

W roku więc 1579 otworzony został Uniwersytet w Wilnie, zło- 
żony z dwóch, a nawet ściślej biorąc z trzech fakultetów: teologicznego, 
filozoficznego i nauk wyzwolonych czyli tak zwanych humaniorów. Fa- 
kultet teologiczny miał dziekana swego i pierwiastkowo czterech profe- 
sorów do wykładów teologii scholastycznej i kontrowersyjnej, teologii 
moralnej i rozwiązania przypadków sumienia, historyi Kościoła, Pisma Św., 
języka hebrajskiego i prawa kanonicznego. Najznakomitsi teologowie 
polscy jak Skarga, Wujek, Smiglecki, Grodzicki, Łęczycki, stanowiący 
ozdobę literatury polskiej, należą do profesorów wydziału teologicznego 
w pierwszym okresie. Na fakultecie filozoficznym, również z dziekana 
i czterech profesorów złożonym, wykładano filozofię Arystotelesa w inter- 
pretacyi św. Tomasza z Akwinu, a więc logikę, metafizykę, etykę, nauki 
matematyczne i fizykę. Z pomiędzy profesorów, należących do tego fakul- 
tetu byli tacy, których sława szeroko się rozeszła po Europie, jak np. 
Poczobut, Tylkowski, Bystrzycki, Śmiglecki 1 pierwszy reformator filo- 
zofii według nowych wymagań Dobszewicz. Wreszcie trzeci fakultet nauk 
wyzwolonych, gdzie wykładano poetykę i retorykę, język grecki, łaciński, 
literaturę starożytną i języki nowożytne. Na pierwszem miejscu między 
profesorami tego fakultetu stoją: Sarbiewski, Koryccy, Kojałowicze, Na- 
ruszewicz, Pilchowski i wielu innych. 

Widzimy tedy, że do zupełnego Uniwersytetu brakowało im kate- 
dry prawa rzymskiego, prawa krajowego i nauk lekarskich. Ponieważ 
akademia krakowska, słynna przed wiekiem ze znakomitych profesorów, 
w chwili erekcyi naczelnej szkoły na Litwie słabe dawała oznaki wiel- 
kiej niegdyś żywotności, i na laurach zdobytych przez dziadów spoczy- 
wała bezpiecznie, zarzuciła studya humanistyczne i tylko polemikę i kon- 
trowersyę uprawiała, z niewielkiem powodzeniem wobec buszującej re- 
formy — przeto Jezuici nie mogli, jak tego ich interes osobisty wyma- 
gał, pozyskać stamtąd nauczycieli, gdyż sławnych nie było, a oni posta- 
nowili najsławniejszymi obsadzić wszystkie katedry. Znaczną więc część 
profesorów musieli powołać z grona cudzoziemców, należących do To- 
warzystwa Jezusowego. Akademia krakowska przebudziła się z letargu 
nareszcie, nie dlatego bynajmniej, aby młodziutką współzawodniczkę 


=" 508 z= 


prześcignąć w nauczaniu, lecz aby ją zgnębić. Sądziła, że wystarczą jej 
przywileje, które zabezpieczały monopol nauczania. Walka okazała się 
nierówną, bo Jezuici rozporządzali siłą naukową znakomitą, na jakiej 
akademii krakowskiej zbywało. Nie dość na tem, niektórzy zdolniejsi 
uczniowie akademii krakowskiej przeszli do obozu Jezuitów, a nawet 
profesor Benedykt Herberst stał się ich wielbicielem. 

Pierwsze lata istnienia Akademii wileńskiej należą do najświetniej- 
szych w długiem jej życiu. Po przełamaniu pierwszych przeszkód, jakie 
stawiali jej herezyarchowie, rekrutujący się z najmożniejszych panów 
litewskich — liczba uczniów wzrastała, postępy były ogromne, światło 
wiedzy coraz to szerszym promieniem zaczęło oświecać Litwę. Synowie 
możnowładców, do niedawna Kalwini lub Lutrzy, zapełniali sale lekcyjne 
w Akademii. Szlachta poszła za przykładem panów; gimnazyum wileń- 
skie już nie wystarczało. Równocześnie z powstaniem nowych kollegiów 
jezuickich na Litwie, powstawały przy nich szkoły Średnie, gdzie wy- 
kładano nauki podług starego programu, a stąd wychodzili po siedmiu 
latach przyszli studenci Akademii wileńskiej. Charakter wykładów w Aka- 
demii wileńskiej nie był bynajmniej kosmopolityczny, jak utrzymują pro- 
testanci — przeciwnie, był narodowy, polski. Gdy szkoły kalwińskie 
i luterskie, mimo wykładów w języku polskim, nie miały w sobie nic 
polskiego, a młode pokolenia, pobierające w nich nauki, powiększały 
szeregi kosmopolitów; wychowańcy wileńskiej Akademii byli gorliwymi 
katolikami, nie przestając równocześnie być dobrymi Polakami. Historya 
daje potwierdzenie powyższemu. Między profesorami cudzoziemcami wielu 
było takich, którzy wyuczyli się po polsku, aby większą korzyść przy- 
nieść społeczeństwu. Między profesorami Polakami wszyscy byli patryo- 
tami i mocno dbali o dobro doczesnej ojczyzny — Polski. Dlatego 
w obozie nieprzyjacielskim jeśli spotkać się zdarzyło profesora wileń- 
skiego, to widziało się w nim orędownika pokoju, nigdy zdrady. Słynni 
z rozumu, nauki, wymowy, wielkiej cywilnej odwagi w karaniu błędów, 
na wszystkich polach działalności obywatelskiej, położyli niespożyte 
zasługi. Weźmy dla przykładu takiego Grodzickiego, który ogłaszając 
swe dzieło o lichwie, piękną polszczyzną napisane, nie zawahał się prze- 
mówić do współziomków obywateli gorącem słowem za ludem wiejskim. 
Mówiąc o powinnościach kmiecych, nauczał bez ogródki panów, jak 
wielka różnica jest między poddanym i niewolnikiem; jak wszelka rucho- 
mość jest nietykalną własnością; jak praca ich dla pana powinna być 
oparta na pewnej ustawie i umowie, których się nie godzi łamać, ani 
daremszczyzn wymagać. Słowem wypowiedział ten zacny mąż całą prawdę, 
nie szkalując bynajmniej całego stanu szlacheckiego, lecz dając naukę 
tym tylko, którzy jej potrzebowali, jedynie z powinności kapłana i oby- 


watela kraju. Ten przykład nie był odosobionym, o czem chociaż na- 
wiasowo, w poprzedniej części wspominałem. 

Wkrótce po otworzeniu Akademii oddano pod jej zarząd semina- 
ryum duchowne, założone przez kardynała Radziwiłła, biskupa wileń- 
skiego. W r. 1586 przeszło 700 uczniów liczyła Akademia wraz z gimna- 
zyum, nauczających było 54 członków tego towarzystwa. lecz w dwa 
lata później szkoły były zamknięte, ponieważ morowe powietrze w roku 
1588 i 1589 rozszerzyło się na Litwie, sprowadzając wiele klęsk na mia- 
sto i szkoły, nawet na kraj cały. Za rektoratu Fryderyka Barcza w r. 
1593 liczba uczniów w Akademii znacznie się powiększyła, a sławnym 
był ten rektor ze swej polemiki z Wolanem; nie mniej za rektoratu 
Leonarda Krakera kwitnęła Akademia i doborem profesorów i ilością 
uczniów. Ten błogi stan i dla oświaty Litwy ogromnej doniosłości, do- 
znał strasznej klęski, bo 1 lipca 1610 roku zgorzały mury akademickie 
w zupełności. Ówczesny litewski prowincyał Jezuitów X. Paweł Boksza, 
nieobecny w czasie pożaru w mieście, pośpieszył czemprędzej do Wilna 
i znalazłszy mury akademickie zupełnie zniszczone, uczniów wydziału 
filozoficznego posłał do Pułtuska, a wydział teologiczny do Nieświeża 
i szkoły na czas niejaki zamknął. Przez czas dłuższy, chociaż nauki 
w odbudowanem kollegium zaprowadzono na nowo, Akademię nawie- 
dzała jedna klęska po drugiej, nie pozwalając na prawidłowe wykłady 
nauk. Do najgorszych należała morowa zaraza od czasu do czasu na- 
wiedzająca Wilno. Dopiero w r. 1627 podniosły się i na nowo zakwitły 
równie szkoły niższe jak i sama Akademia. Liczono bowiem w tym 
roku 75 nauczycieli i około 700 uczniów w samej Akademii. Za pano- 
wania Władysława IV urządzono szkołę prawa, stworzono więc nowy 
fakultet; szło tylko o medycynę, na którą król wydał im przywilej, 
a mieliby zupełny Uniwersytet; lecz funduszu na jej urządzenie nie 
było, a nie znalazł się mecenas, któryby swoim kosztem ją zaprowadził. 

Koniec panowania tego króla był właśnie epoką najwyższego roz- 
kwitu szkoły wileńskiej. Liczba doborowych profesorów znakomita, ilość 
uczniów ogromna, gdyż po pożarze Połocka w r. 1642 wszystkich reto- 
rów przeniesiono do Wilna, aby razem ze Świeckimi studentami słuchali 
lekcyi. Zdolniejsi uczniowie, według zwyczaju zaprowadzonego przez 
Jezuitów i Ściśle przestrzeganego przez cały czas istnienia ich Akademii, 
wysyłani byli do zagranicznych uniwersytetów dla dalszego kształcenia 
się w naukach. Studenci jezuiccy dzielili się jak i gdzieindziej na dwa 
stany, szlachtę 1 pauperów. Ostatni byli po większej części sługami 
pierwszych, albo niekiedy synami uboższej szlachty, po dworach zasłu- 
gującej się. Nie byli oni bezwątpienia takimi już nędzarzami, jak stu- 
denci szkół średniowiecznych w zachodniej Europie; ale zawsze twardziej 


jim upływało życie szkolne, niż ich zamożniejszym towarzyszom. Jezuici, 
pomimo wszelkich przepisów karności dla swojej zakonnej młodzieży, 
zachowywali pewne względy dla majętniejszych. Można zarzucić Jezui- 
tom, że młodzież szkolną przyuczali do wycieczek przeciw heretykom, 
co już nie powinno być zadaniem szkoły. Tymczasem, faktem jest, że 
w studentach Akademii mieli profesorowie zawsze hufiec gotowy do 
walki z heretykami. Oto co pisze Kojałowicz w tym względzie: » Vilnae 
praeter luteranos, qui suum habent delubrum, ceteri sectarii Calvinianam 
Synagogam frequentant: certo recessuri, si alicubui suarum sectarum 
congressus celebrare, tuto possent: prout non pridem fecerant Adamitae, 
qui in suburbanis aedibus, circa pyrii pulveris officinas convaenire coe- 
perant: sed mox cessarunt tum reliqui populi metu, tam maxime Aca- 
demicae juventutis;, quae in hac urbe colluvie sectaritorum laborante, 
merito frenum Haereticorum potest nuncupare« !). 

Za panowania Jana Kazimierza powstała katedra prawa politycznego, 
fundowana przez Kazimierza Wojsznarowicza, kanonika wileńskiego. Wy- 
kład nauk wogóle był ten sam, jak za Władysława IV. Profesorowie 
byli wprawdzie mniej głośni, gdyż kontrowersyą i polemiką mniej zaj- 
mowali się, ponieważ reforma była już zniszczoną, a Aryanie wypędzeni 
z kraju; jednakże wielu z nich do bardzo znakomitych mężów liczyło 
się: jak Łęczycki, Kojałowicze, de Soxo i inni. Nastąpił wreszcie bardzo 
smutny okres dla Akademii jak i dla Litwy całej. Od grudnia 1652 r. 
szkoły były zamknięte, najpierw morowe powietrze, które rok trwało; 
później zajęcie Wilna przez wojska cara Aleksego Michajłowicza; 
spalenie miasta przez nieprzyjaciół — były to wszystko klęski elemen- 
tarne *. Przez sześć lat, trzy miesiące i dni dwadzieścia cztery, przez 
które wojska carskie Wilno zajmowały, żadnych szkół nie otwierano, bo 
ani nauczycieli ani uczniów nie było. Nikt nie myślał o nauce. Akade- 
mia w większej części spalona, a co od ognia ocalało, zrujnowane i ze 
wszystkiego obdarte. Kościół akademicki również zrujnowany i wskutek 
ognia silnie uszkodzony. Odtąd historya Akademii przedstawiać zaczyna 
bardzo smutny obraz. Każda klęska narodowa żywo się na niej odbija. 
Profesorowie zajmują się wprawdzie naukami, ale poprzedniej energii 
w nich nie widać. Nie dość na tem, gdy nie stało już owego bodźca, 
którym byli reformatorzy, zaczęli Jezuici porzucać nauki klasyczne i za- 
niedbywać język polski. 

W prawdzie wśród wstrząśnień wojennych, powszechnej niedoli, nauki 
kwitnąć nie mogły; w sąsiednich Niemczech upadły one wtenczas, a mia- 


1) Miscell. 72. 
2) Rostowski, Op. cit. 401; Rudawski, Historiar. Lib. IV, cap. I, 79. 


nowicie literatura klasyczna, skutkiem zapewne nieustannych wojen. 
Jezuitów wileńskich opanowało zobojętnienie i jakieś niedołęstwo; nie 
dbali o utrzymanie nabytego znaczenia na Litwie; poszli za narodem, 
z którego krwi i kości pochodzili — dali się porwać wypadkom krajo- 
wym i powszechnym europejskim i przestali być potężnymi w naukach 
od drugiej połowy XVII wieku. Ta obojętność przeszła i do literatury. 
Mniej już pojawia się pism, a szczególniej znakomitych, z jakich Wilno 
tak niedawno jeszcze słynęło. O postęp w nauczaniu również mniej 
dbano, chociaż w tym wypadku mogliby się pozornie tłómaczyć, że 
tylko jenerał zakonu miał moc czynienia zmian w programie nauk, który 
w krajach spokojnych bo wolnych od wojen — niezmiernie radykalnym 
ulegał zmianom. A że jenerał dla Polski był obcym, więc nie czuł po- 
trzeby przystępowania do reformy w duchu czasu, w duchu potrzeb na- 
rodu. Powątpiewamy mocno, czy naród za panowania Sobieskiego i Sa- 
sów czuł wielką potrzebę zmiany w wykładzie nauk i czy wogóle inte- 
resował się tem, że szkoła wileńska nie postępuje. Nikt naturalnie nie 
przypuszcza tego, że profesorowie wileńscy za czasów Sobieskiego i Sa- 
sów zarzucili sławne wzory nauczania za poprzednich panowań. Bynaj- 
mniej, wzory pozostały też same, lecz o ile były one znakomitymi za 
Batorego i Zygmunta III, o tyle nie odpowiadały ogólnemu rozwojowi 
nauk na Zachodzie, stały się przestarzałymi. Język łaciński niepodzielnie 
zapanował w wykładach akademickich, i do tego nie język klasyczny, 
jakim pisywali dzieła naukowe dawniejsi profesorowie wileńscy, ale język 
zaniedbany, skoszlawiony. Ponieważ z druków, jakie nas doszły z owej 
epoki, najwięcej stosunkowo ocalało od pożogi i burz wojennych pane- 
giryków, przeto i ten okres literatury, mniej dowcipni historycy nazwali 
panegirycznym; a że w panegirykach najczęściej język polski upstrzony 
jest frazesami łacińskimi, przeto i makaronicznym się zowie; żeby zaś 
nie było wątpliwości, kiedy to ten sławny okres literatury istniał, to go 
ryczałtem nazwano jezuickim. Do tej sprawy będziemy mieli możność 
poniżej raz jeszcze powrócić, by ją wyjaśnić. 

Otóż na zasadzie powyższego, przychodzimy do wniosku, że Aka- 
demia nie była przytułkiem ciemnoty, jak utrzymuje wielu; tylko bły- 
szczała bardzo niewielkiem Światłem, wystarczającem dla kraju w pierw- 
szej połowie XVII wieku. Nauki, stanąwszy w zenicie w ostatnich 
latach panowania Władysława IV, z tego punktu nie posunęły się na- 
przód. Głośnych imion coraz to mniej. Emulacyi żadnej. Nie było wpra- 
wdzie i z kim emulować, bo i akademia krakowska i uniwersytety pro- 
testanckie niemieckie i szkoły pijarskie, niedawno pozakładane, również 
smutny przedstawiały widok. Jedni tylko Jezuici francuscy, zajęci wy- 
łącznie naukami i mając spokój w kraju, słynęli ze studyów nad nau- 


kami klasycznemi i ze zwycięskich walk z Jansenistami. To nam tłó- 
maczy, że owa ciemnota jezuicka nie była wypływem reguły zakonnej, 
jednej i tej samej tak dla Jezuitów litewskich, jak francuskich, lecz były 
to przyczyny miejscowe, które wpływały na upadek nauk. Sądzę, że 
jestem blizkim prawdy, tłómacząc w ten sposób stan Akademii wileńskiej 
za panowania Sobieskiego i Sasów. 

Nawet i w owym okresie pojawiają się nieznaczne oscylacye, dą- 
żące do reformy. Przestarzałego Suareza do wykładu retoryki, zastąpiono 
dziełami Dekoloniusza i Juvencyusza, obu Jezuitów. Dzieła te są prze- 
pełnione figurami retorycznemi i sylogizmami. Nauka historyi dawaną 
bywała bardzo treściwie i niedostatecznie, chociaż takich znakomitych 
historyków wydała Akademia. Przy wykładzie geografii poprzestawano 
na ogólnikach !. Z owej epoki mam rękopis teologii w całym zakresie. 
Co do jego wartości zasięgałem zdania jednego z uczonych prałatów 
wileńskich, który mnie zapewnił, że prelekcye były bardzo znakomicie 
wyłożone i że nie ustępują najlepszym dzisiejszym podręcznikom. 

Za czasów saskich Akademia wileńska, oprócz gorszącego sporu 
z Pijarami, przeszła jeszcze przez inne koleje wypadków, mających wpływ 
na jej stan wewnętrzny i zewnętrzny. Podczas wojny domowej w r. 1734 
po śmierci Augusta II, kiedy wojska posiłkowe w październiku rabo- 
wały Wilno, a i swoje krajowe nie lepiej się z mieszkańcami obcho- 
dziły — Akademia niemało też ucierpiała i nauczanie na długo było 
przerwanem 3%). Nie mniejsza klęska dotknęła Akademię dnia 2 czerwca 
1737 roku wskutek pożaru, który strawiwszy większą połowę miasta, 
zniszczył kościół akademicki, dzwonnicę i przyległe mury 5. Klęska ta 
na lat kilka przewróciła zupełnie porządek szkolny, bo dopiero w r. 1740 
zdołali Jezuici naprawić ogromne szkody, porobione w budynkach i na 
nowo zaprowadzić nabożeństwo w kościele akademickim. Wogóle ostatnie 
lata panowania Sasów w Polsce, dziwnie nieszczęśliwe dla kraju, nie- 
szczęśliwe były i dla Akademii wileńskiej. Zaledwie nauki zaczęły iść 
prawidłowo, gdy w r. 1746 okropny pożar nawiedził znów Wilno, za- 
mieniając w gruzy większą jego połowę. Spłonęła Akademia z całym 
klasztorem jezuickim, a przy nich kościół Św. Jana, Nauki, jak łatwo 
przewidzieć, na dłuższy czas przerwane zostały. 

Historycy szkolnictwa zarzucają Jezuitom, że ci wziąwszy w ręce 
ster wychowania, zawiedli naród, bo zamiast oświecać, pogrążyli go 
w ciemności nieprzebyte; gdy za granicą filozofia, nauki przyrodnicze 


1) Krzyżanowski. Dawna Polska, 1857, II, 99. Łukaszewicz. Historya szkół, I, 286. 
3) Akta kapituły wileńskiej, rok 1734. 
3) Dogiel. Codex diplom. III. p. I. 


nauki klasyczne rozwijały się według nowych pojęć — w Wilnie upra- 
wiano filozofię scholastyczną Arystotelesa, uczono Alwara, a nauk przy- 
rodniczych wcale nie wykładano. Takie ryczałtowe potępienie bez umo- 
tywowania zarzutów dobrem jest w polemicznem piśmie, gdzie polemista 
nie ogląda się na to, co jutro o nim powiedzą, aby tylko dzisiaj zgnębił 
przeciwnika; lecz mało jest przekonywającem, jeżeli sprawę traktuje się 
poważnie. Filozofię Arystotelesa, jak o tem już mówiliśmy, i dzisiaj Ko- 
Ściół katolicki aprobuje i w szkołach zaleca; więc z tej racyi Jezuici 
zbrodni nie popełniali. Żeby zaś Alwar miał ogłupiać umysły całego 
narodu, wierzyć się nie chce, tem bardziej, że Ówcześni wychowańcy, 
mimo Alwara, dobrze pisali po łacinie i do głupców wcale się nie liczyli. 
Zresztą najsmutniejsze to świadectwo dia narodu, gdy jedna książeczka ogłu- 
pić go może. Nauki przyrodnicze nie były Świetnie wykładane, to prawda, 
lecz pytam się, w jakich to szkołach niejezuickich wykładano je Świet- 
nie w drugiej połowie XVII i pierwszej XVIII wieku. Jeżeli już mamy 
iść na kompromis, to wyznać należy, że najlepsze podręczniki w tym 
przedmiocie, podług ówczesnych wymagań, pisali właśnie Jezuici i do 
tego polscy. Taki Tylkowski, profesor wileński, był czytany przez cały 
Świat naukowy, a prace jego przyjęto za elementarne. Nie ulega wątpli- 
wości, że ani Buffon ani Cuvier, ani Blumenbach, ani Darwin, Heckel 
i im podobni, nie wiele zapożyczonego znaleźliby w tych wielotomo- 
wych pracach profesorów wileńskich; lecz któż z dzisiejszego punktu 
widzenia będzie sądził o ówczesnym stanie nauk. W późniejszym czasie 
ogłoszone prace Jezuitów, jak np. Rogalińskiego, przekonywują, że jeżeli 
Jezuici nie byli znakomitościami na punkcie wykształcenia przyrodni- 
czego, to bynajmniej nie ignorowali tego wykształcenia. Ówczesne gazety 
wileńskie i warszawskie szeroko rozpisują się o rozmaitych doświadcze- 
niach z nauk przyrodniczych i fizycznych w szkołach jezuickich wogóle, 
w Akademii wileńskiej w szczególności, a Smoleński w swem studyum 
bardzo pracowicie zebranem i naukowo opracowanem p. t. » Przewrót umy- 
słowy«, starannie ponotował te objawy rozwoju nauki, dotychczas mało 
lub wcale nieznanej w Polsce. 

Stan jednakże Akademii, mimo tych wszystkich okoliczności łago- 
dzących, które przedstawiłem, był zły i gwałtownie domagał się reformy. 
Niektórzy profesorowie na własną rękę zaczęli wprowadzać zmiany w wy- 
kładzie powierzonych im nauk. Widzieliśmy, że prof. Benedykt Dobsze- 
wicz w swoich prelekcyach logiki, wydanych w Wilnie w roku 1761, 
uwzględnia nowszych filozofów francuskich i angielskich; zrobił więc 
wyłom w naukowych poglądach, panujących niezmiennie od czasu zało- 
żenia Akademii wileńskiej. Również wspominaliśmy i o tem, że Aka- 
demia wileńska nie mając z kim emulować, pozostawała w uśpieniu; lecz 


UNIWERSYTET WILUŃSKI TOM Il 33 


ten stan nie długo już trwał, bo pojawili się w Wilnie Pijarzy, którzy 
z powołania swego zajmując się nauczaniem, otworzyli szkołę. Jak 
w XVI wieku akademia krakowska na zasadzie przywilejów nie pozwa- 
lała Jezuitom otwierać szkół, tak i obecnie Jezuici, zasłaniając się przy- 
wilejami, wszczęli gorszące a niesprawiedliwe spory z Pijarami o mono- 
pol nauczania. Chociaż Jezuici sprawę wygrali — jednakże obawiając się 
utraty zajmowanego stanowiska, postanowili zreformować swą szkołę 
w duchu czasu. I dobrze się stało. Nauki matematyczne znakomicie 
podniesione zostały, powołano do grona nauczającego dwóch profesorów 
Francuzów, którzy w drodze do Chin zatrzymali się w Wilnie; zdol- 
niejszych wyprawiono za granicę, dla specyalnych studyów matematy- 
cznych; zaczęto tłómaczyć klasyków rzymskich na język polski; prze- 
drukowano tychże klasyków w oryginale; zreformowano wykłady filozofii; 
nauki prawne przez dłuższy czas zaniedbane wznowiono; założono kon- 
wikt dla zarnożniejszej młodzieży -— słowem rozwinięto czynność go- 
rączkową. 

Niesłusznie więc postępujemy, powtarzając utarte frazesy o zakła- 
dach naukowych jezuickich, jakoby to były instytucye pełne nietole- 
rancyi i obskurantyzmu; stworzyliśmy nawet epokę jezuicką, pełną za- 
cofania i błędów — tymczasem rzeczą jest pewną, że do połowy XVIII 
wieku nie było prawie żadnej różnicy w sposobie uczenia po szkołach 
pijarskich a jezuickich. Różnica w wychowaniu młodzieży polegała na 
tem, że u Jezuitów przepisano słuchanie codzienne mszy Świętej, co mie- 
siąc spowiedź, zapisywanie się do bractwa Maryi Panny; — u Pijarów, 
którzy podobne postępowanie u Jezuitów za fanatyzm uważali, te po- 
glądy w duchu czasu zmodyfikowane zostały, dzięki czemu nuncyusz 
papieski w Warszawie dużo sobie krwi napsuł, patrząc się na reformę 
w duchu »oświeconego wieku«. Wykład zaś nauk długo trwał jedno- 
stajny u dwóch zgromadzeń, poświęcających się wychowaniu publicznemu, 
a zniechęconych ku sobie dzięki współzawodnictwu. Jak u Jezuitów tak 
i u Pijarów panegiryki i zepsuta łacina. Dopiero od r. 1753 powstała 
zmiana nauczania u Pijarów dzięki ordynacyi szkolnej ułożonej we- 
dług nowych wzorów pedagogicznych przez Konarskiego. Rzecz natu- 
ralna, że kilka lub nawet kilkanaście lat upłynęło, nim Pijarowie nowy 
system nauczania wprowadzili, lecz to już nie należy do historyi naszej 
Akademii, bo tej dni zostały policzone. Papież Klemens XIV w r. 1773 
przez breve zniósł zakon Jezuitów, a Akademia wileńska istnieć przestała. 

Streszczając nasz ogólny pogląd na Akademię wileńską za czasów 
Jezuitów, mamy zamiar wykazać dobre i złe strony tej szkoły, według 
poglądów różnych uczonych historyków szkolnictwa na Litwie. Z po- 
czątku, gdy w kraju żadnych szkół nie było, a protestanckie miały zakres 


bardzo ograniczony, gdyż zakładane były w celu polemiki religijnej — 
szkoły jezuickie ogromną przyniosły korzyść krajowi, bo wychowały kilka 
pokoleń i zdolniejszych zachęciły do studyów naukowych. W. później- 
szych czasach, gdy pierwsze i główne zadanie Jezuitów zostało spełnio- 
nem, to jest zniszczenie reformy, — nie zmienili Jezuici trybu nauczania, 
nauk Świeckich nie wprowadzali, lub wprowadzone traktowali po ma- 
coszemu. Takie postępowanie było już występkiem ze strony ciała nau- 
czającego. Winniśmy tu dodać, że sami pojmowali ważność nauki i w zgro- 
madzeniu swem liczyli niemało znakomitych wszechstronnie wykształ- 
conych profesorów. Dlaczego jednak nie rozszerzyli programu nauk — 
nie umiem wytłómaczyć. Gdyby nawet przypuścić, że reguła zakonna, 
a właściwie rozporządzenie jenerała zakonu, nie pozwalała na prywatną 
inicyatywę, to jeszcze nie będzie wyjaśnionem to niedbalstwo w nau- 
czaniu młodzieży Świeckiej, bo Jezuici francuscy i włoscy, kierujący się 
tymi samymi rozkazami i regułą, uprawiali jednakże wysoko te nauki, 
które w pierwszem stuleciu istnienia Akademii tak wysoko stały w Wil- 
nie; musimy tedy jako okoliczność łagodzącą przyjąć to przypuszczenie, 
że stan kraju tak przygnębiająco podziałał na profesorów wileńskich, że 
nie widzieli już ratunku w nauce, i dlatego ją zaniedbali. Nie prawdą 
jest, aby Jezuici mieli wstręt do nauk i siali ciemnotę. Przecież, jak za- 
znaczyliśmy, sami profesorowie byli ludźmi głębokiej nauki, a i ucznio- 
wie ich jak Albertrandi, Poczobut, Naruszewicz, Koryccy, Bohomolec, 
Bystrzycki, Łuskina, Wyrwicz i inni już po upadku zakonu szeroko za- 
słynęli z gruntownej nauki i wszechstronnych wiadomości, — a gdzież tę 
wiedzę zdobyli? Naturalnie w Wilnie i do tego w epoce, która, podług 
większości naszych pisarzy, liczy się do najciemniejszych w dziejach 
szkolnictwa na Litwie. Dziwny zbieg okoliczności, że ci sami wycho- 
wańcy wileńscy stanowią czoło inteligencyi na dworze króla Stanisława 
Augusta i są luminarzami »wieku oświeconego«. 

Ciężki zarzut spada na Jezuitów, że kształcili młodzież nie na oby- 
wateli kraju ale na księży; a Świeckich na swych adeptów i dobrodzie- 
jów. Przyznam się, że tego zarzutu nie rozumiem dobrze. Prawda, że 
programu nauk jezuickich w Wilnie nie czytałem, bom go w ręku nie 
miał; ale ani na chwilę nie mogę przypuścić, aby Jezuici zachęcali kształ- 
cącą się u nich młodzież do warcholstwa, nieposłuszeństwa dla prawa 
i do innych podobnych zdrożności. Chyba, że katolickie wychowanie 
było przeciwnem obywatelskości? Jednakże zdrajców ojczyzny najmniej 
rekrutowano z wychowańców jezuickich, a najwięcej konfederatów bar- 
skich. Może być, że się mylę. Z tego łatwo się przekonać, jak trudno 
jest podobne kwestye bezstronnie wyjaśnić. 

Również zarzucają Jezuitom, że nie sposobili młodzieży do rządnego 

| 33* 


życia w domu, a wyrozumiałego i przezornego postępowania za domem; 
nie znam bliżej Jezuitów, ale nie przypuszczam, aby oni tacy rygorzyści 
w spełnianiu obowiązków nałożonych im przez regułę, mieli zachęcać 
do bezrządu; a tacy ostrożni 1 przezorni w postępowaniu, czego im pro- 
testanci nie odmawiają — nawoływali młodzież do postępowania nie- 
przezornego i nieostrożnego za domem. 

Zarzucają Jezuitom zbyteczne praktyki religijne, zamiast wpajania 
w młodzież ducha prawdziwej religii i moralności chrześcijańskiej. Ten 
zarzut może wyjaśnić tylko teolog, przekonywując, jaka praktyka religijna 
jest zbyteczną, a jaka konieczną; jak również, czy duch prawdziwej 
religii bez praktyki będzie zrozumiany przez niedorosłą młodzież, do 
ascetyki niewłożoną Ja nie biorę na siebie tego wyjaśnienia. Zaniedba- 
nie mowy ojczystej w uczeniu na korzyść łaciny jest jednym z cięższych 
zarzutów przeciwko profesorom wileńskim wymierzonych. I słusznie po- 
niekąd. Jednakże literatura XVII wieku tego zaniedbania nie nosi na 
sobie; a wykłady w języku łacińskim były z początku koniecznością, 
później weszły w przyzwyczajenie, stały się modą. Jak dziś rozmowa po 
francusku stanowi cechę dobrego tonu i wyższego poloru, tak onego 
czasu język łaciński był modnym, jako język dyplomatyczny i urzędowy. 
Zmieniła się i pod tym względem moda jeszcze za czasów Jezuitów; 
Pijarowie, reformując nauczanie, zaprowadzili zamiast języka łacińskiego 
francuski, bo to była taka moda. Już to wogóle językowi polskiemu nie 
wiodło się w Wilnie. Za czasów Jezuitów, gdy był im potrzebny do 
kontrowersyi i polemiki, używali go, później zarzucili. Za czasów Po- 
czobuta poniżał godność nauk, co w części i Śniadecki Jędrzej podzielał. 
Dziś również jest poniżony i nawet tablice na miejscach widocznych 
zawieszają z ostrzeżeniem, że nie wolno go używać. A jednakże rozwija 
się mimo kopciuszkowskiej roli, jaką mu swoi i cudzy przeznaczali. 

Do rzędu występków ze strony Jezuitów zaliczono cenzurę ksiąg. 
Bronić nie myślę Jezuitów, chociaż sam wychowałem się na książkach 
cenzurowanych, a może dlatego. 

Wyliczywszy wszystkie, a przynajmniej główne zarzuty, niewiele 
zasług mamy do zanotowania. Na pierwszem miejscu postawić należy 
zbudowanie pięknych gmachów i bardzo rozległych jak akademickie 
mury. Wspaniałe kościoły, również przez nich zbudowane, dziś jeszcze 
imponują swoją strukturą, jak np. kościół św. Kazimierza, obecnie sobór 
prawosławny i św. Ignacego, dziś klub wojskowy. Za zasługę poczytują 
Jezuitom bezpłatne nauczanie w szkołach, ułatwienie kształcenia się po- 
czątkowego dla ubogiej młodzieży, przez przypuszczenie do swych szkół 
dzieci sług i dworzan razem z synami ich panów. 


Okres drugi (1781—1796). 


Równocześnie z upadkiem Jezuitów rozpoczyna się okres drugi. 
Ogłoszenie bulli papieskiej, znoszącej zakon Towarzystwa Jezusowego, 
piorunująco podziałało nie tylko na członków Towarzystwa, którzy po- 
zostali bez jutra, ale i na cały naród, na tysiące tych biedaków, którzy 
się żywili przy Jezuitach i pobierali u nich naukę. Ogromny majątek, 
którego nie zmarnowali Jezuici, wywołał reakcyę w umysłach tych, 
którzy zapragnęli z niego skorzystać. Nikomu w pierwszej chwili nie 
przyszło na myśl, co się stanie ze szkołami; za to wielu przemyśliwało, 
jakby największą cząstkę zagrabić z tego duchownego majątku. Gdy 
pierwsze wrażenie minęło, a pierwsze łupy pochwycone już zostały, zwró- 
cono uwagę i na drugą spuściznę po Jezuitach — na szkoły. Przeko- 
nano się, że niema komu nauczać, że chcąc nie chcąc należy powołać 
ex-Jezuitów do nauczania, aby biegu nauk nie przerywać, czekając aż 
przyszli nauczyciele, ludzie świeccy, wyrosną. Utworzona Komisya edu- 
kacyjna miała właśnie tę kwestyę rozstrzygnąć. Posypały się rady i uwagi 
powołanych i niepowołanych, jak urządzić szkoły. Była chwila, że po- 
stanowili na miejsce Akademii urządzić średni zakład naukowy. W każ- 
dym razie postanowiono usunąć z Akademii nauki teologiczne i filozofię. 
Ten okres wahania się, niepewności, pełen intryg trwał lat kilka. Ko- 
misya edukacyjna, obejmując pod swój zarząd szkoły, przekonała się 
niezwłocznie, jak źle jest, gdy państwo pozbawia swej opieki oświatę 
narodową. Obejmując szkoły od duchowieństwa, przekonała się Komisya, 
że nauki klasyczne przedstawiały się wogóle słabo; za to nauki mate- 
matyczne, jeżeli wyłączymy Akademię wileńską, gdyż tu w ostatnich 
kilku dziesiątkach lat odrodzenie nastąpiło, wszędzie słabe oznaki życia 
dawały; o naukach przyrodniczych nikt prawie nie miał dobrego wyo- 
brażenia: — należało więc nauki klasyczne i matematyczne rozkrzewiać, 
przyrodnicze zaś zaprowadzać. Lecz zachodziła trudność wynalezienia 
w kraju zdolnych nauczycieli. Trzeba było udać się do cudzoziemców 
i szukać za granicą, czego w domu znaleść nie można było. Niezbędna 
konieczność wskazywała tą drogę. Że zaś ludzie znakomici znajdą i u sie- 
bie sposób utrzymania dostateczny, przeto miernota spieszyła do Polski; 
nie dość tego, jak zapewnia Jundziłł, między cudzoziemcami, którzy objęli 
katedry w Wilnie, oprócz miernoty i braku pedagogicznych zdolności, 
wielu było z dużemi przywarami, które ujemnie wogóle na życie aka- 
demickie wpływały. 

Dopiero powołanie Poczobuta na rektora odrodzonego zakładu nau- 
kowego, który nazwano Szkołą Główną litewską, położyło kres anarchii, 
jaka w Wilnie zapanowała. Od r. 1781 rozpoczęto wykłady w nowo 


zorganizowanej szkole, która podzieloną została na dwa kolegia: fizyczne 
i moralne, a każde z nich miało swego prezydenta i sekretarza. W pierw- 
szem wykładano matematykę czystą 1 stosowaną, astronomię, fizykę, 
chemię, nauki przyrodnicze i medycynę; w drugiem prawo, teologię, 
historyę, literaturę. 

Dużo kłopotu miał rektor z obsadzeniem katedr. Brak był ogromny 
profesorów. Do medycyny powołano dawniejszego jezuickiego lekarza 
Bisio, i nadwornego chirurga przy biskupie Massalskim Regniera. Pierw- 
szy zobowiązał się uczyć anatomii, fizyologii; drugi chirurgii i poło- 
żnictwa. Regnier na pomocnika swego wezwał z Paryża Briótet'a. Po- 
czobut Giliberta z Grodna sprowadził na katedrę nauk przyrodniczych. 
Z dawniejszych profesorów powołano Kundzicza, Mickiewicza i Narwoj- 
sza, Strzeckiego i kleryka Tomaszewskiego, którzy wzięli na siebie wy- 
kłady nauk matematycznych. Do nauk teologicznych powołano Misyo- 
narzy, Kalińskiego i słynnego mówcę Karpowicza, do literatury Pilchow- 
skiego, do historyi Misyonarza Hussarzewskiego.  Literaturę starożytną 
wykładał X. Rogowski. Do nauk prawnych powołano Pijarów: Syrucia 
i Olechnowicza. Wykłady zainaugurowano uroczystem przemówieniem 
rektora oraz sekretarza szkoły, uczonego Kazimierza Naruszewicza. Kie- 
runek wykładu Świecki, a przynajmniej inny, jak za niedawnej Akademii 
jezuickiej. Wszystko zapowiadało, że szkoła będzie dobrą, bo rektor był 
sprężysty, a dobór profesorów, jak na początek, bez zarzutu. 

Nowością dla Wilna była szkoła lekarska, dotychczas bowiem 
oprócz cechu cyrulików, kontubernią zwanego, nie wykładano nigdy 
nauk lekarskich. Dużo kłopotu sprawiła ta szkoła Poczobutowi; profe- 
sorów wprawdzie zgromadził, ale ci nie mieli kogo uczyć. Młodzież 
rozporządzająca sobą, nie chciała przykładać się do nauk, które posiłko- 
wały się rozbieraniem trupów. W pomoc przyszedł król, gdyż rozkazał, 
aby młodzi ludzie do ekonomii królewskiej należący, a odbywający już 
studya w byłej szkole grodzieńskiej, obowiązkowo słuchali medycyny 
w Wilnie. Jaki taki z mieszczan wileńskich również się zapisał i tak 
sformowano maleńkie audytoryum. Szlachta natomiast nie mogła się 
pogodzić z tą myślą, że medycyna może iść w parze z herbownym 
klejnotem. To przekonanie szlachty cokolwiek zmodyfikowane zostało 
w latach późniejszych, ale przesąd przesądem pozostał na długo. Szkoła 
więc, jak widzimy, była sformowaną, ale wbrew życzeniu Komisyi edu- 
kacyjnej, wykładający byli to sami księża, prócz szkoły lekarskiej — 
i takie obsadzenie katedr uważano za nienormalne, z konieczności cier- 
piane. Ażeby sekularyzacyę szkoły jak najprędzej do skutku doprowa- 
dzić, otworzono w Krakowie seminaryum nauczycielskie, w którem mło- 
dzież litewska z prefektem swoim prof. Strojnowskim zaczęła przygoto- 


— Ś I 9 a 


wywać się na nauczycieli według wskazówek Komisyi edukacyjnej. Mło- 
dzież ta bowiem miała nowe idee wprowadzić w życie. Równocześnie 
utworzyło się towarzystwo do ksiąg elementarnych; lecz mimo tego, że 
i cudzoziemcy sowicie wynagradzani przyjęli udział w nadsyłaniu pod- 
ręczników — rezultat świetnym się nie okazał, jak dowiódł Stanisław 
Bonifacy Jundziłł w raporcie do rady uniwersyteckiej, gdyż wydane przez 
to towarzystwo dzieła poświęcone historyi naturalnej znalazł wadliwie 
i nie naukowo ułożonemi. Również »nauka moralna« przez to towa- 
rzystwo dla szkół przeznaczona, pozbawiona została podkładu religijnego, 
a oparta na prawie natury; sekularyzacya więc szkoły, zanadto już ra- 
dykalnie miała być przeprowadzoną. W historyi powszechnej i dziejach 
prawa polskiego wprowadzono krytykę instytucyi i osób, a zatem zro- 
biono wówczas już to, czego dzisiaj jeszcze nie można zrobić, ze względu 
że przeszłości naszej dokładnie nie znamy; nie wszystkie bowiem Źródła 
1 materyały ogłoszone zostały drukiem z należytą krytyką, w końcu 
XVIII wieku jeszcze nieznaną. 

W ciągu dwóch lat od reformy Szkoły Głównej Poczobut poza- 
prowadzał pewne zmiany, już to w wykładzie nauk, już w reprezentacyi 
szkoły wobec publiczności — trzymając się ściśle ustaw Komisyi edu- 
kacyjnej, które przy czynnym udziale rektora wileńskiego ostatecznie 
zredagowane i drukiem ogłoszone zostały (1783). Kołłątaj jednakże za- 
rzuca Poczobutowi, że tenże wiele projektów odkładając z dnia na 
dzień naumyślnie, wcale w życie nie wprowadził. Że zaś Kołłątaj na 
ogólnikowem oskarżeniu poprzestaje, nie wiemy tedy, o jakich to pro- 
jektach mówi. Aby publiczność obznajmiała się z naukami, które pierw- 
szy raz miały być wykładane w Wilnie według nowego programu — 
Poczobut nie ograniczył się na jednem publicznem posiedzeniu, ale na 
każdą pierwszą lekcyę któregoś z profesorów zapraszał publiczność. Ta- 
kim sposobem, publiczne otwarcie szkoły tak długo trwało, dopóki 
wszyscy profesorowie nie wystąpili z publicznemi prelekcyami wstępnemi. 
Że ten sposób postępowania dodatnio wpłynął na podniesienie znaczenia 
szkoły, nie może ulegać wątpliwości. Publiczność bowiem, powątpiewa- 
jąca dotychczas o pożyteczności niektórych nauk, zmieniła swe przeko- 
nania, wobec dowodów ich ważności z katedry zapowiedzianych. Pu- 
bliczności zbierało się wogóle dużo; już to zwykła ciekawość, już chęć 
osobistej korzyści, te tłumne zebrania powodowała. Mieli również mioż- 
ność przekonać się zebrani, że i Komisya edukacyjna i rektor Poczobut 
gorliwie pracują nad rozszerzeniem oświaty w kraju. We wrześniu 1784 
roku rozpoczął Sartoris lekcye chemii wobec licznie zgromadzonych 
gości, a chociaż nie wszyscy rozumieli, o czem mówił uczony Włoch 
po łacinie, wszyscy nabrali tego przekonania, że jeśliby ta nowa nauka 


była nawet niepotrzebnym wymysłem, to przecież w każdym razie Aka- 
demia i Wilno skorzystało, mając u siebie profesora, który tak biegle 
robił doświadczenia i zapewne jest również biegłym lekarzem. 

Nowy ten nabytek, jaki pozyskała Szkoła Główna w osobie Sarto- 
risa, nie wynagrodził straty, jaką poniósł Uniwersytet przez wyjazd Gili- 
berta, sławnego profesora, którego chciano jakoby otruć, lecz uczeń jego 
Orłowski udaremnił zamach, za co medalem od króla obdarowany został. 
Po wyjeździe Giliberta przybył z Wiednia Langmajer na profesora me- 
dycyny wewnętrznej, lecz nabytek ten nie był ważnym. Za to dużo sobie 
obiecywano po Jerzym Forsterze, słynnym podróżniku, który przybył do 
Wilna i katedrę po Gilibercie zajął. Sławnym był bez wątpienia, nauki 
miał dosyć, lecz korzyści nie wiele przyniósł, ponieważ był charakteru 
niespokojnego, na miejscu usiedzieć nie mógł, a poczucie honoru i do- 
trzymanie danego słowa porozpraszał po drodze w czasie licznych po- 
dróży swoich i niehonorowo postąpił ze szkołą, która go powołała. 
Opuścił Wilno, ponieważ mu więcej „dawano na dworze rosyjskim. 

Statut szkolny nowo wydany przez Komisyę edukacyjną przepisy - 
wał wolne wybory co trzy lata po szkołach wydziałowych i podwydzia- 
łowych rektorów i prorektorów, równie jak i w Szkole Głównej, rektora, 
prezesów kolegiów i sekretarza. Dotąd jednak, w samych początkach 
wprowadzenia ustaw, Komisya sama jeszcze mianowała osoby na te 
urzędy, co sobie nawet zastrzegła do pewnego czasu, póki hierarchia 
szkolna nie urządzi się już gruntownie, podług postanowionych zasad. 
Gdy jednak 20 czerwca 1785 r. podług statutów następował czas elekcyi 
rektora, Chreptowicz zapytał wprzód poufnię z woli Komisyi, coby o tem 
sądził Poczobut, czy należy już przystąpić do wyborów, czy jeszcze rze- 
czy nie dojrzały i na następne trzechlecie wypada zastąpić je nominacyą 
Komisyi. Poczobut znając z doświadczenia powszechny niedostatek ludzi 
zdolnych do nauczycielstwa na prowincyi, a w Akademii chwiejącą się 
jeszcze organizacyę, podług nowych zasad; wręcz odpowiedział mini- 
strowi w tych słowach: a) »Elekcyom przepisanym ustawami i statutem 
jeszcze nie czas i nie rychlej będzie, aż się też wydziały z swemi pod- 
wydziałami, napełnią ludźmi statutowymi, to jest reformowanemi wedle 
statutu. Teraz gdy te wydziały i podwydziały są złożone z ludzi wolun- 
taryuszów, nie wychowanych w duchu statutowym, elekcye byłyby szko- 
dliwe dla wielu bardzo słusznych przyczyn. Jeśli takie odmiany są po- 
trzebne, te stać się mogą przez nominacyę Komisyi. Lecz nawet i te 
odmiany są trudne dla wielkiego niedostatku osób do profesury zdat- 
nych, nim się uformuje jakakolwiek liczba kandydatów, którzyby zastą- 
pili miejsca profesorów promowanych na przełożeństwo. b) W Szkole 
Głównej prędzej się mogą zacząć lekcye, ale im teraz jeszcze nie czas. 


Jeszcześmy się nie utwierdzili w duchu statutowym akademickim i kor- 
pusowym, jeszcze nie masz kompletu, jeszcze wiele rzeczy nie stanęło 
na tym stopniu, na którym stanąć powinno, nim zaczną się elekcye. 
Powinna być zatem w teraźniejszym czasie nominacya raczej niżeli elek- 
cya<. Odnośnie zamieszczenia głównych osób w Akademii proponuje 
Poczobut, gdyby jego Komisya nie zatwierdziła, na rektora Pilchowskiego, 
na prezydenta kollegium moralnego Strojnowskiego (był Pilchowski), 
a fizycznego Langmajera lub Bissio (był Strzecki). Komisya edukacyjna 
miała na widoku Trembeckiego Stanisława, gdyby Poczobut zrzekł się 
rektorstwa. 

Ku końcowi roku 1785 spokojność Akademii naruszoną została 
przez intrygi niektórych profesorów. Karpowicz, Misyonarz, człowiek 
nie lubiący spokoju, ani ex-Jezuitów, a mający jakieś widoki promocyi 
u Massalskiego, na posiedzeniu Rady akademickiej podał do protokółu 
na piśmie wniosek, ażeby raport jeneralny o szkołach przedstawiany 
dotychczas Komisyi edukacyjnej corocznie, przedstawiać w drugim 
egzemplarzu Massalskiemu jako prezydentowi Komisyi mieszkającemu 
w Wilnie i kanclerzowi Akademii. Ten wniosek był przeciwny prawu, 
ale że wszyscy członkowie rady, nie wyłączając 1 Poczobuta, lękali się 
Massalskiego, przeto pozostawiono ten wniosek nierozwiązany do przy- 
szłego posiedzenia. Niepotrzebnie zadawano sobie ten trud, gdyż Mas- 
salski nie był już prezydentem Komisyi, ale prymas Poniatowski, a kan- 
clerzem Akademii wobec ustaw Komisy! również nie był biskup wileń- 
ski. Rektor więc na następnem posiedzeniu uznał wniosek za nielegalny 
1 nie poddał go rozbiorowi; Karpowicz niezwłocznie doniósł o tem Mas- 
salskiemu. Działo się to wówczas, kiedy miano właśnie zawrzeć z bisku- 
pem Massalskim konkordat według myśli i projektów rektora. Z dawnych 
bowiem czasów biskupi wileńscy mieli znaczny wpływ w rządzie Aka- 
demii jezuickiej. Ten wpływ, powiedzmy krótko nominalny, wobec zmian, 
jakim uległa Akademia i wogóle wychowanie publiczne w Polsce, nale- 
żało koniecznie usunąć, jako już niewłaściwy a wiele mogący szkodzić 
porządkowi szkolnemu. Wezwany przez Komisyę Poczobut do przedsta- 
wienia jej swych uwag, ułożył kilka artykułów jako zasadę owego kon- 
kordatu. Najpierw wymagał uwolnienia Szkoły Głównej i całego stanu 
akademickiego od jurysdykcyi biskupiej i sądów konsystorskich raz na 
zawsze. Takie obwarowanie się nie było nowością, bo od roku 1401 
począwszy, gdy owo prawo zapadło, wiele przywilejów królewskich 
i konstytucyi sejmowych ponawiało je i utwierdzało, z czego nieraz 
korzystały akademia krakowska i wileńska, a szczególniej ostatnia w spra- 
wie z Pijarami za Augusta II i III. Jakkolwiex Komisya edukacyjna 
miała sobie powierzony od narodu zwierzchni nadzór nad szkołami, lecz 


nie mogła ustępować biskupom prerogatyw żadnych szkolnych, bo nie 
miała prawa zmieniać nadań i przywilejów dawnych, gdyż to należało 
tylko do sejmów i króla. W przeciwnym razie, motywuje dalej Poczobut, 
osoby duchowne do Akademii należące, mogłyby być pociągane do 
konsystorzów biskupich, narażane na cenzury i inne kary kościelne 
z uszczerbkiem nauki, którą powinny w szkole wykładać. W razie 
zaś przewinienia profesora duchownego, należy urządzić sąd mieszany 
z delegatów Akademii i biskupich. W drugim punkcie zastrzegał 
rektor zwrot szkole Łukiszek jezuickich, tak zwanego Zakretu, samo- 
wolnie przez biskupa zajętego. Również dopominał się o zwrot Raju 
zabranego przez biskupa Kossakowskiego 1 sprzedanego następnie za 
1ooo dukatów jenerałowl Hrebnickiemu. I odzyskanie majętności Mussa, 
nadanej Akademii wileńskiej przez Stefana Batorego, to stanowiło także 
drugi punkt konkordatu. W trzecim punkcie zawarował niektóre bene- 
ficya i kilka stal w kapitule wileńskiej dla profesorów Szkoły Głównej. 
Dumny Massalski, podżegany przez niechętnych Poczobutowi księży, 
zżymał się na rektora, lecz ten mając dobro publiczne na celu, nie 
zwracał szczególnej na to uwagi. Massalski mimo tego wszystkiego był 
obecnym na rozpoczęciu lekcyi 16 października 1785 r., gdzie Sartoris 
uczenie rozprawiał. Złożył biskup fundusz na urządzenie przy szpitalu 
św. Rocha ro łóżek dla położnic, co było pierwszym zawiązkiem póź- 
niejszej kliniki położniczej. O ile na papierze czynności Szkoły gładko 
wychodziły, o tyle w życiu jej wewnętrznem można było zauważyć 
pewne anomalie, które należało usunąć, ażeby instytucya mogła prawi- 
dłowo funkcyonować; do takich należało między innemi zaniedbywanie 
się niektórych profesorów w bywaniu na posiedzeniach rady akademic- 
kiej; opuszczanie lekcyi dla zajęć prywatnych; wyjeżdżanie na Święta 
hez opowiadania się swej władzy. 

Rektor nawykły do posłuszeństwa, z natury charakteru swego cierpki 
i nieznoszący przeciwieństw, zwracał uwagę profesorów na naruszanie 
ustawy przez nich i zalecał im, aby podobne wybryki nie powtarzały się. 
Profesorowie przyjmowali do wiadomości przestrogi rektora, ale sobie 
z nich nic nie robili i postępowali tak, jak im było wygodniej. To znie- 
cierpliwiło ostatecznie Poczobuta, napisał poufnie do Chreptowicza, jako 
kuratora wileńskiego, aby Komisya edukacyjna ułożyła jaki regulamin 
przeciw krnąbrnym i nieposłusznym profesorom — co w roku 1787 na- 
stąpiło, gdyż Komisya projekt Poczobuta o wytrącenie z pensyi profe- 
sorom opuszczonych lekcyi w prawo zamieniła. 

A że zły przykład idzie z góry najprędzej, przeto za przykładem 
profesorów Szkoły Głównej poszli i nauczyciele szkół wydziałowych 
1 podwydziałowych. — Rektor, jako ich zwierzchnik, dla niektórych 


względów przenosił ich z miejsca na miejsce; lecz translokowani nie 
myśleli spełniać danego sobie rozkazu, — nie dość na tem, udawali się 
ze skargą do prymasa, jako prezesa Komisyi edukacyjnej, na Poczo- 
buta, że postępuje sobie z nimi arbitralnie li tylko dla tego, aby im 
okazać, że ma władzę rozporządzać nimi. Owi nauczyciele, byli to po 
większej części księża, więc ludzie bez rodziny. Brak nauczycieli świec- 
kich był wielki, a młodzi kandydaci z polecenia Komisyi edukacyjnej 
przygotowujący się do stanu nauczycielskiego, jeszcze kursu nauk nie 
ukończyli. Ex-Jezuici, zastępujący przyszłych Świeckich nauczycieli, tyle 
kłopotu i biedy sprawiali rektorowi. Nie tylko słuchaczów medycyny było 
mało, ale i do innych nauk nie wielu było przykładających się. Nawet 
teologowie nie dopisali, gdyż z rozporządzenia nuncyatury, zaraz po 
kasacie Jezuitów, alumni papiescy oddani byli pod dozór Bazylianom, 
a seminaryum dyecezyalne, jak to widzieliśmy, jeszcze przed kasatą przeszło 
pod zarząd Misyonarzy. Skutkiem tego słuchaczów teologii było bardzo 
mało. Rektor za pośrednictwem Komisyi edukacyjnej prosił nuncyaturę 
o cofnięcie pierwotnego rozporządzenia i o przeniesienie tych alumnów 
do Szkoły Głównej. Ten projekt znalazł zatwierdzenie w Warszawie 
1 od jesieni 1785 roku trzydziestu teologów powiększyło grono uczących 
się w Szkole Głównej. Również dużo kłopotu sprawiał rektorowi brak 
pieuiędzy w kasie akademickiej, z powodu nieręgularnego wnoszenia 
dochodów pojezuickich, tak, że nieraz prorektorowie szkół przyjeżdżający 
z daleka do Wilna po wypłatę pensyi nauczycielom, wracali z niczem 
do siebie, lub też rektor, albo który z pieniężnych profesorów jak Pil- 
chowski, z własnej kieszeni opatrywali pierwsze potrzeby, szczególniej 
szkół zdala od Wilna leżących. 

Do wykładów prawa rzymskiego i kanonicznego był powołany 
Korneli Pocołojewski, lecz dla prawa krajowego, po Śmierci Sirucia, nie 
było kandydata, a proponowany przez Poczobuta Krzywski, adwokat 
wileński, nie pozyskał patentu na profesora od Komisyi, widoczna nie 
był na tyle przygotowany, aby mógł zająć katedrę. 

Komisya edukacyjna w roku 1786 objawiła zamiar wysłania wizy- 
tatorów do szkół litewskich, celem sprawdzenia raportów, przysyła- 
nych jej ze Szkoły Głównej. Mocno się to nie podobało Poczobutowi. 
W liście do Gintowta, sekretarza Komisyi, podnosi różne argumenty 
przeciw wizytatorom; mianowicie, że taka nowość obudzić może między 
profesorami pewną nieufność do rektora i osłabić ducha karności już 
zaprowadzonego. Lecz te argumenty nie podziałały, bo Komisya swoje 
zrobiła i wizytatorowie zwiedzili szkoły litewskie. W roku 1789 przypa- 
dała poprawa ustaw szkolnych, których moc krzyżowały i nadwyrężały 
ustawicznie rezolucye samejże Komisyi edukacyjnej. Do narady w tym 


celu z grona Szkoły Głównej litewskiej wezwany został do Warszawy 
Poczobut z przybranym towarzyszem z pomiędzy profesorów, a właściwie 
towarzyszami, bo ich wziął dwóch: Strojnowskiego i Pilchowskiego. — 
Stanowisko rektora wileńskiego w Warszawie i prace jego w tak ważnej 
sprawie, jak przywrócenie szkolnego porządku w Polsce, dokładnie opisał 
Śniadecki !), Dzięki Poczobutowi przywrócony został porządek szkolny, 
ożywiła się w profesorach gorliwość. Ponieważ wiele kwestyi chciał 
Poczobut przedłożyć sejmowi a właściwie deputacyi do ułożenia formy 
rządu wyznaczonej, tyczących się edukacyi narodowej na Litwie, przeto 
stosowny memoryał w tym celu ułożony pozostawił Strojnowskiemu, 
aby ten przedstawił go w czasie właściwym czy to sejmowi, czy, co na 
jedno wychodziło, Ignacemu Potockiemu i Chreptowiczowi, a sam po- 
wrócił do Wilna. Wtenczas to Strojnowski dał się poznać rządowi edu- 
kacyjnemu ze swych zdolności i dlatego do grona Komisyi edukacyjnej 
później wezwany został. 

Opuszczona przez Giliberta, a później przez Forstera katedra historyi 
naturalnej dopiero w r. 1792 obsadzoną została przez młodego lekarza 
wiedeńskiego Spitznagla, który w tym czasie otrzymał patent od Ko- 
misyi na profesora botaniki i zoologii. Za przybyciem swem do Wilna, 
znalazł Spitznagel gabinet historyi naturalnej utworzony przez Giliberta 
i Forstera 1 pomieszczony w dwóch salach kollegium medycznego (gdzie 
było niegdyś Collegium nobilium) i inne dwa piękne zbiory do nauk 
przyrodniczych służące i właśnie w tymże samym roku z Warszawy 
do Wilna sprowadzone. Jeden darowany rok przed tem Akademii przez 
Ogińskiego hetmana, złożony z pięknych sztuk korali, minerałów róż- 
nych 1 muszli; drugi przez kanonika Wicherta zapisany, składał się 
przeważnie z kamieni szlifowanych. Lecz te dwa ostatnie zbiory dla 
braku miejsca złożone były w pakach, więc bez pożytku dla uczniów. 
Znałazł również Spitznagel i ogródek botaniczny założony przez Gili- 
berta, a roślinami z ogrodu botanicznego, niegdyś w Grodnie istnieją- 
cego, znacznie wzbogacony. 

Nowa burza zawisła nad Szkołą Główną w kwietniu 1793 roku. 
Targowiczanie ustanowili nową Komisyę edukacyjną dla Litwy i ta 
postanowiła założyć swoją jurysdykcyę w Wilnie. Sprawy więc ekono- 
miczne i rachunkowe, których się domagali Targowiczanie, pochłaniały 
zarząd szkoły całkowicie. Skutkiem drugiego podziału kraju, odpadło do 
Rosyi ośm szkół akademickich, t. j. obsadzonych nauczycielami Świec- 
kimi i znaczna część funduszu edukacyjnego. Szkoła więc Główna litew- 
ska jeżeli nie miała upaść ostatecznie, to przynajmniej doświadczyła nie 


1) Pisma rozmaite 1818. I. 343 


małego uszczerbku. Poczobut opuścił na sześć miesięcy szkołę, pojechał 
na sejm do Grodna, i tam pełen ducha obywatelskiego Śmiało stawił 
czoło Targowiczanom, którzy bezwstydnie chcieli rozszarpać fundusze 
szkolne. Po upadku komisyi targowickiej powróciła jedność w zarzą- 
dzie wychowania publicznego w kraju, lecz skutkiem uszczuplenia 
granic, wszystkie instytucye państwowe musiały się układać na mniejszą 
skalę, przyszła wreszcie kolej na Szkołę Główną litewską. Komisya edu- 
kacyjna zażądała sporządzenia tabeli, zawierającej etat Szkoły Głównej 
od 1 października 1793 z informacyą najdokładniejszą, w czemby wy- 
datek mógł być umniejszony, tak co do pensyi, jako też co liczby katedr. 
Był to kłopot nie mały; bo jakże uszczuplać katedry, kiedy i tak nie- 
wiele ich było — lub zmniejszać pensye bardzo już uszczuplone; nie 
odpowiedzieć Komisyi także nie można było, albowiem w zaleceniu była 
wzmianka o tem, że dopóki Szkoła Główna nie nadeszle nowej tabeli, 
dopóty nie otrzyma asygnacyi na pensye. W lutym więc 1794 roku 
wysłano już żądane pismo, a w maju nadszedł zatwierdzony etat pensyi 
1 asygnata na zapłacenie pierwszej raty, tak dla profesorów Szkoły 
Głównej jako i dla szkół prowincyonalnych. 

Gdy już Szkoła Główna obsadzona była należycie; gdy pojawili 
się już wiceprofesorowie powołani z pierwszych najzdolniejszych kandy- 
datów do stanu nauczycielskiego; gdy nauki zaczęły iść prawidłowo 
i pewną korzyść przynosić — wybuchła rewolucya pod dyktaturą Koś- 
ciuszki, która była ostatnim objawem samodzielności dawnej Polski. 
Powstanie to wpłynęło ujemnie na Szkołę Główną, audytorya opusto- 
szały, za to szeregi walczących powiększyły się dzięki wychowańcom 
wileńskim. Szkoła urzędowo zamkniętą nie była, lekcye niby się odby- 
wały, lecz Poczobut, jako członek rządu narodowego, musiał zaniedbać 
zarząd szkołą. Po ostatnim rozbiorze kraju, Litwa wraz za Szkołą Głó- 
wną przeszła pod panowanie Rosyi i na tem właściwie kończy się okres 
drugi Uniwersytetu wileńskiego. 

Szkoła Główna litewska istniała niepełnych lat 14. Szczególnych 
zasług dla oświaty kraju nie położyła; trwała za krótko i ciągłym zmia- 
nom ulegała, gdyż Komisya edukacyjna nad planem szkolnym ustawi- 
cznie pracowała, ulepszając go bez przerwy. Dobór profesorów był dobry, 
lecz profesorowie ci, po większej części duchowni, beneficyami opatrzeni, 
lekceważyli sobie katedrę skąpo przez Komisyę edukacyjną opłacaną, 
pewni bezkarności, bo o zmianę ich było bardzo trudno. Za przykładem 
duchownych poszli i Świeccy. Taki Sartoris n. p. wyjechał w czasie lek- 
cyjnym z ks. de Ligne i biskupem Massalskim, nie opowiadając się nawet 
rektorowi. Pewnym był, że mu Poczobut nic zrobić nie może, bo będzie 
się bał Massalskiego, który, chociaż faktycznie nie miał żadnej władzy 


Ra 320% == 


nad Szkołą, ale ją sobie przywłaszczał i o starych prawach kanclerza 
Akademii przypominał. 

Uczniów, jak widzieliśmy, było niewielu i ci szczególniejszego 
zamiłowania do nauk nie okazywali. Między najpilniejszymi byli klerycy, 
przeważnie Bazylianie. 

Komisya edukacyjna skromnie uposażyła Szkołę Główną, chociaż 
Jundziłł utrzymuje, że utrzymanie było Świetne; sądzę, że Jundziłł dla 
kontrastu użył tego wyrażenia; a to uposażenie nie zawsze dochodziło; 
środki naukowe nie rozwijały się dla braku funduszów i prywatnej 
ofiarności. Jakkolwiek więc dorobek naukowy był niewielki, w każdym 
razie dobrze się stało, że Szkoła ta była zorganizowaną, inaczej porozpra- 
szałyby się nagromadzone przez Jezuitów biblioteki i inne Środki, jak 
porozpraszało się wiele z ich funduszów. Szkoła ta powołała do usług 
kilku zdolnych ludzi, dała im możność dać się poznać ze swych talen- 
tów, ci zostali biskupami. Szkoła Główna, prawdę powiedziawszy, była 
to ta sama Akademia jezuicka, powiększona naukami przyrodniczemi 
1 medycyną; Komisya bowiem edukacyjna nie zdążyła jeszcze dla szkoły 
wyższej ułożyć podręczników, jak to uczyniła ze szkołami niższemi. A że 
większość profesorów to byli eks-Jezuici, przeto i stare przyzwyczajenia, 
sposoby wykładu, podręczniki pozostały te same. Mniejszy tylko był 
porządek, bo karności i posłuszeństwa nie było, gdy tymczasem za 
czasów Jezuitów powyższe doprowadzone były do doskonałości. 


Okres trzeci (1796—1803), 


Po przyłączeniu Polski do Rosyi, mianowany rządcą Litwy książe 
Repnin, zająwszy się nową organizacyą powierzonego sobie kraju, po- 
wołał Poczobuta w r. 1795 do Grodna, gdzie miał rezydencyę, dla uło- 
żenia planu, podług którego nauki szkolne mogłyby być przywrócone. 
Przez dwa lata (1795, 1796) nieustannie podróżował Poczobut z Wilna 
do Grodna, a czynił to mimo podeszłego wieku nawet ochotnie, bo 
ważyły się w Grodnie losy Akademii, którą nie tylko utrzymać w dawnym 
składzie, ale pomnożyć zaprowadzeniem nowych katedr, było głównym 
celem jego usiłowań. Za każdym pobytem w Grodnie, gdzie zwykle czas 
dłuższy przebywał, podawał dokładne i pracowicie wyłuszczone noty do 
nowego rządu w interesach Szkoły Głównej, a wreszcie we wrześniu 
1795 roku złożył księciu Repninowi cały statut akademicki, ostatecznie 
poprawiony w Warszawie w roku 1790 z przekładem francuskim obok 
tekstu polskiego. Do tego był przyłączony memoryał po francusku na- 
kształt apologii za tym statutem, który się zasadzał na konstytucyach 
grodzieńskiego sejmu, także na język francuski przetłómaczonych. Ten 


ostatni pobyt w Grodnie przeciągnął się do dziesięciu miesięcy, ponieważ 
z jednej strony rozporządzenia rządowe w zabranym kraju natrafiały na 
przeróżne trudności i skutkiem tego bardzo się opóźniały; a z drugiej 
strony Poczobut postanowił uporczywie oczekiwać końca i skutku swych 
starań. Repnin poznawszy bliżej Poczobuta, był dla niego z szacunkiem, 
a dla projektów szkolnych rektora przyjaźnie usposobionym; mimo tego, 
nie można było być spokojnym o los Akademii i szkół na Litwie, bo 
różne wiadomości z Petersburga przychodzące i postanowienia wyższe 
w innego rodzaju sprawach nie dawały pewności, owszem wzniecały 
obawę. 

W jesieni 1795 roku kazano otworzyć wszystkie szkoły w gubernii 
litewskiej, do której Wilno i Grodno należały, tak w Akademii jak na 
prowincyi, zwykłym trybem przepisami statutu wskazanym. Przedtem 
jeszcze, bo w końcu czerwca, profesorowie i wszyscy nauczyciele odebrali 
połowę rocznej pensyi, która jednak odtąd miała być z dołu wypłacaną. 
Prócz owych pensyi inne wypłaty wstrzymano. Na utrzymanie kandy- 
datów, na konwikt ubogiej szlachty, na kancelaryę rektorską i na posie- 
dzenia akademickie nic już nie dawano. Pilnując rektor interesów szkol- 
nych, zaledwie w połowie czerwca 1796 roku odwiedził Wilno dla spo- 
rządzenia raportu o kursie nauk dawanvch w Akademii. Towarzyszył 
mu wszędzie profesor Strzecki, użyteczny bardzo przy układaniu pism 
i przedstawień urzędowych. Nie wszystkie lekcye rozpoczęte zostały, bo 
Regnier, profesor chirurgii i położnictwa, bawiący od niejakiego czasu 
w Petersburgu z biskupem inflanckim, przez Kossakowskich od czasu 
Targowicy protegowany, nie powracał stamtąd, a Tomaszewski, wykła- 
dający matematykę, i X. Karpowicz prof. teologii za czynny udział w po- 
wstaniu kościuszkowskiem przez Repnina usunięci zostali z Uniwer- 
sytetu. Tenże sam los spotkał i Gucewicza prof. architektury, ale czy 
potrzeba tej umiejętności i brak odpowiedniej osoby do zastąpienia go 
czy też silne wstawiania się przywiązanych doń osób, wielkie znaczenie 
u rządu mających, potrafiły powrócić do katedry zawieszonego w czyn- 
nościach przez czas niejaki Gucewicza. 

W czasie pobytu cesarza Pawła w Wilnie 27 i 28 maja 1796 roku, 
niektóre dezyderata w sprawach szkolnych przedstawiał cesarzowi Poczo- 
but. Cesarz polecił Repninowi rozważyć je przy układzie jeneralnym 
szkół. Repnin stosownie do powyższego rozkazu, powróciwszy do Wilna, 
w kilka dni to jest 6 czerwca przysłał rektorowi cały projekt nowego 
urządzenia Akademii, z poleceniem, żeby dał jak najrychlej zdanie swoje 
na piśmie i uwagi nad tym projektem. Był to znowu niemały kłopot, 
ponieważ dla wielu ważnych zmian wyrażonych w tym projekcie, tudzież 
różnicy dawnego planu nauk w Akademii od nowo zamierzonego, trzeba było 


ze” 528 = 


uimawiać się o wiele rzeczy i mocnymi dowodami popierać niektóre słu- 
szne i nadzwyczaj potrzebne dla instrukcyi publicznej żądania. Nakoniec 
po długich rozprawach i zmianach nowy układ instrukcyi publicznej 
ostatecznie ułożony został. Powiózł go ostatnich dni lipca do Peters- 
burga Repnin i uzyskał potwierdzenie cesarskie 12 lipca 1796 roku. 

Tak powstał nowy statut, nowa komisya edukacyjna litewska, rep- 
ninowską zwana; w taki sposób zapewniono istnienie na czas jakiś 
Akademii wileńskiej, którą nazwano Szkołą Główną wileńską. Podzielono 
nauki na cztery fakultety: moralny, fizyczno -matematyczny, lekarski 
1 literatury. Zniesiono prezydentów; władza główna spoczęła w ręku 
rektora. Liczba katedr powiększyła się, wznowioną została katedra chemii, 
na którą powołano młodego uczonego Jędrzeja Śniadeckiego. Śniadecki 
przybył w ostatnich dniach września 1797 i niezwłocznie objął obowiązki 
w Szkole Głównej wileńskiej. Jednocześnie prawie grono profesorów 
pomnożone zostało wejściem do niego księdza Stanisława Jundziłła, który 
z podróży naukowej powróciwszy mianowany został wiceprofesorem 
historyi naturalnej, jako pomocnik prof. Spitznagla. Bardzo Poczobut 
pragnął sprowadzić Jana Śniadeckiego na astronoma obserwatora, lecz 
to mu się nie udało. Uważając, że obowiązki rektorskie przeszkadzają 
mu zajmować się obserwacyami astronomicznemi, postanowił zrzec się 
ich, i przy nowej elekcyi rektora zawiadomił o tem elektorów. Wybrano 
Strojnowskiego, który jako członek Komisyi edukacyjnej polskiej więcej 
od innych profesorów obznajmiony był z tą urzędową czynnością, jaka 
spadła na rektora. Wybór ten Strojnowski przyjął 1 nowe obowiązki 
zaczął spełniać pod bardzo złą wróżbą. Mianowicie Jezuici białoruscy 
zyskali od cesarza Pawła ukaz 10 października 1800 roku, powierzający 
w ich ręce edukacyę publiczną w prowincyach polskich przyłączonych 
do Rosyi, a zatem Szkoła Główna prawnie do nich należała. W ukazie 
tym czytamy: »Aby wszystkie katedry w Akademii wileńskiej i szkoły 
niższe zajęli Jezuici«. Wydział lekarski miał być obsadzony przez Świe- 
ckich profesorów, ale i ci równie jak uczniowie medycyny mieli pozo- 
stawać pod władzą rektora Akademii Jezuity !). Przybył do Wilna Jezuita 
Gruber dla obejrzenia budowli i gabinetów. Wówczas Poczobut wystąpił 
do niego z perswazyą, aby Jezuici nie przyjmowali na siebie takiej od- 
powiedzialności, jak wychowanie młodzieży, gdyż to może się zgubnie 
odezwać na kraju. Poczobut miał racyę tak utrzymywać, albowiem gdy 
cesarzowa Katarzyna nie pozwoliła ogłosić w swem państwie bulli 
papieskiej znoszącej zakon Jezuitów — przeto Jezuici pod berłem rosyj- 

1) Załęski. Historya zniesienia Jezuitów w Polsce i ich zachowania na Białej 
Rusi. Lwów 15875. 


skiem istnieli, a papież tolerował ich egzystencyę. Ze wszystkich tedy 
krajów, gdzie byli Jezuici, napływali do Rosyi ci, którzy nie chcieli się 
sekularyzować. Byli to po największej części ludzie starzy, niedołężni, 
lub wreszcie mało uzdolnieni, którzy liczyć nie mogli u siebie w kraju 
na to, ażeby pozyskać jakieś miejsce w szkole lub w kościele, zapewnia- 
jące im byt, a już najmniej byli obdarzeni zdolnościami pedagogicznemi, 
bo inaczej znaleźliby zajęcie u siebie. Otóż z takich to niedobitków 
składało się Towarzystwo Jezuitów białoruskich, i oni to mieli objąć 
ster wychowania publicznego. Poczobut znając ich dobrze, rozumiał lepiej 
niż inni, że należy użyć wszelkich środków, aby tylko Jezuitów do Wilna 
nie puścić. Nowy rektor napisał w tym celu prośbę do cesarza, błagając 
o utrzymanie Akademii w jej obecnym stanie, za co aresztowanym został 
i dwa tygodnie o chlebie i wodzie u Dominikanów wileńskich pod strażą 
wysiedział. Jezuici jednakże nie dopięli celu, a jak ksiądz Załęski pisze, 
»sami prosili cesarza o odroczenie terminu do 1 maja 1801 roku, i Aka- 
demia pozostała w poprzednim zarządzie«. 

Rozstając się z rektorem Poczobutem, którego czyny stanowią 
historyę Szkoły Głównej litewskiej i wileńskiej, winniśmy zaznaczyć, 
w jakim stanie tę Wszechnicę oddał rektorowi Strojnowskiemu. Wspom- 
nieliśmy, że według nowego statutu szkoła składała się z czterech fakul- 
tetów. Fakultet moralny obejmował dwie katedry teologiczne, dwie pra- 
wne, jedną historyi i jedną literatury. X. Konstanty Bogusławski dawał 
lekcye teologii dogmatycznej i moralnej; X. Augustyn Tomaszewski wy- 
kładał Pismo Św. i historyę Kościoła. Korneliusz Pocołojewski wykładał 
prawo rzymskie przy pomocy wiceprofesora i prawo kanoniczne. Szymon 
Malewski, dawniejszy wiceprofesor Strojnowskiego, wykładał logikę, prawo 
przyrodzone i narodów. X. Tomasz Hussarzewski historyę powszechną, 
X. Golański uczył literatury, wymowy i poezyi. Liczba więc dawanych 
przedmiotów w tym oddziale, prócz ubytku jednego tylko profesora, nie 
zmniejszyła się wcale od r. 1799. Z dawniejszego fakultetu fizycznego 
wyłączono medycynę i utworzono z niej nowy oddział. Na wydziale 
fizycznym nauczał fizyki X. Mickiewicz, matematyki wyższej czystej 
X. Narwojsz; matematyki wyższej stosowanej X. Kundzicz; astronomię 
teoretyczną wykładał Ignacy Reszka, mianowany po Śmierci X. Strzec- 
kiego z najwyższego rozkazu cesarza Pawła. Tomasz Życki wykładał 
matematykę elementarną, Gucewicz architekturę, a po jego Śmierci Mi- 
chał Szulc, Franciszek Smuglewicz uczył malarstwa, a Rustem rysunków. 

Fakultet lekarski, założony jak widzieliśmy w r. 1781, był przez 
ex-Jezuitów pielęgnowany, uważany za najpotrzebniejszy dla publiczności, 
obejmował wiele przedmiotów z dziedziny nauk lekarskich. Cztery kate- 
dry Ściśle lekarskie a piąta nauk przyrodniczych, zajęte były przez cudzo- 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOW ili 34 


ziemców, gdyż krajowcy nie byli skwapliwi do studyów. Langmajer wy- 
kładał medycynę praktyczną, a także patologię i materyę medyczną; 
Lobenwein nauczał anatomii i cokolwiek fizyologii; Briótet zajmował się 
praktyką chirurgiczną, a Mikołaj Regnier chirurgię teoretyczną i położ- 
nictwem. Do tego fakultetu należały chemia i farmacya, którą wykładał 
Jędrzej Śniadecki, zoologię wykładał Spitznagel a botanikę Jundziłł. 
Obserwatorem astronomem był Poczobut. Prócz tego zaprowadzono jesz- 
cze naukę języków nowożytnych, czego za Szkoły Głównej litewskiej 
nie było i to dało początek czwartemu fakultetowi. Języka greckiego 
nauczał X. Rogowski, francuskiego Pinabel, niemieckiego Albrycht, rosyj- 
skiego Zubakowicz. Wreszcie do grona Akademii należeli sekretarz jej 
X. Naruszewicz i bibliotekarz po Mackiewiczu X. Rafał Litwiński S. J. 
Do pomocy naukowych, oprócz obserwatoryum astronomicznego i bilio - 
teki, należały jeszcze gabinety: historyi naturalnej, anatonomiczny, fizyczny, 
i ogród botaniczny. Dozór zwierzchni nad Akademią miała Komisya edu- 
kacyjna litewska z różnorodnych członków złożona; do jej rozporządzeń 
wtrącali się gubernator wojenny i cywilny, którzy nie ułatwiali bynaj- 
mniej rozwoju naukowego szkoły. Niektórzy profesorowie byli już to nie- 
dołężni, już to niedbali na postęp nauk; inni wreszcie nie byli przygo- 
towani do wykładania z korzyścią z katedry. Taki Zubakowicz np. nie 
ukończył seminaryum dyecezyalnego, dlatego nie mógł zostać świaszczen- 
nikiem, ale za to został profesorem Uniwersytetu. Lecz lekarstwem na 
te braki w ciele nauczającem byli adjunkci, wybrani z grona najzdol- 
niejszej inłodzieży, która przeszła kurs nauk według nowych zasad lub 
za granicą dopełniła swego wykształcenia. Ci adjunkci czynili nadzieję, 
że będą w możności zająć godnie katedry samodzielnie w tej Głównej 
Szkole na Litwie. 

W samym oddziale moralnym cztery katedry zajęli adjunkci, to 
jest prawa natury i narodów Mateusz Korbutt dr. fil.; prawa kanonicz- 
nego Adam Powstański; historyi powszechnej Ferdynand Serafinowicz 
Pijar; Stanisław Bakowski adjunkt literatury. W oddziale fizycznym 
wszyscy profesorowie mieli także adjunktów: fizyki Stubielewicz, astro- 
nomii Kamiński, architektury Szulc. Toż samo było na wydziale lekar- 
skim, adjunktami byli Niszkowski, Becu, Matusewicz, Symonowicz, 
Borsuk był adjunktem Śniadeckiego, który się z czasem na lekarza wy- 
kierował. Niejednostajne naturalnie były zdolności tych młodych ludzi, 
sposobiących się na profesorów, nierówne mieli wykształcenie, ale zawsze 
był to szczep narodowy, więc nadzieja, że nie będzie potrzeby uciekać 
się do ladajakich cudzoziemców. 

Z wyższego rozporządzenia instytut kandydatów do stanu nauczy- 
cielskiego zamknięty został głównie dlatego, że szkoły średnie oddano 


zakonom, a nadzór nad niemi powierzono gubernatorom, względnie 
izbom powszechnej opieki; tym sposobem Szkoła Główna nie miała 
żadnego wpływu na te szkoły. 

Na wiosnę 1802 roku, rektor Strojnowski wezwany został do Peters- 
burga, dokąd wyjechał z Wilna 6 maja, dla wzięcia udziału w pracach 
komitetu pod przewodnictwem senatora Murawiewa do ułożenia zasad 
instrukcyi pulicznej w całem państwie. Poczobut został zastępującym 
miejsce rektora. Wykłady szły w szkole według programu. Miejsce 
Langmajera zajął O'Connor, a gdy i ten prędko życie zakończył, Spitz- 
nagel zajął katedrę medycyny praktycznej, a Jundziłł objął całkowity 
wykład historyi naturalnej. W połowie czerwca cesarz Aleksander odwie- 
dził Wilno i zwiedził Uniwersytet, honory domu czynił Poczobut. Rok 
ten był niezmiernie ważnym dla szkolnictwa w Rosyi, a szczególniej dla 
prowincyi niegdyś polskich. Dnia 8 września 1802 roku ogłoszono ukaz 
cesarski, którym ustanowiono główny rząd szkół i ministerstwo oświe- 
cenia. Nowy minister hr. Zawadowski napisał urzędową odezwę do Uni- 
wersytetu z zapytaniami, w odpowiedziach na które przedstawił Poczobut 
stan dotychczasowy Akademii. Ciekawą tę korespondencyę pomiędzy 
ministrem a wicerektorem przedrukowano in extenso w »Materyałach « 
I, 503—545. Jednym z najbardziej wpływowych radców w owym komi- 
tecie był ks. Adam Czartoryski i jemu była powierzona kuratorya okręgu 
naukowego wileńskiego, do którego weszły tylko te gubernie, które sta- 
nowiły wschodnią część rzeczypospolitej polskiej i różnymi czasy przy-- 
łączone zostały do Rosyi, a mianowicie: wileńska, grodzieńska, mińska, 
mohilewska, witebska, wołyńska, podolska i kijowska, 

Dnia 4 kwietnia 1803 roku podpisany został przez cesarza »Akt 
potwierdzenia Uniwersytetu wileńskiego«, który otrzymał nazwę »Impe- 
ratorskiego« i odtąd rozpoczyna się ostatni okres dziejów Wszechnicy 
wileńskiej. 

Okres czwarty (1803— 1831). 


Aktem potwierdzenia utworzony cesarski uniwersytet. Z funduszów 
pojezuickich wyznaczono rocznie 105.000 rubli, nadto cztery miejsca 
w kapitule wileńskiej, a cztery w żmudzkiej i dziesięć najlepszych bene- 
ficyów dawniej królewskiemi zwanych. Uniwersytet podzielony został na 
cztery wydziały: 1) fizyczno- matematyczny 10 katedr: fizyka, chemia, 
historya naturalna, botanika, gospodarstwo wiejskie, matematyka wyższa 
„czysta, matematyka wyższa stosowana, architektura cywilna, astronomia 
1 obserwator-astronom; 2) lekarski, katedr sześć: anatomia, patologia, 
materya medyczna, klinika, chirurgia, szkoła położnicza i weterynarya; 
3) nauk moralnych 1 politycznych ro katedr: logika, metafizyka i filo- 


4% 
3-Ł 


zofia moralna, prawo natury, prawo polityczne i prawo narodów, prawo 
cywilne i kryminalne narodów dawnych i współczesnych, prawo cywilne 
i kryminalne państwowe i polskie, historya powszechna, Pismo św., teo- 
logia dogmatyczna, teologia moralna; 4) oddział literatury i sztuk wy- 
zwolonych, katedr 5: wymowa i poezya, język i literatura grecka, język 
i literatura łacińska, język i literatura państwowa, rysunki i malarstwo, 
a nadto lekcye języków nowożytnych. Do kursów dodatkowych wyzna- 
czono dwunastu adjunktów. Urządzono zawieszone w poprzednim okresie 
seminaryum kandydatów do stanu nadczycielskiego. Uniwersytetowi pod- 
dane były wszystkie szkoły nawet prywatne w całym okręgu. Na czele 
wydziału stał kurator, zależny od ministeryum. Pod władzą kuratora 
znajdowała się rada Uniwersytetu z rektorem na czele. Do tej rady nale- 
żeli wszyscy profesorowie Uniwersytetu. Uchwały zapadały większością 
głosów, przyczem dozwolono votum separatum. Organem wykonawczym 
rady był zarząd z czterech dziekanów i rektora, wybieranych na trzy lata, 
i sekretarz; stanowiła ta rada »rząd Uniwersytetu«. Uniwersytet sam 
obsadza katedry, mianuje członków honorowych, którzy za pośrednictwem 
kuratora zatwierdzeni bywają przez ministra. 

Raz na miesiąc odbywały się sesye naukowe tak zwane akademickie, 
dwie z nich w roku publiczne. Pensya profesorów zwyczajnych 1500 rubli: 
po 25 latach emerytura całkowita, po 15 latach !/4, po 5 latach !/,; takąż eme- 
ryturę brały wdowy do zamążpójścia i dzieci do 21 roku życia lub zamąż- 
pójścia. Rodzinom zmarłych przed pięciu laty wypłacano zapomogę równą 
rocznej pensyi. Profesorowie powołani z zagranicy mieli prawo przywieźć 
lub sprowadzić rzeczy za 3000 rubli bez opłaty cła *). Uniwersytetowi od- 
dano cenzurę książek w całym okręgu. Sprowadzone dla Uniwersytetu dzieła 
z zagranicy nie ulegały kontroli i opłacie celnej. Kasa była pod kluczem 
rektora, jednego z dziekanów i kasyera. Osobna apteka, drukarnia, póź- 
niej księgarnia. Uniwersytet mianuje wizytatorów szkół i daje im instruk- 
cye. Uczniowie Uniwersytetu — poddani wyłącznie dozorowi i sądowi 
Uniwersytetu. Wszyscy uczniowie bez wyjątku podzieleni byli na dzie- 
siątki. Dziesiętnik obowiązany był w razie jakiegoś nadużycia, najpierw 
ostrzedz po przyjacielsku kolegę, a dopiero w razie nieposłuszeństwa 
donieść dziekanowi. Ze starszych uczniów byli wybierani bedele, co 
w późniejszych czasach posłużyło do wytworzenia policyi uniwersyteckiej. 
Otwarcie Uniwersytetu według nowej ustawy nastąpiło dnia 17 czerwca 
1803 roku. Równocześnie powstał komitet dla urządzenia głównego semi- 
naryum duchownego. Duchowieństwo opierało się temu, szczególniej 


1) Ten przywilej na mocy ukazu cesarskiego z d. 29 sierpnia 1803 roku prze- 
niesiony i do innych rosyjskich uniwersytetów. 


+ 905 


zakonne, jak n. p. Bazylianie. Przyczyna główna tej niechęci była nastę- 
pująca: biskup wileński chciał być prezezem wydziału teologicznego, co 
było kanonicznie prawne, a nawet i na zasadzie bulli papieża Grzego- 
rza XIII, na którą profesorowie teologowie powoływali się nieraz, był 
kanclerzem, naturalnie ze względu lekcyi teologicznych — ale rektor 
Strojnowski oparł się temu, więc Uniwersytet zyskał sobie sławę aka- 
tolickiego; co w części było prawdą, ale to odnosi się do czasów póź- 
niejszych już po Śmierci Strojnowskiego. Pierwszą czynnością nowego 
Uniwersytetu było ogłoszenie w gazetach krajowych i cudzoziemskich 
o wakujących katedrach, a także zawiadomienie uczonych i zakładów 
naukowych w kraju i za granicą o ustawie uniwersyteckiej. Posypały się 
oferty różnych znanych i nieznanych profesorów, przeważnie Niemców, 
chociaż i Włochów wielu się zgłosiło. Powstały narzekania, że swoi nie 
mają co robić a cudzoziemcy zabierają im porządny kawałek chleba, nie 
dając gwarancyi żadnej, że przyniosą korzyść społeczeństwu. Strojnowski 
nie mógł puszczać mimo uszu tych narzekań; tłómaczył się, lecz nie 
był wysłuchany, chociaż miał racyę za sobą, bo wezwani na katedry 
wybitniejsi polscy uczeni jak: Śniadecki Jan, Woronicz, Dmochowski 
Franciszek, Linde i inni odmówili. Prawda, że sprowadzenie cudzoziem- 
ców kosztowało 11300 rubli, ale między nimi byli rzeczywiście znako- 
mici jak Frankowie, którzy sławę Uniwersytetu wileńskiego szeroko roz- 
nieśli po Europie i zawiązali stosunki ze wszystkimi zakładami i towa- 
rzystwami naukowemi. Powołanie Groddeka, który zapierał się, że jest 
Niemcem, a do polskości się przyznawał ze względu na Gdańsk, gdzie 
się rodził, było bardzo szczęśliwe, bo on stworzył filologię w Wilnie na 
najlepszych zasadach, jakie w najznakomitszych europejskich instytucyach 
były przyjęte. Niektórzy znowu, jak Bojanus i Capelli, wykształcili się 
w późniejszym czasie na dobrych profesorów, chociaż z początku nie 
wiele obiecywali. Langsdorf, Tarenghi nie długo byli w Wilnie; pierw- 
szy rzeczywiście człowiek uczony i dobry profesor, drugi może i pro- 
fesor dobry, ale haniebnych obyczajów nie mógł być cierpiany. Innych 
cudzoziemców, jak Lobenwein, Spitznagel, Briótet, O'Connor, Pinabel itd. 
otrzymał Uniwersytet w spadku po szkole Głównej; Abicht zaś był na. 
rzucony rozkazem z Peterburga. Skutkiem takiego napływu profesorów, 
nie umiejących po polsku, wykłady nie mogły być prowadzone w języku 
ojczystym, jak tego wymagała ustawa, lecz po łacinie, po francusku, po 
niemiecku, a nawet po włosku i po angielsku miewano odczyty. Tylko 
na wydziale matematycznym można było spotkać się z językiem polskim. 
Naturalnie w początkach. 

Potworzyły się stronnictwa bardzo ujemnie działające na harmonię 
ciała nauczającego; do jednej partyi należeli Śniadecki Jędrzej, Jundziłł; 


=" -J34, = 


do drugiego cudzoziemcy z Groddekiem na czele. Ta niechęć powiększyła 
się jeszcze więcej po objęciu rektorstwa przez Jana Śniadeckiego, który 
trzymając się ustawy wymagał, aby katedry o ile można prędzej zajęli 
rodacy, więc podtrzymywał wojażerów będących za granicą, i na zmianę 
miał im wysłać nowy kontygens przyszłych profesorów; a że nie spieszył 
się z obsadzeniem katedry po Hussarzewskim, a przemyśliwał, jakby Po- 
laka na katedrę literatury powszechnej posadzić; stąd powstały zatargi 
z Groddekiem, który nie mógł tego przenieść na sobie, aby Jan Śnia- 
decki śmiał utrzymywać, że katedra historyi jest niepotrzebną w Uniwer- 
sytecie i na odwrót dziwił się Groddek, jak można za nauki matema- 
tyczne i naturalne dawać stopnie naukowe. Medyatorem w tych zatar- 
gach był książe kurator, dobrze znający i poważający obu mężów: Grod- 
dek był jego nauczycielem, a Śniadeckiego z domem Czartoryskich dawna 
łączyła zażyłość. 

Posiedzenia akademickie, co miesiąc odbywane, na których roztrzą- 
sano kwestye naukowe, były bardzo ważnem wznowieniem przez Komisyę 
edukacyjną zaprowadzonych, lecz z przyczyny niekarności profesorów 
i małego ich naukowego przygotowania nie podtrzymanych i nie rozwi- 
niętych. Dzięki tym posiedzeniom, Uniwersytet stawał się towarzystwem 
naukowem i miał możność zawiązywania stosunków naukowych z innemi 
towarzystwami. Według 50 punktu »Ogólnych postanowień« obowiązu- 
jących Uniwersytet, na takich posiedzeniach bywali profesorowie zwy- 
czajni i członkowie honorowi; gdy zawiązały się spory między profeso- 
rami a głównie między partyą polską a rektorem Strojnowskim o fawo- 
ryzowanie cudzoziemców, profesorowie niektórzy z Jędrzejem Śniadeckim 
na czele zaprzestali bywać na tych posiedzeniach pod pretekstem, że nie 
chcą się kłócić. Z tego zaś ustępu »prace naukowe przedstawiane na 
takich posiedzeniach obrócą na siebie szczególny wzgląd zwierzchności, 
która nie omieszka przyzwoicie one nagradzać«, wyśmiewano się po 
cichu. Niejednokrotnie i zawiść brała górę; albowiem profesorowie Niemcy 
skwapliwie się rzucili do pisania i czytywania rozpraw naukowych — 
za co otrzymywali pierścienie brylantowe, ordery i rangi. Więc zwierzch- 
ność przyzwoicie nagradzała. Za rektoratu Jana Śniadeckiego w r. 1808 
powołano na posiedzenia naukowe i profesorów nadzwyczajnych. Kurator 
przedstawił ministrowi oświaty projekt Uniwersytetu następującej treści: 
ponieważ w ustawie powiedziano jest ogólnikowo o rzeczywistych i za- 
służonych profesorach, bez podziału ich na zwyczajnych i nadzwyczaj- 
nych; ponieważ z biegiem czasu okazało się koniecznością zaprowadzenie 
profesorów nadzwyczajnych a to potwierdzonem zostało przez ministra — 
Uniwersytet znajduje pożytecznem, ażeby nadzwyczajni profesorowie. 
chociaż nie biorą udziału na posiedzeniach radv uniwersyteckiej, lecz na 


SH 20807 53 


posiedzeniach akademickich, jako osoby poświęcające się naukom, mogli- 
by być obecni z prawem głosu. 
Książe kurator powyższy wniosek Uniwersytetu aprobując, przed- 


stawił ministrowi do zatwierdzenia. Minister, pod datą 4 sierpnia 1808, 


przychylnie go przyjął, zatwierdził 1 zalecił profesorom nadzwyczajnym 
brać udział w posiedzeniach literackich z prawem głosu. 

Gdy zaś w roku 1812 stali lektorowie opuścili Wilno i posiedze- 
nia akademickie upadły, bo nie było prócz rektora, ktoby komunikował 
co na nich; Śniadecki postanowił zmusić leniwych profesorów do bywa- 
nia na posiedzeniach i przedstawiania rozpraw naukowych. Przeprowa- 
dził bowiem na radzie Uniwersytetu wniosek, którego główną zasadą 
była kolejność w czytaniu rozpraw porządkiem oddziału nauk i katedr, 
stosownie do wymienienia ich w etacie Uniwersytetu. Tym sposobem 
każdy z profesorów zajmujących jaką katedrę naprzód wiedział, kiedy 
na niego kolej czytania przyjdzie i mógł się odpowiednio na lekcyę 
przygotować. Uchylenie się było już niemożebnem, bo jeżeli choroba 
prawdziwa lub wymyślona stanęła na przeszkodzie osobistego komuni- 
kowania rozprawy, to lektor mógł ją przesłać na posiedzenie, a sekretarz 
rady był obowiązany odczytać ją zebranym. Równocześnie prawie minister 
oświaty rozesłał cyrkularz, pod datą 29 stycznia 1814 roku, w którym 
zaleca, aby nieuczęszczający na posiedzenia rady, konferencye itd. przed 
każdem posiedzeniem nadsyłali wyjaśnienie, dlaczego być nie mogą 
1 żeby odtąd w protokółach posiedzeń nie zapisawano, że ktoś nie był 
obecny z niewiadomej przyczyny. 

Posiedzenia akademickie były zwyczajne, na których czytywano 
rozprawy specyalne, dla badaczów przeznaczone, i publiczne, na których 
odczytywano rzeczy zajmujące szerszą publiczność, więc popularniej uło- 
żone. Te ostatnie odbywały się stale dwa razy do roku, na zakończenie 
roku szkolnego 30 czerwca, i 15 września na rozpoczecie nowego kursu 
nauk. Protokołów tych posiedzeń nie miałem w ręku. Znajdują się one 
prawdopodobnie w Petersburgu, a ekstrakty w formie doniesień w mu- 
zeum Czartoryskich, za czas kuratoryi księcia Czartoryskiego. 

Ażeby tak ważnego oddziału zupełnie nie opuścić w niniejszej 
pracy, robiłem wyciągi z czasopism i z tego ułożyłem jaką taką całość. 
Że zaś trzymałem się porządku chronologicznego, oznaczając pojedyńcze 
posiedzenia kolejnymi numerami, przeto każdy, kto będzie miał możność 
rozporządzać szczegółami przez nas nieuwzględnionymi dla braku mate- 
ryałów, może dopełnić nimi ten dział wiadomości o Uniwersytecie wileń- 
skim. Oprócz wyżej wzmiankowanych posiedzeń akademickich, Uniwersytet 
wywoływał jeszcze wśród inteligencyi prace naukowe za pośrednictwem 
konkursów, jeżeli chodziło o obsadzenie wakującej katedry, lub też dla 


" 


* 20-53 


obudzenia badań w pewnym kierunku naukowym, przeznaczając na ten 
cel złote medale, lub poważne sumy pieniężne. O zakładach pomocni- 
czych specyalnie mówiliśmy powyżej, tutaj pokrótce wspotnnę, że Uni- 
wersytet przyjął w spadku nie wiele i do tego lichotę, Biblioteka licząca 
goo dzieł, była bardzo słabo opatrzona. Teatr anatomiczny urządzony 
był w jakiejś starej oranżeryi. Muzeum anatomiczne było tak ciasne, cho- 
ciaż ubogie pod względem liczby okazów, że nie było miejsca w niem 
na zajęcia praktyczne. Laboratoryum chemiczne względnie niezłe. Ogród 
botaniczny miał 1300 gatunków. Gabinet historyi naturalnej złożony 
z darów Ogińskiego i Wicherta tylko, gdyż to co zostawił Gilibert 
i Forster przepadło, i Spitznagel nie miał wielkiego zachodu z ułożeniem 
niewielkiego zbioru. W gabinecie fizycznym pomimo szczodrobliwości 
Mickiewicza brakowało narzędzi optycznych, dioptycznych, gazometrów 
i t. d. Obserwatoryum niezłe. Poczobut dużo włożył pieniędzy na kupno 
instrumentów, dlatego krzyczących braków nie było. W muzeum staro- 
żytności było 268 medali i 295 monet. Drukarnia bardzo licha, bra- 
kowało wiele czcionek. Podobno Poczobut drukując swoją rozprawę 
»O zodyaku w Denderach« w r. 1803, piórem dopisywał brakujące litery. 
Gdy Zawadzki Józef wziął drukarnię na siebie, stan jej od razu się po- 
lepszył. Nad ostatecznem zorganizowaniem Uniwersytetu pracowała spe- 
cyalna komisya do roku 1808. Komisyę tę składali: Józef Mickiewicz, 
Jędrzej Śniadecki, Józef Frank, Szymon Malewski, Ernest Groddek. 
Główne zarysy były następujące: rektor zasiadał i na posiedzeniach 
fakultetowych, lecz bez głosu. W razach naglących sam rektor załatwia 
sprawy, o czem zawiadamia radę lub rząd. Żaden profesor nie może 
dawać więcej nad dwa kursa (ten punkt wielokrotnie był naruszany). 
Gdyby który z profesorów nie miał sześciu słuchaczy, rada wyznacza 
mu zajęcie podobnie jak adjunktowi. Rektor był w randze V, dziekan 
w VI, profesorowie w VII, doktorowie w VIII, magistrowie w IX, 
kandydaci w XII, rzeczywisty student wchodzący do służby w XIV. 
Z grona profesorów utworzono komitet szkolny, który zarządzał szkołami 
wydziału wileńskiego. Uniwersytet na posiedzeniu rady przedstawił wnio- 
sek: ponieważ rząd Uniwersytetu, mając wiele spraw do rozpatrzenia, nie 
może z odpowiednią pilnością zająć się nadzorem szkół okręgu, z jaką 
mogą to czynić osoby specyalnie do nadzoru wyznaczone, przeto pro- 
ponuje się urządzenie komitetu szkolnego, do którego przeznacza się 
prof. Mickiewicza, Jundziłła i sekretarza Uniwersytetu. Ten komitet pod 
kierunkiem rektora winien mieć na swej pieczy to wszystko, co się do 
szkół odnosić będzie; przedewszystkiem znać ludzi, którym obowiązki 
wyznacza, a o wszystkich swoich zarządzeniach daje znać radzie uniwer- 
syteckiej. Rada powyższy wniosek Uniwersytetu przedstawiła za pośred- 


== 9032 5 


nictwem kuratora ministrowi oświaty z prośbą o zatwierdzenie komitetu 
i członków jego na jeden rok. Minister uznając podobną instytucyę za 
bardzo pożyteczną, zatwierdził ją 3 października 1807 r. z tem zastrze- 
żeniem, żeby komitet o ważniejszych sprawach niezwłocznie donosił 
radzie uniwersyteckiej. W seminaryum kandydatów do stanu nauczy- 
cielskiego miało być co najmniej 20, a z nich przynajmniej 8 powinno 
się poświęcać studyom literackim, o co prosił Groddek. Kandydat wstę- 
pując do seminaryum, dawał przyrzeczenie na piśmie, że się poświęci za- 
wodowi nauczycielskiemu. Pensya roczna wynosiła od 180—300 rubli; 
1 za trzy lata utrzymania w seminaryum obowiązany był odsłużyć 6 lat. 
Wizytatorom szkół, szczególnie klasztornych, zaleconem było zwrócenie 
bacznej uwagi, by młodzież zakonna sposobiąca się do stanu nauczy- 
cielskiego była wysyłaną do seminaryum. Kandydat po pierwszym roku 
oświadczał, jakiemu przedmiotowi chce się wyłącznie poświęcić, zdawał 
z niego półroczne egzaminy i podawał roczne rozprawy, broniąc ich 
publicznie. Urządzenie wydziału lekarskiego przez Jana Piotra Franka 
było następujące: pierwszy rok nauki fizyczne, drugi i trzeci — teorya 
medycyny i chirurgii; czwarty i piąty praktyka. Po pierwszym roku 
uczeń zdawał egzamin na kandydata filozofii, co dawało mu prawo za- 
pisania się na wydział medyczny. Po trzecim roku trzygodzinny egzamin 
dawał stopień magistra medycyny. W dziesiątem półroczu uczeń doglą- 
dał trzech chorych i odbywał trzy operacye, przypadłe mu losowaniem, 
poczem zdawał egzamin na doktora medycyny i chirurgii. Za staraniem 
Józefa Franka założono instytut lekarski, z początku na 30, później na 
ioo wychowańców 1) Już w r. 1812 zakład ten dostarczył 20 lekarzy 
do szpitali wojskowych. Za rektoratu Śniadeckiego otworzono semina- 
ryum główne dla duchowieństwa. Groddek z inicyatywy i za pieniądze 
księcia generała ziem podolskich, urządził seminaryum filologiczne. Nie- 
obsadzone katedry historyi powszechnej i literatury zajęte; pierwsza przez 
Lelewela, druga przez Słowackiego. Jeszcze w r. 1807 książę kurator 
zamierzał utworzyć przy Uniwersytecie wileńskim katedrę języków wscho- 
dnich; powołany na nią Klaproth, najpierw przyjął, później się wymówił; 
miano więc zamiar wysłać Świeżo sekularyzowanego młodego Bazylianina 
Żukowskiego do Oxfordu i Rzymu, lecz doszło to do skutku dopiero 
później, bo po 1o latach wyjechał w tym celu za granicę X. Bobrowski. 
Wojażerowie utrzymywani byli przez Uniwersytet, tym sposobem jezuicka 
metoda wysyłania zdatniejszych do zakładów naukowych zagranicznych 
dla specyalnego wykształcenia się w jakimś przedmiocie, przyjętą przez 
Uniwersytet i podtrzymaną została. Różnymi czasy, różni uczeni polscy 


1) Sbornik postanowlenji. Etat do art. 489. 15 listopada 1820. I, 39. 


dla dopełnienia swych naukowych wiadomości wyjeżdżali za granicę: 
Ołdakowski do Getyngi, Besser do Wiednia, Herberski do Wiednia i Pa- 
ryża, Biernacki historyk do Szwecyi, gdzie zbierał materyały; Borsuk 
i Mianowski również byli przeznaczeni do wojażu, lecz przybycie Fran- 
ków do Wilna zmieniło ich dotychczasowy kierunek naukowy, Borsuk 
chemik, a Mianowski botanik, zostali słuchaczami medycyny. 

Jeszcze za rektoratu Strojnowskiego, mianowicie 20 sierpnia 1304 
wydany był ukaz cesarski do ministra finansów, na zasadzie którego 
półprocentowy podatek z majątków pojezuickich w gubernii mińskiej, 
wołyńskiej, podolskiej, kijowskiej i białoruskich, wynoszący 4.678 rubli 
13%/4 kopiejki, a także tak zwana »superata«, dochód dodatkowy w tychże 
guberniach i litewskich wynoszący 3.427 rubli 76! kopiejki, a razem 
z powyższym 8.105 rubli go'/, kopiejki, wpływający dotychczas do kasy 
państwa, a nie dorfunduszów pojezuickich, przeznaczony został na cele 
szkolne w wydziale wileńskim, ponieważ te majątki przez fundatorów 
na wychowanie młodzieży były zapisywane. Oprócz tego, ponieważ z fun- 
duszów pojezuickich utrzymywano w Wilnie szkołę wojskową, na którą 
wydatkowano 7.305 rubli i utrzymywano jeszcze trzech pastorów dla 
gubernii mińskiej, wołyńskiej i podolskiej z płacą 400 rubli każdemu — 
przeto cesarz Aleksander polecił te wydatki, wynoszące razem 8.505 rubli 
przyjąć na rachunek kasy państwa, a pieniądze z dochodów pojezuickich 
na ten cel używane oddać Uniwersytetowi na rzecz szkół wydziału wileń- 
skiego. Tegoż dnia cesarz zatwierdził projekt urządzenia szkół w wy- 
dziale wileńskim: w każdej gubernii gimnazyum, w powiecie szkoła po- 
wiatowa, już to obsługiwana przez zakony, już przez ludzi świeckich. 
Ponieważ seminaryum główne urządzono w klasztorze augustyańskim, 
przeto Augustyanom oddano w Kownie należące do Uniwersytetu bene- 
ficyum. Urządzenie liceum krzemienieckiego przy współudziale Czackiego, 
nader czynnym, również w tym czasie przyszło do skutku. Wspomina- 
liśmy, że Uniwersytet otrzymał w spadku teatr anatomiczny w starej 
oranżeryi. Śniadecki za pośrednictwem kuratora prosił o ustąpienie mu- 
rów zrujnowanego pałacu metropolity unickiego, gdzie według planów 
miano pomieścić teatr anatomiczny, gabinet zoologiczny, mieszkanie pro- 
sektorów, kuchnie, wanny, itd. a także szpital weterynaryjny i maneż. 
Cesarz ukazem 16 maja 1808 roku wydał rezolucyę, oddając Uniwer- 
sytetowi ten pałac i zrujnowaną spaską cerkiew. Również za rektoratu 
Śniadeckiego urządzono szkoły w białostockim obwodzie, przyłączonym 
do Rosyi przez traktat tylżycki, i gimnazyum w Kijowie. Do biblioteki 
zakupiono rękopisy Dogiela i Albertrandego, do zbiorów mineralogicznych 
weszła sławna kolekcya Symonowicza i hr. Walickiego. Uniwersytet 
w tym czasie przyszedł do wielkiej wziętości w kraju i powagi za gra- 


== 939 *% 


nicą. Dwadzieścia tysięcy z górą uczącej się młodzieży obejmował już 
we wszystkich szkołach swojego wydziału. Garnęła się zewsząd młodzież 
do Wilna, dla nauk. Poznań i Warszawa dostarczyły uczniów rozmaitym 
fakultetom, a szkoła lekarska zwabiała nawet cudzoziemców, sposobią- 
cych się do służby w Rosyi, albo ubiegających się o stopnie naukowe 
i wolną praktykę. W tym okresie przybyły katedry: teologii pasterskiej, 
farmacyi, sztycharstwa, lekcye ekonomii politycznej, filozofii moralnej, 
fizyologii; języków: hebrajskiego (wznowiono wykłady), włoskiego i an- 
gielskiego. Otwarto kliniki. Zbudowano piękną salę chemiczną, audy- 
toryum dla historyi naturalnej, wspaniały teatr anatomiczny z przyle- 
głemi budowlami, zakład weterynaryjny, otoczono murem ogród botani- 
czny. Różne gabinety wzbogacone zostały cennymi nabytkami. 
Ponieważ Uniwersytet rozwija się nadzwyczajnie, przeto suma eta- 
towa nie wystarcza. Kurator w r. 1807 uzyskuje subwencyę jednorazową 
30.000 rubli, a w r. 1811, 60.000. Oprócz kapitałów, które na pierwsze 
opatrzenie Uniwersytetu i szkół otrzymał w ilości 7c.000, i owych su- 
perat, półprocentowego podatku, zwrotu za utrzymanie szkoły wojsko- 
wej i t. d. Nadszedł rok 1812 i cały ten gmach z taką pilnością i za- 
miłowaniem a znajomością rzeczy wznoszony, wali się w gruzy. Fran- 
cuzi zajęli Uniwersytet, ogromnie go zniszczyli, mało brakowało, że nie 
spalili, chcieli zabrać kasę uniwersytecką, rozprószyli uczących się, sło- 
wem zadali niepowetowaną klęskę, któraby była ostateczną, gdyby nie 
rektor Śniadecki. Człowiek ogromnej energii, sam jeden, w takim chao- 
sie nie stracił głowy i na swych barkach dźwignął ciężar nad siły. 
I jakaż go za to spotkała nagroda? Przedewszystkiem profesorowie 
Niemcy, którzy opuścili Uniwersytet samowolnie i udali się do Peters- 
burga, oskarżyli Śniadeckiego przed ministrem oświaty, jako człowieka 
szkodliwego, wrogo usposobionego do wszystkiego co rosyjskie. Otacza- 
jący zaś cesarza Aleksandra oskarżyli Śniadeckiego o zdradę, którą jakoby 
popełnił w czasie pobytu Napoleona w Wilnie. Cesarz przekonał się, że 
Śniadecki jest uczciwym człowiekiem, wrócił mu szacunek i zaufanie; 
minister nie dał się przekonać, że był w błąd wprowadzony przez ludzi 
złej woli i niedwuznacznie dawał to uczuć rektorowi, co nadzwyczaj źle 
wpływało na odnowienie nauk w wydziale wileńskim po pogromie. 
A pogrom dotkliwie dał się uczuć Uniwersytetowi i szkołom podwład- 
nym jemu. Dochody się przerwały, domy najpotrzebniejsze obrócone na 
szpitale wojskowe; liczba studentów z 500 spadła na 160, po większej 
części z powodu epidemii, braku mieszkań zrujnowanych i niedostatku 
drew na opał; połowa oficyalistów chora na tyfus. Seminaryum główne 
nie otworzone nawet dla braku pieniędzy i zupełnie zrujnowanego kla- 
sztoru; nakoniec nie mało lekcyi zamknięto, bo profesorowie Szulc, Sy- 


080. 


monowicz i emeryt Pocołojewski umarli, Illrobenwein zaś, Bojanus, Pina- 
bel i Czerniawski siedzieli w Petersburgu, a Frank w Wiedniu. Kurator 
był nieobecny, a minister milczał. Gdyby na milczeniu poprzestawał tylko, 
strata dla instrukcyi byłaby nie wielka, gorzej że arbitralnie, wbrew usta- 
wie postępował ignorując najzupełniej rektora, dlatego i mówię, że mil- 
czał, bo na korespondencyę rektorską wcale nie odpowiadał. Oto dowody: 
Szkoły z gubernii wołyńskiej, podolskiej, kijowskiej i białoruskich t. j. 
mohilewskiej i witebskiej, otrzymały rozkaz od ministra znoszenia się 
wprost z nim, z pominięciem Uniwersytetu. Skutkiem czego powstał 
zupełny nieład. Na domiar złego, książę kurator siedział bezczynny 
w Warszawie i Uniwersytetem nie zajmował się wcale. Czekał aż go 
wezwie cesarz. Dlaczego? Kwestyę tę wyjaśnia w części Anna hr. Po- 
tocka w swych Pamiętnikach !), a jeszcze lepiej wyjaśnia to jenerał Szil- 
der *). Śniadecki, znudzony bezcelową walką, ustępuje z rektorstwa, a ks. 
kurator wyjednywa u cesarza Aleksandra ukaz z dnia 23 grudnia 1813 
do ministra oświaty o doprowadzenie Uniwersytetu i szkół mu pod- 
władnych do stanu pierwotnego, bez naruszenia praw i przywilejów. 
Minister prawa i przywileje natychmiast naruszył, jakeśmy to przywiedli 
w życiorysach tych profesorów, którzy w Petersburgu przebywali, jak: 
Lobenwein, Bojanus, Czerniawski, Pinabel. Również w sprawie szkół, 
w Sprawie wizytatorów, minister wbrew ustawie postępować zaczął, 
mszcząc się w ten sposób na Śniadeckim, który ustąpił już z widowni. 
Zasługi Śniadeckiego jak i jego poprzednika Strojnowskiego dla cesar- 
skiego Uniwersytetu były nadzwyczajnej doniosłości. Uniwersytet dzięki 
cudzoziemcom był zreorganizowany na modłę europejską; co mu wytyka 
w późniejszym czasie Nowosilcow. Równocześnie prawie z ustąpieniem 
Śniadeckiego, ustąpił i minister Razumowskij, który dla Uniwersytetu 
nic dobrego nie zrobił, przeciwnie, jako naczelnik dużo zrobił złego, na- 
ruszając ustawę. Następca jego książę Golicyn objął ministerstwo, a Szy- 
mon Malewski rektorstwo. Za rektoratu Malewskiego, Uniwersytet od- 
znacza się wyrabianiem sił własnych, krajowych; liczba cudzoziemców 
zmniejsza się, Polaków Świetnie przygotowanych do katedry wzrasta. 
Wielu uczonych wyjeżdża za granicę, z których w przyszłości powstaną 
znakomici profesorowie. Wpływ ministra mistyka na Uniwersytet za- 
znacza się między innemi cyrkularzem, aby Nowy Testament wprowadzić 
do szkół i szkółek wileńskiego okręgu. W tym czasie zakres działal- 
ności ministra oświaty rozszerza się, gdyż przyłączono do niego mini- 
sterstwo wyznań i święty synod. W r. 1817 wysłani wojażerowie: Dani- 


1) Op. cit II. 143 i n. 
23) Op. cit. III. przed r. 1815. 


— 54 — 


łowicz do Warszawy, Petersburga i Niemiec; Poliński, Górski do Paryża; 
X. Bobrowski do Paryża i Rzymu; Sobolewski i Drzewiński do Paryża; 
Podczaszyński do Włoch i Paryża; Józef Jundziłł Ołdakowski i Her- 
berski są jeszcze za granicą. Później wyjechali: Czerski, Oczapowski, 
Abłamowicz, Sławiński, Jentz, za granicę; Mołochowiec do Warszawy 
dla studyów w zakładzie głuchoniemych; Malewski, Piasecki, Fryczyński 
do Berlina, Getyngi; Sławecki, rytownik, do Petersburga; Rusiecki do 
Rzymu, Sękowski na Wschód, do Turcyi, Małej Azyi, Egiptu i Syryi. 
Skutkiem tego podwaja się liczba katedr w Uniwersytecie, a wszystkie 
zajęte są przez krajowców i niemal wyłącznie przez uczniów Uniwersy- 
tetu wileńskiego. Dnia 23 września 1818 roku, szkoły w gubernii kijow- 
skiej włączone zostały do charkowskiego okręgu naukowego na tej za- 
sadzie, że są za odległe od Wilna i dlatego trudno niemi zarządzać. 
Ważne postanowienie zapadło 25 marca 1818 r. co do zabezpieczenia 
funduszu edukacyjnego z majątków pojezuickich. Ponieważ obywatele 
posiadający dobra pojezuickie sprzedawali te dobra, dzielili na części, 
oddawali jako zakład za dług — przeto zawiadujące funduszem eduka- 
cyjnym komisye wypracowały ustawę, zatwierdzoną przez cesarza, na 
mocy której posiadający dobra pojezuickie, zanim się rozporządzi niemi, 
winien przedewszystkiem podać prośbę do Komisyi sądowo-edukacyjnej, 
z wyłuszczeniem, jaki ma zamiar odnośnie majątku, którym włada. Ko- 
misya rozpatrzywszy sprawę, robi postanowienie i przedstawia takowe 
ministrowi oświaty; poczem donosi izbie skarbowej i Uniwersytetowi, 
że taki to majątek przeszedł we władanie, na takich to warunkach, do 
takiego. Ponieważ wiele majątków jezuickich przepadło wskutek tego, 
że dzierżawcy ich zmieniali samowolnie nomenklaturę i takim sposobem 
zacierali ślady — postanowiono pod żadnym względem nie zmieniać 
nomenklatury, nawet wówczas, gdyby jakiś majątek na kilka części był 
podzielony. Tegoż roku 1818 dnia 28 grudnia zapadła uchwała, aby 
lektorowie i nauczyciele języków należeli do X klasy, a nauczyciele 
sztuk pięknych do XIl-ej. Postanowienie to dla Uniwersytetu wileń- 
skiego miało niemałe znaczenie ze względu służbowego, gdyż przy 
określeniu pensyi zwracano uwagę i na klasę; a w ustawie uniwersy- 
teckiej o lektorach, w jakiej mają być klasie, nie zrobiono wzmianki. 
Również ważne postanowienie ogłosiło ministeryum oświecenia w spra- 
wie udzielania stopni doktorskich. Postanowienie to wywołane było 
w części nadużyciem w udzielaniu tych stopni przez uniwersytet dor- 
packi i akademię jezuicką w Połocku. Szczególniej ta ostatnia udzielała 
szeroko stopni naukowych bez względu na przygotowanie naukowe do- 
ktorandów. Minister ks. Golicyn w owem postanowieniu (20 stycznia 
1819 r.) nie zapomniał i o Uniwersytecie wileńskim, lecz głównie dla- 


tego, że już wówczas krzywo się patrzano w Petersburgu na Uniwer- 
sytet, chociaż ten pod względem naukowym stał bardzo wysoko. W kli- 
nice chirurgicznej powiększono liczbę łóżek do 12; w klinice chorób 
wewnętrznych było ich 16, a w, położniczej pod Mianowskim 6. Utwo- 
rzono nową katedrę dyplomacyi i geodezyi. Ogłoszono konkursy na ka- 
tedrę historyi powszechnej 1 filozofii; od dawna wakującą katedrę litera- 
tury, wymowy 1 poezyi zdobył drogą konkursu Leon Borowski. W tym 
czasie zreorganizowano gimnazyum wołyńskie na liceum krzemienieckie 
(18 stycznia 1819); akademię połocką zamknięto skutkiem najwyższego 
rozkazu z 13 marca 1820r. i Jezuitom rozkazano opuścić Rosyę. Szkoły 
przez Jezuitów utrzymywane oddano pod zarząd Uniwersytetu i pod 
zawiadywanie następującym zakonom: wyższą szkołę w Połocku oddano 
Pijarom; w Witebsku — Bazylianom; w Orszy — Dominikanom; w Mści- 
sławiu — Bernardynom; które to szkoły po dwuletniem zamknięciu 
otworzone zostały 14 kwietnia 1822 roku a zamiast użwaldskiej szkoły 
jezuickiej, otworzono powiatową szkołę w Krasławiu pod zawiadywa- 
niem księży Misyonarzy. 

Gabinety i muzea powiększały się zakupami najlepszych przed- 
miotów, które nabywali na miejscu wojażerowie wileńscy. Laupman wy- 
delegowany był do puszczy białowieskiej, ażeby zbadać żubry i dla 
gabinetu zootomicznego przygotować z nich preparaty, na co otrzymano 
16 kwietnia 1820 r. najwyższe zezwolenie. Między urzędnikami uniwer- 
syteckimi był budowniczy, obowiązkiem którego było rysowanie planów 
dla budynków uniwersyteckich i szkół całego okręgu, Śledzenie za pra- 
widłowem wykonaniem robót. Te czynności od r. 1807 spełniał profesor 
architektury przy Uniwersytecie za dodatkową pensyą 300 rubli; że zaś 
obowiązki te przeszkadzały profesorowi przy wykładzie lekcyi, przeto 
Uniwersytet za pośrednictwem ministra uzyskał najwyższe zezwolenie 
I marca 1821 roku, aby był pomocnik profesora architektury z pensyą 
300 rubli i 1oo rubli na materyały, któryby spełniał obowiązki budo- 
wniczego Uniwersytetu. Za czasów Uniwersytetu zorganizowało się To- 
warzystwo lekarskie (1805), któremu w r. 1819 przyznano tytuł »impe- 
ratorskiego«. Uniwersytet nie miał swego organu, lecz profesorowie za- 
łożyli » Dziennik wileński«, »Gazetę literacką, w których drukowano 
rozporządzenia, tyczące się Uniwersytetu i szkół; rozprawy profesorów, 
sprawozdania wojażerów również w tych czasopismach znajdowały miej- 
sce. »Kuryer litewski«, » Kalendarzyk polityczny«, można także zaliczać 
do półurzędowych organów Uniwersytetu. Niektóre rzeczy tyczące się 
Uniwersytetu drukował czasami » Tygodnik wileński« i » Dzieje Dobro- 
czynności «. 

Rz Rektor Malewski był administratorem wytrawnym, ale łatwo dał 


= s > 


się powodować innym, nie zawsze zasługującym na zaufanie; stąd sypały 
się nieprzyjemności na niego ze strony kuratora i ministra. Jedną z takich 
nieprzyjemności było zabronienie Uniwersytetowi wydawania stopni nau- 
kowych w roku 1819 i obostrzenie ich nowymi przepisami. Lecz to nie 
pomagało, albowiem kandydatów corocznie tylu promowano, ilu było 
kończących nauki. Minister pod dniem 18 października 1821 r. zabronił 
Uniwersytetowi promować na kandydatów, dopóki ci nie będą przez 
ministra zatwierdzeni. Ten punkt bardzo dla Uniwersytetu dotkliwy za- 
twierdził cesarz pod powyższą datą. Ażeby wynagrodzić młodzieży to 
surowe postępowanie ministra, chociaż sprawiedliwe, zawiązał Uniwer- 
sytet stosunki z instytutem dróg i komunikacyi, aby nasza młodzież 
mogła się kształcić na inżynierów. Jeździł nawet w tym celu profesor 
Górski. Rezultat był dobry; wielu wychowańców wileńskich dopełniło 
w Petersburgu specyalnego wykształcenia. W ostatnich latach rektor- *"- 
stwa Malewskiego Uniwersytet stał na wysokim stopniu doskonałości. 
Lelewel na katedrze historyi, Gołuchowski na katedrze filozofii, Bobrow- 
ski po powrocie z zagranicy pod wpływem księcia kuratora proponował 
reformę fakultetu teologicznego; Bojanus przemyśliwając o instytucie 
weterynaryi urządził wreszcie szkołę weterynaryjną niższego rzędu. Liczba 
uczniów również wzrastała z każdym rokiem, w roku 1818 było 450, 
w 1819 — 570, a w r. 1820 — 630; w tej liczbie 120 księży, 60 fun- 
duszowych uczniów medycyny, 18 kandydatów do stanu nauczyciel- 
skiego. Przy tak wielkiej liczbie uczniów okazała się potrzeba przycho- 
dzenia im z pomocą materyalną, bo biedaków było dużo; zawiązano 
więc Towarzystwo pomocy, na czele którego stanął prof. Mianowski. 
Towarzystwo to Świetnie się rozwijać zaczęło, od czasu bowiem otwar- 
cia jego 3 września 1821 r., przy rewizyi kasy 1o marca 1822, okazał 
się dochód: funduszu wieczystego, wstępnego, miesięcznego, ofiar jedno- 
razowych, razem 3.461 rubli 713%/J, kop.; że zaś rozchodu w tymże cza- 
sie było 812 rubli 79 kop., przeto pozostało się w kasie 2.648 rubli 
923/4 kop. Takie porządne stowarzyszenie było w niesmak niektórym 
profesorom, niedobitkom partyi niemieckiej; obawiali się oni o utratę 
swojego stanowiska w społeczeństwie, a do tego towarzystwa należeć 
nie chcieli; potrafili tedy przekonać kogo należy, że towarzystwo to jest 
tendencyjne, polityczne i dlatego zwinięte zostało, a Mianowski został 
narażony na wiele przykrości. W tym mniej więcej czasie powstało w Pe- 
tersburgu stowarzyszenie sławianofilów, lepiej znane pod imieniem kółka 
hr. Rumiancowa. O tem kółku jużeśmy mówili — tu zaś dlatego o niem 
wspominamy, że ono starało się wszelkiemi siłami o usunięcie księcia 
Golicyna z ważnego stanowiska ministra oświaty i wyznań, gorliwego 
pietyka, a obsadzenie tego miejsca przez jednego z członków kółka, aby 





| Z ZEN 


— 544 — 


tą drogą wpłynąć przeważnie na propagandę swych przekonań polity- 
cznych, narodowych i socyalnych. Książę Czartoryski, doskonale powia- 
domiony o celach i daleko idących projektach sławianofilów, postanowił 
przeciw nim działać za pomocą reform Uniwersytetu, które się okazały 
koniecznemi, chociażby i dlatego, że młodzież uniwersytecka, naśladując 
młodzież niemiecką, wiązała się w stowarzyszenia, które ją mogły za 
daleko zaprowadzić; a jakkolwiek przeprowadzone śledztwo przez spe- 
cyalną komisyę nie wykazało nic nad to, co pozwolił rektor Malewski, 
Czartoryski postanowił powołać na rektora człowieka poza Uniwersyte- 
tem dotychczas będącego, zatem wolnego od wszelkich aspiracyi do tej 
lub owej koteryi, na jakie dzielili się profesorowie Uniwersytetu, czło- 
wieka sprężystego, któryby spełniając ściśle rozporządzenia kuratora, 
mógł prędzej te reformy przeprowadzić. Takim rektorem, którego myślał 
najlegalniejszą drogą, gdyż drogą elekcyi przeprowadzić, był Józef Twar- 
dowski, członek honorowy Uniwersytetu, wizytator szkół gubernii miń- 
skiej '. Rektor Malewski zdał swemu następcy Uniwersytet znakomicie 
już rozwinięty. Uczniów było 826, gdy tymczasem w r. 1803 było ich 
tylko 286. Ze czterech fakultetów najliczniejszy był fizyczno-matematy- 
czny, najmniej liczny literacki. Tak np. w r. 1822 było na pierwszym 
z nich 341 uczniów, na literackim 98. Ten stosunek przez cały czas 
istnienia Uniwersytetu zachowywał się niezmiennie. Lekarski oddział 
miał 174 uczniów, a moralno-polityczny 213 (razem z 50 seminarzystami). 
Do gabinetu fizycznego przybyły nowe narzędzia z Paryża, które Drze- 
wiński przywiózł. Gabinet anatomiczny, dzięki Bielkiewiczowi, ogromnie 
się rozwinął. Szkła sprowadzone z Petersburga, nie mało się przyczyniły 
do ozdoby tego gabinetu. Gabinet chirurgiczny, również w tym czasie 
znacznie się wzbogacił wielu narzędziami. Ogród botaniczny liczył roślin 
przeszło 6.000. Gabinet zootomiczny miał do 2.000 egzemplarzy. Gabinet 
modeli i machin, pomnożony przez Górskiego, był w niedzielę otwie- 
rany dla publiczności, ażeby rzemieślnicy mieli możność oglądając go, 
uczyć się. Wzorowe narzędzia rolnicze sprowadzono z zagranicy. Oprócz 
rektora Malewskiego, Uniwersytet utracił Chodaniego, który umarł, Ję- 
drzeja Śniadeckiego i Franka, którzy przeszli na emeryturę; zyskał Ocza- 
powskiego, który objął katedrę agronomii i Herberskiego, który po Franku 


1) Ważnym przyczynkiem do dziejów Uniwersytetu za rektoratu Twardow- 
skiego, jest korespondencya rektora z księciem kuratorem, o której wspominałem 
powyżej na stronicy 8. Korespondencya ta wyszła obecnie z druku p. t.: »Książę 
Adam Czartoryski i Józef Twardowski. Korespondencya 1822 —1824, do druku uło- 
żył J. Ogończyk. Poznań, czcionkami drukarni »Dziennika poznańskiego«<, 1899, 80 
str. 309. (Odbitka z »Rocznika Towarzystwa Przyjaciół Nauk« poznańskiego, Tom 
XXVI.) 


=P DĄ) 


prowadził klinikę. Młody lecz słynny już uczony Gołuchowski objął 
katedrę filozofii. Na schyłku rektoratu Malewskiego rozpoczęto wykład 
nauki procesu sądowego (Korowicki). Z liczby stypendystów uniwersy- 
teckich Malewski przykładał się za granicą do nauk prawnych, Piasecki 
Maryan w kameralistyce, Fryczyński w agronomii, Smokowski w Pe- 
tersburgu w malarstwie się ćwiczył, a Ludwik Sobolewski w Wiedniu 
do filologii się przykładał. 

W celu zaprowadzenia szkoły weterynaryi praktycznej Uniwersytet 
poczynił odezwy do obywateli, aby przysyłano uczniów, którzyby przez 
trzy lata uczyli się kuć konie i leczyć choroby kopytowe, później zaś 
poznawać i leczyć choroby wewnętrzne. W rok później poczęto dawać 
weterynaryę po polsku (1824), dotąd wykładaną po łacinie, a Uniwer- 
sytet dając przykład posiadaczom ziemskim, postanowił utrzymywać z do- 
chodów swych dóbr beneficyalnych kilku uczniów przy tej szkole, którzy 
po odbytej nauce, rozimieszczeni w różnych beneficyalnych majątkach, 
stali się bardzo pożytecznymi. Nauka budowy dróg, mostów i kanałów, 
tudzież nauka żeglugi wewnętrznej w tymże czasie po raz pierwszy w Wilnie 
zaczęła być wykładaną. Słowem na wydziale matematyczno-fizycznym za- 
mierzano skierować instrukcyę ku praktyce, nie poprzestając li tylko na 
teoryi. Z wstąpieniem na urząd rektora Twardowskiego, rozpoczęto wykła- 
dać naukę chrześcijańską. Twardowski miał dużo dobrych chęci, rozumiał 
położenie rzeczy, postanowił spełnić trudne lecz w danych okolicznościach 
ważne i konieczne obowiązki. Zaledwie rozpoczął czynności swoje, rozwinął 
się proces Filaretów, który prowadził Mikołaj Nowosilcow; rezultatem tego 
procesu było uwolnienie kilku profesorów i wysłanie do głębi Rosyi 
wielu z młodzieży już to uczącej się, już będącej na stanowiskach. Kółko 
Rumiancowskie systematycznie działając, usunęło księcia Golicyna, na- 
stępcą jego został Szyszkow; wówczas książę kurator Czartoryski także 
dymisyę swoją złożył w ręce cesarza; za kuratorem poszedł i Twar- 
dowski. 

Dotychczasowi kuratorowie, byli to wielcy panowie, zbliżeni do 
I)woru, nie pobierający pensyi. Mianowany po Czartoryskim kuratorem 
hr. Laval, urzędnik w kolegium spraw zagranicznych i członek głównego 
rządu szkół, a pobierający poprzednio jako inspektor w kadeckim kor- 
pusie morskim pensyę 2.000 rubli, wniósł prośbę do ministeryurn, aby 
mu wyznaczono pensyę odpowiednią nowemu przeznaczeniu, prócz tego 
pieniądze stołowe i na wydatki w podróży, a wszystko srebrem, nie 
asygnacyami. Ministeryum znalazło się w niemałym kłopocie, bo w bu- 
dżecie pensya dla kuratorów nie była przewidzianą, więc rozwiązało tę 
kwestyę w ten sposób, że Lavalowi dano inne przeznaczenie, a kuratorem 


mianowano Nowosilcowa, który zobowiązał się poprzestać na starostwie 
UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM IL. 35 


=* 040 Ge 


słonimskiem, którem został obdarzony. Na zastępcę rektora po Twardow- 
skim powołany został Pelikan, dotychczas przez Nowosilcowa ignoro- 
wany. Bolało to niezmiernie Pelikana, postarał się więc zasłużyć na 
zaufanie, wszystko zrobił, co należało i nie należało, tak że wreszcie po- 
zyskał zaufanie, jakiem do Śmierci swej cieszył się Becu. Ponieważ ad- 
mirał Szyszkow, nie dwuznacznie dał poznać Nowosilcowowi, że rządy 
Czartoryskiego nie odpowiadały widokom rządu (właściwie kółku Rumian - 
cowskiemu), a wyrażając życzenie, aby odtąd Uniwersytet i szkoły inną, 
narodową, rosyjską szły drogą, zapytał się między innemi, kiedy można 
się spodziewać, że kancelarya Uniwersytetu zniesie tę anomalię tłóma- 
czów i wszystkie sprawy kancelaryjne będzie mogła prowadzić w języku 
ojczystym, rosyjskim — Nowosilcow niezwłocznie, bo 5 sierpnia 1824 r. 
odpowiedział, że stosowne zarządzenie już zrobił, usunął tłómaczów 
i język polski, że zaprowadził tylko język rosyjski, z czego Uniwersy- 
tet jest bardzo zadowolony i z radością przyjmuje tę zmianę, gdyż ona 
zmniejsza robotę. W zakończeniu swego listu zawiadamia, że jakkolwiek 
język rosyjski był zaniedbany, przecież z objęciem kuratoryi przez Nowo- 
silcowa otrzymał już odpowiednie mu stanowisko i dlatego spodziewa się 
w najkrótszym czasie zaprowadzić korespondencyę wyłącznie w języku 
rosyjskim w całym wydziale naukowym wileńskim. 

Podobno Nowosilcow z przekonania nie zgadzał się z ministrem 
w sprawie reform szkolnictwa w prowincyach polskich, i na kancela- 
ryjnej reformie poprzestał. Postanowił utrzymać resztę tak, jak ją w spadku 
po księciu Czartoryskim otrzymał, a niektóre tylko, mniej ważne, lub 
konieczne zmiany przeprowadzić. Tak się też stało. Plan nauk nie uległ 
zmianie; a że slawistyka pozyskała osobną katedrę, że wydział moralno- 
polityczny podzielono na dwie sexkcye: prawną i teologiczną, że unickich 
kleryków skierowano do Połocka, to reformy te tylko na korzyść Uni- 
wersytetu wychodziły. 

Natomiast zmiany, które zaprowadził Nowosilcow, a które pozy- 
skały zatwierdzenie cesarskie, rdzennie zmieniały dotychczasowe stano- 
wisko Uniwersytetu. Zmiany te nie tyle odnosiły się do spraw nauko- 
wych, ile przeważnie do dozoru szkolnego i administracyi. Usunięto 
z programu nauk gimnazyalnych prawo przyrodzone i nauki polityczne; 
powiększono liczbę godzin języka greckiego, łacińskiego i rosyjskiego; 
liczbę godzin literatury, wymowy i poezyi zmniejszono; temata do ćwi- 
czeń zadawanych uczniom polecono układać rządowi Uniwersytetu. Dla 
dozoru nad uczniami w klasach, w kościele, w mieszkaniach i w ogól- 
ności w mieście — zamiast dwóch etatowych dotychczas bedelów czyli 
dozorców, ustanowiono czterech młodszych i jednego starszego czyli 
inspektora; liczbę tę w parę lat później powiększono do dziesięciu; 


= dh SE 


listę uczniów Uniwersytetu i gimnazyum z wymienieniem, gdzie każdy 
mieszka — odesłano do policyi miejscowej. Ułożono nowe prawidła dla 
dozoru tak uczniów uniwersyteckich, jako też gimnazyalnych i szkół 
powiatowych; przepisano formę dla raportów dziennych, z którychby 
rektor i zwierzchność szkolna wiedzieć mogła o postępowaniu uczniów 
w klasach i o wszelkich codziennych wydarzeniach. W ogólnych usta- 
wach powiedziano było, żeby kurator co dwa lata objeżdżał swój okrąg 
naukowy; gdyby zaś nie mógł, aby główny rząd szkół delegował kogoś 
zamiast kuratora do wizyty szkół. Nowosilcow podał projekt, aby kura- 
tor odwiedzał swój okręg co rok i przebywał czas niejakiś w Wilnie. 
Komitet zaś ministrów mniemał, że koniecznie potrzeba, aby kurator 
stale przebywał w Wilnie aż do całkowitego przeprowadzenia nowo za- 
prowadzonego porządku. A na czem polegał ten nowy porządek? Oto, 
aby guwernerów czyli nauczycieli domowych, cenzorów i monitorów, 
wybierał sam Uniwersytet i odpowiadał za nich; aby wszyscy nauczy- 
ciele każdej szkoły odpowiadali solidarnie za wszelkie towarzystwa tajne, 
któreby się między uczniami zawiązały; żeby na rektora i dziekanów 
wybierano osoby oddane rządowi, znane ze sposobu myślenia, średniego 
wieku; ażeby zwierzchność policyjna miała ścisły dozór nad przywożo- 
nemi w granice Rosyi książkami w języku polskim i innemi zagrani- 
cznemi. Na ten ostatni projekt zwrócił uwagę komitet ministrów, że 
byłoby lepiej zastosować przepisy w tym względzie wydane dla Kró- 
lestwa polskiego i dla państwa rosyjskiego wogóle, porównać je 
i utworzyć nowe, jednostajne dla imperyum. Ostatnim punktem wień- 
czącym nowe porządki w Uniwersytecie i w szkołach mu podwładnych, 
było postanowienie, ażeby zaprowadzone przez zastępcę rektora Pelikana 
książki szkolne pozostawić do dalszego użycia; tych zaś książek, które 
Pelikan uznał za szkodliwe, jak Gramatyka polska Kopczyńskiego, Wy- 
bór mów Chrzanowskiego i inne, nie tylko na nowo w użycie nie wpro- 
wadzać, ale jeśliby się gdzie znajdowały po szkołach, to je odbierać i zni- 
szczyć. Musiano je niszczyć starannie, bo bibliografowie przepłacają dzi- 
siaj handlarzom starych książek za dobre egzemplarze szkodliwych we- 
dług Pelikana książek. 

Rzucania się Pelikana w różne strony, żeby o swej lojalności, o któ- 
rej nikt nie wątpił, choćby z przymieszką podłości, ale ciągle, bez wy- 
tchnienia dawać znać o sobie — nie brało się w rachubę; bo Uniwer- 
sytet na mocnych opierając się fundamentach, był pełen życia, rozwijał 
się z dniem każdym, dążył do doskonałości, naturalnie pod względem 
naukowym. Liczba uczniów wzrastała, a jakkolwiek straszył ich Pelikan 
policyą uniwersytecką, to jednakże młodzież wyrobiwszy w sobie po- 
czucie obowiązku, dzielnie przykładała się do nauk i najświetniejsze 

35* 


=. <OĄO SE 


rokowała nadzieje. Ostatnią czynnością dawnego ministra ks. Golicyna 
było zatwierdzenie nowego planu, mianowicie rozdzielenie rządu Uni- 
wersytetu na trzy oddziały: a) właściwy rząd uniwersytecki, którego za- 
daniem nadzór nad uczniami i rzeczy kancelaryjne, tyczące się li tylko 
Uniwersytetu, tak co do strony naukowej, jak administracyjnej i ekono- 
micznej. Ten oddział składali dziekani z rektorem na czele; b) oddział 
szkolny, zajmował się szkołami należącemi do wydziału wileńskiego; skła- 
dał się z czterech profesorów, wybieranych przez radę Uniwersytetu i za- 
twierdzanych przez ministra — prezydował rektor; c) oddział fundu- 
szowo-beneficyalny, zajmował się sprawami majątków i sum funduszu 
edukacyjnego, a także i majątków beneficyalnych. Oddział ten składał 
się z-czterech profesorów, wybieranych przez radę uniwersytecką i za- 
twierdzanych przez ministra oświaty. I temu oddziałowi przewodniczył 
rektor. Profesorowie za swe czynności w tych oddziałach nie pobierali 
specyalnego wynagrodzenia. 

Dnia 31 października 1824 roku, według najwyższego rozkazu, od 
okręgu naukowego wileńskiego oddzielono dwie gubernie: imohilewską 
i witebską i przyłączono je do okręgu petersburskiego, a to na zasadzie 
podanego przez generał- gubernatora białoruskiego Chowańskiego raportu, 
w którym wyłożono, że szkoły obu gubernii polonizują młodzież, a du- 
chowni katoliccy, przełożeni szkół, używają młodzieży szkolnej, niekiedy 
nawet prawosławnej do posługi przy obrzędach kościelnych katolickich. 
Z tych dwóch gubernii utworzono okrąg naukowy białoruski z siedzibą 
w Orszy, gdzie miano utworzyć liceum, ale na projekcie się skończyło. 
Co do funduszów edukacyjnych nastąpiła ważna zmiana, którą cesarz 
zatwierdził 17 lutego 1825 r. Okazał się mianowicie niedobór 400.000 rubli 
wynoszący, który senat przypisał głównie bezczynności Komisyi sądowo- 
edukacyjnej. Konstytucyą 1775 roku zawarowane było, aby biorący 
w dzierżawę majątek pojezuicki składał '/s część wartości jako kaucyę. 
Gdyby właściciel kaucyi nie wniósł w swoim czasie procentów (dzier- 
żawy), to z tej kaucyi brano przedewszystkiem niewniesione procenty, 
a majątek oddawano drugiemu na tychże warunkach. Tym sposobem 
fundusz edukacyjny był zabezpieczony. Lecz na zasadzie najwyższego 
ukazu 21 grudnia 1807 roku ewikcya dla zabezpieczenia procentów nie 
była zawarowaną. Skutkiem tego poszły niedobory, gdyż władający ma- 
jątkiem jezuickim w razie nieopłacenia raty nic nie tracił, tylko miał 
odebrany majątek — bo kaucyi nie składał. A zatem fundusz eduka- 
cyjny narażony został na niebezpieczeństwo. Minister oświaty wnosił, 
aby rozporządzenie konstytucyi 1775 r. pozyskało na nowo moc prawa. 
Rada państwa, rozpatrzywszy referat, przyszła do przekonania, że bez- 
czynność Komisyi sądowo-edukacyjnej w ciągu lat 16 jest główną przy- 


— 549 — 


czyną tak wielkich niedoborów, dlatego uznała za jedyny Środek zabez- 
pieczający całość funduszów edukacyjnych, oddać majątki pod zawiady- 
wanie ministeryum finansów, dochody z nich składać do ogólnych do- 
chodów państwa, Uniwersytet zaś pobierać będzie dzisiejszy dochód z fun- 
duszów edukacyjnych z kasy państwa. Na zasadzie powyższego majątki 
funduszowe, z wyłączeniem tych, które zostały darowane liceum krze- 
mienieckiemu przez ludzi prywatnych, i dobra beneficyalne od 4 lutego 
1829 roku przeszły pod zarząd ministerstwa finansów pod nazwą fun- 
duszu edukacyjnego okręgu naukowego wileńskiego; Komisya sądowo- 
edukacyjna zwinięta. Nieukończone sprawy oddano sądom głównym. 
Minister finansów, przyjąwszy te dobra pod swój zarząd, zaproponował, 
aby przy wydzierżawianiu ich przyjąć tę zasadę jak przy dobrach staro- 
Ścińskich, to jest żądać ewikcyi, równającej się dwuletniemu procentowi. 
Cesarz ten wniosek zatwierdził 6 maja 1830 roku. 

Z innych rozporządzeń Nowosilcowa, dotyczących Uniwersytetu 
i szkół mu podwładnych, były jeszcze następujące: po zamknięciu szkoły 
w Kiejdanach suma na jej utrzymanie 1820 rubli rocznie posłużyła na 
opłacenie prawosławnych kapelanów dla tych szkół, gdzie pobierali nauki 
wyznawcy religii greko-rosyjskiej. Według raportu Nowosilcowa, jeszcze 
książę Czartoryski podniósł tę kwestyę, aby dzieciom tego wyznania za- 
pewnić wykład religii przez kapelanów prawosławnych, lecz sprawa ta 
nie otrzymała w ministeryum aprobacyi, ponieważ funduszów nie było. 

Na przedstawienie Nowosilcowa zniesiono postanowienie ministra 
oświaty, które uzyskało najwyższe potwierdzenie, pozbawiające Uniwer- 
sytet prawa dawania stopni naukowych, a zalecające przedstawiać god- 
nych do zatwierdzenia ministrowi. Admirał Szyszkow wyjednał zatwier- 
dzenie cesarza 1 maja 1826 roku, powracające Uniwersytetowi dawne 
jego prawo. 

Nowosilcow oceniając wielkie zalety administracyjne Pelikana, pra- 
gnął widzieć go na stanowisku rzeczywistego rektora Uniwersytetu, lecz 
słusznie się obawiał, że może być nie wybranym przez gremium profe- 
sorów, dlatego wystąpił do ministra z następującym projektem: ponieważ 
skład uniwersytetów dzisiejszych jest kopią starożytnych niemieckich, 
a zarząd nimi jest czysto republikański, a zatem nieodpowiadający jego 
mniemaniem zadaniu uniwersytetów, gdyż zarząd taki jest szkodliwy 
i wrogi zasadom państwowym, opartym na jedynowładztwie, przeto na- 
leży go usunąć, aby nie przeszkadzał prawidłowemu biegowi interesów 
uniwersyteckich. Wybór np. rektora zależy od jego współtowarzyszów 
na trzy lata, poczem rektor będzie takim samym profesorem jak przed 
wyborami; nie może zatem energicznie rządzić Uniwersytetem, bo za- 
leżność jego od współtowarzyszów nie wywoła tego szacunku, poważania 


i bojaźni, jakie są niezbędne dla korzyści służby — a zatem należy, aby 
rektor był przez władzę mianowany. Ponieważ w ciągu dwuletniego za- 
rządu okręgiem naukowym przekonał się Nowosilcow, iż Pelikan jest 
gorliwym służbistą, charakteru niezłomnego, dobrze myślącym, przywią- 
zanym do tronu, niezmiernie sprężystym i czynnym, gdyż w krótkim 
stosunkowo czasie usunął doszczętnie niezliczone nieporządki i naduży- 
cia, zaprowadził w szkołach spokój i on jeden tylko może dużo zrobić 
dobrego dla wychowania młodzieży w widokach rządu — przeto kurator 
prosi, aby nastąpiło najwyższe zatwierdzenie Pelikana w godności rektora 
Uniwersytetu. Cesarz potwierdzić raczył 28 lipca 1826 r.!) 

Dnia 14 października 1827 roku cesarz zatwierdził przedstawienie 
Nowosilcowa o urządzeniu przy Uniwersytecie wileńskim instytutu pra- 
ktycznego gospodarstwa wiejskiego w majątku Zameczek, który kupił 
Uniwersytet za 30.000 rubli. A ponieważ majątek ten należał do dóbr 
pojezuickich i dochód z niego 925 rubli 3/, kop. wpływał do dochodów 
edukacyjnych, przeto suma ta na mocy najwyższego rozporządzenia 
z budżetu wykreśloną została. 

Nowosilcow urządził 250-letni jubileusz istnienia Uniwersytetu 
w 1828 roku i na tę pamiątkę wybito medal. 

Wbrew jednakże życzeniom Nowosilcowa, za staraniem Kartaszew- 
skiego, Siemaszki i innych był ukaz cesarski 22 kwietnia 1828 roku, 
ażeby nie posyłać unickich kleryków do głównego seminaryum; ci zaś 
którzy są w seminaryum, aby kończyli nauki. 

Szczegółowo mówiliśmy o zajściu, jakie miało miejsce z przyczyny 
wykładów filozofii Gołuchowskiego; tu dodamy, że wykłady te jako urzą- 
dzane bez poprzednich konspektów spowodowały najpierw Nowosilcowa, 
a później i ministra do żądania, aby wszyscy wykładający podawali konspekty 
swych prelekcyi, które rada Uniwersytetu powinna przeglądać i przed- 
stawiać do zatwierdzenia ministrowi oświaty. Profesor powinien literalnie 
trzymać się konspektu zatwierdzonego przez ministeryum. To postano- 
wienie obowiązywało wszystkie uniwersytety rosyjskie. Profesorowie wileń- 
scy przyjęli do wiadomości to rozporządzenie i trzymali się go ściśle; 
dzięki czemu posypały się obwinienia na nich, że dosłużywszy się sta- 
nowiska profesora zwyczajnego, nic już nie robą, tylko czytają lekcye 
według konspektu od dawna ułożonego — chociaż nauka bez przerwy 
postępowała naprzód. Czy winiono o toż samo i profesorów innych uni- 
wersytetów, nie wiem, ale to pewna, że profesorowie kazańskiego uni- 
wersytetu zaprotestowali przeciwko rozporządzeniu ministeryum oświaty; 
zwrócili uwagę swego kuratora, że ten sposób wykładu nauki jest nie- 


1) Sbornik postanowienii, II 31. 


prawidłowym, nieuniwersyteckim i dlatego zaproponowali, aby konspekty 
były rok rocznie przez profesora opracowywane, stosownie do rozwoju 
umiejętności, i żeby te dodatki, jakie poczynił, przedstawiano do zatwier- 
dzenia radzie uniwersyteckiej. Projekt był dobry i dlatego zatwierdził 
go minister 6 października 1828 roku; lecz, mając zapewne na względzie 
Uniwersytet wileński, minister dodał od siebie, żeby konspekty, przej- 
rzane przez radę, przedstawiane były do zatwierdzenia kuratora. 

Oto mniej więcej wszystko, co należy do dziejów naszego Uniwer- 
sytetu. Za kuratorstwa Nowosilcowa pozyskał on dożywotniego rektora, 
dziekanów w średnim wieku, podręczniki geometryi i arytmetyki przez 
lojalnych profesorów ad hoc napisane, pozyskał Zameczek na instytut 
praktycznego gospodarstwa; pozbył się Komisyi sądowo edukacyjnej, 
pozbył się popowiczów z seminaryum głównego, jak Nowosilcow uni- 
ckich kleryków zwykle nazywał. Obwarowany przytem policyą uniwer- 
sytecką, mając na czele sprężystego rektora, potulnych profesorów i pół- 
tora tysiąca uczących się, pełen sił żywotnych 1 zapowiadający na długie 
lata pełną sławy egzystencyę, doczekał się rewolucyi i orz: w 7 War- 
szawie 1830 roku. : 

Trzeba oddać sprawiedliwość Pelikanowi, że rozwinął działalność 
swoją bardzo energicznie, aby młodzież nie szła do powstania. Rzucił 
między młodzież szpiegów, którzy się rekrutowali ze studentów Uniwer- 
sytetu; urządził mały stan oblężenia, bo zaprowadził nieomal rygor woj- 
skowy; słowem niczego nie zaniedbał, aby młodzież ostatecznie zrazić 
do siebie. Kilkuset wyszło do powstania, a Pelikan natychmiast doniósł 
o tem ówczesnemu generał-gubernatorowi, wykazując, co nie było prawdą, 
że w takich warunkach nic zrobić nie można. Brak kilkuset, wobec pół- 
tora tysiąca słuchaczy, zaledwie był widoczny, lekcye więc mogły się 
odbywać, gdyby naczelnikiem szkoły był nie Pelikan, który w poprze- 
dnich sześciu latach swego rektorstwa tyle podłych czynów spełnił, iż 
był zmuszony osobę swoją zabezpieczyć konwojem wojskowym. 

Uniwersytet zamknięto, okręg naukowy wileński zniesiono, a nale- 
żące do tego okręgu szkoły przyłączono do okręgu białoruskiego. Ukaz 
cesarski, zaznaczający fakt spełniony, nosi datę 1 maja 1832 roku. 








CZĘŚĆ JEDENASTA. 


——(—$0—— 


Życie wewnętrzne i zewnętrzne Uniwersytetu 


— S—$O—— = 


ROZDZIAŁ LXXI. 


Stowarzyszenia stałe i zespolenia doraźne. 


1. Za początek stowarzyszeń religijnych, naukowych i politycz- 
nych przy Wszechnicy wileńskiej należy uważać moment założenia przy 
kościele akademickim Świętego Jana w r. 1572 przez X. Piotra Skargę 
bractwa Przenajświętszego Sakramentu. Bractwo to po- 
wstało dla zwalczania przeciwnej Kościołowi nauki ewangelików. 

2. Przykład ten posłużył w kilka lat potem, bo w roku 1586, do 
założenia również przy tym kościele drugiego bractwa Panny Ma- 
ryi (Sodalitas Afarianaj, które z czasem tak słynnem i powszechnem 
stało się w całym kraju. Do tego bractwa zapisali się wszyscy profeso- 
rowie, prawie wszyscy uczniowie i mnóstwo osób z poza Uniwersytetu. 
Franciszek Vesselini, dworzanin króla Stefana, wystawił swoim kosztem 
przy kościele kaplicę dla tego bractwa. Przez cały czas istnienia aka- 
demii jezuickiej Sodalisi istnieli, a nawet przetrwali i w czasach później- 
szych, Sodalisi brali czynny udział w procesyach. W wiadomościach 
dotyczących Wszechnicy wileńskiej czytamy, że w owych sławnych pro- 
cesyach do Trok dla uczczenia N. M. Panny w obrazie tamecznym para- 
fialnym, które urządzali pierwsi Jezuici, Sodalisi czynny brali udział, 
dlatego i te procesye nazywały się cum sodalitatc academicorum, jak 
o tem Rostowski pisze pod datą 1604 r. Że zaś Sodalisi pozwalali sobie 
czasami urządzać polowanie na kalwinów i lutrów — przeto akademi- 
ków spotykały również nieprzyjemności; dlatego według zapewnienia 
Kojałowicza Sodalisi uczniowie Uniwersytetu mieli zabronionem ucze- 
stniczyć w tych procesyach; odtąd tylko brały udział bractwa różnych 


"=" 900 07 


zakonów, a na czele ich Jezuici z domu profesów. Około 1762 stopniowo 
te procesye ustawać zaczęły, wreszcie ustały zupełnie. 

Za czasów Szkoły Głównej litewskiej i wileńskiej nie słychać o żad- 
neim stowarzyszeniu czy to między profesorami czy uczniami. W po- 
przednim rozdziale zaznaczyliśmy, że cały ten okres czasu od upadku 
Jezuitów do odnowienia cesarskiego Uniwersytetu był niejako okresem 
przejściowym. Niepewność była ustawiczna, czy szkoła ocaleje w tej 
powodzi projektów różnorodnych, jakie wychodziły z łona Komisyi edu- 
kacyjnej, i zainteresowanych w tej sprawie profesorów wileńskich. Tak 
więc profesorowie byli zajęci ważniejszą kwestyą, bo kwestyą bytu oso- 
bistego, a słuchacze, których nie było wielu, rekrutowali się albo z księży 
albo z młodych ludzi również jutra niepewnych wobec opłakanego stanu 
kraju pod względem politycznym. Dopiero po utworzeniu cesarskiego 
Uniwersytetu, występuje na widownię: 

3. Towarzystwo doskonalącej się młodzi. O tem 
Towarzystwie chociaż miało swój organ i nie było tajnem, bardzo mało 
wiemy. Trochę podał Jocher w swym »Obrazie«, cokolwiek Lelewel 
w listach do rodziny pisanych. Otóż na zasadzie tych Źródeł piszemy, 
że początek jego sięga r. 1805, w którym powstało »Towarzystwo 
fizyczno-matematyczne«. Zawiązał je Józef Twardowski, słuchacz 
nauk matematycznych, późniejszy rektor Uniwersytetu. Celem tego To- 
warzystwa była wymiana myśli i pomoc wzajenna w obrębie nauk 
fizyczno-matematycznych. Prezesem był Jan Pilecki, sekretarzem Twar- 
dowski. Profesor Narwojsz wezwany był na członka honorowego. Są 
pewne wskazówki, że Dowarzystwo to było w stosunkach z Tadeuszem 
Czackim, który jego członków listownie do wytrwania zachęcał. Towarzy- 
stwo to powstało w końcu maja lub w początkach czerwca 1805 r., dlatego 
przed rozjechaniem się na wakacye zaledwie odbyły się dwa posiedzenia. 
Kiedy młodzież powróciła do Wilna, a organizacya Twardowskiego przy- 
padła wielu do smaku, w październiku 1805 r. utworzyło się »Towa- 
rzystwo nauk moralnych«. Prezesem był Krzywoszewski, na pre- 
zesa honorowego zaproszono Groddeka. Jednym z członków był Lelewel. 
Powstało wkrótce Grono sztuk wyzwolonych założone przez 
Moniuszkę, a duszą tego Towarzystwa był Pęczkowski. Te dwa ostatnie 
stowarzyszenia były z początku tajne, nie ze względów politycznych, 
które byłv dalekimi od jego członków, lecz dlatego, żeby mieć możność 
pozyskania jako członków honorowych najgłośniejszych profesorów, więc 
jedni przed drugimi kryli się, aby módz innych uprzedzić. Tak stały 
rzeczy do r. 1806. W tym czasie Twardowski, zaprzyjaźniony z Lele- 
welem i Moniuszką, postanowił te trzy grona w jedno połączyć; nie udało 
mu się to w zupełności, ale pojedynczo wydatniejsze osobistości przecho- 


= SE 


dziły od jednego do drugiego stowarzyszenia. Powstała więc nowa 
nazwa: Towarzystwo nauk i umiejętności, a dawniejsze 
zarzucone zostało. Skutkiem centralizacyi niektóre słabsze towarzystwa 
rozchwiały się, jak n. p. Towarzystwo sztuk wyzwolonych; lecz Towa- 
rzystwo nauk moralnych trwało czas jakiś samoistnie, a nawet odbywało 
z pewną Świetnością posiedzenia publiczne !); wszakże i ono zapewne 
uległo temuż losowi, przynajmniej o niem nic nie słychać. Za to Towa- 
rzystwo nauki i umiejętności rozwijało się z coraz to większeim powo- 
dzeniem. Celem tego Towarzystwa była wzajemna pomoc i pilność 
w pracy. Statut, który ułożyli Twardowski, Lelewel i Pilecki, zastrzegał 
posiedzenia miesięczne zwyczajne; nie były one publiczne, lecz przy- 
stępne dla pewnej kategoryi stowarzyszonych; nadzwyczajne, np. dla 
zmiany statutu, lub też ile razy okaże się potrzeba; 1 rządowe, to jest 
posiedzenia prezesów, sekretarzy i skarbnika, a zatem komitetowe, lub 
jakbyśmy dziś się wyrazili — administracyjne. Na posiedzeniach zwy- 
czajnych czytano prace członków, w formie rozpraw naukowych, sprawo- 
zdania z prac nadesłanych do Towarzystwa dla oceny, zawiadomienie 
o nowych dziełach, o wynalazkach w sferze naukowej poczynionych 
i o innych sprawach bieżących — czem się zajmowali sekretarze. Naj- 
lepsze prace miano ogłaszać drukiem, już to oddzielnie, już w »Roczniku«, 
który miał się wzorować na organie warszawskiego Towarzystwa przyja- 
ciół nauk. Członkowie Towarzystwa byli: honorowi, czynni, towarzysze 
i korespondenci. Członków honorowych wybierano jednomyślnością gło- 
sów w liczbie nieoznaczonej; członkowie czynni wybierani byli w liczbie 
najwyżej trzydziestu */s głosami zebranych; na towarzyszów i korespon- 
dentów w liczbie nieoznaczonej zwyczajna większość głosów powoływała. 
Skład Towarzystwa w r. 1806 1 1807 był następujący: 

Prezesi: honorowy, Józef Mickiewicz dziekan wydziału fizyczno- 
matematycznego. Na jego miejsce wybrano Stefana Stubielewicza, ponie- 
waż X. dziekan ani jednego posiedzenia nie zaszczycił swoją osobą. 
Rzeczywistym zaś prezesem X. Franciszek Godlewski, Pijar, kapelan 
gimnazyum wileńskiego; sekretarzami byli Twardowski i Leon Borowski, 
naówczas buchalter Uniwersytetu. Członkami honorowymi byli: X. Wo- 
ronicz, późniejszy prymas, wówczas kanonik warszawski i domniemany 
profesor literatury w Uniwersytecie wileńskim; X. Hussarzewski; X. Jun- 
dziłł, X. Narwojsz, prof. Smuglewicz, rektor Strojnowski, Stubielewicz, 
X. Bystrzycki, prof. fizyki w Warszawie, Molski Marcin, poeta. Członkami 
czynnymi byli najznakomitsi uczniowie Uniwersytetu, pod względem uspo- 
sobienia naukowego i towarzyskiego; tutaj należeli i najwydatniejsi słu- 


1) Lelewel. Listy. Poznań1878, I, 69, 79. 


P> 999. 7 


<chacze medycyny, którzy swego kółka nie mieli. Oprócz uczniów uni- 
wersyteckich, należeli: prof. architektury Schulc; X. Chodani, kapelan 
Uniwersytetu; Kazimierz Chromiński, nauczyciel w gimnazyum, autor 
historyi literatury polskiej; Czeretowicz; Benedykt Paszkiewicz; Ignacy 
Baliński; Witalis Izbicki i w. in. 

Stosunek członków honorowych do Towarzystwa był rzeczywiście 
honorowym, do niczego nie zobowiązywał. Ich zadaniem, bodaj że jedy- 
nem, było zawiadomienie Towarzystwa, że hołd sobie złożony przyjmują, 
Zwyczajne posiedzenia, jak to zaznaczyliśmy powyżej, odbywały się co 
miesiąc, prawdopodobnie w prywatnem mieszkaniu Twardowskiego. Czy- 
tane rozprawy składano do archiwum. Oto niektóre z nich: 

Abłamowicz Ignacy. Sprawozdanie o piśmie Twardowskiego 
o logarytmach. 

Borowski Leon. Kilka scen z komedyi Moliera p.t. »Skąpski«. 
Przekład pieśni »Selma"- Osyana (z niemieckiego). 

Dobrowolski Stanisław. O prawdzie. 

Godlewski Franciszek. Przekład Tebaidy; Dwie satyry 
Boala; Tłómaczenie Cynny Kornela. 

Groddek Godofred. Z listów Lelewela dowiadujemy się: czytał 
»tonem nieco pedagogicznym « rozprawę, z tytułu nie wskazaną — prawdo- 
podobnie krytykę Wolffa. 

Hołyński. Wyjątek z przekładu tragedyi francuskiej: » Katylina«. 
»Sielanka«. » Wielki Sobieski«, poemat. 

Hussarzewski Tomasz nadesłał opracowanie sztuki myślenia 
Condillaca. 

Izbicki Witalis. Rozbiór poematu D. Tomaszewskiego, o rolnictwie. 

Jundziłł Stanisław nadesłał krytykę przeciw dziełu Symo- 
nowicza o mineralogii. 

Konarski ..... 1) Wyjątek z XII pieśni poematu rosyjskiego 
»Rossyada«<. 2) Przekład ody Sarbiewskiego o przyjaźni. 

Krzywoszewski. 1. O potrzebach przyrodniczych. 2. O gimna- 
styce jako części koniecznej wychowania. 

Lelewel Joachim. 1. Ostatnie Scytów do Skandynawii przy- 
bycie. 2. O zabytkach runickich. 3. O dumach i pieśniach skandynaw- 
skich. 4. O wydanym w kształcie tabeli przez Strassa » Potoku dziejów «c. 
5. Rzut oka na dzieje narodów przed czasokresem chrześcijańskim. 

Marcinowski Antoni. O gramatyce. 

Mianowski Mikołaj. O chorobach zaraźliwych i sposobach 
1ch ustrzeżenia się. 

Nieławicki Józef. O groblach. Recenzya dzieła Łęskiego, wy- 
danego w Krakowie po niemiecku. 


Ołdakowski Ignacy. 1. O edukacyi. 2. O prawie cywilnem. 

Paszkiewicz Benedykt. Wyjątek z przekładu »Semiramidy< 
Woltera. 

Twardowski Józef. 1. Rzecz o biegu jednostajnym. 2. Z nauki 
o logarytmach. 3. O Archimedesie. 4. O rozsadzaniu skał prochem. 
5. Przekład z La Grangea. 6. Uwagi nad porządkiem prawd matema- 
tycznych, szczególniej algebry i nad sposobami ich wykładania. 

Żukowski (Sebastyan) Szymon Feliks. Ustęp z przekładu I 
pieśni Iliady. 

O ile Mickiewicz zbyt już honorowo swoją prezydenturę traktował, 
bo, jak zapewnia Lelewel, ani jednego razu nie był na posiedzeniu; o tyle 
następca jego Stubielewicz zanadto gorliwie perorował na posiedzeniach 
»wielo i pięknomowny prezydent« (Lelewel op. cit. I, 108). On urządził 
posiedzenie publiczne, aby Towarzystwu nadać większy rozgłos. A zda- 
rzyło się to w tym czasie, kiedy wizytował Uniwersytet Ludwik Plater, 
a i Jan Śniadecki świeżo powołany na rektora znajdował się w Wilnie. 
I tvch dygnitarzy i wszystkich profesorów zaproszono na posiedzenie. 
Uroczyście zagaił prezes posiedzenie, potem czytali: 19% Raport o czyn- 
nościach Dowarzystwa od miesiąca stycznia 1806 roku aż dotąd; z wy- 
działu nauk fizycznych Ignacy Abłamowicz; z wydziału nauk moralnych 
Antoni Woyssiatt. 29 Twardowski czytał swe »Uwagie któreśmy przy- 
wiedli powyżej pod nr. 6. X. Franciszek Godlewski czytał wyjątki z tra- 
gedyi »Cynna«; Mikołaj Mianowski: o chorobach zaraźliwych; Paszkie- 
wicz »Semiramis«; Lelewel: o dumach i pieśniach skandynawskich; 
Izbicki recenzyę »O rolnictwie«; Borowski »Skąpski«. Zamknął posie- 
dzenie prezydent przeniową. 

Te rozprawy, przemowy i raporty postanowiono ogłosić drukiem. 
Cenzurować je miał rektor Strojnowski, a zatytułowano owo pismo zbio- 
rowe: »Posiedzenie półroczne Towarzystwa nauk i umiejętności«. Rektor 
nie zgodził się na powyższy tytuł i zaproponował: » Towarzystwo dosko- 
nalącej się młodzi w naukach i umiejętnościach przy Uniwersytecie wi- 
leńskim<; — młodzież rzuciła się z prośbami do rektora, aby ich nie 
gnębił w ten sposób; po długich pertraktacyach stanęło na tem, że 
wykreślono »przy Uniwersytecie wileńskim*, a pierwsza połowa tytułu 
zaproponowana przez rektora pozostała bez zmiany. Była to chwila naj- 
wyższego rozwoju Towarzystwa. Odtąd zaczęło upadać. Lelewel główną 
winę przypisuje Stubielewiczowi, który zaprowadził »sćance du debat«, 
po każdej odczytanej rozprawie, gdyż dało to powód do sporów i kłótni. 
Z tego trudnego położenia, w jakie się sam: postawił Stubielewicz, wy- 
prowadziła go młodzież zinieniając statut w ten sposób, że prezydent 
zamiast dożywotni mógł być rok tylko, i dlatego po roku wybrano na 


= AA FE 


prezydenta Sebastyana Żukowskiego. Wówczas Towarzystwo przyjęło 
nazwę filomatycznego, o czem pisze Jocher (L, c. I, 325) i Lelewel 
(op. cit. I, 108). Oprócz powyższego sprawozdania półrocznego wyda- 
wało jeszcze Dowarzystwo »Tygodnik« w 8-ce po arkuszu tygodniowo od 
r. 1804. Redaktorem tego pisma był Izbicki, jak utrzymuje Leon Bo- 
rowski; podług zaś Ignacego Szydłowskiego, wydawał »Tygodnik« sławny 
w późniejszych czasach piosenkarz Starzeński Stanisław. W »Stanie nauk 
lekarskich« na str. 544 podałem w przypisku krótką wiadomość o sto- 
warzyszeniu »doskonalącej się młodzie, gdzie wyraziłem się, że nie tylko 
komplety, ale nawet pojedyncze numera tego »Tygodnika« stanowią dziś 
rzadkość bibliograficzną, na co otrzymałem listowne zawiadomienie od 
p. Zygmunta Wolskiego bibliotekarza biblioteki Krasińskich w Warsza- 
wie, że komplety tego »Tygodnika« znajdują się w rzeczonej bibliotece 
i do rzadkości bynajmniej się nie zaliczają. Jakkolwiek Towarzystwo 
jeszcze w r. 1808 istniało, Lelewel pisze w lipcu 1307 r. » Towarzystwo 
nasze em dócadence«. Do rozwiązania przyczynił się najwięcej Jan Śnia- 
decki, który był niezadowolony z tego, że młodzież uniwersytecka* zamiast 
systematycznej a porządnej nauki, zajmuje się dysputami i wiąże w sto- 
warzyszenia, które często na bezdroża prowadzić mogą. 

4. Towarzystwo lekarskie. Mówiąc o Towarzystwie dosko- 
nalącej się młodzi, zauważyliśmy, że studenci medycyny nie wydzielili się 
z grona Towarzystwa w osobną sekcyę; lecz za to profesorowie Uniwer- 
sytetu utworzyli » Towarzystwo lekarskie« z szerokim bardzo programem; 
powołali do swego grona i osoby z poza (Jniwersytetu i nakreślili statut, 
który najwyższym ukazem 12 maja 1806 r. zatwierdzony został, Towa- 
rzystwo rozbierało nie tylko kwestye lokalne tyczące się zdrowotności 
kraju, ale i kwestye naukowe lekarskie ogólne, skutkiem czego weszło 
w stosunki z najznakomitszymi przedstawicielami medycyny w Europie, 
nie mało przyczyniając się do podniesienia samego Uniwersytetu w oczach 
cudzoziemców, którzy radzi byli zawierać stosunki z taką poważną insty- 
tucyą, jak Uniwersytet i jego Towarzystwo lekarskie. Zasługi więc tego 
Towarzystwa są bardzo ważne, że zaś do dziś dnia istnieje, a zatem 
przeszło lat go, przeto i historya jego jest bardzo pouczającą. Przed kilku- 
nastu laty naszkicowałem dzieje tego Towarzystwa i podzieliłem je na 
trzy okresy: uniwersytecki (1805—1831), akademicki od 1832—1864; 
jest to okres ściśle akademicki i niedobitków tak z Uniwersytetu jak 
i z Akademii, tak profesorów jako i uczniów; trzeci okres współczesny 
od r. 1864 do dni naszych. W moim szkicu uwzględnione zostały tylko 
pierwsze dwa okresy. Szkic ten ogłosiłem w Warszawie w roku 1889 
p: tt »Cesarskie Towarzystwo lekarskie wileńskie, jego prace i wydawni- 
ctwa«, Na dziewięćdziesięcioletnią rocznicę założenia Towarzystwa, sekre- 


tarz jego Dr Władysław Zahorski, w obszernej, wyczerpującej monografii 
opisał dzieje tego Towarzystwa za lat go jego istnienia i ogłosił drukiem 
w »Pamiętniku Towarzystwa lekarskiego warszawskiego« 1897 1 1898 r. 
Wobec powyższych prac zbytecznem byłoby rozpisywanie się na tem miej- 
scu o Towarzystwie lekarskiem, gdyż monografia Dra Zahorskiego zadowolić 
może najwybredniejszego czytelnika, interesującego się tym przedmiotem. 

5. Towarzystwo Szubrawców wileńskich ubocznie 
należy do dziejów Uniwersytetu wileńskiego. Był to klub towarzyski, 
w rodzaju rzeczypospolitej babińskiej. Do Towarzystwa należeli ludzie 
najświatlejsi, najwykształceńsi. Miało ono na celu wyśmiewanie wad 
towarzyskich i społecznych. Członkowie »Szubrawcy« starali się nie- 
zmiernie o to, aby te wady, które brali za cel pośmiewiska, ich samych 
nie opanowały. Następne wyjątki ze statutu najlepiej nas zaznajomią 
z zadaniem Towarzystwa. Otóż »zadaniem Towarzystwa jest, nie mając na 
celu żadnych szczególnych osób, wyświecać szpetność tych przywar i na- 
logów, które z natury swojej nie mogąc być prawem powściąganemi, są 
jednak społeczności bardzo szkodliwe, u nas z dawna pospolite i co gorsza 
w pospolitem mniemaniu za występki i wady najczęściej nie są poczyty- 
wane«. W dalszym ciągu wylicza statut te wady i przywary a mianowicie: 
gra w karty, czekino, bilard; głównie dlatego te wady potępia, że one są 
ze stratą czasu, wstydu i majątku; za wadę poczytuje także statut: źle 
zrozumianą miłość narodowości, a mianowicie chwalenie tego wszystkiego, 
co własne i dawne, bez rozeznania czy to »własne i dawne» na po- 
chwałę zasługuje; również poczytywali Szubrawcy za »żle zrozumianą 
miłość narodowości«, jeżeli wytykanie przywar ogólnych będzie brane za 
czernienie narodu. Niemniej zwracało Dowarzystwo uwagę na hojność 
w obietnicach, nierzetelność w dotrzymaniu słowa, powierzchowną oka- 
załość, skąpstwo i pozbawienie się koniecznych wygód życia, uniżoność 
w potrzebowaniu cudzej pomocy, butność i pogardę dla drugich. Fran- 
cusczyzna, tytułomania, pieniactwo, stosunek pana do chłopa — były to 
kwestye, które »Szubrawcy« z wielkiem zamiłowaniem i z dużym talen- 
tem rozbierali na swych posiedzeniach, a później ogłaszali drukiem 
w swym organie » Wiadomości brukowe«. Członkowie tego stowarzysze- 
nia dzielili się na miejskich i wiejskich, urbani i rusticani. Każdy 
członek przybierał sobie nazwę z mitologii litewskiej. Obowiązki człon- 
ków były dwojakie. 19 Szubrawiec powinien się był wystrzegać tych 
wszystkich przywar, przeciwko którym Towarzystwo występowało, a prze- 
dewszystkiem, nie upijać się, nie ogrywać w żadną grę t. j. nie uważać 
gry za proceder; wygrane składać na szpital; czytywać przynajmniej 
jedną gazetę polityczną i jedną literacką, przynajmniej jedną książkę 
przeczytać w ciągu miesiąca, być właścicielem chociażby dziesięciu 


EE 93 SE 


książek, a zbiór ten chociażby jednem dziełem na rok pommnażać. 20 Na 
schadzkach bywać i przynosić co dwadzieścia dni materyału na ćwiartkę 
druku do »Wiadomości brukowych«. Taki artykuł odczytywany był na 
posiedzeniu i jeżeli pozyskał więcej niż połowę głosów obecnych, druko- 
wano go. Urzędnikami Towarzystwa byli: prezydent, mowca, strażnik 
porządkowy, sekretarz i redaktor. Bliższe wiadomości o tem ciekawem 
Towarzystwie podał najpierw P. Chmielowski w »Tygodniku illustrowa- 
nym«< 1878 r. i Zdzisław Hordyński w specyalnej monografii: »O Towa- 
rzystwie Szubrawców«. Lwów 1883. 

6. Filomaci. Filareci. Promieniści. Stowarzyszenie mło- 
dzieży uniwersyteckiej było tajnem pod nazwaniem »Filomatów«, »Fila- 
retów« z lekką przymieszką polityki; przez rząd prześladowane — stąd 
do ostatnich czasów t. j. do ogłoszenia dokumentów urzędowych, znane 
więcej z tytułu tylko niż z istoty rzeczy. Dr Szeliga w specyalnej roz- 
prawie osnutej na dokumentach urzędowych, a ogłoszonej w »Przewo- 
dniku literackim« 1889 r. obznajomił nas bliżej z tem Towarzystwem. 
Z tej rozprawki wyjmujemy najważniejsze szczegóły. 

Kilku z młodzieży uniwersyteckiej jak Zan, Czeczot, Jeżowski, 
Malewski, Mickiewicz, Suzin, Łoziński, Kowalewski, Budrewicz, Pietrasz- 
kiewicz, Domejko, Sobolewski Jan, zawiązali Towarzystwo w końcu 1807, 
Towarzystwo tajne, którego głównem zadaniem była ojczyzna, nauka. 
Polityka była wyłączoną. Zgromadzali się ci młodzi ludzie, aby czyta- 
jąc wyborowe dzieła polskie w różnych przedmiotach wiedzy ludzkiej, 
nie zapominali języka ojczystego, dziejów narodowych, kultury i cywili- 
zacyi. Przez naukę zaś chcieli podnieść i siebie i współkolegów i spo- 
łeczeństwo całe. Cnotę uprawiali dlatego, że tylko przy takiem postępo- 
waniu ich czyny będą prawidłowe i korzyść społeczeństwu przyniosą. 
O oderwaniu się od Rosyi prawdopodobnie nie myśleli, gdyż surowe 
Śledztwo, jakie nad nimi przeprowadzono, nie wykryło żadnych konspi- 
racyi z innemi ogniskami polskiemi. Dlaczego było tajne? Podobno, aby 
to co ma być cnotliwe, nie wynosiło się, lecz było w ukryciu. Otóż 
członkowie powyższego tajnego stowarzyszenia zbierali się na posiedze- 
nia, czytywali rozprawy naukowe, wypisywali na wspólny koszt ważniej- 
sze dzieła naukowe, pracowali usilnie, a zawsze i wszędzie przewodnią 
myślą w ich czynnościach było ćwiczenie się w cnocie, w braterstwie 
1 w przywiązaniu do tego, co swojskie, co polskie. Gdy już to Towarzy- 
stwo należycie zorganizowało się i nabrało doświadczenia organizator- 
skiego, postanowili pożyteczną a uczciwą działalność rozszerzyć na zew- 
nątrz, wpływać w imię raz obranego celu na większą ilość studentów 
i stopniowo rozwijając się, wszystkich uczniów do związku pociągnąć. 
Żeby być swobodniejszymi w działaniu postanowili Towarzystwo swe 


naa 3560 mks 


»Filomatów« pozostawić i nadal tajnem i do pewnego czasu nikogo 
więcej do swego grona nie przyjmować. Zan był bożyszczem kolegów, 
wziął na siebie urządzenie majówki w okolicach Wilna. Zebrało się na 
nią dużo młodzieży uniwersyteckiej, śpiewano piosenki większości jeszcze 
nieznane, gdyż na zgromadzeniach filomackich ułożone, bawiono się w gry, 
popijano mleko. Majówka ta bardzo przypadła wszystkim do smaku, po- 
stanowili ją ponowić. W tym celu Zan ułożył ustawę »Towarzystwa 
pożytecznej zabawy« i przedstawił ją rektorowi Malewskiemu do zatwier- 
dzenia. Poczem te majówki pojawiały się niejednokrotnie, zyskując coraz 
to więcej zwolenników. Biorący udział w tych majówkach nazwali się 
»Promienistymi«. Początek tej nazwy tłómaczy Zan w ten sposób: 
»W magnetyzmie uważałem pewny fenomen atrakcyi, miarkowanej nie- 
widomym bardzo delikatnym płynem. Stąd przyszło do uważania skut- 
ków magnetyzmu zwierzęcego, skutków dziwnych, a stąd do sympatyi 
między płcią męską i żeńską i między ludźmi. Przypuszczałem, że miłość 
jest skutkiem atrakcyi powszechnej, modyfikowanej siłami właściwemi 
istotom organicznym, a w szczególności ludzio:n, że moc tych sił utrzy- 
mywała się przez czystość i niewinność duszy i ciała; że się te siły 
rozprzestrzeniały w pewną około istoty delikatną atmosferę; że te siły 
wyobrażałem naprzód przez wyraz płyn delikatniutki, a potem 
przez wyraz promionki. Dlatego też współtowarzysze moi często przez 
żart nazywali mnie płyniasty, a potem, kiedy się im nowym wyra- 
zem tłómaczyłem, promionkowicz, promienisty. Wyraz ten, 
w zaciszu domowem 1 z rozpraw prywatnych utworzony, powoli uży- 
wany do oznaczania tego, co jest dobre, co jest piękne, rozszedł się 
między akademikami. Od lat kilku w Uniwersytecie zostając, miałem 
szczęście zjednać sobie u współkolegów przychylność i szacunek; zna- 
jomy im byłem z moich zatrudnień i całego życia. Nie cierpiałem kole- 
gów złego prowadzenia, wyrzucałem na oczy ich mniej przystojne lub 
mniej chwalebne postępki; stąd też jedni mnie przez gniew, drudzy 
ironię, inni w szczerym duchu zwali promienisty, bardzo pro- 
mienisty, arcypromienisty, nadto promienisty. I prze- 
ciwnie, wolniejszego życia młodzieńców, częstokroć zwali, on nie bar- 
dzo promienisty, nie promienisty, wszeteczny. Taki jest 
błahy i dziecinny początek wyrazu, który powstał z igraszki, a tak wiele 
wrzawy i hałasu narobił« '). 

Gdy władza uniwersytecka spostrzegła, że wielu a nawet nie stu- 
dentów, garnie się do majówek, zważając i na to, że o owych majów- 
kach ci i owi w mieście szeptali, chociaż na promienistych nie 


1) Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce, IX. 154. 


Fe 90E = 


ciążył żaden zarzut, cień zarzutu, pozwolenie swe odebrała i majówki 
przerwane zostały przynajmniej na oko. Była to chwila najdogodniejsza 
dla utworzenia związku tajnego, gdyż Filomaci na tych majówkach 
zaznajamiając się z Promienistymi, najlepiej mogli ocenić zalety 
ich i wady. Takim sposobem powstał związek Filaretów. Celem 
Filaretów była wszelka wzajemna pomoc dla ukształcenia umysłu 
młodzieży przez naukę, jedynie dlatego, aby sposobniejsi, wyższymi obda- 
rzeni talentami, mogli pisać dzieła polskie, któreby uwieczniły imię Po- 
laków. Ułożyli statuta z kilku paragrafów złożone, na zasadzie których 
wszelkie względy religijne i polityczne były usunięte, dlatego też gdy 
jeden z Filaretów Jankowski zaczął pisywać wierszyki politycznej treści, 
natychmiast zabroniono mu dalszego produkowania, jako przeciwnego 
ustawie. Tajemnica zaś dlatego była potrzebną, aby źli ludzie, ganiący 
rzeczy najniewinniejsze, nie zepsuli całego dzieła. Czynności Towarzy- 
stwa dzieliły się na naukowe, dobroczynne i wewnętrzne; do pierwszych 
należało czytanie wypracowanych w języku polskim robót na posiedze- 
niach, gdzie każdy z członków miał prawo robić nad niemi uwagi; 
piszący jak przyjacielską radę, z wdzięcznością obowiązany był je przyjmo- 
wać. Czynności dobroczynne zależały na wspieraniu uczniów biednych, 
a szczególniej Filaretów. W tym celu każdy z członków był obowiązany 
w ciągu roku zapłacić rubla srebrnego do składki związkowej. Nakoniec 
czynności wewnętrzne miały na celu udoskonalenie ustaw filareckich 
i uporządkowanie związku. Gdy liczne zebrania mogły łatwo ściągnąć 
podejrzenia, rozdzielono cały związek na części, nazwane później gro- 
nami, odpowiednio do głównych gałęzi nauk a mianowicie fizycznych 
(zielone, amarantowe i różowe). Były trzy grona, gdyż uczniów na fakul- 
tecie fizycznym było najwięcej a w gronie nie mogło być więcej niż 
24 osób, oddział prawników tworzył z początku jeden tylko związek 
(biały), lecz z powiększeniem liczby członków powstał i drugi związek 
(liliowy); grono literackie zwało się błękitne, a medyczne granatowe. Dla 
utrzymania porządku w całem Towarzystwie, poprawy ustaw it. p. była 
„Izba dozorcza« złożona z prezydenta i radców, po jednemu z każdego 
grona, jeden z radców był sekretarzem. Prezydent wnosił projekty do 
praw, on jeden miał prawo rozwiązać Towarzystwo, nie tłómacząc się 
członkom ze swego postępowania. On przewodził Izbie dozorczej. W razie 
równości zdań, prezydent niepewność rozstrzygał. Również do kompe- 
tencyi prezydenta należało niezgodzenie się na kandydata do związku, 
bez tłómaczenia się ze swego postępowania. Prezydent wybieranym był 
na pół roku i gdy był na urzędzie, nikt nie miał prawa go oskarżać, . 
dopóki nowy prezydent nie byłby wybrany. On sam rozporządzał kasą, 
albo mógł z Towarzystwa przybrać kogoś do pomocy, lecz tylko on. 


UwiwrRWTET wnEdc, TOW III, 36 


=2 562 z 


odpowiadał. Radca był pośrednikiem między gronem a Izbą dozorczą. 
Przez niego przesyłało grono projekty do praw i wszelkie wogóle żą- 
dania do Izby dozorczej. Radca miał głos stanowczy tak w Izbie do- 
zorczej jak i w gronie. Sekretarz miał też same prerogatywy co i radca, 
gdyż z radców był wybieranym. Prowadził protokół czynności. Grona 
różniły się między sobą tylko treścią czytanych rozpraw naukowych. 
W gronie literackiem nie rozprawiano o chemii, tak jak u medyków 
o Sofoklesie nie mówiono. Każde grono miało swego przewodnika, 
radcę i pisarza, delegowanych do innych gron i członków. Prze- 
wodnik układał listę czynności na najbliższem posiedzeniu grona; otwie- 
rał i zamykał posiedzenie; bez jego pozwolenia nikt w gronie głosu 
zabrać nie mógł. Po przeczytaniu rozprawy on pierwszy czynił nad nią 
uwagi, później dopiero pozwalał innym członkom wyrażać swe zdania. 
Co do innych atrybucyi, były one takie w gronie, jak prezydenta w Izbie 
dozorczej. On odbierał pisma zaletne, to jest zalecające kogoś na 
kandydata do grona; jeżeli widział, że osoba proponowana nie jest tego 
godną, pismo zaletne zatrzymywał; on witał nowych członków, a po 
ukończeniu urzędowania powinien był zdać sprawę z czynności swojego 
grona. Przewodnik odbierał składkę pieniężną i niezwłocznie odnosił ją 
prezydentowi. Obowiązki radcy były też same, co i w Izbie dozorczej. 
Pisarz utrzymywał dokładny protokół czynności, który po zatwierdzeniu 
przez członków, wpisywano do umyślnie sporządzonej na to księgi. 
Przewodnik, radca i pisarz, urzędowali przez trzy miesiące. Delegowani, 
z kolei wyznaczani z pomiędzy wszystkich członków, po dwóch do 
każdego grona, musieli być obecni na posiedzeniu przeznaczonego sobie 
grona i później w swojem gronie zdawali sprawę z tego, co słyszeli 
i widzieli na innych gronach, a zwłaszcza co czytano i jakie czyniono 
nad pracami uwagi. Każdy członek obowiązany był napisać koniecznie 
w przeciągu trzech miesięcy pracę z tego rodzaju nauk, do jakiego na- 
leżał, czy to oryginalnie, czy też przetłómaczoną. Opłacał co rok rubla 
srebrem na wsparcie ubogich kolegów, a zwłaszcza Filaretów, co miesiąc 
zaś złoty, na prenumeratę pism peryodycznych, sporządzenie książek, na 
papier do pisania podczas posiedzeń itd. Każdego mógł prezydent uwol- 
nić od opłaty, i lubo wielu miało ten przywilej 1 inni też albo mało 
albo nic zgoła nie płacili, remanent na końcu wynosił do 200 rubli sre- 
brem. Każdy na posiedzeniu znajdować się był powinien; jeżeli trzy 
zebrania z kolei opuścił, radca donosił o tem Izbie dozorczej. Obowiąz- 
kiem też każdego Filareta było poznać się bliżej z uczniami Uniwer- 
sytetu, śledzić ich charakter, sposób myślenia i przez to usposabiać do 
wprowadzenia między Filaretów. Obiór urzędników, jak prezydenta, prze- 
wodnika, radców i t. d. polegał na większości głosów. Głosowanie było 


imienne. Każdy Filaret miał prawo podawania kandydata na członka. 
Naprzód potrzeba było oświadczyć na posiedzeniu, że dobrze znając 
jakiego ucznia Uniwersytetu, życzyłby, ażeby członkowie go przyjęli. 
Jeżeli nikt z obecnych nie miał co do zarzucenia przeciw proponowa- 
nemu, wówczas przewodnik pozwalał na podanie »pisma zaletnego:«, 
które na następnem posiedzeniu grona czytano. W piśmie zaletnem na- 
leżało wymienić, skąd kandydat był rodem, ile miał lat, jak się do nauk 
przykłada, jak oddawna z osobą podającą go na kandydata znajomy; 
nadto czy miał serce skłonne do przyjaźni, i dosyć charakteru do utrzy- 
mania tajemnicy. Po odczytaniu pisma zaletnego, radca odnosił je pre- 
zydentowi, który jeśli nic nie znalazł przeciw przyjęciu propono- 
wanego, ogłaszał o tem po całym związku. Każdy z członków 
w przeciągu dwóch tygodni obowiązanym był donieść prezydentowi 
to wszystko, coby tylko wiedział przeciwnego, tak w charakterze jak 
w postępkach proponowanego; jeżeli więc po dwóch tygodniach nic się 
takiego nie okazało, coby mogło wzbraniać wstępu do związku, wówczas 
prezydent naznaczał grono, do jakiego kandydat ma być przyjętym i radca 
przynosił na posiedzenie grona pismo zaletne i członkowie sekretnie 
wotowali. Jeżeli większością głosów został kandydat wybranym, poru- 
czano członkowi, który podawał pismo zaletne, wprowadzenie nowo 
przyjętego na przyszłe posiedzenie. Jak tylko się członkowie zgromadzili 
i przeczytano protokół, przewodnik wysyłał jednego z członków, że już 
czas, aby wprowadzono nowego towarzysza. Gdy on wszedł, przewodnik 
był obowiązanym witać go na piśmie i pospolicie powitanie to było na- 
stępujące: » Dobre twoje postępowanie i przykładanie się do nauk były 
powodem, żeś został przyjęty do naszego związku, dlatego, abyś pracą, 
nauką i przy wspólnej pomocy, a użytecznemi pismatni, uświetnił imię 
swoje a zarazem imię Polaków u obcych nawet narodów; ażebyć wspie- 
rał, o ile możesz, biedniejszych od siebie. Nie szukaj tu żadnych reli- 
gijnych ani politycznych przedsięwzięć, te od nas są dalekie; pracuj 
wspólnie z nami; masz tylu nowych przyjaciół, ile tu nowych odkry- 
wasz osób; chowaj tajemnicę, dobrymi zamiarami chełpić się nie na- 
leży. Ponieważ ŹJi ludzie nasze niewinne chęci na złe tłómacząc, całe 
dzieło zniweczyćby mogli. Jeżeli więc przystajesz na to, coś słyszał, jeżeli 
chcesz swą pracę dla dobra wspólnego poświęcić, podpisz zwyczajne za- 
ręczenie«. Na takie zaręczenie nie zgadzał się Onufry Pietraszkiewicz, 
jedyny wąsaty na pamiątkę Sobieskiego i Puławskich; proponował on 
zawsze, jak pisze Domejko w swym liście »o Filomatach 1 Filaretach«, 
aby nowo wybrany na krucyfiks przysięgał, to uroczyściej wyglądać 
będzie; lecz nigdy temu żądaniu zadosyć się nie stawało. Zaręczenie było 


następujące: »Słowem Polaka i uczciwego człowieka zaręczam, że całą siłę 
36* 


i pracę moją ku dobru związku skieruję; że tajemnicę przed obceini 
osoby zachowam. Czego, gdybym nie dotrzymał, będę uważany za po- 
dłego i pogardy wszystkich godnego. Takowe zaręczenie własną podpi- 
suję rękąc. Poczem nowo przyjętemu czytano ustawy, a przewodnik 
ogłaszał go za członka tego grona Filaretów, do jakiego przyjętym 
został. 

W czasie wakacyjnym wszystkie czynności zawieszano. Towarzy- 
stwo Filaretów zawiązane zostało w r. 1820/21. Gdy liczne zebrania się 
młodzieży (grona zbierały się co tydzień) w jedno miejsce wzbudziły 
podejrzenie Uniwersytetu i naznaczonem zostało Śledztwo w kwietniu 
1822 roku, gdy zaczęto wypytywać się, czy nie było jakowych zebrań, 
zabierać papiery; wówczas Tomasz Zan, mający jeden prawo na mocy 
statutu zamknięcie Towarzystwa, zalecił, aby wszystkie papiery tyczące 
się związku przyniesiono na przyszłe posiedzenie gron; wówczas prze- 
wodnicy z polecenia prezydenta zabrali papiery i oświadczyli, że prezy- 
dent widzi potrzebę zamknięcia Towarzystwa i przestaje na danem przez 
każdego zaręczeniu przy wejściu do związku dotrzymania tajemnicy. 
Radcy na ostatniem posiedzeniu Izby dozorczej oddali prezydentowi pro- 
tokóły, ustawy, regestra członków jak i pisma pozostałe jeszcze u pisa- 
rzy lub przez członków przyniesione. Prezydent jeden tylko miał prawo 
postąpienia z tymi papierami podług upodobania; otóż Zan, prezydent, 
zapewnił rektora Malewskiego, że wszystkie te papiery spalił. 

Po tem krótkiem wyjaśnieniu, kto byli Filomaci, Promieniści i Fila- 
reci, winienem dodać, że Filomaci organizując nowe Towarzystwo Fila- 
retów tak kierowali wyborami, że wszędzie zostali wybrani na urzędni- 
ków jako przewodnicy, radcy itd.; tym więc sposobem nie mieli żadnej 
potrzeby oznajmiać Filaretom o istnieniu Towarzystwa Filomatów i ci 
nic o niem nie wiedzieli. Dopiero później to się wykryło, a mianowicie 
gdy Malewski aresztowany w Berlinie, nie wiedząc, że Zan wziął na 
siebie całą winę jako organizator Towarzystwa Filaretów — stawiony 
przed wielkim księciem w Warszawie, również na siebie wziął winę. Na 
zapytanie w. księcia, skąd wynikło Towarzystwo Filaretów, Malewski, 
który nie wiedział o tem, że o Filomatach nic w śledztwie nie mówiono, 
odpowiedział otwarcie, że wynikło z Towarzystwa Filomatów. Ta otwar- 
tość Malewskiego wyszła całej sprawie na dobre, bo przekonano się, że 
towarzystwa młodzieży wileńskiej brały natchnienie z warunków miej- 
scowych, a nie były importowane z zagranicy, jak np. z Warszawy, 
czego starano się wywiedzieć, bo o to podejrzywano. 

Cały ten proces, jaki wytoczono członkom nie istniejącego już To- 
warzystwa, dokładnie jest przedstawiony w dwóch monografiach, wza- 
jemnie się dopełniających i na dokumentach urzędowych opartych. 


Pierwsza Dra Szeligi »Proces Filaretów w Wilnie« w VI tomie Archi- 
wum do dziejów literatury i oświaty w Polsce, druga Zygmunta Wasilew- 
skiego: »Promieniści, Filareci i Zorzanie« w temże Archiwum w tomie IX. 
O przebiegu procesu wobec tych monografii, mówić zbyteczna; chcemy 
tylko zwrócić uwagę na tę okoliczność, że śledztwo było prowadzone 
z wielkim talentem; że komisya śledcza miała w swem rozporządzeniu 
zeznania Jana Jankowskiego, który pod wpływem »refleksyia dowodził, 
że stowarzyszenie Filaretów było rewolucyjnem — a jednakże nie uznała 
go za takowe i w wyroku przez cesarza potwierdzonym, jako jedyną, 
ciężką winę przyznano szerzenie nacyonalizmu Polski za pośrednictwem 
nauki; że zaś ta propaganda za pośrednictwem nauki (nie zaś trucizn 
lub sztyletów) nie odpowiadała widokom rządu, przeto zalecono mini- 
strowi oświecenia, ażeby skazanych jako ludzi zdolnych, użył do zajęć 
w szkołach, ale nie w guberniach polskich, tylko w Rosyi — dopokąd 
nie nastąpi decyzya względem powrotu ich do rodziny. J.ecz nie wielu 
danem było doczekać się przychylnej decyzyi powrotu do ojczyzny, sta- 
nął na przeszkodzie Pelikan. Zapytany, ażali ci i owi, w tej liczbie i Mic- 
kiewicz, mogą już powrócić do kraju, wręcz odpowiedział, że przedwcze- 
Śnie. Bliższe szczegóły w tym przedmiocie podaje Teodor Wierzbowski 
w swym artykule »Mickiewicz w Wilnie i w Kowniee, który ogłosił 
w »Bibliotece warszawskiej« w r. 1888. 

77 Dowarzystwo wspierania niedostatnich uczniów 
uniwersyteckich, założone dnia 23 sierpnia 1821 roku, potwier- 
dzone przez Szymona Malewskiego rektora, 26 sierpnia t. r. Do zało- 
życieli należeli: Mikołaj Mianowski, prof. i dziekan oddziału medycznego, 
Michał Dmochowski, pisarz Komisyi sądowej edukacyjnej, Jan Rychter, 
Robert Kleczkowski podpor. wojsk polskich, Jau Wolfgang profesor, 
Kazimierz Kontrym adjunkt Uniwersytetu, Leon Borowski prof. Uniw., 
Stanisław Rodziewicz kasyer Uniw., Franciszek Wróblewski Dr med., 
Józef Karczewski adwokat sądu głównego lit, Ignacy Łagiewnicki ad- 
wokat sądu głównego wileń., Jerzy Gieczewicz kapitan w. p., Ignacy 
Baliński marszałek pow. wileńs., Michał Baliński, Aurelian Dmochowski 
marszałek oszmiański, Jan Szantyr geometra Uniwer., Feliks Siesicki 
sędzia wiłkomirski. Ci założyciele w odezwie swej dowodzą, że w okręgu 
naukowym wileńskim są jeszcze niektóre z dawniejszych funduszów, 
służące na utrzymanie niedostatnich uczniów, a inne na wzór tamtych 
powstały później. Wszystkie zaś mają na celu wspierać uczących się po 
gimnazyach lub szkołach powiatowych. Ale w zakładach tych, najdoskonalej 
nawet urządzonych i najlepiej swojemu przeznaczeniu odpowiadających, 
nie może młodzieniec zostać uczonym ani nabyć takiego talentu i uspo- 
sobienia, ażeby przez to znalazł sposób do życia i stał się użytecznym 


krajowi. Najlepsi uczniowie szkół gimnazyalnych i powiatowych są ci, 
którzy się tylko jeszcze przygotowali do korzystania z nauk wyższych 
i do nabywania talentów, do czego dążyć mogą w Uniwersytecie. Lecz 
jeżeli który z takich uczniów nie ma zręczności udania się do Uniwer- 
sytetu, albo przybywszy tam nie znajduje sposobu utrzymania się, wtedy 
jego przygotowania, ochota i zdolność przyrodzona, niszczeć muszą, nie 
przynosząc ani jemu samemu ani krajowi pożytku. Że takie przypadki 
nader są u nas liczne i częste, tego nie potrzeba dowodzić, a przytem 
każdy łatwo zgodzi się na ten wniosek, że chociażby u nas najbardziej 
pomnożyły się fundusze na uczniów, takie, jakie są teraz, jednak by to 
nie przyczyniło się dosyć skutecznie do wzrostu nauk wyższych i do 
rozwinięcia talentów. W historycznym przebiegu odezwa zwraca uwagę 
na Akademię krakowską, która od wieków mia fundusze dla młodzieży 
kształcącej się i dzięki im tylu znakomitych mężów wyszło z tej Aka- 
demii, którzyby zeszli nieznani i sławy ojczyźnie swej nie przynieśli, 
gdyby im pomoc w swoim czasie nie była podaną. Na zasadzie powyż- 
szego, założyciele mają niepłonną nadzieję, że społeczeństwo nie pozwoli 
upaść zawiązującej się instytucyi i dla własnego dobra popierać ją bę- 
dzie. Odezwa zrobiła swoje, społeczeństwo przyjęło tę instytucyę pod 
swą opiekę, posypały się ofiary — ale, jak to powyżej zaznaczyliśmy, 
Towarzystwo dalekie od politycznych tendencyi, za takie było uznane 
1 zwinięte. 

8. Towarzystwo typograficzne wileńskie. Zawiązało 
się w r. 1818 dnia 20 kwietnia, a 4 maja ogłoszono » Dokument za- 
ręczny« 1 »Organizacyę« w osobnej książeczce. Cel Towarzystwa: upo- 
wszechniać gust czytania, ułatwieniem, pomnożeniem i nabywaniem ksiąg 
pożytecznych, mianowicie w ojczystym języku napisanych. Członkowie 
składali akcye, każda 10o rubli wynosiła, a z kapitału drukowano księgi. 
Na dokumencie zaręcznym wydrukowano członków 57; liczba ta później 
wzrosła. Anonim ogłosił: »Myśli obywatelskie« o tem Towarzystwie, 
z godłem >sapientis est mutare consillum in melius«, gdzie radzi, abv 
członkowie nie spuszczali z oka i spekulacyi i żeby Towarzystwo roz- 
dzieliło się na dwie sekcye: jedna zajęta rachunkowością, druga wyda- 
wnictwem. Towarzystwo to poprawiło wydawnictwo » Dziennika wileń- 
skiego<, wydało Bajki Krasickiego, Statut litewski, i inne; — a wyda- 
wnictwa cechowała dobra i staranna korekta 1 bardzo przystępna cena. 
W broszurze wydanej p. t. » Towarzystwo typograficzne wileńskie. Wia- 
domość o niem«. 87 str. 16, znajduje się » Dokument zaręczny« zawie- 
rający 15 punktów i »Organizacya« punktów 34. Z tej broszury dowia- 
dujemy się o członkach założycielach. Prezes, Michał Ogiński, Adam 
hr. Chreptowicz wice-prezes, Michał Baliński sekretarz. Członkowie: 


Karol Wagner, Konstanty hr. Tyzenhauz, Adam hr. Giinther, Stanisław 
Niepokojczycki, Zacharyasz Niemczewski, Tomasz Życki, Michał Dmo- 
chowski, Michał Rómer, August Becu, Józef Sękowski, Mikołaj Mia- 
nowski, Józef Kończa, Antoni Marcinowski, Józef Zawadzki, Aleksander 
Pociej, Teodor Pociej, Kazimierz Strawiński, Franciszek Malewski, Feliks 
Siesicki, Gabryel Ogiński, Róża z Góreckich Wysogierdowa, Tadeusz 
Kukiewicz, Michał Chlewiński, Marcin Ważyński, Józef Górski, F. X. 
Wyszkowski, Jan Chodźko, Ignacy Lachnicki, Ignacy Emanuel Lach- 
nicki, Michał Lachnicki, Roman Lachnicki, Stanisław Książę Puzyna, 
Józef Wawrzecki, Jan Budziłowicz, Antoni Chrapowicki, Leonard Wol- 
mar, Kazimierz Moniuszko, hr. Plater Zyberg, Ferdynand hr. Plater, Jan 
G. Rudomina, Jan Szantyr, Michał Bobiatyński, Adam książę Czarto- 
ryski, Piotr Horn, Narcyz hr. Olizar, Michał Sobański, Michał Markie- 
wicz, Feliks Chomiński, Adolf Święcicki, Eustachy Karpp, Ignacy Miluń- 
ski, Józef Grużewski, Hipolit Górski, Korzeniewski, Rudolf hr. Tyzenhauz. 


ROZDZIAŁ LXXII. 
Udział w uroczystościach publicznych Świeckich i duchownych. 


1. Rostowski w swej historyi na str. 137 wspomina, że Jezuici 
chcąc młodzież akademicką nie tylko naukami, ale i zewnętrznemi ozna- 
kami uroczystości religijnych ugruntować w pobożności, a razem sku- 
teczniej jeszcze działając na umysły ludu, upokorzyć różnowierców, użyli 
wszelkich środków okazałości w obchodzie świąt przedniejszych. Pierw- 
szy to raz w r. 1586 postarali się za pomocą wielkiej liczby uczniów 
swojej Akademii, przydać takiej świetności i wystawy procesyi Bożego 
Ciała, że nigdy Wilno nic podobnego nie widziało. Prócz całego bowiem 
duchowieństwa, z biskupem i kapitułą, prócz kilkudziesięciu samych 
Jezuitów, szli parami z wszystkich szkół zgromadzeni studenci wytwor- 
nie odziani, z pochodniami woskowemi w ręku, podzieleni na cztery 
szeregi, na których czele osobne muzyki odegrywały pobożne hymny. 
Ogromny krzyż, złotem i lśniącemi się ozdobami jaśniejący, niesiono 
pośród tej młodzieży, której oddziały poprzedzone były różnemi osobami 
alegorycznemi. Jedni przeobrażeni byli w proroków, drudzy w pokutni- 
ków, inni nakoniec, 'z ładniejszych dzieci wybrani, objawiali się w po- 
staci aniołków ze skrzydłami na obu ramionach, przetykanemi złotem 
1 srebrem. Między dwoma szeregami tego Świetnego pochodu widać bvło 


tu i owdzie niosących posągi i rozmaite wizerunki Zbawiciela. Żarliwe 
pienia kościelne z udziałem młodzieży akademickiej wznosiły się wśród 
woni kadzideł i przejmującego brzmienia dzwonów, z pośród tej wspa- 
niałej procesyi, ku niebu. Na samą wieść o tej procesyi tłumy ludu 
z całego miasta i okolic jego zebrały się na główne ulice, a nie tylko 
sami katolicy, ale wszelkiego rodzaju różnowiercy, nawet Tatarzy z żo- 
nami i dziećmi zbiegli się przypatrzyć i podziwiać nie widzianą dotąd 
na ziemi litewskiej uroczystość. Wrażenie było ogromne. Przez długi 
czas rozmawiano wszędzie o tej Świetnej uroczystości, tak silnie pobu- 
dzającej do nabożeństwa i o bogobojności zaszczepionej w serca uczącej 
się młodzieży. Rezultat ostateczny polegał na tem, że wiele rodziców 
dyssydenckich, odebrawszy dzieci ze szkoły zwingliańskiej, oddało je do 
Jezuitów. Oprócz tego około trzechset osób dojrzałych płci obojga 
przeszło na wiarę katolicką, a między niemi Lew Sapieha, podkanclerzy 
naówczas litewski, który z Kalwina przemieniwszy się w gorliwego ka- 
tolika, został następnie szczodrym całego duchowieństwa i samychże 
Jezuitów dobrodziejem. 

2. Kiedy król Zygmunt III pierwszy raz stanął w Wilnie, jadąc 
na spotkanie ze swym ojcem do Rewla, Akademia żywo się zakrzątnęła, 
ażeby jak najwspanialej go przyjąć. Na Rudnickiej ulicy, kędy król 
wjeżdżał do miasta, wzniesiona była jej staraniem i kosztem brama 
tryumfalna, z czterema wieżyczkami, między któremi na szczycie bramy 
widać było wizerunki Jagiellonów, herby województw i inne alegoryczne 
malowidła. Zbliżającego się króla przed samą bramą witali z owych 
wieżyczek wychowańcy Akademii, za aniołów przebrani, rymami łaciń- 
skimi. W samej zaś już bramie, innych sześciu starszych studentów 
wydawało okrzyki radości w rodzaju: vivat rex i t. p. W kilka dni po 
swojem przybyciu do Wilna, Zygmunt III dał całej Akademii z jej 
uczniami posłuchanie na zamku, gdzie profesorowie a po nich studenci 
Akademii w łacińskich mowach długo rozprawiali o przymiotach króla, 
porównywując go do największych mędrców i bohaterów starożytności. 
Na drugi dzień król otoczony licznym orszakiem udał się do Akademii, 
gdzie uroczyście witany słuchał z wielkiem upodobaniem ułożonych na 
przyjęcie swe wierszy po grecku, po łacinie, po hebrajsku i we wszyst- 
kich językach europejskich nowożytnych, nie wyłączając polskiego i litew- 
skiego. Łukaszewicz w » Dziejach wyznania Helweckiego na Litwieec I. 59, 
przywodzi trzy pisemka, które kazał rektor wydrukować i pomieścił 
w nich wszystkie mowy i powinszowania wierszem, przez profesorów 
1 uczniów ułożone i powiedziane, które ofiarował Zygmuntowi. Z tych 
pisemek dowiadujemy się, że między uczniami witającymi wtenczas króla 
byli między innymi: Mikołaj Pac, Jerzy Tyszkiewicz, Krzysztof Weso” 


łowski, Święcicki, Ołaj, Makowski, Zborowski, Wołłowicz i t. d. Osobno 
po nich witali. króla uczniowie donarum arlium. Abraham Krzewski 
1 Aleksander Rajecki. 

3. Widzieliśmy w pierwszym paragrafie niniejszego rozdziału, jakie 
dodatnie wrażenie wywołał udział Akademii w procesyi Bożego Ciała; 
skorzystali Jezuici z uroczystości kanonizacyi św. Kazimierza i również 
nader czynny udział wzięli, obiecując sobie, że tą drogą podniosą żarli- 
wość ku wierze w sercach ludu. Wprawdzie obowiązkiem to było kapi- 
tuły zajęcie się wyłączne urządzeniem tej uroczystości, ponieważ w ko- 
Ściele katedralnym znajdował się grób tego Świętego patrona Litwy; 
lecz Jezuici więcej się znając na przygotowaniach do takiej uroczystości 
i mając pod ręką tyle młodzieży szkolnej, mogącej posłużyć do ozdo- 
bienia i pomnożenia wystawy w tym dniu, a co większa zamierzając 
wznieść zarazem nową Świątynię pod wezwaniein Świętego Kazimierza, 
z największą skwapliwością ofiarowali swoje usługi i pomoc w układzie 
i wykonaniu tego aktu solennego. Uroczystość ta miała przypaść w Wil- 
nie 1o maja 1604 roku, a Jezuici rokiem już wcześniej wzięli się do 
tego. Przygotowywali materyały na bramy tryumfalne i uczyli studentów 
Akademii roli, w jakiej mieli należeć do obchodu. Kiedy się zbliżył ten 
dzień uroczysty dla Wilna, wystąpił pochód z katedry, a pochód ten 
istotnie był najświetniejszy ze wszystkich, jakie się w Wilnie dotąd zda- 
rzyły. W szczegóły się nie bawimy, gdyż są powszechnie znane po ogło- 
szeniu przez księdza Augustyna Lipnickiego, prałata katedry wileńskiej, 
dzieła p. t.: »Życie św. Kazimierza królewicza polskiego«, Wilno, 1858; 
nas głównie zajmuje udział Akademii w tej uroczystości. Otóż, kiedy 
pochód od kościoła św. Stefana powracał do Katedry, przed Rudnicką 
bramą procesya wstrzymaną została niespodzianym widokiem. Cała jej 
ściana przeobrażoną była w olbrzymiego ptaka, który ułożonemi do lotu 
Skrzydłami, jakby trzy próżne przestrzenie utworzył, okryte różnokolo- 
rowemi jedwabnemi oponami. Wtem na wystawie bramy zjawiła się po- 
stać dziewicy dziwnie nadobnej i ujmującej, ale smutkiem jakimś uci- 
Śnionej 1 szatą żałobną okrytej. Był to student Akademii przebrany za 
niewiastę. Dziewica wyobrażała Wilno płaczące nad klęskami głodu 
i moru, od dwóch już lat nękającemi nieszczęsne 'niasto. Stanąwszy 
przed ludem zaczęła zaraz wierszem łacińskim rozwodzić swoje żale nad 
różnemi nieszczęściami kraju, pocieszając tylko nadzieją uznania Świę- 
tości królewicza Kazimierza i pozyskania w nim opiekuna dla Litwy. 
Lecz gdy się ona boleści oddaje, ukazują się aniołowie w Śnieżnych 
szatach ze skrzydłami, trzymając w dłoni róże i lilie. Ci w dyalogu, 
również po łacinie, zwiastują postaci żałosnej Wilna radość z kanoni- 
zacyi Św. Kazimierza. Weselne wznoszą się pienia. Wilno odurzone cier- 


pieniem, przychodzi do przytomności i zrzucając zwierzchnią żałobę, 
ukazuje się w szkarłatnem ubraniu królowej, z kwiatami i koroną na 
głowie a z berłem w ręku. Wtenczas po krótkiej przemowie i dzięk- 
czynnej modlitwie za dobrodziejstwa przez to uświęcenie królewicza zlane 
na kraj, siada na wóz tryumfalny i mając na nim przed sobą inną nie- 
wiastę w postaci sławy trzymającą trąbę, udaje się razem z procesyą do 
miasta. Obok Akademii Jezuici urządzili drugi łuk tryumfalny, gdzie 
także wypowiedziano dyalog. Zaledwo gromadzący się tłumnie pod mu- 
rami Św. Jana objąć mogli ciekawem okiem całe to osobliwe widowisko, 
gdy przybywająca na wozie tryumfalnym sława wielkim głosem swej 
trąby wezwała Akademię, ażeby na plac chwały i tryumfu świętego pa- 
trona razem ze wszystkimi pospieszyła. W oka mgnieniu zabrzmiała 
muzyka, odezwały się pobożne pienia dobranych uczniów i ukazały się 
emblematyczne postacie, przedstawiające samą Akademię z całym orsza- 
kiem jej wychowanek. Stanęły w nim: teologia, filozofia, historya, wy- 
mowa, poezya, umiejętność języków, gramatyka, greckie muzy, które 
opuściwszy starodawne greckie źródła Hippokseny, nad brzegami Wilii 
w pośród wdzięcznych jej gór i gajów siedlisko obrały. Rozmowę zaczęła 
sława ogłaszająca przytomnym w łacińskich wierszach wielkość uroczy- 
stości, a obracając się do młodzieży akademickiej, zagrzewała ją do czci 
ojczystego patrona. Potem wszczęło się jakby recitativo jakie między 
Akademią a Sławą, o takiej wielkiej nowinie dla Wilna. Nakoniec Aka- 
demia z berłem w dłoni wezwała wszystkie swoje towarzyszki do wspól- 
nego oddania czci świętemu Kazimierzowi. Posłuszne jej głosowi wy- 
stąpiły: historya z piórem, teologia z krzyżem i promienistą księgą, 
filozofia z fizycznemi narzędziami, filologia z trójjęzycznem godłem, 
wymowa z mieczem, poetyka z orłem, gramatyka z kluczem, coraz innymi 
rymami wielbiąc świętego królewicza. Lecz z filologią czyli umiejętnością 
języków starożytnych zjawiły się wszystkie dziewięć muz, które greckimi 
czworowierszami oddały mu cześć swoją. Filologia zaś aż trzema języ- 
kami: greckim, łacińskim 1 hebrajskim, do hołdu się przyczyniła. Dla 
uzupełnienia obrazu dodamy, że 1 kapituła wzniosła ostatnią tryumfalną 
bramę przed zamkiem. Składała się ona z czterech narożnych piramid, 
z pośrodka których wznosiła się jedna większa, osadzona na stropie 
bramy, a wierzchołkiem w kształcie ostrokręgu strzelająca w górę. Ale 
najbardziej zachwycały ako widzów liczne malowidła, do życia i cudów 
Św. Kazimierza odnoszące się, jakiemi wewnątrz i zewnątrz cała niemal 
brama była pokryta. I tu także odbył się dyalog, do którego należeli 
tylko młodzieńcy przeobrażeni w Aniołów Stróżów siedmiu ówczesnych 
wileńskich kościołów: Katedralnego, św. Trójcy (dziś cerkiew) św. Du- 
cha, św. Krzyża, Najświętszej Panny na Piaskach (dziś archiwum), św. 


Jana, św. Franciszka, bo innych ważniejszych nie było jeszcze w Wilnie. 
Młodzieńcy przedstawiający Aniołów, skoro przyszła pora, poruszyli się 
z pośrodka filarów utrzymujących bramę i wypowiedzieli dyalog po 
łacinie, wierszem, poczem zjawiło się sześciu innych młodzieńców, któ- 
rzy również wierszem dokończyli ten dyalog (Lipnicki). Nie poprzestając 
Akademia na powyższym udziale w czasie przeniesienia chorągwi Św. 
Kazimierza, ogłosiła wkrótce zbiór małych poematów po łacinie i po 
grecku ułożonych w tymże celu lecz w innej formie, przez jej uczniów 
tak duchownych jak Świeckich, należących do bractwa N. Panny Maryi. 
Było tych rymów większych i mniejszych wogóle gi, samych zaś auto- 
rów, których imiona zachowane zostały, 84. Zbiór ten, według Rostow- 
skiego (468 Append), miał następujący tytuł: »Theatridium Poeticum 
sanctissimo et castissimo poćte Divo Casimiro Academici poetae Partheni 
Vilnae monumentum immortale«<. To jednak godne uwagi, że połowę 
niemal tej młodzieży składali cudzoziemcy rozlicznych narodów. Znajdo- 
wali się tu Szkoci, Norwegowie, Szwedzi, Duńczycy, Niemcy, Inflant- 
czycy, Węgrzy i Włosi, zapewne sposobiący się na Jezuitów, a dwaj 
nawet ze Szwedów wymienieni jako alumni królewscy. 

4. Czy taki współudział uczniów Akademii w uroczystościach 
świeckich i duchownych oddziaływał dodatnio czy ujemnie na uczą- 
cych się, zabierając im dużo czasu na przygotowanie się udpowie- 
dzieć zadaniu; stanowczo powiedzieć nie umiem, już chociażby dlatego, 
że 1 w naszych czasach, kiedy warunki wychowania młodzieży rdzennie 
się zmieniły — młodzież bierze również udział w różnych uroczystościach. 
W tej chwili np. młodzież szkolna wileńska brała czynny udział w uro- 
czystości odsłonięcia pomnika Murawiewa w Wilnie, nie tylko w dzień, 
ale i wieczorem w klubie oficerskim, gdzie odczytywano życie byłego 
gubernatora wojennego wileńskiego i na cześć którego ucząca się mło- 
dzież dawała koncert instrumentalno wokalny. Przeciwnicy wychowania 
młodzieży przez Jezuitów na te uroczystości zwracali uwagę i im przy- 
pisywali w znacznej części te wady wychowania i braki w wykształce- 
niu młodzieży; utrzymują bowiem oni, że młodzież nie miała możności 
przykładać się do nauk należycie, będąc ciągle zajętą to uroczystościami 
kościelnemi, to Świeckiemi; częstemi witaniami możnowładców i do- 
brodziejów Akademii. Jezuici jednakże innego byli zdania aniżeli dzi- 
siejsi ich historycy, bo kiedy król Zygmunt w roku 161r powrócił 
do Wilna z pod Smoleńska, Akademia wzniósłszy bramę tryumfalną, 
przygotowywała się, aby godnie spotkać tryumfatora. Jednakże według 
zapewnienia Kraszewskiego (Wilno I, 349), nie było żadnego dyalogu 
ani dramatu dla króla; a Rostowski pod r. 1611 wyraźnie zaznacza, że 
w Brunsbergu a nie w Wilnie wyprawili Jezuici widowisko z okazyi 


zdobycia Smoleńska. Że jakaś przyczyna, nieznana nam, przeszkodziła 
tylko uroczystości, do której była przygotowaną Akademia, dowodzą 
następujące pisemka na tę uroczystość przygotowane. I tak, uczeń Aka- 
demii- Baltazar Ozimiński ogłosił: »Szturm pocieszny Smoleńska, który 
był odprawowany szczęśliwie w roku teraźniejszym 1611, 13 dnia czer- 
wca oOpisany« przez ..... w Wilnie w drukarni Jana Karcana 1611, 4? 
8 kart, druk gocki. Dedykacya do królewicza Władysława, datowana 
w Wilnie w 1611. X. Walenty Bartoszewski znany z kilku pism prozą 
i wierszem po polsku pisanych wydał: »Pienia wesołe dziatek na przy- 
jazd do Wilna króla Imci, tudzież senatu i rycerstwa«, Wilno, 16rr, 4 
dwa arkusze. Jest tu mowa o rekuperowaniu Smoleńska do Krzysztofa 
Monwida Dorohostajskiego, marszałka W. Ks. Lit. 

5. W dniu 7 grudnia 1636 roku, już po wyjeździe króla Władv- 
sława z Wilna, obchodziła Akademia z wielkim przepychem święto do- 
roczne Św. Katarzyny męczenniczki, patronki studentów, królewicz Karol 
i królewna Anna, pozostawszy się w Wilnie, uczestnikami byli tej uro- 
czystości, wśród mnóstwa sproszonej szlachty. Wszyscy z przyjeinnością 
i z podziwieniem przypatrywali się licznej młodzieży szkolnej pod prze- 
wodnictwem swych nauczycieli, doktorów teologii, filozofii, sztuk wy- 
zwolonych, w różnokolorowe togi, podług stopnia przybranych, postę- 
pujących w ordynku. Między młodzieżą znajdowali się Chodkiewicz i Sa- 
pieha, studenci Akademii. Harmonijne pienia na cześć Świętej, wymowne 
głosy mowców i poetów, zachwyciły wszystkich, jak pisze Rostowski (343). 

6. Stuletnią rocznicę założenia Towarzystwa Jezusowego bardzo 
uroczyście obchodziła Akademia. Uroczystości rozpoczęły się 31 lipca 
1640 r. Majętniejsza młodzież łożyła znaczne koszta na przyozdobienie 
kościoła akademickiego św. Jana, uboższa przyczyniła się staraniem i pracą 
przy wykonaniu różnych ozdób, lub okazaniem swej zdolności w mo- 
wach, panegirykach i wierszach. Z prawej strony wielkiego ołtarza aż 
do środka świątyni saini retorowie, a z lewej poeci zajęli się ozdobie- 
niem ścian stosownemi godłami, malowidłami i napisami własnego po- 
mysłu. Po obu stronach wielkiego ołtarza, staraniem i kosztem uczniów 
Akademii położono napisy: 

D. O. M. 


Ob. servatam. annos. centum. Societatem Jesu. Rhetores. 
Drugi od poetów, pod którym bujnemi literami wyrażono: 


Optimo. Patri. Suorum. Parenti ac fundatori. Divo. Ignatio de Lojola. 

Juventus Poetica. in Alma. Universitate. etc. Academia. Vilnensi. Socie- 

tatis. Jesu. cum eadem Societas elapsi. Saeculi. memoriam. solenniter. 
celebraret. posuit ac dedicavit anno M.D.C.X.L. die XXIX Julii. 


Opisanie zaś dokładne tego wspaniałego jubileuszu z dołączeniem 
wszystkich mów, rymów i panegiryków podług ówczesnego zwyczaju, 
podług nas bardzo chwalebnego, ogłoszono drukiem. [Dwie książeczki 
wyszły jednocześnie, obie pióra Wojciecha Kojałowicza, o jednej z nich 
rnówiliśmy wyżej. 

7. Jan Kazimierz król w r. 1664 dnia 15 maja przybywszy na 
czele wojska do Wilna, był przyjmowany razem z królową Ludwiką 
Maryą; nie dała się wyprzedzić nikomu w tych oświadczeniach hołdu 
Akademia wileńska. Młodzież ucząca się, na wzniesionym dla tej uro- 
czystości teatrze, wśród śpiewów i muzyki przedstawiła widowisko ale- 
goryczne, wysławiające trudy wojenne króla i zwycięstwa jego; a Bal- 
tazar Danquart, profesor humaniorów, napisał i drukowaną ofiarował 
Janowi Kazimierzowi pochwałę jego (Kochowski. Climacter III. lib. 3. 
p. 122). 

8. W jednym z powyższych paragrafów wspominaliśmy, że Akademia 
korzystała z każdej zręczności, ażeby możnowładców a także dobrodzie- 
jów swych przyjmować uroczyście przemowami, dyalogami lub wręczaniem 
panegiryków ad ńhoc napisanych. Ten zwyczaj w pierwszem stuleciu 
bardzo rozwinięty, stawał się coraz to rzadszym w końcu drugiego stu- 
lecia. Mamy obecnie do zanotowania uroczyste przyjęcie w Akademii 
Józefa Załuskiego biskupa kijowskiego, który znajdując się w Wilnie 
odwiedzał bibliotekę akademicką dnia 13 października 1760 r. Powitał 
go X. Kazimierz Naruszewicz następującą odą łacińską: »Ad illustr. ex- 
cellentis. et reverendis. Dominum D. Josephum Comitem in Załuskie 
Załuski, Episcopum Kioviensem et Czernichoviensem«. Herb Załuskich 
1 niżej: »Cum hospes Academiam et Bibliothecam Vilnensem Soc. Jesu 
inviseret. Dwie karty druku in 40. 

Poczobut w temże samem miejscu wystąpił z rymem polskim 
w stylu dytyrambicznym: a ponieważ jest to rzeczą ciekawą niezmiernie 
po polsku wiersze Poczobuta, więc jako rzadkość przytaczam z nich 
kilka: 

Arfo Treicka, jeśli twego pienia 
Wdziękiem, Amfion z chętnego kamienia 
Wzbudził Theby, a wysoki 
Mur z powolnej wstał opoki: 
Ozwij się dzisiaj wdzięcznie przybyłemu 
Z polskiej w gościnę do nas Załuskiemu 
A dzieluością twą, do góry 
Podźwignij ciężkie marmury i £ d. 


Pilchowski zaś przyjął go w Collegium Nobilium krótką przemową 
łącińską. 


— 574 — 


g. Pierwszą wielką uroczystością dla Akademii wileńskiej po upadku 
Jezuitów, było publiczne otwarcie nauk w odnowionej przez Komisyę 
edukacyjną Wszechnicy, pod nazwą Szkoły Głównej litewskiej. Dzień 
24 listopada 1781 r., poprzedzający rocznicę koronacyi króla Stanisława 
Augusta, przeznaczony został na zaczęcie tej pamiętnej uroczystości. 
Wywieszono więc najprzód herb nowo ustanowiony przez Komisyę edu- 
kacyjną dla Akademii, nadedrzwiami sali publicznej zwanej aulą, w któ- 
rej w późniejszych latach, bo już za rektoratu Śniadeckiego, była biblio- 
teka, a obecnie cerkiew gimnazyalna. Na polu umieszczonem w palu- 
damencie pod mitrą wielko książęcą widać było Pogoń litewską z tarczą, 
na której zamiast zwyczajnego podwójnego krzyża jak w herbie państwa 
1 zamiast liter przez Akademię jezuicką używanych, znajdował się węzeł 
cyfry Stanisława Augusta S. A. R. (Stanislaus Augustus Rex) z dwoma 
berłami pod nią. Paludament opasany był wstęgą u wierzchu i po bokach, 
mającą napis: Schola Princeps Magnt-Ducatus Lithuaniae. Całą zaś tarczę 
herbową otaczał wieniec z dwóch gałęzi laurowych, związany u spodu 
wstążką, a u wierzchołka zatknięty i biretem akademickim zakryty. Taki 
herb olbrzymich rozmiarów zwiastował już od samego rana ludności 
miasta nadzwyczajną uroczystość w Akademii. O drugiej godzinie po 
południu, rozwarły się podwoje auli i sam rektor Poczobut, a z nim 
wszyscy profesorowie składający senat akademicki, wspaniałemi ze szkar- 
łatu togami doktorskiemi przyodziani weszli do niej i zająwszy wyzna- 
czone miejsca wraz z licznie zaproszoną i manifestującą się publicznością, 
oczekiwali wyższych jeszcze gości, którzy większego jeszcze blasku przy- 
dać mieli obchodowi. Jakoż wkrótce ukazał się książe Adam Czartoryski 
G. Z. P., który jako marszałek trybunału głównego W. Księstwa lit. znaj- 
dował się właśnie w Wilnie, a co większa, jako jedyny wówczas komi- 
sarz edukacyjny — bo Massalskiego nie było — powinien byłby prze- 
wodniczyć w całem tem zgromadzeniu. Wszedł on w towarzystwie dwóch 
znakomitych senatorów Niesiołowskiego, wojewody nowogrodzkiego 1 Zy- 
berga, wojewody brzesko litewskiego; a za nimi podsunęli się deputaci 
trybunału, urzędnicy ziemscy i wielu dostojnych obywateli. Poczobut 
powitawszy księcia jako jednego z naczelników edukacyi narodowej 
w imieniu odnowionej Akademii, rozpoczął posiedzenie wyborną mową 
po łacinie, którą przedrukował potem przy prospekcie nauk; w niej 
wspomniawszy wielkich niegdyś królów Kazimierza Wielkiego, Włady- 
sława Jagiełłę i Stefana Batorego, jako założycieli uniwersytetów w Polsce; 
Władysława IV jako wielce życzliwego dla Akademii; Waleryana Prota- 
sewicza jako szczególnego jej fundatora, wysilał się zresztą na pochwały 
Stanisława Augusta, któremu przyznawał słusznie wielki popęd dany 
w kraju do ulepszenia wychowania młodzieży. Oddając sprawiedliwość 


== DD" SF 


innym królom poprzednikom jego, nie znajdował jednak równego jemu, 
któryby tak nieśmiertelnemi nagrodami, jak medale bite na cześć uczo- 
nych, (a tu wspomniał i o swoim z napisem: sic itur ad astra) i takiem 
ustanowieniem jak Komisya edukacyjna, zapewnić zdołał narodowi swemu 
niezliczone pożytki; a sobie samemu wieczno trwałą pamięć. W tej mo- 
wie niema wzmianki o Jezuitach i o dawniejszym stanie ich Akademii, 
a zakończył długą tę mowę oświadczeniem wdzięczności królowi, miano- 
wicie za hojne obdarzenie przez niego kollegium medycznego Szkoły 
Głównej litewskiej znakomitym zbiorem ksiąg i narzędzi, wielką ilością 
roślin do ogrodu botanicznego, równie jak teatrem anatomicznym i mu- 
zeum fizycznem. Wynurzył też zarazem, ile obowiązków mieć powinien 
cały kraj dla światłych mężów składających Komisyę edukacyjną, którzy 
się tak gorliwie poświęcili odrodzeniu oświaty w narodzie. Zręcznie 
rektorowi w krótkich słowach na to odpowiedział książe marszałek try- 
bunału, oświadczając, że Komisya całą pomyślność swoich usiłowań 
1 wszystką nadzieję swoją zasadza na przezorności, z jaką starała się 
dobrać do składu i zarządzenia Szkoły Głównej, bez względu na uprze- 
dzenia, zadawniałe przesądy, a stąd na zbyt skwapliwą krytykę, której 
ulegać musi Akademia, w ten sposób odrodzona, jak każda nowa insty- 
tucya gdziekolwiek. Poczem rektor złożył w ręce książęce wszystkie 
patenta dla profesorów i urzędników Szkoły Głównej, nadesłane z Ko- 
misy edukacyjnej, a obwieściwszy zebranej w sali publiczności, że ksiądz 
Kazimierz Naruszewicz, prałat scholastyk smoleński, mianowany jest 
sekretarzem tego Uniwersytetu, polecił mu, ażeby po przyjęciu od księcia 
komisarza edukacyi narodowej należącego sobie patentu, wezwał po 
imieniu i nazwisku wszystkich członków Szkoły Głównej do odebrania 
swoich dyplomów. Po ich rozdaniu przez księcia, Naruszewicz w mało 
co krótszej przemowie wyłuszczył jasno, że od Akademii tworzącej się 
na nowo nie można wymagać, ażeby od razu stanęła na równi z innymi 
sławnymi uniwersytetami, że jak obywatele mają prawo wymagać nauki 
i dobrych przykładów od niej; tak nawzajem Akademia powinna i ma 
nadzieję oczekiwać współczucia i współdziałania ich, a razem pobłażania. 
»Wszystkie początki są trudne, rzekł mowca, i nie tak nagle dościga 
się doskonałości szczytu. Zważyć bowiem wypada, jak wielkie i ciężkie 
przedsięwzięcie dokonać mamy, bo z gruzów starodawnej Świątyni nauk, 
wirem losów rozwalonej, wznieść i odbudować nowy przybytek musimy. 
Sprzyjajcie więc nam i brońcie jako nauczycieli waszych dzieci, ponieważ 
znajdą się tacy, którzy (obym fałszywym był prorokiem) nowemi i nie- 
znanemi sobie umiejętnościami olśnieni, nie będą umieli ocenić korzyści 
z nich wynikających, albo co gorzej i niebezpieczniej jest, umysły mło- 
dzieży odstręczać od nich są gotowi. Czego, mnuieimamy, są dwie przy- 


— 56 — 


czyny: jedna nieuctwo i ciemnota, druga zawiść do ludzi naukom od- 
danych. Waszej więc, dostojni słuchacze, wyrozumiałości i życzliwości 
nam potrzeba koniecznie i przedewszystkiem. Kiedy zaś tylu było mo- 
narchów, nie mówię obcych ale naszych własnych, którzy nauki i uczo- 
nych szanowali i miłować umieli — dlaczegóż byście i wy nie poszli za 
ich przykładem? Tem bardziej tego od was spodziewać się wypada, że 
tyle zacnych i prawdziwie uczonych inężów należy już do tej Szkoły 
Głównej, której wysokiego naczelnika, czcigodnego rektora, królewskiego 
astronoma a londyńskich i paryskich akademii członka, za przykład daję, 
że nie wspomnę innych tu obecnych profesorów, których skromności 
obrazić nie chcę!« Tak się odzywał bez ogródki do licznego zgroma- 
dzenia różnego stanu osób Kazimierz Naruszewicz, nie zapomniawszy 
przydać wzmianki i o tem, że Stanisław August obdarował go pierście- 
niem, który za pośrednictwem brata (Adama Stanisława) otrzymał razem 
z odą przez niego napisaną. Gdy następnie rozdano prospekt lekcyi, 
mających się dawać w Uniwersytecie, po łacinie ułożony, razem z tablicą, 
wykazującą porządek ich i rozkład, tenże sam sekretarz podziękował 
krótką przemową w języku polskim zgromadzonym gościom za ich 
obecność na tym akcie. Poczem rektor, poprzedzony przez senat akade- 
micki, udał się do kościoła Św. Jana, gdzie nabożeństwem i odśpiewa- 
niem hymnu ambrozyańskiego, dzień ten pamiętny dla Akademii zakon- 
czył. Ale nie był to jeszcze zupełny koniec uroczystości, przerwał ją 
tylko nazajutrz solenny obchód rocznicy koronacyi królewskiej. Akade- 
mia przez oba te dni wieczorem oświetliła wszystkie swoje gmachy; na 
ich bramie naczelnej wystawiła portret Stanisława Augusta misternie 
oświetlony z napisem: »Literarium ac Literatorium Patris. Na trzeci 
dzień, 26 listopada 1781 r. odnowiła się onegdajsza uroczystość. Poczo- 
but chciał nadać cechę uroczystości i samemu rozpoczęciu lekcyi uni- 
wersyteckich. Zrana więc owego 26 listopada zgromadziła się znowu cała 
Akademia w togach, pod jego przewodnictwem, w kościele św. Jana, 
gdzie Łopaciński biskup, sufragan żmudzki, śpiewał pontyfikalnie mszę 
o św. Duchu. Po jej skończeniu rektor i wszyscy profesorowie, prowa- 
dząc biskupa i wojewodę nowogrodzkiego, który słuchał mszy razem 
z innymi, udali się do sali, gdzie miała się odbyć lekcya medycyny 
teoretycznej. Przed jej zaczęciem profesor tego przedmiotu Stefan Bisio, 
prezes kollegium fizycznego a medyk nadworny i konsyliarz królewski, 
przeczytał stosowną do nauki przemowę. Podobnież przez cały tydzień, 
w godzinach wskazanych prospektem, zaczynały się rozmaite lekcye, 
z takiemiż przemowami, które zwykle prefacyą nazywano, i na których 
nie omieszkali być obecnymi ciż sami biskup i wojewoda, oraz niektórzy 
inni ciekawsi ze szlachty, znajdującej się wówczas w mieście. Poczobut 


TE" ZDJ, EF 


chcąc zachować nadal pamiątkę tej wielkiej uroczystości, kazał wydru- 
kować w jednym zeszycie in folio obie mowy z dołączeniem prospektu 
rozpoczętych lekcyi po łacinie i po polsku, pod tytułem ogólnym. Na 
czele mowy rektorskiej umieszczono małą rycinkę wyobrażającą herb 
Szkoły Głównej, wśród kilku budowli, składających kollegia Akademii. 

1o. Stuletnia pamiątka zwycięstwa odniesionego przez króla Jana III 
Sobieskiego pod Wiedniem była uroczyście obchodzoną przez Szkołę Głó- 
wną. Książe Michał Poniatowski, prezes Komisyi edukacyjnej, zalecił 
okólnikiem urządzenie tego obchodu. Nie zgłębiając politycznych powo- 
dów, które skłoniły ówczesny rząd polski do tego jubileuszu, powiemy, 
że w każdym razie uroczystość taka miłe wspomnienie obudzała w na- 
rodzie, a tem samem i w publiczności wileńskiej. Poczobut dołożył 
wszelkich starań, ażeby Akademia co do wspaniałości obchodu nikomu 
nie dała się upośledzić. Dwa dni w październiku 1783 roku poświęcono 
tej stuletniej pamiątce. Dnia 11 odbyło się żałobne nabożeństwo za pole- 
głych w tej sławnej walce rycerzy polskich. W tym celu wzniesiono 
w pośród kościoła akademickiego Św. Jana ozdobną piramidę, ze stoso- 
wnymi napisami, żałobnemi godłami i wizerunkiem Jana Sobieskiego, 
opierała się ona na szerokiej bateryi osadzonej czterema działami polo- 
wemi, przy których stało na straży ośmiu kanonierów i dwóch podofi- 
cerów artyleryi litewskiej. Obok piramidy ustawione były dwie kolumny 
z karabinów, pancerzy i chorągwi tureckich złożone. Mszę wielką cele- 
brował X. Tomasz Zienkowicz, biskup ariopolitański, dziekan katedralny. 
Słuchał jej siedząc w presbyteryum na tronie biskupim Massalski, oto- 
czony sufraganami i kapitułą; dalej nieco na ustawionych wzdłuż filarów 
krzesłach siedziały przedniejsze panie, jakie wówczas były w Wilnie, 
więc wojewodzina smoleńska Tyszkiewiczowa, nowogrodzka Niesiołowska 
1 szefowa Massalska. A w głębi świątyni umieścił się cały senat aka- 
demicki ze swoim rektorem w żałobnym ubiorze w pośród licznego bar- 
dzo zgromadzenia uczącej się młodzieży wyższych i niższych szkół. 
Nabożeństwo odbyło się wspaniale i uroczyście, rozrzewnienie było po- 
wszechne. I to był dzień żałobny. Nazajutrz dopiero, 12 października, 
obchodzono pamiątkę zwycięstwa. Kościół też przybrał inną postać. 
W miejscu owej piramidy zbudowano tryumfalną kolumnę, której czworo- 
boczna podstawa uzbrojona była także działami, krawędzie zaś okolone 
40-funtowemi kulami, przedzielonemi bagnetami, co tworzyło jakby ogro- 
dzenie sztachetowe. Po rogach stało czterech grenadyerów z pułku szó- 
stego. Nad tą kolumną zwieszał się baldachim w kształcie tureckiego 
namiotu utrzymywany w szponach orła, wznoszącego się pod samem 
prawie sklepieniem, co mianowicie dla swojej misternej roboty zwracało 


ciekawe oczy publiczności nie mniej licznie zgromadzonej w kościele. 
UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III. 37 


Inne znowu napisy, a zawsze stosowne do drugiego dnia uroczystości, 
zdobiły ową kolumnę zwycięstwa. Obchód dnia tego był już solenniejszy 
i trwał już daleko dłużej. Biskup Massalski celebrował, ksiądz Michał 
Karpowicz powiedział kazanie dobre i rozumne, usiłując obudzić w przy- 
tomnych, a szczególniej w młodzieży szkolnej ducha porządku, posłu- 
szeństwa prawom i dobrze pojętej miłości kraju, wystawiając Śmiało 
i w żywych obrazach, czem był naród, kiedy Sobieski ocalił Wiedeń 
i Europę od Turków, a czem się stał po upływie całego wieku nierządu 
i zniewieściałości! Po nabożeństwie i odśpiewaniu »Ciebie Boże chwa- 
limy«, powróciło jeszcze raz całe to Świetne zgromadzenie po czwartej 
godzinie po południu do kościoła, gdzie X. Mackiewicz, wiceprofesor 
Akademii i sekretarz kollegium moralnego, miał długą bardzo mowę 
w języku łacińskim. W niej okazawszy, na jak trwałej posadzie czci dla 
religii, posłuszeństwa dla praw i zwierzchności, zamiłowania w naukach 
i ćwiczenia się w sztuce rycerskiej, opierała się sława narodu, jak Jan III 
był wzorem tych wszystkich zalet dla potomnych; zachęcał słuchaczów 
do wskrzeszenia i naśladowania staroświeckiej cnoty. Takie kazanie 
i mowa, powiedziane z otwartością i powagą, nie małe zrobiły wrażenie 
na obecnych. Mądrze urządził tę uroczystość rektor, dlatego odbierał 
podziękowania od wszystkich za tak trafne ułożenie tego pamiętnego 
obchodu, a kapitan artyleryi litewskiej Knakfus, architekt J. K. M, za 
gustowny plan żałobnej piramidy i tryumfalnej kolumny i piękne ich 
wystawienie. Biskup zaś inflancki Kossakowski na dowód zadowolenia 
swego oddał do zbiorów akademickich medal złoty wartości 30 dukatów, 
bity niegdyś podczas koronacyi Jana III. Po tem wszystkiem zebrali się 
jeszcze raz liczni goście na trzeci dzień do auli i tam wobec Akademii, 
wszystkich szkół i młodzieży, słuchali znowu długiej a do uroczystości 
stosownej mowy w polskim języku, mianej przez X. Szalewicza, nauczy- 
ciela wymowy w szkołach podwydziałowych. Tymczasem Poczobut, 
widząc, jak pomyślnie powiodło mu się urządzić polecony przez Komi- 
syę edukacyjną jubileusz zwycięstwa Jana III pod Wiedniem, kazał dla 
utrwalenia pamięci tej uroczystości w kraju zebrać w jedną książkę 
kazania, mowy, okólnik Komisyi i opis obchodu, a dodawszy od siebie 
dedykacyę do króla i dwie ryciny wyobrażające oba pomniki wzniesione 
wówczas w kościele św. Jana, wydrukować p. t. 

4054. Pamiątka stuletnia zwycięstwa pod Wiedniem, przez Jana III 
króla polskiego nad Turkami otrzymanego w r. 1683, z woli Prześwie- 
tnej Komisyi edukacyjnej narodowej przez Szkołę Główną W. Księstwa 
Litewskiego uroczyście obchodzona dnia 11 i 12 października r. 1783, 
w Wilnie w drukarni J. K. M. przy Akademii 40 kart 48 i 2 ryciny. 

W moim egzemplarzu brak rycin. 


"= 249 7 


11. Ostatnią uroczystością za rządów polskich, w której czynny 
udział wzięła Akademia wileńska, była konstytucya 3 maja 1792 roku. 
Nowa postać rzeczypospolitejj nadana ustawą 3 maja, wywołała, jak 
rzekliśmy, obchód uroczysty w Szkole Głównej litewskiej. Poczobut 
w zagajeniu swojem wynosił pod niebiosa dobrą wiarę, mądrość i do- 
broć wielkiego króla, łączącego się z narodem w stanowczej chwili jego 
upamiętania się i poprawy rządu. Mając się za szczęśliwego, że umieścił 
»Ciołka« Poniatowskich wśród konstelacyi niebieskich, uwielbiał go łaciń- 
skimi rymy, a przywodząc na pamięć medal bity z powodu założenia 
kościoła św. Piotra w Krakowie przez Jezuitów, napisy na nim położone 
pochlebne do Zygmunta III stosował do Stanisława Augusta. Było to, 
jak rzekliśmy, ostatniem publicznem wystąpieniem Szkoły Głównej wol- 
nego narodu. Nastąpiła Targowica, powstała wojna domowa, a te odgłosy 
radości i nadziei zagłuszył szczęk oręża. Odnowiona z gruzów i nieładu 
polityczna budowa, runęła uderzona gromem przeciwnego losu. 

Akademia, jak i kraj cały, odrętwiała pod nawałem nieszczęść. Rządy 
Targowicy w Wilnie spowodowały, że nauki umilkły, nauczyciele roz- 
proszyli się, lub niepewni jutra wyglądali zmiłowania Bożego. Uczniowie 
poszli do obozu, lub pod domową strzechą oczekiwali lepszych dni. 

12. Dzień 15 lutego 1797 r. był przeznaczonym na przejazd przez 
Wilno, jadącego do Petersburga z Grodna, Stanisława Augusta Ponia- 
towskiego, byłego króla polskiego. Szkoła Główna wileńska postanowiła 
go przyjąć godnie, aby królowi swemu niegdyś i dobroczyńcy okazać 
współczucie i wdzięczność wyrazić. Poczobut w tym celu jeździł nawet 
do Grodna, aby się o szczegółach pobytu w Wilnie dowiedzieć. Po powrocie 
zajął się niezwłocznie przygotowaniami do przyjęcia monarchy. Przede- 
wszystkiem zajął się urządzeniem muzeum historyi naturalnej pochodzą- 
cego z darów hetmana Ogińskiego i kanonika Wicherta (w dawnym refekta- 
rzu jezuickim, w którym za czasów uniwersytetu cesarskiego była aula, 
gdzie odbywały się publiczne zebrania uniwersytetu, gdzie sławną pierwszą 
swą lekcyę miał Lelewel, gdzie w późniejszych latach Eustachy hr. Tysz- 
kiewicz urządził muzeum starożytności, a po 1863 roku urządzono czy- 
telnie w bibliotece publicznej). Otóż w tej sali urządził prowizorycznie 
muzeum historyi naturalnej. Zaledwie te i tym podobne przygotowania 
ukończone zostały, Stanisław August mając w orszaku swoim Mniszcha 
marszałka w. k. z żoną i synowicą swoją, siostrą księcia Józefa Ponia- 
towskiego referendarzową Tyszkiewiczową dnia 19 lutego 1797 roku 
o godzinie 3 po południu wjechał do Wilna wśród tłumu ludu, wiedzą- 
cego, że wita po raz ostatni swego króla, i stanął w pałacu naówczas 
»biskupim« zwanym, dziś rezydencyi generał gubernatora. Nazajutrz 
przed południem rektor otrzymawszy posłuchanie u króla, stanął przed 


% 
37 


przed nim ze wszystkimi profesorami Szkoły Głównej i tak czułą choć 
krótką powitał go mową, że się Stanisław August do łez rozrzewnił 
i płacząc z wielkiem wzruszeniem odpowiedział. Następnie miała audyen- 
cyę kapituła. Przez wszystkie cztery dni pobytu swego w Wilnie, Stani- 
sław August odwiedzał Akademię, raz obserwatoryum i narzędzia jego 
w szczegółach opatrując, drugi raz bibliotekę w dwóch salach, nad refek- 
tarzem dawnym jezuickim znajdującą się, to znowu wszystkie gabinety 
tak w fizycznem jak i w medycznem kollegium, pilnie, z ciekawością 
i z wielkiem swojem zadowoleniem przeglądając. Podobnież każdego dnia 
inne godziny poświęcał na objeżdżanie miasta. Dnia 23 lutego 1797 r. 
Stanisław August opuścił ostatecznie Wilno. 

13. O pobycie cesarza Pawła w Szkole Głównej wileńskiej bliższe 
szczegóły podaje Poczobut w liście do Śniadeckiego: »Najjaśniejszy Im- 
perator zawczora (27 maja 1797 roku) wieczorem koło godziny piątej 
szczęśliwie z dwoma wielkimi książętami do nas przybył i stanął nie- 
daleko, bo tylko przez ulicę od Akademii w biskupim pałacu. Przed 
godziną szóstą wieczorną udał się piechotą do oglądania katedry i ka- 
plicy św. Kazimierza przy katedrze. Stamtąd powracając szedł do Colle- 
gium medicum. Ja przed furtką Collegii medici stałem z profesorami, 
czekając nań już pierwej przed kościołem akademickim, mimo którego 
przechodził prezentowany od księcia Repnina. Wprowadziliśmy tedy Naj- 
jaśniejszego Imperatora na teatr anatomiczny. Bawił się tu czas znaczny, 
oglądając wszystko z wielkiem ukontentowaniem, poufałością i oświad- 
czeniem satysfakcyi swojej. Stamtąd udaliśmy się do wielkiego kolle- 
gium. Tam ja w wielkiej sali dolnej alzas refektarzu pojezuickim, całą 
historyą naturalną, która od Ciebie nie była widzianą, bo jeszcze była 
w pakach, kazałem porządnie ulokować jeszcze przed przybyciem impe- 
ratorskiem, nawet bibliotekę do historyi naturalnej służącą i bardzo dla 
figur kosztowną tam przenieść. Tu też zupełną oświadczył satysfakcyę 
kilkakrotnie. Podobnież w gabinecie fizycznym, nareszcie obserwatoryum 
i t. d. Otóż tu miałem okazyę mówienia wyraźnego o placu bardzo 
potrzebnym kalkulatora; bo gdy mnie spytał, wiele mam osób do astro- 
nomii należących, odpowiedziałem, że teraz tylko jedną, bo mi niedawno 
umarł profesor astronomii; ja zaś Miłościwy Panie prócz profesora 
astronomii jeszcze bardzo potrzebuję kalkulatora, bo rzecz niepodobna, 
robiąc kurs obserwacyi, kalkulować i drukować, a bardzo wiele mam do 
drukowania. Imperator natychmiast obrócił się do księcia Repnina, zale- 
cając ten artykuł. Książe odpowiedział, że ten interes będzie się pamiętał 
przy układzie jeneralnym szkół, który robić się będzie niebawnie po po- 
wrocie jego od granicy gubernii litewskiej ....« Poczobut w powyższym 
liście nie wspomina, że Ignacy Reszka, pomocnik przy obserwatoryum, 


waż 581 a 


nie będąc wcale astronomem, lecz zręcznie pokazując cesarzowi rozmaite 
instrumenty i sposób ich użycia — został nominowanym przez cesarza 
profesorem astronomii; dlatego też zalecając Repninowi kalkulatora, nie 
zalecał już profesora astronomii świeżo naznaczonego. 

14. W czerwcu 1802 roku cesarz Aleksander jadąc do Memla przez 
Wilno, odwiedził Szkołę Główną. Poczobut zastępujący nieobecnego rek- 
tora Strojnowskiego, tak opisuje te odwiedziny: »Odebrawszy bardzo 
późno, pisze 28 czerwca, a nawet i niepewną jeszcze wiadomość z Peters- 
burga, że Najjaśniejszy Pan mając być w Memlu, może też nas odwie- 
dzić ex improviso, natychmiast bojąc się siurpryzy, urządziłem wszystko 
co należy do ochędóstwa, ładu i porządku wszędzie. Kazałem wybielić 
wewnątrz i zewnątrz oba kollegia, a najbardziej aulę akademicką, gdzie 
umyśliłem i potem umówiłem się z rządem, witać N. Pana, kazałem po- 
prawić wszędzie i nowe nawet porobić schody, w gabinetach zaś wszyst- 
kich, wszystko ad niłorem przyprowadzić. Przygotowałem też porządną 
iluminacyę przy bramie kościelnej, bo to tylko mamy miejsce zdatne do 
tej nocnej parady, a linią Collegii na ulicy Biskupiej, kazałem przygoto- 
wać do stawienia w oknach ulicznych lamp i świec i t. p. To wszystko 
urządziło się jak najprędzej i przecież dniem jednym ukończonem zostało 
przed przybyciem Monarchy. Uczniowie też wszystkich szkół byli nale- 
życie przygotowani do dania eksperymentu w auli z różnych swoich nauk, 
jeśliby to się podobało Itmperatorowi. Samej zaś Akademii zajętej da- 
waniem wyższych nauk, a nie mającej prócz jednego profesora ludzi 
belletrowych, niepodobna było w tak krótkim czasie przygotować 
jakiego dzieła, imienia jego godnego. Ja też nie belletrowy, a mocno 
urządzaniem wszystkiego zatrudniony, ledwie mogłem zdobyć się na 
krótki komplement. Żądano też i bardzo zalecano od rządu, żeby był jak 
najkrótszy. Starałem się więc krótkość nagrodzić czułością wyrazów. Gdy 
się już skończyło to przygotowanie, dnia 17 Junii, na który był spo- 
dziewany Monarcha nawet od rządu tutejszego, całe miasto wyszło ku 
wieczorowi na spotkanie swego miłościwego Pana. My w domu czeka- 
liśmy go ze wszelką gotowością nawet po północy, ale napróżno. Dnia 
18 odebraliśmy wiadomość niezawodną, że Monarcha tego dnia wieczo- 
rem ma przybyć. Jakoż traktem kowieńskim po godzinie 9 przybył na 
Pohulankę. Tam na polu znalazł prawie całe miasto z niezmiernym ludem, 
który wyprzągłszy konie z karety, niósł ją prawie na ręku, aniżeli ciągnął 
z nieprzerwanymi okrzykami, wiwat imperator, niech żyje! Przez Trocką 
bramę potem Niemiecką ulicą, mimo ratusza, dalej około Ś. Jana przez 
Biskupią ulicę do pałacu biskupiego. Myśmy wzdłuż tej ulicy uszyko- 
wali przy Ścianie wszystkich studentów, mających w ręku kwiaty dla 


m; 582 SZ 


rzucania pod karetę monarszą. Ale tłum niezmierny ludu prawie wszystko 
pomieszał. Myśmy około furty uformowali grono znaczne. 

Po robbach czerwonych poznał Najjaśniejszy Pan Akademię i głową 
nam skłaniał. Już to było po godzinie 1o wieczorem... Do pałacu przy- 
stępu nie było, lud tłumnie wszystko opanował. Noc przemieniła się 
w dzień przez zapalone wszędzie iluminacye. Najjaśniejszy Pan przyjęty 
od stanu szlacheckiego na schodach pałacowych i do pokojów wprowa- 
dzony, skłoniwszy się wszystkim, odszedł do swego gabinetu. Nazajutrz 
19 Juni, imperator koło godziny 8 rano wyjechał konno z pałacu na 
rewią za miastem. Przypadkiem znajdowałem się z niektórymi profeso- 
rami u furty, gdy wyjeżdżał z pałacu; wyszliśmy przed furtę i uczyni- 
liśmy mu przyzwoitą adoracyę, którą on mile przyjął skłaniając głowę. 
Po rewii wojsk, wszystko oglądał porządkiem, co było do widzenia 
w mieście i wszędzie dał wielkie dowody wielkiej mądrości i miłości 
ludu swego oraz dobroczynności. O godzinie zaś jedynastej rannej Naj- 
jaśniejszy Pan przybył konno do Akademii zebranej ze wszystkimi ucz- 
niami wyższych i niższych szkół, spotkałem go w bramie kościelnej 
i wprowadziłem do auli. Było to tam przygotowane na wyższym postu- 
mencie krzesło złocone z cyfrą imperatorską. Nie siadł na nim Monar- 
cha, ale niżej stanął i wtenczas odemnie jako od zastępcy rektora był 
powitany krótką francuską przemową, następującej treści: Najjaśniejszy 
Panie! Składając najgłębszy i najwierniejszy hołd Waszej Cesarskiej Mości 
w imieniu tego Uniwersytetu, boli mię to, że nie mogę godnie wyrazić 
wszystkich tych uczuć, które go przejmują zarazem w chwili Twego do 
nas przybycia, uczuć najżywszej radości, jakiej kiedykolwiek doświadczał, 
uczuć najgłębszej czci, którą jest cały przejęty i najszczerszej miłości, 
która go ściśle przywiązuje do Twojej poświęconej osoby, widząc ją 
obdarzoną najpiękniejszymi przymiotami i największemi cnotami. Zgro- 
madzenie to patrzy z taką miłością na Waszą Cesarską Mość, jako na 
Ojca swego, wielbi go jak swego Najjaśniejszego i Najłaskawszego Władzcę; 
czci 1 podziwia jak drugiego Marka Aureliusza, jak Salomona północy. 
Lecz dla przedstawienia tego wszystkiego należycie potrzebaby daru naj- 
większych mowców, Pliniusza i Cycerona, potrzebaby świetnej wyobraźni 
najszczytniejszych poetów Horacego i naszego Sarbiewskiego. Ja zaś, 
który z powołania i obowiązku przywykłem tylko patrzeć zawsze i uwa- 
żać na niebo w cichości, umiem tylko Najjaśniejszy Panie, wznosić do 
tegoż nieba najgorętsze i najszczersze modły za Waszą Cesarską Mość 
i za jego niezmierne państwo, za najdłuższą trwałość dni Twoich drogich, 
za pomyślność panowania Twego, za Twoją sławę, za Twoje szczęście, 
które jest naszem także i którego trwałość wielce dla nas pożądana, 
pobudza nas do życzenia a nawet i wołania z prorokiem Danielem: 


Imperatorze żyj na wieki! Okrzyk ten powtórzyli wszyscy akademicy 
i wszyscy w ogóle uczniowie zgromadzeni w wielkiej sali aulą zwanej. 
Cesarz zaś odpowiedział ze zwykłą sobie uprzejmością »Je vous remercie 
des ćloges que je tacherai de justifier». Z auli szedł prosto Imperator 
do obserwatoryum, gdzie wszystko oglądał spieszno. Ja miałem honor 
prezentować mu nasze obserwacye nowego planety Ceres, wcześnie przy- 
gotowane. Prezentowałem też dawniejsze i teraźniejsze cahićrs naszych 
obserwacyj. W teraźniejszych podpisał swoje imie. Pytał, jeśli mamy 
teleskop Herschela, o którym też słuchał mnie mówiącego; podobała się 
miu luneta achromatyczna z mikrometrem objektywnym, który gdym mu 
króciuchno wyeksplikował, rzekł: pierwszy raz ten instrument widzę 
i rozumiem. Udał się potem do Museum physicum, przejrzawszy go 
zastanowił się nad przygotowanym galwanizmem i o nim też sam mówił. 
Nie miał czasu być w innych gabinetach, u nas wszędzie znalazł wielki 
ład, porządek i ochędóstwo ad nitorem. Gdy na dziedzińcu akademickim 
siadał na koń, powiedział do mnie: »Je suis charmć d'avoir ćtć chez 
vous«. Oświadczał potem przed różnymi swoje ukontentowanie z Aka- 
demii. Obadwa gubernatorowie o tem mnie upewniali, a różni mi tego 
winszowali. Nakoniec dowód tego otrzymałem w pierścieniu brylantowym, 
który mi Cesarz nadesłał... i t. d. i t. d.c. 

15. Przekształcenie Szkoły Głównej na cesarski Uniwersytet, insty- 
tucyę samodzielnie prawie rządzącą się, niezależną, jak dotąd, od kaprysu 
gubernatora — postanowiono zainaugurować uroczystem posiedzeniem, 
aby w ten sposób złożyć hołd wdzięczności swojemu odnowicielowi 
i dobroczyńcy. Powrócił z Petersburga rektor Strojnowski 1 przywiózł 
z sobą ów historycznej doniosłości » Akt potwierdzenia«. Dzień 17 czerwca 
1803 r. wyznaczony został na publiczne ogłoszenie tego aktu, wśród 
grona wszystkich członków nowego Uniwersytetu, uczniów jego 1 tłumnie 
zgromadzonych gości z miasta i z prowincyi. Piękny to był widok wcho- 
dzących do auli we wspaniałe togi szkarłatne przybranych, tylu mężów 
nauką i zasługami głośnych w kraju, z radosnem obliczem i rzewną 
wdzięcznością poprzedzających długim szeregiem postępującego za nimi 
prześwietnego rektora. Obok niego szedł sędziwy Poczobut, niedawny 
zastępca, syt wieku i sławy uczonej, a jeszcze niezłamany laty, rzeźwego 
umysłu i gorącego serca dla tej starodawnej świątyni nauk i dla kraju. 
Za nimi niesiono srebrzyste berło, godło dostojności i władzy rektorskiej. 
Uszykowani ordynkami studenci Uniwersytetu i wszystkich szkół wileń- 
skich, pod przewodnictwem swoich nauczycieli, stali po jednej stronie 
obszernej sali; publiczność zajmowała drugą. Za przybyciem jenerał- 
gubernatora barona Benningsena, dalszych władz prowincyi, biskupa 
i kapituły, oraz znakomitych gości płci obojej, rektor zagaił wymownie 


to uroczyste posiedzenie, wynurzając serdecznie całą wdzięczność wspa- 
niałemu odnowicielowi starożytnego Uniwersytetu, założonego niegdyś 
przez króla Stefana Batorego, a zastosowanego do potrzeb wieku i po- 
stępu nauk gorliwością niezapomnianej nigdy Komisyi edukacyjnej obojga 
narodów. Po nim dany był głos księdzu Golańskiemu, wykładającemu 
zasady wymowy i poezyi w Uniwersytecie, który w długiej i natchnionej 
równąż czcią dla monarchy mowie, wystawił historycznie początek 
i wzrost Akademii wileńskiej, przebiegając prace i zasługi wielu jej 
członków i orędowników. Nakoniec powstał Poczobut, i drżącym ale 
jeszcze donośnym głosem wypowiedział po łacinie odę, wynosząc wspa- 
niałomyślność cesarza, nie zapomniał wspomnieć ulubionego sobie poety 
Sarbiewskiego. Oda ta w oryginale i tłómaczenie na język rosyjski, 
z rozporządzenia ministra oświaty wydrukowaną została w drukarni 
akademii nauk dla rozpowszechnienia. W obu językach podaną jest 
w drugim tomie »Materyałów do dziejów oświaty w Rosyi« na str. 169g. 

16. Za czasów cesarskiego Uniwersytetu dwa razy do roku odby- 
wały się publiczne posiedzenia z udziałem znakomitych gości, według 
porządku, jaki zachowano przy inauguracyjnym obchodzie, o którym 
była mowa w poprzednim paragrafie. Rektor zagajał posiedzenie, w któ- 
rem streszczał dzieje Uniwersytetu i szkół mu podległych za ubiegły 
rok; następnie jeden lub więcej profesorów czytali naukową rozprawę 
popularnie wyłożoną, wreszcie sekretarz Uniwersytetu czytał sprawozdanie 
o postępie uczniów, odczytywał nazwiska otrzymujących nagrody lub 
dyplomy z ukończonych nauk; a przy rozpoczęciu lekcyi, rozdawano 
zebranym program lekcyi mających być wykładanemi. 

Godnem zanotowania dla dziejów wewnętrznych Uniwersytetu 
byłoby przyjęcie Uniwersytetu przez Napoleona i cesarza Aleksandra 
w r. 1812, lecz że o tem wspomniałem już w życiorysie rektora Śnia- 
deckiego, przeto obecnie nie będę się nad tem dłużej zastanawiał. 

W r. 1818 z rozporządzenia cesarza Aleksandra odbył się obchód 
żałobny po zmarłym w Szwajcaryi w Solurze w roku 1817 Kościuszce, 
w tym czasie, gdy zwłoki bohatera spoczęły w grobach królewskich na 
Wawelu. Uniwersytet w tym obchodzie czynny wziął udział, a także 
szkoły mu podwładne. Opis tego obchodu za staraniem Antoniego Mar- 
cinowskiego pojawił się w druku. 

W roku 1826 Uniwersytet brał czynny udział w czasie piętnasto- 
dniowego nabożeństwa jubileuszowego. 

. 17. Ostatnią uroczystością uniwersytecką obchodzoną w Wilnie był 
jubileusz 250-letniego istnienia Uniwersytetu. Podajemy krótką relacyę 
z tego obchodu, według ówczesnych gazet i sprawozdań urzędowych. 

Nowosilcow za pośrednictwem ministra oświaty prosił o najwyższe 


zezwolenie na wybicie medalu z okazyi owego jubileuszu. Przytem załą- 
czył rysunek medalu zrobiony w Wilnie, który miał wybić hr. Tołstoj; 
lecz rysunek ten zmieniony został w Petersburgu na korzyść samego 
medalu. Napisy pozostały bez zmiany. Na jednej stronie medalu dwa 
biusty Stefana Batorego i Aleksandra I zwrócone w jedną stronę — 
napis: Stephano Batoreo conditori A. N. MDLXXAVIII x» Aleksandro I 
restitutori A. N. MDCCCIII; na odwrocie popiersie Mikołaja I i napis: 
Nicolao I Fautori — Universitas litterarum Vilnensis Hoc grati piique 
animi monumentum extare voluit VII cal. Quint. MDCCCXXVIII. Cesarz 
Mikołaj 24 lutego 1828 r. najwyżej zatwierdził rysunek medalu i napisy; 
jak również zgodzić się raczył, aby uroczystość jubileuszowa, według 
prośby Uniwersytetu odbyła się 23 czerwca, jako w dzień urodzin cesarza 
Mikołaja. Średnica medalu półtora werszka. Medal złoty waży 250 gra- 
mów; srebrny 180 gramów. Na uroczystość jubileuszową przybył Nowo- 
silcow z Warszawy. W wigilię oświetlono gmach Uniwersytetu. Z wieży 
świętojańskiej muzyka grała, zapowiadając jutrzejszą uroczystość. Naza- 
jutrz o godzinie 1o przed południem wszyscy członkowie Uniwersytetu, 
jako też nauczyciele gimnazyum i obu szkół powiatowych z Pelikanem 
na czele poszli do mieszkania kuratora, aby powinszować urodzin cesar- 
skich; poczem o 11 godzinie za przybyciem kuratora do Uniwersytetu 
całe zgromadzenie w oznaczonym porządku przeszło do kościoła Św. Jana 
dla słuchania mszy Świętej, którą celebrował biskup Kundicz, wysłużony 
profesor Uniwersytetu. Po mszy wszyscy poszli do sali, za nimi kurator 
1 rektor, przed którymi niesiono berło Batorego i dyplom Aleksandra; 
mnóstwo gości w ubiorze galowym szło za kuratorem, studenci za gośćmi, 
a za nimi tłumy mieszkańców miasta, których sala pomieścić nie mogła. 
Sala na tę uroczystość ozdobiona była wizerunkami Batorego, Aleksandra, 
Stanisława Augusta, Waleryana Protasewicza, Warszewickiego, Piotra 
Skargi, Poczobuta, Strojnowskiego, Joachima Chreptowicza, Puzyninej 
1 w. in. W głębi stały popiersia Naruszewicza, Strzeckiego, Niemczew- 
skiego, Groddeka, Stubielewicza, Niszkowskiego i w. in. Zagaił posie- 
dzenie kurator Nowosilcow w języku polskim, poczem Pelikan wystawił 
krótki rys dziejów Uniwersytetu; następnie czytali: Jaroszewicz » Uwagi 
nad stanem Litwy«, Bobrowski wspomniał o znamienitych profesorach 
Uniwersytetu, którzy już żyć przestali; wreszcie wystąpili na scenę poeci: 
Borowski Leon po polsku, Miinnich po łacinie, Cappelli po włosku, 
a Kukolnik po rosyjsku deklamowali stosowne do uroczystości wiersze. 
Z sali wszyscy przeszli do kościoła, tam odśpiewano hymn św. Ambro- 
żego. Wieczorem wyprawiono ucztę przeszło na osób sto. Toasty wznosił 
Pelikan za zdrowie cesarza Mikołaja i jego rodziny, za dobrodziejów 
Uniwersytetu, wreszcie za zdrowie Nowosilcowa. Kurator wniósł zdrowie 


Pelikana i profesorów Uniwersytetu. Wieczorem gmachy uniwersyteckie 
i panująca nad całem miastem wieża św. Jana rzęsisto były oŚwiecone. 
»Świetny ten i okazały obchód półtrzeciawiecznego bytu Uniwersytetu 
na zawsze w dziejach tego zakładu pamiętnym pozostanie, odzywa się 
ówczesny sprawozdawca » Dziennika wileńskiego«. Uniwersytet wileński, 
matka oświecenia Litwy, wysoką monarszą opieką zaszczycony, składał 
w dniu tym hołd dziękczynienia dobroczyńcom swoim, wznawiał pamięć 
tych, którzy w zbiegłych lat szeregu pracą, nauką i cnotami w nim się 
wsławili. Imiona Warszewickiego, Skargi, Wujka, Grodzickiego, Sarbiew- 
skiego, Kojałowiczów, Naruszewicza, Poczobuta, chlubne zajmą karty 
dziejów Uniwersytetu wileńskiego. Z Anglii, Szkocyi, Hiszpanii, Portu- 
galiii Włoch, Niemiec, Szwecyi, Danii i Norwegii sprowadzeni profeso- 
rowie, publicznie z chwałą i pożytkiem w nim nauczali. Z uszanowaniem 
i wdzięcznością wymieniano ich nazwiska i za wzór do naśladowania 
podawano. Uroczystość ta dla całego miasta równie była nieobojętną. 
Ogromna sala posiedzeń publicznych nie mogła objąć słuchaczów wszel- 
kiego wieku i stanu. Tłumnie cisnęli się mieszkańcy Wilna do Świątyni 
nauk, bo każdy z nich prawie miał zaciągnięte dla Uniwersytetu obo- 
wiązki. Każdy w tem powszechnem źródle oświecenia czerpał nauki 
będące rękojmią jego szczęścia i dobrego bytu, albo na synach swoich 
widział błogie tych nauk owocec. 


ROZDZIAŁ LXXIII. 


Stosunki zewnętrzne. — Zajścia i zaburzenia studenckie. — Sprawy 
sądowe. — Zatargi z policyą, z ludnością, z wojskiem. 


O sprawach zewnętrznych, a przeważnie o udziale wychowańców 
Akademii w zaburzeniach ulicznych, znajdujemy urywkowe wzmianki 
w rozmaitych pismach przeważnie protestanckich pisarzy. Dla uogólnienia 
tych stosunków zewnętrznych, podajemy niektóre fakty w porządku chro- 
nologicznym, bez żadnego z naszej strony upiększenia lub przeinaczenia. 

1. Andrzej Węgierski wspomina !), że rozhukana młodzież szkolna 
sc. jezuicka zaczęła grozić ewangelikom 1 reformowanym, że ich zbory 
zburzy — a na dowód, że jest gotową to spełnić, poniszczyła w jednym 
dniu wzniesione na górach otaczających Wilno grobowce, zwane Węgier- 
skimi. Wolan równie wspomina *), że studenci jezuiccy napadli na dwóch 


1) Slavonia reformata. Amsterdam 1079, 252. 
2 And. Volani Libri quinque contra Scargae Jesuitae Lib. II, 96. 


pastorów powracających z pogrzebu i obrzucili ich kamieniami. Było 
rozporządzenie, aby protestanci nie prowadzili umarłych swego wyzna- 
nia na cmentarz przez ulicę Świętojańską a owi pastorowie ten zakaz 
przestąpili. 

Z tegoż czasu datuje się napaść studentów Akademii na drukarnię 
zborową Daniela Łęczyckiego, którzy prasy poniszczyli. Śmiało się pusz- 
czano na takie swawole, ponieważ w nieobecności Mikołaja Rudego 
Radziwiłła wojewody wileńskiego, który jako hetman w. litewski walczył 
obok króla na wyprawie moskiewskiej (1581), nie było komu bronić 
protestantów. 

2. Niejaki Francus di Franco, Włoch, z katolika zapalony refor- 
mator, popełnił występek bluźnierczy w Wilnie podczas procesyi Bożego 
Ciała w 161! r., za co okrutnie został ukarany. To wywołało rozruch 
w stolicy litewskiej, przy głównym współudziale studentów jezuickich, 
jak mniemali protestanci. Rzecz tak się miała: 2 lipca 1611 tłumy ludu, 
powracając z pobożnej pielgrzymki do Trok odbytej, pod Świeżem wra- 
żeniem bluźnierczego postępku Francusa di Franco, wywarły doraźną 
zemstę na kalwinach. Rzucili się na dom pewnego ewangelika i całą 
godzinę go dobywali; następnie napadli na zbór reformowany i wybi- 
wszy otwór w murze otaczającym go, dopuścili się gwałtu. Trzej pasto- 
rowie stali się ofiarą tej swawoli. Jeden z nich Polak, Baltazar Krośnie- 
wicki, zrzucony został z piętra na dół, inni dwaj Niemcy okrutnie zbici, 
a jeden na Śmierć zabity. Zniszczono bibliotekę zborową i prywatne 
księgi ministrów, a nakoniec z wyłamanych skrzyń wybrawszy odzienie 
i różne sprzęty, podłożono ogień, który prędko strawił nie tylko sam 
zbór, ale szkołę, mieszkania ministrów i nauczycieli ')., Chociaż nie było 
wątpliwości, że tłum dopuścił się gwałtu i rabunku, jednakże rzucono 
podejrzenie, że studenci Akademii byli przewodnikami w tym zamachu. 
Wielu podtrzymywało to obwinienie, chociaż Jezuici wileńscy w ulotnych 
pisemkach przekonywali, że to podejrzenie na uczniów Akademii jest 
kalumnią na nich rzuconą przez tych, którzy są gorsi od Żydów i Ta- 
tarów, bo większą krzywdę przynoszą Kościołowi. Ostatniem echem tego 
pogromu jest sprawozdanie Jana Argentusa *), wizytatora Towarzystwa 
Jezus. prowincyi polskiej i litewskiej, o stanie zakonu w tych prowincyach 
przedstawione Zygmuntowi III. Argentus sprawozdanie to ogłosił dru- 
kiem, i uważając za rzecz zbyteczną zbijanie szczegółowo zarzutów uczy- 


1) Węgierski. Op. cit. 256. 

2) Ad Sigismuudum III Poloniae et Sueciae Regem etc. Joannis Argentii 
Societatis Jesu visitatoris provinciarum Poloniae Ś Lithuaniae Epistola, de statu 
ejusdem Societatis in iisdem provinciis. Cracoviae, 1615. 75. Vilnae $ Posnaniae. 


nionych Jezuitom, jako autorom owych rozruchów, poprzestaje na za- 
znaczeniu, że Śledztwo nie ujawniło w tej sprawie winy uczniów Aka- 
demii wileńskiej. Niepodobna zaprzeczyć, że i protestanci przesadzali 
w swoich żalach, rzucając najniesłuszniejsze obwinienie na samego Skargę 
jakoby głównego podszczuwacza. Jeżeliby nie inne względy, to już sam 
wiek Skargi jest pewną gwarancyą, że nie popełnił tych zbrodni w r. 
ióri, o jakie został posądzony. Łukaszewicz wspomina !, że gdy król 
Zygmunt przybył do Wilna z pod Smoleńska, Jan Szwejkowski, senior 
zboru wileńskiego, zaniósł skargę do króla. Poparł ją na sejmie warszaw- 
skim w 1613 roku Janusz Radziwiłł i sejm postanowił pozwolić kalwi- 
nom odbudować zbór i szkoły, a uczniów jezuickich, jako niewinnie po- 
sądzonych uwolnić od zarzutu. 

3. W październiku 1638 roku studenci Akademii napadli na dom 
w Wilnie, w którym mieszkał Krzysztof Kiszka, wojewoda mścisławski, 
marszałek trybunalski, i krzywdę mu wyrządzili. Kiszka kazał zapozwać 
ich przed trybunał na kadencyę nowogrodzką. Sprawa jednak nie doszła 
do skutku, ponieważ na mocy przywilejów, nadanych Akademii przez 
króla i papieża, uczniowie jej należąc do jurysdykcyi akademickiej nie 
mogli podlegać żadnemu świeckiemu sądowi. Jednakże dla większej pe- 
wności, rektor Ówczesny Akademii Melchior Schmelling wysłał był do 
kapituły wileńskiej X. Milewskiego, prefekta uczniów, z prośbą, ażeby 
się wstawiła za nimi do biskupa o opiekę w tym przypadku *. Zarzu- 
cano Jezuitom, że gdy z jednej strony starali się podnieść uczniów swo- 
jej Akademii do godności jakby oddzielnego stanu, — tak z drugiej 
strony nie starali się nigdy wpajać w nich prawideł umiarkowania w po- 
stępowaniu z różnowiercami; a zatem zachęcali ich do bezprawi. 

4. Dotychczas podawaliśmy epizody z życia zewnętrznego Uniwer- 
sytetu wileńskiego, w których stroną naruszającą spokój publiczny byli 
wychowańcy Akademii; obecnie podaję wypadek, w którym studenci 
kalwińscy byli stroną zaczepiającą. Władysław IV wydał dla ewangeli- 
ków wileńskich d. 20 lipca 1633 przywilej zabezpieczający im swobodne 
wyznanie ich wiary, a gdy oprócz tego po Sapieże został wojewodą 
wileńskim Kalwin Krzysztof Radziwiłł, studenci kalwińscy zaczęli zacze- 
piać idących na nabożeństwo do kościoła katolików, a strzałami z łuku 
niepokoili mniszki u św. Michała,. i jedną ze strzał utkwili w obrazie 
Św. Michała na frontonie kościoła umieszczonym. Wszczął się alarm 
ogromny. Studenci jezuiccy, połączywszy się z pospólstwem, napadli 
tłumnie na zbór, chcąc go zdobyć i mieszkańców tam ukrytych ukarać. 





1) Historya wyznania helweckiego na Litwie, I, 149. 
2) Akta kapituły wileńskiej pod r. 1638. 


Nie dopuściła do gwałtu piechota wojewody, więc rzucono się na dom 
i sklepik Francuza Desans i ze szczętem zrabowano go. Na ulicy po- 
chwycili Hartliba, Niemca, który był rektorem szkoły zborowej i usiło- 
wali go utopić w Wilence, ledwo go obroniono. Obustronne gwałty do- 
szły do króla, który naznaczył komisyę dla wyśledzenia winnych. Spra- 
wozdanie komisyi wniesiono na sejm warszawski w r. 1640, który w dniu 
20 maja wydał wyrok, na mocy którego zbór w przeciągu sześciu ty- 
godni ze szkołami i szpitalem zamknięto i na prywatny dom zamieniono, 
w którym za czasów Śniadeckiego było laboratoryum chemiczne. Sejm 
zakazał raz na zawsze Kalwinom, zakładać zbór w obrębie miasta, jak 
również szkoły i szpitale. Na przedmieście tylko za Trocką bramę do- 
zwolono przenieść i dom modlitwy i wszystkie inne zakłady, oznaczy- 
wszy miejsce przy ogrodzie i cmentarzu, gdzie się grzebali reformowani, 
a gdzie aż do dziś dnia w tem miejscu pozostają !). 

5. I drugi wypadek tejże kategoryi zdarzył się kilka lat wcześniej, 
bo w roku 1619 przed samą Śmiercią Janusza Radziwiłła (w r. 1620), 
najgorliwiej działającego przeciwko Jezuitom w ogólności, a w szczegól- 
ności przeciw Akademii. Uczniowie szkoły luterańskiej wileńskiej, zachę- 
ceni przez swoich mistrzów, napastowali akademików już to obelżywemi 
słowy już rzucaniem na nich kamieniami. Zuchwałość to była niezmierna 
jak na owe czasy, gdyż studenci protestanccy i liczebnie byli słabsi, 
i podlejszego byli pochodzenia, jak się wówczas wyrażano, a co prze- 
ważny wpływ wywierało na umysły ludu. Akademicy dla tego drugiego 
względu, chociaż obrażeni, gardzili odwetem na pięści, lecz stanęli do 
innego rodzaju walki; wyzwali przeciwników do rozprawy religijnej. 
Stanęły więc obie strony w dniu oznaczonym; ale Luteranie uzbrojeni 
byli jak do boju, a uczniowie jezuiccy przyszli tylko z książkami i do- 
wodami na ustach. Zaczęli więc żalić się akademicy, że nie rozbojem, 
nie pociskami chcą z nimi się rozprawiać lecz argumentami; czem 
jeszcze bardziej rozjątrzeni Lutrzy widząc bezbronnych, zaczęli lżyć Ko- 
Ściół katolicki i papieża. Obie strony tak się zapaliły, że przyszło nako- 
niec od słów do zawziętej bójki. Akademicy ośmieleni liczbą przybywa- 
jących sobie na pomoc sodalisów, na pociski kamieni podobnież kamie- 
niami odpowiedzieli i trzech Lutrów mocno zostało poranionych. O tem 
wypadku Węgierski milczy, wspomina zaś Rostowski 3). 

W listopadzie 1640 roku studenci Akademii napadli na pastora 
kalwińskiego Jakóba Chełchowskiego, który poszedł odwiedzić chorą 


1) »Tygodnik wileński. 1818; Kraszewski: Wilno, II, 21—25; III, 124; łŁuka- 
szewicz op. cit. I. 203; Radziwiłł: Pamiętniki II, pod r. 1640. 
3) Op. cit. 273. 


żonę niejakiego Marcina Niegowieckiego. Lecz gdy wracał, przeprowa- 
dzany dla bezpieczeństwa przez Niegowieckiego, pobity został zarówno 
jak i Niegowiecki. Uczniowie nie poprzestając na tem, udali się do 
rektora Akademii i żalili się, że ministrowie kalwińscy na przekorę 
wyrokowi sejmowemu często wśród miasta przebywają. Baliński Michał 
pisze, że rektor chwaląc gorliwość studencką miał im zabronić wszel- 
kiego bicia pastorów, dozwalając tylko obnażać z odzienia tych, któ- 
rzyby się ośmielili pokazywać na ulicach(!) Bezprawie to pociągnęło 
zaraz drugie za sobą. Tenże sam bowiem Chełchowski nie długo potem 
wracający z miasta od księcia Janusza Radziwiłła, podkomorzego W. Ks. 
Lit. razem z innym ministrem kalwińskim, gdy go już za późno ostrze- 
żono, wpadł w zasadzkę studentów, i obaj odarci z sukien okropnie po- 
tłuczeni zostali. Książę Janusz Radziwiłł niezwłocznie zaniósł skargę 
o takie gwałty do biskupa i do rektora; oświadczenie zapisano w gro- 
dzie, a szlachta na sejmik powiatowy zgromadzona w Wilnie, postano- 
wiła sprawę o to na sejm wprowadzić, ale ją obietnicami zgody uspo- 
kojono. Wtenczas Janusz Radziwiłł napisał wprost do króla, błagając 
o Sprawiedliwość i karę na winnych. Władysław IV poruszony krzy- 
wdami reformowanych tak często zdarzającemi się, napisał mocne listy 
do biskupa Woyny, do nowego wojewody wileńskiego Tyszkiewicza i do 
magistratu wileńskiego, upominając ich o bezzwłoczne zajęcie się ścisłem 
wyśledzeniem tych bezprawi i ukaraniem winnych. W liście do biskupa 
wyraźnie obwiniając studentów, oświadczył mu jako kanclerzowi Aka- 
demii, że w razie niepowściągnienia ich swawoli, musiałby użyć spo- 
sobów, któreby mogły nadwyrężyć prerogatywy jej. Surowiej się jeszcze 
odzywał król do rektora Akademii, którym był wówczas Melchior Schmel- 
ling, wymawiając mu, jak już nieraz jemu i wszystkim członkom kor- 
pusu jego przekładał, że Akademia powinna być kolebką cnót i nauki, 
nie zaś swawoli. Zalecał mu dalej, żeby odkrywszy przewodników gwałtu, 
nie ochraniając ich ukarał. Groził wreszcie, że gdyby on sam był zmu- 
szony zaradzać bezpieczeństwu publicznemu, mógłby się chwycić środ- 
ków ubliżających przywilejom Akademii !). 

7. Wielu historyków opisując rozruchy między studentami Aka- 
demii zaszłe w r. 1644, którzy tłumnie opuszczając Akademię i szkoły 
wyszli z Wilna — nie umieli wytłómaczyć sobie dobrze, co spowodo- 
wało ten rozruch. Niektórzy przypuszczali, że wzięcie pod opiekę pro- 
testantów spowodowało protest ze strony akademików; inni przypuszczali, 
że ten protest był wywołany wewnętrznymi przepisami i porządkami 


1) Podgórski: »Pomniki do dziejów Polski wieku XVII«<. Wrocław, 1840, na 
str. 30. 


akademickimi; a wszyscy opierali się na dziele Jędrzeja Cellariusza, jako 
na pierwiastkowem Źródle o tym wypadku !). Do tych historyków należą 
Mitzler, Zeiller 3) i Kraszewski 3. Tymczasem Teodor Narbutt znalazł 
w swej wiosce Szawry, należącej niegdyś do Filona Osińskiego Junoszy, 
rotmistrza JKMci, zmarłego w 1756 roku, pamiętnik ręką tegoż Osiń- 
skiego skreślony, w którym oprócz mnóstwa różnych wiadomości mniej- 
szego znaczenia jest i opis owego buntu studentów wileńskich. Poda- 
jemy to miejsce 22 exiemso z rękopisu z poprawkami Narbutta. 


»Roku 1644 8 d. lutego, we wtorek zapustny król Jegomość 
Władysław IV z królową Jejmością Cecylią Renatą raczył znajdo- 
wać się na dyalogu w wileńskiem kolegium akademickiem Ś-o Jana. 
Po pierwszem przedstawieniu widowiska bachusowego Królestwo 
Ichmość oboje odjechali do Zamku; lecz dwór królewski i wielu 
dostojnych panów pozostali do końca dla słuchania zwyczajnie po 
dyalogu miewanych mów, panegiryków i wierszy. Ulica między 
furtą kolegialną a pałacem biskupim zawalona była pojazdami 
i saniami tak dworskiemi, jako też innych wysokich gości. Stu- 
denci tłumnie przez furtę wychodzący znalazłszy utrudzony prze- 
chód musieli się przeciskać między pojazdami i końmi; jedni prze- 
łazili spodem pod karety, drudzy gramolili się przez sanie i od- 
kryte kolebki; inni otworzywszy drzwiczki karet z obu stron prze- 
mykali się środkiem. Zrazu było to nowe krotofilne widowisko 
śmiech wzbudzające, lecz się też nie obeszło bez narzekań i po- 
trącań. Podkoniuszy nadworny królewski Butrymowicz widząc, że 
prośby i perswazye nie skutkują, kazał stangretom użyć biczów. 
Odpędzeni ze wstydem studenci posłyszeli za sobą wołania naigra- 
wającej się służby dworskiej: »Patrzno jak trzodę osłów przepę- 
dzają biczami«. Obruszyło to nie pomału szkolarzy, a znajdowała 
się na widowisku młodzież nie tylko ze szkół i akademii jezuickiej, 
ale 1 zapraszana zwykle na podobne obchody ze szkół innych wy- 
znań, tudzież ze wszystkich szkół miejskich. Chcąc się pomścić 
zniewagi swojej, Śnieżkami ciskali na staugretów, lecz bicze po- 
wtórnie odparły napastników do bramy kolegialnej. Tam postrzegli 
na dziedzińcu kuchennym dachówki połamane, po naprawie dachów 
na kupę zrzucone; uzbrojeni więc w ten rzutny materyał studenci, 
wystąpili znowu na plac boju i tak gęstym gradem przywitali 
dworską czeladź, że nie jeden z niej ciężki raz odniósł, okna w ka- 
retach powybijali, konie przestraszone unosić zaczęły, słowem 
okropne powstało zamieszanie. Butrymowicz ledwo życie uniósł, 
chroniąc się do pałacu biskupiego. Tem większe było niebezpie- 


1) I[Descriptio Regni Poloniae Magnique Ducatus Lithuaniae: Theatri Euro- 
paei V. na str. 29l. 

?) Zeiller: Neue Beschreibung des Kónigreichs Polen und Grossherzogthuins 
Tithauen. Ulm, 1663, 12% Mitzler I, 379. 

3) Wilno, I, XXIV. 


— 592 — 


czeństwo, że ciemność wkroczyła zupełna, bo wiatr gasił pobite 
latarnie i kaganki. Hałas i bijatyka wszczęte przez studentów a po- 
większone przez ciżbę zbiegającego się ludu, dochodziły do naj- 
wyższego stopnia, kiedy goście rozchodzili się z kolegium i pa- 
nowie spieszyli do pojazdów. Tymczasem jednak przybyli na uśmie- 
rzenie zamieszania pachołcy miejscy i straż wojewodzińska, po- 
chwytano hałasujących nie mało i do turmy miejskiej zaprowadzono. 
Bramy zamkowe zostały zamknięte, a silny patrol wysłany na mia- 
sto ujął niektórych studentów i zaprowadził do zamkowego wię- 
zienia«. »Gdy wkrótce spokojność nastąpiła w mieście, jak zwykle 
w nocy bachusowej, wesołość, muzyka i Śpiewy brzmiały po całem 
Wilnie. Ludzie jacyś rozmaicie przebrani w towarzystwie niewiast 
przybyli też do kordegardy turemnej, zaczęli śpiewać, pląsać i wciąg- 
nąwszy pachołków do swojej zabawy, tak ich uczęstowali napo- 
jami, iż wszystkich z nóg spoili. Mówiono, że napoje były zapra- 
wione, bo natychmiast usypiającą okazały własność. Kilku ze straży 
przysięgło, że jedną tylko szklankę miodu wypili, a jednak również 
jak inni, odurzeni usnęli. Porucznik Stawiszewski, dowodzący kor- 
degardą, Podolanin szlachetnego urodzenia, który sługiwał pod wo- 
jennemi znakami Rzeczypospolitej, żołnierz zatem doświadczony, 
w sędziwym już wieku, przytem trzeźwy, żadnych mocnych nie 
używający napojów i w ogólności nieposzlakowanego prowadzenia 
się, wyznał, iż dama zamaskowana, w porządnem ubraniu wyzwa- 
wszy go do pomówienia pod pozorem ważnej sekretnej rozmowy, 
odprowadziła na korytarz, gdzie napadnięty został przez kilku 
z owej bachusowej zgrai, którzy natychmiast zatkawszy mu usta, 
związanego przywlekli z kordegardy i przez parę godzin trzyinali 
opodal«. »Widoczna to była fakcya silnego stronnictwa, mającego 
swoje widoki w tej sprawie. Cożkolwiekbądź studenci wszyscy, 
a nawet i inni więźnie i zbrodniarze opuścili kordegardę«. » Rzecz 
zaczęła się zanosić nie na fraszkę; oskarżenie sprawców o zamie- 
szanie spokojności publicznej było ważne, bo wielu panów dwor- 
skich, senatorów i dostojnych urzędników, oprócz obelgi ludziom 
ich wyrządzonej, poniosło znaczne szkody w pojazdach i koniach; 
a do tego postępek w turmie miejskiej był zbrodnią niepospolitą. 
Jezuici, naczelne w zawodzie naukowym zajmujący miejsce, lękając 
się odpowiedzialności, starali się rzecz ile można ułagodzić; trafili 
przeto do królowej, a przez nią do samego króla. Przez różne 
wpływy utworzyli nawet u dworu stronnictwo, chcące ten wypadek 
w śmiech i dziecinną psotę obrócić. Ale prawa litewskie występek 
podobny, zwłaszcza w miejscu pobytu króla i sądownictw, sro- 
giemu poddawały ukaraniu, niepodobna więc było uchylić wyroku 
sprawiedliwości. Nastąpiły badania tak z dzieci uwięzionych w zamku, 
z których najstarszy nie przechodził lat piętnastu, jako też z innych 
podejrzanych osób do śledztwa pociągniętych. Badania te trwały 
przez czas niejakiś i po uwolnieniu dzieci, lecz nic zadawalniają- 
cego nie wykrywały«. 

»W tymże czasie przybyły z Warszawy ksiądz referendarz Isaj- 
kowski zajmując się śledztwem, gdy niejakąś obojętność okazał, 


s. AJD FZ 


król uwiadomiony zapewnie o istocie rzeczy, poniekąd powagę jego 
osobistą dotyczącej, baczniejszą zwrócił uwagę na działanie komi- 
sarzy, których też zmienić rozkazał, zostawując tylko przy prezy- 
dency! księcia Albrychta Radziwiłła. Natychmiast niekorzystna 
wieść dla studentów gruchnęła po mieście, a z ust do ust prze- 
chodząc urosła do gawędy o stawianiu szubienic za Rudnickiem 
przedmieściem, gdzie miano jakoby wieszać studentów; niektórzy 
z nich udali się za Mleczną bramę (na końcu Rudnickiego przed- 
mieścia, powszechnie ulicą Stefańską nazywanego, istniała jeszcze 
pod koniec zeszłego wieku murowana brama Mleczna, czyli mle- 
czarek, przyp. Nardućtaj, i postrzegli rzeczywiście zwożone belki 
na jakąś budowlę, którą Magistrat stawić tam zamierzał. Przypad- 
kowa ta okoliczność utwierdziła ich wiarę w fałszywe pogłoski, 
a lubo wywiadywania się w ratuszu wykazały, że Komisya żad- 
nego jeszcze nie zrobiła postanowienia, w mniemaniu, iż rząd działa 
potajemnie, sami powiększali między sobą trwogę, która się już 
rozeszła po wszystkich zakładach naukowych. Domyślano się i nie 
bezzasadnie, iż te pogłoski puszczane i rozszerzane przez niektóre 
osoby, miały na celu sprowadzenie jeszcze większej burzy; mó- 
wiono bowiem wyraźnie, iż wkrótce niespodzianie wszystkie szkoły 
wojskiem otoczone zostaną, studenci zaś wyprowadzeni za Rudni- 
ckie przedmieście i zdziesiątkowani, a dziesiąty z nich pójdzie na 
szubienicę. W zamku królewskim czy to nie wiedziano o tych po- 
głoskach, czy też mało na nie zważano, gdyż zamiast uspokojenia 
płonnej obawy, ksiądz Isajkowski z Tryzną jeździli wówczas po 
zakładach szkolnych sprawdzając listę uczącej się młodzieży«. 
» Tymczasem wybuchnął bunt niespodziany. Dnia 4 marca równo 
ze świtem na placu przed Rudnicką bramą kupią się zewsząd stu- 
denci opatrzeni w broń sieczną, palną, jaka się komu dostała. 
Skoro się zebrali, zaśpiewawszy pieśń nabożną stosowną do oko- 
liczności, pociągnęli hurmem za miasto przez Ostrobramskie przed- 
mieście. Tam po prawej stronie gościńca z miasta wiodącego jest 
odosobniona góra, na której wieszano zbójców lub złodziejów za 
zbrodnie osądzonych. Studenci wzniósłszy na tej górze szubienicę, 
wywiesili na niej tablicę z napisem imion komisarzy sądzących ich 
sprawę, a ostrzelawszy plac, przybili do słupa przy zagrodzie miej- 
skiej będącego, protestacye przeciwko wyrokowi, tajemnie na nich 
jakoby wydanemu. Król natychmiast uwiadomiony o wypadku 
rozkazał przyzwać do siebie rektora Akademii księdza Ugniew- 
skiego i zgromiwszy go za niebaczność na postępki młodzieży, 
wysłał w towarzystwie innych przełożonych, aby wezwali studen- 
tów do posłuszeństwa zwierzchności i porządku. Wszakże delega- 
cya ta bezskutecznie wrócić musiała; przemowy rektora i profeso- 
rów stłumiły wrzaski rozjątrzonej młodzieży, ksiądz profesor Stemp- 
kowski, do którego strzelano, o mało życiem nie przypłacił gorli- 
wości swojej, inne zaś osoby od dworu i magistratu księżom towa- 
rzyszące, obelżywemi słowy znieważone zostały. Niepomyślna wy- 
prawa duchowieństwa zmusiła króla do użycia siły zbrojnej. Co 
najspieszniej przeto wysłał jenerała Stanisława Osińskiego z trzema 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM 11 38 


=, 0: 5 


kompaniami gwardyi przybocznej pieszej w pogoń za czeredą stu- 
dentów, która wielkim ruszyła gościńcem. Osiński doścignął zbie- 
gów na rozdwojeniu traktów do Oszmiany, Nowogródka i Lidy 
się rozchodzących, gdzie się byli zatrzymali dla pożegnania kole- 
gów zamierzając rozdzielić się według dróg do mieszkania rodzi- 
ców wiodących. Ujrzawszy stojących na miejscu, jenerał wysłał 
parlamentarza z oznakami pokoju. Studenci przyjęli go lecz długo 
nie odpuszczali, tymczasem jenerał korzystając z położenia miejsca 
podzielił swoich żołnierzy na dwa oddziały, które manewrując po 
wklęsłościach między wzgórzami będących, okrążyły stanowiska 
buntowników, zajmując trakty dalej wiodące. Niebawnie studenci 
domyślając się fortelu, poczęli wydawać wrzaski, a jenerał z mo- 
cnym oddziałem żołnierzy mających broń spuszczoną do ataku przy 
odgłosie bębnów posuwał się naprzód. Strwożona młodzież na wi- 
dok bagnetów tłumnie się zwróciła na prawo ku stronie traktu 
Rudnickiego, ale ich tam spotkała w dolinie uszykowana do boju 
gwardya. Jenerał kazał co spieszniej wzmocnić to stanowisko przez 
oddział z prawego skrzydła, sam zaś zbliżając się na koniu, po- 
wiewał białą chustką i wołał, aby się poddali; ci jednak nie zwa- 
żając na nic, rzucili się w stronę Lidzkiego traktu, lecz i tam sto- 
jący żołnierze dali do nich ognia. Cofnęli się więc znowu, a ko- 
lumna otaczających szyków gwardyi prawie się już zamknęła do 
koła. Wystrzał gwardyaków nie uszkodził nikogo, gdyż naboje 
były ślepe, przestrach tylko zmitrężył zbuntowanych, którzy się 
widząc otoczonymi do koła zawołali: » Na przebój, na przebój, Bóg 
z nami. Lecz ze wszystkich stron odkryty ogień i gęsto najeżone 
bagnety, wstrzymały ponowione usiłowania, cofnęli się przeto ku 
środkowi, chcąc upatrzyć słabszą stronę. Jenerał korzystając z chwili 
spokojności, zbliżył się na czele oddziału swoich i łagodnemi prze- 
mawiając słowy, starał się oblężonych upamiętać i skłonić do pod- 
dania się przemagającej sile, obiecując, że się nikomu nic złego nie 
stanie i zapowiadając łaskawe przebaczenie winy przez króla. Taką 
przemowę jenerała przerwał wrzask powszechny: »a szubienica za 
mleczną bramą dla kogo?« Jenerał ufny zapewne w umiarkowanie 
studentów, z których broni dotąd ani jeden strzał nie wypadł, pod- 
jechał jeszcze bliżejj gdy kilku zawołało: »zdrada, pal, pal!l< Tu 
natychmiast posypał się grad na naczelnika i jego oddział w od- 
daleniu zaledwo kroków 50 stojący. Jenerał Osiński upadł z ko- 
niem przeszyty pięciu kulami: żołnierzy poległo 18, ranionych 
było 26. Tak niespodziany smutny wypadek nie małe zrobił za- 
mieszanie między żołnierzami, którzy lubo nie mieli rozkazu zabi- 
jania, chcieli już byli brać na bagnety oblężonych. Rotmistrz Paw- 
łowski chcący przywrócić porządek między swojemi, raniony został 
od kuli. Otworzyły się więc przerwy w szykach, a studenci roz- 
sypali się na wszystkie strony. Nawet i tych, co miano już w ręku, 
wypuszczono, kiedy nadbiegł Rudomina z rozkazem królewskim, 
aby rozlewu krwi nie było..... « »Nastały nowe sądy, nowe śledz- 
twa, nowe kroki prawne przeciwko Jezuitom i innym zwierzchni- 
kom zakładów naukowych w Wilnie. Ksiądz referendarz Isajkow- 


*".30) FE 


ski wyjechał z powodu interesów z Wilna, cała przeto sprawa 
dość zawiła pozostała w ręku Tryzny, człowieka rozsądnego, roz- 
ważnego i wielce sprawiedliwość miłującego, ale zbyt powolnego 
charakteru, słowem jak to mówią »lentaszka«; wszystko więc szło 
powoli, prawie opieszale..... « 


Tyle Filon Osiński. Mimo powyższego zapewnienia, że były Śledz- 
twa i sądy na winnych buntu, jednakże w aktach sądowych żadnych 
Śladów tej głośnej sprawy nie widać. Patniętnikarz Osiński bardzo jest 
nieprzychylny Jezuitom, jednakże dowodzi, że to partya protestancka 
z wielkimi Świata tego na czele urządziła ten bunt, aby dokuczyć Je- 
zuitom. Osińskiemu nawet znane były imiona sprawców tego, »lubo nie 
tak dostatecznie, aby się godziło powierzać pismu ich imiona, w kKtó- 
rych (pismach) tylko goła prawda zawierać się powinna, nie plamiąc po- 
dejrzeniem osób wielkiego imieniac. 

8. Spór z kapitułą wileńską o kolacyę plebanii Świętojańskiej na- 
leży już do kistoryi zewnętrznej Akademii za panowania Jana Kazimie- 
rza, który wiele przyjaźni okazywał Jezuitom wileńskim, przedewszyst- 
kiem zatwierdzając dawne prawa Akademii nowym przywilejem dnia 
9 lutego 1649, wydanym w Warszawie na sejmie koronacyjnym. Ten 
więc spór wyprowadzono przed sąd biskupi. Jezuici uzyskali od króla 
Jana Kazimierza list do biskupa wileńskiego, polecający mu sprawę Aka- 
demii. Kapituła nawzajem prosiła biskupa o wstawienie się za nią przed 
królem i nie przestając na tem zmuszona zabiegami przeciwników, wy- 
słała umyślną delegacyę do Jana Kazimierza, dla słuszniejszego wyja- 
Śnienia swego interesu. Działo się to w czerwcu 1651, a już w dniu 
2 października t. r. staje ugoda dla pokoju świętego, przez którą kapi- 
tuła zrzekając się raz na zawsze pomienionej kolacyi kościoła akade- 
mickiego, przelewa ją na osobę rektora Akademii, Jezuitę. Ale jeden 
z ważniejszych kanoników, nazwiskiem Kleczkowski, zanosi protestacyę 
przeciw tej ugodzie, jako na szkodę kapituły uczynionej, oświadczając, 
że więcej go wiąże przysięga: »de non alienatione«, aniżeli wzgląd na 
rekomendacye wszystkich wielkich panów, protegujących Jezuitów. W ty- 
dzień później prałaci katedralni, dziekan 1 scholastyk nową protestacyę 
składają przeciw rektorowi Akademii, że warunków zawartej umowy nie 
dotrzymał. Nakoniec d. 4 grudnia magistrat wileński także zanosi mani- 
fest przeciw układowi z Akademią, która w tej sprawie sądzącej się 
przed biskupem wyjednała na szkodę magistratu list królewski, zaka- 
zujący tej jurysdykcyi popierania sprawy ze strony miasta, i że kiedy 
tenże magistrat milczeć musiał przez uszanowanie woli królewskiej, tym- 
czasem ksiądz rektor pewnemu księdzu plebanię tę w posiadanie oddał. 


W tem wzajemnem rozjątrzeniu kaznodzieja jezuicki ośmielił się, każąc 
33* 


w tymże kościele św. Jana w lipcu, osławiać publicznie z ambony wła- 
śnie tych członków z kapituły, co się sprzeciwiali umowie i to tak wy- 
raźnie, że chociaż nie wymienił ich nazwisk, ale wszyscy słuchacze, mię- 
dzy którymi byli i studenci, poznali łatwo, o kogo rzecz idzie. Kapituła 
nie mogąc znieść takiego ubliżenia swojej powadze, delegowała natych- 
miast od siebie kanonika do rektora, z domaganiem się o przyzwoite 
zadosyćuczynienie; a kiedy ten doniósł, że rektor, pomimo wszelkich 
wymawiań się kaznodziei, przyrzekł oddalić go od obowiązku i pokutę 
zakonną naznaczyć — kapituła nie przestając na takiem zadosyćuczy- 
nieniu, wysłała znowu do rektora, żądając, aby ów kaznodzieja w obec- 
ności delegowanych z kapituły dyscyplinę odprawił, potem kapitułę prze- 
prosił, a nakoniec, żeby nadal nie był kaznodzieją w Wilnie. Nie zgodził 
się rektor na takie wymagania kapituły, ta więc uczyniła postanowienie, 
udać się ze skargą na te i inne krzywdy wyrządzone sobie przez Aka- 
demię do jeneralnej kongregacyi jezuickiej, mającej się właśnie nieza- 
długo w Rzymie odprawić 1). Na czem się ten zatarg kapituły z Aka- 
demią zakończył, nie wiemy; zdaje się jednakże, że Akademia wygrała, 
a niechęć między stronami spierającemi się rosła coraz więcej. Jako do- 
wód, winno posłużyć porzucenie przez Jezuitów zarządu w seminaryum 
dyecezalnem, bez opowiedzenia się i jakby lekceważąc należne względy 
kapitule. Stało się to 4 listopada 1652 roku. Oswald Krygier S. J. prze- 
łożony tego seminaryum, naturalnie za wiadomością swej zwierzchności, 
w nocy z dnia 2 na 3 listopada rozgniewany na kleryków, wyłajał ich 
mocno, a potem zabrawszy ruchomość gospodarską, wyniósł się do obok 
leżącego alumnatu, zapowiadając, że ani on, ani żaden Jezuita w semi- 
naryumm odtąd nie postanie i wiedzieć o niem więcej nie chce. Za do- 
tkliwą obelgę poczytała dla siebie kapituła taki postępek Krygiera. Ode- 
brawszy więc od Akademii zarząd seminaryum, oddała go kanonikowi 
prowizorowi, zalecając mu, żeby nadal żadnych stosunków nie było mię- 
dzy seminaryum a alumnatem, ani też Akademią 9. Powodem tej osta- 
tniej kłótni było to, że Krygier upominając się od kapituły powiększenia 
rocznej płacy na utrzymanie kleryków z powodu drożyzny, nie mógł 
tego u niej wyjednać 5). 

9. Kraszewski podaje wiadomość *) zaczerpniętą z archiwum rady 
miejskiej, że w r. 1680 uczniowie Akademii napadli na kościół i kla- 
sztor Bazylianów, o co ci zakonnicy żałosną zanosili skargę do magi- 
stratu. Lecz Kraszewski na tak ogólnikowem zaznaczeniu poprzestaje, 


1) 2) 3) Akta kapituły pod r. 1651, 1652. 
4) Wilno, II, 143, 63. 


Fa SS 


nie wiemy przeto, z jakiego powodu ta napaść miała miejsce i jak się 
ta sprawa ukończyła. | 

10. Dnia 2 kwietnia 1682 r. o godzinie 8 rano, tłum młodzieży 
akademickiej i pospólstwa miejskiego zbrojny w młoty, siekiery, drągi, 
i tarany, nagle, bez żadnego powodu, obległ zbór kalwiński za trocką 
bramą i zdobywszy go jakby szturmem, dwa dni burząc wszystkie bu- 
dowle w obrębie muru otaczającego posiadłość reformowanych ewange- 
lików, wszystko niemal zrównał z ziemią. Na ten raz było to istotne 
zburzenie całego zakładu najzupełniejsze, bo nie tylko sam zbór i kaplica 
na cmentarzu, lecz wszelkie budowle tak murowane jako i drewniane, 
oraz szpital, zniesione ze szczętem zostały; nawet sklepy z grobami 
umarłych rozwalone, archiwa i sprzęty rozgrabione. Tak niesłychany 
gwałt poruszył wszystkich. Zaniesiono skargę do Jana III. Król edyk- 
tem swoim wydanym w Jaworowie w 1682 roku mianował komisyę do 
zbadania całej sprawy i wydania wyroku na winnych. Powołani do 
niej zostali przez króla: Stefana Pac biskup wileński; Kazimierz Sapieha 
wojewoda wileński h. p. 1.; Wincenty Orda kasztelan żmudzki; Mikołaj 
Słupski biskup gracvanopolitański; Józef Słuszka chorąży w. w. ks. lit.; 
Kazimierz Czyż podkomorzy wileński i Paweł Sienicki podstoli buski. 
Nie przyszło natychmiast do rozstrząsania tej sprawy, dopiero w czasie 
sejmu walnego w Warszawie dnia 28 maja 1685 r. wyszedł powtórny 
list nakazujący reasumpcyę komisyi, która pozostała w zmienionym nieco 
składzie i przystąpiła do działalności w Wilnie, na ratuszu ufundowawszy 
swoją jurysdykcyę dnia 1 kwietnia 1686 roku. Zamiast Paca zmarłego 
"w 1684 r. zasiadł w niej Michał Kotowicz biskup wileński; Sapieha ten 
sam, ale już hetman wielki lit.; Słuszka jako h. p. 1. Brakowało Czyża, 
który prawdopodobnie zmarł. Oprócz Sienickiego kalwina, wszyscy byli 
katolicy, mimo tego czynności komisyi były bezstronne. Stanęły przed 
się obie strony pozywająca i pozwana. Do pierwszej należeli: Jerzy Ka- 
miński wojski oszmiański, Mikołaj Święcicki podstoli mścisławski, Ale- 
ksander Estko cześnik bracławski i Andrzej Kurnatowski — seniorowie 
zboru wileńskiego; do drugiej należeli X. Piotr Kitnowski S. J. ówczesny 
rektor Akademii wileńskiej, urzędujący od 11 lipca 1684; prefekt Aka- 
demii i 13 jej uczniów, główniejszych działaczów, prócz wielu innych 
studentów; Andrzej Guszkiewicz wójt miasta i dwaj burmistrze roczni, 
cechy, a nawet żydzi, nakoniec Franciszkanie i Augustyanie. Oskarżenie 
było ciężkie dla Akademii, której zwierzchników obwiniano o namowę 
1 pobudzanie studentów do zniszczenia zboru, a magistrat o wspólnictwo 
gwałtu, przez okazanie zupełnej obojętności w powściągnieniu swawoli. 
Co większa, kiedy niektórzy z dyssydentów udali się z prośbą do rektora 
Akademii i prefekta oraz do magistratu, o powściągnienie tych gwałtów 


> 508 = 


rektor i prefekt zbyli to śmiechem, a magistrat zamiast zapobiedz złemu, 
jeszcze się ośmielał pobudzać do niego lud rozhukany. Napróżno poz- 
wani uciekając się do wybiegów prawnych, bronili się to niewłaściwością 
sądu w komisyi, to różnemi exempcyami; napróżno prokurator Akademii 
dowodził, że studenci nie powinni na mocy przywilejów jej służących 
ulegać innemu sądowi jak akademickiemu. Odpowiedziano prokurato- 
rowi, że taki przywilej właściwym jest dla studentów tylko w sprawach 
cywilnych, nie zaś kryminalnych, i komisya po wysłuchaniu obu stron 
i świadków, zjechawszy na miejsce popełnionego rozboju, gdy się prze- 
konała o zupełnem zniszczeniu zboru, odrzuciła naprzód akcesoryjnymi 
dekretami żądanie pozwanych, a potem przystąpiła do wydania ostatecz- 
nego wyroku. Skutkiem tego dwaj uczniowie Akademii Józef Rykaczewski 
i Jan Zybla, oraz dwaj z pospólstwa syn kowala i syn garbarza, jako 
jawni i wszystkim wiadomi sprawcy gwałtu, skazani zostali na infamią 
i na gardło, do otrzymania konfirmacyi królewskiej. Rektor zaś (nie był 
jeszcze rektorem w czasie burzenia zboru, $rzypisek auć.j, gdy na nim 
z inkwizycyi nic się nie pokazało, i jako osoba duchowna, do sądu du- 
chownuego należąca, uwolniony został od podejrzenia; a osoby magistratu, 
dla zupełnego uniewinnienia się do przysięgi dopuszczone. Franciszka- 
nom i Augustyanom, na Zarzeczu mieszkającym, rozkazano zwrócić dys- 
sydentom zaniesione do nich krzyż i dzwony zborowe. Reformowanym 
zaś dozwolono dochodzić zwykłym porządkiem sądowym zrabowanych 
u nich sprzętów i papierów. Komisya zawarowała nakoniec bezpieczeństwo 
wyznania kalwinom, nakazując magistratowi nieść im wszelką pomoc 
nadal w przypadku napaści; rektora zaś Akademii i prefekta upomniała, 
ażeby na przyszłość wstrzymywali i hamowali od podobnych postępków 
uczniów swoich. Potwierdził w całej obszerności dekret takowy król Jan III 
w dniu 22 kwietnia 1688 r., za przybyciem swojem do Wilna; nim jednak 
do tego przyszło, już Jezuici wspólnie z magistratem ułatwili ucieczkę 
dwom studentom skazanym na infamię '). 

Ostatni to już był rozruch w Wilnie przez nienawiść z powodu 
różnicy wyznań podniecony. Odtąd podobne wypadki przeniosły się na 
inną scenę, a tymczasem rozliczne klęski uciskając przez wiele lat stolicę 
Litwy, oderwały umysły jej różno-wiernych mieszkańców od domowych 
niesnasek. 

ii. Najazdy nieprzyjaciół na krajj na Wilno, srodze dawały się 
uczuć Akademii. Nie będziemy w niniejszym paragrafie objaśniali wszyst- 
kich najazdów swoich i cudzych, poczynając od wojny domowej szlachty 
z Sapiehami, a kończąc na najściu Francuzów na Litwę i grabież Uni- 


1) Łukaszewicz. Dzieje kościołów wyznania helweckiego na Litwie. I, 276. 


= 20907 057 


wersytetu przez gwardyę Napoleona; — lecz tylko ogólnikowo załatwię 
się ze Szwedami, Sasami i Rosyanami. 

W roku 1702 oddział armii Karola XII zajął w kwietniu Wilno 
i wielka na owe czasy kontrybucya 22115 talarów nałożoną na miasto 
została. Akademia musiała zapłacić 2700 talarów, według rozkładu wo- 
jennego komisarza szwedzkiego JÓórana Adlerstoenla. Niezależnie od po- 
wyższego, wymógł on od miasta dodatkową jeszcze opłatę, opuszczając 
Wilno w kwietniu ?. Powtórnie Szwedzi wpadli do Wilna d. 8 marca 
1706 roku pod dowództwem pułkownika Dikera, razem z wojskiem 
krajowem partyi Leszczyńskiego, nałożyli na Akademię 3000 talarów, 
a na kamienice do Jezuitów należące 1161 talarów. Gdy zaś Jezuici 
nagleni w przeciągu czterech dni do wypłaty tych sum, nie byli w stanie 
ich złożyć, zabrano im gwałtem najprzedniejsze srebra kościelne i to 
wartości większej od samej kontrybucyi, z powodu umyślnie na ten cel 
sfałszowanej wagi przez Dikera, prócz tych pieniędzy, które specyalnie 
wydarł dla siebie. Nie dosyć tego, jeszcze dwóch Jezuitów wysłanych do 
króla szwedzkiego z prośbą o ulgę w takim ucisku, uwięziono z rozkazu 
króla, który nie cierpiał Jezuitów i długo za wojskiem włóczono *). Zale- 
dwo jeden rozbójnik szwedzki opuścił miasto, w ostatnich dniach paź- 
dziernika 1706 roku wtargnął znany z owej epoki jenerał Lewenhaupt 
z jeszcze liczniejszem wojskiem szwedzkiem. Jezuici szukając ratunku 
w tych złowrogich, a tak często powtarzanych odwiedzinach, najusil- 
niejszą gościnnością i pokorą chcieli jego względy zaskarbić. Pomimo 
tego musieli 1500 talarów kontrybucyi zapłacić, kiedy Loewenhaupt 
w dniu 5 grudnia Wilno z wojskiem opuszczał, Względniejszym się 
okazał Piotr Wielki, kiedy przyciągnąwszy do Wilna w lecie 1705 roku 
z 6000 wojsk swoich i przebywając w tem mieście przez czas niejaki, 
z mieszkania swego w pałacu Słuszków nad Wilią (dziś więzienie), jeź- 
dził do Akademii, aby się przysłuchiwać dyspucie publicznej umyślnie 
wyprawionej dla niego $%). Przypuszczają że Piotr, bywał u Jezuitów jedynie 
dlatego, aby się im przypatrzeć. Nie wiemy, jak Jezuici przyjmowali Piotra, 
gdy powtórnie w r. 1707 Wilno odwiedził, ale to pewna, że z królem 
Stanisławem Leszczyńskim, który krótko bawił w Wilnie w poście 1708 r., 
gdzie zebrał Radę senatu dla ogłoszenia amnestyi, obeszli się obojętnie $). 

12. Głośny był spór Akademii wileńskiej z Pijarami o monopol 


1) Kraszewski. Wilno. II, 172. 

3) Wizerunki i roztrząsania naukowe. 1841, XXII, 123. Artykuł anonime osnuty 
przeważnie na rękopiśmie Rostowskiego: »Historia Colleg. Viln. Soc. Jesu ab Anno 
1655 ad Annum I17Iox. 

3) Domowe wiadomości o Wielkiemm Księstwie litewskiem. Wilno 1771, na str. 41. 

*) Wizerunki. L c. 


S2 600 az 


nauczania. Przeniósł się on z Korony, gdzie trwał przez cały czas pano- 
wania Augusta II i znaczną część Augusta III. Zjawili się Pijarowie 
w Wilnie w r. 1722. Sprowadził ich Antoni Sapieha, starosta merecki, 
późniejszy kasztelan trocki, i darował im na kollegium własny pałac, 
niegdyś Połubińskich (dziś instytut Maryjski panien), przy ulicy Domi- 
nikańskiej; prócz tego przyległo dwie kamienice, wkładając na nich 
obowiązek wychowywania i uczenia aż do retoryki sześciu uczniów ze 
szlachty. Ta fundacya oddaną została pod opiekę biskupa wileńskiego, 
kapituły, wreszcie nuncyusza papieskiego w Polsce. Przyznanie sądowe 
tej fundacyi nastąpiło 20 lipca 1729 r. Przedtem jeszcze bo w r. 1725 
Pijarowie przybywszy do Wilna, zakrzątnęli się żywo około założenia 
szkół w mieście, co spostrzegłszy Jezuici, zaprotestowali przeciw temu, 
jako naruszającemu przywileje Akademii. Sprawa o to poszła do Rzymu. 
Pijarowie nie czekając na rezultat z Rzymu, wyjednali sobie u przyja- 
znego im biskupa wileńskiego Pancerzyńskiego upoważnienie do zało- 
żenia kollegium swego i urządzenia kaplicy. Gdy się już w roku 1725 
wytoczył spór między Pijarami a Akademią wileńską, Jezuici zwrócili 
się do Ludwika Pocieja, wojewody wileńskiego i hetm. w. lit. a szcze- 
gólniejszego swego dobrodzieja, prosząc o wydanie urzędowego zakazu, 
ażeby Pijarowie nie ważyli się wbrew przywilejom nadanym przez kró- 
lów Akademii wileńskiej i bulli Grzegorza XIII żadnych szkół otwierać 
w Wilnie i żeby co do tego potrzebne zaręczenia wydali rektorowie 
Akademii. Pociej się zgodził i odpowiedni zakaz wydał. Następnie zwró- 
cili się Jezuici do posłów województwa wileńskiego, ażeby protestowali 
na sejmie grodzieńskim przeciw fundacyi Pijarów w Wilnie, lecz szlachta 
wileńska na sejmiki do Wilna zgromadzona, udaremniła te zabiegi, zano- 
sząc w mocnych wyrazach oświadczenie do akt grodu wiłkomirskiego, 
przeciwko wszelkim zamachom Akademii wileńskiej 1). Nie przestając na 
tem, dokazali jeszcze, że Pociej nakłonił biskupa Pancerzyńskiego do 
cofnięcia upoważnienia swego dla Pijarów na urządzenie kollegium i ka- 
plicy, aż póki rzeczpospolita i stolica apostolska ostatecznie sądu swego 
w tej rzeczy nie objawi (Revocatio facultatis RRPP. Piarum Scholarum 
pro erigendo Vilnae privato sacello concessae ab Ill. Carolo Petro Pan- 
cerzyński Episcopo Vilnensi facta Anno Dni 1725 intuitu aperiendarum 
Piarum scholarum). Tymczasem Pijarowie potrafili wyjednać sobie u Au- 
gusta II w roku następnym 1726 przywilej, podpisany w Warszawie 
16 lutego, potwierdzający wskutek poprzedzającego przywileju Włady- 
sława IV nie tylko szkoły warszawskich Pijarów, ale nawet ich nową 


1) Inhibitio aperiendarum Vilnae Schol. facta a Ill.mo Lodovico Pociey Palat. 
Viln. Supr. Duce exerci. MDI, Datum Vilnae Anno D-ni 1725 mense Augusto 2. 


— 60or — 


fundacyę w Wilnie, z wolnością zakładania i otwierania szkół w tem 
mieście. I wskutek tego natychmiast szkoły publiczne w kollegium wi- 
leńskiem Pijarów ostatecznie i jawnie otwarteni zostały. Co widząc 
Jezuici, żeby zobojętnić znaczenie tak niepomyślnego i niespodziewa- 
nego przywileju, potrafili przez wpływy swoje wyrobić u tego samego 
króla Augusta II na sejmie grodzieńskim 19 listopada 1726 roku po- 
twierdzenie wszystkich przywilejów nadanych dotąd Akademii wileń- 
skiej, równających ją w prawach i prerogatywach z Akademią krakowską, 
mianowicie pod względem wyłączności uczenia, bez przeszkody innych 
szkół jakiegokolwiek rodzaju. Ten właśnie dodatek ośmielił na nowo 
Jezuitów do coraz silniejszego nalegania na Pijarów o zamknięcie ich 
szkół w Wilnie. Ci zaś im bardziej naciskani, tem gorliwsi w bronieniu 
się, poszli za pośrednictwem nuncyusza do Rzymu, szukając opieki 
papieskiej. Zgromadzenie kardynałów, któremu tę sprawę Ojciec święty 
polecił, przyznało im słuszność. Wszakże Jezuici tyle swoimi zabie- 
gami dokazali, że Benedykt XIII papież bullą swoją z dnia 17 marca 
1728 roku upoważnił Pijarów wileńskich do utrzymywania niższych 
szkół tylko, stosownie do bulli Pawła V !). Gdy jednak rektorowi Aka- 
demii wileńskiej a był nim wówczas ks. Stanisław Sokulski, szło o to, 
ażeby żadnej szkoły nie mieli Pijarowie w Wilnie, przeto Jezuici oblegli 
króla powtórnie przez swoich stronników i dokazali tego, że August II 
potwierdzając na nowo złożone sobie przywileje Akademii d. 6 września 
1729 roku w Grodnie, unieważnił zarazem całą fundacyę sapieżyńską 
Pijarów w Wilnie i szkołę jej zamknąć rozkazał; oto słowa tego przy- 
wileju: »Fundationemque Sapiehanam Vilnae Scholarum Piarum ac Se- 
minarium pro sex juvenibus ad Rhetoricam usque erudiendis, in T'ri- 
bunali MD. Lituaniae die vigesima tertia Julii 1729 anno roboratam 
tanquam praejudiciosam  legibus Academiae, constitutionibus Regni, 
praesertim anni 1726, et decreto Romano anno 1727 emanato, cassamus, 
annihilamus et irritam facimus. Był to cios zbyt ciężki dla Pijarów, któ- 
rego nawet nie mogli się spodziewać, bo wyszedł z tego Źródła, z któ- 
rego wprzódy wymierzono im sprawiedliwość. Znowu zatem pospieszyli 
o ratunek do Rzymu, gdzie papież Klemens XII po zbadaniu pilnem 
całej sprawy przez umyślnie wyznaczoną do tego komisyę kardynałów, 
wydał bullę w dniu 1 maja 1731 roku, w której po obszernem wyło- 
żeniu praw i dowodów obu stron spierających się, umocnił Pijarów do 
utrzymania szkół wyższych i otwarcia konwiktów dla dostatniejszej mło- 
dzieży. Wtenczas Jezuici nie mogąc wprost powstawać przeciw wyrokowi 
stolicy apostolskiej, udali się do wybiegu, twierdząc, że ta bulla bynaj- 


!) »Docere pauperes et inferiores classes juxta Bullam Pauli V«. 


-— 002 — 


mniej się nie tyczy Pijarów wileńskich, ponieważ wyraźnej o nich 
wzmianki niema, tylko o Pijarach w ogólności. Prosili zatem Ojca św. 
o wyjaśnienie tej wątpliwości. Znowu więc kardynałowie na rozkaz 
papieża zajęli się z jeszcze większą Ścisłością roztrząsaniem tej długiej 
i zawziętej sprzeczki, i znowu przekonano się w Rzymie, że Pijarowie 
mieli wszelką słuszność za sobą. Ogłoszony więc wyrok komisyi kardy- 
nałów dnia g września 1732 roku, zatwierdzony przez papieża, dozwolił 
w Wilnie Pijarom otworzyć szkołę i wykładać w niej nie tylko niższe 
i wyższe różnego rodzaju nauki, ale nawet teologię i filozofię. Nuncyusz 
odebrał przytem zalecenie od Klemensa XII, ażeby jego poprzedzająca 
bulla, w przeszłym roku wydana, co do litęry wykonaną była. Staraliśmy 
się w niniejszej pracy stać ciągle na straży Ścisłej bezstronności, uwa- 
żając, że lepiej jest bezwiednie popełnić omyłkę, aniżeli omijać się z prawdą 
li tylko dlatego, że pewne fakta więcej lub mniej trafiają do naszego prze- 
konania. Otóż w imię tej bezstronności i wbrew naszemu osobistemu 
przekonaniu podajemy niektóre fakta, a o których historycy tego sporu 
mówią bez zastrzeżeń żadnych. Mianowicie, posądzają oni Jezuitów o naj- 
zwyklejsze oszustwo. Dziwiono się w Rzymie, mówią oni, dziwiono się 
i w Polsce tym przywilejom, ciągle wydawanym, a sprzecznym, bo za 
lub przeciw Pijarom wileńskim; podejrzywano Jezuitów o podstępne 
i nieprawe ich wyjednywanie, a nawet o sfałszowanie niektórych. Jawnie 
nawet te wszystkie przewrotne ich kroki okazały się w Rzymie, kiedy 
Jezuici zupełnie sfałszowane dowody przeciw Pijarom, albo wyłudzone 
podstępnie odważyli się przedstawiać. Tak np. zamiast dokumentu po- 
twierdzającego Pijarów w Wilnie, przez biskupa Pancerzyńskiego im 
wydanego, Jezuici złożyli komisyi kardynałów list tegoż prałata zupełnie 
przeciwny Pijarom. (Widzieliśmy powyżej, że Pociej uprosił biskupa o od- 
wołanie swego pierwiastkowego zezwolenia. Biskup odwołał. Otóż, jeśli 
Jezuici to odwołanie przedstawili, to jeszcze nie popełnili fałszerstwa, 
lecz li tylko przedstawili dokument, na zasadzie którego Pijarowie tracili 
pierwiastkowe swe prawa). Podobnież, zamiast prośby od miasta Wilna 
do papieża posłanej i przez cały magistrat podpisanej uroczyście na 
ratuszu, ukazał się w Rzymie przeciwny tymże Pijarom list, już tylko 
przez jednego wójta imieniem miasta podpisany; o czem wszakże dowie- 
dziawszy się wójt, zaraz przeciw temu zaprotestował. I takie właśnie 
podstępne knowania przeważyły najbardziej zdanie kardynałów na stronę 
Pijarów. Niezrażeni tym wyrokiem Jezuici raz jeszcze udali się do papieża, 
ale sprawę ostatecznie przegrali — gdyż papież Klemens XII zatwier- 
dzając we wszystkich szczegółach zdanie komisyi, nową bullą w dniu 
5 czerwca 1733 roku wydaną wieczne milczenie Jezuitom w tej sprawie 
nakazał. 


pam 603 PR 


Przegrawszy tym sposobem Akademia wileńska ostatecznie sprawę 
swoją z Pijarami w Rzymie, nie straciła jednak ani ochoty ani nadziei 
znękania przeciwników w kraju inną drogą. Dziwnie im przysłużył się 
następujący wypadek. Uczniowie Akademii, jak to powyżej zaznaczy- 
liśmy, byli zazwyczaj Źle usposobieni do uczących się nie w szkołach 
jezuickich. Naśladując więc zwierzchność swą wiodącą spory z Pijarami, 
zaczęli prześladować młodzież uczącą się w szkołach pijarskich. Znosili 
to Pijarowie z początku cierpliwie, lecz gdy akademicy ciężko poturbo- 
wali jednego z uczniów pijarskich — zimuszeni byli wejść ze skargą do 
kapituły, ponieważ biskup Zienkowicz nie był obecnym w kraju. Upo- 
mniała kapituła niezwłocznie rektora Akademii o to nadużycie, upomniał 
później i sam biskup, ale te upomnienia skutku nie miały. Kłótnie i skargi 
nie ustawały. Odbywał się w roku 1732 zwyczajny sejmik gromniczny 
województwa wileńskiego. Studenci Akademii z jakiegoś powodu powaś- 
nili się ze szlachtą, a zaskarżeni do rektora, zostali ze szkół oddaleni. 
Oburzeni tą karą, namówiwszy znaczną liczbę współtowarzyszy nie nale- 
żących do tej sprawy, wpadli zbrojni w szable na główny dziedziniec 
akademicki i wywieszone na murze uwiadomienie o ich wyłączeniu po- 
rąbalii a potem przy najętej muzyce hurmem udali się do kollegium 
pijarskiego, prosząc o przyjęcie ich do szkół pobożnych. Pijarowie nie 
bacząc na następstwa, przyjęli ich. Zmartwiony tem wszystkiem biskup 
Zienkowicz, opiekujący się zawsze Pijarami, usiłował przywieść do zgody 
obie strony, a gdy tego nie mógł dokazać, wydał obwieszczenie o tem 
swojem usiłowaniu 26 kwietnia 1732 roku. Jezuici zaś słusznie obrażeni 
udali się ze skargą do Augusta II, który listem swoim 20 maja 1732 r. 
pisanym z Warszawy, polecił Kazimierzowi Ogińskiemu, wojewodzie wileń- 
skiemu, i księciu Michałowi Wiśniowieckiemu, kanclerzowi i regimenta- 
rzowi litewskiemu, roztrząśnienie tej sprawy, poskromienie zbuntowanych 
studentów, głównych wichrzycieli ukarania według praw i co większa, 
przyprowadzenie do skutku wszystkich przywilejów Akademii wileńskiej 
osobliwie przez tegoż króla nadanych, usuwając wszystko to, coby im 
przeciwne być mogło. Znowu tedy Pijarowie przegrali u króla, ale utwier- 
dzeni bullą papieską w swoich prawach, utrzymywali ciągłe szkoły w Wil- 
nie, nie zważając na wszelkie nadużycia względem nich władz Świeckich. 
Ogiński siedząc w Świsłoczy, upoważnił mandatem swym 15 stycznia 
1733 r. datowanym niejakiego Czwardowicza, sekretarza JKMoci, do dzia- 
łania z Pijarami. Ale skończyło się ze strony wojewody na protestacyi 
przeciw utrzymywaniu ich szkół, przez tegoż Czwardowicza w Warszawie 
przed notaryuszem apostolskim założonej, również jak ze strony Wiś- 
niowieckiego na sądach kapturowych w Słonimie. Lecz Jezuici widząc, 
że Pijarowie mało dbając o te ich starania szkodzenia im ciągłego, nie 


ża. ŚG6. <= 


zamykali szkół swoich w Wilnie, ale owszem zakładali nowe opodal 
tego miasta, postanowili zadać im cios stanowczy. W tym celu zatem 
otrzymali najprzód w 1736 na sejmie Paczńcaltonts konstytucyę zatwier- 
dzającą przywileje Akademii wileńskiej, nawet i te, które Świeżo wyje- 
dnali od Augusta II. Potem zaś udawszy się pod opiekę królowej Józe- 
finy Austryaczki, żony Augusta III, wielkiej swojej orędowniczki, potra- 
fili otrzymać od króla Augusta III, także w roku 1736 dnia 1 sierpnia 
w Warszawie, przywilej osobistego uznania od tego monarchy tak wiel- 
kiego pożytku i zasług Akademii wileńskiej, że ją odtąd wziął pod 
szczególniejszą swoją opiekę. Zrównawszy ją więc jak najściślej we 
wszystkich prawach i nadaniach z Akademią krakowską, niecierpiącą 
innych szkół obok swoich, polecił biskupowi wileńskiemu jako kancle- 
rzowi, a żmudzkiemu jako obrońcy, żeby taż Akademia wileńska wolną 
była od wszelkiego współzawodnictwa innych szkół niezależnych od 
zwierzchności jej rektora. Po takiem przygotowaniu się Jezuitów do za- 
częcia nowej i stanowczej walki z Pijarami, August III stosownie do ich 
życzenia dał polecenie z Drezna dnia 23 kwietnia 1737 r. Janowi Sapieże 
kanclerzowi w. ks. lit. ażeby na instancyę instygatora w. ks. lit. Stani- 
sława Burzyńskiego, pozwawszy rektora Akademii wileńskiej, do złożenia 
nadań i przywilejów, a tych którzy je gwałcą do usprawiedliwienia się, 
ostatecznie spory te rozsądził i prawo służące Akademii do skutku przy- 
prowadził. Pod tąż datą wyszedł reskrypt królewski, polecający instyga- 
torowi sprawę tę wprowadzić zaraz do sądów zadwornej asesoryi, gdzie 
właśnie kanclerz prezydował. Tu już dopuszczono się występnego matac- 
twa, bo pozew wydany Pijarom doszedł ich w kilka dni po wyroku 
zapadłym na nich, mimowolnie nie stawających, w tychże sądach zadwor- 
nej asseoryi w dniu 28 marca 1738 roku. Tak więc Pijarowie nie tylko 
wileńscy ale i w Gieranonach, oraz w Błotnie szkoły utrzymujący, po- 
tępieni zostali tym zaocznym dekretem, szkoły ich wszędzie przeznaczono 
do zamknięcia, a za kondemnatę skazani zostali na opłatę wielkich win, 
dla samego instygatora. Sławny ten proces prowadził przez swoich adwo- 
katów i stronników potężnych, ówczesny rektor Akademii X. Karol Bar- 
tolt. Przyciśnieni gwałtownie takim dekretem Pijarowie nie upadli na 
duchu, ale szukając ratunku w Rzymie, wyjednali tam zaraz w maju 
tegoż roku inhibicyę zakazującą Akademii wileńskiej odnawiać już zakoń- 
czoną w stolicy apostolskiej sprawę. Jezuici tymczasem ogłosili drukiem 
w Warszawie, podczas agitującego się tam sejmu w roku 1738, zbiór 
wszystkich przywilejów Akademii wileńskiej, oraz aktów służących do 
usprawiedliwienia się swego względem Pijarów. O tym zbiorze mówi- 
liśmy już. — Pijarowie również odpowiedzieli i tym sposobem powstała 
cała literatura poświęcona temu głównie sporowi. 


"ze 605 ż=: 


Pijarzy w sejmie sprawę przegrali. Możeby oni po nadeszłej inhi- 
bicyi z Rzymu utrzymali się przy swoich szkołach, ale zachciało się im 
koniecznie mieć konwikt szlachecki w Wilnie i to Jezuitów ostatecznie 
zniecierpliwiło, tak że się postarali u króla o polecenie trybunałowi 
głównemu litewskiemu wykonania wszystkich wyroków sądowych i re- 
skryptów królewskich, dotąd wydanych przeciw Pijarom wileńskim. 
Przyszło więc do tego, że na dzień 26 kwietnia 1741 roku wyznaczeni 
przez króla komisarze to jest: biskup inflancki Józef książę z Kozielska 
Puzyna, a w zastępstwie wileńskiego oficyał jego; wojewodowie nowo- 
grodzki i witebski, audytor curiae episcopalis, oraz instygator litewski, 
zjechawszy się do Wilna, udali się z wielką uroczystością we dwudziestu 
karetach i w orszaku innych urzędników i trzechset szlachty konno 
z różnych powiatów, z magistratem i cechami, do kollegium pijarkiego, 
na ulicę Dominikańską, dla urzędowego zamknięcia szkół w niem znaj- 
dujących się. Ale gdy Pijarowie zawarłszy bramy, egzekucyi nie dopu- 
Ścili, komisarze po półgodzinnem umawianiu się z wysłanym do nich 
księdzem z klasztoru, wrócili się z całym tłumem do trybunału i tam 
zapisawszy oświadczenie przeciw nieposłusznym wyrokowi Pijarom, uło- 
żyli sprawozdanie z całej owej czynności do króla, a zarazem pisali do 
papieża, przedstawiając ich jako skondemnowanych !). 

Pijarowie po upływie kilkunastu tygodni, na zalecenie nuncyusza, 
zamknęli swoje szkoły, zatrzymawszy sam konwikt tylko, na który nawet, 
jako na prywatny zakład potrafili wyjednać jakiś przywilej pod datą 
30 sierpnia 1750. Trwały te utarczki czas jakiś jeszcze, Pijarowie bowiem 
nie przestali dopominać się o prawa nadane sobie przez stolicę apostol- 
ską. Sprawa toczyła się swoją koleją, aż nakoniec dekret oczywisty, za- 
padły w sądach asesoryi zadwornej na dniu 8 października 1753 roku 
z instancyi Mikołaja Łopacińskiego, instygatora W. Księstwa litewskiego, 
dobił ostatecznie zamknięcia szkół pijarskich w Wilnie i na prowincyl, 
dozwalając tylko Pijarom utrzymywać konwikt prywatny dla 24 młodzieży 
szlacheckiej i sześciu uczniów ubogich, bez używania dzwonka szkol- 
nego. Tym sposobem zwyciężeni Pijarzy przychylili się razem do dobro- 
wolnej ugody z Jezuitami, na tych samych warunkach, jak wyrażono 
w dekrecie, ale zapewnie dla uniknienia kar i win prawnych z kondem- 
naty dawniejszej wynikających. Stanęła ta ugoda w dniu 8 września 
1753 r. między X. Jurahą, rektorem Akademii wileńskiej, a X. Gasparem 
Trzeszkowskim, prowincyałem pijarskim w Nieświeżu, po odprawionym 
pogrzebie księżnej Franciszki Urszuli z Wiśniowieckich Radziwiłłowej, 


1) Moszyński Ant. S. P. — Wizerunki 1838, II, 118. 


—  boć — 


zmarłej 13 maja 1753 roku, za usilnem staraniem znajdujących się tam 
książąt Radziwiłłów. 

13. Powyższy spór jako objaw życia zewnętrzego Uniwersytetu wileń- 
skiego był już ostatnim, chociaż niedodatnim objawem. Odtąd warunki 
tak się ułożyły, że podobne spory miejsca mieć nie mogły. Przedewszyst- 
kiem Jezuici skasowani zostali, a szkoły ich sekularyzowane i upaństwo- 
wione; gdyż, jak o tem mówiliśmy, Akademią jezuicką nie opiekowało 
się państwo, biorąc rzeczy Ściśle, bo stanowiła ona instytucyę zupełnie 
od państwa niezależną. Nie tak się rzeczy miały po kasacie. Akademia 
przeszła pod zarząd najpierw Komisyi edukacyjnej, a później rosyjskiego 
ministeryum oświaty; była przeto instytucyą nie samodzielną, lecz zależną 
od powyższych magistratur. Podobnego rodzaju objawy, o jakich w po- 
przednich paragrafach wspominaliśmy, nie byłyby cierpiane. Dlatego też 
czy to za czasów Szkoły Głównej, czy za czasów cesarskiego uniwersy- 
tetu, objawy zewnętrznego życia instytucyi Ściśle zespolone były z obja- 
wami życia narodowego. Takim objawem było powstanie kościuszkowskie, 
takim rewolucya listopadowa. 

Wspomina wprawdzie Lelewel w listach do rodziny o niektórych 
wybrykach młodzieży akademickiej, lecz były to wypadki pojedyncze; 
wówczas jeszcze nie umiano tak uogólniać pojedynczych wydarzeń, jak to 
doprowadzonem zostało do doskonałości za naszych czasów. 





ROZDZIAŁ LXXIV. 
Dyalogi. — Teatra. — Panegiryki. 


Dyalogi nie były żadną nowością na Litwie, gdyż z przyjęciem 
chrześcijaństwa, przyjęła Litwa i obyczaje chrześcijańskie Zachodu, a za- 
tem i dyalogi. Wiemy z literatury, że dyalogi takie odprawiano w koś- 
ciołach, bywały więc treści religijnej. Przedstawienia takie, chociaż we- 
dług naszych pojęć nudne — służyły za naukę moralną, i dla tych po- 
wodów Kościół je tolerował. Jezuici urządzając w Wilnie Akademię, 
zaprowadzili i widowiska treści religijnej. Odbywały się w późniejszych 
szczególniej czasach w teatrze stale urządzonym w obrębie murów aka- 
demickich, przyozdobione dekoracyami, śpiewem i muzyką. Z czasem 
dyalogi przybierały treść satyryczną, lecz że dawało to powód do nad- 
użyć i zażaleń, skasowanem zostało i odtąd tylko nabożne materye były 
jedynym tematem. 

Oprócz dyalogów religijnych, dawano jeszcze panegiryczne dramata. 


ma 607 == 


Tymi dramatami zjednywała sobie Akademia łaskę i dobrodziejstwa kró- 
lów i możnowładców, dlatego żadnej sposobności nie opuszczała, w róż: 
nego rodzaju uroczystych przyjęciach. Częstem ćwiczeniem zdolności 
młodzieży akademickiej było pisanie takich dyalogów. 

Trzecią wreszcie formą, w której ćwiczyła się młodzież szkolna, 
były panegiryki. Każdy wjazd do Wilna, każde zaślubiny, urodziny 
przedniejszych dostojników lub dobrodziejów Akademii, nie odbywały się 
bez panegiryku lub dyalogu. W moim zbiorze znajduje się kilkadziesiąt 
panegiryków, dyalogów i kazań pogrzebowych, lecz wobec arcybogatej 
spuścizny po Jezuitach w Wilnie pozostałej, jest to bardzo drobna cząstka. 
W »Wizerunkach i roztrząsaniach naukowych« (1841, XX, 97) znajdu- 
jemy specyalny i dobrze napisany artykuł temu przedmiotowi poświę- 
cony. Mikołaj Baliński, wielki znawca epoki jezuickiej w Wilnie, rozpa- 
trywał całe setki tych panegiryków, a streszczenie jednego z nich podał 
w bardzo ważnem swem dziele » Dawna Akademia wileńska«. Znudzony 
mozolną pracą, jaką jest bez wątpienia przejrzenie takiej masy dyalogów 
i panegiryków — odzywa się Baliński o tej literackiej spuściźnie z wielką 
rezerwą, jeżeli nie z obrzydzeniem. Nam się to nie zdaje, głównie dla 
tego, że w tych drukach, do pewnego stopnia jałowych pod względem 
myśli, nadętych co do wyrażeń i porównań i bezrozumnych pochwał, 
znajduje się bardzo bogaty imateryał pod względem obyczajowym, zwyczajo- 
wym i wreszcie genealogicznym. Baliński miał jeszcze możność korzy- 
stania z różnych archiwów, pamiątek rodzinnych i t. p. źródeł; więc 
lekceważył jezuickie druki, uważając je za plewy; — my zaś, będąc tego 
wszystkiego pozbawieni, chciwie wśród tych plew szukamy ziarna i na 
szczęście znajdujemy je, a niekiedy i obficie. Oto przyczyna, dlaczego 
mniej nas rażą te dyalogi i panegiryki; przeciwnie, narzekamy, że nie 
wszystkie nas doszły. 

Panegiryki, dramata pisane były zazwyczaj po łacinie, dyalogi naj- 
częściej po polsku — co także nie było bez pożytku dla młodzieży, gdyż 
dawało jej możność ćwiczenia się w języku ojczystym. Przeciwnicy tych 
panegiryków, dyalogów utrzymują, że brak talentów między profesorami 
poetyki, których zadaniem właśnie było układanie tych dyalogów i pane- 
giryków; przesada w układzie i styl kwiecisty mowy zepsutej przymie- 
szaniem łaciny — stanowią wybitną cechę jezuickiego wychowania i na- 
dają ton epoce; nazywają nawet tę epokę makaroniczno-panegiryczną albo 
jęzuicką. Ile w tem jest przesady, łatwo odgadnąć. Przedewszystkiem, 
jak Jezuici nie stworzyli ani panegiryków ani dyalogów dramatycznych, 
tak samo nie są twórcami literatury makaronicznej; wszystko to bowiem 
znaleźli już w Polsce, jako zabytki minionych wieków. Do przedmiotu 
tego powrócimy jeszcze. 


— 6058 — 


Dyalogi były pospolicie układane przez profesorów i w imieniu 
młodzieży uczącej się retoryki lub poezyi, a nazwanej wówczas palestrą 
oratorską lub poetycką, i przedstawiane niekiedy »pod zaszczytem«, to 
jest na cześć dygnitarzy. Niekiedy nawet treść ich z historyi litewskiej, 
czasem z obcej była wzięta; a najczęściej wymyślona z bajecznych Źródeł 
Indyi, Persyi, Maurytanii i t. p. Oto parę przykładów: 

4055. Vilna sedes Ducum metropolis Lithuaniae, arx litterarum, 
a Gedymino M. Duce MDL. condita Anno 1321, cujus felices orbus 
Ludis Metagimnasticis, in scena enhibiti, ibidem Anno 1683 a Perillustri 
ac Nobili Juventute academica 47 k. nlb. 2, albo 

4056. Scena post triste Deo et Angelis spectaculum ad exercitatos 
amoris divini ignes in adolescente Japone in melius mutata, actu ante- 
cinerali a Celsissima Illustrissima Perillustri Magnifica Oratoria Palaestra 
Academiae et Universitatis Vilnensis Societatis Jesu, inter theatrales 
ludos repraesentata Anno Dei Personam hominis in Theatro orbis agentis 
1737 die 2 marti, fol. 

Zwyczaj wyprawiania takich dyalogów, recytowania panegiryków, 
trwał aż do samego upadku Jezuitów w Wilnie. 

Przed samą kasatą — pojawił się jeden z najobszerniejszych utwo- 
rów tego rodzaju w r. 1771 na teatrze Akademii odegrany; była to tra- 
gedya wierszem nierymowanymm ułożona przez X. Konstantego Benisław - 
skiego profesora poetyki w Akademii p. t. 

4057. Cyrus z pierwu przezwany od poety Alexys, tragedya, dwa 
imiona pod zaszczytem dwu wielkich imion jw. Józefa z Proszanki Pró- 
szyńskiego, marszałka Trybunału Głównego W. X. lit, podkomorzego 
mińskiego, i jw. Michała Rokickiego, deputata tegoż Trybunału, regenta 
mozyrskiego, przez Ichmość panów Akademików Akademii wileńskiej 
Soc. Jesu wyprawiona roku 1771, 89 32 k. nlb. 

Tytuł i dedykacya z podpisem Konstanty Benisławski profesor 
poetyki i t. d. zajmuje kart 8, sama zaś tragedya wierszem 24 karty 
nieliczbowane. Uczniowie Akademii wchodzący do tej sztuki wymienieni 
sa następujący: Antoni Kierbedź horodniczyc upicki, Józef Kognowicki 
strażnikowicz starodubowski, Modest Grochowski starościc wotakiński, 
Stanisław Kaczyński podczaszyc wiłkomirski, Michał Klimaszewski cześ- 
nikowicz brański, Piotr Młodzianowski, Antoni Balcewicz. 

Po kasacie, gdy ex-Jezuici pozostali na stanowiskach w reorgani- 
zowanej szkole, trudno przypuścić, aby owe panegiryki od razu zniknęły. 
Bynajmniej. Rektor Poczobut uprawiał je, pisząc różne ody na cześć zna- 
komitych mężów, jeszcze za czasów cesarskiego Uniwersytetu. Takim 
panegirykiem wierszowanym, ostatnim, o ile się nie mylę, był wiersz 
Poczobuta na cześć Jana Piotra Franka napisany, który odczytał sędziwy 


za 609g = 


autor przy uroczystem otwarciu kliniki w Wilnie. Ksiądz Kundzicz ex- 
Jezuita podobno za odę został kawalerem orderu św. Anny I klasy; 
a tej wysokiej oznaki honorowej nie miał żaden z profesorów wileńskich. 
Tym więc sposobem panegiryk, czy to w formie wierszowanej, czy to 
pod postacią adresu, jaki n. p. Uniwersytet złożył ustępującemu kurato- 
rowi ks. Czartoryskiemu, trwał bez przerwy aż do końca istnienia Wszech- 
nicy wileńskiej. 

Co do dyalogów czy to religijnej czy panegirycznej treści, to rzecz 
się zmieniła zupełnie po kasacie Jezuitów. Dyalogów nie uprawiano więcej 
w Wilnie, gdyż przestały być modnymi; miejsce ich zajęły dramata, tra- 
gedye, melodramata, komedye i wreszcie opera; a i pod tym względem 
wychowaniec wileński Bohomolec S. J. jest jednym z wydatniejszych 
pisarzy polskich scenicznych owej epoki. Od czasu do czasu specyalnie 
przygotowani aktorowie zjeżdżali do Wilna i studenci nie potrzebowali 
już porzucać obowiązkowych zajęć naukowych, aby się do ról dramaty- 
cznych przygotowywać. Tem bardziej za czasów cesarskiego Uniwersytetu 
nie uprawiano owych dyalogów, gdyż był teatr stały w Wilnie, bardzo 
mizerny wprawdzie, ale młodzież akademicką zachwycający. Raz tylko 
Uniwersytet wziął udział w przedstawieniu scenicznem i to ubocznie 
tylko; mianowicie w pierwszych latach pobytu Franka w Wilnie da- 
wano przedstawienie na cele dobroczynne, przeważnie na urządzenie bez- 
płatnej pomocy lekarskiej dla biednych. Niema śladu, aby w później- 
szych czasach studenci lub profesorowie brali jaki udział w przedsta- 
wieniach teatralnych. Widzieliśmy, że podczas jubileuszu 250-letniego 
istnienia Uniwersytetu nic podobnego nie miało miejsca, chociaż to 
była odpowiednia chwila dla przedstawienia jakiegoś dyalogu, kantaty 
lub żywych obrazów. 

Dramata panegiryczne wymagały bogatej niezmiernie fantazyi ukła- 
dającego je; gdyż fabuła sama nie była bynajmniej skomplikowaną. Pierw- 
szego lepszego moszterdzieja, jeżeli był dobroczyńcą Akademii, należało 
uczcić, więc parantele jego wyprowadzić z najdalszych czasów, z najdal- 
szych krajów, przy niezwykłych okolicznościach, a nadzwyczajnych wy- 
padkach, które powinny towarzyszyć owej wędrówce przodków z Indyi 
lub Włoch, wprost do senatorskiego krzesła, jeżeli nie do tronu. Oprócz 
bogatej dekoracyi, należało mieć i pokaźną liczbę aktorów. Młodzież aka- 
demicka ofiarowała taki panegiryk Kazimierzowi Ogińskiemu, wojewodzie 
trockiemu i marszałkowi W. X. lit, w sierpniu 1726 roku, wyprawiony 
na cześć jego w teatrze w murach akademickich znajdującym się. Na- 
stępnie to dzieło sceniczne wydrukowane zostało p. t. 

4058. Facies Martis et Minervae in capite Oginscianae Prosapiae 
Vlodimiro Principe, Martiis olim et litterariis laureis adornato, spectata, 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III. 39 


— 6ólo — 


nunc vero intra Palatinam Portam illustrissimi Domini D. Casimiri Ogiń- 
ski, Palitini Trocensis, et in Palemonio Areopago supremi Mareschalli 
observata, ad Theatrales ignes Metagymnastico actu Serenata, ab Illustris- 
sima, Perillustri, Magnifica et Praenobili Juventute Academiae et Univer- 
sitatis Vilnensis S. J. Anno ab orbu incarnate Sapientiae 1726, Kalendis 
Augusti fol. 7 kart. Na odwrotnej stronie tytułu drzeworyt herbu Ogiń- 
skich. Potem idzie dedykacya na 3 kartach, tak skończona i podpisana: 
Addat Tibi Jupiter annis. Ita vovet Palatino nomini devinctissima Ju- 
ventus Academica Universitatis Vilnensis Societatis Jesu. 

O ile dramata panegiryczne odbywały się w czasie przybycia dostoj- 
ników, a zatem w czasie bliżej nieoznaczonym; dyalogi odbywały się 
w różne Święta, ale najczęściej w Wielkim tygodniu przed Wielką nocą 
i zwykle w kościele Świętojańskim. Czasami też Jezuici wyprawiali je 
w kościele św. Nikodema za Ostrobramą, nawet jednocześnie. U Św. Jana 
występowali uczniowie wyżsi, np. najwyższej klasy gramatycznej; w dru- 
gim — uczniowie Średniej gramatyki. 

Jako przykład powyższego dodajemy, że d. 21 marca 1704 równo- 
cześnie odbywały się dwa dyalogi, jeden w Św. Jana, drugi w Św. Niko- 
dema. Treść dyalogu następująca: »Zwycięstwo zwyciężonej niewinności 
z niewinnym na zwycięskim krzyża tronie Chrystusa tryumfującej, 
w Krzysztofie ośmioletnim młodzieniaszku od wielebnej i szlachetnej 
młodzi mediae classis gramatices Akademii wileńskiej S. J. przy kościele 
św. Nikodema załośną tragedyą reprezentowane<. U św. Jana zaś odby- 
wał się dyalog p.t.: »Wet za wet chrześcijańskie, to jest miłość za miłość 
ukrzyżowanemnu Chrystusowi, na krzyżu od Lewnangi wyświadczona, 
a ku naśladowaniu pobożnemu spektaktorowi przez wielmożnych ich- 
mościów pp. Akademików wileńskich supremae classis gramatices dnia 
wielkopiątkowego w wieczór reprezentowana, w kościełe św. Jana roku 
pańskiego 1704, 21 marcac. 





CZĘŚĆ DWUNASTA. 


—-„>„m„06>-—— | 


ROZDZIAŁ LXXV. 


Stopień zainteresowania się społeczeństwa Uniwersytetem. — Od- 
działywanie Uniwersytetu wileńskiego na rozbudzenie życia umy- 
słowego we wszystkich kierunkach. 


Uniwersytet wileński powstał w takiej chwili, gdy społeczeństwo 
polskie w Wielkiem Księstwie Litewskiem rozdzielone było na dwie 
nierówne połowy. Większą część stanowili możnowładzcy i szlachta, 
z małymi bardzo wyjątkami reformowani; mniejszość należała do wy- 
znawców religii katolickiej. Zadaniem Uniwersytetu było oddziaływanie 
na rozbudzenie życia katolickiego w odpadłych od katolicyzmu i pod- 
trzymanie w wierze ojców skłaniających się już ku reformie. Że zaś od- 
działywanie to miało się odbywać drogą rozbudzenia życia umysłowego, 
przeto rozbudzenie to skierowano ku oświacie, moralności; nie zapo- 
mniano również o zadaniach społecznych i politycznych. Zadanie, jak 
widzimy, bardzo obszerne. Nic dziwnego, że Akademia wileńska, z takim 
obszernym programem, stała się przedmiotem żywego zainteresowania się 
społeczeństwa. Zainteresowanie się to było różnorodne, co już zależało 
od tego, z jakiego odłamu społeczeństwa pochodziło. Między ducho- 
wieństwem, które pobierało nauki wyższe za granicą, a w Niemczech 
w szczególności, wielu było, jak o tem wspominaliśmy, już to jawnych 
reformatorów, już ukrytych jeszcze. Aby duchowieństwo przyprowadzić 
do równowagi, wielu kapłanów rozpoczęło studya teologiczne u Jezui- 
tów, aby tą drogą pociągnąć za sobą innych. Przodownikami okazali się 
Franciszkanie, pierwsi misyonarze Litwy. Obywatele katolicy, uważając 
Źródło złego, jak na reformę patrzano, w wychowaniu młodzieży za gra- 
nicą, zaczęli posyłać swe dzieci do Jezuitów. Reformowani nie drzemali 

39* 


— 612 — 


Wiedząc z doświadczenia, że wpływ Akademii jezuickiej będzie dla nich 
bardzo szkodliwym, starali się jeżeli nie usunąć go, na co za słabi byli, 
to przynajmniej zrównoważyć przez podniesienie własnej szkoły. Spo- 
strzegli się za późno, bo przed przybyciem Jezuitów na Litwę byli oni 
panami położenia, mieli prócz tego za sobą Zygmunta Augusta, a jed- 
nakże dla oświaty nic literalnie nie zrobili; gdy tymczasem, gdyby byli 
chcieli, to nie jedną ale kilka akademii mogliby urządzić — nikt im 
nie przeszkadzał. Gdy zaś Jezuici pozyskali przywilej wyłącznego nau- 
czania na Litwie, protestanci podnieśli krzyki, że krzywda im się dzieje. 
Batory na te krzyki nie zważał. Zatrwożeni o swe wpływy na społe- 
czeństwo, które dzięki umiejętnej misyi Jezuitów topniały codziennie, 
postanowili zmierzyć się z Jezuitami na polu szkolnictwa. Chcieli zało- 
żyć akademię w zakresie daleko szerszym, aniżeli Świeżo erygowana 
Akademia jezuicka. Zgromadziło się na ten cel w czerwcu 1588 na sy- 
nod jeneralny do Wilna sześćdziesięciu ministrów zwingliańskich z Ko- 
rony i Litwy. Obrano miejsce na szkołę, postanowiono zbierać składki 
i posłano prośbę do króla, starając się o potwierdzenie owej akademii. 
Te usiłowania spóźnione zniweczone zostały surowym zakazem Zy- 
gmunta III, objawionym w liście jego do kardynała Radziwiłła !). 

Odtąd reformowani przenieśli działalność swoją na pole polemiki 
religijnej, zaniedbując nawet i te szkoły, jakie już istniały. Cały więc 
ciężar rozwoju oświaty wśród społeczeństwa całkowicie spadł na barki 
"Akademii. Koniec wieku XVI i pierwsza połowa wieku XVII należą do 
najświetniejszego okresu. Jezuici odznaczali się wielkiem przygotowaniem 
naukowem, plan nauk najzupełniej odpowiadał potrzebom społeczeństwa; 
młodzież kończąca szkoły, pełna ogłady towarzyskiej, z dobremi wiado- 
mościami, naukami, oddawała się na służbę Rzeczypospolitej. Między 
biskupami, większość pobierała nauki u Jezuitów; między świeckimi 
senatorami niewielu na domowem poprzestawało wychowaniu, zapewne 
i oni nie ominęli szkoły wileńskiej; toż samo należy powiedzieć o wy- 
datniejszych wojownikach. W różnych miejscach niniejszej pracy zazna- 
czyliśmy w historyi politycznej głośne imiona, jako wychowańców wileń- 
skich. Ze szkoły wynosili oni prawidłowy pogląd na swoje obowiązki 
w przyszłości, i dlatego za panowania Wazów na wszystkich polach 
życia społecznego, naukowego i politycznego, wydatnych spotykamy pra- 
cowników — a byli oni wychowańcami wileńskimi. 

Czy taki monopol nauczania, jaki zdobyli Jezuici, jest dobrym czy 
złym, nie rozstrzygamy, chociaż zdaje się nam, że emulacya jest lepszą, 


1) Przezdziecki: Listy Annibala z Kapui, 147. — Niemczewicz: Zbiór pamiętni- 
ków o dawnej Polsce, II, 466. 


= 613 = 


dodaje apieszałym ostrogi; zaznaczamy natomiast, że jeżeli mowa o oświa- 
cie i cywilizacyi narodu w pewnym okresie czasu, a wiemy, kto na tę 
oświatę dodatnio lub ujemnie wpływał — łatwiej nam wówczas wypro- 
wadzić więcej lub mniej zbliżone do rzeczywistości wnioski. Otóż z tego 
punktu zapatrując się na stan oświaty Litwy przed drugą połową XVII 
wieku, przekonywamy się, że Jezuici położyli wielkie zasługi, które spo- 
łeczeństwo umiało ocenić należycie, podtrzymując instytucyę swoją sym- 
patyą i ofiarnością; instytucyę, która bezpłatnie udzielała światła wiedzy, 
wychowując równocześnie powierzoną sobie młodzież w surowych zasa- 
dach moralności, poczuciu obywatelskich obowiązków i, naturalna rzecz, 
w duchu katolickim. Z owej to epoki mamy wielu bardzo znakomitych 
pracowników na polu filozofii, teologii i historyi. Urządzając wszędzie 
szkoły po swych kollegiach, rozsiewali Jezuici Światło wiedzy wśród tna- 
luczkich. Mimo zarzutów, jakimi są oni obciążeni, trudno zaprzeczyć, że 
oni pierwsi wpływali dodatnio na społeczeństwo, przyjmując na naukę 
panów i ich służbę; równali więc stany, na co wówczas nie zwracano, 
krom szkół jezuickich, uwagi; nie dość na tem, nie przypuszczano na- 
wet, aby takie zrównanie mogło kiedykolwiek nastąpić. Tą kwestyą 
wogóle nie zajmowano się wcale. Tymczasem gdy szkoła zrobiła swoje, 
społeczeństwo zaczęło przywykać do owej reformy stanowej; nie raził 
wielmożnego szaraczek obdarzony wysoką nauką i głębokiem poczuciem 
obowiązków obywatelskich. | 

Gdy Rzeczpospolita weszła w fazę rozkładu, gdy wszystko przeciw 
niej sprzysięgło się, popychając do upadku — upadać zaczęły i szkoły. 
To odrętwienie społeczeństwa, jakiemu uległo, byłoby zapanowało w zu- 
pełności, gdyby takie wielkie wydarzenia dziejowe jak Częstochowa i Wie- 
deń nie przebudzały go na chwilę. Miano wprawdzie nadzieję, złudną 
niestety, że apatya jest chwilową, że przyjdzie okres czynu; liczono na 
szkoły, że one podźwigną zwątpiałego ducha, ale i szkoły nie odpowie- 
działy na wezwanie jednostek. Społeczeństwo nie dodawało im bodźca 
do działalności i ten to właśnie okres czasu, przeszło pięćdziesięcioletni, 
stanowi smutny obraz naszej oświaty narodowej. Koniec panowania Jana 
Kazimierza, czasy Sobieskiego i Augusta II, bardzo źle wpłynęły na 
szkołę wileńską, która była prawie nieczynną. Czy Jezuici byli temu 
winni? Bynajmniej. Gdyby ówczesne ciało nauczające składało się z naj- 
wybrańszych pod względem nauki, energii i dobrej chęci profesorów, 
Akademia byłaby jeszcze uśpioną, najnieprzyjaźniejsze okoliczności skła- 
dały się na to. Wiele to razy w tym czasie straszne pożary nawiedzały 
Wilno, obracając w ruinę mury akademickie; ile to razy nieprzyjacielskie 
wojska zajmowały nieszczęśliwe miasto, rozpraszając uczących i uczących 
się na długo. Dość otworzyć historyę owych czasów, aby się przekonać, 


TE. 614 =: 


że wobec takich warunków szkoła nie mogła istnieć prawidłowo. A tego 
właśnie nie biorą w rachubę historycy naszej oświaty narodowej. Szu- 
kają przyczyn gdzieindziej. Patrzą się na Zachód, gdzie różne nauki 
i umiejętności odradzają się pod sterem znakomitych mężów, rzucając 
w społeczeństwo nowe idee dotychczas nieznane lub zapomniane; gdy 
tymczasem u nas, dzięki niezaradności Jezuitów nic się nie robi, a szkoły 
przedstawiają obraz znikczemnienia. Słuszność to pozorna tylko, bo zło 
nie leżało w szkole, ale szkoła pociągniętą została w wir wypadków 
i wydarzeń i ten ją pochłonął. Społeczeństwo mimo tego nie rzucało ka- 
mieniem obrazy na Jezuitów, przeciwnie broniło ich; widzieliśmy to 
w sporze Jezuitów z Pijarami; chociaż Jezuici nie mieli racyi, sprawę 
wygrali, bo społeczeństwo stanęło w obronie zakonu, który przez dwa 
wieki stał na czele szkoły i dobrą i złą dolę dzielił z owem społe- 
czeństwem. 

Dzieje powszechne pouczają nas, że Europa tak samo jak Polska 
pogrążyła się w reakcyi religijnej, lecz wcześniej od nas zwróciła się do 
umiejętności Ścisłych i doświadczalnych, bo warunki miejscowe, a głó- 
wnie pokój, zaczęły sprzyjać tej reformie nauk. Nic tedy dziwnego, że 
gdy myśliciele europejscy zatopieni w swych odkryciach naukowych 
rozpędzali u siebie światłem wiedzy chmury niewiadomości; u nas mrok 
straszny panuje. Szwedzi, Moskwa, Tatarzy, Kozacy, Radziejowski, Bo- 
gusław i Janusz Radziwiłłowie gasili najmniejszy objaw Światła, gdy 
ten oŚmielał się z Europy przeniknąć. Wielkie odkrycia w dziedzinie 
astronomii, fizyki i wreszcie filozofii przypadają właśnie na ów nie- 
szczęsny dla nas okres czasu. Duch powątpiewania i krytyki zapanował 
w Europie nad dogmatami; gdy u nas dogmaty podtrzymywały jeszcze 
wegetacyę naszą. Taki Kartezyusz zalecał rozciągnięcie nad wszystkiem 
kontroli rozumu: Bakon zalecał opierać teorye tylko na faktach i do- 
świadczeniu, a Locke przedstawił konieczność określenia granic zdol- 
ności ludzkich. Widzimy tedy, że szkoła wileńska nie bardzo zawiniła, 
wstrzymując się z pozyskaniem tych doktryn, które dążyły do ateizmu 
i moralności niezależnej. Szkoła nasza, nie biorąc udziału w owym ruchu 
umysłowym, nie przyswajając sobie ryczałtem ówczesnych zdobyczy nau- 
kowych; wyczekując chwil odpowiedniejszych, doczekała się wreszcie 
ośmnastego wieku. Wiek to był ogólnego przewrotu umysłowego w ca- 
łym świecie cywilizowanym. Przewrót ten nie ominął Polski, nie ominął 
1 Akademii jezuickiej. Lecz na co zwrócić uwagę należy, to na to, że 
ów przewrót, który tak reakcyjnie wpłynął na społeczeństwo, z lekka 
tylko dotknął Szkołę wileńską. I w tem widzimy niemałą zasługę Szkoły, 
że nie dała się porwać reakcyi, a przyjęła to tylko, co należało przyjąć, 
aby Szkołę zreformować stopniowo, według nowych potrzeb; nie potę- 


ZEE 615 że 


piając absolutnie przeszłości, nie przyjmując ostatnich rezultatów nauki, 
do czego Szkoła długiem zaniedbaniem nie była przygotowaną; ale 
przyjmowało to tylko, na co ówczesne jej przygotowanie umysłowe po- 
zwalało. Godziła przytem wiedzę z religią. Tym sposobem postęp w Szkole 
wileńskiej był widoczny, wybryków nie było. Najlepszą illnstracyę po- 
wyższego znajdujemy w słowach Kołłątaja, który porównywając ówczesną 
Szkołę wileńską z krakowską wynosi pierwszą i chwali ją — potępia 
drugą; a Kołłątajowi można wszystko zarzucić, tylko nie faworyzowanie 
Jezuitów 1). 

Nim Jezuici przystąpili do reformy w duchu nowych idei, posta- 
nowili je zbadać, ażeby się przekonać, czy te idee przyniosą korzyść 
społeczeństwu. Z podziwem dowiedzieli się, że Kartezyusza doktryna 
prowadzi do negacyi nieśmiertelności duszy ludzkiej i istnienia Boga; 
czyż dziwić się im, że podobnej doktryny do wykładów filozofii nie 
wprowadzili bez zastrzeżeń?! Są tacy, którzy dowodzą, że Jezuici trzy- 
mając ster wychowania w ręku, powinni byli liczyć się z potrzebami 
społeczeństwa; uwaga słuszna zapewne — lecz dla szczęścia społeczeń- 
stwa czyż potrzebny był ateizm. Zresztą społeczeństwo nie bardzo po- 
trzebowało wyczekiwać od Jezuitów podobnych wiadomości; miało już 
o nich wyobrażenie dzięki Francuzom, Włochom i Niemcom, którzy 
jako guwernerowie u magnatów polskich znajdowali zajęcie, wychowując 
młode pokolenie. Zresztą popełniłbym niesprawiedliwość, utrzymując, że 
Jezuici nic nie zrobili w kierunku reformy nauk; przeciwnie, zrobili oni 
dużo. Przedewszystkiem profesorowie filozofii, nie oddając pierwszeństwa 
żadnemu z systematów filozoficznych — czerpali ze wszystkich o tyle, 
o ile wiadomości nowe nie zaczepiały dogmatów i nie podkopywały 
etyki chrześcijańskiej. Oddawali oni sprawiediiwość i Kartezyuszowi 
(Andr. Bromirski, Naruszewicz), Bakonowi, który »uniesiony w górę 
lotnemi dowcipu swego skrzydłami, wzbija się na miejsca obfitszem ob- 
darzone Światłem, na których podziwienia celem być nie mógł, gdyż 
słabe ludzi owego czasu wzroki dojrzeć go nawet nie potrafiłyc. Ciż 
sami Jezuici wileńscy dowodzili: » Wiele światła i wydoskonalenia swego 
powinna filozofia Newtonowi, Lejbnicyuszowi i panu baronowi Wolf- 
fiuszowi« — jednem słowem przyjęli neoteryzm czyli naukę recentiorum. 
Pod tym więc względem wyprzedzili akademię krakowską która na 
żadne reformy nie zgadzała się; wyprzedzili nawet Konarskiego, z jego 
reformą wymowy. Nauki matematyczne szeroko zostały uwzględnione, 
a co za tem poszło i nauki fizyczne. 


1) Stan oświecenia w Polsce i w ostatnich latach panowania Augusta III. 
Poznań, 1841. 


— 616 — 


W chwili, gdy przewrót umysłowy dochodził w Polsce do zenitu, 
a kierunek teologiczny zaczął ustępować miejsca racyonalizimnowi, upada 
zakon Jezuitów, upada ich Akademia. Społeczeństwo przyjęło ten upa- 
dek, jak wiemy z historyi, z głębokim smutkiem. Ci, którzy korzystali 
ze spuścizny po upadłym zakonie, naturalnie byli z tego zadowolnieni, 
lecz i oni głośno się nie odzywali, aby się nie narazić ogromnej więk- 
szości, która identyfikowała upadek Jezuitów z upadkiem Polski. Wre- 
szcie znalazło się społeczeństwo w bardzo przykrym stanie: Jezuitów nie 
stało, nie było komu uczyć, bo akademii krakowskiej nie brano w ra- 
chubę, ani szkół innowierczych, które również tylko wegetowały. Z łona 
społeczeństwa wyłania się Komisya edukacyjna i odtąd inicyatywa pry- 
watna podjętą została przez państwo; od razu powstają szkoły, zrefor- 
mowane według nowych potrzeb narodu, który zaczyna uczuwać po- 
trzebę oświaty; powstaje cała literatura, jak należy te szkoły urządzać, 
ażeby korzyści przyniosły społeczeństwu; biorą za pióro i: biskupi i inni 
wielcy panowie. 

Szkoły, jak wiemy, powstały na tyle znakomite, że przewyższały 
wszystkie nieomal szkoły Średnie europejskie. Przedewszystkiem posta- 
nowiono usunąć księży ze szkoły, bo jak utrzymuje ks. Czartoryski G. Z.P.: 
»Możeż być dobrym na Świecie przewodnikiem (ksiądz), który sam, da- 
leko od Świata wychowany, nie zna się z nim i do innych wcale kształ- 
cąc się zamiarów, tą ma kierować osobą, której powołanie, bieg życia, 
potrzeby, znajomości do nabywania konieczne w takiej znajdują się ró- 
żnicy w tem wszystkiem, co się do stanu jego Ściąga«. Inny ówczesny pio- 
nier w urządzaniu szkół, młodziutki Ignacy Potocki, tak się przejął swą 
rolą, że się uważał jakoby za Świętego apostoła, opowiadającego dzikim 
ludom ewangelię. Wszyscy zaś członkowie Komisyi edukacyjnej byli 
racyonalistami francuskimi bez żadnych zastrzeżeń. Reakcya była zatem 
ogromna, burząca wszystko od fundamentów. Lecz wypędzenie księży 
ze szkoły okazało się niemożebnem, przynajmniej dotychczas, dopóki 
Świeccy nauczyciele, których brakło, nie wyrosną. Na 65 szkół ówcze- 
snych 39 należało do Jezuitów, 19 do Pijarów, 6 było bazyliańskich, 
1 komunistów; Świeckiej żadnej nie było. Kursa filozoficzne i teologiczne 
usunięto ze szkoły i zaczęto się zajmować reorganizacyą szkół głównych. 
Akademia pojezuicka, której byt był mocno zachwiany, nie może się 
dostroić do ogólnego rozwoju; brak jej śmiałości i sił. Kołłątaj wpra- 
wdzie przypuszcza, że główna przyczyna złego to rektor Poczobut, który 
jako ex-Jezuita, niechętny liberalnym reformom Komisyi edukacyjnej, 
nie wprowadził w życie wszystkiego, co mu taż Komisya zaleciła. Nam 
się to nie zdaje. Zalecono podnieść poziom wykładów zwłaszcza doświad- 
czalnych i ścisłych, usuwając teologię i filozofię, Poczobut zrobił co mógł, 


siź 617 = 


lecz wszystkiego zrobić nie był w stanie. Urządzenie szkoły lekarskiej, 
bardzo dla społeczeństwa potrzebnej, niezmiernie dużo trudów koszto- 
wało Poczobuta, a mimo tego wydziału lekarskiego, w Ścisłem znaczeniu 
tego słowa, nie urządził, Urządzenie wykładów nauk przyrodniczych nie 
mniejszą trudność przedstawiało, mimo ogromnych pieniędzy na ten cel 
poświęconych, chociaż Akademia zasobną w fundusze nie była. Również 
i to dodać należy, że wybitniejsi ludzie tej doby zapatrywania swoje na 
wychowanie młodzieży fundowali na teoryach zachodnich, do czego 
jeszcze Wilno nie było przygotowane, a zapatrywania te wyjaśniali troską 
o dobro społeczeństwa, dla którego starali się równocześnie, aby wy- 
kłady o cnotach i występkach brane były z dzieła: »Le dictionnaire 
philosophique portatif« (Kamieński); a dobry wzór edukacyi fizycznej 
1 moralnej znajdowali w dziełach Locke'a, Montaigne'a 1 Rousseau'a 
(Popławski). Cóż dziwnego, że Poczobut w ten sposób zaskoczony, nie 
mógł w jednej chwili zapanować nad przedmiotem zupełnie dla siebie 
nowym. Kołłątaja więc uwagi są w części niesprawiedliwe. Prócz tego 
i sama Komisya edukacyjna nie weszła jeszcze na drogę ubitą, szukała 
jej — wzywając do pomocy i swoich i cudzych. W czasie tej niepewno- 
Ści, rozebrali Polskę sąsiedzi. Szkoła wileńska znowu dzieliła losy nie- 
pewne jak i społeczeństwo, bez jutra, bez energii. 

Mimo tego, uczniów przybywało coraz to więcej. Wojsko nawet 
litewskie chciało z dawanych w niej nauk korzystać, gdy zachęceni 
przez zacnego podpułkownika Ruszczyca młodzi oficerowie, podoficero - 
wie nawet z pułku szóstego piechoty, w liczbie szesnastu, zaczęli od 
początku roku 1786 najpilniej i najregularniej uczęszczać do Akademii 
na lekcye stanowi wojskowemu właściwe. Chwalebny ten przykład zna- 
lazł odgłos w opinii publicznej, zawstydzając wiele młodzieży cywilnej, 
oddającej się w owym czasie rozrywkom i próżniactwu. Podobne zja- 
wisko powtórzyło się w lat kilkanaście później, już za czasów cesar- 
skiego Uniwersytetu, gdy dla ludzi służbą państwową zajętych otwo- 
rzono Akademię podczas letnich miesięcy i zarządzono wykłady publiczne 
w zakresie ich specyalności. 

Co się więc tyczy Szkoły Głównej wileńskiej i jej wpływu na roz- 
budzenie życia umysłowego we wszystkich kierunkach, możemy to tylko 
powiedzieć i za zasługę jej policzyć, że wytrwała na stanowisku i do- 
czekała się reformy, już pod rządem rosyjskim w r. 1803. Odtąd Szkoła 
wileńska jest far excellence narodową, polską. Społeczeństwo niezmier- 
nie Się nią interesuje, co bardzo naturalne, bo toż społeczeństwo czerpie 
z niej wszystko co wielkie, co dobre, zacne i narodowe. Uniwersytet 
wileński stoi na straży, aby społeczeństwo nic nie uroniło, co zdobyło 
przez tysiącoletnią cywilizacyę łacińską. Uniwersytet dba o język naro- 


— 618 — 


dowy, wskazuje, jakie wady w przeszłości ciążyły na Polakach, daje rady, 
jak ich w przyszłości należy unikać. Słowem Uniwersytet jest wymo- 
wnym zadatkiem, że społeczeństwo wychowywać się odtąd będzie nor- 
malnie, — więc się wzmocni, nic nie roniąc z tego, co w spuściźnie 
otrzymało. Rozbudzenie życia umysłowego we wszystkich kierunkach 
w pierwszem trzydziestoleciu a i później, w bieżącym wieku, to zasługa 
Uniwersytetu. Pod względem społecznym i politycznym wskazuje Uni- 
wersytet nowe drogi i zachęca do ich zbadania, a nawet do przyjęcia ich 
bez wszelkich zastrzeżeń. Stosunek ten społeczeństwa do Uniwersytetu 
ani na chwilę nie uległ zmianie; gdy więc Uniwersytetu nie stało, spo- 
łeczeństwo głęboko odczuło tę stratę niepowetowaną — przez wiele dzie- 
siątków lat rozpatrując się w spuściźnie, jaką po sobie zostawił, i sto- 
sownie do okoliczności korzysta ze wskazówek, jakie ta znakomita Szkoła 
swemu Społeczeństwu przekazała. 


ROZDZIAŁ LXXVI. 


Stosunek Uniwersytetu wileńskiego do Instytucyi zagranicznych. 
Członkowie honorowi Uniwersytetu. 


Łączenie się ludzi oświeconych w jeden wielki węzeł, w jedną 
wielką rodzinę, było obyczajem odwiecznym u wszystkich cywilizowa- 
nych narodów; węzeł ten winien się zaciskać jeszcze bardziej między 
stowarzyszeniami naukowemi, dlatego też i Uniwersytet wileński od 
pierwszych chwil swego powstania nie był instytucyą osamotnioną, prze- 
ciwnie, wielokrotnymi węzłami połączony był ze wszystkimi ówczesnymi 
uniwersytetami. W pierwszym okresie nie mogło nawet być inaczej, 
gdyż profesorowie Jezuici, stosownie do rozporządzeń swego generała 
zmieniali katedry i uniwersytety, nie zarzucając zupełnie stosunków ze 
szkołą, która ich wychowywała, lub w której nauczali. W późniejszych 
czasach, gdy szkoły wyższe po kasacie Jezuitów zostały sekularyzowane, 
stosunki się zmniejszyły, ale nie zerwały ostatecznie; wydatniejsi profe- 
sorowie powoływani są na towarzyszów do akademii i uniwersytetów, 
i w zamian powołują na towarzyszów do szkoły, którą rządzą lub nau- 
czają tylko. Tym sposobetn ciągła jest łączność między instytutami nau- 
kowymi zagranicznymi a Uniwersytetem wileńskim. Zespolenie to bardzo 
wydatnie przedstawia się za czasów cesarskiego Uniwersytetu.  Przede- 
wszystkiem organizacya samego Uniwersytetu, bogate jego uposażenie, 


=z 619 e 


zwróciły powszechną uwagę w całej Europie, w Ameryce nawet. Przez 
lat kilka o niczem nie mówiono poza granicami, jak o wileńskim Uni- 
wersytecie, gdzie profesorowie, nie mówiąc już o bogatem uposażeniu, 
pozyskali takie przywileje, emeryturę, czego nigdzie nie bywało; starano 
się więc o katedry, zawiązywano stosunki, a chociaż nie wszyscy mogli 
być powołani, stosunki raz zawiązane nie zrywały się. Prócz tego, mło- 
dzież wileńska dla udoskonalenia się w naukach, przebywała w różnych 
europejskich zakładach naukowych, gdzie zwracała na siebie uwagę 
wszechstronnem wykształceniem i wielką gorliwością podczas studyów, 
dlatego na towarzyszów do tych instytutów bywała powoływaną. Prawie 
się nie zdarzyło, aby młody uczony wileński powracał z zagranicy z pu- 
stemi rękoma; kilka dyplomów zazwyczaj przywoził. Wielu uczonych 
mężów w Europie, już to w nadziei pozyskania katedry w Wilnie, już 
też przez szacunek dla instytucyi, która w stosunkowo krótkim czasie 
zasłynęła jako znakomity zakład naukowy — nadsyłali swe prace uczone 
Uniwersytetowi. Ponieważ byli to głośni autorowie, a dzieła ich znako- 
mite miejsce zajmowały w dorobku naukowym, Uniwersytet powoływał 
ich na członków swoich honorowych. Instytuty naukowe nie pozostały 
także na uboczu, przeciwnie, niezwłocznie zawiązywały stosunki, prze- 
syłając już to programy swych lekcyi, już to rozprawy naukowe, okólniki 
wzywające na wakujące katedry, a także prowadziły korespondencye 
w przedmiotach naukowych, poddając kwestye sporne pod rozpatrzenie 
naszemu Uniwersytetowi. Prace naukowe profesorów wileńskich, szcze- 
gólniej lekarskie i filologiczne, były rozpatrywane przez uczone korpo- 
racye europejskie, i zajmowały poczesne miejsce między utworami w tej 
gałęzi wiedzy owej epoki. Nawet wówczas, gdy już Uniwersytet nie 
istniał, w spuściźnie naukowej, jaką pozostawił, rozpatrywali się uczeni 
i chętnie ją sobie przyswajali. Na potwierdzenie powyższego przytaczam 
zdanie uczonych: Aliberta, Barbiera i Bayle'a, którzy w Encyklopedyi 
umiejętności lekarskich, z powodu tłómaczenia na język francuski pracy 
Franka w r. 1839, tak się wyrażają: »Son ouvrage (de Joseph Frank) 
intitulć: Praxeos medicae universae praecepta. 1826—1832 XI. Vol. 89 
2-de ćdit., est sans contredit le meilleur traitć gćnćral de pathologie 
interne qui existe dans aucune langue. C'est une veritć rćconnue par 
tous les hommes qui sont un peu au courant de la littćrature medicale. 
Aussi une traduction de ce grand et important ouvrage ćtait — elle 
gćnćralement desirće. II est A regretter sans doute, que le discrćdit et 
lignorance de langue de Cicćron et de Celse róduisent A la nócessitć 
de changer le langage si pur, si claire, si harmonieux de Joseph Frank; 
mois cest le seul moyen de repandre et de populariser parmi nous un 
des livres les plus savants et les plus utiles qui aient ćtć publićs jusque ici«. 


— 620 — 


Prace Bojanusa dokonane w Wilnie, również szeroko po Świecie roznio- 
sły sławę Uniwersytetu wileńskiego, a monografia żółwia w zachwyt 
wprawiła takich potentatów jak Jerzy Cuvier; również prace Groddeka 
ogłaszane w prospektach nauk i oddzielnie, były komentowane przez 
najznakomitszych filologów i historyków literatury greckiej i z nadzwy- 
czajnem uznaniem zostały przyjęte, co nie mało do poczytności szkoły 
przyczyniło się poza granicami państwa. A Jędrzeja Śniadeckiego » Teorya 
jestestw organicznych«, a Jana Śniadeckiego prace matematyczne, czyż 
nie wywarły wielkiego wrażenia w Świecie naukowym?! Wiele szczegó- 
łów, naturalna rzecz, opuszczam, gdyż powyższe wymownie świadczy, 
w jakich stosunkach naukowych był Uniwersytet i jak się na niego 
patrzano w Europie. Jakie zaś instytuty były w ciągłych stosunkach 
z wileńską Wszechnicą (w ostatnim jej okresie, gdyż do poprzednich 
materyałów nie mieliśmy) i kogo ta Wszechnica za towarzyszów swoich 
przyzywała, poucza nas niżej podany spis alfabetyczny instytutów i człon- 
ków honorowych, lecz winieniem wyznać, że spis ten nie jest kompletnym. 


Adelung Fryderyk (1768 71843), dyrektor akademii umie- 
jętności w Petersburgu, znakomity lingwista i historyk. 

Akademia Leopoldino-Karolińska. 

Akademia nauk w Petersburgu. 

Akademia sztuk w Petersburgu. 

Albertrandi Jan, biskup, prezes Towarzystwa przyjaciół nauk 
w Warszawie. 

Aldini Jan, profesor fizyki w Bononii. 

Alibert J. L., lejbmedyk dworu francuskiego. 

Anastasewicz Bazyli, znany tłómacz Statutu litewskiego na 
język rosyjski i wielu prac uczonych profesorów wileńskich. Cen- 
zor »Wallenroda«, za co uwolniony od służby. 

Bandtkie Jan Wincenty, prof. prawa w Warszawie. 

Bandtkie Jerzy Samuel, prof. uniw. krakowskiego. 

Banks Józef, prezydent Towarzystwa królewskiego nauko- 
wego w Londynie. 

Baudelocque J. L., znany autor i profesor w Paryżu. 

Bazaine Piotr, jenerał rosyjski, naczelnik okręgu wodnej ko- 
munikacyi. 

Bentkowski Feliks (1781 ft 1852), profesor uniw. warszaws. 

Berzelius Jan Jakób (1779 71848), chemik w Sztokholmie. 

Besser Wilibald, znakomity botanik, profesor w Krzemieńcu. 

Biblioteka cesarska publiczna w Petersburgu. 

Biót J. B., członek instytutu francuskiego. 

Blanc Gilibert, leibmedyk dworu angielskiego. 

Bohusz Franciszek Ksawery, znany autor i filantrop. 

Boucher P. B., członek instytutu francuskiego. 

Brera Waleryan Ludwik, prof. kliniki w Padwie. 

Brzostowski Paweł hr., Dr teol., znakomity uczony i filantrop. 


— 621 — 


Bucharski Jędrzej, dyrektor poczt w Wilnie. 

Busch Jan, prof. chirurgii w Petersburgu. 

Busse Fryderyk Bogumił. 

Błudow Dymitry. 

Cammuzini, słynny profesor malarstwa w Rzymie. 

Canova Antoni (1775 ft 1822), słynny rzeźbiarz. 

Carbonier Leon, zarządzający szkołą dróg i komunikacyi. 

Cataneo, dyrektor gabinetu numizmatycznego w Medyolanie. 

Chlewiński Michał, dozorca honorowy szkół powiatu rossień- 
skiego. 

Chodkiewicz Aleksander hr., kasztelan, znany autor, chemik. 

Chodźko Jan, autor »Pana Jana ze Świsłoczy«, dozorca ho- 
norowy szkół powiatu dziśnieńskiego. 

Choiseul Gouffier Gabryel hr., radca tajny, członek instytutu 
francuskiego i petersburskiej akademii nauk. Dla Uniwersytetu 
wileńskiego wielce zasłużony. 

Chreptowicz Adam hr., członek Komisyi sądowo-edukacyjnej. 

Chreptowicz Joachim, kanclerz litewski, kurator wileński. 

Chwostow Dymitr hr. (1754 f 1835), senator, ceniony poeta 
rosyjski. 

Ciampi Sebastyan, prof. uniw. warszawskiego. 

Cieciszewski Gaspar, biskup łucki. 

Clossius Walter Fryderyk. 

Cuvier Jerzy, sekretarz stały instytutu francuskiego. 

Czacki Tadeusz. 

Czartoryski Adam Kazimierz, G. Z. P. 

Czartoryski Adam Jerzy, kurator wileński. 

Dal Negro Salvator, ksiądz, profesor fizyki w uniwersytecie 
padewskim. 

D'Ancora Kajetan, prof. literatury greckiej w Neapolu. 

De Cot Jan, Dr med. na Wołyniu, wybrany w r. 1804. 

Delambre Jan Chrzciciel Józef, astronom, sekretarz akademii 
paryskiej. 

De Candolle M. August, znakomity botanik. 

De Pary Julian. 

Dobrowski Józef, kanonik praski, slawista. 

Dupin Karol, członek instytutu francuskiego. 

Dupont de Nemours Piotr Samuel, członek instytutu franc. 

Durand J. N. S., prof. królewskiego instytutu w Paryżu. 

Eneholm Eliasz, Dr med. w Wilnie, inspektor lekarski. 

Erhard Daniel Chrystyan, prof. prawa w Lipsku. 

Esenbach v. Nees, prof. historyi naturalnej w Bonn. 

Eugeniusz, metropolita kijowski, sławianofil. 

Fabbroni Adam Jan, dyrektor muzeum historyi naturalnej 
i mennicy we Florencyi. 

Feliński Aloizy. 

Filaret, arcybiskup moskiewski, sławianofil. 

Fischer Godhelf, prezydent akademii med.-chir. w Moskwie. 

Fischer Teodor. 


— 622 — 


Frank Jan Piotr. 

Frank Józef. 

Fuss Mikołaj, dożywotni sekretarz akademii nauk w Petersb. 

Gay-Lussac Ludwik Józef (1778 T 1850), chemik. 

Gilibert E:nmanuel, prof. botaniki w Wilnie. 

Golicyn Aleksander książę, minister oświaty. 

Gregori Jerzy, Dr fil. 

Greogoire hr. Henryk, członek instytutu francuskiego, biskup 
w Blois. 

Hanka Wacław, dyrektor muzeum narodowego czeskiego. 

Hase Karol, teolog ewangelicki, historyk kościelny, dramatyk 
1 polemik. 

Hauy Rene Justus, mineralog. 

Hugo Gustaw, prof. prawa w Getyndze. 

Horn Piotr, księgarz Uniwersytetu wileńskiego, później urzęd- 
nik pocztowy, nakoniec gubernator cywilny wileński. 

Jenner Edward, wynalazca szczepienia ospy. 

Jazykow Dymitr, historyk rosyjski, filolog. 

Karamzyn Mikołaj, historyograf cesarstwa rosyjskiego. 

Karpiński Franciszek. 

Kluk Krzysztof. 

Kopitar Bartłomiej, slawista. 

Kossakowski Józef, dyrektor szkół gubernii wileńskiej. 

Kropiński Ludwik, generał w. p., wizytator szkół. 

Krusenstern Jan, admirał, podróżnik, naturalista, odbywał 
podróż naokoło ziemi. 

Kuczkowski Tomasz, głośny prezydent akademii med.-chir. 
wileńskiej. 

Langsdorf Karol Chrystyan, profesor wileński. , 

Lavoisier Jan, kanonik mohilewski, tłómacz Krasickiego na 
język francuski. 

Lernet Jan, Dr med., filantrop w Krzemieńcu. 

Linde Samuel. 

Loder Krystyan, leib-:doktor w Petersburgu. 

Mai Anioł, sławny archeolog, dyrektor biblioteki watykańskiej. 

Martynow Jan, dyrektor departamentu oświaty w Petersburgu. 

Martos Jan, rektor akademii sztuk w Petersburgu. 

Matusewicz Wincenty. 

Millin A. L., znakomity prof. archeologii, członek instytutu 
francuskiego. 

Moschati hr. Piotr, Dr med. i profesor w Medyolanie. 

Moniuszko Kazimierz, wizytator szkół. 

Mostowski Józef hr., członek Tow. warsz. przyj. nauk, znany 
wydawca. 

Murawiew Mikołaj, prezes komisyi do ułożenia ogólnych po- 
stanowień, tyczących się oświaty w Rosyi. 

Mustoxydes Andrzej, historyk wysp jońskich. 

Niemcewicz Julian. 

Nowosilcow Mikołaj. 


<żź 623 == 


Ogiński Michał hr., senator. 

Olenin Aleksy, prezydent akademii sztuk, dyrektor cesarskiej 
biblioteki. 

Osiński Aloizy. 

Ossoliński Józef Maksymilian hr. 

Pajola Franciszek, prof. chirurgii w Wenecyi. 

Penada Jakób, prof. w Padwie. 

Piatoli Ścipio, polityk, współpracownik Konstytucyi 3 maja. 

Plater Kazimierz, znany autor » Podróży króla Stanisława Au- 
gusta do Kaniowac. 

Plater Ludwik, członek głównego szkół rządu. 

Plater Michał hr., wizytator szkół gubernii białoruskich. 

Poisson Szymon Dyonizy, członek akademii paryskiej, zna- 
komity matematyk. 

Pond Jan, astronom w Królewcu. 

Portal Antoni, znany anatom, którą przez lat 60 wykładał 
w Paryżu. 

Potocki Jan, historyk i podróżnik. 

Powstański Adam, prezes cenzury wileńskiej. 

Pozzetti Pompilio ksiądz, sekretarz włoskiego Towarzystwa 
umiejętności. 

Razumowski Aleksy, minister oświaty. 

Rehman Józef, leibmedyk dworu rosyjskiego. 

Riche de Prony, główny inspektor dróg i komunikacyi we 
Francyi. 

Richter Wincenty. 

Rudomina Jan Gwalbert, członek Komisyi sądowej edukac. 

Rumiancow Mikołaj, kanclerz państwa, słowianofil. 

Sababier Rafał, członek instytutu francuskiego. 

Santi Jerzy, prof. historyi naturalnej w Pizie. 

Saunders Wilhelm, Dr med. w Londynie. 

de Savigni Fryderyk Karol, prof. prawa w Berlinie. 

Sewergin Bazyli, akademik petersburski. 

Sierakowski Sebastyan, znany miłośnik architektury i autor. 

Siestrzencewicz Stanisław Bohusz, metropolita, historyk. 

Sims Jakób. 

Sismondi Jan Karol Simonde, historyk francuski. 

Smirnow Michał, historyk. 

Śniadecki Jan, wybrany 2 listopada 1793. 

Strojnowski Waleryan hr., senator, znany ekonomista. 

Siie Piotr, prof. anatomii i fizyologii w Paryżu. 

Stecki Józef, wizytator szkół. 

Steven Krystyan, naturalista rosyjski. 

Sumarokow Aleksander, literat rosyjski. 

Szantyr Stanisław, prałat mohilewski, filantrop. 

Szerer Aleksander. 

Szkoła politechniczna paryska. 

Sprengel Kurt., agronom. 

Szwejkowski Wojciech ks., rektor uniwersytetu warszaws. 


=> 624 m 


Szymkiewicz Jakób, Dr med., filantrop. 

Szyszkow Aleksander, minister oświaty, filolog, sławianofil. 

Tarnowski Jan hr., kasztelan. 

Tenner Karol, generał rosyjski, topograf. 

Thorwaldsen Albert Bertel, znany rzeźbiarz. 

Tomaszewski Dyzma Bończa, autor »]Jagiellonidy c. 

Towarzystwo moskiewskie badaczów przyro- 
dzenia. 

Twardowski Józef, wizytator szkół mińskich.. 

Uniwersytety: boloński, charkowski, dorpacki, edyn- 
burski, filadelficki, kazański, krakowski, królewiecki, lipski, mo- 
skiewski, petersburski, pizański, warszawski. 

Uwarow Sergiusz, prezydent akademii nauk w Petersburgu. 

Visconti Ennius Quirinus, członek instytutu francuskiego, 
archeolog. 

Warnkoenig Leopold, prof. prawa. 

Weiss Chrystyan Samuel, mineralog. 

Werner Gotlieb Abraham, prof. mineralogii w Freybergu. 

Wirion Karol Józef, Dr med. 

Wyleżyński Jan Nepomucen, członek warszaw. Towarzystwa 
przyj. nauk. 

Zagórski Piotr, prof. akademii med.-chir. w Petersburgu. 

Zaleski Marcin, referendarz Królestwa polskiego. 

Zawadowski Piotr, minister oświaty. 





ROZDZIAŁ LAXVII. 


Znaczenie i stanowisko Uniwersytetu wileńskiego w dziejach oświaty 
narodowej i nauki ogólnie europejskiej. 


Ostatnie rzucając spojrzenie na dzieje Instytucyi, która bez przerwy 
trwała dwieście pięćdziesiąt cztery lata, wypada nam w najkrótszym za- 
rysie przedstawić znaczenie i stanowisko jej w dziejach oświaty naro- 
dowej i zarazem wykazać wedle możności stosunek do nauki ogólno- 
europejskiej. 

Przedewszystkiem należy zwrócić uwagę na niektóre okoliczności, 
towarzyszące narodzinomm Uniwersytetu. Powstał on w końcu XVI w, 
a zatem w epoce, kiedy humanizm, zarzucając naśladownictwo form 
poezyi klasycznej w języku łacińskim, znalazł zastosowanie w utworach 
pisanych po polsku, już to oryginalnych, już przyswojonych. Do tej 
epoki odnieść należy i naukę filologii klasycznej, która takich wydatnych 
przedstawicieli zapisała między profesorami wileńskimi. Drugim momen- 


tem była reformacya. Doszła ona naówczas w Wielkiem Księstwie Litew- 
skiem do najwyższego rozwoju: kilka zaledwie, bo dziewięć parafii po- 
zostało na Żmudzi wiernych Kościołowi, inne przeszły do reformy: i na 
Litwie lepiej nie było, a wzrastająca liczba adeptów »nowinek« z dniem 
każdym powiększała się. O ile lud na Żmudzi chętny dawał posłuch 
reformatorom, nie wiedząc nawet o tem, że reforma wzięła sobie za za- 
danie rozwinięcie krytycyzmu; na Litwie działo się przeciwnie, gdyż 
reforma stała się popularną tylko między szlachtą. Ani dogmaty, ani 
związki z Rzymem nie interesowały szlachty; pragnęła ona uwolnić się 
od dziesięcin, od jurysdykcyi kościelnejj a gdy tego dopięła, powróciła 
na łono Kościoła, nie znajdując w reformie nic więcej prócz suchego 
krytycyzmu, który jej nie zastępował codziennej modlitwy w kościele 
katolickim. Jeszcze trzecią okoliczność uwzględnić należy, mianowicie 
potrzebę i równocześnie brak szkoły; szkoły bowiem reformackie na 
Litwie były i nieliczne i w jednym tylko kierunku prowadzone, mia- 
nowicie zaprawiały one do polemiki religijnej, nie dbając zupełnie o sze- 
rzenie oświaty wśród narodu, ani o naukę w znaczeniu europejskiem, 
lecz tylko o prozelityzm. Taki był stan umysłów na Litwie, gdy posta- 
nowiono za pośrednictwem szkoły oświecić społeczeństwo, i za pośred- 
nictwem oświaty złamać reformę, która będąc kosmopolityczną, cisnęła 
ducha narodowego. Widzieliśmy, jak możnowładzcy litewscy, którym wy- 
godnie było z reformą, wrogo byli usposobieni względem założonego 
w Wilnie Uniwersytetu. Widocznie przeczuwali, że zawiązująca się Aka- 
demia będzie ową skałą, o którą rozbiją się nowiny helweckie i luter- 
skie. Przeciwnicy szkół jezuickich w ogólności, a wileńskich w szcze- 
gólności dowodzą, że Uniwersytet wileński stał się taranem, bijącym 
w swobodne szkoły reformackie, jakie w Wilnie egzystowały przed przy- 
byciem Jezuitów. Nam się zdaje, że ów taran nie bardzo miał co rozbi- 
jać, gdyż według Źródeł protestanckich, myślano — jak o tem już wspo- 
mnieliśmy wyżej — o założeniu jakiegoś wyższego zakładu naukowego, 
a tymczasem poprzestawano na dwóch szkółkach elementarnych, gdzie 
uczono czytania, pisania, śpiewu kościelnego i komentowano Biblię. 
Wniknęła reforma głębiej niż husytyzm w życie duchowe narodu, to 
prawda, lecz żeby w sprawie oświecenia narodowego coś wielkiego zro- 
biła, nie wiemy, nie czytaliśmy. To tylko nie ulega wątpliwości, że szkoły 
protestanckie odznaczały się przedewszystkiem duchem nietolerancyi i nie 
należały bynajmniej do zakładów narodowych z ducha, chociaż wykłady 
prowadzono z początku po polsku. Ten charakter szkoły przetrwał aż 
do rektorstwa Śniadeckiego, i walczył zacięcie rektor z tą szkołą, aby 
przestała niemczyć Polaków. Jużeśmy to zaznaczyli, że język polski 
w szkołach protestanckich miał posłużyć tylko jako narzędzie, ażeby 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III. 40 


— 626 — 


pociągnął lud i mieszczaństwo do reformy; kierownicy bowiem byli cu- 
dzoziemcami, lub też chociaż byli Polakami z urodzenia, lecz z przeko- 
nań kosmopolitami; nazywanie zborów kościołem narodowym było zwy- 
kłym manewrem, skierowanym do zaślepienia ogółu, aby go łatwiej po- 
ciągnąć ku sobie. Akademia krakowska, która w epoce odrodzenia sta- 
nęła na bardzo wysokim stopniu doskonałości, w epoce, gdy zakładano 
Uniwersytet w Wilnie, mało poświęcała się naukom, przeżywając starą 
sławę i nieudolnie prowadząc polemikę religijną z cisnącą się ze wszyst- 
kich stron do kraju reformą. Kolonie zaś akademickie naśladowały swą 
matkę, i takim sposobem owa wysoka cywilizacya i oświata, z której 
Polska słynęła w połowie XV i XVI wieku, ów złoty wiek przechodził 
stopniowo do historyi, słabe we wszechnicy krakowskiej okazując do- 
wody swej żywotności. Uniwersytet więc wileński był bardzo pożądanym 
pod wszystkimi względami. Niebawem dał znać o sobie jako zakład 
dobrze zorganizowany, z programem jasno nakreślonym, podobnież jak 
szkoły protestanckie zamanifestował się jako zakład narodowy, wprowa- 
dzając język polski do wykładu, co ze względu na powołanie Jezuitów 
było koniecznością, inaczej bowiem główny ich cel, misya, nie osiągnę- 
łaby pożądanych skutków. Że Jezuici umiejętnie wzięli się do rzeczy, 
że najznakomitszych Polaków nauczycieli, że najsławniejszych profeso- 
rów cudzoziemców sprowadzili do Wilna, że rozpoczęli na wielką skalę 
misyę, z najlepszym rezultatem, bo wielu już możnowładzców do Ko- 
Ścioła powróciło, że rozszerzali nieustannie oświatę wśród mas, przez za- 
prowadzenie szkół przy każdem kollegium, to wszystko są rzeczy znane 
i niepodlegające zaprzeczeniu. Jakkolwiek większość Jezuitów w począt- 
kach była cudzoziemską, lecz ci prędko oswoili się z językiem polskim 
i do tego stanęli tak wysoko pod względem wykształcenia polskiego, 
że trudno byłoby w to uwierzyć, gdybyśmy nie mieli w rękach dowo- 
dów, mianowicie dzieł pisanych przez cudzoziemców po polsku, a pod 
protektoratem Akademii wydawanych. Ważnym bardzo względem dla 
pokochania polszczyzny przez Jezuitów cudzoziemców było to, że ogni- 
skiem ruchu umysłowego był Kraków, gdzie język polski stanowczą już 
uzyskał przewagę nad łaciną; więc jeżeli nie szlachetniejsze pobudki, to 
zwykła emulacya polszczyła niemieckich i francuskich Jezuitów w Wil- 
nie. Jezuici bowiem cofać się nie mogli, gdyż ówczesne hasło prowa- 
dziło ich naprzód. 

Owa druga faza humanizmu polskiego, o czem już wzmiankowa- 
liśmy powyżej, stanowiła naśladownictwo form artystycznych greckich 
1 rzymskich w języku polskim; a głównymi przedmiotami, którymi się 
ówczesne umysły zajmowały, były kwestye religijne i polityczne. Jezuici 
wileńscy nie zajmując się polityką, żywo się zakrzątnęli około pism teo- 


= 627 — 


logicznych. Pierwszy rektor Akademii Skarga ogłasza sławne swe ka- 
zania; a jeden z profesorów, rektor również, Wujek, tłómaczy Biblię na 
język narodowy. I wszystko to dokonywa się w Wilnie. Jeżeli Jezuici 
wileńscy nie zajmowali się zaniedbanemi powszechnie zagadnieniami 
naukowemi, to rzecz naturalna, że ich za to chwalić nie można, a na 
ich obronę zdobyć się łatwo, zważywszy, że to był okres religijno-poli- 
tycznych zaprzątnień. W miarę wzrostu reakcyi katolickiej, a osłabienia 
ruchu reformacyjnego — język polski w Wilnie schodzi z przynależnego 
mu stanowiska, a łacina zajmuje pierwsze miejsce. Mimo tego sponie- 
wierania ojczystego języka, szlachta lgnie do Jezuitów, szeregi prote- 
stantów (których literatura polemiczna przeważnie po łacinie pojawia się 
z druku) rzedną; jeszcze chwila, a ci ostatni zupełnie ustąpią z placu, 
gdzie nie tak dawno bezpiecznie i wszechwładnie panowali. Nie dzi- 
wimy się im, że pełne żółci obwinienia miotali wówczas na Jezuitów, 
posądzając ich o przeróżne zbrodnie; nie dziwimy się i dzisiejszym ich 
potomkom, że owe poglądy na Jezuitów, przez ojców przekazane im — 
w całej czystości przechowują; ale dziwi nas ta jednostronność, jaką 
w sądach swoich o Jezuitach okazują wszyscy bez wyjątku. Co prote- 
stanci napisali przeciwko Jezuitom, jest Świętą prawdą; jeżeliby zaś ktoś 
ośmielił się wyrazić wątpliwość o tych sądach, natychmiast przez ogół 
będzie potępiony, jako zacofaniec, lub człowiek wątpliwej moralności. 
I to się nazywa bezstronnym, na wiarogodnych faktach opartym poglą- 
dem — Jezuici zawinili, że nie podali ręki upadającej reformie! Ciekawa 
rzecz, jakby wówczas wyglądali, gdyby takie aspiracye powstały w ich 
umysłach, a tem bardziej w czynach. Że Jezuitom nie trudno było wpły- 
nąć na społeczeństwo przez oświatę narodową, to prawda; ale i to nie 
ulega żadnej wątpliwości, że nie potrzebowali do tego używać czaro- 
dziejskich sztuk, bo szlachta zdobywszy ideał formy rządu, zajęła się 
tylko pilnowaniem, aby król nie uczynił nań zamachu, i wówczas bez 
wielkiego zachodu przeszła na łono katolicyzmu. 

Powszechne jest mniemanie, że zaprowadzenie cenzury duchownej, 
co głównie miało miejsce w Wilnie, a co nie jest Ściśle prawdziwem, 
niezmiernie przyczyniło się do skrępowania myśli ludzkiej, pozbawiło ją 
swobody działania, gdyż musiała wejść w formy z góry przepisane. Tak 
utrzymuje Lelewel, a wszyscy za nim powtarzają. Lelewel, jako biblio- 
graf, miał racyę ubolewać nad niszczeniem przez Jezuitów wybornych 
druków pod względem typograficznym; ależ tenże Lelewel również ubo- 
lewa nad tem, że chrześcijaństwo nie małą szkodę przyniosło nauce, bo 
niszcząc posążki bałwochwalcze, zniszczyło najlepsze Źródło do napisa- 


nia ciekawego studyum o mitologii słowiańskiej; nie wypada zatem, 
40* 


— 628 — 


aby chrześcijaństwo czyniło szkodę społeczeństwu polskiemu, niszcząc 
bałwochwalstwo. 

Zaprowadzenie cenzury wpłynęło potężnie na zmianę charakteru 
polemiki, która się na kazalnicę przeniosła. Uniwersytet przeto pionierów 
swobody myśli, za jakich uważali się protestanci, przycisnął; słabo się 
zrazu bronili, wreszcie przycichli. Ten okres w dziejach oświaty naro- 
dowej, historycy literatury nazywają jezuickim. Rzecz naturalna, że służy 
ta nazwa za synonim niedołęstwa, jałowości myśli, zapoznania hńauk 
i umiejętności, a przypada na wiek XVII. Czy to słuszna? Bynajmniej. 
Wykazaliśmy niejednokrotnie przyczyny, dla których Uniwersytet wileń- 
ski, jako jedyny przedstawiciel ówczesnej oświaty, bo akademii krakow- 
skiej, wegetującej tylko, ani szkół protestanckich, zaledwie znanych 
z imienia, nie bierzemy pod rozbiór — będąc instytucyą z krwi i kości 
narodową, nie przedstawił się tak Świetnie, jak w pierwszym wieku 
swego istnienia. Jednakże na potępienie ostateczne, bez możności obrony 
nawet, bynajmniej nie zasługuje. Okres ten, ów wiek XVII, mało jest 
dotychczas znanym ze swego dorobku umysłowego; nie był on wpra- 
wdzie tak Świetnym jak wiek XVI, ów wiek złoty, ale równocześnie 
winniśmy zaznaczyć, że mimo bardzo przykrych warunków politycznych, 
które najmniej sprzyjały rozwojowi nauk, pojawia się pod wpływem Uni- 
wersytetu wiele dzieł pierwszorzędnej wartości; o istnieniu innych, nie 
mniej znakomitych, dowiedzieliśmy się zaledwie za dni naszych; a ileż 
jeszcze dzieł ukrytych w rękopisach; a ileż tych rękopisów zniszczyły 
pożogi?! Przypuszczenie, że panegiryki 1 makaronizm stworzyli Jezuici 
wileńscy, jako naczelnicy Szkoły Głównej, jedynej, jaką zarządzali w Pol- 
sce — a stąd ciż historycy cały ten okres nazywają powszechnie ma- 
karoniczno panegirycznym — jest przedewszystkiem niesłuszne i krzy- 
wdzące. Wykazaliśmy wyżej, że nie same panegiryki wypełniają ten okres 
naszej oświaty i cywilizacyi; prócz tego nie ulega wątpliwości, że pa- 
negiryki są starsze w Polsce niż Jezuici. Bezstronniejsi uczeni słusznie 
dowodzą, że panegiryzm leży w naszej naturze; tak było przed wieki, 
tak jest i dzisiaj. Chcąc sobie pozyskać jakiegoś protektora, bez względu 
w jakim charakterze, paliło mu się kadzidła. Ci, dla których wszystko, 
co zrobili Jezuici, jest już złem, utrzymują, że panegiryk w XVI wieku 
był koniecznością, gdyż pochwały oddawano znakomitym, godnym po- 
chwały osobistościom; Jezuici zaś pisali panegiryki tylko dla miernot. 
Czyż to nie przekonywające? Gdyby wreszcie powyższe i prawdą było, 
to pytam się, co literatura polska wogóle straciła na tem, że kilkadzie- 
siąt panegiryków niepotrzebnie na Świat wyjrzało?! Również pogląd na 
makaronizm jako wyrób jezuicki jest albo złośliwy, albo powstał z nie- 
znajomości rzeczy. Wszakżeż Jan Kochanowski wyśmiewał makaronizm 


RB 629 === 


w Polsce wówczas, gdy o Jezuitach jeszcze się nikomu nie Śniło. Alboż 
1 dzisiaj w potocznej rozmowie nie wtrącamy tak sobie, niby od nie- 
chcenia, francuskich frazesów — mają one Świadczyć, żeśmy z wyższem 
wykształceniem. A że pod słońcem niema nic nowego, więc jak dzisiaj 
francuszczyzna, tak owego czasu łacina Świadczyła o wyższem nauko- 
wem przygotowaniu popisującego się nią. Więc cóż w tem nadzwyczaj- 
nego, że przeciętny szlachcic Ówczesny, ucząc się klasyków, zapamiętał 
kilka lub kilkadziesiąt zwrotów łacińskich, którymi rad był się popisać 
przy sposobności. Wreszcie ówczesne przyzwyczajenie używania w piśmie 
i mowie języka łacińskiego przyczyniło się niemało do pstrzenia ojczy- 
stego języka frazesami łacińskimi. 

Uniwersytet wileński dobrze rozumiał swe zadanie i pragnął je 
spełnić należycie. Nie mając tyle szkół co akademia krakowska, pragnął 
pozyskać jak największą liczbę uczniów. Widzieliśmy powyżej, że mimo 
klęsk elementarnych, jak pożogi i wojny, chociaż się na chwilę dłuższą 
lub krótszą rozpraszał, przy pierwszej możności powracał na stanowisko. 
Nie było wielkiej korzyści z takiego przerywanego nauczania, lecz za to 
chociaż mizernie, szkoła bez przerwy istniała. Światłem ówczesnej wie- 
dzy przyświecał społeczeństwu, a jeżeli to społeczeństwo nie zawsze z tego 
światła rade było korzystać, to Uniwersytetowi nie można tego za winę 
poczytać. Znając obyczaje i zwyczaje ówczesnej szlachty, zaufanej w swe 
prawa i przywileje, nie trudno zgadnąć, że ona mniej dbała o naukę, 
gdyż ta nie była dla niej środkiem do promocyi. Niepospolitych przeto 
potrzeba było zabiegów ze strony Jezuitów, aby szkoły nie pustoszały; 
byli oni najmocniej przekonani, że tylko oświatą i cywilizacyą biorą na- 
rody przewagę — a że kochali swój kraj, przeto i o wielkość jego bar- 
dzo dbali. O cel nauki najmniej społeczeństwu chodziło, bo tego celu, 
tak jak my dziś, wówczas nie pojmowano; a że z dzisiejszego punktu 
widzenia nie powinniśmy oceniać ówczesnej epoki, alboż potrzebuję do- 
wodzić?! 

Jeżeli teraz zwrócimy baczną uwagę na to, w jakim stosunku był 
Uniwersytet wileński do ówczesnej nauki wogóle, poza granicami kraju 
uprawianej, przekonywamy się, że stosunek ten w różnych czasach był 
różny. Gdy powstawał, wówczas faza odrodzenia już się ukończyła, przy- 
szedł więc do gotowego, i co mu za zasługę policzyć należy, nie uronił 
nic z tego co otrzymał; nie dość na tem, poszedł pod wielu względami 
daleko wyżej niż akademia krakowska — mam tu na myśli język grecki 
i hebrajski — a przewyższył wiele zagranicznych uniwersytetów pod 
względem prac filozoficznych (logika Śmigleckiego. W późniejszych 
za to czasach, gdy wielkie przewroty umysłowe dokonywają się w pań- 
stwach protestanckich, przedewszystkiem w Anglii i Szkocyi, nie do- 


e 030 Z 


chodzą one nawet do Polski, resp. do Wilna; jeżeli zaś pojedyncza 
jednostki są Świadome tego ruchu, to świadomość ta pozostaje bez 
dalszego wpływu. Prawdopodobnie główną przyczyną tej obojętności ze 
strony Uniwersytetu wileńskiego byli owi pionierowie ruchu naukowego, 
po większej części deiści lub za takich uznawani. Szkoła wileńska była 
katolicką, poglądy więc nowe, akatolickie, nie mogły być przedmiotem 
wykładów z katedry. Zresztą ten ruch naukowy nie ogarnął wszystkich 
protestanckich nawet uniwersytetów, gdzie względy wileńskie nie istniały; 
a zatem nie był tak popularny, jak to się nam dzisiaj wydaje. To się 
przeważnie odnosi do filozofii. Co się zaś tyczy nauk fizyczno-matema- 
tycznych, szkoła wileńska stała wówczas na jednym poziomie z zakła- 
dami protestanckimi, to jest, nie uprawiała prawie tych nauk. 

Dopiero za panowania Augusta III, gdy przewroty w Europie już 
się ukończyły i zaczęto ciągnąć z nich korzyści — reakcya rozpoczęła 
się i w Polsce. Ruch między profesorami wileńskimi, skierowany ku 
postępowi, do wyzwolenia się z średniowiecznych pętów, jak się obra- 
zowo wyrażają o filozofii scholastycznej, stawał się z dniem każdym wy- 
raźniejszytn. Zaczęto reformę od nauk matematycznych i filozofii. Do tej 
ostatniej napływają już idee Locke'a, Descarte'a, Leibniz'a, których osta- 
tnim wyrazem jest dzieło profesora filozofii księdza Dobszewicza. Nauki 
matematyczne również pozyskują sobie w Wilnie znakomitych profeso- 
rów, nie mniej jak i znakomitych uczniów; a podręcznikiem przy wy- 
kładach są dzieła Wolfa. Jeżeli więc Uniwersytet wileński nie stworzył 
nic od siebie, coby mógł narzucić uczonej Europie, to stale dążył tą 
drogą, po której ta Europa przed kilkudziesięciu laty dążyła. Nastąpiła 
kasata Jezuitów wówczas, gdy ci z kilkudziesięcioletniej drzemki porwali 
się z ogromną energią do pracy, aby czas stracony powetować. Nim 'się 
rozstaniemy na zawsze, jak przypuszczam z Jezuitami, pozostaje nam do- 
powiedzieć kilka słów o owej reformie Konarskiego i wpływie tej reformy 
na wykłady nauk w Wilnie. Przedewszystkiem zaznaczyć wypada, że 
Pijarzy do czasu reformy Konarskiego podobnie wykładali nauki jak 
i Jezuici, słowem niczem się nie odznaczyli na tem polu. Reforma przeto 
Konarskiego nie była wynikiem jakiegoś rozwoju wiekowego, ciągną- 
cego się nieprzerwanie, lecz polegała ona na przyjęciu gotowych już 
pojęć i ideałów, które powstały w Anglii, a spopularyzowane zostały 
przez Francuzów. Więc bez zgłębienia istoty rzeczy, przyswajali Pijarzy 
hasła tylko i polor zewnętrzny; nie zdążyły one przeto przeniknąć do 
gruntu, gdyż żadnych przygotowawczych studyów nie czyniono, a od razu 
przyjęto ostatnie wyniki. Że taki nabytek przechodził siły narodu — 
zatem o gruntowności nie mogło być mowy. Gdybyż jeszcze ludzie cy- 
wilni byli pionierami owych haseł i idei, bieda byłaby mniejsza; lecz 


ks 631 ER 


stanowisko kapłańskie Pijarów powodowało, że owe wieści podawano 
narodowi nieśmiało, słusznie obawiając się, że Środki radykalne mogą 
łatwo zrazić. Dążności te duchowieństwa odnośnie religii, filozofii i po- 
lityki wykazał szczegółowo Władysław Smoleński w dziele swojem: 
„Przewrót umysłowy w Polsce w XVIII wiekuc. 

Przewrót ten bardzo nieśmiałem echem odbił się w Wilnie. Po 
reorganizacyi Akademii jezuickiej, zapanował stan — że się tak wyra- 
zimy — chwiejności. Nikt nie był pewnym jutra, najmniej profesorowie. 
Czas na wprowadzenie reform nie nadszedł ostatecznie, chociaż sekula- 
ryzacya szkoły bardzo je ułatwiała. Dlatego w okresie działalności Ko- 
misyi edukacyjnej nie umiemy wykazać, aby Uniwersytet wileński w dzie- 
jach oświaty narodowej czemkolwiek się odznaczył. Nawet podręcznika 
żadnego nie napisał i wogóle żadne dzieło, któreby mogło zaimponować 
nie już w Europie, ale w kraju wywołałać jakieś zainteresowanie, nie 
pojawiło się z druku. Dziwnie ubogim był ten okres pod względem 
naukowym i literackim. 

Aby chociaż w części uratować dobre imię szkoły, zaznaczam, że 
położyła ona zasługi dla oświaty w Polsce samem swojem istnieniem, 
przygotowywaniem młodzieży do słuchania nauk według nowych pojęć, 
skrojonych na modłę europejską, może mniej odpowiednią dla narodu, 
ale będącą ostatnim wyrazem ówczesnych przekonań naukowych. Szło 
w danej chwili o to tylko, aby starożytną budowę zewnątrz oczyszczoną 
oprzeć na dobrych fundamentach i tym sposobem instytucyę Batorego 
podtrzymać. To się zupełnie udało księciu Adamowi Czartoryskiemu 
i rektorowi Strojnowskiemu, gdyż przy czynnem ich współdziałaniu po- 
wstał akt potwierdzenia Uniwersytetu w r. 1803, dzięki któremu i przy- 
wileje i dostateczne fundusze zapewnione tej szkole zostały. 

Ówczesne społeczeństwo mało się zajmowało nauką. Jakkolwiek 
książki filozoficzne francuskie szeroko były rozpowszechnione w kraju, 
dzięki kobietom, które przeważnie je czytywały — ogół na tem nie zy- 
skiwał, tak samo jak i owe kobiety. Że czytywały one rzeczy nowe, ale 
nie rozumiały zasadniczej ich treści, to więcej jak pewna; nie były od- 
powiednio do tego przygotowane. Moda wzięła swoje i na pozorach się 
skończyło. Wszakże i za naszych czasów młodziutkie dzieweczki recyto- 
wały całe zdania, aforyzmy Schopenhauera, Biichnera, Comte'a, nie mając 
żadnego przygotowania, ani tem bardziej nie czując potrzeby przyswa- 
jania sobie zdań nowoczesnych myślicieli, bo ich nie rozumiały. Tak 
było w końcu XVIII i w pierwszych latach bieżącego wieku. Z ówcze- 
snych postępowych gazet dowiadujemy się, że potrzeby nauki, prócz 
kilku krzykaczy, a bardzo niewielu uczonych, nie odczuwano; wszakże 
sławna biblioteka Załuskich, która stała się narodową, publiczną, bywała 


a= 632 = 


pusta, nikt w niej nie pracował; zadawalniano się literaturą buduarową, 
do której zaliczono dzieła Woltera, Rasyna, Raynala, Kartezyusza, 
Locke'a, Russa, Hume, Hobbes'a, Bayle'a, Montesquieu' a, Marmon- 
tela i innych. Jużeśmy powyżej wyjaśnili kłopoty Komisyi eduka- 
cyjnej z wydaniem podręczników szkolnych: dzięki temu, że do rady 
wchodzili ludzie więcej po wolterowsku wychowani niż sam Wolter, całą 
dotychczasową oświatę postanowili usunąć, a na nowo po europejsku 
przygotowany grunt posiać nowe ziarna wiedzy, któraby niczem prze- 
szłości nie przypominała. Stąd wynik był ujemny, bo zanadto radykalnie 
wzięto się do rzeczy, a odpowiednich popularyzatorów wiedzy nie miano. 

Gdy ten suchy racyonalizm dokuczył już »oświeconej« Europie — 
u nas, zestarzałe hasła cieszyły się uznaniem. Przyzwyczajono się do 
nich, pomimo że z owych haseł, jak zapewnia Taine, pozostały same 
męty, piana i błoto. W tym czasie Polskę rozdzielili sąsiedzi. Przodownicy 
w narodzie nie chcąc usuwać się od zagranicznych wpływów, do któ- 
rych przywykli; a z drugiej strony pragnąć po stracie ojczyzny ocalić 
narodowość i język — rzucili się w wir nowych pojęć, które się wyra- 
ziły pod postacią mistycyzmu, i w tym ostatnim wypadku kopiowali 
zagranicę. Wielu utrzymywało, że główną przyczyną naszych nieszczęść 
była oświata minionego wieku, oparta na rozumie tylko, bez wpływu 
Kościoła; powtóre, że dążenie do oświaty owej, nie miało w sobie nic 
narodowego, polskiego — przeto zalecono powrót do praktyk religijnych, 
do zachowania polskości wszędzie gdzie można, w domu, w szkole, 
w kościele. Powstała więc reakcya religijna, społeczna i polityczna. Że 
zaś powrót do Kościoła odbył się bez wielkich wstrząśnień, bo najzago- 
rzalsi libertyni, jak postępowców nazywano, nie tylko w rzeczywistości 
nie byli ateuszami, za jakich pragnęli uchodzić, bo wierzyli po cichu 
w upiory i prognostyki przez Kościół potępione; przeto pozostawała 
szkoła, którą pragnęli mieć polską, narodową. 

Wówczas to właśnie gorące ich życzenia spełnił cesarz Aleksander 
potwierdzając Uniwersytet w Wilnie z ogromnymi przywilejami; ten 
właśnie Uniwersytet miał być ogniskiem narodowości polskiej. To nam 
tłómaczy, dlaczego społeczeństwo polskie na Uniwersytet wileński pa- 
trzało jako na »Arkę przymierza między dawnemi i młodszemi latys, 
w której postanowiło złożyć »swych myśli przędzę i swych uczuć kwiatye; 
lecz nie tak to łatwo było z początku, bo społeczeństwo żądało od Uni- 
wersytetu jak na początek za dużo, a rade było nie pozbywać się swoich 
nawyknień, które nieomal stawały się już drugą naturą. Jakie zadanie 
brał na się Uniwersytet, zrozumiemy, rozpatrzywszy się, jakiem było owo 
społeczeństwo, a jakiem się stało później, pod wpływem już Uniwersytetu. 
Społeczeństwo więc składało się z profesorów Uniwersytetu, ludzi Świa- 


tłych i uczonych, niezależnych stanowiskiem, o silnie ugruntowanych 
przekonaniach; z klasy bogatszej, niedobitków » wieku oświeconego«, gdzie 
mimo powyżej zakreślonego przez nich programu, panowała francuzo- 
mania i tytułomania i wreszcie staroszlachecka sfera ze wszystkiemi jej 
patryarchalnemi cnotami i ułomnościami: życiem nad stan, grą w karty, 
pijaństwem, próżniactwem i nieoględnością, co wszystko to razem wzięte 
wiodło do upadku. Fortuny większe i mniejsze niknęły, mnożyły się 
eksdywizye — stąd wyradzało się pieniactwo. Dla uzupełnienia i tak 
już nieponętnego obrazu, dodamy jeszcze niewolę chłopów. Więc o ile 
ludzie oświeceni cieszyli się z Uniwersytetu, który miał zbliżone do nich 
przekonania; o tyle wyrodził się antagonizm między Uniwersytetem 
a tą staroszlachecką sferą. Nie podobała się tej ostatniej krytyka prze- 
starzałych pojęć, przywar i nałogów szlacheckich, która z początku była 
poufną, gdyż książe kurator starał się i nie napróżno o wciągnięcie oby- 
watelstwa do podtrzymania działalności Uniwersytetu; później skrystali- 
zowała się ona w »Wiadomościach brukowych«. Antagonizm ten był 
więcej dla formy tylko, naturalnie w późniejszych czasach, albowiem 
w miarę tego jak przybywało coraz więcej sił wykarmionych zdrową 
nauką; jak coraz szerszą wkoło siebie wytwarzał Uniwersytet inteli- 
gencyę — wówczas cywilizacya i oświata zaczęły zaglądać do najgłuch- 
szych zakątków. Trzeba jeszcze dodać, że Uniwersytet znalazł ogromną 
podporę w cywilizacyjnej swej misyi w młodzieży. Młodzież ta dzieliła 
się na dwie klasy: ubogą i dostatnią. Pierwsza pochodziła z owej staro- 
szlacheckiej sfery, ale uczyła się pilnie i iniała wielkie aspiracye do od- 
rodzenia całego społeczeństwa pod względem moralnym i przez krzewienie 
miłości kraju i braterstwa, a szerzenie oświaty; młodzież dostatniejsza, 
w większości wypadków wiodła życie próżniacze, spędzając czas w cu- 
kierniach, przy bilardzie lub zielonych stolikach 1 gorszących nawet 
wybryków dopuszczała się, chociaż te miały niekiedy barwę patryotyczną, 
jak o tem w wielu miejscach swej korespondencyi wspomina Lelewel. 
Otóż pierwszem zadaniem młodzieży uboższej było przerobienie owej mło- 
dzieży hulaszczej w duchu swych przekonań. To się jej udało prawie 
zupełnie, dlatego Uniwersytet w dużej części zawdzięcza Filomatom, że 
zadanie swe prędzej postawił na drodze dążącej do normalnego odro- 
dzenia społeczeństwa, bo wpływ jego coraz to bardziej i coraz to głębiej 
przenikał wszystkie warstwy społeczne. 

Jak za czasów jezuickich najlepszą szkołą główną była Akademia 
w Wilnie; tak również cesarski Uniwersytet był nie tylko lepszym od 
krakowskiego i warszawskiego, ale i od innych uniwersytetów rosyjskich; 
a niewielu tylko ustępował z uniwersytetów zagranicznych mających od 
wieków ustaloną opinię pierwszorzędnych zakładów edukacyjnych. Nie- 


m 634 Sa: 


mniej Uniwersytet wileński był instytucyą narodową, polską, chociaż 
w pierwszych latach wielu cudzoziemców między profesorami liczył. Ta 
cecha Uniwersytetu jest mu dziś poczytywaną za występek, przez nie- 
których pisarzy rosyjskich, co jest najlepszym dowodem, że przodownicy 
w Uniwersytecie dokładnie pojęli swe zadanie, wprowadzili w czyn 
1 utrwalili. Ażeby taka poważna instytucya zaciężyła przeważnie a do- 
datnio w dziejach oświaty narodowej i ogólno-europejskiej, musiała ona 
od fundamentów rozpoczynać czynności swoje. Europa poszła naprzód, 
Polska, niegdyś przodowniczka, skutkiem klęsk narodowych cofała się 
wstecz. Walka nierówna, gdy Europa owoce już zbierała, Polska zaledwie 
przystępowała do uprawy gruntu na posiew. Mimo tego, przy usilnej 
pracy wszystkich, przy szczerej chęci i wielkiej gorliwości podsycanej 
patryotyzmem, rezultaty okazały się nadzwyczaj Świetne, przeszły naj- 
śmielsze oczekiwania. Rezultaty te pozwalają wnioskować, że Uniwersytet 
wileński, gdyby trwał do dziś dnia, byłby pierwszorzędnym zakładem 
naukowym w świecie. 

Pozwalamy sobie w kilku słowach sąd ten umotywować. Widzie- 
liśmy wyżej, że organizacya cesarskiego Uniwersytetu była opartą na 
ustawie Komisyi edukacyjnej polskiej; więc miała nawet zewnętrznie 
wszystkie cechy instytucyi narodowej; był to zakład edukacyjny, który 
spełniając swój program — stawał na jednym poziomie z najlepszymi 
uniwersytetami zagranicznymi, staro-niemieckimi, jak się Nowosilcow 
wyraża. Rektor Strojnowski ogłosił konkurs na katedry znacznie powię- 
kszone. Na odezwę Polacy milczeli, zgłosili się cudzoziemcy, ludzie po 
większej części znani w Świecie naukowym, profesorowie uniwersytetów, 
które porzucili zachęceni lepszem uposażeniem, emeryturą i znaczeniem 
w społeczeństwie, dzięki specyalnym przywilejom — i przybyli do Wilna. 
Jakkolwiek Strojnowski nie pisał w swych odezwach, że tylko cudzo- 
ziemców przyjmować będzie, gromy na niego rzucali Polacy, że otwiera 
drogę obcym do zakładu narodowego, który dzięki nieopatrznym rozpo- 
rządzeniom może cechę swoją utracić. Strojnowski bronił się, dowodząc, 
że profesorów Polaków trzeba dopiero stworzyć, i w myśl tego najlep- 
szych uczniów a przyszłych wileńskich profesorów dla uzupełnienia nauk 
wysłał zagranicę. Ten przykład znalazł naśladowców w późniejszych 
rektorach, nie wyłączając Pelikana. Liczba wysyłanych za granicę rok 
rocznie powiększała się; nowe katedry zajmowali Polacy, a stare, przez 
cudzoziemców zajmowane, w razie wakansu również przez wychowańców 
wileńskich były zajęte. Liczba uczniów rok rocznie się powiększała — 
z nich wychodzili profesorowie dla gimnazyów i szkół powiatowych. 
Byli to tak wyborni nauczyciele, że w razie potrzeby mogliby z wielką 
korzyścią dla nauki zajmować i uniwersyteckie katedry. Wychowańcy 


wileńscy zajmowali wiele katedr uniwersyteckich w cesarstwie. Niektórzy 
stali się głośni nie tylko w Europie ale i w Ameryce. Cechy swej jako 
zakładu narodowego nie zatracił Uniwersytet wileński do końca swego 
istnienia. Cały ruch naukowy koncentrował się w Uniwersytecie. Był on 
ogniskiem oświaty krajowej, a jako najwyższy zakład mający pod swoją 
bezpośrednią opieką wszystkie zakłady naukowe niższe i średnie w gu- 
berniach polskich do Rosyi przyłączonych, przeto pilne dawał baczenie, 
żeby wychowanie i wykształcenie młodzieży płci obojga dokonywało się 
Ściśle wedle zasad ułożonych niegdyś przez Komisyę edukacyjną, zmody- 
fikowanych stosownie do nowych wymagań. Łączność Uniwersytetu 
z narodem była Ścisłą. Obywatele ziemscy kontrolowali czynności szkół 
w swoim powiecie. Dzięki temu cywilizacya i oświata zajmowała coraz 
to szersze horyzonty od pałacu do chaty wiejskiej. Francuszczyzna, która 
sama jedna była do niedawna patentem na oświatę i cywilizacyę, a która 
usuwała to wszystko, co miało cechy narodowe, polskie, straciła kredyt 
do tego stopnia, że książka polska, polska piosenka, nie tylko nie cecho- 
wała barbarzyństwa, ale... oznaczała dobry ton. Wielka to zasługa Uni- 
wersytetu wileńskiego. Z tego względu mają racyę dzisiejsi publicyści 
rosyjscy, utrzymujący, że Uniwersytet był rozsadnikiem polskości na 
Litwie, Białej Rusi, Wołyniu, Podolu i Ukrainie; nie mają zaś racyi 
utrzymywać, że Uniwersytet odwieczne rosyjskie krainy jak Litwę, Żmudź 
i t. p. gwałtownie polonizował. Gwałtu nie było, gdyż najmniejszy fakt 
przez tych panów z pewnością byłby zanotowany, a oni milczą; co się 
tyczy polonizowania, to wyrażenie to nie jest Ścisłe. Polonizować Pola- 
ków byłoby rzeczą śmieszną albo smutną, gdyby ci Polacy byli zmuszeni 
polonizować się. Tylko Polacy pobierali nauki średnie i wyższe pod 
opieką Uniwersytetu; kilku lub kilkunastu rocznie nie-Polaków nie można 
brać w rachubę. Dlatego zasługa Uniwersytetu jako zakładu narodowego, 
jako ogniska oświaty i cywilizacyi narodowej, polega na tem, że Polakom 
nie pozwolił zapominać, że są Polakami, że przekonywał ich o niedosta- 
teczności zagranicznej tylko cywilizacyi, że na wszystkiem wyciskał silne 
piętno narodowości polskiej. Nikomu przed ośmdziesięciu laty nie przy- 
chodziło do głowy nawet, a mamy tu na myśli uczonych historyków 
i polityków rosyjskich, że Litwa i Żmudź to kraje od wieków rosyjskie, 
znajdujące się tylko w czasowej niewoli u Polaków — jak to dziś quasi 
uczeni Rosyanie utrzymują; dlatego 1 wychowanie polskie »w polskich 
guberniach« zabranych przez Rosyę, jak urzędowo nazywały się te pro- 
wincye rzeczypospolitej,j było naturalnem, organicznie zdrowem, przez 
cesarza Aleksandra aprobowanem. 

Uniwersytet wileński wypełniając rolę zakładu narodowego, spełniał 
swą misyę tylko w połowie; będąc bowiem zgromadzeniem naukowem, 


zawierał zarazem stosunki ze Światem naukowym, i ta podwójna rola 
stanowiła całkowitą jego działalność. Jeszcze za czasów Szkoły Głównej 
litewskiej, dzięki Poczobutowi i niektórym innym profesorom, zaczęły 
zadzierzgać się węzły między litewską Alma Mater a akademiami i insty- 
tucyami zagranicznemi; za czasów cesarskiego Uniwersytetu stosunek ten 
łączności stał się więcej rozwiniętym, powszechniejszym. W poprzednim 
rozdziale widzieliśmy, że nie było instytutu naukowego w Europie, nie 
było wydatnego uczonego, nie połączonego więcej lub mniej Ścisłymi 
węzłami z Wilnem. Wobec tego łatwo zrozumieć, że Uniwersytet wileński 
w krótkim stosunkowo czasie pozyskał wydatne miejsce między najzna- 
komitszymi zakładami naukowymi w Świecie. 

Społeczeństwo polskie otaczało go czcią. Nie dziwimy się przeto, 
że te napaści, jakim podlegał rektor Strojnowski, że się otaczal cudzo- 
ziemcami, były rezultatem obawy, aby instytut narodowy, jakiego pra- 
gnęli, nie przetworzył się w instytut kosmopolityczny. Napaści były 
dotkliwe, a jak przyszłość pokazała nieuzasadnione. Cześć ta nie była 
pozorną ale rzeczywistą; nic dziwnego — Uniwersytet był w ciągłem 
zetknięciu ze społeczeństwem nie tylko z dojrzewającem w murach Uni- 
wersytetu, ale i z tym jego odłaimem, który działał na arenie życia. Przy- 
pomnijmy sobie przemówienia rektorów do młodzieży opuszczającej Uni- 
wersytet, lub Malewskiego do matek polskich, jak powinny prowadzić od 
kolebki swe dzieci, aby je odpowiednio do potrzeb społeczeństwa mogła 
później szkoła wychować. Z tego wielkiego zbiornika wiedzy popłynęły 
strumienie w różnych kierunkach, już to jako zgromadzenie się lekarzy 
w towarzystwo, zadaniem którego najbliższem była nauka i dobroczyn- 
ność. Ta ostatnia dzięki Uniwersytetowi zapoczątkowana, prędko oddzie- 
liła się od Towarzystwa lekarskiego, przetwarzając się w samodzielną 
instytucyę. Że zaś ta nie mogła objąć pod swój zarząd wszystkich po- 
trzeb, przeto z łona tegoż Uniwersytetu powstaje Towarzystwo wspiera- 
nia niedostatnich uczniów uniwersyteckich, którymi wkrótce całe społe- 
czeństwo opiekować się zaczęło. Zdobywanie wiedzy poza murami uni- 
wersyteckimi stanowiło trudność niemałą, dla braku książek i wysokiej 
ich ceny; okazała się tedy potrzeba utworzenia jeszcze jednego stowa- 
rzyszenia, którego najbliższem zadaniem było drukowanie bardzo tanio 
dobrych książek, aby tą drogą działać na masy. Towarzystwo to nosiło 
nazwę typograficznego (patrz wyżej). 

Pismami peryodycznemi bezpośrednio lub pośrednio wpływał Uni- 
wersytet na społeczeństwo, komunikując mu rzeczy już to z dziedziny 
wiedzy, już też w satyrycznych artykułach wskazując wady, dawał spo- 
soby ich usunięcia. Spójnia ta duchowa między społeczeństwem a Uni- 
wersytetem naruszoną została chwilowo przez proces wytoczony Filaretom, 


przyszłym filarom nowo zorganizowanego społeczeństwa. Proces ten 
fatalnie zaciężył w swych skutkach, gdyż najwyborowszą młodzież usunął 
z kraju, najżywotniejsze siły skazując na bezczynność. Co się tyczy zna- 
czenia Uniwersytetu wileńskiego w dziejach nauki ogólno europejskiej, 
to możemy streszczając niejednokrotnie zaznaczone powyżej myśli i uwagi 
nasze, powiedzieć, — że co do uprawy nauk teologicznych Uniwersytet 
wileński był znanym powszechnie za granicą w pierwszym okresie, 
a z pismami profesorów i uczniów wileńskich liczyli się ówcześni teolo- 
gowie, przyjmując te prace za dzieła elementarne i w większości za pod- 
ręczniki przy wykładzie; w późniejszych okresach zmienia się ten sto- 
sunek; profesorowie wileńscy nie tylko nie dają nic Europie, lecz od niej 
zapożyczają się w podręczniki szkolne i dzieła naukowe teologiczne. 
Nauki teologiczne oświacie narodowej, dzięki swemu charakterowi, mało 
przyniosły korzyści. Jedna zaledwie teologia pastoralna była ułożoną 
1 wykładaną z uwzględnieniem potrzeb i tradycyi narodowych polskich. 

Nauki przyrodnicze nie miały znakomitych przedstawicieli, dlatego 
w ogólno europejskiej wiedzy słabo się zaznaczyły. Niektórzy zaś ucznio- 
wie, którzy zasłynęli poza granicami Wilna ze swej nauki, — zdobyli 
ją nie w ojczystym Uniwersytecie, ale poza granicami kraju. Między 
matematykami było wielu bez wątpienia znakomitych, lecz prócz Jana 
Śniadeckiego, którego dzieła przetłómaczono na języki europejskie i Adama 
Kochańskiego, chwilowo wykładającego matematykę w Wilnie, ogólno 
europejska nauka wielkiego zysku nie miała. Niektóre prace Poczobuta 
z dziedziny astronomii miały znaczenie i uznanie w Europie. Nauki lekarskie, 
najmłodsze z wykładanych w Wilnie, stanęły najwyżej i głośną w Europie 
pozyskały sławę. Fizyologia Jędrzeja Śniadeckiego była tłómaczoną i ko- 
mentowaną; prace Franka tłómaczono również na język francuski jako 
dzieła pierwszorzędnej wartości i podręczniki szkolne najlepsze; tu również 
o pracach Bojanusa wspomnieć należy. Jędrzej Śniadecki pisywał tylko po 
polsku, chociaż zgadzał się z Poczobutem, że dla dzieł naukowych powi- 
nien być język powszechny. Ze względu na samego Śniadeckiego musimy 
mu przyznać racyę. Gdyby prace Śniadeckiego były ogłoszone po łacinie, 
byłyby, a przynajmniej powinny były być znanemi uczonym europejskim; 
że zaś pisywał tylko po polsku, nikt nie wiedział o ten w Europie, że 
pierwszy Śniadecki działanie kalomelu jako dźurełicum opisał i w pra- 
ktyce stosował. Tymczasem Zachariin, dowiedziawszy się o tem prawdo- 
podobnie od swego profesora a ucznia Śniadeckiego, powyższe spostrze- 
żenie za swoje przyznał, a uczniowie jego poszli jeszcze dalej, bo szkołę 
moskiewską lekarską, dzięki owemu kalomelowi, pragną nazwać szkołą 
Zachariina. Nikt nie zaprotestował przeciwko tej uzurpacyi, bo niewielu 
o tem wiedziało. Filologia klasyczna i archeologia wykładane były według 


nowych zasad w ostatnim dopiero okresie. Mimo tego w ogólno europej- 
skiej nauce poczesne zajmują miejsce, dzięki znakomitemu Groddekowi 
i niemniej znakomitym uczniom wileńskim. Ktokolwiek pisać będzie o filo- 
logii klasycznej w Europie, ten nie może pominąć szkoły wileńskiej. 
Historya w Wilnie duże korzyści przyniosła już to dla oświaty narodo- 
wej, już dla nauki wogóle. Lelewel umiejętnie ułożonemi lekcyami pu- 
blicznemi elektryzował współczesnych, zachęcając do studyów nad prze- 
szłością, na którą nowe, w duchu czasu rzucał poglądy. Prace jego 
w znacznej części przełożone na języki cudzoziemskie, jak z jednej strony 
zaznajamiały uczonych z przeszłością dziejową Polski; tak z drugiej 
strony wskazywały nowe kierunki, nie przez wszystkich naówczas przy- 
jęte, chociaż za dobre uznawane. — Prace historyczne Wojciecha Koja- 
łowicza S. J. krytyka historyczna uznała za najlepsze, jakie się w XVII 
wieku pojawiły. Prawo zaniedbywane przez Jezuitów, za czasów Komisyi 
edukacyjnej niedołężnie wykładane — dopiero w ostatnim okresie stanęło 
na tym stopniu, na jakim być powinno w szkole pod wszystkimi wzglę- 
dami znakomitej. Do interpretacyi prawa polskiego przybyło dużo prac 
dobrych, które pozyskały sobie uznanie poza granicami kraju. Do naj- 
znakomitszych prawników tej doby liczy się Daniłowicz. Filozofia należy 
do rzędu tych nauk, które zawsze stały w Wilnie na wysokości zadania. 
W pierwszym okresie, ponieważ powszechną w Europie była filozofia 
scholastyczna — przeto i w Wilnie wykładaną była; a profesorowie 
wileńscy zasłynęli z prac oryginalnych, jak Śmiglecki i Tylkowski. Gdy 
w Europie powstały nowe teorye filozoficzne, które usuwały scholastykę 
jako już przestarzałą, teorye te nieśmiało wprawdzie, lecz przenikają i do 
Wilna i bardzo oględnie są przyjmowane przez profesorów, a dopiero 
przez Dobszewicza są drukiem ogłoszone w roku 1761. Po kasacie 
Jezuitów usunięto filozofię z wykładów uniwersyteckich 1 dopiero 
w ostatnim okresie utworzono katedrę w Wilnie. Ówcześni profesorowie 
szli w duchu czasu, uprawiali filozofię przeważnie Kanta i jego uczniów; 
lecz ten kierunek nie podobał się wszystkim, ponieważ wielu profesorów 
wileńskich było zwolennikami filozofii szkockiej lub francuskiej. Pogo- 
dził ich wszystkich profesor Gołuchowski, wprowadzając do wykładów 
poglądy filozoficzne Schellinga. Nie był więc sensualistą jak Śniadecki, 
kancistą jak Abicht, fichtistą i heglistą jak Dowgird, ale zajął się Schel- 
lingiem, uważając go za obrońcę wolności umysłowej i filozoficznej. 
Oprócz dzieł Abichta i Gołuchowskiego w ostatnim okresie istnienia 
Uniwersytetu napisanych, które znalazły uznanie w Europie, o innych 
pracach nie wiemy. Zaznaczyliśmy powyżej, że literatura polska w epoce 
Zygmuntowskiej w owym złotym wieku wykwitu humanizmu, nie była 
literaturą narodową, bo przeważnie hołdowała wzorom starożytnym. Nie 


było w niej nic oryginalnego, polskiego, gdyż moglibyśmy tylko przy- 
toczyć bardzo nieliczne wyjątki. W późniejszym czasie, w okresie pierw- 
szym Akademii wileńskiej, literatura jest bardzo bogatą w piśmiennictwo, 
lecz niezmiernie ubogą pod względem literatury rodzimej. Nie lepiej 
było w wieku »oświeconym«, za czasów Stanisława Augusta. Jeżeli 
w epoce Zygmuntowskiej naśladowaliśmy klasyków, to w epoce Stanisława 
Augusta przyswajaliśmy sobie naśladowców klasyków. Pisarze Ówcześni 
uwikłani w pojęcia francuskie i po większej części wychowani po fran- 
cusku, rzucili się tłumnie do naśladowania francuzczyzny, nie wiedząc 
nawet o tem, że w sąsiedztwie o miedzę istnieje już Świetna literatura 
niemiecka, która przebiegała Śmiało i samodzielnie wszystkie zagadki 
życia ludzkiego i wszechświata i stworzyła cały szereg utworów pełnych 
mocy, świeżości i oryginalności. Gdy Polska rozebraną została, zapano- 
wała zupełna prawie bezczynność umysłowa, a literatura, jak już mówi- 
liśmy o tem, była zabawką salonową. Literaci jak i czytelnicy łudzili się 
czczą formą. Po roku 1815 zaczęły się rozszerzać nowe wyobrażenia, 
i zaszczepiać nowy smak w literaturze przez młodzież wileńską. Dla tych 
reformatorów literatury polskiej nie wystarcza już jeden wzór pseudo- 
klasycyzmu — zaczęto brać pod rozwagę prace innych; a przez poró- 
wnanie obcych zaczęto poznawać i siebie. Przez dwa przeszło wieki błą- 
kaliśmy się w kole obcych pojęć i wyobrażeń, skutkiem tego nasza lite- 
ratura była oderwaną od swojej przeszłości, od swej przyrody, od ży- 
wiołów swojskich i rodzimych; — odtąd zwraca się ona do źródeł właś- 
ciwych i samodzielnym ożywiona duchem, rozwija się i zakwita. Nowe 
zasady płyną prosto z życia, z ducha narodowego; więc krzewią się 
i przyjmują się łatwo w poczuciu powszechnem. Powstaje Mickiewicz 
1 towarzysze jego. Już na oślep nie błądzi literatura, bo spoczęła na 
swojskini gruncie. W tej literaturze skupia się i zamyka całkowity żywot 
narodu... 


KONIEC. 











SPIS ALFABETYCZNY OSÓB I RZECZY. 


—— EMME. 


Cyfra rzymska oznacza tom, arabska stronicę. Po wyrazie Nauka, przy wykazie 

przedmiotowym, cyfra rzymska oznacza dział bibliograficzny; cyfra arabska przy 

wykazie przedmiotowym i chronologicznym oznacza numera kolejne, pod któremi 
zapisane są w tekscie prace naukowe. 


Abelard Piotr. II. 589. 


Abicht Adolf. I. 369. II. 47. 49. 52. 
265. 281. 295. 310. 362. 363. 369. 


669: III, 107. rz: 294. 

Abicht Jan Henryk. I. 337. 339. 340. 
340. 35i. II, 6. '26. 27. 28: 30: 
31. 32. 34. 35. 30. 37. 397. 439. 
780. 831. 834. III, rog. 158. 533. 
638. 

Abichtowa Maryanna. I. 379. 

Abłamowicz Ignacy. I. 192. 194. 
196. 199. 203. 207. 212. 340. 347. 
350-350. 5372... 11. 70ż; MIL. 30%. 
541. 555. 550. 

Abłamowicz Józef. II. 286. 

Abraham, mechanik. II. 210. 


Abrahamowicz (Abramowicz) Adam 
o. J. 1.827 340, IL. 584, MII; it0. 


Abrahamowicz Andrzej, kasztelan 
brzeski. III. 136. 


Abramowicz Bartłomiej. I. 239. 


Abramowicz Herkulan, generał. II. 


765. 


Ackermann Fourerius. II. 601. 602. . 


1, 127. 


138. 16%. 105:.172. II; 45, 47. 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III 





49. 525122: 143: 258;, 200. 270, 
282. 286. 293. 297. 312. 318. 320. 
330. 337. 338. 339. 340. 341. 342. 
353. 360. 364. 369. 370. 371. 372. 
375. 376. 379. 380. 381. 688. 764. 
IT 83 885 .01.-62< TYT 13341334 
146. 167. 175. 204. 248. 264. 205. 
273. 

Adelung Fryderyk. II. 796. 810. 
III. 620. 

Adisson Józef. II. 732. 

Adlerstoenl Jóran. III. 599. 

Aghard, prof. II. gz. 

Agrippa Wacław, starosta niemo- 
najski. I. 4i. 53. 


'Agronomia. II. 154. 


Aickin Artur. II. 207. 


' Aigner Piotr. II. 224. 


Akt nadawczy Stefana Ba- 
torego, l; 32, 51: 

Aktnadawczy biskupaPro- 
tasewicza. I. 34. 

Akt nadawczy Władysława 
rv. 5 54, 


Akt potwierdzenia Uniwer- 
Adamowicz Adam Ferdynand. I. 25. 


sytetu. I. 56. 


, Alandus Jan S. J. II. 603. III. 114. 


41 


Albani, kardynał. II. 615. 
Albers J. Fr. II. 281. 
Albert Ludwik. II. 160. 
Albert Wielki. III. 224. 
Albertrandi Jan. I. 


367. 468. 515. 538. 620. 
Albini, anatom. II. 257. 260. 263. 


Albinus Jerzy, sufragan wileński. 


I. 133 


Albricht (Albrecht, Albrycht) Piotr. 
I. 325. II. 24. 25. 26. 734. III. 


II5. 330. 
Aldini Jan. II. 820. III. 620. 


Aldus Manuzio. I. 189. II. 660. 683. 


689. 


Alegambe Filip S. J. I. 15. III. 121. 


189. 209g. 316. 350. 


Aleksander I, cesarz rosyjski. I. 16. 
136. 
246. 
351. 
682. 
789. 
790. 791. 805. 826. 833. III. 5. 
6. 7. 9. 40. 51. 53. 54. 57. 64. 65. 
66. 69. 102. 104. 169. 197. 214. 


287. 349. 437. 531. 538. 539. 540. 


55. 60. 99. 10I. 104. 117. 
157. 163. 174. 191. 238. 244. 
288. 300. 470. II. 56. 128. 
371. 408. 486. 525. 528. 535. 
763. 764. 772. 775: 783. 784. 


581. 584. 585. 632. 635. 


Aleksander II, cesarz rosyjski.II. 3 16. 
Aleksander, W. Ks. Litew. II. 5or. 


503. 
Aleksander Jagiellończyk, król. II. 


444. 
Aleksander IV, papież. II. 589. 
Aleksander Wielki. II. 471. 


Aleksy Michajłowicz, car. III. 510. 
Alembert (d) Jan le Rond. II. 189. 
Alffieri du Asti Wiktor hr. II. 736. 


Algebra II. 182. 

Alibert I. L. III. 619. 620. 
Alkimowicz Felicyan. I. 108. 
Allabianus Garzias S. J. III. 23. 
Alojzy Gonzaga św. II. 628. 


Alopeus, ambasador rosyjski. I. 192. 
207. 


193. 198. 200. 201. 


209. 
Alumnat papieski. I. 83. 


197. 


136. 217. 218. 


II. 444. 459. 466. 548. 669. 727. 
788. III. 47. 61. 230. 267. 283. 


642 


_Alvarus Emanuel. I. 


28. II. 6gr. 
II1. 513. 


' Ammianus Marcelinus. III. 242. 


Amimon. II. 576. 

Ampere Andrzej. II. 818. III. 410. 

Amusat Dr. II. 333. 

Anakreont. II. 680. 682. 704. III. 
268. 

Anastasewicz Bazyli. II. 494. III. 
620. 

Anatomia opisowa. II. 256. 

Anatomia patologiczna. II. 
256. 

Anatomiaporównawcza. II. 
120. 

Ancillon M. F. II. 643. 


'Ancuta Jerzy Kazimierz. III. 338. 


368. 

Ancuta Maciej, biskup wileński. II. 
614. III. 3. 368. 

Andral Gabryel. II. 265. 286. 

Andrć, agronom. II. 169. 

Andrće Karol. III. 478. 

Andriani Jan Chrzciciel S$. J. III. 
115. 

Andruszkiewicz Adryan, Bazylianin. 
I. 231. 

Andrzejkiewicz (Gintowski) Jan Ję- 
drzej S. J. III. 115. 

Andrzejowski Antoni. I. 154. 373. 
II. 133. 137. 147. 796. III. 162. 
370. 

Andrzejowski Benedykt. II. 362. 

Andrzejowski Karol. II. 242. 

Angelis (de) Piotr. II. 735. 837. 

Ankudowicz Antoni. I. 108. 

Ankwiczówna Henryka. III. 449. 

Anna Jagiellonka, królowa. II. 552. 
III. 17. 

Anna, królewna polska. I. 480. III. 
255. 572: 

Annibal z Kapui, nuncyusz. III. 612. 

Anwander Antoni. IL 372. 375. 

Appendini, literat. III. 128. 

Appolonius. II. 189. 

Apteka. I. 129. 

Aquaviva Klaudyusz S.J. III. 189. 
253 


, Aquila, historyk kościelny. II. 395. 


Arago Franciszek. II. g2. III. 410. 

Arago Jakób. III. 482. 

Arakczejew Aleksiej hr. I. 246. II. 
414. III. g. 

Aranda Pedro Pablo hr. III. 57. 

Archeologia biblijna. II. 601. 

Archimedes. II. 189. III. 556. 

Archimowicz Jerzy. I. 117. 

Architektura. II. 220. 

Arcimowicz Antoni. II. 786. 788. 

Arcimowicz Hilary. II. 312. 

Arco (de) Karol. II. 486. 

Arent Tobiasz S. J. III. 36. 

Argentus Jan, nuncyusz. III. 587. 

Ariosto Ludwik. II. 712. 735. 

Armiński Franciszek. II. 405. 

Arnold Chrystyan, anatom. II. 264. 

Arystarch. II. 678. 

Arystofanes. II. 713. 

Arystoteles. I. 29. II. 64. 69. 71. 
86. 87. 387. 389. 390. 391. 392. 
393. 429. 432. 485. 575. 678. 704. 
III. 507. 513. 

Arytmetyka. II. 172. 

Aschenwall, prawnik. III. 341. 

Astronomia. II. 227. 

Atanazy św. II. 646. 

Au, botanik. I. 179. 

Audubon, naturalista. II. 125. 

August, cesarz rzymski. II. 452. 
485. 695. 

August II, król polski. I. 8. 55. 121. 
269g. 278. II. 5. III. 406. 512. 521. 
600. 601. 603. 604. 613. 

August III, król polski. I. 121. 129. 
III. 131. 267. 521. 600. 604. 615. 
630. 

Augustowski Jan. II. 782. 

Augustowski Kazimierz. 1. 117. 

Augustyn Aureliusz Św. II. 5341. 
598. 603. 624. 646. 654. 711. 
III. 434. 

Auzoux. II. 129. 

Awerardi, chemik. II. 1og. 

Awsow Mikołaj. I. 119. 

Azewedo. II. 486. 

Babinowicz Gabryel. I. 105. 

Bacciareli Marceli. III. 309. 

Bachmatowicz Kazimierz. II. 743. 


- - —-- | ——-—-L A Z EA w ZE O OE A A ZA O ZE Z I M in ZZOZ Z ZZ a 


Bachowski Jan. I. 108. 
Baczkowski Kazimierz. I. 108. 
Baer. II. 343. III. 302. 

Baerkman Jan. II. 47. 49. 52. 286. 
355. III. 118. 

Baerkman Kazimierz. II. 286. 

Bagieniec, botanik. II. 795. 

Bagiński, Dominikanin. II. 472. 

Bailly Jan Sylwin. II. 231. 

Bajkow. III. go. 256. 

Baka Józef Ś. J. II. 717. III. 116. 
138. 

Bakon (Bacon) Franciszek, lord. II. 
70. 391. 396. 576. III. 157. 614. 
615. 

Pakowski Stanisław. I. 324. 340. 
347. 363. II. 25. 26. 713. III. 
II6. 530. 

Balard P. II. 1og. 

Balbiani Konstanty. II. 122. 

Balbin Bogusław S. J. III. 32. 252. 

Balcewicz Antoni. III. 608. 

Balczewski Gabryel. II. 224. 225. 

Balde Jakób S. J. III. 219. 

Balewicz Henryk. I. 108. 

Balińska Anna z Korsaków. III1. 370. 

Baliński Ignacy. III. 370. 555. 565. 

Baliński Michał. I. 3. 4. 5. 28. 78. 
85. 134. 177. 180. 219. 297. 303. 
477. 478. II. 140. 178. 239. 241. 
248. 313. 358. 365. 429. 438. 445. 
657. 754. 767. III. 27. 43. 47. 
57. 60. 64. 65. 71. 77. 78. 135. 
143. 178. 215. 249. 303. 331. 
342. 370. 420. 435. 565. 566. 
5go. 607. 

Baliński Stanisław. II. 425. III. 372. 

Ballard, fizyolog. III. 329. 

Balneologia. II. 318. 

Baltunowicz Oswald. I. 108. 

Bałwański Antoni Abbas. IL 282. 
309. 3IO. 

Bandini, filolog. I. 189. 

Bandtkie Jan Wincenty. I. 9. II. 
496. 497. 498. 501. 504. III. 156. 
620. 

Bandtkie Jerzy Samuel. I. g. 135. 
II. 681. 723. III. 244. 620. 

Banks Józef. II. 780. III. 620. 


41” 


Bańkowski Benedykt. I. 108. 
Baraniecki Domasz. II. 331. 341. 
Barankiewicz Maciej. II. 286. 340. 
348. 349. 355. 366. III. 138. 
Baranowicz Łazarz. II. 548. 
Baranowski Antoni. II. 333. 
Baranowski Antoni, biskup. III. 494. 
Baranowski Wojciech, biskup. I. 42. 
III. 24. 
Barbara Radziwiłłówna, królowa. II. 
445. III. 371. 389. 457. 
Barbelli. II. 545. 
Barbier, prof. III. Ótg. 


Baron Brambeus, ob. Sękowski Józef. 


Baroniusz Cezar, kardynał. II. 610. 

Barret, mechanik, II. 203. 

Barruel Stefan. II. 77. go. III. 471. 

Barscius ob. Barszcz. 

Barska szkoła powiatowa. 
I. 229. 

Barszcz Jan. III. 156. 

Barszcz (Barscius, Bartsch) Fryde- 
ryk S. J. II. 575. III. 23. 509. 
Barszcz Jerzy S. J. II. 584. 613. 

III. 116. 
Barszczewski Rajmund. I. 108. 
Barth, anatom. II. 260. 263. 


Barthćlemy Jan Jakób. I. 189. II. 
670. 

Bartilius Wawrzyniec S. J. II. 622. 
III. 117. 


Bartol Daniel S. J. II. 630. 

Bartolt Karol S.J. II. 87. 306. IIT. 
37. 604. 

Bartoszewicz Aleksy. I. 108. 

Bartoszewicz Antoni S. J. I. i2l. 
370. II. 717. III. 117. 

Bartoszewicz Dominik. II. 731. 

Bartoszewicz Józef. II. 207. 

Bartoszewicz Józef Aleksander. II. 
339. 

Bartoszewicz Julian. II. 443. 445. 
616. 628. 665. III. 60. 122. 176. 
271. 366. 368. 385. 403. 429. 439. 
443. 

Bartoszewicz Tomasz Dominik. II. 
176. 

Bartoszewicz Zygmunt. I. 357. II. 
669. 691. 718. 797. 


644 


- Bartoszewski Michał S. J. III. 118. 


| 


NN N—DQL AZ ZZ W ZZO Z YA u NN w, A WN 


i 





Bartoszewski Walenty S. J. III. 26. 
572. 

Bartsch, ob. Barszcz. 

Basnage, teolog. II. 610. 

Bassano, książę, III. 67. 

Batalin Mikołaj. II. 310. 

Batory Stefan, ob. Stefan Batorv. 

Batory Zygmunt. III 21. 

Batteux. II. 734. 

Baudelocque I. L. II. 343. 782. III. 
302. 620. 

Bauer Franciszek. III. 282. 

Baumgarten Leopold. II. 92. 

Bayle Piotr. III. 619. 632. 


576. 


Bazaine Piotr, generał. II. 161. III. 
620. 

Bazyli Wielki św. II. 572. 

Bącewicz Jan. II. 265. 286. 297. 310. 
315. 316. 321. 331. 332. 333. 335. 
348. 362. 817. 

Beaston. II. 161. 

Beaumarchais Piotr August. II. 727. 

Beauprć (de) Antoni Józef. II. 316. 


Beccaria Cezar. II. 486. 

Beccaria Jan S. P. II. 81. go. III. 49. 

Beck, archeolog. I. 1go. 

Becker Dr. II. 297. 

Becker Jerzy S. J. III. 30. 

Becu Aleksandra. III. 120. 

Becu August Ludwik. I. 182. 324. 
331. 333. 339. 340. 353. 355. 356. 
360. 367. 370. II. 24. 26. 27. 28. 
29. 31. 32. 33. 34. 36. 38. 41. 
44. 45. 250. 253. 271. 272. 279. 
280. 286. 313. 354. 355. 356. 366. 
368. 606. 783. 784. 794. 823. III. 
15. 78. 79. 118. 259. 473. 530. 
546. 567. 

Beer Józef G. III. 193. 

Bejnart Ambroży, kanonik wileński. 
I. 80. 

Bejnart Stanisław. I. 8a. 

Bejnart Wojciech. III. 373. 

Bekan Marcin. S. J. II. 548. III. 
203. 351. 

Bekanowski Aleksander S. J. 
651. III. 118. 

Bekker, archeolog. I. 1go. 


IT. 


Bekleszow Aleksander, kijowski gen. 


guber. I. 232. 241. 253. 258. 270. 

Belke Gustaw. II. 123. 

Bell Karol. II. 331. 

Bellarmin Robert S. J., kardynał, 
II. 548. 558. 620. III. 317. 

Bełż (z) Jakób. II. 499. 

Bem Józef, generał. III. 408. 

Bembo Piotr, kardynał. II. 701. 

Bembus Mateusz S. J. III. 120. 

Benedykt św. III. 630. 658. 

Benedykt XIII, papież. III. 601. 

Benedykt XIV, papież. II. 652. III. 
177. 

Beniewski Szymon. II. 312. 

Beninngsen Lewin, baron. I. 153. 
180. II. 762. 772. 782. III. 583. 

Benisławski Jan S. J. II. 397. III. 
122. 

Benisławski Konstanty S.J. III. 608. 

Bentham Jeremiasz. II. 481. 480. 

Bentkowski Feliks. I. 9. 26. II. 469. 
663. 665. 718. 725. III. 333. 334. 
337. 396. 432. 440. 620. 

Bentley, filolog. I. 189. 

Berdyczowska szkoła po- 
wiatowa. I. 233, 

Berends Adolf Rudolf. II. 265. 311. 
321. 332. 

Berendt Andrzej S. J. III. x123. 

Berendt Szymon S. J. III. 123. 

Berezwecka szkoła powia- 
towa. I. 233. 

Bergier. II. 598. 

Bergmann, chemik. II. ro2. 

Berkman ob. Baerkman. 

Berło rektorów Uniwersy- 
tetu. I. 478. 

Bernard Św. III. 482. 

Bernard Jan. II. 360. III. ii2. 

Bernard Paweł. II. 341. 

Bernard z Pawii, II. 649. 

Bernardi Teodor. II. 486. 

Bernatowicz Feliks. II. 718. III. 373. 
414. 433: 

Berndt, prof. II. 349. 

Berluc. I. 157. 

Bernoulli Jan. III. 43. 

Berthie. II. 226. 


645 


Berti Jan. II. 610. 
Bertholet. II. 102. 
Bertier. II. 109 
Bertoldier. II. 207. 
Bertrand J. C. II. 310. 
Berzelius Jan. II. 105. 
148. 207. III. 620. 
Bessaryon Jan, kardynał. II. 683. 
699 


108. 10Q. 


| Bessel Fryderyk Wilhelm. III. 321. 
_Besser Wilibald. I. 


179. II. 124. 

133. 137. 793. 796. 826. 
III. 538. 620. 

Bessuy Ludwik S. J. III. 356. 

Bexon la Croix. II. 486. 

Beza Teodor. III. 354. 

Bćzout, matematyk. II. 174. 

Białkowski Mikołaj Kazimierz S. J. 
III. 123. 

Białły Stanisław. I. 108. 

Białobrzeski Marcin, biskup. I. 42. 
II. 586. III. 435. 

Białokos Hieronim. I. 117. 

Białowicz Walenty SŚ. J. III. 123. 

Białopiotrowicz Jerzy. I. 289. 294. 
297. 

Białostockie 
I. 233. 

Białozór Jerzy, biskup. I. 121. III. 3. 

Białozór Karol. III. 281. 361. 

Białucki Jan Józef Ś. J. III. 124. 

Bibliografia. II. 704. ob. Nauka. 

Biblioteka. I. 133. 

Bichat Marya Franciszek Ksawery. 
II. 305. 

Biegeleisen Henryk. III. 474. 

Biegulski Aleksander. I. 341. 350. 

Bielawski. II. 139. 

Bielecki Paweł. II. 789. 

Bielinowicz Augustyn. II. 669. 

Bielińska Helena. II. 6183. 


795: 


gimnazyu m. 


' Bieliński Franciszek. I. 216. III. 376. 


' Bieliński Józef. I. 7. 469. II. 75. 
102. 261. 286. 314. 320. 347. 
350. 355. 378. III. 114. 1;4. 167. 
277: 557: 


Bieliński Seweryn S. J. II. 566. 
Bielkiewicz Adam. I. 139. 370. 373. 
II. 41. 47. 49. 52. 262. 263. 265. 


275. 282. 764. III. 124. 219. 356. 

357: 422. 423. 435. 471. 544. 
Bielkiewicz Antoni. II. 743. 782. 
Bielkiewicz Franciszek. II. 262. 321. 
Bielski Dyonizy S. J. I. 329. 330. 
Bielski Kazimierz S. J. III. 126. 


Bielski Mar. I. 258. II. 470. III. 376. 
Bielski Szymon S.P. II. 172. III. 47. 


Bierkowski Ludwik. II. 
335. 341. 356. 

Biernacki Felicyan. III. 538. 

Biesiekierski Henryk. III. 200. 

Biesiekierski Justyn. I. 155. 

Biezaryn Jacek. III. 427. 

Bignon Ludwik Piotr Edward. III. 
67. 68. 

Bijejko Wilhelm. I. 103. 

Billewicz Grzegorz. I. 108. 

Bingam, teolog. II. 6ro. 

Biot Edward Konstanty. II. 202. 

Biot I. B. II. 77. 88. ga. 185. 186. 
187. 231. 232. III. 161. 320. 321. 
349. 471. 620. 

Birkowski Fabian. III. 21. 

Bisio Bartłomiej. II. 107. 


2097. 331. 


Bisio Stefan Wawrzyniec. I. 135.137. 


312. II. 13. 14. 15. 249. 256. 257. 


268. 326. 338. III. 126. 247. 248. 


518. 521. 576. 
Bissendorf, teolog. III. 326. 


Biszpink Adam. I. 388. 389. 

Bitowt Jerzy. I. 108. 

Blackadder, technolog. II. 212. 

Blagden, fizyk. II. 76. 77. 

Blandrata Jerzy. III. 354. 

Blanc Gilibert. II. 781. III. 620. 

Blondel Dawid. II. 637. 

Blondelle J. F. III. igi. 

Blumenbach Jan Fr. II. 126. 130. 
260. 774. III. 312. 513. 


646 





Błaszczykiewicz Sebastyan. I. 331. 


341. 348. III. 193. 
Błoński Cyryl. II. 783. 
Błudow Dymitr hr. III. 621. 
Bobiatyński Michał. III. 567. 
Bobiński Wincenty. II. 820. 
Boblewski Józef. I. 108. 
Bobola Andrzej, podkomorzy koron. 
III. 121. 


, Bobrowski Paweł, generał. II. 


Bobola Jan S. J. III. 308. 

Bobrowicki Cyryl. I. 108. 

Bobrowicz Jan Nepomucen. II. 465. 
III. 271. 457. 

Bobrowski Floryan. I. 365. 380. II. 
óg1. III. 312. 

Bobrowski Jan. II. 718. 

Bobrowski Michał. I. 106. 108. 182. 
342. 353. 358. 363. 366. 368. 370. 
II. 36. 37. 43. 45. 48. 50. 52. 
387. 527. 531. 532. 533- 534. 537- 
538. 548. 549. 5065. 581. 593. 598. 
599. 603. 613. 669. 727. 728. 787. 
790. 805. 807. 812. 813.817. 821. 
822. 826. III. ro. go. 127. 153. 
155. 150. 179. 319. 339. 340. 342. 
537. 541. 543. 585. | 

125. 
129. 214. 

Bobrujska szkoła powiato- 
wa. I. 234. 

Bobrzyński Michał. II. 462. 467. 

Boccacio Giovani. II. 736. III. 370. 

Bocatius Andrzej S. J. I. 36. 

Bochen Paweł S. J. III. 34. 

Bochwic Floryan. II. 425. III. 374. 

Bock Karol Ernest. III. 471. . 

Bode, baron. II. 161. 175. 

Bode Jan Elert, astronom. II. 

Boeckh, filolog. I. 189. igo. 

Boer Jan Łukasz. II. 795. 

Boerhaave Henryk. II. 278. 299. 324. 

Boettiger, archeolog. I. 189. 

Bogatko Makary. I. 340. 344. 
362. II. 146. 147. 786. III. 

Bogucicki Józef. I. 217. 

Bogusławski Józef Konstanty S. P. 
I. gó. g9. 101. 103. 105. 324. 325. 
331. II. 17. 19. 20. 21 22. 23. 
542. 548. 562. 608. 611. ógi. 7 15. 
782. 787. III. 15. 16. 130. 529. 

Bogusławski Michał. I. 108. 

Bogusławski Wojciech. II. 816. 

Bohatkiewicz Aleksander. II. 51. 53. 
718. 815. III. 132. 

Bohdanowicz Andrzej. I. 371. 


347: 
348. 


Bohdanowicz Józef. II. 603. 


Bohomolec Franciszek S. J. II. 703. 
718. III. 374. 515. 609. 


Bohomolec Jan S. J. III. 376. 
Bohomolec Paweł. III. 374. 
Bohowicz Jan. I. 332. 334. 380. 
Bohusz Franciszek Ksawery S. J. 
I. 252. 325. II. 
III. 40. 41. 47.93. 174. 242. 272. 
292. 343. 378. 401. 620. 
Bohusz Ignacy. III. 379. 
Bohusz Tomasz Ś. J. III. 132. 
Bohusz Wojciech. II. 85. 
Bohuszewicz Łukasz. II. 286. 
Bojanus Ludwik Henryk. I. 128. 
158. 159. 161. 163. 172. 332. 333. 
334. 335. 340. 351. 355. 361. 309. 
II. 30. 31. 32. 34. 36. 38. 41. 44. 
45. 120. 121. 122. 131. 207. 253. 
254. 261. 263. 275. 365. 369. 373. 
374: 375. 378. 783. 784. 787. 790. 
792. 793. 794. 803. 804. 814. 815. 
818. 819. 835. 836. III. 70. 73. 76. 
79. 83. 111. 112. 113. 132. 102. 
240. 242. 248. 533. 540. 543. 620. 
637. 


225. 446. 810. 


647 


Borgiasz Franciszek św. I. 12. III. 17. 


' Borguis. II. 201. III. 183. 


Borkhausen. zoolog. II. 132. 
Borkowski Dunin Stanisław hr. II. 
812. 


. Borkowski Wojciech, ob. Rościszew- 


Boyer Laurentius S. J. II. 614. III. 


135. 395: 


Boyer de Lonchamps ob. Lonchamps. 


Boileau, generał. III. 67. 

Boym Benedykt Paweł S. J. IL. 548. 
III. 135. 

Boissonade, filolog. I. 189. 1go. 

Bokacyusz ob. Boccacio. 

Boksza Paweł S. J. III. 23. 509. 

Bolesław Wielki. II. 457. 

Bolesław Śmiały. II. 457. 

Bolesławita, ob. Kraszewski J. I 

Bollandyści. II. 6:0. 

Bolle Karol. III. 3097. 

Bompland Eacy. II. 132. 

Bonaparte Hieronim. III. 445. 

Bonawentura (Jan Fidanza). III. 224. 

„Bonfiniusz A. III. 25. 

Bonifacy VIII, papież. II. 647. 649. 

Boniuszko Józef. II. 286. 

Bonnald. II. 639. 643. 

Bonnet, przyrodnik. II. 80Q. 

Bonnot de Condillac Stefan. II. 429. 
435. III. 202. 362. 479. 555. 

Borejko Józef S. J. II. 6gt. 
136. 


ski Wojciech. 

Borodzicz S. J. I. 328. 330. 

Boromeusz Karol św. II. 464. 

Borowski Franciszek SŚ. J. II. 548. 
III. 136. 

Borowski Gaspar, biskup. I. 
III. 379. 

Borowski Gaspar, malarz. II. 743. 
782. 

Borowski Ignacy. I. 362. 366. II. 
46. 52. 651. III. 137. 319. 

Borowski Leon. I. tr. 239. 334. 
355. 361. 368. 370. II. 37. 40. 
43. 44. 48. 51. 53. 664. 668. 703. 
716. 718. 780. 814. 818.827. III. 


108. 


70. 76. 82. 138. 242. 542. 554. 
555. 556 557. 505. 585. 
Borsuk Benedykt. I. 333. II. 25. 


354. 366. III. 142. 257. 258. 530. 
538. 

Bortkiewicz Józef. II. 309. 

Bortkiewicz Stanisław. I. 387. 

Borukowski Jan, kanonik łęczycki. 
I. 41. 53. 

Boruńska szkoła powiato- 
wa. I. 235. 

Bory de St. Vincent. II. 125. 129. 

Boryczewski Klemens. II. 764. 

Borzęcki, sędzia grodzieński. I. 263. 

Bos Lambertus. II. 687. 

Bose Dr. II. 265. 

Bosgrave Jakób S. J. II. 392. III. 
143. 

Bosiacki Wiktor. III. 130. 

Bossakowski Marcin. II. 522. 

Bossuet Jacques Benigne. II. 640. 
643. 646. 

Botanika. II. 133. 

Bótticher, archeolog. I. 1go. 

Bouchand. II. 648. 

Boucher P. B. III. 620. 


IIL | Bouisson S. IL. 361. 


Boulenger. II. 5308. 


648 


Boussingault Józef Dieudonć. II. 148. 


Boutron Charlende. II. 207. 

Bouvard. II. 84. 

Bovar Aleksander. 1. 325. 

Bowblewicz Piotr. II. 77. 

Bowkiewicz Józef. I. 108. 

Bractwo Panny Maryi. 
514. 552: 

Bractwo Przenajświętsze- 
go Sakramentu. III. 552. 

Bradley. II. 164. 

Bralle, technolog. II. 209. 

Brandeburg Teodor. II. 160. 

Brandt Franciszek. II. 263. 

Branicka Izabela. II. 351. III. 493. 

Branicki Maurycy. I. 108. 

Brant Jan S. J. III. 143. 

Braun Dawid. II. 663. 

Braun Jan. I. 138. 331. 334. II. 261. 
III. 143. 197. 248. 

Brard Cypryan. II. 151. 

Bray hr. botanik. II. 141. 

Bremser, zoolog. II. 2gr. 

Brenan Justyn. II. 235. 

Brera Waleryan. II. 800. III. 620. 

Brewster Dawid. II. 141. 153. 818. 
III. 321. 

Brictius Jan S. J. II. 614. III. 37. 

Brictius Marcin S. J. II. 604. III. 
144. 

Brinckle. II. 297. 

Brinken, baron. II. 124. 

Briótet Jakób. I. 137. 105. 324. 328. 
339. 349. 357. 363. IL. 13. 14. 15. 
16. 17. 18. 19. 21. 24. 20. 27. 28. 
30. 31. 32. 44. 250. 257. 291. 323. 
326. 331. 350. 764. 781. 803. III. 
15. 144. 193. 237. 247. 248. 276. 
277. 302. 340. 518. 530. 533. 

Brisson Jakób Maturyn. II. 78. 

Brissot de Varville. II. 480. 

Briuchanow Jan. II. 164. 

Brodowicz Maciej S. P. II. 817. 820. 

Brodowski, archiwista Uniwersy- 
tetu. I. 278. 

Brodowski Bonifacy. I. 362. 369. II. 
38. 39. 40. 41. 760. 

Brodowski Ignacy S. J. III. 146. 

Brodowski Ignacy. I. 239. II. 7580. 


331. 


III. 


Broeder, filolog. III. 480. 


_ Brogniart Aleksander. III. 345. 
'Brok Adam S. J. III. 24. 


' Bromirski Andrzej S. Jj. 


na Z A OO EE AE Z A A, 
ii w i i (A - nn > (,.) mimi Z _ O OE 


II. 549. 
III. 147. 615. 


| Bromirski Marcin S. J. I. 7. II. 


147. 

Broniewicz Wincenty. II. 783. 

Bronikowski Aleksander. III. 459. 

Bronn, mineralog. III. 39gt. 

Broński Feliks. I. 383. 388. 389. 

Broński Krzysztof. III. 477. 

Broussais Józef Franciszek Wiktor. 
II. 302. 306. 308. 368. III. 108. 
312. 

Broussonette, botanik. II. 780. 

Brown John. II. 273. 281. 300. 306. 
313. 362. III. 327. 

Brown Józef S. J. I. 7. 28. 30. 135. 
II. 81. III. 23. 26. 36. 38. 115. 
116. 123. 146. 148. 159. 164. 154. 
233. 239. 255. 271. 309. 312. 317. 
320. 355. 357. 307. 368. 

Brown Samuel. II. 203. 

Brugton, przyrodnik. I. 129. 

Brunner, zootom. I. 158. 

Brusci, ob. Barszcz. 

Brihl Fryderyk Aloizy, 
III. 209. 

Briininghausen H. J. II. 331. 

Brydycki Bartłomiej. I. 108. 

Brynk Ludwik. I. 108. 

Brzeskaszkoła powiatowa. 
I. 235. 

Brzoski Mikołaj. III. 121. 

Brzostowski Cypryan. I. 278. 

Brzostowski Józef. II. 613. 

Brzostowski Konstanty Kazimierz, 
biskup. II. 584. 613. 614. 615. 
651. 653. 654. 656. 658. III. 3. 
368. 

Brzostowski 
379. 

Brzostowski Paweł Xavier. II. 427. 
582. III. 379g. 620. 

Brzozowski Jan. I. 108. 

Brzozowski Kazimierz S. J. III. 38. 

Brzozowski Marcin SŚ. J. I. 85. 

Brzozowski Rajm. S. J. I. 267.III. 00. 


generał. 


Michał. II. 172. III. 


Brzuszkiewicz Ignacy. II. 744. III. 
131. 

Bucelinus Gabryel. II. 621. 
Bucelleni Jan S. J. II. 691. 

Buch Leopold. II. 148. 237. 
Bucharski Jędrzej. III. 621. 
Buchner J. A. II. 367. 

Bucholtz, aptekarz. III. 397. 
Buczewski S. J. I. 82. 


Buczyńska Maryanna z Kopeciów. 


III. 362. 
Buczyński Ambroży. II. 348. 786. 
Buczyński Franciszek Ś. J. 1. 85. 
Buczyński Grzegorz. II. 362. 
Buczyński Hieronim. I. 108. 
Buczyński Jan. I. 108. 
Buczyński Józef. II. 336. 
Buczyński Stanisław, ob. Burzyński 
Stanisław. 
Buczyński Teodor. III. 348. 
Budaeus Guilelm. II. 686. 
Budny Bieniasz. I. 121. 
669g. 692. III. 271. 


Budny Stanisław. II. 160. 488. 513. 


III. 380. 

Budrewicz Wincenty. III. 380. 

Budynki uniwersyteckie. I. 
130. 

Budziłłowicz Jan. I. 239. 363. III. 
567. 

Budzyński Michał. II. 719. III. 381. 

Budzyński Paweł. I. 108. 

Buffon Jerzy Ludwik Leclerc hr. 
II. 118. 132. III. 513. 

Bugrow Aleksander. II. 818. 

Bujalski Antoni Bonawentura. 
549. 566. 604. 

Bujalski Eliasz. I. 373. II. 263. III. 
124. 

Bujnowski Michał S. J. II. 567. 

Bukaty Franciszek. III. 168. 328. 

Bukaty Tadeusz Józef. II. 561. 

Bukojemski Samuel. II. 332. 

Bukontt Benedykt, I. 108. 

Bukowiecki Józefat. II. 287. 312. 

Bukraba Mikołaj. I. 108. 


IL. 


Bulla Grzegorza XIII papieża. I.44. 


Bułhak Józefat Ignacy, biskup. I. 
1ioo. IL. 555. 


WERSYTET WILEŃSKI TOM Ii. 


II. 425. 


Bułharyn Józef. III. 358. 

Bułharyn Kazimierz. III. 358. 

Bułharyn Michał. III. 358. 

Bułharyn Mikołaj Władysław. III. 
226. 

Bułharyn Paweł. III. 358. 

Bułharyn Tadeusz. III. 460. 

Bułharyn Tomasz. III. 358. 

Bułharynowa Anna z Solskich. III. 
358. 

Buonacorsi, ob. Kallimach. 

Burba Hieronim S. J. 1. 84. 

Burbon. II. 344. 

Burger, agronom. II. 169. 

Biirger Gottfryd August. III. 456. 

Buri. II. 207. 

Burmann Piotr. II. 694. 

Burnouff. II. 679. 

Bursa ambrozyańska. I. 80. 

Bursa Korsaka. I. 81. 

Bursa waleryańska. I. 78. 

Burzyński Stanisław. I. 7. 11. III. 
362. 604. 

Busch Jan. II. 262. 330. 798. III. 
88. 6z1. 

Biisch Jan Jerzy. II. 512. 

Busse Fryderyk Bogumił. 
Ó21. 

Butkiewicz Popuciewicz Józef. II. 
651. 

Butrymowicz Szymon S. J. II. 395. 
614. III 147. 

Butrymowicz, koniuszy królewski. 
III. 5gt. 

Buttmann, filolog. I. 1go. II. 676. 
679. III. 201. 

Butwiłł Daniel S. J. III. 33. 

Butwiłowski Ignacy. I. 108. 

Bużeński Stanisław. II. 464. 
441. 482. 

Biichner Ludwik. III. 631. 

Bychowiec Józef. II. 425. 446. 719. 
III. 381. 

Byczkowski Tadeusz. II. 745. 

Byczkowski Tytus. II. 744. 

Byron Jerzy Noel Gordon, lord. II. 
716. 719. III. 381. 382. 445. 457. 
474. 481. 

Bystry Romuald. III. 104. 


III. 


III. 


42 


== 650 == 


Bystrzonowski Wojciech SŚ. J. II. 
719. III. 147. 

Bystrzycki Jan Gwalbert. Ś. P. II. 
101. III. 554. 

Bystrzycki Jowin Fryderyk. S. J. 
II. 66. III. 381. 507. 515 


. 
x 


Bystrzycki Marcin. S. J. II. 64. 219. 


III. 148. 


Bystrzycki Piotr Paweł S.J. II. 77. 


III. 148. 
Bzowski Abraham. II. dro. 620. 
Cagnoli Antoni. II. 232. III. 360. 
Caldara. II. 486. 


Calderon de la Barca Piotr. III. 475. 


Callisen. II. 291. 


Calmet Augustyn. II. 594. 595. 597. 


598. 
Camoens Ludwik. II. 712. 


Cammuzini. II. 752. III. 621. 
Campbell. II. 189. 

Campe Joachim. III. 381. 
Campomanes. II. 486. 
Canova Antoni. III. 621. 
Cantu Cezar. II. 471. 


Cappelli Alojzy. I. 337. 339. 


350. 370. 533. 585. 
Carbonier Leon. III. 62!. 
Carro Dr. II. 367. 
Casaubone, teolog. II. 610. 


Casaubonus, filolog. I. 189. II. 681. 


Cassenbohen, anatom. II. 257. 
Cassiti, filolog. II. 694. 
Castillione Karol. II. 812. 


Cataneo, archeolog. II. 813. III. 621. 


Catullus Valerius. II. 689. 
Cauchy. II. 185. 

Cavallari Dominik. II. 651. 
Ceceniewski Stanisław. I. 108. 


Cecylia Renata, królowa polska. II. 


452. III. 29. 151. 59i. 
Cejs Piotr. I. 250. 261. 336. 
Cejzik. I. 325. IL. 746. 


340. 
346. 347. 355. 360. 361. 367. 368. 
II. ir. 27. 29. 30. 31. 33. 34. 35. 
306. 37. 38. 39. 40. 42. 44. 45. 47. 
48. 49. 50. 51. 52. 53. 386. 478. 
635. 651. 669. 683. 735. 736. 780. 
782. 792. 794. 805. 826. 827.831. 
834. 835. III. 149. 281. 282. 287. 


Celiński Józef. II. toi. 

Cellarius Jędrzej. III. 591. 

Cellarius Krzysztof. II. 692. 697. 

Celsus A. Cornelius. II. 696. 704. 
III. 201. 619. 

Cenzura ksiąg. 1. 17. 465. 

Cerioli Dr. II. 297. 

Cervus Jan, ob. Tucholczyk. 

Cesar Juliusz. III. 201. 247. 

Chalfin Ibrahim. III. 424. 

Chalybaeus. II. 416. 

Chardon Dr. II. 317. 

Charkiewicz Juvenalis. II. 651. 

Charles, prof. I. 147. III. 345. 

Chateaubriand Franciszek Rćnć. II. 
647. III. 465. 

Chaud, teolog. II. 527. 

Chaussier. II. 262. 

Chawski, sekretarz senatu. II. 797. 

Chądzyński Antoni S. J. I. 85. 

Chądzyński Jan S. J. II. 394. III. 
150. 

Chelius. II. 330. 

Chełchowski Jakób. III. 589. 5go. 

Chemia. II. g4. 

Cherubin od Wniebowzięcia N. M.P. 
II. 574. 

Chevalier Michał. I. 108. 

Chevalier, przyrodnik. III. 397. 

Chevalier S. J. III. 39. 44. 

Chiarini A. L. II. 728. 

Chileński Benisław. II. 780. 

Chirurgia. II. 323. 

Chladni Ernest Fryderyk. II. 92. 
148. 

Chlebowski Piotr. II. 728. 

Chlewiński Dyonizy. I. 356. 362. 

Chlewiński Michał. I. 240. 371. II. 
810. III. 567. 621. 

Chlewiński, generał. III. 381. 

Chludziński Ignacy S. J. III. 151. 

Chlustin, baronowa. III. 449. 

Chłędowski Walenty. II. 338. 

Chmielnicki Bohdan. III. 264. 

Chmielowski Piotr. II. 448. 697. 
723. III. gg. 1386. 139. 141. 271. 
353. 432. 451. 476. 559. 

Chochłowski Stanisław. II. 651. 

Chocianowski Henryk. I. 108. 


Chocki Franciszek. II. 86. 
Chodakowski Zoryan. III. 331. 


Chodani Jan Kanty. I. 331. 332. 
335. 339. 344. 340. 350. 355. 350. 


651 


360. 367. 368. 384. II. 31. 33. 
34. 35. 30. 37. 39. 40. 42. 523. 
527. 532. 534. 549. 565. 574. 576. 


580. 582. 584. 611. 714 
506. III. 151. 320. 339 


555: 
Chodasiewicz Michał. II. 287. 


- 790. 794. 
- 340. 544. 


Chodkiewicz Aleksander hr. II. 78. 
1OI. 103. 105. 173. 207. 298. 331. 
493. 750. 804. III. 1o1. 258. 259. 


330. Ó21. 


Chodkiewicz Hieronim, wojew. wil. 


II. 631. 


Chodkiewicz Jan, kasztelan wilen. 


I. 41. 49. 52. 
Chodkiewicz Jan Karol. I. 49. 
468. III. 135. 269. 307. 315. 


II. 


Chodkiewicz Jerzy. I. 79. III. 143. 
Chodkiewiczowa Zofia, hetm. WXL. 


II. 603. 


Chodorowicz Józef. II. 817. 


Chodorowski Andrzej. II. 331. 820. 


Chodorowski Stanisław. 1. 108. 


Chodyniecki Ignacy. III. 21. 251. 


307. 
Chodyński Adam. III. 324. 


Chodźko Aleksander. II. 7i9. 728. 


729. 732. III. 120. 382. 


Chodźko Dominik Cezary. I. 4. 8. 
II. 367. 716. 743. III. 138. 273. 


358 


Chodźko Ignacy S. J. I 82. II. 692. 


III. 153. 


Chodźko Ignacy. II. 551. 719. III. 


359. 383. 


Chodżko Jan. I. 371. II. 503. 815. 
816. III. 107. 382. 383. 507. 621. 


Chodźko Józef. III. 385. 


Chodźko Leonard. II. 446. 719. III. 


385- 497. 
Chodźko Rajmund. I. 377. 
Chodźkowa Ludwika z 
czów. III. 384. 
Chodźkowa Olimpia. II. 447. 
Chojecki Dominik. I. 374. 


Mackiew!- 


ZZEMĄ zarz Z RO OO Z A NN O 


Chojnicki Wincenty. II. 78. 

Chojnowski Paweł Ś. J. I. 84. 

Choiseul Gouffier hr. Gabryel. I. 
147. III. 621. 

Choisnin Jan. II. 448. 

Chokier Jan. III. 467. 

Cholera. II. 310. 

Cholewa Mateusz. II. 457. 459. 460. 
820. 

Chołoniewski Stanisław. 449. 

Chołopienicka szkoła po- 
wiatowa. I. 236. 

Chomińska Zofia z Tyzenhauzów. 
III. 138. 

Chomiński Feliks. III. 567. 

Chomiński Franciszek Ksawery, wo- 
jewoda. I. 345. 

Chomiński Stanisław. II. 743. 745. 

Chońska Konstancya z Sienkiewi- 
czów. III. 385. 

Choński Kazimierz. II. 309. III. 386. 

Choński Michał. II. 513. 780. 783. 
III. 385. 

Choński Stanisław. III. 385. 

Chopart. II. 324. 

Choroby dzieci. II. 353. 

Choroby kobiece. II. 348. 

Chowański Bazyli, generał. III. 548. 

Chrapowicki Antoni. I. 236. III. 367. 

Chreptowicz Adam hr. I. 180. 342. 
350. 387. II. 464. 493. 502. 741. 
764. III. 5. 56. 334. 387. 496. 
566. 621. 

Chreptowicz Joachim. I. 122. 136. 
153. 215. 216. 222. II. 539. 746. 
826. IIL 1. 4. 41. 42. 43. 45. 46. 
47. 145. 168. 192. 217. 231. 242. 
272. 343. 372. 379: 493: 520. 522. 
524. 585. D21l. 

Chreptowicz Karol. I. 263. 

Chreptowicz Maryan. III. 4.. 

Chreptowiczowa Regina z Woynów. 
III. 4. 

Christian. Il. 207. 

Christian III, król duński. III. 274. 

Chrolkiewicz Arsenii. I. 108. 

Chromiński . Kazimierz. I. 239. IL. 
663. 719. III. 424. 555. 

Chrościcki. Jan. II. 745. 


Chrucki Onufry. I. 108. 

Chrysmar Dr. II. 348. 
Chryzostom św., ob. Jan Chryzostom. 
Chrzanowski Paweł S. P. III. 547. 
Chrząstowski Andrzej. III. 250. 
Chrzczonowicz Jan. I. 145. II. 797. 
Chrzczonowicz Józef. II. 287. 
Chrzczonowicz Józef, sztycharz. I. 


357. 363. IL. 759. 760. 
Chwalibóg, ob. Borowski Gaspar. 


Chwałojńskaszkoła powia- 


towa. I. 236. 
Chwostow Dymitr hr. III. 621. 
Chyzewski Stanisław. I. 108. 


Ciampi Sebastyan. II. 804. 805. 820. 


IIL 127. 621. 
Ciapiński Jerzy. II. 719. 
Cicero M. T. I. 28. 29. 121. 187. 


II. 425. 575. 662. 689. 6g1. 692. 


693. 695. 697. 699. 700. 703. 704. 
705. 706. 709. 710. III. 136. 240. 


260. 407. 582. Gig. 


Cichocki Gaspar, ob. Sawicki Kacper. 
Cichocki Gaspar, kanonik sandom. 


III 317. 
Ciechanowicz Hieronim. III. 386. 
Ciechanowski Leon. I. 108. 
Ciechanowski Wincenty. II. 380. 
Ciecierski Feliks. II. 78. 
Cieciszewski Bartłomiej. III. 386. 


Cieciszewski Wojciech S. J. II. 394. 


III. 27. 314. 
Cieciszowski A. I. 13. 317. 
Cieciszowski Gaspar Kazimierz, bi- 


skup. L 216. II. 522. 525. 526. 
III. 54. 55. 


529. 606. 616. 800. 
IO1. 137. 223. 621. 
Cieszkowski August. IIL 182. 
Cieszyński Bartłomiej. III. 386. 
Ciszkiewicz Michał. II. 177. 
Civiale. II. 338. 
Clairaut. II. 179. 189. 
Clemanges. II. 576. 
Clenard Mikołaj. II. 669g. 


Clossius Walter Fryderyk. III. 621. 
Cnogler (Knogler) Kwiryn S. J. I. 


25. II. 394. 621. III. 226. 
Coalport. II. 207. 


Cointereaux Franciszek S. J. II. 225. 


652 


Col de Villars Eliasz. II. 324. 

Collectanea medico-chirur- 
gica. II. 369g. 

Collignon Henryk. II. 312. 

Collin. II. 597. 

Colombat Dr. II. 339. 

Colonna Filip. II. 686. 

Commendoni Jan Franciszek, kar- 
dynał. I. 36. 445. 464. III 201. 
441. 

Commuleus Aleksander. I. 80. 

Condillac, ob. Bonnot de Condillac. 

Configliacchi, fizyk. II. 808. 80q. 

Consalvi, kardynał. II. 781. 

Cook Jakób. III. 167. 

Cooper Jakób. III. 449. 495. 

Copeland, anatom. II. 266. 

Copland D. J. II. 140. 

Coray, archeolog. I. 1go. 

Corloni, sztycharz III. 326. 

Corneille Piotr. II. 713. III. 555. 

Cornelius Nepos. II. 696. 70i. 704. 
III. 40t. 

Costera Franciszek S. J. II. 559. 

Cotes. II. 189. 

Coulomb Karol August. II. 77. 202. 

Courriere S. J. I. 305. 306. 

Cramer Gabryel. Il. 186. 189. 

Crel, chemik. II. g7. 

Cretinay-Joly. I. 4. 

Creuzer, filolog. I. 1go. 

Crud, agronom. II. 163. 

Cullen, prof. III. 278. 327. 

Cumberland Ryszard. II. 576. 

Curtius Quintus. II. 701. 

Curtius Rufus. II. 704. 

Cuvier Jerzy. II. 119g. 121. 122. 123. 
124. 126. 128. 130. 134. 782. 808. 
809g. III. 345. 513. 620. 621. 

Cwietkowski Samson. I. 251. 

Cybulski S. J. I. 312. 

Cypner Dr. I. 153. II. 815. 

Czaban Ksawery. II. 743. 745. 

Czacka Barbara z Dembińskich. 
III. go. 

Czacka Katarzyna z Małachowskich. 
III. gg. 

Czacki Feliks. III. gg. 

Czacki Tadeusz. I. 1o. 101. 136. 146. 


248. 269. 
342. 344- 
236. 239. 
496. 497. 
781. 783 


243. 
337: 


154. 159. 219. 242. 
297. 331. 333. 336. 
350. II. 137. 160. 202. 
447. 465. 492. 493. 495. 
504. 589. 681. 700. 714. 


„| 
801. 831. III. 43. 48. 51. 52. 53. | 
59. 60. 61. 72. 93. 98. 106. 10qg. 
116. 178. 200. 242. 282. 290. 322. 


347. 350. 372. 385. 413. 414. 432. 


538. 553. 621. 
Czajkowski Jan. II. 321. 


Czajkowski Michał (Sadyk Pasza). 
III. 331. 451. 

Czaplic, generał. III. 68. 

Czaplic Karol. II. 177. 

Czapłygin, technolog. II. 165. 

Czapracki Mikołaj. I. 109. 

Czapski Adolf hr. II. 764. 

Czapski Edward hr. II. 764. 

Czapulkiewicz Kazimierz. II. 173. 

Czarkowski Franciszek. I. 83. 

Czarniawski Jan, ob. Czerniawski. 

Czarniecki Stefan. III. 475. 

Czarnkowski Adam Sędziwój. III. 
121. 307. 

Czarnobelski 
Kmita. 

Czarnowski Michał. II. 745. 763. 

Czarnowski Stanisław. II. 334. 

Czarny Andrzej. II. 820. 

Czartoryska Izabela z Flemingów. 
TTE 7; 

Czartoryski Adam. II. 8io. III. 481. 

Czartoryski Adam Jerzy. I. 2. g. 16. 
77. 98. 99. 102. 104. 106. 119. 
128. 156. 174. 184. 185. 213. 221. 
222. 225. 228. 238. 243. 284. 293. 
298. 300. 393. 394. 398. 444- 445: 
478. II. 60. 154. 157. 253. 320. 
337- 405. 409. 491. 520. 532. 549. 
714.718. 735. 740. 757. 702. 704. 
772. 774. 770. 788. 795. 799. 807. 
830. 831. 832. 835. 837. III. 5. 
9. 11. 13. 51. 53. 54. 74. 75. 70. 
78. 79. 80. 82. 83. 84. 85. 88. g3. 


Kmita Filon, obacz 


100. 101. 105. 111. 133. 134. 137. 


139. 149. 184. 279. 290. 311. 316. 
531. 535. 544. 545. 546. 549. 567. 
609. 621. 631. 


| Czartoryski Adam Kazimierz. I. 120. 


121. 128. 216. II. 174. 425. 448. 
663. 670. 720. III 7. 46. 131. 
184. 309. 329. 330. 334. 373. 574. 
616. 621. 

Czartoryski August. II. 180. 

Czartoryski Konstanty. I. 244. II. 
751. 810. III. 7. 481. 

Czartoryski Michał. III. 40. 

Czech Józef. I. 344. II. 69. 171. 173. 
177. 203. 797. III. 323. 

Czechowicz Ignacy. II. 747. 

Czechowicz Marcin. I. 25. III. 250. 

Czechowicz Szymon. II. 758. 702. 
III. 316. 326. 

Czechowicz Tomasz Michał. II. 578. 

Czechowiczowa Barbara z Sulistrow- 
skich. II. 578. 

Czeczot Jan. I. 239. II. 764. III. 
387. 440. 478. 559. 

Czekierski Józef. II. 800. 

Czemerowski Kazimierz. 1. 109. 

Czempiński Paweł. I. 217. 

Czenpiński Jan. I. 138. IL. 270. 

Czeretowicz Antoni. I. 326. IL. 349. 
III. 387. 555. 

Czermiński Walenty. II. 266. 336. 

Czerniawski Jan. I. 1or. 332. 339. 
343. 352. 355. 360. 361. 371. 
II. 27. 29. 30. 31. 33. 34. 36. 37. 
38. 39. 40. 438. 441. 730. 780. 
792. 794. III. 70. 153. 540. 

Czernyszew Zachar hr. I. 264. 

Czerpiński, malarz. III. 131. 

Czerski Stanisław. II. 668. 6g3. III. 
388. 541. 

Czerwiakowski Jakób. I. 1og. 

Czerznicki Aleksander. II. 567. 

Czetwertyński Dymitr. II. 765. III 
106. 

Czetwertyński Konstanty. II. 762. 

Czułdo Józef. 1. 109. 

Czwardowicz, sekretarz J.K.M. IIL 
603. 

Czyż Kazimierz. III. 597. 

D'Abrantes, księżna. III. 478. 

Dacier, archeolog. I. 1go. 

Dakuszewski Józef. I. 109. 

D'Alembert W. II. 189. 


654 


Dal Negro Salvator. II. 807. 808. | Davy Hutmphry. II. 83. 93. 148. 


III. 621. 

Dalton Jan. II. 76. 77. 108. 169. 
207. 

Damasceński Jan św. II. 669g. 704. 


Damczewski Kalasanty S. P. II. 173. 


Damel Jan Krzysztof. II. 745. 755. 
III. 76. 373. 

D'Ancora Kajetan. III. 621. 

Danefelt Donat. II. 3i0. 

Danejkowicz, ob. Ostrowski Danej- 
kowicz. 

Daniłowicz Ignacy. I. 81. 182. 
342. 353. 355. 358. 361. 363. 
II. 37. 39. 40. 42. 43. 45. 
448. 449. 451. 457. 465. 481. 
491. 492. 493. 495- 504. 599. 
799. 823. III. go. 150. 153. 
282. 370. 440. 442. 460. 541. 

Daniłowicz Rafał S. P. L 122. 
244. 

Dankwart Baltazar S. J. II. 567. 
III. 35. 573. 

Dannenmayer Maciej. II. 612. 
III. 223. 224. 

Dante Alighieri. II. 723. 735. 736. 
III. 422. 469. 473. 474. 

Dantiscus, ob. Czartoryski G. Z. P. 

D'Arencourt Wawrzyniec. I. 266. 
330. 

Dares Phrygius. II. 696. 

D'Arest. II. 287. 

D'Arset Feliks. II. 107. 163. 104. 
216. 


208. 
368. 
387. 
488. 
190. 
228. 
638. 

II. 


584. 
616. 


Darewski Weryha Konstanty. II. 
314. 

Darwin Karol Robert. II. 274. ID. 
513. 

Daszkiewicz Horbacki Joachim, bi- 
skup. I. 26!. 


Daszkowa Katarzyna, księżna. I. 223. 

Datnowska szkoła powia- 
towa. I. 236. 

D'Aubison de Voisins. II. 147. 

Dauksza Władysław S. J. 1. 
III. 37. 

David Franciszek. III. 354. 

David Jakób. II. 750. 

Davy Edmund. II. 207. 


85. 


== O ZZA, 0 OO Z W A A 0 | | O 1 NN BA | I Z O W ZZA Z Z W R ZZ ZY WEZ OE OE Z W WE O EE Z A O 


Davy John. II. 107. 129. 276. 
Dąbrowski Antoni S. P. II. 178. 
Dąbrowski Augustyn S. J. III. 156. 
Dąbrowski Bonawentura. II. 749. 
Dąbrowski Jan Henryk. II. 277. 
Dąbrowski Jerzy S. J. III. 156. 
Dąbrowski Ludwik S. J. III. 156. 
Dąbski, sędzia latyczowski. I. 231. 
Debluc Jędrzej. II. 235. 
Decandolle August. II. 161. 
397. 621. 
De Cot Jan. III. ó2!. 
Dederko Jakób Ignacy. II. 522. 


III. 


Degerando Józef Marya. II. 426. 
432. 

Dejbel Ksawery. I. 370. 

Dekolonius Ś. J. III. 512. 

De la Caille. II. 187. t1go. 22q. 


III. 41. 
De la Flize Dominik. II. 353. 356. 
De la Grange Józef Ludwik. II. 
189. 777. 
De la Jumelićre Jan. I. 331. 

De la Mars Adam S. J. I. 84. 
Delambre Jan Chrzciciel. II. 231. 
232. III. 321. 349. 360. 621. 

De la Nuza Aloizy S. J. 

De Lazzaris Varesis Jakób Antoni. 
I. 15. 

Delcrosse. II. 93. 

D'Leurie. II. 344. 

De Luc, fizyk. II. 76. 77. 

De Luc Jan Andrzej, geolog. II. 
148. 

De Mario Piotr. II. 645. 

Dembowski Leon. II. 777. III. 245. 

Demidow Paweł. II. 819. 

Demiriewo Teodor Jankowicz. I. 77. 

Demitrowicz Paweł. I. 25. III. 388. 

Detmostenes. III. 491. 

De Neve Jan. II. 50. 51. 53. 734. 
III. 156. 290. 

Denhof Zygmunt. III. 361. 

De Noailles hr. II. 447. 

Denon Dominik Vivant. 
781. 

IDeotyma, ob. Łuszczewska Jadwiga. 

De Pavy Julian. III. 621. 


IE. 735. 


Dereser Antoni Tadeusz. II. 598. 
Derszkoff Felicyan. II. 266. 
Desaix, fizyolog. III. 329. 
Des Cartes (Kartezyusz) Renć. 


157. 614. 615. 630. 
Des Cot Jan. III. 621. 
Desfontaines Rćnć. II. 78'. 
Desormes Clement. II. 93. 


De Sassy, orientalista. II. 728. III. 


128. 
Deszerf J. J. II. 166. 
Deventer. II. 344. 
Dewees. II. 349. 
Dębicki Ludwik. III. 7. 463. 
Dębiński Joachim S. P. IL. 139. 


Dicius Mikołaj S. J. II. 551. III. 


157. 


Dickstein Samuel. II. ó2. 65. III. 


227. 

Didym Hermanovilla, ob. Klagius. 
Dierbach. II. 342. 

Dierżawin Gabryel. I. c6. II. 695. 
Dietrichs, zoochirurg. III. 264. 


Diewoczka Onisfor, metropolita. I. 


164. 


Diker, pułkownik szwedzki. III. 599. 


Dilger Szymon. II. 475. III. 157. 
280. 418. 

Diodor sycylijski. II. 681. 

Dionis. II. 324. 

Dionisius halikarnaski. I. 187. III. 


427. 
Długosz Jan. II. 457. 470. III. 25. 
Dłuski Michał. I. g6. 103. 220. II. 


208. 551. 797. 807. III. 138. 
Dmochowski Aurelian. III. 565. 


Dmochowski Franciszek Salezy. ITI. 


713. 830. III, 50. 51. 53. 533. 
Dmochowski Henryk. III. 358. 


II. 
186. 234. 390. 391. 396. 432. III. 


655 


> — Z OO ZZ ZE 0 EO A EWA NO NO Z O A 


Dmochowski Kazimierz. III. 388. 
404. 

Dmochowski Michał. I. zoo. III. 
565. 567. 


Dmochowski Wincenty. II. 747. 
Dmuszewski Ludwik. III. 459. 
Dobrjanskij. I. 174. 


Dobrowolski Kazimierz Antoni. II. 


334. 


Dobrowolski Kazimierz Bolesław. 
II. 315. 

Dobrowolski Stanisław. II. 782. III. 
555: 


Dobrowski Józef. II. 731. 796. III. 
128. 282. 621. 

Dobrzański Michał, I. 253. 

Dobrzycki Henryk. II. 292. III. ii2. 

Dobszewicz Andrzej. I. 10Qq. 

Dobszewicz Benedykt S. J. II. 78. 
175. 391. 396. III. 157. 507. 513. 
630. 638. 

Dobszewicz Piotr. I. 10g. 

Dobszewicz Toinasz. I. 10Qg. 

Doebereiner J. W. II. ioS. 

Iogiel Maciej S$. P. I. 11. IL. 449. 
813. III. 512. 538. 

Dogiel Stanisław. II. 78. 

Doktoryzacye. I. 468. 

Dołhorukow, gubernator wojen. III. 
279. 

Dołner Franciszek. II. 266. 334. 817. 

Dombasle Józef Aleks. Maciej (de). 
II. ró!. 

Dombrowicka szkoła 
wiatowa. I. 236. 

Domejko Ignacy. II. 443. III. 380. 
389. 446. 462. 559. 503. 

Domejko Leon. III. 394. 

Domher Antoni. IL. 333. 820. 

Domher Józef. II. 334. 

Donato Aleksander. 1. 28. 

Dorohostajski Munwid Krzysztof. 
I. 41. 52. III. 572. 

Dorohostajski Munwid Mikołaj. I. 
41. 42. 

Dowgiałło Aleksander. II. 568. 585. 

Dowgiałło Zawisza, ob. Zawisza. 

Dowgird Anioł S. P. I. iog. 356. 
362. 369g. II. 39. 40. 41. 43. 47. 
48. 50. 51. 53. 392. 403. 419. 
819. III. 157. 635. 


por 


- Dowiatt Ignacy. I. 117. 247. 


Downarowicz Eliasz S. J. II. 551. 
III. 159g. 

Dozór szkolny. I. 398. 

Dozorcy honorowi. I. 224. 

Dresner Tomasz. II. 496. 

Drew Stewen. II. 375. 


Drewnoski Henryk. II. 818. 


Drews Jan S. J. (senior). II. 568. 


617. III. 159. 
Drews Jan S. J. (junior). III. 160. 
Drexeliusz Hieronim S. J. II. 558. 
Drohiczyńska szkoła po- 
wiatowa. I. 237. 


Droste zur Vischering, baron. II. 


1Ó!. 
Drozdowski Marcyalis. II. 669. 
Drozdowski Wawrzyniec. I. 109. 
Drucki Lubecki Franciszek Ksa- 
wery. II. 237. III. 463. 
Drukarnia. I. 121. 
Druy Stefan. I. 349. 
Drużbacka Elżbieta. III. 457. 
Drużbicki Gaspar S. J. II. 568. 


Drzewicki Hipolit. II. 232. 287. 315. 


341. 342. 820. 
Drzewiecki Józef. II. 454. 


Drzewiński Feliks, I. 147. 148. 155. 
182. 347. 352. 353. 357. 358. 301. 
364. 368. II. 36. 40. 41. 42. 43. 
45. 46. 49. 51. 70. 77. 79. 146. 
203. 208. 236. 793.799. 823. III. 


160. 200. 541. 
Dubitkowski Tomasz. II. 244. 
Dubniewicz, kanonik. II. 811. 
Dubrawski Julian. I. 109. 


Dubrunfaut August Piotr. II. 208. 


210. 215. 
Duclos Karol Pineau. II. 576. 
Dudin Antoni. II. 80. 208. 234. 
Dudziński Michał. II. 720. 
Dufour A. H. III. 496. 


Dulewicz Władysław. II. 185. 234. 


Dullo Daniel. II. 185. 


Dulong Piotr Ludwik. II. go. 109. 


Dulski Jan. I. 43. 
Dumas Jan Chrzciciel. II. 109g. 


Duncan Andrzej. II. 280. III. 328. 
Dunin Marcin, arcybiskup. III. 483. 


Duns Scot Jan. II. 86. 
Dupaty Emanuel. II. 469. 486. 
Dupin Karol. III. 621. 
Dupin Ludwik. II. 6to0. 


Dupont de Nemours Józef Samuel. 


II. 781. III. 62! 
Dupperay. II. 83. 


656 


| 
| 


| 
| 


Dupuytren. II. 368. 

Durajski Jan Antoni. II. 242. 

Duraud J. N. S$. II. 223. 797. III. 
215. 290. Ó2!L. 

Diirr Dr. II. 353. 

Duruy Wiktor. II. 471. 

Durzycki Stanisław. I. 109. 

Dutkowski Dominik. II. 80. 

Duverney Jerzy Ludwik. II, 325. 

Dwihubskij, prof. II. 139. 

Dworzaczek Ferdynand Karol. II. 
282. 297. 311. 314. 352. 353. 350. 
366. 

Dyalogi. III. 606. 

Dybicz Zabałkański hr. II. 827. 

Dybliński Wojciech. II. 63. 

Dybowski Tomasz. II. 160. 

Dymitr Samozwaniec. III. 316. 

Dynaburska szkoła. I. 237. 

Dyonizyusz Mały. II. 642. 648. 

Dyonizyusz z Halikarnasu. L. 
III. 427. 

Dyplomatyka, ob. Nauka. 

Dyrmont Józef. II. 160. 

Dyrwiański Jan. II. 287. 311. 

Działyński Mikołaj. I. 43. 

Działyński Tytus. II. 457. 492. III. 
154. 244. 389. 

Dziarkowski Józef. II. 139. 

Dziatko Antoni. I. 109. 370. 

Dzieduszycki Maurycy. III. 21. 240. 

Dziekoński Bartłomiej. II. 161. 

Dziennik medycyny, chi- 
rurgii i farmacyi. II. 322. 

Dzierożyński Damazy. II. 782. 786. 

Dzierzkowski Piotr. I. 109. 

Dziewoni Jan. I. 334. 341. 348. 356. 

Dziewoński Zacharyasz. II. 287. 

Dziewulski Jakób S. J. II. 568. 

Dzięciołł Józef. I. 117. 

Ebbon, arcybiskup reimski. II. 637. 

Eberlein S. J. I. 82. 

Eberling S. J. III. 161. 

Ebermajer Jan Kszysztof. II. 321. 

Eckhel, archeolog. I. 189. 

Edrise. II. 458. 

Ehlert S. J. III. 161. 

Ehrenfels, baron. II. 161. 

Eichhorn Karol Fryderyk. -II. 4989. 


187. 


Eichstaedt Heuryk Karol Abraham. 


I. 1go. II. 694. 


Eichwald Edward. I. 153. 158. 159. 
140. 
149. 276. 838. III. 134. 161. 241. 


121. 126. 


II. 49. SI. 129. 


398. | 
Eydimtt Franciszek. II. 80. 


Eynarowicz Franciszek S. J. III. 163. 


Eynarowicz Krzysztof S. J. 1. 84. 


Eysymontt Jan S. J. III. 135. 395. 
Eysymontt Leopold Stanisław. II. 


163. 
Eysymontt Michał. I. 1og. 


Eytelwein, fizyk. II. 818. III. 455. 


Eytmin Hieronim S. J. III. 163. 
Ekonom Uniwersytetu. I. 449. 
Ekonomia polityczna. II. 512. 


Elger Jerzy S. J. II. 695. III. 163. 


Eliaszewicz Józef. I. 109. 


Eliaszewicz Tadeusz. II. 669g. 820. 


III. 394. 


Eliaszewicz Gieysz Melchior. III. 


309. 394. 
Ellert, drukarz. II. 494. 
Ellrich Berent II. 287. 
Elsner Jerzy Fryderyk. II. 168. 
Elsner Józef. III. 416. 


Elżbieta, królowa angielska, III. 1 43. 
Elżbieta, księżniczka polska. II. 628. 
Emanuel II, cesarz wschodni. II. 615. 
Encyklopedya filologiczna. 


II. 665. 


Eneholm (Einholm) Eliasz. II. 356. 


III. 88. 621. 
Engelmann Grzegorz. II. 208. 
Epidemie. II. 282. 
Epidemiologia. II. 278. 
Epiktet. II. 669. 704. 
Erazm Ciołek, biskup. III. 25. 
Erazm Rotterdamski. II. 576. 
Erdely. III. 444. 
Erdmann S. J. III. 163. 
Erdmann Franciszek, orientalista. 
III. 424. 
Erdmann Jan Fryderyk. II. 819. 
Erhard Daniel Christian. III. 621. 
Ernesti, filolog. I. 189. 
Erpenius (von Erpen) Tomasz. II. 
728. 


UNIWERSYTET WILEŃSKI TOM III. 


'„—=: nz m w nn Z WW O A A EAZA ZZ I 





Erxleben. II. 126. 

Eschenburg. II. 716. 730. 

Eschiles. II. 713. 

Eschines. III. 491. 

Esenbach v. Nees. III. 621. 

Estiusz. II. 598. 

Estko Aleksander. I. 385. III. 597. 

Estreicher Karol. II. 224. 307. 309. 
III. 432. 

Eugeniusz, metropolita. III, 621. 

Euklides. II. 171. 178. 179.678.797. 

Euler Jan Albrecht. II. 182. 186. 189. 

Eumenides. II. 699. 

Euripides. II. 670. 704. 713. III. 
491. 

Eutropius. II. 701. 704. 

Euzebiusz Cezaryjski. II. 597. 646. 

Ezop. I. 29. II. 670. 704. 

Fabbroni Adam. I. 189. 
834. III. 49. 621. 

Fabrycki, Bazylianin. II. 727. III. 
363. 364. 

Fabrycyusz, filolog. III. 334. 

Fabrycyusz Tomasz. II. 298. 

Fabrycyusz Tomasz S. J. III. 163. 

Fabrycyusz Walenty S. J. II. 394. 
III. 164. 

Facciolatus Jakób. II. 604. ó9i. 791. 

Falissowski Krzysztof Grot. II. 695. 

Falkowski Jakób. II. 604. 617. III. 


igo. II. 


395. 
Falkowski Jakób S. P. II. 816. 
Fannenberg. II. 161. 
Fargault. II. 683. 
Farmacya. II. 318. 
Farmakologia. II. 315. 
Fauntney Wawrzyniec Artur S. J. 
III. 164. 
Fea, archeolog. I. 190. 
Fedrus, ob. Phedrus. 
Feldt L. II. 180. 
Felińska Ewa. II. 754. 
Feliński Aloizy. II. 797. III. 621. 
Fergusson. II. 576. 
Ferrara, ksiądz, geolog. II. 153. 
Ferraud. III. 144. 
Ferreryusz Zacharyasz, 
II. 620. 
Ferrusac (de), baron. II. 796. 


43 


NUNCYUSZ. 


658 


Feuerbach Paweł Jan Anzelm. II. ' 


4906. 


Fiałkowski Antoni. I 1og. II. 50. 
52. 538. 547. 3ji. 486. 6o2. 604. 
613. 617. 609g. 827. III. 165. 225. 


320. 454. 
Fichte Jan Gottlib. II. 576. 
Fielding. II. 486. 

Filangieri Kajetan. II. 480. 
Filareci. I. 17. III. 5539. 


Filaret, archierej. I. 300. 476. III. 


621. 
Filicaja Wincenty. II. 736. 
Filipecki Andrzej S. J. II. 586. 
Filipowicz Tadeusz. I. 382. 
Filips, chemik. II. 107. 
Filomaci. I. 17. III. 559. 
Filozofia. II. 389. 


Fischer E. G. II. 77. 89. III. 471. 
150. 


Fischer Gothelf. II. 
807. III. 621. 

Fischer J. II. 1og. 148. 

Fischer Jan Eberhard. II. 687. 

Fischer Teodor. III. 621. 

Fischer W. K. IL 322. 

Fizyka. II. 71. 

Fizykiewicz Bonifacyusz. I. 242. 

Fizyologia. II. 268. 

Fleming Jerzy, podskarbi. II. 175. 

Fleuret Jan S. J. I. 146. III. 166. 

Fleuret, technolog. II. 208. 


125. 127. 


Fleury Klaudyusz. II. 545. 595. 609. 


61o. 611. 617. 640. 646. 
Fleury S. J. II. 66. III. 266. 272. 
Flexier de Reval. II. 561. 


Florian Piotr Claris de. III. 445. 


450. 


Florus Luciusz Anneus. II. 695. 704. 
Flourens Marya Jan Piotr. II. 124. 


Focyusz, archimandryta. III. g. 
Fok Jan. III. 408. 


Fonberg Ignacy. I. 144. 369. II. 43. 
45. 46. 47. 49. 51. 71. 104. 208. 


284. 321. III. 166. 
Fontana, anatom. II. 2óo0. 
Fontani, filolog. I. 1go. 
Forster Jan. II. 365. III. 167. 
Forster Jerzy. I. 135. 152. 157. 


17, dl, 4. E5e KDE JA: 


155. 
113. 


t20. 134. 144. 365. 770. III. 167. 
175. 206. 340. 343. 520. 524. 536. 

Fortin, mechanik. I. 144. 

Fouceau. II. 208. 

Fourcroy Antoni Franciszek. II. ror. 
III. 328. 345. 

Foville, anatom. II. 264. 

Franche, anatom. II. 264. 

Franciszek Kajetan św. III. 30. 

Francoeur L. B. II. 171. 20t. 

Francus di Franco. III. 587. 

Frank Esajas Jakób. II. 287. 

Frank Jan Piotr. I. 168. 174. 331. 
II. 26. 249. 250. 251. 253. 254. 
270. 271. 300. 302. 349. 366. 368. 
371. 373. 816. 820.831. 832.533. 
837. III. 133. 169. 171. 257. 259. 
327. 387. 537. 608. 622. 

Frank Józef. I. g. 1ig. 138. 165. 
169. 331. 333. 335. 340. 340. 355. 
361. 368. 393. II. io. 26. 27. 28. 
30. 31. 32. 34. 30. 38. 41. 44. 
102. 141. 145. 155. 250. 253. 254. 
256. 261. 265. 272. 276. 280. 263. 
288. 289. 292. 293. 297. 298. 300. 
302. 308. 310. 311. 312. 313. 3IĄ. 
315. 317. 333. 337. 341. 342. 348. 
356. 359. 360. 362. 363. 365. 366. 
367. 376. 746. 764. 781. 782. 753. 
784. 790. 791. 796. 819. 831. 832. 
833. 837. III. 64. 79. 92. 107. 
108. FII. I12. 114. IIQ. 138. 143. 
109. 170. 193. 194. 195. 197. 198. 
207. 238. 248. 262. 277. 312. 329. 
330. 347. 348. 387. 413. 414. 405. 
406. 536. 537. 540. 544. 609. 619. 
622. 637. 

Franklin Benjamin. III. 342. 

Frauenhoffer, astronoin. II. 234. 

Frączkiewicz Michał S. P. III. 213. 

Fredro Jędrzej Maksymilian. III. 204. 

Friebe W. Ch. II. 381. 

Frieck. II. 208. 

Friesel, gubern. wileń. I. 319. IIL. 
278. 

Fritze. II. 179. 185. 

Frizius Andrzej S. J. III. 26. 

Frizius Filip S. J. III. 26. 

Fronton, retor, I. 189. 


EE cad 


Froriep Ludwik Fryderyk. II. 347. 


III. 391. 


Fryczyński Michał. I. 192. 193. 196. 
198. 200. 201. 202. 207. 209g. II. 
159. 163. III. 173. 414. 541. 545. 

Fryderyk Chrystyan, królewicz pol- 


ski. II. 617. 
Fryderyk, król saski. III. 397. 
Fulke, filolog. III. 128. 
Fuss, astronom. I. 176. 


Fuss Mikołaj. I. 77. 300. 476. II. 


397. 836. III. 1og. 622. 


Gabinet anatomii normal- 


nej. I. 137. 
Gabinet chemiczny. I. 144. 
Gabinet fizyczy. I. 145. 
Gabinet machin. I. 149. 


Gabinet mineralogiczny. I. 


152. 


Gabinet numizmatyczny. I. 


1 56. 


Gabinet zoologiczny. I. 158. 
Gabinet zootomiczny. I. 159. 
Gabinet zootomiczno-pato- 


logiczny. I. i6i. 
Gadon J. III. 7. 
Gadon Włodzimierz. II. 504. 
Gaertner C. L. II. 152. 
Gay de Vernon. III. 345. 


Gay-Lusac Ludwik Józef. III. 622. 


Gaydziński Marcin. II. 568. 
Gail, archeolog. I. igo. 
Gaillard, prof. I. 253. 
Gaimard. II. 129. 


Galatowski Joanicyusz. II. 548. 821. 
Galileusz (Gallilet). II. 70. III. 150. 


Galiński Ignacy. II. 760. 

Gall Franciszek Józef. II. 2741. 
Gallus, kronikarz. II. 448. 461. 
Gałązka Stanisław. I. 24. II. 494. 
Gałęzowski Maciej. II. 285. 


Gałęzowski Seweryn. I. 166. II. 46. 
47. 49. 288. 295. 330. 332. 330. 


341. 820. III. 173. 294. 444. 
Gałżyński Antoni S. J. IL. t2i. 


Gamrat Piotr, prymas. I. 24. 


Garbiński Kajetan. II. 195. III. 211. 


Garczyński Kacper. II. 820. 
Garczyński Stefan. III. ;49. 





,Geometrya 








659 — 


Garengeot, anatom. II. 257. 
Garnysz Maciej, biskup. I. 216. 
Garwe Chrystyan. II. 576. 
Garycki Bonifacy. III. 49. 
Gassendi Piotr. II. 70. 391. 396. 
III. 157. 
Gattay Piotr Ś. J. III. 204. 
Gatterer Jan Krzysztof. II. 459. III. 
276. 
Gaudiusz, matematyk. II. 1go. 
Gauthey, architekt. II. 223. 
Gawłowicki, prawnik. II. 494. 
Gaworow, lekarz. II. 816. 
Gawroński Andrzej, biskup. I. 216. 
217. 218. II. 174. 179. 185. 
Gąsiorowski Ludwik. II. 337. 338. 
365. 
Gedykie Fryderyk. II. 680. 695. 
Gedymin W. Ks. litewski. II. 454. 
III. 608. 
Gedymin Bernard. II. 201. 
Genadius, scholarus patryarchy. II. 
551. 
Gengel Jerzy S. J. II. 39gi. 
Geoffroy St. Hilaire Izydor. II. 125. 
Geodezya. II. 218. 
Geografia. II. 235. 
Geologia. IL. 144. 
Geometrya. II. 176. 


 'Geometrya analityczna. II. 


185. 

wykreślna. II. 
192. 

Gerard, technolog. II. 216. 

Gerber Marcin. III. gg. 


, Gerin (de) Andrzej. II. 8o. 
Gerson Jan Karol. II. 576. 
' Gessner Salomon. III. 152. 


Gębicki Jan. I. 481. 

Gherardine. II. 736. 

Giannon, historyk. II. 644. 

Gibbon Edward. II. 388. 485. 

Giec Kazimierz. II. 657. 

Gieczewicz Jerzy. III. 565. 

Giedroyć Józef Arnulf, biskup. I. 
220. 241. 263. 


| Giedroyć Marcyan. I. 1oq. 
| Giedroyć Melchior, biskup. I. 33. 


522270; 


Giedroyć Szymon, biskup. III. 177. 
Giedroyć Wincenty. I. 109g. II. 551 
Gierber S. J. I. 312. 
Gierdźwiłło M. II. 585. 
Giffschiitz F. II. 580. 582. III. 339. 
Gilbert de Lannoy. II. 457. 
Gilibert Jan Emanuel. I. 135. 152. 
157. 177. 180. II. 13. 111. 120. 
123. 133. 144. 369. 770. III. 45. 
46. 162. 168. 169. 174. 205. 255. 
343. 518. 520. 524. 530. 622. 
Ginejtt Wincenty. I. 1og. 
Ginejtt Władysław. I. 109. 
Gingućne Piotr Ludwik. II. 736. 
Giniatt Józef. I. 109. 
Ginkiewicz Michał S. J. II. 569. 
III. 32. 
Gintowski, ob. Andrzejkiewicz. 
Gintowtt Dziewałtowski Joachim. 
I. 217. III. 523. 
Gintyłło Benedykt. I. 109g. 
Gintyłło Jan Chryzostom. IL. 
356. 361. II. 39. 40. 42. 523. 
669. 727. III. 175. 
Giordano Bruno. II. 390. 
Giraud Jan Chrzciciel. II. 7 29. 
Girsztowt Polikarp. III. 277. 
Gliński Iwan, archimandryta. I. 164. 
Glisson. II. 324. 
Glotz. II. 380. 
Gliicksberg Jan. III. 371. 
Gliicksberg Teofil. III. 415. 457. 
Głażyński Antoni S. J. III. 117. 
Głowacki Albanus. I. 109g. 
Głowacki Antoni. III. 131. 
Głowacki Józef. I. 385. II. 747. 
Głowicki Ludwik. II. 225. 
Głowniewski Arseniusz, biskup. II. 
657. 
Gmeiner Franciszek Ksawery. 
546. 612. 617. 
Gnoiński Piotr. II. 353. 
Godebski Marcin S. J. III. 36. 
Godin Helena. III. 145. 
Godlewski Franciszek S. P. I. 325. 
II. 585. III. 554. 555. 556. 
Godziemba Andrzej. II. 288. 
Goebelius Sebastyan. II. 587. 
Goeppert, chemik. II. 105. 


109. 
598. 


II. 





660 


Goethe Jan Wolfgang. II. 123. 7 26. 


III. 445. 449. 


Gogolewski Onufry. I. 10qg. 
_ Golański Filip Neryusz S. P. I. 9. 


96. 99. 101. 103. 134. 324. 325. 
331. 339. 340. 346. 353. 355. 350. 
360. 370. 379. II. 18. 19. 20. 21. 
22. 23. 25. 26. 27. 29. 30. 31. 33. 
34. 35. 449. 523. 534. 535. 540. 
552. 584. 585. 598. 604. 605. 611. 
617. 670. 708. 720. 746. 772. 775. 
782. 785. 790. 794. 804. 818. III. 
15. 127. 178. 202. 212. 215. 261. 
287. 323. 327. 342. 529. 584. 

Goldsmith Olivier. II. 469. 732. III. 
442. 

Goleniszczew -Kutuzow, gubernator. 
III. 102. 

Golicyn Aleksander, książę. I. 191. 
204. 301. 476. II. 351. 405. 805. 
306. 812. 815. 816. III. g. to. 74. 
129. 540. 541. 543. 545. 548. 622. 

Golubski Jan, ob. Sawicki Kacper. 

Gołębiowski Łukasz. II. 670. III. 
43: 47: 244. 

Gołowkin Jerzy. II. 382. 

Gołubcew, skarbnik państwa. I. 284. 

Gołuchowski Józef. I. 368. 375. II. 
45. 405. 406. 420. 450. III. go. 
158. 180. 389 489. 543. 545. 550. 
638. 

Gonzaga Ludwik. II. 87. 

Gonzala Józef. II. 743. 747. 

Gordon Dawid. II. 209. 

Gorecka Weronika z Ejdziatowi- 
czów. III. 396. 

Gorecki, kanon. wileń. I. 79. 

Gorecki Antoni. II. 721. 755. 780. 
III. 395. 

Gorecki Ignacy. II. 187. 

Gorecki Wincenty. III. 395. 


. Gorgonius Agejson. III. 182. 
- Górka Stanisław, wojew. pozn. I. 42. 


Górnicki Łukasz. I. 
III. 307. 486. 
Górski Hipolit. III. só7. 
Górski Jakób. III. 189. 376. 
Górski Józef. III. 567. 
Górski Leopold. I. 263. 


133. II. 427. 


Górski Stanisław Batys. I. 180. II. 
127. 130. 131. 133. 140. III. 265. 


396. 471. 490. 
Górski Szymon, ob. Gos Szymon. 


Górski Waleryan. I. 149. 182. 351. 
353. 358. 363. 366. 369. 372. II. 
42. 43. 45. 46. 47. 49. 51. 77. 
201. 202. 226. 797. 800. 806. 810. 
312. 813. 818. 820. III. 182. 293. 


541. 543. 544. 
Goryński Piotr. II. 499. 
Gorszwiłło Krzysztof S. J. III. 37. 
Gos Szymon S. J. III. 182. 


Goślicki Wawrzyniec. II. 699. III. 


266. 


Gospodarstwo wiejskie. II. 


154. 


Gosselin Paschalis Franciszek Józef. 


II. 456. 
Gostomski Anzelm. I. 43. 
Gostyński Aloizy. III. 103. 104. 
Goszczyński Seweryn. III. 
Góthe, archeolog. I. 189. 


== 


+/5: 


Gótke Konstanty, sztycharz. II 569. 
srabenius (Grabeński) Marek S. J. 


27. 184. 
Grabianka Tadeusz. III. 437. 


Grabowiecki Józef. II. 336. 348. 790. 
Grabowski Adam Stanisław, biskup. 


I. 278. II. 66. III. 266. 
Grabowski Ignacy. II. 582. 
Grabowski Ludwik. III. 332. 


Grabowski Michał. II. 463. III. 398. 


403. 
Grabowski Paweł, generał. III. 209. 


Grabowski Stanisław hr. II. 405. 


Gracyan Marcin. II. 647. 648. III. 


124. 

Graefe Albrecht. II. 297. 350. 

Graham Dr. II. 317. 

Graham Tomasz, chemik. II. g3. 

Grass Krystyan. II. 333. 784. 

Grassi Józef. II. 746. 

Gravesson Hyacynt. II. 610. 

Gravina Jan Wincenty. II. 476. 636. 
730. 

Grecz Mikołaj. II. 731. 

Greff, księgarz. III. 176. 

Greff, Fryderyk. II. 826. 


661 


NN A W A 


Gregoire Henryk. III. 622. 

Gregory Dawid. II. 190. 

Gregory Jerzy. III. 328. 622. 

Grening. II. 209. 

Gresset Jan Chrzciciel Ludwik. III. 
I31. 

Gretser Jakób S. J. II. 670. III. 184. 

Grevius, filolog. I. 136. 

Grimm Fryderyk Melchior. I. 223. 

Grochowski Modest. III. 608. 

Groddeck Ernest Godofred. I. it. 
120. 129. 135. 156. 183. 186. 331. 


334- 335- 330. 337. 339- 340. 341. 
343. 340. 347. 348. 350. 351. 352. 
355. 356. 360. 361. 362. 367. 368. 
370. II. 8. 10. 26. 27. 29. 30. 31. 
33- 34. 35: 37: 40: 43: 44. 425- 
604. 662. 666. 670. 679. 689. 6go. 
693. 699. 700. 714. 716. 728. 759. 
764. 780. 783. 788. 791. 793. 795. 
799. 804. 807. 812. 813. 816. 831. 
834. III. 62. 107. 132. 184. 201. 
242. 333. 330. 304. 394. 411. 424. 
491. 533. 534. 537. 553. 555. 585. 
620. 638. 

Grodzicki Faustyn S. J. III. gg. 

Grodzicki Jan. III. 189. 

Grodzicki Stanisław S. J. II. 552. 
3558. 569. III. 189. 507. 508. 586. 

Grodzieńska szkoła powia- 
towa. I. 239. 

Grodzieńskie gimnazyuum. 
I. 237. 

Groicki Bartłomiej. II. 500. 

Grola Stanisław. II. 499. 

Gróll Michał. II. 338. 465. III. 377. 

Gromow Sergiusz. II. 361. III. 92. 

Gronostajski Gerard. II. 679. 

Gronov Abraham. I. 136. 189. 

Grot J. K. I. 223. | 

Grotius Hugo. II. 516. 643. 

Grotkowski ILudwik. II. 288. 

Groza Aleksander. II. 721. 729. III. 
398. 415. 

Groza Paweł. III. 398. 

Groza Teofila z Kopczyńskich. III. 


S. J. III. 528. 
Grudziński Palladyusz. I. 109. 


662 


Grudziński Stefan, wojewoda rawski. ' Gzowski Franciszek. II. 654. 


III. 264. 


Grumy (Grum Grzymajło) Konrad. 


II. 293. 
Grunert Zygmunt. II. 743. 747. 


Grużewski Jau S. J. II. 569. III. 25. 


Grużewski, generał. II. 780. 
Grużewski Józef. III. 567. 

Gryzer B. II. 322. 

(rzegorz IX, papież. II. 647. 649. 


Grzegorz XIII, papież. I. 8. 17. 44. 


83. 477. II. 3. 62. 525. 528. 535. 
150. 


607. 624. 653. 656. III. |. 


533. 000. 
Grzegorz XVI, papież. III. 223. 


Grzegorz Lwowczyk, ob. Lwowczyk. 
Grzegorz Nazyanzeński św. II. 653. 


704. III. 400. 
Grzegorz Wielki. III. 12r. 
Grzegorz z Szamotuł. II. 499. 
Grzegorz z Żarnowca. III. 190. 
Grzegorzewski Antoni. III. 251. 
Grzegorzewski Jan. II. 1go. 
Grzybowski Antoni. II. 585. 
Grzymała Antoni. I. 336. 


Gucewicz Wawrzyniec. II. 20. 21. 
220. 221. 822. III. 190. 349. 527. 


529. 

Guderlej Karol Adolf. II. 7,7. 

Guepin A. III. 436. 467. 

Gui de Chauliac. II. 324. 

Guidotti Joachim Józef. II. 652. 

Guillois Ambroży. III. 465. 

Guivanelli hr. II. 167. 

Gundulicz Jan. II. 826. 

Ginter Adam hr. II. 
567. 

Guriew Dymitr hr. I. 300. 

Gurtl Ernest. III. 264. 

Gustaw, król szwedzki. III. 274. 

Gustaw Adolf, król szwedzki. II. 
814. III. 368. 

(uszkiewicz Andrzej. III. 597. 

(Gutt Ferdynand. II. 266. III. 399. 
483. 

Gutt Jerzy. II. 322. 307. 

Guze Rudolf. II. 351. 

Gwagnin (Guagnini) Aleksander. I. 
258. II. 470. III. 376. 


704. 


III. 


| 


I 
1 
l 


| 


NM || nz A A M m 


| 


Gzowski Hieronim. I. 390. 

Hachette Jan Mikołaj Piotr. II. 192. 
201. III. 183. 

Hahnemann Samuel Krystyan. II. 
281. 368. 

Haidinger Wilhelm Karol. III. 390. 

Hajus Jan. I. 30. 

Hallam. II. 393. 

Halley. II. 189. 

Haller Albrecht. II. 257. 260. 269. 
273. 281. 337. III. 174. 

Hamel P. J. II. 127. 2it. 

Hamilton sir Wiliam. I. 153. 

Hammer Purgstal Józef, orientalista. 
III. 469. 

Hanecki S. J. I. 330. 

Hanka Wacław. II. 800. 305. III. 
128. 282. 622. 

Hannart. II. 124. 

Hanusowicz Jan. I. 357. II. 797. 

Harasch Wojciech S. J. III. 192. 

Hardelay, misyonarz. III. 202. 

Hardy, mechanik. III. 320. 

Harlan. II. 125. 

Harles, filolog. II. 686. 

Harno. IL. 125. 

Hartig Jerzy Ludwik. II. 209. 

Hartlib, profesor. III. 589. 

Hartmann. II. 281. 

Hase Karol. I. 188. III. 622. 

Hassenfratz Jan Henryk. III. 345. 

Hassowski Stanisław S. J. III. 192. 

Hastings Karol. II. 317. 

Hatowski Antoni. II. 63. 

Haur Kazimierz. II. 219. III. 300. 

Hausmann Jan Fryderyk. II. 145. 

Haustein Benjamin. I. 341. 348. 350. 
359. 366. 370. 375. II. 28. 29. 30. 
33- 34- 35: 37: 40. 43. 44. 48. 31. 
53. 732. 734. 800. III. 192. 

Haiiy Rćnć Justus. II. 82. 145. 140. 
III. 345. 424. 622. 

Hechell Fryderyk Bogumił. II. 288. 
311. 312. 356. 359. 360. 365. III. 
399. 

Hecker August Fryderyk. II. 295. 

Heeren Arnold Herman Ludwik. 
I. 1go. II. 441. 442. III. 282. 


663 


Hegel Jerzy Wilhelm Fryderyk. II. i Herder Jan Gotfryd. II. 425. 
| Herman, przyrodnik. II. 808. 
| Hermann, filolog. I. 189. igo. II. 


417. 426. 433. III. 182. 
Heiberg Dr. II. 339. 
Heidatel Jan. II. 817. 
Heiden Karol. I. 109. 
Heidenstein Reinhold. III. 376. 
Heiman Benedykt. II. 297. 
Heiman Herz II. 288. 
Heine Teresa. III. 168. 169. 
Heine, filolog. I. 189. 


Heineccius Jan Bogumił. II. 479. 


487. 
Heinemann. II. 124. 
Heinrich Teodor. II. 334. 
Heister Wawrzyniec. II. 256. 324. 
Hekaton. II. 682. 704. 
Heliodor. I. 29. II. 686. 704. 


Hell Maksymilian S. J. II. 173. 229. 


III. 272. 342. 
Heltz! Józef. II. 336. 
Helvetius Klaudyusz Adryan. 
570. 
Hempel, anatom. II. 262. 
Hemsterhaus, filolog. I. 189. 
Henkuis. II. 355. 
Hennel, chemik. II. 107. 
Henry Piotr Józef. II. 561. 


Henryk Walezyusz, król. II. 444. 


448. III. 22. 283. 
Henschemius Godfryd. II. 621. 


Herb Akademii. I. 130. 477. 
III. 574. 
Herberski Wincenty. I. 150. 169. 


182. 192. 193. 194. 196. 199. 
207. 333. 353. 355. 357. 301. 
369g. II. 1o. 45. 47. 155. 234. 
262. 293. 308. 759g. 786. 798. 
III. 1o8. 138. 192. 311. 312. 
538. 541. 544. 

Herberstein Zygmunt. III. 254. 

Herbart I. Fr. II. 417. 

Herbest Benedykt S. J. I. 
695. III. 508. 

Ilerburt Jan z Fulsztyna. II. 499. 


Herburt Mamert z Fulsztyna. I. 9. 
II. 425. 527. 669. 


80. 108. 10Q. 
727. III. 153. 158. 180. 399. 


Herburt Mikołaj z Fulsztyna. I. 43. 


Hercyk Jan S. J. II. 81. 


II. 


203. 
303. 
250. 
819. 
331. 


20, IE, 


687. 
Hermbstaedt Frydrych. II. 160. 209. 
212. 213. III. 278. 


| Hermbstaedt S. G. II. 109. 


l 


Hermstaedt Zygmunt Fryderyk. II. 
322. 
Herodot. II. 679. III. 426. 
Herubowicz Michał. I. 109. 
Herschel Fryderyk Wilhelm. 
320. 583. 
Hesse, malarz. II. 747. 
Heusinger, filolog. I. 189. 
Hezyod. II. 672. 680. III. 463. 
Hieger, aptekarz. ILI. 397. 
Hieronim św. II. 598. 646. 
Hieronim a S$. Bernardo, ob. Stroj- 
nowski. 
Hilary od św. Rajmunda. II. 618. 
Hilaryon od św. Grzegorza. II. 618. 
Hilchen Antoni. I. 109. 
Hilchen Rafał. I. 1og. 
Hincza Marcin S. J. II. 569g. III. 
195. 
Hintz Grzegorz S. J. III. 26. 
Hippokrates. II. 189. 300. 302. 303. 
678. III. 108. 293. 
Hirt, archeolog. I. 189. 
Historya Kościoła. II. 608. 
Historya medycyny. II. 363. 
Historya naturalna. II. iio. 
Historya powszechna. II. 435. 
Hlebowicz Antoni Bolesław. II. 319. 
III. 254. 402. 5ot. 
Hlebowicz Jan. I. 41. 43. 53. 
Hlybowski Jan. I. 109. 
Hłuszniewicz Antoni. II. 321. 
Hłuszniewicz Michał. I. 176. 379. 
III. 402. 
Hobbes Tomasz. III. 632. 
Hoepfner Fryderyk. II. 479. 
Hoesick Ferdynand. III. 474. 476. 
Hoff (von) P. K. II. 84. 
Hoffmann Grzegorz S. J. I. S4. 
Hoffmann Jakób Fryderyk. II. 146. 
Hogendortf, generał. III. 67. 68. 
Holecki Aleksy. I. 109. 


III. 


Holland Jan Dawid. I. 325. 341 


664 


343. 348. 350. 356. 366. 370. 375. 


II. 24. 25. 26. 28. 29. 30. 32. 34 
35. 37. 38. 41. 43. 44. 782. III 
196. 303. 
Holtz S. J. 1. 83. 
Holtz Gabryel. I. 


II. 32. 261. III. 193. 197. 219 
248. 

Holzhauser, rzeźbiarz. III. 268. 

Hołowczyc Szczepan, metropolita 
I. 217. 218. 

Hołowińska Dominika z Łęskich 
III. 403. 


Hołowiński Antoni. II. 288. 

Hołowiński Ignacy. I. tog. II. 426 
721. III. 166. 403. 407. 408. 489 

Hołowiński Piotr. III. 403. 

Hołowka Kazimierz Alojzy S. J. II 
236. III. 197. 


! 
| 
138. 334. 340 


Hołownia Adryan. biskup. III. 340. 
Hołubowicz Michał. I. 1og. II. 552. 


III. 222. 340. 


Hołyński Wincenty. II. 8x0. III. 


555: 
Homberg, chemik. II. 97. 


Homburg, anatom. III. 124. 
Home Everarde. II. 336. 


Homer. I. 116. 186. II. 661. 670. 
671. 672. 678. 679. 683. 704. 712. 


III. 463. 473. 


Homolicki Ferdynand. I. 1og. III. 


231. 
Homolicki Jan. I. 109. 


Homolicki Michał. I. 163. 342. 356. 
361. 368. II. 38. 41. 44. 45. 47. 
49. 275. 289. 297. 315. 316. 367. 
454. 752. 790. III. gi. 125. 186. 


197. 259. 311. 372. 402. 
Homolicki Mikołaj. I. 1oqg. 
Hoppen Paweł Boufał. II. 321. 


Horacyusz Flakkus. I. 29. 387. II. 
300. 464. 662. 689. 695. 696. 697. 
702. 704. 723. 805. III. 267. 268. 


287. 407. 441. 443. 455. 582. 


Horain Aleksander, biskup. I. 12. 


II. 658. III. 405. 
Horain Aleksander. III. 39. 
Horbacewicz Jan. I. 109. 


| 
| 


Horbacewicz Teodor. I. 109. 

Hordyński Zdzisław. III. 559. 

Horehlad Józef. II. 488. 

Horn Piotr. I. 123. 126. II. 208. 
III. 145. 193. 567. 622. 

Hornostaj Gabryel. I. 41. 52. 

Horodecki Ignacy. I. 145. 330. 337. 
340. 347. 355. 361. 368. II. 38. 
39. 40. 41. 42. 43. 45. 146. 209. 
815. III. 200. 203. 258. 259. 422. 

Horodecki Jan S. J. I. 84. 

Horodecki Jan. II. 348. 

Horsley. II. 189. 

Horstius, teolog. II. 610. 

Hostowin, ob. Hostowski. 

Hostowski Baltazar S. J. I. 30. 30. 
III. 26. 200. 

Houwalt S. J. I. 308. 312. 315. 
Hozyusz Stanisław, kardynał. I. 14. 
27. 36. II. 5ot. 727. III. 21. 

Hrebnicki, generał. III. 522. 
Hrebnicki Ignacy S. J. I. 329. 330. 
Hreczyna Grzegorz. II. 80. 185. 225. 
III. 405. 410. 
Hreczyna Tadeusz. II. 289. 
Hrehorowicz Jerzy. I. 109. 
Hryckiewicz Numerian. I. 109. 
Hrynaszkiewicz Paweł. I. 356. 
Hryncewicz Justyn. I. 10q. 
Hryncewicz Wiktoryn Aleksander. 


II. 657. 
Hryniewicki Józef. I. 1io. 
Hryniewiecki Karol, biskup. III. 
400. 


Hryniewicz Antoni. II. 817. 

Hryniewicz Jan Stanisław Kostka. 
I. 357. 369g. II. 43. 44. 48. 531. 
53. 668. 679. 690. 696. 797. 826. 
827. III. 201. 

Hryniewicz Wincenty. I. io. 370. 

Hrynkiewicz S. J. I. 330. 

Hryszkiewicz Dominik. I. tio. 

Hryszkiewicz M. III. 4935. 

Hubczyński Ignacy. II. 019. 

Huber, literat. III. 169. 

Hudde, matematyk. II. 1go. 

Huetiusz (Huet) Piotr Daniel. II. 
595. 

Hufeland Krzysz. Wilh. II. 281.835. 


Hugens, matematyk. II. 189. 

Hugo Gustaw. II. 481. III. 282. 
287. 622. 

Hulanicki Kazimierz. I. iio. 

Hullet Józef. I. 334. 341. 348. 356. 

Humańska szkoła powia- 
towa. I. 240. 

Humboldt Aleksander. II. 86. go. 
124. 132. 148. 152. III. 482. 497. 

Hume Dawid. II. 388. 576. 732. 
III. 632. 

Hume, technolog. II. 212. 

Hundius Stanisław. I. 239. 

Hunter Wiliam. II. 257. 260. 

Huryn Wincenty. II. 283. 

Hussarzewski Tomasz. I. 324. 331. 


334. IL 14. 15. 16. 17. 18. 19. 
20. 21. 22. 23. 25. 26. 388. 389. 


436. 450. 557. 605. 768. 785. III. 


15. 191. 202. 212. 242. 518. 529. 


534: 554- 555: 
Husson Dr. II. 2gr. 


Hutcheson Franciszek. II. 576. 

Hutorowicz Józefat. III. 406. 

Huxter J. II. 125. 

Hygiena. II. 354. 

Hylzen Jan August. II. 450. III. 
110. 406. 


Hylzen Jerzy Konstanty. III. 406. 
Hylzen Jerzy Mikołaj. II.617.III.406. 


Hylzen Józef. III. 205. 360. 
Ibrahim Chalfin. III. 424. 


Ignacy św., biskup. II. 597. III. 379. 


Ignacy Loyola św. II. 570. 573. 592. 
III. 196. 253. 572. 

Ignacy a S$. Maria de Mercede, ob. 
Grabowski Ignacy. 

Ignatowicz Wincenty. II. 817. 


Ihnatowicz Atanazy. I. 335. 341. 


348. 351. II. 546. 611. 785. 
Ihnatowicz Jan. I. Ito. 


Ihnatowicz Konstanty. I. ito. 

Ihumeńska szkoła powia- 
towa. I. 240. 

Ikonnikow Włodzimierz. 
367. 


III. 


Iliński Janusz Stanisław hr. II. 743. 


776. III. iotr. 
Ilińskij Aleksander. III. 409. 


UNIWERSYTET WUEŃSKI TOM II 


167. 


|Iłłuksztańska szkoła po- 


wiatowa. I. 240. 

Innocenty III, papież. II. 644. 

Innocenty, archimandryta. I. 300. 
496. 

Inghiramus Franciszek. I. 136. 

Instytut lekarski. L 117. 

Instytut weterynaryjny. I. 
163. 

Inżynierya. II. 220. 

Irving Washington. III. 381. 

Isajkowski Franciszek. I. 54. III. 592. 
593- 594- 

Italińskij, ambasador rosyjski. I. 207. 
III. 130. 

Ivan, baron. III. 67. 

Iwankiewicz Wincenty S. J. I. 252. 


Iwanowski Jan Nepomucen. II. 498. 

Iwicki Ludwik. II. 210. 

Izbicki Witalis. II. 780. III. 555. 
550. 557. | 

Izydor Mercator, ob. Mercator. 

Izydor Sewilski. II. 636. 

Jabłonowska Anna, księżna. III. 1 z. 


270. 
Jabłonowski Jan. II. 587. 
Jabłonowski Józef, książę. III. 219. 

317. 

Jabłonowski Karol, książę. III. 
Jachnowicz Jan S. J. I. 84. II. 

III. 202. 

Jachowicz Stanisław. III. 429. 
Jackson. II. 289. 

Jacobi L. H. II. 5i3. 

Jacobs Fryderyk. I. 189. igo. II. 

688. 

Jacobson, anatom. II. 264. 
Jacquier, matematyk. II. 1go. 
Jacquin Józef (von). III. 175. 
Jadwiga, królowa. III. 269. 
Jagiełło Dominik. I. trio. 

Jagiełło Ignacy. I. 116. II. 66g. 
Jagmin. II. 765. 

Jahn Jan. II. 266. 598. 602. III. 

127. 

Jahn Dr. II. 266. 

Jakiełowski Seweryn. I. iio. 

Jakób z Bełz. II. 499. 

Jakowicki Ignacv. I. 154. 155. 156. 
44 


104. 
548. 


— 666 — 


II. 47. 49. 52. 146. 151. III. 162. 
203. 444. 

Jakubielski Antoni. I. tro. 

Jakubowicz Maksymilian. I. 116. 
II. 426. 434. 696. 722. 785. 786. 
III. 406. 424. 

Jakukiewicz Adam. I. 217. 218. 

Jakukiewicz Fortunat. I. 110. 

Jakutowicz Dyonizy. I. 153. 

Jałowicki, prowincyał Bernardynów. 
I. 264. 

Jamontt Jan. I. iio. 

Jan a Jezus Maria. II. 582. 

Jan św. Damasceński, ob. Dama- 
sceński. 

Jan św. Chryzostom. I. 29. II. 572. 
661. III. 434. 

Jan Kanty św. I. 12. 

Jan Albert, królewicz polski, kardy- 
nał. III. 220. 

Jan Kazimierz, król. I. 8. 121. II. 
4. 220. 446. 494. 627. III. 27. 
29. 35. 115. 234. 372. 475. 510. 
573- 595. 613. 

Jan Olbracht, król. II. 444. 

Jan III Sobieski. I. 121. II. 470. 
494. 725. III. 122. 217. 227. 255. 
293. 511. 577. 578. 597. 598. 613. 

Jan III, król szwedzki. III. 274. 

Jan, z książąt litewskich, biskup. 
I. 23. II. 657. 

Jan, arcyksiążę austryacki. II. 808. 

Jan Komnen, cesarz wschodni. II. 
615. 

Jan Scholastyk. II. 643. 

Jan XXII, papież. II. 647. 

Janczar, Polak. III. 486. 

Janczewski Cypryan. II. 755. 

Janczewski Edward. II. 755. 

Janicki Stanisław. III. 461. 481. 

Jankiewicz S. J. III. 204. 

Jankiewicz Antoni, przyrodnik. III. 
359: 

Jankowicz Demiriewo Teodor. I. 77. 

Jankowski Jan. III. 561. 

Jankowski Jan Ignacy S. J. III. 204. 

Jankowski Józef S. J. I. 82. 310. 
312. 

Jankowski Józef, II. 141. 289. 357. 


Jankowski Józef Emanuel. II. 397. 
III. 157. 

Jankowski Marcin. I. rio. 

Jankowski (John of Dycalp) Placyd. 
I. rio. II. 613. 722. III. 222. 


407. 

Jankowski Waleryan. I. iio. 

Janocki Daniel Jędrzej. I. 9. 304. 
II. 453. 663. 665. 688. 804. III. 
24. 40. 123. 148. 151. 192. 204. 
205. 209. 227. 231. 363. 375. 

Janowicki Paweł. II. 339. 

Janowski Jerzy. II. 341. 

Jański Bohdan. III. 396. 

Janssen [. Herman. II. 605. 

Januszewicz Marceli. II. 743. 747. 

Januszewicz Marcin. II. 742. 748. 

Januszewski Antoni. I. 341. 

Januszewski Felicyan. I. 110. 

Januszewski Ignacy. II. 820. 

Januszkiewicz Wincenty. I. i1o. II. 
8II. 

Januszkiewicz, malarz. III. 131. 

Jarczewski Jan. I. 40. 

Jarnutowski Gaspar. II. 553. 

Jaroński Feliks. II. 397. 404. 

Jaroszewicz Józef. I. 79. 277. II. 5o. 
52. 387. 451. 4Qt. 492. 826. III. 
204. 228. 585. 

Jasiński Eugeniusz. I. 110. 

Jasiński Józef. II. 356. 

Jasiński Mikołaj W., ob. Jasieński. 

Jasiukowicz Józef. II. 311. 

Jasker Mikołaj. II. 500. 

Jaskiewicz Jan. III. 327. 

Jastrzębski Tomasz. I. i1io. 

Jaworowski Tomasz. II. 82. 

Jaworski, biskup unicki. III. 339. 

Jaźwiński Antoni. II. 474. III. 408. 

Jaźwiński Jakób. III. 408. 

Jazykow Dymitr. II. 807. III. 622. 

Jecker. II. 89. 

Jeffries John. II. 125. 

Jeleński Aleksander S. J. II. 84. 

jellachich Franciszek. II. 264. III. 
408. 

Jelski Kazimierz. I. 144. 362. 369. 
II. 38. 41. 43. 44. 225. 762. 785. 
III. 57. 205. 242. 


Jelski Ludwik. III. 419. 
Jenisch Karolina. III. 448. 449. 
jenner Edward. III. 622. 
Jenner, zoolog. II. 125. 


Jentz (Jenc, Jenz) Karol. I. 363. IL. 


803. III. 367. 410. 541. 


Jezierski Franciszek Salezy. I. 219. 


Jezierski Karol S. J. III. 205. 
Jezierski, szambelan. III. 268. 


Jeżowski Józef. II. 679. 696. III. 


410. 446. 448. 559. 
Język angielski. IL 732. 
Język arabski. II. 728. 
Język francuski. IL. 734. 
Język grecki. II. 668. 
Język hebrajski. IL 727. 
Język łaciński. II. 688. 
Język niemiecki. II. 733. 
Język perski. II. 728. 
Język polski. II. 704. 
Język rosyjski. II. 730. 
Język włoski. II. 734. 


Jocher Adam Benedykt. I. g. 156. 


323. 478. 479. II. 657. 667. 700. 
722. III. 186. 187. 337. 364. 411. 


486. 553. 557. 
Jocker, ob. Jocher. 


John of Dycalp, ob. Jankowski Placyd. 


Johnson, lingwista. III. 383. 
Jones William. II. 189. 
Jotejko Jan. II. 760. 

Jotejko Polikarp. II. 742. 748. 
Jotko Jerzy Antoni. II. 81. 
Jotkowski S. J. I. 82. 
Joubier. II. 89. 


Jouvancy Józef S. J. II. 695. III. 


512. 
Jócher Gottlieb. III. 32. 
Józef II, cesarz. II. 553. 616. 617. 
Józef Kalasanty św. II. 623. 631. 


Józefat Kuncewicz św. II. 584. 59go. 
624. 631. 665. III. 28. 124. 164. 


225. 232. 436. 468. 
Józefina, królowa polska. III. 604. 
Józefowicz, malarz. III. 131. 
Józefowicz Bartłomiej. I. 110. 
Juchniewicz Józef. I. 110. 
Juchniewicz Piotr. I. rio. 
Juchniewicz Wincenty. II. 317. 


667 — 


Judycki, generał. III. 209. 

Judycki Józef. II. 582. 

Judycki Józef Kalasanty. I. 342. II. 
317. 786. 

Julian Apostata, cesarz. III. 333. 

Julianna, księżna litewska. I. 164. 

Julien Stanisław Aignan. II. 799. 

Jundziłł Dominik. III. 208. 


 Jundziłł Ignacy. II. 787. 


Jundziłł Jan. II. 817. III. 206. 

Jundziłł Józef. I. 155. 182. 353. 362. 
369. II. 45. 46. 47. 49. 51. 133. 
136. 798. 814. 815. 819. III. 208. 


433. 541. 

Jundziłł Stanisław Bonifacy Ś. P. 
I. 4. Io. 117. 155. 158. 177. 180. 
324. 328. 334. 341. 346. 348. 355. 
356. 360. 362. 367. II. 22. 24. 
25. 26. 28. 29. 31. 32. 33. 36. 38. 
39. 40. 41. 42. 43. 66. 68. 69. 70. 
72. 81. gO. III. 117. 120. 121. 
128. 129. 133. 134. 135. 144. 145. 
158. 163. 182. 188. 190. 220. 229. 
321. 369. 714. 767. 768. 772. 773. 
781. 782. 783. 786. 791. 795. 797. 
808. 814. 815. 819. 830. III. 15. 
52. 83. 88. go. 92. I19. 127. 142. 
145. 175. 205. 214. 236. 256. 257. 
258. 262. 272. 273. 278. 279. 284. 
301. 303. 311. 341. 342. 343. 340. 
347. 348. 351. 365. 489. 517. 519. 
526. 528. 530. 531. 536. 554. 555. 

Jundziłłowa Teresa hr. II. 686. 

Jungmann Józef. III. 128. 

Juraha Jan S. J. I. 1o. 85. II. 396. 
III. 38. 605. . 

Juraha Giedroyć Kazimierz S. J. 
III. 208. | 

Jurewicz Fortunat, I. 159. 165. II. 
45. 40. 47. 121. 820. III. 83. 161. 
162. 209. 

Jurewicz Michał. I. 341. 348. 356. 

Jurewicz Stanisław S. J. III. 209. 

Jurewicz Symeon, książę na Hol- 
szanach. I. 163. 

Jurgiewicz Andrzej. II. 553. IIL 
135. 412. 

Jurgiewicz Norbert. I. 351. 355. 360. 
367. 459. II. 163. 209. 793. 


Jurkiewicz Tadeusz. I1. 7582. 
Jurkowski A. J. II. 452. 


Jurkowski Michał. II. 668. 679. 813. 
Justyn Marcus Justinianus. II. 701. 
Justynian, cesarz. II. 475. 476. 477. 

479. 491. 496. 498. 501. 643. III. 


282. 
Justynowicz Jan. II. 652. 
Juszkiewicz Jerzy. I. 117. 


Juszyński Michał Hieronim. II. 7 18. 
III. 336. 337. | 

Juvenalis Decimus Junius. II. 6gr. 
704. 

Juvencyusz, ob. Jouvancy. 

Kaczkowski Adam. II. 289. 

Kaczkowski Karol. II. 289. 293. 294. 
314. 342. 357. 367. III. g2. 413. 

Kaczkowski Michał. II. 284. 285. 


289. 

Kaczyński Stanisław. III. 608. 

Kadłubek Wincenty. II. 448. 
498. 820. 

Kado Michał. I. 324. II. 24. 25. 27. 
28. 29. 31. 81. 218. 225. III. 209. 

Kajdanow Iwan. III. 498. 

Kajus. I. 189. 

Kalendarze. I. io. IL. 241. 

Kalenkiewicz Jakób. I. 371. 

Kaliński Gwilelm. II. 13. 14. 15. 16. 
557. 562. 569. 585. 608. 619. 768. 
III. 1gi. 211. 518. 

Kaliński Klemens. II. 803. 

Kallimach Filip Buonacorsi. III. 142. 

Kalusz Jan. II. 759. 

Kalwaryjska szkoła powia- 
towa. I. 240. 

Kalwin (Caulvin) Jan. I. 
351. 354: 413. 

Kameron, technolog. II. 217. 

Kamienieckaszkołapowia- 
towa. I. 24i. 

Kamieński Adolf S. P. IIL. 617. 

Kamieński Jan. II. 340. 348. 791. 

Kamieński Józef S. J. I. 257. 

Kamil Samborczyk św. II. 589. 

Kamiński Adam. I. iro. 

Kamiński Adam S. J. III. 213. 

Kamiński Antoni Odrowąż. II. 106. 


173. 236. 817. III. 359. 415. 


460. 


26. III. 


668 


Kamiński Cezary. I. 269. 324. 340. 
347. 379. II. 32. 33. 229. 230. 
III. 213. 215. 530. 

Kamiński Jan. II. 820. 

Kamiński Jerzy. III. 597. 

Kamiński Petroniusz. II. 619. 

Kamiński Piotr. I. 1ro. 

Kamiński Seweryn. II. 765. 

Kampanus Edmund S. J. III. i8. 
143. 

Kan, teolog. II. 545. 

Kancelarya Uniwersytetu. 
I. 430. 

Kanclerze Akademii IIL 1. 

Kaniewieckij, matematyk. II. 806. 

Kaniowska szkoła powia- 
towa. I. 242. 

Kanizyusz Piotr S. J. 

Kant Emanuel. II. 390. 392. 404. 
416. 419. 420. 422. 423. 428. 429. 
481. 576. 718. III. 1og. 381. 638. 

Karabanowicz Ignacy. II. 817. 

Karaffa Korbut Mateusz. II. 22. 23. 
397. 476. 511. III. 214. 262. 530. 

Karamzyn Mikołaj. II. 731. 815. 
III. 622. 

Karczewski Józef. III. 215. 565. 

Karczewski Julian. II. 748. 

Karczewski Wincenty. I. 340. 347. 
355. II. 36. 38. 174. 179. 230. 
811. III. 215. 

Kardaszewski Augustyn. I. Ito. 

Kariski Andrzej S. J. II. 628. 

Karniejew Zachar, gubernator. I. 261. 

Karnkowski Stanisław, prymas. I. 42. 

Karol Ferdynand, królewicz polski. 
II. 627. III. 31. 572. 

Karol IX, król szwedzki. III. 274. 

Karol XII, król szwedzki. III. 599. 

Karol IX Gustaw, król szwedzki. 
II. 473. 

Karol, królewicz, książę kurlandzki. 
III. 117. 274. 

Karol, książę sudermański. III. 135. 
239. 

Karp, starosta. I. 220. 

Karp Benedykt. II. 561. 

Karp Eustachy. I. 389g. II. 380. 
III. 567. 


Karp Ignacy. II. 786. 
Karp Józefat Michał. II. 652. 
Karp Karol. I. 13. II. 582. 
Karp Karolina z Puzynów. II. 561. 
Karpiński Franciszek. III. 446. 622. 
Karpiński Hilaryon. II. 236. 
Karpowicz Michał Franciszek. II. 
13. 14. 15. 16. 18. 539. 542. 553. 
570. 585. 594. 609. 767. III. 131. 
211. 2I6. 518. 521. 527. 578. 
Karski Maciej S. J. III. 37. 
Kartaszewskij Grzegorz. III. 12. 550. 
Kartezyusz, ob. Des Cartes. 
Karwacki Maciej S. J. II. 682. III. 
219. 
Karwosiecki Walenty. II. 83. 
Karyszkowski Justyn. I. 240. 
Kasprzycki Wincenty. II. 748. 
Kastner Abraham. II. 182. 200. 
Kastner J. II. 2io. 


Kasyer Uniwersytetu. I. 452. 


Katarzyna, cesarzowa rosyjska. I. 55. 
223. II. 469. 763. 800. 831. III. 
7. 247. 269. 435. 528. 

Katenbring Józef S. J. I. z56. 

Kausino Mikołaj S. J. II. 624. 

Kawelin Dymitr. III. 444. 

Kazem Beg Mirza A. III. 424. 

Kazimierz Jagiellończyk, król I. 23. 
II. 492. 504. 

Kazimierz Św. I. 14. II. 444. 
585. 587. 591. 593. 614. 617. 
627. 657. III. 29. 32. 124. 
308. 386. 478. 569. 

Kazimierz Wielki. II. 499. III. 

Każyński Maciej. III. 416. 

Każyński Wiktor. III. 416. 

Kefaliński, ob. Hołowiński Ignacy. 

Kembel. II. 84. 

Keppe Piotr. II. 800. 

Kibortt Augustyn. I. 1io. 

Kiciński Bruno. II. 616. III. 396. 

Kiczyński Franciszek. I. 110. 

Kiejdańskie gimnazyum. I. 242. 

Kiejnowski Władysław SŚ. J. 1. 7. 

Kiejstut W. Ks. litew. II. 448. 

Kierbedź Antoni. III. 608. 

Kierśnicki Atanazy Ludwik S. J. 
II. 585. III. 219. 


572. 
619. 
229. 


574: 


669 


' Kiersnowski 


oc ŚŚ No I nn LL SH 


Antoni. I. 138. 350. 
351. 356. 362. II. 261. 786. III. 
124. 219. 248. . 

Kiersnowski Ludwik. II. 669g. 

Kiewlicz Stanisław. I. 277. 374. 

Kiewlicz Wojciech. I. 277. 

Kijowskie gimnazyum. I. 243. 

Kilian Herman Fryderyk. II. 261. 

Kirkor Adam Honory. IL. 171. 367. 
618. III. 199. 208. 

Kirschbaum Józef. III. 397. 

Kirsztein (Cerasimus) Jan. II. 500. 

Kiśling Bogumił. I. 199. 207. 209. 
213. 357. 363. 372. II. 51. 53. 
742. 743. 759. 760. III. 58. 219. 
242. 

Kiszczyna Barbara z Radziwiłłów. 
III. 121. 

Kiszka Krzysztof. III. 588. 

Kiszka Leon, metropolita. I. 268. 
II. 588. 

Kiszka Mikołaj. I. 41. 52. 

Kitaybel. II. 163. 

Kiter, prof. III. 410. 

Kitiusz. III. 25. 

Kitkiewicz Antoni. I. 1ro. III. 314. 

Kitkiewicz Ferdynand. I. I io. 

Kitnowski Piotr S. J. III. 35. 597. 

Kitowicz Andrzej. III. 443. 

Kiwiłłowicz Ludwik. II. 81. 

Klaczko Julian. III. 384. 

Klage (Clagius) Tomasz S. J. III. 
220. 

Klaproth, chemik. II. 1o2. 

Klaproth, orientalista. III. 63. 537. 

Klark Samuel. II. 576. 

Klasycy greccy i rzymscy. 
ob. Nauka. 

Klaws Jerzy S. J. I. 64. 

Kleczkowski, kanonik wil. III. 595. 

Kleczkowski Robert. III. 565. 

Kleinschrod. II. 486. 

Klemens św. II. 597. 643. 646. III. 
379: 

Klemens V, papież. II. 647. 6409. 

Klemens VII, papież. II. 620. 

Klemens VIII, papież. I. 80. II. 548. 
558. 569g. 620. III. 22. 478. 

Klemens X, papież. II. 624. 


Klemens XI, papież. II. 614. 615. 


Klemens XII, papież. III. 601. 602. 
Klemens XIII, papież. I1. 652. III. 


286. 


Klemens XIV, papież. III. 41. 514. 


Klewańska szkoła powia- 
towa. I. 244. 


Klimaszewski Antoni. I. 110. 


Klimaszewski. Hipolit. II. 722. IIL 


304. 416. 
Klimaszewski Michał. IIL. 608. 
Klimkiewicz Kacper. II. 780. 
Klinger Andrzej S. J. II. 220. - 
Klinger Teodor. I. 77. 


Klinikachirurgiczna. 1. 165. 


Klinika położnicza. I. 166. 


Klinika terapeutyczna. I. 


168. 
Klonowski Piotr. II. 336. 


Klopstock Fryderyk Bogumił. III. 


463. 
Klott Michał. I. 1io0. 


Kluczewski Piotr. I. 119. 288. 


Kluepfel Engelbert. II. 546. 547. 


553. 612. III. 222. 223. 224. 
Kluk Krzysztof. II. 130. 138. 
III. 347. 622. 
Klukowski 


749: 
Kładowicki Jakób S. J. III. 36. 
Kłągiewicz Adam. I. 110. 


Kłągiewicz Jędrzej Benedykt. I. 106. 
108. 213. 355. 360. 368. 384. 393. 
II. 37. 39. 40. 42. 43. 45. 47. 48. 
50. 456. 523. 526. 527. 528. 529. 
532. 534. 537. 538. 546: 547. 554. 
586. 611. 792. 802. 817. III. 78. 


138. 165. 221. 434. 487. 
Kłągiewicz Stanisław. I. 150. 333. 
II. 155. | 

Kłembowski B. II. 749. 

Kłoczko S. J. I. 330. 

Kłodziński Maciej. I. 41. 
Kłokocki Adam S. J. III. 225. 
Kłokocki Hieronim S. J. III. 225. 
Kmicic Mikołaj S. J. III. 225. 
Kmita Czarnobelski Filon. I. 42. 


Kmita Stanisław S. J. II. 586. III. 


226. 


144. 


Ignacy. II. 664. 743. 


670 


„Knakfus, architekt. I. 306. 308. 
III. 1g1. 578. 
Knapski Grzegorz S. J. II. 695. 
Kniaziewicz Karol, generał. II. 
„. IIL 395. 
Kniażewicz Grzegorz S. J. L. 
II. 81. 164. III. 226. 
Knogler Kwiryn, ob. Cnogler. 
Knothe Adolf. II. 334. 
Knothe Ernest. II. 284. 
Knothe Ludwik. II. 293. 
Koblański Tadeusz. I. 217. 218. 
Koc Ignacy. I. 1to. 
Koch Jan. II. 341. 820. 
Koch Jan Ludwik. II. 247. 
Kochanowski Jan. II. 682. 7 1o. 724. 
III. 140. 628. 
Kochanowski Piotr. III. 440. 
Kochański Adam Adamandus S. J. 
I. 1g. II. 62. 242. III. 227. 637. 
Kochański Dominik. II. 570. 
Kochański Marcin. I. 266. 330. 
Kochański. Wiktor. I. 388. II. 266. 
276. 321. 341. 360. 367. 380. III. 
417. 
Kochowski Hieronim Wespazyan. 
III. 573. 
Kochowski, generał. I. 
Kociełł Józef. II. 187. 
Koćmierowski Feliks. I. 257. 
Koczubej Wiktor hr. I. 119. 
Koderkiewicz Józef. II. 785 
Kodziewicz Andrzej. II. 81. 
Kognowicki Józef. III. 608. 
Kognowicki Kazimierz S. J. II. 452. 
III. 418. 
Kojałowicz Józef. I. 11o. 
Kojałowicz Michał. III. 214. 
Kojałowicz Wijuk Kazimierz S. J. 
I. 84. II. 394. 397. 452. 587. 622. 
662. 705. 722. III. 31. 124. 252. 
277. 
Kojałowicz Wijuk Piotr S. J. II. 
394. III. 227. 
Kojałowicz Wijuk Wojciech S. J. 
I. 1o. II. 55. 70. 81. 388. 426. 


435. 452. 500. 554. 578. 582.615. 
„ 622. III. 26. 29. 55. 246. 489. 


510. 552. 573. 638. 


312. 


696. 
144 


153. 


582. 


Kojsiewicz Ferdynand I. io. 
Kollar Jan. I. 189. 
Kołakowski Jan S. [. III. 228. 


Kołakowski Stanisław S. J. II. 682. 


III. 228. 
Kołłątaj Hugo. I. ro. 61. 72. 217. 
218. 219. II. 177. 392. 767. 831. 


835. III. 45. 48. 52. 53. roo. 102. 


109. 242. 271. 282. 5ig. 615. GL6. 
617. 

Kołłątaj Julian. I. iio. 

Kołłb Józef. I. 348. 

Kołogriwow Piotr. II. 161. 

Kołtyniańska szkoła powia- 
towa. I. 244. 

Kołyszko Michał. II. 89. 


Komisya edukacyjna. I. 18. 


55. 216. 
Komisya sądowaedukacyj- 
na. I. 17. 285. 
Komitet szkolny. I. 448. 
Komodus, cesarz. II. 444. 
Komornicki Jan. I. 386. 388. 389. 
Konarski Jan. I. 43. 
Konarski S. J. I. 330. 
Konarski Michał. II. 723. 
Konarski Stanisław S. P. IL. 8. 1o 
II. 391. 
615. 630. 
Konarski Szymon. III. 444. 486. 555. 
Konczakowski Justynian. I. iro. 
Kończa Józef. III. 567. 
Kondratowicz Daniel. III. 131. 


Kondratowicz Ludwik. II. 167. 754. 


III. 138. 225. 314. 384. 389. 466. 
Kondyllak, ob. Bonnot. 


Koniecpolski Stanisław, kaszt. krak. 


II. 760. 


Kouiski Jerzy, archiepiskop. I. 223. 


Konkowski Aleksander. II. 182. 
Konopacki Szymon. III. 104. 
Konopka, pułkownik. II. 750. 
Konopnicka Marya. III. 306. 
Konstancya, 
23. 281. 


Konstanty, cesarzewicz. I. 169. 191. 
197. 204. 210. II. 408. 750. III. 


84. 89. 120. 304. 
Konstantyn, cesarz. II. 641. 


696. III. 230. 443. 514. 


królowa polska. III. 


671 — 


Konstantynow. II. 128. 

Konstantynowicz Józef. III. 418. 

Kontrym Ignacy S. J. I. 83. 220. 
III. 228. 

Kontrym Kazimierz. I. 3. 135. 325. 
331. 335. 337. 339. 340. 340. 355. 
361. 368. 391. II. 276. 372. 686. 
728. 733. III. go. 119. 211. 419. 
438. 468. 469. 565. 

Kontubernia chirurgów. III. 
146. 301. 341. 518. 

Konwikt Szyszki. I. 8i. 

Kopczyński Onufry S. P. I. 217. 218. 
II. 186. 691. 769g. 830. III. 47. 
379. 406. 479. 547. 

Kopeć Józef. II. 447. 

Kopecki Benedykt. I. 1io. 

Kopecki Stefan. I. 110. 

Kopernik Mikołaj. II. 235.472. 726. 
797. 811. III. 57. 148. 215. 426. 

Kopitar Bartłomiej. III. 128. 622. 

Kopp J. IL. 152. 

Koppe, agronom. II. róg. 

Koppstadt Dr. II. 320. 

Korewa Aleksander. II. 283. 367. 

Korman Jan Ś. J. III. 228. 

Kornel, ob. Corneille. 

Korniłow Iwan. I. 15. 

Korniłowicz Antoni. III. 212. 

Korowicki Aleksander. II. 45. 47. 
48. 50. 51. 52. 488. 491. 504. 
III. 154. 228. 440. 545. 

Korsak S. J. I. 330. 

Korsak Antoni S. J. II. 696. 

Korsak Ignacy. I. 110. 

Korsak Jan S. J. II. 396. 570. III. 
229. 

Korsak Jan Mikołaj. I. 81. 

Korsak Józef. III. 117. 

Korsak Julian. II. 723. III. 384. 421. 

Korsak Paweł S. J. 1. 85. 

Korsak Rafał, metropolita. III. 290. 

Korsak Rajmund. III. 138. 

Korsak Tadeusz, generał. III. 373. 

Korsak Tomasz. III. 285. 

Korsakow - Rimskij Aleksander. IL. 
155. 190. 193. 195. 204. 207. 209. 
II. 361. 607. 762. 784. III. 64. 
84. 86. 284. 329. 


Korte, technolog. II. 213. 

Korwell Karol. II. 754. 

Korycki Karol S. J. 
230. 515. 

Korycki Leopold. I. 110. 

Korycki Michał S. J. II. 396. III. 
230. 515. 

Korytyński Feliks S. J. III. 231. 


Korza Benjamin. I. 324. II. 22. 23. 


25. 26. 27. 29. 30. 565. 597. 611. 
III. 231. 
Korzeniewska Marya. I. 388. 
Korzeniewski Dominik. I. 387. 
Korzeniewski Józef. II. 289. 330. 


333- 337. 339. 348. III. 422. 
Korzeniewski Michał. I. 387. 


Korzeniowska Marya Regina. III. 


244. 


Korzeniowski Alojzy. II. 82. III. 424. 


Korzeniowski Hilary. I. 110. 


Korzeniowski Józef. II. 764. III. 456. 


Korzon Tadeusz. I. 218. 219. 
Kościałkowska Willa. III. 384. 
Kościałkowski Jan. III. 32. 
Kościelecki Jan. I. 43. 


Kościuszko Tadeusz. I. 219. II. 105. 
183. 221. 447. 799. 815. III. 525. 


584. 
Kosecki Stefan. I. 110. 
Kosecki, generał. II. 454. 
Kosiński Stanisław S. J. 
III. 232. 
Kosmopolski Teofil, ob. Śmiglecki 
Marcin. 
Kosowicz Ignacy. I. i1ro. 
Kossakowski, generał. I. 153. 


Kossakowski Jan Nepomucen. I. 1 1o. 
220. 289. II. 521. 526. 570. 585. 


764. III. 55. 138. 213. 


Kossakowski Józef, podczaszy. I. 


220. 
Kossakowski Józef, wizytator. I. 
329. 333. 337. IL 164. 171. 
731. 781. 782. III. 365. 378. 
Kossakowski Józef, biskup. I. 
II. 553. III. 522. 578. 
Kossakowski Szymon. III. 72. 
Kossobudzki Fabian. I. 378. 
Kossowski Antoni. I. 110. 


II. 396. III. 


II. 623. 


237. 
426. 
622. 


219. 


302. 


—— mn o M A A NO ZZ O AZ O A AA Z O Z A A AYN 


| Krasiński Stanisław. I. 41. IL. 


Kossowski Stanisław. I. 329. 
Kostjukowiczowska szkoła 
powiatowa. I. 244. 
Kostka Stanisław św., ob. Stanisław 
Kostka. 
Kostrowicki Onufry. I. 261. 
Kostycewicz Adam. I. 110. 
Koszczyc Michał. II. 80. 
Kosztowt Kazimierz. II. 652. 
Kosztulski Jan. II. 298. 314. 337. 
351. 353: 
Koszutski Stanisław. II. 425. 496. 
III. 271. 
Kotiużyński Aleksy S. P. II. 697. 
Kotowicz Aleksander Michał. II. 653. 
655. III. 3. 597. 
Kotowicz Eustachy. II. 567. 656. 
Kott Michał Kazimierz. II. 5gi. 
Kotwicz Ksawery. III. 137. 
Kowalewski Józef Szczepan. II. 454. 
669g. 682. 697. 728. 729. III. 424. 
446. 559. 
Kowalewski Kazimierz. II. 743. 749. 
Kowalski Walenty Groza, ob. Fa- 
brycyusz Walenty. 
Kowieńska szkoła powia- 
towa. I. 244. 
Kozieradzki Juliusz. II. 749. 
Kozłowski, malarz. III. 231. 
Kozłowski Alojzy Kalikst. II. 
Kozłowski Cezary. II. 608. III. 
Kozłowski Jan. I. 110. 
Kozłowski Leon. I. 1io. 
Kozłowski Mikołaj. I. ii. 
Koźmiński Jerzy. II. 697. 
Koźmiński Leon. I. 1it. 
Kozodawlew Józef. I. 300. 
Kożuchowski. II. 244. 
Kraker Leonard S. J. III. 24. 
Krakiewicz Jerzy. II. 242. 
Kramer Daniel. III. 23. 
Kramer Gabryel. II. 186. 1389. 
Kranikowski Wojciech. II. Bit. 
Kramsztyk Zygmunt. IL. 276. 
Krimtz, meteorolog. IL. 151. 


id: 
213. 


309- 


Krasicki Ignacy. II. 712. 719. 724. 
797. 799. III. 140. 375. 442. 
463. 


500. 


Krasiński Stanisław Adam. II. 636. 


653. 723. III. 440. 
Krasiński 
II. 723. III. 428. 456. 


Krasiński Zygmunt. III. 449. 456. 


473. i 


Krasławska szkoła powia- 


towa. I. 245. 


Krasnodębski Adam S. J. II. 394. 


III. 232. 


Krasnodębski Łukasz. I. 134. III. 


429. 
Krassowski Apolinary. II. 226. 


Waleryan Skorobohaty. 


673 


Krassowski Kajetan. I. 147. 148. 


353. 355. 361. 369. II. 36. 38. 
39. 40. 41. 42. 77. 156. 226. 784. 


793. III. 232. 322. 
Krassowski Łukasz S. J. I. 30. 


Kraszewska Zołia z Woroniczów. 


III. 430. 


Kraszewski Józef Ignacy. I. 25. 135. 
II. 65. 242. 367. 449. 454. 618. 
717. 723. 745- 749- 751. 754. III. 
27. 150. 198. 199. 283. 304. 417. 
429. 481. 500. 571. 589. 59t. 596. 


99. 
Kreczman Dr. IL. 2:10. 
Kreczman Albert. II. 555. 
Kreczman Jan. II. 821. 
Kredziński Kazimierz. II. 623. 


Kreitz von Kreitzen Karol S$. J. III. 


232. 
Kremer Aleksander. II. 425. 
Krescentyn. II. 365. 
Kreusig F. L. II. 321. 
Krimer Dr. II. 315. 
Królikowski P. IL 2io. 
Królikowski Stanisław. II. 371. 
Kromer Marcin. II. 470. 727. 
25. 376. 388. 


III. 


Kropiński Ludwik. II. 723. III. 374. 


432. 622. 
Krośniewicki Baltazar. III. 587. 


Krożańska szkoła powia- 


towa. I. 245. 


Krożańskie gimnazyum. I. 246. 


Kruczkowski Stanisław. II. 352. 
Krug F. II. 807. 
Krukowski Ignacy. I. 117. 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III. 


Krukowski Paweł. I. 111. 
Krupiński Andrzej. II. 263. 318. 
Krupowicz Marceli. II. 82. 
Krusenstern Jan. IIL. 622. 
Krusiński Jacek. I. 239. 336. II. 82. 
182. III. 424. 
Kruszewski, kanon. wileń. I. gg. 
Kruszewski Franciszek S. J. III. 233. 
Kriiger Jędrzej S.J. I. 174. II. 653. 
658. III. 233. 
Kriiger Oswald S. J. I. 84. II. 62. 
81. 82. 220. 227. III. 233. 596. 
Kriger T. F. II. 227. 
Krynicki Jan. II. 128. 
820. III. 433. 
Kryski Stanisław. I. 42. 
Krystyan Fryderyk, książę duński. 
II. 153. 
Kryształowicz Szymon. I. ii. 
Krzeczkowski Józef. II. 464. 
Krzemieniecka szkoła, ob. Wołyń- 
skie gimnazyum. 
Krzemiński Stanisław. III. 7. 
Krzewski Abraham. III. 569g. 
Krzyszewski Izydor. I. 1i1. 
Krzyszkowski Innocenty Seweryn. 
II. 586. III. 434. 
Krzywicki Kazimierz. III. 380. 
Krzywski, adwokat. III. 523. 
Krzywoszewski. III. 553. 555. 
Krzyżanowski Adryan. II. 186. III. 
215. 512. 
Krzyżanowski Andrzej. 1. 119. 
Krzyżanowski Franciszek. I. tr. 
Krzyżanowski Józef. I. iii. 
Krzyżanowski L. II. 294. 
Krzyżanowski Michał Tytus. II. 337. 


164. 819. 


Ksenofont. III. 49. 


Ksiąszkiewicz Franciszek S. J. III. 
234. 
Księgarnia. I. 126. 
Kubecki Kacper. I. 363. 
Kucewicz Franciszek S. J. III. 35. 
Kucewicz Grzegorz. 1. iit. 
Kuchenbecker Dr. II. 360. 
Kuczborski Jan. III. 435. 
Kuczewski Izydor. II. 339. 
Kuczkowski Tomasz. II. 276. 283. 
III. g2. 261. 423. 622. 
45 


Kuczyński Ignacy. II. 264. 
Kuczyński Paweł. I. 356. 370. 375. 
Kujawski Jakób. III. 295. 
Kujawski Tomasz. I. 1i1. 
Kukiewicz Tadeusz. I. 391. III. 567. 
Kukliński Wojciech S. J. I. 84. 
Kukolnik Bazyli. II. 488. III 234. 
Kukolnik Nestor. III. 235. 
Kukolnik Paweł. II. 47. 48. 50. 52. 
389. 443. 827. III. 234. 585. 
Kulbacki Kazimierz. I. iii. 239. 
Kulesza Jan Alojzy S. J. I. 164. II. 
623. III. 236. 
Kulesza Jan Filip. II. 284. 294. 298. 


o 315. 333. 348. 352. 361. 362. 


307: 
Kulesza Michał. II. 743. 7409. 
Kulikiewicz Sylwester. II. 780. 
Kulikowski Jan. I. 111. II. 555. 
Kullen. II. 301. 
Kuiwa Abraham. I. 25. 
Kułakowski Dominik. I. 375. 385. 


II. 743. 749. 
Kułakowski Henryk. II. 276. 294. 


333. III. 435. 
Kułakowski Nicefor. I. 111. 
Kuimelski Norbert Alfons. II. 83. 
106. 129. 131. 141. 150. 164. 203. 
204. 208. 210. 234. 276. III. 436. 
Kuncewicz Józefat św., ob. Józefat św. 
Kundzicz Jan. I. 111. 370. 
Kundzicz Stanisław. I. 336. 
Kundzicz Tadeusz S. J. I. rot. 115. 
324. 325. 328. 329. 331. 334. II. 
12. 13. 14. 15. 16. 17. 18. 19. 20. 
21. 22. 23. 67. 195. 198. 768. 779. 
826. III. 15. 191. 236. 518. 529. 
585. 609. 
Kunicki Paweł. II. 814. 
Kunicyn, prof. II. 148. 
Kunkelian, chemik. II. 97. 
Kupffer Adolf Teodor. II. 151. 
Kuratorowie. IIL !. 
Kurhanowicz Tomasz. 1. 371. 
723. III. 436. 
Kurnatowski Andrzej. III. 597. 
Kurzątkowski Józef. II. 317. 331. 
Kurzeniecki Marcin S. J. 
III. 237. 


II. 


II. 555. 


674 


Kuszelewski Samuel. II. 289. 


Kuzan, kardynał. II. 637. 
Kwiatkowski Jan Feliks, II. 289. 





Kwiatkowski Jerzy Jaxa. II. 787. 

Kwiatkowski Stanisław. I. 239. 

Kyriatt Ambroży. II. 555. 

La Bruyćres Jan. II. 576. 

Labus Jan. IL 812. 

Lacepede Bernard German Stefan hr. 
II. 128. 

Lach Szyrma, ob. Szyrma. 

Lachapelle. II. 343. III. 302. 

Lachnicki Antoni. I. 289. 294. 297. 

Lachnicki Ignacy. III. 367. 437. 

Lachnicki Ignacy Emanuel. II. 107. 


795. III. 138. 367. 437. 
Lachnicki Michał. III. 367. 


| Lachnicki Roman. III. 367. 


Lachowski Jakób S. J. I. 480. 
La Cretelle. II. 486. 


' Lacroix Sylwester Franciszek. IL. 





nn aa NA Z W A A % 


178. 185. 191. 192. 794. III. 275. 


471. 
Ladzka szkoła, ob. Ihumeńska. 


Laennec Rćnć Teofil Hiacynt. II. 
306. III. 194. 

La Fayette Jerzy Washington, ge- 
nerał. III. 385. 
Laforest, mechanik. II. 210. 212. 
La Grange Józef Ludwik. II. :81. 
189. 191. 201. III. 273. 556. 
La Harpe Jan Franciszek. II. 734. 
III. 376. 

Lalande Józef Hieronim. I. 173. II. 
19o. 781. III. 41. 211. 345. 

Lamarck Jan Chr. II. 126. 

Lambecius, filolog. I. 189. 

Lambert Jan Henryk. IL 210. 

Lamberti Dr. II. 93. 

Lamotte Antoni Houdar. II. 324. 
344: 

Lampi Jan Chrzciciel. II. 747. 748. 

Lamy. II. 595. 

I.ancaster Józef. II. 795. III. 77. 
452. 

Lanfranco Jan. II. 756. 

Lang Jacek. II. 353. 

Langbein J. E. III. 314. 


| Langbein Gottfryd. III. 315. 


Langenbacher Karol. I. 165. 

Langenbeck Konrad Jan Marcin. 
III. 410. 

Langmajer Józef. I. 325. 331. 337. 
II. 14. 15. 16. 17. 18. 19. 20. 21. 
115. 257. 278. 299. 350. III. 237. 
247. 340. 520. 521..530. 531. 

Langmajerowa Cecylia. I. 342. 

Langsdorf Karol Chrystyan. I. 331. 
333. 335. II. 27. 182. 198. 204. 775. 
782. 835. 836. III. 238. 533. 622. 

Lans Jan S. J. III. 239. 

Lanuza Alojzy S. J. III. 264. 

Laplace Piotr Szymon Mateusz. II. 
93. 231. III. 345. 

Lapostolle. II. 93. 

Lapotte, architekt. III. 1gi. 

Large, mechanik. II. 203. 

Larochefoucauld Franciszek, książę. 
II. 576. III. 373. 

Larrey Dominik Jan. II. 331. 337. 
305. 

Laskarys. II. 444. 

Laskowicz Karol. II. 107. 

Laskowska Zofia z Druckich. III. 32. 

Laskowski Jan Chrzciciel. II. 339. 

Laskowski Paweł S. J. I. 84. 278. 

Laskowski Szczepan S. J. III. 239. 

Laskowski Wiktoryn. I. iii. 

Lasone. III. 144. 

Laterna Marcin S. J. III. 239. 

Latour Dr. IL. 352. 

Latour- Maubourg, generał. III. 210. 

Latyn Jan. I. 239. 

Laupman Henryk. I. 158. 159. 351. 
356. 362. 370. II. 380. III. 113. 
240. 542. 

Laurentie Piotr Sebastyan. II. 808. 

Laurinowicz Mikołaj. II. 587. 

Lauxmin Zygmunt S. J. II. 587. 
682. III. 241. 

Lavaillant, ornitolog. II. 132. 

Laval Jan hr. I. 476. III. 8. g. 543. 

Laval S. J. II. 574. 

Lavater Jan Kacper. II. 277. 

Lavoisier Antoni Wawrzyniec. II. 
1io1. III. 344. 

Lavoisier Jan. I. 380. II. 797. 799. 
816. III. 622. 


675 


Leach Dr. II. 125. 345. 

Le Bailli. II. 86. 

Lebel Ignacy. II. 284. 289. 314. 
316. 317. 337. 339- 348. 352. 353. 
361. 362. 367. 

Lebioda Michał. II. 749. 

Le Brun Andrzej. I. 324. 340. 342. 
343. IL 25. 26. 28. 33. 34. 76. 
762. 763. 764. III. 205. 241. 

Le Brun Małgorzata. I. 342. 343. 
344. 349. 352. 379. II. 29. 30. 

Lecayett Franciszek. I. 370. 

Le Doux, architekt. III. 191. 

Ledran. II. 324. 

Lee Izaak. II. go. 

Lefebure I. P. II. 218. 

Lefevre, marszałek franc. III. 65. 

Legendre A. M. IL. 176. 

Legnće. II. 210. 

Legowicz Józef. II. 556. 570. 623. 
III. 116. 

Legro d'Anisi. II. 210. 

Lehman Fryderyk. I. 370. IL. 44. 
48. 759. III. 220. 242. 

Lehman Jan. I. 239. 

L'Huiller Szymon. I. 218. II. 174. 
179. 185. III. 479. 

Lejay Gabryel. III. 375. 

Leibnitz Gotfryd Wilhelm. II. 65. 
189. 417. 457. 643. 644. III. 1og. 
227. 266. 615. 630. 

Lelewel Joachim. I. 135. 355. 
370. II. 37. 38. 43. 45. 235. 
387. 389. 437. 438. 439. 440. 
448. 449. 455. 406. 492. 494. 497. 


498. 501. 504. 554. 599. 616. 669. 
680. 682. 705. 723. 796. 803. 811. 


819. 820. III. 33. 63. 70. 72. 76. 
79. 84. 85. go. Q2. 1Io. 118. IIQ. 
154. 156. 202. 235. 242. 270. 271. 
283. 361. 370. 389. 396. 424. 454. 
468. 478. 490. 537. 543. 553. 554. 
555. 556. 557. 579. 606. 627. 633. 


368. 
240. 
447. 


38. 
Lelewel Karol. I. 217. III. 242. 
Lelewel Prot. II. 458. 

Lembert Antoni. II. 298. 
Lenartowicz Teofil. III. 150. 458. 
Lenczewski Antoni. II. 65. 174. 


Lenglet du Fresnoy. II. 237. 

Lengnich Gotfryd. II. 459. III. 285. 

Lenkiewicz, podkomorzy. I. 253. 

Le Normand. II. 212. 

Lentschovius Moller Cyryak. I. 25. 

Leon X, papież. II. 621. 

Leon XII, papież. II. 652. 

Leon XIII, papież. II. 390. 

Leonhard Dr. II. 152. 

Leopolita Stanisław. II. 499. 

Le Pitre Franciszek. II. 470. 

Lerberg A. Ch. II. 807. 

Lerie Georg. II. 398. 439. III. 110. 

Lernet Jan Nepomucen. II. 283. 786. 
810. III. 622. 

Lescour, technolog. II. zi6. 

Leseur, matematyk. II. 1go. 

Leski Ksawery. II. 718. 

Leśniewicz Jan Duklan Józef Sta- 
win. I. 108. 

Lessing Gotthold Efraim. I. 189. 
III. 446. 

Lesson, ornitolog. II. 132. 

Leszczyński Stanisław, król, ob. Sta- 
nisław Leszczyński. 

Leszniowolski Marcin. I. 43. 

Leszyński Paschazyi. I. gg. 100. 

Letelier, malarz. II. 752. 

Letronne Ludwik. II. 486. 

Leuchś J. Ć. II. 161. 

Le Viellot, ornitolog. II. 132. 

Levret. II. 344. 345. 

Lewandowski J., archiwista. I. 278. 

Lewanowicz Wincenty. I. ri. 

Lewental Samuel. III. 271. 432. 

Lewestam Fr. H. III. 476. 

Lewestam Jerzy. II. 349. 351. 352. 

Lewicki Andrzej. I. 355. 361. 371. 
II. 37. 6go. 814. III. 246. 

Lewicki Bartłomiej. I. iit. 

Lewicki Justyn. I. 341. 

Lewiński Cels. II. 455. 

Lewiński Stefan. I. 97. 232. 

Lewkowicz Sykstus. III. 438. 

Lheonard, mineralog. III. 391. 

Liboszyc Józef. II. 141. 

Lichodziejewski Tadeusz. I. iit. 

Liciusz Jan. III. 324. 

Lidzka szkoła powiatowa.l. 247. 


676 


GSiA ZEE iii ci A. i i c z i in iii im "WE anna CA a 


odpinany; Ski nnn i nazw i | iii R i CÓ 2; (Zo iR 


Lieutaud. II. 257. 

Ligęzina Anna. III. 196. 

Likowski Edward. II. 547. III. 222. 

Limont Krzysztof S. J. III. 37. 

Lindau Wilhelm Adolf. III. 428. 

Linde Jerzy Samuel. II. 494. 495. 
720. 725. 804. 820. III. 243. 334. 
335. 533. 622. 

Lindersdorf, chemik. II. 109g. 

Linkiewicz Reginald. II. 84. 

Lineusz Karol. I. 116. 179. 180. 
II. 112. 113. 116. 117. 118. I1Q. 
120. 126. 130. 137. 763. 808. 812. 

Linowski Łukasz, ob. Sawicki Kacper. 

Lipiński Karol. II. 756. 

Lipiński Tymoteusz. II. 445. III. 
371. 

Lipnicki Augustyn. I. 24. 279. III. 
569. 571. 

Lipski Wincenty. I. tir. 

Lisfranc. II. 335. 

Literatura angielska. II. 732. 

Literatura francuska. II. 734. 

Literatura grecka. II. 665. 

Literatura łacińska. II. 688. 

Literatura niemiecka. II. 733. 

Literatura polska. II. 704. ob. 
Nauka. 

Literatura powszechna. II. 
704., ob. Nauka. 

Literatura rosyjska. II. 730. 

Literatura włoska. II. 734. 

Litografia. II. 761. 

Litta, arcybiskup, nuncyusz. I. 84. 
1OO. 

Litwinowicz Aleksander. I. 111. 

Litwiński Rafał S. J. I. 135. III. 
247. 530. 

Liwen Karol, książę. I. 300. 476. 
II. 194. 304. 

Livius Tytus. 
III. 336. 

Lizander, malarz. II. 749. 

Lobeck, filolog. I. 1go. 


II. 691. 704. 713. 


Lobenwein Jan Andrzej. I. 1oi. 137. 


163. 324. 328. 331. 337. 339. 340. 
351. 355. 357. 360. 361. 362. 365. 
367. II. 15. 16. 17. 18. 19. 20. 
21. 22. 24. 26. 27. 28. 29. 31. 32. 


33. 115. 250. 255. 257. 260. 266. 
270. 274. 312. 316. 342. 350. 
353. 354. 355. 361. 368. 373. 
790. 792. 794. 796. 803. 806. 
15. 16. 69. 70. 71. 75. 77. 88. 
133. 138. 143. 144. 197. 200. 
237. 247. 259. 260. 530. 533. 


268. 


352. 
784. 
III. 
124. 
219. 
540. 
Lobenweinowa Zofia. I. 379. 


Locke John. II. 390. 391. 396. III. 


157. 614. 617. 630. 632. 
Locke, filolog. III. 128. 
Locwood P. II. 362. 


Loder Krystyan. II. 263. III. 471. 


622. 
Loeffler N. II. 358. 
Loewenhard Dr. II. 289. 
Loewenhaupt, generał. III. 599. 
Logika. II. 389. 
Loyola (de) Ignacy św., ob. Igna- 
cy Św. 
Lombard Piotr. II. 649. 


Lonchamps (de) Berger Józef. I. 138. 


II. 350. III. 302. 

Longinus Dionisius Cassius. II. 682. 
704. III. 424. 426. 

Lopez de Vega Feliks, III. 474. 

Lorilard, mechanik. II. 216. 

Lorkowski Ś. J. I. 330. 

Lubarska szkoła powiato- 
wa. I. 247. 

Lubarski, górnik. II. 107. 

Lubecki, ob. Drucki-Lubecki. 

Lubieszowska szkoła po- 
wiatowa. I. 247. 

Lubomirski Jerzy. III. 457. 

Lubomirski Jerzy, książę, I. 251. 

Lucan Marius Annaeus. III. 2or. 

Luciliusz Cajus. II. 702. 

Liide, geolog. III. 3gr. 

Ludolph a Ceulen. II. 189. 

Ludovigius Aleksander, kardynał. 
II. 582. III. 196. 

Ludwik Filip, król. III. 426. 4835. 

Ludwik XIV, król. III. 118. 119. 

Ludwika Marya, królowa polska. 
III. 31. 573. 

Liideritz, sztycharz. II. 756. 

Lukrecyusz Tytus Carus. II. 4 10.716. 


677 


LL mwmw A m e Z. PO ZZ AA A AZ O YZ O EEN | Dz 


Luna January Sances S. J. II. 682. 
Lustich Antoni S. J. L. 257. 
Luter Marcin. I. 26. 55. 134. III. 
26. 354. 413. 
Lutkiewicz Onufry. II. 8i0. 
Lwow Aleksy. III. 416. 
Lwowczyk Grzegorz. III. 189. 
Lwowicz Wawrzyniec. I. iI!. 
Lyde Jan. III. 352. 
Łabanowski Franciszek. I. ii. 
Łabuć Onufry. I. it. 
Ładowski Maciej Maryan. III. 285. 
Łagiewnicki Ignacy. III. 565. 
Łagowski Jan S. J. I. 84. 
Łaiszczewski Sebastyan S. J. I. 
Łaniewski Antoni. II. 342. 
Łańskij, minister. I. 170. 
Łapiński Dominik. II. 
III. 212. 
Łappa Antoni. I. 220. 
Łappa Józef. I. 3go. 
Łasicki Jan. III. 464. 
Łaski Albert. I. 42. 
Łaski Jan. II. 496. 
Łaski Marcin. I. 1rt. 
Łaski Piotr S. J. II. 84. III. 
Łaski Stanisław. II. 464. III. 
Łaszcz Marcin SŚ. J. II. 556. 
250. | 
Łaszkiewicz Jan. II. 669g. '"' 
Ławecki Jerzy. I. 111. 


480. 


570. 587. 


250. 


441. 
III. 


Ławicki Michał. II. 77. 84. 107. 142. 
203. 210. 226. 
Ławicki Mikołaj. II. 130. 153. 165. 


336. : 
Ławrynowicz S. J. III. 251. 


Ławrynowicz Szymon. I. 330. II. 
165. 

Łaziewski S. J. I. 330. 

Łaźniewski Ignacy Karol S. J. III. 
251. 

Łącki Tomasz S. J. III. 36. 251. 

Łęczycki Daniel. II. 682. III. 124. 
252. 587. 

Łęczycki Mikołaj S. J. I. 134. 277. 
II. 570. 615. III. 32. 252. 386. 
507. 510. 

Łęski Aleksander. II. 682. 

Łęski Józef. III. 215. 555. 


Łęski Samuel S. J. II. 556. 
Łętowski Jan. I. iii. 


Łobojko Jan. I. 368. II. 44. 48. 51. 


53. 731. 815. 816. III. 254. 402. 
Łochowski Cypryan, metropolita. 
II. 587. 


Łopaciński Józef Leon, biskup. III. 
50. 54. 212. 576. 


Łopaciński Mikołaj. I. 11. III. 605. 
Łosiewski Krzysztof S. J. II. 394. 


654. III. 36. 
Łowicki Maciej. II. 293. III. 295. 
Łowisz S$. J. I. 330. 
Łoziński Teodor. III. 446. 559. 
Łubeński, filolog. III. 128. 


Łubieński Feliks. II. 444. III. 367. 


373: 

Łubieński Stanisław, biskup. 
314. 412. 

Łubieński Wacław Aleksander, pry- 
mas. III. 285. 367. 

Łubieński 
II. 237. 


678 


| 


| 
| 
| 


III. 


Władysław Aleksander. 


Łucka szkoła powiatowa. 


I. 248. 
Łuczyński Jan. II. 203. III. 410. 
Łuka Andrzej. III. 122. 
Łukasiewicz Tadeusz. II. 750. 
Łukasz, arcybiskup. II. 503. 
Łukaszewicz Floryan. II. 523. 
Łukaszewicz Józef. I. 1it. 


Łukaszewicz Józef, historyk. I. 25. 
79. 219. 277. III. 360. 512. SPR 


588. 589. 598. 
Łukaszewicz Józefat. II. 750. 
łiukaszewicz Czesław. II. 394. 
Łukaszewicz Michał. I. int. 
Łukaszewicz Wawrzyniec. I. iIi!r. 
Łukaszewski Hilary. III. 414. 


Łukomski Longin Prokop. II. 290. 
KŁuskina Szczepan S. J. II. 66. III. 


375: 439- 515. 
Kuszczewska Jadwiga. III. 458. 


Łużeckaszkoła powiatowa. 


I. 248. 


Łużykiewicz Ludwik. I. 1ir. 


Łużyński Bazyli. I. 107. 111. II. 605. 
Łyskowska szkoła powia- 


towa. I. 248. 


Mabillon Jan. II. 610. 

Mac Adam. II. 226. 

Macaire-Princep. II. 139. 

Maccler Dr. II. 350. 

Mac-Culloch Jan Ramsay. III. 356. 
481. 


140. 


 Macewicz Mamert. II. 322. 


Machin. II. 189. 

Machwic Placyd. II. 85. 

Maciejewski Andrzej. I. 111. 

Maciejowski Bernard, kardynał. III. 
300. 

Maciejowski Michał. I. 259. II. 682. 
Maciejowski Wacław Aleksander. 
II. 487. 498. III. 21. 196. 395. 

Mackay Karol. II. t61. 

Mackiewicz Aleksander. II. 2go. 

Mackiewicz Borgiasz, biskup. 
522. 523. 524. 530. III. tot. 

Mackiewicz Jan. II. 624. 

Mackiewicz Józef. II. 700. 

Mackiewicz Tadeusz S. J. I. 
III. 254. 530. 578. 

Mackintosh K. IL 2io. 

Mac-Laurin Colin. II. 189. 

Macquer. II. 445. 

Maczuski Andrzej. II. 682. 

Madelen de St. Ary. IL. 123. 

Magendie Franciszek. II. 275. 
198. 

Magnickij Leoncyusz. II. 60. 

Magnus Gustaw. II. 107. 

Mai Anioł. I. 136. 187. II. 8i2. 
III. 128. 156. 622. 

Majer Franciszek. II. 362. 

Majer Józef. II. 296. 

Majer Jan Tobiasz. 

Majer, anatom. II. 260. 265. 267. 

Majer L. II. 310. 

Majewski J. II. 759. 

Majewski, chemik. III. 167. 

Majewski Tadeusz. II. 789. 

Majorkiewicz Jan. II. 149. 

Makowiecki Ludwik. II. 357 

Makowiecki Totnasz. I. 40. 

Malarstwo. II. 736. 

Malcz Wilhelm. II. 367. 

Malczewski Andrzej. I. 330. 

Malczewski Jan. I. i1t. 


II. 


02. 


IIT. 


Gi 
ND 
—1 


Maldonat Jan S. J. III. 300. 


679 


Malecki Aleksy. I. 117. 239. II. 780. 


Malecvusz, patryarcha aleksandryj- 


ski. II. 588. 


Maleszewski Klemens. II. 290. 309. 


312. 
Malewicz Aleksander. I. 1i1. 
Malewicz Marceli Oktawian. II. 
Malewski Franciszek. I. 192. 

194. 195. 197. 198. 199. 200. 

202. 204. 205. 207. 209. 213. 

372. II. 481. 751. III. 83. 

228. 439. 446. 448. 541. 545. 

564. 567. 
Malewski Szymon. I. 

128. 183. 204. 212. 


337. 339. 344. 340. 


101. 105. 
249. 324. 
352. 353: 


311. 
193. 
201. 
214. 
154. 
550: 


126. 


332. 
354: 


357. 360. 362. 371. 397. II. 16. 
18. 19. 20. 21. 22. 23. 25. 26. 
27. 28. 30. 31. 32. 34. 35. 36. 
37. 157. 386. 387. 397. 510. 512. 
520. 735. 746. 777. 782. 791. 794. 
799. 800. 8io. 817. 818. 832. 835. 


838. 
104. 


III. 15. 16. 50. 71. 78. 88. 
107. 223. 260. 279. 3601. 529. 


530. 540. 542. 544. 560. 564. 565. 


636. 
Malewski Tadeusz. II. 624. 
Malinowski Filip. II. 85. 
Malinowski Ignacy. I. 83. 


Malinowski Mikołaj. II. 463. 609. 
731. 751. 817. III. 155. 244. 254. 


372. 440. 448. 482. 
Maliszewski X. II. 108. 


Malliard Józef. I. 359. 363. 365. 371. 


372: 375: 


Malte-Brun. II. 239. 447. III. 276. 


Malthus Tomasz Robert. II. 513. 
Małachowski Antoni. I. 216. 
Małachowski Jacek. I. 216. 
Małachowski Jan. III. 348. 
Małafiejew Orest. II. g3. 
Małecki, zoolog. I. 154. III. 162. 


Małecki Antoni. II. 459. 720. III. 


120. 475. 476. 
Małyszewicz Józef. I. 111. 


Manchester Henryk. II. 109g. 
Mange. III. 345. 
Mangecius. II. 257. 


, Mankiewicz Szymon S. J. II. 615. 


Manso, filolog. I. 1go. 
Manteuffel Andrzej hr. I. 77. 
Manturewicz Stefan. I. 362. 370. 
Manutius Aldus. I. 189. 
Manzoni Aleksander. III. 408. 
Marajheim, baron. I. 209. 
Marcel de Serres. II. 153. 
Marchocki Ścibor Ignacy. I. 231. 
Marcinkiewicz Żaba Jan. I. 3go. 
Marcinkowski Jaxa Kajetan. I. 357. 
Marcinowski Antoni. I. 384. II. 381. 
387. 464. 795. III. 76. 155. 441. 
555. 507. 584. 
Marcinowski Jan. III. 441. 
Marczyński Wawrzyniec. II. 744. 
Margraf, chemik. II. 97. 
Marya Teresa, cesarzowa. II. 580. 
Markiewicz Franciszek. I. 111. 
Markiewicz Jan. I. 11. II. 803. 
Markiewicz Jan, regens. I. 108. 111. 
363. 
Markiewicz Józef. I. 1i1. 
Markiewicz Michał. III. 567. 
Markiewicz Wiktor. I. 111. 
Markłowskij, generał. I. 268. 
Markow Arkadyusz. I. 185. 
Markowski Józef. III. 439. 
Markwart Andrżłej. II. 653. III. 442. 
Markwart Jan Jakób S. J. III. 255. 
Markwart Józef S. P. II. 174. 179. 
Marmontel Jan Franciszek. II. 734. 
III. 632. 
Marsand. II. 805. 
Marschall von  Biberstein, 
"II. 138. 826. 
Marcialis Marcus Valerius. II. 700. 


baron. 


704. 

Martin. II. 366. 

Martins. III. 255. 

Martos Jan. II. 798. III. 622. 

Martynow Iwan. I. 300. 375. 476. 
II. 773. III. 622. 

Marya Ludwika, cesarzowa fran- 
cuska. II. 760. 

Marya Teresa. II. 580. 

Maryna Mniszchówna. III. 316. 

Masheim, historyk kościelny. 


536. 


II. 


Maskiewicz Samuel. II. 464. III. 
496. | 

Massalski Ignacy Jakób, książę. I. 
13. 137. 166. 172. 216. 218. 304. 


II. 220. 257. 557. 585. 735. III. 
1. 4. 5. 39. 42. 43. 44. 46. 50. 
145. 190. 191. 192. 202. 212. 217. 
226. 247. 301. 302. 326. 342. 518. 
521. 522. 525. 574. 577: 578. 

Massalski Józef, książę. III. 111. 

Massalski Edward Tomasz. II. 165. 
175. 211. 723. III. 442. 

Massillon Jan Chrzciciel. II. 5gr. 
III. 251. 

Massins. II. 628. 

Matciński Stanisław S. J. I. 82. 

Mattel Szymon. I. iil. 

Matematyka elementarna. 
II. 168. 

Matematyka wyższa czysta. 
II. 168. 

Matematyka wyższa Stoso- 
wana. II. 195. 

Mateusz herbu Cholewa. II. 457. 459. 
460. III. 242. 

Matkowski Adam S. J. III. 301. 

Matthia. II. 679g. 

Matusewicz Andrzej. I. 1o1. 166. 
182. 324. 331. 339. 340. 346. 351. 
II. 24. 26. 27. 28. 30. 31. 32. 34. 
35. 36. 250. 290. 325. 345. 350. 
775. 781. III. 15. 255. 302. 303. 
530. 

Matusewicz Wincenty. III. 622. 

Matusewiczowa Maryanna. I. 379. 

Matuszewicz Marcin. II. 464. 697. 
III. 443. 

Maximus Valerius. II. 701. 

Mazade (de) Karol. III. 6. 

Mazowiecki Michał S. J. II. 588. 
III. 35. 

Mechanika analityczna. II. 
201. 

Mechanika praktyczna. II. 195. 

Mecherzyński Karol. II. 682. 

Meckel Jan Fryderyk. II. 260. 265. 
III. 125. 471. 

Medale. I. 157. 

Medycyna sądowa. II. 354. 


680 


ź z um ow A. M a | __—N a ZZ, „taż: 





| 


Meinecke, fizyk. II. g3. 

Meinecke Jan Albert, filolog. 

Mejer Karol. I. 356. II. 3ir. 

Mejer Karol Wilhelm. II. 2go. 

Mejer Karol. II. 624. 

Meyet Leopold. III. 476. 

Meister, prawnik. III. 282. 

Melanchton Filip. I. 29. 

Mendo Andrzej S. J. II. 623. 

Menge, górnik. II. 148. 

Mengs Rafał. III. 326. 

Menochi Jan. II. 595. 

Mercator Izydor. II. 636. 643. III. 
150. 

Mereckaszkołapowiatowa. 
I. 249. 

Merle d' Aubignć. III. 429. 

Merz Melchior. II. 2go. 

Mesmer Fryderyk Antoni III. 437. 

Meszczerski Piotr, książę. 1. 300. 
476. 

Metelicki Korowaj Roman. II. 130. 

Metzger Jan Daniel. II. 354. 361. 

Metzius. II. 189. 

Mezutowicz Tadeusz, ob. Mizuto- 
wicz. 

Mianowski Józef. II. 331. 340. III. 
311. 435. 443. 

Mianowski Mikołaj. I. 139. 166. 
182. 3206. 340. 347. 352. 353- 355- 
359. 360. 367. II. 34. 35. 36. 38. 
41. 44. 45. 47. 49. 52. 255. 274. 
284. 298. 311. 316. 336. 346. 350. 
352. 355. 361. 368. 795. 798. 820. 
III. 76. 83. 198. 255. 277. 538. 
542. 543. 555. 556. 565. 567. 

Miączyński Leon. III. 348. 

Michalski Antoni. III. 408. 

Michał, bakałarz. I. 23. 

Michał, król polski. I. 121. II. 474. 
567. III. 31. 124. 

Michałowski Czesław. I. i1. 87. 

Michałowski Maurycy. I. iii. 

Micheaux. II. 21ri. 

Michelis Jakób Feliks. II. 350. 

Michelson, generał. III. 122. 

Mickiewicz Adam Bernard. II. 292. 
443. 464. 663. 669. 697. 723. 724. 
751. 756. 764. III. 21. 56. 73.91. 


681 


119. 142. 208. 246. 262. 380. 383. 
384. 387. 389. 395. 396. 408. 411. 
441. 445. 453. 450. 458. 474. 475. 
470. 483. 485. 495. 497. 559. 565. 
39- 

Mickiewicz Aleksander. I. 371. II. 
497. 820. III. 388. 451. 

Mickiewicz Franciszek. III. 445. 

Mickiewicz Jordan. III. 130. 


Mickiewicz Józef. I. 11. 146. 156. 
324. 328. 331. 334. 330. 339. 342. 


346. 349. 353. II. 13. 14. 15. 16. 
17. 18. 19. 20. 21. 22. 23. 24. 70. 
72. 85. 204. 226. 768. 783. 790. 
794. |1II. 15. 16. 215. 261. 346. 
347: 445. 518. 529. 536. 554. 576. 
Mickiewicz Ksawery. I. 111. 
Mickiewicz Mikołaj. III. 445. 
Mickiewicz Władysław. II. 697. III. 
73. 119. 208. 451. 
Mickiewiczowa Barbara. III. 445. 
Mickiewiczowa Celina. III. 448. 


Miechowicz Franciszek. II. 203. 206. 


Mieczysław I, król. II. 406. III. 131. 

Mielecki Mikołaj. I. 42. 

Mielicki 
40. 79 


Mielżyński Maciej hr., generał. III. 


395- 
Miernictwo. IL. 218. 


Mierzejewski Feliks. 


351. 355. 360. 367. 384. III. 
81. Ql. 
Międzybożska szkoła po- 
wiatowa. I. 250. 
Międzyrzecka szkoła po- 


wiatowa. I. 251. 
Migne Jakób Paweł. II. 637. 
Mignioni Ubald S. P. II. 718. 
Miguzzi, kardynał. III. 202. 
Miko Franciszek. II. 557. 


Mikołaj I, cesarz. I. 16. 157. 303. 


395. II. 473. III. 12. 435. 450. 
484. 585. 
Mikołajewski Daniel. III. 251. 326. 
342. 
Mikucki Antoni S. P. II. 237. 
Mikucki Klemens. I. 11i. 
Mikulski Florentyn. II. 226. 


UNIWERSYTET WNEŃSZI. TOW Il. 


Augustyn Rotundus. I. 


I. 331. 341. 


—— 


Mikulski Izydor. III. 87. 

Mikulski Józef. III. 87. 414. 

Mikulski Karol. II. 820. 

Mikułowski Józef Ś. J. I. 259. 

Milewski Andrzej S. J. III. 262. 
588. 

Milikont. II. 368. 

Milli. II. 83. 

Millin Aubin Ludwik. I. 136. 189. 
III. 622. 

Millot K. II. 469. 

Milton John. II. 712. 716. 732. 

Miluński Ignacy. III. 567. 

Miluński Maciej S. J. I. 84. II. 653. 
III. 262. 

Miłuński Mateusz S. J. II. 571. 

Minejko Ignacy. I. 111. 

Mineralogia. II. 144. 

Minkiewicz Adam S. J. 
614. III. 262. 

Mińskie gimnazyum, I. 250. 

Miosicz, literat. III. 128. 

Miram Karol Edward. III. 241. 2653. 

Mirski Klaudyusz. II. 108. 

Mirski Świętopełk, książę. III. 484. 

Miszewski Juliusz. II. 750. 

Misztołt Antoni Aloizy S. J. II. 396. 
III. 263. 

Mitscherlich, archeolog. I. 1go0. 

Mitzler de Koloff Wawrzyniec. IL. 
663. III. 376. 50gti. 

Mizutowicz Tadeusz. I. 341. 348. 
II. 76o0. 

Młodzianowski Jędrzej S. J. II. 624. 
III. 263. 

Młodzianowski Piotr. III. 608. 

Młodzianowski Tomasz S. J. II. 571. 

Młodziejowski Jędrzej Stanisław, 
biskup. I. 218. III. 216. 

Mniszech Franciszek. III. 452. 

Mniszech Jerzy. I. 43. 

Mniszech Michał. II. 394. III. 361. 
452. 

Mniszech Michał, sekretarz litewski. 
I. 216. III. 579. 

Mnischowa Urszula. III. 579g. 

Mochnacki Maurycy. II. 458. III. 


396. | 
Modrzewski Frycz. II. 589. 


46 


II. 395. 


Modzelewski Zacharyasz S. J. II. 
624. III. 252. 263. 

Moer, technolog. II. 217. 

Mogilnicki Antoni. I. ri. 

Mohilewska szkoła jezuicka. . 
I. 252. 

Mohilewskie 
I. 251. 

Mohilewskij Atanazy. II. 814. 

Mohr Jakób I. 154. 350. 

Mohrenheim, prof. III. 247. 

Mojon Dr. II. 352. 

Moiraud, prof. III. 204. 

Mokronowski Andrzej. I. 216. 

Mokrski Hączel Jędrzej Ś. J. III. 
264. 

Mokrzycki Eliasz. I. 103. 

Mokrzycki Paweł. II. 352. 

Moliere Jan Chrzciciel Poquelin. III. 
138. 375. 555: 

Mollet J. II. z31. 236. 

Molski Marcin. III. 554. 

Mołochowiec Karol. I. 39o. II. 815. 
III. 541. 

Mołodeczniańska szkoła po- 
wiatowa. I. 252. 

Moneth, geograf. II. 240. 

Monge Kacper. II. 185. 

Moniuszko Dominik. III. 452. 

Moniuszko Ignacy. II. 780. III. 453. 

Moniuszko Kazimierz. II. 487. III. 


453. 567. 622. 
Moniuszko Stanisław. II. 752. 


452: 
Moniuszkowa Ewa. III. 452. 
Monkiewicz Antoni. II. 86. 
Monro, anatom. II. 260. 
Monry, profesor. III. 328. 
Montaigne Michał. II. 576. III. 617. 
Monterogato. II. 486. 
Montesquieu Karol de Secondat. IT. 


gimnazyum. 


III. 


481. 482. 486. 541. III. 632. 
Montwid Leon. I. ti. 
Moore Dr. II. 298. 
Moore Tomasz. III. 457. 


Morawski Stanisław. II. 317. III. 


453. 469. 
Mordas Tadeusz S$. J. III. 264. 
Moreau, anatom. III. 144. 


682 


| 


| 


Moreau de Joannes. II. 124. tól. 

Morelli Jakób. I. 189. 190. 

Morgagni Jan Baptysta. II. 257. 269. 

Moriceau. II. 344. 

Morisson. II. 365. 

Moritz Fryderyk. I. 
73- 329: 

Moroz Franciszek. II. 85. 

Moroz Stanisław. I. i12. 

Morze Franciszek. II. 497. 05 820. 
III. 454. 

Mosander C. G. II. tog. 

Mosbach August. III. 5go. 

Moschati Piotr hr. III. 49. 327. 622. 

Mosemiusz, hist. kość. II. 6ro. 

Moskorzewski Hieronim Jarosz. II. 
556. III. 182. 

Mostowski Józef. II. 212. 464. 

Mostowski Józef hr. I. g. II. 165. 
III. 622. 

Mostowski Tadeusz Antoni hr. II. 
465. III. 271. 

Mostowski Teodor. II. 561. 

Moszczyński Dominik. I. it2. 

Moszczyński Franciszek. I. 381. 


128. 391. III. 


Moszyński Antoni S$. P. I. ui. II. 
449. III. 605. 
Moszyński Fryderyk. III. 104. 


Moszyński Józef. II. 277. 

Mozyrska szkoła powiato- 
wa. 1. 252. 

Mścisławska szkoła jezu- 
icka. I. 253. 

Muchanow Paweł. III. 417. 

Muchin, astronom. II. 7q9. 

Muchliński Antoni. II. 728. 729. 
III. 166. 177. 454. 

Muhrbeck Dr. II. 312. 

Mullerus Filip. II. 108. 

Muncke G. W. fizyk. II. go. 359. 

Murat, król neapolitański. III. 381. 

Muratori Ludwik Antoni. II. 610. 

Murawiew Michał. I. 77. gg. III. 
531. 

Murawiew Michał hr. III. 493. 571. 

Murawiew Mikołaj. III. 622. 

Muret Marek Antoni. II. 701. 

Muschembrock Piotr. II. 72. 

Muśnicki Rafał. I. 1i2. 


Musset Pataja V. D. II. 469g. 


Mustoxydes Andrzej. II. 813. III. 622. 


Muyschel Justus Karol. I. 165. II. 


45. 47. 49. 52. 130. 368. 372. 
381. III. 133. 240. 264. 


Muzeum kopyt i podków. I. 171. | 


Miller Adam. II. 160. 
Miilier (de) Jan. II. 441. III. 168. 
Miiller Johann. II. 274. IIL 329. 
Miiller Stanisław. II. 731. 
Miinnich Wilhelm Fryderyk Emil. 
II. 48. 51. 668. 6go. 699. 725. 
726. 729. 827. 838. III. 201. 
266. 585. 
Miinster, lord. III. 426. 
Miintz, lekarz. III. 175. 
Myślkowski Stanistaw. II. 653. 
Myszkowski Jakób. I. 232. 
Myszkowski Jan. I. 43. 
Myszkowski S. J. I. 82. 
Myszkowski Juvenalis. II. 85. 
Myszkowski Piotr. I. 42. 
Nadaze Jan S. J. III. 229. 
Nagiewicz Antoni. I. 112. 
Nagurski Kajetan. II. 237. 
Nahumowicz Izydor. II. 321. 340. 
Nahumowicz Jan. II. 108. 


Nahumowicz Leon Kazimierz. II. 


108. 314. 786. 


Nakcyanowicz Jakób S. J. II. 65. 


227. 626. III. 266. 


Napoleon, cesarz. II. 470. 471. 478. 
III. 64. 65. 67. 69. 127. 149. 289. 
330. 372. 381. 459. 404. 539. 584. 


3599. 
Napoleon III, cesarz. II. 697. 
Naramowski 


33. 219. 267. 


Narbutt Kazimierz S. P. I. 217. 218. 


II. 426. 
Narbutt Kazimierz. I. 112. 
Narbutt Stanisław. I. 112. 


Narbutt Teodor. II. 86. :30. 165. 
212. 452. 465. 505. 513. 751. 820. 


III. 25. 442. 455. 59i. 
Narbutt Wincenty. I. 341. 


Narewicz Władysław S. J. 1. 84. 
Narkiewicz Jan. I. 112. 


Adam Ignacy S. J. | 
II. 436. 464. 571. 587. 625. III. 


683 





Narkiewiczówna Izabela. II. 818. 

Narmuntowicz Mikołaj. I. 381. 

Narolski Józef. II. 571. 

Naruszewicz Adam Stanisław S. J. 
I. 49. 157. II. 388. 389. 435. 438. 
445. 458. 460. 462. 465. 627. Oó2. 
682. 725. 816. 826. III. 246. 267. 
271. 377. 418. 507. 515. 576. 585. 
586. 615. 

Naruszewicz Aleksander. II. 615. 

Naruszewicz Kazimierz S. J. I. 17. 
82. 121. 324. II. 175. 425. III. 
72. 271. 518. 530. 573. 575. 576. 
585. 586. 

Naruszewicz Stanisław. I. 276. 

Narwojsz Franciszek Milikont S. J. 
I. 324. II. 13. 14. 15. 16. 17. 18. 
19. 20. 21. 22. 23. 24. 25. 26. 28. 
29. 31. 66. 67. 69. 172. 188. 768. 
810. III. 15. 191. 271. 364. 518. 
529. 553: 554- 

Narwojsz Jerzy. I. 83. 

Natalis Aleksander. II. 545. 610. 

Nathan Samuel. II. 298. 

Nauka. Wykaz przedmiotowy: 
I. Encyklopedye. Dzieła zbiorowe 
Czasopisma. Kalendarze. 21. 20. 


1404 —1422. 1654. 1797. 1798. 
2106. 2167. 21608. 31368. 3142. 
3140. 3148. 314g. 3174. 3800. 
3851. 3879. 3939. 3951. 3907. 
II. Zdżerałtura: a) powszechna. 
72. 609. 986. 2482. 2965. 296g. 
29753. 2980. 2983. 2984. 2983. 
2986. 2989. 2990. 2991. 2993. 
2994. 2996. 2997. 2999. 3000. 
3001. 3004. 3005. 3006. 3011. 
3032. 3041. 3042. 3047—3055. 
3066. 3067. 3078. 3080. 3082. 
3087. 3096. 3104. 3108. 3109. 
3110. 3134. 3165. 3220. 3221. 
3227. 3231. 3237. 3244. 3253: 
3258. 3272. 3274. 3416. 3420. 
3480. 3587. 3005. 3676. 3690. 
3693. 3812—3822. 3824. 3825. 
3842. 3843. 3844. 3858. 3859. 
3860. 38588. 388g. 38go. 3897. 
3899. 3908. 39g16—3918. 3968. 
3978. 3995. 


684 


b) polska. 4. 8. 11. 14. 15. 19. | 
23. 28. 40. 49. jo. 02. 89. g30. | 
1358. 2105. 2108—2I1I1. 2113. , 
2114. 21153. 2123. 2138. 2144. 
2155—2158. 21605. 2297. 2309. 
2361. 2461. 3114. 3115. 3119. 
3120. 3121. 3124—3131. 3139. 
3141. 3150. 3159. 3162. 31760. 
3181—3184. 3198. 3204. 42035. 
3210. 3211. 3217. 3249. 3251. 
3257. 3260. 3271. 3276. 3277. 
3301. 3302. 3315. 3316. 3404. 
3683. 3721. 3794—3797: 3801. 
3802— 3804. 3808—3810. 3880. 
3881. 3942. 3975. 4017. 4032. 


c) dbzdlzografńa. 5. 6. 8. 18. 48. 
067. 2376. 2377. 2981. 3115. 3119. 
3900. 4015. 


3199. 3200. 3606. 


4016. 


d) pamegirykt. 22. 41. 44. 86. 
2892. 
3324. 
3340. 
3430. 
3543. 
3020. 
3053. 
3700. 
3883. 
1054. 


129. 609. 2346. 2840. 2888. 
3194. 3314. 3318—3321. 
3325. 3326. 3331. 3334. 
3393. 3395—3398. 3413. 
3431. 3436. 3529. 3537. 
3544. 3560. 3561. 3010. 
3645. 3650. 3651. 3652. 
3690—3692. 3694. 36935. 
3701. 3773. 3775—3778. 
3884. 3962. 3992. 3993. 
4055—4058. 


III. Fzłozofa. 132. 138. 139. 174. 


2030—2033. 2035. 2038. 2214. 
2215—2241. 2244—2252. 2257. 
2258—2270. 2971. 3014. 3022. 
3043. 3044. 30533055. 3077. 
3086. 3117. 3135. 3201. 3208. 
320g. 3264. 3330—3300. 3425. 
3475. 3512—3514. 3575. 3042. 
3736. 3737. 3702. 3719. 3801. 
3802-—3805. 3816. 3817. 3838. 
3899. 4005. 4006. 4022. 4032. 


IV. Zeologta. a) Teologia dogma- 


życzna, moralna i pasterska. 2549. 
2550—2580. 25382—2612. 2614. 
2615—2624. 2626—2636. 2638. 
2639 - 2055. 2658—2661. 2665. 
2066. 2669—2672. 2675 — 2700. 


2708—27453. 


280g. 3281—3287. 


3308. 
3329. 
3343- 
3374: 
3399: 
3423. 


3299. 3300. 3303—3306. 
3309. 3312. 3313. 3322. 
3330. 333/- 33309: 3341. 
3344. 3340. 3366—3372. 
3378. 3380—3388. 3390. 
3402. 3414. 3415. 3421. 
3427: 3435: 34413449. 3451. 
3453 —3456. 3450. 3460. 3401. 
3462. 3404—3466. 3470—3472. 
3470—3478 3481. 3482. 3480. 
3487. 3488. 3490. 3491. 3404. 
3496—3502. 3504--3510. 3527. 
3530—3534- 33539: 3540. 3542. 
2550. 2554—2556. 3558. 35604. 
3505. 3566. 3574. 3576. 3578. 
3582. 3585. 3588—3593. 3596. 
3597—3604. 3610. 3611. 3622. 
3023. 3624. 3632. 3633. 3646. 
3647. 3648. 3655—3664. 3666. 
3070. 3671—3674. 3677. 36835. 
3086—3689. 3693. 3696. 3707. 
3708—37160. 3723. 3725—3729. 
3132—3/35: 3739: 3740. 3742. 
3744. 3745: 3748. 3751—3701. 
3704—3700. 3772. 3803. 3804. 
3815. 3847. 3854. 3868— 3876. 
3980. 3982. 3984—3987. 
b) Zzsmmo święłe. 2808. 2810. 
2811—2837. 3474. 3579. 3905. 
c) Złtstorya Kościoła. 1. 8. 16. 
22. 42. ©1. 65. 2349. 2407. 2413. 
2471. 2838. 2839. 2841—2833. 
2846. 2847. 2849—2852. 2854. 
2655. 2857—28760. 2878—2883. 
2865. 2886. 2889. 2891. 2893. 
2894—2907. 2909. 2910. 32gl. 
3292. 3302. 3307. 3311. 3317. 
3323- 3331. 3342. 3347: 3370. 
3391. 3392. 3394. 3400. 3401. 
3451. 3489. 3503. 3510. 3530. 
3541. 3557. 3503. 3013. 3615. 
3016. 3654. 3675. 3691. 3702. 
3708. 3814. 3827. 3828. 3836. 
3855. 3856. 3909. 3936. 3977. 
3981. 3991. 4012. 4034. 4035. 
d) Prawo kanoniczne. 2911— 
29053. 3568. 3684. 3720. 3731. 
e) IVymowa kaznodziejska. /ło- 
malie. Kazania. 2851. 2613. 2625. 


2637. 2656. 
2667. 266q. 
2746— 2807. 
2845. 2848. 2853. 
2884. 2887. 2892. 
3278—3280. 3288. 
3296—3298. 3310. 
3322. 3327. 3328. 
3330. 3338. 3347: 
3365. 3370. 3373—3370. 
3417—3419. 3422. 3442. 
3463. 3483—3485. 3492. 
3517. 3518. 3522—3520. 
3553. 3559. 3577. 3580. 
3584. 3594. 3595. 3617. 
3626. 3627. 3631. 3644. 
3698. 3699. 3703—3705. 
3763. 3767. 3709—3771. 
3780. 3781. 38153. 3840. 
3853. 3885. 3887. 3976. 
4019. 4023. 4024. 


2657. 
2073. 
2838. 


2674. 
2839. 
2856. 
2908. 
3290. 
3314. 
3332: 


V. Hzistorya. a) w ogólności. 2278. 


26062— 2664. 
2707. 
2844. 
2877. 
3161. 
3295. 
3315: 
3335: 
3361 —33603. 
3403: 
3450: 
3493: 
3538. 
3581. 
3618. 
3697. 
3740. 
3414: 
4852. 
3983. 


| 


2290. 2314. 2316. 2326. 2338. 
2339. 2354. 2367—2377. 2438. 
2441. 2449. 2456—2458. 2488. 
2988. 3024. 3025. 302g. 3270. 
3636. 3638. 3968. 3969. 3970. 
3988. 

b) powszechna. 2277. 2284. 2289. 

290. 2305. 2308. 2312. 2342. 
BYM 2347. 2378—2381. 2410. 
2413. 2423. 24280—2433. 2435. 
2444. 2440. 2447. 2449—2457. 
2482. 2483. 2486. 2489—24Ql. 
3020. 3024. 30253. 3029. 3038. 
3060. 3062—3065. 3068. 3074. 
3075. 3084. 3085. 3098. 3170. 
3229. 3233. 3240. 3639. 3717. 
3798. 3890. 3901—3903. 3907. 
3914. 3915. 3921—3924. 3996. 
4011. 4025. 4042. 4043. 

c) polska. 2271—2274. 2276. 
2280. 2281. 2283. 2285—2288. 
2292—2296. 2298—2304. 2300. 
2307. 23I0. 2311. 2313. 2320. 
2324. 2325. 2337. 2340. 2341. 
2343. 2345. 2340. 2348. 2350. 
2351—2353. 2357—2360. 2302. 
2363—2368. 2393. 2393—2406. 


2410. 
2425. 2420. 
2443. 2445. 
2461—2463. 
2473: 2477: 
2487. 3171. 
3276. 3289. 
3612—3014. 
3043. 3792. 
3812. 3837. 


2412. 2414—2422, 
2434: 2437: 
2448. 2450. 
2468. 2469. 
2481. 2484. 
3204. 3205. 
3301. 3334- 
3635. 3640. 
3795—3797. 3800. 
(3857. 3919. 3920. 
3947. 3974. 3990. 3998—4001. 
4007. 4010. 4018. 

d) Geografia. Podróże. 
1403. 2279. 2282. 22gl. 
2320. 2337. 2355. 2350. 
2383—2385. 2392. 2427. 
2159. 2460. 2462. 2465. 
2472. 2479. 2987. 3450. 
3668. 3799. 3813. 3836. 
3877. 3886. 3889—3893. 
3897. 3898. 3913. 3938. 
3971. 4002. 4008. 4013. 
4037. 4038. 

e)  Poolomaśiia. Wydawnictwa 
śródeł. 2313. 2317—2320. 2408. 
2409. 3437. 3605. 3947. 

VI. Prawo. Ekonomta polityczna. 


2424. 
2442. 
2459. 
2471. 
2485. 
3269. 
3345: 
3641. 


1365— 
23153. 
2382. 
2434. 
2466. 
3043. 
3839. 
3896. 
3940. 
4014. 


Naukt społeczne. 2323—2325. 
2440. 2492—24935. 2498—25448. 
3255. 3256. 3201. 3264. 3407. 


3408—3410. 3551—3568. 3629. 
3630. 3634. 3038. 3649. 3724. 
3782. 

VII. Naukt lekarskie. a) Anato- 
mata fizyologiczna t porównawcza. 
68. 69. 447—451. 1423—1442. 

b) Anatomia patologiczna. 1443. 
1444—1475. 3997. 

c) Fzzyołogta. 1477 —1487. 1489. 
1490—1493. 1495—1498. 

d) Patologia. 368. 1499—1627. 

e) Zerapia. 285. 1628—1653. 
3069. 

f) Patologia t terapia szczegó- 
towa. 1655—1764. 3468. 

g) Chirurgia. 1799. 1800. 1802. 
1803—1948. 3349. 3025. 

h) Farmacya, farmakologia. 
1765—1798. 


— 686 


i) Położnictwo, choroby kobteccć | 


1 dzieci. 1949— 1982. 1980. 


1987 —2024. 3078. 


1984. 


k) Złygiena, policya lckarska, ' 


medycyna sądowa. 365. 772. 1494. 
2025—2029. 2034—2037. 
2040— 2069. 2071—209Q9. 
3304. 3407. 

1) Złistorya medycyny. 5. 72. 


3270. 


73. 119. 1488. 17906. 1801. 1983. 
2070. 2100—2104. 2Ł06. 2107. 
2112. 2114—2122. 2124—2137. 


2130—2143. 2145—215Ą4. 
2160—2168. 2177. 
3254. 32606. 3412. 
m) IM eterynarya. 72. 446. 551. 
2169—2176. 2178—2195. 2197. 
2198—2213. 
VIII. Naukt przyrodnicze. a) W o- 
gółności. 71. 75. 440—442. 455. 


2159. 


450. 457. 404—470. 474. 478. 
4559. 4958. 303. 303. 308. 530g. 513. 
520. 522. 339. 540. 350. 352. 559. 
580. 584. 594. 393. ©o8. 614. 635. 
637. 601. 704. 715. 723. 3515. 
3583. . 

b) Zoołogza. 71. 441 — 443. 445. 
452—=45]: 450-403. 4055407. 
APISZĄJ M dO WŁ JOJO: 
487. 489—497. 499—502. 3504. 
506. 307. 3I0—3512. Z1I4—3519. 
521. 323—558. 541—549. 551. 
353—558. 5300—579g. 381—583. 
3265. 3926—3930. 3932—3935. 


c) Hołantka. 75. 79. 3853—35g93. 
590—407. 610—6013. 015—634. 
630. 038—658. 660. 662—670. 

d) Ałineralogta, geologia. 70. 
390. 671—703. 705—714. 710— 
722. 724—758. 3511. 

3903— 3966. 


IX. Fizyka. 124. 130. 132. 134. 
135—13/: 141. 1435151. 153. 
154—1606. 1608. 169g. 171—170. 
178. 179. 181—207. 209—284. 
250—347. 354. 3509. 3573. 


X. Chemia. 208. 348—353. 355. 
356—364. 3067. 369—389. 390— 
430. 


2039. : 


2196. 3248. 


3848. 3931. | 


Pusu 


XI. Matematyka, a) w ogólności, 
historya, krytyka. 6. 120. 142. 
178. 180. 928. 929. 952. 934. 933. 


962. 986. 987. 993— 1002. 10OI$Ś. 
IO19g. 1023. 1024. 1297. 1I3I1. 
1320. 3207. 3389. 3428. 3545. 
3540—3549. 3571. 35372. 3718. 
4004. 


b) elementarna. 126. 127. 128. 
933—951. 953. 956—961. 963— 
985. 988—992. 1021. 35319. 3074. 
3749: 3750. 

c) wyższa, czysła. 1003—1017. 
1020. 1022. 1025. 3619. 

d) geomelrya wykreślna. 1020. 

e) rachunek prawdopodobień- 
stwa. 1027. 1028. 1029. 

f) wyższa, słosowana, aa) me- 
chantka. 167. 170. 177. 1030— 
1048. bb) źechnołogta. 1049— 1268. 
3262. 3270. 3479. 3520. 35321 
3785. 

g) geodezya, miernictwo. 1264. 
127 6-176. 

h) architektura, 

1277—1296. 3429. 

i) astronomia. 74. 121. 123.123. 


mżynierya. 


131. 152. 1323—1357. 1339— 
1364. 3719. 3940. 3941. 3943. 
XII. KŻasycy a) greccy. 2204. 
2322. 2971—2974. 20979. 2983. 
3002. 3003. 3010. 3013. 3010. 
3017. 3022. 3023. 3026. 3030. 
3031—3033. 3841. 3853. 4020. 

b) zzymscy. 2242—2244. 2233. 
2254—2250. 2347. 2428. 2438. 
2439. 2454. 2455. 3030—3110. 
3SII. 

XIII. Archeologia. 2275. 2321. 
2303. 2386—2391. a. 2404. 
2467. 2470. 2474—2478. 2480. 
2906. 2967. 2979. 2982. 2984. 
2987—2990. 2992. 2994. 2498. 
3001. 3024. 3025. 3026. 3024. 
3250. 3263. 3273. 3607. 385NŃ. 

XIV. Językoznawstwo. Słowniki. 
2970. 2976. 2977. 2991. 2yg3. 
3007. 3006. 3011. 3012. 3OIŃ. 


3019. 3021. 3024. 3034. 3030. 


3037. 3039. 
3070. 3072. 
3101—3103. 
3156—3158. 
3178. 3179. 
3219. 3222, 
3234—3230. 
3242. 3243. 
3272. 3293. 
3473. 3037. 


3045: 
3073 
3124. 


3055: 
3070. 
3144 
3108. 3169. 
3191. 3192. 
3224—3220. 
3238. 3239. 
3240. 32350. 
3438—3440. 
3738. 3806. 


3059. . 


3081. 
3152. 


3175: 


3210. 
3228. 
3241. 
32539: 
3455: 
3807. 


3823. 3820. 3882. 
3904. 3910—3912. 
3989. 4003. 4009. 


3894. 3895. 
3937. 3973. 
4050—4051. 


XV. Zzłerałura nadodna. Wy- 
mowa świecka. Poezya. Dramat. 
Powieść. 89. 100. 103. 297 2—2974. 


3002. 
3030. 


3003. 3013. 
3030. 3031. 
3046—3052. 3056. 
3064. 3071. 3078. 
3083. 3089— 30QIL. 
3097. 3104—3106. 
3112. 3I13. 3116. 
3133. 3134. 3137. 
3154. 3153-3155. 
3167. 3173. 3177. 
3193. 3194. 3207. 
3223. 3232. 3 268. 
3405. 3406. 3411. 
3433- 3434 3528. 
3706. 3741. 3783. 
3787—3789. 3791. 
3830—3835. 3845. 
3861—3865. 3878. 
3049: 3052—3959. 
397U: 3994. 4020. 
4028—4031. 4033. 


3023. 3020. 
3033. 3040. 
3058. 3003. 
3079. 3082. 
3093. 309+ 


3108  3IIO. 
3122. 3123. 
3145—314/: 
3163. 3104. 
3185—3189. 
3212—3210. 
3294. 3348. 


3410. 3432. 
3567. 3008. 
3784. 3780. 
3825. 3829. 
3848—3830. 
3925. 3048. 
3961. 3972. 
4021. 4027. 
40413—4048. 


XVI. Agronomia. 750. 771. 773. 
174927. 3028. 3669. 3747. 3950. 
XVII. Szkoty, ich historya, pro- 


gramatla, podręczniki. 2. 3. 
19. 20 
43- 45—47: 51 


7. 9—15. 17. 
27. 29—39. 41. 


53—61. 63. 64. 73. 
88. 90—99. IOI. IO2. 


3. 0. 
2 2 EJ 23. 


dw . z «w. - . i 


f4s-85o 87: 


658. 930. 931. 3001. 3088. 3092. 


3095. 309. 3100. 3107. 3ILII. 
3117. 3127. 3135. 3130. 3140. 
3143. 3100, 31606. 3206. 3247. 


687 





104Ą—1LI5. 


| 


3252. 
3420. 
3504. 
3720. 
3900. 
4053: 


Wykaz chronologiczny. 
Rok 1576. 


2613. 
1580. 
2944- 
3582. 
3401. 
25370: 
3758. 
2038. 
3501. 
1 59o. 
38609. 


3871. 


3400. 
2570: 
2621. 
3874. 
3032. 
2830. 
2837. 
2620. 
2022. 
1603. 
3540: 
2970. 
1605. 
3484. 
3287. 
3720, 
3045. 
3109. 
3710. 
3750. 
3711. 
3838. 
3384. 
1616. 
37535: 
3305. 
2613. 
3487. 
1623. 


3268. 
3405. 
3580. 
3722, 


4030. 


1579- 
3462. 
3403. 
1584. 
3405. 
2629. 
3759: 
1 588. 
1589. 
2016. 
3872. 


3873. 
3481. 


2834. 


2835. 


1595. 
3724. 
3590. 
3309. 
2970. 
3423. 
3044. 
1604. 
3541. 
3483. 
3707. 
3485. 
1610. 
1611. 
1612. 
3711. 
3738. 
3712. 
1615. 
3056. 
2036. 
31534: 
3303. 
3380. 
3701. 
3454: 


3293- 
3405: 


3275. 
3409. 
3021. 3087. 
3816. 3860. 
1039—404 1. 


2612. 


25409- 
1582. 


2617. 
2803. 


2011. 


1583. 
2503. 
1585. 
2723: 
3760. 
2580. 
2570. 
3281. 
1591. 
1592. 
3480. 
3422. 
3588. 
2909. 
3725. 
1598. 
3727: 
3734. 
1602. 
3477: 
2578. 
33542: 
1606. 
1607. 
1608. 
3288, 
2619. 
2599. 
3712. 
1614. 
3729. 
ŻYKO: 
3090. 
3352. 
1617. 
37 10. 


2672. 
2570: 
2631. 
3466. 
1587. 
2728. 
3282. 
3701. 
3421. 
2574 
3875. 
1594. 
3589. 
3043: 
3726. 
3470. 
3876. 
3735: 
29537: 
3402. 
2040. 
3622. 
2614. 
3283. 
3475: 
3074: 
30B3. 
1613. 


1619. 
1622. 
3601. 


3348. 
3535- 
3076. 
3867. 
4049. 


1577: 
3253. 
2018. 
30,7: 
3279. 
1 586. 
3073. 
2630. 
3580. 
3204. 
3305. 
3870. 
3010. 
1593. 
2598. 
37 238: 
1596. 
1597. 
1599. 
1600. 
1601. 
3623. 
3530: 
2858. 
3087. 
3278. 
3 280. 
1609. 
3/52: 
3705. 
33/8: 
3753: 
37 IO. 
3750. 
3381. 
3754: 
3715. 
29.413. 
2214. 
1621. 
3962. 
2893: 


3375: 
3496. 
3602. 
2,1095: 
3 306. 
3600. 
3488. 

120. 
3529 
3405. 
2892. 
3505. 
3497: 
2602. 
3493: 


3305: 
3499: 
3617. 
22153. 
3331. 
3779. 
2785. 
- 3747: 
3538. 
2660. 
3992. 
2796. 
1645. 
3301. 
2657. 
31/38: 
2933. 
2940. 
3372. 
3328. 
2770. 
3310. 
1652. 
2084. 
3334 
2864. 
1657. 
3534 
3343: 
1667. 
1668. 
3320. 


2217. 


1625. 
1627. 
1628. 
3374: 
3367. 
3603. 
3489. 
2939. 
3690. 
1636. 
3293: 
3704. 
3506. 
2690. 
3508. 

I21. 
3 388. 
3500. 
36091. 
2587. 
3510. 
1641. 
3102. 
1042. 
3570. 
2788. 
3993. 
3318. 
1405. 
3302. 
2714. 
1647. 
3572. 
3093. 
3565. 
3991. 
1651. 
3329. 
3/41. 
3309. 
3706. 
3016. 
3333. 
1061. 
1665. 
2580. 
2530. 
3390. 
2221. 


3193: 
2737: 
3376. 
3377: 
3378. 
3738. 
3702. 
1633. 
1635. 

177. 
3490. 
1637. 
3544: 
3059. 
33537: 
2551. 
3430. 
3501. 
1640. 
28359. 
3530. 

179. 
3509. 
28357. 
3778. 
3296. 
1644. 
3389. 
2249. 
3307: 
2947. 
2706. 
3573: 
3306. 
1649. 
1650. 
2350. 
3533: 
3988. 
1654. 
1655. 
3670. 
1658. 
3545. 
3563. 
3312. 
2089. 
3586. 
2951. 


3321. 
3396. 
1671. 
3014. 

132. 
2219. 
3 368. 
2769. 
3335: 
1678. 
1680. 
1682. 
2743: 
1684. 
1686. 
2929. 
1688. 
2635. 
348. 
1692. 
3751. 
1695. 
3413. 
3400. 
2937: 
2770. 
1702. 
2868. 
3342. 
3458. 
2863. 
2688. 
2677. 
2780. 
2501. 
3609. 
2793. 
27114 
2838. 
2522. 
2414. 
1725. 
33+4/: 
3667. 
2410. 
3520. 
3313. 
3420. 
957: 


3393: 
1670. 
2634. 
1672. 
2860. 


2738. 
3744: 


2771. 
1077. 
2216. 


22180. 
2926. 
2904. 
2847. 
2641. 


3550. 


2679. 
16go0. 
1691. 
2220. 


1694. 


2920. 


1697. 
3143: 


1700. 


2964. 
3440. 
3347. 
1707. 
1 708. 
1710. 


3340. 


2683. 
1716. 
2954. 
3610. 
3345: 
3731. 
1723. 
2782. 
2416. 
2740. 
1726. 
3677. 
2647. 
1728. 
1729. 
3669. 
2011: 


3393: 
2557: 
2691. 
2768. 
3317: 
2906. 
3748: 
2875. 
2681. 
2600. 
2654. 
2936. 
345)/: 
1685. 
2650. 
3684. 
2802. 
2921. 
2653. 
1693. 
3339: 
3616. 
2841. 
1699. 
2932. 
344): 
1703. 
1705. 

34- 
1 106. 
2913. 
1713. 
2749. 
3341 
1718. 
3730. 
3611. 
3782. 
964. 
2577. 
2673. 
2763. 
2415. 
1058. 
2813. 
2682. 
2801. 
1731. 
3645. 


3394. 
2043. 
2978. 
3455: 
3450. 
3194. 
10675. 
2930. 
3053- 
1679. 
1681. 
3330. 
3672. 
2950. 
2651. 
1687. 
3748. 
2952. 
3613. 
2744. 
3742. 
1696. 
1698. 
2084. 
344+- 
3568. 
2876. 
2934. 
2048. 
3448. 
3343: 
2619. 
2961. 
1717. 
2627. 
1719. 
1721. 
1722. 
2678. 
3451. 
3612. 
JOT3. 
3590. 
1727. 
3344: 
2894. 
1730. 
3598. 
1733- 


3395- 
339; 
3396. 
1673. 
1074. 
33!13- 
2720. 
3323, 
3103. 
3049. 
2960. 
1683. 
4055. 
3746. 
20082. 
3746: 
1689. 
3325: 
3749. 
27,3. 
37 30. 
2919. 
2645. 
27531. 
1701. 
3114 
1 704. 
1 706. 
3330. 
1709. 
I7II. 
2670. 
1714. 
2545: 
20542. 
2752. 
2721, 
1407. 
2653. 
1724. 
3093. 
3045. 
359; 
24ł;: 
3314. 
2949. 
2830. 
1732. 
2637. 


3136. 
1735. 
1736. 
1737. 
3670. 

24. 

20. 
1740. 
2883. 
1741. 
3094. 
2713. 
3594: 
1744. 
3440: 
3638. 
3660. 
3574: 
2725. 
2971. 
3062. 
3303. 
I751I. 
3604. 
2608. 
3121. 
3019. 

100. 
3570: 
200. 
3627. 

125. 
1757. 
2832. 
2320. 

127. 
2923. 
1 760. 
2729. 


2=—= 


3151. 
3940. 
2561. 
3425. 
2436. 
3041. 
3036. 
1765. 
1766. 
1390. 


3599. 
2702. 

177. 
1400. 
3671. 
2692. 
2730. 

139. 
35409: 
1409. 
1742. 
2758. 
3657. 


27— 


2778. 
3518. 
3780. 
1747. 
3059. 
2727. 
3361. 
1750. 
3555: 
2862. 
1752. 
2783. 
3570. 
3072. 

124. 
3663. 
2093. 
3632. 
1381. 

125, 
3430. 
3124. 
954. 
3113. 
IO21. 
2786. 
1761. 
1762. 
2562. 
3697. 
2154. 
3410. 
3 1OŚ. 

130. 

1ÓL. 
2223, 


3655. 
2709. 
2007. 
2701. 
4056. 
2790. 
3527: 
840. 
3066. 
2609. 
122, 
2707. 
1743. 
2942. 
3553: 
1746. 
3517: 
3781. 
3362. 
3429. 
1309. 
3550. 
2924. 
13502. 
2704. 
1753. 
3519. 
2703. 
3190. 
2903. 
36641. 
2701. 
1370. 
3789. 
3578. 
gó2. 
3340. 
1383. 
29028. 
288. 
41. 
2563. 
1763. 
2080. 
3791. 
3417. 
2731: 
255. 
2242. 


UNIWERSYTET WILEŃSKI TOM lij 


1734. 
2839. 
36350. 
2927. 
1738. 
3768. 
3652. 
2742. 
3707. 
2708. 
1367. 
3042. 
3428. 
2958. 
1745. 
2652. 
3354. 
1748. 
3361. 
3514. 
2327. 
3619. 
3107. 
2594. 
2950. 

2. 
1754. 
3047. 
1755. 
3450. 
3794. 
3210. 
2446. 
1758. 
3730. 
2434. 
3558. 
2455. 


3737: 


2222. 
129. 


3029. 


963. 
2,01. 
1764. 
3792. 
3280. 
1340. 


2251. 


3112. 
1269. 
31938: 
2270. 
2807. 

08. 
3 560. 
3944: 
1772. 
2428. 
3122. 
1550. 
2042. 
3883. 
2850. 
1766. 
2062. 
953. 
2709. 
1414. 
3OŚT. 
g60. 
2124. 
2889. 
3642. 
903. 
2070. 
3522. 
225 
1783. 
2983. 
1704. 
2701. 
1785. 
1786. 
28953. 
2420. 
1801. 
3005. 
1470. 
2036. 
3078. 


25332. 


3142. 
1401. 
1768. 
2787. 
30906. 

541. 
3092. 
1771. 

950. 


2872. 
1773. 


2639. 
2719. 
1775: 
2940. 

952. 
2759: 
1347. 


30411. 
2435. 


3100. 
1023. 


2590. 
2897. 


3640. 
216g. 
2887. 
3021. 
2230. 


3524. 


929. 
3048. 
rizy; 

164. 
3215. 
2127, 
2440. 
3351. 
1977. 
2007. 
1790. 
2554. 
3352. 

gól. 
1792. 
2963. 
3760. 
2734. 


3804. 
2439. 


3098. 
35/9: 
1423. 
3140. 
2255. 

Q31. 
2870. 


IO20O. 


3407: 
2775: 

993. 
3095. 
2438. 
3640. 


1413. 


3495: 
2601. 
3123. 
2589. 
2623. 
3512. 
3704. 
2423. 


2901. 


1782. 
2588. 
1OT3. 
3633. 
2483. 
3058. 
1346. 
386. 
3407: 
2400. 
2687. 
3083. 
2019. 
2091. 

13: 
>; 30: 
3353. 
1283. 

09. 
3027. 
3942. 
3515: 


1767. 
2041. 
939. 

3099. 
31309: 
26038. 
3798. 
2735: 
1378. 
2918. 
1323. 
3902. 
3023. 
2664. 
3790. 
2558. 
3047. 
2063. 
1778. 
2614. 
3044. 
20855. 
2661. 
3500. 
1781. 
2567. 
3240. 
385. 

2740. 
2320. 
3884. 
2033. 
3 200. 
38053. 
367. 

3703. 
3410. 
2762. 
1789. 
2581. 
2907. 
175. 

2435: 
1791. 
1424. 
1751. 
33.45. 
1793. 
1704. 
47 


289. 
3453: 
1402. 
1769. 
1770. 
3094. 
3801. 
4057: 
2253. 
3063. 
1879. 
1774. 
3040. 
2745: 
3803. 
2040. 
1777. 
2050. 
I412. 
219: 
1779. 
1780. 
2696. 
3501. 

WE 
2591. 
3513. 
1379. 
2890. 
2632, 
4054. 
26071. 
3310. 
3885. 
2871, 
1787. 
1788. 
2870. 

031. 
2502, 
3649. 
2345. 
2935. 

113. 
1648, 
2890. 
3355. 
1555. 
1196, 


1554. 
2620. 
119: 
2545. 
2590. 
3358. 
1299. 
2981. 
109. 
2321. 
35509: 
1355. 
3040. 
1349. 
2866. 
3720. 
949. 
2209. 
4033. 
515. 
652. 
1172. 
1515. 
2174. 
2192. 
2987. 
3004. 
26. 
516. 
831. 
1030. 
1262. 
Żi7i, 
2510. 
2085. 
3034. 
3495. 
523. 
1553. 
2300. 
1808. 
1721. 
2209, 
259109. 
3245. 
50: 
20602, 
ZOSL. 
03. 


3523: 
2799. 
3076. 
2943. 
2653. 
1800. 
1982. 
3433. 
170. 
2322. 
1802. 
1356. 
3406. 
1350. 
3054- 
1804. 
IOII. 
2507. 
1805. 
317. 
830. 
1351. 
1582. 
2176. 
2493. 
2989. 
3006. 
60. 
519. 
843. 
1049. 
1804. 
2237, 
2718. 
3002. 
3139. 
3000. 
899. 
10460. 
3025. 
351. 
1972. 
2310. 
3003. 
3309. 
137. 
2573- 
3-34: 
604. 


1795- 
3432. 
3073. 
1799. 
2874. 
345. 
2162. 
Ql. 
1013. 
2960. 
048. 
1358. 
15. 
2347: 
3248. 
590. 
1393. 
3088. 
107. 
520. 
975. 
13906. 
2083. 
2250. 
2760. 
2999. 
1806. 
309. 
798. 
900. 
1148. 
20553. 
2413. 
2552. 
3030. 
3241. 
50. 
971. 
2027. 
30064. 
1550. 


690 


2625. 
1796. 
1798. 

589. 
3350. 


1292. 


2503. 
103. 
I3IO. 
3247: 
1277. 
2270. 
1753. 
2669. 
3434: 
593. 
1477. 
3 360. 
354: 
321. 
1080. 
1478. 
2170. 
2275. 
2980. 
3000. 

14. 
3409. 
SII. 
997. 
1173. 
213I. 
2482. 
2969. 
3031. 
3246. 
350. 
1000. 
2132. 
3201. 
1704. 
2135. 


2624. 


3143. 
1809. 





1403. 
2673. 
3089. 


Load 


1288. 
1740. 
1956. 
2540. 
2982. 
3435: 

89. 
1546. 
1608. 
1787. 
2015. 
1813. 
2756. 
1274. 
2134. 
2715. 
3118. 
1815. 


1498. 
2717. 
3141. 

99. 
1397. 


m m m 


1775: 
1983. 
2555. 
2996. 
3721. 
96. 
1549. 
1658. 
1820. 
2236. 
218. 
3103. 
1461. 
2224. 
2781. 
3197. 
4 * 
447: 
591. 
879. 
1297. 
1552. 
1606. 
2028. 
2193. 
3013. 
3084. 
3217. 
3480. 
104. 
35-. 
155: 
999. 
1320, 
1405. 
22384. 
2500. 
2530. 
2563. 
3475: 
92. 
III. 
269. 
333: 


2024. 
2821. 
3251. 

1OQ. 
1464. 


olo) 


'KEE 
1985. 
2099. 
3055. 
3785. 

309. 
1557. 
1080. 
1871. 
2851. 

933: 
1814. 
I5IL. 
2244. 
28153. 
3253: 

134. 

448. 

sg. 

986. 
1320. 
1564. 
1700. 
2048. 
2309. 
3021. 
3IIL. 
3255: 
3023. 

rf;: 

309. 

883. 
1150. 
1354. 
1493. 
2290. 
2514. 
2547. 
2090. 
3557. 

101. 

II3. 

2772 

355: 


2190. 
2822. 
3252. 

935: 
1502. 
1794. 
2050. 
2853. 
3087. 
1812. 
1468. 
1559. 
160. 
1870. 
2922. 


1933. 


1530. 
2385. 
3014. 
3254- 
270. 
4/4: 
655. 
IOO1. 
1324. 


> 


17509. 
2089. 
2370. 
3052. 
3125. 
3256. 
1816. 
263. 
550. 
Y39. 
1174. 
1 360. 
1584. 
2330. 
2517: 


277 2 


147* 
3001. 
3930. 

IO2. 

135. 

209. 

370. 


m b4 bo lv 

LEO tO NI OC 600 = 
NI W 4 LLC U U M b O 
OG Y w U WSI MU 


22 tO 1 = m 


J 
. 


= 
o 
tł 


pań 
iw | |) 
= 


641. 
987. 
1276. 
1607. 
2227. 
25309. 


2755: 


2903. 
3098. 


3263. 


3938. 


EK 


S8I. 


884. 


1327. 
I81Q. 


2049. 
2432. 
2828. 
3606. 
1509. 
444. 
705. 
1022. 
1453. 
1702. 
2429. 
2991. 
3990. 
312. 
338. 
159: 
559. 
896. 
1097. 
115g. 
1 166. 
1204. 
1237. 
1252. 
1312. 
1472. 
1860. 
2198. 
2523. 
2962. 
3233: 


3810. 


106. 


885. 
1002. 
1286. 
1663. 
2289. 
2550. 
2777: 
2986. 
3259- 
3264. 
3994- 


599. 

969. 
1340. 
1896. 
2166. 
2500. 
2992. 
1819. 


445: 

862. 
1024. 
1465. 
1723. 
2829. 
3037. 
1820. 


317. 
390. 


378. 


8go. 
897. 
I 1OO. 
1102. 
1184. 


1205. 
1242. 
1253. 
1364. 
1568. 
1875. 
2238. 
2524. 
2993. 
32653. 
1821. 

222. 


303. 
321. 
580. 
131. 
810. 
1043. 
1196. 
1290. 
1302. 
1560. 
17/9- 
2040. 
2204. 
2583. 
305/: 
3521. 
3963. 
152. 


304. 
605. 


/ 43: 
801. 
1063. 
1221. 


1341. 


1755. 


1815. 
1855. 
2195. 
2512: 


2704. 
2898. 


3017. 


340. 
412. 
696. 
154 
827. 


1281, 
1617. 
1841. 
2172. 
2705. 
3078. 
3232. 
1822. 
106. 
I5I. 
3053. 
356. 


1044. 
1197. 
1317. 
1394. 
1595. 
1798. 
2228, 
373. 
2093. 
3269. 
3535: 
4023. 

211. 

390. 

070. 

149. 

812. 
1005. 
1243. 
1427. 
1702. 
1846. 
1903. 
2273. 
253/- 
2010. 
2899. 
3067. 


606. 


= m 


1074. 
1203. 
1333: 
1395. 
1596. 
1021. 
2201. 
2490. 
2979. 
3401. 
3605. 
1823. 

260. 

425. 


758. 
814. 
1 066. 
1298. 
1454. 
1791. 
1852. 
2052. 


2540. 
2843. 
2900. 
3079. 


360. 
435: 
711. 
808. 
829. 
IOÓI. 
1318. 
1711. 
2025. 
2383. 
2984. 
3IIO. 
3038. 
84. 
118. 
290. 
307. 
477: 
626. 
790. 
940. 
IISI. 
1223. 
1334. 
1401. 
1597. 
1992. 
2202. 
2503. 
2994. 
3410. 
3634. 
94. 
201. 
+49. 
692. 
7 06. 
977: 
1157. 
1321. 
14535. 
1814. 
1804. 
2082. 
2392. 
2541. 
2854. 
29053. 
3080. 


363. 
430. 
751. 
825. 
882. 
1078. 
1363. 
1816. 
2053. 
2431. 
2997. 
3198. 
3847. 
88. 
149. 
302. 
308. 
513: 
709. 
797: 
990. 
1152. 
1279. 
1301. 
1509. 
1705. 
2003. 
22063. 
2522. 
3039: 
34/9: 
3858, 
143. 
287. 
553: 
20: 
788. 
1035. 
1192. 
1335. 
1518. 
1832, 
1866. 
2083. 
2504. 
2504. 
2873. 
3008. 


3152. 


3271. 
3904. 
1824. 
271. 
923. 
11609. 
1400. 
1799. 
1594. 
2170. 
2511. 
2910. 
3229. 
33857. 
145. 
358. 
+90. 
07: 
876. 
989. 
1059. 
1124. 
11588. 
1 236. 
1204. 
1330. 
1/45. 
1924. 
24935. 
2810. 
3718. 
101. 
107: 
194. 
199. 
200. 
315. 
311- 
354. 
404. 
437: 
4/3: 
487. 
332. 
340. 
545: 
022. 
033. 
640. 


32,2. 
3965. 
1OS. 
413. 
1023. 
1300. 
13572. 
1835. 
1902. 
2312. 
2700. 
3033: 
3405. 
3925. 
146. 
451. 
OT. 
'KRE 
gol. 
1039. 
1072. 
1126. 
1201. 
1241. 
1293. 
1306. 
1 800. 
19235. 
2500. 
2824. 
3852. 
182, 


340. 
379. 


400. 
459. 
4/9. 
409. 
534: 
541. 
549. 
623. 
042. 
OJ. 


3402. 
40 Io. 
209. 
523. 
1031. 
1328. 
1580. 
13843. 
1913. 
394. 
2712 
3128. 
3409. 
4024. 
148. 
407. 
676. 
007. 
903. 
1043. 
1098. 
1127. 
1202. 
rzj;: 
1 308. 


x 


1307. 
1 808. 
1927. 
2571. 
3070. 
3966. 
183. 
IQIl. 
1906. 
201. 
212. 
347: 
380. 
391. 


411. 
460. 


4352. 
494. 
33/: 
542. 
560. 
625. 
643. 
049. 


3403. 
4027. 
213. 
845. 


10658. . 


1300. 
1590. 
1844. 
2008. 
2450. 
2732. 
3152. 
3639. 
1825. 
210. 
409. 
688. 
821. 
glo. 
IOJO. 
LIIL. 
1133. 
1232. 
1248. 
1329. 
1399. 
1834. 
2009. 
2694. 
3086. 
1826. 
184. 
192. 
197. 
204. 
3 IO. 
373: 
381. 
392. 
410. 
402. 
403. 
329. 
530. 
543: 
501. 
627. 
644. 
650. 





921. 
990. 
1038. 
1104. 
IIIĄ. 
IIIQ. 
II25. 
1132. 
I138. 
1147. 
1255. 
1332. 
1545. 
IQOI. 
2372. 
2520. 
3110. 
3435. 
3037. 
100. 
281. 
344 
402. 
414. 
422. 
471. 
3531. 
608. 
631. 
713. 
135: 
147: 
303. 
Q08. 
1050. 
I 1O2. 
1100. 
12153. 
1357. 
1923. 
2501. 
3038. 


686. 


145: 
805. 
851. 
912. 
917. 


22 


1003. 
1040. 
1103. 
III5. 
I1I20. 
1128, 
1134. 
1139. 
1170. 
1267. 
1339. 
1054. 
1907. 
2387. 
2530. 
3129. 
3439: 
3719. 
190. 
282. 
357: 
405. 
415. 
423. 
430. 
533- 
609. 
07% 
722, 
730. 
7138: 
8350. 
9ogQ. 
1060. 
I Og. 
1171. 
1225. 
1447. 
2197. 
2510. 
3 1OO. 


6go. 
730. 


840. 
852. 
913. 
918. 
923. 
1034. 
IO41. 
I 100. 
IIIó. 
II21L. 
II29. 
1135. 
1140. 
1217. 
1271. 
1343. 
1849. 
1909. 
2507. 
2763. 
3185. 
3440. 
3960. 
208. 


3608. 
1828. 
425. 
370. 
419. 
404. 
492. 
304. 
07: 
740. 
802. 
820. 
074: 
1028. 
1195. 
1252. 
1244. 
1401. 
1615. 
1853. 


2210. 
23709: 
2750. 
3231. 


)000. 
225, 
3350. 
390. 
303. 
628. 
694. 
700. 
195: 
859. 


992. 


I 107. 
IIQI. 
1243. 
1272. 
1563. 
1034. 


1633. 


2212; 


2529. 


2811. 
313;- 
3841. 
|005. 


310. 


3 


O NM GONI tu lv BK 
© 


OC OC GONI NI Ua e de He W W BO 
Z Ua 


"JI b O +< 
jg b ŚR 


552. 


702. 


g11. 
1053. 
1157. 
1227. 
1257. 
1330. 
15/3: 
1709. 
2140. 
2527. 
2540. 
3011. 
3227. 
3920. 
4050. 

429. 


— 693 


4003. | 
323. 
341. 
403. 
457: 
491. 
301. 
705. 
137: 
199: 
818. 
873. 
1000. 
1194. 

2113. 
1240. 
134-1. 
1591. 
1924. 

2045. 

2375: 

2707. 

3230. 

3901. 
22: 
329: 
398. 
495: 
RAB 
087. 
704. 
783. 
855. 
991. 
1064. 
11go. 
1239. 
1263. 
1483. 
1033. 
1743. 

2199 

2528. 

2577: 

3083. 

3583. 

3952. 

1830. 
+32. 


134- 
470. 
370: 
089. 
752. 
102. 
833. 
338. 
507. 
1IO81. 
1086. 
Iogt. 
1143. 
1IÓr. 
1219. 
1301. 


1517. 


1717. 


2194. 


2433- 
3012. 


3240: 


4045. 


2185. 
3879. 


1429. 


1753. 


3925. 


93+4- 


2041. 
1834. 


636. 


951. 
2340. 
3145. 
3899. 


404 1. 
1430. 


2278. 
2711. 


3867. 
3978. 
1836. 


iQ. 
2545. 
3895. 
512. 
1519. 


438. 
401. 


390. 


= 


703. 
7354. 
193: 
834. 
863. 
808. 

1082. 

1087. 

1092. 

1144. 

1107. 

1220. 

1302. 

1524. 

1790. 

2208. 

2543: 

3068. 

3830. 

1831. 

1499. 

2355: 

4039. 

1475. 

2145. 

3945. 

1525. 

25533: 
5308. 


1303. 
2354- 
3788. 
3930. 
1835. 
1616. 
2298. 
2702. 
3891. 
3999- 

70. 
2035. 
2817. 
3933: 


OPAL NG) 


m u" 
. . 


439. 
49;: 
600. 
7% 
737. 
194- 
835. 
804. 
IOTO. 
IO83. 
1088. 
1093. 
1145. 
1210. 
1229. 
1305. 
1553. 
1939. 
2290. 
2812. 
31149. 
3893. 
520. 
2023. 
2502. 
1832. 
1527. 
3175: 
3998. 
1574: 
3203. 
558. 
063. 
1592. 
2442, 
3875. 
3931. 
7:2. 
1643. 
2341. 
2808. 
3900. 
4000. 
160. 
2 180. 
3147. 
3951. 
328. 


1539. 


465. 
498. 
657. 
7 10. 
7 go. 
819. 
830. 
805. 
1046. 
1084. 


1O8y. 


1094. 
1146. 


1211. 
1205. 
I311. 


1579. 


21600. 


2314. 


2823. 
3103. 
3927: 

634. 


2044. 


3177: 


309. 


1590. 
3506. 


4012. 


1986. 


3929. 


611. 


714, 
1776. 


2849. 


3889. 


3950. 


1 4- 
2 LOS. 
2389. 
3 166. 
3932. 
4001. 


548. 


22709. 
3441. 
1837. 
1153. 
1500. 


466. 
302. 
661. 
730. 


191. 
832. 


866. 
1070. 
1083. 
10go. 
1095. 
1149. 
1218, 
1 266. 
14502, 
1621. 
2191. 
2423. 
3007. 
3238. 
3975- 

679. 
2104. 
3552. 

717. 
1593. 
3592, 
1833. 
2011. 
4046. 

612. 

904. 
2297. 
3069. 
3890 
4019. 

616. 
2122. 
2419. 
3412. 
3949: 
4040. 

613. 
2384. 
3511. 

130. 
1470. 
1635. 


1827. 
2301. 
3203. 
3897. 
305. 
1520. 
2200. 
2484. 
1839. 
1663. 
3820. 
4023: 
620. 
2116. 
2342. 
3937: 
IOJI. 
2182. 
2386. 
3223. 
3468. 
1032. 
2238. 
3 208. 
39/7: 
3435: 
2229. 
2317. 
2400. 
3862. 
1844. 
2042. 
2397. 
31338: 
3830. 
638. 
2104. 
2509. 
3957: 
441. 
1802. 
2265. 
2400. 
2403. 
3834. 
452. 
10622. 
2357/- 
2534. 


1 900. 
2299. 
3212. 
3935: 
718. 
1988. 
2356. 
3148. 
1538. 
2115. 
3886. 
1840. 
1628. 
2183. 
3 164. 
1841. 
1385. 
2252. 
2395. 
3239: 
4013. 
1829. 
2404. 
3904. 
4031. 
947: 
2231. 
2399. 
3 280. 
4016. 
504. 
2282. 
2430. 
3176. 
4048. 
927. 
2247. 
3833. 
4047. 
617. 
2063. 
2301. 
2420. 
3151. 
3903. 
373: 
2239. 
2422. 
306. 


2029. 
23153. 
3829. 
1838. 

926. 
2167. 


694 


2375: 
3882. 
1599. 
2443. 
3901. 
18. 
1650. 
2205. 
3630. 
347: 
1785. 
2207. 
3154: 
3420. 
4043. 
2050. 
3153: 
3920. 
1843. 
1445. 
2281. 
2403. 
3853. 
4017. 
024. 
2203. 
2452. 
3 204. 
4049. 
2043. 
2449. 
38653. 
1846. 
1386. 
2139. 
2310. 
2444. 
3173: 
3970. 


= m 


(ZAŁ 
2240. 
2445. 

503. 


505. 
3170. 
4034. 
1522. 
2323. 
1850. 


175: 
2358. 
3242. 
4038. 

619. 
2440. 

18. 
2303. 
1853. 
2468. 
3940. 
1179. 
2325. 
3923. 
2100. 
2266. 
3894. 
2120. 
3 246. 
1857. 
2074. 
2487. 
1858. 
2451. 
3954 
2113. 
3025. 
1533- 
2179. 
3226. 

453: 
2117. 
2490. 
3207. 
4011. 

rl. 
1659. 
1863. 
2294. 
3990. 
1866. 
3784. 
1869. 


1993. 
3220. 
4052. 
1523. 


3243. 
75. 
ż0%: 


2378. 
3515. 
4053 
1304. 
3156. 
511. 
2360. 
684. 
2485. 
3958. 
1282. 
3155: 
3924. 
2186. 
2402. 
3972. 
23053. 
3018. 
18. 
2IOI. 
3959. 
2031. 
3478. 
4021. 
2286. 
3983. 
1672. 
2318. 
3277: 
945: 


2138. 
2491. 


3228. 
4014. 

443: 
2121. 
2306. 


2408. 


1865. 


47: 
1867. 
602. 


2073. 
3848. 
1849. 
1930. 


3851' 


566. 
1446. 
2462. 
3921. 
1851. 
13 16. 
3221. 

554 
2392. 
2109. 
3178. 
3997: 
1494. 
3202. 
3981. 
2187. 
24601. 
1856. 
2421. 
3854. 

367. 
2128. 
3965. 
2285. 
2481. 
1859. 
3157: 
1860. 
2118. 
2363. 
3839. 
1673. 
2233. 
2931. 
3821. 
1862. 


572. 
3783. 
3986. 
2448. 

4: 
2304. 
2307. 
1487. 


3134: 
3909. 
569. 
2127. 
3881. 
567. 
1497. 
2407. 
3947- 
456. 
1493. 
4006. 
1581. 
2407. 
2248. 
3880. 
1854. 
1788. 
3210. 
1855. 
2188. 
2469. 
1283. 
2470, 
3959. 
1031. 
2141. 
3980. 
2292. 
3549. 
19. 
3158. 
454 
2150. 
2366. 
3985. 
2057. 
2361. 
3179. 
3955. 


go5. 


3984. 


1864. 
2453. 
211O. 
3191. 
1868. 
2307. 


3149. 
4026. 
1033. 
2302. 
3979: 

99+- 
2095. 
2471. 
4012. 

574- 
2324. 
1852. 
1807. 
3222. 
2401. 
3922. 

455. 
2030. 
3840. 
1479. 
2189. 
3171. 
2119. 
3167. 
4013. 
1959. 
2304. 
3982. 
2305. 
39538: 
1671. 
3519. 

502. 
2103. 
3165. 
1861. 
2103. 
2447. 
3192. 
3973: 


1480. 
4007. 

524. 
3822. 
3957- 
3196. 
2450. 
2472. 


3823. 1870. 1501. 2368. 2473. 
2474. 4002. 4022. 1871. 2293. 
2475. 2479. 1872. 2476. 3971. 
1873. 1488. 2362. 2477. 3850. 
1874. 2111. 3186. 3187. 3826. 
1875. 46. 372. 1786. 2411. 
3211. 1876. 3188. 1877. 1609. 
1878. 2902. 319go. 1879. 3824. 
1880. 2412. 3189. 1881. 3180. 
1882. 3679. 1884. 48. 3138. 
3168. 1885. 119. 3680. 1886. 
3146. 1887. 3276. 3681. 1888. 

5. 3682. 188g. 49. 50. 
1890. 6. 1893. 45. 1895. 
51. 1897. 62. 1898. 2353. 4035. 


Nawiński Ksawery. II. 86. 
Needman, technolog. II. 217. 
Nelaton August. III. 410. 
Nelson Horacy. II. 683. 
Neper, astronom. III. 360. 


Nepos Cornelius. II. 696. 701. 704. 


Nerezyusz Jan Hieronim. II. 587. 
Nessel, filolog. I. 189. 
Nestesuranci Iwan. II. 732. 
Nestor, kronikarz. II. 448. 459. 
Neubig, prof. III. 1io. 
Newton Izaak. II. 72. gi. o2. 
182. 186. 188. 189g. 1go. 
234. III. 273. 615. 
Nicolai Wawrzyniec S. J. III. 
Nicollet, astronom. II. 235. 


460. 


172. 
IQL. 


273. 


Niebuhr Bertold Jerzy. I. 189. 1go. 


Niechwiedowicz Onufry. II. 267. 
Niedźwiecki Jan. III. 487. 
Niedźwiecki Leonard. II. 764. 
Niegoszewski Stanisław. III. 240. 
Niegowiecki Jakób. II. 243. 
Niegowiecki Marcin. III. 5go. 
Nieławicki Józef. III. 555. 


Niemcewicz Julian Ursyn. II. 718. 


759. 782. III. 7. 139. 174.612. 
Niemczewski Zacharyasz. I. 


162. 183. 184. 185. 186. 324. 
333- 339. 340. 350. 353. 355. 
360. II. 27. 33. 36. 38. 39. 
41. 69. 181. 187. 19i. 192. 
606. 764. 774. 790. 794. 813. 
818. 826. III. 53. 138. 273. 
276. 365. 567. 585. 


622. 
174. 
323. 
356. 

40. 
201. 
817. 
274. 


Niemczynowicz, kanonik wileński. 
1. 79. 

Niemirowska szkoła powia- 
towa. I. 253. 

Niemojewski Jakób. III. 22. 

Niemojewski Jan. III. 22. 

Niepokojczycki Stanisław. III. 567. 

Niesiecki Kasper S. J. II. 470. 589. 
III. 131. 253. 317. 467. 

Niesiołowski Ksawery, wojewoda. 
I. 289. 294. 297. III. 146. 574. 

Nieświeska szkoła powia- 
towa. I. 255. 

Niewiarowicz Ignacy. II. 166. 208. 

Niezabitowski Cypryan. II. 130. 

Niezabitowski Kajetan. II. 130. 

Niklewicz Szymon S. J. III. 25. 

Niszkowski Jan Fryderyk. I. 165. 
182. 183. 184. 185. 186. 324. 325. 
333. 340. 346. 350. 351. II. 30. 
31. 32. 34. 35. 36. 250. 290. 291. 
327. 328. 332. 758. 774. 784. 791. 
826. III. 53. 88. 145. 193. 276. 
316. 530. 585. 

Nitsch, geograf. II. 240. 

Niwicki Świętosław Zygmunt S. J. 
II. 571. 

Nobili Leopold. II. 10qg. 

Nochimowicz Zymel. II. 245. 

Nomokanon Focyusza. II. 648. 

Nonnolt Franciszek. III. 285. 

Norblin Ludwik Sebastyan. III. 309. 
490. 

Norcyk Alojzy. I. 381. 

Noris Henryk, kardynał. II. 610. 

Normand (le). II. 2i2. 

Nougarede. II. 642. 

Nowak Jędrzej S. J. II. 394. III. 
277. 

Nowakowski, prowincyał Bazylianin. 
I. ror. 

Nowicki Bogusław. I. 112. 

Nowicki Napoleon. II. 212. 

Nowodworski Felicyan Józef S. J. 
III. 277. 

Nowogrodzka szkoła powia- 
towa. 1. 256. 

Nowosilcow Mikołaj. 


222. 239. 394. 469. 


169. 
159. 


Ma 73, 
II. 61. 


696 


181. 194. 320. 405. 408. 409. 410. 


528. 529. 531. 534. 5099. 
84. 85. 86. go. 102. 118. 


III. 8. 
119. 


120. 173. 181. 215. 216. 235. 256. 
294. 304. 419. 540. 545. 540. 547. 
549. 550. 551. 584. 585. 622. 634. 


Oberleitner, teolog. III. 127. 


Obserwatoryum astronomi- 


czne. 1. 172. 
Oborski Tomasz, biskup. 
Obuch Mikołaj. I. 112. 
Ochocki Jan Duklan. II. 454. 


O'Connor Jan. II. 22. 24. 299. III. 


278. 341. 531. 533. 


Oczapowski Antoni. II. 45. 158. 


160. 212. 226. III. 278. 


Oczapowski Jan. II. 290. 294. 309. 


311. 316. 317. 363. 


Oczapowski Michał. I. 367. II. 43. 


45: 46. 49. 51. 157. 


160. 823. 


III. 78. 173. 232. 278. 541. 544. 


Oczko Wojciech. II. 318. 


Odachowski Stanisław. I. 105. 324. 


328. 330. 332. 341. 


Odyniec Antoni Edward. II. 7:6. 
725. 751. 764. III. 1ig. 341. 359. 
384. 387. 389. 408. 449. 456. 478. 


498. 
Oehme Fryderyk Teodor. II. 337. 


Oerstedt Jan. II. g2. III. 4i0. 


Ogińska Jadwiga z Żałuskich. II. 


557. 629. 
Ogińska, hetmanowa. III. 432. 


Ogiński Aloizy. II. 691. III. 136. 


Ogiński Franciszek S. J. I. 81. 82. 


Ogiński Gabryel. III. 567. 


Ogiński Ignacy z Kozielska. III. 


286. 
Ogiński Ireneusz. III. 198. 


Ogiński Kazimierz, wojew. wil. III. 


603. 609. 610. 
Ogiński Maryan. III. 278. 
Ogiński Michał. III. 566. 
Ogiński Michał hr. III. 623. 


Ogiński Michał, książę. I. 139. 152. 


III. 69. 385. 


Ogiński Tadeusz, wojew. trocki. II. . 


629. 
Ogończyk J. III. 544. 


Ogród botaniczny. I. 177. 

Ohilewicz Pachomiusz. II. 572. 

Ohryzko Józefat. I. 5. 

Oken Wawrzyniec. LI. 123. 262. 

Oklejewski Julian. I. 112. 

Okulicz Fabian. I. 112. 

Olbers Henryk Wilhelm Mateusz. 
II. 80. 234. 

Olechnowicz Antoni Bonawentura. 
II. 572. 

Olechnowicz Michał S. P. IL 13. 
488. 768. III. 279. 518. 

Olendzki Benedykt S. J. I. 329. 330. 

Olenin Aleksy. III. 623. 

Oleszczyński Antoni. II. 749. 759. 
760. 

Oleszkiewicz Józef. II. 750. III. 437. 
448. 450. 

Olędzki Franciszek. II. 700. 

Olgierd, książę litewski. I. 
448. 618. 619. 

Ollivier Dr. II. zgi. 

Olizar Filip Nereusz. II. 786. III. 


164. II. 


459. 

Olizar Narcyz hr. III. 469. 567. 

Olizarovius Aaron Aleksander. II. 
475. 651. 794. III. 280. 418. 419. 

Olszewski Jakób S. J. II. 394. 587. 
III. 280. 

Olszewski Michał. II. 469. 572. 803. 

Olszewski Mikołaj S. J. III. 281. 

Ołdakowski Ignacy. I. 182. 358. 362. 
363. II. 40. 42. 481. 487. 497. 
511. 800. III. 281. 341. 538. 
541. 555: 

Ołycka szkoła. 1. 256. 

Omieciński Jan Kajetan. I. 1i2. 


| Onacewicz Antoni. II. zgi. 





Onacewicz Ignacy. I. 344. 355. 361. 
365. 369. 385. II. 40. 42. 43. 45. 
47. 48. 50. 387. 389. 441. 449. 
459. III. go. 155. 282. 

Onaszkiewicz Zefiryn. 1. 112. 

Onufry od Najświętszego Sakra- 
mentu. II. 625. 

Opaliński Andrzej, marszałek. I. 43. 
III. 23. 

Opaliński Andrzej, biskup. III. 121. 

Opeć Baltazar. II. 628. 


Oraczewski Feliks. I. 216. II. 830. 

Orański Józef. I. 112. 

Orda Wincenty. III. 597. 

Ordyniec Jan Kazimierz. II. 470. 
III. 459. 

Ordyński Leopold. III. 459. 

Orelli, filolog. I. 189. 

Orfila Mateusz Józef Bonawentura. 
II. 362. III. 357. 

Orgelbrand Maurycy. III. 482. 498. 

Orgelbrand Samuel. II. 106. 666. 
III. 372. 465. 482. 

Origenes. II. 646. 

Orlandini Mikołaj S. J. III. 252. 

Orłowski Aleksander. II. 754. III. 
490. 

Orłowski Onufry. I. 157. III. 520. 

Ormiński Stanisław. II. 242. 

Ormstedt, mechanik. II. 2ii. 

Orszańskaszkołajezuicka. 
I. 257. 

Orszańska szkoła powiato- 
w a. I. 257. 

Ortiz Michał S. J. III. 24. 

Ortolog Teofil, ob. Smotrycki. 

Orzechowicz Jan. II. 341. 

Orzechowski Bartłomiej. III. 460. 

Orzechowski Ignacy. II. 314. 

Orzechowski Stanisław. II. 500. III. 
376. : 

Orzelski z Bardzina Wacław. II. 588. 

Osiński Alojzy, kasztelan. II. 691. 

Osiński Alojzy. II. 682. III. 21. 166. 
189. 281. 623. 

Osiński Filon. III. 591. 595. 

Osiński Stanisław, generał. III. 25. 


593: 594: 
Oskierko Dominik. I. 386. 388. 


Ossoliński Jerzy. II. 452. III. 376. 
Ossoliński Józef Maksymilian. I. g. 
372. II. 497. 718. 748. III. 127. 


333. 334- 335. 336. 4067. 623. 
Ossowski Stanisław. I. 41. 53. 
Ossowski Szymon. I. 112. 
Ostapowicz Wawrzyniec. 1. i12. 
Ostołopow Mikołaj. II. 816. 
Ostrogradskij, akademik. II. 

III. 304. 

Ostrogska księżna Anna, III. 196. 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM III. 


194. 


Ostrogski Janusz. I. 42. 

Ostrogski Konstanty. I. 42. II. 559. 

Ostroróg Jan. II. 495. 

Ostrowski Danejkowicz Jan. III. 263. 

Ostrowski Edward. II. 368. III. 266. 

Ostrowski Innocenty. I. 112. 

Ostrowski Józef. I. 112. 

Ostrowski Józef Bolesław. III. 7. 

Ostrowski Piotr. II. 42. 237. 731. 
799. III. 284. 

Ostrowski Teodor. II. 491. 

Oszczyk (Ościk) Jerzy. I. 41. 52. 

Oszmieniec Ferdynand. II. 700. 

Ottaviani G. II. 326. 

Otto Julian. III. 471. 

Ouby, naturalista. II. 129. 

Ovidius Nason. I. 28. II. 697. 703. 
704. III. 424. 

Owrucka szkoła powiato- 
wa. I. 257. 

Oziereckowskij Mikołaj. 1.77. II. 773. 

Oziębłowski. II. 664. 751. III. 150. 

Ozimiński Baltazar. III. 572. 

Ożarowski Wiktor. I. 1i2. 

Pac Antoni. I. 81. 

Pac Józef hr., generał. II. 585. 

Pac Kazimierz, biskup. II. 650. 

Pac Michał Kazimierz, wojew. wil. 
III. 36. 

Pac Mikołaj, hetman. III. 34. 

Pac Mikołaj Stefan, biskup. II. 
III. 3. 597. 

Pac Paweł. I. 53. 

Pac Stefan, biskup. II. 587. III. 

Pacchiani Franciszek, II. 103. 

Pacewicz Dyonizy. I. 112. 

Padura Józef. I. 363. II. 803. 

Pagano Mario. II. 486. 

Pagiusz. II. 610. 

Pajola Franciszek. III. 623. 

Palczewski Tymoleon. II. 2gi. 

Paley. II. 576. 

Paleontologia. II. ii5. 

Palfein, anatom. II. 257. 

Pallas Piotr Szymon. III. 175. 

Pallulon Adam. I. 112. 

Palmer Dr. IL. 317. 

Pamiętnik farmaceutyczny 
wileński. II 322. 


568. 
654. 


597: 


48 


— 698 


Pamiętnik Towarzystwa le- 
karskiego wileńskiego. II. 
369. 

Panasewicz Julian. I. ii2. 

Pancerzyński Karol Piotr. I. 8. III. 
3. 369. 600. 602. 

Panegiryki. III. 606. 

Pankowski Leopold. I. ii2. 

Pankratiew Piotr. I. 242. 

Papebroch Daniel. II. 621. 

Paprocki Bartosz. II. 470. 

Paprocki Franciszek S. J. I. 82. 121. 
II. 237. 243. 396. 470. 
284. 

Paprocki Teodor. II. 717. 

Parczewski Piotr. III. 460. 

Parczewski Stanisław. I. 112. IL. 573. 

Parent du Chatelet. II. 360. 

Parfimowicz Józef S. P. II. 68. 

Parisot. II. 360. 

Parmentier Antoni August. II. 128. 

Paryżyński Franciszek. II. 86. 

Pascal Błażej. II. 595. 


Pasek Jan Chryzostom. II. 724. III. 


443. 
Passek Piotr, gen. gub. I. 251. 


Passovius Franciszek. II. 700. 


Paszkiewicz Benedykt. III. 555. 556. 
Paszkiewicz Franciszek. II. 166. 213. 


237. 513. 
Paszkiewicz J. I. 325. 
Paszkiewicz Michał. II. 588. 


Paszkiewicz Michał, agronom.II. 166. 


Paszkiewicz Mikołaj. I. 362. 


Paszkiewicz Stanisław. II. 475. 654. 


III. 286. 
Paszkiewicz Stefan. I. 112. 


Paszkowski Franciszek, generał. II. 


815. 
Paszkowski Józef. II. 427. 
Patologia ogólna. II. 278. 
Patologia i terapia szcze- 

gółowa. II. 299. 

Paulian Aimć Henryk. II. 234. 
Paunicz Michał S. J. I. 85. 
Paweł, cesarz rosyjski. 


529. 580. 


III. 42. 


I. g6. 220. 
224. 318. II. 6. III. 46. 50. 5t. 
99. 226. 287. 303. 327. 527. 328. 


( Paweł III, papież. II. 626. 


Paweł V, papież. II. 620. III. 601. 

Pawilewicz J. III. 266. 

Pawiński Adolf. II. 464. III. 443. 

Pawłowicz Ludwik. I. 112. 

Pawłowicz Marcin Marek Aureliusz. 
II. 1o8. III. 460. 481. 

Pawłowicz Mikołaj. I. 239. II. 669. 
786. 

Pawłowski, rotmistrz. III. 594. 

Pawłowski Antoni. I. 112. 341. 348. 
356. 362. 

Paxilius Bernard. II. 589. 

Pażowski Józef S. J. II. 588. III. 
286. 

Pejer Uldaryk. III. 286. 

Pelbart Temeswar. III. 25. 

Pelikan Franciszek. II. 751. 

Pelikan Wacław. I. 120. 139. 166. 
243. 353. 354. 355. 360. 367. 
368. 394. 449. 408. 478. II. 35. 


41. 44. 45. Ot. 79. 181. 184. 202. 
204. 255. 256. 261. 262. 308. 
329. 333- 334. 335. 330. 340. 
355. 305. 387. 528. 531. 534. 
599, 764. 771. 797. 823. 827. 
828. 838. III. 11. 78. 83. 87. 
113. 114. I[18. 137. 154. 156. 
161. 162. 172. 173. 174. 194. 
195. 256. 260. 291. 294. 321. 
336. 419. 546. 547. 549. 550. 
551. 565. 585. 586. 634. 


Pellefort-Jaunac. II. 163. 

Pellerini, archeolog. I. 189. 

Pellico Silviusz. III. 408. 

Pelouze. II. 213. 

Penada Jakób. II. 806. III. 623. 

Perceval Spencer. II. 325. 

Perdonnet August. II. 213. 

Perkins, mechanik. II. 203. 

Persius Flaccus. II. 700. 704. 

Pestalozzi Jan Henryk. III. 452. 

Peszka Józef. III. 131. 

Petavius Dyonizy S. J. II. 6ro. 

Petit, anatom. II. 257. 324. III. 
144. 

Petrarka Franciszek. II. 735. 736. 
794. 805. III. 403. 404. 

Petrellewicz Dominik. I. 112. 


Petrycy Ignacy S. J. II. 396. III. 
286. 

Pezenas S$. J. III. 40. 

Peżarski Jędrzej S. J. III. 286. 

Pęczkowski. III. 553. 


Phaedrus. II. 692. 693. 700. 701. 


704. 
Philonardius Marius. II. 627. 
Phledere v. Fleiderer. I. 217. 
Piasecki Aleksander. III. 461. 
Piasecki Kazimierz. III. 446. 


Piasecki Maryan. I. 192. 193. 194. 
209. 


196. 197. 198. 200. 201. 


III. 83. 414. 541. 545. 
Piatoli Scipio. III. 623. 
Pieculewicz Mateusz. II. 336. 


Pieczęć uniwersytecka. I. 


477: 
Piekarski Franciszek. II. 335. 
Piekarski Teodozy. I. 7. 
Pielgrzymowski Eliasz. II. 472. 
Pieńkowski Leopold. I. i12. 


Pierożyński Mateusz. II. 340. 820. 
Pietkiewicz (Adam Pług) Antoni. 


III. 286. 
Pietkiewicz Józef. II. 625. 821. 


Pietkiewicz Waleryan. II. 51. 53. 


481. III. 150. 286. 388. 


Pietraszewski Ignacy. II. 471. 728. 


729. III. 461. 
Pietraszkiewicz Onufry. III. 

446. 462, 463. 468. 559. 563. 
Pietraszko Nikodem. I. i12. 


Pigalle Jan Baptysta. II. 762. III. 


241. 


Pignotti Wawrzyniec. II. 103. 684. 


Pilawski Franciszek. II. 335. 


Pilchowski Dawid S$. J. I. 82. 121. 


216. 219. 220. 325. II. 14. 15. 
16. 17. 18. 389. 427. 438. 461. 
470. 573. 584. 628. 662. 700. 
768. III. r5. 350. 217. 243. 
287. 507. 518. 521. 523. 524. 


573: 
Pilecki Jan. III. 553. 554. 


Pilichowski Ignacy. I. 112. III. 340. 


Piłsudzki Stanisław. I. 245. 263. 


Pinabel de Verriere Jan. I. 325. 341. 


380. 


699 


| 
l 
ł 


355. 361. 368. II. 24. 25. 26. 28. : 


44- 
156. 


29. 30. 33. 34. 37. 40. 41. 
48. 734. 794. 803. III. 70. 
289. 530. 533. 540. 
Pinamonti Jan Piotr S. J. IL. 573. 
628. 
Pindar. II. 680. 686. 704. III. 187. 


492. 
Pinel Filip. III. 108. 312. 
Pinnock, filozof. II. 434. 
Pińska szkoła powiatowa. 


I. 257. 
Piotr, cesarz rosyjski. II. 471. 588. 


762. III. 3. 455. 599. 

Piotr, hospodar multański III. 300. 

Piotr, metropolita kijowski. II. 503. 

Piotrowicz, pisarz radziecki. II. 494. 

Piotrowski Andrzej, poseł wieluński. 
III. 369g. 

Piotrowski Stefan. 1. 382. 

Piramowicz Grzegorz S. J. I. 217. 
218. II. 682. 

Piscatore. II. 486. 

Pismo święte. II. 593. 

Pistoryusz Jan. II. 621. 

Pitschmann Józef. II. 744. 749. 

Pius V, papież, św. II. 584. 655. 
IL." P3; 

Pius VII, papież. I. 234. 374. II. 
586. 781. III. 202. 

Pius IX. IIL 45t. 

Piwocki Jan S. J. III. 32. 

Planson Karol. I. 239. 

Plater Emilia. III. 478. | 


Plater hr. Ferdynand. III. 567. 

Plater hr. Filip. I. 350. III. 106. 
107. 

Plater hr. Gaspar. I. 386. 


Plater 
Plater 
Plater 
623. 
Plater 
455. 
Plater 
161. 


hr. Józef. II. 88. 

Józef. II. 187. 

hr. Kazimierz. II. 750. III. 
hr. Kazimierz Konstanty. II. 


hr. Ludwik. I. ii. II. 100. 
167. 237. 782. III. 51. 462. 


556. 


Plater 
Plater 
Plater 


623. 

hr. Michał. III. 623. 

hr. Stanisław. II. 238. 

de Broel Adam. II. 130. 153. 


Plater Zyberg hr. Michał. II. 780. 


781. 799. III. 567. 

Platon. II. 485. 575. 678. 679. 682. 
704. 710. III. 180. 411. 

Platt Kanuty. I. 1i2. 

Plautus Accius. I. 187. II. 696. 704. 
22. 

Plebański Józef Kazimierz. II. 236. 
237. III. 4go. 

Pleischel Ad. II. 359. 

Plenck Jakób. II. 350. 354. III. 357. 

Pleszkowski Sylwester. II. 291. 335. 
820. 

Plinius Secundus Cajus Publius. III. 
582. 

Pluszczewski Ignacy. I. 1i2. 

Plutarch. II. 449. 450. 468. 682. 
704. 711. 713. III. 426. 

Płaskoziemski, ob. Plater hr. Józef. 

Pławski Adam. I. 112. 

Pławski Aleksander. II. 142. 

Płociński Józef Karol. II. 818. 

Pociej Aleksander. I. 150. III. 567. 

Pociej Aleksander Albrecht. II. 154. 
683. III. 193. 

Pociej Hipacyusz, metropolita. II. 
588. 

Pociej Ludwik Konstanty. I. 8. II. 
588. 658. III. 600. 

Pociej Teodor. III. 567. 

Pocołojewski Korneliusz. I. 101. 324. 
325. 331. 342. 349. IL 14. 15. 
16. 17. 18. 19. 20. 21. 22. 23. 
476. 631. 654. III. 15. 290. 523. 
529. 540. 

Poczapowski Jan S. J. II. 88. III. 
290. 

Poczobut Józef. I. 325. 331. 


Poczobut Odlanicki Marcin S. J. 
I. 6. 17. 121. 130. 157. 172. 174. 
177. 217. 218. 219. 306. 324. 
325. 328. 331. 334. 478. IL. 6. g. 
io. 67. 68. 135. 179. 180. 182. 
1989. 220. 234. 241. 243. 248. 
520. 539. 631. 662. 683. 688. 
„Odo 705: 770: 3722 973:-756 
784. 788. 826. III. 1. 4. 12. 

15. 16. 39. 48. 51. 35. 02. 


135. 216. 217. 236. 248. 260. 


| 


267. 272. 287. 302. 303. 315. 
331. 342. 343: 35!- 372: 3/9- 
382. 493. 507. 315. 516. 517 
518. 519. 520. 521. 522. 523. 
524. 525. 526. 527. 3528. 529. 
530. 531. 536. 573. 574. 570. 
577: 578. 579. 580. 581. 584. 
585. 586. 608. 616. 617. 636. 
637. 
Podarzewski Stefan. I. 112. 


Podbereski Romuald. III. 266. 284. 
406. 457. 

Podbereski Tadeusz. II. 187. 

Podczaszyński Bolesław. II. 227. 

Podczaszyński Jan. III. 290. 

Podczaszyński Józef. III. 463. 

Podczaszyński Karol. I. 182. 331. 
352. 353. 358. 362. 365. 367. 
375. IL 40. 41. 42. 43. 45. 46. 
49. 51. 222. 799. 822. 823. III. 
56. 78. 192. 290. 541. 

Podczaszyński Michał. II. 447. 470. 
III. 463. 468. 

Podernia Feliks. II. 807. 

Podernia Kazimierz. III. 321. 

Poderuc Feliks. II. 185. 

Podgórski, ob. Mosbach August. 

Podhorodeński Jan, biskup. II. 522. 

Podobied Feliks. I. i12. 

Podoliński Michał. I. 341. 348. II. 
758. III. 187. 

Podolskie gimnazyum. I. 258. 

Podoski Jan. I. 40. 

Podubiskaszkoła powiato- 
wa. 1. 259. 

Podymowicz Aleksander. II. 142. 

Poezya. II. 704. 

Pogorzelski Andrzej S. J. I. 84. 

Pogrecki Mateusz. II. 656. 

Pohl Andrzej. I. 248. II. 522. 557. 
573. 588. 605. 

Poisson Szymon Dyonizy. II. 201. 
III. 623. 

Pol Wincenty. II. 725. III. 463. 

Policya lekarska. II. 354. 

Policya szkolna. I. 398. 


13. | Polikarp św. III. 379. 
122. | Poliński Pełka Michał. I. 


117. 132. 


279. 335. 353. 350. 361. 367. 


370. II. 40. 41. 42. 43. 44. 46. 
49. 51. 69. 88. 180. 182. 185. 
191. 192. 201. 213. 218. 219. 


799. 800. 804. 805. 808. Bog. 


811. III. 79. 183. 215. 255. 273. 


275. 292. 304. 541. 


Pollaschek Franciszek. II. 565. 573. 


Pollux Juliusz. II. 670. 675. 704. 
Poluszyński Erazm. II. 321. 
Połochowski Antoni. II. 807. 


Połocka szkoła jezuicka. I. 


259. 
Położnictwo. II. 343. 
Połubiński Aleksander Hilary. II. 


572. 
Połubiński Piotr. II. 584. 
Pond Jan. III. 623. 
Poniatowski Jakób. I. 43. 
Poniatowski Józef, książę. II. 755. 
760. III. 210. 381. 382. 489. 
Poniatowski Michał, prymas. I. 174. 
216. 217. 231. II. 464. III. 530. 
126. 217. 521. 577. 

Poniatowski Stanisław. I. 216. II. 
585. III. 219. 


Poniatowski Stanisław August, ob. 


Stanisław August. 
Poniewieska szkoła 
wiatowa. I. 260. 
Poniński Franciszek. I. 216. 218. 
Poniński Stefan S. J. II. 588. 
Pope Aleksander. II. 732. 
Popiel Wincenty, metropolita. II. 
' 579. 380. 
Popławski Antoni S.P. I. 217. 218. 
III. 617. 
Popow Bazyli. I. 300. 476. 
Porcyanko Konstanty. I. 166. 362. 
369. 385. II. 41. 44. 45. 47. 49. 


p o- 


52. 280. 295. 315. 330. 332. 
334. 335- 330. 338. 340. 341. 
342. 363. 368. 823. III. 108. 
294. 53II. 357. 409. 423. 

Porć Karol. III. 375. 

Porson, filolog. I. 189. 

Portal Antom. II. 324. 780. III. 


144. 623. 
Portici Wincenty. I. 36. 
Porzecki Jan S. J. I. 85. 


701 — 


Porzecki Tomasz Ś. J. I. 84. III. 296. 

Poskoczym Andrzej. I. i12. 

Possevino Antoni S. J. I. 14. II. 
620. 

Postawska szkoła powiato- 
wa. I. 260. 

Poszakowski Jan S. J. II. 242. 558. 
573. 589. 626. III. 253. 297. 

Poszman Antoni. III. 437. 

Potiemkin, archirej. I. 250. 

Potiemkin Grzegorz, książę. I. 268. 
III. 122. 123. 

Potier M. II. 225. 

Potocka Anna z Tyszkiewiczów. 
III. 8. 540. 

Potocka Katarzyna. III. 361. 

Potocki August. III. 380. 

Potocki Ignacy. I. 216. II. 720. III. 
524. 616. 

Potocki Jan. II. 460. III. 371. 623. 

Potocki Michał. III. 464. 

Potocki Mikołaj. II. 587. 

Potocki Seweryn. II. 776. III. 5!. 

Potocki Stanisław. I. 216. 

Potocki Stanisław, minister. II. 757. 

Potocki Wacław. II. 470. 

Potocki Wincenty. I. 253. 254. 255. 

Pott August. II. 325. 

Potulicki Piotr. I. 42. 

Pouguet, technolog. II. 2i1. 

Poulin Paschalis. II. 187. 

Poussier Józef. I. 354. 359. 3653. 

Pouteau. II. 324. 

Power Dr. II. 352. 

Powstański Adam. I. 324. 340. II. 
22. 23. 25. 26. 489. III. 298. 
530. 623. 

Pozzetti Pompiliusz. III. 623. 

Pozzo di Borgo. I. 207. 

Pravaz. II. 338. 341. 

Prawicki, prof. II. 79. 

Prawidła dla uczniów Uni- 
wersytetu. 1. 418. 

Prawo kanoniczne. II. 631. 

Prawo krajowe. II. 488. 

Prawo narodów, polityczne, 
przyrodzone. II. 505. 


| Prawo rosyjskie. II. 487. 
Prawo rzymskie. II. 474. 


702 


Prażmowski Adam, biskup. II. 4ó0. ' Przywilej Stefana Batore- 


Preuschoff Jan Antoni S.J. I. 2. 
12. 44. 55. 409. 477. II. 5. 395. 
III. 3. 23. 24. 25. 26. 27. 32. 
33. 34. 36. 122. 182. 189. 234. 
298. 301. 386. 394. 405. 406. 
468. 472. 489. 500. 

Prevost Piotr. II. g3. 

Priestley Józef. III. 344. 

Priscianus, filolog. I. 28. 


Prochaska Jerzy. I. 138. IL. 277. 
III. 144. 248. 
Promieniści. I. 18. III. 559. 


Prony Kacper Clair Franciszek Ma- 
rya. II. 201. III. 345. 


Propertius Sextus Aurelius. II. 689. 


Proszyński Józef. III. 608. 


Protasewicz Szuszkowski Waleryan. 

I. 11. 17. 27. 30. 34. 40. 41. 43. 
174. 
273. 276. 477. II. 392. 500. 626. 
III. 2. 201. 240. 506. 574. 


78. 


45. 51. 52. 130. 


133. 


826. 
' 585. 


Protopopowa Elżbieta z Wasiliewych. 


III. 89. 


Prozor Antoni. I. 132. 


Pruchnicki Jan Andrzej, biskup. I. 


241. 


Pruszanowski Leon. II. 6 54.III. 369. 


Przebendowski Ignacy. I. 216. 


Przeborowski Stefan. I. 374. II. 352. 


820. 


Przeciszewski Kazimierz S. J. III. 


39. 
Przecławski (Cyprynus) Józef. III. 


440. 448. 


Przeczytański Patrycy Ś.P. II. 403. 


419g. III. 281. 
Przetocki Wojciech. I. 40. 
Przezdziecki Aleksander. 

III. 403. 612. 
Przezdziecki Antoni. III. 197. 
Przezor Klemens, ob. Gołuchowski 

Józef. 

Przyałgowski Wincenty. III. 2. 


II. 


Przybylski Maciej. II. 742. 743. 751. 


Przyłęcki Franciszek. II. 88. 573. 


Przyłuski Baltazar Stanisław. II. 626. 


Przyłuski Jakób. II. ;96. 499. 


463. 


go. I. 32. 51. 

Przywilej Władysława IV 
króla. I. 54. 

Ptolomeusz. II. 189.. 

Puchelt Dr. II. 296. 

Puciała Atanazy. II. 317. 

Puczkowski Franciszek. II. 366. 780. 

Pufendorf Samuel. II. 576. 

Pułaski Kazimierz. II. 447. III. 386. 

Pułjanowski Edward. I. 395. 

Pusch Jerzy Bogumił. II. 149. 

Pusłowski Wojciech. I. 10o. 
385. 388. 389. 391. III. 487. 

Puszkin Aleksander. III.382.448.404. 

Putkamer Wawrzyniec. III. 446. 

Puttman Jozyasz. II. 505. 

Puymarin, technolog. II. 209. 

Puzyna Józef, biskup. III. 605. 

Puzyna Józef Dominik, biskup. II. 
654. 

Puzyna Piotr S. J..II. 558. III. 299. 

Puzinina Elżbieta z Ogińskich. I. 
172. 173. 174. II. 65. 826. III. 
41. 363. 585. © 

Quatremere de Quincy. I. 136. 190. 

Quesnay Franciszek. II. 779. III. 48. 

Quesnetlius Paschasius. III. 298. 

Quintilianus Marcus Fabius. II. 701. 
704. 706. 711. 

Quintus Calaber. II. 683. 701. 704. 
III. 350. | 

Rabe Justus S. J. III. 300. 

Rachunek prawdopodobieństw. 
II. 194. 

Rachunek różniczkowy icał- 
kowy. IL. 187. 

Raczewicz Wincenty. II. 522. 

Raczkowski Józef Kornel. IL. 3iut. 

Raczyński Aleksander. II. 743. 752. 

Raczyński Edward. II. 444. 627. 
III. 43. 419. 

Raczyński Karol. II. 743. 752. 

Radau Michał S. J. III. 300. 

Radecki J. II. 213. 

Rademacher Jan Gottlieb. II. 366. 

Rader Maciej S. J. II. 700. 

Radwiłłowicz Józef. I. 246. II. 811. 

Radymieński Marcin. I. 2. 


1653. 


Radziejowski Hieronim.III, 475.614. 
Radzimiński Stanisław. I. 43. 
Radziszewski Franciszek. II. 754. 
Radziszewski Joachim. I. 380. 
Radziszewski Karol. I. ii2. 
Radziwiłł Albert, starosta rzeczycki, 
I. 43. II..552. 
Radziwiłł Albrycht. II. 238. 
Radziwiłł Albrycht Stanisław. I. io. 
II. 470. 552. 626. 627. III. 32. 
589. 593. 
Radziwiłł Bogusław, III. 614. 
Radziwiłł Dominik. I. 261. 
Radziwiłł Dominik Bernard. II. 238. 
Radziwiłł Hieronim. III. 17. 297. 
Radziwiłł Janusz. III. 28. 588. 589. 
5go. 614. | | 
Radziwiłł Jerzy. I. .32. 39. 85. 275. 
276. II. 501. 682. III. 2. 18. 23. 
412. 509. 12. 
Radziwiłł Karol. III. 126. 256. 
Radziwiłł Krzysztof. I. 42. 242. 262. 
II. 669. 588. | 
Radziwiłł Maciej. I. 132. III. 278. 
Radziwiłł Michał. I. 172. 216. 275. 
Radziwiłł Michał Kazimierz. II. 630. 
Radziwiłł Michał Krzysztof. II. 559. 
Radziwiłł Mikołaj. I. 38. 41. 50. 52. 
275. III. 587. 
Radziwiłł Mikołaj (Czarny). III. 17. 
252. 
Radziwiłł Mikołaj Krzysztof (Sie- 
rotka). I. 25. 30. 38. 121. 275. 


II. 551. 559. 560. 571. III. t15. 
395: 413. 

Radziwiłł Stanisław. I. 276. II. 551. 

Radziwiłłowa Anna z książąt kur- 
landzkich. II. 552. 

Radziwiłłowa Anna z.Mycielskich. 
II. 630. 

Radziwiłłowa Anna z Sanguszków. 
III. 39. 209. | 

Radziwiłłowa Franciszka Urszula 
z Wiśniowieckich. III. 605. 

Radziwiłłowa Katarzyna z Potoku. 
III. 28. 

Radziwiłłówna Kazimiera. III. 209. 

Radziwiłłówna Krystyna Eufemia. 
II. 626. / 


703 


Rafalski S. J. I. 83. 

Rahoza Karol. II. 64. 

Rahoza Mikołaj III, metropolita. I. 
104. 

Rahsch Jakób S. J. I. 84. 

Rajecki Aleksander. III. 569. 

Rajecki Antoni. II. 764. 

Rajecki Jan. II. 764. 

Rajmund G. M. II. g3. 

Rajmund de Pennaforte Św. II. 649. 

Raynal Wilhelm Tomasz Franciszek. 
II. 513. III. 632. 

Rajski, podkomorzy. I. 220. 

Rakoczy Jerzy, książę siedmiogrodz- 
ki. III. 468. 

Rakuski Sykstus. I. 351. 356. 362. 

Raliński Izaak. II. gi. 

Ramorino Givolano. generał. III. 7. 

Rapin II. 393. 

Raniew Teodor. II. 126. 
Rastawiecki Edward. II. 239. 664. 
745. 746. 760. III. 311. 327. 
Rasin (Racine) Jan. II. 713. III. 456. 

632. 

Ratomski S. J. I. 82. 

Ratzeburg Julian Teodor. III. 397. 

Raulin. II. 344. 

Razumowskij Aleksy hr. I. 179. II. 
792. III. 62. 69. 74. 540. 623. 

Receptura. II. 318. 

Rechberg Jerzy. II. 636. 

Reginaldus Valerius Ś. J. II. 583. 

Regnard Jan Franciszek III. 373. 

Regniat, generał. III. 210. 

Regnier Anicety. II. 321. 

Regnier Mikołaj. I. 137. 166. 315. 
316. II. 13. 14. 15. 16. 17. 18. 
19. 21. 249. 257. 323. 326. 343. 
353. III. 145. 206. 255. 301. 518. 
527. 530. 

Rehman Józef. III. 623. 

Rejberger Antoni Karol. 
574. 570. 794. 

Rejchardt Christian. II. 167, 

Rejchenbach Gustaw. III. 397. 

Rejchenbach Ludwik. III. 397. 

Reichwald Teofil Wilhelm. II. 338. 

Reid, technolog. II. 216. 

Reif. Filip. II. 731. 


II. 565. 


Rejkowski Jerzy. II. 782. 
Rejnhard Karol. II. 360. 


Reinhold Karol Leonard. III. io0g. 

Reinsperger Andrzej. II. 321. 

Reiss, filolog. I. 109. II. 687. 

Rektorowie. III. 12. 

Remak Robert. III. 444. 

Remiszewski Jacek. I. 112. 

Remusat Abel. II. 126. 

Renat Flawiusz Wegecyusz ob. We- 
gecyusz. 

Renazzi. II. 486. 

Renner Jan. II. 48. III. 303. 

Reocur, matematyk. III. 392. 

Repnin Mikołaj. I. 55. 78. 177. 220. 
222. 318. II. 6. 12. 18. 55. 183. 
221. 255. 542. 594. 664. 730. 733. 
III. 46. 192. 213. 218. 310. 351. 


526. 517. 580. 581. 
Resta Jan. II. 686. 
Restorf Karol Edward. II. 277. 
Reszka Ignacy. I. 101. 324. 331. 


340. 342. 344. 349. 352. 350. 357. 


370. 371. II. 20. 21. 22. 23. 24. 


25. 27. 28. 29. 31. 229. III. 15. 
213. 303. 529. 580. 

Rettel Leonard. II. 721. III. 39. 

Reuchlin Jan. II. 576. 

Reuter. II. 213. 

Rewkowski Zygmunt. I. 13. II. 52. 
69. 77. 104. 184. 193. 194. 201. 
219. 224. III. 161. 183. 216. 293. 
304. 321. 365. 

Rheza Ludwik Jan II. 454.III. 498. 

Ribadeneira Piotr. S. J. I. 15. III. 
189. 208. 

Rhodus Appolonius. II. 670. 


Ricci Wawrzyniec S. J. III. 230. 


355- 
Richard od św. Wiktora II. 541. 
Richard, botanik. III. 397. 
Richelieu Armand, kardynał. I. it. 
Riche de Prony. III. 623. 
Richter Wilhelm. III. 357. 
Richter Wincenty. III. 623. 
Ricord, ekonomista. III. 386. 
Ricord Filip. II. 311. 
Riel Jan Ferdynand. II. 267. 
Rjeszetow Gawrył, gubernator. I. 247. 


704 


, Righi, rzeźbiarz. II. 763. 


Ritter Karol. III. 389. 

Rizzi. II. 486. 

Roa Marcin S. J. II. 561. 

Robertson William. II. 388. 

Rochel Jerzy S. J. I. 84. 

Roderyciusz Alfons Ś. J. II. 367. 
III. 36. 251. 

Rodriguez Alfons S. J. III. 30. 

Rodzer Jan. II. 162. 

Rodziewicz Józef. I. 239. 

Rodziewicz Krzysztof. I. 381. 

Rodziewicz Stanisław. I. 357. 362. 
371. 379. 384. III. 565. 

Roeser Dr. II. 316. 

Rogaliński Józef S. J. II. 70. 72. 
III. 513. 

Rogalski Adam. IL. 731. III. 464. 
465. 

Rogaski Baltazar SŚ. J. I. 84. III. 


34. 

Rogalski Leon. I. 3. 222. 303. II. 
470. 487. 504. 513. 553. III. 150. 

388. 419. 464. 

Rogowski Kazimierz S. J. I. 13. 
325. 331. 337. 392. LI. 13. 24. 
25. 664. 666. 683. 6go. III. 307. 
518. 530. 

Rohrmann Jan S. J.II. 652. III. 307. 

Royer, chemik. II. 109. 

Royziusz (Ruiz de Mores) Piotr. I. 
24. 30. II. 474. 499. 

Rokicki Ludwik hr. I. 115. II. Sr. 
819. 

Rokicki Michał. III. 608. 

Rokicki Piotr. I. 112. 370. 

Rokitański Karol. II. 306. 

Rollin Karol. II. 706. 726. 

Roman S. J. III. 307. 

Romanus Giovani di Pleve Tessino 
nel Tivolo. II. 757. 

Romański Jan Nepomucen. II. 786. 
788. 

Roinershausen. II. 216. 

Rom Manes. I. 384. 

Rondellet. architekt. III. igi. 

Roonhuyzen. II. 345. 

Rościszewski Franciszek. S. J. I. 
85. III. 38. 


x] 


Rościszewski WOSISA S. J. III. 


307. 
Rose Henryk. II. 109. 
Rosenberg Andrzej. I. 231. 254. 255. 
Rosenhiiller a e II. 263. 598. 
728. - 
Rosenstein. II. 354. 


Rosenwald Andrzej S$. J. III. 308. 


Rosieńska szkoła powiato- 
wa. I. -260. - 

Rosiński Antoni. I. 

Rosiński J. II. 759. 


Rosołowski Stanisław. II. 05 III. 


465. 

Rosset Otto, I. 
Rossegnol S..-J. II. 66. 
266. 272. 308.- 
Rossini, archeolog. I. 
Rossewski Jan. III, 

Rostkowski S. J. I. 83. © 

Rostocki Teodozy, metropolita. I. 

' IO. - 

Rostowski. Antoni.S. J. III. 38. 

Rostowski Kazimierz. III. 307. 

Rostowski Stanisław S. J. I. 6. 14. 
24. 53. 469. 480.-II. 436. -475. 
III. 23. 24. 25. 26. 27. 29. 189. 
308. 386. 464. 510. 552. 507. 571. 

- 572. 589. 599. 

Rottek Karol. II. 471. 

Rotundus Mieleski SPR I. 40. 

- 79. II. 500. 

Roulin P. II. 125. 

Rousseau, fizyk. II. 8g. 

Rousseau Jan Chrzciciel. III. 455. 

Rousseau . Jan .Jakób. II. 576. 638. 

. III, 617. 632. 

Rozdrażewski Hieronim, „ASCAD: I. 

0.41. 42. 53. 

Rozwadowski Ludwik. I. 326, 

Rozwadowski Stefan. I. 1i2. 

Rómer Alfręd. II.. 664. 742. 747. 
"749. 752. 753. 764. III. 327. 

Rómer Antoni. II. 764. 

Rómer Edward. IL. 743.- 752: 

Rónier Michał. I. 289. 294. 

- 384. IL. 764. III. 67. 567. 

Rómer Seweryn. II. 752. III. 

Rónne Antoni, baron. I. 241. 


UNIWERSYTET WILEŃSKI TOM Il 


436. II. 341.  : 
1 gG. III. 


190. 
121. 


297. 


435: 
263. 


05 


Ruaens Karol S. J. II. 703. 

Rubens. IIL 310. 

Rudalski Marcin S$. J. III. 308. 

Rudawski Wawrzyniec. III. 5io.. 

Rudnicki Dominik S. J. III. 309g. 

Rudnicki Szymon, biskup. III. 29. 

Rudolphi Karol Asmund. II. 808. 

Rudomina Hare S. J. III. 7468: 
594: 

Rudomina AGtósi III. siec 

Rudomina Jan Gwalbert. I. 353. II. 
795. III. 49. 55. 76. 467. 567. 
623. 

Rudomina Maciej. I. 40. ; 

Rudziński Władysław S. J. III. 34. 

Rudzki Weliamin Józet, II. 665. UI. 
164: 467. 

Rufus. Curtius. II. 471. 104. 

Rufus Sextus. II. 699. CAG 

Ruhnken.: I. 189. | 

Rukiewicz Jan S. J. III. 309g. 

Rembowiez Feliks. II. 108. 

Rumbowicz Hipolit.:II. 42. 44. 45. 
46. 47. 49. 52. 192. 193. US: 
227. III. 56. 309. 

Ruimiancow Mikołaj hr. I. 154. 180. 
188. II. 493. 728. 796. 798. 800. 
805. 807. III. g. 128. 129. 154. 
283. 336. 402. 468. 543. 623. 

R'usconi, fizyolog. II. 808. 809. 

Rusiecki Bolesław. II. 664. 747. 

Rusiecki Kanuty. I. 192. 193. 195. 
196. 199. 207. 212. II. 742. 743. 
752, 759. III. 541. 

Rusiecki Prosper. I. 371. 

Rustem Jan. I. 324. 340. 343. 347. 
355: 361. 368. II. 23. 25. 26. 28. 
29. 30. 31. 33. 34. 35: 37: 41. 
43. 44. 48. 51. 53. 682. 740. 744. 
745. 746. 747. 748. 749: 751: 752. 
754. 755. 756. 760. III. 187. 309. 
373: 490. 529. 

Ruszczyc, pułkownik. III. 617. 

Ruszel Ksawery. II. 589. 

Rutka Teofil S. J. II. 821. 

Rutkowski Tomasz. I. ri2. 

Ruttenstoch Jakób. III. 127. 

Rybczyński Sebastyan.- EIT. '39.*. 

Rybski Andrzej S. J. ILI. 34. 

49 


= 706 AOR 


Rychcicki, ob. Dzieduszycki Mau- 
rycy. 

Rychter Jan, II. 167. III. 565, 

Rydzewski Wawrzyniec S. J. I. 82. 
II. 589. III. 311. 

Rykaczewski Erazm. II. 725. 733. 
736. III. 467. 

Rykaczewski Jan. III. 468. 

Rykaczewski Józef. III. 598. 

Rykulf, arcybiskup moguncki. II. 
636. 

Ryłło, kaznodzieja uniwersytecki. I. 
325- 

Rymaszewski Damasceu. II, 607. 

Rymgajło Teodor. I. 113. 


Rymkiewicz Feliks, II. 49. 52. 131. 


267. 275. 281. 284. 291. 294. 
296. 298. 308. 315. 316. 317. 
318. 332. 334. 339. 340. 342. 


348. 353. 358. 368. 803. III. 138. 
195. 3II. 

Rymkiewicz Józef. I. 363. 

Rymowicz Jan. I. 113. 

Rynk Teodor. II. 718. 

Rypiński Karol. II. 753. 

Rysunki topograficzne. II. 
218. 

Rywocki Jan S. J. I. 15. 469. II. 
394. 558. 627. III. 28. 

Rzączyński Gabryel S. J. II. iii. 

RzeczyckasSzkoła powiato- 
wa. I. 260. 

Rzeczycki Andrzej. II. 502. 

Rzeczycki Marcin. II. 669. 

Rzeczycki Stanisław (z Rzeczycy) 
II. 500. 502. 

Rzewuski Adam hr. I. 244. 350. 
357. III. 106. 

Rzewuski Henryk hr. II. 751. 764. 
III. 403. 404. 449 

Rzewuski Ludwik Ś, J. IL. 267. 

Rzeźbiarstwo. II. 761. 

Rżążewski Adam. III. 448. 

Sabatier Rafał. II. 257. III. 
623. 

Sacy (de) Antoni Izaak. II. 728. III. 
128. 

Sadelius (Sadecki) Antoni. III. 165. 

Sadkowski Jan SŚ. J. IL. 78. 


144. 


ny 


Sadowski Jan S. J. III. 312. 

Sadowski Jan. I. 113. 

Sadowski Józef S. J. I. 85. III. 38. 

Sadowski Piotr S$. J. I. 82. 

Sailer Jan Michał. III. 465. 

Sailer Sebastyan. II. 627. . 

St. Hilaire (de) Emil Marco II. 47t. 

St. Pierre (Vabbć). II. 450. 

St. Reale. II. 627. 

Sakowicz Justyn. II. 574. 

Sakowicz Kassyan. II. 242. 

Salignac de la Motte Fenelon. II. 
605. 

Salpa Mikołaj Ś. J. III. 25. 

Sallustius Crispus. II. 470. 471. 
696. 704. 713. III. 246. 288. 

Salutatus. II. 736. 

Sałtykow Michał. I. 300. 

Samowicz Antoni. I. t13. II. 

Samowicz Jan. I. 150. 333. 

Samowicz Justyn. 

Sanguszko Szymon Samuel. III. 274. 

Sankowski Józef. I. 359. 

Santi Jerzy. II. 803. 804. III. 623. 

Sapieha Aleksander, wojew. połoc. 
II. 622. 700 

Sapieha Aleksander, biskup. II. 665. 
III. 3. 

Sapieha Aleksander, książę. III. 65. 

Sapieha Aleksander Paweł. II. 625. 

Sapieha Antoni. III. 600. 

Sapieha Franciszek. II. 807. III. 
210. 

Sapieha Jan, kanclerz. III. 604. 

Sapieha Jan Fryderyk. III. 219. 

Sapieha Jan Piotr. II. 452. III. 418. 

Sapieha Jan Stanisław, biskup. II. 
452. 

Sapieha Jan Stanisław, marszałek. 
III. 28. 315. 

Sapieha Jerzy Stanisław. II. 624. 

Sapieha Józef. I. 172. II. 64. 584. 
669. III. 227. 

Sapieha Kazimierz, wojew. wileń. 
I. c1. II. 651. III. 507. 
Sapieha Kazimierz, książę. III. 
Sapieha Kazimierz Leon. I. 
277. II. 4. 83. 385. 475. 
631. III. 29. 34. 157. 280. 


155. 


209. 
134. 
569. 
419. 


Sapieha Lew. I. 43. 134. 235. 276. 
II. 472. 493. 615. 620. 621. b22. 
633. 759. II. 28. 29. 486. 568. 

Sapieha Michał. II. 176. 

Sapieha Mikołaj, wojew. miński. I. 
41. 52. 

Sapieha Mikołaj, książę. I. 264. 

Sapieha Mikołaj Krzysztof. II. 557. 

Sapieha Paweł Jan. III. 34. 

Sapieżanka Anna. III. 281. 

Sapieżyna z Lubomirskich, pisarzo- 
wa litewska. III. 268. 


Sarbiewska Anastazya z Milewskich. 


III. 313. 


Sarbiewski Maciej Kazimierz S. J. 
I. 15. 157. 246. 469. 480. II. 
394. 627. 702. 705. 707. 725. 766. 
III. 27. 29. 40. 225. 233. 246. 
268. 312. 492. 507. 555. 582. 


584. 586. 
Sarbiewski Mateusz. III. 313. 
Sarger Józef I. 138. 
Sarnicki Stanisław. II. 499. 


Sartoris Józef. I. 144. 152. 328. 384. 
II. 14. 15. 71. 94. 98. 319. III. 
273. 315. 519. 520. 522. 


205. 


525: 
Sartorius Jerzy. III. 282. 


Saunders Józef. I. 337. 338. 340. 
340. 355. 361. 365. 379. II. 33. 
34. 35. 37. 41. 536. 605. 606. 732. 
740. 753. 756. 792. III. 219. 242. 


311. 316. 355. 
Saunders Wilhelm. II. 780. III. 623. 


Sauvan Ludwik. II. 292. 298. 311. 
315. 340. 
Savi, przyrodnik. II. 140. 


Savigny (de) Fryderyk Karol. II. 


481. 498. III. 287. 623. 
Sawicki Aleksander S. J. II. 615. 
Sawicki Andrzej. I. 113. 

Sawicki Antoni. II. 267. 332. 
Sawicki Józef. II. 488. 
Sawicki Kacper S. J. III. 316. 


Sawicki Stanisław Melchior. II. 589. 


III. 468. 
Sawicz Antoni. II. 311. 
Sawiczewski Józef. III. 439. 
Say, zoolog. II. 125. 


Say Jan Chrzcicieł. II. 513. III. 386. 

SŚcarron Paweł. III. 471. 

Schaffer, archeolog. I. 1go. 

Scheel, chemik. II. 97. 

Scheffler August Chrystyan Wilhelm 
Herman. III. 168. 

Schelling Fryderyk Wilhelm Józef. 
II. 388. 390. 392. 406. 416. 418. 
419. 426. 434. 576. III. 181. 182. 
638. 

Schenk Ulrych junior. II. 203. 

Schenkel Daniel. II. 576. 

Scherfer Karol S. J. II. 187. 

Schiller Fryderyk. II. 719. III. 381. 


445- 457- 

Schindler Julian Aleksander. II. 292. 

Schlegel Karol August. III. 396. 
446. 

Śchlozer August Ludwik. II. 453. 
III. 29. 

Śchlózer Jan Adam. II. 244. 277. 

Schmalz (Smalcius) Walenty. III. 
326. 

Schmelling Melchior SŚ. J. III. 26. 
588. 590. 

Schmidt Dr. II. 298. 

Schmidt Fryderyk August. II. 445. 

Schmieder Ben. Fryd. II. 696. 

Schnappinger, teolog. I4. 598. 

Schneider Jan Gottlob. I. 1go. 

Schneider, przyrodnik. II. 808. 

Schoenbach Karol. II. 315. 782. 

Schoenhoff Grzegorz S. J. III, 29. 

Schopenhauer Artur. III. 631. 

Schott Kasper. III. 227. 

Śchreibers przyrodnik. II. 808. 809. 

Schubert, astronom. II. 229. 

Śchultze J. Henryk August. II. 703. 

Schultze Maks. Jan Zygmunt II. 
352. 

Schumacher Karol Ernest. II. 267. 

Schusterus, zootom. I. 158. 

Śchiitz, filolog. I. 189. 

Schwabe, filolog. II. 693. 

Schwebel Mikołaj II. 687. 

Schweigger August Fryderyk II. 
121. 

Schweigger Jan Salomon. II. 108. 

Schweighiuser, filolog. I. 189. 


Schwester J. J. II. 234. 

Scopoli, przyrodnik. II. 808. 

Scoresby, fizyk. II. 83. 93. 

Scott Walter, ob. Walter Scott. 

Scovazzi „Jan. II. 698. 

Scupoli Wawrzyniec. III. 406. 

Sebastyan ab omnibus Sanctis. II. 
574: | 

444 


Sebastiani, fizyolog. III. 

Seebeck, fizyk. II. 83. 

Segnera. Paweł S. J. II. 583. 024. 
Seldenberg Ber. II. 805. 

Seitz Grzegorz. 1. 165. pe 350. 


351. 356. 362. 370. IL. 37; 
Selchow, prawnik. II. 486. 
Selwan Roch. II: 238. : 
Seminaryum dyecezyalne. 

I. 85. : 

Seminaryum filologiczne. 

I. 120. | 
Seminaryum główne. I. 85. 
Seminaryum lekarskie. I. 

117. 

Seminaryum nauczycielskie. 

I. 114. 

Semiotyka. II. 278. 

Senac, anatom. II. 257. 

Sendner, technolog. II. 216. 
Seneka Luciusz Annaeusz. II. 427. 

575. 704. III. 136. 288. 

Seneński Syxtus, ob. Syxtus Se- 
neński. 

Senicki, Paweł. II. 500. 

Serafim, metropolita. III. 9. 

Serafinowicz Ferdynand S. P. I. 234. 

II. 25. 28. 29. 690. III. 318. 530. 
Serbinowicz Adryan. II. 780. - 
Seredyński Władysław. II. 630. 
Sergiusz Aleksandrowicz, wielki ks, 

II. 619. 

Serre Dr. IL 267. 
Servan, prawnik. II. 486. 
Sewergin Bazyli. I. 325. III. 93. 
Sewergin P. W. II. 148. 
Sextus Rufus. II. 699. 704. 
Seyfert Andrzej. II. 349. 782. 
Seyffert Christian Saloinon. II. 
Sękowski Józef, II. 471. 
729. III. 420. 462. 468. 541. 


623. 


| Slesicki Feliks. 


Siestrzencewicz 


627. 
683. 728. 
507: 





708 — 


Sganzin, architekt. II. 223. | 

Shaftesbury Antoni Ashley Cooper. 
II. 576. 

Shakespearę, ob. Szekspir. 

Sharp, chirurg. II. 325. 

Shaw J. II. 331. 

Sheridan Ryszard. II. 732. | 

Siarczyński Franciszek. II. 603. 682. 


III. 21. igo. 225. 240. 250. 

314. . | 
Sidorowicz Wincenty. 1374: 
Siekierzyński Wiktor, il. 214. 
Sieklucki Andrzej S. J. 1. 54. 
Sielawa Antoni. II. 631. 2 
Siemaszko Aleksander, kasztelan. 


I. 43. | 
Siemaszko Aleksander. II. 292. 
Siemaszko Józef. I. 107. 113. II. 

547. 612. 635. 734. III. 12. 120. 

130. 150. 153. 222. 223. 224. 

338. 550. 

Siemaszko Julian S. P. II. 700. 
Siemianowicz Jakób S. J. II. 84. 


Siemieński Lucyan. II. 442. 724. 
III. 246. 447. 458. . 

Sienicki S. J. III. 319. 

Sienicki Paweł. III. 597. 

Sienkiewicz Adryan. 1.113. 

Sienkiewicz Henryk. III. 432. 

Sienkiewicz Karol. III. roo. 

Siennicki, botanik. II. 139. 

Sienniński Jan. I. 43. . 

Sieradzki Erazm S. P. IL. 77. - 
185. III. 471. 


Sierakowski Józef, generał. III. 209. 
rh Michał hr. PRRAP;, 1. 
258. 

Sierakowski Sebastyan S. J. I. 217 = 
218. II. 225. 227. 820. III. 623. 

Sierociński Jan. I. 113. 

III. 565. 567. 

Siestrzencewicz Piotr. I. 25. 

Stanisław Bohusz. 
I. 100. 104. 106. II. 521. 525. 
526. 536. 606. 691. 760. IIL 122 
123. 236. 623. 

Siestrzewitowski Gaspar. I. 113. 

Siestrzewitowski Ludwik S. J. III. 


319. 


Siewrók Ludwik. II. 268. 322. 351. 
III. 435. 471. . 
Simonides. II. 680. 
Simonio. II. 486. 
Sims Jakób. 'II. 7.80. IiE 623. 
Simson Robert. II. 178. 797. 
Sinclajr John. II. 159. 
Singletonus Richard S. J. III. 319. 
Sinischatszi Liberyusz S. J. III. 38. 
Siruć Bernard S. P. II. 13. 14. 175. 
- 475. 574. 593.. 683. 700. 732. 
768. III. 319. 518. 523. 
Sismonidi Jan Karol Simonde (de) 
II. 736. 780. III. 623. 
Siward, fizyk. II. 83. 
Siwicki Feliks. II. 763. 
Skaczkowski Kajetan. I. 113. 
Skarbek Ważyński Porfiry. II. 628. 
Skarga Piotr. I. 113. 
Skarga Piotr S. J. I. 26. 79. 121. 
174. 476. IL. 556. 558. 574. 578. 
5go. 628. 724. 826. III. 16. 28. 
55. 120. 122. 143. 182 .189. 239. 
240. 246. 252. 269. 287. 
325. 507. . 552. 585. 3586. 
627. 
Skarszewski Wojciech. L 216. 
Skiadan Michał. II. 217. 
Skiba Jan. II. 131. 
Skiberdowicz Józef. I.113.  . 
Skidełł Jan. I. 113. 169. II. 44. 47. 
48. 50. 527. 537. 538. 566. 575. 
581. 586. 591. 601. 727. 867. III. 
137. 319. 
Skimborowicz Hipolit. III. 488. 
Skinder Ludwik. I. 199. 206. 207. 
Skirmunt Joachim. III. 472. 
Skłabowski Aleksandeu. II. 814. 
Skoczkowski Józef. II. 513. 
Skórski Aleksander. II. 428. 
Skorulski Aleksander. III. 472. 


217. 


Skorulski Antoni S. J. I. 82. II. 
89. 396. 654. III. 39. 

Skorulski Józef S$. A III. 320. 

Skowid Walenty S. J. I. 84. III. 
320. 

Skowroński, sztycharz. II. 760. 

Skrodzki Jerzy Karol. II. 89. 213. 


III. 472. 


297. 
3588. 


dt 
Z AE O A A Z Z ZOO OE O A AA Z A Z W a nw 


109 


Skrzynecki Jan, generał. III. 483. 

Skulski Grzegorz. I. 239. 

Slezyngier Dawid. I. 363. 

Śliwicki Piotr Hiacynt. III. 202. 

Śliwiński Feliks. I. 265. II. 522. 

Śliwnicki Maciej. II. 499. 

Ślizień Bronisław. II. 764. 

Ślizień Jan. II. 725. 764. 

Ślizień Lucyan. II. 764. 

Ślizień Mieczysław. II. 764. 

Ślizień Rafał. II. 764. III. 387. 

Ślizień Waldemar. II. 764. 

Ślizieniowa Aniela. II. 764. 

Słauta Józef. I. 340. 347. 

Sławecki Wincenty. I 353. 363. 371. 
II. 742. 743. 760. III. 541. 

Sławiński Ksawery. II. 153. 

Sławiński Piotr. I. 175. 182. 356. 
R 363. 364. 369. 379.II. 39. 43. 
45. 46. 49. 51. 69. 231. 232. 811. 

. III. 320. 541. 

Słonimskaszkoła powiato- 
wa. I. 2ól. 

Słotwiński Feliks. III. .48. 

Słowacka Salomea. I. 352. 

Słowacki Euzebiusz. I. 340. 343. 

' 344. 346. 350. II. 34. 177. 664. 
714. 715. 725. III. 139. 322. 
472. 537: 

Słowacki Juliusz.. 
732. III. 1ig. 331. 


I. 379. II. 720; 
382. 456. 


472. 

Słowikowski Adam. II. 204. 

Słucka szkoła powiatowa. 
I. zó1. 

Słucka szkoła reformowa- 
na. I. 262. 

Słupski Jan. II. 656. . 

Słupski Mikołaj. III. 597. 

Słuszka Józef. III. 597. 

Służalski Henryk. III. 451. 

Smellie, chirurg. II. 343. 344. III. 
302. 

Smiglecki Marcin S. J, IL 55. 
559. 654. III. 124. 323. 507. 
638. 

Smirnow Michał. III. 623. 

Smith Adam. II. 512, 576. 779. 
III. 362. 386, 


393- 
629. 


Smokowski F. IL. 765. 

Smokowski Wincenty. I. 357. 372. 
385. II. 664. 739. 741. 742. 743. 
744. 745. 751. 752. 753. 756. 763. 
III. 310.. 311. 545. 

Smoleński Władysław. II. 462. 467. 
III. 270. 513. 631. 

Smolka Stanisław. III. 495. 

Smotrycki Melecyusz. III. 20. 476. 

Smuglewicz Franciszek. I. 324. 328. 
335. 338. II. 21. 22. 23. 25. 26. 
28. 29. 736. 743. 744. 745. 749: 
775. 781. 785. III. 15. 326. 529. 
554 

Smysłow, astronom. I. 176. 

Snarski Tomasz. II. 167. 

Śniadecki Jan. I. 2. 6. 11. 13. 26. 
gó. 101. 103. 105. 115. 120. 135. 
136. 154. 163. 175. 182. 219. 
258. 264. 289. 297. 334. 335. 
337. 339, 340. 341. 340. 349. 


350. 355. 357. 361. 362. 368. 


371. II. ro. 69. 89. 170. 171. 178. 
180. 181. 182. 183. 184. 186. 


187. 194. 227. 229. 230. 231. 


232. 233. 234. 236. 238. 239. 


241. 243. 312. 313. 314. 302. 
398. 405. 420. 427. 428. 435. 
438. 444. 449. 526. 278. 611. 
635. 664. 688. 706. 713. 714. 
715. 726. 764. 767. 771. 783. 
784. 785. 787. 788. 789. 790. 
791. 795. 796. 797. 799. 800. 
804. 806. 810. 819. 829. 830. 


831. 835. 837. 838. III. 5.40. 


46. 47. 48. 52. 53. 54. 57. 72. 


73- 74. 75 77. 78. 79. 85. 86. 


103. 104. 105. 106. 109. 138. 


149. 193. 200. 213. 215. 222. 


242. 246. 249. 258. 304. 311. 


320. 321. 327. 328. 331. 332. 


349. 359. 361. 364. 365. 371. 
373. 524. 528. 533. 534. 535. 


537. 538. 539. 540. 556. 557. 
574. 580. 589g. 620. 623. 625. 


637. 638. 


Śniadecki Jędrzej. I. 144. 154. 169. 


176. 324. 325. 328. 339. 346. 
355. 360. 379. II. ro. 21. 22. 23. 


24. 25. 26. 28. 29. 30. 32. 33. 
36. 38. 39. 40. 41. 42. 409. 52. 


71. 82. 89. 98. 105. 106. 
250. 272. 276. 284. 292. 
310. 311. 315. 317. 3ZIQ. 
358. 362. 366. 368. 375. 
714. 726. 764. 767. 773. 
792. 795. III. 15. 52. 83. 
142. 166. 167. 195. 200. 
246. 257. 258. 259. 311. 
327. 344. 347. 348. 371. 
389. 420. 435. 444. 463. 
516. 528. 530, 533. 534. 
544. 620. 637. 

Śniadecki Józef. II. 89. 131. 
III. 331. 

Sobański Michał. III. 567. 


213. 
308. 
349- 
382. 
784. 
112. 
207. 
312. 
387. 
487. 
536. 


513 


Sobieski Jan, król, ob. Jan III. 
Sobieszczański Franciszek. II. 81. 


172. 629. 
Sobolewski, górnik, II. 107. 


Sobolewski Emilian. I. 113. 370. 


Sobolewski Jan. I. 357. II. 
797. III. 446. 559. 


Sobolewski Ludwik. I. 9. 182. 


186. 192. 193. 194. 196. 
203. 353. 357. 358. 362. 


366. 369. 372. II. 41. 48. 


668. 6go. 695. 696. 697. 
700. 701. 705. 726. 7gt. 
III. 266. 333. 541. 545. 


227. 


183. 
198. 
363. 
387. 
699. 
813. 


Sochacki Maksymilian. II. 264. 


Socyn Faustyn. III. 306. 325. 
Soczyński Karol. II. 213. 283. 


Soden Fryderyk Juliusz Henryk hr. 


IL. 162. 
Soemering, anatom. III. 168. 
Sofokles. II. 670. 677. 704. 
III 394. 
Sokoliński Paweł. II. 50a. 


713. 


Sokolnicki Michał, .generał. III. 432. 


Sokolnicki Stanisław. I. 373. 
Sokołow, geolog. II. 153. 
Sokołow Nikodęm. II. 618. 
Sokołowski Antoni. II. 194. 
Sokołowski Józef. II. 339. 
Sokołowski Stanisław S. J. 


Sokrates. I. 187. II. 473. 485. 


Sokulski Justyn. I. 269. 





— 7il — 


Sokulski Stanisław Ś. J. I. 85. III. 

37. 337. 368. 369g. 6oi. 
Sokulski Władysław S. J. I. 85. 
Solander, botanik. III. 175. 
Solaricz Paweł. III. 128. 


Solikowski Jan Demetryusz. I. 26. 


32. 41. 42. 44. 53. III. 26. 
Sołtan Adam. I. 389. 
Sołtanowski Antoni. II. 523. 


Sołtykowicz Józef. I. 9. 24. II. 718. 


Somrmerville Marya. II. 84. 
Sonnenfels. II. 486. 

Soroka Celestyn. I. 133. 362. 
Soroka Jan. I. 113. 

Sosna Teodor. I. 113. 


Sosnowski Antoni. II. 505. III. 338. 


Sosnowski Leopold. I. 371. 
Sosnowski Pankracy. II. 754. 


Sosnowski Platon. I. 113. 369. II. 
45. 47. 48. 50. 387. 527. 566. 
576. 580. 629. 655. 669. III. 155. 


319. 338. 


Sotwel Nataniel S. J. I. 15. II. 569. 


III. 209. 
Souffle K., architekt. III. 191. 
Sowiński F. II. 353. 
Sowiński Jan. II. 726. 
Sowiński Leonard. III. 499. 
Sowiński Wojciech. II. 447. 


Soxo (de) Benedykt S. J. I. 84. II. 


55. 475. 655. III. 26. 280. 510. 


Spallanzani Łazarz. II. 260. III. 327. 


Sparsheim, filolog. III. 333. 
Spasowicz Daniel. II. 335. 


Spasowicz Włodzimierz. II. 335. 463. 


468. III. 454. 
Spenzer Wells. II. 367. 


Sperański Mikołaj. II. 746. III. 154. 


440. 


Spinoza Baruch. II. 390. 417. 597. 
Spitznagel Ferdynand. I. 1o1. 158. 
324. 334. 339. 346. 355. 360. 
379. II. 17. 18. 19. 20. 21. 22. 
23. 24. 26. 27. 28. 30. 31. 32. 
120. 
295. 300. 312. 
318. 320. 773. 784. 790. 793. 
811. III. 15. 294. 340. 524. 528. 


33. 35. 36. 38. 41. 115. 


144. 250. 255. 


530. 533. 530. 


Spitznagel Ludwik. II. 820. 

Spix, ornitolog. II. 132. 

Spondau, teolog. II. 610. 

Sprengel Kurt. II. 137. 363. III. 
623. 

Stach z Zamiechowa, ob. Starzyń- 
ski Stanisław. 

Stachowski Leon. II. 780. 

Staal, chemik. II. 98. 273. 319. 821. 
III. 344. 

Staendlin. II. 576. 

Stahl Jerzy Ernest. II. 821. 

Stahlberger Teodor. III. 449. 

Stancykiewicz Jakób. II. 576. 655. 

Stanhop, lord. II. 214. 

Staniewicz Aleksander. I. 113. 

Staniewicz Maciej. I. 356. II. 39. 
511. III 282. 341. 

Staniewicz Symforyan. I. 113. 

Stanisław August Poniatowski. I. 
I21. 135. 149. 157. 173. 174. IL. 
135. 283. 428. 444. 455. 458. 
466. 468. 469g. 585. 762. 763. 
III. 4. 40. 41. 43. 50. 56. 66. 
76. 118. 131. 178. IQil. 202. 218. 
230. 231. 241. 255. 267. 268. 
269g. 326. 327. 360. 368. 369. 
381. 382. 406. 418. 431. 439. 
443. 493. 515. 574. 575. 576. 
579. 580. 585. 639. 

Stanisław Kostka św. II. 87. 592. 
627. 630. III. 124. 189. 418. 
Stanisław Leszczyński, król. II. 66. 

III. 4. 266. 406. 439. 599. 
Stanisław Szczepanowski św. I. 30. 
II. 570. 657. III. 146. 
Stankiewicz Bonawentura. II. go. 
Staukun Aloizy. I. 113. 
Starowolski Szymon. II. 470. III. 
21. 189. 317. 
Starzeński Hiacynt. II. 576. 655. 
Starzyński Stanisław. III. 477. 557. 
Staszewski Jakób, kanonik, I. 23. 
Staszewski Jakób S. J. I. 85. II. 
655. 
Staszic Stanisław. II. 149. 276. 362. 
519. III. 445. 
Stattler Wojciech. III. 449. 


i Statutlitewski. I. 121. II. 492 


Stawiszewski, porucznik. III. 
Stebelski Ignacy. IL 629g. 
Stecki Józef, wizytator. III. 623. 
Stecki Kazimierz. II, 812. 
Stecki, starosta. I. 270. 
Stefan Batory, król. I. 8. 
24. 31. 32. 34. 39. 41. 
53: 157. 
479: 


II. 


592. 


712 


17: 
43. 45. 
174. 222. 260. 270. 478. 
II. 56. 449. 458. 459. 


468. 501. 502. 772. 826. III. 3. 
18. 21. 23. 66. 126. 143. 239. 
242. 261. 283. 506. 511. 522. 


552. 574. 584. 585. 612. 631. 
Stefan, biskup efeski. II. 642. 
Stefanowicz Rajmund, I. 113. 


Stefanowski Hieronim SŚ.J. II. 392. 


560. III. 341. 500. 


Steigwiłło Justyn. IL 113. 


Stein Christian Gotfryd Daniel. III. 


168. 
Stempkowski S. J. III. 593... 


_Stempling Józef SŚ. J. II. 64. III. 


363. 
Steven Krystyan. III. 623. 
Stewart Karol. II. 152 
Stępiński Marcin. II. 02 108. 
167. 213.. 
Stępkowski Marcin. I. 331. 
Stisser. II. 162. 
Stobnicki Wojciech. I. 23. 


153. 


Straszewicz Chryzostom S. P. I. 11. 


Straszewicz Józef. I. 192. 
. 196. 199. 207. 212. III. 7. 
Straszewicz Michał. III. 477. 
Straszewski Maurycy. II. 428. 
Strawiński Kazimierz. III. 567. 
Strojnowska Maryanna. III. 47. 
Strojnowski Benedykt. III. 47. 


193. I 95. 
477. 


Strojnowski Hieronim Ś. P. I. 10. 
11. 106. 125. 120. 130. 144. 174. 
216. 217. 220. 324. 325. 331. 
332. IL. io. 14. 15. 17. 18. 144. 
145. 183. 253. 254. 356. 387. 
398. 505. 512. 520. 540. 579. 
713. 735. 744. 704. 770. 772. | 
776. 826. 829. 830. 831. S32. | 
833. 835. III. 5. 13. 15. 16. 45. | 
46. 47. 58. 72.. tot. 160g. 137. | 
138. 149. 185. 200. 212, 238. | 


257. 258. 262. 274. 276. 282. 
347. 348. 351. 362. .364. "467. 
478. 518. 521. 524. 528. 529. 
531. 533. 534. 538. 540. 354. 
556. 581. 583. 585. 631. 634. 
0:6. , 
Strojnowski Waleryan. I. I;4, BE: 
830. III. 55. 623. 
Strumieński Józef. II. 292. 
Strumiłło Józef. II. 142. | 
Struve Henryk. II. 391. 303. 394. 
396. 397. 404. 416.. 421. 420. 
428. 435. III. 71. 157. 
Struve H. A. II. 342. .  . 
Struve Jerzy. DR Wilhelm. 
III. 304. 
Struve Otto. I. 176. | 
Stryjkowski Maciej. II. 449. 453. 
AG 465. 470. 630. 807. III. 376. 
Strzałkowski Albert. I. 37. | 
Strzecki Andrzej S. J..II. 13. 14. 
15. 16. 17. 18. 19. 67. 68. 227. 
257. 768. 769g. S26. LIT. 43. 44. 
126. 127. 207. 2601. .303. 342. 
318. 521. 527. 529. 585. © 
Strzelec Andrzej. I. > 
Strzelecki Stanisław. I. 113. . 
Stubielewicz Stefan. I. 1or. 146. 148. 
. 182. 183, 184. 185. 180. 324. 
325. 339. 346. 350. IL 25. 27. 
26. 29. 30..32. 33. 70. 75. 90. 
759. 774. III. 53. 257. 262. 343. 


530. 554. 550. 585. 
Stubielewiczowa w eiinść: I. 33 


379: 
Stulgiński Antoni. 260. 
Stulgiński January. I. 113. 
Styczyński Jan Gwalbert. II.. 208. 
Styczyński Wincenty. II. 812. 814. 
815. 
Styrpejko Jan. II. 85. go. 
Suarez Franciszek S..J. I 
512. 
Subski Szymon. I. 43. 
Suchecki Brunon. I. 3063. II. 803. 
Suchodolski Antoni. I. 239. IL. 780. 
Suchodolski Julian. I. 375. IL 239. 
Suchodzki Zenon. II. 817. 


. 29. III. 


Suchorski S. J. I. 330. III. 346. 
Sue Piotr. III. 623. 

Sulistrowski Jerzy S. J. I. S2. 
Sulistrowski Joachim. I. 90. 103. 
Sułkowski Antoni. I. 216. 215. 
Sułowicz Dominik. I. 382. 


Sumarokow Aleksander. II. Soo. III. 


623. 
Sumiński Antoni. I. 205. 207. 
Sunier Franciszek S. J. 1. 30. 
Surowiecki Karol. II. 630. 
Suski Jacek. II. 589. 
Suzanne P. H. IL 514. 
Suzin Adam. II. gi. III. 478. : 
Swedenborg Emanuel. III. 485. 


widerski Felicyan Marcin. II. 315. 


Świderski Kazimierz. II. 294. 
Świdowicz Karol. I. 113. 
Świdrygiełło, w. ks. lit. III. 255. 
Świdziński Konstanty. III. j03. 
Święcicki Adolf. III. 567. 
Święcicki Julian Adolf. III. 353. 
Święcicki Grzegorz. II. 620. 
III. 478. 
Święcicki Mikołaj. III. 597. 


Świętochowski Stanisław S. JL 


252. 
Świrski Łukasz. II. 500. 


SŚwirszczewski Jędrzej S. J. II. 576. 


7 26. 


Swisłockie gimnazyum ob. 


,grodzieńskie. 

SŚwistunow Piotr. I. 77. 

Swobodzki, generał. III. 304. 

Syjeński Hieronim. I. 113. 

Syleski Stefan. I. 371. 

Symeon Jurewicz, książę na 
szanach. I. 163. 


Hol- 


Symon Albin, biskup. I. 107. 257. 
259. 469g. 3520. 536. 538. 5406. 
612. III. 53. 137. 222. 494. 

Symonowicz Roman. I. 154. 158. 
102: (304, 325.332. 337: 340. 
342. 347. 350. II. 24. 25. 27. 
28. 29. 31. 32. 33. I44. 370. 733. 
III. 70. 133. 346. 530. 5398. 540. 
535. 

Synhajewski Ambroży. I. 220. 


Synody. II. 655, 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TOM LIL, 


559. 


621. 


713 


Syreniusz Szymon. Il. 133. 
Syrokomla Władysław, ob. Kondra- 
towicz Ludwik. 


_.S$yrpowicz Jan. IL. gr. 


PE ZER WODYŁ ARE 


= | M me M O Z Z Z ZN A l 0 


Syxt Erazm. II. 315. 

Syxtus Seneński. II. 594. 

Szacfaier Walenty. II. 108. 239g. 

Szadurski Ignacy. II. 50. 

Szadurski Stanisław ŚS. J. II gi. 
III. 348. 

Szahin Antoni. I. 379. II. 42. 40. 
47. 40. 52. 09. gi. 219. 231. III. 
348. 

Szajba P. II. 810. 

Szalewicz, ksiądz. III. 578. 

Szaller K. L. III. 459. 

Szaniawski Benedykt. I. 113. 

Szaniawski J. III. 324. 


Szaniawski Józef Kalasanty. II. 406. 

Szantyr Jan. I. 359. 380. III. 505. 
367. 

Szantyr Stanisław. II. 522. III. 623. 

Szarkowski Hieronim. I. 113. 

Szaster Antoni. III. 327. 

Szatyński Antoni. I. 113. 

Szawr Jan Jerzy. II. 475. 653. III. 
349..410. 442. 

Szawurski Longin. 1. 113. 

Szczegłow Mikołaj. II. 151. 153. 
208. 

Szczeniowski Tytus. III. 403. 

Szczepanowski Józef. I. 113. 

Szczepanowski Stanisław św., ob. 
Stanisław Św. 

Szczepowski Józef. I. 113. 

Szczerbic Paweł. II. 496. 

Szczęsnowicz Jan. I. 113. 

Szczęsnowicz Julian. I. 113. 

Szczuczyńska szkoła po- 
wiatowa. I. 263. 

Szczukin, przyrodnik. II. 83. 

Szczukowski Tymoteusz. II. 560. 
657. 

Szczygielski Stanisław. II. 630. 658 
III. 478. 


Szczytt Józef. II. 653. 

Szekspir. II. 713. III. 403. 408. 474. 
488. 

Szelepin Michał. I. 113. II. 817. 


50 


Szeliga Dr. I. 16. 17. 18. 243. 397. 
II. 409. 717. III. 415. 416. 458. 
466. 559. 565. 

Szelking Karol. I. 381. 

Szeluta Konstanty. I. 330. 

Szełejkowski, prof. I. 339. 344. 

Szembek Jan. II. 465. 

Szembek Stanisław. III. 369. 

Szemega Jędrzej. II. 219. 


Szemesz Adam. II. 664. 739. 743. 
747- 754. 755. 765. 

Szemiot Ignacy. II. 817. 

Szemiot Jan. III. 357. 

Szerer Aleksander. II. 800. III. 623. 


Szetkiewicz Józef. I. 371. 

Szilder Mikołaj. III. 7. .540. 

Szkoły bazyliańskie. I. 229. 
233. 235. 240. 242. 247. 257. 
259. 264. 268. 

Szkoły bernardyńskie. I. 
236. 263. 2631. 


Szkoły dominikańskie. I 
239. 240. 247. 249. 255. 2350. 
260. 264. 268. 


Szkoły franciszkańskie. I. 
244. 257- 

Szkoły jezuickie. I. 237. 
253. 257. 259. 267. 

Szkoły kanoników regular- 
nych. I. z6r. 265. 

Szkoły karmelickie. I. 233. 
236. 245. | 

Szkoły misyonarskie. I. 240. 
245. 248. 

Szkoły pijarskie. I. 236. 
247. 248. 251. 260. 263. 267. 
Szkoły reformackie. I. 262. 
Szkoły trynitarskie. I. 264. 
Szkoły wydziału wileńskie- 

go. I. 222. 
Szlegiel Jan. I. 331. 
Szlezyngier Dawid. I. 363. II. 759. 
Szłykow, policmajster. I. 196. 
Szmalc. II. 169. 
Szokalski Wiktor Feliks. III. 392. 
Szołkowicz, prof. III. gt. 
Szołma Jakób. I. 341. 348. II. 32. 
33. 36. 761. 
Szołma Jan. II. 742. 743. 755. 


252. 


714 


Szopowicz Franciszek. III. 478. 

Szostowicki Jan. I. 325. 328. 331. 
341. 348. 357. 

Szpak Jan. I. 113. 

Szperliński, ksiądz. I. 253. 

Szpot S. J. III. 33. 

Szpyrkowicz Andrzej Ś. J. I. 329. 
337: 342: 

Sztruk Teodor. II. 110. 

Sztycharstwo. II. 756. 

Szujski Józef. II. 464. 

Szukiewicz Dominik. I. 113. 

Szukiewicz Kazimierz. I. 341. 

Szulc Dominik. II. 432. 445. 
701. 726. III. 479. 

Szulc M., aptekarz. II. 322. 

Szulc Michał. I. io!. 144. 146. 103. 
324. 328. 334. 335- 339. 350. 
II. 22. 23. 24. 25. 27. 28. 29. 
31. 32. 33. 221. III. 15. 349. 
529. 530. 530: 

Szulc Michał, matematyk. II. 820. 

Szulcowa Anna. I. 352. 379. 

Szulgin Witalis. I. 4. 

Szultz, prawnik. III. 282. 


345. 
472: 


Szurkowski Wincenty. II. 763. 797 
Szurłowski S. J. I. 330. 
Szwejkowski Jan. III. 588. 
Szwejkowski Józef. I. 113. 
Szwejkowski Wojciech. III. 281. 623. 
Szwerubowicz Atanazy. IIJ. 234. 


235. 
Szydłowski Ignacy. II. 726. 752. 

III. 277. 424. 480. 557. 
Szydłowski Wincenty. I. 113. 
Szylański Antoni. II. 821. 
Szyller Fryderyk. II. 719. 
Szymak Aleksander. II. gi. 
Szymanowska Celina. III. 450. 
Szymanowska Marya. III. 445. 
Szymanowski, pułkownik. II. 
Szymkiewicz Floryan. I. 113. 
Szymkiewicz Gabryel S. J. I. 84. 
Szymkiewicz Jakób. I. 3go. II. 331. 

353. 359. 394. III. 420. 624. 
Szymkowicz Józef. II. 285. 
Szymonowicz ob. S$ymonowicz. 
Szyrma Antoni Ś. J. II. 5gi. 


zee. 


 Szyrma Kazimierz S. J. I. 312. 


715 


Szyrma Lach Krystyan. II. 669. 7 26. 


III. 461. 481. 


Szyrwid Konstanty S. J. II. 5gr. 


701. III. 350. 
Szyryn Dominik. II. 820. 


Szyryński-Szachmatow, książę. III. 


409. 


Szystowski Tadeusz Ś. J. III. 350. 


Szyszkiewicz Felicyan. I. 113. 


Szyszko Daniel Kazimierz. I. Ś1. 
278. 

Szyszko Ksawery. I. 113. 

Szyszko Michał Bohusz. II. 432. 
464. III. 482. 

Szyszkow Aleksander. I. 449. II. 


61. 528. 539. 
go. 545. 546. 549. 624. 
Szyszkowski Marcin. II. 558. 
Szyszniewski Alojzy. I. 113. 


III. 8. 9. io. tt. 


Tacyt Korneliusz. II. 388. 452. 469. 


704. 713. III. 267. 268. 269. 
Taczanowski Władysław. II. 132. 
Taine Hipolit Adolf. III. 632. 
Talwosz Michał. I. 41. 53. 
Tanner Maciej S. J. III. 252. 
Tarchanow, akademik. III. 304. 


Tegner Izajasz. III. 492. 

Telakiewicz Rafał. I. 113. 

Telszewska szkoła powia- 
towa. I. 263. 

Temminck Konrad Jakób. II. 132. 

Tenner Karol, generał. III. 304. 
321. 624. 

Teodozyusz W., cesarz. II. 642. 

Teofan, patryarcha jerozolimski. III. 
476. 

Teofilpolska szkoła powia- 
towa. I. 264. 

Teognides. II. 680. 682. 704. 

Teokryt. II. 670. 680. 704. 

Teologia dogmatyczna. 
539- 

Teologia moralna. II. só2. 

Teologia pasterska. II. 578. 

Terapia ogólna. II. 295. 

Teratologia. II. 256. 

Terencyusz Publiusz Afer. II. 
703. 704. 


II. 


701. 


' Terlecki Kandyd. II. gi. 


Tarenghi Paweł. I. 331. 335. 330. 
II. 27. 29. 30. 662. 668. 683. 688. 


689. 690. 701. 7980. 

834. III. 185. 350. 533. 
Tarło Jan. L. 42. 
Tarnawski Jan. I. 41. 


781. 831. 


Tarnowski Jan, hetman. I. 43. IT. 


464. III. 376. 441. 
Tarnowski Jan hr. III. 624. 


Tarnowski Stanisław, kanon. włocł. 


I. 41. 


Tarnowski Stanisław, kasztelan. I. 


43. 

Tarnowski Stanisław hr. II. 
III. 120. 

Tasso Torquato. II. 712. 710. 
III. 440. 

Taszycki Mikołaj. II. 496. 499. 

Tatur Ignacy. I. 113. 

Taukiewicz S. J. III. 350. 

Teatr anatomiczny. I. 163. 

Tebluczyński A. II. 131. 108. 214 

Technologia. II. 204. 


734. 


135: 


| 


i 


Tertulian. II. 541. 

Tęczyński Jan. III. 17. 

Tęczyński Jędrzej. III. 17. 

Tęgoborski Waleryan hr. II 
797. 811. 

Thaer Albrecht. II. 156. 165. 
III. 279. 

Theiner August. III. 274. 

Thenard Ludwik Jakób. II. rog. 

Theofrast. II. 682. 704. 

Thiele Karol. II. 66qg. 

Thielman. II. 340. 

Thierard Józef. III. 288. 

Thiers Adolf. II. 471. III. 482. 

Thiersch, filolog. I. 190. 

Thomas J. Simons. II. 332. 

Thomassini. II. 640. 643. 

Thonin, prof. II. 781. 

Thorwaldsen Albert Bertel. III. 449. 
624. 

Thurner, chemik. II. 1o7. 

Tibius, lingwista. III. 383. 

Tiedeman, fizyolog. III. 328. 329. 

Tiedeman Dietrich. III. róS. 

Tieffenbach Karol. II. 277. 

Tilezius. II. 125. 


716 


Tillemont Sebastyan. II. 610. 
Tinkhauz S$. J. I. 330. 


Tiraboschi Hieronim. II. 647. 735 
736. 

Tischbein Jan. I. 136. 

Tittel August. III. 375. 

Toczyłowski, biskup. I. 304. 305. 
309. 314. 

Toksykologia. II. 354. 

Tołoczko Adam S. P. II. 703. 726. 


Tołoczko Józef S. J. III. 350. 

Tołoczyńskaszkoła powia- 
towa. 1. 264. 

Tołstoj Teodor hr. III. 585. 


Tomassini, historyk kośc. II. 610. 


'643. 


Tomasz z Akwinu św. II. 387. 390. 


395. 579. III. 224. 353. 507. 
Tomaszewicz Waleryan. II. 277. 
Tomaszewska Helena. III. 331. 


Tomaszewski Augustyn. I. g6. 1ot. 
324. 328. 339. 340. 
25. 26. 27. 
29. 30. 31. 33. 34. 35. 545. 560. 
591. 594. 609. 611. III. 15. 351. 


103. 135. 
346. 350. II. 20. 21. 


529. 

Tomaszewski Dyzma Bończa. 
798. III. 440. 555. 624. 
Tomaszewski Floryan. I. 113. 

Tomaszewski Jan. II. 342. 


Tomaszewski Mikołaj S. J. I. 331. 
332. 342. 349. II. 15. 16. 17.67. 


182. III. 351. 518. 527. 
Tomaszewski Tymoteusz. III. 351. 
Tomicki Piotr. II. 665. 
Topografia. II. 2i8. 
Torzewski Józef. II. 187. 
Tourlet. II. 684. 
Tournemine S. J. II. 595. 


214. 


Towarzystwo biblijne. II. 
600. 
Towarzystwo  doskonalą- 


cej się młodzieży. III. 553. 


Towarzystwo do ksiąg ele- 


mentarnych. I. 217. III. 519. 
Towarzystwo lekarskie.|II. 


551: 


Towarzystwo Szubrawców. 


III 555. 


II. 





z A RA ZZ Z R Z AZ. Z Z Z wienia s 


| 


Towarzystwo typograficzne. 


III. 566. 

Towarzystwo 
niedostatnich 
III. 565. 

Tower, zoolog. II. 125. 

Towiański Andrzej. II. 755. 
396. 399. 451. 482. 

Towiański Feliks, II. 607. 

Towiański Ludwik. II. 131. 

Towien Józef. I. 114. 

Trąbska Marya Siemionowa, księ- 
żna Holszańska. I. 164. 

Tracewski Józef. I. 83. 

Traszkuńskaszkołapowia- 
towa. I. 264. | 

Trembecki Stanisław. II. 722. 723. 
III. 12. 446. 

Trentowski Ferdynand Bronisław. 
II. 426. 434. III. 381. 404. 

Tretiak Józef. III. 447. 

Trębicki Antoni. II. 168. 

Trębicki Władysław. II. 472. III. 
130. 486. 

Triebe, agronom. II. 166. 

Triller Daniel Wilhelm. II. 315. 

Trinius, przyrodnik. II. 125. 

Trojanowski Jan. I. 199. 212. II. 
755: 750: 

Trommler Karol Henryk. III. 
309. 

Trondorf Karol. II. 668. 

Truchonowicz Piotr Ś. J. II. 59 
III. 352. 


wspierania 
uczniów. 


III. 


>>. 


tu 
. 


Trynkowski Ludwik. I. 114. II. 612. 
618. 726. III. 331. 486. 

Tryzna Marcin. III. 468. 

Tryzna Piotr Kazimierz. II. 603. 


III 115. 593. 
Trzaskowska Aleksandra. II. 810. 


Trzebicki Andrzej. III. 29. 308. 

Trzebicki Mikołaj S. J. 

Trzeciak Stefan. II. 577. 

Trzeszkowski Gaspar S. P. III. 605. 

Tucholczyk Jan. II. 500. 

Tuczkiewicz Bazyli. I. 105. 110. 
288. 334. 341. 348. 357. 302. 

Tupalski Antoni. III. 340. 

Tupik Stanisław S. J. III. 34. 


——— 


Turffel, chirurg. II. 336. 


Turgeniew Aleksander. I. 300. III. 


240. 
Turowski Józef. II. 465. 469. 
Turrey, przyrodnik. II. 162. 

Tutołmin Tymoteusz, 


231. 255. 


Twardowski, czarnoksiężnik. III. 33. 


Twardowski Józef. I. g. 17. 183. 
192. 193. 199. 201. 202. 203. 
205. 206. 207. 208. 209. 212. 
213. 214. 215. 363. 367. 368. 
394. 398. 444. 449. 459. II. 43. 
182. 185. 191. 192. 336. 407. 
408. 697. 780. 5806. 817. 821. 
822. 5623. III 7. 8. 74. 75. go. 
92. 119. 242. 247. 2go. 360. 365. 
544. 545. 546. 553. 554. 555. 
3556. 624. 


Twardowski Piotr, generał. III. 76. 
Twardowski Samuel ze Skrzypny. 


III. 140. 
Twining Tomasz. II. 678. 


Tworzydło Marcin, ob. Łaszcz Marc. 


Tybullus Albius. I. 29. II. 689. 
Tychsen, filolog. I. 190. 
Tylian, Misyonarz. III. 202 
Tylicki Piotr. I. 43. III. 24. 


Tylkowski Wojciech Ś. J. I. 84. II. 
60. 394. 560. 577. 583. 592. 630. 


III. 352. 507. 313. 638. 
Tymiński Krzysztof S. J. I. 84. 
Tyrawski Jerzy. I. 278. 
Tyrchowski Władysław. III. 418. 


Tyszkiewicz Antoni Dominik. II. 


657. 


Tyszkiewicz Eustachy. I. 155. 


579. 
Tyszkiewicz Henryk. II. 765. 


Tyszkiewicz Jerzy S. J. III. 353. 


Tyszkiewicz Jerzy, biskup. II. 576. 
626. 753. III. 3. 225. 227. 


587. 
3568. 


Tyszkiewicz Jerzy Jan Eustachy. 


I. 276. III. 590. 
Tyszkiewicz Józef. II. 765. 


Tyszkiewicz Konstanty. II. 473. 664. 


744. 760. III. 487. 


gen. gub. I. 


IL. 
472. 764. 765. IIL 155. 457. 488. 


717 





| 


zzo 


Tyszkiewicz Michał. II. 765. 

Tyszkiewicz Stanisław. II. 765. 

Tyszkiewicz Wincenty. I. 237. 
765. 

Tyszkiewiczowa Konstancya z Po- 
niatowskich. III. 579. 

Tyszkowski Dominik. I. 275. 

Tyszyński Aleksander. II. 432. 717. 
726. III. 421. 488. 

Tyzenhauz Antoni. I. 121. 129. 218. 
1I. 369. 505. 755. III. 174. 272. 
303. 378. 379: 

Tyzenhauz Gotard Jan. III. 31. 489. 

Tyzenhauz Ignacy. III. 489. 

Tyzenhauz Konstanty. II. r3r. 140. 
365. 764. III. 489. 567. 

Tyzenhauz Rudolf. III. 567. 

Tyzenhauzowa Marya z Przezdziec- 
kich. III. 489. 

Tyzenhauzówna Zofia. III. 6g. 


II. 


Ubiory profesorów i ucz- 
niów. I. 476. 

Uchański Jakób. II. 589. 

Ugniewski Szymon S. J. III. 25. 


593: 
Ujazdowski Marcin S. J. I. 26. 


Ujejski Tomasz z Rupniewa S. J. 
II. 577. 760. III. 37. 361. 
Uldyński Józef. II. 240. 800. 

490. 

Unicki Leon. II. 309. 

Ulmann von. II. 152. 

Unverdorben Otto. II. rog. 

Uposażenie Uniwersytetu. 
L: 273. 

Urban VII, papież. III. 3. 

Urban VIII, papież. II. 569. 572. 
656. III. 313. 

Urbański Kanuty. IL. 114. 

Urnikowicz Andrzej. 1. 114. 

Usbek, han. II. 503. 

Uspienskij Gabryel. III. 402. 

Usserius. II. 610. 

Ustawa czyli ogólne po- 
stanowienia Uniwersyte- 
tu. I. 60. 

Ustriałow Mikołaj. III. 498. 

Ustrzycki Benedykt. I. 1i4. 

Ustrzycki Feliks. III. 4go. 


III. 


Uszackaszkołapowiatowa. | 
I. 264. | 

Uszczapowski Leon. II. gi. 268. | 
790. | 

Uwarow Sergiusz. I. 300. 470. 

162. III. 624. | 
Uzłowski Franciszek. II. 764. | 
Valckenaer, filolog. I. 1589. | 
Valla Wawrzyniec. II. 570. | 
Vanderbourg, archeolog. I. 1go. 
Van der Corput. II. 320. 

Van der Melen. II. 218. 

Van Ess Leander. II. 607. 

Van Helmont. II. 273. 

Van Roy. II. g3. 

Vater Jan Seweryn. I. igo. IL. 730. 
Vauquelin, chemik. II. 102. 107. 
Vega (de) Emanuel S. J. II. 545. 

553. 560. 5377. III. 354. 412. 
Veltheim, agronom. II. 169. 
Verderamo Emanuel. II. 298. 

Vere Delisle. II. 343. 

Vernet Horacy. III. 449. 
Verniet H. Veron. II. 172. 
Vesalius, anatom. II. 257. 
Vesselini Franciszek. III. 5532. 
Vicini Alojzy. I. 332. II. 272. III. 

259. 

Vicini Antoni. II. 339. 
Vicq-d'Azyr. II. 260. 

Vieta, matematyk. II. 189. 
Vietynghoffowa Teodora. II. 388. 
Viguerie. II. 338. 

Villani Konstanty. II. 748. 

Viller, historyk. III. 65. 

Virey Juliusz Józef. III. 397. 
Virgilius Maro. I. 29. 116. 174. II. 

6062. 671. 689g. 697. 703. 704. 

712. III. 247. 287. 379. 493. 
Virion Karol Józef. II. 338. 

175. 624. 

Visconti Ennius Quirinus. I. 

„III. 624. 

Voigt Jan. II. 465. 
Volckersdorf Engelbert. II. 621. 
Volkenstein Jan. III. 320. 

Volker, prof. II. 107. 214. 

Volta Aleksander. II. 50. 89. III. 


+ Ls. 


327: 


mm u ŁL—ęq Moon 


III. 


189g. 


| Voltaire Franciszek Marya Arouet. 


II. 644. 712. III. 149. 152. 285. 
319. 323. 470. 556. 632. 

Vorlónder Fryderyk. II. 163. 

Voss Jan Henryk. II. 671. 072. 

Wackerbarth hr. II. 812. 

Wadowski Jan Ambroży. I. 257. 

Waga Antoni. II. 132. 

Waga Teodor. II. 240. 457. 459. 
III. 131. 

Wagner Franciszek S. J. II. 703. 

Wagner Karol. II. 332. 368. III. 
567. 

Wagner Piotr. II. 132. 

Wajchner prof. II. 152. 

Waker, lingwista. III. 383. 

Walcharengius, fizyolog. II. 26y. 

Walenowicz Sylwester. I. 114. 

Walentynowicz Józef. I. 114. 

Walicki Alfons. II. 726. III. 491. 

Walicki Leopold. I. 239. 

Walicki Lucyan. II. 340. 352. 

Walicki Michał hr. I. 149. 153. 
159. 332. 390. II. 748. 781. 
736. 795. 500. 810. III. 155. 

Walinowicz Jędrzej. II. 742. 743. 

Walker A. II. 1io. 732. 

Wall K. III. 327. 

Wallich Nataniel. II. 140. 

Walsochius. II. 598. 

Walsh, botanik. II. 141. 

Walt. II. g3. 

Walter, anatom. II. 260. 

Walter Dominik. I. 114. 

Walter Scott. III. 374. 457. 

Waluszewicz S. J. I. 32. 

Waluszewicz Tomasz. II. 561. 

Wanunowski Felicyan. II. 669. 679. 

Wańkowicz Walenty. II. 739. 742. 
743. 754: 7585: 

Wapowski Bernard z Rachtamowic. 
II. 463. III. 441. 

Warchołowski Józef. I. 114. 

Warkulewicz Józef. I. 114. 

Warnkoenig Leopold August. IT. 
479. III. 624. 

Warszewicki Stanisław S. J. 1. 27. 
29. 174. II. 8. 686. 826. III. 17. 
585. 586. 


520. 
155. 
733. 
538. 
755. 


Wasilewski Adam. II. 62g. 

Wasilewski Jan. II. 352. 

Wasilewski Zygmunt. I. 
458. 565. 

Wasilkowski Julian. I. 114. 

Waśkowski Józef. I. 114. 

Wassenberg Eberhard. II. 446. III. 
372. 

Waszkiewicz Jan. I. 357. II. 47. 48. 
50. 51. 52. 
814. III. 354. 

Waten. II. 214. 

Watkins. II. g3. 

Wawrzecki Aleksander. III. 4587. 

Wawrzecki Józef. I. 389. III. 567. 

Wawrzecki Tomasz. I. 13. 177. 289. 
294. 297. II. 764. 

Wazgird Kazimierz S. J. III. 39. 

Wazgird Michał. II. 359. 

Ważyński Józef. II. 759. 

Ważyński Marcin. III. 567. 

Ważyński Skarbek, ob. Skarbek. 

Wąsowicz Andrzej. I. 330. 

Wdziękowski Szymon S. J. II. 561. 

Weber Franciszek S. J. III. 354. 

Weber Karol. III. 482. 

Webste, lingwista. III. 383. 

Weels. II. 93. 

Wegeciusz Flavius Renat. II. 470. 
704. 

Wejmar Leopold. II. 333. 

Weiss Leonard S. J. III. 355. 

Weiss Christian Samuel. I. 153. III. 
624. 

Weiss Izydor. I. 341. II. 29. 30. 
744. 756. III. 355. 

Weisse Maksymilian. III. 215. 

Weissenhoff Michał. II. 756. 

Wejtko Wincenty. I. 114. 

Wells Tomasz. II. 335. 

Weltzien Dr. III. 329. 

Wendeler Michał. III. 325. 

Wendt Jan. II. 353. 

Werecki Jerzy. II. 743. 750. 

Wereszczakówna Marya. III. 430. 

Wergiliusz, ob. Virgilius. 

Werney Antoni S. J. II. 397.III. 355. 

Werner Aleksander. II. 322. 

Werner Gottlib Abraham. II. 144. 


18. III. | 
' Weryha Ignacy. II. 817. 820. 


434. 513. 514. 797. 


| 
| 


145. 146. 150. 780. III. 347. 348. 
624. 
Weryha Augustyn S. P. I. 114. 


Weryha Konstanty. I. 363. II. 303. 
Wesołowski Krzysztof. III. 569. 
Weterynarya. II. 369. 
Węclewski Zygmunt. II. 679. 
Węgierski Andrzej. III. 586. 587. 
589. 
Węgierski Wojciech. III. 297. 
Węgrzecki Stanisław. II. 630. 
Wiarowski Ludwik. I. 334. 
Wichert Franciszek. II. 175. 
Wichert Hilary. I. 83. 153. 
Wichert Jan. I. 152. 
Wichert Michał Ignacy S. J. I. 330. 
III. 355. 524. 536. 5709. 
Wideburg, filolog. III. 62. 
Widziewicz Marcin Zostar S$. J. I. 
84. 
Widziski Stefan. I. 114. 
Widzskaszkoła powiatowa. 
I. 265. 
Wieland Krzysztof Marcin. III. 408. 
Wielądek (Wielądko) Wojciech Win- 
centy. III. 368. 
Wielhorski Michał. II. 438. 
Wielopolski, margrabia. III. 327. 
Wielopolski Aleksander, margrabia. 
II. 679g. III. 444. 
Wiernikowski Jan Nepomucen. II. 
669g. 686. III. 315. 491. 
Wierzbicki Adryan. I. 1354. 277. 
Wierzbicki, biskup łucki. I. 24. 
Wierzbicki Feliks S. J. I. 85. III. 
355: 
Wierzbicki Kazimierz S$. J. I. 
82. 134. III. 356. 
Wierzbicki Michał. I. 134. 
Wierzbicki Stefan S. J. III. 356. 
Wierzbowski Teodor. III. 
Wiesiołowska Aleksandra. 
Wigand. II. 343. III. 302. 
Wikszemski Stanisław. II. 
Wilbrand, II. 126. 
Wilczopolski Stanisław. 1. 274. 
Wilczyński Jan Kazimierz. II. 473. 
664. 748. 760. III. 4935. 


18. 


309. 


— 720 


Wileńskie gimnazyum. I. 
266. 

Wilkanowski Wojciech. I. 43. 

Wilkinowicz Ignacy Ś. J. I. 85. II. 
561. III. 356. 

Wilkoński August. II. 754. 

Willich Ludwik S. J. III. 356. 

Willis; anatom. II. 273. 

Wilson Aleksander. III. 481. 

Wiłkomierska szkoła po- 
wiatowa. I. 267. 

Wincza Jan S. [. III. 356. 

Winkelmann Jan Joachim. I. 189. 


Winnickie gimnazyum, ob. 


Podolskie. 
Wiński Michał. III. 262. 
Winslow, anatom. II. 257. 269g. 
Winsz Placyd. I. 103. 
Wirszyłło Jan. I. 114. 
Wiskowiec Jan S. J. III. 27. 


Wiśniowiecki Michał, kanclerz. III. 


603. 

Wiśniowiecki Michał król, ob. Mi- 
chał król. 

Wiśniowski. II. 424. 

Wiszniewski Karol Klaudyusz. II 
382. 


Wiszniewski Michał. II. 405. 420. 


663. III. 158. 180. 324. 325. 


Witakowski Wincenty. I. 117. 159. 


II. 780. 782. 


Witebska szkoła jezuicka. 


I. 267. 


Witebska szkoła pijarska. 


I. 267. 


Witebskie gimnazyum. I. 


267. 
Wittmann, prof, II. 143. 


Witold, w. ks. lit. II. 615. 764. 819. 


III. 402. 498. 


Wittgenstein Ludwik Adolf Piotr. 


III. 441. 
Wittrel Karol. III. 397. 
Wituski Marcin S. J. III. 356. 
Witwicki Stanisław. II. 577. 
Wizgird Kazimierz. I. 114. 370. 
Wizgird Stanisław. II. 473. 
Wizytatorowie. III. 93. 


Władysław IV, król. IL. 8. 15. 53. 


54. 144. 469. 478. 479. 480. II. 
4. 248. 452. 627. III. 25. 26. 27. 


29. 31. 32. 135. 151. 281. 308. 
313. 315. 3560. 452. 509. 510. 
511. 572. 574. 588. 5go. 3Ql. 
600. 


Władysław św. III. 25. 

Władysław Herman. III. 370. 
Władysław Jagiełło. II. 444. 446. 
466. 467. 491. III. 269. 574. 

Władysław Łokietek. II. 458. 

Władysław Warneńczyk. II. 589. 

Włodek, szambelan. III. 441. 

Włodek Stanisław, kasztelan. I. 43. 

Włodzimierska szkoła po- 
wiatowa. I. 268. 

Włoszek Stanisław S. J. III. 24. 

Wnorowski Wincenty. I. 114. 

Wnukowski Wincenty. I. 114. 

Woelck Aleksander. II. zo. 52. 205. 
322. 334. 363. IIL 281. 294. 356. 

Woelck F. II. 322. 

Woelck Paweł. II. 334. 

Woehler Franciszek. II. 107. 109. 
IIO. 

Wojażerowie. I. 181. 

Wójcicki Kazimierz Władysław. II. 
754. III. 211. 436. 486. 

Wojciechowski Bazyli. IL 335. 

Wojciechowski Maksym S. J. III. 
357: 

Wojciunowski Piotr S. J. III. 27. 

Wojdag Porfiry. I. 114. 

Wojeński Andrzej. I. 341. 

Wojliat Antoni. II. 782. 

Wojna Abraham. II. 572. 656. III. 
3. 315. 590. 

Wojna Benedykt. II. 621. 656. 6537. 
687. III. 3. 

Wojna Orański Gedeon. III. 492. 

Wojna Stanisław. I. 216. 

Wojna Wawrzyniec. I. 41. 53. 


Wojnicz Ignacy. I. 138. II. 265. 
III 67. 

Wojniewicz Wincenty. I. 277. 300. 
322. 351. 780. 


Wojniłowicz Mikołaj. II. 820. 
Wojsiatt Antoni. III. 556. 
Wojsznarowicz Kazimierz. I. 134. 


naka 


278. II. 5. 475. 592. 631. III. 
492. 510. 

Wojtkiewicz Karol. I. 378. 

Wojtkiewicz Maciej. I. 341. 
356. 362. 

Wojtkowski Wawrzyniec. II. 333. 


348. 


Wojżbun Aleksander Ś. J. III. 357. 
Wolan Andrzej. II. 553. 558. 559. 


135. 308. 354. 412. 


III. 23. 24. 
413. 509. 586. 
Wolański Adam. II. 132. 153. 
Wolf, filolog. I. 189. 190. 
Wolf Fryderyk August. II. 678. 


Wolf Krystyan. II. 65. 397. 426. 


576. III. 109. 157. 266. 615. 630. 
Wolf Maurycy. III. 488. 


Wolfgang Jan Fryderyk. I. 340. 
347. 355. 361. 368. II. 30. 31. 
32. 34. 35. 30. 38. 41. 44. 45. 

141. 

214. 318. 319. 320. 

303. 365. 793. 

1 20. 


47. 49. 52. 92. 132. 138. 
143. 153. 
322. 359. 362. 
794. 808. 814. 822. III. 78. 
258. 358. 397. 421. 505. 

Wolfgang Ksawery. II. 322. 


Woligangowa Aloiza Helena z Pa- 


cowskich. III. 358. 


Wollaston William Hyde. II. 83. 


108. 153. 

Wolmar Leonard, III. 567. 

Wolski Jan. I. 117. 239. II. ge. 
435. 780. III. 424. 492. 

Wolski Maciej. I. 40. 

Wolski Mikołaj. I. 
727. III. 493. 

Wolski Wawrzyniec. I. 40. 79. 

Wolski Zygmunt. III. 557. 

Wolter, ob. Voltaire. 

Wołczacki Walenty. I. gg. 

Wołłk, marszałek. II. 786. 

Wołkońska Zenejda, księżna. III. 
448. 449. 

Wołkowiński Tomasz Adolf. II. 3 10. 

Wołłowicz Andrzej S. J. III. 33. 

Wołłowicz Eustachy, podkanclerzy. 
I. 26. 41. 42. 50. 52. 

Wołłowicz Eustachy, biskup. I. 134. 
II. 59i. III. 3. 202. 281. 460. 

Wołłowicz Marcin. III. 368. 


UBIWERSYJET WUCŃSKI TOW III 


210. II. 473. 


721 


Wołłowicz Michał. III. 87. 
Wołłowicz Paweł. III. 326. 
Wołłowicz Stanisław. II. 187. 
Wołłowicz Władysław. III. 32. 124. 
Wołłowiczowa Eleonora. II. 556. 
Wołmiński Jan. I. 43. 

Wołodko Ferdynand. II. 788. 

Wołodkowicz Melchior. II. 781. 

Wołodkowiczówna Felicyanna. III. 
278. 

Wołonczewski Maciej. I. 
177. 493. 

Wołowski Jan Nepomucen. I. 114. 

Wołyńskie ginnazyum I. 
269. 

Worcell hr., marszałek. III. rot. 

Woroncow Szymon hr. II. 272. 

Woronicz Jan Paweł. IL. 713. III. 
53: 215. 533- 554: 

Woroniecki Jakób. I. 42. 

Woronowicz Jan. II. 655. 

Wozdwiżenskij D. II. 125. 

Wright. II. S3. 

Wrisberg. II. 260. 

Wróblewski Augustyn. I. 114. 

Wróblewski Franciszek. I. 356. 362. 
369g. II. 311. 342. III. 565. 

Wróblewski Ludwik. II. 268. 

Wróblewski Remigiusz. II. 87. 

Wrotnowski Feliks. II. 447. 473 
III. 417. 495. 

Wtzelka Franciszek. II. 268. 340. 

Wuchaliusz Jan Leopolita S. J. II. 
628. 

Wujek Jakób S. J. I. 26. 79. II. 
62. 560. 592. 607. III. 18. 21. 
507. 586. 627. 

Wybicki Józef. I. 217. 218. 219. 
III. 43. 93. 

Wydział nauk fizycznych 
imatematycznych. II. 62. 

Wydział nauk lekarskich. 
II. 248. 

Wydział naukprawnych II. 
384. 

Wydziałnaukteologicz. II. 
518. 

Wydział literatury i sztuk 
wyzwolonych. II. 660. 


51 


114. III. 


ae m 
4 


Wyleżyński Jan. I. 327. 363. II. 
811. III. 1o7. 624. 

Wylie Jakób, baronet. II. 7909. 

Wymowa kościelna. II. 583. 
ob. Nauka. 

Wymowaświecka. II. 704. ob. 
Nauka 

Wyrożębski Piotr. II. 175. 

Wyrwicz Andrzej S. J. I. 84. 

Wyrwicz Antoni. I. 356. 361. 369. 
379. II. 38. 39. 40. 41. 42. 44. 


46. 49. 51. 69. 92. 132. I51. 184. 
186. 187. 192. 204. 2l4ą. 231. 
235. 803. III. 80. 359. 

Wyrwicz Karol S. J. II. 66. 240. 
473. III. 360. 515. 

Wysocki Antoni. I. 114. 

Wysocki Gaspar. II. 814. 

Wysocki Ignacy. I. 357. II. 339 
197: 

Wysocki Marceli. I. 114. 

Wysocki Szymon ŚS. J. II. 378. 
III. 17. 


Wysocki Walery. I. 111 

Wysocki prof. I. 344. 

Wysogierdowa Róża z Goreckich. 
III. 567. 

Wysokiński Andrzej. II. 255. 

Wyszkowski F. X. III. 567. 

Wyszyński Waleryan S. P. II. 727. 

Wyttenbach, filolog. I. 189. 1go0. 

Wyżewski Stefan. I. 342. II. 789. 

Wyżewska Maryanna. I. 358. 

Wyżewska Paulina. I. 388. 

Wyżycki Józef Gerald. II. 168. 382. 

Xenofont. II. 712. 

Zabialska szkoła powiato- 
wa. I. 269. 

Zabiełło Franciszek. II. 317. 

Zabiełło Kazimierz. II. 340. 

Zabiełło Michał. III. 209. 

Zabłocki S. J. I. 330. 

Zabłocki Franciszek. I. 28. 217. 218. 
231. 

Zabłocki Grzegorz. I. 114. 

Zaborowski JakóL. II. 655. 

Zacharin Grzegorz. III 637. 


ża 


Załuski Józef Jędrzej. I. 82. II. 


2 — 


Zagórski Antoni. III. 360. 
Zagórski Piotr. III. 624. 
Zahorowski Dominik. II. 322. 
Zahorski Władysław. III. 558. 
Zajączkowski Wojciech, ob. Smi- 
glecki Marcin. 
Zajerski Franciszek Ksawery. I. 256. 
Zakłady dodatkowe i po- 
mocnicze Uniwersytetu. 
1.78, 
Zakrzewski Antoni. I. 114. 
Zakrzewski Jan. II. 464. III. 496. 
Zalaszowski Mikołaj. I. 2. 12. II. 
494. 496. III. 298. 299. 
Zaleska Benedykta. III. 487. 
Zaleski Bronisław. III. 7. 
Zaleski Józef Bohdan. III. 398. . 
459: 474: 
Zaleski Marcin. I. 337. 342. 
349. 350. III. 107. 624. 
Zaleski Michał. I. 216. 220. 
Zaliwski Adam. I. 53. 
Zaliwski Franciszek. II. 203. 
Zaliwski Gaspar. III. 496. 
Zaliwski Józef. I. 83. 
Załęski Stanisław Ś. J. III. 528. 529. 
575. 
573- 
145. 


III. 37. 177. 231. 263. 367. 
Załuski Ludwik Bartłomiej. III. 
Załuski Lukasz S. J. II. 394. 
Załuski Łukasz Stanisław S. J. III. 

360. 

Załuski Stanisław S. J. II. 588. 
Zamboni Józef. II. 78. 

Zamojski Andrzej. I. 216. II. 496. 
Zamojski Andrzej, ordynat. III. 420. 
Zamojski Jan. I. 41. 43. 53. III. 

370. 

Zamojski Stanisław, ordynat. 

456. 

Zamotte. II. 736. 
Zan Tomasz. II. 764. III. 420. 446. 

478. 497. 559. 560. 564. 
Zanetti, filolog. I. 189. 


III. 


Zarański Stanisław. III. 408. 


| 
| 


Zarzecki Józef. I. 371. 
Zatorski Franciszek. III. 497. 


Zafaty Michał. I. 13. 333. 382. II. | Zawadowski Piotr hr. I. 60. 77. go. 


155. 


96. 99. 105. 174. 184. 185. 242. 


288, II. 
7062. 771. 790. 
100. 531. 624. 

Zawadzki Franciszek. II. 

Zawadzki Józef. I. 122. 
335. 365. II. 240. 245. 454. 
666. 723. III. 73. 337. 412. 
440. 481. 499. 536. 567. 

Zawisza Andrzej. III. 460. 

Zawisza Ignacy hr. III. 356. 

Zawisza Dowgiałło Jan. III. 3. 

Zawisza Jerzy. III. 460. 

Zawisza Krzysztof. III. 

Zawisza Mikołaj S. J. I. 

Zaydler Bernard. II. 235. 

Zbaraski Janusz. I. 43. 

Zbaraski Korybut Stefan. I. 41. 52. 

Zborowski Samuel. III. 441. 


20%. 257: 155. 253. 2 


III. jo. 74. 


362. 
128. 3 


135. 
3540: 


Zborżewski Wojciech. I. 154. II. 
149. III. ió2. 

Zdanowicz Aleksander, II. 125. 474. 
764. III. 408. 498. 

Zdanowicz Bartłomiej. I. 380. 

Zdanowicz Ludwik. II. 547. III. 
223. 224. 225. 

Zdelaritz Tomasz S. J. I. 30. 

Zebrzydowski Mikołaj. III. 19. 20. 


Zeckert Jerzy Antoni. II. 292. 

Zegzdra Roch. II. 80. 

Zejdel T. J. II. 130. 

Zejfert Franciszek. II. 703. 785. 

Zeiler Marcin. III. 5gi. 

Zejler, prawnik. III. 341. 

Zembrzuski Tomasz S. J. 1. 85. 

Zengerle, teolog. III. 127. 

Zetterstaedt, entomolog. III. 397. 

Zgierski Jan Kiszka. III. 500. 

Zgierski Wincenty Kiszka. II. 055. 

Zgierska Euzebia. I. 388. 

Ziegler, agronom. II. 168. 

Zieliński Grzegorz. I. 42. 

Zieliński Julian. I. 1i4. 

Zieliński Teofil. ę 114. 

Zielonka Jan. I. 239. 

Ziemecki Mikołaj, ob. Tyszkiewicz 
Jerzy S. J. 

Ziemięcka Eleonora. III. 459. 

Ziemkowski Jakób. I. 114. 

Zieniewicz Andrzej S. J. III. 361. 


723 


| Zienkiewicz Wincenty. I. 114. 
Zienkowicz Michał Jan. I. 8. 81. 
II. 589. 657. III. 4. 227. 3609. 
603. 
. i Zienkowicz kę III. 577. 
, Zienowicz Stefan. I. 153. 335. III. 
, 410. 
Ziger, technolog. II. 213. 
Zimmerman. II. 85. 
Zimorowicz Józef Bartłomiej. III. 


457: 
Zinato P. II. 624. 
Zinn, anatom. II. 257. 
Ziołkowski Wacław. II. 6533. 
Złotynkowski Krzysztof. II. 621. 
Zmaczyński Feliks, I. 371 
Zmiejew Leon. II. 2835. 
58. 471. 
Znamierowski Walenty Gładysz. I. 
108. III. 221. 
Znamierowski Wojciech. I. 
Znosko Jan. I. 128. 182. 324. 336. 
337. 339. 340. 340. 347. 355. 
360. 368. 379. II. 25. 33. 34. 35. 


259g. III. 


341. 


30. 37. 38. 39. 40. 42. 43. 435. 
511. 512. 518. 793. 794. 819. 
III. 36. 63. 244. 361. 

Znosko Wincenty. I. 114. 341. 348. 


356. 362. 


Zoega, archeolog. I. i5y. 
Zoologia. II. 120. 
| Zorewicz Józef. I. 114. 


Zorzanie. I. 15. 
Zrzelski Jan S. J. IL 575. 593. III. 
362. 


Zubakowicz Marcin. II. 22. 


I. 325. 


23. 730. III. 530. 
Zubko Antoni. I. to7. 114. II. 547. 
612. 636. III. 150. 222. 223. 


Zubowski Ignacy. III. 360. 

Zubowski Jerzy. III. 360. 

Zubrawicka Zofia, księżna holszań- 
ska. I. 164. 

Zuczic, prof. III. 88. 

Zwingli Ulryk. III. 413. 

Zyberg Gotard. II. 614. 

Zyberg Jan Tadeusz, wojew. brzes. 
III. 574. 

Zyberg Jerzy. II. 6rĄ4. 


Zyberg Samuel. II. 614. 

Zyberg Walter. II. 614. 

Zybla Jan. III. 598. 

Zygmunt Anzelm, Misyonarz. 
782. 

Zygmunt August, król. 
36. 38. 39. 121. 133. 174. 
275. 276. 477. II. 449. 464. 
493. 501. 385g. 660. 686. 
819. III. 17. 33. 154. 201. 
612. 

Zygmunt Stary, król. I. 25. 
RA 492. 503. 628. 819. III. 


34. 

Żięmnić III, król. I. 25. 121. 
479. II. 4. 468. 493. 559. 
607. 619. 620. 629g. III. 
21. 23. 24. 29. 32. 121. 
162. 184. 220. 23Q. 
280. 281. 300. 
476. 511. 568. 571. 
588. 612. 

Zygmuntowicz Kazimierz. I. 


135. 
255. 


334: 


Zygrowiusz (Zygrowski) Jan. III.308. 


Zymel Manes. II. 247. 

Zyzani Wawrzyniec. III. 477. 

Żaba Ignacy Ś. J. I. 305. 306. 307. 
310. 314. 315. II. 588. III. 39. 44. 

Żaba Marcinkiewicz Jan. I. 390. 

Żaba Waleryan. I. 248. 

Żabicki Jan S. J. III. 464. 

Żagiell Marcin. I. Bo. II. 560. III. 
342. 500. 

Żarnowski Grzegorz. III. 413. 

Żarski JóÓzefat. III. 197. 

Żebrawski Teofil. II. 65. 


Żebrowski Aleksander Jan. II. 614. 


658. 

Żebrowski Feliks. II. 631, ob. Łaszcz 
Marcin. 

Żebrowski Jakób. II. 703 

Żebrowski Jan. II. 656. 

Żebrowski Tomasz S.J. I. 172. 17 
II. 64. 227..III. 266. 362. 


II. 


I. 24. 31. 
274. 
492. 
689. 
306. 


164. 
146. 


468. 
5/5: 
19. 20. 
164. 
2j4. 
388. 430. 452. 
579. 587. 


724 


| 


Żegalin Siemion, gubernator. I. 267. 

Żegota Kostrowiec, ob. Hołowiński 
Ignacy. 

Żelazowski Ignacy. I. 

Żelazowski Jan. I. 114. 

ŻZmigrodzki Michał. III. 6. 

Żochowski Cypryan. II. 593. 

Żółkowski Aleksander. II. 247. 

Żugarzewski Stanisław. II. 153. 227. 
518. 

Żukowicz Platon. I. 106. II. 406. 


547. 599. 613. III. 222. 


114. 


Żukowski Maksym Eliasz. II. 285. 
EL 
Żukowski Stanisław. II. 780. 785. 


Żukowski Sylwester. I. 114. 

Żukowski Szymon Feliks (Seba- 
styan). I. 331. 340. 341. 347. 348. 
355. 556. 361. 362. 369. 370. 
II. 28. 30. 31. 33. 34. 35. 30. 
37. 39. 40. 42. 43. 44. 48. 53H. 
53. 668. 682. 686. 705. 727. 730. 
813. 821. III. 104. 363. 537. 

. 550. 557. 

Zupański Józef. II. 458. 679. III. 


| 245. 
Zycki Jan. III. 365. 


Życki Tomasz. I. 323. 339. 346. 
353. 357. 362. 363. 360. 367. 
371. II. 19. 20. 21. 22. 23. 29. 
31. 32. 38. 68. 170. i3i. 183. 
336. 789. 793. 805. 810. 817. 
pa 273. 293. 359. 364. 529. 

7: 

Żyliński Wacław. I. 114. II. 765. 

III. 138. 166. 


Żyłłok Karol. II. 780. 

Żyrowicka szkoła powia- 
towa. I. 269. 

Żyrycki Joachim. I. 114. 

Żyszkiewicz Antoni. III. 402. 500. 

| Żyszkowski Antoni. II. 659. 669. 

|Żytomierska szkoła powia- 
towa. I. 270. 


SPIS RYCIN. 


Berło i pieczęć Uniwersytetu wileńskiego T II 
Były teatr anatomiczny w Wilnie . . na czele » >» 
Dziedziniec Domu alumnów T. III 
Dziedziniec główny Uniwersytetu wileńskiegd« oraz Gas kościoła 

uniwersyteckiego Ś. Jana . . na czele T. I 
Pieczęć Szkoły Głównej litewskiej . ć ERIC AD | 
Widok Obserwatoryum w Wilnie od strony ssiódu uniwer.. . . T. I 

PORTRETY. 
FE; Str. T. 

Albertrandi Jan . III, 366 - 367 Malewski Szymon . III, 
Baliński Michał . »  372—373 Massalski, biskup . I, 
Borowski Leon » 138—139 Naruszewicz Adam > 
Cappelli Alojzy II, 482—483 Pelikan Wacław . III, 
Chreptowicz Joachim Il, 4-5 Poczobut Marcin I, 
Czartoryski Adam . I, 60—61 Protasewicz Waleryan .  » 
Daniłowicz Ignacy III, 154 --155 Sarbiewski Maciej . III, 
Fonberg Ignacy . » 166—-167 Skarga Piotr . + 5 
Frank Józef II, 302 —303 Sławiński Piotr . . . LI, 
Gołuchowski Józef » 408—409 Śniadecki Jan. . III, 
Groddek Ernest » b66—067 Śniadecki Jędrzej II, 
Hołowiński Ignacy III, 403—404 Stroynowski Hieronim. I, 
Jundziłł Stanisław II, 128—129 Twardowski Józef . III, 
Kłągiewicz Benedykt 528 —529 Zan Tomasz . . . . . > 
Lelewel Joachim » 442--443 Żukowski Szymon . . . 
Łęczycki Mikołaj III, 252 —253 


—"ĘZAZE + 


Str. 
470—477 
4706 — 477 
172—173 

Str. 

12-73 
216—217 
466 — 407 
90 —QI 
1706—-177 
44 —45 
314—315 

18— 19 
232-233 
60—61 
100 — 1OI 
106 — 107 

80—81 
408—409 
364—365 


104 
107 
116 
118 
131 
132 
135 
140 
148 
154 
159 
103 
169 


171 
172 
173 
175 
199 
207 
210 


LJ 
i m UT m > 00 O 


N 
|e 


Ważniejsze pomyłki druku. 


'jersz 
od góry 
od dołu 
od góry 
od dołu 
od góry 
od dołu 
od góry 
od dołu, przypisek 
od góry 
od dołu 
od góry 
od dołu 


od dołu 
od góry 


» 


zest 
Jan Tęczyński 
Stumera 
działach 
Hostivinem 
trwar 
Siinishatszi 
wycować się 
wykładań 
Brzostowskiego 
1819 
jak mowię 
(180) 
pracownik 
lica 
dowocyi 
Grosseta 
2410 
1696 
subjekcyi 
49 tomy 
Kurowicki 
istructum 
humarioron 
nie zgodzę się więc 
sława 
na kosztem 
Słuszczność 
tyczyce się 
Forter 
głębokiej 
biografiques 
fortety 


winno być 
Jędrzej Tęczyński 
Suniera 
dziełach 
Hostovinem 
trwał 
Sinischatszi 
wycofać 
wykładać 
Brzozowskiego 
1810 
jak mówią 
(1810) 
prawnik 
lipca 
dewocyi 
Gresseta 
3410 
1606 
ceremonii 
4? trzy tomy 
Korowicki 
instructum 
humaniorów 
stanę w sprzeczności 
sławę 
kosztem 
Słuszność 
tyczące się 
Forster 
gołębiej 
biographiques 
fortecy 


Str. 
215 
227 


230 
241 
242 
273 
280 
282 
302 
303 
304 
309 
3 1O 
312 


314 
315 
328 
337 
348 


330 
33! 
252 
354 
357 


14 
20 
19 
19 
10 
12 
3 
II 
8 
2 
14 
16 
2 


4 
7 
9 

16 
| 
6 
I 
I 


2 
10 


4 
19 
13 

2 
10 


ej 1a 
| 


u „= GG OI A tm O u 


N m w . m m -. a 
O GH W OW O NN "= KB © 


Wiersz 


6 od dołu 


od góry 


od 


od 


od 
od 


od 


od 


od 


od 


od 


od 


od 
od 


od 


od 


od 


od 


od 


od 


od 


od 
od 


od 
od 


» 


dołu 


» 
góry 
» 


» 


» 


dołu 
góry 


dołu 
góry 


dołu 
góry 


dołu 
góry 


dołu 
góry 


dołu 
góry 


dołu 


góry 
dołu 


góry 
dołu 
góry 
dołu 
góry 
dołu 
góry 


» 


dołu 
góry 


dołu 


góry 


m 7 28 RE 


jest 
łęzki 
będą 
Zienkiewicz 
Karolem 
XiIX 
1766 
Newnota 
Aron 
Herren 
Matusiewicz 
Matusiewicz 
kraju 
nudni — 
nicza 
Herberski 
licznie 
o Sarbieńskim 
katedralnym 
Fous — 
Sokulski Stanisław 
Szymonowicz 
Ostrotecensis 
rozmiary 
1651 
Żurowicach 
poprawiane 
1916 
puerpesarum 
kategorę 
w Wanemberga zbiorze 
Waszyngtona, Irwinga 
Puławskiego 
redaktorem 
Renttówny 
Kirsbaum 
Jelachich 
urządowego 
Fdward 
opisaje 
3881 
warskiej 
Burzeński 
Boruńkiej 
Brambens 
Skirmont 
Leweusteina 
Schule 
Nie 


winno dy 
łęski 
były 
Zienkowicz 
Karola 
XIXI. 
1786 
Newtona 
Aaron 
Heeren 
Matusewicz 
Matusewicz 
Kraju 
medni — 
nina 
Rymkiewicz 
liczne 
O Sarbiewskim 
katedralnym; 
Four — 
Sokulski Stanisław, rektor 
Symonowicz 
Ostrotencensis 
pomiary 
1631 
Żyrowicach 
poprawiana 
1616 
puerperaruni 
kategoryę 
Wassenberga, w zbiorze 
Waszyngtona Irwinga 
Pułaskiego 
rektorem 
Reuttówny 
Kirschbautm 
Jellachich 
urzędowego 
Edward 
opisuje 
3887 
warszawskiej 
Bużeński 
Boruńskiej 
Brambeus 
Skirmunt 
ILewestama 
Szulc 
Nim 


wiersz 
i od dołu, przypisek 

7 » 

15 od góry 
17 » 

i od dołu 

4 od góry 
Io » 
5 p 
13 » 

2 od góry 
7 » 
| gy » 
20 » 
22 > 
2 » 
przypisek 

5 od dołu 
15 » 
21 » 
2 » 


UNIWERSYTET WILEŃSKI. TÓW III. 


jest 
Szymona 
jak akademickie 
Karpowicza 
Syrucia 
lekcyje 
wileńskiego 
jako też co 
900 
dioptycznych. 
SŚchulc 
Starzeński 
Hippokseny 
Lewenhaupt 
rektorowie 
Palitini 
Niemczewicz 
Blanc 
De Pary 
Sababier 
Szpren gel 


uinno być 
Symona 
jak np. akademickie 
Karpowicza; 
Sirucia 
elekcye 
wileńskiego, podczas pobytu 
jako też co do 
9000 
dioptrycznych 
Szulc 
Starzyński 
Hippokreny 
Loewenhaupt 
rektorowi 
Palatini 
Niemcewicz 
Blane 
De Pavy 
Sabatier 
Spren gel 


52 


TREŚĆ TOMU TRZECIEGO. 


KSIĘGA DRUGA. 
Nauka. 


CZĘŚĆ DZIEWIĄTA. 


Nauczający. Znakomitsi uczniowie. 


Str. 
Kanclerze Akademii. Kuratorowie . . . . . . . . . . . . I 
NEKtOTówiEw u owdg6 wozach wy Wa WAG WOW 12 
WizyYlatoroówie. u 4:4 0.5.4 % w dog 2 dolin h ow WL 93 
Profesorowie «.« «-ó6 66m woah Rokk GW OW 6 dA 107 
Znakomitsi uczniowie . . . . . . LL toto 3 1 1 366 

KSIĘGA TRZECIA. 
Zebrania. Uwagi ogólne. 
CZĘŚĆ DZIESIĄTA. 
Rozdział I,XX. Streszczenie dziejów Uniwersytetu Wileńskiego. . . . . . . . 505 
CZĘŚĆ JEDENASTA. 
Życie wewnętrzne i zewnętrzne Uniwersytetu. 
Stowarzyszenia stałe i zespolenia doraźne . . . . . . . . . 552 


Udział w uroczystościach publicznych świeckich i duchownych 567 
Stosunki zewnętrzne. Zajścia i zaburzenia studenckie. Sprawy 

sądowe. Zatargi z policyą, z ludnością, z wojskiem . . . . 586 
Dyalogi. Teatra. Panegiryki . . . . . 1 « 1 1 1 1 1 1. bOGĆ 


CZĘŚĆ DWUNASTA. 


Rozdział LXXV. Stopień zainteresowania się społeczeństwa Uniwersytetem. 
Oddziaływanie Uniwersytetu wileńskiego na wzbudzenie gd 


cia umysłowego we wszystkich kierunkach . . . . . . . 
> LXXVI. Stosunek Uniwersytetu wileńskiego do Instytucyi zagrani- 
cznych. Członkowie honorowi Uniwersytetu . . . . . . . 
> LXXVII. Znaczenie i stanowisko Uniwersytetu wileńskiego w dziejach 
oświaty narodowej i nauki ogólnie europejskiej. . . . . . 
Spis alfabetyczny osób i rzeczy . . L Looeoroeoonoronoaoa aa 1 2 | 
ODS<TYCIN s wś Bf REG EURE w EG RW AE e EK -202 


-% 
A 6 O LEI PO 90——- 
Ba i 


Str. 


611 
618 
624 


641 
725 


PISMA AUTORA TEJ KSIĄŻKI. 


1. Endemiczeskij Zob. (1875). 

2. Wyniki z użycia kwasu salicylowego przeciw tasiemcowi (1880). 

3. Kilka słów o wolu panującym endemicznie w powiecie słobodzkim, gu- 
bernii wiackiej (1880). 

4. Kościół i zakłady dobroczynne w Lubrańcu (1880). 

5. Adamowicz Adam Ferdynand. Wspomnienie pośmiertne (1881). 

6. O zaraźliwem zapaleniu płuc (1882), 

7. O objawach filozyologicznych życia płciowego u włościanek okręgu gór- 
niczego chołunickiego (1883). 

8. Zestawienie przedmiotów zawartych w LLX tomach »Wizerunków i roztrzą- 
sań naukowych« (1883). 

9. Sławinek, żelezistyja mineralnyja wody w Lublinskoj guberni (1884). 

1o. Zestawienie przedmiotów zawartych w LXVI tomach »Atheneum« (1884). 

ii. Adam Ferdynand Adamowicz. Szkic (1885). 

12. Doktorowie medycyny promowani w Wilnie (1886). 

13. Zestawienie przedmiotów zawartych w XIII tomach »Tygodnika wileń- 
skiego. (1885). 

14. Antoni Odrowąż Kamiński (1886). 

15. Zestawienie przedmiotów zawartych w LXXI tomach »Dziennika wileń- 
skiego< (1886). 

16. Jan Kazimierz Wilczyński, nestor sztuki polskiej (1887). 

17. Zestawienie przedmiotów zawartych w IX tomach »Dziejów dobroczyn- 
ności« (1887). 

18. Iudwik Grabowski, biograficzeskij oczerk (1887). 

19. Andrej Śniadecki. Etiud iz istorii cywilizacyi Litwy (1888). 

20. Stan nauk lekarskich za czasów Akademii medyko-chirurgicznej wileń- 
skiej (1889). 

21. Proces Filaretów w Wilnie (1889). 

22. Jubileusz profesora Zygmunta Rewkowskiego (1889). 

23. Kilka słów o Filomatach i Filaretach (1889). 

24. Stan nauk matematyczno-fizycznych za czasów Wszechnicy wileńskiej. (1890). 

25. Cesarskie Towarzystwo lekarskie wileńskie, jego pracei wydawnictwa (1890). 

26. Julian Awgustinowicz Ticius (1890). 


27. 
28. 
29. 
30. 
31. 
32 
33: 


==*"73% == 


Archeologiczna Komisya wileńska (1891). 

O fiziołogiczeskich projawlenijach połowoj żizni u żenszczin (1891). 

Prof. Ignacy Fonberg (1891). 

O niewydanych listach hetmana Żółkiewskiego (1893). 

Wilno pod względem geograficznym, ADADĘNYM i historycznym (1893). 
Prof. Zygmunt Rewkowski (1894). 

Starożytności polskie. Sprawozdanie z pracy Alfreda Rómera: Pasy pol- 


skie (1894). 


34. Reforma Uniwersytetu i 4 i szkół jemu podwładnych za rektoratu 
Twardowskiego (1895). 


35: 


Pierwaja klinika w Wilnie (1896). 


36. Ob otnoszenjach wilenskaho medicinskaho PSSSWE k publikie z 1805 
po 1831 god (1900).